[Granica królestwa] Gdzie lecą drzazgi


Warowne miasto położone u podnóża gór, otoczone grubymi murami i basztami, jego bramy zdobią dwa ogromne posagi gryfów. Miasto słynie z handlu, pięknych karczm i ogromnej armi. Armi niezwykłej, bo składającej się z wojowników i gryfów. Od setek lat ekradończycy udomawiają gryfy, które później służą w ich armi, stacjonującej w górach poza miastem.

Postprzez Skowronek » So sty 06, 2018 11:05 pm

        Odpowiedź Kliri zabrzmiała w uszach Skowronka jak zbawienie - nareszcie mogła zrobić coś, w czym była dobra, w czym czuła się dobrze, coś, co sprawiało jej swego rodzaju przyjemność. Nie musiała niańczyć Botana, latać na gryfach, nie musiała bawić się w żadne cyrki, wystarczyło tylko robić to, co przez ostatnie dziesięciolecia zdarzało jej się już nie raz i nie dwa razy. Wtedy jednak z reguły działała pod presją - mając na karku pościg albo starając się właśnie uniknąć tego, by w ogóle zdołali ją zlokalizować. Teraz zaś nic jej ograniczało, miała tyle czasu ile chciała na rozglądanie się i poznawanie mechanizmów, by na pewno żadnym z nich nie zrobić sobie krzywdy. Prawie jakby była na wakacjach! Z tym większym entuzjazmem zakasała rękawy i podkasała spódnicę. W miejsce wbiła ją jednak deklaracja Botana.
        - Co? - zapytała niezbyt elokwentnie. Zdołała poznać już chłopaka na tyle, by wiedzieć, że gracji nie miał on w sobie za grosz i co najwyżej mógłby zrobić sobie krzywdę… Co również nie było wcale takie łatwe, o czym mógł się przekonać pewien prawdziwy niedźwiedź pod Ekradonem. Gdyby tak go przegonić po tych chaszczach…
        - Ej, ale to nie jest taki zły pomysł… - zawtórowała Kliri, gdy ta powiedziała na głos to, o czym ona jedynie pomyślała. Córka Sjansa jednak zaraz zmieniła zdanie, ewidentnie próbując wepchnąć młodego Blewoga komu innemu pod opiekę. Trudno było jej się dziwić, bo Przyjaciółka również by to chętnie zrobiła, lecz wydawało jej się, że łatwiej będzie po prostu zająć go czymś tu, na miejscu.
        - Dobra, to chodźmy - zgodziła się szybko z Kliri i poszła razem z nią w las. Mogły się teoretycznie rozdzielić i pójść w dwóch różnych kierunkach, ale niosło to ze sobą zbyt wielkie ryzyko, po pierwsze przeoczenia czegoś, a po drugie nadziania się przez przypadek na jakąś wyjątkowo sprytną pułapkę. To drugie groziło przede wszystkim elfce, która może była dobra, ale nie doskonała, a poza tym to młoda Ulka wiedziała gdzie co pochowała, powinna więc w nic nie wdepnąć, bo przy tym sprawiała wrażenie najbystrzejszej z osób z Bagien. No, może na równi z ojcem, którego gubiła tylko pewna wrodzona poczciwość. Nic dziwnego, że był drwalem, a nie żołnierzem lub księciem jak jego bracia, chociaż trochę szkoda olbrzymiego potencjału, jaki w nim drzemał…
        - Tą się zajmę - zakomunikowała Przyjaciółka, gdy natknęły się razem z Kliri na pierwszy potykacz, połączony z siecią zamaskowaną liśćmi. Nie dostała żadnej informacji na temat tego, aby gdzieś miała być dodatkowa niespodzianka, więc wszystko przebiegło dla niej rutynowo. Nie zabrała ze sobą żadnej części - wszystko stanowiło chałupniczą dłubaninę, bez porządnych spustów ani innych cudów, co wywoływało tym większy podziw elfki. Gdyby Kliri była młodsza, może warto byłoby zaproponować jej współpracę… Tymczasem jednak elfce zaświtał inny pomysł.
        - Słuchaj… - zagaiła, gdy pomagała dziewczynie rozbroić kolejną pułapkę tak, by nikogo nią przy okazji nie trafić. - Jak ja mam rozmawiać z Botanem? Czasami odnoszę wrażenie, jakbyśmy mówili innymi językami, ja swoje, on swoje.
        Przyjaciółka nawet nie brała pod uwagę tego, że Kliri mogła zinterpretować takie pytanie jak rozterki świeżo upieczonej żony, po prostu nie dopuszczała do siebie tej myśli. Nic jej z Botanem nie łączyło poza tą głupią misją, chciała mu to więc zakomunikować… Chociaż i tak była przekonana, że to nie odniesie żadnego skutku, skoro nawet bystrzejsi od niego łykali tę gadkę o ślubie jak młode pelikany świeże rybki. A przecież protestowała - Niedźwiedź może nie było na tyle rozgarnięty, by to zrozumieć, ale reszta powinna. Ech, zemściło się na niej to pogrywanie z mężczyznami, w końcu trafiła kosa na kamień.
        - Słyszałaś to? - upewniła się nagle, prostując i nasłuchując. Słyszała dobiegające gdzieś z oddali głosy, podniesione i poirytowane, męski i damski… Czyżby…
        - Chodźmy - zaproponowała, bo spodziewała się już kto to tak beztrosko drze się na cały las. Oczywiście nie zamierzała pędzić do nich z zamkniętymi oczami, a raczej iść w tamtym kierunku podczas rozbrajania pułapek Kliri, a tych po drodze było jednak całkiem sporo.
        - Czołem - przywitała się z młodzieżą w tarapatach, z nieskrywanym rozbawieniem obserwując unieruchomionego łucznika i jego wiszącą do góry nogami dziewczynę. - Państwo wzywali?
        Trzeba było te dwie ofiary oswobodzić, by w końcu rodzinka była w komplecie.
Avatar użytkownika
Skowronek
Szukający Snów
 
Inne Postacie: Sanaya, Jorge, Dżari, Yastre, Tioyoa, Kinalali, Widugast, Ijumara, Nikolaus, Kaikomi, Rael, Mniszek,
Rasa: Leśna elfka
Aura: Błyszcząca aura o barwie złotej niczym oczy właścicielki, poznaczona jednak smugami żelaznego koloru. Lekka, podobna do mgły poświata ma barwę bursztynu, unoszą się w niej niewielkie, topazowe drobinki. Nieskalana dźwiękiem emanacja idealnie wplotła się w balsamiczną woń igliwia, wilgoci i wosku. Wrażenia dotykowe przywodzą na myśl kota: aura jest miękka, gładka i bardzo giętka, a miejscami ostra niczym jego pazury. W smaku niezwykle lepka i gorzka.
Wygląd: Ludzie “z branży” spojrzą na Skowronka i powiedzą: “Tak, to z pewnością jest dobra złodziejka”. Wszystko przemawia na jej korzyść. Jest niewysoka, ma raptem 160 cm wzrostu. Zarysy szczupłego, przyjemnego dla męskiego oka ciała zdradzają, że elfka jest wysportowana, ale przy tym niespecjalnie silna, ma smukłą sylwetkę, bez zbędnej muskulatury, wyraźnie wciętą w talii, o ... (Więcej)
Uwagi: Imię postaci odmienia się w rodzaju męskim. Skowronek ma brata bliźniaka - Pliszkę.

Postprzez Sjans » Cz sty 18, 2018 12:22 pm

        Kliri tylko przez chwilę obserwowała sposób w jaki elfka radzi sobie z rozbrajaniem pułapek, po czym nabrawszy przekonania iż przy takiej metodologii działania, dziewczyna nie zrobi sobie krzywdy, młoda Ulka zajęła się niszczeniem dorobku własnej pracy. Pytanie o Botana nieco zbiło ją z tropu, choć tak naprawdę zastanawiającym był już sam fakt że Bri tolerowała Niedźwiedzia. Próba dogadania się z nim stanowiła przełom w wzajemnych kontaktach. Kliri potrzebowała kilku sekund by uświadomić sobie iż być może chodzi o gigantyczne nieporozumienie, w skutek którego Botan uważa się męża elfki, w czasie gdy ta druga nie ma pojęcia jak go od siebie odczepić. Dziewczyna zaczęła się śmiać. Była ciekawa jak przy takich zdolnościach „dogadywania się”, w ogóle udało im się odnaleźć Eldine i wyrwać ja z łap Styfinga?
        - Jeśli próbujesz ogarnąć naturę Botana, to prawdopodobnie jesteś w tym pierwsza. Daj znać gdy dojdziesz do sensownych wniosków. – Oświadczyła Ulka. – Ja do tej pory podejrzewam, że wszyscy Blewogowie przynajmniej w połowie uważają się za prawdziwe niedźwiedzie. A może nawet więcej niż w połowie. Mam nadzieje, że kiedyś uda im się trafić na kogoś, kto zechce wyrywać ich z owej banki nieświadomości. A póki co, jak chcesz mojej rady, sama wymyśl sobie zwierzątko którym rzekomo jesteś, najlepiej takie które absolutnie nie pasuje do miśka, a potem brnij w te argumenty, tłumacząc dlaczego nie możecie być razem.
        W czasie tej dyskusji obie dziewczyny trafiły na dwójkę uwięzionych kochanków z Kamiennego Targu.
        - Psiakrew, nie dość że ojciec miał racje to jeszcze trafiła mi się tak licha zdobycz. – Podsumowała Kliri, widząc znajome twarze w tarapatach.
        - Hej  lordówna. Nie podchodźcie! – Krzyknął Ily. -  Nawet nie próbuj nas ratować bo wszystko tu jest usrane jakimś świństwem.
        - Może faktycznie nie powinnam. – Ulka wyciągnęła rękę w kierunku łucznika, a gdy ten ją chwycił, szarpnęła mocno, pociągając Ily’ego w swoją stronę, jednocześnie pozwalając wypuszczonym strzałom z świstem przeszyć powietrze. Następnie bezceremonialnie odcięła linę w którą zaplątała się Ważka, w skutek czego ta ostatnia z hukiem spadła na ziemię.
        - Delikatna jak zawsze. – Podsumowała Gyneid.
        - Możemy wracać. Widzieliście tu jakieś elfy? – Spytała Kliri.
        - Tylko Skowronka. – Odpowiedziała uzdrowicielka.
        - Jakiego Skowronka?

******
        Sjans nie miał pojęcia czego powinien się spodziewać. Co prawda Eldine wciąż pielęgnowała w sobie uczucia do Guly’ego, jednak po tym jak lord Styfing próbowała go zabić, prawdopodobnie okaleczając przy tym na całe życie, młodszemu z braci Ulka, miłość do córki swojego oprawcy mogła już dawno wybić się z głowy. W zasadzie drwal nie zdziwiłby się gdyby następca na tronie Kamiennego Targu doszedł do wniosku, iż wszystko to było przez dziewczynę ukartowane, tylko po to by zwabić go w pułapkę zastawioną przez odwiecznego wroga. Biorąc pod uwagę wdzięk Eldine i skłonności Guly’ego, nie trudno było się domyślić iż w tym przypadku ryba połknie haczyk. Sjans doskonale rozumiał że tak delikatną rozmowę powinien pozostawić młodym, jednak w żaden sposób nie zmniejszało to jego obaw co do tego czy Ślimakowa Panna wyjdzie z niej cało. A przecież całe powodzenie jego planu zależało właśnie od tego czy ci tutaj się dogadają, nie obrzucając wzajemną winą o przeszłość.
        - Możesz działać. Teraz wszystko w twoich rękach, ale w razie czego pamiętaj że jestem tu by cię wesprzeć. – Powiedział drwal, zapraszając Eldine do środka, jednocześnie samemu usuwając się na zewnątrz.  Pozostawało czekać, chociaż było to jedno z tych oczekiwań, w czasie których wydeptuje się nerwowe ścieżki, chodząc tam i z powrotem.
        Ulka starał się myśleć o czymś innym, jednak jego uwagę nieustannie przyciągała dyskusja toczona w szałasie pustelnika. Odgłos przerażenia i bólu sprawił iż Sjans instynktownie napiął mięśnie. Był gotów od razu wpaść do izby, jednak w porę zdołał zauważyć, że same jęki nie dochodzą stamtąd, a z okolicznych zarośli, z których Botam właśnie wyciągał jakiegoś nieszczęśnika, całego umorusanego błotem.
        - Niedźwiedź znalazł Styfingowego szpiega. – Oznajmił młodzieniec. – I zaraz się tu z nim rozliczy.
        - Tak się składa ze znalazłeś naszego gospodarza. – Wyjaśnił drwal.
Avatar użytkownika
Sjans
Mieszkaniec Sennej Krainy
 
Nagrody: Obrazek Obrazek
Rasa: Człowiek
Aura: Aura ta spleciona jest z wielu barw o różnorakiej intensywności. Widać w niej barachitowe pasma, żelazne rozdroża a także miedziane nicie, chociaż najciekawszym elementem z pewnością jest tajemniczy i kryjący się w gęstwinach odcieni platynowy akcent. Całą tę paletę barw okrywa ciężka poświata koloru obsydianu. Woń ma ludzkiego potu i chociaż nie brzmi żadnym dźwiękiem trudno określić ją mianem nieprzyjaznej. Jest twarda i już o wiele mniej giętka czy gładka. Smakuje gorzko z nieznaczną nutą łagodności.
Wygląd: Sjans nie zamierza wstydzić się czy też ukrywać swojego pochodzenia, dlatego też chętnie nosi na sobie typowy ubiór mieszkańca Mglistych Bagien, którego charakterystycznym elementem jest okrywający ramię i biodra tartanowy pled. Całość stroju drwala dopełniają lekka tunika, wysokie buty, gruby pas i szerokie spodnie. Ulka nigdy nie należał do mężczyzn obdarzonych szczególną ... (Więcej)

Poprzednia strona

Powrót do Ekradon

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron