Gdzie dwa skowronki tam i kocur.


Rozciągające się od Równin Andurii aż po Równinę Maurat góry z wierzchołkami pokrytymi wiecznym śniegiem, przeplatane zielonymi dolinami i niebezpiecznymi przełęczami, zamieszkałe przez dzikie zwierzęta i legendarne potwory. Góry otaczają i chronią przed niebezpieczeństwami Szepczący Las, dając mu w ten sposób spokój.

Postprzez Alantar » So sie 25, 2018 10:47 pm

Wraz z kolejnymi krokami ich cienie coraz bardziej wydłużały się, korony drzew leniwie spowijały wszystko pod nimi w coraz to większych ciemnościach, ale mimo to, niewielka grupa dalej parła przed siebie... Dopiero gdy słońce już prawie się schowało, czarodziej zatrzymał się na niewielkiej polance, o ile można było tak nazwać kawałek ziemi nie porośnięty krzewami, gdzie drzewa pozwoliły sobie na więcej niż kilka stóp odstępu.
- Możecie zająć się zbieraniem drewna na ognisko? Mały ruszt też nie byłby złym pomysłem... - rzucił spokojnie, samemu podchodząc do jednego z drzew, by dotknąć je ręką, jednocześnie przymykając oczy. Skupił się i zaczął tkać zaklęcie, które też po chwili zaczęło działać, a niższe gałęzie zaczęły pełznąć w jego stronę, tworząc dach, a potem i cienkie ściany wokół niego,rozrastając się i pokrywając przyjemną warstwą liści, by po kilku chwilach stworzyć przyjemny "szałas" na kilka osób, który komponował się idealnie z lasem. Natura tej magii bardzo przypadłaby do gustu elfom, które często nie niszczyły przyrody, a jedynie naginały ją do swojej woli, tak jak Alantar. Choć w jego przypadku, nie był w stanie tworzyć czegoś z niczego, więc radził sobie na inne sposoby. Takim samym sposobem, choć tym razem z jednego z pni, stworzył trzy niskie stołeczki, które postawił obok ogniska ustawionego przez elfkę i kotołaka, rozpalając je pstryknięciem palca.
- Chcecie najpierw zjeść, czy od razu przechodzimy do pytań? - rzucił z delikatnym uśmiechem, przymykając oczy. Cudom nie było końca, choć tym razem, cóż, naprawdę mało kto mógł się spodziewać tego co się stało. Czarodziej ze spokojem odnalazł aury trzech niewielkich zwierząt, po czym niczym się nie przejmując, zmusił je by te podeszły bliżej nich, aż trzy szarawe króliki nieśpiesznie przykicały tuż przed niego. Ten uśmiechnął się szeroko, po czym każdy z nich położył się, zamknął oczka i... przestał oddychać... Alantar westchnął cicho i spojrzał po swoich nowych towarzyszach.
- Ktoś ma jak je oskórować, czy tym też będę musiał się sam zająć? - mruknął spokojnie. Cała sytuacja wyglądała niczym z jakieś bajki, gdyby nie fakt, iż puszyste zwierzątka zostały przez niego zabite... Jedyne co teraz stawało się jasne, to to, że czarodziej nie przejmował się wcześniej brakiem prowiantu, ani nie próbował nawet zebrać niczego. Cóż z jego talentem nie potrzebował zabierać wiele z sobą, można było powiedzieć, że świat sam go karmił, tak przynajmniej wyglądało to z perspektywy kogoś kto mógłby ich obserwować... Nie była to spektakularna magia jaką szczycili się czarodzieje, ale z drugiej strony, pokazywała ogrom tego co był w stanie osiągnąć za jej pomocą, dlaczego należało się go bać... Ktoś kto był w stanie wyglądać jakby nigdy nie musiał nic robić samemu, jakby świat sam naginał się do jego woli, tak by ten mógł nie tylko przeżyć, ale i czerpać radość, był kimś kogo należało się obawiać... Człowiek taki należał do tych, którzy byli najniebezpieczniejsi, choć ów fakt często był pomijany, umykał gdzieś na granicy umysłu wszystkich, którzy to widzieli. Jak taka harmonia mogła być groźna? Dopiero po zastanowieniu się, dostrzegali, że owa harmonia była jedynie iluzją, że sam ją tworzył, i gdyby chciał, mógłby sprawić by zamieniła się w chaos...
Avatar użytkownika
Alantar
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Saaviel,
Rasa: Czarodziej
Aura: Początkowo zwabi cię przyjacielska i ciepła atmosfera tej emancji. Jednak wraz z pojawiającymi się, silnie przydymionymi przez upływ czasu barwami, zjawi się coś jeszcze. Nie od razu pojmiesz co. Dopiero po chwili, razem z rozbłyskiem intensywnie wysyconego, chociaż już całkiem matowego srebra w pełni zrozumiesz, że to co czujesz, to lęk... Z nieznanych przyczyn, mimo pięknych początków, czujesz się tu niepewnie i mało bezpiecznie. Topaz, który zalśni po chwili, swoimi chaotycznymi, agresywnymi rozbłyskami tylko utwierdzi cię w przekonaniu, że nie chcesz zostać tutaj dłużej niż to konieczne. Choć barw jest niewiele, dźwięków uświadczysz znacznie szersza gamę. Najpierw głośno i wyraźnie wybrzmiewa trzask płomieni, po chwili stapiający się z głęboką melodią. Ukojenie, pomyślałbyś, ale żałosne jęki zmieszane ze śmiechem dzieci, które urwie brzęczenie znikające tak nagle jak się zjawiło, utrwalą wcześniejszy niepokój. Wokół unosi się ciężka woń kadzideł. Kolory aury zaś wiją się, z giętkością unikając dotyku, by nadmiernie nie odsłaniać swojej miękkości. Chociaż są też aksamitnie gładkie, nie brak im ostrych rantów i nie są całkiem bezbronne. Smak zaś nie jest intensywnie lepki, ale za to wyraźnie słodki z silnie pikantna nutą, której liczysz się pozbyć z ust wraz z pozostawianiem tej emanacji.
Wygląd: Ah tak, jak go rozpoznasz? Widzisz, Alantar wygląda na młodzieńca, mającego może z 20 lat, o kruczoczarnych włosach, których może nie opiszesz jako krótkie, ale trudno też powiedzieć że są długie, co prawda grzywka wpada mu często w oczy, o ciemnym, granatowym kolorze, ale są jeszcze na tyle krótkie by nie mógł ich spiąć. Całkiem niski jak na czarodzieja, mierzy prawie że ... (Więcej)

Postprzez Latro » N wrz 02, 2018 1:55 am

Przemierzanie leśnej gęstwiny zawsze działało na nią odprężająco. Ten spokój, ta harmonia. Ten śpiew, szum i melodia z niego utworzona. Jak można było tego nie kochać? Jak można było to ignorować? Albo co gorsza, chcieć przerwać? Toteż ucichła. I przez długi czas się nie odzywała, jak zresztą pozostała dwójka. Przez całą drogę, jaką zdołali pokonać w ciągu tego dnia, nasłuchiwała odgłosów przyrody, dając się ponieść ich kojącej naturze. Nie było to jednak jedyne, na czym skupiła swoją uwagę. Od jakiegoś czasu coś jej tu nie pasowało. Coś się nie zgadzało, mogła to wyraźnie wyczuć.
Pomimo słabego wiatru, drzewa zachowywały się głośniej, niż powinny. Ich delikatne bujanie się, przypominało bardziej niespokojne przebieranie z nogi na nogę, niż synchroniczny taniec. Nie poruszały się odpowiednio do melodii. Zupełnie tak, jakby utraciły swój rytm, bądź zbuntowały się przeciwko Matce Naturze.
A może zwyczajnie coś je zaniepokoiło?
Latro nastawiła uszy i zaczęła nasłuchiwać. Prawie niezauważalnie rozglądała się, chcąc jednocześnie wyłapać jak najwięcej szczegółów. Co tu się takiego działo?
Czekała długo, lecz w końcu nadszedł czas, gdy cisza została przerwana. Któreś z nich postanowiło wyjawić jej, o czym między sobą szeptały...
"Wiele lat. Naprawdę wiele lat ma ten człowiek. Uważaj, elfko! Wraz z wiekiem rośnie moc, a im większa się staje tym trudniej nad nią zapanować. Tym większą przejmuje kontrolę. Tym bardziej zmienia charakter, a nawet myśli człowieka. Do czasu, aż sama stanie się panem."
Skrzywiła się i odwróciła głowę w stronę szeleszczącej gałęzi. One nigdy się nie odzywały... Drzewa nigdy nie miały w zwyczaju udzielać rad. Potrafią dostrzec, co siedzi w człowieku, a takimi jak Latro nieszczególnie się przejmowały. Dlaczego to się teraz zmieniło? Dlaczego postanowiły z nią porozmawiać?
Dziewczyna potrafiła pojąć, dlaczego ostrzegały ją przed Alantarem. Jest potężny, co zdążyła zauważyć. Ma jednak spore doświadczenie w tym, co robi i wątpiła w to, że mógłby utracić nad sobą kontrolę. Nie, to drzewo musiało się pomylić.
"W jednej chwili przyjaźń może zostać przysłonięta czerwoną płachtą. Jak kot po śmierci swego pana uważa go za strawę, tak człowiek w jednej chwili zmienia swoje zdanie. I swe postanowienia. Nikt nie jest jednak bardziej chwiejny. W jednym ciele dwa diabły mieszkają, lecz którego należy obawiać się bardziej? Tego, który sieje chaos, czy może tego, który scala się z harmonią? Pamiętaj, że neutralność jest bardzo niestabilna. Dopóki szala chyli się ku tobie, dopóty obawy odkładaj na potem."
Spojrzała tym razem w prawo, gdyż to właśnie stamtąd otrzymała kolejną wiadomość. Czy one nie potrafiły mówić jaśniej?
"Co masz na myśli?"
"Nie daj się zwieść, elfko! Nie oceniaj drzewa po korze, nie oceniaj człowieka po pozorach. Wszędzie doszukuj się prawdy, acz staraj się słuchać głosu instynktu. On zawsze będzie miał coś ciekawego do powiedzenia."
To były ostatnie słowa, jakie las chciał przekazać bandytce, zanim powrócił do normalnego stanu. Dziewczyna zamyśliła się, a jej wzrok zatrzymał się na plecach czarodzieja.
"Instynkt mi podpowiada, że nie powinnam go okradać."

Gdy znaleźli się w odpowiednim miejscu na rozbicie obozu, kotołak stanął na skraju polany i przeciągnął się leniwie. Rozejrzał się dookoła i kiwnął głową z aprobatą.
- To całkiem dobre miejsce. Zwierząt też nie brakuje. - Podszedł do towarzyszy, a gdy Alantar zlecił jemu i Vittorii zebranie drewna, oboje poszli wykonać zadanie.
Nie było ono trudne. Wokół nich znajdowało się mnóstwo drzew, toteż podeszli do pierwszego, lepszego i zajęli się robotą. Nie musieli jednak siedzieć przy tym cicho. Podczas, gdy Hares kontem oka zerkał, jakie to cuda wyczyniał czarodziej, Latro podjęła się rozmowy na temat wyprawy.
- Jak myślisz, co Alantar spodziewa się tam znaleźć? Powiedział, że nam by się ta rzecz do niczego nie przydała. - Zmarszczyła brwi i klepnęła się w ramię. Skrzywiła się, kiedy dostrzegła na swojej dłoni rozpaćkanego komara.
- Ale skoro chce ją znaleźć na tyle mocno, że jest w stanie odstąpić nam każde inne znalezisko, to chyba znaczy, że jednak jest całkiem cenna? - Wywnioskował po krótkim przemyśleniu, a potem wrócił do zbierania. Latro natomiast ponownie się trzepnęła, tym razem w udo.
- Dlaczego tylko mnie gryzą?
- Bo masz słodką krew.

Kiedy już skończyli wykonywać swoje zadania, obserwowali dalsze poczynania czarodzieja. To, jak ustawił stołeczki z pnia. To, jak rozpalił ognisko pstryknięciem palców. Wszystko było dla niego niezwykle proste, a miało być tego jeszcze więcej.
To, co najbardziej zaintrygowało Latro, było jednocześnie tym, co najmocniej ją poruszyło. Gdy trzy króliki przykicały do Alantara jak baranki na rzeź, Vittoria spostrzegła, że magia, jaką ten się posługuje, jest doprawdy niebywała. Potrafił zmuszać inne istoty do określonych działań samą siłą woli. To było... szokujące. I chyba o tym samym pomyślał Hares. Gdy jednak czarodziej wspomniał o oskórowaniu zwierzątek, kotołak zgłosił się na ochotnika, nie zdradzając przy tym swoich emocji. Żadnych emocji.
Latro usiadła przy ognisku nieco przygarbiona, opierając przedramiona na kolanach. Noc była chłodna, lecz mimo to komary latały wokoło, by żerować na krwi wędrowców. Na szczęście ogień prawdopodobnie zdoła przegnać oba te problemy.
Avatar użytkownika
Latro
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Llewallyn, Miriam,
Rasa: Leśny Elf
Aura: Dostrzegając tę aurę wpierw ujrzysz obsydianową poświatę, która rozpływa się na boki, co kojarzy się z lekką, aczkolwiek długą kotarą, jakby zaszło się w najbardziej niepewne zakątki miasta. Odsuwając jej rogi zdajesz sobie sprawę, mój drogi czytelniku, że trafiłeś w odpowiednie miejsce. Cynowa podłoga rozpływa się pod stopami, żelazne siedziska i meble są twarde, ale cała reszta zdobnictwa wyłożona jest miękkimi poduszkami lub materiałami w kolorze złota. Wszystko wokół wydaje się być tu drogocenne i warte swojej ceny. Drobne, miedziane elementy przykuwają uwagę, są one niuansem, na który wręcz trzeba spojrzeć. Oczekujesz na spotkanie, lecz nie słyszysz żadnego kroku, żadnego dźwięku. Tą wzrastającą niepewność sytuacji łagodzi łagodna woń lasu i jakże prostolinijnych szyszek, ale to tylko przykrywka. Czujesz ten smak? Lepki na ustach, ale jakże gorzki i odrobinę suchy. Musisz pamiętać gdzie jesteś i z kim chcesz właśnie porozmawiać. Utrzymujesz fason, choć obejmują cię gładkie materiały. Otaczają twoje ramiona i szyję, nawet z pozoru sztywniejsze elementy gną się niebywale łatwo. Gdy się jednak zorientujesz w odpowiednim czasie, dostrzeżesz, że pozostawiły one łagodne cięcie na twoim gardle. Jeszcze nie na tyle niebezpieczne, by pozbawić cię życia, ale musisz być teraz ostrożny by czasem nie zrobić lub nie powiedzieć czegoś nieodpowiedniego. Inaczej...
Wygląd: Vittoria nie wyróżnia się zbytnio wzrostem - mierzy sobie prawie sześć stóp wysokości. Jest całkiem chuda, ale nie oznacza to, że brakuje jej atrakcyjności czy wdzięku. Ma bladą skórę, bez żadnych piegów czy pieprzyków. Wygląda bardzo młodo, jak zresztą każdy elf w jej wieku.
Zważywszy na styl życia nabyła kilka skaz, ale mimo to wciąż jest piękna. Widać, że jej ...
(Więcej)
Uwagi: Prawie nikt nie zna jej prawdziwego imienia. Z pogłosek i listów gończych jest znana jako Latro, sama też się czasem tak przedstawia.
Przeważnie podróżuje ze swoją siedmioosobową ...
(Więcej)

Postprzez Alantar » Wt wrz 04, 2018 9:14 pm

Uśmiechnąłby się szeroko, gdyby sam był w stanie usłyszeć co takiego drzewa miały do powiedzenia Elfce. Cała ta tajemniczość, by powiedzieć jedno: "jest potworem". Jakby sam nie był tego świadom... Na świecie oczywiście żyli idealiści, którzy nie dostrzegali swojej prawdziwej strony, jednak Alantar nie był jednym z nich. Nie, on w pełni pogodził się z faktem kim był. Takim go ukształtowało życie... To czego doświadczył doprowadziło go aż tutaj, w takiej, a nie innej postaci i próba walczenia z tym zawsze była skazana na porażkę. Dlatego nazwanie go potworem skwitowałby jedynie uśmiechem. Taka była prawda, nawet jeśli jego czyny nie zawsze o tym świadczyły. Choć może to i gorzej? W końcu ktoś mógłby mu zaufać, jedynie po to, by później odkryć, że wcale nie jest kimś za kogo był uważany... Na szczęście w przypadku Latro, jak i Haresa, było to mało prawdopodobne, czarodziej upewnił się, by ci nie czuli się zbyt bezpiecznie przy nim. Wystarczyło spojrzeć realnie na aktualną sytuację, by dostrzec to.
Uśmiechnął się lekko, gdy kotołak uznał, że zajmie się sprawunkiem królików i rzucił mu truchła, by zaraz znowu przymknąć oczy na uderzenie serca, a drzewo nieopodal wypuściło trzy proste gałęzie, które, gdy tylko znalazły się w jego ręce, odłamały się, a ich czubki naostrzyły się samoistnie. Jeden z kijków podał Haresowi, a drugi, Vittorii, posyłając jej delikatny uśmiech.
- Cóż taka zamyślona? - spytał spokojnie, po czym usiadł na swoim miejscu, przeciągając się leniwie, by nagle wstać, z delikatnym błyskiem w oku.
- Zapomniałbym... - mruknął sam do siebie i podszedł do dwójki swoich towarzyszy, przyklękając obok, tak, by być w stanie dotknąć obojga.
- Miałem wam zwrócić wasz wygląd, prawda? - Z tymi słowy przymknął oczy i po raz kolejny tego wieczoru, skupił się, tkając zaklęcie w swoim umyśle. O ile wymuszanie na rzeczywistości danych efektów można było nazwać tkaniem zaklęć... Jego magii bliżej było do cudów, niźli tajemniczym arkanom, choć znajomość działania owej siły przydawała się niezmiernie. Tak elfka jak i kotołak mogli zobaczyć jak powoli ich skóra, czy futro wraca do swego pierwotnego koloru, choć tym razem zajęło to więcej czasu niż poprzednio. Alantar stawał się słabszy? Czy może po prostu nie gnany potrzebą poświęcał więcej czasu, by mieć pewność, że wszystko wyjdzie tak, jak należy? Trudno było powiedzieć, a ta dwójka, nie znając się na tajemnicach energii, która ich otaczała, z której tak naprawdę powstali, i która była prawdziwą naturą ich jestestwa, nie była w stanie stwierdzić z całkowitą pewnością, jak wyglądała prawda... W końcu czarodziej puścił ich, wzdychając ciężko. Kiedy ostatnim razem naprawdę polegał tyle na swojej mocy? Minęło już trochę... Ze spokojem wrócił na swoje miejsce i przyglądając się jak Hares zajmuje się królikami, odezwał się po raz wtóry.
- Więc... Co takiego chcecie wiedzieć na temat naszej małej wyprawy? Czego szukam, gdzie tak naprawdę się udajemy? A może dlaczego? - Spojrzał po dwójce z zaciekawieniem jarzącym się w oczach.
- Nie będzie to wasza typowa jaskinia w górach, o tym mogę zapewnić. Loch, kryjówka, jak to nazwiecie, nie ma znaczenia, ważne jest że nie jest to naturalna konstrukcja, choć "pan na włościach" odszedł dawno temu. Gdyby nie fakt, że potrafił zostawić kilka niespodzianek, tego jestem pewien, nie prosiłbym was o pomoc. Może gdybym znał go lepiej, wszystko wyglądało by inaczej... - Przerwał, by uśmiechnąć się lekko i teraz spojrzeć konkretnie na Latro. Wolał, aby ci zadali swoje pytania, niźli opowiadać całą historię, mimo że w teorii obie te rzeczy nie były trudne, gdyby nie mały szkopuł. Cała opowieść zmusił by go do kolejnych przemyśleń, roztrząsania historii, na którą nie miał teraz sił...
Avatar użytkownika
Alantar
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Saaviel,
Rasa: Czarodziej
Aura: Początkowo zwabi cię przyjacielska i ciepła atmosfera tej emancji. Jednak wraz z pojawiającymi się, silnie przydymionymi przez upływ czasu barwami, zjawi się coś jeszcze. Nie od razu pojmiesz co. Dopiero po chwili, razem z rozbłyskiem intensywnie wysyconego, chociaż już całkiem matowego srebra w pełni zrozumiesz, że to co czujesz, to lęk... Z nieznanych przyczyn, mimo pięknych początków, czujesz się tu niepewnie i mało bezpiecznie. Topaz, który zalśni po chwili, swoimi chaotycznymi, agresywnymi rozbłyskami tylko utwierdzi cię w przekonaniu, że nie chcesz zostać tutaj dłużej niż to konieczne. Choć barw jest niewiele, dźwięków uświadczysz znacznie szersza gamę. Najpierw głośno i wyraźnie wybrzmiewa trzask płomieni, po chwili stapiający się z głęboką melodią. Ukojenie, pomyślałbyś, ale żałosne jęki zmieszane ze śmiechem dzieci, które urwie brzęczenie znikające tak nagle jak się zjawiło, utrwalą wcześniejszy niepokój. Wokół unosi się ciężka woń kadzideł. Kolory aury zaś wiją się, z giętkością unikając dotyku, by nadmiernie nie odsłaniać swojej miękkości. Chociaż są też aksamitnie gładkie, nie brak im ostrych rantów i nie są całkiem bezbronne. Smak zaś nie jest intensywnie lepki, ale za to wyraźnie słodki z silnie pikantna nutą, której liczysz się pozbyć z ust wraz z pozostawianiem tej emanacji.
Wygląd: Ah tak, jak go rozpoznasz? Widzisz, Alantar wygląda na młodzieńca, mającego może z 20 lat, o kruczoczarnych włosach, których może nie opiszesz jako krótkie, ale trudno też powiedzieć że są długie, co prawda grzywka wpada mu często w oczy, o ciemnym, granatowym kolorze, ale są jeszcze na tyle krótkie by nie mógł ich spiąć. Całkiem niski jak na czarodzieja, mierzy prawie że ... (Więcej)

Postprzez Latro » So wrz 08, 2018 11:41 pm

Wzięła od Alantara kijek, a na posłany przez niego uśmiech odpowiedziała tym samym wyrazem.
- Zastanawiam się, czy właśnie tak wygląda twoje życie. Wystarczy, że pstrykniesz palcami, a świat dostosowuje się do twoich potrzeb. - Zaśmiała się i spojrzała prosto w ogień. - Trudno mi w to uwierzyć, choć przecież sama widziałam. - Zmarszczyła nieco brwi, a po chwili jej uśmiech zrzedł. Westchnęła ciężko i przetarła wierzchem dłoni zmęczone powieki.
- Jak to jest żyć z magią? Móc... kontrolować wszystko samą siłą woli? Narzucać innym swoją wolę i wdzierać się do ich umysłów? Wytwarzać płomienie gestem dłoni i uzdrawiać za pomocą samych słów? Przemieniać ołów w złoto i decydować o ich wadze? Panować nad pogodą i sprawić... sprawić, że wilki zaczną żywić się jagodami? - To wszystko nigdy nie leżało w zasięgu Vittorii. Mogła z łatwością oszukiwać ludzi. Mogła bez problemu podszywać się pod inną osobę, ale nigdy... nigdy nie mogła dokonać rzeczy wykraczających poza możliwości zwykłego człowieka. Z drugiej jednak strony, przeciętny człowiek ma zapewne choć trochę wyostrzony zmysł magiczny. Ona natomiast nie miała go wcale.
Nigdy jednak nie narzekała z tego powodu. Tak naprawdę, niczego jej w życiu nie brakowało. Magię zawsze traktowała jako dodatek. Co prawda była ona niezwykła, a czasami nawet zapierała dech w piersiach... ale to wciąż był tylko dodatek. Ciekawiło ją jednak, czy ci, którzy mogą się nią posługiwać, mają na ten temat inne zdanie. Kto w takim razie mógłby jej udzielić lepszej i trafniejszej odpowiedzi, niż właśnie czarodziej?
Gdy Alantar dotknął ich ramion, oboje mogli poczuć dziwne mrowienie, które odczuwali również przy pierwszej metamorfozie. Latro widziała, jak opadające na jej twarz pojedyncze kosmyki włosów tracą swój kolor i powoli przechodzą z barwy białej w kruczoczarną. Na początku jej oczy wyrażały zachwyt, lecz już po chwili przybrały... nieco podejrzliwego tonu. Zanim wyruszyła do Nowej Aerii, nałożyła na włosy pewien specyfik, dzięki któremu te zmieniły swój kolor na brąz. Dlaczego więc teraz były czarne?
Odruchowo dotknęła swojej twarzy, próbując wymacać znajdujące się na niej blizny, które jakiś czas temu również zamaskowała. Tym razem mogła je wyczuć bardzo dokładnie, więc nie miała wątpliwości, że również w tym wypadku całe mazidło zeszło. Wpierw rzuciła Haresowi porozumiewawcze spojrzenie, lecz widząc, że ten jest zbyt zajęty obserwowaniem zmian zachodzących w swoim ciele, zwróciła swój wzrok ku Alantarowi.
Zaskoczyło ją, że zamiast zapytać o znaki na twarzy i inny wygląd, podjął temat wyprawy. Oczywiście, nie pierwszy raz zdziwiło ją jego zachowanie, lecz przecież w pewnym sensie go oszukała. Czemu więc miałby nie chcieć domagać się prawdy?
No nic. Jedynie wzruszyła ramionami i uśmiechnęła się pod nosem. Jeżeli on nie ma zamiaru o tym rozmawiać, to czemu Vittoria miałaby to robić? Ciekawy człowiek... tak często idzie jej na rękę.
W tym czasie Hares wrócił do skórowania królików. Wykonał większość roboty, toteż był zadowolony. Przynajmniej w pewnym stopniu. Widząc Latro w tym stanie, ciężko było stwierdzić, czy ma interweniować. Skoro jednak Alantar nie zwrócił na to uwagi, kotołak postanowił się tym nie przejmować. Pomachał przed sobą kilka razy ogonem, by móc się z powrotem nacieszyć żółtym futerkiem. Ten kolor jednak najbardziej mu odpowiada.
- Co chcemy wiedzieć? - Nie myślała nad tym długo. Posłała Haresowi szeroki uśmiech, by już po chwili zadać Alantarowi to jedno, jedyne pytanie, które miało dla bandytów największe znaczenie. - Powiedz mi, jak bogaty był ten "pan na włościach"?
Avatar użytkownika
Latro
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Llewallyn, Miriam,
Rasa: Leśny Elf
Aura: Dostrzegając tę aurę wpierw ujrzysz obsydianową poświatę, która rozpływa się na boki, co kojarzy się z lekką, aczkolwiek długą kotarą, jakby zaszło się w najbardziej niepewne zakątki miasta. Odsuwając jej rogi zdajesz sobie sprawę, mój drogi czytelniku, że trafiłeś w odpowiednie miejsce. Cynowa podłoga rozpływa się pod stopami, żelazne siedziska i meble są twarde, ale cała reszta zdobnictwa wyłożona jest miękkimi poduszkami lub materiałami w kolorze złota. Wszystko wokół wydaje się być tu drogocenne i warte swojej ceny. Drobne, miedziane elementy przykuwają uwagę, są one niuansem, na który wręcz trzeba spojrzeć. Oczekujesz na spotkanie, lecz nie słyszysz żadnego kroku, żadnego dźwięku. Tą wzrastającą niepewność sytuacji łagodzi łagodna woń lasu i jakże prostolinijnych szyszek, ale to tylko przykrywka. Czujesz ten smak? Lepki na ustach, ale jakże gorzki i odrobinę suchy. Musisz pamiętać gdzie jesteś i z kim chcesz właśnie porozmawiać. Utrzymujesz fason, choć obejmują cię gładkie materiały. Otaczają twoje ramiona i szyję, nawet z pozoru sztywniejsze elementy gną się niebywale łatwo. Gdy się jednak zorientujesz w odpowiednim czasie, dostrzeżesz, że pozostawiły one łagodne cięcie na twoim gardle. Jeszcze nie na tyle niebezpieczne, by pozbawić cię życia, ale musisz być teraz ostrożny by czasem nie zrobić lub nie powiedzieć czegoś nieodpowiedniego. Inaczej...
Wygląd: Vittoria nie wyróżnia się zbytnio wzrostem - mierzy sobie prawie sześć stóp wysokości. Jest całkiem chuda, ale nie oznacza to, że brakuje jej atrakcyjności czy wdzięku. Ma bladą skórę, bez żadnych piegów czy pieprzyków. Wygląda bardzo młodo, jak zresztą każdy elf w jej wieku.
Zważywszy na styl życia nabyła kilka skaz, ale mimo to wciąż jest piękna. Widać, że jej ...
(Więcej)
Uwagi: Prawie nikt nie zna jej prawdziwego imienia. Z pogłosek i listów gończych jest znana jako Latro, sama też się czasem tak przedstawia.
Przeważnie podróżuje ze swoją siedmioosobową ...
(Więcej)

Postprzez Alantar » Wt wrz 11, 2018 11:39 pm

Kiedy ostatni raz słyszał takie pytanie? Latro nie była pierwszą osobą która pytała się go o to, zapewne nie była też ostatnią... Dla niektórych mogło to być trudne pytanie, dla innych, banalne. Sam Alantar pierwszy raz gdy je usłyszał, miał problem z odpowiedzią, ale słysząc je po raz który, stworzył sobie podstawową wersję, którą to delikatnie modyfikował, zależnie jak owo pytanie było sformułowane. Dlatego też uśmiechnął się lekko i parsknął cicho.
- Dla osób z zewnątrz? Owszem, tak wygląda większość mojego życia, większość moich dni... Ale czy naprawdę to wszystko dzieje się za pstryknięciem palca? Ile tak naprawdę muszę włożyć wysiłku, by stworzyć choćby i mizerny płomień? Ile musiałem poświęcić, by wyglądało to na coś równie naturalnego co oddychanie?  Ale odpowiadając na twoje pytanie. Tak, tak wygląda moje życie, mało jest rzeczy, których nie mogę rozwiązać za pomocą magii. A jak to jest żyć z nią? Nie różni się to aż tak od zwykłego życia. Jedyne co posiadasz, to więcej opcji. Zamiast polować z łukiem, możesz zwabić jedzenie do siebie. Ale czy to dalej nie jest polowanie? Dziwne, nietypowe, ale dalej, dzięki moim akcjom, mam jedzenie, prawda? Z tą pogodą bym może się powstrzymał, nie jestem w stanie kontrolować pogody samej w sobie. - Uśmiechnął się żartobliwie. - Co nie zmienia faktu, że cóż... Żyje się inaczej, choć wymaga to wielu wyrzeczeń. Jak myślisz, ile lat zajęło mi opanowanie sztuki na tyle, bym mógł sobie pozwolić na coś takiego? I może dzięki temu zrozumiesz, dlaczego nie byłaś w stanie mi nic zaproponować w ramach podziękowania. Mój świat, a twój, to coś zupełnie innego. Właśnie ze względu na to jakie mam opcje. Jaki skarb tego świata mógłby mieć dla mnie znaczenie, skoro wszystko czego potrzebuję, mam na skinienie ręki? Skoro jednym słowem mogę zostać królem? Naprawdę jest niewiele istot, które są silniejsze na tym świecie. Smoki, kilku innych czarodziei. I to tak naprawdę wszyscy. Dlatego nie przykładam takiej wagi do świecidełek Vittorio. Nie mają dla mnie żadnej wartości. Mało co ma jakąkolwiek wartość. - Pod koniec wypowiedzi uśmiech powoli zaczął znikać, aż wraz z ostatnim dźwiękiem, zniknął całkowicie. Ton głosu też z radosnego przeradzał się w coraz bardziej poważny, smętny... Westchnął cicho i posłał jej delikatny uśmiech. To się rozgadał... Cóż, pytanie może było banalne, ale to nie znaczyło, że miał na nie prostą odpowiedź... Miał nadzieję, że wyczerpał temat, choć szczerze, nie miał nic przeciwko rozmowie o tym, ba, jeśli ta chciała jeszcze porozmawiać, mogła w jego oczach dostrzec nutkę rozbawienia i zaciekawienia. Tak, jego oczy mówiły, że to była przyjemna rozmowa... Tyle tylko, że nie miał specjalnie czasu kontynuować jej, bo zaraz musiał odpowiadać na kolejne pytanie, tym razem związane z ich wyprawą. Nabrał powietrza głęboko do płuc i z cichym westchnięciem, zaczął kolejny monolog.
- Jak bogaty? Nie wszyscy patrzą na życie tak samo jak ja, w końcu jedne z najpotężniejszych istot na tym świecie lubują się w gromadzeniu bogactw. Toteż wyobraź sobie jakie skarby mógł mieć potężny mag, który stworzył sobie loch w górach. I dlaczego go stworzył... Trudno mi powiedzieć dokładnie, poznałem go w czasach kiedy... Kiedy nie rozmawiałem z nikim, o ile nie potrzebowałem konkretnych informacji. Ale biorąc pod uwagę kogo on znał i czym się zajmował, większość ludzi nie musiałaby się martwić o pieniądze do końca swojego życia, jak nie dłużej... Choć to też zapewne zależy, komu zostaną owe przedmioty sprzedane... - Cóż, tym razem nie wyszło tak długo jak się spodziewał, ale co miał powiedzieć? Że nie miał bladego pojęcia co mogli tam znaleźć? Naprawdę żałował, iż nie poznał go lepiej, ale był wtedy tylko marionetką, kimś, kogo nie obchodziło nic, poza jej głosem... Choć może i dobrze się stało? Gdyby wiedział, mógłby nigdy tak naprawdę nie wyrwać się z jej łańcuchów... Uśmiechnął się pod nosem na tą myśl, po czym spojrzał na Latro i Haresa, chcąc się upewnić, że odpowiedz ich satysfakcjonowała.
Avatar użytkownika
Alantar
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Saaviel,
Rasa: Czarodziej
Aura: Początkowo zwabi cię przyjacielska i ciepła atmosfera tej emancji. Jednak wraz z pojawiającymi się, silnie przydymionymi przez upływ czasu barwami, zjawi się coś jeszcze. Nie od razu pojmiesz co. Dopiero po chwili, razem z rozbłyskiem intensywnie wysyconego, chociaż już całkiem matowego srebra w pełni zrozumiesz, że to co czujesz, to lęk... Z nieznanych przyczyn, mimo pięknych początków, czujesz się tu niepewnie i mało bezpiecznie. Topaz, który zalśni po chwili, swoimi chaotycznymi, agresywnymi rozbłyskami tylko utwierdzi cię w przekonaniu, że nie chcesz zostać tutaj dłużej niż to konieczne. Choć barw jest niewiele, dźwięków uświadczysz znacznie szersza gamę. Najpierw głośno i wyraźnie wybrzmiewa trzask płomieni, po chwili stapiający się z głęboką melodią. Ukojenie, pomyślałbyś, ale żałosne jęki zmieszane ze śmiechem dzieci, które urwie brzęczenie znikające tak nagle jak się zjawiło, utrwalą wcześniejszy niepokój. Wokół unosi się ciężka woń kadzideł. Kolory aury zaś wiją się, z giętkością unikając dotyku, by nadmiernie nie odsłaniać swojej miękkości. Chociaż są też aksamitnie gładkie, nie brak im ostrych rantów i nie są całkiem bezbronne. Smak zaś nie jest intensywnie lepki, ale za to wyraźnie słodki z silnie pikantna nutą, której liczysz się pozbyć z ust wraz z pozostawianiem tej emanacji.
Wygląd: Ah tak, jak go rozpoznasz? Widzisz, Alantar wygląda na młodzieńca, mającego może z 20 lat, o kruczoczarnych włosach, których może nie opiszesz jako krótkie, ale trudno też powiedzieć że są długie, co prawda grzywka wpada mu często w oczy, o ciemnym, granatowym kolorze, ale są jeszcze na tyle krótkie by nie mógł ich spiąć. Całkiem niski jak na czarodzieja, mierzy prawie że ... (Więcej)

Postprzez Latro » So wrz 15, 2018 9:29 pm

Choć jego odpowiedź była wyczerpująca, zrodziło się w niej tak wiele pytań, na które Vittoria nie mogła odpowiedzieć. Tak wiele pytań, na które odpowiedzi Alantar jej nie udzielił, choć przecież sam je zadał. "Jak wiele lat mu to zajęło?", "Co ma dla niego prawdziwą wartość?"
Skąd mogła to wiedzieć? Albo, co najważniejsze, jak mogła się tego dowiedzieć osoba, która nie posiada zmysłu magicznego? Która nigdy nie rzucała zaklęć i która nie ma pojęcia, jak wiele można się tego nauczyć w danym czasie?
Latro wiedziała jednak, że to zależy również od człowieka. Jedni są bardziej wyczuleni, inni mniej. A, dajmy na to, taki czarodziej? Jak wielkie predyspozycje on posiadał, przynależąc do jednej z najpotężniejszych ras? Oczywiście, sam talent jeszcze nie dawał mu wszystkiego. Nie powinien. W takim razie jak wiele czasu zajęło mu osiągnięcie takiego poziomu? Na tyle dużego, by nawet Hares, pomimo słabego zmysłu magicznego, przebywając w obecności Alantara mógł poczuć, jak dostaje gęsiej skórki, a sierść na jego ogonie staje dęba? Choć oczywiście zdarzało się to tylko wtedy, gdy tamten czarował.
Cóż... może pomyśli nad tym innym razem. Na tą chwilę postanowiła skupić się na kolejnej, w miarę wyczerpującej wypowiedzi, choć, szczerze mówiąc, nie miała z niej już tyle satysfakcji. Spodziewała się odpowiedzi... bardziej konkretnej. Z tej natomiast wyczytała jedynie "nie mam bladego pojęcia", co już samo w sobie wydało jej się niemałą kpiną. Co prawda Alantar nie wspomniał wcześniej o tym, jak wiele można tam znaleźć, jednak... powiedział, że będą mogli zgarnąć "wszystko inne", a skoro tak, to jednak coś tam będzie. Musi być.
Zarówno Hares jak i Latro przybrali obojętne miny. Elfka przysunęła się bliżej ognia, natomiast kotołak odłożył nóż, a po chwili delikatnie się uśmiechnął.
- Skończyłem. - Przerwał ciszę i zrobił sobie krótką przerwę. Po chwili znowu wziął się do pracy, choć tym razem przystąpił do patroszenia.
Avatar użytkownika
Latro
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Llewallyn, Miriam,
Rasa: Leśny Elf
Aura: Dostrzegając tę aurę wpierw ujrzysz obsydianową poświatę, która rozpływa się na boki, co kojarzy się z lekką, aczkolwiek długą kotarą, jakby zaszło się w najbardziej niepewne zakątki miasta. Odsuwając jej rogi zdajesz sobie sprawę, mój drogi czytelniku, że trafiłeś w odpowiednie miejsce. Cynowa podłoga rozpływa się pod stopami, żelazne siedziska i meble są twarde, ale cała reszta zdobnictwa wyłożona jest miękkimi poduszkami lub materiałami w kolorze złota. Wszystko wokół wydaje się być tu drogocenne i warte swojej ceny. Drobne, miedziane elementy przykuwają uwagę, są one niuansem, na który wręcz trzeba spojrzeć. Oczekujesz na spotkanie, lecz nie słyszysz żadnego kroku, żadnego dźwięku. Tą wzrastającą niepewność sytuacji łagodzi łagodna woń lasu i jakże prostolinijnych szyszek, ale to tylko przykrywka. Czujesz ten smak? Lepki na ustach, ale jakże gorzki i odrobinę suchy. Musisz pamiętać gdzie jesteś i z kim chcesz właśnie porozmawiać. Utrzymujesz fason, choć obejmują cię gładkie materiały. Otaczają twoje ramiona i szyję, nawet z pozoru sztywniejsze elementy gną się niebywale łatwo. Gdy się jednak zorientujesz w odpowiednim czasie, dostrzeżesz, że pozostawiły one łagodne cięcie na twoim gardle. Jeszcze nie na tyle niebezpieczne, by pozbawić cię życia, ale musisz być teraz ostrożny by czasem nie zrobić lub nie powiedzieć czegoś nieodpowiedniego. Inaczej...
Wygląd: Vittoria nie wyróżnia się zbytnio wzrostem - mierzy sobie prawie sześć stóp wysokości. Jest całkiem chuda, ale nie oznacza to, że brakuje jej atrakcyjności czy wdzięku. Ma bladą skórę, bez żadnych piegów czy pieprzyków. Wygląda bardzo młodo, jak zresztą każdy elf w jej wieku.
Zważywszy na styl życia nabyła kilka skaz, ale mimo to wciąż jest piękna. Widać, że jej ...
(Więcej)
Uwagi: Prawie nikt nie zna jej prawdziwego imienia. Z pogłosek i listów gończych jest znana jako Latro, sama też się czasem tak przedstawia.
Przeważnie podróżuje ze swoją siedmioosobową ...
(Więcej)


Powrót do Góry Dasso

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron