[Kilka dni drogi od Ekradonu] Nie taki znowu koniec


Rozciągające się od Równin Andurii aż po Równinę Maurat góry z wierzchołkami pokrytymi wiecznym śniegiem, przeplatane zielonymi dolinami i niebezpiecznymi przełęczami, zamieszkałe przez dzikie zwierzęta i legendarne potwory. Góry otaczają i chronią przed niebezpieczeństwami Szepczący Las, dając mu w ten sposób spokój.

Postprzez Nilsa » Cz mar 24, 2016 5:43 pm

Na szczęście, okazało się, iż nie jest aż tak źle jak się wcześniej wydawało. Rycerz jednak potrafił wysłowić się dużo lepiej niż się tego po nim spodziewała. Wpierw przedstawił się jako syn jakiegoś hrabiego, po czym w miarę przyzwoicie spytał o to, gdzie oni aktualnie się znajdują. Ale mylił się, stwierdzając, że nie wiadomo jej gdzie są. Była pewna, że gdyby tylko musiała trafić na przykład do Erkadonu, to bez większego trudu znalazłaby drogę. Tyle że, po którą cholerę miałaby tam leźć?
  Patrzyła, jak dowódca peleryn spogląda na wojownika, próbując dojść do tego, czy to co mówi jest prawdą.
- Parę dni drogi z tąd masz Erkadon, konno można tam być w jakieś trzy dni. - odparł mężczyzna na pytanie o ich aktualne położenie. - Jak chcesz to za pięćset ruenów mogę sprzedać mapę tej okolicy.
  Gdy tylko usłyszał, co rycerz powiedział o wampirzycy, zmarszczył brwi. Wydawałoby się, że w tej kwestii nie do końca im ufa. Może to również trochę z tego powodu, iż to co powiedziała, nie do końca wydawało się być zgodne z tym co przekazał rycerz. Na szczęście jednak nie dopowiedziała wtedy nic więcej, toteż nie dostarczyła żadnych następnych powodów do podejrzeń. Ostatecznie mężczyzna westchnął i już odwracał się by wydać rozkazy swoim ludziom. Widać było, że im uwierzył. Zresztą, chyba nie miał w tej kwestii dużego wyboru.
- Zaczekaj. - powiedziała Nilsa. Mężczyzna obrócił się i spojrzał na nią. Widziała, jaką niechęć do niej żywił. - Czy ty, albo jeden z twych ludzi, zna się na runach magicznych, lub rytuałach? Bardzo potrzebna mi teraz pomoc kogoś takiego.
- Nie. Jak chcesz kogoś, kto się zna, to niedaleko Erkadonu mieszkają czarodzieje. Może oni ci pomogą. - powiedział, choć widać było iż do zachowania pozornego spokoju się przymuszał. Gdy tylko to powiedział, odwrócił się ponownie do swoich żołnierzy.
- Ale ja o tym wiem! - warknęła sfrustrowana. Problem polegał na tym, że pomocy potrzebowała już, nie cierpiała żadnej chwili zwłoki. Na dodatek nie wiedziała, czy tamtejsi czarodzieje będą chcieli jej pomóc.
- To po cholerę głowę człowiekowi zawracasz? - odpowiedział, nawet się nie odwracając. Powiedział ściszonym głosem dwie komendy, po czym żołnierze, oraz ich dowódca podzielili się na dwie grupy, z których jedna pobiegła w stronę, którą wskazał rycerz, natomiast druga obrała kurs bardziej na lewo. Nie minęło dużo czasu, a już prawie nie było ich widać.
  Nilsa nie zamierzała długo czekać. Rycerz nie wydawał się być ani trochę pozytywnie nastawiony względem niej, toteż zaczęła przypuszczać, że nie zamierza jej pomóc. Z jakiegoś powodu stwierdziła, że powrót do siedziby może nie być aż takim złym pomysłem. W końcu lepiej późno, niż wcale. Miała zamiar pójść tam, choćby i od razu, ale wpierw chciała się upewnić, że wojownik jej nie pomoże. Spojrzała w jego stronę, chcąc ocenić, czy warto choćby się o to pytać.
Avatar użytkownika
Nilsa
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Gelarum, Lilla,
Rasa: Niegdyś czarodziejka, jednak wypadek spowodował w niej poważne, nieowracalne zmiany. Teraz jest krzyżówką gryfa i czarodziejki.
Aura: Całkiem silna emanacja o barwie w głównej mierze srebrnej będącej przecinaną przez grube kobaltowe pasma. Oba odcienie zachwycają tym, jak dobrze się komponują z bursztynową, poświatą, która intryguje kolorem raczej rzadko spotykanym. Wydaje liczne dźwięki, między innymi niesie ze sobą spokojną, głęboką melodię. Koi ona zmysły, lecz ta błogość nie trwa zbyt długo, bo po krótkiej chwili w myślach da się słyszeć różne szepty w głowie, ciężko jest je porównać z jakimkolwiek znanym odgłosem. Towarzyszy temu niepokojąca obecność czegoś obcego. Wystraszyć się można nagłego grzmotu całkowicie odwracającego uwagę od tego co działo się przed nim. Dodatkowo włosy na głowie zaczynają się unosić, co jest zjawiskiem dość zabawnym. Ostatecznie można wychwycić uderzenia młota kowala połączonego ze szczękiem metalu. Niesie ze sobą woń starych ksiąg, lecz pojawia się też, kompletnie tu niepasujący zapach sierści. W dotyku twarda nie ma zamiaru dać się złamać, popisuje się elastycznością poprzez liczne wygięcia i zgięcia we wszystkie strony. Kusi przyjemną gładkością, tymczasem niepostrzeżenie szykuje w gotowości ostre jak brzytwa krańce. Lepi się do podniebienia uparcie, skleja wargi, jednakże od czasu do czasu ujawnia się nieznaczny, suchy posmak, po czym znów znika na dłuższy czas.
Wygląd: ["Zagubione" fragmenty pamiętnika młodej czarownicy Erby von Cecil]

Wtedy spostrzegłam intrygujące stworzenie. Istota stała dumnie na wzniesieniu, przypatrując się mnie. Z wyglądu bardzo przypominała Erkadońskiego gryfa, jednakże była czymś więcej, przynajmniej w moich oczach.

Wielkością nie odchodziła ona od reszty gryfów, które miałam okazję ...
(Więcej)
Uwagi: Postać NIE jest sfinksem, a półgryfem. Mimo że z wyglądu przypomina tego pierwszego, to oprócz tego nie posiada żadnych cech pokrewnych z tymi istotami, ani nie jest z nimi spokrewniona.

Postprzez Derogan » Śr mar 30, 2016 7:26 pm

Wyglądało na to, że przywódca nieznajomych uwierzył w wersję Derogana. Doskonale. W końcu mógł bez problemu kłamać, nie obawiając się przy tym, iż jego rozmówca wyczyta kłamstwo z jego umysłu. Zdecydowanie ostatnio zbyt długo przebywał z magami. Kontakt z tak zwyczajnymi ludźmi, jak ci przed nim był miłą odmianą. No cóż, z drugiej strony tuż obok siebie miał pół gryfa, pół kobietę, co nie zwiastowało nadmiaru zwyczajności w najbliższym czasie. W dodatku jego rozmówca, o ile rzecz jasna wampirzyca mówiła prawdę, posiadał maskę pozwalającą na stanie się niewidzialnym. Czyli tyle było z tej jego normalności...
        Młodzieniec zdecydowanie nie takiej odpowiedzi się spodziewał. Zdołał jednak opanować swoją twarz, zanim mimika byłaby w stanie zdradzić jego emocję. Choć w sumie akurat teraz nie oznaczałaby, że kłamał. Mógł się zdziwić z miejsca, w którym się znajduje nawet wtedy, gdyby rzeczywiście był tym, za kogo się podawał. Ale wolał nie ryzykować. Zamiast tego przywołał na twarz wdzięczność.
- Wielce dziękuję. Nareszcie nie muszę błąkać się na ślepo. I nie, dziękuję za mapę, te okolice znam... w wystarczającym stopniu.
~Ale poznać tego to wcześniej nie mogłeś?
~W Alaranii jest wiele takich miejsc. Skąd miałem wiedzieć, że wylądujemy aż tak blisko? Ekradon leży niedaleko Valladonu. Niepokoi mnie myśl, że jesteśmy aż tak blisko.
~Ależ dlaczego? To przecież mogłaby być świetna kryjówka! Najciemniej pod latarnią, czyż nie? Najmniejsza jest szansa, że akurat tam będą cię szukać.
~Ale również zbyt wiele osób mnie tam zna. I jest tam...

        Jego myśli przeszyła fala wspomnień.
~Deroganie?
~Jest tak blisko... mógłbym... mógłbym tam po prostu pójść i...
~Deroganie.
~Ale co miałbym jej niby powiedzieć? Cholera, kiedy widziałem ją ostatni raz... No i jeszcze te całe „czarne płaszcze”.... nie, nie mogę tak jej narażać...
~Deroganie!
-Co?!
~Oni już sobie poszli, a ty od dobrej chwili tępo wpatrujesz się w miejsce, w którym jeszcze przed chwilą stali. No i jeszcze przypatruje się tobie ta... kobieta. Jeśli zaraz się nie ruszy, to wyjdziesz na wariata.

        Derogan drgnął, zaskoczony tymi wieściami. Przecież nie myślał aż tak długo. Zdecydowanie zasłużył na odpoczynek. Tylko po odżyciu bolesnych wspomnień nie było większej szansy, aby zdołał usnąć, nawet gdyby mógł. A najwidoczniej jeszcze wiele musiał zrobić. Nie mógł przecież zostawić tych dwóch magów debilów tak samych sobie, posiadali zdecydowanie zbyt wielką moc, a zbyt małe rozumy. Chociaż z drugiej strony...
- Potrzebujesz więc kogoś, kto zna się na magii? - mruknął młodzieniec dosyć głośno. Nie pamiętał już, o jakie dziedziny chodziło, nie byłby nawet w stanie stwierdzić, czy tamci dwaj kretyni je znają. Ale co przecież szkodziło próbować? Jemu i tak się nie przydadzą, a od Ekradonu dzieliła go zbyt wielka odległość, żeby mógł tam spróbować dojść własnymi siłami (przypomniał mu się jego koń, który pozostał sam w stajni w Karnsteinie). Co szkodziło zaskarbienie sobie przychylności czarodziejki? Zwłaszcza takiej z kłami i pazurami? - Przybyłem tu właściwie wraz z dwoma magami, chociaż ich stan umysłowy jest... chwiejny. Może oni będą w stanie w jakiś sposób ci pomóc. Co prawda logiki w nich tyle, co w sałacie, ale na magii trochę się znają. Dosyć boleśnie odczułem to na własnej skórze.
Avatar użytkownika
Derogan
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Dérigéntirh, Avrir, Vergrin, Haxam, Ognaruks, Saerahen,
Rasa: Człowiek
Aura: Żelazna aura o ametystowej poświacie. W jednej chwili jest ona niezwykle jasna, w drugiej ciemnieje. Dzieje się to na przemian. Słychać zawodzenie upiorów oraz grzmotów wymieszane z trzaskami płomieni. Każdy dźwięk próbuje się wybić. Pojawia się tu naprawdę wiele różnych zapachów. Natomiast w dotyku czuć twardość oraz ostrość, ale też przyjemną aksamitność. Aura pozwala się również łatwo wygiąć. Lepi się i pozostawia po sobie gorzki posmak w ustach.
Wygląd: Derogan jest młodym mężczyzną w kwiecie wieku. Liczne treningi oraz niezwykle aktywny tryb życia wyrzeźbiły jego smukłą oraz wysportowaną sylwetkę, którą zazdroszczą mu niejedni mężczyźni. Posiada też mocne mięśnie, którymi zazwyczaj się nie chwali i zakrywa je swoim strojem, a które zrobiłyby wrażenie na niejednej kobiecie. Jest dosyć wysoki, mierzy blisko sto ... (Więcej)

Postprzez Venetia » N kwi 10, 2016 10:50 pm

- Idziesz w złą stronę – mruknęła sama do siebie. Nie miała w zwyczaju mówienia na głos, jeśli nikogo nie było w pobliżu. Ani też określania siebie w liczbie trzeciej. Nie zdarzało się jej również błąkanie w ciemnościach, będąc pozbawiona jakiegokolwiek pomysłu, w którą stroną się udać. Ale zwyczaje się zmieniają w dziwnych sytuacjach. Czyż ta nie jest wystarczająco dziwna? Wzięła głęboki oddech. Poczekała aż zimne powietrze wypełni jej płuca. Myśli bezładnie tłukły się w jej głowie. Galleron przeżył? Smok, który niszczy wioski? Nie, nie, to tylko historia wymyślona na poczekaniu. Niedorzeczność.  Odwróciła się na pięcie i poszła w przeciwną stronę, nadal nie mając pojęcia, gdzie się kieruje.

Chociaż… jeśli uciekłby przez podziemia… Wtedy miałby szansę na przeżycie. A smok…. Czy jedna zemsta – zniszczenie zamku – mu nie wystarczy? Te pytania nie dadzą jej spokoju. Najlepiej byłoby się tam wybrać i sprawdzić, czy szkarłatna peleryna miała rację. Niemniej, w jej obecnej sytuacji jest to niezwykle ryzykowne przedsięwzięcie. W takim razie, najrozsądniej było by wybrać się do najbliższego miasta i tam wszystko spokojnie przemyśleć, opracować jakiś plan. Była jednak pełna obaw, że w drodze dopadnie ją pozostałe pięć peleryn. Przydałby się jakiś towarzysz… albo dwóch…
Zatrzymała się. Wyciągnęła przed siebie dłoń i wbiła w nią pełen oczekiwania wzrok. Rozbłysnął nad nią niewielki płomień, który rzucił na jej twarz blade światło. Odczuła ogromną satysfakcję. Jak na poziom jej zdolności magicznych, było to duże osiągnięcie. Rozejrzała się, jakby oczekując, że ktoś zacznie bić brawa.
- … kto zna się na magii – otaczającą ją ciszę przerwał znajomy głos. Skierowała się w tamtą stronę.
Zupełnie się tego nie spodziewała, ale ucieszyła się na widok swoich „towarzyszy”, którzy wciąż stali przy nabazgranym na ziemi runie.
- Udało się! Nie wiem jak wam dziękować – uśmiechnęła się, powitały ją wyczekujące spojrzenia – Jak mogę się wam odwdzięczyć? – dodała po chwili.
Ostatnio edytowano Śr maja 11, 2016 6:50 pm przez Venetia, łącznie edytowano 1 raz
Avatar użytkownika
Venetia
Błądzący na granicy światów
 
Rasa: Wampir, wcześniej człowiek
Aura: Jest to aura o sile umiarkowanej, lecz wydaje się odrobinę mocniejsza niż większość emanacji. Ma ona kolor głęboko cynowy, zabarwiony lekko w niektórych miejscach na dwa inne, kontrastujące barwy: złotą i żelazną, lecz z każdym dniem plamy w kolorze szlachetnego kruszcu wydają się być odrobinę mniej widoczne. Aura zdecydowanie nie posiada własnej emanacji, choć sprawia wrażenie, że kiedyś ją wydzielała. Od samego początku w jej pobliżu robi się gorąco, a także słychać trzaski płonącego drewna. Dość szybko jednak ulgę przynosi głęboka melodia, która jakby oddala się coraz bardziej, a ty masz wrażenie, że ziemia usuwa ci się spod nóg. Aura ta nieodmiennie pachnie krwią, której zapachem jest przesiąknięte powietrze wokół. Emanacja gnie się dość łatwo, mimo to jest twarda a jej krańce ostre, mogące zranić. Na całej powierzchni jest gładka, zupełnie jak tafla wody w małym jeziorku. Lepi się do języka, lecz jej lekko gorzki smak nie odstrasza, wydaje się być przyjemny. Natomiast czuć oprócz tego jeszcze silnie słony posmak, który zniechęca do jej próbowania.
Wygląd: Venetia jest wysoką osobą o zgrabnej sylwetce z wyraźnie zarysowanym wcięciem. Jej skóra jest koloru porcelany. Po przemianie wyostrzyły się rysy jej twarzy, uwydatniając kości policzkowe oraz nadając jej bardziej drapieżnego wyglądu. Jej oczy, otulone zasłoną długich czarnych rzęs, są lekko podkrążone. Może się wydawać, że jest wokół nich cień. Mają niezwykłą ... (Więcej)

Postprzez Nilsa » So kwi 30, 2016 11:01 pm

Derogan stał jeszcze przez dłuższą chwilę, wpatrując się w jedno miejsce tak, jakby chciał wywiercić samym spojrzeniem dziurę w ziemi. Najwyraźniej zamyślił się tak bardzo, że przestał zwracać uwagę na otoczenie. Wydawało jej się, że będzie tu stać tak długo, aż zakwitnie. Nilsa zdążyła już uznać, że nie ma najmniejszego sensu, by mu przeszkadzać w tym, co właśnie robił, czymkolwiek by to nie było. Jednak w momencie, w którym już miała sobie pójść, rycerz spojrzał w jej stronę i zapytał, czy potrzebuje kogoś zaznajomionego z magią, choć na to pytanie znał już odpowiedź.
- No... - potwierdziła, z niemą prośbą by kontynuował. Nareszcie sprawy zaczynały chyba przybierać lepszy obrót, bo bez powodu chyba nie poruszałby tego tematu. Zastanawiała się, o co dokładniej mu chodziło. Może miał na myśli, że sam coś niecoś umie? Kto wie...

- Dwóch magów? - spytała zaskoczona i aż tupnęła łapą o ziemię. Dwóch to całkiem sporo... Tym bardziej jeżeli coś potrafili. To mogło jej całkiem wszystko ułatwić. Co z tego, że Derogan uważał ich za głupców? O niej przecież mógł myśleć całkiem podobnie. Miała tylko nadzieję, że zdoła nakłonić ich do współpracy, bo przecież mogą nie zamierzać niczego robić. A wtedy do niczego jej się nie przydadzą. - A gdzie oni teraz są? - zapytała, nie kryjąc swego zainteresowania. Spieszyło jej się, to fakt.
- Bardzo zależy mi na czasie. Każda kolejna minuta w tym... W tym ciele jest ochydna. Na dodatek nie wiem, czy to mi już tak nie zostanie... Cholera, musiał się wtedy napatoczyć... - zaczęła, po czym wymruczała kilka bardzo nieprzyzwoitych przekleństw w języku starożytnych.
- Dobra, gdzie oni są? - ponagliła go.

  W pewnym momencie usłyszała czyjeś kroki. Zwróciła wzrok w tamtą stronę w samą porę by zobaczyć jak zza drzew wychodzi wampirzyca. Wyglądała bardzo... radośnie, przynajmniej jak na nieumarłą. Widocznie te peleryny rzeczywiście były dla niej bardzo uciążliwe. W sumie to zazdrościła jej. Jej własne problemy bynajmniej nie polegały na tym, by wyprowadzić w pole kilkoro ludzi. Ją czekało dużo większe wyzwanie. Musiała w jakiś sposób oddzielić siebie od tego gryfa, jedyny problem polegał na tym, że w żadnej z przeczytanych przez nią ksiąg nie było nawet wzmianki o przypadku takim jak w jej wypadku. Czyli że, teoretycznie coś takiego nie może mieć miejsca. Lecz patrząc na nią, można odnieść wrażenie, że w praktyce ma się to nieco inaczej.
  Wampirzyca nie owijając w bawełnę, już z marszu zaczęła im dziękować, oraz zapytywać w jaki sposób mogłaby się odwdzięczyć. W sumie to mogłaby jej pomóc, bo jak by nie patrzeć, do wykonania rytuału przydałaby się jej każda osoba, obdarzona choćby krztyną talentu magicznego, a z tego co wyczuła, to nieumarła coś niecoś wiedziała.
- Pomoc zawsze się przyda... - oświadczyła i uśmiechnęła się trochę niemrawo. Postanowiła jednak jeszcze niczego nie tłumaczyć, to w swoim czasie...
Avatar użytkownika
Nilsa
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Gelarum, Lilla,
Rasa: Niegdyś czarodziejka, jednak wypadek spowodował w niej poważne, nieowracalne zmiany. Teraz jest krzyżówką gryfa i czarodziejki.
Aura: Całkiem silna emanacja o barwie w głównej mierze srebrnej będącej przecinaną przez grube kobaltowe pasma. Oba odcienie zachwycają tym, jak dobrze się komponują z bursztynową, poświatą, która intryguje kolorem raczej rzadko spotykanym. Wydaje liczne dźwięki, między innymi niesie ze sobą spokojną, głęboką melodię. Koi ona zmysły, lecz ta błogość nie trwa zbyt długo, bo po krótkiej chwili w myślach da się słyszeć różne szepty w głowie, ciężko jest je porównać z jakimkolwiek znanym odgłosem. Towarzyszy temu niepokojąca obecność czegoś obcego. Wystraszyć się można nagłego grzmotu całkowicie odwracającego uwagę od tego co działo się przed nim. Dodatkowo włosy na głowie zaczynają się unosić, co jest zjawiskiem dość zabawnym. Ostatecznie można wychwycić uderzenia młota kowala połączonego ze szczękiem metalu. Niesie ze sobą woń starych ksiąg, lecz pojawia się też, kompletnie tu niepasujący zapach sierści. W dotyku twarda nie ma zamiaru dać się złamać, popisuje się elastycznością poprzez liczne wygięcia i zgięcia we wszystkie strony. Kusi przyjemną gładkością, tymczasem niepostrzeżenie szykuje w gotowości ostre jak brzytwa krańce. Lepi się do podniebienia uparcie, skleja wargi, jednakże od czasu do czasu ujawnia się nieznaczny, suchy posmak, po czym znów znika na dłuższy czas.
Wygląd: ["Zagubione" fragmenty pamiętnika młodej czarownicy Erby von Cecil]

Wtedy spostrzegłam intrygujące stworzenie. Istota stała dumnie na wzniesieniu, przypatrując się mnie. Z wyglądu bardzo przypominała Erkadońskiego gryfa, jednakże była czymś więcej, przynajmniej w moich oczach.

Wielkością nie odchodziła ona od reszty gryfów, które miałam okazję ...
(Więcej)
Uwagi: Postać NIE jest sfinksem, a półgryfem. Mimo że z wyglądu przypomina tego pierwszego, to oprócz tego nie posiada żadnych cech pokrewnych z tymi istotami, ani nie jest z nimi spokrewniona.

Postprzez Derogan » So maja 07, 2016 8:40 pm

- Cóż... - Derogan zastanawiał się, czy powinien powiedzieć kobiecie o wszystkim. Niby ta ich nie znała, ale wykonywała ten sam zawód, co mogło być nieco wiążące. Rybak zawsze będzie lepiej nastawiony do innego rybaka. O ile nie będzie mu zazdrościć, rzecz jasna. Młodzieniec nie wiedział, jak konkretnie to wygląda w tej... grupie zawodowej. O ile można tak było nazwać magów. - Leżą niedaleko, spacyfikowani. Obawiałem się, żeby nie narobili kłopotów. W najlepszym wypadku zniknęliby i więcej bym ich na oczy nie widział, ale możliwe, że szukaliby krwawej zemsty. Nie mam pewności, za co, ale przez krótki okres naszej znajomości dowiedziałem się o nich dostatecznie wiele, aby wiedzieć, że nigdy nie da się racjonalnie przewidzieć ich zachowania.
        Używał logicznych argumentów, bo miał nadzieję, że te najbardziej przypadną czarodziejce do gustu. Rozsądek podpowiadał mu, że magowie powinni być także, przynajmniej w pewnym stopniu, intelektualistami, choć ostatnie wydarzenia dosyć mocno nadszarpały jego pewność. I nie chodziło tylko i wyłącznie o tamtą dwójkę.
- A to ciało nie jest wcale najgorsze – skomentował Derogan słowa, które zdołał dosłyszeć. Przy okazji dowiedział się, że nie widzi przed sobą zwyczajowej formy kobiety. - Wygląda na silne i zwinne, posiada skrzydła, pazury... jeżeli przy tym twój intelekt pozostaje na podobnym poziomie, co w postaci ludzkiej, to same plusy. O ile nie liczyć ułomności społecznej. Ale ponoć magowie lubią siedzieć w tych swoich mrocznych wieżach.
        Coś nagle przyszło młodzieńcowi na myśl.
- Ano właśnie, masz może taką swoją wieżę, w której planujesz podbój Alaranii? Byłbym nieodzownie wdzięczny, gdybym mógł spędzić w takiej jedną noc, pani...
        Zorientował się, że nie ma pojęcia, jak kobieta ma na imię. Cóż, zważając na to, ile się wydarzyło, chyba nadszedł czas najwyższy, aby je poznać.
- Właśnie, nie wiem nawet, jak masz na imię. Nasze spotkanie odbyło się w dosyć... nietypowych okolicznościach. - Sam nie miał zamiaru zdradzać swojego prawdziwego imienia, a to, które najchętniej użyłby w zamian, już wypowiedział. Mógł się bez problemu wciąż podawać za swojego kuzyna. Co najwyżej powiedziałby, że cała reszta była zmyślona. Tak, to był chyba dobry pomysł.
        Kiedy kobieta się odwróciła, Derogan zrobił to samo. W ich stronę szła wampirzyca, w dodatku uśmiechnięta. Młodzieniec przysłuchiwał się jej słowom z mieszaniną niedowierzania oraz zazdrości.
~Już? Tak po prostu ich zgubiła? Czemu z moimi pelerynami nie może być tak łatwo?
~Właściwie, to płaszczami. Pamiętasz, co mówił stary rycerz?
~Tak, tak. Ale to naprawdę niesprawiedliwe.

- Ja chętnie bym się dowiedział, dlaczego właściwie cię ścigali – powiedział Derogan. Informacje były skarbami nie do przecenienia, zwłaszcza taka, przez którą ktoś gotów był zabić. Czy też może zdradzająca, dlaczego ktoś chciał to zrobić. Sprawa nie mogła być licha, a coś wielkiego zawsze można było użyć przeciwko kryjącemu się w cieniu, wszechobecnemu potworowi.
Avatar użytkownika
Derogan
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Dérigéntirh, Avrir, Vergrin, Haxam, Ognaruks, Saerahen,
Rasa: Człowiek
Aura: Żelazna aura o ametystowej poświacie. W jednej chwili jest ona niezwykle jasna, w drugiej ciemnieje. Dzieje się to na przemian. Słychać zawodzenie upiorów oraz grzmotów wymieszane z trzaskami płomieni. Każdy dźwięk próbuje się wybić. Pojawia się tu naprawdę wiele różnych zapachów. Natomiast w dotyku czuć twardość oraz ostrość, ale też przyjemną aksamitność. Aura pozwala się również łatwo wygiąć. Lepi się i pozostawia po sobie gorzki posmak w ustach.
Wygląd: Derogan jest młodym mężczyzną w kwiecie wieku. Liczne treningi oraz niezwykle aktywny tryb życia wyrzeźbiły jego smukłą oraz wysportowaną sylwetkę, którą zazdroszczą mu niejedni mężczyźni. Posiada też mocne mięśnie, którymi zazwyczaj się nie chwali i zakrywa je swoim strojem, a które zrobiłyby wrażenie na niejednej kobiecie. Jest dosyć wysoki, mierzy blisko sto ... (Więcej)

Postprzez Venetia » Śr maja 18, 2016 10:05 pm

Jej odpowiedź zabrzmiała zbyt tajemniczo. Nie dość, że ta  nadzwyczajna istota - była pewna, że jest jedynym takim okazem na świecie -jest już sama w sobie otoczona aurą tajemniczości, to teraz zebrało się jej na zagadkowe reakcje. Liczyła na to, że "odwdzięczenie się" nie będzie niczym zobowiązującym, a to zdanie zabrzmiało, jakby sugerowała coś zupełnie odmiennego. Venetia poczuła pewnego rodzaju smaczek zaciekawienia. Poczuła, że ożywiają się w niej cechy charakteru podróżnika i odkrywcy. Chciałaby usłyszeć jej historię. Czy ta kobieta zawsze była pół-gryfem? Czy może coś... Zorientowała się, że od dłuższego czasu wpatruje się w nią pustym spojrzeniem. Szybko odwróciła wzrok. Przytłumiła swoją ciekawość perspektywą prawdopodobnie czekającego ją zadania, a to obudziło w niej niepewność. Fatalne skutki ostatniego zlecenia wciąż za nią podążają, nosząc te swoje szkarłatne peleryny.

Układała już w głowie uprzejme pytanie co do szczegółów oraz gruntu, na którym ta pomoc się przyda, kiedy niespodziewanie odezwał się mężczyzna. Wlepiła w niego spojrzenie, które było połączeniem zdumienia oraz pewnej podejrzliwości.
Nie przepadała za osobami, które zadają pytania, w szczególności takie, na które nie ma jednej konkretnej odpowiedzi. Powody mogą być dwa – albo Galleron, przeglądając swoją kolekcję masek zorientował się, że jednej z nich brakuje albo peleryna mówiła prawdę. W każdym razie, szukają jej, a ona nie ma ochoty rozstawać się ze swoją zdobyczą ani też opowiadać o swojej przestępczej przeszłości. Niektóre tajemnice należy zachować. Tajemnice są ochroną.
- Powiedzmy, że szukają czegoś, co znalazło się w moim posiadaniu – odparła po chwili, starając się sformułować wypowiedź, tak by nie zdradzić zbyt wielu szczegółów. Uśmiechnęła się, widząc, że ta odpowiedź nie bardzo go satysfakcjonuje.
- Na razie to musi wystarczyć, w swoim czasie z pewnością dowiecie się więcej. Ja natomiast z chęcią poznałabym wasze imiona i powód, dla którego się tutaj znaleźliście.
- Nazywam się Venetia. Venetia d'Ambray - dodała, chcąc w ten sposób zachęcić ich do podjęcia tematu i odkrycia chociażby rąbka tajemnicy, którą byli osnuci.
Avatar użytkownika
Venetia
Błądzący na granicy światów
 
Rasa: Wampir, wcześniej człowiek
Aura: Jest to aura o sile umiarkowanej, lecz wydaje się odrobinę mocniejsza niż większość emanacji. Ma ona kolor głęboko cynowy, zabarwiony lekko w niektórych miejscach na dwa inne, kontrastujące barwy: złotą i żelazną, lecz z każdym dniem plamy w kolorze szlachetnego kruszcu wydają się być odrobinę mniej widoczne. Aura zdecydowanie nie posiada własnej emanacji, choć sprawia wrażenie, że kiedyś ją wydzielała. Od samego początku w jej pobliżu robi się gorąco, a także słychać trzaski płonącego drewna. Dość szybko jednak ulgę przynosi głęboka melodia, która jakby oddala się coraz bardziej, a ty masz wrażenie, że ziemia usuwa ci się spod nóg. Aura ta nieodmiennie pachnie krwią, której zapachem jest przesiąknięte powietrze wokół. Emanacja gnie się dość łatwo, mimo to jest twarda a jej krańce ostre, mogące zranić. Na całej powierzchni jest gładka, zupełnie jak tafla wody w małym jeziorku. Lepi się do języka, lecz jej lekko gorzki smak nie odstrasza, wydaje się być przyjemny. Natomiast czuć oprócz tego jeszcze silnie słony posmak, który zniechęca do jej próbowania.
Wygląd: Venetia jest wysoką osobą o zgrabnej sylwetce z wyraźnie zarysowanym wcięciem. Jej skóra jest koloru porcelany. Po przemianie wyostrzyły się rysy jej twarzy, uwydatniając kości policzkowe oraz nadając jej bardziej drapieżnego wyglądu. Jej oczy, otulone zasłoną długich czarnych rzęs, są lekko podkrążone. Może się wydawać, że jest wokół nich cień. Mają niezwykłą ... (Więcej)

Postprzez Nilsa » So maja 21, 2016 10:38 pm

- Nie jest najgorsze?! Kpisz sobie? - warknęła, gdy usłyszała co powiedział. Ledwo udało jej się powstrzymać, by nie rzucić się na niego z pazurami. Jak mógł tak jej uwłaczać? Fakt, że miał dobre argumenty, ale to nie zmieniało faktu, że nie ma racji. Jedyne, czego chciała przez ten czas, to zaznać spokojnego, całkiem zwyczajnego życia, wolnego od koszmarów, czy demonów. A tymczasem stała się jakimś durnym dziwadłem! - A co by byś powiedział, gdyby tobie zamiast nóg, z niewyjaśnionych przyczyn wyrósł rybi ogon? Uznałbyś tak po prostu, że to praktyczne?
  Nilsa tupnęła gniewnie łapą, lecz zamknęła oczy, starając się uspokoić. W końcu, rycerz był jej wciąż potrzebny, a jeżeli teraz go do siebie zniechęci, to być może nici z wszystkich jej starań. A nie mogła przecież sobie pozwolić, by wiecznie wyglądać jak jakaś pokraka.
- Nie, nie mam żadnej wieży. Nie mam nawet drewnianej chatki. Jestem dopiero uczennicą, mieszkałam nieopodal Erkadonu. A to też nie od zawsze, wcześniej uczyłam się w zamku czarodziejek...

- Czarodziejka spojrzała po swoich towarzyszach. Oboje jasno dali jej znać do zrozumienia, że chcą usłyszeć jej historię. Czy chciała to opowiadać? Na pewno nie. Ale widocznie było to konieczne, jeżeli chciała ich prosić o pomoc.

- No dobrze... Na imię mam Nilsa, z rodu De'Apitinise. Wiele lat temu, kiedy jeszcze uczyłam się w zamku czarodziejek, zostałam zaatakowana przez demona. Mówił coś o przepowiedni, że mam coś zrobić, lecz on do tego nie dopuści. - Nilsa celowo ominęła fragment w którym ów demon był najbliższą jej osobą. - Chyba tylko cudem uniknęłam wtedy śmierci. Lecz on powiedział, że jeszcze po mnie wróci. I rzeczywiście, każdej nocy pojawiał się w moim koszmarze, który wiecznie wyglądał dokładnie tak, jak miejsce w którym napadł na mnie po raz pierwszy. Przenieśli mnie wtedy do siedziby magów Erkadońskich, po to, by chronić mnie i innych uczniów. Studiowałam ile mogłam, niemal bez snu. Parę dni temu uznałam, że jestem gotowa, gdyż wyśledziłam go w pewnym miejscu w wymiarze pustki. Miałam dość mocy, by się mu postawić i raz na zawsze pozbyć się go z mojego życia. Otworzyłam mu portal, przez który wpadł w moją pułapkę. Uderzałam w niego jak tylko mogłam. Wydawało mi się już, że wygrałam, że już jest po wszystkim, ale się pomyliłam. Właśnie wtedy zaatakował mnie od tyłu Erkadoński gryf, w dodatku z takim impetem, że zarówno ja, gryf, a nawet demon, wpadliśmy jednocześnie w portal do pustki. Również w środku magicznego przejścia walczyliśmy. Uwolniliśmy ogromną energię. Nie wiem, co się stało potem. Wiem, że kiedy wypadłam, to wyglądałam już tak jak teraz. Udało mi się potem ostatecznie pokonać demona, lecz gdy wróciłam tu, moje ciało się nie zmieniło z powrotem. A potem, parę, lub paręnaście godzin później się spotkaliśmy. Wiadomo mi również, że o takim przypadku jak mój, nie napisał żaden autor w żadnej książce. Nigdy o czymś takim nie przeczytałam. Nie wiem jak to możliwe... Tak czy siak, proszę, żebyście mi pomogli odprawić rytułał, który odczyni to, co się wydarzyło w portalu. Potrzebna mi każda pomoc, każda ksztyna energii, jaką mogę uzyskać. Pomożecie? - zakończyła swój monolog, mając nadzieję, że wywarło to wpływ na to, co zamierzają jej towarzysze.

- Ruszmy się. - ponagliła ich. - Mam wrażenie, że z każdą chwilą mam w sobie coraz mniej z człowieka. Możemy już iść po tych magów?
Avatar użytkownika
Nilsa
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Gelarum, Lilla,
Rasa: Niegdyś czarodziejka, jednak wypadek spowodował w niej poważne, nieowracalne zmiany. Teraz jest krzyżówką gryfa i czarodziejki.
Aura: Całkiem silna emanacja o barwie w głównej mierze srebrnej będącej przecinaną przez grube kobaltowe pasma. Oba odcienie zachwycają tym, jak dobrze się komponują z bursztynową, poświatą, która intryguje kolorem raczej rzadko spotykanym. Wydaje liczne dźwięki, między innymi niesie ze sobą spokojną, głęboką melodię. Koi ona zmysły, lecz ta błogość nie trwa zbyt długo, bo po krótkiej chwili w myślach da się słyszeć różne szepty w głowie, ciężko jest je porównać z jakimkolwiek znanym odgłosem. Towarzyszy temu niepokojąca obecność czegoś obcego. Wystraszyć się można nagłego grzmotu całkowicie odwracającego uwagę od tego co działo się przed nim. Dodatkowo włosy na głowie zaczynają się unosić, co jest zjawiskiem dość zabawnym. Ostatecznie można wychwycić uderzenia młota kowala połączonego ze szczękiem metalu. Niesie ze sobą woń starych ksiąg, lecz pojawia się też, kompletnie tu niepasujący zapach sierści. W dotyku twarda nie ma zamiaru dać się złamać, popisuje się elastycznością poprzez liczne wygięcia i zgięcia we wszystkie strony. Kusi przyjemną gładkością, tymczasem niepostrzeżenie szykuje w gotowości ostre jak brzytwa krańce. Lepi się do podniebienia uparcie, skleja wargi, jednakże od czasu do czasu ujawnia się nieznaczny, suchy posmak, po czym znów znika na dłuższy czas.
Wygląd: ["Zagubione" fragmenty pamiętnika młodej czarownicy Erby von Cecil]

Wtedy spostrzegłam intrygujące stworzenie. Istota stała dumnie na wzniesieniu, przypatrując się mnie. Z wyglądu bardzo przypominała Erkadońskiego gryfa, jednakże była czymś więcej, przynajmniej w moich oczach.

Wielkością nie odchodziła ona od reszty gryfów, które miałam okazję ...
(Więcej)
Uwagi: Postać NIE jest sfinksem, a półgryfem. Mimo że z wyglądu przypomina tego pierwszego, to oprócz tego nie posiada żadnych cech pokrewnych z tymi istotami, ani nie jest z nimi spokrewniona.

Postprzez Pani Losu » Śr lip 06, 2016 7:07 pm

Niemal w tym samym momencie, gdy Nilsa zaproponowała pójście po magów, ci wypadli nagle spomiędzy drzew, potykając się jeden przez drugiego.
- To nie my! – wrzasnął jeden plącząc się ciągle o linę, która zwisała z jego rąk i kostek.
Drugi biegł za swoim bratem, tuląc wciąż do siebie skaleczoną dłoń.
Zatrzymali się przed Deroganem dysząc ciężko. Ubrania mieli w nieładzie i wciąż ciągnęli za sobą liny, którymi byli skrępowani. Ten ze skaleczoną dłonią podniósł wzrok na Nilsę i rozdziawił buzię ze zdziwienia. Jego brat momentalnie trzepnął go otwartą dłonią przez tył głowy.
- Au! Za co to?
- Za głupotę!
- Przecież nic nie zrobiłem!
- Prasmokowi niech będą dzięki.. – mag westchnął i spojrzał na Derogana. Uniósł dłonie w uspokajającym geście, nie dając chłopakowi dojść do słowa.
- Nic nie zrobiłem. Przyszli jacyś goście w pelerynach i nas uwolnili. Nic im nie powiedziałem – mag zdawał się być bardzo dumny z tego, jak wybrnął z sytuacji. Potoczył wzrokiem po obecnych, po czym dostrzegł na ziemi wypisane runy. Oczy rozszerzyły mu się z ciekawości. Nie mogąc do końca wyplątać się z liny pociągnął ją za sobą i przypadł do runów.
- Wiem co to! – krzyknął i zakasał rękawy – Widzę, co chcecie zrobić, oj widzę! – uśmiechnął się, machając dłońmi i podbiegł spowrotem do Derogana. Ranny mag znów gapił się na Nilso z rozdziawioną buzią, ignorując brata.
- Nic nie musicie mówić, już kończymy to co zaczęliście – stwierdził, dalej nie dając nikomu dojść do słowa, po czym znów trzepnął rannego maga w głowę. Ten spojrzał na niego tylko zawiedziony i podszedł bliżej, również zakasując rękawy i chwilowo ignorując ranną dłoń.
Po chwili nad głowami magów i Derogana zaczęła otwierać się ciemność. W zastraszającym tempie pożerała niebo, wirując nad nimi coraz szybciej.
- Oj.. em.. nie do końca to miałem na.. – słowa maga urwały się w momencie gdy czerń zaczęła spływać z portalu i oplatać jego, rannego maga i Derogana. Jedno uderzenie serca i po mężczyznach nie było śladu. Portal zamknął się z cichym świstem.
Avatar użytkownika
Pani Losu
Urzeczywistniający Marzenia
 
Rasa:
Aura: Nieznana.
Wygląd:

Postprzez Venetia » N lip 10, 2016 12:19 am

Starała się wyglądać na w ogóle niewzruszoną historią Nilsy, coś jednak sprawiło, że chciałaby jej w jakiś sposób pomóc. Pomóc odzyskać jej dawną formę. Czy osoba, której życie było już i tak wystarczająco trudne, niszczone przez jakiegoś demona, nawet po pokonaniu przeciwnika musi dodatkowo cierpieć przez przypadkowe wtargnięcie gryfa na scenę finalnego aktu? Nawet Veneti – osobie, która przed przemianą w wampira obracała się w podłym środowisku płatnych przestępców – coś takiego wydaje się niesprawiedliwe. Ludzi dzieli się na wygranych i przegranych, ale nigdy na tych, których życiem rządzi przypadek. Tego nauczyła się w czasie swojej przestępczej kariery i raczej starała się tego trzymać.

Chciała wyrazić swoją chęć pomocy - pomijając już jej dług wdzięczności wobec czarodziejki i mężczyzny, którego imienia nie miała jeszcze okazji poznać - kiedy spomiędzy drzew wypadli nagle magowie, o których wspomniał mężczyzna. Zamiast oferty wsparcia z ust Veneti wydobyło się jedynie ciche westchnienie. Sposób, w jaki pojawili się owi magowie nie wróżył nic dobrego. Również ich bezczelne gapienie się na Nilsę oraz ich ubrania w zupełnym nieładzie czyniły z nich osoby raczej mało rozgarnięte.
Na wzmiankę o „gościach w pelerynach” jęknęła jeszcze smętniej, a jej i tak już blada twarz, przybrała kolor kartki papieru. Peleryny sieją zamęt i spustoszenie, gdziekolwiek się pojawią. Magowie natomiast od razu zajęli się runami, co z ich niepojętnością wywołało efekt nie tyle przeciwny, a wręcz fatalny.  

Niebo zostało nagle pożarte przez wirującą falę ciemności, która spłynęła czarnymi łzami na magów i mężczyznę. Nie minęła nawet sekunda, kiedy portal zniknął z cichym świstem zabierając ze sobą całą ich trójkę. Zniknęli. Zniknęli, bez śladu. Tak, jakby nigdy ich tutaj nie było.

- Czy to… czy to ich zabrało do otchłani? - wydusiła Venetia po chwili przez ściśnięte ze strachu gardło - To wszystko ich wina. Drani w szkarłatnych pelerynach, a jakże. To oni wypuścili magów. Może ich przekupili? Może kazali im… - przymknęła oczy, biorąc głęboki wdech - To nieistotne. Jesteśmy jednak nadal w tym samym martwym punkcie - co dalej?
Avatar użytkownika
Venetia
Błądzący na granicy światów
 
Rasa: Wampir, wcześniej człowiek
Aura: Jest to aura o sile umiarkowanej, lecz wydaje się odrobinę mocniejsza niż większość emanacji. Ma ona kolor głęboko cynowy, zabarwiony lekko w niektórych miejscach na dwa inne, kontrastujące barwy: złotą i żelazną, lecz z każdym dniem plamy w kolorze szlachetnego kruszcu wydają się być odrobinę mniej widoczne. Aura zdecydowanie nie posiada własnej emanacji, choć sprawia wrażenie, że kiedyś ją wydzielała. Od samego początku w jej pobliżu robi się gorąco, a także słychać trzaski płonącego drewna. Dość szybko jednak ulgę przynosi głęboka melodia, która jakby oddala się coraz bardziej, a ty masz wrażenie, że ziemia usuwa ci się spod nóg. Aura ta nieodmiennie pachnie krwią, której zapachem jest przesiąknięte powietrze wokół. Emanacja gnie się dość łatwo, mimo to jest twarda a jej krańce ostre, mogące zranić. Na całej powierzchni jest gładka, zupełnie jak tafla wody w małym jeziorku. Lepi się do języka, lecz jej lekko gorzki smak nie odstrasza, wydaje się być przyjemny. Natomiast czuć oprócz tego jeszcze silnie słony posmak, który zniechęca do jej próbowania.
Wygląd: Venetia jest wysoką osobą o zgrabnej sylwetce z wyraźnie zarysowanym wcięciem. Jej skóra jest koloru porcelany. Po przemianie wyostrzyły się rysy jej twarzy, uwydatniając kości policzkowe oraz nadając jej bardziej drapieżnego wyglądu. Jej oczy, otulone zasłoną długich czarnych rzęs, są lekko podkrążone. Może się wydawać, że jest wokół nich cień. Mają niezwykłą ... (Więcej)

Postprzez Nilsa » Wt lip 12, 2016 5:23 pm

Zanim cokolwiek zdążyło się wydarzyć, Nilsa dosłyszała jakieś kroki pośród drzew. Jak się już wkrótce okazało, wcale nie musieli po nikogo nigdzie iść. W zasadzie, to i tak musieliby jeszcze tu wrócić, ponieważ potrzebowali wolnego miejsca. Teraz już nie było takiej potrzeby, bo ci magowie najwyraźniej sami zdecydowali się na to, by do nich przyjść.
  Wyglądali bardzo mizernie. Dwóch niezbyt wysokich mężczyzn przypominało siedem nieszczęść a nawet trochę więcej. Nie byli wysocy, a słowo tęgi obrazowało dokładne ich przeciwieństwo. Ubrani byli w jakieś łachmany, które u jednego były mocno zakrwawione w okolicach kikuta ręki. Oprócz tego jeszcze byli w jakichś linach, które ciągnęli za sobą oplątane o różne części ciała, co wyglądało komicznie. Sugerowało zarazem, że albo dopiero co byli przez kogoś związani i uwięzieni, albo urządzali sztuczki z linami, które w ogóle im nie wychodziły. Jeżeli prawdą było to drugie przypuszczenie, to Nilsa miała spory problem. Oprócz tego dwójka niezbyt przyjemnie się na nią gapiła.
  Może i nawet byłoby to do przyjęcia. Może. Gdyby się okazało, że znają się chociaż na runach, albo zaklęciach. Gdyby chociaż posiadali spore zapasy energii magicznej. W każdym razie, na to właśnie Nilsa miała nadzieję, a przynajmniej do momentu, w którym zaczęli się wykłócać niczym dzieci. Wtedy czarodziejka uznała, że na wiele się nie przydadzą.
  Przez chwilę jednak nadzieja na dokończenie runów i przeprowadzenie rytuału powróciła, gdy jeden z nich oświadczył, że wie co chcą zrobić. Bardzo małe szanse, żeby wiedział. Musiałby chyba umieć czytać w myślach, chociaż, kto wie, może i to potrafił? Chociaż jego zachowanie na to nie wskazywało. Wkrótce potem, z nie do końca wiadomych powodów dwójka zaczęła korzystać z magii, wykorzystując część z powstałych już runów. Nilsa starała się dowiedzieć, co aktualnie robią, bo nie wiedziała tego dokładnie.

  Wtedy niebo przykrył magiczny cień, który przypominał z wyglądu rozlaną oliwę, która wisiała nad nimi na trudnej do określenia wysokości. Nilsa w jednej chwili zorientowała się, że zaklęcie uformowało coś o znacznie mniejszej mocy, niż powinno. Gdy jeden z magów stwierdził, że nie o to mu chodziło, Nilsa miała wielką ochotę, żeby mu coś zrobić. Wykonała szybki gest łapą, a w stronę latającej oliwy wystrzelił niewielki pocisk energii, którego zadaniem było sprawdzić jak zachowa się zaklęcie. Gdy tylko dotarł na miejsce, zamiast zderzyć się i posypać iskry, jak zrobiłby w przypadku czegoś stałego, a został wchłonięty gdzieś do środka. A więc to był portal, a w dodatku bardzo niestabilny. Nilsa dostrzegła, jak magiczne przejście pochłania dwóch magów, oraz najwyraźniej nic nie spodziewającego się rycerza. Chwilę potem znikło, nie pozostawiając po sobie niczego prócz wąskiego i niedostrzegalnego dla oka pasma energii, które przez chwilę unosiło się niczym kurz, a potem rozwiało na różne strony.

- Szlag by to! Cholera! Abin't kył! - warknęła, używając nawet swojego jakże bogatego słownictwa z dawnego języka. - Żeby ich piorun trafił!
  Nilsa mruczała jeszcze chwilę pod nosem, nie potrafiąc pogodzić się z faktem, że oto właśnie jej prawdopodobnie ostatnia nadzieja na normalne życie rozpłynęła się właśnie w powietrzu. Sama nie była w stanie odtworzyć wszystkich znaków. A nawet jeśli, to nawet z pomocą wampirzycy nie była dość silna, żeby wszystko się udało. Po prostu już nie było o tym mowy. Do najbliższego miejsca, gdzie żyli magowie, było co najmniej parę dni. Wtedy już może być za późno na jakiekolwiek interwencje, a ona zostanie tak uwięziona na resztę życia. Nie miała już chyba żadnej alternatywy. Nic. Ostatnia próba, a potem już koniec.
- To nie był portal do otchłani. - stwierdziła nadal pełna gniewu. - Raczej nie. Użyli moich runów, które opierały się na portalach, ale jeżeli nie wstawili części zaklęcia to polecieli zupełnie gdzie indziej.
- Naprawdę uważasz, że ci żołnierze byli czemuś winni? W innym wypadku to my byśmy ich wypuścili, a oni i tak zrobiliby swoje. I co właściwie masz na myśli mówiąc "my"? - zapytała zaciekawiona. Nie sądziła, by wampirzyca miała jakiś interes w pomaganiu jej. Nie miała także żadnej teorii na ten temat, ale była raczej dobrej myśli. - Ja muszę się dostać do siedziby magów przy Erkadonie, to moja ostatnia szansa. Tu, w warunkach polowych już nic nie zdziałamy, chyba że dziwnym trafem z lasu wyjdzie grupa arcymagów i zaoferuje nam pomoc. Tyle że... - powiedziała, po czym poruszyła łapą, spoglądając na dziwną kończynę. - Mogę się okazać trochę niemobilna. Nie umiem dobrze korzystać z tego ciała, a czasu na naukę brak...
Avatar użytkownika
Nilsa
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Gelarum, Lilla,
Rasa: Niegdyś czarodziejka, jednak wypadek spowodował w niej poważne, nieowracalne zmiany. Teraz jest krzyżówką gryfa i czarodziejki.
Aura: Całkiem silna emanacja o barwie w głównej mierze srebrnej będącej przecinaną przez grube kobaltowe pasma. Oba odcienie zachwycają tym, jak dobrze się komponują z bursztynową, poświatą, która intryguje kolorem raczej rzadko spotykanym. Wydaje liczne dźwięki, między innymi niesie ze sobą spokojną, głęboką melodię. Koi ona zmysły, lecz ta błogość nie trwa zbyt długo, bo po krótkiej chwili w myślach da się słyszeć różne szepty w głowie, ciężko jest je porównać z jakimkolwiek znanym odgłosem. Towarzyszy temu niepokojąca obecność czegoś obcego. Wystraszyć się można nagłego grzmotu całkowicie odwracającego uwagę od tego co działo się przed nim. Dodatkowo włosy na głowie zaczynają się unosić, co jest zjawiskiem dość zabawnym. Ostatecznie można wychwycić uderzenia młota kowala połączonego ze szczękiem metalu. Niesie ze sobą woń starych ksiąg, lecz pojawia się też, kompletnie tu niepasujący zapach sierści. W dotyku twarda nie ma zamiaru dać się złamać, popisuje się elastycznością poprzez liczne wygięcia i zgięcia we wszystkie strony. Kusi przyjemną gładkością, tymczasem niepostrzeżenie szykuje w gotowości ostre jak brzytwa krańce. Lepi się do podniebienia uparcie, skleja wargi, jednakże od czasu do czasu ujawnia się nieznaczny, suchy posmak, po czym znów znika na dłuższy czas.
Wygląd: ["Zagubione" fragmenty pamiętnika młodej czarownicy Erby von Cecil]

Wtedy spostrzegłam intrygujące stworzenie. Istota stała dumnie na wzniesieniu, przypatrując się mnie. Z wyglądu bardzo przypominała Erkadońskiego gryfa, jednakże była czymś więcej, przynajmniej w moich oczach.

Wielkością nie odchodziła ona od reszty gryfów, które miałam okazję ...
(Więcej)
Uwagi: Postać NIE jest sfinksem, a półgryfem. Mimo że z wyglądu przypomina tego pierwszego, to oprócz tego nie posiada żadnych cech pokrewnych z tymi istotami, ani nie jest z nimi spokrewniona.

Postprzez Venetia » Pt lip 15, 2016 11:35 pm

Gdziekolwiek ten portal zabrał magów, z pewnością nie wrócą szybko. O ile, w ogóle planują powrót… Nie, nimi nie ma już sensu się przejmować. Powodem zmartwienia Veneti była grupka peleryn, która zamiast potraktować na poważnie jej ostrzeżenie w postaci śladów wampirzych kłów na szyi jednego z nich i odejść tam, skąd przyszli, woli szwendać się gdzieś w okolicy i utrudniać życie jej i jej towarzyszce. To robi się już po prostu męczące.

Usiadła na ziemi, dokładnie tam, gdzie stała, by ukryć fakt, że jej nogi lekko drżą. Była zmęczona. Niewiarygodnie zmęczona. Ziewnęła, ignorując coraz bardziej wymyślne przekleństwa, które Nilsa mruczała pod nosem i zadarła głowę do góry, patrząc na jaśniejące niebo. Ciemne chmury odpływały powoli z nastrojem porannej leniwości, ukazując wschodzące słońce, które wspinało się coraz wyżej na sklepienie.  Jeszcze chwila i runą na nią te parszywe, parzące promienie słoneczne.
Chciała chociaż przez chwilę poczuć ciepło na twarzy i dłoniach, skazanych na wieczne bycie przeraźliwie zimnymi. Ciepło. Takie, jakie ostatni raz czuła dekady temu, przed przemianą, którą wciąż uważa za wynik jednej nierozważnej decyzji.

- Chciałabym wrócić do tych czasów, kiedy nie musiałam uciekać przed słońcem. Kiedy nie musiałam bać się srebra. Kiedy nie obejmował mnie ten ciągły chłód… - powiedziała powoli, jakby uciekający czas w ogóle się nie liczył - Siedzieć znowu na łące, zalanej ciepłym światłem i pić, coś innego niż krew. Przyjmować kolejne zlecenia, by móc pozwolić sobie na skromne, niemniej ciekawe, życie złodziejki. Pozbyć się tego uczucia, że ktoś mnie ściga. Stale depcze po piętach. Czy to nie dziwne, że takie proste rzeczy docenia się dopiero, kiedy się je straci? - spojrzała na Nilsę - Och, po co ja to wszystko mówię? Tracimy czas na znalezienie jakiegoś porządnego maga.
- To nie w moim stylu, ale chcę ci pomóc odzyskać życie utracone właściwie przypadkowo.
Niebo zostało zasnute gęstymi chmurami, które zupełnie zasłoniły słońce.
- W takim razie… Erkadon?
- Masz skrzydła. Może tak będzie szybciej - odparła na uwagę czarodziejki co do niemobilnych kończyn.
Avatar użytkownika
Venetia
Błądzący na granicy światów
 
Rasa: Wampir, wcześniej człowiek
Aura: Jest to aura o sile umiarkowanej, lecz wydaje się odrobinę mocniejsza niż większość emanacji. Ma ona kolor głęboko cynowy, zabarwiony lekko w niektórych miejscach na dwa inne, kontrastujące barwy: złotą i żelazną, lecz z każdym dniem plamy w kolorze szlachetnego kruszcu wydają się być odrobinę mniej widoczne. Aura zdecydowanie nie posiada własnej emanacji, choć sprawia wrażenie, że kiedyś ją wydzielała. Od samego początku w jej pobliżu robi się gorąco, a także słychać trzaski płonącego drewna. Dość szybko jednak ulgę przynosi głęboka melodia, która jakby oddala się coraz bardziej, a ty masz wrażenie, że ziemia usuwa ci się spod nóg. Aura ta nieodmiennie pachnie krwią, której zapachem jest przesiąknięte powietrze wokół. Emanacja gnie się dość łatwo, mimo to jest twarda a jej krańce ostre, mogące zranić. Na całej powierzchni jest gładka, zupełnie jak tafla wody w małym jeziorku. Lepi się do języka, lecz jej lekko gorzki smak nie odstrasza, wydaje się być przyjemny. Natomiast czuć oprócz tego jeszcze silnie słony posmak, który zniechęca do jej próbowania.
Wygląd: Venetia jest wysoką osobą o zgrabnej sylwetce z wyraźnie zarysowanym wcięciem. Jej skóra jest koloru porcelany. Po przemianie wyostrzyły się rysy jej twarzy, uwydatniając kości policzkowe oraz nadając jej bardziej drapieżnego wyglądu. Jej oczy, otulone zasłoną długich czarnych rzęs, są lekko podkrążone. Może się wydawać, że jest wokół nich cień. Mają niezwykłą ... (Więcej)

Postprzez Nilsa » N lip 17, 2016 11:27 pm

Nilsa spojrzała na swoją jedyną towarzyszkę. Wampirzyca z jakiegoś powodu wyglądała na zmęczoną, chociaż czarodziejka kiedyś czytała coś o wampirach i nie było tam nic o tym, że mogą się męczyć. Widocznie potrzebowała się pożywić. Nilsa nie wiedziała jednak wiele na ten temat. Uznała, że może na razie go nie poruszy. Tak czy siak, widziała jak patrzy w niebo, na pojawiające się powoli na horyzoncie światło słoneczne. Nie ruszała się, chyba nad czymś rozmyślała. Nilsa dała jej chwilę. Może było to coś istotnego. Jeżeli tak, to na pewnie jej o tym opowie.

  Czarodziejka usłyszała, jak Venetia rozmyślała na głos. Była przemienioną, nie czystej krwi wampirzycą. Czyli znała życie też od drugiej strony. Teraz żałowała wyraźnie, że straciła swoje dawne życie. Mówiła o tym, jak to by było, gdyby mogła jak człowiek usiąść w trakcie dnia na łące i zrelaksować się. Mówiła, że chciałaby znów być jak człowiek, kraść i tak dalej. To że była złodziejką nie było dla Nilsy problemem. W sumie to nie miała przy sobie nic do odebrania. Zresztą Venetia nie wyglądała jakby chciała ją okraść.
- W sumie to... - zaczęła Nilsa. - Jest niewielka szansa na to, że jak dostaniemy się do Erkadońskiej siedziby będę mogła w pewnym stopniu spełnić twoje życzenie. Jeśli chcesz wyjść na słońce, to mogę spróbować pomóc. Oczywiście, jeżeli ty pomożesz mnie. Może być tak, że nikt mnie tam nie pozna... Dopiero będzie problem.
- Może i mam skrzydła. - oświadczyła Nilsa, spoglądając na wyrastające jej z barków dwie, pokryte gęsto piórami dodatkowe kończyny. - Ale nie umiem ich używać. Niby wiem, na jakiej zasadzie działają i widziałam jak latają gryfy, to przypuszczam, że będzie to dla mnie równie trudne co dla niemowlaka nauczyć się chodzić. To bez większego sensu. Już szybciej tam dotrę na piechotę. Może i to też nie jest szczególnie proste, ale tutaj już jest mi dużo łatwiej.
  Dla potwierdzenia swoich słów Nilsa mocno machnęła skrzydłami raz, a potem drugi. Z jakiegoś powodu nie uniosła się w powietrze, choć wcale nie udawała tej próby. Jedyne, co jej wyszło, to stanięcie na chwilę na tylnych łapach, a potem ponowne opadnięcie na cztery. Nilsa przypuszczała, że gryfy bezwiednie używają magii do wznoszenia się w przestworza i nawet o tym nie wiedzą. To by tłumaczyło, dlaczego posiadają tak duże zasoby mocy magicznej.

- Jak ty będziesz podróżować? - zapytała wampirzycę. Nie było to głupie pytanie, bo doszła do wniosku, że Venetia może mieć problemy z chodzeniem w dzień. Mogła w sumie przemieszczać się lasem, albo na jego granicy, aby unikać słońca, lecz w południe przed padającym pionowo słońcem wampirzyca nie znajdzie schronienia. Toteż może miała inny sposób na podróż? Nilsa miała ogromną nadzieję na magiczny portal, który ogromnie ułatwiłby sprawę.
- Mogłabyś iść pod moim skrzydłem. - powiedziała Nilsa, bezwiednie zamiatając ziemię ogonem. - No chyba że masz lepszy pomysł. Dasz radę iść?
Avatar użytkownika
Nilsa
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Gelarum, Lilla,
Rasa: Niegdyś czarodziejka, jednak wypadek spowodował w niej poważne, nieowracalne zmiany. Teraz jest krzyżówką gryfa i czarodziejki.
Aura: Całkiem silna emanacja o barwie w głównej mierze srebrnej będącej przecinaną przez grube kobaltowe pasma. Oba odcienie zachwycają tym, jak dobrze się komponują z bursztynową, poświatą, która intryguje kolorem raczej rzadko spotykanym. Wydaje liczne dźwięki, między innymi niesie ze sobą spokojną, głęboką melodię. Koi ona zmysły, lecz ta błogość nie trwa zbyt długo, bo po krótkiej chwili w myślach da się słyszeć różne szepty w głowie, ciężko jest je porównać z jakimkolwiek znanym odgłosem. Towarzyszy temu niepokojąca obecność czegoś obcego. Wystraszyć się można nagłego grzmotu całkowicie odwracającego uwagę od tego co działo się przed nim. Dodatkowo włosy na głowie zaczynają się unosić, co jest zjawiskiem dość zabawnym. Ostatecznie można wychwycić uderzenia młota kowala połączonego ze szczękiem metalu. Niesie ze sobą woń starych ksiąg, lecz pojawia się też, kompletnie tu niepasujący zapach sierści. W dotyku twarda nie ma zamiaru dać się złamać, popisuje się elastycznością poprzez liczne wygięcia i zgięcia we wszystkie strony. Kusi przyjemną gładkością, tymczasem niepostrzeżenie szykuje w gotowości ostre jak brzytwa krańce. Lepi się do podniebienia uparcie, skleja wargi, jednakże od czasu do czasu ujawnia się nieznaczny, suchy posmak, po czym znów znika na dłuższy czas.
Wygląd: ["Zagubione" fragmenty pamiętnika młodej czarownicy Erby von Cecil]

Wtedy spostrzegłam intrygujące stworzenie. Istota stała dumnie na wzniesieniu, przypatrując się mnie. Z wyglądu bardzo przypominała Erkadońskiego gryfa, jednakże była czymś więcej, przynajmniej w moich oczach.

Wielkością nie odchodziła ona od reszty gryfów, które miałam okazję ...
(Więcej)
Uwagi: Postać NIE jest sfinksem, a półgryfem. Mimo że z wyglądu przypomina tego pierwszego, to oprócz tego nie posiada żadnych cech pokrewnych z tymi istotami, ani nie jest z nimi spokrewniona.

Postprzez Venetia » Cz lip 21, 2016 12:25 am

- Myślisz, że mogłabyś to zrobić? - ożywiła się - Że mogłabyś cofnąć klątwę? - jej podekscytowanie nagle zmalało - To chyba mało prawdopodobne. Podróżuję już bardzo długo i pytałam wielu magów, niemal każdy odpowiadał, że sprawienie, by wampir mógł swobodnie spacerować w pełnym słońcu wykracza poza granice czyichkolwiek możliwości. No, chyba, że mówimy o jakiś arcymagach… Ale obawiam się nie wybiegną nam tłumie na powitanie zaraz po przekroczeniu bram Erkadoru. Właściwie, to już dawno nie spotkałam żadnego arcymaga. Zamykają się w swoich zamczyskach, wieżach, na zupełnych pustkowiach, i w jakiś tajemniczych pomieszczeniach knują swoje intrygi, plany władania światem, eksperymentują ze swoimi potężnymi mocami… Ale co ja tam wiem. Jedynie to, że takie odczarowanie będzie cholernie trudne, jeśli nie niemożliwe. Zwłaszcza, jeśli ciebie nie rozpoznają. Masz może coś, co niezaprzeczalnie potwierdzałoby twoją tożsamość?

Umilkła. Wciąż nie wiedziała, po co wypowiada na głos wszystkie swoje myśli. Zazwyczaj wolała zachowywać swoje przemyślenia dla siebie. Ale było w Nilsie coś… coś, co sprawiało, że po prostu chciała jej to wszystko opowiedzieć. Może Venetia chciała w końcu podzielić się swoimi przemyśleniami z czasów niezliczonych podróży, podczas których jej jedynym rozmówcą był cichy głosik w głowie połączony z pieśniami wiatru. Może chciała zrzucić z siebie ciężar samotności. Albo po prostu czuła, że Nilsa ją rozumie, chociażby w pewnym stopniu.

W ciszy przypatrywała się nieudolnym próbom lotu swojej towarzyszki. Rzeczywiście, panowanie nad tymi majestatycznymi skrzydłami wydawało się nadzwyczaj trudne. W jej wypadku było znacznie łatwiej - wystarczy, że zamieni się w kruka i latanie samo przychodzi.
Spojrzała w niebo, wciąż zachmurzone. Jednak spomiędzy kłębiastych chmur przebijało się coraz więcej tego zdradliwego światła.
- W postaci kruka raczej nie wyrządzą mi większej krzywdy, jednak nie będę w stanie bez przerwy lecieć zbyt długo. Schronienie się pod twoim skrzydłem jest chyba jedyną opcją
Avatar użytkownika
Venetia
Błądzący na granicy światów
 
Rasa: Wampir, wcześniej człowiek
Aura: Jest to aura o sile umiarkowanej, lecz wydaje się odrobinę mocniejsza niż większość emanacji. Ma ona kolor głęboko cynowy, zabarwiony lekko w niektórych miejscach na dwa inne, kontrastujące barwy: złotą i żelazną, lecz z każdym dniem plamy w kolorze szlachetnego kruszcu wydają się być odrobinę mniej widoczne. Aura zdecydowanie nie posiada własnej emanacji, choć sprawia wrażenie, że kiedyś ją wydzielała. Od samego początku w jej pobliżu robi się gorąco, a także słychać trzaski płonącego drewna. Dość szybko jednak ulgę przynosi głęboka melodia, która jakby oddala się coraz bardziej, a ty masz wrażenie, że ziemia usuwa ci się spod nóg. Aura ta nieodmiennie pachnie krwią, której zapachem jest przesiąknięte powietrze wokół. Emanacja gnie się dość łatwo, mimo to jest twarda a jej krańce ostre, mogące zranić. Na całej powierzchni jest gładka, zupełnie jak tafla wody w małym jeziorku. Lepi się do języka, lecz jej lekko gorzki smak nie odstrasza, wydaje się być przyjemny. Natomiast czuć oprócz tego jeszcze silnie słony posmak, który zniechęca do jej próbowania.
Wygląd: Venetia jest wysoką osobą o zgrabnej sylwetce z wyraźnie zarysowanym wcięciem. Jej skóra jest koloru porcelany. Po przemianie wyostrzyły się rysy jej twarzy, uwydatniając kości policzkowe oraz nadając jej bardziej drapieżnego wyglądu. Jej oczy, otulone zasłoną długich czarnych rzęs, są lekko podkrążone. Może się wydawać, że jest wokół nich cień. Mają niezwykłą ... (Więcej)

Postprzez Nilsa » N sie 07, 2016 7:01 pm

- Nie, to nie tak... - powiedziała szybko Nilsa, nie chcąc wprowadzać towarzyszki w błąd. - Nie umiem przywrócić ci normalnego życia. Nikt nie umie. Żeby przemienić wampira w człowieka... No cóż trzeba by było być arcymistrzem co najmniej dwóch dziedzin - życia i śmierci. To tak w teorii, a w praktyce trzeba by chyba było umieć dosłownie wszystko, co równałoby czarującego z Bogiem. Nie, nie przemienimy cię z powrotem, choćbyśmy i nauczyli czarować cały Erkadon. Ale za to mogę uczynić ci inną przysługę i umożliwić chodzenie na słońcu. Możliwe, że mieliśmy tam taki jeden amulet... A nawet jeśli nie, możemy zaczarować coś innego, żeby ci to umożliwić.
- W moim przypadku to kwestia dużo łatwiejsza, bo ja nie zostałam przemieniona, a raczej połączona, tak to przynajmniej wygląda. Znacznie łatwiej będzie coś rozłączyć, niż zmienić na nowo. - wytłumaczyła swoją sytuację czarodziejka. Nie wiedziała na ten temat wszystkiego, a już tym bardziej, że nie była specjalistką od hybryd. - Tak czy owak, chyba trzeba już będzie się stąd ruszyć...

  Nilsa na próbę wykonała z pomocą przedniej łapy znak magiczny, po czym przetestowała. Tak, powinno jej to wystarczyć, przynajmniej na razie. Drugą łapą zrobiła dokładnie taki sam gest, po czym znowu stanęła normalnie. Tak, nadawało się. Nilsa, korzystając z magii energii stworzyła sobie coś w rodzaju niewidocznych butów. Zrobiła tak tylko z przednimi łapami, które były dużo bardziej wrażliwe niż te tylne. Nie zamierzała znosić niewygód, jeżeli mogła ich sobie oszczędzić.

- To jak, idziemy już? - spytała, spoglądając na Venetię. Rozłożyła szeroko skrzydła, ponieważ nie potrafiła tak zrobić tylko z jednym, gdy usłyszała, że wampirzyca nie będzie mogła iść w inny sposób. No dobrze, niech i tak będzie. Może jednak coś jej się w końcu uda i nie zostanie do końca życia cyrkowym dziwadłem. Ruszyła w drogę powrotną, trzymając się tej samej dróżki którą przyszła tutaj wcześniej. Czas do Erkadonu. Ciekawe tylko, co ona powie, kiedy już wróci...
Avatar użytkownika
Nilsa
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Gelarum, Lilla,
Rasa: Niegdyś czarodziejka, jednak wypadek spowodował w niej poważne, nieowracalne zmiany. Teraz jest krzyżówką gryfa i czarodziejki.
Aura: Całkiem silna emanacja o barwie w głównej mierze srebrnej będącej przecinaną przez grube kobaltowe pasma. Oba odcienie zachwycają tym, jak dobrze się komponują z bursztynową, poświatą, która intryguje kolorem raczej rzadko spotykanym. Wydaje liczne dźwięki, między innymi niesie ze sobą spokojną, głęboką melodię. Koi ona zmysły, lecz ta błogość nie trwa zbyt długo, bo po krótkiej chwili w myślach da się słyszeć różne szepty w głowie, ciężko jest je porównać z jakimkolwiek znanym odgłosem. Towarzyszy temu niepokojąca obecność czegoś obcego. Wystraszyć się można nagłego grzmotu całkowicie odwracającego uwagę od tego co działo się przed nim. Dodatkowo włosy na głowie zaczynają się unosić, co jest zjawiskiem dość zabawnym. Ostatecznie można wychwycić uderzenia młota kowala połączonego ze szczękiem metalu. Niesie ze sobą woń starych ksiąg, lecz pojawia się też, kompletnie tu niepasujący zapach sierści. W dotyku twarda nie ma zamiaru dać się złamać, popisuje się elastycznością poprzez liczne wygięcia i zgięcia we wszystkie strony. Kusi przyjemną gładkością, tymczasem niepostrzeżenie szykuje w gotowości ostre jak brzytwa krańce. Lepi się do podniebienia uparcie, skleja wargi, jednakże od czasu do czasu ujawnia się nieznaczny, suchy posmak, po czym znów znika na dłuższy czas.
Wygląd: ["Zagubione" fragmenty pamiętnika młodej czarownicy Erby von Cecil]

Wtedy spostrzegłam intrygujące stworzenie. Istota stała dumnie na wzniesieniu, przypatrując się mnie. Z wyglądu bardzo przypominała Erkadońskiego gryfa, jednakże była czymś więcej, przynajmniej w moich oczach.

Wielkością nie odchodziła ona od reszty gryfów, które miałam okazję ...
(Więcej)
Uwagi: Postać NIE jest sfinksem, a półgryfem. Mimo że z wyglądu przypomina tego pierwszego, to oprócz tego nie posiada żadnych cech pokrewnych z tymi istotami, ani nie jest z nimi spokrewniona.

Poprzednia strona

Powrót do Góry Dasso

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron