Czerwień i biel


Warowne miasto położone u podnóża gór, otoczone grubymi murami i basztami, jego bramy zdobią dwa ogromne posagi gryfów. Miasto słynie z handlu, pięknych karczm i ogromnej armi. Armi niezwykłej, bo składającej się z wojowników i gryfów. Od setek lat ekradończycy udomawiają gryfy, które później służą w ich armi, stacjonującej w górach poza miastem.

Postprzez Dima » Pn lip 24, 2017 11:58 pm

        Dorodna, biała klacz ciągle stała przed tawerną, a to znaczyło, że blondwłosa Catriona jak dotychczas nie opuściła lokalu. Dymitr ucieszył się. Postać młodej niebianki była dlań niezwykle interesująca. Zamienili ze sobą zaledwie kilka zdań, ale i tak miał wrażenie, że będzie kiedyś pluł sobie w brodę, jeśli choćby nie spróbuje, by tę znajomość rozwinąć.
        Przyjrzał się rumakowi. Całą karierę służył w piechocie i zupełnie nie znał się na wierzchowcach. Co nie zmieniało faktu, że potrafił zachwycić się pięknem boskich stworzeń. Koń paladynki łeb miał wąski i smukły, skórę gładką, dokładnie do mięśni przylegającą – znać, że dbano, by zwierzę regularnie zażywało ruchu i nie pozwalano mu na zbyt długie gnuśnienie w stajni. Uszy miał krótkie i spiczaste, oczy niewielkie, chrapy szerokie, wysoki kłąb, grzywę i ogon gęste, kopyta okrągłe i wysklepione. Chwilę jeszcze podziwiał konika z oddali, ale nie podszedł do niego, tylko skierował się bezpośrednio do tawerny.
        Przez krótki moment zastanowił się, czy skoro wcześniej zniknął na piętrze, to teraz nie powinien zamarkować swojego powrotu właśnie tą samą drogą. Nie zmarnował jednak wiele czasu na bezsensowne rozważania. Stwierdził, że jego wejście głównymi drzwiami nie wywoła konsternacji w knajpie. Doszedł do całkiem słusznego wniosku, że jego wojskowi towarzysze pewnie się gorzałą już dawno zgnębili na ciężki kisiel, więc nawet nie zauważą jego powrotu, a resztą biesiadników nie musiał się w ogóle przejmować. Bez dalszych refleksji nacisnął zatem klamkę i wszedł do środka.
        Zgodnie z przewidywaniami jego znajomi z ekradońskiej armii wszyscy co do jednego polegli pokotem w nierównej walce z wódką. Nawet się do nich nie zbliżył. Nie było sensu. Od razu skierował się do baru.
- Ile wypili? – zapytał wprost o swoich kolegów całkiem schludnego barmana.
- Dziesięć butelek. – Odparł tamten zwięźle.
- Zapłacone?
Szynkarz popatrzył na niego jak na wariata. – „Widziałeś ty kiedyś płacących za siebie z góry żołnierzy?” – magia umysłu Dymitra pozwoliła mu poznać wredną myśl, która zakołatała się w głowie oberżysty. Niebianin z niezmąconym uśmiechem nie dał po sobie poznać, że zwyczajnie bawi go to co usłyszał i nijak go to nie obraża, ale niemłody knajpiarz zachował się jak należało i nie wybuchnął prostackim chamstwem do klienta. Stanął na wysokości wymogów kultury i uprzejmą odpowiedzią dopasował się do swojej całkiem eleganckiej liberii.
- Niestety nie. – Odpowiedział krótko.
Iwanowicz sięgnął do kabzy i położył na blacie kilka srebrnych orłów.
- Teraz kwita. – Zamknął temat.
- Dziękuję – barman ukłonił się grzecznie w podzięce za spory napiwek.
        Niebianin załatwiwszy sprawunki z karczmarzem odwrócił się twarzą do sali i przyjrzał się Catrionie. Śliczna. Zjawiskowa. Perełka. Stokrotka. Ale ze specyficznym podejściem do własnego bezpieczeństwa. Nie dba o swoje życie? Czy może nie wie z kim sobie beztrosko popija? Jest młoda i wychowana tu na kontynencie. Tym możnaby uzasadnić słabe wyczulenie zmysłów na smród piekieł. Ale jeśli to nie to był powód? Jakieś inne możliwości panie Bisnovat? Zwykła beztroska? Przekonanie, że cały świat jest piękny? A może to była oznaka dość luźnego podejścia dziewczyny do paladyńskiego powołania? I nawet nie chodziło mu o to, żeby od razu zabijać. Dymitr sam też nie był zwolennikiem bezwzględnej eliminacji. Ale bratanie się przy winku to już była druga skrajność.
        Oczywiście nie brakowało wśród niebian samotnych mścicieli rąbiących wszystko co piekielne tylko za samo pochodzenie. Bez rozkazu i bez refleksji. Ale to nie był pożądany standard zachowań. Nie trzeba i nawet lepiej tak nie działać. Nikt takiego podejścia od niebian nie wymagał, a już na pewno nie sam Najwyższy. Każdy miał jakąś rolę w boskim planie i najlepiej niech robi to co do niego należy. Jeśli takie jego przeznaczenie to niech szarżuje, ale niech się wpierw do tego przygotuje. Catriona zdecydowanie nie była przygotowana.
- „A może dostała zadanie specjalne od Pana jak mnie nie było?” – począł rozważać jeszcze inną możliwość Iwanowicz. – „Niezbadane są wyroki boskie, ale to raczej niemożliwe.” – Popatrzył jeszcze raz na dwójkę piekielnych. Widział wyraźnie dysproporcję sił i był pewien, że w starciu zbrojnym blondynka nie ma z nimi szans, nawet gdyby Dima ją wspomógł. Wtedy polegną oboje. Szybko, głupio, bez celu i bez sensu. Tak to nie działa. Do wyławiania upadłych aniołów z Alaranii nie wysyła się przypadkowych osób. Nigdy. Pewnych procedur się nie łamie. Stara żołnierska mądrość mówi: „Regulamin Walki Zbrojnej pisany jest krwią. Każdy punkt powstał w oparciu o jakiś pamiętny incydent, z którego wnioski zostały wyryte na ścianach utraconych twierdz lub zapisały się w pamięci tych, którzy grzebali martwych towarzyszy”. Takie zadanie mogła dostać drużyna specjalna ciężkozbrojnych paladynów, albo nawet prędzej skrzydlate, anielskie komando. Na pewno to nie była robota dla ledwie dorosłych dziewczynek.
        Należało wspomóc początkującą koleżankę, żeby nieświadomie nie wpakowała się w jeszcze większą kabałę.
- „No nic, trzeba działać” – zdecydował. – „A pan nieogolony nam pomoże, świadomie czy nie.” – powziął zamiar i już miał nawet pomysł jak to załatwić. Klepnął otwartą dłonią w blat szynkwasu.
- Piwo proszę – powiedział do oberżysty.
- Jakie szanowny pan sobie życzy?
- Imperial stout’a – złożył zamówienie, a gdy kufel smolistego napitku pojawił się przed nim złapał szklanicę za ucho i skierował swe kroki do stolika, przy którym siedziała interesująca go dziewczyna.
- Wróciłem siostrzyczko – wpierw przywitał się z niebianką. – Tęskniłaś? – zagaił żartobliwie, ale zanim zdążyła odpowiedzieć kontynuował. – Witam państwa. – Skłonił się lekko pozostałym. – Można się dosiąść? – zadał swoje pytanie rzucając je szerzej, ale do nikogo konkretnego, raczej jakby do wszystkich przy stoliku.
- Siadaj pan! – Krasnolud czuł się już w towarzystwie pary upadłych jakby to on był tu gospodarzem, więc bez żadnej konsultacji z nimi zaprosił paladyna do kompanii. Iwanowicz nie czekał więc na niczyją więcej zgodę, tylko przystawił sobie krzesło i usiadł pomiędzy śliczną blondynką, a barczystym kurduplem. Uśmiechnął się pogodnie do paladynki.
- Piękna klacz – pochwalił wierzchowca dziewczyny. Chciał powiedzieć coś jeszcze, ale niemal w tym samym momencie wtrącił się brodacz.
- Widzę, że kolega prawilnie pije piweczko, a nie jakieś winogronowe siury – zawarczał.
Wyrwany do odpowiedzi Dima znaczącym mrugnięciem oka przeprosił Catrionę na chwilę, po czym odwrócił się i pogodnie uśmiechnął do niewysokiego topornika. Wszystko szło jak po maśle. Wojownik reagował zgodnie z przewidywaniami paladyna.
- Piwo jest dowodem na to, że bóg nas kocha i chce, byśmy byli szczęśliwi.
- Otóż to! – zawołał łowca zadowolony. – Widzę, że krasnoludzkie powiedzenia są ci nieobce.
- Bywało się tu i tam – odpowiedział niebianin wymijająco, ale uprzejmie i z grzecznym skinieniem głowy, więc jego rozmówca nie poczuł się urażony, a po prostu zrozumiał, że blondyn nie chce o tym mówić, więc nie ma co go wypytywać o pochodzenie.
Jednocześnie zanurzyli w swoich pokalach górną wargę, pociągnęli po łyku piwska, i obaj zatrzymali kłębki gęstej piany na wąsach. Uśmiechnęli się szeroko.
- Toirin jestem! – przedstawił się niższy z nich.
- Dymitr – odrzekł blondyn. – Miło poznać.
- Mi również! – krzyknął z uśmiechem rębajło. – Co kolegę sprowadza do Ekradonu?
- Manewry – odparł Iwanowicz krótko, ale wystarczająco przyjaźnie, by zaintrygowany tą odpowiedzią brodacz pociągnął temat dalej.
- Jakie manewry? – dopytał.
- Podpatruję tutejszą armię i szukam elementów możliwych do zastosowania u nas. – Bisnovat wyjaśnił wszystko, a mimo to jakby nic nie wyjaśnił. Zadziałało. Krasnolud coraz bardziej wczuwał się w rozmowę.
- Mówże jaśniej! – huknął. – Poeta się znalazł! Szyfrujesz jak jakiś natchniony elf!
- Dobra! Spokojnie – niebianin przepraszająco poklepał nowo poznanego kolegę po ramieniu. – Jestem obserwatorem. Przybyłem z Shari dla wymiany doświadczeń wojskowych. – W tym momencie nachylił się do rozmówcy i zniżył głos, niby po to, by nikt inny oprócz krasnala nie usłyszał jakiejś wielkiej tajemnicy, ale kontynuował swoją wypowiedź przenikliwym i dobrze słyszalnym szeptem, więc wszystko było tylko aktorskim zagraniem. Zaaferowany topornik jednak dał się nabrać na tanią sztuczkę. – Ale tak prawdę mówiąc ja nie mogę im nic zaoferować. Nasze jednostki to śmiech na sali, a nie armia. Przyznaję szczerze, że jestem tu tylko dla wchłonięcia jak największej wiedzy od ekradońskich wojskowych. W końcu jak się uczyć, to od najlepszych.
- Najlepszych? – prychnął z pogardą Toirin. – Jak szukasz najlepszych, to jesteś kilkaset smoków za bardzo na południe. Krasnoludy mieszkają zupełnie gdzie indziej – odparł dumnie.
- Być może – Dima nawet nie próbował zaprzeczać. – Ale tutejsze wojsko też ma mi sporo do zaoferowania.
- Naprawdę? – syknął Herks z drwiącym uśmieszkiem. – No to pochwal się czego ciekawego nauczyłeś się od tutejszych wieśniaków?
O to właśnie chodziło niebianinowi. Zaangażowanie osobiste. Teraz wystarczy tylko wygłosić jakąś obrazoburczą teorię i będzie pozamiatane. Blondyn zrobił poważną minę i stwierdził dosadnie:
- Ekradońska falanga – powiedział głośno. – Tutejsi wojownicy stosując ten szyk stanowią mur niemal nie do przejścia.
- O czym ty mówisz? – zachłysnął się na takie bluźnierstwo krasnolud. – W ogóle nie powinni tego nazywać falangą. Raczej szyk straceńców! – autorytatywnie wyraził swoją opinię. – Do wuja to nie podobne! Prawdziwą falangę potrafią utworzyć tylko krasnoludy.
- Tak uważasz? – rzekł paladyn z powątpiewaniem. – Ta ekradońska na placu też całkiem nieźle się prezentuje.
- Ty chyba zwariowałeś! – wybuchnął oburzony topornik. – Skrzydła otwarte! Tarcze okrągłe! Nogi odkryte! Mam wymieniać dalej?
- Hmm…  – zadumał się niebianin przez chwilę. – Trafne uwagi – przyznał. – Ale skuteczność bojową mają całkiem niezłą.
- Głupiś! – wrzasnął wściekle brodaty wojownik. – A z kim oni walczyli? Hordy zombiaków? Chodzące kościotrupy? A co to jest? Armia bez mózgów! Debile! Niech staną do boju przeciw prawdziwemu wojsku, to porozmawiamy o skuteczności!
Krasnolud był już wystarczająco rozemocjonowany. Nakręcony jak kornik na komodę. Mógłby teraz gadać i gadać. O to właśnie Dymitrowi chodziło. Czas na fazę drugą. Bisnovat aktorsko zmarszczył brwi, badawczo powiódł wzrokiem po zebranych przy stoliku, a następnie szturchnął łokciem buńczucznego brodacza czym przerwał jego gniewną tyradę i przenikliwie syknął do niego.
- Słuchaj, bo zachowujemy się niekulturalnie.
- Hę? – wybity z rytmu kurdupel nie od razu zrozumiał o co chodzi blondynowi.
- My sobie dyskutujemy, a inni się nudzą – wskazał gestem brody Malthaela i Avellanę. – Weź może na początek tak pokrótce opowiedz coś więcej o tym szyku, żeby wszyscy mieli równy start do rozważań dlaczego krasnoludzka falanga góruje nad ekradońską.
- Ano jasne! – przystał rębajło na taką propozycję. Im więcej osób wyznaje jedyną słuszną prawdę o wyższości krasnoludów nad resztą świata, tym lepiej. – Chętnie! – dodał jeszcze, po czym oderwał oczy od niebianina i spojrzał szerzej, jakby chciał ogarnąć swoim wejrzeniem wszystkich słuchaczy przy stoliku. Po krótkim wstępie uwydatniło się, że Herks będzie kierował swe słowa przede wszystkim do płci przeciwnej. Z rzadka tylko spoglądał ku mężczyznom. Dima dał już popis swojej znajomości taktyki, więc tłumaczenie mu podstaw byłoby jak uczenie orła latać, a Magnus, który ewidentnie sprawiał wrażenie znudzonego całym zamieszaniem nie był dla brodacza wdzięcznym słuchaczem. Innym uzasadnieniem było, że krasnal po prostu podświadomie uznał, iż właśnie kobiety potrzebują najbardziej tych jego wyjaśnień, bo z racji swojej natury nie będą miały zielonego pojęcia o szyku bojowym. Catrionę zasłaniał mu bark Dymitra, ale nie wybrzydzał i ciągnął swoją dysputę kierując wzrok przede wszystkim ku milutkiej szatynce, która całkiem niedawno pochwaliła mu się, że hobbystycznie obiera ziemniaki. Dziwne, ale co kto lubi.
        Gdy więc Toirin swoim coraz głośniejszym opowiadaniem skupiał na sobie całą uwagę, Iwanowicz na powrót odwrócił się do paladynki. Uśmiechnął się na jej widok inaczej niż zwykle. Wprawny obserwator na pewno potrafiłby wychwycić tę drobną zmianę. Zajrzał głęboko w jej niebieskie oczy, jakby do przepastnej studni. – „Możnaby w nich utonąć.” – zakołatała mu w głowie kusząca myśl. Odpędził ją jednak (przynajmniej na tę chwilę) i zabrał się za to, po co w ogóle przysiadł się do tego stolika. Przyciszył głos na tyle, żeby tylko blondynka mogła go usłyszeć.
- Audendum est: fortes adiuvat ipsa Venus – rzucił, żeby na szybko przekonać się jak wygląda jej niebiański. Trudno przyjmować polecenia od Najwyższego, gdy się nie zna języka. Popatrzył chwilę na nią, a ponieważ uparcie milczała wiedział już, że siedzi tu całkiem przypadkiem. Nie dostała w międzyczasie żadnego zadania. Kontynuował zatem już we wspólnej mowie. – Wiesz z kim masz tu do czynienia? – pozostawił jej domyślności, że wcale nie pyta o krasnoluda.
- Potrafisz tego użyć w razie czego? – spojrzał w dół, żeby wzrokiem wskazać dziewczynie o co mu chodzi. Popełnił błąd. Nie spodziewał się zupełnie, że tak znienacka go trafi aż taki afekt. Z zaskoczenia dostał potężnego mentalnego strzała w potylicę, aż zęby mu zadzwoniły. Catriona zapewne domyśliła się, że blondyn miał na myśli miecz i to właśnie na jej rodzinny oręż spogląda, więc nie zarumieniła się nawet. On jednak broni zupełnie nie dostrzegał. Zawładnęła nim tylko jedna myśl - „Co za nogi!” – całkiem zapomniał o czym miał mówić. – „Zgrabne - jak gazela. Długie - do samej ziemi. Kusa kieca i opinające kozaczki. Nawet w planach niebieskich nie ma takich widoków.”
        Oniemiał. Zgłupiał. Oszalał. Zatracił się zupełnie. Najwyższy jednak czuwał nad swym sługą, bo rychło zesłał mu oprzytomnienie. Niewielkie, ale wystarczające, by Dymitr jednak kapnął się, że cokolwiek za długo milczy i patrzy pod stół. Zmitygował się i szybko odwrócił wzrok, żeby nie dać po sobie poznać co się działo w jego głowie. Nikt nic nie zauważył. Nikt nie zareagował.
- „Uff.. Na szczęście”. – Natychmiast twarzą niemal dosłownie zanurkował w piwie, żeby nikt nie dostrzegł jego błyszczących oczu. Wychlał na raz połowę kufla. Interwencja z nieba pomogła tylko tyle, żeby nie zwracał na siebie uwagi durnym wgapianiem się, ale nie zmieniła nic w kwestii szalejącej ciągle pod czaszką paladyna gwałtownej burzy.
- „Opanuj się chłopie!” – beształ się w myślach. – „Nie tu i nie teraz.” – próbował wyciągać jakieś logiczne argumenty, ale jego mózg pozostawał na nie głuchy. – „Masz tu robotę bęcwale.” – Niewiele brakowało, by rugając się sięgnął po kwieciste epitety zasłyszane od pijanych kawalerzystów. – „Jeśli skrewisz, przepadliście oboje.” – Nic to nie dawało.
- „Za kolanko, rączkę małą, będę trzymał nockę całą.
Za kolanko i uwierzcie… może za coś jeszcze!”

- natrętna melodia ludowej piosneczki zasłyszanej kiedyś gdzieś w karczmie pod Efne dudniła w głowie niebianina zupełnie nie pozwalając mu sensownie rozumować.
Avatar użytkownika
Dima
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Jeremy, Agelatus, Niphred, Rufus,
Rasa: paladyn
Aura: Aura ta jest uporządkowana niczym w wojskowy szyk. Dominuje tu chłodne żelazo. Gdy się jednak dokładniej przyjrzysz, znajdziesz miedziane iskierki, poukrywane na pierwszy rzut oka, które swoją wesołością ubarwiają emanację. Aura lśni i połyskuje wyraźnie, dodatkowo rozświetlana intensywnym szafirowym blaskiem. Poznając tę emanację skusi Cię zmysłowy szept, zachęcający byś został tu chwilę dłużej. Głęboka melodia otuli Cię słodko, swoim przyjaznym brzmieniem wspierając szepty w utrzymaniu Cię przy sobie. Całości dopełni piękny i łagodny aromat lilii mieszających się z wonią mirry. Aura wokół jest gładka i aksamitna a wszystkie przyjemne doznania łagodzą i usypiają twoją czujność. Dopiero gdy spróbujesz przetestować tę aurę, zorientujesz się, że jest ona nie tylko giętka, uciekająca przed twoim dotykiem, ale też dość twarda, a co najważniejsze groźnie ostra. Wokół panuje intensywna gorycz o zdecydowanie łagodnym posmaku, który lepi się do ust i podniebienia, sprawiając, że trudno się go pozbyć.
Wygląd: Przystojniak. Starannie ułożona, niezbyt długa blond fryzura. Przyjemna owalna twarz. Gładkie, wysokie czoło. Prosty, wąski nos. Oczy zielone, z jakby rozmarzonym spojrzeniem. Usta wąskie, zawsze urzekające ciepłym uśmiechem, wystudiowanym starannie do tego stopnia, że nieodmiennie sprawia on wrażenie przypadkowego, ale jak najbardziej przyjemnego i naturalnego. Delikatny zarost na ... (Więcej)

Postprzez Malthael » Pt lip 28, 2017 11:19 pm

Coś, jakiś wewnętrzny głos w głowie, podpowiadało mu, że rasa, do której należy blondynka, poluje na piekielnych, czyli, na przykład, na upadłych aniołów. Malthael spróbował nawet ponownie aktywować swój magiczny wzrok, jednak próby te spełzły na niczym. Naprawdę chciał się dowiedzieć, w jaki sposób może to robić wtedy, kiedy będzie chciał. Na pewno coś takiego istniało, bo gdyby jego oczy w losowych momentach zmieniały się na te, którymi widzi nowe, wcześniej będące niewidzialnymi, rzeczy, to umiejętność ta byłaby bardziej nieprzydatna niż pomocna. Chciałby nie stracić pamięci albo jak najszybciej przypomnieć sobie wszystko to, czego jeszcze nie pamiętał. Naprawdę dobrze by było, gdyby nazajutrz obudził się i stwierdził, że w jego pamięci nie ma już dziur. Niestety, nie można mieć wszystkiego i on doskonale zdawał sobie z tego sprawę, dlatego uznał, iż była naprawdę niska szansa na to, że z jego umysłem stanie się to, czego by chciał. Wracając do oczu, chciał aktywować ich magiczną zdolność, bo może akurat dzięki niej dostrzegłby u Catriony coś, co potwierdziłoby to, co podpowiadał mu wewnętrzny głos. Tak, usłyszał jej imię, a nawet to, jak Avellana przedstawia siebie i jego, jednak i tak nie zmieniało to faktu, że pogrążył się w swych myślach i częściowo odciął od otoczenia.
         – Ty też chcesz, żebym zmienił zdanie w tej sprawie, więc myślę, że oboje musimy sobie coś udowodnić – powiedział, spoglądając na Avell, chociaż jego wzrok nadal był trochę nieobecny. Mrugnął, a jego oczy znowu wróciły do normalności.

Czyli ich nowa towarzyszka przy stoliku była palladynką. Mal jeszcze nie wiedział, co to znaczy, jednak pewnie niedługo sobie przypomni. W każdym razie, nie miał zamiaru o to pytać, bo przecież nie wyglądał na kogoś, kto nigdy nie słyszałby o palladynach. Może, gdyby był młodszy… o wiele młodszy, a przy tym mniej doświadczony, wtedy zapytałby o jakieś szczegóły na ten temat. Jego uwadze nie uszedł miecz jasnowłosej, więc na jego przykładzie mógł już wyciągnąć jakieś wnioski, a one sprowadzały się głównie do tego, iż ci palladyni muszą być jakimiś wojownikami.
Już chciał coś odpowiedzieć Catrionie i miałoby to związek z tym, że niedługo opuszcza miasto, jednak krasnolud zdecydował się dosiąść do ich stolika i tym samym przykuł uwagę całej trójki. Upadły wzruszył tylko ramionami, gdy Avellana spojrzała na niego. Właściwie, było mu bez różnicy, czy brodacz zajmie kolejne krzesło przy ich stoliku, czy może jednak wróci na swoje wcześniejsze miejsce.
         – Magnus – odparł krótko i chwilę po tym, jak Toirin im się przedstawił. Miał powody, żeby nie posługiwać się swoim prawdziwym imieniem, chociaż jeszcze nie przypomniał sobie ich wszystkich. Nord zaczął oglądać i nawet chwalić ostrza kobiet, jednak nie zauważył miecza opartego o ścianę za krzesłem, na którym siedział sam Malthael.
         – Pewnie – odpowiedział mu całkiem poważnie, jednak, gdy spojrzał na Avell, mogła zauważyć w jego oczach, iż siłą woli udaje mu się utrzymać powagę w tej sytuacji. Po chwili i tak zaśmiał się krótko. Jego śmiech nie był tak głośny, jak rechot Toirina, więc krasnolud skutecznie zagłuszył upadłego.
         – Są ładniejsze od zwykłych najemników i lepiej od nich walczą — dodał, a śmiech przeszedł w dość ładny uśmiech, który skierował do obydwu dziewczyn. Cóż, tak naprawdę nie wiedział praktycznie nic o ich zdolnościach walki, jednak mógłby się założyć, że jedna i druga dałaby radę bez problemu położyć przeciętnego najemnika… albo nawet kilku.
         – Poza tym, sam też potrafię walczyć. Najpewniej na stare lata szwankuje ci wzrok i nie zauważyłeś ostrza opartego o ścianę dokładnie za moim krzesłem – zwrócił się bezpośrednio do Toirina i uśmiechnął się, co od razu mogło wskazywać na to, że nie miał zamiaru obrazić krasnoluda, lecz zwyczajnie zażartować sobie z jego niedokładnej obserwacji otoczenia. Później niski jegomość zaczął opowiadać im o swoich przygodach. Piekielnemu wydawało się, że wszyscy słuchają go z większym lub mniejszym zainteresowaniem. On sam, chyba, należał do tej pierwszej grupy, bo właśnie z opowieści krasnoluda mógł też wyciągnąć parę informacji na jego temat. W końcu to właśnie Toirin był bohaterem tych historii.

Los chciał, że nie minęło wiele czasu, gdy do ich stolika podeszła kolejna osoba i zapytała o to, czy może się przysiąść. Upadły od razu skojarzył tego jegomościa, bo to właśnie on wcześniej załagodził spór między żołnierzami, a później poszedł gdzieś z jakąś dziewczyną. Najwidoczniej on i Catriona musieli poznać się już wcześniej, co Malthael wywnioskował po tym, w jaki sposób blondyn zwrócił się do niej. Kiwnięciem głowy odpowiedział mu na powitanie, a po chwili rzucił spojrzeniem w stronę krasnoluda, który także był gościem przy ich stoliku, a mimo to rządził się przy nim tak, jakby to on zaprosił ich wszystkich, a nie odwrotnie. W każdym razie, chyba, nie przeszkadzało mu to, że do ich stolika przysiądzie się kolejna osoba. Miał też nadzieję, że nikt więcej nie wyrazi takiej chęci, bo wtedy mógłby zacząć się odzywać i mogłaby mu zacząć przeszkadzać liczba osób przy stoliku, który wyglądał na taki przeznaczony dla maksymalnie czterech lub, może, pięciu osób.
         – Gust innych należy uszanować – odpowiedział Malthael, zanim Dima i topornik zaczęli rozmawiać o piwie. Obaj panowie zaczęli dyskusję, a pozostała trójka siedziała cicho. Upadły uważał piwo za prostacki napitek, jednak nie miał zamiaru wypowiadać swoich myśli na głos, bo jeszcze usłyszałby wiązankę obraźliwych słów w swoją stronę i to może nawet takich, które obrażałyby rodzinę jego matki o kilka pokoleń wstecz. W najgorszym wypadku mogłoby się to nawet skończyć krótką bijatyką, chociaż wtedy okazałoby się, że ktoś tu jest jakimś fanatykiem piwa. Zaczął rozmyślać nad tematem, który na równi mógłby zainteresować Avellanę i Catrionę.

         – Może powiesz nam coś o sobie? Skąd jesteś i tak dalej? - zaproponował blondynce, gdy Toirin i Dymitr przeszli na temat tego, co też sprowadza tego drugiego do miasta. To były jakieś wojskowe sprawy, o których na ten moment nie wiedział nic.
Chciał powiedzieć coś o sobie, przynajmniej część z tego, co sam już wiedział, jednak temat nagle uległ zmianie i krasnolud zaczął opowiadać o tym, co zaproponował mu Dima. Czarnoskrzydły postanowił, że i tak go wysłucha, może dzięki temu będzie miał większe pojęcie o tym, o czym wcześniej rozmawiali. Magnus jeszcze nie wiedział, jak silnym przeciwnikiem mógłby być, bo do tego musiałaby mieć kompletną pamięć, jednak zaczął zastanawiać się, czy w pojedynkę dałby radę takiej falandze. W jego umyśle zostało to nierozstrzygnięte, bo nie miał wszystkich informacji potrzebnych do określenia wyniku takiego starcia. Tym razem opamiętał się szybciej, chociaż najpewniej ktoś i tak zauważył jego nieobecny wzrok i to, że wpatrywał się w punkt w przestrzeni, który widział wyłącznie on.

Pech chciał, że mimowolnie Malthael zaczął patrzeć w stronę grupki pijanych mężczyzn, którzy nadal wlewali w siebie alkohol. Jeden z nich to zauważył i wskazał go pozostałym. Nie potrafił utrzymać ręki w jednej pozycji, przez co oskarżający palec wskazujący cały czas nieznacznie zmieniał pozycję.
         – Ej, ty! Z thą dziwną fryzurą nha hłowie! - powiedział w końcu jeden z nich. Wszyscy byli odważni przez to, że nie byli trzeźwi, jednak i tak nie odezwał się ten, który zauważył „gapienie się” upadłego. Magnus znowu skierował wzrok w ich stronę.
         – Thak, do ciebie mhówię! Cho się thak gapisz nha nas? W mordę chhhcesz dhostać!? - wykrzyczał to pytanie, tym samym zwracając na siebie uwagę całej karczmy. Jego towarzysze wyraźnie ożywili się i,chyba, byli tak samo skorzy do bitki, jak ten, który się odzywa. Rozmowy stały się cichsze, a większość osób zgromadzonych w budynku zaczęła przyglądać się całej scenie. Mal spojrzał na niego lekceważąco, nic nie robiąc sobie z tego wyzwania.
         – Ghłuchy jesteś!? Odphowiedz mi! - pijany mężczyzna domagał się uwagi upadłego anioła. Szkoda, że nie wiedział, iż nie powinien tego robić. Jego stan był daleki od trzeźwości, więc nawet jeden niecelny cios mógłby spowodować u niego upadek, a także wyłączenie z walki. Natomiast pojedynczy cios piekielnego mógłby z łatwością spowodować utratę przytomności tego człowieczka.
         – Jesteś pewien, że chcesz ze mną walczyć w takim stanie? - zapytał głośno upadły. Niby mógł wstać i podejść do stolika tego pijaka, jednak skoro mieli robić z tego przedstawienie dla całej karczmy… on się do tego dostosuje.
         – Nieeee jestheeeem sham! - odpowiedział mu mężczyzna, najpierw patrząc na swoich kompanów i szukając u nich potwierdzenia co do tego, czy pomogliby mu w walce.
         – To co? To nie oznacza, że ty i twoi kumple mnie pokonacie. To, że jest was więcej, nie skreśla od razu mojej wygranej. Zresztą, głupio postępujecie, bo nie znacie moich możliwości – odpowiedział im spokojnie upadły, a niektórzy goście nawet zaśmiali się, w końcu słuchali tego wszystkiego.
         – Thy tesz nie znahsz naszhych! - odkrzyknął mu pijany mężczyzna i podniósł się ze swojego krzesła.
         – Tylko, że ja jestem wojownikiem, a wy zwykłymi mieszczuchami, którzy próbują się popisać – odparł takim samym tonem, co przed chwilą. To musiało zdenerwować pijaka, bo odszedł od stołu i zaczął iść w stronę upadłego. Ten spojrzał na niego i też wstał.
         – Jak już chcecie się bić, załatwmy to na zewnątrz… Nie chcę narobić niepotrzebnych zniszczeń w tej zacnej karczmie – powiedział do „przeciwnika”, zatrzymując go słowem, a także wyprostowaną dłonią, którą skierował w jego stronę.
         – No… No… Dobhra! - odpowiedział mu w końcu pijak, patrząc wcześniej na swoich towarzyszy, czy ci także się na to zgadzają. Oni pokiwali głowami, więc jego odpowiedź także była twierdząca.
Niektórzy ludzie mieli nadzieję na to, że walka jednak odbędzie się w środku, a swą irytację niektórzy wyrazili poprzez buczenie lub wymianę uwag między sobą. Malthael odwrócił się do swoich towarzyszy. Uśmiechnął się nawet, jednak zrobił to lekko.
         – Nie próbujcie się wtrącać, bo możliwe, że nawet nie będę musiał uderzać… Wystarczy unikać, a oni sami się powywracają – odezwał się do nich, spoglądając zwłaszcza na Toirina i Dimę. Popatrzył też na Avellanę, a jego oczy jasno wskazywały jej, żeby nie próbowała odwieść go od tej bijatyki, bo i tak jej się to nie uda.
         – Jeśli chcecie to zobaczyć, to chodźcie, a jeśli nie… Zostańcie w karczmie – dodał na koniec, wzruszając lekko ramionami, a następnie ruszył w stronę wyjścia z karczmy.

Pijana grupa już na niego czekała i okazało się, że jest ich sześciu. Na zewnątrz wyszli też niektórzy klienci, których naprawdę zaciekawiło to, jak skończy się cała sytuacja.
         – Nho! Dawhaj! - powiedział do niego mężczyzna, gdy tylko Malthael stanął w prowizorycznym ringu, który stworzyli klienci.
         – Pozwolę wam wykonać pierwszy cios – odparł, ostentacyjnie krzyżując ręce na wysokości klatki piersiowej. Jeden z nich zaatakował od razu, jednak upadły zrobił krok w bok i uniknął jego pięści, podstawił mu też nogę, a ten wywrócił się, lądując twarzą w kałuży.
         – Nie chce mi się z wami bawić, bo czekają na mnie ciekawe osoby, więc załatwmy to szybko – powiedział do nich i od razu przyjął pozycję bojową.
Błyskawicznie znalazł się przy najbliższym przeciwniku i lewym sierpowym posłał go na ziemię. Kolejny chciał zaatakować, jednak Malthael uniknął tego i uderzył go łokciem w tył głowy. Mężczyzna padł jak długi i już nie wstał… tamta dwójka, która upadła wcześniej także się nie podniosła, więc można uznać, iż wszyscy trzej zostali wykluczeni z walki. Zostało ich tylko trzech i właśnie otoczyli czarnoskrzydłego. Chyba pomyśleli, że to coś im da… będzie musiał pokazać im, że się mylili. Niby zaatakowali jednocześnie i jedna pięść trafiła go w plecy, jednak on wyglądał, jakby tego nie poczuł i wyskoczył z okręgu. Następny krok w bok sprawił, iż znalazł się za plecami przeciwnika, więc od razu posłał serię ciosów skierowaną w jego nerki. Na koniec kopnął go w nogi, a ten wywrócił się i zaczął wić się i zginać w pół na ziemi. Chyba nie przeszkadzało mu to, że do połowy leżał w kałuży. Mal napiął mięśnie przedramion, co było widoczne pod materiałem koszuli i przyjął na nie kolejne pięści. W końcu złapał jedną z nich i przyciągnął do siebie, wystawiając drugą dłoń, już uformowaną w pięść, na spotkanie z twarzą przedostatniego przeciwnika.
         – Widzisz, mówiłem, że nie dacie sobie rady, a ty upierałeś się, że sobie poradzicie – odparł, bo akurat jego ostatnim przeciwnikiem był ten, który rozmawiał z nim w karczmie.
         – Jehshcze mam szhansę! - krzyknął do niego, pocieszając samego siebie. Jego motywację zmniejszył też tłum, który zaśmiał się, słysząc te słowa. Upadły westchnął tylko, podbiegł do przeciwnika i uderzył go prosto w splot słoneczny. Ten upadł na kolana i zaczął łapczywie wciągać powietrze. Mal uderzył go na tyle mocno, żeby miał problemy z oddychaniem, jednak nie włożył w to tyle siły, że mógłby sprawić, iż pijak się udusi. Nie chciał zabijać żadnego z nich, po prostu chciał dać im nauczkę. Na przyszłość będą wiedzieli, żeby nie zaczynać z kimś, kto wydaje się bardziej doświadczony, a zwłaszcza z osobą, która mówi im wprost, że jest wojownikiem i pewnie walczy lepiej od nich.
         – Koniec. Nie ma tu czego oglądać. Życzę wszystkim udanego wieczoru… Teraz wracajmy do karczmy – odparł upadły i od razu skierował się w stronę wejścia do budynku. Niektórzy mu nawet zaklaskali, chociaż nie było to coś, tak dobrego. Może mieliby z nim jakieś szanse, gdyby byli trzeźwi. Usiadł do stolika, przy którym był wcześniej.
         – To… na czym skończyliśmy rozmowę? - zapytał, spoglądając na każdą osobę siedzącą przy tym samym stoliku co on.
Avatar użytkownika
Malthael
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Samiel, Calathal, Cain, Vergil, Jon, Kelsier, Nessus, Fenrir, Salazar,
Rasa: Upadły anioł
Aura: Niezwykle potężna emanacja zdaje się wręcz pulsować drzemiącą w niej mocą. W porównaniu do niej, ciemna i pozbawiona blasku szmaragdowa poświata nie jest zbyt dobrze widoczna. Aura uderza w zmysły gradem impulsów. Głośnym trzaskom płomieni towarzyszy uczucie nieznośnego gorąca i suchość w ustach. Podmuch od niej bijący niesie ze sobą zawodzenie wiatru i szept liści. Podstawowym jednak jej zapachem jest mocny swąd smoły, spod którego tylko niezwykle czuły nos wychwyci pozostałości po przyjemnej woni mirry. Powierzchnia emanacji gnie się na wszystkie strony i faluje, jakby chwaląc się własną elastycznością, jednak pod wpływem dotyku twardnieje niczym klinga miecza. Chociaż jej powierzchnia jest przyjemnie gładka i aksamitna, należy uważać na jej niezwykle ostre krawędzie. Nieciekawy gorzko-słony smak nie pozostawia po sobie dobrego wrażenia, zaskakuje jednak swą zmiennością, będąc raz pikantnym, a raz łagodnym dla podniebienia. Przyjemna dla oka okazuje się kolorystyka emanacji. Aura jest bowiem w całości i niezwykle równomiernie pokryta żelazną farbą. Dopiero na niej ktoś długimi pociągnięciami pędzla namalował srebrne i kobaltowe szlaki, przeplatające się wzajemnie.
Wygląd: Jest wysokim, bo mierzącym sobie niespełna sześć i pół stopy, mężczyzną o skórze pokrytej lekką opalenizną, którego wygląd na pewno nie odzwierciedla jego prawdziwego wieku, lecz o tym mało kto wie. Budowę jego ciała można określić mianem atletycznej, jednak widać, że podąża ona w kierunku umięśnionej. Upadek sprawił, że rysy twarzy anioła stały się nieco ... (Więcej)

Postprzez Avellana » Cz sie 10, 2017 7:27 pm

        Avellana siedziała wygodnie, korzystając z profilowanego oparcia krzesła i z łagodnym uśmiechem zniosła ciekawskie spojrzenie blondynki. Krótka ocena zawsze towarzyszyła pierwszemu poznaniu, a zielarka zachowywała się swobodniej wcale nie dlatego, że umiała swoje zainteresowanie ukrywać, lecz po prostu zdążyła już wcześniej zaspokoić swoją ciekawość. Spojrzała jeszcze krótko na Magnusa, gdy powrócił do wcześniejszego tematu, ale wydawał się już nie taki zaabsorbowany jego kontynuowaniem, więc milczała, by nie rozpalić dyskusji na nowo.
        - Też jesteśmy tutaj przypadkiem, ale nasze drogi pewnie niedługo się rozejdą – odpowiedziała na słowa Catriony, po chwili zerkając jednak na upadłego, zastanawiając się nad tym, co ze sobą zrobi później. Postanowiła jednak nie zaprzątać tym sobie głowy, dopóki on sam nie podejmie jakiejś decyzji. Była skłonna mu pomóc, na tyle ile będzie mogła, ale nie wydawało jej się, by było to konieczne. Pamięć wracała mu zaskakująco szybko i w miarę regularnie, więc pewnie niedługo jego życie nie będzie miało dla niego tajemnic. Nie mogła wszystkich mierzyć swoją miarą, u niej to chyba po prostu nieodwracalne. Pech chciał jednak, że spotkała na swojej drodze kogoś z podobną przypadłością i teraz ta irytująca potrzeba poszukiwań „własnego ja” znów się w niej obudziła i nie dawała o sobie zapomnieć. Skupiła się więc na swoich towarzyszach, popijając wino.
        - A zauważyłem, nie? – rzucił ze śmiechem Toirin, a Avellana zaczęła dostrzegać u niego pewną manierę w wypowiedziach. – Stąd widać, że dobra broń, tylko wiesz, dziewuszki chciałem sobie przykolegować – zarechotał wesoło. – Kowal jak się zwał? Bo nord to pewno był, nie? – chociaż padło pytanie, Herks najwyraźniej nie brał pod uwagę jakiejkolwiek innej odpowiedzi, bo pokiwał z zadumą głową, prawdopodobnie wspominając właśnie czule krasnoludzkich mistrzów.
        Później z kolei wdał się w dyskusję z… Dymitrem? Blondyn dosiadł się do nich do stolika bezzwłocznie po zaproszeniu, od razu podpuszczając norda do zwierzeń. Avellana słuchała tego wszystkiego z umiarkowanym zainteresowaniem, jak zawsze wychodząc z założenia, że żadna wiedza nie jest zbędna, co najwyżej chwilowo bez zastosowania. Pozwalała jednak sobie na dyskretne błądzenie spojrzeniem wokoło, to na próbę flirtu blondyna z blondynką, to na pijaczków zaczepiających Magnusa, i spowrotem na wymachującego rękami Toirina. Trzeba byłoby być ślepym, żeby nie zauważyć jak niebianin specjalnie prowokuje norda to wygadania się, a później zupełnie go olewa, by całą uwagę poświęcić dziewczynie. Gdyby nie to, że wgapia się w nią takim maślanym wzrokiem to Av pomyślałaby, że ją przed nimi ostrzega. Ale to chyba tylko zwykły podryw.
        W każdym razie nie trwało długo nim zboczyła z krasnoludem na inny tor rozmowy, gdy nawzajem wypytywali się o powody, dla których znaleźli się w mieście. Na razie jednak tylko zielarka przyznała się do kompletnej przypadkowości swojej obecności, gdyż w międzyczasie słowne potyczki Magnusa z pijaną gromadką przerodziły się w utarczkę na tyle poważną, że anioł wstał od stołu. Avellana odwróciła się w jego stronę, zakładając ramię na oparcie, a na ostrzegawcze spojrzenie, jasno mówiące by się nie wtrącała, uniosła lekko dłonie, spuszczając oczy i pokazując, że nie ma zamiaru go od niczego odwodzić. Jest już dużym chłopcem, niech robi co chce. Razem jednak z krasnoludem śledzili wychodzących slalomem z karczmy pijanych żołdaków z powątpiewającymi minami.
        - Nawet mi się nie chce do tego wstawać, będzie żałośnie, nie? – parsknął Toirin opierając się na łokciach na stole i próbując wykuknąć przez otwarte drzwi karczmy. Avellana odchyliła się lekko na krześle, przytrzymując się stopą o nogę stołu i obserwując jak niektórzy klienci karczmy, których skusiła obietnica rozrywki, utworzyli małe koło przed karczmą. Na szczęście nikt jej nie zasłaniał widoku i parsknęła krótko śmiechem, gdy zobaczyła, jak Magnus staje ze splecionymi na piersi rękami, z łatwością uchylając się od ciosów.
        - Co jest? Leją się już? – nord wbrew swoim wcześniejszym słowom żywo zainteresował się potyczką i teraz wypytywał dziewczynę, popijając piwo.
        - Podłożył jednemu nogę i koleś wylądował pyskiem w błocie – powiedziała z uśmiechem nie odwracając wzroku od widowiska, a Herks zatrzymał kufel w połowie drogi do ust.
        - I co? No mówże dziewczyno, komentator z ciebie jak z koziej rzyci trąba.
        - Dobra, dobra, ruszył na nich. Lewy sierpowy wyłożył pierwszego. Drugi dostał łokciem w łeb i też leży. Matko, jacy pijani, ruszają się jak muchy w smole. Dobra czekaj, tym trzem coś jednak zaświtało i próbują go otoczyć.. – przechyliła głowę na bok i otworzyła lekko usta, próbując opisać co widzi, ale cała potyczka skończyła się, nim na dobre się zaczęła. Anioł wracał już w stronę karczmy, a zielarka zamknęła buzię i opadła krzesłem spowrotem na ziemię.
        - No?! – Herks wyraźnie poczuł się zapomniany.
        - Już po wszystkim – wskazała mu brodą Magnusa, a nord parsknął z rozczarowaniem w swoje piwo. – Co za czasy, nawet porządnej bójki nie uświadczysz, nie?
        Upadły dosiadł się do nich spowrotem, próbując wrócić do poprzedniego tematu, ale Toirin machnął ręką.
        - Inna sprawa jest – mruknął, poważniejąc nagle. Wcześniej robił z siebie durnia, żeby blondaskowi przykro nie było, ale nadarzyła się okazja warta porzucenia pozorów. Potoczył czujnym spojrzeniem po wszystkich i podrapał się po brodzie, jak gdyby zastanawiał się jeszcze nad czymś. Wymienił u ich zaznajomionej już kelnerki pusty kufel na pełny i nim znów się odezwał, opróżnił go za jednym razem.
        - Dobra. Widzę, że dzieciaki jesteście, ale coś mi mówi, że bitka wam nie obca, nawet paniom, mimo że na pierwszy rzut oka wyglądają bardziej uroczo, niż niebezpiecznie. Ale ja się znam, nie ze mną te numery – puścił oko do spoglądającej niewinnie Catriony i wrócił do tematu, obniżając nieco głos i wyraźnie przechodząc w tryb opowieści.
        – Za piekielnymi idę, nie? Niby tylko diabły, ale silne jak samo licho i wyjątkowo szczwane, jak na zwykłe rogate pomioty. Zwłaszcza, że dowodzi im jakiś inny z piekła rodem, ale cholera wie co to jest, nie? Wiem tylko, że Nielsen się nazywa i bystrzejszy niż reszta, niemal jak człowiek wygląda, tylko siarką wali na staję. W każdym razie pieniądz za nich niemały i nie powiem, chętnie położyłbym łapę na całości, ale mimo zarzucanej krasnoludom dumy potrafię się przyznać, że nie poradzę sobie z nimi sam. Generalnie przynależności rasowe mam w rzyci, ale tyle krwi co te kreatury napsuły to nawet mnie szlag trafił. Od was wszystkich też człowiekiem nie śmierdzi, ale w porządku się wydajecie, a ja się znam, nie? No. To jak, kto chce zarobić?
        Opowieść zakończona została kilkukrotnym uniesieniem krzaczastych brwi i kolejną wymianą pustego kufla na pełen. Avellana bujała winem w kieliszku, składając usta w dziubek, w zamyśleniu przechylając lekko głowę. Zerknęła jeszcze raz na krasnoluda, a gdy przyłapał jej spojrzenie uśmiechnęła się blado.
        - Skąd pewność, że nasza obecność będzie ci pomocą? – zapytała z czystej ciekawości, a Herks opuścił głowę, wpatrując się w blat ze zmarszczonymi brwiami, jakby rozważał pytanie. Nagle jednak szarpnął się krótko w jej stronę, zatrzymując zaraz kawałek od dziewczyny, gdy stół zadrżał lekko. I chociaż z daleka wyglądało to, jakby krasnolud stracił po prostu równowagę przy stole, prawda przedstawiała się zgoła inaczej. W blat wbił się od spodu wielki nóż myśliwski, którym Herks sięgnął w stronę Avellany, a który ona odepchnęła szybko ręką, umyślnie wbijając go w drewno, samej przykładając nordowi do szyi własny sztylet, który nie wiadomo kiedy znalazł się w jej dłoni. Zamarli więc tak na chwilę w dziwnej konfiguracji, a dziewczyna zmarszczyła lekko brwi, do momentu aż Toirin nie zionął jej w twarz piwnym oddechem, gdy uśmiechnął się szeroko. W odpowiedzi również uniosła lekko kąciki ust i zabrała broń, chowając ją znów pod suknią.
        - Mówiłem, mam nosa – uśmiechnął się i znów zanurzył wąsy w piwie. Avell przyglądała mu się chwilę, po czym odwróciła wzrok, dolewając sobie i pozostałym wina.
        - Chętnie się przejdę – powiedziała, a kransolud z zadowoleniem pokiwał głową i przeniósł spojrzenie na każdego przy stole po kolei, wyczekując odpowiedzi.
Avatar użytkownika
Avellana
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Callisto, Leila, Sonea, Mathias, Emma, Cat, Lexi, Maia, Ananke, Eva, Ratri, Rakel, Lena,
Rasa: Upadła Anielica
Aura: Aura o sile przeciętnej, wyróżnia się spośród innych dwuwarstwowością delikatnej sukienki, która pod pierwszą warstwą materiału mieniącego się barachitem poprzecinanym miedziano-cynowimi nićmi kryje zwiewną halkę w kolorze srebra i domieszką żelaza. Gładkie i aksamitne, naturalnie ciepłe sukno jest niezwykle giętkie i nie krępuje ruchów, ale posiada bardzo ostre wykończenia, a miejscami także i twardsze elementy, które jedynie uwypuklają wszelkie zalety niematerialnej kreacji, która emanuje szmaragdowymi przebłyskami. Wywietrzały zapach lilii tłumiony jest całkowicie przez odór siarki, a szmer wody i śmiech bawiących się nad nią dzieci zagłuszane przez nierównomierne brzęczenie. Sprawia to wrażenie, że aura ma dwa charaktery, z czym jeden ginie pod naporem drugiego. Jednak w smaku aura jest złączona gorzkością z kwaśnym dodatkiem, przy czym wciąż pozostaje nieugięcie lepka.
Wygląd: Jest średniego wzrostu, do pełnego sążnia wzrostu brakuje jej raptem dwóch palców. Jej sylwetka jest smukła, sprawia wrażenie niezwykle giętkiej. Chód ma lekki, skórę lekko opaloną, przyjemnie gładką. Po plecach spływa kaskada brązowych włosów, rozjaśnionych miejscami słonecznymi refleksami. Czasami spina włosy w niedbały kok na głowie, odsłaniając szczupłą szyję, ... (Więcej)

Postprzez Catriona » So sie 12, 2017 3:52 pm

Czując na sobie wzrok Magnusa, Catriona upiła duży łyk wina i zatopiła wzrok w kieliszku, jakby oczekując jego ponownego napełnienia. Ze wszystkich sił starała się nie zarumienić, by nie okazywać zmieszania podobnego do tego, które odczuwała jeszcze kilkanaście minut temu, kiedy do jej stolika dosiadł się Dima. Zainteresowanie obu mężczyzn jej osobą było dla młodej palladynki nie do końca zrozumiałe, gdyż była święcie przekonana, że mieczem przy boku i milczeniem skutecznie odstraszy potencjalnych adoratorów. Dopiero słowa krasnoluda utwierdziły ją w przekonaniu, że gatunek mężczyzn najwyraźniej uwielbia ryzyko połączone z niebezpieczeństwem i dlatego ciągnie ich do uzbrojonych niewiast tak samo, jak ćmy ciągnie do ognia. Mimo to Catriona nie zdobyła się na odwagę, by zapytać o powód tej obserwacji, a tym bardziej mruknąć coś grubiańsko o tym, że sobie tego nie życzy. Siedziała więc w milczeniu, co jakiś czas unosząc kieliszek lub zgarniając z czoła nieposłuszne kosmyki. Z czasem jednak sama zaczęła przyglądać się otoczeniu.
Stali bywalcy karczmy, co widać było po ilości butelek na blatach, już powoli zasypiali między nimi, kończąc głośne spory o polityce miasta, sytuacji w kraju czy wielkości biustu kelnerki. Większość z nich chrapała donośnie, co idealnie zgrało się z ciężkimi kroplami deszczu, uderzającymi o blaszany parapet za oknem. Gdzieś z boku miejscowy oddział garnizonu przyglądał się wszystkiemu z lekką pogardą. Jego członkowie szeptali, wskazywali ruchem brwi lub palcem na "tańczących" między stolikami pijaków, a następnie machali na to ręką i wracali do żłopania piwa. Widać jednak było, że ręce zaczynają ich świerzbić.
To przypomniało Catrionie o naukach, które w ostatnim czasie przyswoił jej starszy brat. Cedric opowiadał jej o życiu na kontynencie, podstawowych zasadach postępowania oraz sytuacjach, których najlepiej unikać. Jedną z takich byli właśnie pijący żołdacy, nie zależnie od tego czy są to miejscowi czy "turyści" na przepustce. Wszyscy uważali się za elitę, głęboko przekonaną o wyższości prawa. Drugą -
osoby, które parają się podobnym, co oni, fachem. W szczególności łowcy nagród, którzy gwałcą przy tym wszelki honor, stosując brudne sztuczki oraz kanty. Oczywiście samo ich spotkanie nie musiało prowadzić do konfliktu, ale lepiej dla wszystkich by było, gdyby palladyn nie spoufalał się z tym typem śmiertelników.
Słysząc jednak jak Magnus przytakuje krasnoludowi, Catriona znacznie się ożywiła, podnosząc wzrok najpierw na niego, a potem na jego towarzyszkę. Nie zdążyła jednak skomentować tej uwagi, gdyż do ich stolika podszedł Dima, palladyn, który zniknął gdzieś z jedną z kelnerek. Jego włosy zostały zmoczone i ulizane przez deszcz, a koszula przyległa do ciała, wyraźnie podkreślając skryte za nią mięśnie. Wciąż jednak wyglądał dostojnie i poważnie, jak na wojskowego o wysokim stopniu przystało. Jego słowa Catriona puściła mimo uszu, dochodząc do wniosku, że znoszenie obecności nachalnego palladyna jest chwilowe, więc gdy tylko deszcz przestanie padać, uwolni się od niego raz na zawsze. Nie minęło jednak kilka sekund, a jej teza się potwierdziła. Żołnierz skupił całą swoją uwagę na krasnoludzie, z którym wydawało się miał bardzo wiele wspólnego, ze względu na podobne zainteresowania - wojaczkę. Ona natomiast skierowała się w stronę Magnusa i Avellany, z którą piła już kolejne wino.
- Pochodzę z małej wioski w Opuszczonym Królestwie - odpowiedziała. - Nawet nie wiem, czy znalazłabym ją na mapie, ale to urocze miejsce wśród lasów i bezkresnych pól pszenicy. Moja matka i ojciec zajmowali się egzekwowaniem prawa w najbliższej okolicy, a ja i brat uczyliśmy się w tej samej dziedzinie, by w przyszłości ich zastąpić. Mój brat, Cedric, a nie tu obecny żołnierzyk - dodała żartobliwie, wskazując ruchem głowy na zagadanego Dimę, który miał czelność tytułować ją siostrzyczką już drugi raz. - Ale ile można siedzieć w jednym miejscu, co nie? Dlatego postanowiłam opuścić dom i zwiedzić świat, odkładając pewne obowiązki na później.
Catriona świadoma była nieprawdy, jaka wypłynęła z jej ust, ale nie zamierzała zwierzać się nieznajomym z tragedii, jaka spotkała ją za młodu. Ten rodział z życia chciała zostawić za sobą i nie wracać już do niego, by znów nie przepłakać dwóch nocy na końskim grzbiecie, beznadziejnie pocieszana przez brata.
Na użalanie się nad sobą w głębi duszy musiał jednak poczekać, gdy wśród gwarnych rozmów, siedzący obok Dima zaczął zasypywać ją pytaniami.
- O czym ty mówisz? - zapytała, próbując poskładać w głowie słowa po niebiańsku, lecz braki w wykształceniu nie pozwalały jej dopasować odpowiednich zamienników na każde słowo. Zaraz jednak uważniej przyjrzała się towarzyszom, szczególnie Magnusowi. Catrionie zdawało się, że widzi uniesienie koszuli i fragment czarnego pióra za kołnierzem, co bezwarunkowo wskazywało na skrzydła.
Upadły anioł? Tutaj? Nie, to nie możliwe. Chociaż z drugiej strony...
Podręczniki, które Catriona przeglądała w młodości pełne były opisów piekielnych istot, z mniejszymi lub większymi szczegółami, ale dziewczyna nigdy nie przypuszczała, że któregoś spotka. Życie na wsi było spokojne i ciche, ojciec spędzał całe dnie w domu sołtysa lub pomniejszym miasteczku, gdzie przewodził sądom, a ona i matka siedziały w domu, gotując lub spacerując po lasach. Jedynie brat znikał na całe dnie, jak się później okazało, wracał do Nieba, na schadzki z anielicą, w której się zakochał albo jeździł gdzieś z młodzieńcami ze wsi. Tak czy siak, pierwszego diabła palladynka widziała dopiero podczas tragedii w jej domu, a potem przez długi czas jedynymi żywymi istotami wokół niej byli Cedric i Gwiazdka, z którymi musiała sobie radzić.
- I co teraz? - zapytała Dimę, mając nadzieję, że ten bywał już w podobnych sytuacjach i wie co robić.
- Tak, umiem się tym posługiwać - dodała, szturchając kozaczkiem klingę, która zadzwoniła przyjemnie i momentalnie ucichła wśród dźwięków dookoła.
Mimo to Dima dziwnie się zmieszał i zatopił usta w piwie, jakby ktoś wyzwał go na pojedynek. Jego policzki od razu odzyskały dawny kolor, ale w oczach wciąż odbijał się dziwny blask. Jego zachowanie tłumaczył jedynie fakt, że mógł odczuć pragnienie, gdyż jako palladyn odporny był na alkohol. Tak samo jak Catriona, więc gdyby ktoś krzyknął teraz "pijemy do nieprzytomności" to tylko oni utrzymaliby się na nogach.
Z dalszym wznowieniem tematu musieli jednak poczekać, gdyż ich rozmowę przerwała grupa pijaków, domagających się satysfakcji ze strony Magnusa. Czując kłopoty, dziewczyna położyła dłoń na rękojeści miecza, nie do końca wiedząc, którą stronę trzymać. Wszak ludzie sami się o to prosili, ale z drugiej, jej towarzysz był Piekielnym, których ona powinna unicestwiać.
Widząc jednak spokój krasnoluda, który nie wyglądał na pacyfistę oraz bierność Avellanny, także i palladynka została na swoim miejscu.
- Niech mi tylko konia nie spłoszą - mruknęła bardziej do siebie niż do reszty, świadoma będąc, że Gwiazdka, nawet nieuwiązana nigdzie by się bez niej nie ruszyła.
Jak się później okazało Catriona słusznie zrobiła, zostając. Z krótkiego acz treściwego opisu Avellanny wynikało, że tamci po prostu nie rozłożyli sił na zamiary i dostali za swoje, nawet nie zawadzając o Magnusa.
- Piekielni to ciężka sprawa - wtrąciła, kiedy sytuacja się uspokoiła i wszystkim wrócił dobry humor, który wykorzystał krasnolud do swojej opowieści. - Szczególnie diabły, gdyż zabijają dla przyjemności - powiedziała, cytując książkę. - Siarką cuchną, zgadza się, ale używają silnej magii, by to maskować. W teorii nie da się ich zabić, gdyż za każdego zabitego Piekło ma w zanadrzu dwóch innych, zrodzanych ze złych emocji. Chyba, że masz poświęcone ostrze lub palladyński miecz, wtedy strącasz takiego w nicość i problem z głowy.
Jak na młody wiek, Catriona wiedziała już to i owo, a zważywszy na brak celu w podróży, propozycja krasnoluda wydała jej się ciekawym pomysłem.
- I ja dołączę - dodała, unosząc kieliszek z winem.
Avatar użytkownika
Catriona
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Tarilion, Paygen, Fergus, Isambre, Varii,
Rasa: Palladynka
Aura: Aura którą masz przyjemność oglądać, chociaż młoda i średniej siły, jest uporządkowana i zdecydowana. Dominuje tutaj żelazo soczyście oświetlone szafirem, nie pozostawiając nawet cienia wątpliwości co do profesji osoby kryjącej się pod emanacją. Brakuje tutaj jakichkolwiek dźwięków, ale powstałą w ten sposób pustkę, swoją słodką i powabną ulotnością, wypełnia zapach lilii. Wtóruje im charakterna mirra, szybko sprawiając iż zapominasz o brakującym dźwięku. Aura jest twarda w dotyku i zdecydowana, jak cała emanacja. Ma wiele gładkich powierzchni i ostrych brzegów, będąc jednocześnie dość giętką, by w razie konieczności umykać przed zbyt natarczywym dotykiem. Smak również jest wyraźny i jednoznaczny, swoją goryczą klejący się do warg.
Wygląd: Perełka w morzu brzydoty, ognisko podczas zamieci. Tak niektórzy wypowiadają się o Catrionie, najmłodszym, ale nie jedynym dziecku pary palladynów, która, z polecenia samego Najwyższego, osiadła w Alaranii. Swoją urodę, dziewczyna zawdzięcza stosunkowo młodej i pięknej matce, o elfich korzeniach wśród swoich przodków. To dzięki nim jej skóra jest miękka, gładka i elastyczna, ... (Więcej)

Poprzednia strona

Powrót do Ekradon

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron