Ulubiony Poemat


Wasza twórczość poetycka, wiersze, teksty piosenek itp. :)

Postprzez Meridion » Śr sty 06, 2010 11:57 pm

Pomyślałem, że prawie każdy ma jakiś swój ulubiony poemat, wiersz itp. który z jakichś względów jest bliski jemu sercu, lub zwyczajnie uważa go za genialny. Może warto by podzielić się nim, a kto wie, inni też dostrzegą tą genialność.

Poniżej mój typ. Bez komentarza, ale jak ktoś chce to niech wyjawi nam czemu mu się akurat poemat wybrany przez niego podoba.




Źródło:
HYMNY RIGWEDY
przełożył z sanskrytu Franciszek Michalski
(wg wydania Ossolineum 1971)

MANDALA 10 Hymn 129 | Początek rzeczy

Niebyt nie istniał wtedy, ani byt nie istniał,
Nie było też przestworza i nieba u góry,
Co było w ruchu, w czyjej opiece?
Czym wody były, otchłanne, głębokie?

Była ciemność, ciemnością od początku okryte
Wszystko było jednym bez cech oceanem,
Zarodek bytu w pustkowiu zawarty
Stał się tym jednym mocą swego żaru.

Śmierć nie istniała wówczas, ani nieśmiertelność,
Pomiędzy dniem a nocą nie było rozłamu,
Przez własną moc to jedno bez tchu oddychało
I nic innego nigdzie poza nim nie było.

Lecz oto żądza powstała z początku,
Stając się myśli najpierwszym wysiewem,
Związek bytu z niebytem wysiłkiem rozumu
Znaleźli wieszczowie, w swym sercu szukając.

Na wskroś przenika promień ich poznania -
Czy była ona w górze, czy była też w dole?
Byli dawcy zarodków, były sił potęgi,
Różnorodność w dole, u góry dążenie.

Ale kto wie to wszystko, kto mógłby powiedzieć,
Skąd się zrodziła, skąd jest ta wysnowa,
Bogowie się zjawili, gdy świat się wyłonił,
A więc kto może wiedzieć, skąd wszystko powstało?

I jak się zrodziła ta wysnowa bytów,
Czy kto ją zdziałał, czy też nikt nie zdziałał -
Ten, co na ziemię patrzy z najwyższego nieba,
Ten może wie o tym, a może też nie wie?
Avatar użytkownika
Meridion
Lord Demon
 
Inne Postacie: William, Quetzalcoatl, Halandir, Argo,
Rasa: Demon - Przemieniony
Aura: Aura ta jest w każdym calu idealnie matowa. Przywłaszczyła sobie ona zastygnięta barwę srebra, a topazowa poświata szczelnie chroni ją przed otarciami. Wydobywa z siebie dziwaczne dźwięki, których nie można z niczym skojarzyć. Stale brzęczy, co wprawia w niemałą irytację. Błogi staje się więc tu szczęk metalu, a potężne grzmoty nie wywołują strachu, a zsyłają ukojenie dla uszu. Posiada także nietypowy zapach, który jest bardzo duszący, niczym palone kadzidła. Raczej twarda emanacja chętnie się gnie, ale także broni się ostrymi brzegami. Spoglądając na nią dłużej łatwo zauważyć dwa rodzaje pasm dzielących się na gładkie oraz chropowate powierzchnie. W smaku jest za to chaotyczna. Raz lepka, raz sucha, bywa często gorzka, ale czasem można wyczuć w niej nutę słodyczy.
Wygląd: Meridion chodź może zmieniać swoje formy, obecnie uwięziony jest w przypominającej ludzką powłoce. Wygląda na szczupłego mężczyznę w sile wieku. Ma długie, kruczoczarne włosy, które lekkimi falami spływają na jego ramiona i sięgają połowy pleców. Jego szczękę porasta centymetrowa broda, która zawsze wygląda na starannie przystrzyżoną (aczkolwiek ona zwyczajnie nie ... (Więcej)

Postprzez Xena » Cz sty 07, 2010 5:13 pm

Ja mam kilka, bardzo bliskich memu sercu.

Pierwszy to utwór Adama Mickiewicza "Niepewność"
Taki piękny, swego czasu jednym tchem mówiliśmy go oboje,
później topiąc się w sobie....I wciąż grało w nas czy to jest przyjaźń czy to jest kochanie...

--------------------------------------------------------
Źródło

Niepewność
Adam Mickiewicz

Gdy cię nie widzę, nie wzdycham, nie płaczę,
Nie tracę zmysłów, kiedy cię zobaczę;
Jednakże gdy cię długo nie oglądam,
Czegoś mi braknie, kogoś widzieć żądam;
I tęskniąc sobie zadaję pytanie:
Czy to jest przyjaźń? czy to jest kochanie?


Gdy z oczu znikniesz, nie mogę ni razu
W myśli twojego odnowić obrazu?
Jednakże nieraz czuję mimo chęci,
Że on jest zawsze blisko mej pamięci.
I znowu sobie powtarzam pytanie:
Czy to jest przyjaźń? czy to jest kochanie?


Cierpiałem nieraz, nie myślałem wcale,
Abym przed tobą szedł wylewać żale;
Idąc bez celu, nie pilnując drogi,
Sam nie pojmuję, jak w twe zajdę progi;
I wchodząc sobie zadaję pytanie;
Co tu mię wiodło? przyjaźń czy kochanie?


Dla twego zdrowia życia bym nie skąpił,
Po twą spokojność do piekieł bym zstąpił;
Choć śmiałej żądzy nie ma w sercu mojem,
Bym był dla ciebie zdrowiem i pokojem.
I znowu sobie powtarzam pytanie:
Czy to jest przyjaźń? czy to jest kochanie?


Kiedy położysz rękę na me dłonie,
Luba mię jakaś spokojność owionie,
Zda się, że lekkim snem zakończę życie;
Lecz mnie przebudza żywsze serca bicie,
Które mi głośno zadaje pytanie:
Czy to jest przyjaźń? czyli też kochanie?


Kiedym dla ciebie tę piosenkę składał,
Wieszczy duch mymi ustami nie władał;
Pełen zdziwienia, sam się nie postrzegłem,
Skąd wziąłem myśli, jak na rymy wbiegłem;
I zapisałem na końcu pytanie:
Co mię natchnęło? przyjaźń czy kochanie?

--------------------------------------------------------
Kocham wiosnę, kocham maj, kocham wiersze o miłości...
Więc coś takiego oh, ah by można było odpłynąć w zielone zakątki myśli
gdy ptaki śpiewają nam nad głowami, drzewa szumią koronami, trawa łaskocze nas po stopach. I lubię jaśmin, te drobne kwiatuszki przyprawiają o zawroty głowy...

Źródło

*** (Ty przychodzisz jak noc majowa...)
Leśmian Bolesław

Ty przychodzisz jak noc majowa...
Biała noc, noc uśpiona w jaśminie...
I jaśminem pachną twe słowa...
I księżycem sen srebrny płynie...
Kocham cię...

*

Nie obiecuję ci wiele...
Bo tyle co prawie nic...
Najwyżej wiosenną zieleń...
I pogodne dni...
Najwyżej uśmiech na twarzy...
I dłoń w potrzebie...
Nie obiecuję ci wiele...
Bo tylko po prostu siebie...

*

Kocham cię jak powietrze.
Jak dziurę w starym swetrze.
Jak drzewo na polanie...
Po prostu kocham cię... kochanie.

*

Czy pozwolisz, ze ci powiem...
W wielkim skrócie i milczeniu...
Że ci oddam i otworzę...
W ciszy serc, w potoków lśnieniu...
Słowa dwa przez sen porwane...
Przez noc ukryte... przez czas schwytane...
Słowa dwa, co brzmią jak śpiew,
dwa proste słowa....kocham cię.

--------------------------------------------------------
Teraz udajmy się do krainy snów...
Wtedy przed snem najlepiej się piszę i myśli.
Zawsze natłok jest wrażeń, więc oto sen napływa na nasze oczy i zamyka je na kilka godzin...Sekretne życie za murami świadomości....

Źródło

EDGAR ALLAN POE

Kraina snu

Idąc w ciemny szlak nieznany,
Od złych duchów opętany,
Z krain, kędy bóstwo Noc
Samowładną dzierży moc
I w gwieździstej lśniąc koronie
Na swym czarnym siedzi tronie,
Świeżom wrócił w nasze światy...
Spoza Thule lodowatej -
Z sfer, co we mgłach się promienią,
Poza C z a s e m i P r z e s t r z e n i ą.
...
Tam doliny są bezdenne,
Tam urwiska są kamienne,
Tam są głazy fantastyczne -
Letargiczne - magnetyczne -
I otchłanie - i pieczary -
I olbrzymich lądów jary -
Niepojętych kształtów mary -
Wiekuistych mgieł opary.
Niebotyczne dzikie góry
I bezbrzeżnych mórz lazury,
Mórz, co dyszą bez wytchnienia
Pod błękitem z krwi płomienia.
I jeziora nieskończone,
W martwą wodę skrysztalone,
W martwą wodę lodowatą,
Śnieżnych lilij strojne szatą.
.
U tych jezior nieskończonych,
W martwą wodę skrysztalonych,
W martwą wodę lodowatą,
Śnieżnych lilij strojnych szatą -
U tych gór - i u tych rzek,
Które szumią z wieku w wiek -
U tych borów - u tych błót,
Gdzie jaszczurek żyje ród -
U tych mrocznych kałuż brzegu,
Przeraźliwych wiedźm noclegu,
I w wszetecznej każdej plamie,
I w rozpacznej każdej jamie,
Gdy tu błądzisz, wszędzie ci
Zapomniana, nikła lśni
Jakaś mara przeszłych dni,
Zaczajone błędne twarze,
Gdy wędrowiec się ukarze,
Nagle jawią się jak cienie,
Dreszcz w nim budzą i westchnienie.
Drogie widma w białych szatach,
Niecielesne w obu światach -
I na ziemi - i na niebie -
Schodzą - niby mgła - do ciebie.
.
Bowiem sercom bolejącym
Kraj ten światem jest kojącym;
Tym, co męką dyszą bladą,
Kraj ten jest - jak Eldorado.
Bo wędrowiec, co tu zboczy,
Przez zamknięte widzi oczy,
Przed otwartą zaś źrenicą
Świat ten - wieczną tajemnicą.
Tak chce Pan, co zakaz święty,
Dał powiece nie zamkniętej.
Duch, co błądzi ziemią tą,
Przez zaćmione patrzy szkło.
...
Idąc w ciemny szlak nieznany,
Od złych duchów opętany,
Z krain, kędy bóstwo Noc
Samowładną dzierży moc
I w gwieździstej lśniąc koronie
Na swym czarnym siedzi tronie,
Świeżom wrócił w nasze światy...
Spoza Thule lodowatej
...
EDGAR ALLAN POE

Kraina snu

Idąc w ciemny szlak nieznany,
Od złych duchów opętany,
Z krain, kędy bóstwo Noc
Samowładną dzierży moc
I w gwieździstej lśniąc koronie
Na swym czarnym siedzi tronie,
Świeżom wrócił w nasze światy...
Spoza Thule lodowatej -
Z sfer, co we mgłach się promienią,
Poza C z a s e m i P r z e s t r z e n i ą.
...
Tam doliny są bezdenne,
Tam urwiska są kamienne,
Tam są głazy fantastyczne -
Letargiczne - magnetyczne -
I otchłanie - i pieczary -
I olbrzymich lądów jary -
Niepojętych kształtów mary -
Wiekuistych mgieł opary.
Niebotyczne dzikie góry
I bezbrzeżnych mórz lazury,
Mórz, co dyszą bez wytchnienia
Pod błękitem z krwi płomienia.
I jeziora nieskończone,
W martwą wodę skrysztalone,
W martwą wodę lodowatą,
Śnieżnych lilij strojne szatą.
.
U tych jezior nieskończonych,
W martwą wodę skrysztalonych,
W martwą wodę lodowatą,
Śnieżnych lilij strojnych szatą -
U tych gór - i u tych rzek,
Które szumią z wieku w wiek -
U tych borów - u tych błót,
Gdzie jaszczurek żyje ród -
U tych mrocznych kałuż brzegu,
Przeraźliwych wiedźm noclegu,
I w wszetecznej każdej plamie,
I w rozpacznej każdej jamie,
Gdy tu błądzisz, wszędzie ci
Zapomniana, nikła lśni
Jakaś mara przeszłych dni,
Zaczajone błędne twarze,
Gdy wędrowiec się ukarze,
Nagle jawią się jak cienie,
Dreszcz w nim budzą i westchnienie.
Drogie widma w białych szatach,
Niecielesne w obu światach -
I na ziemi - i na niebie -
Schodzą - niby mgła - do ciebie.
.
Bowiem sercom bolejącym
Kraj ten światem jest kojącym;
Tym, co męką dyszą bladą,
Kraj ten jest - jak Eldorado.
Bo wędrowiec, co tu zboczy,
Przez zamknięte widzi oczy,
Przed otwartą zaś źrenicą
Świat ten - wieczną tajemnicą.
Tak chce Pan, co zakaz święty,
Dał powiece nie zamkniętej.
Duch, co błądzi ziemią tą,
Przez zaćmione patrzy szkło.
...
Idąc w ciemny szlak nieznany,
Od złych duchów opętany,
Z krain, kędy bóstwo Noc
Samowładną dzierży moc
I w gwieździstej lśniąc koronie
Na swym czarnym siedzi tronie,
Świeżom wrócił w nasze światy...
Spoza Thule lodowatej
...
EDGAR ALLAN POE

Kraina snu

Idąc w ciemny szlak nieznany,
Od złych duchów opętany,
Z krain, kędy bóstwo Noc
Samowładną dzierży moc
I w gwieździstej lśniąc koronie
Na swym czarnym siedzi tronie,
Świeżom wrócił w nasze światy...
Spoza Thule lodowatej -
Z sfer, co we mgłach się promienią,
Poza C z a s e m i P r z e s t r z e n i ą.
...
Tam doliny są bezdenne,
Tam urwiska są kamienne,
Tam są głazy fantastyczne -
Letargiczne - magnetyczne -
I otchłanie - i pieczary -
I olbrzymich lądów jary -
Niepojętych kształtów mary -
Wiekuistych mgieł opary.
Niebotyczne dzikie góry
I bezbrzeżnych mórz lazury,
Mórz, co dyszą bez wytchnienia
Pod błękitem z krwi płomienia.
I jeziora nieskończone,
W martwą wodę skrysztalone,
W martwą wodę lodowatą,
Śnieżnych lilij strojne szatą.
.
U tych jezior nieskończonych,
W martwą wodę skrysztalonych,
W martwą wodę lodowatą,
Śnieżnych lilij strojnych szatą -
U tych gór - i u tych rzek,
Które szumią z wieku w wiek -
U tych borów - u tych błót,
Gdzie jaszczurek żyje ród -
U tych mrocznych kałuż brzegu,
Przeraźliwych wiedźm noclegu,
I w wszetecznej każdej plamie,
I w rozpacznej każdej jamie,
Gdy tu błądzisz, wszędzie ci
Zapomniana, nikła lśni
Jakaś mara przeszłych dni,
Zaczajone błędne twarze,
Gdy wędrowiec się ukarze,
Nagle jawią się jak cienie,
Dreszcz w nim budzą i westchnienie.
Drogie widma w białych szatach,
Niecielesne w obu światach -
I na ziemi - i na niebie -
Schodzą - niby mgła - do ciebie.
.
Bowiem sercom bolejącym
Kraj ten światem jest kojącym;
Tym, co męką dyszą bladą,
Kraj ten jest - jak Eldorado.
Bo wędrowiec, co tu zboczy,
Przez zamknięte widzi oczy,
Przed otwartą zaś źrenicą
Świat ten - wieczną tajemnicą.
Tak chce Pan, co zakaz święty,
Dał powiece nie zamkniętej.
Duch, co błądzi ziemią tą,
Przez zaćmione patrzy szkło.
...
Idąc w ciemny szlak nieznany,
Od złych duchów opętany,
Z krain, kędy bóstwo Noc
Samowładną dzierży moc
I w gwieździstej lśniąc koronie
Na swym czarnym siedzi tronie,
Świeżom wrócił w nasze światy...
Spoza Thule lodowatej
...
--------------------------------------------------------

Chyba tyle, na razie....z tych najbliższych memu sercu.
Sufletul ei mu mai poate fi salvat!
Este blestemata!
Single este viata si o sa fie al meu!
Ma voi ridika din mormint, o so razbun
au toat puterile intunericului!


***

Zankou w czystej piekielnej postaci
Avatar użytkownika
Xena
Kroczący w Snach
 
Rasa: Wampir
Aura: Nieznana.
Wygląd: Jej czarne jak pióra ze skrzydeł kruków włosy kaskadami opadają na delikatnie umięśnione (ot. Taki paradoksik Smile ) ramiona i plecy. Jest wysoką na nieco poniżej sześciu stóp kobieta o lazurowych oczach. Ma długie nogi, a jej ciało tworzy doskonałą klepsydrę. Przeważnie można ją zobaczyć w długiej do kostek spódnicy z rozcięciem z prawej strony sięgającym uda, ... (Więcej)

Postprzez Varlein » Pn kwi 12, 2010 5:07 pm

Tak jak Xenie wiersz "Niepewność" Adama Mickiewicza też jest mi bliski. Pierwszy raz natknąłem się na ten utwór na lekcji j. polskiego. Było to pod koniec podstawówki lub na początku gimnazjum, kiedy z nudów zacząłem przeglądać podręcznik. Od tamtej pory Mickiewicz zajął szczególne miejsce w moim sercu.

Innym wierszem, który bardzo mi się spodobał jest Spleen Charles'a Baudelaire

"Jestem jak władca kraju, gdzie deszcz siąpi szary
Wśród swych bogactw bezsilny, wśród młodości stary,
Który za nic ma dworzan służalcze pokłony
I wśród psów swoich sfory jest wiecznie znudzony.
Nic go już nie pociąga, zwierz łowny ni sokół,
Ni lud, co pod balkonem dogorywa wokół.
Ulubionego błazna ballada wesoła
Choremu tyranowi nie rozchmurzy czoła;
W grobowiec mu się zmienia wyrzeźbione łoże,
Damy dworu - wszak dla nich piękny każdy książę -
Nie umieją wymyśleć dość bezwstydnej szaty,
By choć uśmiech wywołać na obliczu bladym.
Znawca nauk tajemnych, co mu złoto robi,
Próżno szukał odtrutki na jad tej choroby.
W krwi go skąpać próbował rzymskim obyczajem,
Co to dzierżącym władzę dotąd się przydaje,
Ale trupa nie zdołał ożywić, niestety,
W którym zamiast krwi płynie zdrój lodowy Lety."

Mam szczególną słabość do dekadentyzmu, pon9ieważ z reguły jestem pesymistą. Kolejnym pokrewnym utworem jest "W co wierzyć ?" Zenona Przesmyckiego.

"W co wierzyć dzisiaj, gdy wszystko upada,
W co wierzyć dzisiaj, kiedy błoto tryska
Aż do słonecznych płomieni ogniska,
Gdy zwątpień jadem zatruta biesiada ?

W co wierzyć, kiedy światło nam nie błyska,
Choć mgły już pierzchły ? Nikt nie odpowiada.
Wątpić nam trzeba! Tłumy jęczą"biada!"
Patrząc na złudzeń swych dawnych zwaliska.

Wszystko zbryzgane rozczarowań kałem,
Za dużo wiemy i za mało razem,
I każdy woła dziś w zwątpieniu stałem:

"Gdziem był przed wieki, tam do dziś zostałem,
Nędznym robakiem, nie Boga obrazem,
Daremna pogoń jest za ideałem!"

Innym utworem, który polubiłem jest "Ballada o dumnym rycerzu" Bolesława Leśmiana


"Śpi owo rycerz, śpi bezrozumnie
I raz na zawsze - w dębowej trumnie.
Leży wygodnie, bo się ułożył.
Tak aby nigdy snu nie zatrwożył...
Jego kochanka z różańcem w ręku
Zawodzi pełna skargi i jęku:
Przyszłam ci wyznać moje niemoce,
Że nie wiem, jak tam spędzasz swe noce?...
Bo odkąd w ciemnym nocujesz grobie -
Ani ty przy mnie - ni ja przy tobie!
Kochałam oczy i usta twoje,
Wczoraj kochałam, dzisiaj się boję!
Boję się szatą w mrok zaszeleścić,
Boję się w myśli ciebie popieścić!...
Trzy dni się w myśli twój czar promienił,
Dziś nie wiem, ile grób cię odmienił...
Ani mi z tobą łoża podzielić,
Ani urodą swoją weselić -
Darmo przymuszam uparte ciało,
By się twym oczom podobać chciało!
Przy tobie martwym - ja nieszczęśliwa
Wstydzę się jeno, żem jeszcze żywa!...«
Rozważył rycerz, że w słowach - zdrada,
I po dawnemu leżąc, powiada:
Choć mi robaki oczy wyżarły -
Nie wstyd mi tego, żem już podziemny!...
Taką mam sytość i przepych w próżni,
Że mnie od króla Bóg nie odróżni!
Taka noc błysła nad życia zbiegiem,
Że mu świat cały - jednym noclegiem!
Ani mi słońca, ani mi nieba,
Ani miłości twojej potrzeba!
Ani mi zemsty w onej ustroni,
Gdzie krew nie szemrze i miecz nie dzwoni!
Nie znasz ty dumy, nie znasz pogardy
Tych, którzy w ziemi posnęli twardej...
W piersi ich - wielka ciszy potęga
I żaden zawód ich nie dosięga!
I nawet z resztek zsiniałej wargi
Nie wydobędziesz jęku ni skargi!
Oto w pobliżu mam ja sąsiada,
Co już od serca w proch się rozpada.
Ten ci jest śmiercią ode mnie starszy -
I śpi, na żmijach głowę oparłszy.
Lecz co przecierpiał i co zobaczył -
Nawet półszeptem wyrzec nie raczył!
Nie ulżył jękiem niemej żałobie,
Nie wyznał nigdy, co przeżył w grobie!...
A wszak ci w trupach taka moc bywa,
Że trup i w grobie wiele przeżywa!
Lecz Bogu chyba w dzień zmartwychwstania
W twarz rzuci wzgardę swego wyznania!«
I zamilkł rycerz - dumnie i godnie -
I po dawnemu leżał wygodnie.
Jego kochanka z różańcem w ręku
Odeszła, pełna wstydu i lęku..."

Jeśli jeszcze przypomni mi się jakiś wiersz to go dopiszę. :)
Anioły pierwsze upadły,pierwsze z nieba runęły
Choć takie piękne i pierwsze w nicości zniknęły,
Pierwsze złamały zasady i pierwsze na ziemię spadły,
Pierwsze szukały prawdy i pierwsze prawdę ukradły.
Zostały im tylko wspomnienia i ziemia obrzydła,
Zostały im tylko marzenia zostały pieśni i słowa,
Została im w ciszy z samymi sobą rozmowa.
By Stiil Angel

Miecz Upadłych Varleina
Avatar użytkownika
Varlein
Szukający Snów
 
Inne Postacie: Dolhard, Meiro,
Rasa: Upadły Anioł
Aura: Potężna aura, o poświacie mieniącej się mieszanym kolorem szmaragdu i ciemnym wybijającym się rubinem. Aura ma kolor żelaza, srebra, cyny i kobaltu. Dookoła postaci czuć okropny zapach przypominający siarkę, smołę i palone włosy. Stojąc zaś niedaleko można usłyszeć melodię przynoszącą ulgę zmysłom, wrażenie oświecenia, pomruk grzmotu, uderzenie młota kowalskiego, jak również szczęk metalu. Aura w dotyku jest miękka, sucha, ostra, oraz gładka, ma ciemny matowy kolor. W smaku zaś jest łagodna, gorzka i słona.
Wygląd: Jak każdy anioł jest niezwykle piękny i urodziwy. Pierwsze co się rzuca w oczy, gdy tylko wpadnie w gniew to jego pałające czerwienią oczy, już sam ich nienaturalny blask mówi nam, że to nie jest zwykły śmiertelnik. Rzadko się to zdarza, zazwyczaj są matowo czarne, zdają się nie odbijać światła, a je pochłaniać. Czarne włosy z rzadkimi ciemno fioletowymi pasemkami są ... (Więcej)

Postprzez Niara » Pn kwi 12, 2010 11:55 pm

No to może teraz ja... Oczywiście wiersze mojego Mistrza Leopolda Staffa


Kochanka

Przyjdę do ciebie w północ ciemną, z nowiem...
Drogę przez półmrok wskaże mi tęsknota...
A ty, choć o swym przyjściu nie powiem,
Wyjdziesz i sama otworzysz mi wrota.

Choć ciemno będzie, nie spytasz, kto jestem...
Dotkniesz mej dłoni i zaraz się dowiesz...
W głębokiej ciszy o nic słów szelestem
Nie spytam ciebie - a ty mi odpowiesz...

Cicho mnie w blade pocałujesz skronie,
A choć nie wyznam ci, że mnie coś tłoczy,
Ty mi utulisz głowę na swym łonie
I sama w wieczny sen zamkniesz mi oczy...


Przygnębienie

Zmierzch melancholią szarą spływa…
Senność powieki moje klei,
Pełen znużenia, bez nadziei,
Chce spać bez marzeń i rojenia…
Gdzieś płacz sierocy się odzywa…
Chcę spać… myśl jakaś pośród cienia
Błądzi, sen mąci mi, przerywa,
Ciągła, natrętna, uporczywa…

Światłość dnia blada dogorywa,
Światłość omdlała i znużona…
Zraniona łania kędyś kona
W śmiertelnej ciszy mrocznej kniei…
Litości niemym okiem wzywa…
Jestem znużony, bez nadziei…
Chce spać… Sen mąci mi, przerywa
Wciąż myśl natrętna, uporczywa…

Zmierzch melancholią szarą spływa…
Senność powieki moje klei,
Znużony trudem, bez nadziei,
Błądzi wędrowiec mroźną nocą.
Pustka bezludna w krąg, nieżywa…
Mróz zgnębi go swą twardą mocą…
Chce spać… Sen mąci mi, przerywa
Wciąż myśl natrętna, uporczywa…


Odys

Niech cię nie niepokoją
Cierpienia twe i błędy
Wszędy są drogi proste
Lecz i manowce wszędy

O to chodzi jedynie,
By naprzód wciąż iść śmiało,
Bo zawsze się dochodzi
Gdzie indziej niż się chciało

Zostanie kamień z napisem:
Tu leży taki i taki
Każdy z nas jest Odysem,
Co wraca do swej Itaki.


I rzecz jasna "Deszcz jesienny" ale to każdy zna więc wkleję tylko mój ulubiony fragment

"Przez ogród mój szatan szedł smutny śmiertelnie
I zmienił go w straszną, okropną pustelnię...
Z ponurym, na piersi zwieszonym szedł czołem
I kwiaty kwitnące przysypał popiołem,
Trawniki zarzucił bryłami kamienia
I posiał szał trwogi i śmierć przerażenia...
Aż, strwożon swym dziełem, brzemieniem ołowiu
Położył się na tym kamiennym pustkowiu,
By w piersi łkające przytłumić rozpacze,
I smutków potwornych płomienne łzy płacze..."
Królowa Niara

"A gdy serce twe przytłoczy myśl, że żyć nie warto,
z łez ocieraj cudze oczy, chociaż twoich nie otarto."
Avatar użytkownika
Niara
Pani Snów
 
Inne Postacie: Villemo, Saira, Aruviel, Sauria, Jasmina, Nani, Sava, Siren, Ziva, Zayra, Aurelia, Rumianek, Sasanka, Nivalia, Anette, Azajasz, Alexander, Valerija, Katniss, Yvaine,
Ranga: Obrazek
Rasa: Anioł Światła
Aura: Emanacja jarzy się niesamowicie potężnie w umyśle czytającego, jednocześnie lekko połyskuje, choć pod dogłębniejszą obserwacją matowieje na brzegach, jakby przygasała. Zdaje się nie mieć określonego koloru, jednak niekiedy zyskuje skromne, cynkowe muśnięcia. Szafir, który tworzy poświatę tej wyjątkowej emanacji, dodaje otuchy i napawa wewnętrznie przyjemnym ciepłem. Wokół jej epicentrum unosi się uwodzący zapach lilii, czasem wymieszany z mirrą. Zdarzyć się może również, iż roztaczać się będzie w około przyjemna woń róż. Gdy jest się pod wpływem owej aury przyspiesza puls oraz doznaje się poczucia spełnienia. Naokoło słychać liczne głosy, z których wybrzmiewa śmiech dzieci, acz to wszystko niespodziewanie zagłusza jednolity, głęboki ton. W dotyku jest giętka oraz lepka, zaś na języku pozostawia łagodny, kwaśny smak. Wywołuje również niespodziewany natłok myśli.
Wygląd: Niara jest olśniewająco piękna, jej wygląd jest prawdziwie anielski. Ma szaroniebieskie, duże oczy, które cały czas zdają się być wypełnione głębokim smutkiem. Jej jasnoróżowe usta, których kolor przywodzi na myśl kwiaty kwitnącej jabłoni, ostatnio co raz częściej zdobi śliczny uśmiech. Choć sama często jest smutna nie szczędzi potrzebujących swojego szczerego, ... (Więcej)

Postprzez Raevaron » Cz gru 16, 2010 11:26 pm

Mimo że na epickości stracił po odkryciu, że Ordi żyje to i tak wspaniały poemat. Jeden z niewielu romantycznych, które trawię.



Adam Mickiewicz

Reduta Ordona
Opowiadanie adiutanta



 Nam strzelać nie kazano. — Wstąpiłem na działo
I spojrzałem na pole; dwieście armat grzmiało.
Artyleryji ruskiéj ciągną się szeregi,
Prosto, długo, daleko, jako morza brzegi;
I widziałem ich wodza; — przybiegł, mieczem skinął,
I jak ptak jedno skrzydło wojska swego zwinął.
Wylewa się z pod skrzydła ściśniona piechota
Długą, czarną kolumną, jako lawa błota,
Nasypana iskrami bagnetów. Jak sępy,
Czarne chorągwie na śmierć prowadzą zastępy.
Przeciw nim sterczy biała, wąska, zaostrzona,
Jak głaz, bodzący morze, reduta Ordona.
Sześć tylko miała harmat. Wciąż dymią i świecą;
I nie tyle prędkich słów gniewne usta miecą,
Nie tyle przejdzie uczuć przez duszę w rozpaczy,
Ile z tych dział leciało bomb, kul i kartaczy.

 Patrz, tam granat w sam środek kolumny się nurza,
Jak w fale bryła lawy, pułk dymem zachmurza;
Pęka śród dymu granat, szyk pod niebo leci
I ogromna łysina śród kolumny świeci.
Tam kula, lecąc, z dala grozi, szumi, wyje,
Ryczy, jak byk przed bitwą, miota się, grunt ryje; —
Już dopadła; jak boa śród kolumn się zwija,
Pali piersią, rwie zębem, oddechem zabija.
Najstraszniejszéj nie widać, lecz słychać po dźwięku,
Po waleniu się trupów, po ranionych jęku:
Gdy kolumnę od końca do końca przewierci,
Jak gdyby środkiem wojska przeszedł anioł śmierci.

 Gdzież jest król, co na rzezie tłumy te wyprawia?
Czy dzieli ich odwagę, czy pierś sam nadstawia?
Nie, on siedzi o pięćset mil na swéj stolicy,
Król wielki, samowładnik świata połowicy.
Zmarszczył brwi, — i tysiące kibitek wnet leci;
Podpisał, — tysiąc matek opłakuje dzieci;
Skinął, — padają knuty od Niemna do Chiwy.
Mocarzu, jak Bóg silny, jak szatan złośliwy!
Gdy Turków za Bałkanem twoje straszą spiże,
Gdy poselstwo paryskie twoje stopy liże:
Warszawa jedna twojéj mocy się urąga,
Podnosi na cię rękę i koronę ściąga,
Koronę Kazimierzów, Chrobrych z twojéj głowy,
Boś ją ukradł i skrwawił, synu Wasilowy!

 Car dziwi się — ze strachu drżą Petersburczany,
Car gniewa się — ze strachu mrą jego dworzany;
Ale sypią się wojska, których Bóg i wiara
Jest Car. — Car gniewny: umrzem, rozweselim Cara!
Posłany wódz kaukaski z siłami pół–świata,

 Ura! ura! Patrz, blisko reduty, już w rowy
Walą się, na faszynę kładąc swe tułowy;
Już czernią się na białych palisadach wałów.
Jeszcze reduta w środku, jasna od wystrzałów,
Czerwieni się nad czernią: jak w środek mrowiska
Wrzucony motyl błyska, — mrowie go naciska, —
Zgasł; — tak zgasła reduta. Czyż ostatnie działo,
Śtrącone z łoża, w piasku paszczę zagrzebało?
Czy zapał krwią ostatni bombardyjer zalał?
Zgasnął ogień. — Już Moskal rogatki wywalał.
Gdzież ręczna broń? — Ach, dzisiaj pracowała więcéj,
Niż na wszystkich przeglądach za władzy książęcéj!
Zgadłem, dlaczego milczy, — bo nieraz widziałem
Garstkę naszych, walczącą z Moskali nawałem.
Gdy godzinę wołano dwa słowa: pal, nabij;
Gdy oddechy dym tłumi, trud ramiona słabi;
A wciąż grzmi rozkaz wodzów, wre żołnierza czynność;
Na koniec bez rozkazu pełnią swą powinność,
Na koniec bez rozwagi, bez czucia, pamięci,
Żołnierz, jako młyn palny, nabija, grzmi, kręci
Broń od oka do nogi, od nogi na oko:
Aż ręka w ładownicy długo i głęboko
Szukała, nie znalazła — i żołnierz pobladnął,
Nie znalazłszy ładunku, już bronią nie władnął,
I uczuł, że go pali strzelba rozogniona;
Upuścił ją i upadł; nim dobiją, skona!…
Takem myślił, — a w szaniec nieprzyjaciół kupa
Już lazła, jak robactwo na świeżego trupa.

 Pociemniało mi w oczach; a gdym łzy ocierał,
Słyszałem, że coś do mnie mówił mój Jenerał.
On przez lunetę, wspartą na mojém ramieniu,
Długo na szturm i szaniec poglądał w milczeniu.
Na koniec rzekł: „Stracona”. — Spod lunety jego
Wymknęło się łez kilka, — rzekł do mnie: „Kollego,
Wzrok młody od szkieł lepszy; patrzaj, tam na wale,
Znasz Ordona, czy widzisz, gdzie jest?” — „Jenerale,
Czy go znam? — Tam stał zawsze, to działo kierował.
Nie widzę — znajdę — dojrzę — śród dymu się schował:
Lecz śród najgęstszych kłębów dymu, ileż razy
Widziałem rękę jego, dającą rozkazy…
Widzę go znowu — widzę rękę — błyskawicę,
Wywija, grozi wrogom, trzyma palną świécę,
Biorą go — zginął. — O, nie — skoczył w dół, do lochów!” —
„Dobrze — rzecze Jenerał, — nie odda im prochów”.

 Tu blask, — dym, — chwila cicho — i huk jak stu gromów!

 Zaćmiło się powietrze od ziemi wyłomów:
Harmaty podskoczyły i jak wystrzelone
Toczyły się na kołach; lonty zapalone
Nie trafiły do swoich panew. I dym wionął
Prosto ku nam; i w gęstéj chmurze nas ochłonął.
I nie było nic widać, prócz granatów blasku,
I powoli dym rzedniał, opadał deszcz piasku.
Spojrzałem na redutę. — Wały, palisady,
Działa, i naszych garstka i wrogów gromady:
Wszystko jako sen znikło! — Tylko czarna bryła
Ziemi niekształtnéj leży — rozjemcza mogiła.
Tam i ci, co bronili, — i ci, co się wdarli,
Pierwszy raz pokój szczery i wieczny zawarli;
Choćby cesarz Moskalom kazał wstać: już dusza
Moskiewska, tam raz pierwszy, Cesarza nie słusza!
Tam zagrzebane tylu set ciała, imiona:
Dusze gdzie? nie wiem; lecz wiem, gdzie dusza Ordona
On będzie Patron szańców! — Bo dzieło zniszczenia
W dobréj sprawie jest święte, jak dzieło tworzenia:
Bóg wyrzekł słowo *stań się*, Bóg i *zgiń* wyrzecze!
Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze,
Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona
Obleją, jak Moskale redutę Ordona:
Karząc plemie zwycięzców zbrodniami zatrute,
Bóg wysadzi tę ziemię, jak on swą redutę.
Avatar użytkownika
Raevaron
Błądzący na granicy światów
 
Rasa: Człowiek
Aura: Bardzo słaba, błyszcząca aura mieniąca się żelazem i wydzielająca szmaragdową poświatę. Praktycznie nie wydziela zapachu, za to czuć przy niej delikatny chłód. W dotyku jest twarda i sztywna, w smaku zaś łagodna i gorzka.
Wygląd: Nie najwyższy, przeciętnego wzrostu. Młoda twarz przyozdobiona została kilkoma pomniejszymi bliznami i jedną większą mknącą obok prawego ucha, przez polik, aż do brody. Kręcone włosy, oplatają chaotycznymi meandrami jego głowę gładząc delikatnie ramiona przy powiewie wiatru. Czysty błękit oczu kontrastuje z surowymi znamionami walk. Jednak po dokładniejszym przyjrzeniu owe ... (Więcej)

Postprzez Gardenia » So gru 18, 2010 2:20 pm

Tygrys - William Blake
bardzo lubię ten wiersz, szczególnie dwie pierwsze zwrotki.

Tygrysie, błysku w gąszczach mroku:
Jakiemuż nieziemskiemu oku
Przyśniło się, że noc rozświetli
Skupiona groza twej symetrii?

Jakaż to otchłań nieb odległa
Ogień w źrenicach twych zażegła?
Czyje to skrzydła, czyje dłonie
Wznieciły to, co w tobie płonie?

Skąd prężna krew, co życie wwierca
W skręcony supeł twego serca?
Czemu w nim straszne tętno bije?
Czyje w tym moce? kunszty czyje?

Jakim to młotem kuł zajadle
Twój mózg, na jakim kładł kowadle
Z jakich palenisk go wyjmował
Cęgami wszechpotężny kowal?

Gdy rój gwiazd ciskał swe włócznie
Na ziemię, łzami wilżąc jutrznię,
Czy się swym dziełem Ten nie strwożył,
Kto Jagnię lecz i ciebie stworzył

Tygrysie, błysku w gąszczach mroku:
W jakim to nieśmiertelnym oku
Śmiał wszcząć się sen, że noc rozświetli
Skupiona groza twej symetrii?


(tłum. Stanisław Barańczak)

...i jeszcze kawałek oryginału:

Tiger, tiger, burning bright
In the forests of the night,
What immortal hand or eye
Could frame thy fearful symmetry?[...]
Cenzurze fabularnej mówimy Nie.
Gardenia
Zsyłający Sny
 
Rasa:
Aura: Potężna, barachitowa aura o turmalinowej poświacie. Wokół niej słychać trzask ognia i grzmoty. Wydziela zapach miodu i kwiatów. W dotyku jest giętka, twarda i ostra a w smaku łagodna i gorzka.
Wygląd:

Postprzez Tejla » So gru 18, 2010 7:15 pm

Herbert:
Przesłanie Pana Cogito

Idź dokąd poszli tamci do ciemnego kresu
po złote runo nicości twoją ostatnią nagrodę

idź wyprostowany wśród tych co na kolanach
wśród odwróconych plecami i obalonych w proch

ocalałeś nie po to aby żyć
masz mało czasu trzeba dać świadectwo

bądź odważny gdy rozum zawodzi bądź odważny
w ostatecznym rachunku jedynie to się liczy

a Gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

niech nie opuszcza ciebie twoja siostra Pogarda
dla szpiclów katów tchórzy - oni wygrają
pójdą na twój pogrzeb i z ulgą rzucą grudę
a kornik napisze twój uładzony życiorys

i nie przebaczaj zaiste nie w twojej mocy
przebaczać w imieniu tych których zdradzono o świcie

strzeź się jednak dumy niepotrzebnej
oglądaj w lustrze swą błazeńską twarz
powtarzaj: zostałem powołany - czyż nie było lepszych

strzeż się oschłości serca kochaj źródło zaranne
ptaka o nieznanym imieniu dąb zimowy
światło na murze splendor nieba
one nie potrzebują twego ciepłego oddechu
są po to aby mówić: nikt cię nie pocieszy

czuwaj - kiedy światło na górach daje znak - wstań i idź
dopóki krew obraca w piersi twoją ciemną gwiazdę

powtarzaj stare zaklęcia ludzkości bajki i legendy
bo tak zdobędziesz dobro którego nie zdobędziesz
powtarzaj wielkie słowa powtarzaj je z uporem
jak ci co szli przez pustynię i ginęli w piasku

a nagrodzą cię za to tym co mają pod ręką
chłostą śmiechu zabójstwem na śmietniku

idź bo tylko tak będziesz przyjęty do grona zimnych czaszek
do grona twoich przodków: Gilgamesza Hektora Rolanda
obrońców królestwa bez kresu i miasta popiołów

Bądź wierny Idź


Szymborska

Cebula

Co innego cebula.
Ona nie ma wnętrzności.
Jest sobą na wskroś cebula,
do stopnia cebuliczności.
Cebulasta na zewnątrz,
cebulowa do rdzenia,
mogłaby wejrzeć w siebie
cebula bez przerażenia.

W nas obczyzna i dzikość
ledwie skórą przykryta,
inferno w nas interny,
anatomia gwałtowna,
a w cebuli cebula,
nie pokrętne jelita.
Ona wielekroć naga,
do głębi itympodobna.

Byt niesprzeczny cebula,
udany cebula twór.
W jednej po prostu druga,
w większej mniejsza zawarta,
a w następnej kolejna,
czyli trzecia i czwarta.
Dośrodkowa fuga.
Echo złożone w chór.

Cebula, to ja rozumiem:
najnadobniejszy brzuch świata.
Sam się aureolami
na własną chwałę oplata.
W nas - tłuszcze, nerwy, żyły,
śluzy i sekretności.
I jest nam odmówiony
idiotyzm doskonałości.


Baczyński
Z głową na karabinie

Nocą słyszę, jak coraz bliżej
drżąc i grając krąg się zaciska.
A mnie przecież zdrój rzeźbił chyży,
wyhuśtała mnie chmur kołyska.
A mnie przecież wody szerokie
na dźwigarach swych niosły ptaki
bzu dzikiego; bujne obłoki
były dla mnie jak uśmiech matki.
Krąg powolny dzień czy noc krąży,
ostrzem świszcząc tnie już przy ustach,
a mnie przecież tak jak innym
ziemia rosła tęga - nie pusta.
I mnie przecież jak dymu laska
wytryskała gołębia młodość;
teraz na dnie śmierci wyrastam
ja - syn dziki mego narodu.
Krąg jak nożem z wolna rozcina,
przetnie światło, zanim dzień minie,
a ja prześpię czas wielkiej rzeźby
z głową ciężką na karabinie.
Obskoczony przez zdarzeń zamęt,
kręgiem ostrym rozdarty na pół,
głowę rzucę pod wiatr jak granat,
piersi zgniecie czas czarną łapą;
bo to była życia nieśmiałość,
a odwaga - gdy śmiercią niosło.
Umrzeć przyjdzie, gdy się kochało
wielkie sprawy głupią miłością.
Avatar użytkownika
Tejla
Mieszkaniec Sennej Krainy
 
Inne Postacie: Yasi, Liwian,
Rasa: Nimfa
Aura: Całkiem przeciętna, barachitowo-cynowa o silnej, szafirowej poświacie. Słychać przy niej zmysłowy, jakby nieludzko głęboki szept, szmer górskiego strumienia i głęboką, jakby hipnotyczną melodię. Wydziela intensywny zapach kwiatów i lasu. W dotyku gładka i miękka, a w smaku kwaśna
Wygląd: Piękna, wysoka i szczupła dziewczyna o niezwykle długich i jasnych włosach opadających kaskadą na plecy. W jej oczach można dostrzec głębię oceanu, a w
śmiechu dosłyszeć cicho kapiącą wodę. Porusza się z gracją, wręcz płynie w powietrzu. Nosi zwiewną, czarną sukienkę na ramiączkach sięgającą połowy
uda i odkrywającą całe plecy. Gdy wchodzi do wody ściąga ją ...
(Więcej)

Postprzez Gardenia » So maja 21, 2011 4:16 pm

Z okazji końca świata...


ROBERT LEE FROST : Ogień i lód

Jedni mówią, że świat zniszczy ogień,
Inni, że lód.
Iż poznałem pożądania srogie,
Jestem z tymi, którzy mówią: ogień.
Gdyby świat zaś dwakroć ginąć mógł,
Myślę, że wiem o nienawiści
Dość, by rzec: równie dobry lód
Jest, aby niszczyć,
I jest go w bród.


tłum. Ludmiła Marjańska.
Cenzurze fabularnej mówimy Nie.
Gardenia
Zsyłający Sny
 
Rasa:
Aura: Potężna, barachitowa aura o turmalinowej poświacie. Wokół niej słychać trzask ognia i grzmoty. Wydziela zapach miodu i kwiatów. W dotyku jest giętka, twarda i ostra a w smaku łagodna i gorzka.
Wygląd:

Postprzez Orpheus » Wt maja 24, 2011 12:50 am

A taki ładny znaleziony w Asfaltowym Salonie, Waldemara Łysiaka, którego polecam. Świetny.

Widzisz, ja żyję.
Żyję w harmonii z Ziemią.
Żyję w harmonii z Bogami.
Żyję w harmonii ze wszystkim,
                     co jest piękne.
Żyję w harmonii z Tobą.
Widzisz, żyję, żyję!

- poemat indiański
I will get to you
And take you down
Tear your insides out
Crush your soul
Avatar użytkownika
Orpheus
Mieszkaniec Sennej Krainy
 
Inne Postacie: Anzhela, Roxalane, Kazimir(Dead),
Ranga: Zakochany Szlachcic
Rasa: Człowiek
Aura: Słaba cynowa aura. Co jakiś czas można zaobserwować jednak delikatne przebłyski platyny. Roztacza wokół siebie obsydianową poświatę oraz głuchą ciszę. Pachnie drogimi perfumami, a jeśli się jej dotkinie poczuć można jej giętkość i niebezpieczną ostrość. Skosztowanie jej zaś skończy się na pewno poczuciem gorzkiego smaku.
Wygląd: Młody Reventlow posiada jasne włosy, zwykle ścięte do długości jego karku. Twarz ma bardzo ładną nie zniszczoną jeszcze życiem. Ciągle treningi fechtunku i jazdy konnej sprawiły, że jest w miarę postawny. Jedno co mu można przyznać to to, że jest niesamowicie przystojny. Jego widok wymusza zduszone okrzyki wśród młodych i pięknych szlachcianek. Już od dawna przyznano mu ... (Więcej)
Uwagi: Orpheusowi towarzyszy zazwyczaj dużo różnych postaci, często oddanych i wiernych. Między innymi jest to Malaika piękna złotowłosa dziewczyna o śniadym kolorze skóry, nieznanego pochodzenia, ... (Więcej)

Postprzez Comeda » Pn maja 30, 2011 8:13 pm

Hm.....

Moim faworytem, jest fraszka Kochanowskiego "Na Lipę".  
Według mnie, odznacza się wyjątkowym, harmonicznym spokojem....

Gościu, siądź pod mym liściem, a odpocznij sobie!
Nie dójdzie cię tu słońce, przyrzekam ja tobie,
Choć się nawysszej wzbije, a proste promienie
Ściągną pod swoje drzewa rozstrzelane cienie.
Tu zawżdy chłodne wiatry z pola zawiewają,
Tu słowicy, tu szpacy wdzięcznie narzekają.
Z mego wonnego kwiatu pracowite pszczoły
Biorą miód, który potym szlachci pańskie stoły.
A ja swym cichym szeptem sprawić umiem snadnie,
Że człowiekowi łacno słodki sen przypadnie.
Jabłek wprawdzie nie rodzę, lecz mię pan tak kładzie
Jako szczep napłodniejszy w hesperyskim sadzie.


Oraz jeszcze jeden, mniej znany wiersz z książki "Hiperprzestrzeń" - Michio Kaku, który również lubię:

Pewna młoda dama imieniem Aurora
Gdy nie pędziła szybciej od światła, była chora.
Kiedy razu pewnego w podróż wyjechała,
Na relatywny sposób się zdecydowała
I powróciła poprzedniego wieczora.
Comeda
 
Rasa: Górski Elf
Aura: Nieco silniejsza od przeciętnej, matowiejąca aura w ciemnym odcieniu koloru cynkowego, z domieszką barw żelaznej i srebrnej. Roztacza ametystową poświatę oraz charakterystyczny zapach rześkiego, górskiego powietrza. Wokół słychać zawodzący wiatr, niekiedy niosący ze sobą echo trudnych do pojęcia słów, rozbrzmiewa też płynąca z bardzo daleka muzyka, czasem pojawia się dźwięk przywodzący na myśl uderzenia kowalskiego młota w kuźni. W dotyku aura jest ostra i dość giętka, zaś w złożonym smaku dominuje łagodna gorycz z wyraźnie zaznaczoną słoną nutą. Od emanacji biją podmuchy, sporadycznie pojawiają się też silne pchnięcia próbujące przewrócić odczytującą ją osobę.
Wygląd: Wysoka, mierząca 180 cm wzrostu kobieta, posiadająca bardzo długie jasnoszare włosy, które niebawem zaczną sięgać pasa. Mimo faktu iż jej drobna
budowa nie pozwala na noszenie wielkich i ciężkich przedmiotów, nadrabia ten fakt nieco ponadprzeciętną zwinnością. Posiada orli nos, proste brwi, zimny
wzrok, oraz jako że jest elfem - szpiczaste uszy. Jej cera jest niezwykle ...
(Więcej)
Uwagi: Preferuje poważną postawę i podejście do życia oraz wymaga tego od innych osób mających do niej jakąkolwiek sprawę.

Postprzez Miriamele » Cz cze 02, 2011 6:47 pm

Mi z kolei bardzo przypadł melancholijny wiersz Leopolda Staffa:


DESZCZ JESIENNY

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny
I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,
Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...
Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną
I światła szarego blask sączy się senny...
O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...


Wieczornych snów mary powiewne, dziewicze
Na próżno czekały na słońca oblicze...
W dal poszły przez chmurną pustynię piaszczystą,
W dal ciemną, bezkresną, w dal szarą i mglistą...
Odziane w łachmany szat czarnej żałoby
Szukają ustronia na ciche swe groby,
A smutek cień kładzie na licu ich miodem...
Powolnym i długim wśród dżdżu korowodem
W dal idą na smutek i życie tułacze,
A z oczu im lecą łzy... Rozpacz tak płacze...


To w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny
I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,
Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...
Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną
I światła szarego blask sączy się senny...
O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...


Ktoś dziś mnie opuścił w ten chmurny dzień słotny...
Kto? Nie wiem... Ktoś odszedł i jestem samotny...
Ktoś umarł... Kto? Próżno w pamięci swej grzebię...
Ktoś drogi... wszak byłem na jakimś pogrzebie...
Tak... Szczęście przyjść chciało, lecz mroków się zlękło.
Ktoś chciał mnie ukochać, lecz serce mu pękło,
Gdy poznał, że we mnie skrę roztlić chce próżno...
Zmarł nędzarz, nim ludzie go wsparli jałmużną...
Gdzieś pożar spopielił zagrodę wieśniaczą...
Spaliły się dzieci... Jak ludzie w krąg płaczą...


To w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny
I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,
Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...
Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną
I światła szarego blask sączy się senny...
O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...


Przez ogród mój szatan szedł smutny śmiertelnie
I zmienił go w straszną, okropną pustelnię...
Z ponurym, na piersi zwieszonym szedł czołem
I kwiaty kwitnące przysypał popiołem,
Trawniki zarzucił bryłami kamienia
I posiał szał trwogi i śmierć przerażenia...
Aż, strwożon swym dziełem, brzemieniem ołowiu
Położył się na tym kamiennym pustkowiu,
By w piersi łkające przytłumić rozpacze,
I smutków potwornych płomienne łzy płacze...


To w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny
I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,
Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...
Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną
I światła szarego blask sączy się senny...
O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...
Avatar użytkownika
Miriamele
Szukający Snów
 
Inne Postacie: Aphrael,
Rasa: Elf
Aura: Aura będąca na pograniczu przeciętności i słabości, ma głęboką, cynową barwę i niknącą, szafirową poświatę. Odznacza się niskim, stałym tonem i szelestem suchych liści. Pachnie lasem. Będąca giętką w dotyku, aura ta jest gorzka.
Wygląd: Niezwykle wysoka. Ma białe, długie włosy. Końcówki są czarne, co kontrastuje z ich naturalnym kolorem. Ma jasną, prawie białą skórę i pociągłą, piękną twarz. Jej oczy zwykle są jasnoniebieskie, ale gdy jest naprawdę szczęśliwa rozbłyskają intensywnym błękitem, zaś gdy jest zdenerwowana lub smutna przybierają kolor ciemnego granatu. Ma pełne usta i kształtny nos. Jej ... (Więcej)

Postprzez Galanoth » Cz cze 02, 2011 9:59 pm

Gdybym miał podać Wam ulubiony poemat, to z pewnością wkleiłbym całą twórczość Byrona :)

Ale za to podam fraszkę Kochanowskiego, "Na matematyka", której się nauczyłem na pamięć w 1klasie gimnazjum :D

Ziemię pomierzył i głębokie morze
Wie jako wstają i zachodzą zorze
Wiatrom rozumie, praktykuje komu
A sam nie widzi, że ma kurwę w domu
Avatar użytkownika
Galanoth
Zsyłający Sny
 
Inne Postacie: Arven, Lucan,
Rasa: Lodowy Elf
Aura: Ta dość silna aura odznacza się naprawdę wieloma barwami. Z początku widać żelazny i srebrny, przyjemnie błyszczą się w promieniach słońca. Następnie można wychwycić kobaltowe, proste pasma i nieco cieńsze, ale pofalowane będące koloru barachitowego. Dół przyozdobiony jest konturem z miedzianej wstęgi. Całość tonie w ametystowym świetle. Wystarczyć mogą nagle trzaski płomieni przy których po prostu aż robi się gorąco. Dodatkowo wokół sypią się iskry przypominające malutkie, tańczące istoty, znikające po zetknięciu się z ziemią. Następnie wszystko się zmienia, teraz zewsząd dochodzi śmiech dzieci i liczne głosy, można odczuć wrażenie pobytu na jakimś przyjęciu. Jednak po chwili szum wody wywołuje skojarzenie z rwącą rzeką lub wodospadem. Dodatkowo w powietrzu zaczyna się unosić wilgoć, a także maleńkie kropelki. Z oddali niesie się przyjazna, wesoła melodia, dzięki której można się odprężyć. Wraz z emanacją podąża delikatna woń lasu. Jeśli zaś chodzi o powłokę, to jest ona twarda, gnie się z finezją. Mimo prezentowania przy tym ostrych jak brzytwa krańców kusi swą aksamitnością. Na długo pozostawia po sobie lepki posmak.
Wygląd: Galanoth Thelas odbiega troszkę od stereotypów normalnie spotykanego mężczyzny. Ma głębokie piwne oczy oraz włosy koloru platynowego
blondu
sięgające aż do pleców. On sam cały jest wystarczająco duży i szeroki (204cm) by robić za mutanta swojej rasy.
Długoletnie mordercze treningi oraz chęć własna uczyniła z niego wyśmienitego mężczyznę-rycerza. Jest ...
(Więcej)
Uwagi: Zabicie Drakolisza w podziemiach Meot: duża premia do walki z Nieumarłymi
Miecz pokryty deritem: niepodatność na zniszczenia i wzmocniona struktura

Postprzez Gardenia » Cz lip 21, 2011 8:04 am

Staff Leopold

Nadmiar

Dusza moja to puchar, co złoto swej treści
Przelewa rozpienionym, wezbranym nadmiarem.
Dusza moja to wulkan, co ledwo pomieści
Lawę prącą swą uwięź pożarnym oparem.

Boska to gra - żywioły trzymać na obroży,
Rozhukanych szaleństwem rumaków być panem,
Chwycić burzę za włosy, spętać - niech się korzy!
I władać, jak igraszką, grzmiącym oceanem!

Tylko słaby doświadcza czynem swego władztwa.
Zbyt wielka jest potęga ma i me bogactwa!
Dla ogromu mej mocy w czynie ujścia nie ma.

Boska to gra - czuć siły niespożyte, wieczne,
Jak snem bezczynu w ciszy śpią bezużyteczne
Pod wolą mą, co silną dłoń nad nimi trzyma!
Cenzurze fabularnej mówimy Nie.
Gardenia
Zsyłający Sny
 
Rasa:
Aura: Potężna, barachitowa aura o turmalinowej poświacie. Wokół niej słychać trzask ognia i grzmoty. Wydziela zapach miodu i kwiatów. W dotyku jest giętka, twarda i ostra a w smaku łagodna i gorzka.
Wygląd:

Postprzez Archibald » Pt lip 22, 2011 12:40 pm

Znaczy chcesz być pisarzem?

    jeżeli samo nie wyrywa się z ciebie
    na przekór wszystkiemu,
    nie rób tego.

    póki nie wylania się nieproszone z twojego
    serca, umysłu, ust
    i bebechów,
    nie rób tego.

    jeżeli musisz godzinami
    wgapiać się w monitor
    albo garbić nad
    maszyna do pisania,
    szukając słow.,
    nie rób tego.

    jeżeli robisz to dla forsy albo
    sławy,
    nie rób tego.

    jeżeli robisz to, bo chce ci się
    kobiet w łóżku,
    nie rób tego.

    jeżeli musisz wysiadywać,
    przepisując wciąż od nowa,
    nie rób tego.

    jeżeli sama myśl, ze masz to robić,
    jest mordęga,
    nie rób tego.

    jeżeli usiłujesz pisać jak ktoś
    inny,
    odpuść sobie.

    jeżeli musisz czekać, aż z ciebie
    wybuchnie,
    czekaj cierpliwie.
    jeżeli w końcu jednak nie wybucha,
    rób co innego.
    jeżeli najpierw musisz przeczytać to żonie,
    swojej dziewczynie albo chłopakowi,
    rodzicom czy komukolwiek,
    nie jesteś gotów.

    nie bądź jak tylu innych pisarzy,
    nie bądź jak tyle tysięcy
    pisarzy-samozwańców,
    nie bądź drętwy, nudny i
    zżerany samo-
    uwielbieniem.
    biblioteki całego świata ziewały,
    ziewały, aż
    usnęły
    nad takimi jak ty.
    nie dokładaj się do tego
    chyba ze samo wyrywa ci się
    z duszy rakietą,
    chyba ze dalszy bezruch
    kazałby ci oszaleć,
    zabić siebie lub kogoś,
    nie rób tego.

    chyba ze słonce w tobie
    pali ci bebechy,
    nie rób tego.

    kiedy naprawdę przyjdzie pora
    i jeśli zostałeś wybrany,
    zrobi się
    samo i odtąd już będzie się robiło
    póki nie skonasz ty albo ono w
    tobie.

    innej drogi nie ma.
    i nigdy nie było.
Avatar użytkownika
Archibald
Zbłąkana Dusza
 
Rasa: Smokołak
Aura: Cynowa aura o przeciętnej sile i topazowej poświacie. Wokół niej nie słychać żadnego dźwięku. Towarzyszy jej zapach mokrej ziemi oraz wielu innych, trudnych do odróżnienia. W dotyku jest twarda i ostra a w smaku słodko- pikantna.
Wygląd: Mężczyzna. 183 cm w ludzkiej formie - czarne zwichrzone włosy. Prezencja dość enigmatyczna, nienaturalnie niebieskie, świecące oczy (efekt zażywania
Przyprawy - psychoaktywnego środka) z pionowymi źrenicami.
Niezbyt olśniewający jak na smokołaka, ale na pewno nie brzydki. Jego ciało zdobi spora ilość blizn, zwłaszcza plecy i ramiona. Na jego uchu widać czarny
kolczyk.
Uwagi: Nocny Szał - Alter-ego Archibalda, jego smocza forma, dość kuriozalna. Bardziej szybki i zwinny niż brutalny, chociaż dużo silniejszy od człowieka (jak to
zwykle bywa w przypadku smoków), ...
(Więcej)

Postprzez Ana » Pn lip 25, 2011 1:06 am

Bolesław Leśmian - "W malinowym chruśniaku"

W malinowym chruśniaku, przed ciekawych wzrokiem
Zapodziani po głowy, przez długie godziny
Zrywaliśmy przybyłe tej nocy maliny.
Palce miałaś na oślep skrwawione ich sokiem.

Bąk złośnik huczał basem, jakby straszył kwiaty,
Rdzawe guzy na słońcu wygrzewał liść chory,
Złachmaniałych pajęczyn skrzyły się wisiory,
I szedł tyłem na grzbiecie jakiś żuk kosmaty.

Duszno było od malin, któreś, szepcząc, rwała,
A szept nasz tylko wówczas nacichał w ich woni,
Gdym wargami wygarniał z podanej mi dłoni
Owoce, przepojone wonią twego ciała.

I stały się maliny narzędziem pieszczoty
Tej pierwszej, tej zdziwionej, która w całym niebie
Nie zna innych upojeń, oprócz samej siebie,
I chce się wciąż powtarzać dla własnej dziwoty.

I nie wiem, jak się stało, w którym oka mgnieniu,
Żeś dotknęła mi wargą spoconego czoła,
Porwałem twoje dłonie - oddałaś w skupieniu,
A chruśniak malinowy trwał wciąż dookoła.

(Ach, najbardziej uwielbiam te złachmaniałe pajęczyn wisiory. I intryguje mnie fenomen malin jako atrybutu erotycznego w polskiej poezji ^^ A w dodatku Grechuta z Jandą to tak pięknie zaśpiewali: http://w75.wrzuta.pl/audio/4oD1zvoMMwP/ ... chrusniaku  )
Avatar użytkownika
Ana
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
 
Inne Postacie: Aishele,
Rasa: Wampirzyca, dawniej Czarodziejka
Aura: Srebrna aura o bardzo dużej sile i topazowej poświacie. Towarzyszy jej dogłębna cisza przerywana przez rozchodzące się w powietrzu okrzyki agonii. Słychać przy niej spokojną melodię, brzęczenie, dziecięcy śmiech oraz kakofonię dźwięków. Wydziela zapach starych ksiąg i kadzideł. W dotyku jest miękka, gładka i ostra, a w smaku gorzko-słona. Wokół niej roztacza się również mamiący zapach krwi.
Wygląd: Kobieta dziwnej urody, wysoka i smukła. Na jej ramiona spływa kaskada włosów w kolorze niespotykanym, bo zielononiebieskim, ładniej określanym jako turkusowy. Twarz, z której nie da się wyczytać wieku, jest niewątpliwie ładna, lecz owiana jakimś głębokim smutkiem. Pieprzyk na lewym policzku i mądre, duże, trochę zdziwione oczy - zupełnie jak dwa fiołkowe ametysty - dodają jej ... (Więcej)

Następna strona

Powrót do Poezja

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron