[Gdzieś na pustkowiu] Zbierając armię...


Na równinie rozciągającej się od Mglistych Bagien aż po Pustynie Nanher znajduje się Opuszczone Królestwo, które kiedyś przeżyło Wielką Wojnę. Niestety niewiele zostało z ogromnych zamków i posiadłości tam położonych. Wojna pochłonęła większość ośrodków ludzkich. Dziś znajduje się tam tylko kilka ludzkich siedzib, odciętych od innych miast.

Postprzez Rayla » So wrz 20, 2014 5:56 pm

Los potrafi płatać figle... Jeszcze parę dni temu, zarówno Rayla jak i Carnivean nie mieli zbytnio dużo do roboty, a tu proszę... inwazja na siedzibę jednego z diabłów, który skutecznie zalazł za skórę pokusie... w sumie nie tylko jej... choć w tym przypadku było to wykonane pośrednio. Spośród pozostałej czwórki żadnej jego krwi, znała tylko jedną osobę, upadłą anielicę imieniem Karen. Miała ona swoje powody, by go znienawidzić i delektować się jego głową nabitą na pal, a przynajmniej tak mogła przypuszczać piekielna, inaczej ta nie poprosiłaby jej o pomoc. Co prawda nie wspomniała, o co dokładnie chodziło, ale ze względu na ich znajomość... coś się święciło. Znały się od lat... nawet zdarzyło im się ze sobą przespać, ot cudowne właściwości napojówwysokoprocentowych... ba! Mogły nosić status przyjaciółek... Dwie istoty z piekła rodem o dość nieprzyjemnej, jak dla typowego człowieka, reputacji, a nosiły takie miano... I niech ktoś powie, że Piekło pozbawione jest pozytywnych uczuć.

***


Atak na ich cel wymagać będzie olbrzymich zasobów "ludzkich." Vasir, diabeł stojący wysoko w piekielnej hierarchii, zamieszkiwał naprawdę dobrze ufortyfikowaną twierdzę... oczywiście w Piekle. Mało tego, miał do dyspozycji godną podziwu armię składają się głównie z potępieńców, których liczba szła w tysiące, tego wszyscy mogli być pewni. Obecność innych, "czerwonych" pobratymców również nie była wykluczona, więc do sforsowania tak dobrze bronionego kompleksu potrzebne były równie olbrzymie siły. Z tego też powodu oprócz własnego mięsa armatniego, składającego się z niegodziwców mających cierpieć katusze w miejscu dla nich przeznaczonym, postanowiono zatrudnić setki najemników.
Odpowiednio wcześnie ogłoszono rekrutację śmiałków gotowych "walczyć choćby i z diabłem"... a to wszystko za odpowiednią opłatą. Ryzyko śmierci było ogromne, lecz zarobki ... kuszące. Problemem byłoby tylko przetrwanie... Oczywiście byle wieśniak z cepem nie mógł nawet słyszeć o czymś taki, bo oferta ta tyczyła się tych lepszych, a co za tym idzie, bardziej zdyscyplinowanych wojaków.

***


Rayla miała mieszane uczucia co do angażowania w to "śmiertelników", ale więcej mięsa to nie mniej. Poza tym, szanse na to, że choć co dziesiąty przetrwa były nikłe. Pokusa widziała w swoim życiu wiele tego typu starć, a raczej rzezi. Śmiertelność w nich była... co najmniej wysoka. Ale, że to nie od niej zależało, kto weźmie w tym udział, to było jej po prostu wszystko jedno.
Na środku zadupia, leżącego w miejscu zwanego Opuszczonym Królestwem, stało kilka namiotów, otoczonych magicznymi barierami. O ile z zewnątrz wydawać by się mogło, że to po prostu tymczasowy obóz jakiś wędrowców, to po jej przekroczeniu aury temu przeczyły. Było to miejsce, gdzie zebrać się miała spora, najemnicza armia. Co jakiś czas pokazywało się tutaj coraz to więcej wojaków, zainteresowanych zarobkiem.
Również plany ataku są jej obce, zebranie ma się odbyć dziś wieczorem, więc do tego czasu zostało jeszcze kilka godzin. Swoją drogą ciekawiło ją to, ilu straceńców podejmie się tej pracy...
Te przemyślenia zostawiła jednak na później, bo właśnie dotarła do namiotu jej przyjaciółki. Jako, iż póki co nikt jej nie towarzyszył, bo straciła upadłego z pola widzenia, miała ją na wyłączność. Nie, nie chodziło pokusie wcale o przespanie się z nią... tylko najzwyczajniejszą w świecie rozmowę.
- Karen? - spytała, po czym podeszła bliżej niej. Była zaniepokojona jedną rzeczą, a mianowicie, nigdy nie widziała jej płaczącej...
Rayla
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
 
Inne Postacie: Darsabelle, Serana, Lyris,
Rasa:
Aura: Nieznana.
Wygląd:

Postprzez Kelisha » So wrz 20, 2014 9:41 pm

Najemnicy są dość specyficzną grupą. Jedni są mniej, inni bardziej lojalni. Jedni lepsi, inni gorsi. Jedni mają nieposzlakowaną opinię, inni są wręcz określani jako wściekłe psy, które trzeba trzymać twardą ręką. W każdym razie wielu najemników o odpowiednio długim stażu znało się z widzenia, z plotek bądź pracowało wspólnie. Szczególnie jeśli wpasowywali się w te same kategorie. Nic więc dziwnego, że w obozie co jakiś czas wybuchał zwyczajny harmider. Najczęściej, gdy pojawiali się nowi przybysze. Czekająca na rozkazy zbieranina zabijała nudę czyszcząc ekwipunek, ostrząc broń i porównując swoje umiejętności. Każdy, kto dopiero dotarł do obozu musiał przejść całą serię powitań, prezentacji towarzyszy, krótkich starć mających określić jego przydatność w boju, a tym samym miejsce w szeregu. I nikogo to w sumie nie dziwiło.

Do obozowiska zbliżało się kilku jeźdźców w pełnym galopie. Ich krzyki, które miały pogonić konie do szybszego biegu były słyszane już z daleka. Co dziwne, trochę z boku biegł co sił w nogach piechur. Konnych było pięciu, czterech mężczyzn i kobieta, druga z kobiet uparcie biegła równolegle do wierzchowców, czasem zostając nieco w tyle. Tuż przed tym, jak cała grupa dopadła namiotów, biegaczka przyspieszyła, by nie wpaść na teren obozu jako ostatnia.
- Mówiłam! Wygrałam! Dałam radę! Dotrzymałam wam kroku! - Kelisha wrzasnęła, ile jej tchu w płucach starczyło. Rumaków było tylko tyle, co siedzących na nich osobników, więc najwyraźniej czarnowłosa przebiegła całą drogę o własnych siłach. Z tym, że nie miała na plecach bagażu, rozłożony został pomiędzy konie.
- Dajcie jej wody, z Meot jedziemy. Dobiegła, cholera jedna, ale zaraz tu padnie. - Rzeczywiście czarnowłosa stała pochylona nisko, oparła dłonie na udach i dyszała, jakby miała zaraz wypluć płuca. Któryś z najemników usłużnie chlusnął w nią wodą z wiadra, co wywołało ogólną wesołość. Panterołaczka parsknęła parę razy, zaskoczona i pogroziła pięścią w losowym kierunku.
- Dajcie się napić, a nie! Ale to też dobre... - Stwierdziła po chwili i bez namysłu przyjęła drugie wiadro z wodą, tym razem podane jej do rąk. Upiła kilka porządnych łyków i zerknęła spod na wpół przymkniętych powiek. Zebrani w pobliżu znali w większości ją lub jej towarzyszy i czekali, kto z najnowszych przybyszów podejmie niewypowiedziane wezwanie i zapoczątkuje powitania. Zadania tego podjął się rosły brodacz, który wciąż siedział w siodle. Podprowadził konia do zmiennokształtnej, odebrał od niej spory a tym samym ciężki pojemnik i pozornie bez najmniejszego wysiłku, powoli, spokojnie wylał jego zawartość na głowę Kelishy. Ta zniosła to cierpliwie, ale gdy tylko ostatnia kropla opuściła wiadro, podniosła wzrok na towarzysza podróży.
- Zabiję cię. - Oznajmiła, a w odpowiedzi inny jeździec rzucił w nią jej płaszczem. Wtedy już najemnicy mogli swobodnie witać się ze znajomymi i zabrać się do znalezienia sobie skrawka miejsca w obozie. Przemoczona panterołaczka chciała jednak jak najszybciej załatwić kwestie formalne, założyła więc płaszcz, naciągnęła kaptur na twarz i wdrapała się na najbliższą beczkę, by wykorzystać ją w charakterze podwyższenia. Włożyła dwa palce do ust, po czym zagwizdała donośnie, przeciągając dźwięk, aż towarzystwo nie uspokoiło się jako-tako.
- Tak lepiej. Kto dowodzi tym burdelem na kółkach i gdzie go znajdę?! Czas się zameldować. - Jakkolwiek głupie by się to nie wydawało, jedyne, co Łapa wiedziała o swojej pracy to, że ryzyko było ogromne, ale też pieniądze dobre. A że była łuczniczką, jej ryzyko i tak było mniejsze niż walczących w zwarciu, więc tyle wystarczyło jej, by zlecenie przyjąć.
Avatar użytkownika
Kelisha
Szukający Snów
 
Inne Postacie: Finua, Ieldarisa, Rakell, Alia, Cętka,
Rasa: Panterołak
Aura: Cynowe ślady łap zaprowadzą cię swoim tropem w ciekawe miejsca. Cała paleta jasnych i dość mocno widocznych barw, kryje się pod osłoną szmaragdowej poświaty. Odsłaniając ów kotarę i zagłębiając się coraz dalej, nabierasz ostrożności. Lepka substancja kolorów ścieka po barachitowych liściach czy twardych pniach drzew, ale w tym gąszczu najlepiej zdać się jedynie na wzrok, bowiem w emanacji wyczuć można obecność jeszcze jednego składnika – żelaza. Formuje się ono na kształt dzikiego zwierzęcia, które stąpa bezdźwięcznie i obserwuje każdego ciekawskiego czytelnika. Będąc blisko zdradza się jedynie intensywną wonią kociego futra. Pantera pokaże ci się według własnego widzimisię albo zaatakuje mierząc od razu na gardło. Ciało rosłego kota jest giętkie, widać to po miękkich krokach czy długim, gnącym się ogonie, lecz futro ma raczej szorstkie. W tej nietypowej dżungli wszystko smakuje słodko i przełamywane jest gorzkim akcentem, który rzadko kiedy staje się słony.
Wygląd: Kelisha mierzy jakieś pięć i pół stopy wzrostu a mimo to dodaje sobie jakiś cal szerokimi obcasami. Jest dość szczupła, choć nie w sposób typowy dla odchudzających się, wątłych panienek. Jej talia jest wyraźnie zarysowana dzięki aktywnemu życiu na świeżym powietrzu i wyrobionym mięśniom. Nie jest nadmiernie silna, ale dzięki wieloletniemu posługiwaniu się łukiem mogłaby ... (Więcej)

Postprzez Carnivean » N wrz 21, 2014 10:42 am

Sam już nie wie co gorsze... Nic nierobienie i zwykłe nudzenie się. Czy odwiedzenie piekła... Mimo tego, że Carnivean należał do szeroko pojętej rasy piekielnych i był upadłym aniołem to nie lubił piekła. No cóż... Ogółem, zważywszy na to że nie lubi tam po prostu przebywać i na to, że ma tam paru wrogów - raczej niechętnie zgodził się, by mieli się tam wybrać. Ale ostatecznie się zgodził.
Przez większość czasu przebywał w pobliżu pokusy. Znał w sumie tutaj tylko ją, a przebywanie wśród najemników, zważając na to, że część z nich w ogóle nie zasługiwała na to by nawet na nich splunąć to nie miał najmniejszego zamiaru wśród nich przebywać. Po prostu się ich brzydził.

Teraz akurat nie przebywał w pobliżu Pokusy, mimo wszystko robiło się to nudne, obserwował sobie z niewielkiej odległości zbliżających się do obozu. W sumie trochę najemników już się tu zebrało i cały czas przybywali nowi. Tak jak teraz. Piątka konnych oraz biegnąca kobieta. Szczerze mówiąc, biegnąca kobieta go zaciekawiła. Po pierwsze - kobieta. Oczywiście nie była pierwszą, jedyną czy najprawdopodobniej też ostatnią z najemniczek które tu przybyły, lub przybędą. Zainteresowało go to, że była pieszo, biegła obok koni. Dotrzymując im nawet tempa. W ostatnim rozrachunku, do obozu nie przybyła ostatnia jako członkini niewielkiej grupki.
Jak to wśród najemników, musieli ją jakoś przywitać, a że poprosiła o wodę - była to okazja dla rozochoconych najemników do oblania jej wodą. Prawdę mówiąc, sam delikatnie się uśmiechnął widząc jak któryś z najemników chlusnął w nią wodą z wiadra. Zapanowała ogólna wesołość, która samemu upadłemu też się udzieliła, chociaż w na prawdę niewielkim stopniu.
Po chwili znowu oblali kobietę wodą, pogroziła im pięścią, chociaż w sumie widać było, że nie kierowała tego do kogoś konkretnego, tylko raczej groziła powietrzu. Śmieszne to nawet wyglądało. Bez jakiegokolwiek wstydu świdrował uważnym spojrzeniem panterołaczkę. Po chwili jednak usłyszał za sobą jakiś męski głos. Odwrócil się i zobaczył wysokiego mężczyznę dzierżącego całkiem spory miecz półtoraręczny.
- Piekielny, może pokażesz nam co umiesz? - Rzucił z uśmiechem na twarzy, za nim stało paru innych mężczyzn, oczywiście nie w takiej odległości, by chcieli uczestniczyć w pojedynku, o który widocznie zabiegał mężczyzna. Była to też dość świeża grupa wśród całej tej najemniczej "armii". Sam Carnivean tylko raz musiał im tutaj zaprezentować swoje umiejętności, było to zanim oni przybyli. Już po pierwszym pokazie nikt nie odważył mu się rzucić wyzwania. Ten jednak o tym nie wiedział. Upadły poczuł na sobie wzrok wielu par oczu. Wstał ( bo siedział na pniu )
- Nie chcę Ci zrobić krzywdy. - Rzucił spokojnie z beznamiętnym wyrazem twarzy, nic nie pokazywał, żadnych emocji.
- Prędzej ja Ci zrobię krzywdę, co? Boisz się? - Tutaj zaczął wydawać odgłos jak kurczak, przy okazji zginając ręce i udając machanie skrzydeł. Oczywista prowokacja, chciał pokazać jaki to on ważny. Carnivean wiedział, że wśród najemników umiejętność walki była ceniona.
Anioł zareagował jedynie śmiechem, podniósł miecz oparty o pień i przyjrzał się mu. Po chwili uniósł go i wyprostował rękę, kierując ostrze w przeciwnika, ostrzu brakowało jedynie paru centymetrów do mężczyzny. Ten się zaśmiał i swoją bronią odtrącił miecz upadłego który wskoczył na pień, bawiąc się chwilę swoim mieczem.
- Zaraz ci pokażę czym jest walka - po czym najemnik rzucił się do ataku. Był szybki i silny, wiedział do czego służy miecz. Ale na upadłym... Nie robiło to większego wrażenia. Z pewnością parował wszystkie ciosy, czekając aż najemnik się zmęczy, powoli jego ciosy robiły się wolniejsze i słabsze, natomiast upadły... Parował ze stoickim spokojem wszystkie jego ataki. W jednej chwili wymierzył jeden cios z góry, zmuszając najemnika do cofnięcia się, ten sparował cios, ale cofnąć się musiał. Piekielny zeskoczył na ziemię, teraz samemu zaczynając serię cięć, wszystkie były szybsze w porównaniu z tymi najemnika. Pierwszych kilka zdołał jakoś nieporadnie zablokować. Później jednak ostrze Carniveana dosięgło najpierw jego boku, przy czym oczywiście nie miał zamiaru robić mu krzywdy, ot tknął lekko jego bok, po czym wykonał błyskawiczny obrót, wymierzając cios łokciem w nos mężczyzny. Ten od razu legł na ziemię.
- Żałosne. - Rzucił tylko, schował miecz do pochwy, po czym odwrócił się plecami i ruszył w stronę namiotów. Usłyszał za sobą ruch i odgłos wyciąganego sztyletu. To najemnik postanowił wbić mu go w plecy. Upadły jednak nie czekał, nim ten wymierzył pchnięcie, chwycił go za dłoń, nie pozwalając mu na chociażby draśnięcie go, pociągnął za dłoń w swoją stronę, delikatnie usuwając się w bok i podstawiając nogę. Mężczyzna wylądował na ziemi. Jednak tym razem piekielny na tym nie miał zamiaru skończyć, wyciągnął miecz z pochwy i butem zatrzymał najemnika na ziemi. Bezpardonowo odciął mu dłoń jednym szybkim cięciem - dla jasności, odciął mu drugą dłoń, czy nie tą którą władał bronią.
- Nigdy więcej tego nie próbuj. - Powiedział znowu beznamiętnym głosem, splunął i odszedł teraz w kierunku namiotów, dłużej się już nim nie interesując.
Ostatnio edytowano Wt paź 07, 2014 9:48 pm przez Tilia, łącznie edytowano 1 raz
Powód: przed i nie stawiamy przecinków
Avatar użytkownika
Carnivean
Błądzący po drugiej stronie
 
Inne Postacie: Cengreth, [*], Jared, [*], Carnivean, [*], Aradisa, Stayer, Srdan, Evanesca,
   Ten gracz nie stworzył jeszcze postaci.

Postprzez Alaric » N wrz 21, 2014 12:08 pm

Motywy kolejnej wojenki między piekielnymi były mu nieznane i jeśli miał być szczery, obojętne. W swoim życiu poznał już kilka istot pochodzących z piekła, a tam potrafili dać sobie w pysk z naprawdę błahych powodów, z oddychaniem ich powietrzem na czele. Jedyne co mógł spekulować to fakt, iż tym razem chodziło o coś więcej niż tylko krzywe spojrzenie. W przeciwnym wypadku Uriel nie zaprosiłby go do zabawy. Alaric znał tego łowcę dusz całkiem nieźle, gdyż delikatnie wyróżniał się na tle całej rasy. Pomijając całą tą złą otoczkę, która słusznie mu towarzyszyła, potrafił on trzymać szereg i wykonywać rozkazy, co było niemalże ewenementem wśród jego pobratymców. "Nie oceniaj książki po okładce" - to przysłowie sprawdzało się tutaj idealnie.
Wąpierz udał się do wyznaczonej strefy, gdzie miała mieć miejsce mobilizacja całej tej najemnej hołoty, bo osób zainteresowanych niezłym zarobkiem raczej nie braknie. Fakt, że większość z nich tego nie przeżyje to inna sprawa. Konflikty piekielnych zawsze były krwawe, więc to nie trudno było wywnioskować. Pytanie brzmiało, dlaczego Opuszczone Królestwo? Czyżby znajdowała się tu jakaś siedziba, którą mieli zdobyć? I dlaczego, w większości, ludzie a nie typowe pachołki, których w krainie wiecznych cierpień było na pęczki? Za samą tą ciekawością był skłonny pofatygować się na to pustkowie.
Rzecz jasna Alaric nie był sam, miał swoją nieumarłą grupę, liczącą dokładnie trzy tysiące trzech żołdaków, nie licząc jego samego. Typowa piechota, wyposażona w miecze obosieczne, włócznie oraz spore, prostokątne tarcze oraz mająca na sobie kolczugi z wzmocnionymi elementami płytowymi na korpusie oraz nogach, od kolan w dół, stanowiła siłę, której nie wolno było lekceważyć. Silni, zdyscyplinowani, dobrze uzbrojeni i nie znający uczucia strachu - prawdziwy ideał żołnierza. Wsparcie od strony magicznej było zapewnione od również martwych czarodziei, specjalizujących się w zaklęciach ochronnych oraz możliwości kontrataku za sprawą znajomości magii ognia. Oczywiście wszyscy oni podlegali jednej osobie, dowódcy, na której przywołanie wąpierz poświęcił nieco czasu. O ile Cień był dobrym nekromantą, to dowodzenie tym co przywołał stanowiło sprawę drugorzędną. Potrzebował kogoś, kto poprowadzi te oddziały do walki, jeśli dogada się ze zleceniodawcami co do ceny, dlatego też włożył wiele wysiłku w to, by była ona w stanie myśleć, jakkolwiek by to nie zabrzmiało. W dużym skrócie, obdarzył tego trupa zdolnością samodzielnego myślenia, w ograniczonym zakresie rzecz jasna. Bunt nie był czymś, co przydałoby mu się w trakcie rzezi. Przy okazji, głównodowodząca wyglądała z zewnątrz na jedyną żywą, oprócz wampira, osobę w całej tej zgrai. Nawet po zdjęciu hełmu wyglądałaby całkiem... ludzko, aczkolwiek wyjątkowo blado. Takie też były efekty zaklęcia. Co innego, że po zranieniu tej persony, zamiast mięsa i krwi, widoczna byłaby jedynie magia w postaci fioletowej esencji...

Po przekroczeniu magicznej bariery, jego zmysł magiczny od razu wyczuł sporą ilość piekielnych aur, wyraźnie wyróżniających się z tłumu najemników. Wojska wąpierza zatrzymały się w miejscu, a odgłos towarzyszący "odstawieniu" tarcz i wbiciu włóczni w ziemię był dosyć spory, więc chcąc nie chcąc, nieumarli zwrócili na siebie uwagę otaczających ich wojowników.
Wampir ruszył w kierunku namiotu Uriela, bo chciał wiedzieć, po co piekielnym ta zbieranina. Nie czuł też żadnego obowiązku przywitania się z tą bandą, bo o zmarłych nie powinno się źle mówić. Z całą pewnością, był sceptycznie do nich nastawiony.
- Może powiesz mi, co tu się do diabła ma wyprawiać? - spytał swojego piekielnego znajomego. Zamaskowany oczekiwał jakichkolwiek wyjaśnień, lecz nie zapomniał się przywitać, jak to miał w zwyczaju. Krótki, aczkolwiek treściwy uścisk dłoni, bo tego wymagała kultura.
Avatar użytkownika
Alaric
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Tarius,
   Ten gracz nie stworzył jeszcze postaci.

Postprzez Rayla » N wrz 21, 2014 2:32 pm

Pokusa podeszła jeszcze bliżej anielicy, po czym przykucnęła centralnie przed nią. Odgarnęła kasztanowe kosmyki włosów, które opadały na jej zalaną łzami twarzyczkę, po czym najzwyczajniej w świecie przytuliła ją do siebie. Musiało to wyglądać co najmniej dziwnie, bo widok Rayli okazującej tego typu uczucia był z pewnością rzeczą niecodzienną, wręcz groteskową. Najwidoczniej nie była całkowicie pozbawiona "dobrych" uczuć... a przynajmniej obserwator takie mógłby odnieść wrażenie.
- Już już... Co się stało? - spytała, gdy ta nieco się wypłakała na jej ramieniu. Chwilę wcześniej zdjęła nawet maskę, by móc rozmawiać z nią dosłownie w cztery oczy, bo mając ją założoną, nie było ich widać.
- Ten sukinsyn... Vasir... porwał moją córkę... - odparła anielica, gdy tylko jako tako opanowała emocje.
Pokusę w tym momencie niemalże zamurowało. Spośród wszystkich rzeczy, których mogła się po niej spodziewać, ta mocno zbiła ją z tropu. Jakoś nie mogła wyobrazić sobie Karen jako troskliwej matki, a tu proszę, była wręcz załamana.
Upadła chciała powiedzieć coś jeszcze, lecz Rayla położyła jej dwa palce na ustach, powstrzymując ją od tego.
- Odbijemy ją, nie martw się - rzekła, po czym chwyciła za kawałek materiału leżący na stole, by otrzeć jej twarz z łez. - A tamtego, jeśli się nie mylę, diabła zabijemy - dodała po chwili, poklepując ją po ramieniu.
Mocno zdziwiła ją obecność nieumarłych, których aurę bez problemu mogła wyczuć. Spodziewała się typowego, ludzkiego mięsa armatniego, a nie czegoś znacznie lepszego jakościowo. Zaczynało robić się coraz ciekawiej... zwłaszcza, że nowo przybyła, wesoła gromadka była dosyć liczna. Nie chciała zagłębiać się w to dokładnie, ale było ich nie mniej niż dwa tysiące żołdaków.
Pokusa podeszła do stołu, na którym oprócz paru map i innych tego typu taktycznych rzeczy, znajdował się dzban z kilkoma szklankami. Najwidoczniej nikt nie pomyślał o dobrych kieliszkach do wina, ale wypić je można było z obu tych rzeczy. Nalała trunku do szkła, po czym jedno podała anielicy.
- To ci dobrze zrobi - powiedziała, po czym upiła dość spory łyk. Oparła się o stół, po czym w namiocie zapadła cisza.
Rayla
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
 
Inne Postacie: Darsabelle, Serana, Lyris,
Rasa:
Aura: Nieznana.
Wygląd:

Postprzez Kelisha » N wrz 21, 2014 3:15 pm

Już w chwilę po zadaniu pytania Kelisha otrzymała dość szybką i głośną odpowiedź z wielu gardeł jednocześnie. Z ogólnego harmidru zdołała wyłapać jedynie, że powinna szukać piekielnych. Nic więcej nie zdążyła się dowiedzieć, gdyż całe towarzystwo najpierw umilkło, a potem zaczęło szeptać między sobą, zauważywszy pojawienie się nieumarłych. Najemnicy nie wydawali się zachwyceni nowym towarzystwem. Po prawdzie nie wszyscy rozpoznali w pierwszej chwili żywe trupy, ale nawet wśród istot sprzedających swoje życie za pieniądze przewijali się magowie i niesione od jednego do drugiego wieści rozeszły się zaskakująco szybko. Wszystkie oczy obserwowały, jak jeden z "nowych" oderwał się od grupy i ruszył w stronę namiotów. Bez wątpliwości musiał być do dowódca. Każdy żywy chwytał dyskretnie rękojeści broni, nakładał cięciwy lub zwyczajnie poprawiał pasy ze sztyletami. Nawet Łapie ktoś z "jej" grupki konnych podał łuk i kołczan. O ile samą obecność nieumarłych najemnicy zapewne znieśliby bez problemu, to jednak musieli im towarzyszyć nekromanci. A wszyscy zdawali sobie sprawę, że na wyprawie mogą zginać i nikt nie chciał powrócić jako sługa takiego maga.
Gdy tylko dowódca truposzy zniknął z oczu tłumu, rozpoczął się istny chaos. Jedni szykowali się już do zaatakowania najnowszych przybyszów, inni wrzeszczeli, że nie pisali się na takie atrakcje. Kolejni nawoływali do porzucenia całego przedsięwzięcia.
- Łapa? Widzisz tego byczka? Ściągnij go. Znaczy zatrzymaj! - Brodacz, który wcześniej oblał panterołaczkę wodą wspiął się na "jej" beczkę i wskazał przywódcę jednej z grupek, które już szykowały się do "rozmowy" z nieumarłymi. Łuczniczce nie trzeba było powtarzać rozkazu dwukrotnie. Przygotowała się do strzału i posłała strzałę tuż obok broni "byczka", po którą ten sięgał. Ze swojego podwyższenia miała doskonałe miejsce do trafiania ponad tłumem. Brodacz kilkakrotnie próbował krzyknąć, by zaprowadzić porządek, ale nie przyniosło to żadnego rezultatu. Potrzebował więc lepszego bodźca. Bez namysłu jedną ręką przytrzymał zmiennokształtną w miejscu, a drugą szarpnął przez koszulę za jej ogon obwiązany wokół brzucha. Jak łatwo można było przewidzieć zaskoczona Kelisha ryknęła po kociemu, czując gwałtowny ból. Ten dźwięk poskutkował. Większość najemników obróciła się zaskoczona w stronę beczki i zareagowała na kolejny wrzask mężczyzny nawołujący do ciszy.
- Spokój, psubraty! Wyjaśnimy to. - Brodacz zawołał, a zaraz potem nachylił się do ucha wściekłej zmiennokształtnej. - My ich zatrzymamy, a ty leć dowiedzieć się, o co tu chodzi. Wiesz, co trzeba wprowadzić do umowy.
- Wiem. - Dziewczyna odwarknęła tylko i zeskoczyła na ziemię. Od ręki przechwyciła od jednego z towarzyszy swój miecz, choć i tak nie zamierzała z niego korzystać. Łuk przewiesiła przez ramię i zaczęła przeciskać się przez tłum, co nie było wcale aż tak trudne. Co chwilę klęła pod nosem na wszystko wokół. Gdy wreszcie znalazła się na wolnej przestrzeni spojrzała na siebie i omal ją szlag nie trafił. Miała rozmawiać ze zleceniodawcami mokra jak wszyscy diabli, z koszulą klejącą się do ciała i wodą spływającą z włosów.
- Zabiję go. - Wymamrotała jeszcze tylko, po czym rozejrzała się. Niemal natychmiast zauważyła postać o czarnych skrzydłach kierującą się ku namiotom.
- Ej, pierzasty! - Krzyknęła i ruszyła w jego stronę biegiem, jedną dłonią przytrzymując kaptur, by zasłaniał jej oczy. - Do Ciebie mówię. Kto tu dowodzi, bo najemnicy mają z nim do pogadania? Tylko nie mów, że cholerni piekielni, bo coś mnie trafi.
Avatar użytkownika
Kelisha
Szukający Snów
 
Inne Postacie: Finua, Ieldarisa, Rakell, Alia, Cętka,
Rasa: Panterołak
Aura: Cynowe ślady łap zaprowadzą cię swoim tropem w ciekawe miejsca. Cała paleta jasnych i dość mocno widocznych barw, kryje się pod osłoną szmaragdowej poświaty. Odsłaniając ów kotarę i zagłębiając się coraz dalej, nabierasz ostrożności. Lepka substancja kolorów ścieka po barachitowych liściach czy twardych pniach drzew, ale w tym gąszczu najlepiej zdać się jedynie na wzrok, bowiem w emanacji wyczuć można obecność jeszcze jednego składnika – żelaza. Formuje się ono na kształt dzikiego zwierzęcia, które stąpa bezdźwięcznie i obserwuje każdego ciekawskiego czytelnika. Będąc blisko zdradza się jedynie intensywną wonią kociego futra. Pantera pokaże ci się według własnego widzimisię albo zaatakuje mierząc od razu na gardło. Ciało rosłego kota jest giętkie, widać to po miękkich krokach czy długim, gnącym się ogonie, lecz futro ma raczej szorstkie. W tej nietypowej dżungli wszystko smakuje słodko i przełamywane jest gorzkim akcentem, który rzadko kiedy staje się słony.
Wygląd: Kelisha mierzy jakieś pięć i pół stopy wzrostu a mimo to dodaje sobie jakiś cal szerokimi obcasami. Jest dość szczupła, choć nie w sposób typowy dla odchudzających się, wątłych panienek. Jej talia jest wyraźnie zarysowana dzięki aktywnemu życiu na świeżym powietrzu i wyrobionym mięśniom. Nie jest nadmiernie silna, ale dzięki wieloletniemu posługiwaniu się łukiem mogłaby ... (Więcej)

Postprzez Carnivean » N wrz 21, 2014 6:37 pm

Bez problemu wyczuł aurę nieumarłych. Zważając na to, że było ich całkiem sporo i że łatwo było ich przez tu zauważyć, to aż musiał się obejrzeć. Widział poruszenie wśród najemników. Chyba je rozumiał. Po pierwsze - nieumarli to... Nieumarli, on sam ich nie darzył sympatią. Kolejnym aspektem było to, że byli martwi... A kto normalny lubi trupy? W oczach upadłego - nikt. Ostatnia sprawa - idąc na taką małą wojnę, oblężenie, trzeba się liczyć z tym, że można umrzeć... A skoro przybyła mała armia nieumarłych - najprawdopodobniej powołana "do życia" przez jakiegoś nekromantę, co było najbardziej prawdopodobne, była możliwość, że po śmierci podczas jakiejś walki, ten nekromanta poległych "wskrzesi". A nie każdy sobie tego życzy. A nekromanci raczej na to nie zważają.
Tak oglądając się na nieumarłych, zauważył zmierzającą w jego kierunku osobę z kapturem na głowie. Zakrywała twarz. Usłyszał głos, kobiecy. Zmarszczył brwi i poczekał aż nieznajoma się zbliży. Czekając uważnie zlustrował ją spojrzeniem. Była cała mokra, koszula kleiła się do ciała, woda spływająca z włosów. No, no... Kiedy już była wystarczająco blisko, od razu szybkim ruchem zrzucił jej kaptur z głowy. Wbijając pewne spojrzenie w jej twarz, głównie oczy.
- Najemniczka. - Rzucił z kpiną wyczuwalną w głosie. - Cholerni piekielni. - Prychnął, w sumie... Sam był piekielnym. - Z jednym właśnie rozmawiasz. - No co? Mogła go uznać za niebianina! Miał skrzydła nie? Co z tego, że czarne? I co z tego, że niebianie raczej nie byli najemnikami?
- A dowodzi jakichś czterech patałachów. Nie interesują mnie. - Powiedział, w sumie wiedział, że są tutaj gdzieś w obozie. Nic więcej. On raczej większość czasu spędzał na siedzeniu w samotności, ewentualnie rozmowie z Raylą. Nie potrzebował niczego więcej.
Wskazał ostrzem miecza jeden z namiotów. - Tam chyba są. - Dodał, wzruszając ramionami. Stał tak wbijając w nią znowu świdrujące spojrzenie. Namiot w którym aktualnie przebywała piekielna razem z upadłą anielicą, jak przynajmniej podejrzewał. Ruszył w tamtym kierunku, spodziewając się, że najemniczka podąży za nim, w końcu ten sam kierunek.
Avatar użytkownika
Carnivean
Błądzący po drugiej stronie
 
Inne Postacie: Cengreth, [*], Jared, [*], Carnivean, [*], Aradisa, Stayer, Srdan, Evanesca,
   Ten gracz nie stworzył jeszcze postaci.

Postprzez Alaric » N wrz 21, 2014 8:55 pm

- Niestety, ale obowiązuje mnie klauzura milczenia, a przynajmniej do wieczora - odparł łowca dusz na pytanie nieumarłego. - Ale możesz mi wierzyć na słowo, zabawa będzie przednia. Dobrze więc, że wziąłeś ze sobą te blaszane towarzystwo. Z pewnością się przydadzą - dokończył swą sentencję.
- Mhm - skwitował krótko. Nie miał nic więcej do dodania, bo samo zmuszenie go do wygadania się odnośnie tego zajęłoby mu więcej czasu niźli było do zmroku. Czy tego chciał czy nie, był zmuszony do łaskawego poczekania, aż jakiś wielce wielmożny hrabia uchyli rąbka tajemnicy i powie, na co się wszyscy mieli porwać. Nie żeby nie lubił niespodzianek, ale co do tej miał po prostu złe przeczucia. W końcu rozmowa była na piekielnym poziomie, prawda? - To może chociaż powiesz mi, kto dowodzi tym burdelem? - Dobrze by było wiedzieć, kto byłby jego ewentualnym dowódcą, bo miał już parę nazwisk osób, które z chęcią by zignorował. Nie żeby pisał się od razu na tę samobójczą misję, ale nigdy nie wiadomo, czy nagroda nie skusiłaby i jego.
- W teorii jest to czwórka piekielnych, trzech diabłów i upadła anielica. W praktyce dwóch zapewni wojsko, lecz za bardzo trzęsą portkami, by zjawić się osobiście. Ostatni z całej świętej trójcy pojawi się wtedy, gdy przyjdzie czas na wyjaśnienia. Co do skrzydlatej, Karen, jest w namiocie na lewo od tego. Dość spory, z czerwonymi symbolami po obu stronach wejścia, nie sposób go przegapić. - No cóż, przynajmniej to nie stanowiło kolejnej wielkiej tajemnicy... - Tylko jedna sprawa zanim do niej pójdziesz, uważaj na słowa. Ostatnim razem jak ją widziałem, to nie była w najlepszej kondycji, a wkurzyć jej byś nie chciał.
- Spokojna głowa, podobno jest strasznie czarującą osobą... - W żadnym wypadku sobie nie schlebiał... ot drobna ironia. Jako, iż póki co nie mieli niczego innego do obgadania, Alaric miał zamiar udać się w miejsce przez niego wyznaczone. Liczył, że ta cała Karen okaże się bardziej skora do rozmowy. W końcu przywlókł on tu największą gromadę "najemników."

Oczywiście życie nie należało do najprostszych i wszystko musiało się odrobinę skomplikować, a to za sprawą ogólnej zmiany nastroju panującej w obozie.
- Sytuacja robi się nieco napięta. Jakie rozkazy w razie agresji ze strony najemników? - spytała telepatycznie osoba odpowiedzialna za dowodzenie jego nieumarłymi.
- Zabić. Najwyżej będziemy dysponować paroma trupami więcej. - No cóż, Cień nie należał do osób, które miał w zwyczaju patyczkowanie się z osobnikami niewartymi uwagi. Jeśli stanowili przeszkodę, należało ich usunąć. Poza tym... byli więcej warci jako martwy oddział, gdyż mieliby większą skuteczność w boju. Na ich szczęście nikt nie płacił wąpierzowi za takie myślenie, więc nie miał zamiaru przerabiać wszystkich żywych istot na kolejnych żołnierzy, o ile te nie dadzą mu dobrego powodu.
- Wedle rozkazu. - Odpowiedź była krótka, ale innej się nie spodziewał.
Póki co, nieumarli z powrotem podnieśli z powrotem swe tarcze, po czym zacisnęli ręce mocniej na włóczniach. Obrócili się też w stronę najemników... i to by było na tyle z ich działań, przynajmniej na razie. Wszystko zależało od postawy ich ewentualnych przeciwników, ale osąd należy do nieumarłej kobiety, która sprawiała wrażenie, że dowodziła nimi.
- Jeśli chcecie nas zaatakować, proszę bardzo, ale to oznacza wasz koniec - powiedziała, po czym wyszła przed szereg, stając bliżej tych bardziej napalonych na niepotrzebną walkę. Podniosła nawet przyłbicę, zaś z jej wyglądu nie szło wywnioskować jej prawdziwej natury.

Sam wampir zmierzał właśnie do namiotu wskazanego przez Uriela. Z resztą, nie tylko on, bo w tym samym kierunku zmierzał kolejny przedstawiciel piekła w postaci upadłego anioła. Specjalnie się mu nie przyglądał, bo po co? Bardziej go zastanawiała obecność pokusy wewnątrz miejsca, gdzie miał natrafić na Karen. Czyżby przybył w nieodpowiednim momencie? Jeśli miał kierować się stereotypami, to jego myślenie było jak najbardziej uzasadnione.
Avatar użytkownika
Alaric
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Tarius,
   Ten gracz nie stworzył jeszcze postaci.

Postprzez Rayla » Pn wrz 22, 2014 7:21 pm

Pokusa póki co nie odzywała się, bo o "fachowym" pocieszaniu pojęcia nie miała. Całą swoją troskę zawarła w poprzednich słowach, bo nie zwykła do tego typu sytuacji. Powiedzmy sobie szczerze, Rayla nie należała do osób, który był dobre w te klocki. W końcu nie bez przyczyny uchodziła za diablicę... z ukierunkowaniem na męski odpowiednik. Rzecz jasna zostało jej nieco rozpusty, ale w końcu taka była natura piekielnych...
Przy okazji zerknęła jeszcze na i tak niekompletne plany ataku na fortecę tego całego Vasira. Wybitnym strategiem nie była, w zasadzie nie miała o tym pojęcia, ale miała mieszane uczucia co do tego przedsięwzięcia. Czego jak czego, ale fortyfikacje miał przednie, bez dwóch zdań. Do zdobycia tego przyda się solidna armia, więc miała nadzieję, że mieli coś więcej niż tylko bandę najemników połączoną z większym oddziałem truposzy. Swoją drogą, do tych drugich była nastawiona pozytywniej. Nieumarli charakteryzowali się większą dyscypliną niż na w większości ludzka hołota, zaś walczyć mogli skuteczniej, bo trudniej ich posłać ponownie w zaświaty, a zmęczenia nie odczują. Wszelkie uczucia były również wykluczone, więc skuteczność gwarantowana.
- Będę na zewnątrz... - powiedziała do anielicy, po czym poklepała ją delikatnie po ramieniu. - Gdybyś chciała porozmawiać, daj znać. - Karen mogła prowadzić dialog za pomocą telepatii, poza tym musiała mieć co najmniej paru swoich podwładnych tutaj, więc to nie powinno być problemem.
Wyszła z namiotu, do którego najwyraźniej zmierzała trójka osób. Carniveana rozpoznała od razu, bo jakżeby inaczej? Pozostałej dwójki nie kojarzyła, najwidoczniej musieli przybyć dość niedawno. Zmiennokształtna nie zainteresowała ją nadto... chyba, że zbliży się jeszcze bardziej, wtedy oceni dokładnie i jej urodę. Ot takie przyzwyczajenia. Za to dziwiła ją aura jegomościa nadchodzącego z innej strony... a raczej jej brak. Zazwyczaj każdy wydzielał jakąś aurę, ale nie on. "Interesujące..." Skrzyżowała ręce i stanęła nieopodal wejścia do namiotu, czekając na rozwój wydarzeń.
Rayla
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
 
Inne Postacie: Darsabelle, Serana, Lyris,
Rasa:
Aura: Nieznana.
Wygląd:

Postprzez Kelisha » Wt wrz 23, 2014 7:03 pm

Rozdrażniona Kelisha zrównała się ze skrzydlatym bez większego problemu. Dopiero, gdy była wręcz zbyt blisko, zdała sobie sprawę, że powinna jednak utrzymać pewien dystans. Niewysoka, przemoczona i zdenerwowana traciła wiele ze swojej zwyczajowej godności. Zanim zdążyła zareagować, anioł zerwał jej kaptur z głowy jednym ruchem i miał doskonałą okazję, by przyjrzeć się jej bądź co bądź nietypowej twarzy. Zwykle zmiennokształtna wytrzymałaby jego spojrzenie a pewnie nawet pozwoliłaby sobie na pyskówkę, jednak bez kojącego cienia przysłaniającego oczy nie czuła się już tak pewnie. Niemal natychmiast odwróciła wzrok i przymknęła powieki, by zakryć kocie źrenice. Na słowa, jak się okazało, piekielnego odpowiedziała tylko cichym zgrzytaniem zębami. Resztki dumy nie pozwoliły jej zasłonić od razu twarzy, ale pokryte futrem uszy przylegały ciasno do czaszki, by nie rzucały się tak bardzo w oczy. Wzrok podniosła dopiero, gdy wskazał jej właściwy namiot.
- Dziękuję... panie. - Mruknęła w stronę pleców anioła, bez choćby śladu pokory w głosie. Ostatnie słowo wręcz niemal wypluła. Przypięła do pasa pochwę z mieczem, na którym dotąd zaciskała kurczowo palce, próbując powstrzymać złość. Zanim ruszyła śladem przypadkowego przewodnika, odetchnęła kilka razy głęboko, by się uspokoić, jednak niewiele to dało.
Panterołaczka na skraju wybuchu szła szybko i zdecydowanie, nieświadomie stąpając na samych palcach  i przesadnie kręcąc biodrami. Ot, drobny skutek uboczny zbyt wielu zwierzęcych cech. Chciała jak najszybciej zakończyć sprawę z nieumarłymi. Nie tylko dlatego, że była zmęczona i z wytęsknieniem czekała na odrobinę spokoju oraz łyk wina z bukłaka przytroczonego do siodła jednego z jej kompanów. Zwyczajnie aż za dobrze wiedziała, że zaledwie kilku rozochoconych najemników wystarczyło, aby podburzyć pozostałych. Może nie rzuciliby się na armię truposzy... choć z drugiej strony na brak idiotów najemnicza brać nigdy nie narzekała. I wszystkich powinno osadzić w miejscu dodanie do umowy kilku drobnych szczegółów. W każdym razie Łapa wyminęła skrzydlatego i zrównała się z kolejnym jegomościem kierującym się ku wskazanemu namiotowi tuż przed swoim celem. Na kobietę, która wyszła ze środka najemniczka nie zwróciła uwagi.
- Z drogi! - Kelisha niemal warknęła, chwyciwszy mężczyznę za ramię, by odepchnąć go na bok. W tej samej chwili czułe zmysły zwierzołaczki wychwyciły bardzo specyficzną woń. Ostry zapach drapieżnika znacznie groźniejszego od niej samej. Zmiennokształtna odskoczyła jak oparzona niemal natychmiast. Przed wampirami czuła zdrowy respekt, jak sama to określała. Z gardła wyrwało jej się niskie warknięcie a palce bezwiednie zacisnęły się na łuku przewieszonym przez jej ramię. Powiodła spłoszonym wzrokiem po towarzystwie i zatrzymała je dopiero na kobiecie stojącej obok namiotu.
- Ty tu dowodzisz?! Nie było mowy o nieumarłych. Mówię w imieniu najemników. Nie podoba nam się to. Jesteśmy gotowi odejść choćby teraz. Chrzanić truposzy! Tam są nekromanci. Nie będziemy walczyć, ani nie zostaniemy tu ani chwili, jeśli nie będziemy mieli pewności, że każdy z nas, kto zginie, pozostanie martwy. - Wyrzuciła z siebie nie czekając nawet na odpowiedź. Jej determinacja, by załatwić sprawę jak najszybciej wzrosła, gdy tylko poczuła wampira. - Przeżyjemy jakoś te trupy, nawet pijawki kręcące się po obozie. Ale musimy mieć pewność, że żaden z naszych nie będzie służył cholernym nekromantom. moi towarzysze jeszcze jakoś trzymają resztę w ryzach, ale tu zaraz będzie jatka!
Panterołaczka co jakiś czas strzelała oczami na boki podczas wypowiedzi. Jedynym, co powstrzymywało ją przed wściekłym wymachiwaniem ogonem na boki był sznur, którym przywiązała ów do brzucha. Ale delikatnej sierści z nerwów pokrywającej powoli jej dłonie nie była już w stanie ukryć. Jedno spojrzenie w stronę najemników potwierdzało jej słowa. Raptem kilku ludzi i nieludzi zachowało zimną krew i powstrzymywało resztę przed samobójczym atakiem na rzeszę żywych trupów lub ucieczki. Co jakiś czas słychać było na przemian zawołania to wzywające do walki bądź porzucenia zlecenia, to okrzyki nakazujące spokój i odczekanie jeszcze kilku chwil.
- Ktokolwiek nam płaci, niech zmusi dowódcę tego gnijącego motłochu do przyrzeczenia nam, że jesteśmy bezpieczni z ich strony, a przyjmiemy tą umowę. I niech, na wszystkich diabłów, zejdą nam z oczu!
Avatar użytkownika
Kelisha
Szukający Snów
 
Inne Postacie: Finua, Ieldarisa, Rakell, Alia, Cętka,
Rasa: Panterołak
Aura: Cynowe ślady łap zaprowadzą cię swoim tropem w ciekawe miejsca. Cała paleta jasnych i dość mocno widocznych barw, kryje się pod osłoną szmaragdowej poświaty. Odsłaniając ów kotarę i zagłębiając się coraz dalej, nabierasz ostrożności. Lepka substancja kolorów ścieka po barachitowych liściach czy twardych pniach drzew, ale w tym gąszczu najlepiej zdać się jedynie na wzrok, bowiem w emanacji wyczuć można obecność jeszcze jednego składnika – żelaza. Formuje się ono na kształt dzikiego zwierzęcia, które stąpa bezdźwięcznie i obserwuje każdego ciekawskiego czytelnika. Będąc blisko zdradza się jedynie intensywną wonią kociego futra. Pantera pokaże ci się według własnego widzimisię albo zaatakuje mierząc od razu na gardło. Ciało rosłego kota jest giętkie, widać to po miękkich krokach czy długim, gnącym się ogonie, lecz futro ma raczej szorstkie. W tej nietypowej dżungli wszystko smakuje słodko i przełamywane jest gorzkim akcentem, który rzadko kiedy staje się słony.
Wygląd: Kelisha mierzy jakieś pięć i pół stopy wzrostu a mimo to dodaje sobie jakiś cal szerokimi obcasami. Jest dość szczupła, choć nie w sposób typowy dla odchudzających się, wątłych panienek. Jej talia jest wyraźnie zarysowana dzięki aktywnemu życiu na świeżym powietrzu i wyrobionym mięśniom. Nie jest nadmiernie silna, ale dzięki wieloletniemu posługiwaniu się łukiem mogłaby ... (Więcej)

Postprzez Alaric » Wt wrz 23, 2014 10:21 pm

Rozpychająca się na wszystkie strony istotka nieco zbiła go z tropu. Wampir był święcie przekonany, że miejsca do poruszania się po obozie starczyłoby dla wszystkich, zaś zmiennokształtna udowodniła mu, że się mylił. Skąd wiedział, kim ona była? To proste! Potrafił całkiem nieźle czytać aury, zaś odczytanie takowej tej kobitki nie stanowiło żadnego wyzwania. Może i próbowała ukryć swoje pochodzenie poprzez strój, lecz aspekt magiczny był po prostu zaniedbany. Nie była to jego sprawa, w końcu sam po części maskował się poprzez swą magiczną błyskotkę oraz maskę. W końcu człowiek istota prosta, a skoro widok paru nieumarłych budzi w nim tak skrajne emocje, to po co dokładać do tego jeszcze krwiopijcę? Ach ta ksenofobia... Swoją droga, ciekawa była reakcja kobiety, bo odskoczyła od niego jak porażona. Czyżby jej czuły nosek coś zwęszył? Oj, jak mu przykro się zrobiło... prawie. Ach ci wredni nieumarli...
Chwilę później i on dotarł pod namiot dowódcy, z której jak na zawołanie wyszła całkiem nieźle uzbrojona pokusa. Widok dość niecodzienny, bo ta rasa należała do tych bardziej pokojowych, jeśli spojrzeć na to od strony czysto militarnej. Widok walczącej diablicy był dość rzadki. Z reguły zajmowały się one sprowadzaniem zguby na dusze śmiertelników w nieco przyjemniejszy sposób aniżeli ścięcie głowy czy też solidna porcja tortur. Nie żeby ją oceniał, bo nie miał do tego prawa. W końcu nie piastował on żadnego stanowiska sędziowskiego o uprawnieniach wykraczających poza terytorium danego państwa.
Przysłuchiwał się żalom zmiennokształtnej, próbując zachować należytą powagę i nie wybuchnąć gromkim śmiechem, co było trudne, aczkolwiek wykonalne. Zabrał głos dopiero po tym, jak raczyła ona skończyć swą wypowiedź. Przerywanie byłoby wyjątkowo nieuprzejme.
- Po pierwsze, na gnicie to już za późno. Przypuszczałbym nawet, że są czystsi od części waszego najemniczego towarzystwa. Po drugie, tak długo jak sami ich nie zaatakujecie, jesteście bezpieczni. W razie agresji mają święte i niezbywalne prawo, by się bronić. Na ich miejscu zrobilibyście to samo. I nie, bez konsultacji z dowództwem nie ruszą się ani na krok, więc nie licz na to, że łaskawie zejdą wam z oczu, bo zaczynacie robić pod siebie. - Alaric zaczął, w pewnym sensie, odpierać zarzuty adresowane do jego wesołej, nieumarłej gromadki. - Chcecie odejść? Droga wolna. Przynajmniej nie będziecie pałętać się pod nogami prawdziwych specjalistów w dziedzinie wojennej. Każdy z nich jest wart więcej niż cała gromadka z waszego zawszonego towarzystwa. - Wampir nie należał do osób, który ot tak godził się na spełnianie próśb takich miernot. Jeśli ostatecznie dogadają się co do ceny, a sytuacja zmusi go do powołania trupów ze świeżo poległych wojowników, zrobi to bez wahania. Oczywiście oni nie musieli o tym wiedzieć. Oprócz tego nie miał zamiaru przemieszczać swoich wojsk gdzie indziej, a tym bardziej spełniać kardynalne zachcianki ludzi. Przyszli tu zarobić przy pomocy miecza, ale skoro brak im odwagi i zapału do walki, to równo dobrze mogłoby ich tu nie być. Na oko stanowili oni połowę liczebności tego obozu, choć wszyscy zapewne jeszcze nie przybyli, lecz w regularnej walce nie mieliby szans z nieumarłymi.
- Szczegółów dowiecie się wieczorem - tu spojrzał wymownie na piekielną stojącą przy wejściu do namiotu. - Ale jeśli tak bardzo pali wam się do walki z nami, to gwarantuję przepiękną rzeź. My nie stracimy nikogo, za to wy zasilicie nasze szeregi. - W interesie zmiennokształtnej leżało, by nie dopuścić do takiego rozwoju wypadków.
- Chcecie zarobić? To przestańcie dąsać się i płakać jak banda dzieciaków. Wybór należy do was. - Póki co nie miał nic więcej do dodania.
Avatar użytkownika
Alaric
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Tarius,
   Ten gracz nie stworzył jeszcze postaci.

Postprzez Rayla » Wt wrz 23, 2014 10:41 pm

Pokusa stała i wysłuchiwała biadolenia kobiety z lekkim uśmieszkiem na ustach. Skoro dziecina nakręciła się dość mocno, to nie chciała przerywać dziewuszce jej jakże "ważnego" przemówienia. Szczerze to średnio ją obchodziło to, o czym tak cały czas biadoliła. W jej oczach była jak dziecko, któremu ktoś zabrał zabawkę i teraz przyszło poskarżyć się rodzicom. Rayla sama bardziej ceniła sobie świeżo przybyły, nieumarły oddział aniżeli tych wszystkich najemników razem wziętych. Trup jak to trup, może i nie był bystry, ale w walce wart znacznie więcej. Szczerze mówiąc, gdyby to od nie zależało, to chciałaby ich wszystkich zamienić w tego typu "stworzonka." Martwi byli więcej warci... i mniej problematyczni. Na ich szczęście nie miała w tej kwestii nic do powiedzenia.
Gdy tylko nieznajomy wdał się w dyskusję, piekielnej omal szczęka nie opadła. Musiała przyznać, miał gadane. Całkiem nieźle poradził sobie z tym, co głosiła zmiennokształtna, bo to wywnioskowała z jej aury. Kto wie, może jego słowa dałyby tej bandzie kretynów do myślenia, choć po cichu liczyła na rozwiązanie tego "problemu" przy użyciu siły. Przynajmniej miałaby na co popatrzeć.
- Ja tu nie dowodzę, ale osoba znajdująca się w namiocie już tak - powiedziała, gdy ich dyskusja na chwilę się zawiesiła. W gruncie rzeczy nie musiała nawet niczego do tego dodawać, wszystko zostało ujęte całkiem jasno. - Ale spróbuj tylko odezwać się do niej takim tonem to gwarantuję, że połamane kończyny będą najłaskawszą rzeczą, jaką bym ci zrobiła - dodała jeszcze takie malutkie ostrzeżenie dla obojga z nich.
Rayla
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
 
Inne Postacie: Darsabelle, Serana, Lyris,
Rasa:
Aura: Nieznana.
Wygląd:

Postprzez Kelisha » Śr wrz 24, 2014 2:04 pm

Trzeba przyznać, że przemoczona panterołaczka wyglądała bardziej komicznie niż groźnie. Mimo rozdrażnienia musiała przyznać sporo racji i truposzowi i piekielnej. Konieczność wysłuchania ich odpowiedzi dała Kalishy odrobinę czasu na uspokojenie się. Schowała dłonie pod płaszcz, gdzie wciąż to zaciskała pieści, to powoli rozluźniała palce. Odetchnęła kilka razy głęboko, po czym zrobiła krok w stronę namiotu swojego chlebodawcy i zatrzymała się. Sytuacja, która miała miejsce chwilę temu uprzytomniła jej, że nie powinna tego robić. Nadal była rozdrażniona, co źle wróżyło rozmowie.
- Ja jestem od wykonywania rozkazów, nie dyplomacji. Diabli! - Szepnęła sama do siebie, a chwilę później skinęła głową Pokusie. - Dziękuję za informację i... ostrzeżenie. Doceniam.
Zmiennokształtna odetchnęła znów głęboko, warknęła jakby sama na siebie a następnie obróciła się zdecydowanym ruchem do wampira a nawet podeszła nieco bliżej, choć wyraźnie wolałaby być jak najdalej od niego.
- Wybaczcie mój język, panie... - Głos Łapy był wyraźnie niższy i bardziej chrapliwy niż wcześniej, choć dokładała wszelkich starań, by panować nad sobą. Dłonie trzymała za plecami, by nie korciło jej do nerwowego chwytania za broń, choć zaciskała pięści tak mocno, że chwilami drżały nawet jej ramiona. Oj, wyraźnie nie kochała krwiopijców. - Nie chciałam... urazić. Wolałabym nie wciągać w całą tą sytuację naszych dowódców. Wszyscy chcemy tylko wykonać naszą pracę. Nam, najemnikom, zależy tylko na pewności, że ci z nas, którzy polegną, pozostaną martwi. Byłabym... niezwykle wdzięczna, gdybyś porozmawiał z tym, kogo słuchają nekromanci. Namyślcie się, jakie są wasze warunki, dogadamy się. Zaczekam na odpowiedź tu, lub wystarczy zapytać któregoś żywego najemnika o Łapę, znajdzie mnie. Wiem dobrze, jak się skończy, jeśli dojdzie do walki i chcemy tego uniknąć. Bardzo chcemy tego uniknąć.
To, jak bardzo Kelisha męczyła się, usiłując zachować spokojny ton i pozory dobrej woli było aż nadto widoczne. Ale starała się, co mogło świadczyć, że rzeczywiście zależało jej na załatwieniu sprawy bez rozlewu krwi.
W międzyczasie najemnicy jakby się nieco uspokoili. Sytuacja wciąż była napięta, broń trzymali w pogotowiu i zerkali nieprzychylnie na nieumarłych. Ale okrzyki były coraz rzadsze, jakby rzeczywiście wreszcie do wszystkich dotarło, że należy zaczekać.
Avatar użytkownika
Kelisha
Szukający Snów
 
Inne Postacie: Finua, Ieldarisa, Rakell, Alia, Cętka,
Rasa: Panterołak
Aura: Cynowe ślady łap zaprowadzą cię swoim tropem w ciekawe miejsca. Cała paleta jasnych i dość mocno widocznych barw, kryje się pod osłoną szmaragdowej poświaty. Odsłaniając ów kotarę i zagłębiając się coraz dalej, nabierasz ostrożności. Lepka substancja kolorów ścieka po barachitowych liściach czy twardych pniach drzew, ale w tym gąszczu najlepiej zdać się jedynie na wzrok, bowiem w emanacji wyczuć można obecność jeszcze jednego składnika – żelaza. Formuje się ono na kształt dzikiego zwierzęcia, które stąpa bezdźwięcznie i obserwuje każdego ciekawskiego czytelnika. Będąc blisko zdradza się jedynie intensywną wonią kociego futra. Pantera pokaże ci się według własnego widzimisię albo zaatakuje mierząc od razu na gardło. Ciało rosłego kota jest giętkie, widać to po miękkich krokach czy długim, gnącym się ogonie, lecz futro ma raczej szorstkie. W tej nietypowej dżungli wszystko smakuje słodko i przełamywane jest gorzkim akcentem, który rzadko kiedy staje się słony.
Wygląd: Kelisha mierzy jakieś pięć i pół stopy wzrostu a mimo to dodaje sobie jakiś cal szerokimi obcasami. Jest dość szczupła, choć nie w sposób typowy dla odchudzających się, wątłych panienek. Jej talia jest wyraźnie zarysowana dzięki aktywnemu życiu na świeżym powietrzu i wyrobionym mięśniom. Nie jest nadmiernie silna, ale dzięki wieloletniemu posługiwaniu się łukiem mogłaby ... (Więcej)

Postprzez Alaric » Śr wrz 24, 2014 9:37 pm

Jakoś powstrzymał się od skomentowania pierwszych słów zmiennokształtnej, bo musiałby naubliżać najemnikom jeszcze bardziej. Bo w końcu najlepiej było posłać kogoś, kto nie ma bladego pojęcia o jakichkolwiek negocjacjach. "Ach ci ludzie..." Naprawdę, dobór słownictwa do opisania tego zjawiska byłby wyjątkowo nieelegancki i uznany za wyjątkowo wulgarny nawet wśród tej jakże wspaniałej "grupy społecznej." Czyżby wśród nich naprawdę nie było kogoś z lepszą gadaną? Nie żeby szło jej w tym aspekcie aż tak źle, ale ktoś musiał przecież trzymać tamte towarzystwo w ryzach. W końcu bez przywódcy nie byłoby najemniczych kompanii, bo pretendenci do objęcia władzy nad takowymi skoczyliby sobie do gardeł, czego skutkiem byłby totalny rozłam organizacji. W dużym skrócie, na pewno był tam ktoś zdolny do prowadzenia wszelkich negocjacji... prawda?
- Technicznie rzecz biorąc, kto umrze raz, pozostanie martwym na wieki. Pomijając wyjątkowe sytuacje, gdzie jakiś anioł łaskawie któregoś z was by wskrzesił... To raczej nie wchodzi w rachubę. - Z jakiej perspektywy by nie spojrzeć, nawet ożywiony trup to nadal trup. Może poruszać się jak istota żywa, ale nadal jest zależna od woli przywołującego. Oczywiście liche były od tego wyjątkami, ale na taki stan trzeba było sobie zapracować. Przejść na drugą stronę, zachowując przy tym swój umysł, to nie byle co. Wampiry stawiał poza stawką, bo ci nie powinni być nawet określani mianem nieumarłych. Za dużo łączyło ich z żywymi istotami, ale takie było zdanie Alarica w tej sprawie.
- Wśród tamtego oddziału nieumarłych nie ma żadnych nekromantów. Dwójka magów nie potrafiłaby przywołać nawet jednego malutkiego szkieleciku. Podlegają oni dwóm osobom, z czego z jedną właśnie rozmawiasz. - Nawet nie był pewien, czy wspominał to już wcześniej. Cóż, starość nie radość... - Tak długo jak nie będziecie wchodzić im w drogę, dogadamy się. - A to, że sytuacja może wymagać drastycznych środków to już inna sprawa. Ot drobny szczególik, którego nawet nie warto wspominać. Na pewno będzie o czymś takim wzmianka w umowach, czy coś w tym rodzaju. Tylko od kiedy w załącznikach był dopisek o treści: nie zezwalam na użycie mojego ciała po śmierci? Brzmi niezbyt ciekawie i nieetycznie.
Wąpierz uznał temat za wyczerpany, przynajmniej na razie, więc nie pozostało mu nic innego, jak tylko udać się do namiotu w celu wstępnych negocjacji. Był chyba jedyną osobą, której nie zależało na złocie, lecz nieco bardziej wyrafinowanym towarze, ale to było do uzgodnienia już z upadłą anielicą.
Avatar użytkownika
Alaric
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Tarius,
   Ten gracz nie stworzył jeszcze postaci.

Postprzez Rayla » Pt wrz 26, 2014 7:40 pm

Przysłuchiwała się dialogowi mężczyzny i zmiennokształtnej, przez co na jej twarzy pojawił się mimowolny, iście diabelski uśmieszek. Po głowie chodziła jej jedna myśl, a mianowicie, skoro obydwoje tak dobrze się dogadywali, bo albo pokusie się zdawało, lecz osiągnęli jakieś porozumienie, to może Rayla powinna "wrzucić" ich do jakiegoś namiotu i "zamknąć" go na jakiś czas? No... mogliby dokładniej negocjować pewne warunki i te sprawy... Przy okazji nabraliby do siebie większego zaufania i byli zdecydowanie bardziej zmotywowani do działania... bo to im się przyda na pewno... Nie żeby zaraz miała doprowadzić do narodzin wielkiej miłości i tym podobnych bzdetów, ale odrobina cielesnych uciech jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Taka dobra rada.
- Ach ci najemnicy... - powiedziała jak gdyby do siebie, po czym pokiwała głową z dezaprobatą. Mimo wszystko, z nimi zawsze był jakieś problemy. Zawsze coś się nie zgadzało, a to wypłata nie taka, a to przeciwnik nie ten... aż się rzygać chce. Przynajmniej nie marudzili przy umieraniu, a to już coś. Pozostawało tylko mieć nadzieję, że tak będzie i tym razem.

W międzyczasie zaczęło przybywać tu coraz więcej grupek najemników. Na szczęście nie wszyscy z "nowych" byli takimi siusiumajtkami, którzy obawiali się grupki truposzy. Aż chciała powiedzieć "dzięki bogu", ale jej nie wypadało... cóż, taki żywot piekielnej, na który nie narzekała.
Rzuciła jeszcze krótkie spojrzenie upadłemu aniołowi, który najwyraźniej był znudzony całą tą zabawą w piaskownicy... Ale co mogła na to poradzić? W końcu do właściwej imprezy było jeszcze trochę czasu...
Rayla
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
 
Inne Postacie: Darsabelle, Serana, Lyris,
Rasa:
Aura: Nieznana.
Wygląd:

Następna strona

Powrót do Opuszczone Królestwo

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 4 gości

cron