Rozwiązać sprawę Klątwy


Pokryte wiecznym śniegiem malownicze góry kryjące w sobie wiele tajemnic. Legendy mówią, że gdzieś w jednej z górskich dolin znajduje się sekretna wioska zamieszkała przez skrzydlatych ludzi. Nie są oni aniołami, ani demonami, posiadają jednak ogromne pierzaste skrzydła. Księgi mówią również że mają oni niezwykła moc uzdrawiania, jednak nikt nigdy nie spotkał tych tajemniczych sworzeń.

Postprzez Vergil » Wt gru 04, 2018 9:07 pm

Droga pod wejście do jaskini przebiegła im w miarę bezpiecznie, chociaż na końcu tej przechadzki zrobiło się trochę niebezpiecznie, gdy kamienne schody przestały być… stabilne, jednak tyle dobrze, że nie skończyło się to tym, że ktoś wylądował na dnie przepaści. Mogli iść dalej, a im dłużej stali przed wejściem i później już szli tunelem, tym bardziej wyczuwał magiczną obecność gdzieś na końcu tej jaskini.
Wydawać by się mogło, że Winorośl specjalnie będzie chciał ukryć swą obecność, tym bardziej, że w pewnym momencie dotarli do dwóch korytarzy i musieli wybrać jeden z nich. Tymczasem, Vergil nadal wyczuwał magiczną obecność (prawdopodobnie) osoby, której właśnie szukali. Chociaż teraz nabrał pewnych podejrzeń, że może to być jakaś pułapka i, jeżeli poszliby w stronę tego, co wyczuwał… cóż, może znaleźliby się przy ścianie po bardzo długim marszu i liczeniu na to, że już za kolejnym zakrętem trafią do komnaty, w której magiczny jegomość z widoczną nadwagą będzie na nich czekał. Ciekawe, czy Sherreri także to czuła – jeśli tak, to pewnie niedługo się o tym dowie zarówno on, jak i kotołaki. Chyba, że dziewczyna będzie ukrywać przed nimi to, co on sam wyczuwa i o czym za chwilę im powie.
         – Nie rozdzielajmy się, bo wydaje mi się, że będę mógł stwierdzić, gdzie powinniśmy iść… - odezwał się, nadal zastanawiając się nad tym, gdzie tak właściwie powinni iść. Możliwe też było, że Pan Winorośl naprawdę znajdował się tam, gdzie można było wyczuć i specjalnie nie ukrywa on swojej magicznej aury, żeby właśnie wprowadzić takie wątpliwości.
         – Tylko, że mam problem z ustaleniem tego. Z jednej strony jakoś udaje mi się wyczuć coś, co może być jego esencją magiczną lub aurą, a z drugiej już nie… I nie jestem pewien, który korytarz jest dobry. Winorośl może się ukrywać, a to, co wyczuwam, może sprawić, że dotrzemy do ślepej uliczki lub jakiejś pułapki, która mogłaby się okazać niebezpieczna – zaczął mówić. Oczywiście, że musiało tu być jakieś „ale”, w końcu wcześniej skończył mówić tak, że wręcz zapowiedział to, że nie powie im od razu, w którą stronę powinni iść i tym samym usunęliby problem ze swojej drogi w ciągu jednej chwili.
         – Z drugiej strony, może rzeczywiście wyczuwam właśnie jego, a przez to, że nie ukrywa swej aury, chce zasiać wątpliwości i sprawić, że uznamy, że raczej ukrywałby się przed nami, żebyśmy go tak szybko nie znaleźli i przez to poszlibyśmy w zły tunel… - dopowiedział, spoglądając na pozostałych członków grupy. Jasne było, że chciałby poznać ich zdanie na ten temat, jednak zanim zaczną mówić, on sam chciał jeszcze coś powiedzieć.
         – Osobiście uważam, że to pułapka i powinniśmy iść tam, gdzie nie czuć żadnej obecności – dodał na sam koniec. Teraz mogli mówić pozostali i powiedzieć, co oni myślą na ten temat. Zawsze mogą pójść w stronę, którą wskaże większość członków.

Vergil podjął już wcześniej decyzję – wtedy, gdy powiedział im, co sam myśli na temat całej sytuacji. Właściwie, dało się wyczuć to w jego głosie i raczej zamierzał pójść właśnie tym tunelem, które prowadził w stronę, z której nie wyczuwał żadnej obecności, aury czy magii. Właściwie, tym samym zmuszał też do pójścia tą drogą kotołaka, który połączony był z nim klątwą… i liną, którą wampir nadal był owinięty w pasie. W sumie, to przez jakiś czas nawet o niej zapomniał i nie dostrzegał jej, przy tym nie działo się też nic, co mogłoby sprawić, żeby lina ta nagle napięła się i przypomniała o sobie.
         – A, zapomniałbym… Jeśli ktoś chce iść w stronę „obecności”, to niech lewym tunelem, a jeśli ktoś uważa, że to pułapka i Winorośl ukrywa się, niech idzie ze mną prawym – odparł po chwili. Wydawało mu się, że na początku powiedział im, skąd coś wyczuwa, a skąd nie – cóż, najwidoczniej zapomniał o tym i tego nie zrobił.
Chwilę później odwrócił się już w stronę prawego tunelu i zaczął powoli iść w jego stronę. Nie spieszył się, jeszcze nie, bo chciał, żeby pozostali za nim nadążyli, a przynajmniej ci, którzy zdecydowali się iść tym samym tunelem. Na początku szło się dobrze – nie było żadnych pułapek, co wróżyło, że wampir naprawdę wybrał dobry tunel. Nawet dotarli do zakrętu… jednak to właśnie za nim zaczęło się coś dziać. Najpierw usłyszeli cichy chichot, który zaczął narastać tak, jakby z ciemności ktoś biegł prosto w ich stronę, chociaż po chwili znów zaczęli słyszeć ten odgłos coraz słabiej – teraz można było mieć wrażenie, że niewidzialna postać minęła ich i pobiegła w stronę wyjścia.
         – Korytarz dobry wybraliście, jednak zbyt szybko znaleźliście mnie – usłyszeli głos należący do dobrze znanego im maga, który zmusił ich do podróży w to miejsce. Oczywiście, że nie mogło być zbyt łatwo, bo przecież stałaby się jakaś tragedia, gdyby znaleźli go od razu w jaskini, już bez żadnych głupich zabaw lub zagadek.
         – Przepuszczę was dalej, jeśli powicie mi, która karta skrywa pięć alej – ponownie odezwał się Pan Winorośl, prawdopodobnie mówił w ich umysłach, używając do tego telepatii. W każdym razie, przed całą grupą pojawiły się trzy, duże karty. Każda z nich miała długość połowy wzrostu Mansuna i była proporcjonalnie szeroka do swej długości, poza tym strony, którymi były do nich odwrócone miały kolor jasnego fioletu i zdobiły je złote winorośle – patrząc od lewej, były to trzy winorośle, pięć i dziewięć. Liczba złotych zdobień na pewno nie była przypadkowa, jednak zbyt prostym byłoby wskazać kartę, na której znajduje się pięć winorośli.
         – Zagadka matematyczna, równocześnie też artystyczna. Będę was słuchał i obserwował, na pewno nie będę tego żałował – usłyszeli jeszcze, a po chwili Winorośl zaśmiał się ostatni raz i ucichł. Na pewno ich obserwował, żeby nie pozwolić na żadne oszustwa z ich strony. W jego słowach także mogła kryć się jakaś podpowiedź, tylko najpierw trzeba było ją stamtąd wyciągnąć.
         – Myślę, że liczba tych winorośli na każdej z kart jest dość ważna. Nie może być przypadkowa… Jednak na pewno nie możemy wskazać karty, która ma na sobie pięć zdobień. To byłoby zbyt proste. Jeżeli zagadka rzeczywiście jest matematyczna, to trzeba coś zrobić z liczbami – odezwał się Vergil, przerywając tym samym ciszę. Nie próbował skoczyć do przodu, żeby spojrzeć na karty z drugiej strony, bo wiedział, że Winorośl na pewno zadbał o to, żeby nie mogli rozwiązać zagadki właśnie w ten sposób.
         – Jeśli macie jakieś pomysły to śmiało, ja już mam jeden lub dwa, tylko najpierw muszę je porządnie przemyśleć… I nie odpowiadajcie od razu, bez wcześniejszej konsultacji z resztą grupy – odezwał się, ostatnie zdanie dodał głównie dlatego, że przypomniał sobie wcześniejszą sytuację w lesie i to, że mogli wszyscy zginąć, gdyby wtedy starzec uznał odpowiedź ich przewodniczki.
Avatar użytkownika
Vergil
Mieszkaniec Sennej Krainy
 
Inne Postacie: Samiel, Calathal, Cain, Jon, Kelsier, Nessus, Fenrir, Malthael, Salazar, Constantin, Seviron,
Rasa: Wampir Czystej Krwi
Aura: Silna emanacja, która zachwyca ilością barw, u podstaw żelazny odcień delikatnie przechodzi w srebrny. Wyżej natomiast staje się kobaltowa. Całą powierzchnię pokrywają drobne, intrygujące kształty w kolorze rtęci z daleka przypomina to pył. Tu i tam widać chaotyczne maźnięcia pędzlem zanurzonym raz w miedzianej, a raz w barachitowej farbie. Otula ją niczym koc, obsydianowe światło. Niespodziewanie można odczuć uczucie zagrożenia, chwile po tym słychać jęki i wrzaski torturowanych. Niesie ze sobą woń świeżej krwi niezmiennie będący w parze z metalicznym posmakiem w ustach. Złamać powłokę emanacji to poważne przedsięwzięcie, jest ona bowiem niebywale twarda, dodatkowo elastyczna, więc może unikać jakichkolwiek ciosów bez trudu. Posiada ostre jak brzytwa brzegi ukryte pod aksamitnym puchem. W smaku charakteryzuje się łagodnością, lepi się naprawdę mocno, chcąc ukryć pojawiającą się czasem lekką suchość. Na trwałe zapada w pamięć.
Wygląd: Vergil nie wygląda jak osoba, która żyje prawie sześćset lat, nie ma tu czemu się dziwić, w końcu jest wampirem. Gdy nie zna się jego rzeczywistego wieku, to można stwierdzić, że wygląda na około 35 lat. Nie należy do najwyższych, jednak jest wysoki, bo mierzy sobie 6,3 stopy (192 cm), a przy tym jest dobrze zbudowany i posiada wręcz trupioblady kolor skóry, jak to wampir. ... (Więcej)

Postprzez Mansun » Śr gru 05, 2018 9:39 pm

        Chociaż po spacerku nad przepaścią można by mieć dosyć atrakcji, to grupa nadal daleko była od fajrantu. Co prawda schody nie zaczęły się dopiero teraz - od pojawienia się Pana Winorośli cała ta wędrówka była jedną wielką wspinaczką po coraz to wyższych stopniach, a ucieleśnieniem tej metafory stały się platformy od Wiśni. I nie był to koniec!
       Kotołaki popatrzyły sceptycznie na wejście do tunelu. Tunele… teoretycznie nie mieli nic przeciwko nim - choć im głębiej tym zimniej i bardziej wilgotno. Ograniczona ze wszystkich stron przestrzeń nie była jednak ich środowiskiem naturalnym. Bez nieba nad głową i otwartym terenem z jednej i z drugiej strony czuły się jak w pułapce. Nieustannie towarzyszyła im myśl, że w tunelu trudniej o uniki i formację bojową, do której najbardziej były przyzwyczajone. Podziemne korytarze (nawet naturalne, skaliste) można też było zasypać i uwięzić w środku bezbronne ofiary doprowadzając je do szaleństwa mrokiem i ciasnotą.
       Z takim nastawieniem weszli do kryjówki winorośli, więc nie trudno się dziwić, że czujność w nich narastała. Nerwowość wręcz, choć to zależało od osobnika. Lecz tym razem nawet Mansun nie czuł się pewnie, mając nierówny sufit niekiedy tylko z dłoń nad swoją głową i szorując po nim pędzelkami uszu. Kryjówka utytego maga pasowała kształtem do właściciela - bywała szersza niż wyższa. Za pewien komfort uznać można było fakt, że nie muszą przeciskać się jedno za drugim między kamiennymi formacjami lub zginać się wpół przechodząc przez przewężenia - póki co korytarz wydawał się być przygotowany pod swobodne przechadzki petentów Pana Winorośli - były tu nawet pochodnie!
       Usłużnie zapaliła je dla nich Rogata, choć Kanhumę i Fona jak zwykle przyprawiła przy tym o ciarki. Zaradi ku własnemu poirytowaniu zaintrygowany był jej umiejętnościami i starał się zapamiętać jak wygląda używanie przez nią magii. Mansun zaś… chyba nawet nie zauważał różnicy. Wiśnia to wiśnia.

       Nawet w oświetlonym tunelu poruszali się ostrożnie - jakby oczekując jakiegoś zagrożenia. Pułapki czyhały na nich jednak bardziej oczywiste i w stylu szaleńca niż skrytobójcze sztuczki, których się obawiali. Zasady, którymi kierował się mag z jednej strony były nieco dziecinne, z drugiej nieprzewidywalne, z trzeciej niezwykle barwne, ale z czwartej - zaskakująco honorowe. Być może nie był przy zdrowych zmysłach, ale podążanie za jego instrukcjami wydawało się od pewnego czasu najrozsądniejszym wyjściem. Niestety żaden z karakali nie dałby kłaka za to, że do tej pory względnie konsekwentny Winorośl nie zmieni zdania i nie zechce nagle pochować ich żywcem w swej górskiej ,,norce”.
       Zawsze można jednak liczyć na alarański cud.

       Z taką cichą nadzieją stanęli przed rozwidleniem. Najbardziej wprawieni w wykrywaniu aur Kanhuma i Zaradi wysunęli się nieco naprzód i w końcu doszli do podobnych jak wampir wniosków - przynajmniej jeżeli o źródło chodziło. Reszty faktów słuchali od czasu do czasu konsultując się z sobą spojrzeniami i lekkim przechylaniem uszu.
       - Rozdzielanie się nie wydaje się dobrym pomysłem. - Poparł go Zaradi zmęczonym tonem. Zaraz objaśnił też po sunbaryjsku na czym sprawy stoją zagubionemu coraz bardziej Fonowi.
       - Zostaw ten lewy, idziemy za tobą - mruknął do krwiopijcy po paru następnych chwilach i machnął na to ręką. Nie dawał im większego wyboru ciągnąć za sobą tę łajzę, Kanhumę, a poza tym nie było co błąkać się osobno po korytarzach. No, chyba, że Rogata zechce od nich wreszcie odkicać i pójdzie w innym niż oni kierunku. Blond kapitanowi było już wszystko jedno. Prawie. Bo ponarzekać zawsze można było.

       Ruszyli zgodnie za wampirem jak to już mieli w zwyczaju - korytarz zrobił się nieco przestronniejszy i jakby bardziej owalny w przekroju. Najwyżsi mogli się wyprostować, a nawet przeciągnąć i samo już to wystarczyło im do chwilowego szczęścia.
       A później odezwał się Winorośl.

       Zaradi jak zwykle wkurzył się na jego rymowanki, Fon ich nie zrozumiał, Kanhuma spłoszył się obecnością maga, a Mansun ucieszył, że wreszcie są blisko celu. W końcu jego szukali, to jak mógłby być zawiedziony, że odnaleźli?

       Kolejna zagadka była równie podchwytliwa jak ta od strażnika lasu, czy tam innego wariata. Skojarzenie z tamtą ‘przygodą’ było tak oczywiste, że komentarz Vergila gładko wślizgnął się w ciąg myślowy futrzaków i mogli tylko pokiwać głowami. Nie żeby którykolwiek z nich wyrywał się do odpowiedzi - nawet najbardziej brawurowym akcja Ir dałaby do myślenia.
       - Biorąc pod uwagę stan psychiczny tego gościa nie zdziwiłbym się, gdyby po podchwytliwej ,,obecności” w tunelu chciał nas przechytrzyć zmuszając do zbytnich kombinacji. Jak dla mnie piątka nie wygląda gorzej jak dziewiątka.
       - Ahe Zaradi, tu tszheba coź zhrobidź z lhiczbami!
       - No to masz - pomnóż piątkę przez jeden, zobaczysz co wyjdzie.
       - A mhoże dźhewiąthka?
       - I co z nią zrobisz?
       - Hmmm… dhodam jheden i phodzielę?
       - A trzy? - Wtrącił nieśmiało Kanhuma.
       - Dziewięć co prawda jest podzielne przez trzy, ale co to ma wspólnego z piątką? Jeśli odejmiesz od dziewięciu trzy, nie wyjdzie pięć. W sumie obie te karty są tu od czapy.
       - Dziewięć. - Odezwał się nagle Fon w ich ojczystym i wskazał twardo na kartę z największą ilością pnączy.
       - Czyli tak… - Zaradi zaczął podsumowywać - Mamy dwa głosy na dziewiątkę i jeden na piątkę. Poruczniku?
       - M-myślę, że piątka. Wiem, że jest oczywista, ale…
       - Dobry głos. No więc słuchamy - odwrócił się w stronę pozostałej dwójki. - Powiedzcie nam teraz dlaczego nie mamy racji.
Avatar użytkownika
Mansun
Szukający drogi
 
Nagrody: Obrazek
Inne Postacie: Kana, Funtka, Lucy, Daro, Maka, Noa, Kito, Nutria, Kuna, Lotta,
Rasa: Kotołak (Karakal Panquski)
Aura: Z oddala słychać pojedynczy, głęboki ton, nie dający się przez nic zakłócić. Otula zmysły, dając poczucie spełnienia i przynosząc ze sobą delikatną woń zwierzęcej sierści i przyjemne uczucie ciepła. Zmysłów nie oszczędza jednak smak emanacji, wyraźnie pikantny, a do tego gorzki i kwaśny. Później dostrzec można jasną i błyszczącą szafirową poświatę, połyskującą niczym korony drzew skąpane w słońcu. Otula ona emanację o średniej silne, na którą tworzy się dość słabe tło oraz znacząco silniejszy promień mocy, przeszywający ją w jednym miejscu, wskazując źródło swojej potęgi. W dotyku jest twarda i zakończona ostrymi krawędziami. Można jednak znaleźć miejsca w których gnie się niesamowicie, na zmianę lepiąc się do dłoni i wysuszając skórę. Na końcu warto skupić się na barwach aury, stanowiących prawdziwe dzieło sztuki. Całość jej powierzchni pokryta jest wirującymi, silnie cynowymi pasmami, stanowiącymi tło dla reszty barw. Po żelaznych i miedzianych wodach płyną srebrne statki, otulone lekko złotą mgiełką, na długo zapadając w pamięć.
Wygląd: Choć w swoim kraju był raczej średniego wzrostu i postury, w Alaranii sprawiać może wrażenie kogoś cierpiącego na lekką odmianę gigantyzmu. Nie chodzi nawet o to, że jest zwyczajnie wysoki, ale o wielkość jego niezbyt przecież masywnego ciała. Jego alarański odpowiednik przy tych samych proporcjach musiałby mieć jakiś 1.75 metra wzrostu, on zaś ma jakieś dwa metry, co (wraz ... (Więcej)
Uwagi: Karakal mówi z sunbaryjskim akcentem. Podróżuje przeważnie wraz z kilkoma innymi oficerami.

Poprzednia strona

Powrót do Szczyty Fellarionu

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron