Zapach deszczu


Na równinie rozciągającej się od Mglistych Bagien aż po Pustynie Nanher znajduje się Opuszczone Królestwo, które kiedyś przeżyło Wielką Wojnę. Niestety niewiele zostało z ogromnych zamków i posiadłości tam położonych. Wojna pochłonęła większość ośrodków ludzkich. Dziś znajduje się tam tylko kilka ludzkich siedzib, odciętych od innych miast.

Postprzez Lucien » Pt cze 08, 2018 9:37 pm

Zdarzenia sprzed podróży

        Valladon pozostawiali w tumanach kurzu wzbijanych przez kopyta galopujących rumaków, odprowadzani wystraszonymi spojrzeniami mieszkańców i miejskich strażników przy bramie.
Jeszcze nim spięli konie, gdy dziewczyna dopiero zdążyła wsiąść na klacz i zawracała przed komisariatem tuż przed obracającą się na zadzie czarną bestią z demonem na grzbiecie, kapitan Berdali zdążył wyjrzeć przez okno. Chciał odprowadzić młodą dziewczynę chociaż spojrzeniem, ale oczy mężczyzny otworzyły się szerzej a twarz zastygła w przestrachu. W tej samej chwili Morgan spojrzał przez niewielkie zakratowane okienko swojej celi. Berdali zastukał w szybę, a przerażony kowal złapał za kraty próbując zwalczyć grawitację i podciągnąć się do lufciku. Obu zmroziło dojrzenie towarzysza Rakel. Obaj chcieli chcieli zatrzymać dziewczynę nim wystawi się na tak poważne ryzyko, jednak zarówno łomotanie kapitana w szybę, jak i szarpanie krat wraz z krzykami kowala, zagłuszył hałas czyniony przez zrywające się konie.
        Nim wyruszyli, demon całą drogę podążał w ciszy za brunetką, ograniczając się jedynie do odbierania i oddawania wodzy jej klaczki. Równie cicho oczekiwał pod posterunkiem straży miejskiej.
Zachowanie kowala nigdy nie podobało się nemorianinowi, ale tym razem pijanica pobił sam siebie. Łamiąc prawo skończył w areszcie porzucając Rakel mimo złożonej obietnicy. Jakim prawem ktoś tak niesłowny i niegodny zaufania, śmiał tyle razy rzucać oskarżenia w jego kierunku. Mimo wszystko z uwagi na zbrojmistrzynię, demon wykazywał się tolerancją i cierpliwością nie tylko przez pobyt w mieście ale i podczas poszukiwania rzemieślnika. Jednak to nie brak towarzystwa metalurga niepokoił nemorianina, Rakel była z nim zupełnie bezpieczna, jedynie zawód jaki Morgan sprawił Czarnulce był irytujący, ale zamyślone spojrzenie jakie otrzymał, to było prawdziwą przyczyną rozterek szlachcica.
Czy dziewczyna obawiała się z nim wyruszyć…?
        - Jestem tu dla ciebie, nie dla Morgana - odpowiedział łagodnie, czekając aż dziewczyna dosiądzie Echo. Więcej nie rozmawiali, skupiając się na przejeździe przez coraz bardziej zatłoczone miasto. Galopujący jeźdźcy zmuszali ludzi do ustępowania, co czynili bez zwłoki, czasem wręcz nader żwawo, gdy tylko zerknęli na bydle o czerwonych ślepiach następujące na pięty charakternej siwce.

        Wreszcie brama zaświtała na horyzoncie. Rosła z każdym końskim susem przez tchnienie sprawiając wrażenie jakby chciała zamknąć się nad jeźdźcami. Wyobraźnia umbrisa chyba nie różniła się aż tak bardzo od ludzkiej i zwierzę zamiast zwyczajnie przebiec przez brukowany przejazd, pokonał go jednym susem wyzwalając się z miejskiej ciasnoty.
Onyx galopował w widowiskowym zebraniu doskonale oddającym nieustępujące niezadowolenie piekielnego rumaka. Wciąż rzucał głową, walcząc z trzymającymi go wodzami, podskakiwał jakby chciał wierzgać i cały czas próbował naciskać na klacz biegnąca o tuż przed nim, starając się rozpocząć wyścig.
Lucien jednak cały czas hamował zwierzaka. Siedział prosto w siodle, wodze trzymając w jednej ręce jakby wszystkie popisy piekielnego wierzchowca były zamierzone i cały czas rozmyślał o spojrzeniu jakie otrzymał od dziewczyny.
Wreszcie jednak na trakcie nie było nikogo poza nimi, droga była dość szeroka by jechać obok siebie i chociaż pęd wiatru i stukot kopyt nie tworzyły najlepszych warunków do rozmowy, demon zrównał się z dziewczyną i wreszcie odważył się odezwać.
        - Rakel, wiesz, że bym cię nie skrzywdził i nie potrzebujesz kowala do ochrony, prawda? - zapytał delikatnie, ledwie przebijając się tętent. Lu odczuwał wewnętrzną potrzebę wyjaśnienia tej niepewności. Dręczyła go myśl, że dziewczyna mogła się go obawiać, a nawet jeżeli rozpatrując go wedle rasy, ostrożność a nawet lęk, były uzasadnione.
Ubita, piaszczysta droga wiodła szerokim pasem wśród łąk i stepów, kusząc i nęcąc. Lucien najpierw spiął ogiera zrównując jego łopatki z głową Echo i zerknął na Czarnulkę uśmiechając się lekko pod nosem, nagle zbierając mocniej umbrisa, który podskoczył zdzierając wysoko łeb, zupełnie jakby pokonywał niską przeszkodę za przeszkodą.
        - No to zobaczmy na co stać to piękne maleństwo - zaczepił dziewczynę. Mieli trochę drogi do nadrobienia przez opóźnienie z powodu Morgana. Droga była wprost idealna do puszczenia się cwałem przed siebie, pogoda dopisywała gdy słońce wesoło przyświecało wspinając się coraz wyżej na niebo.
Avatar użytkownika
Lucien
Błądzący po drugiej stronie
 
Inne Postacie: Nemain, Sherani, Elleanore, Dagon, Indigo, Max, Pagani,
Rasa: Nemorianin
Aura: Stabilizacją, jaką jest w stanie podarować ci ta emanacja, jest naprawdę dobrze przemyślaną konstrukcją. Na srebrnym i bardzo ostrym szkielecie utrzymują się różnorodne skrawki barw, które stopniowo zmieniają swoją tonację. Odnosi się wrażenie, że w aurze gnieżdżą się dwa odrębne obrazy. Intensywny i dystansujący kobalt oraz ciepła rzeka miedzi. W odczuciu niesłusznie odbiera się ją jako chłodną, gdy czytelnik dostrzeże obsydianową poświatę o różnej gęstości. Czasem bowiem uwypukla się jej grubszy rejon pod naporem zgromadzonej barwy, a czasem mlecznie rozpływa na boki, jakby rozcieńczona była w nieokreślonym specyfiku o dziwnych zapachu. Drażni płatki nosa, lecz woni nie można określić mianem przyjemnym czy rozpraszającym, a zauważalnym. Wprawia zakłopotanie początkową ciszą, a wzrastające stopniowo nietypowe dźwięki mogą niepokoić, jednak docierając na koniec korytarza widać ciepły płomień ogniska, który trzaska łamiącymi się gałązkami. Każda cecha tworzy gładką całość, od której nie można oderwać palców. Dodatkowo utrudnia przerwanie kontaktu swoją lepkością, ale pod tą osłoną kryję się bardzo twarda powierzchnia. Ugina się przy delikatnym ucisku i nagle ucieka głębokimi łukami, gdy czytelnik rozdrażni ją swoją nachalnością. Kosztując emanację nie można spodziewać się wybitnego zaskoczenia, ale łagodność stanowi nieodrębny obraz aury, chociaż jest bardzo gorzka. Tylko wyczulony język będzie w stanie wykryć kwaśną tajemnicę…
Wygląd: Asmodeus to wysoki mężczyzna, mierzący 192 cm. Smukła budowa może wydać się słabowitą i niepozorną, a wielu mężczyzn pewnie określiło by ją jako lekko zniewieściałą. Nic bardziej mylnego. Tylko dlatego, że nie jest zwalistym osiłkiem nie znaczy, że brakuje mu muskulatury. Lu nie jest wydelikatniałym słabeuszem, a pod gładką, alabastrową skórą, kryją się twarde jak ... (Więcej)

Postprzez Rakel » So cze 09, 2018 6:21 pm

        Nie słyszała ani Berdaliego, ani Morgana. Konie parskały, uderzając kopytami o bruk, gwałtownie zawracane przez dwoje jeźdźców. Rakel spięła klacz, puszczając się galopem przez miasto i czując, jak wszystkie ciężkie myśli wywiewają jej z głowy, zostając w Valladonie, podczas gdy ona opuszczała jego bramy. Serce biło jej mocno z emocji, ale uśmiechała się, nawet nie oglądając za siebie. Kilka tygodni temu nawet by jej przez myśl nie przeszło, by opuścić rodzinne miasto. Teraz ta podróż wydawała się tak oczywista i niezbędna. Nie mogła tkwić całe życie w jednym miejscu. Przecież wróci, raptem za miesiąc, może więcej, ale w międzyczasie zwiedzi kawałek kontynentu, zobaczy nowe rzeczy i nauczy się czegoś, na co nie miałaby szans wewnątrz miejskich murów. Przeżyje przygodę! Morgan wybrał wieczorną popijawę i bijatykę – jego sprawa, opowie mu jak było, gdy wróci.
        Poganiana niezmiennie przez siedzącego jej na ogonie umbrisa, nawet nie zwolniła w miejskich zabudowaniach, a gdy wierzchowce wypadły na trakt, musiała wręcz przytrzymywać Echo w ryzach, by ta nie puściła się cwałem. Zaraz wyrównał się z nią Lucien i dziewczyna spojrzała na demona z uśmiechem. Chciała nawet go zaczepić, ale zawahała się, widząc poważną minę mężczyzny (właściwie zawsze miał względnie poważną, ale nauczyła się już nawet rozróżniać mniej więcej rodzaje tej powagi – ten wyraz nie wróżył nic dobrego) i tylko spojrzała na niego wyczekująco.
        Pytanie, które padło zbiło ją nieco z tropu i brunetka zmarszczyła brwi, starając się skupić w galopie. To nie był dobry moment na tą rozmowę, a nie wiedziała czy jej odpowiedź do niej nie doprowadzi. W końcu ciężko było jej odpowiedzieć, że nie ma żadnych obaw, bo… no niby gdyby miała to by z nim nie pojechała, ale też przez gardło ciężko przechodziła deklaracja, że czuje się zupełnie spokojna w towarzystwie Luciena. A to brzmiało gorzej, niż było naprawdę. Nawet nie chodziło o jego rasę, co zwyczajnie o to, że krótko się znali i zdawała sobie sprawę, że podróż z nowo poznanym mężczyzną nie była szczytem rozsądku z jej strony. Mało kto doczekałby się z jej strony pełnego zaufania, bo na jego zdobycie potrzeba było więcej czasu, ale też wydawało jej się, że ich dotychczasowa znajomość jasno pokazywała, że się mężczyzny nie obawia. Tyle razy dosłownie znikał z nią w miejsca, z których nawet sama nie wróciłaby do domu, nawet nie wiedząc gdzie się znajduje. Sądziła, że to wystarczający przejaw jej częściowego zaufania do Luciena.
        - Nawet mi przez myśl nie przeszło, że Morgan mógłby mnie przed tobą obronić, musiałabym chyba jechać z armią – powiedziała w końcu z pogodnym uśmiechem, próbując obrócić sytuację w żart. – Chociaż w razie czego na pewno by próbował, on jest naprawdę w porządku, Lucien, mimo tego wszystkiego – stwierdziła, wzruszając lekko ramionami.
        Kowal naprawdę się tym razem nie popisał, ale też ona znała go nie od dziś. Pochopne oceny rzucane przez ludzi, którzy dopiero poznawali metalurga były nawet uzasadnione, gdyby patrzeć na jego zachowanie ostatnimi czasy, ale wciąż to nie było wystarczające, by Rakel utraciła wiarę w przyjaciela, który był przy niej, gdy nie miała nikogo innego.
        Kątem oka obserwowała narowistego Onyxa, który z pieszczochem wpychającym jej pysk we włosy niewiele miał już wspólnego. Wierzchowca nosiło, jakby naprawdę to ogień płynął w jego żyłach, a takie podrygiwania tylko udzielały się Echo, zadzierającej co chwila łeb. Gdy Rakel usłyszała słowa nemorianina spojrzała na niego zaraz, odwzajemniając zaczepny uśmiech, chociaż uniosła lekko brwi, pozorując urazę.
        - Słyszałaś, jak cię nazwał? – zwróciła się do Echo, pochylając nad końską szyją. – Maleństwo! – prychnęła jeszcze, nim wyrwała do przodu.
        Już lekko pochylona, Rakel uniosła się do półsiadu i oddała siwce wodze, a tej nie trzeba było dwa razy powtarzać. Otwarta przestrzeń przed nią nęciła konia, jak mało co. Chociaż młódce niczego w stajni nie brakowało, zwłaszcza ruchu, co innego było paść się na sporym nawet, ale wciąż ogrodzonym terenie, a czym innym puścić cwałem w stronę horyzontu. A okazało się, że Echo, chociaż drobna, ma parę w kopytach. Wyrwała do przodu, gdy tylko poczuła luz, a drobna dziewczyna na jej grzbiecie nie była żadnym ciężarem.
        Rakel nie pędziła tak od lat, ostatni raz chyba z Dorianem. To było jednak, jak… no cóż, jak jazda na koniu, tego się nie zapominało. Szybko wyczuła siwkę, a ta dość intuicyjnie reagowała na bodźce, gdy Rakel kontrolnie sprawdzała posłuszeństwo wierzchowca. Po chwili jednak skupiła się tylko na takcie kopyt Echo dudniących na ubitym trakcie, pędzie rozwiewającym jej włosy i końską grzywę, i światem przed nią.
Avatar użytkownika
Rakel
Błądzący po drugiej stronie
 
Inne Postacie: Callisto, Leila, Avellana, Sonea, Mathias, Emma, Cat, Lexi, Maia, Ananke, Eva, Lena, Rain, Kimiko, Kiki, Astarte, Segen,
Rasa: Człowiek
Aura: Gdy zaczniesz poznawać tę aurę, otuli cię bogactwo broni, jakbyś znalazł się w najprawdziwszej zbrojowni. Rapiery, sztylety, miecze, halabardy czy kusze, znajdziesz tu wszystko, czego tylko może zapragnąć dusza. Każda z nich jak jedna są wypolerowane i lśniące, jak przystało na młodą emanację. Pośród nich znajdziesz broń wykonaną z błyszczącego cynku. Nie zabraknie też oręża z czystego złota. Znajdzie się także coś dla bardziej konserwatywnych poszukiwaczy, wykonanego z żelaza. Broń wybierać i podziwiać możesz pośród oświetlającej je ametystowej poświaty. W tle da się słyszeć trzask płomieni, który na przemian jest spokojny i cichy przywodząc na myśl izbowy kominek, by co jakiś czas odezwać się donośniejszym głosem kojarzącym się bardziej z wojenną pożogą niż ciepłem domowego ogniska. Jak to pośród broni, czuć tu zapach stali, oleju do konserwacji oręża i półek sklepowych, przemieszanych z wonią ludzkiego potu. Dotykając dowolnej z nich poczujesz, że jest ona giętka i elastyczna, wykuta przez prawdziwych mistrzów. Ostrza są nieskazitelnie gładkie o śmiertelnie ostrych krawędziach, a ich delikatna twardość będzie stawiać opór przy mocniejszym nacisku. Smak aury jest wyraźnie gorzki i miesza się z przyjemną pikanterią. Całość jest lepka, dlatego przez dłuższy czas pozostawia po sobie posmak w ustach.
Wygląd: Owalna twarz o prostych rysach nie wyróżniałaby się niczym szczególnym, gdyby nie zamieszkujące ją duże oczy w kształcie migdałów. Chociaż tęczówki są przede wszystkim intensywnie zielone, nie sposób określić ich tylko tym jednym kolorem, jako że upstrzone są złotymi i brązowymi plamkami, nadając spojrzeniu dziewczyny uroku i magii, a czarna oprawa w postaci długich rzęs ... (Więcej)

Postprzez Lucien » N cze 10, 2018 4:22 pm

        Rakel nie odpowiedziała w prosty sposób na jego pytanie. Nieco na okrętkę, wybrnęła z niego za pomocą żartu, ale dla demona była to wystarczająca odpowiedź. Rozwiała jego wątpliwość czy problemem było pozostanie z nim bez Morgana. Nawet więc jeśli przyczyną markotnej miny był nieobecny kowal czy podróż, to w inny sposób niż Lu się obawiał. Więcej nie potrzebował. Jeżeli dziewczyna będzie chciała, podzieli się swoimi troskami. Jeżeli nie, i tak będzie obok by ją wspierać. Na wszystko zawsze przychodził odpowiedni czas, tego był pewien.
        Propozycja wyścigu okazałą się trafiona. Butny uśmiech rozjaśnił twarz dziewczyny, która nie zwlekając puściła klacz. Lucien uśmiechnął się szerzej widząc jak bardzo potrzebna jej była chwila wolności i spontaniczności, nie, nie gorącokrwistej kobyłce, chociaż i jej swawola przypadła do gustu, ale Czarnulce, która aż prosiła o wyzwolenie z miasta, tylko chyba jeszcze nie miała okazji skonfrontować się z własnymi pragnieniami.
        Źrebica rwała przed siebie z ogonem rozwianym na wietrze, podobna komecie przecinającej niebo. Lucien również lubił wyścigi, podobnie jak buntujący się umbris, którego mężczyzna gwałtownie osadził na zadzie. Zatrzymana bestia zaryła kopytami w ziemię, podrywając przednie nogi w górę wściekając się na tak niesprawiedliwe traktowanie. Wierzgał co chwila wspinając się na tylnych nogach z niezadowolonym skrzekiem wydobywającym się z piekielnych płuc. Dźwięk można było porównać do warkotu pomieszanego z sykiem, ale z pewnością nie do rżenia.
Dopiero gdy klacz oddaliła się o parę sążni, cały czas dynamicznie znikając, a Onyx gotów był z frustracji wykopać dołek przednimi kopytami, Lucien puścił wodze, dodatkowo obcasami szturchając boki wierzchowca. Bezczelność! Bestia ze wściekłym chrapnięciem skoczyła w przód, prędkość osiągając bardziej długimi susami niż zwykłymi krokami galopu, wyciągając swoje ciało do granic możliwości. Na długiej prostej, umbris szybko odrabiał straty mając sporą przewagę dzięki długości sadzonych skoków, szybko doganiając siwkę. Gdyby jednak dać im trudniejszy teren to szybka i zwinna klaczka, o lepiej rozłożonym środku ciężkości byłaby nie do doścignięcia, nawet dla drapieżnego potwora.
        Wzbijali tumany kurzu, a tętent pewnie było słychać zanim jeszcze dało się zidentyfikować komu się tak spieszy. W momencie gdy dopędzili dziewczyny, Lucien znów przyhamował wierzchowca, i nie dając wyprzedzić Echo usiadł im na zadzie, znowu prawie literalnie depcząc żeńskiej drużynie po piętach.
        Zabawa była przednia, a konie niezmordowane i dodatkowo zmobilizowane długotrwałą nudą oraz rywalizacją, długo nie chciały odpuścić. W końcu jednak zwolnili do zwykłego galopu, a później swobodnego kłusa jadąc teraz równolegle bez większych trudności.
Tym tempem z pewnością nadrobili trochę drogi i pewnie nie raz jeszcze tak uczynią podczas podróży, ale zbytnie forsowanie koni już na początku wyprawy mogło przynieść jedynie szkody jak na przykład kulawiznę, a przecież nigdzie im się tak nie spieszyło by zaryzykować utratę wierzchowca.
Drogi cały czas ubywało, a słońce było coraz wyżej zwiastując całkiem upalne popołudnie, szczególnie na otwartym terenie.
        - Zróbmy postój - zaproponował demon pokazując niewielki zagajnik na skraju traktu. Miejsce było przygotowane pod podróżnych. Polana raczyła strudzonych cieniem tych samych drzew, które również osłaniały przed wiatrem czy częściowo deszczem. Miała wykopaną studnię z wiadrem do czerpania wody i poidłem dla zwierząt, których na traktach pełnych karawan nigdy nie brakowało. Koniom nie zaszkodziłby krótki odpoczynek, tak jak i dziewczynie nie przyzwyczajonej do podróży, a i Lucien chętnie odetchnął by przez moment od słońca. Nie był stworzeniem nocy, ale jego ostre promienie, również mu nie służyły. To była jedyna rzecz na ziemskich planach, za którą nie przepadał, a przynajmniej nie w jej południowym wydaniu.
Zsiadł z ogiera puszczając go luzem i nabrał wody ze studni najpierw napełniając żłób, później jeden ze stojących na kamiennym rancie misko-garnko-kubków, dla Rakel. Cokolwiek to było, przypominało wszystko po kolei będąc jakimś kreatywnym, glinianym, ale co najważniejsze pojemnym tworem, pozostawionym dla dwunożnych wędrowców.
Usiadł w cieniu, ręką odnajdując schowaną w kieszeni obrączkę. Poczekał aż Czarnulka również przysposobi się do odpoczynku, odzywając się dopiero po chwili. W tym czasie umbris najostrożniej jak potrafił pił wodę nabierając ją językiem tak by nie umoczyć chociażby milimetra pyska.
        - Rakel muszę z tobą poważnie porozmawiać - zaczął delikatnym głosem, by zbyt wcześnie nie spłoszyć brunetki.
        - Tylko proszę poczekaj do końca, zanim zaczniesz się złościć - dodał z ostrożnym uśmiechem, sięgając po lewą dłoń dziewczyny.
        - Pamiętasz naszą rozmowę o aurach i późniejszą wizytę Meve? - kontynuował łagodnie, ostrożnie głaszcząc kciukiem wierzch jej ręki. - Nadal uważam, że podobne czary przyniosłyby ci więcej szkody niż pożytku. Budziłyby niepotrzebną ciekawość co i czemu ukrywasz. Przyciągałabyś wścibskich, którzy zamiast ominąć cię jako jedną z wielu emanacji w tłumie zlewających się w zwykły szum miasta, skupiali by się na tobie bo świeciłabyś niczym samotna latarnia na nocnym bulwarze. Nie potrzebujesz skrywać swoich intencji, gdyż nie masz złych zamiarów. Krycie siły i mocy samo w sobie jest komunikatem, według mnie zbędnym, ale nie musisz się ze mną zgadzać. Jeżeli będziesz chciała zamaskować swoją emanację pomyślimy o czymś - tłumaczył spoglądając dziewczynie w oczy.
        - To co chcę ci zaoferować, to ochrona twojej głowy przed nieproszonymi gośćmi - wyszeptał delikatnie wsuwając czarną obrączkę na serdeczny palec dziewczyny. Pierścionek jakby magicznie sam dopasował się do ciała. Był też nieco cięższy niż zwykła biżuteria tego rozmiaru, wykonana z takiego materiału.
        - Oczywiście można złamać jego osłonę, ale wymaga to dość silnego czaru i byłoby jawnym przejawem agresji - wyjaśniał działanie artefaktu. - Wywiera skutek tylko i wyłącznie na ciebie, a zgubiony czy ukradziony, wróci na twoją rękę - tłumaczył, nie wspominając o wyrzuceniu, które rozumiejąc samo przez się zaliczało się do dwóch pierwszych wymienionych losowych przypadków.
        - Ma też jeszcze jedną cechę - szeptał, powoli wypuszczając rękę dziewczyny - Gdyby ci coś groziło, będę o tym wiedział. Możesz też mnie wezwać jeśli potrzebowała byś pomocy czy zwykłej rozmowy - dodał z uśmiechem, zastanawiając się jak wytłumaczyć dziewczynie, że przyzywanie demonów o takiej randze, było tematem tabu, delikatnie mówiąc. Nemorianie nigdy nie stawiali się na równi ze zwykłymi chowańcami. Nie było to łatwe zadanie, ale spróbował jak najprostszymi słowy nakreślić Czarnulce co właśnie uczynił.
        - Nie jest to coś co często oferujemy - wytłumaczył lekko naginając fakty. On sam nie spotkał się z podobnym precedensem, chociaż nie można było z całą pewnością stwierdzić, że go nie było. W końcu nawet jeśli się przydarzył, został zachowany w sekrecie.
        - Nim więc się rozzłościsz, zastanów się dobrze. Ale jeśli podobny prezent jest impertynencją, zwyczajnie mi go zwróć - zakończył łagodnie. Nie był naiwny. Rozumiał, że na równi możliwą o ile nie bardziej prawdopodobną od radości zbrojmistrzyni, była jej złość na taki prezent. Wszystko jednak czynił z całkowicie szczerymi intencjami.
Avatar użytkownika
Lucien
Błądzący po drugiej stronie
 
Inne Postacie: Nemain, Sherani, Elleanore, Dagon, Indigo, Max, Pagani,
Rasa: Nemorianin
Aura: Stabilizacją, jaką jest w stanie podarować ci ta emanacja, jest naprawdę dobrze przemyślaną konstrukcją. Na srebrnym i bardzo ostrym szkielecie utrzymują się różnorodne skrawki barw, które stopniowo zmieniają swoją tonację. Odnosi się wrażenie, że w aurze gnieżdżą się dwa odrębne obrazy. Intensywny i dystansujący kobalt oraz ciepła rzeka miedzi. W odczuciu niesłusznie odbiera się ją jako chłodną, gdy czytelnik dostrzeże obsydianową poświatę o różnej gęstości. Czasem bowiem uwypukla się jej grubszy rejon pod naporem zgromadzonej barwy, a czasem mlecznie rozpływa na boki, jakby rozcieńczona była w nieokreślonym specyfiku o dziwnych zapachu. Drażni płatki nosa, lecz woni nie można określić mianem przyjemnym czy rozpraszającym, a zauważalnym. Wprawia zakłopotanie początkową ciszą, a wzrastające stopniowo nietypowe dźwięki mogą niepokoić, jednak docierając na koniec korytarza widać ciepły płomień ogniska, który trzaska łamiącymi się gałązkami. Każda cecha tworzy gładką całość, od której nie można oderwać palców. Dodatkowo utrudnia przerwanie kontaktu swoją lepkością, ale pod tą osłoną kryję się bardzo twarda powierzchnia. Ugina się przy delikatnym ucisku i nagle ucieka głębokimi łukami, gdy czytelnik rozdrażni ją swoją nachalnością. Kosztując emanację nie można spodziewać się wybitnego zaskoczenia, ale łagodność stanowi nieodrębny obraz aury, chociaż jest bardzo gorzka. Tylko wyczulony język będzie w stanie wykryć kwaśną tajemnicę…
Wygląd: Asmodeus to wysoki mężczyzna, mierzący 192 cm. Smukła budowa może wydać się słabowitą i niepozorną, a wielu mężczyzn pewnie określiło by ją jako lekko zniewieściałą. Nic bardziej mylnego. Tylko dlatego, że nie jest zwalistym osiłkiem nie znaczy, że brakuje mu muskulatury. Lu nie jest wydelikatniałym słabeuszem, a pod gładką, alabastrową skórą, kryją się twarde jak ... (Więcej)

Postprzez Rakel » Pn cze 11, 2018 9:48 pm

        Rakel pędziła z uśmiechem na twarzy, niemal chowając się za końską szyją. Nigdy nie czuła się źle w swoim mieście, naprawdę nigdy, ale teraz poczuła, jakby ktoś wypuścił ją z klatki. Uczucie lekkości było tak nowe, że aż trochę przerażało, ale chwilowo równoważyła je radość z przejażdżki, ubierając niepokój w otoczkę podekscytowania i ukrywając przed uwagą dziewczyny. Ta skupiona była bardziej na trasie i Echo, ale też na Lucienie i Onyxie za nimi. Raz tylko obejrzała się przez ramię, fuknięciem komentując takie dawanie jej forów, ale uśmiechając się pod nosem na widok wierzgającego buntowniczo umbrisa. Skoro i tak dano jej prowadzenie, miała zamiar w pełni je wykorzystać. Trasa była prosta, jak w mordę strzelił, więc Echo wyciągała się coraz bardziej, jakby i ją po latach spuszczono ze smyczy. Rakel znów zerknęła przez ramię dopiero słysząc drugi takt wybijany przez piekielnego wierzchowca, i mało nie straciła tchu z wrażenia. Czyli to jest to uczucie, gdy ściga cię demon na piekielnej bestii, no tak! Nie obserwowała dłużej, w jakim tempie zbliża się do nich Onyx, skupiając się znów na trasie. Echo najwyraźniej podzielała jej zdanie, bo chociaż wcześniej zdawało się, że rozwinęła swoją pełną prędkość, teraz wyczuwając za sobą drapieżnika, wyrwała z parsknięciem do przodu, próbując utrzymać dystans. Umbris szybko dopadł do klaczy, która niemal podwijała zad w pędzie, niezadowolona z takiego "ogona". W końcu jednak jeźdźcy zwolnili, sprowadzając konie do zwykłego galopu obok siebie, a później do kłusa, dopiero teraz mogąc swobodnie porozmawiać.
        Gdy Lucien zaproponował postój zgodziła się chętnie. Słońce paliło niemiłosiernie, a odsłonięte tereny sprawiały, że oboje smażyli się tu, jak na patelni. Echo była gorąca, więc nie wyobrażała sobie, jak musiał grzać Onyx. Zagajnik, który wskazał mężczyzna był idealny, więc Rakel zwolniła do stępa, powoli docierając na miejsce i schodząc ze szlaku na miękką trawę. Zsiadła z konia, przeciągając zesztywniałe ciało i rozglądając się po okolicy. Przy żłobie było miejsce na uwiązanie wierzchowca, ale dziewczyna z jakiegoś powodu zerkała jeszcze podejrzliwie na umbrisa, pamiętając jego ostre zębiska i zastanawiając się czy nie dziabnie jej siwki. Ostatecznie jednak uznała, że wierzchowce i tak muszą się do siebie przyzwyczajać, najwyżej będzie miała ich na oku. Oporządziła i uwiązała Echo, i z podziękowaniem odebrała od Luciena naczynie, chętnie gasząc pragnienie chłodną wodą. Chwała temu, kto zagospodarował to miejsce! W końcu odłożyła naczynie z powrotem przy studni i powachlowała się koszulką, rozglądając dookoła. Brunet siedział już w cieniu, wiec podeszła do niego, związując po drodze włosy w koński ogon, i dosiadła się na ławeczce z pniaka, wyciągając przed siebie nogi. Słysząc swoje imię spojrzała w bok na mężczyznę z uśmiechem, który powoli spłynął z jej ust, gdy dotarło do niej całe zdanie.
        - Oj? – wymsknęło jej się cicho i szybko zamknęła buzię.
        Nie lubiła poważnie rozmawiać. Lubiła rozmawiać w ogóle, ale nie poważnie. Z tego nie wynikało nigdy nic dobrego, zawsze wróżąc kłopoty. Czy ktoś kiedyś przekazał jakąś dobrą wiadomość, zaczynając od „musimy poważnie porozmawiać”? Czy na przykład ktoś usłyszał kiedyś: „Hej, musimy poważnie porozmawiać, wygrałeś turniej i tysiąc ruenów”? Te słowa nigdy nie wróżyły nic dobrego, a poważna mina demona wcale nie pomagała, delikatny głos też niespecjalnie. Dopiero lekki uśmiech mężczyzny nieco ją ośmielił i odwzajemniła go już odruchowo, posyłając Lucienowi nawet żartobliwie karcące spojrzenie, gdy zastrzegł, by nie złościła się od razu. Niech jej nie denerwuje, to się nie zezłości, proste.
        Mimowolnie opuściła wzrok, czując że mężczyzna bierze ją za dłoń, ale nie cofnęła ręki, uśmiechając się tylko lekko i odgarniając za ucho kręcony kosmyk, który wymknął się z kity. Skinęła głową i poświęciła znajomemu pełnię uwagi, wbijając w niego uprzejmie zainteresowane spojrzenie. Rozmowę pamiętała i wciąż zgadzała się z przedstawionymi wtedy przez niego argumentami. Sam temat był dla niej wciąż interesujący, ale nie dlatego, by za wszelką cenę chciała ukrywać swoją emanację (zdążyła już zapomnieć, że ją ma), zwyczajnie była ciekawska i lubiła uczyć się nowych rzeczy.
        - To chyba na razie nie jest konieczne – uśmiechnęła się, cicho zgadzając z Lucienem, nie chcąc mu przerywać, ale jedynie dać znać, że póki co podzielała jego zdanie.
        Później zesztywniała, spoglądając na swoją rękę. Nie widziała kiedy wyjął obrączkę i prawie umknąłby jej moment, w którym zakładano jej ją na palec, bo zwyczajnie było to zbyt abstrakcyjne, by miało prawo się dziać. Wciąż nie zabierała dłoni, obserwując jak mężczyzna nakłada jej obrączkę i westchnęła głębiej, gdy ta zacisnęła się sama wokół jej palca, leżąc teraz jak ulał. Przez moment brunetkę zwyczajnie zmroziło, a niechętny nagle wzrok padł na mężczyznę, gdy Rakel próbowała dojść do siebie.
        - Lucien… - zaczęła sucho, zaraz gryząc się w język. Obiecała, że da mu skończyć. Poza tym to co mówił, było równie szokujące, jak to, co właśnie zrobił i dziewczyna w ciszy próbowała poukładać sobie w głowie fakty.
        Prezent był… znaczący. Intensywny. Osobisty. Niezwykle przydatny! Wciąż zdystansowana, zerknęła na biżuterię, ciągle dostając dziwnej miny na widok obrączki na swoim palcu. Czarnej i z kamienia, ale wciąż…  czy to onyks? Nie, niemożliwe. Nieważne też. Sam wraca, rany…
        Słuchała uważnie o wszystkich cechach podarku, ale musiała się wyjątkowo na tym skupić, bo obcy ciężar na palcu wciąż ją rozpraszał, przyciągając wzrok. Rakel nigdy nie nosiła biżuterii, a zwłaszcza pierścionków. Były zbyt niewygodne, przeszkadzając jej w pracy. I chociaż w jej szafie w domu została mała drewniana szkatułka z biżuterią jej mamy, dziewczyna nosiła tylko złoty łańcuszek z żurawiami, na pamiątkę, resztę pozostawiając nietkniętą. Nie miała nawet uszu przebitych, chociaż kiedyś Nina goniła za nią z igłą i ziemniakiem.
        Po chwili znów podniosła na Luciena zaskoczone spojrzenie. Miałaby go przyzywać? Po co? Skąd? Jak? Jak psa? Jejku, to nawet w myślach źle brzmiało, ale w głowie kłębiło jej się tyle pytań, że nie zadane, prowokowały tylko umysł to szukania sobie własnych odpowiedzi. Przy wiedzy dziewczyny o demonach, czyli żadnej, każde rozwiązanie było głupsze od poprzedniego. Podobał jej się pomysł, że nikt nie będzie mógł jej czytać w myślach. Losie, całe życie Meve siedziała jej w głowie, więc dokładnie wiedziała, jakie to uczucie, gdy ktoś narusza w ten sposób prywatność, ale nie wiedziała jak często może spodziewać się takich „ataków” ze strony innych. Tyle pytań!
        - Lucien… - zaczęła znów wyraźnie skołowana, gdy mężczyzna skończył już mówić. – Nie gniewam się… chyba – mruknęła, wzdychając i spoglądając znów na obrączkę. Nawet nie zorientowała się, kiedy śladem demona zniżyła głos do szeptu. – Ja… nie wiem co powiedzieć – przyznała się w końcu, pocierając w zamyśleniu czoło wolną ręką. Ramiona nieco jej opadły, gdy próbowała jakoś ubrać myśli w słowa.
        - To jest… zaskoczyłeś mnie. To ogromny prezent, nie jestem pewna, czy mam prawo go przyjmować – powiedziała ostrożnie, nie chcąc mężczyzny urazić. – Ledwo się znamy, a takie rzeczy chyba nie leżą na ulicy… - podniosła, nie bardzo wiedząc, jak inaczej zasugerować, że nietrudno dostrzec wartość tego podarku, zaś ta trochę nie pasuje do stopnia ich znajomości. Po chwili jednak zacisnęła palce na dłoni Luciena, spoglądając na niego niepewnie. W końcu dziewczyna pochyliła się w stronę bruneta i objęła go za szyję, przytulając krótko w podziękowaniu. To naprawdę było miłe i nie mając chwilowo słów, by wyrazić wszystkie wrażenia, zwyczajnie oparła się na geście. Odsunęła się zaraz, znów odgarniając z twarzy niesforny kosmyk i spuściła wzrok, dzieląc uwagę pomiędzy demona, a ozdobę.
        - Doceniam twoją troskę, naprawdę. To niesamowity przedmiot i mam mnóstwo pytań, ale naprawdę nie wiem czy powinnam go przyjmować. - Powoli oswajała się po pierwszym szoku, a niechętne spojrzenie w stronę obrączki zastąpiło zainteresowanie, powoli przebijające się przez uczucie niezręczności. - Jak to działa? – zapytała delikatnie, dając sobie jeszcze trochę czasu i przy okazji zaspokajając ciekawość. Nie miała jednak odwagi zapytać, dlaczego do cholery jest to akurat obrączka.
Avatar użytkownika
Rakel
Błądzący po drugiej stronie
 
Inne Postacie: Callisto, Leila, Avellana, Sonea, Mathias, Emma, Cat, Lexi, Maia, Ananke, Eva, Lena, Rain, Kimiko, Kiki, Astarte, Segen,
Rasa: Człowiek
Aura: Gdy zaczniesz poznawać tę aurę, otuli cię bogactwo broni, jakbyś znalazł się w najprawdziwszej zbrojowni. Rapiery, sztylety, miecze, halabardy czy kusze, znajdziesz tu wszystko, czego tylko może zapragnąć dusza. Każda z nich jak jedna są wypolerowane i lśniące, jak przystało na młodą emanację. Pośród nich znajdziesz broń wykonaną z błyszczącego cynku. Nie zabraknie też oręża z czystego złota. Znajdzie się także coś dla bardziej konserwatywnych poszukiwaczy, wykonanego z żelaza. Broń wybierać i podziwiać możesz pośród oświetlającej je ametystowej poświaty. W tle da się słyszeć trzask płomieni, który na przemian jest spokojny i cichy przywodząc na myśl izbowy kominek, by co jakiś czas odezwać się donośniejszym głosem kojarzącym się bardziej z wojenną pożogą niż ciepłem domowego ogniska. Jak to pośród broni, czuć tu zapach stali, oleju do konserwacji oręża i półek sklepowych, przemieszanych z wonią ludzkiego potu. Dotykając dowolnej z nich poczujesz, że jest ona giętka i elastyczna, wykuta przez prawdziwych mistrzów. Ostrza są nieskazitelnie gładkie o śmiertelnie ostrych krawędziach, a ich delikatna twardość będzie stawiać opór przy mocniejszym nacisku. Smak aury jest wyraźnie gorzki i miesza się z przyjemną pikanterią. Całość jest lepka, dlatego przez dłuższy czas pozostawia po sobie posmak w ustach.
Wygląd: Owalna twarz o prostych rysach nie wyróżniałaby się niczym szczególnym, gdyby nie zamieszkujące ją duże oczy w kształcie migdałów. Chociaż tęczówki są przede wszystkim intensywnie zielone, nie sposób określić ich tylko tym jednym kolorem, jako że upstrzone są złotymi i brązowymi plamkami, nadając spojrzeniu dziewczyny uroku i magii, a czarna oprawa w postaci długich rzęs ... (Więcej)

Postprzez Lucien » So cze 16, 2018 11:04 pm

        Już od pierwszych dni w Valladonie Lucien zaczął czuć się jak w abstrakcyjnym, zupełnie nierealnym śnie. Może gdyby faktycznie jako demonowi zdarzało mu się śnić, łatwiej byłoby pojąć podobnie dziwaczne koleje losu, a może nie… Mógł się tylko domyślać, jednocześnie akceptując rzeczywistość wraz z jej ciekawym obrotem. W każdym razie opuścili mury miasta, w którym wszystko się zaczęło a widoków na powrót do normalności brakło. Więcej, wcale za nim nie tęsknił. Jeśli był to sen, nemorianin pragnął by trwał jak najdłużej.
        Przytrzymał wierzchowca dając dziewczynie i kobyłce trochę forów, po czym puścił się w pogoń. Nie minęło wiele czasu, a damska drużyna nie tylko poczuła oddech piekielnej bestii na swoich krzyżach, ale zyskała piękny i niepowtarzany widok na umbrisa w trakcie pościgu. To jak klacz spinała się w sobie zwiększając wysiłki, czy krótkie spojrzenie rzucone przez dziewczynę było najlepszym odbiciem jak podobna pogoń musiała się prezentować.
        Lucien wybrał umbrisa mimo iż nemorianie hodowali najlepsze z koni, właśnie dlatego, że przy piekielnym potworze zwykłe wierzchowce wypadały blado. Wiadomo zawsze można było znaleźć stworzenie lepsze w tej czy innej dziedzinie, te same prawa dotyczyły czworonożnego piekielnika i na takiej samej zasadzie jak przewyższał klasyczne konie, mógł na innych polach z nimi przegrywać. Jedno jednak było nie do podrobienia i nie do przebicia. Sam fakt dosiadania czarnej bestii. Paszcza pełna zębów i bystre czerwone ślepia taksujące każdego z kim miało do czynienia. Odwaga i zajadłość charakterystyczna tylko dla drapieżników, dla zwykłych koni niedostępna. Asmodeus miał w Otchłani wypracowaną przez lata renomę. Nie uchodził ani za pogodnego ani tym bardziej za wyrozumiałego, zaś jego szermiercze zdolności zdążyły obrosnąć w niewielką legendę, czy więc mógł być lepszy wybór niż potwór z samych piekielnych czeluści? Odpowiedź była krótka, żaden koń nie byłby dość dobry. Nie budziłby wystarczającego respektu, czy jak kto wolał… strachu.
        Szalony wyścig nie trwał zbyt długo, a jego miejsce najpierw zastąpiły znacznie rozsądniejsze tempa, a później w pełni zasłużony odpoczynek. Ten pożądany był z kilku powodów, jednym było oczywiście dobro wierzchowców, drugim ucieczka przed upartym, pięknym, ale niekoniecznie dobrze tolerowanym słońcem, a ostatnim oczywiście zaległa sprawa magicznej obrączki.
Demon wyczekał momentu gdy dziewczyna dołączyła do niego i powoli jakby próbował podejść nieufną i zdziczałą istotkę, zaczął czynić grunt pod podarowanie prezentu.
        Cały czas uśmiechał się łagodnie, z dozą wesołości witając zaczepną minę dziewczyny zastępującą początkowe, niezbyt optymistyczne zaskoczenie. To były dobre sygnały. Uśmiechnął się słysząc zgodę dziewczyny, kontynuując bez wahania.
Nikt jednak nie mówił, że z każdym krokiem będzie łatwiej. Słysząc swoje imię przekonał się, że faktycznie nie będzie. Dlatego właśnie prosił by dziewczyna się nie złościła. Lecz ona chociaż początkowo chyba pragnęła protestować, pozwoliła mu skończyć stosując się do prośby, przerywając tak samo jak zaczęła, co spotkało się z niemą aprobatą szlachcica.
Ponowne wypowiedzenie jego imienia brzmiało znacznie lepiej, mniej dystansująco i z mniejszym chłodem chociaż jeszcze bez entuzjazmu, stanowiło korzystny sygnał, wywołując weselszy uśmiech Luciena.
Poza nim, demon nie uczynił chwilowo nic. Nie ponaglał, nie poganiał, dając Rakel czas gdy zapowiedziała, że nie wie co myśleć. Pozwalał jej zebrać myśli, licząc, że zrozumie jego dobre intencje i troskę, mimo iż postawił ją w wyraźnie nie komfortowej i kłopotliwej sytuacji.
        - Całe szczęście, nie wyobrażam sobie bałaganu jaki zapanowałby gdyby magiczne artefakty zaścielały bruki - uśmiechnął się, próbując zmienić poważny ton rozmowy na nieco bardziej żartobliwy.
        Nie oczekiwał żadnej konkretnej reakcji pozostawiając Czarnulce wolną rękę. Uścisk dłoni napotkał łagodny niewzruszony uśmiech bruneta, który ze spokojem przyjmował zakłopotanie zbrojmistrzyni. Ale w najśmielszych oczekiwaniach Lu nie przewidział by tego co nastąpiło później. Rakel go przytuliła… nie tak jak braci, wiadomo. Ale objęła go za szyję przyciągając do siebie. Przez moment wstrzymał oddech, zszokowany, dosłownie na mrugnięcie oka. Zaraz potem ostrożnie, zupełnie jakby właśnie dano mu w ręce niesamowicie, kruchą porcelanową lalkę, odwzajemnił uścisk obejmując plecy dziewczyny.
Moment był krótki, ledwie uchwytny, ale znaczył więcej niż tysiąc słów, przynajmniej dla nemorianina, który popatrzył na odgarniającą włosy brunetkę z pomieszaniem czułości i melancholii.
        - Prezenty mają to do siebie, że nie patrzy się na nie pod kątem domniemanego kłopotu dla obdarowującego, a z grzeczności właśnie tudzież uznania, należy je przyjąć, jedynym wyjątkiem jest sytuacja gdy z jakichś powodów sprawiają przykrość - odpowiedział pogodnie. - Ostatnim czego pragnę, jest urażenie ciebie.
Całe szczęście dla Asmodeusa, który zupełnie nie wiedział co jeszcze mógłby dodać w tej materii by dziewczynę nie tylko uspokoić ale i zachęcić do przyjęcia może i niecodziennego, ale przede wszystkim praktycznego podarku, Rakel po chwili zadała bardziej rzeczowe pytanie.
        - Obrączka zachowuje się niczym murowane ogrodzenie. Większość osób nie będzie w stanie go sforsować, gdyż coś podobnego wymaga wiele sił i pochłania znaczne ilości energii. Delikatnych i subtelnych prób podglądania twojej głowy nawet nie odczujesz, zupełnie jak nie dostrzegasz przechodniów za murem. Te bardziej natarczywe ujawni pierścionek nagrzewając się i podświadomie podsuwając ci winowajcę. Potężne uderzenie magicznego ataku, zniszczy pierścień, ale wyhamuje główny impet chroniąc twój umysł i jednocześnie zabezpieczając twoje siły przed wydrenowaniem walką nie do wygrania - wytłumaczył, chwilowo pomijając aspekt przyzywania.
Avatar użytkownika
Lucien
Błądzący po drugiej stronie
 
Inne Postacie: Nemain, Sherani, Elleanore, Dagon, Indigo, Max, Pagani,
Rasa: Nemorianin
Aura: Stabilizacją, jaką jest w stanie podarować ci ta emanacja, jest naprawdę dobrze przemyślaną konstrukcją. Na srebrnym i bardzo ostrym szkielecie utrzymują się różnorodne skrawki barw, które stopniowo zmieniają swoją tonację. Odnosi się wrażenie, że w aurze gnieżdżą się dwa odrębne obrazy. Intensywny i dystansujący kobalt oraz ciepła rzeka miedzi. W odczuciu niesłusznie odbiera się ją jako chłodną, gdy czytelnik dostrzeże obsydianową poświatę o różnej gęstości. Czasem bowiem uwypukla się jej grubszy rejon pod naporem zgromadzonej barwy, a czasem mlecznie rozpływa na boki, jakby rozcieńczona była w nieokreślonym specyfiku o dziwnych zapachu. Drażni płatki nosa, lecz woni nie można określić mianem przyjemnym czy rozpraszającym, a zauważalnym. Wprawia zakłopotanie początkową ciszą, a wzrastające stopniowo nietypowe dźwięki mogą niepokoić, jednak docierając na koniec korytarza widać ciepły płomień ogniska, który trzaska łamiącymi się gałązkami. Każda cecha tworzy gładką całość, od której nie można oderwać palców. Dodatkowo utrudnia przerwanie kontaktu swoją lepkością, ale pod tą osłoną kryję się bardzo twarda powierzchnia. Ugina się przy delikatnym ucisku i nagle ucieka głębokimi łukami, gdy czytelnik rozdrażni ją swoją nachalnością. Kosztując emanację nie można spodziewać się wybitnego zaskoczenia, ale łagodność stanowi nieodrębny obraz aury, chociaż jest bardzo gorzka. Tylko wyczulony język będzie w stanie wykryć kwaśną tajemnicę…
Wygląd: Asmodeus to wysoki mężczyzna, mierzący 192 cm. Smukła budowa może wydać się słabowitą i niepozorną, a wielu mężczyzn pewnie określiło by ją jako lekko zniewieściałą. Nic bardziej mylnego. Tylko dlatego, że nie jest zwalistym osiłkiem nie znaczy, że brakuje mu muskulatury. Lu nie jest wydelikatniałym słabeuszem, a pod gładką, alabastrową skórą, kryją się twarde jak ... (Więcej)


Powrót do Opuszczone Królestwo

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron