[Rododendronia i okolice] Żelazo i pióro


Pokryte wiecznym śniegiem malownicze góry kryjące w sobie wiele tajemnic. Legendy mówią, że gdzieś w jednej z górskich dolin znajduje się sekretna wioska zamieszkała przez skrzydlatych ludzi. Nie są oni aniołami, ani demonami, posiadają jednak ogromne pierzaste skrzydła. Księgi mówią również że mają oni niezwykła moc uzdrawiania, jednak nikt nigdy nie spotkał tych tajemniczych sworzeń.

Postprzez Tauros » So wrz 29, 2018 6:17 pm

Tauros nawet dla samego siebie zachowywał się dziwnie. Nigdy nie miał gości. Nigdy, w sensie naprawdę NIGDY. Nie liczył tych z dzieciństwa, wtedy był tylko dzieckiem i było to bardzo dawno temu. Czuł się nieswojo. Nie z powodu Many, raczej dlatego, że sam dobrze nie znał własnego domu. Nie czuł się w nim jeszcze jak domownik, raczej jak intruz. Choć w tych czterech ścianach od dawna nikt nie mieszkał, to miał wrażenie, jakby chodził po obcym miejscu. Brakowało tutaj "domowej" atmosfery. Wielkolud sam nie wiedział jak powinien ugościć swoją nową przyjaciółkę. Starał się jak mógł, chciał jak najlepiej i dla siebie, i dla Many. Może właśnie dlatego jego zachowanie było tak nienaturalne.
- Skoro lubisz warzywa, to możemy coś ugotować - oznajmił.
- Pójdę na targ, kupię coś, zrobimy zupę, bez mięsa, bo mówiłaś, że nie możesz go jeść. - Z jej wywodu zrozumiał, że po mięsie wymiotuje i jest jej niedobrze. Nie chciał by miała jakieś rewelacje pod jego opieką. On sam żarł mięso w wielkich ilościach. W końcu był wielkim chłopem to i żreć musiał dużo. Zwłaszcza, że jego przemiana materii była bardzo szybka. Dla niego taka zupka z warzywek to było za mało. Planował więc pójść na targ i kupić znacznie więcej niż tylko kilka warzyw na jarzynową. W domu miał jeszcze ser, mleko i jajka. Ale on zjadał tuzin jaj na śniadanie. Wypadało więc i tak uzupełnić zapasy. Podejrzewał jednak, że jego gość nie będzie go obżerał. Mana była drobną istotką, która z pewnością nie jadła za dwóch.
- Och... Przepraszam - wydusił z siebie, kiedy dziewczyna powiedziała mu, że nie jest głupia - nie to miałem na myśli. Chodziło mi tylko o to, że daję ci wodę, a nie na przykład zioła. Chciałem tylko... - Nie dokończył, bo jego nowa znajoma zaczęła się rozbierać.
- Nosz ja cie... - Odwrócił się mimowolnie.
- Mana, co Lili mówiła o tym, że jesteś nago? - odezwał się, ale Mana już go nie słuchała. Zerknął przez ramię, choć z jednej strony chciał jej dać prywatność, a z drugiej chciał wiedzieć co ona tam wyprawia. Nogi i wszystko aż do brzucha miała teraz porośnięte piórami, więc to pół biedy. Ale jej piersi zakrywały tylko jakieś amulety i kawałek skóry. No nic... Tauros przemógł się i odwrócił w stronę dziewczyny, chcąc zobaczyć co robi. Smarowała się zieloną maścią, obkładała jakimiś liśćmi. Wyglądało na to, że zna się na leczeniu. W końcu dała mu do obandażowania skrzydło. Już bez większego spinania się opatrzył jej rękę.
- Wiesz, myślę, że skoro już tu jesteś i trochę pobędziesz, to może powinnaś mieć jakieś ubrania - zaproponował.
- Mogę ci coś załatwić, coś co nie będzie cię krępowało a zasłoni to co powinno być zasłonięte. No wiesz, chodzi o to, że się różnimy - plątał się jak małe dziecko.
- No nie możesz mi tu latać na golasa. Musisz być zasłonięta. Bo ja jestem mężczyzną, a ty kobietą. I ja nie mogę cię oglądać nago. Bo tak się po prostu nie godzi - mruczał pod nosem, bo nie miał pojęcia jak ma z tej sytuacji wybrnąć.
- Dobra - westchnął. - Chodź, pokaże ci co jest na górze - ale Mana zdawała się go zupełnie nie słuchać. Z maską na twarzy pomrukiwała coś, może śpiewała, może recytowała jakąś modlitwę. Nie wiedział. Cały czas mówił do niej tak jakby go słuchała, ale dopiero teraz uświadomił sobie, że ona jest kompletnie w innym świecie. Spojrzał na lisa siedzącego nieopodal.
- I co ja mam teraz zrobić? - powiedział do niego, choć nie oczekiwał odpowiedzi.
- Mana? - zapytał.
- Słyszysz co mówię? - pytał, a z każdą sekundą czuł się coraz dziwniej.
Avatar użytkownika
Tauros
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Tristan, Malachi, Troy,
Rasa: Nord
Aura: Ta aura należy do tych raczej silnych, choć nie najmocniejszych. Połyskuje kolorem żelaza wymieszanego z cyną, lecz gdyby się przyjrzeć, można zobaczyć barachitowe smugi. Wokół siebie roztacza szmaragdową poświatę z odrobinką topazowych prześwitów, które otulone są ametystową mgiełką. Zdecydowanie można wyczuć zapach górskiego powietrza, które niesie ze sobą woń garbowanej skóry. Gdyby się przysłuchać można wyłowić dźwięki młota kowalskiego uderzającego o kowadło, lecz do uszu dobiegają również dźwięki ostrzy mieczy uderzających o siebie, czy też odgłosy walczących wojowników. Ta nieco połyskująca aura wydaje się być twarda w dotyku, niemal pozbawiona ostrych krawędzi. Zdarza się, że pozostawia w ustach nieco pikantny smak z nutką goryczy, ale gdy ktoś potrafi odpowiednio ją odczytać, może czasem wyczuć coś kwaśnego, co jest zaskakujące.
Wygląd: Wielki, naprawdę wielki mężczyzna. Mierzy 200 cm wzrostu, a jego barki są tak szerokie, że z trudem mieści się w jakiekolwiek drzwi. Przecięte łóżka karczemne są dla niego zdecydowanie za małe. Dłonie ma wielkie jak bochny chleba. Nogi ciężki i umięśnione jak u mamuta. Klatka piersiowa z masą mięśniowa rozrośniętą tak bardzo, że widać każdą żyłę. Podobnie wygląda ... (Więcej)

Postprzez Mana » Pt paź 05, 2018 11:38 pm

        - Mana pomoże - uśmiechnęła się pogodnie, gdy wspomniał o przygotowaniu zupy i pójściu na targ, cokolwiek to było. Zastanawiało ją tylko czy tutejsze kupić jest tym samym co u niej zebrać albo upolować. Acz i o tym nie miała pojęcia, gdyż zazwyczaj stołowała się u innych harpii albo zupełnie innych plemionach okolicznych naturian.

        - Tauros przepraszać nie musi - zaśmiała się z rozbawieniem i go przytuliła, by się tym nie przejmował, bo nie chciała go urazić ani nie miała nic złego na myśli. Po prostu chciała zaznaczyć, że wie do czego służy woda i to w naczyniu, choć może faktycznie wina leżała po jej stronie i źle sformułowanej uwadze. Czasu niestety nie cofnie, a na błędach się każdy uczy, postanowiła więc nie próbować tego okręcić, bo mogło być po tym jeszcze gorzej, więc zajęła się swoim bolącym skrzydłem. Zaczęła przygotowania do odprawienia rytuału i zapadnięcia w trans.

        Po kilku uderzeniach serca, gdy Tauros skończył owijać jej skrzydło bandażem, Mana przestała widzieć jego kuchnię i znalazła się w jakimś ponurym, granatowo czarnym miejscu z ciemnymi zarysami martwych kształtów, białymi zjawami wędrującymi w tylko sobie znanym kierunku i delikatną jasno błękitną ścieżką zostawioną przez nie. Zaraz też przy dziewczynie pojawił się żółty zarys lisa i podążyła jedną ze ścieżek. Ja jej końcu spotkała ducha staruszki, dawnej, dawnej, bardzo dawnej szamanki, która od narodzin Many pomaga jej i służy radą, a także uczyła ją szamańskiej profesji, co prawda teoretycznie, ale gdyby nie ona naturianka nie byłaby tym kim była obecnie. Starsza kobieta zatrwożyła się, gdy zobaczyła w jakim stanie jest dziewczyna, ale harpia szybko ją uspokoiła i poprosiła jedynie o pomoc w zaleczeniu złamania. Niestety odpowiedź jaką otrzymała w tej kwestii nie była tą, której się spodziewała, gdyż Babcia Una nie była w stanie nic zrobić.
        - Przodkowie się na tobie zawiedli moje dziecko... Nie wiem czym mogłaś ich aż tak rozgniewać, ale niestety nie mogę ci w tej chwili pomóc. Nie martw się jednak, twoje skrzydło z czasem wyzdrowieje i to bez użyczania ci naszej mocy. Masz przez to czas na przemyślenie swoich działań i naprawienie błędów. Zastanów się kochanie czym mogłaś ich tak zdenerwować, znieś cierpliwie i dumnie ich gniew, może po prostu chcą cię poddać kolejnej próbie. A przede wszystkim uważaj na siebie - powiedziała ze smutkiem Babunia znów zawieszając wzrok na bezkresnych zaświatach, obserwując tułaczą wędrówkę tutejszych mieszkańców.

        Dziewczyna nie spodziewała się takiego obrotu sytuacji i szczerze była bliska płaczu, gdy położenie przez Røda łapki na jej nodze, wyrwało ją z tego transu. Zaniepokojona najpierw poderwała się gwałtownie na równe nogi i rozejrzała nerwowo po pomieszczeniu, a dopiero gdy sobie wszystko przypomniała przytuliła się całą sobą do Taurosa wypłakując się w niego cicho. Nie przez to, że skrzydło będzie ją bolało dłużej niż myślała i nie będzie mogła latać, ale przez to, że nie wiedziała czym aż tak rozgniewała przodków i będzie wielkim, pierzastym kłopotem dla Taurosa.
        - Mana się boi przodków. Przodkowie na Manę źli, Mana nie chce złych przodków - szlochała jak dziecko i jeszcze bardziej się rozwyła, kiedy Rød ugryzł ją w nogę, żeby się opanowała. Niestety marny to przyniosło skutek.

        Niezadowolony lis, starał się łapkami zgiąć sobie uszy by tylko nie słyszeć rozpaczy dziewczyny, gdy warczenie na nią nie podziałało, aż ostatecznie wyszedł z pomieszczenia zwanego kuchnią i na własną łapę postanowił zwiedzić domostwo. Albo raczej poszukać sobie cichego i spokojnego miejsca, do których te jęki harpii nie dotrą by katować dalej jego uszy.
Avatar użytkownika
Mana
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: River, Yve, Aldaren, Valerian, Kiraie, Dantalian, Dragosani, Veryvin, Selim,
Rasa: Harpia
Aura: Zaskakujące, prawda? Jak na tak młodziutką aurę jest zaskakująco silna - w jej błyszczące ciepłem wnętrze wprowadzają Cię liczne zamieszkałe tu duchy, zawodzące i nawołujące, byś nie zgubił drogi. Ale nie bój się, bowiem i tak nie ma tu nic strasznego. Wręcz przeciwnie - szybko opada Cię uczucie spokoju i błogości, a liczne wesołe głosy docierające do Twych uszu ożywiają to niesamowite miejsce wzbudzając w nim iskrę energii i witalności. Jednakże przestrzeń stworzona z mitycznego srebra i giętkich pnączy barachitu jest wrażliwa i miękka i mimo lepkich, kobaltowych wzmocnień łatwo się łamie. Tak - wokół Ciebie już leży mnóstwo drzazg z delikatnie szorstkawej, przypominającej korę materii, ostrej i niebezpiecznej gdy obchodzić się z nią nieostrożnie. Ale za to jak ciekawie pachnie! Woń lasu i drzew oraz najprawdziwszych piór miesza się w gęstej ametystowej poświacie i wiruje wokół Ciebie prowadząc ku końcowi magicznej podróży. Na pożegnanie zostawi w Twoich dłoniach amulet z kwaśnej substancji, który przez chwilę przypominać będzie zwierzę… jakie przypadło Tobie?
Wygląd: Przeciętnej wysokości (150 cm) młoda harpia ważąca zaledwie jeden cetnar jest szczupłej i delikatniej budowy. Wbrew powszechnej opinii nie ma przesadnie uwydatnionych kobiecych atrybutów, które pod kilkunastoma wisiorami i w całym tym oceanie jej własnych piór są skutecznie ukrywane przed mniej wprawnym okiem, ale to tylko lepiej dla niej, gdyż nie musi obciążać ciała zbędnymi ... (Więcej)

Postprzez Tauros » Cz paź 11, 2018 5:47 pm

Dom Taurosa był naprawdę duży, nawet jak dla niego trochę za duży. Ale kupno tego domu było dobrą decyzją. No i dostał go za naprawdę niską cenę. Właściciele chcieli szybko pozbyć się nieruchomości. Z tego co wiedział chcieli wyjechać z Rododendronii do Rapsodii, ponieważ ich dorastająca córka miała zdolności magiczne i uznali, że lepiej poradzi sobie w mieście pełnym magii niż w takim, gdzie każda zdolność jest rejestrowana. W Rapsodii było dużo, dużo łatwiej. Tamto miasto aż kipiało od uzdolnionych magicznie osób. Tak czy inaczej Tauros był zadowolony z domostwa. Na dole były trzy pomieszczenia, na górze także. Jemu starczyłby jeden pokój na górze, ale planował w jednym urządzić coś na kształt salonu, w drugim sypialnię, a w trzecim... jeszcze nie wiedział, ale coś na pewno się znajdzie.

Nie miał pojęcia co robi Mana. Nigdy nie widział człowieka, który wpada w taki trans. Domyślał się, że Mana robi coś na kształt medytacji, ale kompletnie nie ogarniał do czego to służy. Stał jak słup soli, nie mając pojęcia co robić. Patrzył na maskę, którą założyła na siebie. Była bardzo ciekawa, nigdy wcześniej nie widział takiej. Musiała być cenna, była zdobiona kamieniami i piórami. Poza tym Mana się z nią nie rozstawała, więc musiała być dla niej ważna.

Kiedy kobieta wstała na równe nogi Tauros spojrzał na nią pytająco. Patrzyła tak, jakby nie wiedziała gdzie jest. Tauros nadal nie wiedział co zrobić. Nagle ciemnowłosa objęła go w pasie i przytuliła się szlochając. Odruchowo objął ją mocno. Bo co innego miał zrobić.
- Mana, co ci się stało? - zapytał, delikatnie głaszcząc kobietę po plecach. Nie miał pojęcia co oznaczają jej słowa. O jakich przodkach mówiła? I dlaczego mieli być na nią źli? Tauros nie znał się na duchach i innych takich. Z resztą on i magia to były dwa różne światy.
- No już, już, spokojnie. Na pewno nic złego nie zrobiłaś. Jesteś dobra. To oni ciebie zaatakowali. - Nord myślał, że to co mówi kobieta może mieć związek z tym co się stało niedawno, z jej pobiciem, ale pewności nie miał.

- Chodź - rzekł miękkim tonem, choć jego niski głos nadal był dość chrapliwy. Wziął Manę na ręce i ruszył do schodów. Wszedł z kobietą na rękach na górę i otworzył drzwi do sporego pomieszczenia. Stały tutaj różne przedmioty, zupełnie do siebie nie pasujące. Jakieś krzesła, stara sofa, komoda, wielka, rzeźbiona skrzynia i dwa, duże fotele. Wszystko to było pozostałością po poprzednich właścicielach. Tauros podszedł do fotela i usiadł na nim, a Manę posadził sobie bokiem na kolanach i przytulił ją mocno, tak by mogła wtulić głowę w jego tors. Tak było dużo łatwiej, nie musiał się do niej schylać. Chciał pozwolić jej się wypłakać.

- No już, popłacz sobie, płacz nie zawsze jest zły, może tak będzie lepiej. - Nie wiedział co innego może zrobić. Zajął się nią jak zranionym dzieckiem, bo tak ją traktował. Choć nie wiedział co doprowadziło ją do łez, to rozumiał, że musiało to być coś złego. Pomyślał, że może w ten sposób choć trochę ukoi jej ból.
Avatar użytkownika
Tauros
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Tristan, Malachi, Troy,
Rasa: Nord
Aura: Ta aura należy do tych raczej silnych, choć nie najmocniejszych. Połyskuje kolorem żelaza wymieszanego z cyną, lecz gdyby się przyjrzeć, można zobaczyć barachitowe smugi. Wokół siebie roztacza szmaragdową poświatę z odrobinką topazowych prześwitów, które otulone są ametystową mgiełką. Zdecydowanie można wyczuć zapach górskiego powietrza, które niesie ze sobą woń garbowanej skóry. Gdyby się przysłuchać można wyłowić dźwięki młota kowalskiego uderzającego o kowadło, lecz do uszu dobiegają również dźwięki ostrzy mieczy uderzających o siebie, czy też odgłosy walczących wojowników. Ta nieco połyskująca aura wydaje się być twarda w dotyku, niemal pozbawiona ostrych krawędzi. Zdarza się, że pozostawia w ustach nieco pikantny smak z nutką goryczy, ale gdy ktoś potrafi odpowiednio ją odczytać, może czasem wyczuć coś kwaśnego, co jest zaskakujące.
Wygląd: Wielki, naprawdę wielki mężczyzna. Mierzy 200 cm wzrostu, a jego barki są tak szerokie, że z trudem mieści się w jakiekolwiek drzwi. Przecięte łóżka karczemne są dla niego zdecydowanie za małe. Dłonie ma wielkie jak bochny chleba. Nogi ciężki i umięśnione jak u mamuta. Klatka piersiowa z masą mięśniowa rozrośniętą tak bardzo, że widać każdą żyłę. Podobnie wygląda ... (Więcej)

Postprzez Mana » Pn paź 15, 2018 11:29 pm

        Długo wypłakiwała sobie oczy w pierś olbrzyma, a przez to nawet nie zwróciła większej uwagi na to, że została przeniesiona do innego miejsca. Z resztą nie miało to większego znaczenia, szczególnie, że Tauros był cały czas przy niej. Choć był wciąż obcy, dawał jej niezwykłe poczucie bezpieczeństwa i sama jego bliskość, wraz z łagodnym tonem głosu, zaczęły na nią kojąco działać, przyczyniając się do stopniowego uspokajania się dziewczyny.

        - Duchy nie chcą Manie pomóc skrzydła wyleczyć. Źli na Manę, Mana nic nie zrobiła. Mana się boi i boli Manę. - Pociągała smętnie nosem niemal po każdym wypowiedzianym słowie.
        Była całkowicie zdezorientowana i przerażona tą sytuacją, ale dzięki temu jeszcze bardziej się cieszyła i była wdzięczna za towarzystwo oraz pomoc Taurosa, do którego wtuliła się ponownie, acz tym razem nieco zsunęła z twarzy swoją maskę na czubek głowy. Nie miała zielonego pojęcia dlaczego przodkowie byli na nią źli. Czyżby to przez to, że nie była w stanie pomóc tamtemu kotu, a później sobie samej? Czy to przez to, że zawsze musiała liczyć na dobroć i łaskę innych, gdy była w niebezpieczeństwie? Ale jak inaczej miałaby postępować w sytuacji zagrożenia życia? Przecież szamani byli dobrzy i powinni pomagać wszelakiemu stworzeniu bez względu na okoliczności, nie myśląc przy tym w ogóle o sobie czy o jakimś zysku dla siebie. To wojownicy zajmowali się walką, nie szamani...

        - Mana przeprasza, że Mana jest kłopotem Taurosa. A-ale... Mana nie może się wyleczyć i odlecieć - wyjąkała i zaraz znów się rozpłakała jak dziecko, któremu łakoć spadł na ziemię i ubabrał się w błocie. Lubiła Taurosa i dlatego nie chciała być dla niego ciężarem, choć wszystkie znaki na niebie i ziemi jasno pokazywały, że tym właśnie dla niego będzie i to dłużej niż przypuszczała.
        - Mana znajdzie sobie jakąś kryjówkę, nie będzie kłopotem Taurosa, Mana nie chce być kłopotem Taurosa, znajdzie kryjówkę - szlochała tuląc się do niego zrozpaczona.
        Nie zdawała sobie sprawy z tego, że jej trwoga zaczęła z każdą chwilą słabnąć, aż harpia zupełnie się nie uspokoiła. Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że szamanka została zmożona zmęczeniem i odpływała właśnie coraz dalej do krainy snów, jednakże otwarte oczy, spuchnięte oczy i co jakiś czas odgłos podciąganego nosa jasno temu przeczył.
        Intensywnie myślała o obecnej sytuacji i szukała jakiś rozwiązań, lecz nic nie była w stanie wymyślić. Nie mogła wyjść na ulicę, bo od razu by ją zabito, ale pozostać też nie mogła, Tauros zdawał się mieć dość swoich zmartwień, by przejmować się jeszcze nią. Okropnie się z tym czuła. Nie zamierzała jednak się poddawać tak szybko i chciała chociaż się jakoś odwdzięczyć albo przydać nowemu przyjacielowi. Chwilę jeszcze siedziała mu na kolanach aż zupełnie się nie uspokoiła, otarła oczy i spojrzała na mężczyznę, z którego kolan zaraz się zsunęła i stanęła przed nim. Chciała przykleić na twarz delikatny uśmiech, ale nie była w stanie na sobie czegoś takiego wymusić.
        - Mana przeprasza... - mruknęła jedynie skruszona, spuszczając głowę i wzrok.
Avatar użytkownika
Mana
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: River, Yve, Aldaren, Valerian, Kiraie, Dantalian, Dragosani, Veryvin, Selim,
Rasa: Harpia
Aura: Zaskakujące, prawda? Jak na tak młodziutką aurę jest zaskakująco silna - w jej błyszczące ciepłem wnętrze wprowadzają Cię liczne zamieszkałe tu duchy, zawodzące i nawołujące, byś nie zgubił drogi. Ale nie bój się, bowiem i tak nie ma tu nic strasznego. Wręcz przeciwnie - szybko opada Cię uczucie spokoju i błogości, a liczne wesołe głosy docierające do Twych uszu ożywiają to niesamowite miejsce wzbudzając w nim iskrę energii i witalności. Jednakże przestrzeń stworzona z mitycznego srebra i giętkich pnączy barachitu jest wrażliwa i miękka i mimo lepkich, kobaltowych wzmocnień łatwo się łamie. Tak - wokół Ciebie już leży mnóstwo drzazg z delikatnie szorstkawej, przypominającej korę materii, ostrej i niebezpiecznej gdy obchodzić się z nią nieostrożnie. Ale za to jak ciekawie pachnie! Woń lasu i drzew oraz najprawdziwszych piór miesza się w gęstej ametystowej poświacie i wiruje wokół Ciebie prowadząc ku końcowi magicznej podróży. Na pożegnanie zostawi w Twoich dłoniach amulet z kwaśnej substancji, który przez chwilę przypominać będzie zwierzę… jakie przypadło Tobie?
Wygląd: Przeciętnej wysokości (150 cm) młoda harpia ważąca zaledwie jeden cetnar jest szczupłej i delikatniej budowy. Wbrew powszechnej opinii nie ma przesadnie uwydatnionych kobiecych atrybutów, które pod kilkunastoma wisiorami i w całym tym oceanie jej własnych piór są skutecznie ukrywane przed mniej wprawnym okiem, ale to tylko lepiej dla niej, gdyż nie musi obciążać ciała zbędnymi ... (Więcej)

Postprzez Tauros » Wt paź 16, 2018 3:36 pm

Tauros nie wiedział już jak pocieszać biedną dziewczynę. Wszystko robił na wyczucie, bo nigdy nie był w takiej sytuacji. W życiu najemnika raczej nie było płaczących kobiet. Nie do końca wiedział jak się zachowywać, mógł działać jedynie instynktownie i to właśnie robił. To, że zabrał ją do innego pokoju, to, że posadził ją sobie na kolanach, to wszystko zrobił, bo czuł, że tak trzeba. Nie miał dzieci, ani żony, ani nawet kobiety, więc nie do końca wiedział jak postępować.

- Mana, ja nie wiem co to znaczy, że duchy nie chcą ci pomóc. Ja... nie znam się na tej całej magii. - Próbował jej wytłumaczyć. Tauros i magia to były dwa różne światy. No wiedział, że jest jakaś magia ducha, życia, istnienia, ale nie umiał się nią posługiwać i niewiele wiedział na jej temat. Zdawał sobie sprawę, że mnóstwo ludzi posługuje się czarami, ale on miał nikłą wiedzę na ich temat. Dlatego też nie wiedział o co chodzi z duchami i przodkami. Mana jednak nic mu nie wytłumaczyła, dlatego czuł się całkowicie zdezorientowany. No ale cóż...

- Posłuchaj mnie - zaczął poważnie. - Nie jesteś żadnym kłopotem. Owszem, mam swoje życie, plany i zmartwienia, ale uratowałem cię, więc teraz jestem za ciebie odpowiedzialny. - Nie wiedział, czy tak jest, ale tak się czuł. Musiał się zająć tą istotą, inaczej ona zginie ukamienowana przez gawiedź. U niego była bezpieczna, na ulicy nie.

- Nie będziesz szukać żadnej kryjówki. Jesteś chora. Poobijana, masz złamane skrzydło, nie możesz wrócić na ulicę. Nie masz dokąd iść, ja to wiem. Jesteś w obcym miejscu, wśród obcych ludzi. Wiem, że ja też jestem obcy, ale chcę ci pomóc. Nie możesz teraz uciec, bo dokąd pójdziesz, skoro nie możesz latać? Zostaniesz tutaj tak długo jak to będzie potrzebne. Musisz zaczekać aż skrzydło się zrośnie i będziesz mogła latać. Ja wiem, że to miasto nie jest najlepszym miejscem na lizanie ran, ale jesteśmy tutaj i już. Chcę ci pomóc Mana. Rozumiesz? Nie myśl, że jesteś kłopotem. Ja się tobą zaopiekuję. - Nigdy nie był w takiej sytuacji, nigdy nie sądził, że ma w swoim sercu takie pokłady dobra? Nie wiedział, czy tak powinien to nazwać. Nie miał też pojęcia czy zrobiłby podobnie wobec innej istoty. Ale Mana była tak bezradna i tak bezbronna, że musiał coś zrobić, tak kazało mu serce. Może właśnie się zmieniał? Z nieczułego najemnika, w kogoś zupełnie innego.

- Nie przepraszaj. Nie masz za co. Wszystko będzie dobrze. Zostaniesz ze mną, aż skrzydło się nie zrośnie, tak będzie najlepiej. To zły pomysł byś teraz gdziekolwiek szła. I nie ma dyskusji, zostajesz tutaj. Musisz coś zjeść, odpocząć, wyspać się w spokoju, a nie w jakiejś stodole z końmi, czy na ulicy. Potrzebujesz miejsca na odpoczynek, a ja ci je daje. Mam duży dom, starczy tu miejsca dla ciebie i dla mnie. Rozumiesz? - Często pytał, czy Mana go rozumie, dlatego, że dziewczyna słabo mówiła we wspólnej mowie.
Avatar użytkownika
Tauros
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Tristan, Malachi, Troy,
Rasa: Nord
Aura: Ta aura należy do tych raczej silnych, choć nie najmocniejszych. Połyskuje kolorem żelaza wymieszanego z cyną, lecz gdyby się przyjrzeć, można zobaczyć barachitowe smugi. Wokół siebie roztacza szmaragdową poświatę z odrobinką topazowych prześwitów, które otulone są ametystową mgiełką. Zdecydowanie można wyczuć zapach górskiego powietrza, które niesie ze sobą woń garbowanej skóry. Gdyby się przysłuchać można wyłowić dźwięki młota kowalskiego uderzającego o kowadło, lecz do uszu dobiegają również dźwięki ostrzy mieczy uderzających o siebie, czy też odgłosy walczących wojowników. Ta nieco połyskująca aura wydaje się być twarda w dotyku, niemal pozbawiona ostrych krawędzi. Zdarza się, że pozostawia w ustach nieco pikantny smak z nutką goryczy, ale gdy ktoś potrafi odpowiednio ją odczytać, może czasem wyczuć coś kwaśnego, co jest zaskakujące.
Wygląd: Wielki, naprawdę wielki mężczyzna. Mierzy 200 cm wzrostu, a jego barki są tak szerokie, że z trudem mieści się w jakiekolwiek drzwi. Przecięte łóżka karczemne są dla niego zdecydowanie za małe. Dłonie ma wielkie jak bochny chleba. Nogi ciężki i umięśnione jak u mamuta. Klatka piersiowa z masą mięśniowa rozrośniętą tak bardzo, że widać każdą żyłę. Podobnie wygląda ... (Więcej)

Poprzednia strona

Powrót do Szczyty Fellarionu

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron