Idź kocie do diabła


Podczas Wielkiej Wojny Aeria została zrównana z ziemią, jedyne co po niej pozostało to sterta gruzów. Zanim Wielka Armia dotarła do miasta Król ewakuował ludność w góry, sam zaś zginą broniąc bram miasta. Po wojnie Aerczycy postanowili odbudować miasto, dziś na jego gruzach powstała Nowa Aeria - piękne, przyjazne, nowe miasto, niesplamione jeszcze żadną wojną.

Postprzez Kimiko » N kwi 29, 2018 2:49 pm

        Złodziejka nawet działając pozornie nierozsądnie, zazwyczaj była tego doskonale świadoma i po prostu niewiele sobie z tego faktu robiła. W kontaktach z Laufeyem tym bardziej miała się na baczności, a w świetle tego, co wywinęła mu tym razem, z uwagą obserwowała jego reakcje, w razie gdyby musiała szybko brać nogi za pas. Nie licząc jednak niezmiennie niezadowolonej miny diabła, która wywoływała tylko zaczepny uśmiech Kimiko zamiast jakiejkolwiek skruchy, oraz niemego ostrzeżenia, gdy czarcia dłoń z łatwością zamknęła się na jej szyi, chyba jej się znów upiekło.
        Podniosła czujne spojrzenie na piekielnika, gdy ten zupełnym mimochodem porównał swoją niechęć do wody, do jej stosunku do deserów. Zaczepny uśmiech złagodniał, ale panterołaczka słowem nie skomentowała diablej spostrzegawczości. Nie było sensu, widziała przecież jakim jest mataczem, oczywiście że był przenikliwy, ale to i tak było dość… ciekawe uczucie. Puściła to jednak mimo uszu i układając się wygodniej słuchała wyjaśnień Dagona. Te zaś jeszcze bardziej odwróciły jej humor do góry nogami i musiała powstrzymać odruch sięgnięcia dłonią do jego twarzy w czułym geście.
        - Naprawdę nie lubisz wody – stwierdziła tylko ze zrozumieniem. Nie obiecywała już nic więcej, ale westchnęła cicho, wycofując się i nie byłoby nadinterpretacją uznanie, że podobne zabawy z jej strony mogą już nie mieć miejsca.

        Chwilę później była już poza balią, z wyrzutem spoglądając na syczące diabelstwo, ale mając wszelki zamiar używania go w przyszłości. Kąpiel może i nie była zimna, ale dzięki niemu mogła stać się gorąca, a i na to czasem miała chęć. Szybko opatuliła się ręcznikiem i opuściła łazienkę, uśmiechając się pod nosem i niespiesznie kierując do garderoby. Dopiero tam zrzuciła ręcznik, by maksymalnie dosuszyć nim włosy, nim wyjdzie na zewnątrz. Choroby się jej nie imały i Kimiko nawet nie wiedziała czym jest przeziębienie, ale zwykła wygoda nakazywała doprowadzić się do względnego porządku przed wyjściem. W międzyczasie przyglądała się sukniom, wciąż jedynie ciesząc nimi oczy, zamiast je na siebie zakładać, mimo że oprócz zabójczej zielonej kreacji i eleganckiej czarnej sukni znalazło się tam kilka codziennych strojów. Lepiej i bezpieczniej czuła się w spodniach, dlatego po chwili odrzuciła ręcznik na stojące pod ścianą krzesło i ubrała się normalnie.
        Zapinała akurat guziki koszuli, gdy usłyszała jak Dagon wychodzi z łazienki i po chwili wahania kieruje się w jej stronę. Z uśmiechem przymknęła oczy, zapadając w ciasnym objęciu i mruczeniem odpowiadając na pieszczotę. Dopiero na wyszeptany w szyję wyrzut zaśmiała się krótko i oparła skronią o czarcią głowę, odpychając od siebie diabła, a właściwie starając się tego dokonać. Nieustępliwa bariera w postaci męskich ramion sprawiała, że wszelkie próby spalały na panewce, wywołując chichot dziewczyny.
        - Czyżbyś tęsknił, jak mnie nie ma?
        O dziwo pojawiające się wciąż w zasięgu wzroku diable rogi wcale nie psuły jej nastroju, a też początkowa przekora i protesty okazały się typowo żartobliwe, bo gdy w końcu w przepychankach odwróciła się przodem do Laufeya, zarzuciła mu ramiona na szyję i pożegnała się ładnie, zgodnie z diablim życzeniem.
        - W takim razie wrócę wcześnie – uśmiechnęła się, odprowadzając mężczyznę spojrzeniem i poważnie zastanawiając, czy na pewno w ogóle musi wychodzić. Nie musi. Ale zdecydowanie powinna, więc szybko skierowała się już w stronę drzwi. Co do obiadu w Chryzantemie zaś… prawdę mówiąc była najedzona i dzisiejszy leśny posiłek, choć mniejszy niż zwykle, chyba starczy jej spokojnie do jutra, ale wolała takie uzasadnienie, niż przyznawać się, że chętnie przejdzie się gdzieś z Dagonem i zobaczy znów z Chrysem.
        Zamyślona nie zareagowała odpowiednio szybko, gdy mijała się z Helen na schodach i w odpowiedzi na urocze dygnięcie tylko uśmiechnęła się przyjaźnie. Dopiero będąc już na dole dotarło do niej, że powinna chyba dziewczynę ostrzec i zatrzymała się gwałtownie na stopniach, ale tylko zerknęła za gosposią. Bo właściwie co jej miała powiedzieć, „uwaga, nagi diabeł”? Poza tym i tak już było za późno, wiec czym prędzej umknęła z kamienicy, przed sobą usprawiedliwiając tym, że młoda chyba nie pracuje tu od wczoraj, więc co ona się będzie wtrącać.

        Pierwszy przystanek - … w sumie nie wiedziała jak nazywa się to miejsce, ani gdzie takie jest w Nowej Aerii, ale znała sposoby, by je znaleźć. Poprawiła torbę na ramieniu i ruszyła w stronę przeciwną do centrum, zagłębiając się w coraz bardziej różnorodne uliczki. Siłą rzeczy musiała nieco zwolnić kroku, oczami wodząc po barwnych kramach, nie raz wychodzących poza kamienice i rozsypujących się na ulicy pod prowizorycznymi zadaszeniami z materiałów. Równie oryginalni kupcy szybko wyłapywali zainteresowaną wszystkim panterołaczkę, gestami i okrzykami zachęcając do chociaż zapoznania się z asortymentem, a Kimi musiała spleść grzecznie dłonie na pasku od torby, by nie sięgać nimi do co drugiej ładnej rzeczy. Było bowiem bardzo wątpliwe, by chciało jej się za nią płacić, a miała teraz inne rzeczy na głowie niż gubienie pościgu w wąskich uliczkach.
        W końcu zatrzymała się przed opryskanym farbami domostwem, które zarówno napisami, jak i malunkami ukazywało swój charakter. Weszła do środka i rozejrzała się, z zadowoleniem stwierdzając, że poza nią jest tu tylko jeden klient, otrzymujący właśnie tatuaż na plecach, więc nie będzie musiała czekać. Zaraz też podeszła do niej blondynka z włosami spiętymi w koński ogon wysoko na czubku głowy, gdyż jej boki były zupełnie wygolone, odsłaniając długie elfie uszy.
        - Kłujemy, czy malujemy? – zapytała, zaciągając głoski w śmiesznym akcencie i złodziejka uśmiechnęła się odruchowo.
        - Kłujemy – odparła i podała jej dwa kolczyki. Artystka gestem zaprosiła ją na jedno z wyściełanych krzeseł, instruując, by usiadła przodem do oparcia i wsparła tam brodę, dla stabilności. Sama przystawiła sobie blisko drugie krzesło i dopiero teraz zerknęła na kocie uszy dziewczyny. Zamyśliła się na moment, szykując sobie czyste narzędzia.
        - Panterołaczka? – zapytała w końcu, a Kimiko skinęła głową. – Uhm, to załatwimy to szybko, żeby ci się ranka nie zasklepiła – mruczała do siebie i pogłaskała palcem rant czarnego uszka. Chciała jeszcze dziewczynę odruchowo uprzedzić, że to będzie nieprzyjemne, ale nie umknęła jej blizna na przedramieniu brunetki, ani jej ogólna aparycja, która skłaniała do wniosków, że brunetka nie należy do wrażliwych na ból istot. Dziabnęła więc bez ostrzeżenia.

        Niedługo później panterołaczka przemierzała miasto w drodze powrotnej, a na prawym uchu połyskiwały dwa kółeczka z białego złota, jeden obok drugiego, ale w odpowiednim odstępie, by nie hałasowały przy trzepaniu uchem. Zdarzało jej się to teraz często, gdyż musiała przyzwyczaić się do nowego ciężaru, ale cieszyła się z podjętej decyzji, nie tylko dlatego, że Zefir będzie miło. Wyłącznie dla wróżki nie dałaby się kłuć po uszach, jej samej jednak również podobała się taka ozdoba i była chyba częścią nowego bawienia się życiem, zamiast ciągłego unikania go.
        W kramie smokołaka pojawiła się więc w doskonałym humorze, zastając zmiennokształtnego w jego hybrydziej formie, którą zrzucił, gdy weszła, tłumacząc, że będzie im łatwiej rozmawiać, a na pewno jemu. Po skomplementowaniu nowego elementu biżuterii, za co dziewczyna wdzięcznie podziękowała, kolejnej nieudanej próbie sprzedania dziewczynie czegokolwiek z jego zasobów i wypytywania, czy aby czegoś specjalnego nie potrzebuje, co mógłby jej pomóc załatwić, usiedli do stolika z dwiema herbatami.
        Rozmawiali o wszystkim i o niczym. Wciąż zachowawcza panterołaczka nie zdradzała wciąż nic o sobie, a Reed z czasem przestał pytać. Sam opowiedział jej za to trochę o mieście. Mówił, że to w nim się wychował i mieszkał wiele lat, nim ruszył w podróż po świecie, zbierając z każdego jego zakątka przepełnione magią fanty – mniejsze i większe, te zupełnie błahe i te śmiertelnie groźne. Wszystkie na sprzedaż dla ludzi, którzy potrzebowali ich i szukali, sami często nawet o tym nie wiedząc. Wtedy zastanowiła się, czy nie wspomnieć mu o aukcji, która ma się odbyć – być może byłby zainteresowany wystawionym tam magicznym portretem. Ostatecznie znów trzymała buzię na kłódkę, chwilowo uznając, że jeśli jest tematem zainteresowany, to o aukcji będzie wiedział, a ona nie chciała w tym momencie ujawniać swojego udziału w tym przedsięwzięciu.
        - Każdy czegoś potrzebuje, Kimiko – powiedział w pewnym momencie, spoglądając na dziewczynę, która zawahała się na moment, nim odpowiedziała.
        - Ale nie wszystko można mieć – uśmiechnęła się nieznacznie. Smokołak przechylił głowę.
        - Skąd ta pewność?

        Urwała się z pogaduszek znów dość nagle, mając dziwną tendencję do utraty poczucia czasu w tym miejscu, ale idąc ulicą z zadowoleniem stwierdziła, że jest dopiero wczesne popołudnie i zdąży… zdąży…
        - Hej, wszystko w porządku? Łoooł! Mam cię, dobra. North! Weź no pomóż. Uważaj, ogon! Nie wiem, zachwiała się nagle, to złapałem, się głupio pytasz… Halo? Halo dziewczyno, słyszysz mnie? Co… a jak mam niby wołać? Kici kici!? Zamknij się już lepiej i mi pomóż.
        Wirujący świat zatrzymał się nagle, odsłaniając błękitne niebo, palące słońce i dwie głowy, w tym jedną o wielkich przestraszonych oczach. Zmrużyła ślepia i potrząsnęła lekko głową.
        - Co się stało?
        - Em... chyba zasłabłaś.
        Kimiko podniosła się na rękach, spoglądając na klęczących przy niej na ziemi mężczyzn. Przez uderzenie serca wszyscy bez ruchu wpatrywali się w siebie zaskoczeni, gdy dziewczyna nagle zerwała się, jak oparzona, odskakując w tył.
        - Hej! Hej, spokojnie dziewczyno. My tylko pomogliśmy.
        Wyciągane przed siebie ręce nie pomogły i panterołaczka warknęła ostrzegawczo, w pierwszym odruchu rozglądając się znów i sprawdzając, czy ma przy sobie torbę. Wszystko było na swoim miejscu i do dziewczyny powoli zaczęło docierać, że faktycznie zrobiło się słabo w pewnym momencie, a ci dwaj ją złapali. Odgarnęła włosy i poprawiła ubranie, rzucając znów spojrzeniem na boki, ale nie przyciągali spojrzeń.
        - Dziękuję – odezwała się, w końcu przyglądając mężczyznom. Zwykli ludzie, przypadkowi przechodnie i jeden wciąż spoglądał na nią z troską, a drugi gapił się ostentacyjnie na bujający się za nią niespokojnie ogon.
        - Odprowadzić cię gdzieś?
        - Nie, dziękuję za pomoc. Nic mi nie jest.
        - Wątpię, jesteś blada, jak ściana.
        - Nie zjadłam śniadania, jeszcze raz dzięki – mruknęła i przeszła między mężczyznami, kierując się dalej ulicą w stronę kamienicy i ciągnąc za sobą ich zaskoczone spojrzenia. Jedno wciąż zatroskane, drugie nadal zawieszone na jej ogonie, dopóki nie przeszło znacząco na znajomego, a ręka nie powędrowała do skroni, kręcąc przy niej kółka w geście powszechnie oznaczającym ludzi zdrowo stukniętych.

        Po drodze wytłumaczyła sobie ten incydent przemęczeniem i nieprzespaną nocą, do tego zbyt szybkim wstaniem i wypadnięciem z chłodnego kramu na palące popołudniowe słońce, czyli w skrócie - nie przywiązując do niego większej wagi. Nawet nie spojrzała na siedzącego w przedsionku ochroniarza, wchodząc powoli po schodach, a później do mieszkania. Potrzebowała drinka.
Avatar użytkownika
Kimiko
Mieszkaniec Sennej Krainy
 
Nagrody: Obrazek
Inne Postacie: Callisto, Leila, Avellana, Sonea, Mathias, Emma, Cat, Lexi, Maia, Ananke, Eva, Rakel, Lena, Rain, Kiki, Astarte, Segen,
Rasa: Panterołaczka
Aura: Czy znajdziesz chwilę by spojrzeć na tę młodziutką i lśniącą aurę ? By poznać jej wyraźnie złote fale. Obejrzeć jej cynowe ławice, przecinające złociste przestrzenie. Czy zechcesz dostrzec promienie szafiru, które przebijają się z pod obecnych barw, niby właśnie otwarte kocie oczy odsłaniane spod powiek. Jeśli tak, zauważysz też, że szafirowe lśnienie zawiera delikatne skazy i niedoskonałości, ale mimo nich błyszczy dzielnie, stawiając im opór. Wokół nie dosłyszysz żadnego dźwięku, ale jego brak uzupełni silna woń zwierzęcej sierści, charakterystycznej dla drapieżnika. W dotyku aura jest aksamitnie gładka, kusząc swoją delikatnością. Nie daj się jednak zwieść, łagodność nie jest jedynym atrybutem tej emanacji, gdyż posiada ona również doskonale zakamuflowane ostre brzegi, a przed zbyt gwałtownym uciskiem bronić się będzie swoją giętkością i twardością, bynajmniej nie słabszymi od początkowej gładkości. Smak jest przede wszystkim lepki, ale znajdziesz w nim też bardzo subtelne iskierki pikanterii i nieśmiałe kwaskowe nutki.
Wygląd: Kimiko jest niewysoką, mierzącą około 165 cm dziewczyną. Swoim wyglądem nie wyróżnia się z tłumu i dopiero, gdy ktoś zwróci na nią większą uwagę może dostrzec piękne rysy twarzy, których nie spodziewałby się u zwykłej złodziejki. Ma prosty nos o ostrej linii i lekko różowe, pełne usta. Ich kąciki wygięte są zazwyczaj tylko delikatnie, dodając jej tajemniczego ... (Więcej)

Postprzez Dagon » Cz maja 10, 2018 2:44 pm

        Złodziejka nie protestowała przed schwytaniem i bynajmniej nie umykała przed prześladowcą, który ledwie wylazł z wanny a najwyraźniej już zdążył zatęsknić za kocicą. Wręcz przeciwnie, dopasowała się do objęć witając je mruczeniem. Dopiero gdy zamknięta w uścisku została podrażniona czarcim szeptem, rozpoczęła bunty, które rogaty witał cichym gardłowym śmiechem. Wierciła się chwilę w objęciach chyba bardziej dla zasady, bo szybko też pojawił się jej chichot i drwina.
        - Zawsze - wciąż w szyję Kimiko, wymruczał piekielnik, nie odsuwając się nawet w momencie gdy brunetka obracała się w jego ramionach. Wręcz przeciwnie, uniósł głowę z premedytacją ocierając się policzkiem o szyję i włosy dziewczyny. Pieszczotę dopełniła sama złodziejka, przeciągając czarnymi uszkami i kosmykami włosów po twarzy mężczyzny, później żegnając się wyjątkowo ładnie. Diabeł prawie jak celnik, uznał opłatę za satysfakcjonującą, dopiero wtedy uwalniając Kimiko z uścisku.
        - Zawsze przegrywam z jedzeniem - zażartował powoli odsuwając się od dziewczyny. Wystarczyło powiedzieć “wróć na obiad”, a kocica bez protestów zapowiedziała, że wróci wcześniej. Idąc w stronę wyjątkowo kuszącego łóżka, gdybał w myślach, czy zachowałaby się równie entuzjastycznie, gdyby poprosił “wróć do mnie”? Ostatecznie uznał, że może kiedyś sprawdzi. Z takim rozbawionym nastawieniem przyłożył głowę do poduszki, mrużąc czarne, śpiące ślepia.

        Nie spał. Z natury piekielnik sypiał płytko, bardziej drzemał półsnem lub w pół-czuwał, niż zapadał w sen właściwy innym stworzeniom wymagającym wypoczynku. W szczególności, gdy mu nie mruczano. Obecność kota jakimś sposobem sprawiała, że spał lepiej. Nie śnił, to nigdy nie miało miejsca, ale zapadał w znacznie głębszy bardziej relaksujący odpoczynek. Sam czart tłumaczył to sobie poczuciem bezpieczeństwa, jakie dawała obecność stworzenia z czujniejszymi zmysłami.
Gdy więc Helen zjawiła się w pokoju, nie spał jak dziewczynka próbowała się uspokajać. Udawał, że śpi. Po częstości kroków, ich ciężarze, domyślał się co za nieproszony gość zjawił się w apartamencie. Słysząc odwrót, uchylił jedno ślepie, upewniając się. Tak to była pokojówka. Złośliwie, uśmiechnął się półgębkiem, ponownie opuszczając powiekę. Jak już weszła, to mogła chociaż posprzątać w łazience, oczywiście byle cicho, by nie przeszkadzała. Nie niepokojony, znów przysnął.
        Dagon obudził się po kilku godzinach. Kota jeszcze nie było, ale nie czekając na powrót zmiennokształtnej zaczął doprowadzać się do porządku.
Grzecznie się ubrał, akurat by powitać barmana, który przybiegł z dołu informując o zjawieniu się oczekiwanego gościa. Z tym samym barmanem, Kimiko rozminęła się u szczytu schodów, gdy bies wołał Zefir. Rozmawiał chwilę z wróżką, wydając krótkie i precyzyjne rozporządzenia, a pantera wchodziła do apartamentu. Laufey poprawił mankiety i sięgnął po kapelusz czarująco uśmiechając się do złodziejki.
        - W samą porę - wymruczał, spoglądając uważniej na dziewczynę. Dwa niewielkie, lśniące kółeczka rozjaśniały czerń panterzej sierści. Podszedł do brunetki, wyciągając rękę, by pogładzić ozdobione uszko.
        - Pięknie ci - skomplementował ochrypłym głosem, wciąż szykując się do wyjścia.
        - Mam do załatwienia jeden biznesik i możemy iść do Chrysa - otworzył drzwi, puszczając dziewczynę przodem.

        O dziwo nie znikał, a zszedł schodami jak zwykły człowiek, równie normalnie zjawiając się w barze. Wnętrze wciąż było pustawe, goście dopiero mieli zacząć przychodzić. Poza kilkoma niedobitkami, przy ulokowanym w zacisznym kącie stoliku z kanapami, siedział rosły brunet. Mężczyzna posturą niewiele ustępował diabłu, tylko minę miał mniej zawadiacką, a znacznie bardziej niezadowoloną.
        - Cześć Cas, promienny jak zawsze - wyszczerzył się bies, kierując kroki w stronę markotnego gościa.
        - Nie pieprz udając mojego znajomego, tylko dawaj co masz, spieszy mi się - odburknął nieznajomy.
        - Chociaż dla pozorów grzeczności, mógłbyś się przywitać - zadrwił piekielnik, rozsiadając się po przeciwnej stronie stolika. Zaraz obok znalazł się barman podając diabłu whisky i pytając Kimiko czy może i jej coś podać.
        - Wiesz gdzie mam pozory. Wszystko robię tylko i wyłącznie dla Ell - warknął gość, co wywołało czarci uśmiech.
        - Kimiko - Dagon grzecznie wskazał dziewczynę, co wilkołak powitał mrukliwym skinięciem głową, bardziej z wymuszonej grzeczności niż chęci - Casjus, naczelny przydupas i pies ogrodnika tej znajomej, dla której się poświęcałem na aukcji - bies wyraźnie zaczynał się dobrze bawić, podczas gdy wilk zmrużył oczy, tłumiąc warkot.
        - Nie przeginaj Bajer. - Na upomnienie, rogaty tylko się uśmiechnął. Casjus był alfą sporego stadka wilkołaków, pracujących dla znajomej wampirzycy. Nerwy miał ze stali i pewnie podobne pięści, gdy te pierwsze puściły. Nie było też żadną tajemnicą, że zwyczajnie nie znosił diabła, który był mu solą w oku od początku znajomości z szefową. Nie pojmował jakim cudem rogacz przyjaźnił się z Elleanore i gdyby nie ona, już dawno bez zastanowienia nawet nie ustawiłby się w kolejce tych chcących diabła wypatroszyć, ale zwyczajnie by to zrobił, lub zginął próbując. Dagon traktował wilkołaka z większą pobłażliwością, ale mimo to między nimi iskrzyło za każdym razem, gdy tylko mieli nieszczęście zobaczyć się ponownie, głównie z powodu piekielnika z przyjemnością drażniącego zmiennokształtnego.
        Laufey nie bał się wilka, ale miał dość przyzwoitości i litości, by teraz już nie wkurzać Casa bardziej, niż wezwaniem do Aerii i powitaniem. Zadzwonił złotym dzwoneczkiem, którego brak brzmienia zastąpiło pojawienie się szarej kobiety. Obok niej stał warczący Arthur, podczas gdy w jej rękach znajdował się zawinięty w płótno posążek.
        - Mam nadzieję, że to figurka, której szukała Ell - Dagon odezwał się profesjonalnym tonem, co chyba zostało docenione, gdyż wyjątkowo Casjus nie warczał. Przynajmniej nie, gdy odbierał posążek z czarnego dębu, do czasu aż jego żółte ślepia spoczęły na drugim wilkołaku.
        - A to niby co? - mruknął marudnie.
        - A to w gratisie - odparł bies, wzruszajac ramionami i biorąc łyk whisky.
        - Co niby mam z nim zrobić? - burczał alfa, przyglądając się szatynowi, na co tamten odpowiedział odsłonięciem zębów.
        - Skąd niby mam wiedzieć? To już nie moja broszka - odpowiedział bezczelny piekielnik. Casjus poczuł się postawiony pod murem. Nie mógł nie zabrać młodego, dupek nie mając co z nim zrobić, pewnie by go sprzedał.
        - To jak, bierzesz czy nie? - jakby zupełnie świadom niekomfortowej sytuacji, diabeł postanowił naciskać. Wilk warknął, co chyba było jego ulubionym sposobem rozmawiania. Wyglądało to jednak na potwierdzenie, więc Bajer popchnął Arthura, który chcąc czy nie wykonał kilka kroków w kierunku Casa i a jakże, również zawarczał.
        - Jaj sobie nie rób - na upomnienie, bies znowu wyszczerzył się bezczelnie, dopiero teraz wstając by ściągnąć magiczną obrożę, której alfa nie mógł dotknąć.
Uwolniony młody wodził zwierzęcymi ślepiami po zgromadzonych, jakby przez chwile rozważał swoje opcje, ale trafiając na Casjusa spuścił z tonu i wyraźnie się uspokoił. W tym czasie diabeł wymienił z alfą, krótkie prawie-pożegnanie. Arthur rzucił jeszcze - Trzymaj się kocie - po czym obaj mężczyźni wyszli z baru.
        - Teraz jeśli chcesz, możemy iść na obiad - odezwał się czart.
Avatar użytkownika
Dagon
Mieszkaniec Sennej Krainy
 
Inne Postacie: Nemain, Sherani, Lucien, Elleanore, Indigo, Max, Pagani,
Rasa: Diabeł
Aura: Witaj przyjacielu. Palisz? Ta aura przywita cię najlepszym cygarem. Poczęstuj się. Śmiało. Zapal. Zaciągnij się. Taak. Cóż za aromat, cóż za smak! Łagodna słodycz na języku. Prawdziwy tytoń, najlepszego gatunku. Widzisz ten blask? Tak, to złoto. Mnóstwo złota. Nieco skażone cynowymi domieszkami, ale są one niewielkie, niemal zniezauważalne wśród istnego bezmiaru złotego kruszcu. Kuszące prawda? Chcesz je mieć? Oczywiście. Żaden problem. Zbliż się. Bierz, wszystko twoje. Tylko nie zwracaj uwagi na bijącą odeń bursztynową poświatę. To pewnie tylko złudzenie. Posłyszysz, jak aura przygrywa ci prawdziwą symfonią najwyższych lotów - kojące dźwięki spokojnej melodii, przeplatane ciągnącymi się sekundami zupełnej, dudniącej w uszach ciszy. Na moment ogarnie cię uczucie spadania, ale nie przejmuj się tym. Wydawało ci się tylko. Aura otuli twój kark z delikatnością jedwabnego fularu. Przyjemne uczucie. Ciepła, giętka i gładka. Najlepszy materiał, najwyższej jakości bisior. Na pewno drogi. Godny królewskiej garderoby. Poczuj się jak magnat przyjacielu. Zachwyć się bogactwem tej aury. Rozsmakuj w jej zbytkach. Delektuj jej splendorem. Rzuć się w jej przepych. Zatop w jej luksusach. Swój błąd poznasz dopiero, gdy będzie za późno. Tylko złoto pozostanie prawdziwe, jednak daleko poza twoim zasięgiem. Ognisty podmuch bursztynowej poświaty uderzy cię swoją wyrazistością w twarz, jakbyś właśnie nachylił się nad kraterem czynnego wulkanu. Nęcący aromat tytoniu zniknie momentalnie, przykryty przez wstrętny swąd siarki i palonych włosów. W ustach po słodkiej rozkoszy pozostanie tylko gorzki, lepiący się popiół. Zdziwisz się, gdzie podziała się delikatność jedwabnej chusty, którą przed chwilą miałeś na szyi. Nim zdążysz zareagować przemieni się w bezlitosną twardość krępujących cię powrozów, a ostrością stryczka wpije boleśnie w twoją krtań. Natychmiast opadnie spokój iluzorycznej kojącej ciszy. Nieokreślone potępieńcze jęki torturowanych wybuchną bezpośrednio w twoich małżowinach kalecząc twój zaskoczony umysł swoim demonicznym jazgotem. Ale nawet to nie będzie najgorsze. Na samym końcu uświadomisz sobie gdzie w tym wszystkim znajduje się twoja dusza. Ona już nie należy do ciebie. Oddałeś ją za miraże. Najgorsza jest właśnie ta agonia konającej w tobie nadziei. Przepadłeś przyjacielu.
Wygląd: Może nie jest najpotężniejszych gabarytów jeśli chodzi o diabelski ród, jednak na ziemskich planach wielu mężczyzn wyda się przy nim drobnymi. W porównaniu z ludźmi nie poskąpiono mu wzrostu i diabeł ten mierzy sążeń z niecałą piędźą (dokładnie 197cm), jeśli nie wliczymy rogów. Te, jeżeli są widoczne, dodają mu coś koło drugiej piędzi wzrostu.
Sylwetkę ma ...
(Więcej)
Uwagi: Na co dzień rogi i szpiczaste uszy skrywa iluzja. Nie obejmuje ona cienia, rzucanego przez Lufeya ani zmysłów dotyku osób mających z nim kontakt.

Postprzez Kimiko » So maja 12, 2018 3:00 pm

        Kimiko obdarzyła mijającego ją na schodach barmana przelotnym spojrzeniem, wciąż mając zajęte myśli dziwnym incydentem, więc dopiero gdy ten pozdrowił ją uprzejmie, oprzytomniała nieco, odwzajemniając uśmiech i po kilku krokach pojawiła się w apartamencie. Zatrzymała się w salonie, widząc, że Dagon się już gdzieś wybiera. Wciąż nieco rozkojarzona, wodziła za nim chwilę spojrzeniem, odprowadzając też Zefir wzrokiem (nie widziała kolczyków!) i dopiero wracając do Laufeya, który zakładał już kapelusz na głowę, podchodząc do niej bliżej z czujnym spojrzeniem. Na moment poczuła się niekomfortowo, gdy rozumując jak drapieżnik nie chciała dopuścić do okazania słabości, którą się popisała jeszcze nie dawno, ale rozluźniła się widocznie, gdy diabeł skupił się na błyskotce. Komplement jednak znów wytrącił ją z rytmu i zamknęła otwarte już do zaczepki usta, zamiast tego tylko uśmiechając się i uciekając wzrokiem.
        - Dziękuję – powiedziała, odruchowo strzygąc uchem i skinąwszy głową, powoli odwróciła się w stronę wyjścia, schodząc znów na dół.
        Dopiero na parterze zawahała się, zerkając na Dagona niepewna, gdzie powinna się skierować i puściła go przodem, idąc za mężczyzną do baru. Ledwo przekroczyła jego próg, a poczuła jak jeżą jej się włoski na karku. Łypnęła podejrzliwie na zmiennokształtnego, poruszając odruchowo płatkami nosa. Kolejny wilkołak! Zaraza! Laufey je hoduje, czy jak!? Postąpiła jeszcze kilka kroków za najwyraźniej wielce z siebie zadowolonym diabłem, którego dobry humor był najwyraźniej wprost proporcjonalny do poziomu rozdrażnienia rozmówcy.
        Przedstawiona panterołaczka skinęła oszczędnie Casjusowi, który i tak nie przywiązał większej uwagi do jej obecności, całą swoją niechęć skupiając na Laufeyu. Kimiko z ulgą zaś powitała barmana, zamawiając tequilę (gestem pokazując, że prosi o dwie) i zajęła miejsce na kanapie obok diabła. Nie skupiała się specjalnie na ich rozmowie dopóki nie pojawiła się wróżka w swojej ludzkiej postaci, prowadząc Arthura. To z kolei wywołało mieszane uczucia dziewczyny, która nagle skupiła się na rozmowie, chcąc dowiedzieć się w końcu po co czart kupił wilkołaka. Do Zefir uśmiechnęła się więc tylko krótko, gdy ta strzeliła radosnym spojrzeniem, widząc zakolczykowane ucho, ale zaraz zniknęła tak nagle, jak się pojawiła.
        Złodziejka wypiła swojego drinka, czujnie obserwując wymianę. Ani Arthur, ani sam Casjus, zdawali się nie wiedzieć, co tu w ogóle jest grane i po raz kolejny jedyną osobą w towarzystwie, która wiedziała o co chodzi diabłu był sam diabeł. Później tylko uśmiechnęła się słabo i pomachała na pożegnanie szatynowi, który okazał się wcale nie taki zły, jak na początku, albo zwyczajnie oswoili się ze swoim istnieniem podczas obiadu u Chrysa. Później zaś oba wilki zniknęły i Kimiko została znów sama z Laufeyem, nie licząc subtelnej i nieodczuwalnej obecności barmana nieopodal. Przez moment przyglądała się Dagonowi w milczeniu, widocznie zastanawiając się, czy zadać kołaczące się po głowie pytanie, ale ostatecznie tylko mrugnęła leniwie po kociemu, obróciła się w jego stronę, przerzucając nogi przez jego kolana i poufale wplotła dłoń w czarcie włosy, głaszcząc go po karku.
        - Właściwie nie jestem głodna – odpowiedziała powoli, odpływając lekko spojrzeniem, gdy zdała sobie sprawę, że naprawdę nie ma apetytu. – Polowałam rano – dodała, jakby gwoli wyjaśnienia i może uspokojenia samej siebie. – Ale jeśli ty masz na coś ochotę to możemy się przejść, Chrys zdaje się sympatyczny, chętnie się z nim zobaczę – uśmiechnęła się i zabrała rękę, gdy Derek podszedł z kolejnym drinkiem. – Dziękuję.
        Kolejny kieliszek został wychylony za jednym zamachem i Kimiko w końcu zaczęła dochodzić do siebie, jakkolwiek by to nie zabrzmiało. Alkoholiczką nigdy nie była, ale teraz zwyczajnie wymusiła u siebie zwykły rytm serca i krążenie krwi, odzyskując kolory na twarzy. Tak to jest jak się noce zarywa.
        - Nowa Aeria rzeczywiście jest ciekawa, wyjątkowo różnorodna, podoba mi się – uśmiechnęła się znów. – Chociaż nie zwiedziłam jeszcze zbyt wiele, chyba tylko twoją dzielnicę. Znalazłam za to ciekawy kram na Błękitnej, można tam dostać praktycznie wszystko – zagaiła z wolna.
        Wypytanie Zefir czy Rohanny nie było trudne, ale z Dagonem chyba musiała bardziej uważać, był bardziej przenikliwy niż zwykli ludzie. Nie to by robiła z tego jakąś wielką tajemnicę, a wręcz przeciwnie – nie chciała wyolbrzymić czegoś, co pewnie tylko jej wydawało się intrygujące. Obie dziewczyny bowiem zbagatelizowały temat, w ogóle niechętnie do niego podchodząc, a cóż, panterołaczka już chyba słynęła z ciekawości, którą takie odpowiedzi tylko podsycały.
        - Wydaje mi się, że właściciel mógłby nawet być zainteresowany portretem. Nic nie mówiłam oczywiście, ale może spotkamy go na aukcji. Jest dość… specyficzny. Pierwszy raz widziałam smokołaka – opowiadała spokojnie, korzystając z tego, że ma w ogóle z kim porozmawiać. To było wyjątkowo przyjemne uczucie.

        Wspomniany smokołak, w swojej ludzkiej postaci, przechadzał się zaś spokojnie ulicami Nowej Aerii, kierując na umówione spotkanie. Nie spodziewał się, że tak szybko przyjdzie mu skorzystać z przysługi, którą chcąc nie chcąc musiał zaciągnąć u niego pewien nietypowy krasnolud, ale nawet dobrze się składało. Potrzebował spokojnego, ale eleganckiego miejsca, w którym będzie mógł porozmawiać ze swoim kontrahentem, a musiał przyznać, że niewiele takich miejsc zostało w Aerii, które by go satysfakcjonowały. Dodatkowo czuł się dzisiaj wyjątkowo dobrze, więc był to dobry moment na kontrolę rozrastających się włości.
        Nim dotarł do Chrysantemy było już tam jego dwóch pracowników, uprzejmie informujących właściciela lokalu, że za ochronę przyjdzie mu się rozliczyć wcześniej niż myślał, tak więc gdy smokołak przestępował próg, lokal zionął już pustkami, nie licząc wspomnianych mężczyzn oraz kelnera i, a jakże, właściciela przybytku.
        - Miło mi wreszcie poznać osobiście, panie Balboette, i oczywiście przepraszam najmocniej za niezapowiedzianą wizytę, mam nadzieję, że to nie kłopot – zarzucił norda na wejściu potokiem słów, jednak nawet jego nienaganne maniery nie były w stanie zamaskować jawnego kłamstwa. Chociaż właściwie bardziej pasuje stwierdzenie, że zupełnie nie dbał o to, jak zostaną odebrane jego słowa, ani jaka będzie na nie odpowiedź, ze stoickim spokojem rozglądając się po restauracji.
        - Cudowne wnętrze, klasyczne, podoba mi się – stwierdził, nawet nie wiadomo do kogo, gdyż wciąż toczył spojrzeniem gadzich oczu po suficie, po czym ruszył niespiesznie przez salę, kierując się do uszykowanego stołu. – Proszę podać obiad, mój towarzysz już idzie.
Avatar użytkownika
Kimiko
Mieszkaniec Sennej Krainy
 
Nagrody: Obrazek
Inne Postacie: Callisto, Leila, Avellana, Sonea, Mathias, Emma, Cat, Lexi, Maia, Ananke, Eva, Rakel, Lena, Rain, Kiki, Astarte, Segen,
Rasa: Panterołaczka
Aura: Czy znajdziesz chwilę by spojrzeć na tę młodziutką i lśniącą aurę ? By poznać jej wyraźnie złote fale. Obejrzeć jej cynowe ławice, przecinające złociste przestrzenie. Czy zechcesz dostrzec promienie szafiru, które przebijają się z pod obecnych barw, niby właśnie otwarte kocie oczy odsłaniane spod powiek. Jeśli tak, zauważysz też, że szafirowe lśnienie zawiera delikatne skazy i niedoskonałości, ale mimo nich błyszczy dzielnie, stawiając im opór. Wokół nie dosłyszysz żadnego dźwięku, ale jego brak uzupełni silna woń zwierzęcej sierści, charakterystycznej dla drapieżnika. W dotyku aura jest aksamitnie gładka, kusząc swoją delikatnością. Nie daj się jednak zwieść, łagodność nie jest jedynym atrybutem tej emanacji, gdyż posiada ona również doskonale zakamuflowane ostre brzegi, a przed zbyt gwałtownym uciskiem bronić się będzie swoją giętkością i twardością, bynajmniej nie słabszymi od początkowej gładkości. Smak jest przede wszystkim lepki, ale znajdziesz w nim też bardzo subtelne iskierki pikanterii i nieśmiałe kwaskowe nutki.
Wygląd: Kimiko jest niewysoką, mierzącą około 165 cm dziewczyną. Swoim wyglądem nie wyróżnia się z tłumu i dopiero, gdy ktoś zwróci na nią większą uwagę może dostrzec piękne rysy twarzy, których nie spodziewałby się u zwykłej złodziejki. Ma prosty nos o ostrej linii i lekko różowe, pełne usta. Ich kąciki wygięte są zazwyczaj tylko delikatnie, dodając jej tajemniczego ... (Więcej)

Postprzez Dagon » N maja 13, 2018 9:24 pm

        Przynajmniej jedno było z głowy. Zupełnie nie rentowne, czysto filantropijne przedsięwzięcie, które w sumie nawet nie powinno być określane biznesem z uwagi na brak zysków. Pozbył się figurki i wilka, wreszcie mogąc w pełni poświęcić się własnym sprawom. Jeszcze należało domknąć ostatnie elementy roboty w Trytonii i będzie mógł poświęcić pełnię uwagi nieznajomemu mącicielowi.
        Zadowolony ze zmniejszenia ilości obowiązków przypadających na rogaty łeb, odetchnął głęboko, wypijając kolejny łyk alkoholu. Przez chwilę rozmyślał wpatrując się w dno przykryte resztką whisky, gdy Kimiko przypomniała się o sobie.
Przytaknął dziewczynie swobodnie, przyjmując informacje do wiadomości. Też nie miał ochoty na obiad. Mimo odejścia kilku punktów z listy, wciąż miał zbyt wiele na głowie by mieć apetyt na cokolwiek. Posiłek był bardziej dla złodziejki, dla niego spotkanie z krasnoludem.
        - W takim razie wpadniemy w odwiedziny, Chrys również z pewnością ucieszy się mogąc cię znów zobaczyć - zapewnił rozbawiony. Oczywiście, że był sympatyczny, to właśnie było w nim najbardziej niebezpieczne. Do tego pokurczowatą bestię aż skręcało by lepiej poznać istotkę będącą jego słabością, więc ucieszy się podwójnie, mogąc zobaczyć kota, którego polubił by dalej drążyć diabli sekret.
        Bajer z uśmieszkiem zerknął na złodziejkę, która postanowiła użyć go jak zwykła traktować oparcia foteli. A czując dotyk na karku, przymrużył ślepia i westchnął gardłowo z zadowoleniem, zupełnie jakby zamruczał. Jednocześnie z automatyczną swobodą oparł rękę ze szklanką na nogach dziewczyny, drugą otaczając jej plecy. Z tym kociakiem przyjemnie robiło się samoistnie.
        Drinka dziewczyna musiała odebrać bez zmiany pozycji, gdyż wejść w diable objęcia było znacznie łatwiej niż się z nich wydostać, szczególnie gdy diabłu było wygodnie.
Całe szczęście barman z pełnym profesjonalizmem podał Kimiko tequilę, zupełnie nie zwracając uwagi na jej wplątanie w ramiona szefa. Zresztą, dziewczyny wiszące na Laufeyu nie były znowu aż taką rzadkością, by miał się czemu dziwić, nie umiejąc się zachować.
Korzystając z okazji, diabeł wypił resztę drinka i oddał szklankę kelnerowi, który po odebraniu szkieł, zniknął równie gładko jak się pojawił.
        Chociaż czart przyglądał się złodziejce spod lekko przymrużonych powiek, czynił to uważnie jak zawsze, wyłapując drobiazgi.
        - Kram na błękitnej? - zapytał swobodnie, jakby zwyczajnie zainteresowany opowiadaniem brunetki. Informacja w formie “kram w Nowej Aerii” nie było szczytem precyzji, tak samo jak stwierdzenie, że można było dostać w nim wszystko. Mimo iż czart zaciekawił się, spokojnie czekał aż dziewczyna rozwinie wypowiedź. Dagon nie wyglądał też na szczególnie poruszonego gdy temat zahaczył o portret. Zamruczał przytakując dziewczynie, leniwym spojrzeniem wędrując w stronę Kimiko.
        - Jeśli jest w temacie, to pewnie się tam znajdzie, jak nie dla portretu to innych ciekawostek - odpowiedział zrelaksowanym głosem, by zaraz szerzej otworzyć ślepia.
        - Smokołak, to nieczęsty widok… Może pokażesz mi ten kram jak będziemy szli do Chrysa? - zagadnął, będąc już w zasadzie gotowym do spaceru.

        Podążali za kocimi wskazówkami, faktycznie docierając do osobliwego sklepiku z zasłoniętymi oknami, który niestety okazał się zamknięty, więc nie mając okazji spotkać jego właściciela udali się do Chryzantemy. To jednak co zwróciło uwagę diabła, to obojętność z jaką ludzie mijali sklep i cichutkie, ledwie wyczuwalne drżenia magii obecne w powietrzu.
To nie był koniec niespodzianek. Było południe, dla restauracji godziny szczytu, zaś Chryzantema miała opuszczone zasłony, co nie zdarzyło się odkąd znał Chrysa. Bies popchnął drzwi, które otworzyły się z lekkim oporem. W nich zaś od razu pojawił się kelner z oficjalną smutno-przepraszającą miną. Ją szybko zastąpił wyraźny strach. Elf stanął w przejściu tarasując wejście, ledwie wytrzymując pojawiające się niezadowolone spojrzenie Laufeya.
        - Dzisiaj nieczynne, przepraszamy - wyszeptał, przezornie nie informując całego wnętrza o tożsamości gościa, jednocześnie dając diabłu do myślenia. Ten kelner taktem wykazywał się jedynie w oficjalnych sytuacjach. Skoro zaś czart nie przyszedł oficjalnie, przyczyna dziwnego zachowania uszatego musiała być inna.
        - Ja do szefa, nie knajpy - warknął cicho bies.
        - Pan Balboette jest zajęty, proszę przyjść jutro - ponownie wyszeptał kelner, ale znacznie słabszym głosem, patrząc na diabła niepewnie. W tym czasie Dagon zastanawiał się, czy przypadkiem nie wejść do karczmy, by poznać tego nieznanego nikomu jegomościa, który zaczynał się czuć stanowczo zbyt pewnie. Nie wparował jednak do restauracji, a jedynie zmrużył niezadowolone oczy i spokojnym, cichym głosem zapowiedział - Przyjdę jutro.
Elf wyraźnie odetchnął, a czart zawrócił biorąc Kimiko pod rękę.
        - Zmiana planów - odezwał się do dziewczyny prowadząc ich uliczką.
        - Jak chcesz, możesz wyskoczyć ze mną do Trytonii, na dzisiaj tylko to mi zostało - wytłumaczył bies. - A w międzyczasie może opowiesz mi coś więcej o tym smokołaku?
Avatar użytkownika
Dagon
Mieszkaniec Sennej Krainy
 
Inne Postacie: Nemain, Sherani, Lucien, Elleanore, Indigo, Max, Pagani,
Rasa: Diabeł
Aura: Witaj przyjacielu. Palisz? Ta aura przywita cię najlepszym cygarem. Poczęstuj się. Śmiało. Zapal. Zaciągnij się. Taak. Cóż za aromat, cóż za smak! Łagodna słodycz na języku. Prawdziwy tytoń, najlepszego gatunku. Widzisz ten blask? Tak, to złoto. Mnóstwo złota. Nieco skażone cynowymi domieszkami, ale są one niewielkie, niemal zniezauważalne wśród istnego bezmiaru złotego kruszcu. Kuszące prawda? Chcesz je mieć? Oczywiście. Żaden problem. Zbliż się. Bierz, wszystko twoje. Tylko nie zwracaj uwagi na bijącą odeń bursztynową poświatę. To pewnie tylko złudzenie. Posłyszysz, jak aura przygrywa ci prawdziwą symfonią najwyższych lotów - kojące dźwięki spokojnej melodii, przeplatane ciągnącymi się sekundami zupełnej, dudniącej w uszach ciszy. Na moment ogarnie cię uczucie spadania, ale nie przejmuj się tym. Wydawało ci się tylko. Aura otuli twój kark z delikatnością jedwabnego fularu. Przyjemne uczucie. Ciepła, giętka i gładka. Najlepszy materiał, najwyższej jakości bisior. Na pewno drogi. Godny królewskiej garderoby. Poczuj się jak magnat przyjacielu. Zachwyć się bogactwem tej aury. Rozsmakuj w jej zbytkach. Delektuj jej splendorem. Rzuć się w jej przepych. Zatop w jej luksusach. Swój błąd poznasz dopiero, gdy będzie za późno. Tylko złoto pozostanie prawdziwe, jednak daleko poza twoim zasięgiem. Ognisty podmuch bursztynowej poświaty uderzy cię swoją wyrazistością w twarz, jakbyś właśnie nachylił się nad kraterem czynnego wulkanu. Nęcący aromat tytoniu zniknie momentalnie, przykryty przez wstrętny swąd siarki i palonych włosów. W ustach po słodkiej rozkoszy pozostanie tylko gorzki, lepiący się popiół. Zdziwisz się, gdzie podziała się delikatność jedwabnej chusty, którą przed chwilą miałeś na szyi. Nim zdążysz zareagować przemieni się w bezlitosną twardość krępujących cię powrozów, a ostrością stryczka wpije boleśnie w twoją krtań. Natychmiast opadnie spokój iluzorycznej kojącej ciszy. Nieokreślone potępieńcze jęki torturowanych wybuchną bezpośrednio w twoich małżowinach kalecząc twój zaskoczony umysł swoim demonicznym jazgotem. Ale nawet to nie będzie najgorsze. Na samym końcu uświadomisz sobie gdzie w tym wszystkim znajduje się twoja dusza. Ona już nie należy do ciebie. Oddałeś ją za miraże. Najgorsza jest właśnie ta agonia konającej w tobie nadziei. Przepadłeś przyjacielu.
Wygląd: Może nie jest najpotężniejszych gabarytów jeśli chodzi o diabelski ród, jednak na ziemskich planach wielu mężczyzn wyda się przy nim drobnymi. W porównaniu z ludźmi nie poskąpiono mu wzrostu i diabeł ten mierzy sążeń z niecałą piędźą (dokładnie 197cm), jeśli nie wliczymy rogów. Te, jeżeli są widoczne, dodają mu coś koło drugiej piędzi wzrostu.
Sylwetkę ma ...
(Więcej)
Uwagi: Na co dzień rogi i szpiczaste uszy skrywa iluzja. Nie obejmuje ona cienia, rzucanego przez Lufeya ani zmysłów dotyku osób mających z nim kontakt.

Postprzez Kimiko » Cz maja 17, 2018 8:47 pm

        Uśmiechnęła się wesoło w odpowiedzi na podjętą decyzję. Widziała rozbawienie Dagona, gdy mówił o swoim przyjacielu, ale nie doszukiwała się w tym drugiego dna. Norda całkiem polubiła; na tyle, na ile mieli z nim styczność, chociaż zapewne wystrzegałaby się go w kontaktach bardziej oficjalnych. Nie przepadała za paserami, bo ci zawsze próbowali ugrać więcej niż im się należało, ale też nie oceniała nigdy nikogo tylko przez pryzmat jego profesji. Poza tym chyba lubiła obserwować Dagona w relacji z kimś mu bliższym, gdy zachowywał się zupełnie inaczej niż przez większość czasu. Jego kurtuazja i uśmiechy tworzyły o wiele lepszą iluzję niż skrywające czarcie atrybuty spinki, a Kimiko z właściwą sobie ciekawością obserwowała każde odstępstwo od diablej normy; w tym przypadku wyjątkową więź diabła z krasnoludem.
        Przyglądała się zrelaksowanemu Dagonowi z zadowoleniem i lekkim rozbawieniem. Nawet drinka musiała wypić niemal u niego na kolanach, bo chociaż sama przerzuciła przez niego nogi dla wygody, mężczyzna z łatwością zamknął ją w objęciu i chyba nie miał zamiaru tak łatwo wypuścić. Nie ustąpiło ono pod lekkim naporem, a bardziej się nie wyrywała, skoro i jej było przyjemnie. Powstrzymując więc śmiech napiła się szybko i oddała szkło. Pokiwała głową na odpowiedź Baja i znów, gdy cichym „uhm” zgodziła się go zaprowadzić i pokazać kram. Nie widziała w tym nic złego.

        Było piękne pogodne popołudnie, gdy spokojnym krokiem przemierzali ulice Nowej Aerii. Kimiko prowadziła jedynie krótkimi wskazówkami przy skrzyżowaniach dróg, idąc koło diabła i bujając z zadowoleniem ogonem. Korzystała nie tylko z przyjemnego spaceru w miłym jej towarzystwie, ale też nie ukrywała przed sobą, że była ciekawa czy Dagon w ogóle zobaczy to, co mu pokaże. Nie uprzedzała go, nie chciała by się sugerował; jedynie obserwowała go uważnie, gdy budynek zamajaczył w ciągu kamienic. Nawet nie wskazała go dłonią, co opisała krótko mówiąc, że to ten, po czym zerkała ukradkiem na Laufeya, który bystrym spojrzeniem bez problemu odnalazł sklep. „Budynek takim, jakim jest, może zobaczyć ktoś, kto był na granicy śmierci” – przypomniała sobie słowa Villaina, przyglądając się Dagonowi, zamiast kramowi, do którego go przyprowadziła. Dopiero po chwili przeniosła wzrok na fasadę, ze zdziwieniem odkrywając, że jest zamknięty.
        - Hm, może gdzieś wyszedł na chwilę – wzruszyła ramionami i wznowiła spacer, tym razem pozwalając Laufeyowi prowadzić ich do Chrysantemy.
        Pieszo była tam bowiem tylko raz, a wtedy nie wiedziała nawet, w jakim jest mieście, wiec nie polegała specjalnie na swojej pamięci, nawet jeśli czasem zdawało jej się, że rozpoznaje drogę. Upewniła się w trasie dopiero, gdy mijali znajomego krawca i panterołaczka uśmiechnęła się pod nosem, przypominając sobie swoją pierwszą wizytę tam. Miała wrażenie, że od tamtego czasu minęły całe wieki. Później zatrzymali się już przed znajomym wejściem, jednak dziewczyna zmarszczyła lekko brwi, przyglądając się zasłoniętym roletom.
        - Zamknięte? – zapytała, zerkając na Dagona, który o dziwo zdawał się tym faktem równie zaskoczony i mimo wszystko pchnął drzwi.
        Na widok znajomego kelnera dziewczynie wróciła nadzieja, ale jego mina szybko ją znów rozwiała. Jednak o ile złodziejka przyjęła wyjaśnienie gładko i ze wzruszeniem ramion, Laufey nie wyglądał na zadowolonego.
        - Może ma gościa – mruknęła cicho, obejmując zaoferowane ramię, gdy oddalali się już od restauracji. Nie zdawała sobie sprawy, jak blisko jest prawdy, ani że takowa wcale nie poprawiłaby humoru jej znajomego.
        Na zmianę planów uśmiechnęła się już dziarsko i skinęła głową. Przecież i tak żadne z nich nie było głodne, mogli zająć się czymś innym. A chociaż propozycja towarzyszenia czartowi do Trytoni (!) była niemałym zaskoczeniem, Kimiko szybko podłapała ofertę, nawet jeśli wiązała się z nią nieprzyjemna teleportacja – bo jak inaczej?
        - Chętnie – uśmiechnęła się, przechylając zaraz głowę w zamyśleniu, gdy poproszono ją o rozwinięcie tematu smokołaka. Nie wiedziała, ile ma czasu, nim Dagon ich „zniknie”, ani co dokładnie chciałby wiedzieć, ale mimo to zaczęła powoli.
        - To może być dziwne pytanie, ale… widziałeś w ogóle ten kram? – Zerknęła na niego z ciekawością. Może i wydawało jej się, że tak, ale wolała się upewnić, nim rozwinie temat. – Pytam, bo nie wszyscy go widzą. Na początku sądziłam, że to tylko moje wrażenie, jakaś paranoja – uśmiechnęła się niepewnie - ale Reed potwierdził. Ten smokołak – wyjaśniła, patrząc już przed siebie, gdy szli. – Rzucił jakąś iluzję i tylko niektórzy mogą zobaczyć sklep. Reszta widzi tylko spalony budynek. Pytałam o niego Zefir i Rohannę, obie mówiły o jakimś pożarze, ale nie wiem… ja widzę kram – mruknęła, zastanawiając się, jak bardzo rozwinąć temat.
        Nie wspomniała o kryterium, jakie trzeba spełnić, by przebić się przez złudzenie. To dużo mówiło o ludziach, w tym o niej i Laufeyu, poniekąd zdradzając ich tajemnice. Co prawda domyślała się, że Dagon może podejrzewać, w jakich okolicznościach powstała blizna na jej przedramieniu. Wiedział już o jej krwi, więc nietrudno było powiązać fakty. To wystarczyło złodziejce, by usprawiedliwić własne milczenie. Jej ciekawość zaś nie obejmowała aż takiego wtykania nosa w czyjeś prywatne sprawy; nie miała zamiaru próbować dowiedzieć się, co takiego musiał przejść czart, by balansować na tej cienkiej granicy między życiem i śmiercią. Wątpiła, by sam jej powiedział i to praktycznie zamykało temat, który wciąż jednak subtelnie zawisnął między nimi. Zamiast tego więc, mówiła dalej.
        - Jest trochę dziwny. Ale wie dużo o zielarstwie. Właściwie trafiłam tam przez przypadek, kupiłam parę rzeczy i tak wpadam czasem pogadać – wzruszyła ramionami, nie bardzo wiedząc, co jeszcze może (powinna) powiedzieć; zwyczajnie nie chciała zanudzać.
        - A ty co masz do załatwienia w Trytonii?
Avatar użytkownika
Kimiko
Mieszkaniec Sennej Krainy
 
Nagrody: Obrazek
Inne Postacie: Callisto, Leila, Avellana, Sonea, Mathias, Emma, Cat, Lexi, Maia, Ananke, Eva, Rakel, Lena, Rain, Kiki, Astarte, Segen,
Rasa: Panterołaczka
Aura: Czy znajdziesz chwilę by spojrzeć na tę młodziutką i lśniącą aurę ? By poznać jej wyraźnie złote fale. Obejrzeć jej cynowe ławice, przecinające złociste przestrzenie. Czy zechcesz dostrzec promienie szafiru, które przebijają się z pod obecnych barw, niby właśnie otwarte kocie oczy odsłaniane spod powiek. Jeśli tak, zauważysz też, że szafirowe lśnienie zawiera delikatne skazy i niedoskonałości, ale mimo nich błyszczy dzielnie, stawiając im opór. Wokół nie dosłyszysz żadnego dźwięku, ale jego brak uzupełni silna woń zwierzęcej sierści, charakterystycznej dla drapieżnika. W dotyku aura jest aksamitnie gładka, kusząc swoją delikatnością. Nie daj się jednak zwieść, łagodność nie jest jedynym atrybutem tej emanacji, gdyż posiada ona również doskonale zakamuflowane ostre brzegi, a przed zbyt gwałtownym uciskiem bronić się będzie swoją giętkością i twardością, bynajmniej nie słabszymi od początkowej gładkości. Smak jest przede wszystkim lepki, ale znajdziesz w nim też bardzo subtelne iskierki pikanterii i nieśmiałe kwaskowe nutki.
Wygląd: Kimiko jest niewysoką, mierzącą około 165 cm dziewczyną. Swoim wyglądem nie wyróżnia się z tłumu i dopiero, gdy ktoś zwróci na nią większą uwagę może dostrzec piękne rysy twarzy, których nie spodziewałby się u zwykłej złodziejki. Ma prosty nos o ostrej linii i lekko różowe, pełne usta. Ich kąciki wygięte są zazwyczaj tylko delikatnie, dodając jej tajemniczego ... (Więcej)

Postprzez Dagon » N maja 20, 2018 10:03 pm

        Kram zamknięty w ciągu dnia budził niewielkie zdziwienia w związku z bezsensownym ograniczaniem zarobków przez właściciela, ale w żaden inny sposób nie zastanawiał. Dagon więc jedynie powtórzył w ślad za Kimiko - Może wyszedł - bez drążenia zgadzając się z dziewczyną.
        Niespiesznie przespacerowali uliczkami o architekturze zbliżonej do siebie, by znaleźć się na alei znanej Kimiko z pierwszego dnia znajomości. Chwilę później byli pod Chryzantemą. Tu jednak znacznie trudniej było wymówić zamknięcie lokalu. Pytające spojrzenie brunetki, napotkało zmrużone oczy biesa, który na wypowiedziane wątpliwości odpowiedział bez zawahania zbliżając się do drzwi.
        - Niespotykany widok - mruknął cicho pod nosem, siląc się na jakąkolwiek odpowiedź jedynie z uwagi na dziewczynę. Kelner już nie miał tyle szczęścia co pantera i miał przyjemność widzieć w pełni niezadowolonego diabła, który nawet nie próbował udawać opanowanego. Elf przez moment szczerze obawiał się burdy i poważnie lękał się o swoje zdrowie, oddech łapiąc dopiero gdy wcale nie grzeczniej, ani nie łagodniej (ale sposób odpowiedzi był mniej istotny jak jej treść), Dagon zapowiedział swój powrót w inny dzień.
Wracając do Kimiko jedynie mruknął cicho, przytakując dziewczynie wraz z zaoferowanym ramieniem, swoich myśli jednak nie ujawniając.
        Gości krasnal mógł mieć, ale nie zamykałby knajpy, kelner spokojnie potrafił się wszystkim zająć. Bajer nigdy wcześniej nie pocałował klamki. Jeśli sama restauracja była nieczynna, zaproszono by ich na zaplecze. Jeżeli zaś sam Chrys faktycznie byłby tak zajęty, że nie mógłby spotkać się z Laufeyem, kazałby albo zaczekać, albo przekazałby informację, że w danej chwili nie może poświęcić mu czasu, ale nie traktowano by go jak całkowicie obcego. Nawet więc zachowanie kelnera było niecodzienne. Wszystkie składowe razem, zachęcały do głębszego zastanowienia się czego świadkami właśnie byli.

        Zamiast zniknąć, oddalali się spacerkiem. Pogoda faktycznie jak na jesień, była wyjątkowo łagodna i aż zapraszała do przechadzek, ale nie to decydowało o diablich poczynaniach. Szedł by wstępnie ustalić plan na dzisiejsze popołudnie oraz by znaleźć dobre miejsce do zniknięcia.
        - Widziałem - odparł, a po złości prezentowanej elfowi nie było najmniejszego śladu. Została zepchnięta gdzieś na dno czarcich myśli by być spożytkowanym we właściwym czasie i chociaż rogata głowa cały czas podświadomie szukała możliwych przyczyn oraz prawdopodobnych konsekwencji coraz poważniejszych zawirowań w tak spokojnej wcześniej Aerii, zerkał na złodziejkę z tradycyjną sympatią i zadziornością.
Zamruczał przytakując gdy Kimiko rozwijała swoją wypowiedź i dzieliła się niepewnością związaną ze sklepem.
        - Budynek faktycznie spłonął ładnych parę lat temu. Zginęła cała rodzina pewnego jegomościa bawiącego się w jak to brzydko się nazywa… przemyt - uśmiechnął się bezczelnie. - To był nieciekawy rok dla Aerii, kilka… - znów zawiesił głos na moment, by użyć lepszego słowa niż gang - organizacji starało się uzyskać maksymalne wpływy. To był chyba jeden z efektów ubocznych. Od tamtej pory nikt nie palił się do odbudowy i ponownego zamieszkania kamienicy - wytłumaczył spokojnie.
W okolicy czuć było magią, więc słowa o złudzeniu tylko upewniły Bajera o jej obecności. Co więcej iluzja musiała być silna, skoro nie tylko utrzymywała się całą dobę, dzień po dniu, ale oszukiwała rzesze ludzi, ukazując się jedynie wybranym jednostkom, do tego kryjąc cały budynek. Albo to był bardzo silny artefakt, albo bardzo silne zaklęcie. Podobnej magii nie należało bagatelizować. Tylko jeszcze nie był pewien jak daleko posunąć się z pozostałymi wnioskami. Ukryty sklep, nieznany nikomu przybysz mącący w mniej jawnych interesach, zamknięta Chryzantema gdy zamknięty był również tajemniczy kram. Wiele potencjalnie niepowiązanych niespodzianek, ale  miasto było wielkie, chociaż więc w zbiegi okoliczności Laufey nie wierzył, wstrzymał się jeszcze z pochopnymi wnioskami.
        W trakcie opowieści zapamiętał imię, które mogło trochę ułatwić sprawę. Zrobił się też czujniejszy słysząc o wypadach na pogaduszki.
To już znacznie mogło namącić. Złodziejka wiedziała sporo i co gorsza coraz więcej, a smokołak znał się na ziołach i miał dostęp do silnej magii albo może nawet jej używał. To stanowiło poważne zagrożenie. Wtedy padło kolejne pytanie.
Wymknął ramię spod ręki dziewczyny, zamiennie ciasno obejmując ją w pasie i znikli. Nie chciał tłumaczyć się na ulicach Aerii gdy to już nie były jego ulice. Praktycznie nieprzerwanie wznowił spacer po bruki Trytonii, wciąż trzymając Kimiko blisko siebie, ale pozwalając jej w każdej chwili się wymknąć gdyby zechciała.
        - Pewien handlarz obawiał się problemów z celnikami. Wtedy zgłosił się do mnie, a ja obiecałem zapewnić pozytywny i bezbolesny przebieg kontroli - odpowiedział Dagon.
        - Jeśli zaś coś ma być zrobione dobrze, najlepiej dopilnować tego osobiście. Dzisiaj przypłynie statek, a ja wolę dopilnować by psy niepotrzebnie nie przetrzepały ładunku tegoż jegomościa - wyjaśnił, podczas gdy mijali kilka wozów, wokół których kręciła się grupa zabijaków. Najprawdopodobniej eskorta karawany. Co prawda to już nie była jego broszka, ale zerknął mimochodem na ludzi, oceniając ich bardziej z przyzwyczajenia niż konieczności.
Potem znaleźli się w dokach, w samą porę by minąć pracujących na pełnych obrotach, wspomnianych wcześniej celników. Jeden z nich schodził właśnie z trapu niosąc plik papierów, odprowadzany skwaszonymi minami kapitana i kupca.
Avatar użytkownika
Dagon
Mieszkaniec Sennej Krainy
 
Inne Postacie: Nemain, Sherani, Lucien, Elleanore, Indigo, Max, Pagani,
Rasa: Diabeł
Aura: Witaj przyjacielu. Palisz? Ta aura przywita cię najlepszym cygarem. Poczęstuj się. Śmiało. Zapal. Zaciągnij się. Taak. Cóż za aromat, cóż za smak! Łagodna słodycz na języku. Prawdziwy tytoń, najlepszego gatunku. Widzisz ten blask? Tak, to złoto. Mnóstwo złota. Nieco skażone cynowymi domieszkami, ale są one niewielkie, niemal zniezauważalne wśród istnego bezmiaru złotego kruszcu. Kuszące prawda? Chcesz je mieć? Oczywiście. Żaden problem. Zbliż się. Bierz, wszystko twoje. Tylko nie zwracaj uwagi na bijącą odeń bursztynową poświatę. To pewnie tylko złudzenie. Posłyszysz, jak aura przygrywa ci prawdziwą symfonią najwyższych lotów - kojące dźwięki spokojnej melodii, przeplatane ciągnącymi się sekundami zupełnej, dudniącej w uszach ciszy. Na moment ogarnie cię uczucie spadania, ale nie przejmuj się tym. Wydawało ci się tylko. Aura otuli twój kark z delikatnością jedwabnego fularu. Przyjemne uczucie. Ciepła, giętka i gładka. Najlepszy materiał, najwyższej jakości bisior. Na pewno drogi. Godny królewskiej garderoby. Poczuj się jak magnat przyjacielu. Zachwyć się bogactwem tej aury. Rozsmakuj w jej zbytkach. Delektuj jej splendorem. Rzuć się w jej przepych. Zatop w jej luksusach. Swój błąd poznasz dopiero, gdy będzie za późno. Tylko złoto pozostanie prawdziwe, jednak daleko poza twoim zasięgiem. Ognisty podmuch bursztynowej poświaty uderzy cię swoją wyrazistością w twarz, jakbyś właśnie nachylił się nad kraterem czynnego wulkanu. Nęcący aromat tytoniu zniknie momentalnie, przykryty przez wstrętny swąd siarki i palonych włosów. W ustach po słodkiej rozkoszy pozostanie tylko gorzki, lepiący się popiół. Zdziwisz się, gdzie podziała się delikatność jedwabnej chusty, którą przed chwilą miałeś na szyi. Nim zdążysz zareagować przemieni się w bezlitosną twardość krępujących cię powrozów, a ostrością stryczka wpije boleśnie w twoją krtań. Natychmiast opadnie spokój iluzorycznej kojącej ciszy. Nieokreślone potępieńcze jęki torturowanych wybuchną bezpośrednio w twoich małżowinach kalecząc twój zaskoczony umysł swoim demonicznym jazgotem. Ale nawet to nie będzie najgorsze. Na samym końcu uświadomisz sobie gdzie w tym wszystkim znajduje się twoja dusza. Ona już nie należy do ciebie. Oddałeś ją za miraże. Najgorsza jest właśnie ta agonia konającej w tobie nadziei. Przepadłeś przyjacielu.
Wygląd: Może nie jest najpotężniejszych gabarytów jeśli chodzi o diabelski ród, jednak na ziemskich planach wielu mężczyzn wyda się przy nim drobnymi. W porównaniu z ludźmi nie poskąpiono mu wzrostu i diabeł ten mierzy sążeń z niecałą piędźą (dokładnie 197cm), jeśli nie wliczymy rogów. Te, jeżeli są widoczne, dodają mu coś koło drugiej piędzi wzrostu.
Sylwetkę ma ...
(Więcej)
Uwagi: Na co dzień rogi i szpiczaste uszy skrywa iluzja. Nie obejmuje ona cienia, rzucanego przez Lufeya ani zmysłów dotyku osób mających z nim kontakt.

Postprzez Kimiko » Pn maja 21, 2018 8:40 pm

        Zamknięta restauracja zaprzątała głowę dziewczyny tylko dlatego, że wyraźnie zirytowała Dagona. Samą panterołaczkę zasłonięte rolety Chrysantemy niespecjalnie obeszły i Kimiko spoglądała tylko na Bajera co jakiś czas, uśmiechając się gdy w końcu zgubił tą poważną minę, spoglądając na nią z sympatycznym wyrazem twarzy. Skinęła głową, gdy czart potwierdził, że widział kram i kontynuowała opowiadanie, dopiero później zamieniając się w słuch, gdy tym razem Laufey wiedział nieco więcej.
        - Domyślam się, że pożar nie był wypadkiem – bardziej stwierdziła, niż zapytała. Mając na względzie profesję mieszkańca kamienicy, pożar budynku i śmierć wszystkich w środku raczej nie stanowiła zwykłych strat w ludności cywilnej podczas zamieszek. Przenikliwość złodziejki wskazywała też na to, że doskonale wie, jakiego rodzaju organizacje Dagon miał na myśli i co najwyżej zastanawia się, jak blisko czart jest z nimi związany.
        - Byłeś tutaj wtedy, w Nowej Aerii? – zapytała lekko, a później widocznie zastanowiła się jeszcze nad czymś, zerkając na diabła. Chciała się odezwać, gdy jej spojrzenie padło na przyglądającego się im przechodnia i ostatecznie kontynuowała spacer, utrzymując milczenie nawet, gdy mężczyzna ich minął. Niektóre pytania wolała zadać, gdy będą sami w mieszkaniu, a przynajmniej nie na uczęszczanej ulicy.
        W międzyczasie temat przeskoczył na Trytonię, a po chwili oni sami również znaleźli się nagle w tym mieście. Nie spodziewająca się teleportacji złodziejka zesztywniała, gubiąc krok i rozejrzała w popłochu. Ogon smagnął niespokojnie powietrze za dziewczyną, gdy ta węszyła w powietrzu, atakowana wonią ryb, na zmianę wzbudzającą apetyt i zdecydowanie go pozbawiającą. Nie opuszczała ciasnego objęcia, na które Laufey zmienił zwykłe kulturalne prowadzenie pod ramię. Tak było jej przyjemniej i wygodniej, a chwilowo też zwyczajnie pomogło utrzymać równowagę.
        - Dagon, weź uprzedzaj… - mruknęła, biorąc głębszy oddech i przejeżdżając ręką po uszach, w sobie tylko znanym celu. Zaraz jednak zastrzygła nimi, gdy czart zaczął tłumaczyć, czego chyba nie chciał robić jeszcze w Aerii.
        - Załatwiasz takie rzeczy, hm? – zapytała, chociaż była to bardziej zaczepka, gdyż panterołaczka nie wyglądała, jakby oczekiwała odpowiedzi, rozglądając się ciekawsko wokoło.
        Nie licząc niewygód związanych z podróżą w przestrzeni, złodziejka nie wyglądała na specjalnie przejętą zmianą lokalizacji, a jeśli już, to pozytywnie podekscytowaną; chociaż na to mógł akurat wpływać zapach ryb, sądząc po nieustannie poruszających się płatkach nosa Kimiko. W każdym razie dziewczyna wędrowała spokojnie w objęciu Dagona, pozwalając się prowadzić i sprawiając wrażenie, jakby jej naprawdę wszędzie było wygodnie. Po części tak było, bo nawykła do włóczenia się po świecie złodziejka nie przywiązywała się specjalnie do żadnego miejsca, każde nowe witając z ciekawością podróżnika i nonszalancką swobodą włóczykija, który wszędzie czuje się jak u siebie.
        W jej głowie coraz bardziej klarowało się to, czym dokładnie zajmował się Laufey. I pewnie nie przesadzał, gdy mówił, że wszystkim. Im dłużej się znali, tym mniej pytań zadawała, a więcej słuchała. Bajer zaś coraz swobodniej dzielił się z nią informacjami, nie widziała więc potrzeby ciągnięcia go za język. Najwięcej dowiedziała się w Demarze, gdy jej odwalało w nów i była zbyt zajęta byciem szurniętą, by wykorzystać okazję i dalej drążyć temat. Pamiętała jednak, o czym Laufey mówił (nawet jeśli większość przypomniała sobie w kolejnych dniach) i teraz każda nowa informacja tylko uzupełniała obrazek.
        - Jak… hm… ważny jesteś? – zapytała nagle, nieco przyciszonym tonem, gdy mijali wozy otoczone grupą najemników.
        Kimiko uśmiechnęła się do siebie w myślach, gdy odruchowo oceniła mężczyzn, dochodząc do wniosku, że na taką karawanę nigdy by się nie porwali z Owenem. Sześciu ochroniarzy, siedmiu, to było najwięcej, na co by się odważyli, chyba że kupiec zwyczajnie próbował przyoszczędzić i zapłacił grupie nierozgarniętych mięśniaków, by po prostu towarzyszyli mu w podróży. Wtedy wystarczyło czasem posłać kilka bełtów w drewniane ściany powozu, by „ochroniarze” sami się rozpierzchli.
        Pytanie do Dagona dotyczyło było zaś dość ogólne, bo Kimiko chyba sama nie wiedziała, jak lepiej ubrać swoje myśli w słowa. Trochę wiedziała, trochę widziała i trochę podejrzewała. To jednak zamiast rezerwy wywoływało jedynie rozbawienie, gdy zastanawiała się, jakby zareagowała, gdyby wiedziała to wszystko, co wie teraz, pierwszego dnia, gdy się poznali i Bajer zaproponował jej biznes. Dobrze, że nie wiedziała.
        Przeszli w stronę doków, po chwili znajdując się niemal przy statku, wokół którego uwijała się grupa urzędników. Kimiko nieznacznie zmarszczyła brwi, wodząc spojrzeniem od kręcących się jak w ukropie celników, do wyraźnie niezadowolonych mężczyzn na statku; jeden wyglądał jak kapitan, drugi był ubrany po cywilnemu, w dość dobre materiały.
        - Ci nie wyglądają, jakby ich kontrola przebiegła bezboleśnie – mruknęła ostrożnie, nie wiedząc, czy to właśnie ludzie, którym Laufey obiecał pomoc, czy inni, którzy tego szczęścia nie mieli.
Avatar użytkownika
Kimiko
Mieszkaniec Sennej Krainy
 
Nagrody: Obrazek
Inne Postacie: Callisto, Leila, Avellana, Sonea, Mathias, Emma, Cat, Lexi, Maia, Ananke, Eva, Rakel, Lena, Rain, Kiki, Astarte, Segen,
Rasa: Panterołaczka
Aura: Czy znajdziesz chwilę by spojrzeć na tę młodziutką i lśniącą aurę ? By poznać jej wyraźnie złote fale. Obejrzeć jej cynowe ławice, przecinające złociste przestrzenie. Czy zechcesz dostrzec promienie szafiru, które przebijają się z pod obecnych barw, niby właśnie otwarte kocie oczy odsłaniane spod powiek. Jeśli tak, zauważysz też, że szafirowe lśnienie zawiera delikatne skazy i niedoskonałości, ale mimo nich błyszczy dzielnie, stawiając im opór. Wokół nie dosłyszysz żadnego dźwięku, ale jego brak uzupełni silna woń zwierzęcej sierści, charakterystycznej dla drapieżnika. W dotyku aura jest aksamitnie gładka, kusząc swoją delikatnością. Nie daj się jednak zwieść, łagodność nie jest jedynym atrybutem tej emanacji, gdyż posiada ona również doskonale zakamuflowane ostre brzegi, a przed zbyt gwałtownym uciskiem bronić się będzie swoją giętkością i twardością, bynajmniej nie słabszymi od początkowej gładkości. Smak jest przede wszystkim lepki, ale znajdziesz w nim też bardzo subtelne iskierki pikanterii i nieśmiałe kwaskowe nutki.
Wygląd: Kimiko jest niewysoką, mierzącą około 165 cm dziewczyną. Swoim wyglądem nie wyróżnia się z tłumu i dopiero, gdy ktoś zwróci na nią większą uwagę może dostrzec piękne rysy twarzy, których nie spodziewałby się u zwykłej złodziejki. Ma prosty nos o ostrej linii i lekko różowe, pełne usta. Ich kąciki wygięte są zazwyczaj tylko delikatnie, dodając jej tajemniczego ... (Więcej)

Postprzez Dagon » Wt maja 22, 2018 9:04 pm

        Spacerowe tempo narzucone przez czarta zupełnie nie sugerowałoby, że właśnie niezadowolony odszedł z kwitkiem z restauracji znajomego, czy też, że miał sprawy do dokończenia jeszcze tego samego dnia. Z boku przypominali parę zwykłych przechodniów rozmawiających o codziennych sprawach.
        Słysząc dziewczęce przypuszczenia Dagon uśmiechnął się półgębkiem i skinął głową. To zdecydowanie nie był wypadek. Nieszczęścia i tragedie chodziły po ludziach, ale temu pożarowi ktoś dopomógł. Zapewne pomocy też nie zabrakło gdy nikt nie opuścił płonącej kamienicy.
Z kolei podobna kryjówka mogła mieć dwa zastosowania, które przy okazji jednocześnie nie wykluczały się nawzajem. Był to jedyny nieużytek w tak ścisłym centrum i umożliwiał ekscentryczne skrycie kramu pod silną iluzją. Dla tych widzących sklep i pamiętających jego przeszłość, mogła też być wymownym komunikatem, zamierzonym lub nie. To zaś dopiero zamierzał zgłębić.
        - Kręciłem się wtedy w okolicy - przytaknął oszczędnie, ciekaw reakcji Kimiko oraz tego jakie wnioski wysnuje złodziejka. W samą zawieruchę nie był zamieszany, jak zwykle trzymając się na uboczu. Robiąc swoje interesy, jednocześnie nie sympatyzując z żadną ze stron i żadnej z nich nie udzielając wsparcia. Unikanie mieszania się w uliczne wojny zwykle było kluczem do przetrwania i prosperity. Tak jak teraz… Zerknął kątem oka na dziwnie zbyt zainteresowanego przechodnia.
        Strategia była dobra, lecz niepokój budziła wciąż nierozwiązana zagadka. Tajemnicza osoba, której tożsamości do tej pory nie poznał, cichutko drażniła diablą podświadomość zasiewając wątpliwości czy aby i teraz uda mu się przetrwać bez strat. Przecież oczy i uszy nigdy wcześniej go nie zawiodły. Czy był to tylko jeden z przypadków, w które nie wierzył, czy pierwszy znak, że po powrocie miał mniejszy wpływ na miasto niż do tej pory sądził. Tym bardziej lepiej by znikli nim ktoś usłyszy o słowo za wiele. Gdy tylko weszli w cień, a w zasięgu wzroku Laufeya nie dawało się nikogo wypatrzeć, przeniósł ich prosto do Trytonii.
        Podtrzymał niespotykanie potykającą się złodziejkę, idąc dalej jak gdyby nigdy nic.
Teleportacja nie była przyjemna, ale piekielnik już dawno do niej przywykł, nie stresując się magicznym przenoszeniem bardziej niż przechodzeniem przez drzwi.
I chociaż czart spotkał się z dąsem spowodowanym niespodzianką nieprzyjemną dla pantery, Kimiko pozostała przyjemnie zaplątana w jego ramię, już od jakiegoś czasu nie burząc się przed bliskością.
Z tego powodu nie tylko dostrzegł ale i poczuł napięcie złodziejki, jakby zgubiony rytm kroków u stworzenia tak zwinnego i pełnego gracji, nie był wystarczającym dowodem. Zarechotał cicho, na moment wzmacniając żartobliwie uścisk, jakby chciał poderwać brunetkę z ziemi.
        - Dobrze, będę uprzedzać, obiecuję - wymruczał nad panterzymi uszkami, potem przechodząc do zaległej odpowiedzi, szczerząc się szeroko na prowokację zmiennokształtnej.
        - Za właściwą opłatą załatwiam prawie wszystko - odpowiedział z typowa diablą bezczelnością. Podczas rozmowy niemal niezauważalnie rozglądał się po mijanych alejkach i dokach, w ciszy oceniając aktualną sytuację i stan uzgodnionych wcześniej przygotowań.
        - Ja, jak ważny jestem? - dopytał rozbawiony, nim wziął się za odpowiedź - Wcale nie jestem ważny, ale znam trochę odpowiednich ludzi i umiem znajdować właściwe argumenty i ich używać - wyjaśnił konspiracyjnym szeptem udającym przyciszony koci ton, z nieniknącą nutką wesołości. Zupełnie jakby do dziewczyny dopiero docierało z kim się zadaje i w jakie kłopoty mogła wpaść czy może w jakie wpadła, zależnie z której strony spojrzeć.
        Błękit nieba powoli ogrzewały rdzawe pomarańcze i ulotne fiolety, nadając światłu połyskującemu na wyślizganych brukach barwy płynnego miodu. Złociste smugi pływały po zmurszałych dachówkach i odbijającemu się iskrami w spokojnych falach morza. Dodawały też  złoceń skórze Kimiko, która cały czas szła obok i niczym w szlachetnych klejnotach odbijały się w szmaragdowych oczach kocicy, w które zerkał od czasu do czasu.  
Szli nabrzeżem, trzymając się bliżej cienia i w wyraźnej odległości od morza. Minęli kilka zacumowanych statków, a przy ostatnim z nich mieli nawet okazję widzieć zakończenie kontroli celnej.
        - Faktycznie raczej nie mieli szczęścia - skomentował, bez większego poruszenia idąc dalej.
        - Trytonia to ciekawe miasto pełne możliwości, jeśli umie się z nich korzystać i przy tym bezpiecznie się po nim poruszać. Inaczej ukazuje się jako zawszona dziura - zakończył całkiem pogodnie, zbliżając się powoli do pustych miejsc oczekujących swoich statków. Na horyzoncie zaś powoli majaczyła fregata.
Avatar użytkownika
Dagon
Mieszkaniec Sennej Krainy
 
Inne Postacie: Nemain, Sherani, Lucien, Elleanore, Indigo, Max, Pagani,
Rasa: Diabeł
Aura: Witaj przyjacielu. Palisz? Ta aura przywita cię najlepszym cygarem. Poczęstuj się. Śmiało. Zapal. Zaciągnij się. Taak. Cóż za aromat, cóż za smak! Łagodna słodycz na języku. Prawdziwy tytoń, najlepszego gatunku. Widzisz ten blask? Tak, to złoto. Mnóstwo złota. Nieco skażone cynowymi domieszkami, ale są one niewielkie, niemal zniezauważalne wśród istnego bezmiaru złotego kruszcu. Kuszące prawda? Chcesz je mieć? Oczywiście. Żaden problem. Zbliż się. Bierz, wszystko twoje. Tylko nie zwracaj uwagi na bijącą odeń bursztynową poświatę. To pewnie tylko złudzenie. Posłyszysz, jak aura przygrywa ci prawdziwą symfonią najwyższych lotów - kojące dźwięki spokojnej melodii, przeplatane ciągnącymi się sekundami zupełnej, dudniącej w uszach ciszy. Na moment ogarnie cię uczucie spadania, ale nie przejmuj się tym. Wydawało ci się tylko. Aura otuli twój kark z delikatnością jedwabnego fularu. Przyjemne uczucie. Ciepła, giętka i gładka. Najlepszy materiał, najwyższej jakości bisior. Na pewno drogi. Godny królewskiej garderoby. Poczuj się jak magnat przyjacielu. Zachwyć się bogactwem tej aury. Rozsmakuj w jej zbytkach. Delektuj jej splendorem. Rzuć się w jej przepych. Zatop w jej luksusach. Swój błąd poznasz dopiero, gdy będzie za późno. Tylko złoto pozostanie prawdziwe, jednak daleko poza twoim zasięgiem. Ognisty podmuch bursztynowej poświaty uderzy cię swoją wyrazistością w twarz, jakbyś właśnie nachylił się nad kraterem czynnego wulkanu. Nęcący aromat tytoniu zniknie momentalnie, przykryty przez wstrętny swąd siarki i palonych włosów. W ustach po słodkiej rozkoszy pozostanie tylko gorzki, lepiący się popiół. Zdziwisz się, gdzie podziała się delikatność jedwabnej chusty, którą przed chwilą miałeś na szyi. Nim zdążysz zareagować przemieni się w bezlitosną twardość krępujących cię powrozów, a ostrością stryczka wpije boleśnie w twoją krtań. Natychmiast opadnie spokój iluzorycznej kojącej ciszy. Nieokreślone potępieńcze jęki torturowanych wybuchną bezpośrednio w twoich małżowinach kalecząc twój zaskoczony umysł swoim demonicznym jazgotem. Ale nawet to nie będzie najgorsze. Na samym końcu uświadomisz sobie gdzie w tym wszystkim znajduje się twoja dusza. Ona już nie należy do ciebie. Oddałeś ją za miraże. Najgorsza jest właśnie ta agonia konającej w tobie nadziei. Przepadłeś przyjacielu.
Wygląd: Może nie jest najpotężniejszych gabarytów jeśli chodzi o diabelski ród, jednak na ziemskich planach wielu mężczyzn wyda się przy nim drobnymi. W porównaniu z ludźmi nie poskąpiono mu wzrostu i diabeł ten mierzy sążeń z niecałą piędźą (dokładnie 197cm), jeśli nie wliczymy rogów. Te, jeżeli są widoczne, dodają mu coś koło drugiej piędzi wzrostu.
Sylwetkę ma ...
(Więcej)
Uwagi: Na co dzień rogi i szpiczaste uszy skrywa iluzja. Nie obejmuje ona cienia, rzucanego przez Lufeya ani zmysłów dotyku osób mających z nim kontakt.

Postprzez Kimiko » Cz maja 24, 2018 9:25 pm

        Zdawkowa odpowiedź na niedbale sformułowane pytanie zdawała się panterołaczce wystarczyć, bo Kimiko tylko skinęła głową, zapatrzona gdzieś w uspokajająco jednolite oblicza mijanych kamienic. Jej mimika wcale nie kryła emocji dziewczyny; złodziejka zwyczajnie przyjęła wieści spokojnie, układając je sobie w głowie na swój sposób, wciąż pracując nad pełnym obrazem swojego towarzysza. Miała coraz więcej elementów tej układanki, mogąc obserwować powoli wyłaniający się z niej obraz, który chociaż wciąż miał w sobie sporo luk, raczej nie pozostawiał złudzeń, co do tego, jak zaprezentuje się w pełnej krasie. Chociaż tak naprawdę wątpiła, czy uda jej się go w ogóle ukończyć, dopasowując ostatni fragment. Nie tylko nie wiedziała, czy zabawi tutaj na tyle długo, ale też Laufey nie wyglądał na kogoś, kto zwykł ukazywać swoją ostatnią kartę, prędzej zachowując ją w tajemnicy i tylko podsycając ciekawość.
        Za to w Trytonii miała duży kłopot ze skupieniem. Najpierw zupełne niespodziewane przenosiny i próba rozeznania się w czasie i przestrzeni, później dobiegające zewsząd zapachy dorszów, tuńczyków, łososi, turbotów, makreli… wszystkie pachnące i śmierdzące na przemian, uparcie zmuszając nos złodziejki do marszczenia się, gdy próbowała zlokalizować źródła woni i rozdzielić je na te, które koniecznie musi odwiedzić od tych, od których należy trzymać się z daleka, a najlepiej rozwalić w pył stoisko kupca, który ośmiela się handlować nieświeżymi rybami. Hańba!
        A później mocniejszy chwyt, który na nowo spiął kocie mięśnie. Kimiko mruknęła niezadowolona, przez moment święcie przekonana, że znów znikną, i dała żartownisiowi kuksańca łokciem, rozluźniając się dopiero na mruczenie nad uszkami. Na widok szerokiego uśmiechu Dagona sama uśmiechnęła się pod nosem, prychając jeszcze z rozbawieniem i swobodnie już kontynuując spacer u boku diabła.
        Z lekko pochyloną głową, jakby patrzyła wciąż pod nogi, słuchała jak lekko odpowiadał na jej pytania. Z charakterystyczną dla niego arogancją niemal wprost przyznawał się do wszystkiego, co mu niemo zarzucała, a po niej oczywiście to spływało, bo niby dlaczego miała by teraz zacząć się lękać bandyty z piekła rodem. Jakby wcześniej się nie domyślała… Zwyczajnie zdrowy rozsądek opuścił ją chyba gdzieś za altaną demarskiego ogrodu przy Jaskini i wciąż się gdzieś szlajał, pozostawiając złodziejkę bezbronną i podatną na pokusy wszechobecnych kłopotów, które aż prosiły się, by się w nie wpakować. Cóż… w porządku.
        Uniosła głowę, mrużąc nieznacznie oczy przed zachodzącym słońcem, które jednak wciąż śledziła zielonymi ślepiami, mrugając tylko leniwie, gdy nawet maksymalnie zwężone kocie źrenice drażnione były jasnym światłem. Ale widok był malowniczy; chyba jeszcze nigdy nie widziała zachodu słońca nad morzem – piękny.
        - Hm, z tego co widziałam to i ciebie znają – mruknęła, zerkając na niego kątem oka, karcącym spojrzeniem komentując drwinę. Całkiem śmieszną nawet, gdy ubraną w jej konspiracyjny szept. Wcale tak nie brzmi!
        - Skoro ludzie zwracają się do ciebie o pomoc to musisz być ważny. A oni nieco zdesperowani swoją drogą, bez urazy – dodała szybko z psotnym uśmiechem, nim znów odwróciła spojrzenie na bezkresne morze i zmarszczyła lekko brwi. – Czy raczej niewiele osób wie dokładnie, kim jesteś?
        Kimiko nie spojrzała w tym momencie na Laufeya, ale uważnie słuchała, jak zawsze. Sama ciągle się zastanawiała, czy wciąż wie o nim za mało czy już za dużo i nie będzie to powoli stanowić problemu.
        Tylko momentami horyzont przecinały statki zbliżające się do portu i złodziejka nie mogła się temu napatrzeć. Dagon prowadził ich jednak z dala od wody i Kimiko nie mogła powstrzymać lekkiego uśmiechu plączącego się po ustach, zupełnie bez powodu. Minęli pechowego handlarza i kapitana, swobodnie omijając zgiełk i kierując się do pustych doków.
        Parsknęła cicho śmiechem na niespodziewany komentarz pod adresem miasta i zatrzymała się z Bajerem, opierając o jego bok i zadzierając głowę, wsparła ją na ramieniu mężczyzny.
        - Co jeszcze może mi pan przewodnik opowiedzieć? – zapytała słodko, starając się zachować powagę i tylko śmiejące się oczy zdradzały rozbawienie dziewczyny. – Jakieś zabytki? Kościoły? Klejnoty koronne? – kpiła w najlepsze, wyraźnie dobrze się bawiąc. - Może jakiś targ? Zjadłabym rybkę – zamruczała, a szorstki język oblizał usta.
        Jak zwykle jednak długo na miejscu nie ustała i w końcu wymknęła się z diablich objęć, rozpoczynając niewinne kręcenie się wokół mężczyzny, wodząc wzrokiem za czymś interesującym. Ostatecznie celem panterołaczki okazał się poler, na który wskoczyła zwinnie, okręcając się na stopie z rozpostartymi ramionami i zadartą głową. Dopiero po chwili zatrzymała się, rozglądając niedbale, czy na pewno nikt nie będzie mógł ich podsłuchać i wznowiła rozmowę.
        - Dagon? Gdzie będzie ten bal z aukcją? Wiesz coś więcej?
Avatar użytkownika
Kimiko
Mieszkaniec Sennej Krainy
 
Nagrody: Obrazek
Inne Postacie: Callisto, Leila, Avellana, Sonea, Mathias, Emma, Cat, Lexi, Maia, Ananke, Eva, Rakel, Lena, Rain, Kiki, Astarte, Segen,
Rasa: Panterołaczka
Aura: Czy znajdziesz chwilę by spojrzeć na tę młodziutką i lśniącą aurę ? By poznać jej wyraźnie złote fale. Obejrzeć jej cynowe ławice, przecinające złociste przestrzenie. Czy zechcesz dostrzec promienie szafiru, które przebijają się z pod obecnych barw, niby właśnie otwarte kocie oczy odsłaniane spod powiek. Jeśli tak, zauważysz też, że szafirowe lśnienie zawiera delikatne skazy i niedoskonałości, ale mimo nich błyszczy dzielnie, stawiając im opór. Wokół nie dosłyszysz żadnego dźwięku, ale jego brak uzupełni silna woń zwierzęcej sierści, charakterystycznej dla drapieżnika. W dotyku aura jest aksamitnie gładka, kusząc swoją delikatnością. Nie daj się jednak zwieść, łagodność nie jest jedynym atrybutem tej emanacji, gdyż posiada ona również doskonale zakamuflowane ostre brzegi, a przed zbyt gwałtownym uciskiem bronić się będzie swoją giętkością i twardością, bynajmniej nie słabszymi od początkowej gładkości. Smak jest przede wszystkim lepki, ale znajdziesz w nim też bardzo subtelne iskierki pikanterii i nieśmiałe kwaskowe nutki.
Wygląd: Kimiko jest niewysoką, mierzącą około 165 cm dziewczyną. Swoim wyglądem nie wyróżnia się z tłumu i dopiero, gdy ktoś zwróci na nią większą uwagę może dostrzec piękne rysy twarzy, których nie spodziewałby się u zwykłej złodziejki. Ma prosty nos o ostrej linii i lekko różowe, pełne usta. Ich kąciki wygięte są zazwyczaj tylko delikatnie, dodając jej tajemniczego ... (Więcej)

Poprzednia strona

Powrót do Nowa Aeria

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron