Czerwień i biel


Warowne miasto położone u podnóża gór, otoczone grubymi murami i basztami, jego bramy zdobią dwa ogromne posagi gryfów. Miasto słynie z handlu, pięknych karczm i ogromnej armi. Armi niezwykłej, bo składającej się z wojowników i gryfów. Od setek lat ekradończycy udomawiają gryfy, które później służą w ich armi, stacjonującej w górach poza miastem.

Postprzez Malthael » Śr gru 06, 2017 11:32 pm

Pierwszym, o czym pomyślał upadły zaraz po tym, jak się zbudził, było to, że się wyspał. Czuł się wypoczęty i w pełni sił, był gotów na wszystko to, z czym związane było zadanie, do którego namówił ich krasnolud Toirin. Na chwilę otworzył okno, a jego nozdrza zderzyły się z porannym powietrzem. Nalał wody do niewielkiej miski i przemył nią twarz. Ciecz była orzeźwiająco zimna i skutecznie pozbyła się oznak snu, z którego Mal zbudził się kilka chwil temu. Dopiero teraz, ubrał się, nałożył buty i sięgnął po miecz, który założył na plecy dość niedbale. Właściwie, mógłby go nieść nawet w garści, bo i tak zdejmie go i postawi obok krzesła, na którym usiądzie po tym krótkim zabiegu. Zamknął okno i wyszedł z pokoju, zamykając go na klucz.
Zszedł na dół i wyglądało na to, że był tu pierwszy, bo nigdzie nie widział Avellany, czy może Catriony. Podeszła do niego młoda dziewczyna i zaprowadziła do jednego z wolnych stolików, chociaż taka była zdecydowana większość. Najwidoczniej znajoma Avell przygotowała im wszystko, nawet stół, przy którym będą jedli. Malthael usiadł przy, jeszcze pustym, stoliku i cierpliwie czekał na posiłek, a także na to, aż towarzyszki do niego dołączą. Sen okazał się też naprawdę przydatny dla umysłu upadłego anioła, bo okazało się, że w trakcie snu „zregenerował” on się, przez co należy rozumieć to, że pojawiło się w nim kilka wspomnień, których na pewno nie było tam, gdy kładł się spać.
Avellana dołączyła do niego, gdy kelnerki stawiały naczynia z ich śniadaniem, a niedługo po tym, także Catriona zeszła z piętra i przysiadła się do stolika.
         – To smacznego – odezwał się, gdy zaczęli sobie nakładać. Raczej niczym dziwnym nie było to, że on sam skupił się głównie na mięsie, które zagryzał kromkami chleba posmarowanymi cienką warstwą twarogu. Dowiedzieli się też, że przygotowano dla nich prowiant na drogę, a także konie.
         – Myślę, że to ma też związek z tym, że znasz właścicielkę – odparł, a lekki uśmiech na chwilę pojawił się na twarzy upadłego anioła. Właściwie, gdyby spojrzeć na to, że ma skrzydła i mógłby się przemieszczać przy ich użyciu, on także nie potrzebował wierzchowca. Mógłby wtedy być jakimś zwiadowcą albo coś, w końcu z góry szybciej wypatrzyłby coś ciekawego, podejrzanego albo potencjalnie niebezpiecznego dla całej grupy. Niby pomysł nie był zły, jednak, z drugiej strony, może lepiej będzie, jeśli o jego skrzydłach będzie wiedziało jak najmniej osób.

W końcu posiłek dobiegł końca, a oni zabrali prowiant, który został dla nich przygotowany na podróż, a także, oddane pod ich tymczasową opiekę, konie i ruszyli w miejsce, w którym mieli spotkać się z krasnoludem. Mal już wcześniej zauważył, że Avell zmieniła swój strój – suknia została zastąpiona przez koszulę i spodnie. Nie wyglądała w tym gorzej niż w tym, w co była ubrana wczoraj. Mimo że suknia odsłaniała więcej, to podróżny strój dziewczyny bardziej przylegał do ciała i podkreślał niektóre jego części. Hmm… Ciekawe, czy kiedyś uwierzy mu w to, że należą do tej samej rasy. Przecież wiedział, co widział, gdy jego „magiczne oczy” aktywowały się wbrew jego woli. Wiedziałby, gdyby były to tylko halucynacje, a wtedy w ogóle nie czuł się tak źle, żeby mieć omamy wzrokowe. Nie miał zamiaru porzucić tego tematu, bo coś podpowiadało mu, że nie powinien tego robić. Całą drogę, od karczmy do bramy miasta, myślał o różnych rzeczach, a przez to był małomówny. Zorientował się, że dotarli do miejsca spotkania, gdzie Toirin już na nich czekał. Przywitał się z krasnoludem skinieniem głowy. Mal był gotowy do drogi, chociaż okazało się, że nie radzi sobie dobrze z jazdą konną. Będzie musiał to zmienić i zadbać o to, żeby nie polegać wyłącznie na skrzydłach… jednak to było postanowienie na później, bo priorytetem cały czas pozostawało odzyskanie pamięci. Przypomniał sobie to, co powiedziała Catriona, gdy jeszcze siedzieli w karczmie, jednak dziewczyna wyprzedziła go i sama zadała odpowiednie pytanie. Mal spojrzał tylko na krasnoluda, czekając na to, co odpowie.
Avatar użytkownika
Malthael
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Samiel, Calathal, Cain, Vergil, Jon, Kelsier, Nessus, Fenrir, Salazar, Constantin,
Rasa: Upadły anioł
Aura: Niezwykle potężna emanacja zdaje się wręcz pulsować drzemiącą w niej mocą. W porównaniu do niej, ciemna i pozbawiona blasku szmaragdowa poświata nie jest zbyt dobrze widoczna. Aura uderza w zmysły gradem impulsów. Głośnym trzaskom płomieni towarzyszy uczucie nieznośnego gorąca i suchość w ustach. Podmuch od niej bijący niesie ze sobą zawodzenie wiatru i szept liści. Podstawowym jednak jej zapachem jest mocny swąd smoły, spod którego tylko niezwykle czuły nos wychwyci pozostałości po przyjemnej woni mirry. Powierzchnia emanacji gnie się na wszystkie strony i faluje, jakby chwaląc się własną elastycznością, jednak pod wpływem dotyku twardnieje niczym klinga miecza. Chociaż jej powierzchnia jest przyjemnie gładka i aksamitna, należy uważać na jej niezwykle ostre krawędzie. Nieciekawy gorzko-słony smak nie pozostawia po sobie dobrego wrażenia, zaskakuje jednak swą zmiennością, będąc raz pikantnym, a raz łagodnym dla podniebienia. Przyjemna dla oka okazuje się kolorystyka emanacji. Aura jest bowiem w całości i niezwykle równomiernie pokryta żelazną farbą. Dopiero na niej ktoś długimi pociągnięciami pędzla namalował srebrne i kobaltowe szlaki, przeplatające się wzajemnie.
Wygląd: Jest wysokim, bo mierzącym sobie niespełna sześć i pół stopy, mężczyzną o skórze pokrytej lekką opalenizną, którego wygląd na pewno nie odzwierciedla jego prawdziwego wieku, lecz o tym mało kto wie. Budowę jego ciała można określić mianem atletycznej, jednak widać, że podąża ona w kierunku umięśnionej. Upadek sprawił, że rysy twarzy anioła stały się nieco ... (Więcej)

Postprzez Avellana » N gru 10, 2017 10:00 pm

        Przy śniadaniu było całkiem przyjemnie, Catriona wydawała się mimo wszystko przyjaźnie nastawiona, a z pewnością spokojna. Avellana początkowo obawiała się nieco tej relacji ze względu na rasę Magnusa i blondynki, ale najwyraźniej dziewczyna nie była w gorącej wodzie kąpana i dopóki nikt na nią z mieczem nie skoczy, ona również swojego nie wyciągnie. To z kolei wróżyło całkiem przyjemną współpracę. Patrzenie sobie na ręce niby w niej nie przeszkadzało, ale Av lubiła wokół siebie dobrą aurę i nie potrzebowała zbędnych spięć.
        - Toirin mówił, że ściga je dla pieniędzy – wzruszyła lekko ramionami odpowiadając na pytanie palladynki. – Jestem skłonna w to uwierzyć, czarty z pewnością nie jednej osobie zalazły za skórę, a jeśli są zorganizowaną grupą pod przewodnictwem jednej osoby to wystawienie za tym jegomościem listu gończego było kwestią czasu – mówiła przemyślnie, na moment zawieszając w powietrzu dłoń z pajdą chleba o chrupiącej skórce, posmarowanej twarogiem i miodem.
        - Poza tym, bez urazy dla naszego nowego znajomego, ale trafia do mnie argument, że Horks jest głównie motywowany zarobkiem, w końcu krasnoludy słyną z zamiłowania do bogactwa. Chociaż, nawet jeśli istnieje jakiś głębszy powód, raczej nie będzie chciał go nam zdradzić, skoro na początku podał inny.
        Podziękowała, gdy przyniesiono im prowiant, a na komentarz Magnusa tylko uśmiechnęła się pod nosem i puściła do niego oko. Chociaż pewnie i tak miał rację.

        Gdy dołączyli do norda przed bramą ten zebrał się szybko i po chwili cała czwórka ruszyła konno w stronę majaczących nad drzewami szczytów gór. Szybko też Catriona zagaiła rozmowę, a Toirin zerknął na nią przez ramię i broda zatrzęsła mu się od tłumionego rozbawienia.
        - Paskudnie – zarechotał w końcu i wyprostował się znów w siodle, wyraźnie ledwie się tam trzymając. – Paskudnie to widzę, cholernie silne bydlaki, te diabły, nie? Was potrzebuję do walki oczywiście, sam jeden zgrai nie pokonam. Nawet dla naszej czwórki to nie będzie bułka z masłem, ale od czegoś trzeba zacząć, nie?
        - Liczysz, że będzie nas więcej? – Avellana włączyła się do rozmowy, a krasnolud wzruszył ramionami.
        - Może w którejś z wiosek do nas ktoś dołączy, chociaż nadziei nie mam wielkich. Głównie wieśniacy to są, co nie? Czasem się trafi jakiś buntownik z wyboru, ale chociaż diabły głównie im życie uprzykrzają, to takie ludziska wolą siedzieć z boku i czekać, aż ktoś załatwi problem za nich. My jesteśmy takim ktosiem – zarechotał.
        Podróżowali głównym traktem, prowadzącym przez las, a od czasu do czasu, w przerwie między koronami, prześwitywały skryte częściowo w chmurach szczyty.
        - Cel naszej wędrówki – wtrącił Toirin, spoglądając za jej wzrokiem. – Trochę tam pojedziemy. Po drodze mam zaplanowane kilka przystanków, tak jak prowadziła moja poprzednia trasa, nie? Ale później będziemy kombinować.
        Zielarka skinęła głową, w duchu ciesząc się, że ubrała cieplejszy strój, a w torbie miała wciąż płaszcz, chociaż nie wiadomo czy i to nie będzie zbyt mało w górach. Nawet stąd było widać śnieg spoczywający na ich szczytach. Parzone na ognisku napary pomogą na jakiś czas, ale w położonych wyżej osadach chyba i tak zapatrzy się w ocieplacze na dłonie.        
        - To może powiecie mi coś o sobie, żeby nam podróż szybciej minęła? – krasnolud znów zerknął na nich przed ramię, a Avell uśmiechnęła się pod nosem, milcząc i tym razem oddając pałeczkę pozostałym.
Avatar użytkownika
Avellana
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Callisto, Leila, Sonea, Mathias, Emma, Cat, Lexi, Maia, Ananke, Eva, Ratri, Rakel, Lena, Rain, Kimiko,
Rasa: Upadła Anielica
Aura: Aura o sile przeciętnej, wyróżnia się spośród innych dwuwarstwowością delikatnej sukienki, która pod pierwszą warstwą materiału mieniącego się barachitem poprzecinanym miedziano-cynowimi nićmi kryje zwiewną halkę w kolorze srebra i domieszką żelaza. Gładkie i aksamitne, naturalnie ciepłe sukno jest niezwykle giętkie i nie krępuje ruchów, ale posiada bardzo ostre wykończenia, a miejscami także i twardsze elementy, które jedynie uwypuklają wszelkie zalety niematerialnej kreacji, która emanuje szmaragdowymi przebłyskami. Wywietrzały zapach lilii tłumiony jest całkowicie przez odór siarki, a szmer wody i śmiech bawiących się nad nią dzieci zagłuszane przez nierównomierne brzęczenie. Sprawia to wrażenie, że aura ma dwa charaktery, z czym jeden ginie pod naporem drugiego. Jednak w smaku aura jest złączona gorzkością z kwaśnym dodatkiem, przy czym wciąż pozostaje nieugięcie lepka.
Wygląd: Jest średniego wzrostu, do pełnego sążnia wzrostu brakuje jej raptem dwóch palców. Jej sylwetka jest smukła, sprawia wrażenie niezwykle giętkiej. Chód ma lekki, skórę lekko opaloną, przyjemnie gładką. Po plecach spływa kaskada brązowych włosów, rozjaśnionych miejscami słonecznymi refleksami. Czasami spina włosy w niedbały kok na głowie, odsłaniając szczupłą szyję, ... (Więcej)

Poprzednia strona

Powrót do Ekradon

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron