[Karczma w Arturonie] W pół drogi


Arturon to duże i bardzo bogate miasto, powstało wiele wieków temu i od tamtej pory nie zostało dotknięte żadną wojną. Miasto utrzymuje się z handlu dalekomorskiego, można tu znaleźć wszystkie luksusowe towary z całego królestwa.
Moderator Strażnicy

Postprzez Sherani » Wt lip 11, 2017 10:07 am

W drodze ze Szczytów Fellarionu

        Tygrysica wędrowała wzdłuż szlaku, ale ominęła Trytonię, której delikatnie mówiąc nie obdarzyła sympatią. Skoro trakt dla karawan wiódł dalej, musiała dotrzeć do jakiegoś miasta, a uznała, że prawdopodobnie każde będzie lepsze od zatęchłego portu.
Burza nadeszła całkiem niespodziewanie, zastając Sherani w drodze. Krystalicznie błękitne niebo w ciągu kilku minut zasnuło się ciemnogranatowymi chmurami, które przykryły słońce mrokiem, otulając ziemię. Było późne popołudnie, dopiero zbliżał się zachód, a wokół zapanowały nieprzeniknione ciemności, jakby noc nastała znacznie wcześniej. Zaraz w ślad za chmurami przyszedł ulewny deszcz. Strugi wody polały się z nieba, zacierając obraz świata w potoku szarej zasłony.
Gdyby łowczyni miała choć maleńkie przypuszczenia co do możliwych kaprysów natury, zapewne razem z nowymi butami nabyłaby i płaszcz. O ile w jukach miała ubrania na zapas, tak utracone, a dokładniej spalone podczas przygody w labiryncie oficerki, były jedynymi butami, jakie posiadała. Ich brak udało jej się szybko uzupełnić na szlaku, u wędrującego kupca. Niestety nie pomyślała o zakupieniu wierzchniego odzienia. Jakim cudem jej to umknęło? Przecież zdawała sobie sprawę z różnic klimatu między Alarnią a wschodem. W każdym razie płaszcza nie kupiła, za co była niezmiernie zła na samą siebie. Lekkie materiały momentalnie nasiąknęły wodą, ani odrobinę nie chroniąc przed deszczem. Czasem może miało to swoje plusy, szybko można było takie łachy wysuszyć. Dzisiaj jednak pozytywów nie dostrzegała. Była przemoczona do ostatniej niteczki a przez to i coraz bardziej zmarznięta. Woda już nie kapała, a spływała strużkami po twarzy dziewczyny, napływając do oczu i całkowicie utrudniając widzenie, jakby gęsty deszcz nie robił tego wystarczająco skutecznie.
Można by pomyśleć, że nagła ulewa powinna przeminąć równie szybko, jak nadeszła. Tymczasem oberwanie chmury trwało z niezmienną intensywnością, popychając Sherani do wniosku, że obrzydliwy kraj do którego powróciła wyraźnie się na nią uwziął. Deszcz ani myślał przejść albo chociaż zelżeć, jakby nagle zupełnie spontanicznie Alarania postanowiła dodać do swojego repertuaru porę monsunową.
Początkowo galopem próbowała pokonać opady, te jednak nie ustawały, a miasta nie było widać. Tak naprawdę ledwie mogła dostrzec trakt, co tu więc mówić o rzeczach na horyzoncie, poddała się więc i teraz jechała smętnego stępa, siedząc zgarbiona na równie zgnębionym koniu. Droga poddała się równie szybko jak podróżnicy. Żwirowy trakt nasiąkł wodą niczym gąbka, zmieniając się w błotnistą strugę. W pierwszym odruchu próbowała zjechać z drogi licząc, że step i pola będą stanowiły lepsze podłoże. Grunt jednak okazał się bardziej zdradliwy niż dukt. Koń zapadł się do połowy nadpęci w mieszaninie trawy i błota bardziej przypominającej bagno niż pobocze. Wróciła na gościniec i brodząc w błocie i kałużach, mozolnie przesuwała się przed siebie, nie widząc nawet celu wędrówki.
        Niedługo później okazało się, że to co stanowiło przykre utrudnienie dla wędrującej wierzchem Rani, dla niektórych okazało się pułapką. Wóz kupiecki utknął zaraz przed nią. Jedno z kół chwyciło pobocza i ulgnęło w nim aż po piastę. Czwórka koni bezskutecznie poganiana przez woźnicę nie miała sił by ruszyć zaprzęg z miejsca. Kilku mężczyzn równie bezskutecznie próbowało wypchnąć wóz, pomagając zwierzętom. Im bardziej zbliżała się do uwięzionego zaprzęgu, tym bardziej przekonywała się iż ich wysiłki były daremne. Wóz tylko zagrzebywał się głębiej, zmęczone konie ślizgały się w błocie, buntując się i utrudniając sobie nawzajem pracę, a zmierzch zbliżał się nieuchronnie.
Westchnęła, podjeżdżając do podróżnych. Bardziej zmoknąć już nie mogła, a podziwianie bezowocnych zmagań obudziło jakąś altruistyczną cząstkę duszy łowczyni. Choć w przypadku Rani bardziej prawdopodobne było, że współczuła koniom nie ludziom lub zwyczajnie pożałowała alkoholu, który mógł się w ten sposób zmarnować, gdyż wóz obładowany był beczkami o łatwo rozpoznawalnej zawartości.
Zeskoczyła z siodła i podeszła do mężczyzny poganiającego czworonogi. Po krótkiej rozmowie, przepięła jedno ze zwierząt, w jego miejsce prowizorycznie wprzęgając Dzwonka. O dziwo wtrącanie się zmiennokształtnej zostało przyjęte bez protestów i komentarzy. Czy przyczyną była desperacja podróżnych czy tak rzadki u ludzi instynkt samozachowawczy, interesowało dziewczynę równie mało, jak podróżników przyczyna zaoferowania pomocy.
Przejęła lejce, woźnicę kierując do pomocy przy wypychaniu wozu. Niedługo później obładowany tabor został oswobodzony, a podróżni wspólnie skierowali się do miasta, od którego dzieliła ich niecała staja i tylko ulewa uniemożliwiała dostrzeżenie metropolii. Uratowany podróżnik zaś okazał się być nie tyle kupcem co właścicielem karczmy w Arturonie, wracającym z zakupionymi zapasami.

        Rani nie wzbraniała się, gdy z wdzięczności zaproszono ją do oberży. W taką pogodę szukanie zajazdu z wolnymi stolikami mogło potrwać. Wizja udania się prosto w suche miejsce była dość kusząca, by jakość zajazdu nie miała większego znaczenia. Grunt, by miała dach, alkohol podawali wszędzie, a patrząc po beczkach, tam na pewno.
Sama „Przystań obieżyświata” stanowiła przyjemne zaskoczenie. Duży jasno oświetlony budynek z zadbanym gankiem i szyldem w postaci zacumowanego statku, zapraszał do środka. Ciepłe światło sączyło się z okien, rozjaśniając ulicę ogarniętą mrokiem wieczora i ulewy.
W pierwszej kolejności zaprowadziła konia do stajni. Rozkulbaczyła wierzchowca, nakarmiła go i rozłożyła rząd do wyschnięcia. Dopiero potem dołączyła do właściciela karczmy, który od razu udał się do swojej oberży.

- Nie ma wolnych stolików, chyba, że ktoś pozwoli przysiąść się do swo… Szefie! Już myśleliśmy, że szefa zbójcy napadli. - Widząc otwierane drzwi, barman asekuracyjnie rozpoczął swoją formułkę informującą o braku wolnych miejsc. Przez oberwanie chmury mieli pełne obłożenie. Urwał jednak w pół słowa, rozpoznając sylwetkę Bernara. Oberżysta był trudny do pomylenia z kimkolwiek. Wzwyż mierzył nieco ponad sążeń z piędzią i niewiele mniej wszerz. Na rumianej i wiecznie pogodnej twarzy zagnieździły się sumiaste wąsiska o barwie miedzi lekko już przydymionej przez lata, które bardziej przypominały autonomiczną formę życia niż zarost.
- Nie zbójcy, na trakcie utknęliśmy i gdyby nie pewna panna tkwilibyśmy tam dalej. No właśnie! Oto moja wybawicielka!- zakrzyknął właściciel, widząc, jak dziewczyna weszła do karczmy. - Stolik mi dostawcie, ale już i pokój przyszykujcie, raz, dwa. - Podszedł do ociekającej wodą łowczyni, która zdążyła utworzyć na podłodze brudną kałużę, i z rozmachem objął dziewczynę ramieniem, w uścisku podnosząc ją z ziemi. Normalnie pewnie już dawno posłałaby mężczyznę na spotkanie z ziemią. Była jednak zmęczona i zmarznięta, więc wyrzucenie z karczmy było ostatnim, czego pragnęła. Po za tym wielkolud był w swoim poufałym zachowaniu nawet pocieszny. Nie wykazywał się choćby odrobiną podejrzliwości na próżno też było w nim szukać złych intencji. Zachowywał się jak jowialny wieloletni przyjaciel, podczas gdy nie znali się wcale. Za moment przybiegł kelner, wskazując cichy kąt, w którym ulokowali dodatkowy stolik.
- Szefie, gotowe, ale pokoi to nie ma, wszystkie zajęte…
- To mój gościnny przyszykujcie, a nie się zastanawiacie - odpowiedział Bernar jak dla Rani o kilka tonów zbyt głośno.
- Nie ma takiej potrzeby - próbowała oponować tygrysica.
- Nawet się ze mną nie kłóć - właściciel przybytku starał się postawić na swoim.
W końcu udało im się dojść do porozumienia, zgadzając się na kompromis. Łowczyni zgodziła się przyjąć pokój, karczmarz opłatę za nocleg.
Ledwie usadowiła się przy stoliku w kącie, a kelnerka zaraz przyniosła gulasz i parujący grog.
- Specjalność Przystani, smacznego.
Odbierając kolację, Rani nawet zdobyła się na uśmiech. Atmosfera karczmy była miłą odmianą od doświadczeń ostatnich tygodni, tych spędzonych w Alarnii i tych z przed przybycia na rodzimy kontynent.

        Posiłek był wyjątkowo smaczny, ale to serwowany na ciepło rum z dodatkiem limonek i przypraw najbardziej przypadł dziewczynie do gustu. Od razu poczuła ciepło rozchodzące się po ciele. Rozpuściła włosy, by szybciej wyschły. Chociaż najlepiej byłoby wysuszyć je ręcznikiem i przebrać się w suche ubrania. Niestety wszystko w sakwach przemokło tak jak i łowczyni, a zamiast udać się do pokoju, wolała raczyć się alkoholem. Gwar karczmy pełnej ludzi również był na swój sposób kojący. Nie przepadała za tłumami, ale dla oberży wypełnionych podróżnikami czyniła wyjątek.
Była wyczerpana ostatnimi wyzwaniami i obolała. Część ran zdążyła się już wygoić, część potrzebowała więcej czasu, nim przeobrażą się w kolejne blizny. Najbardziej dokuczał jej może niegroźnie, ale boleśnie raniony bark, który teraz rwał i drętwiał, informując o swoim niezadowoleniu, o zgniłej pogodzie i przypominając, że ucierpiał nie po raz pierwszy w życiu tygrysicy. Zamknęła więc oczy, zatapiając się w muzyce ożywionego zajazdu, ciesząc się zasłużonym odpoczynkiem.
Avatar użytkownika
Sherani
Błądzący po drugiej stronie
 
Nagrody: Obrazek Obrazek
Inne Postacie: Nemain, Lucien, Elleanore,
Rasa: Tygrysołak
Aura: Młoda aura pełna konkretów. Nie ma w niej żadnej sprzeczności ani zastanowienia. Zrodzona od początku do końca w żelaznej podstawie. Idealnie krągła i gładka, chociaż miejscami zdaje się być chropowata. Pokrywa ją lekka, aczkolwiek bardzo żywa poświata w barwie topazu, a trzask płomieni nie wywołuje uczucia ciepła w sercu, lecz niesie ze sobą istny chaos. Pachnie dziko i zwierzęco, bardzo intensywnie wonią tygrysiego futra. Niewielu więc zdziwi, że jest niebywale twarda, ale przy tym także ujmująco giętka. Wbija się głęboko ostrymi szpikulcami, a może raczej pazurami nie zważając na przeszkody. Bardzo silnie widoczna dla wprawionego czytelnika, który smakować może jej gorzkości, a także oparzyć język pikanterią lepiącą się do podniebienia.
Wygląd: Słysząc Łowca głów, wyobraźnia od razu wykreuje wizerunek potężnego woja, rzeczywistość jednak nie raz odbiega od wyobrażeń. Sherani nie należy do wysokich kobiet, ze swoimi 160 centymetrami, plasując się raczej w dołach standardów. Z daleka jednak rzuca się w oczy zgrabna sylwetka. Szczupła i drobna, z wyraźnie zaznaczoną talią, podkreśloną przez klasycznie kobiece ... (Więcej)

Postprzez Erremir » N lip 16, 2017 10:46 pm

~Przybywa z długiej podróży z Valladonu

Minęło wiele miesięcy od spotkania z anielicą i dziwnym upiorem, z którymi równie szybko się rozstał, co poznał. Emirey nigdy specjalnie nie przywiązywał się do nowo poznanych istot. Znał siebie i własne życie, w którym nie było miejsca na sentymenty czy specjalne czułości. Musiał być silny dla samego siebie i Tayi, ale po dziś dzień miał sny związane z obrazami, które zobaczył podczas swej nieprzytomność tamtej fatalnej nocy. Nie dawało jemu to spokoju i utworzyło w nim zarodek niepewności związanych z tematem: moja czy nie moja córka. Obdzierając w końcu upadłego ze wszystkich rzeczy, był zwykłym mężczyzną, zwłaszcza w tych sprawach. Żył tak długo w błogiej nieświadomości, że teraz nie wiedział, co jest prawdą i męczyło go to niemiłosiernie.

Szlakiem wędrowały pieszo dwie osoby, obie w ciemnych płaszczach, które idealnie chroniły przed zimnym wiatrem. Kierunek podroży nie był jasno określony, ale kierowali się szlakiem przed siebie. Milczenie przerwał młody, kobiecy głos należący do jednej z zakapturzonych postaci.

— Mam coś na twarzy, czy nie możesz się nacieszyć, że twa piękna córka dotrzymuje tobie towarzystwa, ojcze? — zapytała, wyraźnie chcąc ożywić atmosferę i samego upadłego.
— Nic z tych rzeczy, myślałem nad czymś, nic więcej. — Odpowiedź towarzysza była pozbawiona emocji, wydawał się pusta, nijaka. Taya zmarszczyła nosek i z całej siły kopnęła go w kostkę.
— Głupek, głupi ojciec! Nic dziwnego, że nadajesz się tylko na jedną noc. Brzydal, głupek!
— Bez takich, jeszcze jestem twoim ojc… — upadły przerwał tutaj, nie mogąc przepuścić tego słowa przez gardło, zapominając całkowicie o bólu w okolicach kostki.
— Jesteś głupek! Napalony, zboczony i niewyżyty. Jakbym się komuś przyznała, że byłeś kiedyś królem, zostałabym pośmiewiskiem! — chlapała jęzorem, co jej na myśl przyszło, odbijając sobie na ojcu jak próbowała wyciągnąć od niego trochę pochlebstwa. — Tylko walka tobie w głowie, nic nie myślisz o tym, jak ja się czuję!  Stary, a głupi.

Taya w końcu nie wytrzymała i rozpłakała się, opierając się o upadłego i bijąc go z całej siły dłońmi zaciśniętymi w piąstki. Err czuł się przytłoczony, stojąc i jak zamurowany, patrząc na to, co ona wyprawia. Scenariusz powtarzał się wielokrotnie przez ostatnie tygodnie, gdy prawie wyzionął ducha. Niby nie czuł niczego, gdy tak go uderzała, ale czemu tak go to bolało? Ból w walce był nawet łatwiejszy do zniesienia niż ten. Czuł się jakby cała jego egzystencja spadała mu na barki. Westchnął ciężko i sięgnął dłonią, aby pogładzić córkę po głowie, ale ta odskoczyła od niego i przepadła miedzy pobliskimi drzewami. Chwilę później słyszał już tylko oddalający się ryk smoka i jej smoczą sylwetką w powietrzu.

Upadły wpatrywał się w zachmurzone niebo, zastanawiając się, czy powinien ruszyć za nią, czy też odpuścić. W decyzji pomogło mu nagłe zerwanie chmury, ale postanowił krążyć nisko i kierować się szlakiem. W przeciwieństwie do córki, silny wiatr mógł robić z nim, co tylko chciał. Wzbijając się kilka metrów na ziemię, ruszył przed siebie, próbując wytrzymać natrętny deszcz.

Podczas lotu minął wóz, który zsunął się ze szlaku. Do męczących się mężczyzn doszła jakaś istota podróżująca na koniu, której aura wydała się na tyle mocna, że postanowił chwilę poszybować nad wozem niezauważony. Deszcz okazał się w tym wypadku mocnym sojusznikiem, bo nikt raczej nie wznosił głowy do góry w taką okropną pogodę. Po zaspokojeniu swego zainteresowania, ruszył w dalszą drogę pewny, że nie była to pierwsza lepsza kobieta. W jej ruchach i zachowaniu zauważył bardzo znajomy profesjonalizm. Nie były to ruchy zwykłej chłopki i wcale nie chodziło o kocie ruchy. Dostał to czego chciał, więc nie patrząc za siebie, ruszył dalej w drogę. Nie okazało się to wcale takie łatwe jak wcześniej, bo deszcz wzrósł na sile, a wiatr dawał mu tęgie baty. Wyboru dużego nie miał, musiał dotrzymać kroku córce i zniżył lot bliżej szlaku, aby ułatwić sobie podróż.

Taya już w ludzkiej postaci stała przed budynkiem, który oznajmiał się szyldem „Przystań obieżyświat”. Oczy miała jeszcze czerwone i na twarzy widniały ślady po łzach. Strasznie się gniewała na ojca, który nie potrafił zauważyć, jak bardzo się o niego martwiła. To już nie była kwestia tego, kim dla siebie byli, podróżowali ze sobą tyle lat, że nie było takiej drugiej osoby jak on.

— Ten idiota… czemu faceci są tacy głupi. Zrozumiałabym, jakby to był ktoś inny. Myślałem, że chociaż on, yhh. — Spuściła głowę zrezygnowana, a wokół niej zdążyła się zrobić mała kałuża. Była przemoknięta i nie było możliwości, aby znaleźć na niej coś suchego.

Nie mogąc już ścierpieć niefortunnej pogody, otworzyła skrzypiące dni i weszła do środka. Wewnątrz było dosyć przytulnie, przynajmniej jak na oberże. Powietrze było wypełnione wonią różną trunków i ciepłych potraw, serwowanych przez zwinnie przemieszczającą się obsługę. Oprócz tego było dosyć głośno, obecni rozmawiali ze sobą, śmiali się, atmosfera dopisywała. Kontrast pomiędzy wnętrzem budynku, a tym, co działo się poza oknami, był ogromny.

Nowo przybyła nie zwróciła specjalnej uwagi, przynajmniej póki nie odsłoniła kaptura z głowa. Nie była może księżniczką z wyglądu, ale miała w sobie wymieszany dziewczęcy i kobiecy urok, do tego dawała wrażenie lekkiej dzikuski. Mężczyźni z natury byli zdobywcami, więc wielu śledziło jej poczynania zza kufla pełnego trunku. Jakiś odważniejszy pod wpływem alkoholu nawet zagwizdał, co wzbiło huk śmiechu w oberży.

Cała sytuacja była tak normalna, że nikt nie zareagował negatywnie. Każda przechodziła przez to, bo płci pięknej w samej oberży nie było za wiele. W przeciwieństwie do tej przeciwnej, która w męskim gronie lubiła się poślinić co do lepszych sztuk i zachowywać się po prostu jak zwykle oblechy. Sam obiekt tych „westchnień” wywrócił oczami i skierowała się do lady, nie zwracając uwagi na żadne zaczepki. Nie był to jej pierwszy raz, miała już sporo lat. W latach ludzkich była pełnoprawną kobietą, a w smoczych dosyć młodą smoczycą.

Za ladą stał prawdopodobnie właściciel, a sama ognistowłosa z podziwem patrzyła na wyhodowanego przez niego wąsa. Wydawał się mocno zajęty i coś krzyczał do pijanego klienta, która robił burdę, ale sytuacja, jak to bywa w takich miejscach, szybko została rozwiązana. Problem zaś skończył za drzwiami, wyniesiony przez parę osiłków w mało grzeczny sposób, a tym samym dostarczając rozrywki reszcie obecnych.

— Przepraszam. — Dziewczyna w końcu odezwała się do zajętego szefa lokalu, skutecznie zwracając tym samym na siebie jego uwagę. Mężczyzna uśmiechnął się szeroko
— Co, słonko, dla ciebie mogę zrobić? —Szef najwidoczniej wiedział, jak operować przy klientach płci przeciwnej, a ton wcale nie odrzucał. Pewien upadły mógłby się czegoś nauczyć od tej osoby, ale pozostawiła sobie ten komentarz w głowie.
— Jakiś wolny stolik i ciepłą strawę? Pogoda nie oszczędziła niczego na mnie, jak widać…  
Zrobiła zakłopotaną minę, czując jak lekkie ubranie w postaci sukienki oblepia jej całe ciało. Jakiś młodziak za plecami szefa nie mógł odlepić od Tayi oczu, bo przez prześwitujące teraz ubrania było widać więcej niż powinno. Smoczyca z tego powodu spojrzała na siebie i powstrzymała się od piśnięcia, zakrywając rękami klatkę piersiową. Spuściła głowę na dół i zaczerwieniła się cała. Nie miała pojęcia, że zmokła aż do tego stopnia.
Szef obrócił się i palnął młodego po głowie, rozzłoszczony zachowaniem.
— Nie płacę tobie za stanie w miejscu, wypad do pracy —pogonił go i zamachnął się nogą, a młody aż wystrzelił w powietrze, czując ciężki but szefa na tylnych peryferiach ciała. Zniknął za winklem w mgnieniu oka, aby uniknąć dokładki.
Sam właściciel zniknął gdzieś i po chwili powrócił z pledem w masywnych dłoniach. Obszedł szynkwas i narzucił go na ramiona zawstydzonej klientki. Nie oczekując na jej odpowiedź, zaprowadził ją do stolika, gdzie siedziała już zmoknięta kobieta. Bernar usadowił Tayę przy jednym z krzeseł przy stoliku, odsuwając je wcześniej.
— Wszystko zajęte, a dziewuchy nie rzucę pomiędzy stado wilków — skwitował krótko, patrząc na dziewczynę, która kurczowo mocniej trzymała pled na sobie.
— Zajmij się nią, jeżeli mogłabyś. Drobna prośba ode mnie. — Mężczyzna rzucił ostatnie spojrzenie na stolik z kobietami, obrócił się i ruszył ponownie za szynkwas.

Taya trochę otrzeźwiała i zerknęła na nieznajomą, która częstowała się jakimś trunkiem. Wydawała się niewzruszona, że sporo mężczyzn gapiło się na nią i pożerało ją wzrokiem. Nie jeden pewnie w głowie robiąc o wiele więcej z udziałem jej osoby.
Avatar użytkownika
Erremir
Błądzący po drugiej stronie
 
Inne Postacie: Sherreri, Thilivern, Gryf,
Rasa: Upadły anioł
Aura: Emanacja charakteryzuje się sporą siłą magiczną, co należy raczej do zjawiska rzadkiego. Pierwsza barwa, jaka rzuca się w oczy jest platynowa, miesza się z równie widocznym żelaznym odcieniem. Na powłoce widać starannie wymalowane kobaltowe piórka, wokół których oplata się miedziane, delikatne pasmo zdające się poruszać przy wietrze. Niżej barachitowe plamy, jakby nieuważnemu malarzowi chlapnęła farba. Jednakże nawet te zabrudzenia nie są przypadkowe, każdy nieregularny kształt ma ozdobny rtęciowy kontur obsypany cynowym pyłem. Wszystkie odcienie bez wyjątku błyszczą się magicznie oświetlone szmaragdowym blaskiem. Słychać liczne głosy, a także śmiech dzieci co potęguję wrażenie pobytu w jakimś żywym miejscu, wraz z tym puls przyśpiesza. Wszystko zmienia się w głęboki ton niespodziewanie i brutalnie przerwany przez rumor spadających głazów. Występuje głównie z wrażeniem dziwnego nacisku na klatkę piersiową. Szybko następuje spokój przerywany jedynie echem czyiś słów i delikatną melodią z oddali, która wręcz usypia. Przez chwilę może pojawić się strach przez uczucie spadania. Zmysłowy szept I zapach mocnych perfum stara się jednak to ukoić. Prócz tej cudnej woni aura charakteryzuje się też smrodem siarki połączonym z czymś obcym, jakimś zapachem, który ciężko zidentyfikować jakby nie należał do tego świata. Powłoka niebywale twarda, prędzej złamie się na niej ostrze niźli powstanie choćby rysa. Elastyczna i do tego kusząco aksamitna powierzchnia tylko czeka na kogoś, kto nadzieje się na ostre jak brzytwa brzegi. W smaku zaś lepi się uparcie, sklejając wargi, nie chcąc pozwolić na ich otworzenie.
Wygląd: Nie wygląda na specjalnie młodego, ale też nie wygląda staro. Wzrost wynosi w przybliżeniu 1 sążeń i 2 palce(ok. 195cm), chociaż sam upadły nigdy nie przywiązywał do tego specjalnej uwagi. Waga wynosi około 2 cetnary, 1 kamień i 8 funtów (ok. 90-94kg). Jego budowa jest smukła i zadbana. Stulecia poświęcone treningom i wojaczce w widoczny sposób odbiły się na upadłym, co ... (Więcej)
Uwagi: Erremir podróżuje ze swoją przybraną, smoczą córką Tayą pod ludzką postacią(npc). Opis jej postaci znajduje się w końcowej części historii postaci upadłego - jest to wyróżnione.

Postprzez Sherani » Wt lip 18, 2017 1:55 pm

        Ponownie wypełniła kubek grogiem rozpierając się wygodnie na krześle. Obsługa szybko zorientowała się, że tempo w jakim dziewczyna piła przekraczała szybkość uzupełniania trunku, więc kolejkę wcześniej, zamiast dolania jej następnej porcji, na stole postawiono dzbanek jaki przynoszono zwykle wieloosobowym grupom. Duże gliniane naczynie ulokowane było w sprytnie pomyślanym stalowym stelażu. W jego podstawie umieszczona była króciutka świeczka, podczas gdy dzban wisiał się nad płomykiem. Dzięki temu alkohol był ciągle ciepły, nieustannie przygotowany do rozdzielenia kolejnej porcji.
Znów zamknęła oczy relaksując się we względnym spokoju. Głupich dialogów nie słuchała, do obleśnych spojrzeń się przyzwyczaiła. Świat wyglądał tak jak wyglądał. Podróżująca samotnie kobieta, wśród męskich wędrowców zawsze budziła chęć opieki lub zapewnienia sobie rozrywki, znacznie rzadziej jedno lub drugie mogło się jej spodobać. Takie zasrane życie. Do siedzącego w knajpie zakapiora nikt nie podchodził pytając czy szuka towarzystwa. Kobieta nie mogła w spokoju zjeść obiadu, bo zaraz uważano ją za szukającą szczęścia. Pewnie i takie się trafiały, ale zazwyczaj zachowaniem, jasno informowały o swoich intencjach. Niestety w praktyce zachowanie było mało istotne, sam brak samca u boku wystarczał, dla reszty facetów będąc jedynym komunikatem - "teren wolny", nawet jeśli ten teren bynajmniej nie był zainteresowany zasiedlaniem.
Przez wiele lat starała się nie zwracać na siebie uwagi. Nie drażnić zanadto i nie wychylać się. Z czasem tygrysica przekonała się iż nie miało to większego znaczenia. Czy wędrując w jutowym worku sięgającym od brody do kostek, czy półnago, jeśli trafiło się na palanta, ten zawsze znalazł pretekst by narzucać swoją obecność i usług. Tych zaś na traktach, w miastach a w szczególności w karczmach nie brakowało. W grupach głupota zawsze się nasilała, każdy chciał się popisać przed kolegami.
Zadziorny charakter nie pozwalał dziewczynie wciąż się kryć i przepraszać za własną płeć, wiecznie tłumacząc, że nie szuka kłopotów. Przybrała inną taktykę, samej wyglądając jak kłopoty. Wyzywający strój i agresywna postawa prowokowały i irytowały. Czyli nic się nie zmieniło, poza intensywnością męskich reakcji. Jedyną różnicą była skuteczność z jaką Rani radziła sobie z natrętami. Gdy ktoś nie rozumiał subtelnych słownych sugestii jak "spieprzaj" zawsze można go było zmieszać z błotem. Błota dziś było aż nadto, ale tygrysica liczyła w duchu, że może wyjątkowo nie będzie musiała się fatygować. W karczmie było błogo ciepło i sucho i nawet jeśli ona do bycia suchą wciąż się nie zbliżała, to i tak było przyjemnie.

        Jakby na złość łowczyni, ze spokojnych kontemplacji wyrwał ja czyjś gwizd. Otworzyła jedno oko, by dostrzec przyczynę zamieszania. Rude nieboże całkowicie przemoczone, zresztą tak jak i ona, szukało schronienia. Po zorientowaniu się w sytuacji, przymknęła powiekę, siorbiąc kolejny łyk alkoholu. Nie jej biznes. Tak przynajmniej sądziła. Karczmarz wyraźnie widział sprawę inaczej. Okazał się uroczo opiekuńczy i owiniętą kocem dziewczynę, przyprowadził właśnie do jej stolika. Kiwnęła mu głową i nawet zdobyła się na uśmiech, patrząc na przybyłą z pod rzęs.
- Rani - przedstawiła się, łagodnie podając Tayi rękę. Ile to razy podczas wędrówki taki banalny gest od innego podróżnika był na wagę złota. Sherani nie miała w tej kwestii szczęścia. Nie pamiętała by choć raz ktokolwiek zdobył się wobec niej na coś tak prostego i przecież nic nie kosztującego. Jedyną życzliwą osobą napotkaną podczas tułaczki, był stary masztalerz, bo nawet mistrz gdy już łaskawie zgodził się przyjąć dziewczynę na termin, zawsze traktował ją jako coś gorszego, o jakiejkolwiek sympatii nie było mowy.
Zaraz potem obsługa zatroszczyła się by na stole wylądował drugi kubek i miska gorącego gulaszu z kromkami chleba podanymi na oddzielnym talerzu. Dziewczyna jadła ze smakiem podczas gdy łowczyni nalała jej grogu, przy okazji uważniej przyglądając się nowej towarzyszce. Wyglądała na dość młodą istotę, ale pachniała zmokłą gadziną i Rani domyślała się, że dziewczęcy wygląd mógł mieć niewiele wspólnego z właściwym wiekiem siedzącej przed nią.

        O ile do tej pory było spokojnie, tak najwyraźniej nie jedna ale dwie samotnie siedzące kobiety, do kompletu z późną godziną i ze sporą ilością wypitego alkoholu stanowiły iskrzące połączenie. Tylko kwestią czasu było gdy dwóch chojraków zapragnęło dotrzymać im towarzystwa.
- Nie jesteśmy zainteresowane - nad wyraz spokojnie, odpowiedziała tygrysica.
- W takim razie co robicie w karczmie o tej porze?
- A co psiakrew można robić w karczmie? - warknęła - Staramy się pić w spokoju z dala od waszego towarzystwa.
- Ktoś tu jest nie w humorze - zaśmiał się jeden z facetów, twarz ubierając w obleśny uśmiech - Jak ci dogodzę, od razu przestaniesz pyskować.
- Spadajcie, zanim zrobię wam krzywdę - burknęła po raz ostatni, wątpiąc by sprawę udało się rozwiązać bez użycia bardziej dosadnych argumentów.
- Mogę ci zapewnić ostrzejszą zabawę jak lubisz.
Jednym haustem dopiła rum znajdujący się w jej szklance i podniosła ze stołu dzbanek, w tym samym momencie, gdy facet złapał ją za ramię. Na jego nieszczęście dokładnie za to bolące. Tygrysica nie pofatygowała się nawet by wstać. Kopnęła stręczyciela w goleń, ten stracił równowagę, co Sherani od razu wykorzystała. Wciąż siedząc złapała mężczyznę za włosy i trzasnęła jego głową o blat. Stojące na stole kubki się przewróciły, ale ten tygrysicy był już opróżniony, a karafka bezpiecznie spoczywała w ręce zmiennokształtnej, więc alkohol się nie rozlał. Wstała dopiero do drugiego z mężczyzn, który liczył ratować kolegę i honor. Kopnięcie w podbrzusze i uderzenie łokciem w łopatki skutecznie uniemożliwiły mu działania, posyłając go na podłogę zaraz w okolice kumpla.
Ochrona szybko ruszyła w kierunku rozróby, za nimi pospieszył właściciel. Burda jednak skończyła się nim na dobre mogła rozgorzeć. Rani uniosła ręce w pokojowym geście, całą sobą mówiąc, że ci dwaj panowie potknęli się sami a ona nie ma złych zamiarów.
Naprawdę wolała nie wracać na ulicę. Psa w taką pogodę nie wyrzucało się na dwór a co dopiero kota, a ona była jednym w nazwie i drugim literalnie. Chociaż czasem los mógłby mieć trochę litości. Dla bardziej doświadczonych, a dwóch wykidajłów robiących za ochronę zdecydowanie należało do tej grupy, postawa łowczyni mówiła jeszcze jedno. Następną rękę, która jej dotknie bez pozwolenia urwie zaraz przy korpusie nieświadomego idioty. Może wygnanie na ulewę nie leżało w sferze marzeń tygrysicy, ale też jej cierpliwość właśnie się kończyła, a wraz z nią ulatniał się jakikolwiek rozsądek. Całe szczęście wkroczył Bernar, który widział prawie całe zajście i z jakichś pobudek czuł się zobligowany do troski o dwie zbłąkane niewiasty.
- No już, panowie niech wracają do swojego stolika i nie nagabują więcej pań - zakrzyknął głośno, swoim zwyczajem, gdy ochrona pomagała obitym wraz z dumą pozbierać się z klepiska. Sherani podziękowała skinieniem głowy.
- Może następnym razem poproś chłopaków o pomoc zamiast rozrabiać co?- policzkiem wskazał dwóch osiłków wracających na swoje miejsce w kącie. Grymas tygrysicy jasno mówił co myśli o wołaniu o pomoc. Śmiejąc się wesoło, Bernar klepnął ja w plecy, aż dziewczynę zapowietrzyło - No już, już, nie złość się. Po prostu bawcie się grzecznie -  Rani nie mogła zrobić nic innego jak też się uśmiechnąć.
- Spróbujemy - odparła zaczepnie.
- No i to chciałem usłyszeć! - uchyliła się przed kolejnym strzałem w plecy, wracając na swoje miejsce, wraz z długo jeszcze rozbrzmiewającym rechotem wąsiastego oberżysty.

- Podróżujesz sama, czy zgubiłaś swoją ekipę? - swobodnie zagadnęła, widząc lekko nietęgą minę Tayi. Dziewczyna wyglądała na hardą i samodzielną, ale chyba karczemne bójki nie należały do jej specjalności, bo teraz siedziała lekko przygarbiona, mocniej ściskając otulający ją pled. Sherani znów nalała sobie grogu i czekała odpowiedzi dziewczyny. W otaczającym ją zapachu powoli wyczuwała nuty kogoś jeszcze, więc rudzielec przynajmniej przez jakiś czas wędrował w towarzystwie. Zaczerwienione oczy i ślady łez na policzkach, które teraz stopniowo ginęły, też dodawały swoje kilka groszy do pełnego obrazu. Jednak na wysnuwanie jakichkolwiek wniosków było trochę zbyt wcześnie.
Avatar użytkownika
Sherani
Błądzący po drugiej stronie
 
Nagrody: Obrazek Obrazek
Inne Postacie: Nemain, Lucien, Elleanore,
Rasa: Tygrysołak
Aura: Młoda aura pełna konkretów. Nie ma w niej żadnej sprzeczności ani zastanowienia. Zrodzona od początku do końca w żelaznej podstawie. Idealnie krągła i gładka, chociaż miejscami zdaje się być chropowata. Pokrywa ją lekka, aczkolwiek bardzo żywa poświata w barwie topazu, a trzask płomieni nie wywołuje uczucia ciepła w sercu, lecz niesie ze sobą istny chaos. Pachnie dziko i zwierzęco, bardzo intensywnie wonią tygrysiego futra. Niewielu więc zdziwi, że jest niebywale twarda, ale przy tym także ujmująco giętka. Wbija się głęboko ostrymi szpikulcami, a może raczej pazurami nie zważając na przeszkody. Bardzo silnie widoczna dla wprawionego czytelnika, który smakować może jej gorzkości, a także oparzyć język pikanterią lepiącą się do podniebienia.
Wygląd: Słysząc Łowca głów, wyobraźnia od razu wykreuje wizerunek potężnego woja, rzeczywistość jednak nie raz odbiega od wyobrażeń. Sherani nie należy do wysokich kobiet, ze swoimi 160 centymetrami, plasując się raczej w dołach standardów. Z daleka jednak rzuca się w oczy zgrabna sylwetka. Szczupła i drobna, z wyraźnie zaznaczoną talią, podkreśloną przez klasycznie kobiece ... (Więcej)


Powrót do Arturon

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron