Od życia nie uciekniesz, prawda?


Podczas Wielkiej Wojny Aeria została zrównana z ziemią, jedyne co po niej pozostało to sterta gruzów. Zanim Wielka Armia dotarła do miasta Król ewakuował ludność w góry, sam zaś zginą broniąc bram miasta. Po wojnie Aerczycy postanowili odbudować miasto, dziś na jego gruzach powstała Nowa Aeria - piękne, przyjazne, nowe miasto, niesplamione jeszcze żadną wojną.

Postprzez Alantar » Cz cze 14, 2018 4:40 pm

- Wybacz, nie miałem zamiaru mówić tego w złym sensie - odpowiedział bez zastanowienia, rzucając elfce delikatny uśmiech. Nie spodziewał się takiej reakcji, choć zaraz potem Hares dodał swoje i na szczęście uratował sytuację, a Alantar parsknął cicho.
- Nie wątpię, że i bez magii jest niebezpieczna - mruknął do kotołaka z rozbawieniem w głosie, po czym skinął głową na słowa Latro.
- Racja, mało kto potrzebuje takich receptur, dlatego też mało kto je zna. - Taka prawda, życie było na tyle podłe, że tego typu receptury były alchemikom niepotrzebne, wręcz zbędne, tak czy siak mieli ręce pełne roboty tworząc przeróżne eliksiry, które ratowały życia, bądź wręcz przeciwnie, odbierały je... Mimowolnie uśmiechnął się w stronę Vittori, gdy ta wspomniała o tym jak nużące było wyglądanie zawsze tak samo. Szczerze, mógłby powiedzieć, że jej nie rozumie, sam wyglądał prawie identycznie co dziewięć wieków temu, ale wiedział, że nie to miała na myśli. Gdy ktoś był ścigany, nie mógł bez problemów przemierzać Alarnii nie zważając na swój wygląd, a ona akurat należała do tych osób, których większość osób wolała się pozbyć, wystawiając nagrody za złapanie, bądź głowę... Westchnął cicho i skupił się na drodze przed nimi, gdzie przecież zaraz dostrzegli znajomą im bandę ludzi... I szczerze fakt, że ta zamiast odpowiedzieć bezpośrednio mu, zwróciła swoje słowa do Haresa, co sprawiło że dalej nie mógł wprowadzić swojego planu w życie. I jego słowa sprawiły, że musiał się nieco pohamować. Parsknął cicho, gdy kotołak wspomniał o walce przy bramie, a zaraz potem sama Latro wspomniała o użyciu magii ognia. Jego uśmiech poszerzył się nieco i czarodziej spojrzał po dwójce swoich przypadkowych towarzyszy.
- Bez walki? Czy kłótni? Wysadzić w powietrze? - Zdecydowanie w jego głosie wibrowała nutka rozbawienia, choć w gruncie rzeczy nie było z czego się przecież śmiać...
- Bawi mnie jak mało niektórzy wiedzą o magii. Naprawdę myślisz, że jedyne co mogę im zrobić to spalić? - Zaśmiał się cicho i ruszył w stronę, którą wcześniej wskazał Hares.
- Nie widzieliście nawet skrawka tego co jestem w stanie zrobić... Ale skoro macie tyle wątpliwości, zobaczymy jak sobie poradzicie bez mojej pomocy - dodał na koniec, posyłając kolejny szeroki uśmiech w stronę dwójki rozbójników. Wcale jednak nie znaczyło to, że miał zamiar od tak pozwolić, aby ci, którzy jakoś oparli się jego magii, przeżyli dzisiejszy dzień. Choć może? Może pozwoli im żyć? A przynajmniej ich ciałom... Tak, to nie był zły pomysł... Choć, aby nie wzbudzać podejrzeń musiał nieco z nim poczekać... Ba, Latro nigdy nawet się nie dowie co się z nimi stało, choć nie był taki pewien kotołaka. Ten wydawał się wyczuwać co nieco... Tylko czy się domyśli co zaraz miało się stać?
Avatar użytkownika
Alantar
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Saaviel,
Rasa: Czarodziej
Aura: Początkowo zwabi cię przyjacielska i ciepła atmosfera tej emancji. Jednak wraz z pojawiającymi się, silnie przydymionymi przez upływ czasu barwami, zjawi się coś jeszcze. Nie od razu pojmiesz co. Dopiero po chwili, razem z rozbłyskiem intensywnie wysyconego, chociaż już całkiem matowego srebra w pełni zrozumiesz, że to co czujesz, to lęk... Z nieznanych przyczyn, mimo pięknych początków, czujesz się tu niepewnie i mało bezpiecznie. Topaz, który zalśni po chwili, swoimi chaotycznymi, agresywnymi rozbłyskami tylko utwierdzi cię w przekonaniu, że nie chcesz zostać tutaj dłużej niż to konieczne. Choć barw jest niewiele, dźwięków uświadczysz znacznie szersza gamę. Najpierw głośno i wyraźnie wybrzmiewa trzask płomieni, po chwili stapiający się z głęboką melodią. Ukojenie, pomyślałbyś, ale żałosne jęki zmieszane ze śmiechem dzieci, które urwie brzęczenie znikające tak nagle jak się zjawiło, utrwalą wcześniejszy niepokój. Wokół unosi się ciężka woń kadzideł. Kolory aury zaś wiją się, z giętkością unikając dotyku, by nadmiernie nie odsłaniać swojej miękkości. Chociaż są też aksamitnie gładkie, nie brak im ostrych rantów i nie są całkiem bezbronne. Smak zaś nie jest intensywnie lepki, ale za to wyraźnie słodki z silnie pikantna nutą, której liczysz się pozbyć z ust wraz z pozostawianiem tej emanacji.
Wygląd: Ah tak, jak go rozpoznasz? Widzisz, Alantar wygląda na młodzieńca, mającego może z 20 lat, o kruczoczarnych włosach, których może nie opiszesz jako krótkie, ale trudno też powiedzieć że są długie, co prawda grzywka wpada mu często w oczy, o ciemnym, granatowym kolorze, ale są jeszcze na tyle krótkie by nie mógł ich spiąć. Całkiem niski jak na czarodzieja, mierzy prawie że ... (Więcej)

Postprzez Latro » Pt cze 15, 2018 7:54 pm

Skwitowała jego słowa machnięciem ręki. Wcale nie miała mu za złe tego, że wypowiedział jej wadę na głos. Po prostu wiedziała o tym od dawna, więc... co? Może miała udawać zaskoczenie? Kiedy przywołała Haresa do siebie, ten podszedł do niej i zatrzymał wzrok na stojącym niedaleko człowieku, obok którego leżały skrzynie zapełnione morskimi, niekoniecznie świeżymi rybami. Wyczuwając ich woń, mógł bez przeszkód zatopić się w rozmyślaniach dotyczących ich konsumpcji i powolnym delektowaniu się delikatnym, rybim mięskiem. W tym stanie kompletnie nie zwracał uwagi na rozmowę swoich towarzyszy o mniej znanych recepturach. Oczywiście, jak Latro spytała go o drogę, nie miał zielonego pojęcia co zrobić. Wszystko, co powiedział było wymyślone na miejscu, choć gdyby nie to, że akurat udało mu się zgadnąć, która droga prowadzi na mury, z pewnością dostałby małe ostrzeżenie od swojego szefa. I w sumie zgodziłby się z nią, bo już dawno nauczył się, że jeśli nie jest się czujnym człowiekiem, to jest się martwym trupem. Chyba, że ma się wyostrzone zmysły. Wtedy wszystko staje się prostsze.
- Jak powiedziałam wcześniej i jak ty powiedziałeś wcześniej - uśmiechnęła się nieco w stronę Czarodzieja. - Nie potrafię się magią posługiwać wcale. Co prawda Hares coś wyczuwa, ale w czarowaniu i tak jest beznadziejny. - W tym momencie kotołak miał zareagować niezbyt cichym "Wcale, że nie!", ale powstrzymał się i obrażony udał, że ociera łezkę lecącą mu z oka. Po chwili przemyśleń przestał i tylko głośno westchnął, "Rzeczywiście jestem w tym beznadziejny". - Jednak dowiedziałam się co nieco o jej podstawach i wątpię, żeby jedynym czarem, jaki możesz na nich rzucić było coś takiego jak spalenie. Ale...
- Ale czasem lubimy urozmaicać sobie życie chodzeniem po murach miejskich, a przechodzenie przez główną bramę jest zdecydowanie przereklamowane. - W pewnej chwili w jej słowa wtrącił się narwany kotołak, próbując ładnie podkreślić jacy to oni są niezgodni z prawem. Oczywiście Latro oburzyła się, kiedy Hares brutalnie jej przerwał, ale skoro i tak miała powiedzieć to samo, to po chwili jedynie odchrząknęła.
- Tak, coś w ten deseń - mruknęła, a gdy usłyszała kolejne słowa Alantara, szczerze się roześmiała.
- Nie takie rzeczy się robiło, więc spokojnie, damy radę. Wystarczająco już dla nas zrobiłeś, poza tym chciałabym, żebyś oszczędzał siły na przywrócenie nas do normalnego wyglądu. - Uśmiechnęła się szeroko. Specjalnie nie spytała Czarodzieja, czy aby na pewno ma zamiar tak zrobić, w końcu mógłby powiedzieć "Nie", a za tym słowem Latro szczególnie nie przepada.
Avatar użytkownika
Latro
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Llewallyn,
Rasa: Leśny Elf
Aura: Dostrzegając tę aurę wpierw ujrzysz obsydianową poświatę, która rozpływa się na boki, co kojarzy się z lekką, aczkolwiek długą kotarą, jakby zaszło się w najbardziej niepewne zakątki miasta. Odsuwając jej rogi zdajesz sobie sprawę, mój drogi czytelniku, że trafiłeś w odpowiednie miejsce. Cynowa podłoga rozpływa się pod stopami, żelazne siedziska i meble są twarde, ale cała reszta zdobnictwa wyłożona jest miękkimi poduszkami lub materiałami w kolorze złota. Wszystko wokół wydaje się być tu drogocenne i warte swojej ceny. Drobne, miedziane elementy przykuwają uwagę, są one niuansem, na który wręcz trzeba spojrzeć. Oczekujesz na spotkanie, lecz nie słyszysz żadnego kroku, żadnego dźwięku. Tą wzrastającą niepewność sytuacji łagodzi łagodna woń lasu i jakże prostolinijnych szyszek, ale to tylko przykrywka. Czujesz ten smak? Lepki na ustach, ale jakże gorzki i odrobinę suchy. Musisz pamiętać gdzie jesteś i z kim chcesz właśnie porozmawiać. Utrzymujesz fason, choć obejmują cię gładkie materiały. Otaczają twoje ramiona i szyję, nawet z pozoru sztywniejsze elementy gną się niebywale łatwo. Gdy się jednak zorientujesz w odpowiednim czasie, dostrzeżesz, że pozostawiły one łagodne cięcie na twoim gardle. Jeszcze nie na tyle niebezpieczne, by pozbawić cię życia, ale musisz być teraz ostrożny by czasem nie zrobić lub nie powiedzieć czegoś nieodpowiedniego. Inaczej...
Wygląd: Vittoria nie wyróżnia się zbytnio wzrostem - mierzy sobie prawie sześć stóp wysokości. Jest całkiem chuda, ale nie oznacza to, że brakuje jej atrakcyjności czy wdzięku. Ma bladą skórę, bez żadnych piegów czy pieprzyków. Wygląda bardzo młodo, jak zresztą każdy elf w jej wieku.
Zważywszy na styl życia nabyła kilka skaz, ale mimo to wciąż jest piękna. Widać, że jej ...
(Więcej)
Uwagi: Prawie nikt nie zna jej prawdziwego imienia. Z pogłosek i listów gończych jest znana jako Latro, sama też się czasem tak przedstawia.
Przeważnie podróżuje ze swoją siedmioosobową ...
(Więcej)

Postprzez Alantar » So cze 16, 2018 3:54 pm

Parsknął cicho, słysząc jej słowa. "Naprawdę? Toż mi nowina... " przeszło mu przez myśl, choć nie odezwał się. "Jedynym czarem", już samo to stwierdzenie pokazywało jak mało wiedziała. Zaraz jednak zaśmiał się, gdy Hares wtrącił się do rozmowy, choć nie był to pełen rozbawienia śmiech...
- Oczywiście... - mruknął z delikatnym uśmiechem na twarzy. - Tak jakby mogło mi zabraknąć sił tylko po czymś takim... - Tym razem uśmiechnął się szerzej, odwracając się do tyłu, by spojrzeć na Latro. Dziwnym zrządzeniem losu to on prowadził ich, choć sam nie miał pojęcia gdzie mieli dokładnie iść, podążał za wskazówkami jakie dał kotołak, ale te same w sobie nie były dokładne, nie dla kogoś, kto nigdy nie przejmował się zapamiętywaniem wszystkich uliczek w mieście... A mimo to jakimś cudem trafił pod mury Aerii. Uśmiechnął się lekko. O ile wcześniej, mimo wszystko mijali całkiem sporo ludzi, elfów, zmiennokształtnych i wszelkich innych istot, tak teraz mały "tłum" przerzedził się, pozostawiając tylko kilka osób pogrążonych w swoich obowiązkach. W końcu co mogło się dziać w takim miejscu? Tego typu uliczki służyły głownie jako skrót, bądź typowa droga klasy pracującej we wszelakich przybytkach w pobliżu, rzadko kiedy ktoś, kto odwiedzał miasto był w potrzebie, by iść wzdłuż wysokiej ściany kamieni, zwanej murem miejskim. Idealne miejsce...
- Więc... Gdzie dalej? - rzucił spokojnie zatrzymując się, choć tym razem nie odwrócił się w ich stronę. Nie, przymknął oczy, a na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Byli wystarczająco daleko, by nikt nie wiedział, co tak naprawdę się stało... Wręcz idealne miejsce do tego co właśnie zamierzał zrobić. Ze spokojem odnalazł umyły całej piątki, przy okazji zahaczając o wiele ciekawych myśli przechodniów. Może normalnie parsknąłby śmiechem na to, jak jeden z parobków wyobrażał sobie bardzo nieprzyzwoite sceny z udziałem młodej panienki, która pracowała tuż obok niego, ale teraz kącik jego ust jedynie lekko drgnął. Cała piątka aż wrzała, ich myśli kotłowały się wokół Latro, Alantara i Haresa, byli źli, właśnie uciekła im sprzed nosa taka zdobycz! I to przez interwencję jakiegoś śmiesznego czarodzieja, o którym nic nie wiedzieli... Zaraz potem jednak cały ten huragan niekontrolowanych myśli ucichł, a z ich drobnych umysłów nie pozostał nawet ślad. Byli niczym czysta karta, nieskalana najdrobniejszą myślą... Czarodziej odetchnął głęboko i spojrzał na dwójkę rozbójników. W jego oczach widać było lekkie zmęczenie, ale też satysfakcję...
- Moja magia nie polega na rzucaniu konkretnych zaklęć, Vittorio. Dlatego nie potrzebuję gestów, słów. Wystarczy jedna myśl. Może nieco upraszczam, ale to jest coś czego nie można od tak się nauczyć. Władania magią, za pomocą inkantacji może nauczyć się prawie każdy, kto posiada odrobinkę zmysłu magicznego. Oczywiście, to ile będzie musiał włożyć w jej naukę, to inna sprawa. Z moim darem trzeba się urodzić. - Co go wzięło do tłumaczenia tego? Ah tak, wcześniej wspomniała o zaklęciach... Uśmiechnął się lekko i czekał aż któreś z nich pokieruje ich dalej, Alantar nie zamierzał szukać teraz drogi przy pomocy magii, mimo wszystko używanie jej męczyło go, a nigdy nie mógł mieć pewności, że wszystko pójdzie zgodnie z planem Haresa.
Avatar użytkownika
Alantar
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Saaviel,
Rasa: Czarodziej
Aura: Początkowo zwabi cię przyjacielska i ciepła atmosfera tej emancji. Jednak wraz z pojawiającymi się, silnie przydymionymi przez upływ czasu barwami, zjawi się coś jeszcze. Nie od razu pojmiesz co. Dopiero po chwili, razem z rozbłyskiem intensywnie wysyconego, chociaż już całkiem matowego srebra w pełni zrozumiesz, że to co czujesz, to lęk... Z nieznanych przyczyn, mimo pięknych początków, czujesz się tu niepewnie i mało bezpiecznie. Topaz, który zalśni po chwili, swoimi chaotycznymi, agresywnymi rozbłyskami tylko utwierdzi cię w przekonaniu, że nie chcesz zostać tutaj dłużej niż to konieczne. Choć barw jest niewiele, dźwięków uświadczysz znacznie szersza gamę. Najpierw głośno i wyraźnie wybrzmiewa trzask płomieni, po chwili stapiający się z głęboką melodią. Ukojenie, pomyślałbyś, ale żałosne jęki zmieszane ze śmiechem dzieci, które urwie brzęczenie znikające tak nagle jak się zjawiło, utrwalą wcześniejszy niepokój. Wokół unosi się ciężka woń kadzideł. Kolory aury zaś wiją się, z giętkością unikając dotyku, by nadmiernie nie odsłaniać swojej miękkości. Chociaż są też aksamitnie gładkie, nie brak im ostrych rantów i nie są całkiem bezbronne. Smak zaś nie jest intensywnie lepki, ale za to wyraźnie słodki z silnie pikantna nutą, której liczysz się pozbyć z ust wraz z pozostawianiem tej emanacji.
Wygląd: Ah tak, jak go rozpoznasz? Widzisz, Alantar wygląda na młodzieńca, mającego może z 20 lat, o kruczoczarnych włosach, których może nie opiszesz jako krótkie, ale trudno też powiedzieć że są długie, co prawda grzywka wpada mu często w oczy, o ciemnym, granatowym kolorze, ale są jeszcze na tyle krótkie by nie mógł ich spiąć. Całkiem niski jak na czarodzieja, mierzy prawie że ... (Więcej)

Postprzez Latro » Pn cze 18, 2018 2:46 pm

- Za pomocą samych myśli? Brzmi prosto. - Przez chwilę zastanawiała się nad jego słowami, lecz nie trwało to długo. Przed nimi stał teraz wysoki na kilka metrów mur, który był celem tego błąkania się między ciasnymi uliczkami. No, prawie. Obecnym celem było odnalezienie strażnika strzegącego przejścia, a potem przekupienie go... chociażby butelką rumu, którą miała przy sobie Latro. Na chwilkę uśmiechnęła się, "Jak to możliwe, że po tym całym zamieszaniu na placu jeszcze się nie rozbiła?"
Szturchnęła Haresa łokciem, gdy Czarodziej spytał o drogę. Skoro kotołak ułożył plan, powinien ich poprowadzić. Biedny zbój nie miał jednak zielonego pojęcia co im powiedzieć. Co prawda wejście na mury to całkiem niezły pomysł, ale nie wiedział, którędy można tam dotrzeć. Nie chciał jednak, by Latro to dostrzegła, więc przybrał pewną siebie postawę i śmiało wskazał palcem dowolny kierunek.
- W prawo - orzekł, po czym przełknął ślinę ufając swojemu szczęściu.
- A nie w lewo? Czyżbyś chciał udać się do rzeźnika z nadzieją, że załapiesz się na jakieś darmowe ochłapy? - Vittoria spojrzała na niego z powątpiewaniem. Wyglądało na to, że zaczynała coś podejrzewać, jednak Hares postanowił ją od tego odwieść. Zaśmiał się, próbując zamaskować niepewność.
- Racja, te kierunki mi się strasznie mylą... - Podrapał się po karku i dodał. - Jestem pewien, że w lewo.
Latro była zażenowana. Przyłożyła dłoń do twarzy i westchnęła przeciągle. W tamtej chwili udało jej się dostrzec jednak przejście do schodów. Obok stał, jak można się było tego spodziewać i jak przewidział Hares, strażnik. Wyglądał na nieco zdenerwowanego i niespokojnie opierał się z jednej nogi na drugą. To były prawdopodobnie jego ostatnie chwile czuwania, gdyż za niedługo miała nastąpić zmiana warty. Mimo to myślami wybiegał dalej i zaczął marzyć o zjedzeniu porządnego posiłku oraz ułożeniu się do snu, choćby miał pod sobą jedynie chłodny bruk.
Udała się w stronę wejścia i jak gdyby nigdy nic przeszła przez nie. Albo raczej próbowała, gdyż za chwilę poczuła na swoim ramieniu potężną, męską dłoń.
- Na mury wejść mogą jedynie osoby uprzywilejowane. - Odepchnął ją ostrożnie w przeciwnym kierunku. - Niestety, ale nie mogę tam ciebie wpuścić obywatelko - powiedział głosem oschłym i zdyscyplinowanym. Elfka jednak nie dała się tak łatwo spławić. W tamtym momencie wpadła na pewien pomysł.
- Oczywiście, a my tak po prostu nie zapominamy o śmierci naszych kamratów. Z drogi! Mamy do przekazania pilną wiadomość!
- Od kogo? Nie wpuszczę was bez zezwolenia. - Wyciągnął rękę na znak stopu, a drugą dłoń zacisnął na halabardzie.
- Nie ma czasu na papierki! Jesteśmy najemnikami, przybyliśmy z rozkazu pana Holsta. Po mieście krąży bestia. Zabiła już wielu ludzi, w tym naszego kompana. Młody był z niego chłopak, nie skończył nawet dwudziestu wiosen... - W tym momencie Latro się lekko nachyliła i złapała się za czoło. Szybko jednak powróciła do swojej dumnej i stanowczej postawy. - Nie ma czasu do stracenia, musimy dotrzeć tam jak najszybciej.
- Ale... ale ja nie mogę wpuszczać nikogo! Nie. Musicie zawrócić.
- Ach tak? W takim razie ty ich powiadom. Bestia czyni tam ogromne spustoszenie, a jeśli się wyrwie, odpowiedzialność spadnie na twoją głowę! - Ujrzała w oczach mężczyzny niepewność i zmieszanie. - Wracamy chłopaki! Nic tu po nas...
- Po.. poczekaj! - Strażnik krzyknął, próbując zawrócić upartą elfkę. Pomyślał, że nie da rady, a jeśli będzie musiał ponieść w przyszłości karę za wyrządzone przez zwierze szkody, wolał przepuścić najemniczkę. - Wy znacie więcej szczegółów... możecie przejść. Ale pospieszcie się!
Na te słowa Latro prychnęła, ale machnęła ręką w celu przywołania Kotołaka i Czarodzieja do siebie, po czym szybko wbiegła po schodach. Strażnik natomiast jedynie na nich zerknął i zaczął modlić się w duchu, żeby bestia go nie dopadła.
Avatar użytkownika
Latro
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Llewallyn,
Rasa: Leśny Elf
Aura: Dostrzegając tę aurę wpierw ujrzysz obsydianową poświatę, która rozpływa się na boki, co kojarzy się z lekką, aczkolwiek długą kotarą, jakby zaszło się w najbardziej niepewne zakątki miasta. Odsuwając jej rogi zdajesz sobie sprawę, mój drogi czytelniku, że trafiłeś w odpowiednie miejsce. Cynowa podłoga rozpływa się pod stopami, żelazne siedziska i meble są twarde, ale cała reszta zdobnictwa wyłożona jest miękkimi poduszkami lub materiałami w kolorze złota. Wszystko wokół wydaje się być tu drogocenne i warte swojej ceny. Drobne, miedziane elementy przykuwają uwagę, są one niuansem, na który wręcz trzeba spojrzeć. Oczekujesz na spotkanie, lecz nie słyszysz żadnego kroku, żadnego dźwięku. Tą wzrastającą niepewność sytuacji łagodzi łagodna woń lasu i jakże prostolinijnych szyszek, ale to tylko przykrywka. Czujesz ten smak? Lepki na ustach, ale jakże gorzki i odrobinę suchy. Musisz pamiętać gdzie jesteś i z kim chcesz właśnie porozmawiać. Utrzymujesz fason, choć obejmują cię gładkie materiały. Otaczają twoje ramiona i szyję, nawet z pozoru sztywniejsze elementy gną się niebywale łatwo. Gdy się jednak zorientujesz w odpowiednim czasie, dostrzeżesz, że pozostawiły one łagodne cięcie na twoim gardle. Jeszcze nie na tyle niebezpieczne, by pozbawić cię życia, ale musisz być teraz ostrożny by czasem nie zrobić lub nie powiedzieć czegoś nieodpowiedniego. Inaczej...
Wygląd: Vittoria nie wyróżnia się zbytnio wzrostem - mierzy sobie prawie sześć stóp wysokości. Jest całkiem chuda, ale nie oznacza to, że brakuje jej atrakcyjności czy wdzięku. Ma bladą skórę, bez żadnych piegów czy pieprzyków. Wygląda bardzo młodo, jak zresztą każdy elf w jej wieku.
Zważywszy na styl życia nabyła kilka skaz, ale mimo to wciąż jest piękna. Widać, że jej ...
(Więcej)
Uwagi: Prawie nikt nie zna jej prawdziwego imienia. Z pogłosek i listów gończych jest znana jako Latro, sama też się czasem tak przedstawia.
Przeważnie podróżuje ze swoją siedmioosobową ...
(Więcej)

Postprzez Alantar » Śr cze 20, 2018 7:12 pm

Parsknął cicho. "Prosto?" Pokręcił lekko głową na tą myśl. O ile jego magia mogła się wydawać prosta, przynajmniej w porównaniu z magią inkantacji, prawda była zupełnie inna. Gesty i słowa wykorzystywane w inkantacjach były uniwersalne, zawsze takie same, trudność w nauce tego rodzaju magii polegała na tworzeniu nowych zaklęć, bądź prawdziwym zrozumieniu co każdy z gestów znaczy, dlaczego tworzą taką, a nie inną kombinację. Sama nauka zaklęć była po prostu żmudną drogą doprowadzenia gestów i słów do perfekcji, zapamiętania ich, sprawienia, by ręce układały się same na jedną myśl... Jedyną przeszkodą tak naprawdę był czas, jaki chciało się poświęcić na naukę... Jego magia za to była zupełnie inna, nie wymagała precyzji, zapamiętywania. Wymagała ogromnej siły mentalnej, aby nagiąć świat do własnej woli. Tutaj najważniejsza była praktyka oraz niewzruszona wola, wyobraźnia... A to nie były talenty, których można było się nauczyć. Albo się je miało, albo nie... Do tego odbijała się na władających nią o wiele bardziej niźli konwencjonalna magia. Pierwsza co najwyżej męczyła, jego zaś... Cóż, jego mogła go zabić przy drobnym błędzie...
Westchnął cicho i powrócił myślami do otaczającego go świata, gdy Latro z Haresem po jakieś wymianie zdań ruszyli w końcu "przed siebie". Ciekaw był jak zamierzała przekonać strażnika. W końcu powinna się znać na takich rzeczach będąc poszukiwana... Na szczęście nie zawiódł się, choć szczerze, nieco zdziwił. O ile kotołak i ona wyglądali jak najemnicy, o tyle on sam raczej przypominał syna bogatego kupca, czy szlachcica... Choć... I tacy niekiedy odnajdywali się jako najemnicy, chcąc dowieść swoich umiejętności, czy czegoś innego. Sam Alantar nie rozumiał takich ludzi, ale spotykając takich na swej drodze, przestał się dziwić. Ludzie, elfy, zmiennokształtni... Wszyscy mieli najróżniejsze pomysły, jak spędzić swoje życie... Znów westchnął i ruszył za Latro na mury, zmywając chwilę wcześniej uśmiech ze swej twarzy. W końcu dopiero co stracili kompana prawda? Będąc już wystarczająco daleko, by nikt ich nie dosłyszał, od tak mruknął cicho w stronę elfki:
- Ładnie... Co dalej? Jak zamierzasz zejść z tych murów? Ja w tym nie pomogę, a mało kto przeżyje taki skok. - Posłał jej delikatny uśmiech. Szczerze, nawet nie miał liny przy sobie, a jego magia... Cóż, nie nadawała się do tego typu rzeczy. Przynajmniej w teorii, nie zamierzał im pokazywać wszystkiego, tym bardziej, że rozbójniczka powiedziała, że wydostaną się bez jego pomocy...
Avatar użytkownika
Alantar
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Saaviel,
Rasa: Czarodziej
Aura: Początkowo zwabi cię przyjacielska i ciepła atmosfera tej emancji. Jednak wraz z pojawiającymi się, silnie przydymionymi przez upływ czasu barwami, zjawi się coś jeszcze. Nie od razu pojmiesz co. Dopiero po chwili, razem z rozbłyskiem intensywnie wysyconego, chociaż już całkiem matowego srebra w pełni zrozumiesz, że to co czujesz, to lęk... Z nieznanych przyczyn, mimo pięknych początków, czujesz się tu niepewnie i mało bezpiecznie. Topaz, który zalśni po chwili, swoimi chaotycznymi, agresywnymi rozbłyskami tylko utwierdzi cię w przekonaniu, że nie chcesz zostać tutaj dłużej niż to konieczne. Choć barw jest niewiele, dźwięków uświadczysz znacznie szersza gamę. Najpierw głośno i wyraźnie wybrzmiewa trzask płomieni, po chwili stapiający się z głęboką melodią. Ukojenie, pomyślałbyś, ale żałosne jęki zmieszane ze śmiechem dzieci, które urwie brzęczenie znikające tak nagle jak się zjawiło, utrwalą wcześniejszy niepokój. Wokół unosi się ciężka woń kadzideł. Kolory aury zaś wiją się, z giętkością unikając dotyku, by nadmiernie nie odsłaniać swojej miękkości. Chociaż są też aksamitnie gładkie, nie brak im ostrych rantów i nie są całkiem bezbronne. Smak zaś nie jest intensywnie lepki, ale za to wyraźnie słodki z silnie pikantna nutą, której liczysz się pozbyć z ust wraz z pozostawianiem tej emanacji.
Wygląd: Ah tak, jak go rozpoznasz? Widzisz, Alantar wygląda na młodzieńca, mającego może z 20 lat, o kruczoczarnych włosach, których może nie opiszesz jako krótkie, ale trudno też powiedzieć że są długie, co prawda grzywka wpada mu często w oczy, o ciemnym, granatowym kolorze, ale są jeszcze na tyle krótkie by nie mógł ich spiąć. Całkiem niski jak na czarodzieja, mierzy prawie że ... (Więcej)

Postprzez Latro » Pt cze 22, 2018 10:35 pm

Kiedy dotarli na górę, Latro pomyślała, że znajdują się znacznie wyżej, niż można z dołu przypuszczać. Alantar miał rację, upadek z takiej wysokości oznaczałby dla większości ludzi śmierć. Dla większości, ale nie dla pewnego całkiem zwinnego jak na swoją rasę kotołaka, który akurat stał tuż obok...
- Ja bym przeżył - odezwał się, posyłając towarzyszom szelmowski uśmiech. Za chwilę poczuł się jednak trochę głupio, bo... no właśnie. Z całej trójki taki skok mógłby przeżyć tylko on, w końcu ani Latro, ani prawdopodobnie także Alantar nie potrafili się tak jak Hares przemienić w kota. Jak powszechnie wiadomo, te tajemnicze stworzenia spadają na wszystkie swoje cztery łapy z wielką płynnością i gracją, a co najważniejsze, potrafią przeżyć upadek z dosyć sporej wysokości.
"Skubany..."
- Hej! Wy tam! Jak się tu znaleźliście? - Głos strażnika wyrwał ją z zamyślenia. Ależ oczywiście! W końcu musiał się ktoś tutaj zjawić! Nie mieli dużo czasu, rudowłosy mężczyzna zbliżał się do nich z przygotowaną kuszą. Latro nie miała zamiaru i tym razem udawać dumnej przedstawicielki rasy mrocznych elfów. Kusznik patrzył na nich spode łba, niecierpliwie czekając na wyjaśnienia i szykując się do strzału. Rozbójniczka błyskawicznie wyjęła kord, a na ten znak Hares przybrał swoją kocią formę i zeskoczył z muru, już na drugą stronę. Jak można było się tego spodziewać, czary Alantara przyniosły w tej formie identyczny skutek, co w ludzkiej. Futro kotołaka będące niegdyś jasne, teraz miało kolor czarny. Kotu udało się wylądować na ziemi, jednak nie bezproblemowo. Wyskoczył z bardzo wysoka, więc jasnym było, że nie wyjdzie z tego bez szwanku. Wciąż jednak mógł się poszczycić tym, że przeżył. Niemal każdy, kto by stamtąd skoczył umarłby na miejscu, lecz on... on miał jedynie lekki ból głowy.
- Spotkamy się na dole, Alantarze! - Krzyknęła w stronę maga, po czym równie szybko, co Hares wyskoczyła. Szansa na to, że mogłaby przeżyć upadek z tej wysokości była bliska zeru. I właśnie po to potrzebna była jej niezawodna broń. W kord, który przed chwilą wyciągnęła tchnięto niegdyś magię. Ta magia sprawia, że wbicie ostrza w cokolwiek wywołuje podobny efekt do żrącego kwasu, który potrafi stopić nawet metal. Vittoria wbiła ostrze w kamienny mur, niczym nóż w masło, po czym zaczęła "zjeżdżać" na dół, pod wpływem swojego ciężaru i właściwości kwasu. Na koniec odskoczyła i przykucnęła obok Haresa.
- Wszystko w porządku? - Starała się nie okazywać tego przed innymi, ale czasem naprawdę zamartwiała się o członków swej bandy. Kotołak wstał i przeciągnął się, po czym usiadł na przeciwko Latro. Machnął przecząco łebkiem, na co elfka się uśmiechnęła.
Spojrzała w stronę Czarodzieja. Nie martwiła się o niego. Nie miała ku temu powodu. Ten mężczyzna... potrafi o siebie zadbać, co zdołała dostrzec już parę razy.
Avatar użytkownika
Latro
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Llewallyn,
Rasa: Leśny Elf
Aura: Dostrzegając tę aurę wpierw ujrzysz obsydianową poświatę, która rozpływa się na boki, co kojarzy się z lekką, aczkolwiek długą kotarą, jakby zaszło się w najbardziej niepewne zakątki miasta. Odsuwając jej rogi zdajesz sobie sprawę, mój drogi czytelniku, że trafiłeś w odpowiednie miejsce. Cynowa podłoga rozpływa się pod stopami, żelazne siedziska i meble są twarde, ale cała reszta zdobnictwa wyłożona jest miękkimi poduszkami lub materiałami w kolorze złota. Wszystko wokół wydaje się być tu drogocenne i warte swojej ceny. Drobne, miedziane elementy przykuwają uwagę, są one niuansem, na który wręcz trzeba spojrzeć. Oczekujesz na spotkanie, lecz nie słyszysz żadnego kroku, żadnego dźwięku. Tą wzrastającą niepewność sytuacji łagodzi łagodna woń lasu i jakże prostolinijnych szyszek, ale to tylko przykrywka. Czujesz ten smak? Lepki na ustach, ale jakże gorzki i odrobinę suchy. Musisz pamiętać gdzie jesteś i z kim chcesz właśnie porozmawiać. Utrzymujesz fason, choć obejmują cię gładkie materiały. Otaczają twoje ramiona i szyję, nawet z pozoru sztywniejsze elementy gną się niebywale łatwo. Gdy się jednak zorientujesz w odpowiednim czasie, dostrzeżesz, że pozostawiły one łagodne cięcie na twoim gardle. Jeszcze nie na tyle niebezpieczne, by pozbawić cię życia, ale musisz być teraz ostrożny by czasem nie zrobić lub nie powiedzieć czegoś nieodpowiedniego. Inaczej...
Wygląd: Vittoria nie wyróżnia się zbytnio wzrostem - mierzy sobie prawie sześć stóp wysokości. Jest całkiem chuda, ale nie oznacza to, że brakuje jej atrakcyjności czy wdzięku. Ma bladą skórę, bez żadnych piegów czy pieprzyków. Wygląda bardzo młodo, jak zresztą każdy elf w jej wieku.
Zważywszy na styl życia nabyła kilka skaz, ale mimo to wciąż jest piękna. Widać, że jej ...
(Więcej)
Uwagi: Prawie nikt nie zna jej prawdziwego imienia. Z pogłosek i listów gończych jest znana jako Latro, sama też się czasem tak przedstawia.
Przeważnie podróżuje ze swoją siedmioosobową ...
(Więcej)

Postprzez Alantar » So cze 23, 2018 1:22 am

Czarodziej zaśmiał się słysząc kotołaka. Co prawda, to prawda, akurat on miał całkiem spore szanse wyjść z tego bez szwanku. Gorzej właśnie z Alatarem bądź Latro, którzy już nie mieli predyspozycji fizycznych do takiego skoku... W gruncie rzeczy zastanawiał się jak w ogóle rozbójniczka zamierzała zejść z muru, przynajmniej do momentu kiedy usłyszeli głos strażnika, a dwójka w prawie idealnej synchronizacji, uznała że ucieka... Szczerze, nie spodziewał się takiej reakcji, wręcz przeciwnie, był pewien, że jakoś przekonają strażnika, ale nie. Ci uznali, że lepiej w tym momencie przeskoczyć. Nie byłaby to zła opcja, gdyby nie kusznik, który właśnie celował do nich z kuszy, szczególnie, że zanim zdążył zareagować jedyną osobą z radosnej gromadki intruzów, był sam Alantar, zbyt zdziwiony by ruszyć razem z Elfką... Właśnie w tym momencie obaj popatrzyli na siebie w lekkim szoku, jeden celując kuszą w stronę drugiego, wyciągającego lewą rękę przed siebie. Szczerze trudno było określić czy to kusznik nacisnął spust pierwszy, czy Czarodziej pstryknął palcami, jedno było pewne, wraz z pstryknięciem, przed Alantarem rozpętało się piekło, o ile tak można było nazwać wielką kulę ognia, która poszybowała w stronę kusznika zmieniając bełt lecący w stronę czarodzieja w nicość, nie pozostawiając nawet popiołu, by wraz z zetknięciem się z strażnikiem, wybuchnąć, pochłaniając w płomieniach wszystko wokół. Zdecydowanie nie można było nazwać tego subtelnym rozwiązaniem, wybuch dało się słyszeć z daleka, a wszystkie oczy w promieniu kilkuset stóp skierowały się w stronę czarodzieja. Ten jednak w tym właśnie momencie przeskakiwał przez mur, z którego wyrosły oddzielone od siebie stopnie, po których ten zbiegł skacząc z jednego na drugi. Każdy z nich, zaraz po tym jak stopy Alantara opuściły go, chowały się z powrotem, jakby nigdy ich tam nie było... Na murach zaś dało się słyszeć krzyki, co sprawniejsze ucho mogło dosłyszeć kroki wielu osób skierowane prosto do miejsce, w którym cała trójka jeszcze nie tak dawno była.
- Latro... - warknął zimnym jak lód tonem, a gdy biegiem znalazł się obok nich, wręcz owym zawiało, jakby mimowolnie temperatura spadłą o kilka stopni wokół niego. Na jego twarzy nie było widać uśmiechu, ani radości... Jedynie gniew...
- Ruszajcie się! - dodał i nie zatrzymując się, ruszył biegiem przed siebie. Szczerze korciło go by zmusić ich do tego, ale sami mogli zobaczyć jak co najmniej kilkunastu kuszników właśnie pojawiło się na murze i zaczęło celować w ich stronę. Alantar bez odwracania się, machnął ręką za siebie, przy okazji znowu pstrykając. Kotołak i elfka mogli podziwiać jak fala ognia zalała blanki, pożerając wszystko co była w stanie pożreć... "Co jej wpadło do głowy?" przeszło mu przez myśl. Szczerze nie rozumiał dlaczego właśnie w tamtym momencie postanowiła przerwać grę... W ogóle nie pomyślała... Wbrew pozorom nie tak łatwo było uniknąć bełtu, szczególnie gdy strzelec był wyszkolony, a kupcy na pewno nie zatrudniali nikogo kto nie miałby odpowiednich umiejętności. Postąpiła pochopnie, bardzo pochopnie... Mimo to starał się uspokoić, jeśli teraz by go zatrzymała, nie mógł jej zagwarantować, że właśnie w tym momencie by jej nie zabił... Warknął cicho, a na jego twarzy mimowolnie pojawił się uśmiech, gdy jego uszy dosłyszały krzyki agonii dochodzące z muru...
Avatar użytkownika
Alantar
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Saaviel,
Rasa: Czarodziej
Aura: Początkowo zwabi cię przyjacielska i ciepła atmosfera tej emancji. Jednak wraz z pojawiającymi się, silnie przydymionymi przez upływ czasu barwami, zjawi się coś jeszcze. Nie od razu pojmiesz co. Dopiero po chwili, razem z rozbłyskiem intensywnie wysyconego, chociaż już całkiem matowego srebra w pełni zrozumiesz, że to co czujesz, to lęk... Z nieznanych przyczyn, mimo pięknych początków, czujesz się tu niepewnie i mało bezpiecznie. Topaz, który zalśni po chwili, swoimi chaotycznymi, agresywnymi rozbłyskami tylko utwierdzi cię w przekonaniu, że nie chcesz zostać tutaj dłużej niż to konieczne. Choć barw jest niewiele, dźwięków uświadczysz znacznie szersza gamę. Najpierw głośno i wyraźnie wybrzmiewa trzask płomieni, po chwili stapiający się z głęboką melodią. Ukojenie, pomyślałbyś, ale żałosne jęki zmieszane ze śmiechem dzieci, które urwie brzęczenie znikające tak nagle jak się zjawiło, utrwalą wcześniejszy niepokój. Wokół unosi się ciężka woń kadzideł. Kolory aury zaś wiją się, z giętkością unikając dotyku, by nadmiernie nie odsłaniać swojej miękkości. Chociaż są też aksamitnie gładkie, nie brak im ostrych rantów i nie są całkiem bezbronne. Smak zaś nie jest intensywnie lepki, ale za to wyraźnie słodki z silnie pikantna nutą, której liczysz się pozbyć z ust wraz z pozostawianiem tej emanacji.
Wygląd: Ah tak, jak go rozpoznasz? Widzisz, Alantar wygląda na młodzieńca, mającego może z 20 lat, o kruczoczarnych włosach, których może nie opiszesz jako krótkie, ale trudno też powiedzieć że są długie, co prawda grzywka wpada mu często w oczy, o ciemnym, granatowym kolorze, ale są jeszcze na tyle krótkie by nie mógł ich spiąć. Całkiem niski jak na czarodzieja, mierzy prawie że ... (Więcej)

Postprzez Latro » So cze 23, 2018 12:53 pm

Poradził sobie. Poradził sobie, jednak dostrzegła jego zmieszanie. Co się stało? Dlaczego poczuła się nagle tak podle? Przecież zdarzało jej się zostawiać kompanów w jakimś bagnie, ale oczywiście tylko wtedy, gdy potrafili sobie z tym jakoś poradzić. Nie mogła przecież za każdym łazić! Wszyscy, którzy jej towarzyszyli powinni być twardzi! Tak powinno być, tak sobie poprzysięgła już na samym początku swej tułaczki po tym świecie. Jeśli twoi bliscy nie będą w stanie sami się ochronić, to zginą. Prędzej niż później. Oczywiście mogłaby ich ochraniać... ale wystarczy tylko jeden mały błąd, jedno potknięcie, aby coś poszło nie tak. A wtedy byliby skazani tylko na siebie. I to właśnie dlatego muszą umieć się bronić.
W takim razie dlaczego czuła się aż tak źle? Czyżby źle oceniła sytuację? Czyżby... źle oceniła tego człowieka?
Polegał na niej i rozczarował się. Nie powinna go tak zostawiać. Nie znała go na tyle długo, żeby poddawać go próbom, nieważne, jak potężny był. On po prostu... też nie znał jej na tyle dobrze.
Wciąż kucała obok kota, a gdy okazało się, że muszą zwiewać, popędziła za Czarodziejem. Zrównała się z nim, po czym oddaliła na pewną odległość, próbując utrudnić kusznikom celowanie. Również Hares udał się w tamtą stronę, jednak on nie przejmował się zbytnio strażnikami, zważywszy na swoją niewielką, kocią postać. Biegli przez chwilę, unikając kolejnych pocisków, lecz w pewnym momencie Elfkę zaczęło piec ramię. Przelatujący obok bełt delikatnie drasnął ją w tamto miejsce, nie czyniąc tym jednak wielkich szkód. Zignorowała ból i spojrzała na las, znajdujący się naprzeciwko. Odległość między nim, a rozbójniczką malała w zaskakującym tempie, aż wreszcie Latro wkroczyła do niego i po paru miniętych drzewach oparła się o jedno z nich plecami tak, by kusznicy nie mogli jej zobaczyć.
Wzięła kilka głębokich wdechów i usiadła. Nie musiała się przejmować pościgiem, nikogo by w te strony nie wysłali tylko z powodu trójki oszustów, którzy weszli na mury i... a, no tak. Przecież Alantar powybijał ich wszystkich. Albo prawie. W każdym razie ta kula ognia musiała być dość... widowiskowa. Elfka spojrzała w stronę Czarodzieja, bez uśmiechania się. Jej twarz była pozbawiona jakichkolwiek emocji. Może wciąż przejmowała się tym, że go zostawiła?
- I tak by strzelił. Widziałam to w jego oczach - zaczęła, ale chwilę potem odwróciła wzrok. - Był młody i narwany. Niedoświadczony strażnik jest nerwowy, a taki zachowuje się jak drażliwa Mantykora. Krzyknęłabym "stój!" a on i tak pociągnąłby za spust. W najlepszym wypadku któreś z nas oberwałoby bełtem w kolano. - Próbowała przekonać maga do swojej racji, ale nie podjęła się rozmowy o tym, że zostawiła go samego. Po chwili wstała i ruszyła przed siebie.
Hares przybrał swoją ludzką formę i... cóż, zasłonił pewne części swojego ciała pokazując, że stać go na odrobinę przyzwoitości. Po chwili zaśmiał się ze skrzywioną miną i spojrzał na Alantara.
- Znasz może jakieś zaklęcie, które okazałoby się pomocne w mojej obecnej sytuacji? - Wyszczerzył się mając nadzieję, że nie będzie musiał wysłuchiwać ciągłych narzekań Latro na brak kultury i Czarodziej przyjdzie mu z pomocą... wyczarowując kotołakowi spodnie.
Avatar użytkownika
Latro
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Llewallyn,
Rasa: Leśny Elf
Aura: Dostrzegając tę aurę wpierw ujrzysz obsydianową poświatę, która rozpływa się na boki, co kojarzy się z lekką, aczkolwiek długą kotarą, jakby zaszło się w najbardziej niepewne zakątki miasta. Odsuwając jej rogi zdajesz sobie sprawę, mój drogi czytelniku, że trafiłeś w odpowiednie miejsce. Cynowa podłoga rozpływa się pod stopami, żelazne siedziska i meble są twarde, ale cała reszta zdobnictwa wyłożona jest miękkimi poduszkami lub materiałami w kolorze złota. Wszystko wokół wydaje się być tu drogocenne i warte swojej ceny. Drobne, miedziane elementy przykuwają uwagę, są one niuansem, na który wręcz trzeba spojrzeć. Oczekujesz na spotkanie, lecz nie słyszysz żadnego kroku, żadnego dźwięku. Tą wzrastającą niepewność sytuacji łagodzi łagodna woń lasu i jakże prostolinijnych szyszek, ale to tylko przykrywka. Czujesz ten smak? Lepki na ustach, ale jakże gorzki i odrobinę suchy. Musisz pamiętać gdzie jesteś i z kim chcesz właśnie porozmawiać. Utrzymujesz fason, choć obejmują cię gładkie materiały. Otaczają twoje ramiona i szyję, nawet z pozoru sztywniejsze elementy gną się niebywale łatwo. Gdy się jednak zorientujesz w odpowiednim czasie, dostrzeżesz, że pozostawiły one łagodne cięcie na twoim gardle. Jeszcze nie na tyle niebezpieczne, by pozbawić cię życia, ale musisz być teraz ostrożny by czasem nie zrobić lub nie powiedzieć czegoś nieodpowiedniego. Inaczej...
Wygląd: Vittoria nie wyróżnia się zbytnio wzrostem - mierzy sobie prawie sześć stóp wysokości. Jest całkiem chuda, ale nie oznacza to, że brakuje jej atrakcyjności czy wdzięku. Ma bladą skórę, bez żadnych piegów czy pieprzyków. Wygląda bardzo młodo, jak zresztą każdy elf w jej wieku.
Zważywszy na styl życia nabyła kilka skaz, ale mimo to wciąż jest piękna. Widać, że jej ...
(Więcej)
Uwagi: Prawie nikt nie zna jej prawdziwego imienia. Z pogłosek i listów gończych jest znana jako Latro, sama też się czasem tak przedstawia.
Przeważnie podróżuje ze swoją siedmioosobową ...
(Więcej)

Postprzez Alantar » So cze 23, 2018 6:33 pm

Owszem, poradził sobie... Wbrew pozom nie robił czegoś takiego pierwszy raz, choć zwykle był wtedy sam, nikt mu nie towarzyszył... Świst bełtów jednak nieco go zdziwił, najwyraźniej ktoś jednak był w stanie wystrzelić te kilka bełtów mimo pożogi jaką tam rozpętał. Nie zdziwiłby się, gdyby okazało się, że gdzieś tam był ktoś kto potrafił zablokować chociaż częściowo jego zaklęcie, rzucone bądź co bądź bez specjalnej finezji i na szybko. W końcu fala ognia miała w gruncie rzeczy robić jedynie za zasłonę, przy okazji zabijając kilku z kuszników. Właśnie dlatego przecież na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech... Do tego cóż, trudno było trafić kogoś kto jednak biegł całkiem szybko jak na kogoś kto podobno zajmował się studiowaniem arkanów magii, Latro na pewno musiała się mocno postarać by w ogóle go dogonić, a zapewne o przegonieniu mogła jedynie pomarzyć... Przynajmniej gdy mowa była o krótkodystansowych biegach, Alantar raczej był wytrwały, ale do elfki się nie umywał... Sam gdy ta się zatrzymała, zrobił to samo, choć nie usiadł, a stanął przed nią, po czym roześmiał się. Drwiącym, choć pełnym rozbawienia...
- I tak by strzelił? - powtórzył jej słowa z nutką rozbawienia. Szczerze jej słowa średnio go obchodziły, tłumaczyła się komuś kto nie potrzebował tego, komuś kto nie zamierzał w tym momencie nawet próbować jej zrozumieć. Równie dobrze mogłaby nic nie powiedzieć, efekt byłby taki sam...
- Mam Tobie przypomnieć Twoje słowa? Poradzicie sobie z tym... - Znowu zaśmiał się głośno, po czym wbił swoje lodowate spojrzenie w jej oczy.
- Więc tak sobie radzicie? Uciekając przed jednym strażnikiem, pozwalając by ten wraz z kamratami, których na pewno by wezwał, zrobił z was ruchome cele w trakcie waszej ucieczki? - prychnął cicho. Naprawdę była tak nieodpowiedzialna? Nie myślała o konsekwencjach swoich czynów? Odsunął się nieco, gdy ta wstała i spojrzał na kotołaka, choć w samym spojrzeniu jedyne co dało się dostrzec to pogardę... Uśmiechnął się tylko lekko i odwrócił wzrok, by dostrzec, że Vittoria ruszyła przed siebie. Sam w tym momencie wyciągnął rękę i gwałtownie ją powstrzymał, przyciągając do siebie. Uścisk może i był całkiem silny, ale dziewczyna w gruncie rzeczy nie powinna mieć problemu z wyrwaniem się, w końcu Alantar raczej nie wyróżniał się specjalnie pod tym względem...
- Powiedz mi, dlaczego nie miałbym was teraz zabić? - wymruczał z drapieżnym uśmiechem na twarzy, spoglądając z bliska w jej oczy. Cała ta sytuacja bardziej go bawiła niźli cokolwiek innego, choć zdecydowanie dla kogoś kto by się przypatrywał, wyglądało to zupełnie inaczej. I może dlatego właśnie kotołak, nawet gdyby chciał, nie mógł poruszyć swoim ciałem, czując żelazny uścisk czyjeś świadomości... Czarodziej nie zamierzał pozwolić mu przerwać jego gry...
Avatar użytkownika
Alantar
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Saaviel,
Rasa: Czarodziej
Aura: Początkowo zwabi cię przyjacielska i ciepła atmosfera tej emancji. Jednak wraz z pojawiającymi się, silnie przydymionymi przez upływ czasu barwami, zjawi się coś jeszcze. Nie od razu pojmiesz co. Dopiero po chwili, razem z rozbłyskiem intensywnie wysyconego, chociaż już całkiem matowego srebra w pełni zrozumiesz, że to co czujesz, to lęk... Z nieznanych przyczyn, mimo pięknych początków, czujesz się tu niepewnie i mało bezpiecznie. Topaz, który zalśni po chwili, swoimi chaotycznymi, agresywnymi rozbłyskami tylko utwierdzi cię w przekonaniu, że nie chcesz zostać tutaj dłużej niż to konieczne. Choć barw jest niewiele, dźwięków uświadczysz znacznie szersza gamę. Najpierw głośno i wyraźnie wybrzmiewa trzask płomieni, po chwili stapiający się z głęboką melodią. Ukojenie, pomyślałbyś, ale żałosne jęki zmieszane ze śmiechem dzieci, które urwie brzęczenie znikające tak nagle jak się zjawiło, utrwalą wcześniejszy niepokój. Wokół unosi się ciężka woń kadzideł. Kolory aury zaś wiją się, z giętkością unikając dotyku, by nadmiernie nie odsłaniać swojej miękkości. Chociaż są też aksamitnie gładkie, nie brak im ostrych rantów i nie są całkiem bezbronne. Smak zaś nie jest intensywnie lepki, ale za to wyraźnie słodki z silnie pikantna nutą, której liczysz się pozbyć z ust wraz z pozostawianiem tej emanacji.
Wygląd: Ah tak, jak go rozpoznasz? Widzisz, Alantar wygląda na młodzieńca, mającego może z 20 lat, o kruczoczarnych włosach, których może nie opiszesz jako krótkie, ale trudno też powiedzieć że są długie, co prawda grzywka wpada mu często w oczy, o ciemnym, granatowym kolorze, ale są jeszcze na tyle krótkie by nie mógł ich spiąć. Całkiem niski jak na czarodzieja, mierzy prawie że ... (Więcej)

Poprzednia strona

Powrót do Nowa Aeria

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron