Między Bogiem a miastem.


Pokryte wiecznym śniegiem malownicze góry kryjące w sobie wiele tajemnic. Legendy mówią, że gdzieś w jednej z górskich dolin znajduje się sekretna wioska zamieszkała przez skrzydlatych ludzi. Nie są oni aniołami, ani demonami, posiadają jednak ogromne pierzaste skrzydła. Księgi mówią również że mają oni niezwykła moc uzdrawiania, jednak nikt nigdy nie spotkał tych tajemniczych sworzeń.

Postprzez Yastre » Cz lis 08, 2018 7:39 pm

        Yastre najpierw zgrywał mega twardziela - przed walką nie było nikogo, kto byłby w stanie go pokonać, mógł rozwalić wszystkich, którzy stanęli mu na drodze. Po walce nadal się trzymał, nie trzeba go było prowadzić ani asekurować, bo szedł pewnie i nie zostawał w tyle, ale też nie szedł na przedzie grupy. Później jeszcze trochę stracił na swojej samczej sile - pozwolił sobie na rozluźnienie i okazanie, że coś go boli. A na koniec zupełnie schował dumę do kieszeni, pozwalając by to Kavika się nim zaopiekowała i by opatrzyła jego rany. Był szczery, nie udawał by poprawić swoje samopoczucie i gdy udawał, że go nie boli, da radę i wszystko w porządku, robił to ze względu na innych, by się nie bali i czerpali siłę z jego siły. Czemu jednak miałby dalej zgrywać twardziela, skoro już było po wszystkim? Teraz, gdy był już opatrzony, a niebezpieczeństwo zostało za nimi, nad magiczną sadzawką, mógł cieszyć się tym, co było dla niego najważniejsze: towarzystwem jego słodkiej Kaviki. Dlatego tak nalegał, by położyła się z nim, bo choć nie miał siły na namiętności, chciał po prostu być przy niej. Nie puścił jej i był twardy… Tak długo aż sam nie zasnął - niestety jej rozluźniające zioła zdziałały cuda na jego osłabione ranami i walką ciało, posyłając go w objęcia snu znacznie szybciej, niż sobie tego życzył. Dzięki temu Kavika miała chwilę spokoju by zaspokoić swoją potrzebę porządku. A on w tym czasie odpoczywał…
        Uczona kładąc się obok panterołaka mogła odnieść wrażenie, że spał on naprawdę głęboko, bo aż sapał nabierając oddechu, a jego ramię było ciężkie jak kłoda, tak się zdołał rozluźnić. Lecz gdy ona położyła się obok niego, okazało się, że bandyta jednak zachował resztki czujności, ale nie zerwał się jak do ataku, tylko chyba od razu poznał, że jego sarenka w końcu zdecydowała się do niego dołączyć. Nie dał jej szans na to, by się rozmyśliła - zaraz objął ją i przygarnął do siebie. Nie otwierając oczu pocałował ją w czoło i zamruczał.
        - Dziękuję - szepnął, bo chyba wcześniej jej nie podziękował za to jak się nim zajęła. A może podziękował? Niech to, by tak zmęczony, że nie pamiętał, ale to nieważne, mógł podziękować drugi raz. I trzeci i czwarty i dziesiąty też, bo naprawdę miał za co. Teraz jednak… spać.

        I w końcu Yastre zasnął tak głęboko, że nawet nie usłyszał zamieszania na dworze. Może to dzięki instynktowi tak się stało - po prostu coś mu podpowiadało, że nie nadciąga niebezpieczeństwo, można więc odrobinkę dłużej pospać… Z czego chętnie korzystał. Co więcej gdy Kavika chciała wstać, z początku stawił jej zdecydowany opór i nawet coś tam mruknął z niezadowoleniem, ale w końcu uczona dała radę wysmyknąć się z jego ramion.
        - Mmmm, wracaj do mnie - mruknął, niemrawo łapiąc ją jeszcze za ubranie, które i tak dało się bez problemu wyrwać z jego uścisku. Gdy to się Kavice udało, bandyta jeszcze trochę po omacku wodził wokół siebie ręką, próbując ją odnaleźć, ale gdy to się nie udało w końcu otworzył jedno oko. A potem drugie i ziewając z szeroko otwartymi ustami podniósł się na łokciu.
        - Kavika? - wezwał rozespanym wzrokiem uczoną, a gdy zobaczył ją na tle okna, przez które do środka sączyło się światło księżyca i gwiazd, jak jej krucha sylwetka zdawała się być wręcz nierealna, taka delikatna i urocza, aż zamruczał z zadowolenia.
        - Ładnie wyglądasz - powiedział do niej niskim głosem, który wybitnie zwiastował chęć na pieszczoty. Aż jego ogon obudził się do życia i lekko podrygiwał pod kocem. W końcu jednak do bandyty dotarło, że coś się działo i zaczął gramolić się z posłania.
        - E tam, dam radę - zbagatelizował swój stan, gdy Kavika zaprotestowała i kazała mu dalej leżeć. - Nic mi nie jest, dzięki tobie - oświadczył i wykorzystując element zaskoczenia skradł uczonej całusa jak na prawdziwego bandytę przystało.
        - Chodźmy - uznał, gdy już stanął na nogi. Widać było, że chciał się przeciągnąć, ale ze względu na szwy się powstrzymał. Trochę był obolały i zastany od spania na podłodze, ale sen naprawdę dobrze mu zrobił i sporo ran zdążyło już w miarę się wygoić, mógł więc chodzić, choć może jeszcze nie dokazywać jak to miał w zwyczaju.

        Na zewnątrz Yastre wyszedł tuż za Kaviką. Powinien tak naprawdę wyjść pierwszy, na wypadek gdyby ktoś tam na nich czyhał, ale słysząc okrzyki dzieciaków wiedział, że jest bezpiecznie. A co więcej jego urocza blondyneczka poczuła zew powołania widząc rannego lisołaka i on nie miał chyba już nic do gadania, jedyne co mógł zrobić to ją wspierać i właśnie to zamierzał uczynić, bo ona była bardzo mądra i na pewno wiedziała co robi.
        - Właśnie, Tavik, weź się nie wygłupiaj tylko chodź tu - zawtórował dzielnie Kavice. Widząc, że ona chce go wesprzeć, skorzystał z tej sposobności, lecz zamiast podeprzeć się na niej by wygodniej mu było iść, otoczył jej wątłe barki ramieniem i przygarnął ją do siebie. Oczywiście w ramach wsparcia psychicznego! Dla siebie i dla niej.
        - Jak się trzymasz? - zapytał lisołaka, tak po prostu, jakby byli kumplami, a nie niedawnymi wrogami. - Dzieciaki bardzo za tobą tęskniły, żyć normalnie nie dawały - oświadczył, potwierdzając tylko to, co było i tak widoczne jak na dłoni.
        - No dobra - uznał w końcu bandyta, gdy Efne już odpowiednio zachęciła lisołaka perspektywą ciepłego posiłku. - Chodź, nie ma co się opierać, pensjonarką nie jesteś. Idziemy jeść i pogadamy. A Kavika cię poskłada elegancko, spokojna głowa, ma wielki talent - oświadczył, pokazując jako przykład to jak poszyła jego nogę, po czym obrócił się razem z uczoną w stronę chatki i tam się udał, jakby naprawdę nic się nie wydarzyło i nie miał powodów, aby gniewać się na Verkę albo chronić przed nim plecy. Musieli pogadać, najwyżej wtedy dadzą sobie po mordach.
        Już w chatce Yastre nabrał nowej energii, bo poczuł zapach jedzenia. Zaraz chętnie podszedł do wiszącego nad paleniskiem gara i z przyjemnością zaciągnął się aromatem.
        - O ja cię, ale to musi być dobre - oświadczył, już sięgając po chochlę by skosztować potrawki, ale zawsze czujna Fresia dała mu po łapach.
        - Ała! - oburzył się zmiennokształtny.
        - Miski daj ty niewychowany kocie - obsztorcowała go najemniczka, a bandyta uznając, że jednak trochę racji ma, faktycznie zaczął szukać jakiś naczyń, do których można by nałożyć jedzenie dla wszystkich.
Avatar użytkownika
Yastre
Szukający Snów
 
Nagrody: ObrazekObrazek
Obrazek
Inne Postacie: Sanaya, Jorge, Dżari, Skowronek, Tioyoa, Kinalali, Widugast, Nikolaus, Ijumara, Kaikomi, Rael, Mniszek, Mitra, Rianell, Sadik, Maximilaan,
Rasa: Panterołak
Aura: Złota powierzchnia aury cudownie mieni się w słońcu. Można w niej dostrzec także ślady żelaznych nacięć na cynowych plamach, o dość sporych rozmiarach. Spostrzegawcza osoba może ujrzeć również resztki miedzianego koloru, który powoli niknie, wypierany przez inne barwy. Bije od niej szmaragdowy blask. Wraz z sobą niesie zapach sierści, który jednak mocno różni się od typowego. Jest jakiś inny, niespotykany. W dotyku niesamowicie twarda oraz niebywale elastyczna. Ostrość nie jest zbyt wielka, co nie znaczy, że można to ignorować. Powłoka posiada gładkie miejsca, lecz w większej części jest bardziej chropowata. Lepi się do języka, a swym pikantnym posmakiem wywołuje pragnienie, które ciężko jest ugasić.
Wygląd: Yastre w humanoidalnej formie to przystojny młodzieniec - wysoki, bo ma sporo ponad sążeń wzrostu (ok. 187 cm), o ładnym, gibkim ciele. Jego muskulatura jest wyraźna, lecz ze względu na naturalne predyspozycje nie wygląda topornie, osoba na niego patrząca podświadomie kojarzy grę mięśni pod jego skórą z kocim drapieżcą. Panterołak ma dość wąskie ramiona i jeszcze węższe ... (Więcej)
Uwagi: Yastre rzadko przedstawia się swoim prawdziwym imieniem - w kilku miastach jest ścigany jako bandyta napadający ludzi na gościńcach, woli więc na wszelki wypadek nie mówić jak się nazywa.

Poprzednia strona

Powrót do Szczyty Fellarionu

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości

cron