[Arturon] Bezwstydna cnota


Arturon to duże i bardzo bogate miasto, powstało wiele wieków temu i od tamtej pory nie zostało dotknięte żadną wojną. Miasto utrzymuje się z handlu dalekomorskiego, można tu znaleźć wszystkie luksusowe towary z całego królestwa.
Moderator Strażnicy

Postprzez Nathan » Śr kwi 13, 2016 3:29 pm

Nathan wszedł do karczmy. Zamówił wykwintny obiad i coś do picia. Wewnątrz było czysto i elegancko. W powietrzu unosił się zapach pieczonego mięsa i egzotycznych przypraw. Podłużne, złocone okna wpuszczały promienie słońca, które zatrzymywały się na grubej, wzorzystej kotarze. Nie znosił zgiełku, dlatego spodobało mu się nowe miejsce.  
Przez krótki czas mieszkał w Serenaa. Ale, gdy przypadkiem zawitał do Arturonu, postanowił uczynić z niego swoją nową siedzibę. Miasto miało chwalebną historię, kusiło bogactwem i uprzejmością zasobnych mieszkańców. Łatwy dostęp do luksusowych towarów zaspakajał jego wygórowane potrzeby. A że był niesamowicie bogaty, mógł sobie pozwolić praktycznie na wszystko.
Znudzonym wzrokiem spojrzał na nielicznych gości, którzy w dyskretny sposób prowadzili rozmowy. Na zewnątrz panował upał. Wyjątkowo odczuwał pragnienie, toteż poprosił dodatkowo o szklaneczkę firmowego napoju, który nie był na szczęście słodki. Miał pomarańczowy smak. Gospodarz karczmy osobiście dbał o swoich gości i ich obsługiwał. Nathan postanowił skorzystać z jego wiedzy na temat miasta i serdecznym gestem zaprosił go, aby dotrzymał mu towarzystwa. Karczmarz chętnie skorzystał, widząc przed sobą bogatego klienta, i przysiadł się do niego.
- Na pewno orientujesz się w różnych interesach tego miasta i znasz odpowiednich ludzi - powiedział, patrząc mu prosto w brązowe oczy.
- Ano... niby tak - odrzekł gospodarz, wyraźnie zadowolony, doceniony przez gościa.
- Chciałbym kupić piękny, wygodny dom.
- To się da załatwić. Czy cena gra jakąś rolę?
- To nie ma dla mnie znaczenia. Ważne, aby dom posiadał balkon z widokiem na morze - dopowiedział Nathan.
- W takim razie najpóźniej wieczorem albo jutro w południe załatwimy sprawę. Czy chce pan wynająć apartament?
- Oczywiście, że tak - odpowiedział pewnym głosem. - Aż do czasu sfinalizowania kupna domu. - Uśmiechnął się ponownie.
- Rozumie się - podsumował porozumiewawczo gospodarz. - W takim razie, apartament czeka na pana, zapraszam.
Karczmarz skłonił się i odszedł w stronę nowych gości, którzy zajęli miejsce przy stole.
Nathan, zadowolony z przeprowadzonej rozmowy, opuścił karczmę. Poszedł  w kierunku parku i usiadł na ławce, obserwując przechadzających się mieszkańców.
Avatar użytkownika
Nathan
Zbłąkana Dusza
 
Rasa: Człowiek, mężczyzna.
Aura: Aura o bardzo średniej sile, której powierzchnia delikatnie błyszczy mieszanką kolorów. Głównymi barwami pokrywającymi tę emanację są żelazo i platyna, lecz widać też szerokie wstęgi w kolorze miedzi, które oplatają całą aurę, a na nich pojawiają się plamki w kolorach cynku i kobaltu. Poświata otaczająca ten magiczny twór przybiera rubinową barwę, lecz co jakiś czas można zauważyć przebłyski innych barw, chociażby topazowej, szmaragdowej, a czasem nawet turmalinowej. Ciepło bijące od aury rozgrzewa przyjemnie ciało, do którego wkrótce docierają inne bodźce. W jej pobliżu można wyczuć woń pięknych perfum, która po chwili zostaje przysłonięta zapachem pola bitwy, atramentu czy też zwierzęcej sierści. Dźwięki, które pojawiają się przy aurze, kojarzą się z palącym się ogniskiem, wesoły trzask płomieni może koić emocje, lecz zaraz potem nieznośne ciepło i suchość w ustach wprawiają w panikę. Jej aksamitnie gładka i sucha powierzchnia wygina się pod naciskiem dłoni mimo, że sprawia wrażenie twardej. Jej brzegi bywają niebezpiecznie ostre, co może odstraszyć czytającego. W smaku jest pikantna, choć z łatwością można wyczuć też mieszankę goryczy z odrobinę słonym posmakiem.
Wygląd: Wysoki mężczyzna o miłej prezencji i proporcjonalnej budowie ciała. Jest dobrze umięśniony. Zmierzwione w nieładzie nieco przydługie, białe włosy, podkreślają bladą cerę, w niektórych miejscach szorstką w dotyku. Biały kolor włosów jest cechą dziedziczną po ojcu - Markizie de Duron. Twarz owalna, a oczy głęboko osadzone. Wysokie czoło, gęste brązowe brwi nad ... (Więcej)

Postprzez Juliana » Śr kwi 13, 2016 4:31 pm

        Szła wolnym krokiem po mieście, które już budziło w niej nadzieję na lepsze jutro. Opłata za nocleg w karczmie była jak dla niej - za wysoka. Rozmyślała nad ewentualną pracą dla siebie. Spojrzała na swoje delikatne ręce i z politowaniem opuściła je, poprawiając  fałdy koronkowej sukni. Podążała bezwiednie za ludźmi, nie mając żadnego celu przed sobą. Zanim się zorientowała, znalazła się wśród pięknych, zadbanych drzew i kwiatów. "Jestem chyba  w miejskim parku. Usiądę na chwilę na ławeczce, bo zmęczyłam się. Co za upał... ".

Korony drzew dawały dużo cienia i chroniły nieco od słońca. Juliana była smutna i przygnębiona. Sprawy między rodzicami spadły na nią jak grom z jasnego nieba. "Jak to pozory mylą... Oni już od dawna byli w separacji, tylko odgrywali przede mną rolę rodziców".
Tak naprawdę czuła do nich żal. Nagle usłyszała słodki, delikatny śpiew ptaszka. Skierowała wzrok w jego kierunku. Był malutki i kolorowy. Miał złoty ogonek i blado zielono-błękitne ubarwienie. Mały popisywał się przed nią swoimi trelami, jakby wyczuł wdzięczną słuchaczkę. Juliana mimo woli odpowiedziała mu cicho wysokim głosikiem. Przez chwilę nawiązała się między nimi więź. Nikt ze spacerowiczów nie zwracał na nich najmniejszej uwagi oprócz eleganckiego jegomościa, który wstał i powoli szedł w kierunku ptaszka.

Od razu zwróciła uwagę na jego bardzo jasne włosy w artystycznym nieładzie. Był interesujący i przystojny. Obserwowała, jak przechadzał się dostojnym krokiem. Z powodu upału coraz mniej osób korzystało ze spaceru, znajdując chłód w budynkach. W pewnym momencie zobaczyła przed sobą eleganckiego jegomościa, któremu przypatrywała się przez krótki czas. Zatrzymał się i stanął w małej odległości przed nią. Kobieta popatrzyła na niego i zamilkła, nie odpowiadając głosem na ptasi śpiew.
Ostatnio edytowano Śr kwi 13, 2016 11:13 pm przez Juliana, łącznie edytowano 1 raz
Avatar użytkownika
Juliana
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Eryk, Jonathan, Gość,
Rasa: Człowiek, bard
Aura: Bardzo słaba aura, której jaśniejąca powierzchnia pokryta jest intensywnym, miedzianym kolorem. Gdzieniegdzie można zauważyć niewielkie plamki żelaza czy też barachitu. Wokół roztacza się delikatna poświata mieniąca się szafirowym kolorem, wymieszanym z barwą obsydianu, a czasem ametystu. Przyjemnie ciepły powiew niesie ze sobą zapach suszonych ziół, starych pergaminów, a niekiedy pojawiają się wonie atramentu, barwników czy też przeróżnych tkanin. Aura otoczona jest absolutną ciszą, co może być zaskoczeniem dla tego, kto wie kim jest postać. Ta magiczna emanacja nie jest zbyt twarda, choć gdyby tak dotknąć jej aksamitnie gładkiej powierzchni, w pewnym stopniu jest podatna na kształtowanie pod wpływem nacisku dłoni. Jej powierzchnia bywa czasami lepka , co może być nieprzyjemne, tak samo jak pojawiające się, ostre krawędzie, które mogą skaleczyć. W ustach pozostawia łagodny, aczkolwiek kwaśny smak, by na koniec wypełnić usta gorzkim posmakiem.
Wygląd: Juliana jest kwintesencją delikatności, elegancji i dobrego smaku. Ma aksamitną skórę w kolorze brzoskwini. Jest szczupła, wysoka, przykuwa uwagę pięknymi, długimi włosami o barwie słońca. Można powiedzieć, że jest filigranowa. Wszystko u niej jest proporcjonalne i dobrane. W jakiejś mierze jest pięknym dziełem natury. Urodę odziedziczyła po rodzicach. Szmaragdowe tęczówki ... (Więcej)

Postprzez Sanderena » Śr kwi 13, 2016 6:54 pm

Długo żegnała się ze swoimi przyjaciółmi elfami. Wsłuchana w zalecenia mądrego czarodzieja, postanowiła na jakiś czas udać się na północ Alaranii. Z opowiadań najbardziej spodobało się jej miasto o nazwie Arturon. Zbyt długie przebywanie w lasach uczyniło z niej pewną dzikuskę. Odwykła od towarzystwa ludzi. Więc chętnie zgodziła się na pobyt w tym nowym mieście.
Pierwsze kroki skierowała do miejsca, w którym mogła znaleźć nocleg. Weszła do napotkanej po drodze karczmy. Gdy znalazła się w środku, uważnie przyjrzała się wnętrzu. Było obszerne i bogate. Od razu przypomniały jej się chwile spędzone w zamku czarodziejów. Podeszła do okna i z pewną nostalgią dotknęła zdobionej tkaniny, służącej za zasłonę. Miała symetrycznie kolorowe wzory. Pierwszy raz widziała taki materiał.
- Witam, panią - usłyszała zza pleców.
Jej oczom ukazał się brodaty mężczyzna w sile wieku z wyraźną łysiną na głowie. Ubrany był gustownie i stosownie do okoliczności. Był gospodarzem, więc przybiegł i ze służalczą uprzejmością zapytał:
- Czym mogę służyć? - Nie czekając na odpowiedź, widząc zainteresowanie dziewczyny tkaniną, wytłumaczył, że pochodzi z egzotycznego kraju. Po wysłuchaniu wyczerpującego opowiadania przeszła do rzeczy.
- Noclegu szukam - rezolutnie odpowiedziała czarodziejka.
- Czy ma pani jakieś szczególne życzenia co do apartamentu? - zapytał.
- Apartamentu...? - powtórzyła za nim jak echo.
Gospodarz skłonił się nisko i oznajmił, że są również pokoje jednoosobowe.
- Dobrze, poproszę zatem jak najwygodniejszy i najtańszy pokój - zaśmiała się chytrze.
Gdy spojrzała na salę, uwagę jej przykuł mężczyzna o jasnych, dłuższych włosach, który z apetytem zajadał obiad.
- Musicie smacznie gotować - rzekła do gospodarza, który szedł przed nią, aby pokazać jej pokój. Kiedy znalazła się w środku, podziękowała gospodarzowi i z impetem rzuciła się na łóżko. Było zbyt gorąco na dworze i wolała upał przeczekać w wynajętym pokoju.
Avatar użytkownika
Sanderena
Zbłąkana Dusza
 
Rasa: Czarodziejka
Aura: Całkiem silna, delikatnie połyskująca aura w kolorze srebra, które przeplecione jest odcieniem żelaza, z malutkimi, miedzianymi oczkami, otoczonymi kobaltową barwą. Poświata delikatnie otulająca aurę, mieni się kolorem szafiru, ale gdzieniegdzie można dostrzec obsydian, a nawet troszeczkę barwy szmaragdu. Leciutki, przyjemnie ciepły powiew niesie ze sobą aromat palonego kadzidła, woń świec i zapach starych ksiąg spoczywających w ogromnej bibliotece. Uwagę zwraca jednostajny, głęboki ton, który nie daje spokoju, lecz wkrótce do uszu dobiegają dźwięki odległych grzmotów, a z drugiej strony można usłyszeć kowalski młot uderzający o rozgrzany metal. Gdy wszystko na chwile cichnie, można odnieść wrażenie, że ktoś zmysłowo szepcze do ucha. Każdy z tych dźwięków wywołuje dodatkowe odczucia, jak chociażby rosnące ekscytację i podniecenie, czy uczucie spełnienia. Gdyby tak dotknąć aury, bez problemu można wyczuć, że wcale nie jest taka twarda, na jaką wygląda. Bez problemu kształtuje się pod naciskiem dłoni, przybierając różne kształty. Jej powierzchnia jest aksamitnie gładka, choć czasem można natrafić na coś nieprzyjemnie lepkiego. Zdarza się również, że jej krawędzie tworzą ostre kanty, które potrafią skaleczyć dłoń. Smak aury jest nawet łagodny, choć wyczuwalna gorycz potrafi wykrzywić usta, później pojawia się trochę kwaśny smak, który pozostaje na języku.
Wygląd: Piękna kobieta, wysoka, szczupła i zgrabna. Uwodzicielskie spojrzenie ciemnobrązowych oczu z wyraźnie zarysowanymi brwiami. Skóra lekko opalona. Włosy w odcieniu brązu, gęste i długie, lekko falujące, sięgają aż do talii. Szyja długa i cienka, ramiona lekko opadające, biust wyraźnie zarysowany, pod fioletową, zwiewną suknią do kostek. Porusza się szybko, lekko i z wdziękiem. ... (Więcej)

Postprzez Nathan » N kwi 17, 2016 9:48 am

Zatrzymał się tuż przed "blondwłosą", jak określał ją w swoich myślach. Zwrócił uwagę na jej niepospolity głos i zauważył, że w oczach miała smutek. Obrócił się w stronę ptaszka, który nie ustawał w swoich śpiewaczych popisach. "Jest w tym znakomity. Jeszcze długo musimy obserwować przyrodę, aby przyswoić to, co najlepsze. A ta blondwłosa już to zrobiła. Nawiązała z nim dobry kontakt".
Zaciekawiony przyglądał się, co dalej z tego wyniknie. Nie śmiał przerywać muzycznego dialogu. To wszystko wydało mu się zjawiskowe. Im bardziej ptaszek śpiewał, tym odcień barw jego upierzenia stawał się delikatniejszy. W pewnej chwili ptaszek poleciał wyżej, zaśpiewał jeszcze kilka treli i odleciał, wzbijając się wysoko w górę. "Blondwłosa" jeszcze przez krótką chwilę patrzyła za odlatującym ptaszkiem i zwróciła się w stronę ławki. "Chyba mnie ignoruje. Nawet nie spojrzała na mnie. Kobiety...". Dziewczyna usiadła z gracją. Nathan kątem oka obserwował ją. Jego męskiej uwadze nie uszedł żaden szczegół jej urody.
"A jednak nie ignoruje mnie, tylko chce się zaprezentować jak najlepiej. Zbyt dobrze znam się na psychice kobiet i nie oszukasz mnie, młoda damo. Przypuszczam, że jej osoba ma jakiś związek ze sztuką. Jej sukienka nie jest pospolita. Ma wyszukany krój z nietypowymi ornamentami, jest czysta, ale znoszona...".

Swoim zwyczajem taksował ją wzrokiem. Robił to z przyzwyczajenia wobec każdej przedstawicielki płci pięknej. Naszyjnik, który miała na szyi, również wzbudził jego zainteresowanie. Mimo wszystko zaniepokoiło go przygnębienie w jej oczach. Zdecydował się zagaić rozmowę z dziewczyną.
- Przepraszam, to miejsce chyba jest wolne. - Uśmiechnął się i usiadł, nie czekając na odpowiedź ze strony kobiety. - Jestem pod wrażeniem śpiewu tego niezwykłego ptaszka, ale co tu mówić... i pani pięknego głosu.
Popatrzył na nią, oczekując reakcji.
- Jestem Nathan... Markiz Nathan Donatien de Duron. - Wstał i skłonił głowę. Następnie powoli z powrotem usiadł na ławkę.
Popatrzył na siedząca obok niewiastę.
- Pani głos jest naprawdę piękny. Ale zmartwił mnie smutek, który zagościł na pani twarzy. Jeżeli tylko mógłbym w czymś pomóc... to z największą chęcią uczynię to - powiedział to w sposób niezwykle łagodny. - Obiecuję pełną dyskrecję, proszę mi zaufać... - zapewnił.
Avatar użytkownika
Nathan
Zbłąkana Dusza
 
Rasa: Człowiek, mężczyzna.
Aura: Aura o bardzo średniej sile, której powierzchnia delikatnie błyszczy mieszanką kolorów. Głównymi barwami pokrywającymi tę emanację są żelazo i platyna, lecz widać też szerokie wstęgi w kolorze miedzi, które oplatają całą aurę, a na nich pojawiają się plamki w kolorach cynku i kobaltu. Poświata otaczająca ten magiczny twór przybiera rubinową barwę, lecz co jakiś czas można zauważyć przebłyski innych barw, chociażby topazowej, szmaragdowej, a czasem nawet turmalinowej. Ciepło bijące od aury rozgrzewa przyjemnie ciało, do którego wkrótce docierają inne bodźce. W jej pobliżu można wyczuć woń pięknych perfum, która po chwili zostaje przysłonięta zapachem pola bitwy, atramentu czy też zwierzęcej sierści. Dźwięki, które pojawiają się przy aurze, kojarzą się z palącym się ogniskiem, wesoły trzask płomieni może koić emocje, lecz zaraz potem nieznośne ciepło i suchość w ustach wprawiają w panikę. Jej aksamitnie gładka i sucha powierzchnia wygina się pod naciskiem dłoni mimo, że sprawia wrażenie twardej. Jej brzegi bywają niebezpiecznie ostre, co może odstraszyć czytającego. W smaku jest pikantna, choć z łatwością można wyczuć też mieszankę goryczy z odrobinę słonym posmakiem.
Wygląd: Wysoki mężczyzna o miłej prezencji i proporcjonalnej budowie ciała. Jest dobrze umięśniony. Zmierzwione w nieładzie nieco przydługie, białe włosy, podkreślają bladą cerę, w niektórych miejscach szorstką w dotyku. Biały kolor włosów jest cechą dziedziczną po ojcu - Markizie de Duron. Twarz owalna, a oczy głęboko osadzone. Wysokie czoło, gęste brązowe brwi nad ... (Więcej)

Postprzez Yavellion » Pn kwi 18, 2016 9:02 am

        Tym razem nie śpieszył się nazbyt. Nawet zatrzymał się na placu, aby popatrzeć na sztuczki z ogniem i występ miejscowego barda. Jednak szybko się znudził i rozczarował. Zatem ruszył przed siebie. Interesy wzywały.
Jak zwykle kupił u kwiaciarki czerwoną różę i delektował się jej zapachem. Potem skręcił w małą uliczkę, która prowadziła wprost na zaplecze karczmy. Był przyzwyczajony wchodzić tylnym wejściem. Zastukał pięć razy w drzwi i gospodarz wpuścił go do środka.
- Co tym razem? - grzecznie zapytał. - Mów krótko, bo jestem umówiony.
- Mam gościa, który chce kupić duży, wygodny dom - odparł szybko karczmarz.
- Może chce go tylko wynająć... kupno domu sporo kosztuje - stwierdził przytomnie Yavellion.
- Nie... Chce go kupić.  Ten gościu to jakiś markiz, widać, że zamożny. Chce się tu osiedlić. Zależy mu bardzo na czasie.
- Zgoda. Będę wieczorem. Mam kilka propozycji, ale uprzedzam, że będzie drogo.
- Przekażę mu - odrzekł karczmarz.
Elf wyszedł z karczmy i udał się w stronę parku. Z daleka dostrzegł uroczą dziewczynę, która szybkim krokiem zmierzała w jego kierunku. Elise była jego ostatnią, namiętną miłością. Gdy tylko się czule przywitali, chętnie przyjęła ofiarowaną różę i oboje udali się przed siebie.
Avatar użytkownika
Yavellion
Zbłąkana Dusza
 
Rasa: Półmroczny, pół leśny Elf.
Aura: Po dawnym kolorycie tej dość silnej aury pozostały jedynie zanikające już cynkowe drobinki. Natomiast platynowe zwieńczenie niezłomnie trwa u góry powierzchni. Niżej zaś na zmianę występują srebrne lub kobaltowe pasy, każdy jest innej grubości. Turmalinowa poświata niczym koc otula całość. Wydaję wiele różnych dźwięków, najpierw można usłyszeć silne trzaski płomieni połączone z magicznym deszczem wielobarwnych iskier i uczuciu nieznośnego gorącu. Następnie występuję pojedynczy głęboki ton, lekko buczy, ten kontrast pomiędzy tym, co na początku może nieco oszałamiać. Niespodziewanie pojawia się echo czyiś słów, wraz z muzyką płynącą z oddali. Wydawać się wtedy może, że gdzieś daleko ktoś właśnie śpiewa. Zmysłowy szept całkiem zbija z tropu, zwłaszcza gdy przynosi z sobą woń perfum. Nagle słychać śmiech dzieci i liczne głosy, zapewne dorosłych. Zmienność tychże odgłosów wprost zaskakuje. Ukojenie przynosi delikatny, miły zapach lasu. Mówiąc o powłoce, można stwierdzić, że jest twarda i naprawdę trudno ją złamać. Gnie się na różne strony, pokazując niebezpiecznie naostrzone krańce, które prezentuje ochoczo wraz z kuszącą aksamitnością. Sprawia ona czasem, iż zapomina się o niebezpiecznych brzegach i można się na nie nadziać. W smaku zaś lepi się nieznośnie do podniebienia, niekiedy pozwala wyczuć jakiś ślad suchości w sobie.
Wygląd: Jego wygląd mówi sam za siebie. Jest charyzmatyczny i piękny. Wysoki jak wszystkie mroczne Elfy, szczupły i zgrabny.
Jego włosy sięgają do ramion, z przedziałkiem na głowie, zaczesane z prawej strony za ucho. Ich czysta biel kontrastuje z ciemną skórą.
Twarz pogodna z krzaczastymi brwiami i prostym nosem. Oczy ma jasne, po matce, która była leśną Elfką.To esteta i ...
(Więcej)

Postprzez Juliana » Śr kwi 20, 2016 11:05 am

        Słysząc słowa wypowiedziane przez mężczyznę, mimowolnie odsunęła się od niego. Wydał jej się za bardzo nachalny i natarczywy. Wcale nie była zainteresowana rozmową z nim. Jego pewność siebie irytowała ją. Nic nie odpowiedziała. Owszem, spojrzała na niego obojętnie nie podejmując rozmowy. Chciała być sama i odpoczywać.
Ostatnie wydarzenia w jej życiu nie napawały jej optymizmem. Po raz pierwszy musiała zatroszczyć się o samą siebie. A to wcale nie było takie proste. Była rozżalona na cały świat. Gorące promienie słońca przebijające się przez rozłożystą koronę drzew, otulały jej umęczone serce i ciało. Panująca wokół cisza przeżywana odgłosami przyrody, pomagała w odzyskiwaniu utraconych sił witalnych. Mężczyzna przestał być natarczywy i również siedział jak ona, ulegając urokowi ciszy. Trwali tak przez jakiś czas.
Juliana mimochodem spojrzała w dół, zerkając na buty nieznajomego. Wielokrotnie słyszała od matki, że buty świadczą o człowieku. Była ciekawa, czy i w tym momencie dzięki swojej spostrzegawczości otrzyma jakieś dodatkowe informacje o nieznajomym. Nie pomyliła się. Markiz miał buty perfekcyjnie wyczyszczone i stanowiły ostatni krzyk mody. Były robione na zamówienie, ponieważ miały z boku dodatkowo jakieś rodowe znaki. A więc były drogie. Przez chwilę pomyślała, że to może jednak los zsyła osobę, która może okazać się przydatna w obliczu jej nieszczęścia. Dlatego nie odtrącała nieznajomego i postanowiła przedstawić się.

- Przepraszam, że nie odpowiedziałam od razu. Byłam zamyślona. Jestem Juliana... von Vollenhoven - popatrzyła w kierunku rozmówcy.
Avatar użytkownika
Juliana
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Eryk, Jonathan, Gość,
Rasa: Człowiek, bard
Aura: Bardzo słaba aura, której jaśniejąca powierzchnia pokryta jest intensywnym, miedzianym kolorem. Gdzieniegdzie można zauważyć niewielkie plamki żelaza czy też barachitu. Wokół roztacza się delikatna poświata mieniąca się szafirowym kolorem, wymieszanym z barwą obsydianu, a czasem ametystu. Przyjemnie ciepły powiew niesie ze sobą zapach suszonych ziół, starych pergaminów, a niekiedy pojawiają się wonie atramentu, barwników czy też przeróżnych tkanin. Aura otoczona jest absolutną ciszą, co może być zaskoczeniem dla tego, kto wie kim jest postać. Ta magiczna emanacja nie jest zbyt twarda, choć gdyby tak dotknąć jej aksamitnie gładkiej powierzchni, w pewnym stopniu jest podatna na kształtowanie pod wpływem nacisku dłoni. Jej powierzchnia bywa czasami lepka , co może być nieprzyjemne, tak samo jak pojawiające się, ostre krawędzie, które mogą skaleczyć. W ustach pozostawia łagodny, aczkolwiek kwaśny smak, by na koniec wypełnić usta gorzkim posmakiem.
Wygląd: Juliana jest kwintesencją delikatności, elegancji i dobrego smaku. Ma aksamitną skórę w kolorze brzoskwini. Jest szczupła, wysoka, przykuwa uwagę pięknymi, długimi włosami o barwie słońca. Można powiedzieć, że jest filigranowa. Wszystko u niej jest proporcjonalne i dobrane. W jakiejś mierze jest pięknym dziełem natury. Urodę odziedziczyła po rodzicach. Szmaragdowe tęczówki ... (Więcej)

Postprzez Dantheron » N kwi 24, 2016 1:55 am

        "Arturon..." - powtórzył ponownie w myślach. "Ciekawa nazwa miasta". Podziwiał kunszt i sztukę tutejszych architektów. Miasto robiło imponujące wrażenie. Okoliczni kupcy aż prosili się, aby kupować ich luksusowe towary. A było w czym przebierać.
Jako znawca tkanin bez większego trudu rozpoznawał delikatne jedwabie, bawełnę, wełnę czy dzianinę. Ale jego uwagę przykuł materiał, który miał splot atłasowy i odcień, którego nie był w stanie określić. Można powiedzieć, że jego kolor był czymś pośrednim pomiędzy błękitem a szmaragdem. Do tego mienił się kolorami tęczy, w zależności od światła, a jednak nie miał w splocie żadnych kryształków.

        Pierwszy raz widział coś takiego. Koniecznie chciał poznać skład materiału, z którego zrobiony był splot. Ale nic z tego. Sprzedawca, który był elfem, tylko tajemniczo się uśmiechał i nie chciał nic więcej powiedzieć. W końcu zdecydował się na kupno małego kawałka materiału, chociaż jego cena wydała mu się zbyt wygórowana. W miarę zadowolony udał się dalej, podziwiając różnorodność i bogactwo sklepików. Całe popołudnie zajęło mu zwiedzanie wielkiego miasta, a szczególnie stoisk z cennymi towarami.

        Pod koniec dnia poczuł zmęczenie, gdyż zrobiło się wystarczająco późno, a organizm domagał się konkretnego posiłku. Rozglądał się uważnie po budynkach, szukając miejsca na posiłek wraz z noclegiem. Zauważył drewnianą tablicę nad drzwiami, oferującą jedno i drugie.
Wszedł do środka. Wypatrzył wolny stolik wśród wielu gości. Zamówił ciepły posiłek. Był tak głodny, że było mu obojętne, co będzie jadł. Byle było dużo i szybko. Karczmarz uwijał się jak w ukropie, aby zadowolić potrzeby gościa. Dantheron co jakiś czas zerkał na gości mimochodem. W pewnym momencie zauważył czarnowłosą piękność, która rozglądała się po sali, aby po chwili zdecydowanym krokiem udać się w stronę jego stolika. Nie znał tej kobiety, ale domyślił się, że na pewno będzie chciała się przysiąść...
Avatar użytkownika
Dantheron
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Vanessa, Aven, Beatrice, Gwen, Kelyn, Heather, Rivena, Janeth, Melanie, Gość,
Rasa: Człowiek, mężczyzna.
Aura: Bardzo słaba aura, która brak swojej siły nadrabia feerią kolorów, które pokrywają jej nieco matową powierzchnię. Na złotym tle malują się ogromne wzory w kolorze żelaza, przyozdobione barachitowymi wstęgami, gdzieniegdzie obecne są pasma w kolorze miedzi i cyny, a niektórzy czytający aurę, będą mogli odnaleźć niewielkie plamki w kolorze kobaltu czy rtęci. Chłodniejszy powiew dobiegający od tej magicznej emanacji, niesie ze sobą całą gamę zapachów. Pojawiają się aromaty suszonych ziół, słonej, morskiej wody czy też zapachów przeróżnych specyfików wykorzystywanych przez alchemików. Oprócz tego można wyczuć zapach zwierzęcej sierści mieszającej się z zapachem potu walczących wojowników i krwi. Porwani tymi wszystkimi zapachami i efektami wizualnymi, nie zawsze rejestrują fakt, że wokół aury panuje absolutna cisza. Budowa aury nie jest skomplikowana, gdyby tak dotknąć jej bez problemu można wyczuć, że jej powierzchnia jest aksamitnie gładka, niekiedy można natrafić na lepkie plamki i chociaż sprawia wrażenie nieco twardej, daje się kształtować pod naciskiem dłoni. Jej brzegi często tworzą ostre krawędzie, które potrafią skaleczyć. Ta magiczna emanacja sprawia, że w ustach można wyczuć całkiem łagodny smak, mieszankę goryczy i czegoś słonego.
Wygląd: Dantheron mierzy dużo, ponad sążeń wzrostu. Jest szczupłym, ale barczystym mężczyzną. Chodzi wyprostowany, pewnym krokiem. W jego sposobie poruszania się widać zwinność i szybkosć. Twarz pociągła, cera opalona. Czoło wysokie, brwi średnio szerokie, ale czarne i krzaczaste. Tworzą lekko wygięty łuk nad jasnymi oczami w odcieniu błękitu. Oczy wąskie, głęboko osadzone. ... (Więcej)

Postprzez Sanderena » Pn kwi 25, 2016 10:07 am

Leżała przez jakiś czas, wsłuchując się w odgłosy dochodzące z ulicy, ponieważ okno było lekko uchylone, ale zasłonięte. Upał wyłączył całkowicie jej myślenie. Zasnęła. Kiedy przebudziła się, ze zdziwieniem zauważyła, że za oknem panował półmrok i wtedy zdała sobie sprawę, że spała dość długo. Wstała. Rozczesała włosy, dzięki wyczarowanym przedmiotom - poprawiła urodę, przebrała się w sukienkę w kolorze jasnego fioletu i zeszła po schodach na główną salę.
Wszystkie stoliki były już zajęte. Wokół panował gwar rozgadanych gości i unosił się zapach pieczonego mięsa z przyprawami. Gospodarz ze smutną miną zjawił się przy Sanderenie, informując o braku wolnych stolików. Ale czarodziejka była uparta i nie dawała za wygraną. Na końcu sali wypatrzyła stolik z kilkoma wolnymi miejscami.
- Przecież widzę kilka wolnych miejsc przy stoliku, mam nadzieję, że nie są zajęte - zauważyła z dumą.
- No, tak, ma pani rację, ale nie wiem, czy osoba siedząca przy nim wyrazi zgodę na pani towarzystwo - powiedział z troską karczmarz.              - Dobrze, zapytam go, ale jestem zbyt głodna, abym miała zrezygnować z kolacji - odrzekła z małą pretensją w głosie.
Poszła w kierunku wolnego stolika, nie czekając na zgodę karczmarza. Gdy tylko dotarła na miejsce, ujrzała mężczyznę o niesamowitych oczach, że aż dreszcz przeszedł jej po plecach. Przez chwilę przyglądała mu się uważnie. Jego czarne włosy i zarost dodawały mu niezwykłego uroku. Szybko oceniła, że jest człowiekiem. Być może bardem, wędrowcem, najemnikiem, kupcem... Próbowała zakwalifikować go do którejś z grup, jakich wiele można było spotkać w mieście. W końcu uśmiechnęła się. I pewnym głosem oznajmiła.  - Chciałabym zająć jedno wolne miejsce i mam nadzieję, że jest wolne.
W tym momencie zjawił się karczmarz i z kłopotliwą miną przepraszał za taki stan rzeczy i tłumaczył, że wszystkie miejsca przy stolikach oprócz tego są już zajęte.
Avatar użytkownika
Sanderena
Zbłąkana Dusza
 
Rasa: Czarodziejka
Aura: Całkiem silna, delikatnie połyskująca aura w kolorze srebra, które przeplecione jest odcieniem żelaza, z malutkimi, miedzianymi oczkami, otoczonymi kobaltową barwą. Poświata delikatnie otulająca aurę, mieni się kolorem szafiru, ale gdzieniegdzie można dostrzec obsydian, a nawet troszeczkę barwy szmaragdu. Leciutki, przyjemnie ciepły powiew niesie ze sobą aromat palonego kadzidła, woń świec i zapach starych ksiąg spoczywających w ogromnej bibliotece. Uwagę zwraca jednostajny, głęboki ton, który nie daje spokoju, lecz wkrótce do uszu dobiegają dźwięki odległych grzmotów, a z drugiej strony można usłyszeć kowalski młot uderzający o rozgrzany metal. Gdy wszystko na chwile cichnie, można odnieść wrażenie, że ktoś zmysłowo szepcze do ucha. Każdy z tych dźwięków wywołuje dodatkowe odczucia, jak chociażby rosnące ekscytację i podniecenie, czy uczucie spełnienia. Gdyby tak dotknąć aury, bez problemu można wyczuć, że wcale nie jest taka twarda, na jaką wygląda. Bez problemu kształtuje się pod naciskiem dłoni, przybierając różne kształty. Jej powierzchnia jest aksamitnie gładka, choć czasem można natrafić na coś nieprzyjemnie lepkiego. Zdarza się również, że jej krawędzie tworzą ostre kanty, które potrafią skaleczyć dłoń. Smak aury jest nawet łagodny, choć wyczuwalna gorycz potrafi wykrzywić usta, później pojawia się trochę kwaśny smak, który pozostaje na języku.
Wygląd: Piękna kobieta, wysoka, szczupła i zgrabna. Uwodzicielskie spojrzenie ciemnobrązowych oczu z wyraźnie zarysowanymi brwiami. Skóra lekko opalona. Włosy w odcieniu brązu, gęste i długie, lekko falujące, sięgają aż do talii. Szyja długa i cienka, ramiona lekko opadające, biust wyraźnie zarysowany, pod fioletową, zwiewną suknią do kostek. Porusza się szybko, lekko i z wdziękiem. ... (Więcej)

Postprzez Pani Losu » Pt maja 11, 2018 11:04 am

Dzień był nadzwyczaj spokojny i nawet przyjemny, choć żar lejący się z nieba zmuszał część ludzi do ukrywania się po domach czy znalezionych przypadkiem cieniach. Upał zaczął wdawać się we znaki także zielonookiej kobiecie gawędzącej niemrawo z białowłosym dżentelmenem. Choć oboje byli uprzejmi, rozmowa jakoś się nie kleiła. Więc mimo iż pomysł zapoznania się z kimś bogatym wydawał się blondynce niezgorszy, teraz dochodziła do wniosku, że nie umie się z nim porozumieć, a w jego towarzystwie nie czuje się jednak najlepiej. Spiekota dodatkowo powodowała u niej wyraźny dyskomfort. Miała ochotę oddalić się i zaszyć w jakimś chłodnym i samotnym miejscu. Jeszcze musiała poukładać sobie trochę w głowie.
W końcu uśmiechnęła się koślawo, a przepraszająco, wstała, pożegnała się i odeszła w kierunku, który wydał jej się najlepszy zostawiając bogacza samemu sobie. Po drodze nikt już jej nie zaczepiał, choć zwróciła uwagę na pewnego mroczego elfa i jego towarzyszkę, kiedy mijali się w alejce. Poza nimi nie widziała jednak już nikogo interesującego i tylko ćwierkające wdzięcznie ptaszynki prowadziły ją dalej w głąb miasta.

Mijały godziny i w znanej nam już karczmie, gdzie gospodarz latał jak oszalały zrobił się tłok. Słońce zachodziło, mieszkańcy wylegli na ulice i orientowali się, że chyba jednak zaczyna doskwierać im głód. Rozchodzili się więc po gospodach zajmując stoliki i zamawiając coraz więcej jadła - niektórzy (tacy na przykład, którzy spali) nie załapywali się już na wolne miejsca i musieli opuszczać kolejne lokale szukając miejsca gdzie indziej.
Pewna czarnowłosa czarodziejka postanowiła jednak tego nie robić. Wynajmowała pokój i miała prawo zjeść kolację właśnie tutaj, w tej chwili i przy jakimkolwiek stole. Dosiadła się więc do nieznajomego mężczyzny i choć karczmarz przez chwilę był mocno zestresowany takim obrotem spraw, wszystko skończyło się pomyślnie dla całej trójki. Dantheron wcale nie odpędzał kobiety od stołu, uspokoił gospodarza i zajął się jedzeniem. Dzięki temu właściciel mógł wrócić do pracy, a Sanderena coś zamówić. Zamienili ze sobą parę zdań, a gdy byli już syci ich drogi naturalnie się rozeszły.
Avatar użytkownika
Pani Losu
Urzeczywistniający Marzenia
 
Rasa:
Aura: Nieznana.
Wygląd:


Powrót do Arturon

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron