[Centrum Miasta] Ciekawość zabije kota?


Arturon to duże i bardzo bogate miasto, powstało wiele wieków temu i od tamtej pory nie zostało dotknięte żadną wojną. Miasto utrzymuje się z handlu dalekomorskiego, można tu znaleźć wszystkie luksusowe towary z całego królestwa.
Moderator Strażnicy

Postprzez Night » Śr mar 21, 2018 8:03 pm

Jej aparycja nie miała dla niego większego znaczenie, ale jeśli mógłby wyrazić swoje zdanie na ten temat, to zdecydowanie pochwaliłby tą jej rogatą postać, do której pasowały mu te ostre rysy twarzy, ciemne akcenty na ciemniejszej skórze w postaci czarnych brwi i rzęs. Jej krótkie włosy też były czymś w rodzaju niespotykanego manifestu, prawdopodobnie - jak uważał - będącego odzwierciedleniem jej charakteru. Jeszcze nie wiedział jakiego, ale te fałszywe uprzejmości tam na ulicy, zdawały się mu być właśnie takim zwiastunem jej prawdziwych zamiarów. Night był w tym wszystkim trochę zagubiony, w przeciwieństwie do Astarte, on jej nie oceniał z góry, a już tym bardziej nie uwierzył na ślepo jej kukiełkowych zagrywek. Ale jak zwykle swoje myśli zachowywał dla siebie - o ile mógł tak naiwnie myśleć, bowiem Kara mogła czytać mu w myślach jak w otwartej księdze i bezwzględnie to wykorzystać przeciw niemu.
       Nie obyło się bez kolejnej zagadki, którą otrzymał na własną prośbę. Skrótowe określenie jej rasy odebrał jako żart. No bo jak można być pokusą? Chyba, że to zwrot dwuznaczny mający dwa znaczenia. Ściągnięte brwi Nighta zdradziły zmieszanie. Wzrok opuszczony na podłogę po której znów snuł się kusząco jej wężowy ogon zdradzał zainteresowanie nowym obiektem obserwacji. Jego ogon, nieco mniej niebezpieczny, powielał te ruchy, a nieświadomy tego panterołak zdawał się tego nie zauważyć. Tak jak nie zauważał, że Kara się z nim droczy.
       - Pokusą? Co to znaczy? - zapytał w nadziei, że Kara będzie miała cierpliwość mu to wyjaśnić. - To rasa człowieka? Czy smoka? - zgadywał. - Oglądałem kiedyś książkę. Bestiariusz nazywała się. Było tam smoki, wilkołaki, ryboludzie, nawet panterołaki. Nie jestem bestią. A jednak tam byłem. Tylko czarna pantera, o śnieżnej nic tam nie było. Ale to pantera, jak ja. ciebie tam nie było. Była jakaś pani, ale z długimi zębami - uśmiechnął się lekko i sięgnął ręką po butelkę whisky, skoro ona była zajęta paleniem fajki. Pociągnął z gwinta dwa łyki piekącego napoju i wytarł usta o przedramię. Skwasił się nieznacznie i przymrużył oczy czekając aż fala gorąca rozejdzie się z przełyka po klatce piersiowej.
       - Szukam zajęcia. Pracy. Może innych panter - wzruszył barkami i podał jej butelkę. - No i zapach ryb jest smaczny - zaśmiał się sam z siebie. Głupie to, ale trochę prawdziwe. Przywiódł go tutaj zapach ryb, który przypominał mu te, które łapał w górskich potokach. A gdzie łatwiej o rybę niż w mieście portowym? W wyobraźni Nighta rybami tu powinny być wybrukowane ulice. Uważał, że powinno ich starczyć także dla niego.
       Zapowiadała się między nimi bardzo miła pogawędka, ale niestety znowu im przerwano. Tym razem było to głuche łomotanie w drzwi, które aż się telepały na zawiasach. Night poderwał się na równe nogi. Pierwsze o czym pomyślał, to o ucieczce, ale w trakcie obrotu zatrzymała go dość świeża sprawa, czyli Pokusa, której obiecał bezpieczeństwo. Popatrzył na Karę próbując zgadnąć, czy się spodziewała gości. Chłopak miotał się w sobie nie wiedząc co robić, a najgorsze było to, że walenie w drzwi powtórzyło się i nabrało na sile. Obawiał się, że to tamci uzbrojeni strażnicy, którzy ich ścigają, ale istniała nadzieja, że to jednak coś innego. Gestem ręki zatrzymał podnoszącą się Karę i o ile jeszcze się nie przemieniła, to poprosił ją, żeby to zrobiła i sam, osobiście, odważnie i krnąbrnie podszedł do drzwi by przystawić do nich ucho, kiedy subtelne pukanie ucichło. Cisza. Oprócz szurania za drzwiami nie słyszał nic poza tym. Night położył rękę na klamce, ale nie zdążył już ją nacisnąć. Drzwi z rozbiegu pchnięte nogą od zewnątrz walnęły Nighta w policzek i wepchnęły go do środka z takim impetem, że panterołak upadł na plecy i sunąc siłą bezwładności wytarł nimi dużą część podłogi. Do środka wtargnęli czterej mężczyźni. Po kolei. Każdy z nich na wstępie sprzedał panterołakowi po kilka powitalnych kopnięć w różne części ciała, absolutnie  nie pomijając głowy. Gdy już skończyli swoje uprzejmości ostatni z wchodzących zamknął za sobą drzwi i zastawił klamkę krzesłem. Po wprawie z jaką to zrobił można było domniemywać, że to nie pierwsze tego typu odwiedziny w jakich brał udział. Jeden z mężczyzn, rosły, dobrze zbudowany, acz dramatycznie brzydki brodacz rzucił się z rękoma na pokusę i złapał ją za nadgarstki boleśnie (według niego) zaciskając swój uchwyt, aby mu nie zwiała.
       - Miła Panienko, toż to żal marnować czas dla takiego chuderlaka, gdy w kolejce czekają prawdziwi mężczyźni - zacharczał wyjątkowo rozklekotanym śmiechem, który przywodził na myśl chrumkanie świni. A jednak Night w tej kwestii się nie mylił.
       - Deri! Ja po tobie - drugi, trochę niższy, krótkowłosy (o ile można tak było nazwać te smętne resztki frędzlów na łepetynie), dobierał się już do swojego paska.
       Night leżał ogłuszony i chwilowo niewiele rejestrował co się wokół niego działo. Wiedział tylko tyle, że bolą go żebra i ledwo może złapać oddech. Uderzenie w bok twarzy, a właściwie w ucho spowodowało nieznośny pisk w głowie, od którego gorszy był tylko pulsujący ból w klatce piersiowej. Ruszał się i mrugał powiekami walcząc o otwarcie oczu. Siniaki na policzku rumieniły się szkarłatem. Będzie miał z tego spotkania piękne siniaki.
Avatar użytkownika
Night
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Marvel,
Rasa: Panterołak
Aura: Gdy otworzysz się na tę emanację, przed twoimi oczami rozciągnie się majestatyczne pasmo gór. Ich cynowe ostre granie zbudowane z całkiem twardych skał odcinają się wyraźnie na tle barachitowego nieba. Starte chłodnym wiatrem kamienie mają swoje gładkie i chropawe miejsca, a ich osamotnione pasma sprawiają, że czujesz się trzymany na dystans. Stoisz tutaj otoczony miedzianym śniegiem, który oprószył skały i gęsto przykrył otoczenie. Połyskują w nim szafirowe blaski, ale puch tłumi tutaj wszelkie dźwięki. Ugina się on giętko pod twymi stopami i lepi się do odzieży, skłaniając do podziwiania własnych śladów. Przyglądając się uważniej, spostrzeżesz też odciski łap wielkiego kota, który szedł tu przed tobą. Da się tutaj wyczuć sierść pantery przemoczoną topiącym się śniegiem. Rześkie górskie powietrze wydaje się mieć słonawo łagodny smak. Sama aura zaś chociaż piękna niczym obraz, siłę ma przeciętną a barwy młode i wyraźne.
Wygląd: Night chodzi lekko ubrany. Nosi bawełnianą koszulę, długi, czarny krawat i znoszone spodnie na szelkach. Na głowie zawsze ma swój brązowy kapelusz z rondem zakrywającym jego kocie cechy, czyli niewielkie kocie uszka w kolorze popielatym od zewnątrz z wyraźnymi kropkami na krótkim futrze. Oczy — też kocie — błękitne, z czarną pionową kreską zamiast zwykłego kształtu ... (Więcej)

Postprzez Astarte » So mar 24, 2018 9:00 am

        Kąt bladych ust Astarte uniósł się ku górze w złośliwym triumfie, gdy zobaczyła rozlewające się na twarzy chłopaka zaskoczenie, zmieszanie i ostatecznie zupełny brak zrozumienia. Na koniec zaś rozproszył go ogon, co pokusa wciąż odbierała z niezmiernym zdziwieniem. Nie tylko nikt nigdy nie uczepił się z taką zaciętością na tę część jej ciała, ale na dodatek panterołak miał swój ogon, więc jeśli jakimś ma się bawić, to niech się bawi własnym. Nie znaczyło to jednak, że przestanie go drażnić, a prędzej, że tym ogonem oberwie, jeśli przesadzi.
        - Nie wiesz, co znaczy „pokusa”? – zdziwiła się na pokaz, wciąż zachowując pełną powagę, gdy obserwowała Nighta. – Ani człowieka, ani smoka – kontynuowała odpowiedź, wciąż nie udzielając żadnych informacji. Przez beznamiętną maskę nie wiadomo nawet było, czy podobna gra ją bawi, czy po prostu jest wredna.
        - Nie wszystkie bestiariusze są kompletne, wiele jest dość skąpych, może dlatego – mruknęła, obserwując jak chłopak bez pytania częstuje się alkoholem, ale nic na ten temat nie powiedziała. Zamiast tego zainteresowała się czymś innym.
        - A jakiej pracy szukasz? Samozwańczy artyści chyba nie mają zbyt wielu ofert? – zapytała uszczypliwie, przypominając sobie na czym przyłapała chłopaka, gdy go poznała. Swoją drogą przy okazji przetrzepie mu bagaż, żeby się tego „arcydzieła” pozbyć.
        - Z panterami możesz mieć problem, mało które tak obnoszą się z ogonem, jak ty – mruknęła dodatkowo, ale też nie rozwijała tematu. Po części dlatego, że miała w zwyczaju wiele komentować, niewiele wyjaśniając, a po drugie przerwało im łomotanie w drzwi.
        Podczas gdy Night zerwał się na równe nogi, Kara jedynie przechyliła lekko głowę, jakby chciała dostrzec coś więcej przez chmurę dymu, którą wytworzyła. Nawet nie chciało jej się znów przemieniać. Zmieniała dzisiaj skórę tyle razy, że już jej to obrzydło. Teraz więc ledwie narzuciła na siebie iluzję imitującą wygląd poprzednio przybranej dziewczyny. Podczas gdy chłopak wyglądał, jakby nie wiedział czy wyskoczyć oknem, czy przed drzwi, w które walono, pokusa spokojnie wytrzepała fajkę z wypalonego ziela i schowała do torby. Pociągała właśnie kilka solidnych łyków whisky, gdy kocur postanowił jednak ruszyć w stronę drzwi, którymi momentalnie oberwał, gdy te otworzyły się z hukiem, wpuszczając nieproszonych gości. Panowie zamknęli za sobą skrzydło, zastawiali klamkę krzesłem i Kara podniosła się niechętnie, opierając tyłem o parapet okna i spoglądając na nich z wyjątkową uwagą przebijającą z wiecznie znudzonego spojrzenia.
        Na piekielne czeluści, ależ jej się nie chciało! Prawie warknęła poirytowana czując mocny chwyt na nadgarstku, ale nie szamotała się, bo i po co. Nie wyszarpnie się, a przecież mężczyzna ledwo co zaoferował towarzystwo swoje i innych prawdziwych mężczyzn, i już puszczał jej nadgarstek, który roztarła z niezadowoleniem.
        - Ty, Deri, co ty? – jeden z towarzyszy mężczyzny elokwentnie zapytał go o powód takiego, a nie innego zachowania, ale wspomniany nie odpowiedział. Stał bez ruchu, wlepiając oczy w Karą, ale też do końca jej nie widząc. Przechylona lekko głowa opadła chyba pod własnym ciężarem, oczy się zaszkliły i brakowało jeszcze tylko, by z lekko rozchylonych ust pociekła strużka śliny.
        Astarte bardzo nie lubiła, gdy ktoś jej mówił, co ma robić. Była tylko jedna taka osoba, której uchodziło to płazem, ale to osobna historia. W każdym razie nie była wygłodzoną pięcioletnią pokusą, żeby rzucać się na wszystko co ma dwie nogi, odpowiedni sprzęt i śmierdzi facetem. Posilała się wtedy, kiedy miała na to ochotę, a przez swój dojrzały już wiek i spędzenie większości żywota na ziemi Alaranii zrobiła się dodatkowo strasznie wybredna. Nie miała więc najmniejszego zamiaru pozwolić któremukolwiek na położenie na sobie ręki, zarówno ze wspomnianych wcześniej przyczyn, jak też dodatkowo z czystej przekory, zirytowana że przerwano jej picie, palenie, odpoczywanie i nawet coś na kształt rozmowy z puchatym kotkiem, którego dodatkowo obili. Kara sumienia chyba nie posiadała (ciężko stwierdzić, ale się nigdy nie odzywało) i mając dobry powód opuściłaby pokój nawet się na Nighta nie oglądając, ale że miała zamiar spędzić tu jeszcze co najmniej kilka godzin, to z czystej wygody nie chciała, by leżał jej tutaj zakrwawiony, albo co gorsza zjechał jej od obrażeń. To byłoby marnotrawstwo nikłego co prawda potencjału, ale przede wszystkim koniec zabawy i dodatkowo burdel w pokoju. Nie, za dużo się nazbierało tego wszystkiego i Astarte nawet nie chciała się bawić, tylko pozbyć się w diabły tych czterech debili.
        Ten niemalże ośliniony? Z irytacji wbiła mu myślowy klin tak głęboko, że prawie się nim udławił. Dlatego stał jakby mu się organizm zawiesił w funkcjach życiowych. Zajęty był obracaniem widzianej dziewczyny na prawo i lewo we własnych myślach, gdy Kara niezbyt subtelnie odgrodziła go od rzeczywistości, zamykając w jego głowie. Był już niegroźny, a jaki szczęśliwy! Pozostali trzej… Pokusa obrzuciła ich uważnym spojrzeniem, stojąc w środku tego zamieszania, po czym wybrała sobie dwóch i też pozamykała im okiennice w umyśle, pacyfikując tak, jak tego całego Deriego, a przy okazji zapewniając wesołe kilka minut nim ich wszystkich stąd wykopie. Ten z rozpiętym paskiem nieszczęśliwie zasłużył na jej uwagę i chyba powoli zaczął się orientować, co się dzieje.
        - Pokusa – jęknął, jakby nie mógł się zdecydować, czy to najszczęśliwszy moment w jego życiu, czy zaraz się zesra ze strachu. Wierzył w zabobony. Idealnie…
        Usta Astarte ozdobił zaś szeroki, drapieżny uśmiech, gdy zrzuciła swoją iluzję i pokazała się w pełnej krasie. Mężczyzna ni to pisnął, ni to czknął, na widok potężnych rogów na jej głowie i cofnął się o krok. Zatrzymała go za wciąż rozpięty pasek spodni i przytrzymała, szczerząc się wciąż wrednie.
        - Jesz dusze! – zawołał z przerażeniem i przeżegnał się trzy razy, gdy Kara unosiła brwi w niemym pytaniu. – Pójdę do piekła?
        - Oczywiście – odpowiedziała znudzonym głosem, a mężczyzna znów jęknął i oklapł, rozglądając się nieszczęśliwie. Zacynało się nawet robić zabawnie. – To znaczy wiesz... – zamruczała, puszczając jego pasek i pozorując zamyślenie. Tak jak sądziła, mężczyzna nie odskoczył tylko pochylił się w jej stronę przejęty.
        - Tak? Mogę coś zrobić? Jest jakiś sposób?
        - No jest… - przeciągała wciąż Kara, wyglądając przez okno i przez chwilę budując napięcie nim z odegranym niezadowoleniem spojrzała na swojego niedoszłego oprawcę. – Powiem ci, co możesz zrobić, ale musisz zabrać stąd tych trzech idiotów i nie pokazywać mi się więcej na oczy. Urlop mam, rozumiesz – mruknęła, a on pokiwał gorliwie głową, spoglądając na zawieszonych umysłowo kompanów. Jeden z nich dość jednoznacznie macał dłońmi powietrze przed sobą.
        - Zrobię wszystko! – zapewnił dryblas, by tylko uniknąć losu kolegów.
        - No dobrze. Musisz poczekać do nowiu. Wtedy iść do lasu, zebrać takie liście – powiedziała, podsuwając mu w myśli obraz najbardziej trującego ziela, jakie znała, a o którym wiedziała, że nie jest zbyt popularne – i zrobić z nich napar z dodatkiem moczu niedźwiedzia – zakończyła z pełną powagą i tylko jej ogon bujał się za nią niespokojnie po ziemi, gdy powstrzymywała złośliwe rozbawienie.
        - Moczu… niedźwiedzia…?
        - Koniecznie. I to musi być niedźwiedź. Bez tego z pewnością pójdziesz do piekła – zakończyła szybko temat i morderczą pewnością siebie w głosie. Chłopcy niedługo się ockną, a i ją ta szopka zaczynała już nudzić. Cel jednak został osiągnięty, bo mężczyzna kiwał głową gorliwie, usilnie próbując zapamiętać ukazany obraz krzewu, chociaż wtedy odskoczył lekko, czując jej obecność w głowie.
        Po chwili udało jej się już go przegonić i namówić, by zabrał ze sobą towarzyszy, który jeden po drugim wracali do teraźniejszości, wyraźnie zadowoleni z siebie i dokonanych w pokoju zniszczeń, które widzieli tylko oni, oczami wyobraźni oczywiście. Tak zapatrzeni, że Kara nawet nie musiała zarzucać znów na siebie iluzji tylko odprowadziła zadowolonych klientów do wyjścia i z ulgą zamknęła drzwi, opierając o nie rogatą głowę. Kątem oka zerknęła na leżącego wciąż na ziemi kota i przewróciła złotymi ślepiami.
        - Kocie, pokonały cię drzwi, jakim cudem ty przeżyłeś do tego wieku? – prychnęła.
Avatar użytkownika
Astarte
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Callisto, Leila, Avellana, Sonea, Mathias, Emma, Cat, Lexi, Maia, Ananke, Eva, Ratri, Rakel, Lena, Rain, Kimiko, Kiki,
Rasa: Pokusa
Aura: Silna, matowa, a jednak trudno ją opisać jednym zdaniem. Na pierwsze skojarzenie rzuca się myśl „chaotyczna” i taką też ją widać, gdy bursztynowa kurtyna poświaty odsłoni niebywałą mozaikę kolorów. Nawet bardzo doświadczony czytelnik będzie miał problem by opisać widzianą barwę…może kilka barw? Niby mieni się srebrem, lecz prześwituje miedzią, a w dodatku na całej powierzchni rozlewa się cynowa płachta. To wszystko sprawia wrażenie nieokiełznanej energii, nad którą chyba sama właścicielka nie jest w stanie zapanować. Gnie się pod dotykiem, gładko ścieka między palcami, ale jej szkielet jest twardy, posiada ostre brzegi. Dusi zapachem siarki i palonych włosów, a towarzysząca woń smoły idealnie odzwierciedla Karę. Nie daj się zwieść głębokiej melodii, nie daj sobie wmówić, że koi ona twoje zmysły i odgania smutki. Skup się na tym, co niesie ze sobą odległo echo. Jęki i cierpienie, wrzaski i właśnie te palone, topniejące w smole włosy… Tak szybko zapomniałeś o rozbrzmiewających wokół bodźcach? Wszak trudno się dziwić, gdy wargi zlepia słodki smak pragnień i zachcianek. Emanacja potrafi objąć w całości ramiona i zaopiekować się twoją duszą, a jedyną szansą na wyrwanie się z jej szponów to ten dziwny posmak… Gorzki, słony… Gdy przestaniesz obcować z tą aurą to z pewności pozostawi po sobie suchość w ustach, jakby wyssała z ciebie cały wigor.
Wygląd: Za życia Sammi była piękną dziewczyną, a jej uroda nie była nachalna. Delikatność zgrabnego ciała psuły jednak kuse, agresywnie wyzywające stroje, które musiała nosić. Subtelne rysy twarzy wyostrzał mocny makijaż, a nierzadko zdobiły ją wielobarwne siniaki od co gorszych klientów. Prawdą jest również to, że kobietę w dużej mierze zdobi uśmiech, a ten nieczęsto pojawiał ... (Więcej)

Postprzez Night » So mar 24, 2018 7:28 pm

Artarte była nad wyraz zmartwiona jego stanem. Szkoda, że nie miała pojęcia, jak dzielną walkę stoczył w jej obronie z tymi drzwiami, z jakim poświęceniem użył własnej twarzy, żeby je powstrzymać od otwarcia. Na szczęście, twarde, dębowe drewno zamortyzowało uderzenie i skończyło się tylko na wstrząśnieniu mózgu i niedużym, bo tylko obejmującym połowę twarzy, siniaku. Oczywiście, to nie tylko zasługa skrzydła, ale też dzięki nieocenionej pomocy rozpędzonych buciorów, które na szczęście były uprzednio wytarte. Szczęście w nieszczęściu dla ich właścicieli, że Pokusa się nimi zaopiekowała nim doszedł do siebie i nie spuścił im łomotu po którym rodzone matki by ich nie poznały. A że koty były niesamowicie pamiętliwe, to Night nie miał nawet pojęcia, kto go tak urządził. Nos trochę miał przytkany przez krew, która napłynęła mu z gdzieś z przegrody nosowej. Bądźmy szczerzy, na pewno ich jeszcze dopadnie, niech tylko wstanie z tej podłogi. Póki co widział trochę jak przez mgłę i w ogóle nawet nie wiedział, że jego ziomki już wyszli.
       Dochodząc do siebie, usłyszał głos gdzieś z prawej strony i obrócił głowę w tamtą stronę, usilnie próbując wyizolować z tej mgły jakiś ostry obraz. Dostrzegł dwie rogate Pokusy. Sprytne, pomyślał, aprobując kolejną sztuczkę dziewczyny. Powieliła się, zyskując przewagę. Że też on nie miał takich zdolności. Zamrugał kilka razy, a każde mrugnięcie zbliżało do siebie dwa klony, aż wreszcie złączyły się w jedną, rogatą istotę, patrzącą na niego z takim politowaniem, aż poczuł się głupio. Wygląda na to, że znowu się nie popisał.
       Chociaż nie miał na to ochoty, musiał wykrzesać z siebie trochę tej walecznej iskry, aby pokazać Karze, że twardziel z niego i nic mu nie jest. Przewrócił się na bok i wsparł się na lewym łokciu, prawej ręki używając jako chusteczki do podtarcia nosa. Nie zważając na obecność Kary, jak to niewychowany pół-kot, zlizał swoją posokę z ręki. Trudno mu było się powstrzymać, a Karze może łatwiej byłoby to zaakceptować, gdyby zmienił się teraz w panterę. Nic takiego jednak się nie zdarzy i to nie szybko, bo przemiana ran bywa boleśniejsza od ich tworzenia. Wyobraźmy sobie ewolucję rozcięcia na skórze, która się kurczy, albo rozciąga. Oczywiście część tej metamorfozy przebiegała w sposób magiczny, ale jednak opierała się na jednym obiekcie, którym było żywe, wrażliwe ciało. Zatem zostało mu wylizać się w tej postaci i doprowadzić do stanu używalności. Zlizywanie własnej krwi miało też inny cel, ten o którym on nawet nie myślał i o którym nie miał pojęcia, a gdyby miał to i tak by tego nie zrozumiał. Póki co, lecznicze właściwości jego posoki zajmowały się uzdrawianiem wewnętrznych krwotoków jak i łączeniem pękniętych żeber. Proces mógł trochę potrwać, nawet kilka godzin, ale to i tak niezły wynik w porównaniu z kilkutygodniową rekonwalescencją.
       Stękając przy każdym oddechu, podniósł się do pozycji pół-siadu bocznego wspartego na rękach. Błękitne ślepia Nighta podążyły do drzwi, które znowu były zamknięte. Chwilowo nie mógł tego wszystkiego pojąć. W szczególności jak udało się Karze przegonić napastników, których musiało być chyba nawet ze stu! Tak wydedukował po policzeniu wszystkich kopnięć. Nawet jeśli się rozdwoiła, to miała marne szanse. W pewnym momencie zaczął się poważnie zastanawiać kto tu kogo ochrania. Śmiałe to myślenie, niepodobne do dumnej pantery, ale jednak wraz z podejrzliwym spojrzeniem uderzyło w istotę, która stała przy drzwiach.
       - Nic ci nie jest? - zapytał, mimo że znał odpowiedź. Nawet nie kaleczył języka, chociaż metaliczny posmak w ustach mówił co innego. Ciepło rozchodzące się po policzku i klatce piersiowej świadczyły, że proces leczenia już się zaczął. Pozostało tylko czekać i zabić czas rozmową z... o właśnie. Gdzie była ta butelka? Poszukał ją wzrokiem po podłodze. Jakaż to ulga, była dosłownie na wyciągnięcie ręki, więc złapał ją ręką i przyłożył sobie do ust wychylając ją dnem do góry. Kiedy bursztynowa ciecz zetknęła się z rozciętą wargą błyskawicznie opuścił butelkę kwasząc się i zakrywając usta przedramieniem i marszcząc przy tym czoło. Ból był ogromny, ale dzielnie go zniósł. Gdy trochę zelżał podniósł butelkę i podał ją Pokusie.
       - Samozwańczy? - Nie rozumiał tego słowa, ale mniejsza o to. Nie zależało mu na poszerzaniu swojego słownika. Tym bardziej, że zrozumiał kontekst - Niczego innego nie próbować. Ale umiem się uczyć - stęknął. Cholerny ból w piersi. Przynajmniej było mu ciepło.
       - Jak znajdę innego panterołaka, to mógłby nauczyć czegoś - powiedział. Powoli wracając do rozmowy sprzed walki z drzwiami, zaczął odpychać w niepamięć bitwę sprzed kilku minut.
Avatar użytkownika
Night
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Marvel,
Rasa: Panterołak
Aura: Gdy otworzysz się na tę emanację, przed twoimi oczami rozciągnie się majestatyczne pasmo gór. Ich cynowe ostre granie zbudowane z całkiem twardych skał odcinają się wyraźnie na tle barachitowego nieba. Starte chłodnym wiatrem kamienie mają swoje gładkie i chropawe miejsca, a ich osamotnione pasma sprawiają, że czujesz się trzymany na dystans. Stoisz tutaj otoczony miedzianym śniegiem, który oprószył skały i gęsto przykrył otoczenie. Połyskują w nim szafirowe blaski, ale puch tłumi tutaj wszelkie dźwięki. Ugina się on giętko pod twymi stopami i lepi się do odzieży, skłaniając do podziwiania własnych śladów. Przyglądając się uważniej, spostrzeżesz też odciski łap wielkiego kota, który szedł tu przed tobą. Da się tutaj wyczuć sierść pantery przemoczoną topiącym się śniegiem. Rześkie górskie powietrze wydaje się mieć słonawo łagodny smak. Sama aura zaś chociaż piękna niczym obraz, siłę ma przeciętną a barwy młode i wyraźne.
Wygląd: Night chodzi lekko ubrany. Nosi bawełnianą koszulę, długi, czarny krawat i znoszone spodnie na szelkach. Na głowie zawsze ma swój brązowy kapelusz z rondem zakrywającym jego kocie cechy, czyli niewielkie kocie uszka w kolorze popielatym od zewnątrz z wyraźnymi kropkami na krótkim futrze. Oczy — też kocie — błękitne, z czarną pionową kreską zamiast zwykłego kształtu ... (Więcej)

Postprzez Astarte » Pn kwi 02, 2018 12:51 pm

        Pokusa spoglądała beznamiętnym wzrokiem na zbierającego się z ziemi panterołaka. Przez moment pozwoliła sobie na chwilę zastanowienia nad kruchością niektórych istot i tymczasowością ich żywota, gdy obity chłopak próbował się podnieść. Nie pomagała mu nawet nie z czystej złośliwości, co po prostu nie przeszło jej to przez pokrętny diabli umysł. Zwyczajnie nie pomyślałaby, że mogła, więc nawet nie doszła do rozmyślań czy warto. Zamiast tego przechyliła rogaty łeb, przyglądając się, jak zmiennokształtny zlizuje własną krew z dłoni. Najmniejszy grymas obrzydzenia nie przeszedł przez jej twarz, nie takie rzeczy widziała, i aktualny obrazek był bardziej interesujący niż w jakikolwiek sposób odstręczający. Umysł rozruszał się szybko, odszukując zakurzoną wiedzę na temat stworzeń tego padołu, a wśród wielu informacji przewijały się też napomknięcia o leczniczej krwi panterołaków. Czy więc była świadkiem leczenia się chłopaka, czy po prostu rozlania jego kocich zachowań na ludzką formę? Zbyt mało interesujące, by poświęcać temu więcej uwagi.
        - Taak, jakoś ocalałam – parsknęła na troskliwe pytanie chłopaka i spojrzała na niego z powątpiewaniem. Zaraz też przypomniało jej się, by nie ryzykować kolejnych uprzejmych odwiedzin i poza zamknięciem pokoju na klucz, podstawiła pod klamkę krzesło, kopniakiem usztywniając prowizoryczną blokadę. Z grubsza wystarczy, a w razie czego zdąży zniknąć.
        Cierpiętnicze dźwięki wydawane przez panterołaka przykuły jej uwagę i spojrzała na niego, unosząc brwi na widok wyciągniętej w jej stronę butelki. Jeszcze czego. Może i widywała gorsze rzeczy, ale to nie znaczyło, że musiała się w nich babrać w wolnym czasie. Mrugnęła leniwie, nawet nie komentując dlaczego porzuca poczęstunek i podeszła do okna, sięgając po drugą butelkę.
        - Samozwańczy to… - przerwała na moment edukację chłopaka, by wyciągnąć zębami korek z butelki i wypluć go gdzieś pod ścianę – ktoś, kto ma się za kogoś konkretnego, nie mając do tego podstaw, mniej więcej. W twoim wypadku chodzi o zasłanianie się sztuką by podglądać kobiety w kąpieli – kontynuowała bezczelnie. Właściwie jej zdaniem chłopak miał talent, ale chyba już odruchowo była złośliwa.
        - To skoro się umiesz uczyć to naucz się mówić normalnie, ile w Alaranii już siedzisz? – burknęła w stronę chłopaka, z jednej strony być może odstraszając nieprzyjemnymi słowami, z drugiej jednak ciągnąc rozmowę, czego zazwyczaj nie robiła. Pokraczny sposób porozumiewania się kocura był nawet zabawny, a to że pokusa miała problemy z prezentacją emocji (czyt. nie chciało jej się), to osobna bajka, prowadząca właśnie zazwyczaj do takiej nieprzyjaznej prezencji.
        Piła z gwinta, spoglądając na panterołaka znad butelki i knując sobie w głowie plan na najbliższy czas. Zakładając oczywiście opróżnienie flaszki i kilka godzin snu, pod wieczór trzeba by w końcu się z cwaniakiem spotkać. Ale nie mogła przepędzić bardzo złego pomysłu, by jednak pokręcić się trochę z panterą. Nigdy nie zarzuciłaby sobie poczucia jakiejkolwiek odpowiedzialności za inną istotę, jako że nawet za siebie specjalnie nie brała. Troska również odpadała – prędzej wepchnie chłopaka w jakąś skomplikowaną sytuację tylko po to, by poobserwować czy, a jeśli tak to jak z niej wybrnie. Najpierw należało jednak poznać towar.
        - A coś już umiesz właściwie? Oprócz stawania w obronie dam w opresji oczywiście… – zachrypiała i odchrząknęła, spoglądając na opróżnioną do połowy whisky. To by wiele wyjaśniało.
Avatar użytkownika
Astarte
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Callisto, Leila, Avellana, Sonea, Mathias, Emma, Cat, Lexi, Maia, Ananke, Eva, Ratri, Rakel, Lena, Rain, Kimiko, Kiki,
Rasa: Pokusa
Aura: Silna, matowa, a jednak trudno ją opisać jednym zdaniem. Na pierwsze skojarzenie rzuca się myśl „chaotyczna” i taką też ją widać, gdy bursztynowa kurtyna poświaty odsłoni niebywałą mozaikę kolorów. Nawet bardzo doświadczony czytelnik będzie miał problem by opisać widzianą barwę…może kilka barw? Niby mieni się srebrem, lecz prześwituje miedzią, a w dodatku na całej powierzchni rozlewa się cynowa płachta. To wszystko sprawia wrażenie nieokiełznanej energii, nad którą chyba sama właścicielka nie jest w stanie zapanować. Gnie się pod dotykiem, gładko ścieka między palcami, ale jej szkielet jest twardy, posiada ostre brzegi. Dusi zapachem siarki i palonych włosów, a towarzysząca woń smoły idealnie odzwierciedla Karę. Nie daj się zwieść głębokiej melodii, nie daj sobie wmówić, że koi ona twoje zmysły i odgania smutki. Skup się na tym, co niesie ze sobą odległo echo. Jęki i cierpienie, wrzaski i właśnie te palone, topniejące w smole włosy… Tak szybko zapomniałeś o rozbrzmiewających wokół bodźcach? Wszak trudno się dziwić, gdy wargi zlepia słodki smak pragnień i zachcianek. Emanacja potrafi objąć w całości ramiona i zaopiekować się twoją duszą, a jedyną szansą na wyrwanie się z jej szponów to ten dziwny posmak… Gorzki, słony… Gdy przestaniesz obcować z tą aurą to z pewności pozostawi po sobie suchość w ustach, jakby wyssała z ciebie cały wigor.
Wygląd: Za życia Sammi była piękną dziewczyną, a jej uroda nie była nachalna. Delikatność zgrabnego ciała psuły jednak kuse, agresywnie wyzywające stroje, które musiała nosić. Subtelne rysy twarzy wyostrzał mocny makijaż, a nierzadko zdobiły ją wielobarwne siniaki od co gorszych klientów. Prawdą jest również to, że kobietę w dużej mierze zdobi uśmiech, a ten nieczęsto pojawiał ... (Więcej)

Postprzez Night » Wt kwi 03, 2018 7:58 pm

Niedokształcenie Nighta z wiedzy na tematy tak prozaiczne jak ludzka złośliwość, opryskliwość, czy gburowatość, czyniły go idealnym kandydatem na znajomego Kary. Któż inny bowiem tak dzielnie zniósłby jej docinki jak nie prosty panterołak, który większość życia spędził na pilnowaniu własnego ogona i podglądaniu dam w kąpieli? Chyba nikt, kto ma swój honor i jako takie pojęcie o tym, czym jest kłamstwo, albo chociaż raz w życiu usłyszał, co to cynizm.
       Astarte okazała się bardzo uprzejma, wyjaśniając mu, czym się trudni "samozwaniec". Krytykę pod swoim adresem przyjął nadzwyczaj spokojnie. Tak naprawdę nawet się z nią zgodził, bo w istocie (w jego mniemaniu) kiepsko rysował i ostatnim razem zdarzyło mu się podglądać kobietę w kąpieli. Wszystko to do niego pasowało jak szyte na miarę spodnie. Nie przeczył, że to, co tam robił, miało też kontekst seksualny, bo nigdy nie miał okazji oglądać kobiety... istoty przypominającej ludzką, podczas tej czynności. Chociaż może widział niezbyt wiele, nie czuł zawodu, albo niedosytu.
       - To nie był przypadek, że tam byłem - zaczął powoli, zbierając językiem krew z rozciętej wargi. - Było mi to przeznaczenie, że byłaś naga, a ja mogłem to narysować.
       I bezczelnie uśmiechnął się pierwszy raz, od kiedy się zobaczyli. Bo wiedział, jak ludzie są przewrażliwieni na punkcie swojej nagości. Te śmieszne ubrania były nawet wygodne i ciepłe, a ludzkie skóry, pozbawione futra czy sierści, były wrażliwe na chłód, dlatego rozumiał ich praktyczne zastosowanie, ale żeby traktować je jako ozdobę, czy sposób na podkreślenie swojej pozycji w społeczeństwie, to już fanaberia, do której nie mógł przywyknąć. A już używanie jej do zakrywania genitaliów, to już nawet w głowie się mu nie mieściło. To tylko utrudniało załatwianie potrzeb fizjologicznych i kopulację. No bo jak to tak? Zdejmować, parzyć się i ubierać z powrotem te wszystkie warstwy. To bez sensu. Dziwiło to Nighta i nie mógł do tej pory zrozumieć, że jeszcze ludziom chciało się rozmnażać przez te ubrania. Śmieszyło go to.
       A o jego naukach mowy mógłby napisać książkę. Naturalnie, gdyby umiał pisać. Na szczęście urzędnicy nie ścigają włóczęgów-artystów i jeszcze żaden nie kazał mu wypełniać dokumentów podatkowych. Zwykle wystarczyło oddać wszystkie pieniądze i sprawa była - ku radości Nighta - rozwiązana. I obie strony były szczerze zadowolone z takiego obrotu sprawy.
       - Staram się. Poznaję język od ostatniej wiosny. A ta jest moja.. dwusi... dwudziesssta ssiódma - wysyczał. Widać sprawiało mu to trudność, ale dał sobie radę. Ale nie liczył na podziękowanie za ten trud ze strony Kary.
       Na pytanie, czy coś umie, przechylił głowę w zastanowieniu. Właściwie to już powinno wystarczyć Karze, ale biedak postanowił pogrążyć się jeszcze bardziej:
       - Umiem rysować, ale to wiesz. Umiem się bić. - Dla potwierdzenia swoich szczególnych zdolności w tej materii znowu oblizał przeciętą wargę. - Umiem goić rany, biec, wspinać, polować, chodzić cicho. - Myślał, co jeszcze mógłby dodać to tej przydługiej listy. Och! Zapomniałby. - Umiem pływać - dodał z wyraźną dumą wymalowaną na jego posiniaczonej twarzyczce. Czyżby ogoniasta trudniła się łowieniem talentów? Jeśli tak, to Night zapowiadał się jej życiowym sukcesem. Za paręnaście lat, albo tysiącleci. Zależy jak długo żyją Pokusy.
       - A ty? Co umiesz robić najlepiej? - odbił piłeczkę, czy przekazał pałeczkę. Ważne, aby ani jedno, ani drugie nie wróciło i nie walnęło go między oczy. Wszak panterołak uznał ten moment za najlepszy, żeby poznać umiejętności swojej nowej znajomej. Jakiekolwiek by one nie były, miała u niego już teraz ogromnego plusa za wybór dobrej whisky i zabranie do góry dwóch butelek. - Czym się zajmujesz? - wypytywał dalej, chcąc poznać ją lepiej. Wiedział już, że potrafi zmieniać wygląd, ale po co to jej było? Może występowała w sztukach teatralnych? Raz w życiu miał okazję zobaczyć, jak to wygląda. Czy Kara była artystką jak on, czy nie... byłaby prawdziwą gwiazdą, sławną w całej Aralanii.
Avatar użytkownika
Night
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Marvel,
Rasa: Panterołak
Aura: Gdy otworzysz się na tę emanację, przed twoimi oczami rozciągnie się majestatyczne pasmo gór. Ich cynowe ostre granie zbudowane z całkiem twardych skał odcinają się wyraźnie na tle barachitowego nieba. Starte chłodnym wiatrem kamienie mają swoje gładkie i chropawe miejsca, a ich osamotnione pasma sprawiają, że czujesz się trzymany na dystans. Stoisz tutaj otoczony miedzianym śniegiem, który oprószył skały i gęsto przykrył otoczenie. Połyskują w nim szafirowe blaski, ale puch tłumi tutaj wszelkie dźwięki. Ugina się on giętko pod twymi stopami i lepi się do odzieży, skłaniając do podziwiania własnych śladów. Przyglądając się uważniej, spostrzeżesz też odciski łap wielkiego kota, który szedł tu przed tobą. Da się tutaj wyczuć sierść pantery przemoczoną topiącym się śniegiem. Rześkie górskie powietrze wydaje się mieć słonawo łagodny smak. Sama aura zaś chociaż piękna niczym obraz, siłę ma przeciętną a barwy młode i wyraźne.
Wygląd: Night chodzi lekko ubrany. Nosi bawełnianą koszulę, długi, czarny krawat i znoszone spodnie na szelkach. Na głowie zawsze ma swój brązowy kapelusz z rondem zakrywającym jego kocie cechy, czyli niewielkie kocie uszka w kolorze popielatym od zewnątrz z wyraźnymi kropkami na krótkim futrze. Oczy — też kocie — błękitne, z czarną pionową kreską zamiast zwykłego kształtu ... (Więcej)

Postprzez Astarte » So kwi 14, 2018 4:28 pm

        Brunetka spoglądała na panterołaka uważnie, a z jej obojętnego zazwyczaj spojrzenia zaczęło powoli przebijać rozbawienie, zmieszane z niedowierzaniem. Z jakiegoś powodu przy panterołaku postanowiła nie zmieniać postaci na ludzką ani nie narzucać na siebie iluzji, zarówno tej ujmującej jej diable atrybuty, jak i tej dodającej nieco ogłady i sztucznej uprzejmości, gdy mówiła. A jednak chłopak nie tylko wciąż nie wyglądał na zszokowanego czy przestraszonego, ale wykazywał nadmierne zainteresowanie jej osobą, do którego, w tak niegroźnej formie, pod własną postacią nie była przyzwyczajona.
        - Ach to przeznaczenie – westchnęła kpiąco, umyślnie modulując głos na nieco wyższy niż w rzeczywistości, po czym parsknęła cicho na widok bezczelnego kociego uśmiechu, znów przykładając butelkę do ust. Nie komentowała tego, jak wielu istotom na tym świecie było przeznaczone zobaczyć ja nago, bo w istocie nie aż tylu miało okazję widzieć ją taką, jaka była naprawdę. Rogatą, ogoniastą i zupełnie nie zainteresowaną.
        Na kolejną odpowiedź jedynie zamruczała twierdząco, siadając na ziemi i opierając się plecami o łóżko, na którego pościeli składała głowę w przerwach w piciu. Z przymkniętymi oczami prychnęła urwanym śmiechem, po czym wykrzywiła lekko usta w uznaniu.
        - To w sumie i tak nieźle – pochwaliła go oszczędnie, uchylając lekko powieki, by spojrzeć na wylizującego rany zmiennokształtnego.
        Rysował całkiem nieźle, natomiast bić się… cóż, powiedzmy, że w tym wypadku wynik był jeden do zera dla drzwi. Stawianie tych dwóch umiejętności obok siebie było co najmniej dziwne, a wysyp kolejnych informacji jeszcze gorszy. Tylko jedna wydała się interesująca i potwierdzająca to, co wiedziała Kara. Podniosła głowę z brzegu łóżka, pochylając się w stronę chłopaka i opierając na łokciach o kolana.
        - Umiesz leczyć rany? Nie opatrywać, tylko naprawdę leczyć? – zapytała swobodnym, ale wyraźnie zaciekawionym tonem, przechylając lekko rogatą głowę. Ogon przesunął się ciężko po deskach, lżejszym już ruchem zawijając przy stopach pokusy i opierając się strzałkową końcówką na jej butach.
        Gdy zaś padło o pytanie o to co Astarte umie robić najlepiej, usta Pokusy pierwszy raz przyozdobił prawdziwy uśmiech. Nie taki, jak zwykle udawała, ale w drapieżnym wyrazie zadowolenia i skrywanej tajemnicy. Szeroko rozciągnięte blade usta dawały wrażenie jakby łamały maskę na twarzy kobiety, a dźwięczny śmiech który rozbrzmiał, niemalże nie pasował do groźnej prezencji.
        - Hmm – zastanowiła się na głos, tłumiąc już rozbawienie i zerkając pobłażliwie na szczerze zainteresowanego i w pełni nieświadomego młodziaka. – Chyba najlepiej idzie mi spełnianie życzeń – zaczęła oględnie, bawiąc się resztkami alkoholu w butelce i nie spuszczając złotych oczu z Nighta, który również stanowił jej rozrywkę, świadomie lub nie. – I tym się zajmuję, można powiedzieć, spełniam niektóre pragnienia.
        Powiedziała samą prawdę, w istocie spełniała marzenia, te proste i lekkie, jak również te ciemne i głęboko skrywane, do których sam zainteresowany bał się przyznać sam przed sobą. I naprawdę była w tym dobra, jeśli tylko uznała, że gra jest warta świeczki i ona też się trochę rozerwie. Poza tym… w czym jeszcze była dobra? Uwodzenie podłącza pod spełnianie życzeń. Aktorstwo w sumie też. Całkiem nieźle torturowała (i to by można podłączyć) i łgała jak z nut! Ale to może zachowa dla siebie, jeszcze.
        Uśmiech już dawno zszedł z jej twarzy, zostawiając po sobie ten sam nieprzyjazny wyraz, co zawsze. Kara podniosła się z pomrukiem, zostawiając przewróconą pustą butelkę na podłodze i zdjęła kurtkę, rzucając ją na ziemię obok torby. Padła twarzą na materac i westchnęła ciężko, nim ułożyła względnie normalnie rogatą głowę na rękach. Kolejny minus piekielnego łba – nijak nie szło spać na plecach bez odpowiedniej poduszkowej konstrukcji.
        - Zdrzemnij się kotek, za trzy godziny wymarsz – mruknęła i przymknęła oczy.
Avatar użytkownika
Astarte
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Callisto, Leila, Avellana, Sonea, Mathias, Emma, Cat, Lexi, Maia, Ananke, Eva, Ratri, Rakel, Lena, Rain, Kimiko, Kiki,
Rasa: Pokusa
Aura: Silna, matowa, a jednak trudno ją opisać jednym zdaniem. Na pierwsze skojarzenie rzuca się myśl „chaotyczna” i taką też ją widać, gdy bursztynowa kurtyna poświaty odsłoni niebywałą mozaikę kolorów. Nawet bardzo doświadczony czytelnik będzie miał problem by opisać widzianą barwę…może kilka barw? Niby mieni się srebrem, lecz prześwituje miedzią, a w dodatku na całej powierzchni rozlewa się cynowa płachta. To wszystko sprawia wrażenie nieokiełznanej energii, nad którą chyba sama właścicielka nie jest w stanie zapanować. Gnie się pod dotykiem, gładko ścieka między palcami, ale jej szkielet jest twardy, posiada ostre brzegi. Dusi zapachem siarki i palonych włosów, a towarzysząca woń smoły idealnie odzwierciedla Karę. Nie daj się zwieść głębokiej melodii, nie daj sobie wmówić, że koi ona twoje zmysły i odgania smutki. Skup się na tym, co niesie ze sobą odległo echo. Jęki i cierpienie, wrzaski i właśnie te palone, topniejące w smole włosy… Tak szybko zapomniałeś o rozbrzmiewających wokół bodźcach? Wszak trudno się dziwić, gdy wargi zlepia słodki smak pragnień i zachcianek. Emanacja potrafi objąć w całości ramiona i zaopiekować się twoją duszą, a jedyną szansą na wyrwanie się z jej szponów to ten dziwny posmak… Gorzki, słony… Gdy przestaniesz obcować z tą aurą to z pewności pozostawi po sobie suchość w ustach, jakby wyssała z ciebie cały wigor.
Wygląd: Za życia Sammi była piękną dziewczyną, a jej uroda nie była nachalna. Delikatność zgrabnego ciała psuły jednak kuse, agresywnie wyzywające stroje, które musiała nosić. Subtelne rysy twarzy wyostrzał mocny makijaż, a nierzadko zdobiły ją wielobarwne siniaki od co gorszych klientów. Prawdą jest również to, że kobietę w dużej mierze zdobi uśmiech, a ten nieczęsto pojawiał ... (Więcej)

Poprzednia strona

Powrót do Arturon

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości

cron