[Mauria i okolice] Zamknij oczy jeśli mi ufasz


Miasto położone na północny-zachód od Mglistych Bagien, otoczone gęstą puszczą, jedyną droga prowadząca do miasta jest dolina Umarłych lub też nie mniej niebezpieczne bagna. Niewielu tutaj przybywa miasto zaczyna wymierać, gdyż młodzi jego mieszkańcy uciekają stąd jak najdalej od tajemniczej Doliny Umarłych.

Postprzez Mitra » N kwi 07, 2019 11:30 pm

        Mitra prychnął, gdy nagle oberwał swoim własnym orężem, obrażony jednak nie był - nie mógłby, bo cała ta wymiana zdań była w żartach. Zresztą Aldaren miał trochę racji, bo był pokręcony i to sto razy bardziej niż skrzypek. Różnili się w swoim szaleństwie, ale jednak każde z nich miało jakieś skrzywienia, to nie była kwestia tego, by je sobie teraz wytykać w złośliwości. Tym bardziej, że wampir był taki zadowolony, droczył się i co więcej podjął ten niezdarny flirt, jaki zainicjował nekromanta. Jednak z początku Mitra miał pewne wątpliwości, czy to na pewno kontynuacja, a nie próba obrócenia wszystkiego w żart albo wręcz zwykły brak zrozumienia. Jednak po tej uwadze o staniu i siedzeniu nastąpiła ta kontynuacja, która już rozwiała jego wątpliwości. Zachłysnął się oddechem, bo jego wyobraźnia również zadziałała. Zaraz odwrócił wzrok, bo chociaż jego wizje były pewnie znacznie mniej śmiałe niż te Aldarena i tak nie były dla niego typowe. Wiedział jednak co może robić zakochana para w ciasnym i ciemnym magazynie… Dobrze jednak, że nie doszedł w swoich wnioskach do sedna, bo to skutecznie zepsułoby klimat - stanowczo nie był jeszcze gotowy na tak odważne tematy.
        - Na pewno będę cię prosił o pomoc gdy tylko będę miał jakiś problem - zapewnił wampira ciepłym tonem, który chyba jasno dawał do zrozumienia, że to nie znalezienie opatrunku będzie stanowiło kłopot, a raczej brak czułości.

        Mitra nie miał żadnych podstaw demonologii, więc chociaż wydawało mu się, że Aldaren opowiada na okrętkę, słuchał go cierpliwie. To też było na swój sposób wyjątkowe, gdyż z reguły błogosławiony bardzo szybko się irytował, jeśli nie dostawał odpowiedzi na swoje pytanie w zwięzłych słowach. Nawet z początku względem skrzypka taki był. Teraz jednak mógł go słuchać dla samej przyjemności przebywania w jego towarzystwie i słuchania jego głosu. A że przy okazji sporo się dowiadywał i dzięki temu uspokajał to tym lepiej.
        - Dobrze - uznał w końcu, zupełnie ustępując ze swoimi wątpliwościami. - Przekonałeś mnie… Nawet… Może trochę mi lepiej, że będziesz go miał przy sobie. Skoro jest tak zmotywowany by cię chronić, będę na pewno spokojniejszy gdy jeszcze gdzieś wyruszysz. Nie byś sam nie potrafił o siebie zadbać, ale przynajmniej ktoś będzie pilnował twoich pleców. W tej kwestii mogę mu zaufać.
        I tak go nie lubił. Ale przynajmniej wiedział teraz, że nie musi się go obawiać i być może wcale nie będzie musiał przebywać w jego towarzystwie tak często jak do tej pory. Cieszyło go to, bo to oznaczało, że łatwiej będzie mu się otworzyć przed Aldarenem i bez żadnych innych świadków.
        - Ach, “na siłę”, żeby to jeszcze było możliwe… - westchnął moszcząc się w ramionach skrzypka. - Wiesz… Teraz tak mówisz, ale z czasem na pewno będziesz chciał by coś ruszyło między nami do przodu… - zauważył, lecz nie dokończył myśli, bo skrzypek zaczął się do niego łasić. No właśnie, między innymi to miał na myśli, taką normalną ludzką potrzebę czułości. Błogosławiony wiedział, że gdyby tylko wyraził taką chęć, skrzypek z radością spędziłby z nim całą noc po prostu się przytulając i okazjonalnie całując, ale już teraz wiedział, że nie miałby na to siły. Na razie dawał radę i dotyk Aldarena go nie męczył, ale kto wie jak długo to potrwa.
        - Co…? - Mitra był zaskoczony tym co powiedział wampir o Xarganie. - Ale… Ja nie byłem o niego zazdrosny… To znaczy nie w tym sensie - zaczął się tłumaczyć. - Nigdy bym nie podejrzewał cię o cokolwiek z nim, po prostu nie chciałem by się między nas wpychał. Ech… To nie brzmi dobrze, co? - upewnił się z kwaśną miną. Trochę humor mu się zepsuł, ale najwyraźniej wampir miał u niego wybitne względy i wiedział jak go podejść bardziej niż ktokolwiek inny w życiu Aresterry. No bo gdy nagle zaczął usprawiedliwiać się wiekiem i udawać bezzębnego dziadka, błogosławionemu zdarzyło się z rozbawieniem parsknąć. Niby nie był to śmiech, ale w przypadku tego konkretnego nekromanty była to niezwykła oznaka wesołości. Aldaren mógł być z siebie dumny.
        - Dobrze, jakoś przeżyję te twoje zabobony, staruszku - zapewnił go, czule dotykając jego policzka. Jakże miałby nie ulec w tym momencie?

        Mitra wyglądał na zadowolonego, że nie dość, że Aldaren przyjął jego zaproszenie, to jeszcze nawet sam wcześniej planował poprosić go o gościnę. To dla niego znaczyło więcej niż można by przypuszczać - w końcu przed wyjazdem wampir wzbraniał się przed nocowaniem tu i często wspominał o wyprowadzce do karczmy na te kilka nocy. Aż nekromanta przez moment wątpił, czy przypadkiem się nie narzuca…
        - Możesz zostać aż skończą odnawiać całą posiadłość - zapewnił go, kładąc bardzo mocny nacisk na słowo “całą”. - W końcu żadna przyjemność mieszkać w przebudowywanym budynku.
        Mitra pomyślał, że chyba jego szczęście było zbyt wielkie - Aldaren naprawdę nie myślał o tym, by spać w jednym łóżku? A może to on miał dziwne wyobrażenia na temat związków? W końcu nigdy w żadnym nie był, znał wszystko z teorii, z tego co zdarzyło mu się usłyszeć od innych albo przeczytać. Na pewno nie z tego co widział w życiu, bo to były chore układy więcej mające wspólnego z przemocą niż z miłością. Był jednak bardzo wdzięczny losowi, że trafił akurat na skrzypka, który zdawał się tak doskonale rozumieć jego lęki i godzić się na to, by wszystko szło znacznie wolniej niżby powinno. Bez cienia oporu nadstawił się na kolejny pocałunek w czoło, po czym podniósł na wampira wyjątkowo pewny siebie wzrok, już nie taki spłoszony jak jeszcze niedawno. Wiedział, że ze strony wampira nic mu nie grozi.
        - Kołysanek nie - odpowiedział zaraz. - Nigdy ci nie zabronię grać, bo słuchanie ciebie to dla mnie ogromna przyjemność. Brakowało mi tego, gdy ciebie nie było - wyznał. - Bez twojej muzyki i twojego głosu było tu tak cicho… Tym ciszej, że myślałem wtedy, że muszę się pogodzić z twoim odejściem i to nie tylko na miesiąc - przyznał się do swoich czarnych myśli. - Ale teraz już wszystko dobrze - dodał zaraz uspokajającym tonem.
        - Twój pokój jest gotowy - zapewnił po raz kolejny. - Już dawno minęła północ, więc niestety muszę się już położyć, by nie zasnąć na stojąco… Ale od tej pory będziemy mieli dużo czasu, by to sobie wynagrodzić - obiecał. - Chodź, odprowadzę cię.
        To było może trochę nielogiczne, gdyż stali pod sypialnią nekromanty, a droga do pokoju Aldarena nie była tak daleka by mógł zabłądzić po drodze, ale Mitra chciał spędzić z nim jeszcze tę chwilę czasu. Wszedł więc z nim na górę i otworzył przed nim drzwi swojego dawnego pokoju.
        - Miłej nocy, Ren - pożegnał się Mitra, bardzo delikatnie całując wampira w policzek. Nie w usta, bo teraz gdy emocje opadły nie miał już tyle siły, by swobodnie przekroczyć tę granicę, ale na pewno na następny raz będzie lepiej.

        Gdy Mitra zamknął już za sobą drzwi swojej sypialni niczym w transie dotarł do łóżka i rzucił się na nie nawet nie odgarniając pościeli na bok. Dotykał swojego ciała i twarzy we wszystkich miejscach, których dotykał również Aldaren jakby upewniał się, że to zaszło naprawdę. Czy to możliwe, by skrzypek wyznał mu miłość? By mimo tego, że mógł mieć naprawdę każdego, wybrał właśnie jego? Odrzucił względy tych wszystkich pięknych, bogatych kobiet, a uczuciami obdarzył taki wrak jak on… Mitra zaczął się obawiać czy to nie sen. Może ze zmęczenia zemdlał i to mu się wydawało? Albo jednak ciął się za głęboko i to były przedśmiertne majaki… Szkoda by było, bo naprawdę w głębi serca na to liczył, choć bał się do tego przyznać.
        W oczach Aresterry pojawiły się łzy. Adrenalina wypłukała się już z jego żył i wszystkie emocje uderzyły z nową siłą. Przede wszystkim obawy. Bo co jeśli nie da rady? Tak bardzo prosił Aldarena, by powtórzył swoje wyznanie tylko jeśli jest go bezgranicznie pewien, ale co jeśli to on będzie tym, który się wyłamie? Nie, nie że przestanie go kochać - to jego zdaniem było absolutnie niemożliwe - lecz że nie podoła temu, by skrzypkowi to okazać. Ile czasu mu zajmie nim się przełamie? Czy Aldaren to zniesie? W końcu może go ogarnąć frustracja. Mitra wiedział, że skrzypek nigdy go nie zmusi do niczego, ale jednak sam nie chciał krzywdzić go swoim wycofaniem.
        Aresterra otarł oczy rękawem i podniósł się do pozycji siedzącej. Wziął kilka głębokich wdechów dla uspokojenia i w końcu wstał, aby przygotować się do snu. Był tak zupełnie wykończony tym dniem, że nawet nie spostrzegł gdy zapadł w głęboki sen. Lecz nim zupełnie odpłynął w świat nocnych marzeń, uspokoił się na tyle, by przez moment myśleć o tym, że naprawdę był szczęśliwy i być może jest dla niego nadzieja.
Avatar użytkownika
Mitra
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
 
Inne Postacie: Sanaya, Jorge, Dżari, Skowronek, Yastre, Tioyoa, Kinalali, Widugast, Ijumara, Nikolaus, Kaikomi, Rael, Mniszek, Rianell, Sadik, Maximilaan, Rammi,
Rasa: Błogosławiony
Aura: Kiedy odwrócisz głowę, skuszony wyrazistością emanacji, dotrze do Ciebie niemal od razu jej świetlisty blask - nieskalany, anielski, kojący - migoczący żywo wśród zapachu fiołków, błogosławionego kwiecia. Po gładkich licach spływają jednak słone łzy, nie mające nic wspólnego z radością, a z ust oblepionych srebrną krwią płyną co prawda słowa łagodne, lecz także ostre i padające znienacka. Ale kto usłyszałby je wśród rozdzierających duszę krzyków agonii, gdy poczucie dojmującej straty tępi zmysły i każe spojrzeć głęboko w pełne goryczy oczy, gdzie w smętnej poświacie turmalinu odbija się nieprzewidywalna jaskrawość topazu? Błyska jak nagłe zafascynowanie i ginie niczym zduszone pragnienie, po czym pojawia się znowu, nie dając pozbierać myśli i gwałtownie przyspieszając puls. Może ukojenie przyniosą falujące swobodnie pod stopami atłasy w kolorze kobaltu, które ujrzysz gdy spłoszony w końcu spuścisz wzrok? Nie. Pod nimi ukryte są połamane kości. Resztki tworów z cynku, o brzegach ostrych i niebezpiecznych, nadal całkiem twarde, choć możesz na nie nastąpić licząc, że pokruszą się prędzej niż przebiją podeszwę buta. Jeśli tak się nie stanie, zbrukasz je posoką, lecz jeżeli siła będzie po Twojej stronie, wtedy pozostanie po nich jedynie miałki, miedziany pył, po którym wyjdziesz na zewnątrz.
Wygląd: Po ulicach Maurii włóczy się postać jakich wiele. Wysoka na równe sześć stóp, szczupła, na pewno żaden wojownik, raczej mag albo sługa. Chodzi szybko i porusza się energicznie, nie jest to więc żaden z nieumarłych. Ma szczupłe dłonie o długich palcach bez zgrubień w stawach, a krótkie i szerokie płytki paznokci świadczą o tym, że właściciel kiedyś obgryzał paznokcie. ... (Więcej)

Postprzez Aldaren » Pt kwi 12, 2019 10:42 am

        - Akurat nie będzie następnego razu, albo przekonam cię byś pojechał ze mną - powiedział lekko i pogodnie, jakby był bardzo naiwnym dzieckiem i wierzył, że na świecie istnieje samo dobro, a nie pięćset letnim doświadczonym przez życie krwiopijcą.
        Prawda była taka, że nie zamierzał się ruszać z Maurii choćby na krok, nawet jeśli Mitra by go do tego zmuszał, to wampir nie zostawi chociażby szpitala. Tłumaczenia pod tytułem: "przecież zatęsknisz się za mną na śmierć, nie pozwolę byś tak cierpiał zostaję" raczej nie były by zbyt przekonywujący, a takie podejście od strony szpitala było jak nagły atak z półobrotu, nie ma na świecie nic silniejszego niż argumenty moralne. Czy skrzypek był w tym momencie podły i okrutny sięgając po tak brudne zagrywki, jak wymigiwanie się szpitalem? Może i, ale coś mu podpowiadało, że to przyniesie najlepsze rezultaty i z łatwością pozwoli nieumarłemu postawić na swoim niż wyznanie w prost, że to sam skrzypek uschnie z tęsknoty. W sumie czy takie tłumaczenia nadal były modne w obecnych czasach? Będzie musiał przeprowadzić obserwacje środowiskowe.
        - Już ci to mówiłem, mam całą wieczność by na ciebie czekać, nigdzie mi się nie spieszy - mruknął mu do ucha gry się łasił. Uśmiechnął się zaraz może aż nazbyt pogodnie do swoich myśli, których jednak nie umiał zachować jedynie dla siebie. - Poza tym uwielbiam wycieczki krajoznawcze i dłuższe trasy, niż iście na skróty, a droga do twojego serca, na pewno jest usłana pięknymi widokami. Grzechem byłoby je przez pośpiech przegapić - dodał wyglądając na zadowolonego z siebie, że stworzył tak piękną metaforę, w której widział nawet nie jeden element, który bez trudu i w dość krótkim czasie mógłby się urzeczywistnić.
        Słysząc jak Mitra się miota w swoich tłumaczeniach (co mogłoby uchodzić za wbrew jego stylowi bycia, skoro zawsze starał się być taki opanowany i uważnie dobierać słowa) z ledwością się powstrzymywał by nie wybuchnąć śmiechem i jedynie z jego gardła wydobyło się pojedyncze parsknięcie. Z szacunku do Mitry wmawiał sobie, że winowajcą takiego zamieszania jest zmęczenie, nie mniej myśl, że nekromanta był o niego zazdrosny i to jeszcze po sparowaniu go z takim typem jakim był Xargan... Nigdy by się tego po Mitrze nie spodziewał, to było naprawdę miłe.
        - Nie, nie brzmi, Ale przynajmniej się starasz i przez to zapewniam ci, że nie masz się czym martwić. Xargan stanowczo nie jest w moim typie - zaśmiał się rozbawiony, bo naprawdę wolał bardziej cielesne istoty, nawet jeśli dzięki wampirowi upiór miał teraz własne ciało. No bo jak to? Demonolog związujący się z demonem? Istna komedia.
        Zadowolenie wampira jeszcze wzrosło, gdy po udanej parodii starego dziadka błogosławiony wydawał się być niebywale szczęśliwy i rozluźniony, a to radowało serce krwiopijcy, który zaraz wyszczerzył w szerokim uśmiechu swoje zęby, jakby się popisując i udowadniając światu, że ani trochę nie jest podobny do staruszka. Po uwadze towarzysza z teatralną przesadnością złapał się za serce z ogromną boleścią na twarzy udając jakby zaraz miał paść ugodzony na ziemię.
        - Teraz to poczułem się staro. Będę musiał przejrzeć się czy nie mam już jakiś siwych nitek na głowie - zażartował wtulając policzek w ciepłą, acz delikatną dłoń nekromanty, przy tym kładąc na niej swoją własną. - Wszystko będzie dobrze zobaczysz - obiecał choć nie było takiej potrzeby. Po prostu chciał zapewnić Mitrę o tym, że choć jego życie niewątpliwie się zmieni, wampir nie pozwoli by czegokolwiek się obawiał, przy czym wcale nie zamierzał trzymać błogosławionego w złotej klatce, tak jak Faust trzymał dość długo Aldarena wewnątrz zamkowych murów.

        - Naprawdę mogę? Wiem, że bardzo cenisz sobie spokój i prywatność, dlatego nie chciałbym się narzucać - powiedział z przeogromnym szczęściem w głosie.
        Może już Faustowa, to znaczy jego własna, posiadłość nie wyglądała tak samo i jedynie podziemne krypty się choćby odrobinę nie zmieniły, ale mimo to i tak nie chciał sam przebywać w tak wielkim zamku. Wiadomo, że całkiem sam by nie był, bo Xargan zawsze dotrzymałby mu niechcianego towarzystwa podobnie jak kilka zjaw tam pomieszkujących, zawsze też mógł przyzwać jakiegoś demona, który byłby choćby niskiej jakości substytutem towarzystwa dla wampira, ale to jakby nie patrzeć wciąż nie byłoby tym samym co rozmowa twarzą w twarz z czującą i rozumną istotą. W ostateczności, gdyby się okazało, że Mitra nie chciałby go trzymać pod swoim dachem dłużej niż dwa dni, skrzypek udałby się po prostu do Nihimy na drinka i po pokój, nie miałby innego wyjścia, bo przecież się nie godzi by głowa rodu sypiała w cmentarnych kryptach jak jakiś bezdomny czy hieny cmentarne.
        Ciekawe czy udałoby się przenieść ich szczątki do zamku i złożyć je w podziemnych kryptach, by móc ich odwiedzić w każdej chwili nie oddalając się zbytnio od obowiązków i właśnie ochronić ich przed wszystkimi, którzy mogliby nielegalnie zbezcześcić bliskich jego sercu. Podobno również trupojady zaczęły się pojawiać na miejskim cmentarzu i stary grabarz nie może już robić bezpiecznie nocnych obchodów. Przez to też właśnie przybyło rabusiów, którzy nie zważając na potwory czy to kradli fragmenty szczątków i kosztowności pochowane ze zmarłym dla siebie, czy też na zlecenie. W końcu każdy głupi nabiera podejrzeń gdy na nieumarłym rynku nagle można kupić funt mączki kostnej dziecka za niecałe dziesięć ruenów, a nie jedną czwartą tego za dwadzieścia pięć ruenów. I nikt tu takiemu nie udowodni, że jego towar został pozyskany nielegalnie gdy ma plecy sobie podobnych bandytów, którzy mogą mu wystawić fałszywe potwierdzenia na to, że pozyskane jest legalnie od kogoś tam poza granicami Środkowej Alaranii. Nieraz aż wstyd było się przyznawać do bycia mauryjczykiem przez to jakich niegodziwości potrafią dopuścić się tutejsi mieszkańcy dla własnego zysku czy widzimisię.

        - Masz rację. Naprawdę dziękuję i jestem ci dozgonnie wdzięczny za twoją gościnę - powiedział uprzejmie z ciepłym uśmiechem kończąc swoje rozmyślania i skupiając się na osobie ukochanego, którego ucałował w czoło.
        - W takim razie będę musiał wynagrodzić ci tę stratę. Może prywatny koncert, gdy nie będziesz się słaniał na nogach? - zaproponował z entuzjazmem już myśląc o tym jakimi utworami go uraczyć. Na pewno zagra tamtą festynową, którą słyszał spacerując ulicami Rapsodii.

        Mały gałgan, który grał, mógł praktycznie robić na swojej lutni co tylko zechciał, a ludzie bez namysłu obsypywali go ruenami za piękny występ. Tym bardziej, że jego muzyka była idealnie zgrana z artystycznym pokazem akrobatów, żonglerów i ognistych mistrzów, którzy oprócz popisowego ziania ogniem jak prawdziwe smoki potrafili formować prawdziwe cuda z płomieni, a nawet zmieniać ich ogień, by na koniec oczarować wszystkich pokazem fajerwerków. Szybko się wtedy zebrał wokół nich tłum ludzi, niektórzy nawet wspięli się na okoliczne śmietniki i dachy kamienic by coś widzieć. Aldarenowi wystarczyło przeobrazić się w kruka i przysiąść na gzymsie obok gołębi by z zapartych tchem obserwować te popisy, od których nie mógł się oderwać, póki cyrkowcy sami nie skończyli. Ciekawe czy mimo tego ogromnego tłumu, taki pokaz spodobałby się Mitrze. Zdawało się wampirowi, że nekromanta chyba nigdy nie opuszczał miasta nieumarłych odkąd w nim zamieszkał, więc może wypadałoby go kiedyś zabrać na jakąś wycieczkę. O! Choćby pod pretekstem zakupienia jakiś trudno dostępnych składników alchemicznych, które mogą im się w szpitalu przydać. Albo... Po zapas pomarańczy! Tak! To była myśl! I nawet już wiedział co zrobi Mitrze na śniadanie. Co prawda nie jednokrotnie nekromanta mówił mu, że najbardziej uwielbia ostre potrawy, ale... Ta mimo wszystko powinna mu zasmakować.

        - Spokojnie rozumiem. Wybacz, że uniemożliwiam ci pójście spać o przyzwoitej porze. - Uśmiechnął się nieco zakłopotany i z poczuciem winy, ale w sumie Mitra miał rację, teraz będą mieli sporo czasu dla siebie, a przynajmniej dopóki szpital nie zostanie w pełni ukończony i nie pojawią się pierwsi potrzebujący pomocy. - Dziękuję - odparł na oświadczenie niebianina, że zostanie przez niego odprowadzonym.
        To było naprawdę miłe, bo przecież skrzypek snu nie potrzebował, a błogosławiony ledwo trzymał się na nogach i był przed swoim pokojem, a mimo to chciał spędzić jeszcze tę chwilę z nieumarłym, którego serce trzykrotnie się po tym zwiększyło. I jak tu nie kochać tego mężczyzny? Aż dziw brał, że Aldaren był pierwszym, który chciał stworzyć związek z nekromantą, przecież pod grubą warstwą swoich dziwactw, specyficznego odpychającego stylu bycia i wszystkich fobii, był naprawdę wspaniałym człowiekiem. Tu pojawiła się kolejna misja dla wampira - by Mitrze uświadomić to, jaki jest cudowny.
        - Dobrej nocy Mitro, wypocznij porządnie i śpij spokojnie - odpowiedział czule, przyjmując jego pocałunek, a samemu go jedynie lekko muskając kciukiem po policzku. Widział, że coś więcej mogłoby tym razem być dla niego zbyt dużym ciężarem do udźwignięcia, więc postanowił to uszanować i jedynie tak skromnym gestem okazać mu swoją czułość i to jak był dla nieumarłego ważny.

        Gdy drzwi się pomiędzy nimi zamknęły, przymknął oczy i odetchnął pełną piersią jakby upajając się kurzowym zapachem tego miejsca. Był najszczęśliwszą istotą na świecie i chciał to przekazać wszystkim stworzeniom na Łusce, lecz zapomniał, że zostawił swoje skrzypce na dole. No cóż, najwidoczniej dzisiaj nie pogra, ale w sumie to nawet dobrze się składało, bo przydałby mu się porządny sen. W końcu praktycznie przez cały miesiąc nie spał, czerpiąc niewielką ilość energii jedynie z rozrobionej z wodą krwi Fausta. Ten niewielki kieliszek jakim został poczęstowany dziś przez Mitrę był niezwykle orzeźwiający, jak świeża kawa z rana, ale mimo to i tak nie była w stanie całkiem wyeliminować osłabienia jakie wampir tak naprawdę odczuwał. Dobrym było to, że przynajmniej zdołał się rozebrać do bielizny nim padł na posłanie i usnął jak dziecko, albo raczej jak zwykły człowiek po całym dniu pracy na roli.
        Ta noc była niezwykła, podobnie jak wieczór ją poprzedzający. Śnił mu się Mitra przy jego boku, patrzący na niego ze swoim indywidualnym rodzajem czułości i nawet na krok go nie odstępujący. Mówił o jakimś pierścieniu w swojej kieszeni, ale wampir nie wiedział o co chodziło. Widział złoty pierścień z niezwykle delikatną obręczą i czymś co wyglądało jak gadzie, wężowe, może smocze oko po środku. Nie wiedział czemu, ale kazał Mitrze nic o tym nie mówić i natychmiast schować błyskotkę z powrotem, lecz i tak było już za późno. W ich stronę zaczęło iść czworo mężczyzn z olbrzymim drabem na przedzie, a niedaleko zatrzymał się cały zastęp rycerzy, może łowców. Krzyknął do nekromanty by uciekał choć sam nie wiedział dlaczego. Pobiegł za nim samemu nie wiedząc jakim sposobem przeobraził się w zmorę i wrzucając błogosławionego na swój grzbiet. Zaraz jednak dotarło do niego, że nie ma to większego sensu, gdy konny oddział zaczął ich doganiać i jeszcze bardziej abstrakcyjnie, jak to często we snach, zmienił się w coś skrzydlatego na podobieństwo wywerny, gryfa, albo dużego kruka, może dziwnego, mrocznego roca. Lecieli nad lasami i pasmami gór, kierując się na drugą ich stronę, na czym jego sen się zakończył.

        Kiedy się obudził nie miał blado zielonego pojęcia co to właściwie miało być. Wiedział jedynie, że ten pierścień był niebezpieczny, a mimo to wszyscy chcieli go posiąść. Na szczęście był to tylko głupi, nic nie znaczący sen. Przeciągnął się mocno i wstał z łóżka, podreptał do łazienki na tym piętrze by się przemyć i ubrać. Z niezadowoleniem zauważył, że wypadałoby mu się ogolić, ale póki co nie było to najważniejsze i mogło poczekać. Zszedł cicho po schodach, a przynajmniej się starał, bo był to stary dom, a jemu ciężko było spamiętać każdą skrzypiącą deskę by ją ominąć. W niektórych przypadkach było to też naprawdę trudne do wykonania. W pewnym momencie po prostu stracił cierpliwość i dla świętego spokoju zmienił się w kruka, omijając w ten sposób wszelkie pułapki zastawione przez niechętne do współpracy podłoże, tym bardziej, że zdawało mu się, iż Mitra nadal śpi. Wrócił do swojej postaci dopiero przed drzwiami od domu, po czym z niego wyszedł.

        Miał mało czasu a sporo roboty. Bez chwili wahania wybrał się na targ po jajka, mąkę, masło, trochę cukru i likier pomarańczowy. Po tym nawiedził swojego znajomego od egzotycznych owoców, u którego pozwolił sobie zakupić kilka pomarańczy, dwa banany i limonkę. Gdy wszystko już miał wrócił do posiadłości Mitry, zapukał lekko do drzwi. Nie musiał długo czekać, aż jeden z manekinów robiący za odźwiernego mu otworzy i przepuści. Udał się do kuchni, gdzie umył ręce i owoce po czym przystąpił do pracy z patelnią. Po niedługim czasie po całym domu rozniósł się przyjemny, słodki zapach karmelizowanych owoców. Nikogo nie powinno chyba dziwić, że nim zapach zaczął faktycznie przejmować władzę nad domem pierwszy zjawił się głodny jak zwykle Żabon, dla którego wampir również przygotował jedną porcję słodkich, puszystych omletów z owocową polewą i karmelizowanymi kawałkami tychże. Teraz tylko czekać na gospodarza i trzymać kciuki, że śniadanie mu zasmakuje. Przy okazji był gotowy na to by poddać sam siebie pewnemu eksperymentowi. Jeśli się nie powiedzie, więcej będzie jedzenia dla Żabona, on akurat nie powinien narzekać.
Avatar użytkownika
Aldaren
Mieszkaniec Sennej Krainy
 
Inne Postacie: River, Yve, Valerian, Kiraie, Dantalian, Dragosani, Veryvin, Selim, Mana,
Rasa: Wampir - przemieniony z człowieka
Aura: Już z daleka widnieje dosyć silny, szmaragdowy blask. Przypomina promienie słońca powoli skrywające się za linią horyzontu. Powłoka natomiast swym żelaznym kolorytem przywodzi na myśl różnorakie oręże i walki rycerzy w lśniących zbrojach. Kobaltowe, wijące się w nieregularny sposób pasma natomiast są niczym rzeki, a występujące gdzieniegdzie plamy barachitu można przyrównać do zaznaczenia lasów na mapie. Tu i ówdzie ktoś wymalował miedzianą farbą w bardzo staranny sposób nuty układające się w przyjemną melodię, wesoło poukładane na rtęciowej pięciolinii. W pewnym momencie naprawdę można to usłyszeć, muzyka jest na tyle spokojna, iż przynosi miłą ulgę dla zmysłów. Niespodziewanie można usłyszeć głosy i dźwięki tak dziwne i nietypowe, że nie da się ich sklasyfikować. U niektórych osób mogą spowodować niepokój, który potęgują niemożliwe do przewidzenia nagłe trzaski płomieni i chaotycznie sypiące się iskry oraz narastające ciepło. Można także wyczuć zapach świeżej krwi, a od czasu do czasu również ludzki pot, choć jest dość rzadkie zjawisko, stale zanikające. W dotyku natomiast twarda, co pasuje do jej głównego odcienia, giętka niczym falujące na wietrze liście drzew. Dodatkowo ostra niczym kieł wampira oraz niebywale aksamitna. Pozostawia po sobie pikantny posmak, połączony z lepkością, a czasem z suchością.
Wygląd: Ten młody, przystojny mężczyzna atletycznej budowy, rzeźbionej jak w kamieniu przez najznamienitszych artystów tchniętych bożą łaską oraz błogosławieństwem, mierzy sobie dziewięć i pół piędzi (188,1 cm) przy czym waży około czterech i pół kamieni (ok. 86 kg). Porusza się z gracją godną arystokraty, a jego miękki, łagodny głos rozbrzmiewa echem w uszach słuchających ... (Więcej)

Postprzez Mitra » Pt kwi 12, 2019 8:06 pm

        Mitra szeroko otworzył oczy z zaskoczenia słysząc jak Aldaren z taką łatwością przyrównał ich związek do drogi z pięknymi widokami. Spojrzał na niego z początku milcząc, ale w końcu się odezwał.
        - Skrzypek i jeszcze poeta? - zagaił. - Ile jeszcze masz takich asów w rękawie?
        Podobały mu się te słowa - to chyba jasne, czyż nie? W końcu w przeciwnym razie nie nazwałby umiejętności tworzenia takich pięknych metafor asem w rękawie. A jednak nie do końca wiedział jak przyjmować takie słowa i co więcej - sam nie potrafił ich stosować. Czasami może przyszło mu do głowy coś miłego, co wydawało mu się jednocześnie dość nietuzinkowe, ale zaraz dochodził do wniosku, że normalni ludzie na pewno tak nie mówią i tylko zrazi do siebie Aldarena, jeśli pozwoli sobie na chwilę słabości i powie to na głos. Wolał być tak zwyczajnie miły, nie ryzykować, bo nie chciał nic stracić.

        - Prywatny koncert? - Mitra był żywo zainteresowany tą propozycją. - Zawsze chętnie. Miło byłoby cię nareszcie otwarcie posłuchać, a nie tak przez ścianę - zauważył, w końcu decydując się na wyrażenie na głos tej obserwacji, która była dla niego cierniem w boku. - Wcześniej jakoś się nie złożyło, bym mógł być przy tobie gdy grasz.
        I co? Nie bolało. I nikt nie wpadł w histerię tylko przez to, że Aresterra wyraził na głos co go gryzło. Może trzeba zacząć częściej z tego korzystać…

        Do tej pory noce Mitry bywały naprawdę różne. Przez ostatni miesiąc nekromanta miał kilka spokojnych nocy, a reszta była mniejszą bądź większą męczarnią. Czasami - na samym początku - nie potrafił zasnąć z niepokoju, później może się uspokoił, ale za to pojawił się ból i inne efekty uboczne zabawy z grymuarem. Zdarzało się też, że pracował do późna, jak to on - gdy już się zawziął, trudno go było oderwać od pracy.
        Tej nocy jednak ogarnął go spokojny, regenerujący sen. Jakby wszystko się ułożyło i już nic nie miało go boleć - ani ciało, ani dusza. Ani razu się nie przebudził, nie musiał brać żadnych wspomagaczy i nie miał żadnych złych snów. A te, które go nawiedziły, nie miały żadnej konkretnej treści i nie pozostały w jego pamięci, ale były przyjemne. Tak po prostu.

        Rano… W sumie wcale nie tak rano, bo Mitra spał wyjątkowo długo - gdy się przebudził słońce już dawno wzeszło, choć jak to w Maurii z reguły bywa, należało w to uwierzyć na słowo, gdyż ciemne chmury spowijały całe niebo. Nekromanta jednak wiedział, że pofolgował sobie z odpoczynkiem bardziej niż zwykle. O dziwo nie czuł się przez to źle - czasami gdy pospało się za długo człowiek czuł się ociężały i jeszcze bardziej zmęczony niż poprzedniego wieczoru. Aresterra był jednak wypoczęty. Przeciągnął się, a później przetarł oczy i twarz. Zgarniając sobie włosy z oczu odzyskał już przytomność na tyle, by poczuć, że coś jest nie tak - czuł jakiś zapach. Zaniepokojony zaraz podniósł się do pozycji siedzącej, lecz już po chwili się rozluźnił. Dotarło do niego, że to zapach jedzenia - zresztą całkiem kuszący, choć lekki. Przypomniało mu się również, że przecież tej nocy nie był w posiadłości sam. Aldaren wrócił. I… Naprawdę ten cały wczorajszy wieczór się wydarzył?
        Mitra zsunął nogi z łóżka i chwilę tak po prostu siedział ze wzrokiem wlepionym w swoje chude kolana. Nie wiedział co o tym myśleć… Gdy chodziło o ten pocałunek przed wyjazdem skrzypka łatwiej było przyjąć jakąś wersję, bo wszystkie argumenty pasowały do jednej opcji, która była wygodna i prawdopodobna. Teraz jednak… Aresterra nadal w to nie wierzył, ale przecież wampir był w jego domu i właśnie urzędował w jego kuchni. Czyli wrócił, czyli poprzedniego dnia rozmawiali, więc musiało do tego wszystkiego dojść. Ta konkluzja sprawiła, że serce nekromanty wręcz rąbnęło o żebra, a później nadal biło wyjątkowo mocno. Cieszył się i był jednocześnie nerwowy. Chyba nadal trochę w to nie wierzył… Ale pora stawić czoła rzeczywistości. Niebianin wstał i zaczął się ubierać. Przeszedł do łazienki, bo poprzedniego dnia był tak wykończony, że zasnął jak stał. Musiał się umyć, uczesać. Gdy tak stał z grzebieniem w ręce zaczął odruchowo rozglądać się po pomieszczeniu, szukając miejsca na schowanie czegoś ostrego. Szybko doszedł do genialnej konkluzji - nie musiał wcale niczego chować, mógł zostawić swoje narzędzie na wierzchu i nie martwić się, że znajdzie je Aldaren. Wystarczy, że skorzysta z brzytwy. To świetne rozwiązanie, bo była ostra i mogła spokojnie leżeć w łazience. Co prawda Mitra nie miał zarostu (geny tatusia), ale zawsze mogła to być pozostałość po Sarazilu. Młody nekromanta mógł zostawić ją nie z sentymentu, ale właśnie z jego braku - ot, zwykły bibelot, bez żadnego ładunku emocjonalnego i wspomnień. To jest myśl…
        Gdy do niebianina dotarło jaką intrygę właśnie uknuł szybko dopadły go wyrzuty sumienia. Naprawdę, pięknie sobie poczynał okłamując ukochanego. Wmawiał sobie jednak, że to dla dobra Aldarena i ich związku. Kiedyś na pewno to sobie wyjaśnią.

        W końcu Mitra zszedł do kuchni, nie przekroczył jednak jej progu. Stanął w drzwiach i patrzył na wampira z zaskoczeniem - dotarło do niego, że to prawda, że on naprawdę tu był i przygotowywał dla niego śniadanie, że byli razem…
        Ostrzegawczy skrzek Żabona zepsuł niespodziankę, ale i tak nie pozwolił Aldarenowi na reakcję - gdy ten był akurat odwrócony twarzą do blatu, nekromanta podszedł do niego cicho jak kot i przytulił się do jego pleców. Był to uścisk krótki, ale pewny i bardzo szczery.
        - Dzień dobry, Ren - przywitał się Mitra, wyłaniając się po prawej stronie skrzypka i zerkając na jego dzieło kulinarne. W jego oczach widać było zaskoczenie i uznanie. - Co to jest? Wygląda jak ciastko… - zauważył. Poczuł, że był wręcz wściekle głodny, a widok tak smakowitego jedzenia i jego intensywny słodki zapach tym bardziej pobudziły jego łaknienie.
        - Nigdy nie jadłem słodyczy na śniadanie, ale kiedyś musi być ten pierwszy raz - oświadczył, zasiadając do stołu. Nim jednak chociażby wbił widelec w puszystego omleta, jeszcze raz nagarnął sobie pod nos gestem chemika ten przyjemny owocowy zapach. W końcu spróbował - wziął do ust solidny kęs i ciasta i owoców, ledwo dawał radę to przeżuć. Zaraz podniósł wzrok na Aldarena i pokiwał głową, lecz z wydawaniem opinii wstrzymał się do momentu, aż kulturalnie przełknie.
        - Przepyszne - zapewnił. - Aż jestem zaskoczony, że coś tak dobrego wyszło spod ręki tej samej osoby, która przygotowała jajecznicę, którą można straszyć demony - rzucił zaczepnie, trącając przy tym skrzypka stopą w kostkę, by ten nie pomyślał sobie, że to taki złośliwy przytyk. - Naprawdę pyszne, dziękuję - powtórzył, po czym z entuzjazmem wrócił do jedzenia.
        Żabon tymczasem siedział przy nodze stołu i grzecznie czekał aż coś niby przypadkiem dla niego spadnie. Ten demon o nieposkromionym apetycie przez moment był dla Mitry istnym utrapieniem, prawie na łeb mu właził gdy tylko zwęszył jedzenie, dlatego Aresterra musiał go odpowiednio ułożyć. Był przy tym zaskakująco cierpliwy - tak jak wtedy, gdy musi rozpracować jakąś łamigłówkę. Metodą kar i nagród powoli udawało mu się ułożyć tę paskudę, choć i tak nie był to jeszcze miły piesek salonowy. No chyba, że do bycia takowym uprawniało go to, że za nic w świecie nie chciał dać się zgonić z kanapy gdy spał - wtedy tak, egzamin zdany. Przynajmniej nekromancie do sypialni się już nie pchał tylko spał na swoim posłaniu, w salonie koło kominka. Legowiska, micha z wodą i żarcie - kto by się spodziewał, że Aresterra tak zaopiekuje się małym demonem.
        - Odpocząłeś chociaż trochę przez noc? - zapytał z troską niebianin. - Zrobienie takich naleśników musiało zająć ci naprawdę wiele czasu... I jeszcze musiałeś iść po składniki, bo u mnie nie ma nawet jajek... - wyjaśnił, nim wpakował sobie do ust kolejny szczery kęs omletu.
Avatar użytkownika
Mitra
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
 
Inne Postacie: Sanaya, Jorge, Dżari, Skowronek, Yastre, Tioyoa, Kinalali, Widugast, Ijumara, Nikolaus, Kaikomi, Rael, Mniszek, Rianell, Sadik, Maximilaan, Rammi,
Rasa: Błogosławiony
Aura: Kiedy odwrócisz głowę, skuszony wyrazistością emanacji, dotrze do Ciebie niemal od razu jej świetlisty blask - nieskalany, anielski, kojący - migoczący żywo wśród zapachu fiołków, błogosławionego kwiecia. Po gładkich licach spływają jednak słone łzy, nie mające nic wspólnego z radością, a z ust oblepionych srebrną krwią płyną co prawda słowa łagodne, lecz także ostre i padające znienacka. Ale kto usłyszałby je wśród rozdzierających duszę krzyków agonii, gdy poczucie dojmującej straty tępi zmysły i każe spojrzeć głęboko w pełne goryczy oczy, gdzie w smętnej poświacie turmalinu odbija się nieprzewidywalna jaskrawość topazu? Błyska jak nagłe zafascynowanie i ginie niczym zduszone pragnienie, po czym pojawia się znowu, nie dając pozbierać myśli i gwałtownie przyspieszając puls. Może ukojenie przyniosą falujące swobodnie pod stopami atłasy w kolorze kobaltu, które ujrzysz gdy spłoszony w końcu spuścisz wzrok? Nie. Pod nimi ukryte są połamane kości. Resztki tworów z cynku, o brzegach ostrych i niebezpiecznych, nadal całkiem twarde, choć możesz na nie nastąpić licząc, że pokruszą się prędzej niż przebiją podeszwę buta. Jeśli tak się nie stanie, zbrukasz je posoką, lecz jeżeli siła będzie po Twojej stronie, wtedy pozostanie po nich jedynie miałki, miedziany pył, po którym wyjdziesz na zewnątrz.
Wygląd: Po ulicach Maurii włóczy się postać jakich wiele. Wysoka na równe sześć stóp, szczupła, na pewno żaden wojownik, raczej mag albo sługa. Chodzi szybko i porusza się energicznie, nie jest to więc żaden z nieumarłych. Ma szczupłe dłonie o długich palcach bez zgrubień w stawach, a krótkie i szerokie płytki paznokci świadczą o tym, że właściciel kiedyś obgryzał paznokcie. ... (Więcej)

Postprzez Aldaren » So kwi 13, 2019 12:50 pm

        - Gdy serce dochodzi do głosu to i tak bywa - zaśmiał się krótko, choć faktycznie powiedział szczerze. Nie planował by to tak wyszło, mówił jedynie to co myślał. - Jeszcze kucharz i demonolog - dodał rozbawiony. Zaraz jednak postanowił nieco naprostować prawdę, nawet jeśli przyrównanie do poety miało być jedynie niewinnym komplementem. - Daleko mi jednak do prawdziwych wierszokletów. Poza tym tak między nami, za każdym razem gdy byłem na występie jakiegoś poety, bardzo szybko usypiałem. Któregoś razu straciłem tak swój mieszek z pieniędzmi. - I znów się zaśmiał. Miał wtedy szczęście w tym nieszczęściu, że akurat nie miał wielkiej sumy przy sobie, ledwo dziesięć srebrnych orłów.
        - Jeśli natomiast chodzi o wszystkie inne asy to obawiam się, że sam będziesz musiał mi je z rękawów powyciągać. Może nawet obciąć rękawy, ale coś mi mówi, że nie będzie to jedyna kryjówka - uśmiechnął się do niego łobuzersko z figlarnym błyskiem w lazurowych oczach.

        - Hmm... Faktycznie jeszcze nigdy się nie zdarzyło żebym grał bezpośrednio przed tobą. - Zamyślił się głęboko, ale zaraz rozchmurzył i dodał z udawaną nieśmiałością: - Wiesz... bo ja nie wiem czy nie będę miał tremy... - Wyszczerzył się zaraz wesoło nie mogąc dłużej zachować powagi sytuacji. Był naprawdę w wyśmienitym humorze.
        Po jakimś czasie pożegnał się z Mitrą, życząc mu dobrej nocy i sam udał się na spoczynek.

        Nazajutrz z rana, gdy był już po zakupach i całkowicie oddał się gotowaniu, już prawie kończył przygotowywaną dla Mitry porcję, akurat w momencie, gdy ten wszedł do kuchni. Słysząc skrzek Żabona, Aldaren spojrzał na niego przez moment nie do końca wiedząc o co chodzi małemu stworkowi, lecz zaraz poczuł czyjeś ciało przytulające się do jego pleców. Obrócił lekko głowę w bok by kątem oka dostrzec kaskady blond loków, na co uśmiechnął się z rosnącym w piersi sercu. Któż by się spodziewał, że z osoby unikającej jakiegokolwiek kontaktu fizycznego Mitra stanie się tego inicjatorem i to na samo powitanie. Z własnej nieprzymuszonej woli, zrelaksowany i z błogim spokojem. A przecież dzień się dopiero zaczął.
        - Witaj, Mitro - odpowiedział radośnie obserwując jak nekromanta wyłania się zza jego pleców i praktycznie ciężko było mu się z powrotem skupić na przygotowywanym posiłku. Ciężko mu było oderwać spojrzenie od ukochanego, ale na szczęście myśl, że oto właśnie robi mu przepyszne śniadanie, by ten nie chodził głodny, skutecznie sprowadziła wampira z powrotem na ziemię.
        - To się nazywa omlet. Taki naleśnik tylko bez mleka, samo jajko i mąka - wyjaśnił od razu na pytanie ukochanego.
        Zaraz z gracją podrzucił na patelni dopiekający się omlet, który jako trzeci i ostatni zaraz wylądował na talerzu z ułożoną wierzą z tychże placków. Każdy był z wierzchu polany sosem z kawałkami karmelizowanych owoców i tak też skończył ten na samej górze. Wyjął widelec i nóż i wraz z talerzem zaraz postawił wszystko przed niebianinem na stole. Czy się popisywał? Owszem. Czy był stanowczo za stary na takie szczeniackie występy? Ależ oczywiście. Jednakże kto mu zabroni? No właśnie!
        - Wiem, że wolisz ostrzejsze smaki, a słodkie tak trochę bardzo odstaje od pikantnego, niemniej myślałem wczoraj o czymś, co mógłbym ci zrobić na śniadanie z pomarańczami, w ramach mojego prezentu powrotnego dla ciebie i... Mam nadzieję, że będzie ci smakować - powiedział nieco niepewnie. Naprawdę chciał dobrze i miał świadomość, że to nie były ulubione smaki błogosławionego.
        Z zapartym tchem więc wpatrywał się w Mitrę niczym sroka w gnat i choć było to niegrzeczne oraz odrzucające, nie mógł oderwać spojrzenia, a serce z każdą sekundą coraz mocniej łopotało mu o żebra. Przez moment myślał, że Mitra specjalnie się nad nim znęca i niemiłosiernie przedłuża w nieskończoność tę chwilę, ale na szczęście były to jedynie jego własne nieuzasadnione, jak również poważnie urojone obawy, które nie znalazły swojego odzwierciedlenia w rzeczywistości.
        W końcu, gdy Mitra wygłosił swoją pierwszą opinię, skrzypek mógł odetchnąć z niemałą ulgą. Czuł się jakby stracił ze swoich barków co najmniej z dwadzieścia cetnarów. Z uśmiechem i błogim spokojem ducha mógł z powrotem wrócić do pichcenia. Kolejna porcja wylądowała na talerzu, tym razem złożona tylko z jednego omleta, który stawił na podłodze przed Żabonem życząc i jemu smacznego. Na tym jednak nie skończył swojej pracy, gdyż zaraz zajął się porcją przygotowanej wcześniej masy znajdującej się w innej misce i bez pośpiechu smażył kolejne placki na patelni, na zmianę z wykładaniem gotowych na trzeci talerz.
        - Tym razem nie dałem się pokonać byle jajkom - odbił z rozbawieniem piłeczkę, skupiony na smażeniu. - Jeśli będzie ci mało, powiedź, a usmażę kolejne. Jest jeszcze dużo masy, więc się nie krępuj.
        Po chwili powyłączał wszystko, przykrył obie miski z ciastem pokrywkami by nic się do nich nie dostało i po polaniu placka na samej górze karmelizowanym sosem z kawałkami owoców, wziął talerz razem ze sztućcami i usiadł przy stole na przeciwko Mitry. Ukroił skromniejszy niż towarzysz na samym początku kawałek i nabity na widelec wsadził sobie zaraz do ust. Przeżuł starannie z coraz to bardziej rosnącym na twarzy uśmiechem i przełknął niemalże mrucząc z zadowoleniem.
        - Pychota - mruknął i zaraz zabrał się jak opętany za wcinanie całej reszty swojej porcji.
        - "Ja też chcę!" - rzucił mu telepatycznie Xargan, choć z tego co się Aldaren orientował, demon cały czas nadzorował prace nad szpitalem i wydzierał się na robotników gdy tylko zarządzali sobie więcej przerw niż wykonali pracy. Zostawienie go przy sobie i takie rozwiązanie problemu było naprawdę najlepszym pomysłem, na jaki tylko wampir mógł wpaść. W sumie powinien mu podziękować i upichcenie mu takich omletów mogłoby być najlepszym wyrazem wdzięczności. Ale to, gdy skończą z nekromantą jeść. Nie było się w końcu co spieszyć, prawda?
        Jeśli w przeciągu najbliższej minuty nie poczuje żadnych negatywnych skutków, znaczy, że jego eksperyment się powiódł. Co prawda był już na samym początku o tym przekonany, szczególnie, że podczas balu poczęstowano go pieczonymi jabłkami w polewie czekoladowej z domieszką krwi, by wampirzy organizm się nie zatruł, albo właśnie wszelkiego rodzaju ciasta na bazie alkoholu. A skoro wtedy przeżył, również teraz nie powinno mu się nic stać. W skupieniu odczekał ten najgorszy moment, a gdy nic mu nie zaszkodziło jego radość była nie do opisania. W końcu znalazł sposób na ponowne delektowanie się wszelakimi smakami, jakie tylko istniały na Łusce. Jadł przeszczęśliwy razem z Mitrą, co tyko potęgowało jego dobry humor, a gdy tylko przełknął skupił na nim swoje spojrzenie.
        - Nawet nie trochę, nie musisz się martwić - odpowiedział szczerze, bo faktycznie był całkiem wypoczęty jak na miesiąc bez chwili snu i jeszcze bardzo wyczerpujący psychicznie wieczór zeszłego dnia. - To fakt, musiałem wcześnie rano wstać by wszystko przygotować i kupić, ale szczerze tego nie żałuję. Było warto by sprawić ci tym daniem przyjemność na początek dnia. - Uśmiechnął się czule do blondyna i wziął kolejny kęs. - Mam nadzieję jednak, że obiad pomożesz mi przygotować, brakowało mi twojego towarzystwa gdy robiłem omlety - wyznał, patrząc ze szczerą miłością w oczach na niebianina.
Avatar użytkownika
Aldaren
Mieszkaniec Sennej Krainy
 
Inne Postacie: River, Yve, Valerian, Kiraie, Dantalian, Dragosani, Veryvin, Selim, Mana,
Rasa: Wampir - przemieniony z człowieka
Aura: Już z daleka widnieje dosyć silny, szmaragdowy blask. Przypomina promienie słońca powoli skrywające się za linią horyzontu. Powłoka natomiast swym żelaznym kolorytem przywodzi na myśl różnorakie oręże i walki rycerzy w lśniących zbrojach. Kobaltowe, wijące się w nieregularny sposób pasma natomiast są niczym rzeki, a występujące gdzieniegdzie plamy barachitu można przyrównać do zaznaczenia lasów na mapie. Tu i ówdzie ktoś wymalował miedzianą farbą w bardzo staranny sposób nuty układające się w przyjemną melodię, wesoło poukładane na rtęciowej pięciolinii. W pewnym momencie naprawdę można to usłyszeć, muzyka jest na tyle spokojna, iż przynosi miłą ulgę dla zmysłów. Niespodziewanie można usłyszeć głosy i dźwięki tak dziwne i nietypowe, że nie da się ich sklasyfikować. U niektórych osób mogą spowodować niepokój, który potęgują niemożliwe do przewidzenia nagłe trzaski płomieni i chaotycznie sypiące się iskry oraz narastające ciepło. Można także wyczuć zapach świeżej krwi, a od czasu do czasu również ludzki pot, choć jest dość rzadkie zjawisko, stale zanikające. W dotyku natomiast twarda, co pasuje do jej głównego odcienia, giętka niczym falujące na wietrze liście drzew. Dodatkowo ostra niczym kieł wampira oraz niebywale aksamitna. Pozostawia po sobie pikantny posmak, połączony z lepkością, a czasem z suchością.
Wygląd: Ten młody, przystojny mężczyzna atletycznej budowy, rzeźbionej jak w kamieniu przez najznamienitszych artystów tchniętych bożą łaską oraz błogosławieństwem, mierzy sobie dziewięć i pół piędzi (188,1 cm) przy czym waży około czterech i pół kamieni (ok. 86 kg). Porusza się z gracją godną arystokraty, a jego miękki, łagodny głos rozbrzmiewa echem w uszach słuchających ... (Więcej)

Postprzez Mitra » N kwi 14, 2019 12:27 pm

        Mitra pokręcił nieznacznie głową. Nie by nie wierzył, że na wieczorku poetyckim można zasnąć, bo dla niego również wiersze były nudne, ale ten ton i rozbrajająca szczerość Aldarena były naprawdę zabawne. No i te jego wyznania były takie miłe… Wręcz za słodkie, lecz Aresterra i tak je łykał, spragniony czułości, której wcześniej mu odmawiano albo którą sam bał się przyjąć.
        - Pf, jesteś niemożliwy - prychnął, ale bez urazy, gdy wampir wspomniał o obcinaniu rękawów i szukaniu innych kryjówek na metaforyczne asy. Wolał nie drążyć o jakie miejsca chodziło, ale skoro miał zdekompletować ubranie skrzypka… Wolał na razie nie zapuszczać się w te rejony, w których nie czuł się jeszcze komfortowo. Szybko zmienił temat.

        - Trema? Ty? Niemożliwe - uznał Aresterra tonem, który miał chyba jego wypowiedzi nadać znamiona komplementu. Uważał Aldarena za osobę bardzo śmiałą, więc nie wyobrażał sobie, by kiedykolwiek mogła go dopaść trema przed występem. Kilka tygodni temu grał pewnie przed kilkoma setkami osób i jego popisy się podobały. Nie wziął przy tym pod uwagę, że nie zawsze to wielkość widowni jest istotna, ale to jak ważne dla muzyka są to osoby. Czym innym jest anonimowy tłum, a czym innym ta jedna bliska sercu osoba… Z czasem jednak na pewno pojmie tę różnicę.

        - Yhm… - mruknął Mitra, dalej przypatrując się z zainteresowaniem plackowi na patelni. - Słyszałem o tym, ale nigdy nie miałem okazji spróbować. Ale pachnie smakowicie - przyznał. Odsunął się lekko, gdy wampir wziął zamach, aby efektownie podrzucić omlet. W oczach błogosławionego było widać odrobinę podziwu. Z czułością pogłaskał Aldarena po ramieniu i żeby nie przeszkadzać mu w tworzeniu usiadł do stołu. Gdy tak siedział i patrzył na popisującego się i bardzo zadowolonego z siebie skrzypka sam czuł, jak poprawia mu się humor. Nigdy by nie przypuszczał, że obecność kogoś żywego od samego rana będzie dla niego tak przyjemna… Ale skrzypek był wyjątkiem, na pewno nikt inny nie sprawdziłby się na jego miejscu. Jak dobrze, że na siebie trafili…
        - Faktycznie lubię ostre - przyznał, gdy Aldaren swoimi usprawiedliwieniami wyrwał go z rozmyślań. - Ale to nie tak że nie ruszę nic słodkiego, tym bardziej, że za pomarańczami też przepadam - dodał uspokajająco. - To bardzo miłe z twojej strony, że tak pamiętasz o moich upodobaniach, dziękuję. Chętnie spróbuję.
        No i zabrał się za jedzenie, co jakiś czas podnosząc wzrok na wampira, który gapił się na niego jak sroka w gnat. Z początku domyślał się, że chodzi o opinię, więc nim zdążył przełknąć już próbował na migi przekazać, że mu smakuje. Później jednak, gdy już było wiadomo, że Aldaren trafił ze swoim pomysłem na śniadanie, obserwacja dalej trwała, co na początku Mitrze nie przeszkadzało, ale z czasem już zaczął czuć się nieswojo i czasami zerkał na skrzypka jakby czekał aż ten coś powie. Skrzypek wrócił jednak w końcu do gotowania, a efekt jego prac szybko wylądował na podłodze.
        - O, wkupujesz się w łaski tej przekupnej paskudy - zażartował. - Dobrze, że stawiasz mu to na ziemi, staram się oduczyć go dziadowania przy stole. Był z tym przez moment niesamowicie irytujący, ale chyba się uczy, że warto działać po mojemu, bo wtedy w misce pojawiają się lepsze rzeczy - wyjaśnił, przyznając się do swoich prób układania demona. Żabon zaś z całej wypowiedzi usłyszał tylko “dobre rzeczy” i “miska” i z błyskiem w oku i mordą pełną żarcia wpatrywał się w nekromantę z nadzieją, że coś jeszcze dostanie. Taki cud jednak nie nastał, ale demon bez żalu wrócił do pałaszowania słodkiego omleta, a na koniec z wielkim zaangażowaniem zaczął wylizywać talerz, ścigając go po całej kuchni aż w końcu nie zaklinował się w jakimś kącie.
        Mitra tymczasem jadł i z zainteresowaniem patrzył, jak Aldaren dalej smaży omlety. Nie zwrócił uwagi na to, że to była inna miska z ciastem, a nawet gdyby to zobaczył, przyjąłby pewnie, że po prostu taka ilość masy nie zmieściła się w jednym naczyniu.
        - Wiesz… Napełnienie żołądka to jedno, ale wręcz ciężko się oprzeć tym omletom, więc na pewno jeszcze jednego w siebie wcisnę - zapewnił całkowicie szczerze. Czterema plackami opchnie się po same uszy, ale naprawdę uważał, że warto. Trudno, dzisiaj zamiast pracować będzie leżał i trawił, a jeśli przy okazji chwilę posiedzi z nim Aldaren… Tym przyjemniej.
        Skrzypek usiadł naprzeciw Mitry z kolejną porcją placków. Nekromanta nie zwęszył żadnego podstępu, gdyż przyjął, że to po prostu porcja na dokładki albo po prostu trzeba było zesmażyć całe ciasto na raz by się nie zepsuło. Jego ukochany zaczął jednak przymierzać się do omletów jakby zamierzał je zjeść.
        - Ren! - odezwał się gwałtownie Mitra, gdy spostrzegł, że wampir naprawdę zamierzał wziąć do ust ten nabity na widelec kawałek. W jego głosie słychać było dużą nerwowość, troskę i lekkie przerażenie, bo przecież dobrze wiedział jak jego rasa reagowała na stały pokarm.
        - Nie… Ty… dlaczego to zrobiłeś? - zapytał, starając się mówić łagodnie, choć ręka go swędziała aby wyrwać Aldarenowi talerz sprzed twarzy i widelec z ręki. - Rozchorujesz się od tego… - mruknął i długo gapił się na skrzypka oczekując, że ten wytłumaczy dlaczego zdecydował się na tak pochopny krok. Miał nadzieję, że to nie było tylko po to, aby dotrzymać towarzystwa, bo z tym czułby się źle. Wampir dał mu luksus przesuwania granic strefy komfortu we własnym tempie, ale sam się chyba nie zmuszał… Na jego twarzy nie malowała się jednak boleść, a raczej szczęście, może wręcz rozkosz. Aresterra był mocno zdezorientowany i aż do otrzymania sensownych wyjaśnień samemu wstrzymał się z jedzeniem. Nie domagał się jednak wyjaśnień - to jedno zadane wcześniej pytanie zostało poparte tylko bardzo napastliwym spojrzeniem.

        - Nie wiedziałem, że jest to możliwe - mruknął, by usprawiedliwić swoją wcześniejszą reakcję. - Sam chyba wspomniałeś, że normalne jedzenie ci szkodzi… Obawiałem się, że będziesz przez to cierpiał - wyznał. Spuścił zaraz wzrok, jakby krojenie kolejnej porcji omletu było bardzo absorbującym  zadaniem.
        - Wiesz, to… Cieszę się, że będziemy mogli jeść razem posiłki - wyznał. - To takie… Normalne. I miłe. Możemy tak po prostu spędzić ze sobą czas…
        Nekromanta jakby lekko się zadumał. Nigdy nie celebrował jedzenia posiłków, gdyż jedynym miejsce, gdzie przywiązywano do tego wagę, była posiadłość lady Danabelle, tam jednak choć wszyscy domownicy jedli razem, nikt ze sobą nie rozmawiał, a atmosfera zamiast ciepła, była raczej wykrochmalona. Lecz z Aldarenem było bardzo przyjemnie.
        - Skąd wpadłeś na pomysł, by przyrządzić to w ten sposób? - dopytywał.

        - Zawsze chętnie będę z tobą gotował - przyznał, gdy wampir poprosił go o asystowanie przy przyrządzaniu obiadu. - Co chcesz zrobić? Tamte faszerowane ziemniaki? Obiecałeś, że to powtórzymy po twoim powrocie - zauważył nie w ramach szantażu, ale po prostu bo o tym pamiętał. W głębi ducha bardzo mu na tym zależało, ale nie przez to, że uważał to danie za jakieś niesamowite delicje (choć owszem, bardzo mu smakowały), ale przez to, że mogli wtedy coś robić razem.
        - Wiesz, nie mam na dziś żadnych planów - wyjaśnił. - Praca nie ucieknie, wolę spędzić ten dzień z tobą. Może chcesz wybrać się do twojej posiadłości? Pokazałbyś mi jak to ma wyglądać. Zaglądałem tam ze dwa razy, ale nie wpuszczono mnie za bramę, więc wiem tyle ile widać z podjazdu i ile opowiada się na ulicach, a jestem tym naprawdę zainteresowany - wyznał.
Avatar użytkownika
Mitra
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
 
Inne Postacie: Sanaya, Jorge, Dżari, Skowronek, Yastre, Tioyoa, Kinalali, Widugast, Ijumara, Nikolaus, Kaikomi, Rael, Mniszek, Rianell, Sadik, Maximilaan, Rammi,
Rasa: Błogosławiony
Aura: Kiedy odwrócisz głowę, skuszony wyrazistością emanacji, dotrze do Ciebie niemal od razu jej świetlisty blask - nieskalany, anielski, kojący - migoczący żywo wśród zapachu fiołków, błogosławionego kwiecia. Po gładkich licach spływają jednak słone łzy, nie mające nic wspólnego z radością, a z ust oblepionych srebrną krwią płyną co prawda słowa łagodne, lecz także ostre i padające znienacka. Ale kto usłyszałby je wśród rozdzierających duszę krzyków agonii, gdy poczucie dojmującej straty tępi zmysły i każe spojrzeć głęboko w pełne goryczy oczy, gdzie w smętnej poświacie turmalinu odbija się nieprzewidywalna jaskrawość topazu? Błyska jak nagłe zafascynowanie i ginie niczym zduszone pragnienie, po czym pojawia się znowu, nie dając pozbierać myśli i gwałtownie przyspieszając puls. Może ukojenie przyniosą falujące swobodnie pod stopami atłasy w kolorze kobaltu, które ujrzysz gdy spłoszony w końcu spuścisz wzrok? Nie. Pod nimi ukryte są połamane kości. Resztki tworów z cynku, o brzegach ostrych i niebezpiecznych, nadal całkiem twarde, choć możesz na nie nastąpić licząc, że pokruszą się prędzej niż przebiją podeszwę buta. Jeśli tak się nie stanie, zbrukasz je posoką, lecz jeżeli siła będzie po Twojej stronie, wtedy pozostanie po nich jedynie miałki, miedziany pył, po którym wyjdziesz na zewnątrz.
Wygląd: Po ulicach Maurii włóczy się postać jakich wiele. Wysoka na równe sześć stóp, szczupła, na pewno żaden wojownik, raczej mag albo sługa. Chodzi szybko i porusza się energicznie, nie jest to więc żaden z nieumarłych. Ma szczupłe dłonie o długich palcach bez zgrubień w stawach, a krótkie i szerokie płytki paznokci świadczą o tym, że właściciel kiedyś obgryzał paznokcie. ... (Więcej)

Postprzez Aldaren » N kwi 14, 2019 8:40 pm

        - Ale twój - odpowiedział zadziornie z rozbawieniem. To było naprawdę niezwykłe, że ich relacja mogła wyglądać tak... normalnie. Z Faustem jakoś nigdy się nie droczył, bo nigdy nie darzył go takim uczuciem jak Mitry. Ich relacja była bardziej na zasadzie Mistrz - Sługa, w końcu był jego przemienionym i powinien bez wahania wykonywać jego polecenia, jakie by nie były. Zorientował się o tym dopiero gdy nie było już Fausta. Poczuł się prawdziwie wolny, a myśl, że mógł trwać w tej wolności przy boku błogosławionego, napełniała jego serce ogromnym szczęściem.

        Na pełne zaskoczenia i niedowierzania pytania towarzysza odpowiedział jedynie tajemniczym, psotnym uśmieszkiem. Od małego był bardzo towarzyski, nieśmiałością wykazując się jedynie w nielicznych przypadkach. Owszem, towarzyskość i bycie w centrum uwagi to dwie różne rzeczy, nie mniej wampirowi nigdy nie groziła trema i to nie ważne czy grał przed samą Ariszią, całą Mauryjską Trójcą czy przed ogromnym tłumem. Obecnie po prostu zażartował sobie, by Mitra się jeszcze bardziej przed spaniem rozluźnił oraz rozweselił. Tym bardziej, że możliwość zagrania przed niebianinem będzie dla niego czystą przyjemnością.

        - Cieszę się więc, że moje spróbujesz jako pierwsze w życiu - powiedział radośnie kontynuując pichcenie. Nie mógł nie spojrzeć i nie odprowadzić Mitry wzrokiem po tym jak nekromanta go pogłaskał, a oderwany od smażenia wzrok, prawie nie spowodował przypalenia się obecnie smażonego placka. Uratowanie go Aldaren zawdzięczał swojemu wampirzemu refleksowi i niedługo po tym śniadanie dla Mitry było już w pełni gotowe i podane do stołu.
        - Wiesz, ciężko zapomnieć o czymkolwiek co jest związane z osobą, którą się naprawdę kocha - wyjaśnił z czystą przyjemnością, aż nazbyt podkreślając to ostatnie słowo i wpatrując się w Mitrę z czułością w oczach.
Niedługo po tym znów wrócił go kucharzenia i tym razem śniadanie wylądowało przed Żabonem, który zapewne już zapominał o tym, że cokolwiek dostał.
        - W łaski? - zapytał z początku nie rozumiejąc, lecz zaraz się roześmiał. - Wiesz, należało by prosić jakoś o wybaczenie za to, że omal go nie otrułem. Poza tym zawsze lepiej mieć pewność, że podczas snu nie odgryzie mi twarzy. W końcu nie opłacałoby mu się zjadanie w akcie zemsty kucharza - zauważył z rozbawieniem, ale zaraz przestało mu być do śmiechu, gdy zerknął na małą pokrakę i zobaczył jak ta się podstępnie szczerzy, obnażając w szerokim uśmiechu setki drobnych ale ostrych jak piła zębów.
        Nie było wątpliwości, że jeśli Żabon wcześniej o tym nie myślał, teraz Aldaren poddał mu idealny pomysł na to, jak mścić się na tych co zrobią mu jakąkolwiek przykrość, choćby zwalą z kanapy kiedy będzie ucinał sobie jedną ze swoich popołudniowych drzemek. - Miło słyszeć, że nie dajesz mu sobie wejść na głowę. Wybacz, że ściągnąłem ci taki kłopot - powiedział praktycznie do patelni, na której smażył porcję dla siebie. Dotarło do niego, że podczas nieobecności demonologa mały demon mógł być prawdziwym utrapieniem dla nekromanty, który nie miał przecież wiedzy jak odesłać taką pokrakę gdyby zaczęła go męczyć czy być uciążliwa, a przez to czułaby się jeszcze bardziej bezkarna i bardziej by wariowała. Cóż nie przemyślał tego, ale... skoro wszyscy żyli, a dom nadal stał, może nie było aż tak źle, a przynajmniej jakoś się dogadywali. Poza tym, na samym początku gdy Żabon przypałętał się do Mitry, Aldaren zaznaczył, że błogosławiony w każdej chwili może mu zlecić odesłanie maszkarona do jego wymiaru. Obecnie nawet o tym nie wspominał, więc chyba było dobrze. Żabon wydawał się być szczęśliwy, ale kto by nie był zyskując życie jak pączek w maśle, z popychadła, mięsa armatniego i demonicznego odpowiednika szczura oraz szkodnika.
        - Bardzo zachodził ci za skórę, podczas mojej nieobecności? - zapytał z wyrzutami sumienia, przekładając na talerz kolejne sztuki omletów dla samego siebie. Uśmiechnął się zaraz pod nosem, gdy usłyszał, że kiedy zjedzą, Mitra z przyjemnością wciągnie jeszcze jedną porcję. Cóż mimo to zostanie jeszcze trochę masy omletowej, ale zapewne Żabon nie będzie narzekał na to w jakiej postaci omleta zje. Tym bardziej, że temu małemu śmietnikowi absolutnie nic nie zaszkodzi, za to przez niektóre rzeczy, raczej śmieci i padlinę, jego ślina może stać się zabójczo toksyczna. W niektórych przypadkach nawet przez skórę zaczynają wydzielać się toksyczne związki jak u ropuchy, na szczęście przez swoje obecne stołowanie się, coś takiego stworkowi nie groziło, a raczej najbliższa przestrzeń mogła się czuć bezpiecznie.

        W końcu zasiadł do stołu i mocno zaciągnął aromatyczną parę unoszącą się nad jego omletami. Naprawdę nie mógł się już doczekać, aż nareszcie zatopi zęby w czymś co krwią nie jest i znów będzie w stanie rozkoszować się wszelkimi smakami życia, bez żadnych konsekwencji. No i przekona się o wynikach swojego eksperymentu. Może wciąż takie jedzenie nie będzie dla niego odżywcze, ale przecież przyjemność nie musiała być odżywcza. Wziął kęs do ust i zaczął przeżuwać, kiedy to Mitra z przerażeniem krzyknął w jego stronę. Aldaren spojrzał na niego pytająco i przełknął, nieco pochmurniejąc, gdyż zaczęły go dopadać wyrzuty sumienia, że tak zaniepokoił blondyna.
        - Wybacz, że cię tak nastraszyłem, ale nie mogłem się oprzeć temu zapachowi. Sam pierwszy raz jem coś takiego, w ogóle na oczy widzę, a poza tym te pomarańcze... - westchnął z utęsknieniem przemieszanym z zanikającą w pamięci rozkoszą smaku tychże owoców. - Nie musisz się o nic martwić. Nie powinno mi nic po tym być - zapewnił i wziął kolejny kawałek do przeżucia. Kontynuował kiedy przełknął. - Muszę cię przeprosić, ale pozwoliłem sobie pogrzebać w twoim barku kiedy spałeś i doprawić tę porcję dwoma kroplami krwi, którą dla mnie kupiłeś. To dzięki niej mój organizm nie chce odrzucić tego co zjadłem, nawet jeśli ani z samego posiłku, ani z krwi, która się w nim przecież znajdowała. Do sosu karmelowo-owocowego nie dodawałem, bo tam się już alkohol znajdował, a on przecież mojej rasie również nie szkodzi, przy czym ma dużo silniejsze związki od tych, które są w owocach, więc można powiedzieć zjadłem krew z omletem w polewie alkoholowo owocowej, nie omlet z krwią i owocowym sosem z domieszką alkoholu - uśmiechnął się podstępnie, acz był z siebie bardzo dumny i praktycznie na raz wepchnął sobie do ust pół omleta, zapychając je całe. Po prostu nie mógł się oprzeć, w kącikach jego ust nawet zalśniły perełki łez. Był z ukochaną osobą i mógł rozkoszować się cudownym smakiem zwykłego jedzenia. Gdyby teraz miał umrzeć, na pewno umarłby szczęśliwy.

        - Hej, wszystko w porządku - powiedział łagodnie, przerywając posiłek. Uśmiechał się pocieszająco i wyciągnął dłoń w stronę nekromanty by położyć ją na jego dłoni. - Gdybym wiedział, że to się dla mnie skończy zatruciem nie zdecydowałbym się by brać to w ogóle do ust. A przynajmniej nie w twojej obecności - wyjaśnił szczerze i delikatnie pogładził kciukiem miękką i niemalże świetlistą skórę nekromanty. - Nie dopuszczę do tego byś kiedykolwiek musiał oglądać jak cierpię, obiecuję ci to - zapewnił iście rycersko przykładając zaraz prawą, zaciśniętą w pięść dłoń do serca i dumnie się prostując. Nie zamierzał nigdy złamać też przysięgi i wiedział, że nie będzie musiał, bo przecież jak miałby cierpieć? Miał wszystko o czym nawet nie śmiał marzyć - osobę, którą z wzajemnością kochał nie tylko całym sercem, ale również całym swoim jestestwem, ciałem i duszą. - Nie masz się już o co martwić - obiecał i jeszcze przez moment patrzył tym czułym spojrzeniem na niebianina, aż nie wrócił w końcu do spokojniejszego jedzenia swojej porcji.
        - Nie wyobrażasz sobie nawet jak ja się z tego cieszę - odparł ze szczęściem promieniejącym z jego twarzy.
        - Przede wszystkim na balu. Byli tam mieszani rasowo goście, a mimo to dla każdego były jakieś regionalne delicje. Zostałem poczęstowany pieczonym jabłkiem w polewie czekoladowej wymieszanej z krwią. To mi dało wiele do myślenia. Choć szczerze powiem, że kiedy przed wyjazdem zawitałem do zamku zrobić zapasy na drogę, z czystej ciekawości przelałem część zabutelkowanej krwi Fausta, którą trzymał dla mnie na czarną godzinę, do pustych butelek, które do pełna zalałem wodą. To był mój jedyny posiłek na drogę i choć mało odżywczy zagłuszał głód i zapobiegał osłabnięciu mojego ciała. Co prawda przez to jak dziki zeżarłem chyba z pół wampirzego bufetu na balu, ale z grzeczności wszyscy to zignorowali. Nie chcieli mieć wroga w rodzie Van der Leeuw - wyjaśnił, ze wszelkimi istotnymi detalami.

        - Dobrze w porządku, nie bij - zaśmiał się rozbawiony tym nagłym ożywieniem się błogosławionego. Wstrzymał się jednak z dalszą propozycją jaka mu w głowie zaświtała, widząc, że Mitra jeszcze coś chce powiedzieć. Wysłuchał go z przyjemnością i choć mogło się to wydawać niemożliwe, rozpromienił się jeszcze bardziej.
        - To będzie dla mnie czysta przyjemność móc z tobą spędzić cały dzień - odparł szczerze kończąc swoją porcję, lecz nie wstawał jeszcze od stołu by usmażyć błogosławionemu jeszcze jeden omlet, a sobie resztę masy, która została. Może i się obje tak, że trzewia będą mu pękały, ale... po prostu musiał się tym nacieszyć, tyle setek lat przecież nie jadł ludzkiego jedzenia bez żadnych konsekwencji - bólu, wymiotów, ogólnego osłabienia organizmu, a nawet otępienia i gorączki.
        - W takim razie co byś powiedział w pierwszej kolejności na wspólny spacer po zakupy na obiad, a po nim, chwilę po tym jak posiłek się uleży w żołądkach, na odwiedziny naszego szpitala? - wyjawił swoją propozycję, patrząc z uśmiechem wyczekująco na niebianina.
        Wiedział, że takie pałętanie się po mieście i to jeszcze wspólne może być dla niego krępujące i może nawet nieprzyjemne, ale nie wiedział jak inaczej mieliby spędzić wspólnie czas, gdyby jedno czekało w domu, a drugie robiło zakupy. Poza tym Mitra sam zaproponował wspólny spacer, więc może jedynie wampir się tym tak przejmował i wietrzył jakieś wyssane z palca niedogodności dla jego specyficznego przez swoje fobie, acz kochanego nad życie partnera.
Avatar użytkownika
Aldaren
Mieszkaniec Sennej Krainy
 
Inne Postacie: River, Yve, Valerian, Kiraie, Dantalian, Dragosani, Veryvin, Selim, Mana,
Rasa: Wampir - przemieniony z człowieka
Aura: Już z daleka widnieje dosyć silny, szmaragdowy blask. Przypomina promienie słońca powoli skrywające się za linią horyzontu. Powłoka natomiast swym żelaznym kolorytem przywodzi na myśl różnorakie oręże i walki rycerzy w lśniących zbrojach. Kobaltowe, wijące się w nieregularny sposób pasma natomiast są niczym rzeki, a występujące gdzieniegdzie plamy barachitu można przyrównać do zaznaczenia lasów na mapie. Tu i ówdzie ktoś wymalował miedzianą farbą w bardzo staranny sposób nuty układające się w przyjemną melodię, wesoło poukładane na rtęciowej pięciolinii. W pewnym momencie naprawdę można to usłyszeć, muzyka jest na tyle spokojna, iż przynosi miłą ulgę dla zmysłów. Niespodziewanie można usłyszeć głosy i dźwięki tak dziwne i nietypowe, że nie da się ich sklasyfikować. U niektórych osób mogą spowodować niepokój, który potęgują niemożliwe do przewidzenia nagłe trzaski płomieni i chaotycznie sypiące się iskry oraz narastające ciepło. Można także wyczuć zapach świeżej krwi, a od czasu do czasu również ludzki pot, choć jest dość rzadkie zjawisko, stale zanikające. W dotyku natomiast twarda, co pasuje do jej głównego odcienia, giętka niczym falujące na wietrze liście drzew. Dodatkowo ostra niczym kieł wampira oraz niebywale aksamitna. Pozostawia po sobie pikantny posmak, połączony z lepkością, a czasem z suchością.
Wygląd: Ten młody, przystojny mężczyzna atletycznej budowy, rzeźbionej jak w kamieniu przez najznamienitszych artystów tchniętych bożą łaską oraz błogosławieństwem, mierzy sobie dziewięć i pół piędzi (188,1 cm) przy czym waży około czterech i pół kamieni (ok. 86 kg). Porusza się z gracją godną arystokraty, a jego miękki, łagodny głos rozbrzmiewa echem w uszach słuchających ... (Więcej)

Postprzez Mitra » Pn kwi 15, 2019 8:54 pm

        - A tam, gdyby chował do ciebie jakąś urazę to by nie właził do kuchni jak gotujesz - ocenił śmiało Mitra, gdy Aldaren stwierdził, że ten omlet dla Żabona to w ramach przeprosin.
        - Ej, ej, ej! - Mitra zaraz dostrzegł minę jaką zrobił ten mały paskud i wycelował w niego widelcem. - Widziałem to! Nawet o tym nie myśl, bo skończysz tak samo - ostrzegł. Zaskakujące, jak z tego rozczulonego, szczęśliwego niebianina na moment znowu stał się tym bezwzględnym nekromantą sprzed półtora miesiąca. Ostry i chłodny ton jego głosu i ta determinacja w oczach momentalnie sprawiły, że Żabon zaczął coś buczeć w nieśmiałym proteście i nawet obrócił się do niego zadkiem, ale chwilowe fochy nie robiły na Mitrze wrażenia tak długo, jak demon zamierzał się go słuchać.
        - Czy zachodził za skórę? A spróbowałby - prychnął rezolutnie Aresterra. - Chyba szybko zorientował się, że to mu się nie opłaca… Jak raz mnie nie posłuchał i bardzo chciał postawić na swoim to wylądował na noc na dworze, a manekiny miały rozkaz by pilnować, aby nie wszedł. Sąsiedzi trochę narzekali, ale lekcja była skuteczna - ocenił nekromanta całkiem zadowolony z siebie, choć można mu było zarzucić w tym momencie znęcanie się nad słabszymi.

        Aldaren nie rozumiał troski błogosławionego - to było tym bardziej zaskakujące. A co więcej gdy tylko w jego oczach pojawiło się zrozumienie, zagościł w nich też żal… I przez to nekromanta był już kompletnie skołowany. Dlatego tak trudno było mu wydusić jakiekolwiek pytanie i mówił bez przekonania, ale zamiast zbyć temat tak jak uczyniłby to kiedyś, spiął się w sobie i jakoś wyjaśnił co go gryzło.
        Mitra na moment przerwał jedzenie, gdy wampir zaczął mu się tłumaczyć. Patrząc na niego czujnie, lekko spode łba, na razie nie zdradzał czy był przekonany takimi argumentami jak kuszący zapach i ciekawość nowych smaków. Zresztą, to oczywiste: nie był. Ale nie przerywał i słuchał dalej. Co więcej na koniec wyglądał na przekonanego i wyraźnie rozluźnionego.
        - Sprytne - ocenił z uznaniem w głosie.
        Podświadomie czujny Mitra od razu wyłapał ruch Aldarena, który chciał go dotknąć. Nie uciekł z ręką, ale cały czas patrzył na dłonie jego i swoją. Był trochę spięty i trzymał się sztywno, ale nie uciekł. A po chwili, gdy skrzypek w końcu ujął go za palce i głaskał go kciukiem po wierzchu dłoni, rozluźnił się, choć nadal patrzył na ich złączone ręce. Gdyby ktoś zapytał go poprzedniego dnia rano czy to jest możliwe pewnie by wyśmiał pytającego albo nawet się nie odezwał udając, że nie usłyszał, bo odpowiedź była przecież oczywista… A teraz proszę, dotyk Aldarena nie napawał go odrazą. Męczył, ale nie był niemiły. Niestety Aresterra wiedział przy tym, że to wcale nie oznacza końca jego problemów - w ciągu dnia zmęczy go bliskość i znowu będzie musiał się wycofać, by zregenerować się psychicznie, ale i tak czuł, że robi postępy. To go trochę cieszyło, bo chciał się zmienić dla Aldarena i dać mu bliskość, na którą zasługiwał.
        - Wolałbym byś po prostu nie cierpiał, a nie bym tylko ja tego nie widział - zastrzegł, ale ton głosu miał udobruchany. - Niech ci będzie… Ale uważaj na siebie.
        Powoli jedząc Mitra słuchał opowieści o balu i przygotowanym na niego bufecie. Kolejny raz prychnął w imitacji rozbawienia słysząc o tym jak Aldaren spałaszował większość przygotowanych dla wampirów przekąsek.
        - Nie rozbolał cię od tego brzuch? - zapytał z pogodną troską, kręcąc przy tym lekko głową. Anegdotki skrzypka bywały naprawdę zabawne, a sposób w jaki je opowiadał tylko je podkreślał. Miło było spędzać czas z kimś tak wesołym - miła odmiana w stosunku do tego, jakie życie pędził do tej pory…

        Zaproponowany przez Aldarena plan dnia nie spotkał się z natychmiastową odpowiedzią nekromanty, gdyż ten musiał chwilę przetrawić to co usłyszał. Pierwsze co zwróciło jego uwagę to propozycja zwykłych, prozaicznych zakupów przy okazji wspólnego spaceru. Ta wizja była dla niego bardzo abstrakcyjna i chwilę mu zajęło, nim dotarło do niego, że to było na poważnie. No i… Może to detal, ale jego uwagę przykuło jedno bardzo konkretne słowo, którego użył skrzypek.
        - Naszego? - upewnił się. On cały czas myślał o tym szpitalu jako inwestycji Aldarena, w której on miał tylko pracować, nigdy nie postawiłby się na miejscu współwłaściciela, a wizja ta szczerze go onieśmielała.
        - Naprawdę chcesz iść ze mną na spacer? - upewnił się. - Ren, wiesz, że wtedy będę w masce i… Taki, jaki byłem wcześniej - podsumował. - Co innego iść prosto do celu, a co innego na spacer. Nie wiem czy będziesz czerpał z tego przyjemność, dlatego może to przemyśl? Jeśli to będzie aktualne i nie będzie ci przeszkadzała moja maska…
        Mitra lekko zacisnął usta i spuścił wzrok, znowu skupiając się na jedzeniu.

        W trakcie przeżuwania jednego z większych kęsów, gdy skrzypek poszedł przygotować kolejną porcję omletów dla obojga, Mitra zamyślił się i przerwał posiłek. Patrzył na Aldarena, który krzątał się po kuchni jakby dostał skrzydeł. Skrzypek był taki zadowolony, rozanielony wręcz. A nekromanta cały czas nie mógł uwierzyć, że to prawda. Scena jak z obrazka, taka o której niejeden by marzył. Niejeden, ale nie Mitra. On nie miał takich marzeń, zamknięty w świecie swoich fobii, głębokiego strachu i nienawiści do całego otoczenia. Ale teraz, gdy tego doświadczył… Wydawało mu się to nierealne, nieustannie powtarzał sobie, że to niemożliwe i że zaraz się obudzi. A jednak chwila trwała, Aldaren nie znikał, a on coraz śmielej zaczął podejrzewać, że może faktycznie dane mu będzie być szczęśliwym…
        - Kocham cię - powiedział szeptem patrząc na plecy skrzypka, po czym wrócił do jedzenia.
Avatar użytkownika
Mitra
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
 
Inne Postacie: Sanaya, Jorge, Dżari, Skowronek, Yastre, Tioyoa, Kinalali, Widugast, Ijumara, Nikolaus, Kaikomi, Rael, Mniszek, Rianell, Sadik, Maximilaan, Rammi,
Rasa: Błogosławiony
Aura: Kiedy odwrócisz głowę, skuszony wyrazistością emanacji, dotrze do Ciebie niemal od razu jej świetlisty blask - nieskalany, anielski, kojący - migoczący żywo wśród zapachu fiołków, błogosławionego kwiecia. Po gładkich licach spływają jednak słone łzy, nie mające nic wspólnego z radością, a z ust oblepionych srebrną krwią płyną co prawda słowa łagodne, lecz także ostre i padające znienacka. Ale kto usłyszałby je wśród rozdzierających duszę krzyków agonii, gdy poczucie dojmującej straty tępi zmysły i każe spojrzeć głęboko w pełne goryczy oczy, gdzie w smętnej poświacie turmalinu odbija się nieprzewidywalna jaskrawość topazu? Błyska jak nagłe zafascynowanie i ginie niczym zduszone pragnienie, po czym pojawia się znowu, nie dając pozbierać myśli i gwałtownie przyspieszając puls. Może ukojenie przyniosą falujące swobodnie pod stopami atłasy w kolorze kobaltu, które ujrzysz gdy spłoszony w końcu spuścisz wzrok? Nie. Pod nimi ukryte są połamane kości. Resztki tworów z cynku, o brzegach ostrych i niebezpiecznych, nadal całkiem twarde, choć możesz na nie nastąpić licząc, że pokruszą się prędzej niż przebiją podeszwę buta. Jeśli tak się nie stanie, zbrukasz je posoką, lecz jeżeli siła będzie po Twojej stronie, wtedy pozostanie po nich jedynie miałki, miedziany pył, po którym wyjdziesz na zewnątrz.
Wygląd: Po ulicach Maurii włóczy się postać jakich wiele. Wysoka na równe sześć stóp, szczupła, na pewno żaden wojownik, raczej mag albo sługa. Chodzi szybko i porusza się energicznie, nie jest to więc żaden z nieumarłych. Ma szczupłe dłonie o długich palcach bez zgrubień w stawach, a krótkie i szerokie płytki paznokci świadczą o tym, że właściciel kiedyś obgryzał paznokcie. ... (Więcej)

Postprzez Aldaren » Wt kwi 16, 2019 12:57 pm

        Słysząc ostrzeżenie, przyjaciela, nie mógł powstrzymać się od śmiechu i parsknął z rozbawieniem, zatykając dłonią usta. I nawet nie chodziło tu o sytuację, w której nekromanta mówi do małego demona jak do jakiegoś niezwykle psotnego dziecka, w ogóle nie daje sobie w kaszę dmuchać, a pokraka, jak właśnie wspomniane dziecko mruczy z oburzeniem pod nosem i okazuje wszem i wobec swoje naburmuszenie, ale i tak nie ma zamiaru się sprzeciwić swojemu właścicielowi. Najbardziej go rozśmieszyła wizja Mitry faktycznie odgryzającego Żabonowi jego obślizgło-kosmatą mordę, a później z niezadowoleniem wyjmującego sobie spomiędzy zębów pojedyncze kosmyki sierści potworka.
        - Naprawdę odgryzłbyś mu pysk, gdyby coś takiego zrobił? - spytał nie mogąc powstrzymać się od śmiechu, który tylko przybrał na sile przez jego wyobrażenia. Wiadomym było, że zapewne chodziło o wzięcie skalpela, czy najlepiej wyjątkowo tępego noża i oddzielenie od twarzoczaszki skóry demona, ale wtedy nie byłoby to "skończysz tak samo". Byłby to zapewne niezwykle interesujący widok, ale... chyba dla własnego bezpieczeństwa wolał nie dzielić się z Mitrą swoimi wyobrażeniami w tym temacie. Tak dla zachowania własnego skalpu.
        Choć może sama wizja wydawała się abstrakcyjna, nie było wątpliwości, że niebianin ani trochę nie żartował ze swoją groźbą, czego dowodem była jego odpowiedź na pytanie czy demon nie sprawiał mu problemów. Przez moment Aldaren się zastanawiał czy przez ten cały czas faktycznie dobrze robił zamartwiając się, czy Żabon nie doprowadzi Mitry do szewskiej pasji, albo przez tego małego potworka błogosławionemu się nic nie stanie, choćby przez utratę zdrowia psychicznego. Teraz wychodziło na to, że to o demona powinien się martwić, czy nekromanta czasem nie postanowi go rozszarpać na strzępy. Na szczęście wszyscy żyli, a wampir pod wpływem dobrego humoru postanowił się nieco podroczyć z ukochanym. Przerwał smażenie, przekładając gotowy omlet dla siebie na talerz i zestawiając patelnię z ognia, podszedł do pałaszującego Żabona, wziął go z zatroskaną miną na ręce i mocno do siebie przytulił, zamykając go w żelaznym uścisku, z którego zaskoczony i zaraz panikujący oraz wściekły stworek nie mógł się wydostać, choć szamotał się na wszystkie strony.
        - Oj biedactwo, Mitra był dla ciebie taki nie dobry?! Jak on mógł z takim małym i bezbronnym stworzonkiem tak postąpić. Nie dobry Mitra - zaczął mówić charakterystycznym tonem jak do małego, skrzywdzonego niesłusznie dziecka. Demon się uspokoił zrobił biedną, nawet zrozpaczoną minę, myśląc, że przez swoją niedolę dostanie jeszcze więcej tych placków i kiwał nawet głową udając lament. Zaraz jednak zlękniony spojrzał na nekromantę i uśmiechnął się niewinnie nieco zakłopotany, kładąc po sobie uszy. Wyrwał się wampirowi, gdy ten poluźnił chwyt i jakby nigdy nic powrócił do posiłku, ale! Starał się niezauważenie przy tym przenieść się z talerzem jak najdalej od nóg blondyna. Tak dla bezpieczeństwa.
        To wywołało kolejną falę rozbawienia u skrzypka, który powrócił do pichcenia i zaraz zasiadł do stołu z własną porcją omletów.

        - W porządku Mitro, nie będę. Wybacz, że cię niepotrzebnie nastraszyłem i zmartwiłem - powiedział z delikatnym uśmiechem, ale przede wszystkim skruchą w głosie, głaszcząc go w ramach pocieszenia oraz przeprosin po dłoni, by nie męczyć go jakąś "cięższą" do zniesienia czułością, przytuleniem, czy pocałunkiem choćby w czubek głowy. Nie przedłużał jednak niepotrzebnie tego gestu, który zaraz przerwał, gdy tylko nekromanta się uspokoił i uwierzył w zapewnienia wampira. Wiedział, że musi się z okazywaniem fizycznej czułości bardzo pilnować by nie wykorzystać całego dziennego limitu psychicznego Mitry, jaki miał na to zarezerwowany w ciągu trzydziestu minut od zobaczenia go tego ranka.

        - Hah, oczywiście, że rozbolał, ale widać nie tylko nie znam umiaru w spożywaniu krwi - powiedział rozbawiony. - Wiesz, to było coś na zasadzie najedzenia się na zapas, jakbym posiadał taką możliwość tylko tego jednego wieczoru. Poza tym od czterystu siedemdziesięciu pięciu lat nie jadłem nic ludzkiego, nie zwracając tego od razu i nie skręcając się z bólu, jakby w moim brzuchu ktoś umieścił ściskające się na trzewiach imadło. Wierz mi, jadłem, a łzy leciały mi strumieniami po twarzy, z początku przez szczęście jakie w tamtej chwili odczuwałem, po dwunastym krokiecie były to łzy wywołane przez to, że nie mogłem już nic wcisnąć, a tak bardzo chciałem. Dobrze, że mieli tam jeszcze orkiestrę, która mnie zastępowała, gdy chciałem odpocząć, spędzić czas z innymi gośćmi, czy chociażby właśnie poczęstować się czymś z bufetu - wyjaśnił co chwila krótko śmiejąc się do tych wspomnień. Miał nadzieję, że na następny bal, na który zostanie zaproszony, Mitra zechce pójść razem z nim, ot dla zwykłego oderwania się od codzienności, czy zapobiegnięcia kolejnej rozłąki.

        - Dziś przy smażeniu o tym pomyślałem. Kwestia jednego, twojego podpisu. Nie zmuszam cię do niczego, ale pomyślałem, że skoro jesteś dla mnie wszystkim i bez ciebie ten szpital by nie powstał, a podejrzewam też, że pracując w nim wniesiesz nie mały wkład, choćby intelektualny przy zarządzaniu nim i jego rozwijaniu, nie mógłby być tylko mój. Poza tym, ten szpital będzie wszystkich, którzy będą potrzebować pomocy - powiedział nieco zakłopotany, że takie sformułowanie mu się wymsknęło. Poza tym określenie "naszego" zamiast "mojego" było tym bardziej na miejscu, że przecież chodziło o pomoc wszystkim i miał to być ośrodek publiczny, a nie tylko jego osobista inwestycja przeznaczona tylko do jego użytku. Fakt, teraz może trochę namotał, ale w sumie miło by było gdyby Mitra zgodził się przyjąć  połowę szpitala. Nie w ramach zrzucenia na niego części ogromnej odpowiedzialności jaką wampir sam musiałby nosić na swoich barkach, ale właśnie przez to, że to nekromanta przycisnął go by nie rezygnował ze szpitala dla niego, poza tym w ten sposób mógłby mu podziękować za miłość jaką blondyn go darzył, a także przeprosić za rozłąkę.
        - A czemu miałbym nie chcieć? - spytał zaskoczony, przekładając na talerz gotowy dla niego omlet. Był w trakcie polewania go słodkim sosem.
        Wysłuchał z uwagą tego co nie dawało nekromancie spokoju w tym pomyśle, po czym wziął talerz i postawił porcję przed blondynem na stole. Uśmiechnął się ciepło stojąc obok niebianina, niemalże na wyciągnięcie ręki.
        - A jaki byłeś wcześniej? Inny niż teraz? - zapytał zaczepnie patrząc na niego czule. Chciał by zrozumiał jak irracjonalne były jego obawy, przynajmniej dla wampira.
        - Jeśli zakładając maskę nadal jesteś Mitrą, którego poznałem półtora miesiąca temu i któremu wyznałem wczoraj miłość... Jeśli mimo maski nadal ten sam Mitra mnie kocha, choć będzie się tonował z okazywaniem tego w obawie przed reakcją społeczeństwa, nie wiem co miałoby mi przeszkadzać. Pochylił się by na krótki moment go objąć i pocałować w głowę. Kiedy go puścił i cofnął się o krok, przykucnął, by nie stać nad nim jak kat nad skazańcem, tylko mniej więcej przyjąć ten sam poziom. - Posłuchaj. Wczoraj poprosiłeś bym powtórzył swoje wyznanie tylko jeśli byłem go absolutnie pewien i jedynie jeśli jest to szczere uczucie, a nie nic nieznaczące słowa puszczone na wiatr, bo tak było w danej chwili wygodniej. Mam pełną świadomość, że masz specyficzną osobowość przez to co ci się przytrafiło i zrozum, że kocham cię całego, z całym zestawem fobii jakie posiadasz i z każdą z osobna. Kocham zamkniętego w sobie nekromantę ukrytego pod cetnarami szorstkiego, nieprzyjemnego w dotyku materiału, ukrytego za zimną, metalową maską bez wyrazu. Tak samo kocham tego nieśmiałego, niebieskookiego blondyna przed sobą, który stara się walczyć ze swoimi dziwactwami na siłę by stworzyć chociażby substytut normalnego związku dwojga kochających się ludzi, który próbuje się otworzyć i zaufać chociażby tej jednej, bliskiej swemu sercu osobie, choć jest to dla niego zadanie bardzo trudne i wyczerpujące psychicznie. Zrozum, że kocham cię całego niezależnie od sytuacji, przestrzeni, kreacji czy pory dnia i nigdy nie przestanę, choćby moja dusza miała zostać przez to na wieki potępiona. Nie muszę cię przytulać, całować, czy dotykać by być szczęśliwym, jeśli byś sobie nie życzył fizycznego kontaktu. Dla mnie najważniejsze by móc być przy tobie - podsumował swoją długą i zapewne niezbyt poetycką wypowiedź, ale w sumie wcale nie miała być piękna i odznaczająca się artyzmem. Miała być przede wszystkim szczera i dająca jasno do zrozumienia, co myśli i czuje Aldaren do blondyna. Miała uświadomić temu drugiemu, że to co dla Mitry było prawdopodobnie niszczącą związki trudną do przeskoczenia przeszkodą, dla wampira nie miała najmniejszego, bo kochał nekromantę niemalże bezwzględnie i okrutnie. Po Mitrze nie będzie już nikogo innego, bo nie będzie również samego skrzypka. W końcu czymże jest życie bez osoby, którą się kochało całą duszą.
        Pogładził go czule po włosach i pocałował w czoło, po czym odszedł z powrotem do omletów, od których nie odszedł, póki nie usmażył całego pozostałego ciasta z obu misek. Przynajmniej nie będzie musiał dorabiać masy specjalnie dla Xargana, zje po prostu to, czego Mitra nie zjadł.

        - Wiem o tym Mitro. - Posłał mu znad ramienia czuły uśmiech. - Również cię kocham i to całym swoim krwiopijczym sercem - powiedział, jakby wcześniej tego tak dobitnie nie przedstawił. Kwestia była tego, że mógłby to powtarzać po prostu w nieskończoność.
Avatar użytkownika
Aldaren
Mieszkaniec Sennej Krainy
 
Inne Postacie: River, Yve, Valerian, Kiraie, Dantalian, Dragosani, Veryvin, Selim, Mana,
Rasa: Wampir - przemieniony z człowieka
Aura: Już z daleka widnieje dosyć silny, szmaragdowy blask. Przypomina promienie słońca powoli skrywające się za linią horyzontu. Powłoka natomiast swym żelaznym kolorytem przywodzi na myśl różnorakie oręże i walki rycerzy w lśniących zbrojach. Kobaltowe, wijące się w nieregularny sposób pasma natomiast są niczym rzeki, a występujące gdzieniegdzie plamy barachitu można przyrównać do zaznaczenia lasów na mapie. Tu i ówdzie ktoś wymalował miedzianą farbą w bardzo staranny sposób nuty układające się w przyjemną melodię, wesoło poukładane na rtęciowej pięciolinii. W pewnym momencie naprawdę można to usłyszeć, muzyka jest na tyle spokojna, iż przynosi miłą ulgę dla zmysłów. Niespodziewanie można usłyszeć głosy i dźwięki tak dziwne i nietypowe, że nie da się ich sklasyfikować. U niektórych osób mogą spowodować niepokój, który potęgują niemożliwe do przewidzenia nagłe trzaski płomieni i chaotycznie sypiące się iskry oraz narastające ciepło. Można także wyczuć zapach świeżej krwi, a od czasu do czasu również ludzki pot, choć jest dość rzadkie zjawisko, stale zanikające. W dotyku natomiast twarda, co pasuje do jej głównego odcienia, giętka niczym falujące na wietrze liście drzew. Dodatkowo ostra niczym kieł wampira oraz niebywale aksamitna. Pozostawia po sobie pikantny posmak, połączony z lepkością, a czasem z suchością.
Wygląd: Ten młody, przystojny mężczyzna atletycznej budowy, rzeźbionej jak w kamieniu przez najznamienitszych artystów tchniętych bożą łaską oraz błogosławieństwem, mierzy sobie dziewięć i pół piędzi (188,1 cm) przy czym waży około czterech i pół kamieni (ok. 86 kg). Porusza się z gracją godną arystokraty, a jego miękki, łagodny głos rozbrzmiewa echem w uszach słuchających ... (Więcej)

Postprzez Mitra » Śr kwi 17, 2019 7:09 pm

        - Jakby mnie sprowokował to bym to zrobił - oświadczył nekromanta mrugając porozumiewawczo do wampira, korzystając w tym momencie ze sposobności, że wielce nabzdyczony Żabon siedział obrócony do niego plecami i nie mógł tego widzieć. Mitra był zawzięty i mściwy, więc nikt nie mógł wykluczyć sytuacji, w której naprawdę posunąłby się do takiej brutalności. Oczywiście bardziej prawdopodobne byłoby, że zrobiłby to nożem albo chociaż paznokciami, ale gdy zalezie się mu za skórę… Lepiej tego nie robić.
        Oderwany od jedzenia Żabon wciągnął gwałtownie ile tylko żarcia sięgnął, po czym zaczął walczyć o własną wolność, obserwowany przez Mitrę zaintrygowanego i całkiem rozbawionego tymi daremnymi próbami uwolnienia się z objęć wampira. Póki co Aresterra nie pytał o co chodzi i skąd ten nagły wybuch czułości względem tej małej paskudy - obserwował i słuchał z brodą wspartą na dłoni. W końcu pokręcił z niedowierzaniem głową i pogroził skrzypkowi widelcem.
        - Czekaj no, jak będziesz się nad nim tak litował to cię z twojego własnego łóżka wykopie - oświadczył, ale widać było, że również się zgrywał i pojął, że to tylko wygłupy. Za to demonowi nie zamierzał odpuścić ani na jotę.
        - Ej, Żabon, a ty nie przymilaj się tak bardzo do mojego Rena, bo źle się to dla ciebie skończy - upomniał go, choć bez tego lodu w głosie co poprzednim razem.
        - No, tak lepiej - uznał, gdy mała pokraka się zreflektowała, przestała robić maślane oczy do wampira i położyła uszy po sobie. - Grzeczny Żabon - dodał jeszcze Mitra, ale niewiele to zmieniło w stanie tych małych zranionych uczuć biednego demonka.

        Gdy Aldaren zdradzał kolejne szczegóły z tego jak znalazł sposób na spożywanie ludzkiego jedzenia, Mitra kręcił głową z rozbawieniem i niedowierzaniem.
        - Ale się urządziłeś - parsknął. - Ale wierzę, że było warto. Tylko czemu aż dwanaście krokietów? Bufet był tak ograniczony, że nie dało się skosztować więcej innych potraw? - dopytywał jakby się droczył. Westchnął, zadowolony z tego jak radosny był w tym momencie skrzypek.
        - Dobrze, że tak się bawiłeś na tym balu - powiedział ciepłym tonem. - Cieszę się, że twoja podróż nie była zbyt męcząca… Pomijając ten incydent w Trytonii - dodał patrząc na skrzypka znacząco.

        Mitra jakby jeszcze mocniej zbladł słysząc słowa “jeden twój podpis”. Wyraz twarzy miał jednak nieodmiennie czujny, skupiony, bo chciał zrozumieć o co chodzi. I czy naprawdę wcześniej się nie przesłyszał. Okazało się jednak, że wcale nie, a wampir naprawdę miał na myśli, że szpital nie należał tylko do niego, ale do nich obojga. Oczywiście nieformalnie i tylko jeśli nekromanta się zgodzi. Nie, by Aldaren nie miał racji wyłuszczając swoje argumenty. Może Mitra nie do końca rozumiał jaka była jego zasługa w powstaniu tego przybytku, ale faktycznie zamierzał dać z siebie wszystko gdy już będzie tam pracował. Chciał to zrobić dla skrzypka, by go wesprzeć w tej misji i jak najlepiej się jej przysłużyć. Aby jego ukochany był szczęśliwy. Teraz jednak był w rozterce, bo nie wiedział co począć. Gdyby wampir zaproponował mu rolę ordynatora byłoby łatwiej - tytuły równie łatwo się rozdaje co odbiera. I nie rzucają się tak w oczy, no bo przecież ktoś musi zarządzać, a Mitra nie był tak do końca przypadkową osobą, bo miał doświadczenie lekarskie. Z własnością jednak nie było już tak łatwo.
        - To… - zaczął nekromanta z wyraźnym skrępowaniem uciekając wzrokiem. - Bardzo miłe i… Aż nie wiem co powiedzieć - wyznał, po czym nagle spojrzał na wampira z zadziwiającą jak na ten moment pewnością siebie. - Zawsze ci pomogę. Zawsze, wszędzie i bez względu na okoliczności, nie musiałbym mieć w tym miejscu żadnych udziałów, żeby wspierać ciebie i szpital.
        Mitra patrzył na wampira z czułością, w sercu czując ulgę, że poczynił to wyznanie. Nie poszło tak źle jak by przypuszczał. To jednak jeszcze nie był koniec.
        - To wielki gest z twojej strony, jestem ci bardzo wdzięczny i jest mi bardzo miło, ale daj mi proszę czas na odpowiedź… Wiem, zbyt często ostatnio cię o to proszę - przyznał. - Ale możesz być pewien, że i bez tego zawsze będę przy tobie, możesz na mnie liczyć - zapewnił z wielkim zaangażowaniem.
        Po chwili, gdy temat z tych wielkich spraw zszedł na bardziej przyziemne, codzienne, Mitra znowu stracił pewność siebie, a pytania kontrolne zadane przez Aldarena zupełnie wybiły go z rytmu. Spojrzał na wampira, jakby nie rozumiał o czym on mówi, natrafił jednak na ten jego czuły, ciepły wzrok, pod wpływem którego robił się zupełnie bezradny. Nic więc nie odpowiedział, tylko słuchał, choć na końcu języka miał butne “oczywiście, że byłem inny”. No bo przecież na początku wcale za sobą nie przepadali, a on nie pozwalał się dotykać, nawet niechętnie rozmawiał ze skrzypkiem, chociaż czasami sytuacja wręcz ich do tego zmuszała. Aldaren jednak rozwinął myśl i z tymi argumentami Aresterra już nie mógł walczyć. Bezradnie zwiesił ramiona i spuścił wzrok. Skrzypek jakby tylko czekał na ten moment, zaraz okazał mu czułość obejmując go i całując w głowę. Mitra momentalnie odzyskał przytomność i nie siedział jak zbity pies tylko w końcu spojrzał na Aldarena i wysłuchał go już bez tego umęczonego wyrazu twarzy. Z wielu rzeczy zdał sobie w tym momencie sprawę i ledwo nad sobą panował by nie przerwać skrzypkowi. Poprawił się niespokojnie na krześle.
        - Ren… - wezwał go w końcu, gdy już zapadła cisza, a wampir pocałował go w czoło i zamierzał odejść do przygotowywania kolejnej porcji omletów. Jego wyznanie było tak poruszające, że błogosławiony nie znalazł słów lepszych od czynów. Dlatego zamiast mówić, pochylił się w stronę wampira nim ten zdążył się całkowicie wyprostować, objął go za szyję i pocałował. A konkretniej złożył na jego ustach trochę dłuższy całus. Poszło mu odrobinę lepiej niż poprzedniego wieczoru, trochę przez to, że był to pocałunek znacznie krótszy, ale też przez to, że nie był tak zdenerwowany. Owszem, był poruszony, ale nie zestresowany. Lecz mimo tego postępu nie przedłużał tej słodkiej chwili i zaraz się odsunął. Zerknął Aldarenowi w oczy, ale zaraz opuścił wzrok.
        - Nie wiem czy kiedykolwiek przyzwyczaję się do tego jakie szczęście mnie spotkało - wyznał szeptem, ponownie rzucając krótkie spojrzenie skrzypkowi i nerwowo masując się po karku. - Masz rację… Prosiłem, a ty odpowiedziałeś z taką pewnością siebie… Mam nadzieję, że nie będę testował twojej silnej woli ani cierpliwości. Wiem, że obiecałeś, że poczekasz, ale ja chcę byś miał normalny związek, byś nie musiał obchodzić się ze mną… jak do tej pory - dokończył z lekkim niesmakiem pod swoim własnym adresem. Westchnął, nim znowu zaczął mówić. - Ale to tylko dla ciebie, dla nikogo innego. I przede wszystkim nie dla tłumu na ulicach, więc… tego jaki jestem dla innych, w miejscach publicznych, nie zmienię - wyjaśnił.

        Zgodnie z własnymi przewidywaniami Mitra wmusił w siebie jeszcze tylko jeden placek, a resztę musiał zostawić.
        - Nie dam już rady… A szkoda - westchnął. - Były naprawdę pyszne, dziękuję, że mi je przygotowałeś. Chyba mógłbym się do tego przyzwyczaić - uznał. - Ale wtedy to chyba nie skrzydła, a brzuch będą mnie dociskać do ziemi - zażartował, wstając od stołu i zbierając talerze.
        - Dziękuję - powtórzył ciepłym tonem do Aldarena, znowu przelotnie głaszcząc go po ramieniu w drodze do szafek kuchennych. Nie sprzątał, odłożył tylko brudy na blat i wytarł dłonie w ścierkę.
        - Może od razu się przejdziemy? - zaproponował. - O tej porze jest najwięcej świeżego towaru, a ruch po takiej ilości słodyczy dobrze nam zrobi. Pójdę się ubrać - wyjaśnił, udając się na górę.
        Mitra nie był strojącą się na bal panną, by czekać na niego nie wiadomo ile. Zmienił koszulę, założył na siebie zwalisty płaszcz z kapturem i wcisnął do kieszeni rękawiczki. Ze swojej szuflady z maskami wyciągnął jedną, tym razem miedzianą, o bardzo dokładnie odwzorowanych ludzkich rysach, lecz z dziwnie pociągłymi otworami na oczy, które choć na to nie wyglądało, zapewniały bardzo szeroki kąt widzenia. Nie założył jej jeszcze, zszedł na parter i poczekał tam na Aldarena.
        - Gotowy? - upewnił się, po czym bez namysłu pstryknął palcami, przywołując sobie jednego z manekinów. Zawsze brał jednego ze sobą gdy wychodził na miasto jako takie uniwersalne narzędzie, które utoruje w razie czego drogę, poniesie ciężkie zakupy albo w ostateczności posłuży do obrony. Zresztą taki nieumarły sługa podkreślał jego rangę jako nekromanty.
Avatar użytkownika
Mitra
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
 
Inne Postacie: Sanaya, Jorge, Dżari, Skowronek, Yastre, Tioyoa, Kinalali, Widugast, Ijumara, Nikolaus, Kaikomi, Rael, Mniszek, Rianell, Sadik, Maximilaan, Rammi,
Rasa: Błogosławiony
Aura: Kiedy odwrócisz głowę, skuszony wyrazistością emanacji, dotrze do Ciebie niemal od razu jej świetlisty blask - nieskalany, anielski, kojący - migoczący żywo wśród zapachu fiołków, błogosławionego kwiecia. Po gładkich licach spływają jednak słone łzy, nie mające nic wspólnego z radością, a z ust oblepionych srebrną krwią płyną co prawda słowa łagodne, lecz także ostre i padające znienacka. Ale kto usłyszałby je wśród rozdzierających duszę krzyków agonii, gdy poczucie dojmującej straty tępi zmysły i każe spojrzeć głęboko w pełne goryczy oczy, gdzie w smętnej poświacie turmalinu odbija się nieprzewidywalna jaskrawość topazu? Błyska jak nagłe zafascynowanie i ginie niczym zduszone pragnienie, po czym pojawia się znowu, nie dając pozbierać myśli i gwałtownie przyspieszając puls. Może ukojenie przyniosą falujące swobodnie pod stopami atłasy w kolorze kobaltu, które ujrzysz gdy spłoszony w końcu spuścisz wzrok? Nie. Pod nimi ukryte są połamane kości. Resztki tworów z cynku, o brzegach ostrych i niebezpiecznych, nadal całkiem twarde, choć możesz na nie nastąpić licząc, że pokruszą się prędzej niż przebiją podeszwę buta. Jeśli tak się nie stanie, zbrukasz je posoką, lecz jeżeli siła będzie po Twojej stronie, wtedy pozostanie po nich jedynie miałki, miedziany pył, po którym wyjdziesz na zewnątrz.
Wygląd: Po ulicach Maurii włóczy się postać jakich wiele. Wysoka na równe sześć stóp, szczupła, na pewno żaden wojownik, raczej mag albo sługa. Chodzi szybko i porusza się energicznie, nie jest to więc żaden z nieumarłych. Ma szczupłe dłonie o długich palcach bez zgrubień w stawach, a krótkie i szerokie płytki paznokci świadczą o tym, że właściciel kiedyś obgryzał paznokcie. ... (Więcej)

Postprzez Aldaren » Cz kwi 18, 2019 8:39 pm

        Aldaren się zdziwił z początku, lecz gdy tylko zobaczył jak Mitra do niego mruga, od razu zaczął się śmiać rozbawiony. To, że wampir od samego rana miał dobry humor jakoś nie powinno nikogo dziwić, natomiast całkowite zrelaksowanie i chęć do podejmowania się żartów ze strony nekromanty było zjawiskiem raczej niezwykłym. Wewnętrzne szczęście skrzypka wzrosło przez to jeszcze bardziej, choć mogłoby się to wydawać mało możliwe, tym bardziej, że ogromnym szczęściem dla niego było już samo odwzajemnienie jego uczuć przez Mitrę i chęć spędzenia reszty swojego życia wspólnie.
        Nie chcąc przedwcześnie kończyć tej chwili wypełnionej beztroską i radością, poderwał z ziemi niczego nie spodziewającego się Żabona i zaczął go do siebie tulić oraz ściskać, użalając nad jego pieskim losem. Reakcji Mitry jednak w ogóle się nie spodziewał i z przerażeniem w oczach ścisnął demona jeszcze mocniej do swojej piersi, niczym pluszowego misia. Biednemu maszkaronowi omal oczy nie wypadły z oczodołów i jeszcze bardziej zaczął walczyć o uwolnienie się, jak również o własne życie.
        - Uh, jaki okrutny - wyraził swoje niezadowolenie, ale widząc wycelowany groźnie w swoją stronę widelec, wampir zaraz wypuścił pokrakę i uśmiechnął się sympatycznie coby spróbować udobruchać partnera nie znającego litości. - Zgoda, już zgoda. Następnym razem będę ściskał tak już tylko ciebie - rzucił psotnie i z dziecięcym zadowoleniem pokazał mu język, wracając do szykowania porcji dla siebie samego.
        Słysząc słowa skierowane do małego demona, a konkretniej określenie "mojego Rena", wypowiedzianego tak lekko, naturalnie jakby bez większego namysłu z ust nekromanty stroniącego od innych i bojącego się bliskości, i to jeszcze z własnej nie przymuszonej woli, Aldaren uśmiechnął się pod nosem czując rozlewające się w nieumarłym sercu ciepło. To był najlepszy dowód na to, by czekać na pełne zaufanie i otworzenie się przed nim niebianina choćby i milenium. Tym bardziej, że jednocześnie było w tych dwóch słowach zapewnienie, że nawet czekanie całej wieczności jest tego warte i bardzo hojnie się opłaci w przyszłości. Nie było więc powodów by podstępem, a tym bardziej na silę, skłaniać Mitrę do wykonania następnego kroku. Wampir już bez żadnych wątpliwości chciał mu pozwolić działać we własnym tempie.

        - Oj było warto - zgodził się z tęsknym westchnieniem i radością w oczach. - Cóż, na dwunastu krokietach się skończyło. Pieczone jabłka w czekoladzie, kawior z rogalikami i świeżym masłem, inne rapsodiańskie przysmaki kuchni regionalnej jak smażony ser, sernik brzoskwiniowy, różnego rodzaju mięsa w miodzie i właśnie krokiety z grzybami i karpiem. I to wszystko choćby z kroplą alkoholu, bądź krwi, by nie zatruć wampirzej części gości! Aż mnie kusi by niektóre z tych przysmaków i tobie zaserwować. Może w porównaniu do tradycyjnie regionalnych będą jedynie kiepską podróbką, ale niektóre z nich chciałbym zjeść razem z tobą - powiedział pogodnie, wymieniając praktycznie wszystko co można było zjeść tylko w tej jednej części ogromnego bufetu.
        - Liczę, że na następny zechcesz wybrać się ze mną - zaproponował z ciepłym uśmiechem. Wątpił by Mitra dobrze się bawił, czy nawet czuł na takim balu, ale wampirowi przede wszystkim chodziło o to by nekromanta mógł skosztować pyszności jakie były na takich serwowane no i by zapobiec kolejnej rozłące, która dla skrzypka była by ciężka do przetrawienia. Zaraz jednak nieco zmizerniał i westchnął gdy zostało wspomniane jakiego debila dał z siebie zrobić. Nie chciał jednak by Mitra źle się czuł przez wypomnienie tego, dlatego zaraz się uśmiechnął, nieco skrępowany. - Taaak, to nie była najprzyjemniejsza część podróży, ale nie ma co rozpamiętywać przeszłości, skoro teraźniejszość i przyszłość zdają się słodko pachnieć, jak te omlety. Niemniej wątpię bym jeszcze kiedyś zechciał tam zawitać - podsumował z rozbawieniem, które skutecznie przywróciło mu dobry humor.

        Niedługo po tym wymsknęło się wampirowi określenie szpitala w sposób jasno sugerujący, że miałby on należeć do nich obojga, ale udało mu się z tego dość strategicznie wybrnąć, choć głupio mu było, że tak namieszał.
        - Mitro, na ciebie i dla ciebie mógłbym czekać i całą wieczność - powiedział szczerze z czułością w spojrzeniu. - To naprawdę nie wymaga natychmiastowej decyzji i jeśli póki co nie czujesz, że mógłbyś się na coś takiego zgodzić, nie ma najmniejszego problemu. Rozumiem to. Niemniej, chciałbym byś zarządzał szpitalem, gdy mnie nie będzie w mieście i byś go przejął jeśli mi miałoby się coś stać. Nie zamierzam cię opuszczać, broń Prasmoku, ale wolę być zabezpieczony na przyszłość i dmuchać na zimne - wyjaśnił nie odwracając wzroku od blondyna. W końcu nieuniknionym jest, że prędzej czy później Aldaren znów zostanie przez kogoś wezwany na drugi koniec Łuski, a poza Maurią grasuje dość sporo osób, które pamiętają dawne krzywdy wyrządzone im przez nieumarłych i nie za specjalnie przepadają za przedstawicielami miasta śmierci. W końcu sam Faust za pierwszym razem został zabity przez Łowców i to za górami oddzielającymi Maurię, od krain poza granicami zachodniej części Środkowej Alaranii.
        Ten temat był jednak jedynie wierzchołkiem góry lodowej gdyż zaraz musiał podjąć dużo poważniejszy (przynajmniej dla niego) by wyjaśnić Mitrze, jak się sprawa miała z jego punktu widzenia. Długo mówił i tłumaczył, ale gdy Mitra się w końcu rozluźnił i uspokoił, mógł z czystym sumieniem zakończyć swój wywód i wrócić z zadowoleniem do dalszego smażenia. Niebianin jednak miał co do tego inne plany, gdyż zatrzymał go i nim Aldaren zdążył o cokolwiek zapytać, albo chociaż zapewnić by niczym się nie martwił, bo to co mu powiedział jest najszczerszą prawdą, a blondyn się już wampira nie pozbędzie ze swojego życia, Mitra objął go i pocałował czule, dużo pewniej niż wczoraj choć krócej. Skrzypek był tym poruszony do żywego, ale również i zaskoczony, bo kompletnie się tego nie spodziewał. Rozluźnił się i położył dłoń na ramieniu niebianina przyjmując jego czułe wyrazy wdzięczności za swoją wypowiedź. Kiedy nekromanta się od niego oderwał, na twarzy ciemnowłosego widniał ciepły uśmiech, a w oczach migotał ogrom szczęścia jaki odczuwał krwiopijca.
        - Wyjąłeś mi te słowa z ust - powiedział, zaraz jednak zaskoczył i się roześmiał, bo dotarło do niego co powiedział i to po jakiej sytuacji. - Tak, kategorycznie mi je ukradłeś, a już je miałem na końcu języka - nie mógł się powstrzymać od tej uwagi. Szybko jednak stonował swoje emocje, bo jednak to co Mitra mówił nie powinno zostać obrócone w żart. - Mitro, mi to naprawdę nie przeszkadza. Wszystko jest dobrze. Kocham cię i dlatego szanuję to jaki jesteś i chce byś się dobrze czuł, choć sytuacja nie jest zbyt komfortowa. Nie masz się czym martwić, bo wierzę, że będzie dobrze - uśmiechnął się pocieszająco do niego. - A dla innych wcale nie musisz się zmieniać, bo dzięki temu czuję, że tylko ja dla ciebie jestem wyjątkowy i za to ci bardzo dziękuję - dodał i wrócił do smażenia. Resztę omletów, których Mitra już nie mógłby wsunąć, ułożył na jednym talerzu, by później podrzucić je wygłodniałemu demonowi. Nie, nie Żabonowi. Zabawne, że w niektórych sytuacjach Xargan mało różnił się od tej małej pokraki.

        - Hmm... otyły niebianin. - Zastanowił się nad tym i starał sobie to wyobrazić, lecz mu nie wychodziło. - Nigdy nie słyszałem o takim przypadku, a co dopiero, żebym widział coś takiego na oczy. - Zerknął przez ramię i uśmiechnął się z miną niewiniątka, choć spojrzenie miał psotnego dziecka. - Chyba podejmę się tego eksperymentu - zażartował. Jego zadowolenie jeszcze bardziej wzrosło, bo pierwszy raz słyszał, żeby Mitra zażartował z tego jakiej był rasy i nie było w tym ani trochę żalu czy złości. Czyżby i w tym przypadku nieświadomie nekromanta zaczął czynić postępy?
        - Dla mnie nie ma problemu - odpowiedział z lekkim zaskoczeniem, bo nie wiedział co skłoniło jego towarzysza do tak nagłej decyzji. Choć w sumie argument miał dobry. Dodatkowo Aldaren podejrzewał, że chodziło również o mniejszą ilość mieszkańców, gdyż słabsze wampiry, w sumie praktycznie wszystkie, które nie były czystej krwi, lub nie miały naprawdę wysokich stanowisk we dworach swoich panów, raczej nie pałętały się po mieście. Ludzka część miasta natomiast zapewne była w pracy u nieumarłych panów, ewentualnie krzątali się to tu to tam załatwiając swoje sprawy i unikając nieumarłych.
        W sumie dobrze się nawet złożyło, bo gdy Mitra poszedł do siebie się wyszykować, Aldaren zdążył wszystko pomyć, choć na niebianina wcale długo czekać nie musiał, a zawdzięczał to osiągniecie swojej wampirzej sprawności. W przeciwnym wypadku mogły by mu zostać sztućce albo miski, a tak przynajmniej wszystko było gotowe już na szykowanie obiadu, co niezmiernie wampira cieszyło.
        - Tak, już idę! - zawołał i zaraz po zgarnięciu swojego płaszcza z fotela i założeniu go jednym płynnym ruchem, stanął przy blondynie, po którym przesunął spojrzeniem mimo woli. - Widzę, że obstawa też idzie - zauważył pogodnie i szybko złapał za kępkę futra na karku, a zaraz też podniósł przemykającego się ukradkiem między nimi Żabona.
        - Żabon zostaje. Zabieranie cię tam gdzie jedzenie nie jest najlepszym pomysłem. Poza tym ktoś musi pilnować domu, a jak się dobrze spiszesz, kto wie, może Mitra przyniesie ci całe pęto kiełbasy - podszedł go dyplomatycznie i puścił, by zaraz zobaczyć jak stworek salutuje i plaskając szerokimi stopami odskakuje w stronę salonu.

        - Tak się zastanawiam. Masz masę różnych masek i niektóre wydają się być prawdziwymi arcydziełami kowalskiego rzemiosła. Niby wiem, że ukrywanie się za nimi ma cię przynajmniej mentalnie uchronić przed ściąganiem na siebie spojrzeń, ale czy to nie paradoks? Pięknie wykonane maski mogą właśnie jeszcze więcej uwagi ściągać w twoją stronę - zastanowił się na głos gdy już wyszli i szli ulicami miasta. Ot zwykła, niezobowiązująca rozmowa. Nawet nie szli bardzo blisko siebie, jakby po pierwsze wcale nie wyznali sobie miłości, po drugie nie darzyli się jakimś głębszym od zwykłej przyjaźni uczuciem. Przynajmniej takie pozory stwarzali i tak wyglądali dla innych, prawdę o ich relacji zachowując wyłącznie dla siebie.
        - Wybierasz je po pierwszej z brzegu, czy kierujesz się przy tym na przykład tym jak w danej chwili się czujesz? - zapytał żywo zainteresowany tym zjawiskiem.
        - O, Aldaren! - zawołał ktoś z prawej, jakby z jednego ze stoisk, kiedy weszli już na plac targowy.
        - Liranth! - uśmiechnął się wampir zwracając w jego stronę, uśmiechnął się ciepło do mężczyzny po czterdziestce i mu pomachał.
        - Nawet nie waż się zbliżać do mojego stoiska, podły krwiopijco! Przez ciebie znów będę musiał wybrać się na Wybrzeże po pomarańcze. Chcesz mnie puścić z torbami? I po co ci tyle pomarańczy do diabła?! Pomarańczówkę pędzisz, czy to jakiś dziwaczny zamiennik na krew? - dociekał złośliwie, na co wampir uśmiechnął się ze skruchą i zakłopotany podrapał się po karku, dając Mitrze znak, trąceniem go łokciem, że zmierza w stronę zaczepiającego go sprzedawcy.
        - Nie zrzucaj na mnie całej winy, za to, że dzieciaki ci wszystko pożarły i nie masz teraz co sprzedawać - wybronił się sprawnie i rozejrzał po jego skromnym stoisku. - Na Prasmoka, aż tak cię przeżarły? Przecież nie masz już prawie co sprzedawać - zauważył zaskoczony.
        - A daj spokój. Szóste w drodze, Zahira pochłania jak smok, wiecznie jej mało. Ludzie zaczynają na potęgę podpisywać Kontrakty, więc mniej pojawia się na targu. Ceny trzeba ciąć by cokolwiek się sprzedało, a daj spokój. - Westchnął ciężko i bezradnie się przygarbił. Przez moment sprzedawca gryzł się z myślami, aż w końcu postanowił się odezwać. - Wiem, że twój mistrz nigdy się w to nie bawił, a ludzie byli dla niego jedynie przekąską, ale czy... może ty... - nim wyrzucił to z siebie, Aldaren wiedząc o co chodzi pokręcił jedynie głową. Sprawa była poważna, a on był aż nazbyt pewny swojej odmowy by zaraz zmienić zdanie czy w ogóle żałować odrzucenia choćby takiej formy pomocy.
        - Dobra! Zapomnij, nie było tematu! - rzucił zaraz zawiedziony i podłamany, ale w sumie z drugiej strony spodziewał się takiej odpowiedzi. - Powiedz jak tam szpital, może uda się żeby Zahi urodziła w końcu pod skrzydłami fachowców, a nie w rozkrzyczanym przez dzieciaki i zakurzonym domu. I kim jest towarzysz czający się za twoimi plecami jak jakiś skrytobójca. - Zmienił szybko temat, bo wiedział, że nie ma sensu przekonywać i namawiać wampira na zmianę zdania. Jeszcze źle mogłoby się to dla Lirantha skończyć.
        - Właśnie zmierzamy zobaczyć jak idą prace, a Zahi to ja myślę, że przyprowadzisz bez względu, czy szpital będzie już skończony czy nie. Co do towarzysza, poznaj proszę Mitrę Aresterrę, będzie mi pomagał w szpitalu, Mitro, to jest Li... - odpowiedział chciał też coś dodać, ale sprzedawca szybko mu przerwał przypatrując się uważnie skrytemu pod ubraniem i za maską niebianinowi.
        - Medyk? Niby maska się zgadza, ale... czy oni nie noszą masek z dziobem? - zapytał zaskoczony brakiem tego elementu w sztucznym licu lekarza.
        - Ptasie maski to już przeżytek, te dzioby takie długie i strasznie przeszkadzające przy zabiegach - wyjaśnił z uśmiechem Aldaren, bez większego namysłu.
        - Przeżytek? Ale tych kilka miesięcy temu podczas epi...
        - Poza tym nie obrażaj się, że nie chcę się bawić w Kontrakty, nawet dla przyjaciela w potrzebie. Będę zarządzał szpitalem, a jestem nieumarłym krwiopijcą. Potrzebuję żeby ludzie mi ufali i czuli się w murach szpitala bezpiecznie, bo inaczej całe to przedsięwzięcie nie będzie miało sensu. Już i tak chodzą słuchy wśród nieumarłej części mieszkańców, że się wycwaniłem i będę miał stały dostęp do pożywienia pod przykrywką niewinnego szpitala. Łatka krwiopijcy, który zawiera Kontrakty, jak wszyscy inni mojej rasy naprawdę nie jest mi potrzebna. Tobie Kontrakt również nie jest potrzebny, bo tak myślę, że mógłbym ci pomóc. A raczej ty mi - powiedział poważnie, patrząc na nieprzekonanego swoimi słowami sprzedawcę. - Skończysz z wystawianiem się na targu i zaczniesz zaopatrywać szpital w owoce i warzywa, mięso oraz ryby. Spokojnie daj mi dokończyć - zaznaczył, widząc oburzenie na twarzy Lirantha, który wyszedł zza swojego straganu by stanąć na przeciw krwiopijcy. Był też gotowy do wykłócania się, a szczególnie rzucenia w stronę wampira, że już mu do końca martwica rozum rozłożyła, jakby jeszcze do niego nie dotarło, że Aldaren jest głową rodu po Fauście, a takie odzywanie się do arystokracji dobrze się nie kończyło.
        - Dostaniesz porządny wóz, ochronę i postaram się o najszybsze i najsilniejsze konie. Oprócz osobnych pieniędzy na zakupienie zaopatrzenia do szpitalnej spiżarni, dostaniesz gryfa tygodniowo. Nie dość, że polepszy się sytuacja materialna twojej rodziny, będziecie mieli co jeść i w co się ubrać, to przy dobrych wiatrach i odłożeniu tego co zostanie z podstawowego zapewnienia sobie godnych do życia warunków, jestem pewien, że będziecie mogli odnowić swój dom. Myślę, że to propozycja warta przemyślenia - powiedział dużo łagodniej niż całą resztę i uśmiechnął się ciepło do mężczyzny. Ten natomiast nie wierząc w to co słyszy oniemiał, a nawet zaraz padł na kolana dziękując wampirowi ile wlezie.
        - Daj już spokój ludzie patrzą, nie rób mi wstydu - śmiał się zakłopotany, pomógł mu wstać i poklepał po ramieniu. - Uściskaj ode mnie dzieciaki i ucałuj Zahi. Jeśli coś będzie się z nią działo od razu mnie wzywaj. Wiesz, wbrew pozorom wydaje mi się, że nie jestem potworem za jakiego ma mnie śmiertelna część tego miasta. - Uśmiechnął ciepło tym swoim urzekającym uśmiechem, specjalnie wyszczerzając kły dla zaznaczenia, dlaczego inni wolą trzymać się na dystans.
        Raz jeszcze poklepał kupca po ramieniu i wręczył mu gryfa, za to by zwinął już swój stragan, a swoje towary, które Aldaren jakby nie patrzeć właśnie zakupił, dał swojej rodzinie do zjedzenia. Pożegnał się z nim i skierował z Mitrą do miejsca docelowego, czyli innego stoiska, gdzie mógłby kupić najlepsze i najświeższe w mieście ziemniaki. Kawałek mieli bo był na końcu placu.
Avatar użytkownika
Aldaren
Mieszkaniec Sennej Krainy
 
Inne Postacie: River, Yve, Valerian, Kiraie, Dantalian, Dragosani, Veryvin, Selim, Mana,
Rasa: Wampir - przemieniony z człowieka
Aura: Już z daleka widnieje dosyć silny, szmaragdowy blask. Przypomina promienie słońca powoli skrywające się za linią horyzontu. Powłoka natomiast swym żelaznym kolorytem przywodzi na myśl różnorakie oręże i walki rycerzy w lśniących zbrojach. Kobaltowe, wijące się w nieregularny sposób pasma natomiast są niczym rzeki, a występujące gdzieniegdzie plamy barachitu można przyrównać do zaznaczenia lasów na mapie. Tu i ówdzie ktoś wymalował miedzianą farbą w bardzo staranny sposób nuty układające się w przyjemną melodię, wesoło poukładane na rtęciowej pięciolinii. W pewnym momencie naprawdę można to usłyszeć, muzyka jest na tyle spokojna, iż przynosi miłą ulgę dla zmysłów. Niespodziewanie można usłyszeć głosy i dźwięki tak dziwne i nietypowe, że nie da się ich sklasyfikować. U niektórych osób mogą spowodować niepokój, który potęgują niemożliwe do przewidzenia nagłe trzaski płomieni i chaotycznie sypiące się iskry oraz narastające ciepło. Można także wyczuć zapach świeżej krwi, a od czasu do czasu również ludzki pot, choć jest dość rzadkie zjawisko, stale zanikające. W dotyku natomiast twarda, co pasuje do jej głównego odcienia, giętka niczym falujące na wietrze liście drzew. Dodatkowo ostra niczym kieł wampira oraz niebywale aksamitna. Pozostawia po sobie pikantny posmak, połączony z lepkością, a czasem z suchością.
Wygląd: Ten młody, przystojny mężczyzna atletycznej budowy, rzeźbionej jak w kamieniu przez najznamienitszych artystów tchniętych bożą łaską oraz błogosławieństwem, mierzy sobie dziewięć i pół piędzi (188,1 cm) przy czym waży około czterech i pół kamieni (ok. 86 kg). Porusza się z gracją godną arystokraty, a jego miękki, łagodny głos rozbrzmiewa echem w uszach słuchających ... (Więcej)

Postprzez Mitra » Pt kwi 19, 2019 6:49 pm

        Mitra nie był jakimś specjalnym łasuchem, ale też nie miał jakiejś odrazy do jedzenia. Jadł gdy był głodny, a jeśli trafił na coś dobrego - tym lepiej. Były pojedyncze dania, za którymi przepadał i najczęściej się na nie decydował, ale poza tym rozmowy o jedzeniu nie robiły na nim specjalnego wrażenia, na pewno nie większe niż rozmowy o polityce czy literaturze. Jednak gdy Aldaren z takim ukontentowaniem opowiadał o daniach z tamtej kolacji i jemu udzielała się myśl, że musiały to być naprawdę znakomite potrawy, które chętnie by spróbował. Zauważył, że wampir wymieniał wszystkie skosztowane potrawy bardzo skrupulatnie - pewnie ta możliwość najedzenia się normalnymi potrawami po tylu latach bardzo zapadła mu w pamięć i nawet za sto lat będzie umiał wymienić tę samą listę z taką samą łatwością. To było przyjemne, bo było to szczęśliwe wspomnienie, opowiadane przez ukochaną osobę…
        I nagle atmosfera się popsuła. Mitra - do tej pory siedzący z brodą wspartą na dłoni - wyprostował się i uciekł wzrokiem.
        - Jeśli będziesz chciał to pójdę, ale raczej nie będzie to dla mnie przyjemne… - przyznał szczerze. - Nie chadzam na bale od… Nigdy nie byłem na balu i… sam rozumiesz - mruknął. Przez moment myślał, czy proszone kolacje u lady Darabelle nie liczyły się jako bale, ale zaraz dotarło do niego, że tam było stanowczo za mało osób. Myśl o takim spędzie go przerażała. Za jasno, za dużo osób, zbyt gwarno, zbyt tłoczno. No i jak on miałby sobie tam poradzić? Musiałby rozmawiać, musiałby ubrać się inaczej, bo przecież nikt nie wpuściłby go na bal w stroju, w którym czułby się dobrze. Na samą myśl robiło mu się słabo i prawie drżały mu ręce. Musiał szybko skupić się na czym innym, by nie popaść w jeden z tych swoich stuporów, gdy nakręcony przez własne fobie zamykał się dosłownie i w przenośni. Czymś, co skutecznie odegnało jego czarne myśli, była rozmowa o szpitalu. ICH szpitalu.
        - O taką przysługę nawet nie musisz mnie prosić - zauważył. - Nawet gdybyś chciał po prostu sobie parę dni odpocząć i poleżeć w swoim pokoju, zawsze będę gotów cię zastąpić. I na dłużej też… Choć nie chcę o tym myśleć - przyznał szczerze. - Ale to twoja rodzinna posiadłość, nawet jeśli teraz przerabiasz ją na szpital. Lepiej, jeśli takie deklaracje będziemy składać powoli - wyjaśnił dość enigmatycznie.

        Aldaren był uszczęśliwiony pocałunkiem, oczy mu wręcz świeciły z radości. A mimo to Mitra poczuł żal po tym komentarzu, który tak beztrosko rzucił wampir. Jakby humorem próbował przykryć to jak było źle. I jeszcze na koniec skrzypek pociągnął ten żart, dobijając leżącego. Niebianin jednak nie zamierzał stroić fochów. Schował swój żal głęboko i udawał, że wszystko gra. W końcu nie chciał sprawić przykrości Aldarenowi swoimi dziwactwami - sam przyznał, że użeranie się z nimi nie jest komfortowe. Robił więc dobrą minę do złej gry tak długo, aż skrzypek nie obrócił się w stronę pieca. Wtedy odetchnął cicho i wrócił do jedzenia, bardzo starając się nie myśleć o tym, że znowu zawiódł. Jak miał sprawić, by było lepiej?

        Już na spacerze padło pytanie o maski. Mitra nie musiał wcale długo zastanawiać się na odpowiedzią na żadne z nich, bo nie było to nic, co robił podświadomie - wszystko było wyliczone na konkretny efekt i przetestowane.
        - Nie… - odparł mimo wszystko powoli, jakby nie był wcale pewny tej odpowiedzi. - Raczej nie. Bo spojrzą i odwrócą wzrok nie wiedząc kto kryje się pod maską. Wielu przekonuje, że jestem jakimś dziwnym kultystą i nie wolno mi pokazywać twarzy, a innych to, że jestem bardzo brzydki. Mówię, że mam poparzoną kwasem twarz, wtedy odpuszczają. Choć jeszcze czasami pytają o okoliczności, zwykłem wtedy mówić, że to był wypadek przy pracy. A praca już nikogo nie interesuje… Nie wydaje mi się zresztą, by te moje maski były jakieś bardzo przykuwające wzrok. Nie są zdobione, to z reguły zwykłe ludzkie twarze. Większość pewnie nawet nie zauważa, że moje oblicze jest sztuczne, gdy tylko przelotnie mijają mnie na ulicy, bo to naturalne materiały, nie krzykliwe, nie malowane.
        Mitra westchnął i poprawił odruchowo maskę, przedmiot ich rozmowy. Faktycznie trudno było zwrócić na nią uwagę, bo nekromanta raczej pochylał głowę i częściowo osłaniał ją kaptur. Wcale nie musiał skupiać się na tym, aby zachować dystans z kimkolwiek - to przychodziło dla niego samo, przez lata praktyki. Jakby wokół niego istniała jakaś niewidzialna bariera, która odpychała go od każdego przechodnia, który nawet przypadkiem spróbował się do niego przysunąć. Czasami zdarzało się, że zbliżał się w takich chwilach do Aldarena, ale nikt obserwując go nie pomyślałby, że on na nim polega, że czuje się przy nim bezpiecznie. Przez lekko zgarbioną postawę Mitry i jego dziwaczny strój wielu postrzegało go jako sługę na usługach wampirzego lorda, inni zaś za znajomego, ci jednak należeli do mniejszości - mowa ciała obu mężczyzn, pewność siebie i swoboda jednego oraz wycofanie drugiego, były zbyt sugestywne. A jednak kochali się, byli ze sobą blisko i tak po prostu rozmawiali.
        - Gdy kupuję nową maskę zwracam uwagę na to, by była dobrze wykonana, lekka i łatwa do noszenia. Nie lubię tych z tasiemką do zawiązania z tyłu, bo ześlizgują się na włosach, wolę gdy mogę zahaczyć je za uszy. Wolę, by miały ludzkie rysy twarzy i nie przepadam za malowanymi… A gdy zakładam… A jak ty wybierasz ubrania gdy wychodzisz? - zapytał nagle. - Patrzysz jaka jest pogoda, jakie okoliczności. Ja podobnie, bo dla mnie to praktyczny ubiór, a nie biżuteria. Nie wiem, może ma na to wpływ nastrój, ale zwracam uwagę na przykład na pogodę, by dobrać materiał tak, aby mnie nie ziębił albo nie grzał za mocno. Albo bardzo wytrzymałą, jeśli ruszam w drogę. Najlżejszą, gdy będę musiał ją długo nosić albo jeśli nie mam siły na założenie takiej cięższej… Może to zabrzmi dziwnie, ale naprawdę czasami potrafi ciążyć. Mam też kilka z otworami na usta jeśli będę musiał coś jeść, bo nie mogłem odmówić zaproszenia na kolację. W ostateczności może też być chusta, wiążę ją jak ludzie na pustyni… Wybacz, rozgadałem się - zreflektował się po chwili, machając ręką jakby ucinał temat. Faktycznie nie o to pytał go Aldaren i chyba zbyt wiele opowiadał o swoim dziwactwie.
        - Jeśli cię to interesuje mogę ci je pokazać gdy wrócimy - zaproponował, bo nie wiedział czy może akurat skrzypek nie byłby tym zainteresowany.
        Nim nekromanta zdążył pomyśleć o zmianie tematu, dotarli już na targ, a tam zaczepił go pierwszy z brzegu sprzedawca. Aresterra był przekonany, że to tylko niezobowiązujące powitanie, takie jak to często zdarza się na ulicy - “dzień dobry”, ewentualnie “jak się masz? W porządku” i można iść dalej… Lecz wampir przystanął przy stoisku, a Mitra musiał cofnąć się o krok, bo zdążył już postąpić trochę za daleko. Obrzucił wzrokiem zarówno towar jak i sprzedawcę, nie wtrącając się w wymianę zdań między Aldarenem i tym Liranthem, o ile dobrze usłyszał to nazwisko. Na straganie leżały warzywa i owoce, dość przebrane, ale noszące pewne znamiona dbałości i wiedzy w temacie, gdyż jabłka ułożono w skrzynkach wyłożonych słomą, a pomidory w równe rządki, twarde buraki i ziemniaki leżały w koszach ustawionych bezpośrednio na ziemi. Jednak mimo to Mitra by tu nie przystanął, było to bardzo przeciętne w jego odczuciu miejsce… A jednak to tutaj skrzypek zaopatrywał się ostatnio w pomarańcze dla niego… Mitra od razu poczuł pewną falę czułości na wspomnienie tego jak go wampir hołubił, a następnie naszła go refleksja, że przy tych pieniądzach które on tu zostawiał temu kupcowi powinno powodzić się znacznie lepiej…
        Aresterra nagle się ocknął. Tematy w błyskawicznym tempie przegalopowały przez kontrakty, szpital, ciężarną żonę kupca i nagle jakimś cudem trafiły na niego. Mitra zaraz podniósł na Lirantha nieprzychylne spojrzenie, ale ani nie schował się za Aldarenem, ani nie obrócił się udając brak zainteresowania, ani też się nie przywitał. Stał tak jak stał i gdyby nie skrzypek ze swoją próbą przedstawienia ich sobie, pewnie wkrótce kupiec straciły zainteresowanie milczącą, zamaskowaną postacią. Szkoda, że tak się nie stało…
        Mitra nie powstrzymał pełnego dezaprobaty parsknięcia, gdy kupiec wytknął mu - uwaga! - brak dzioba w masce.
        - Jeśli takie pierdoły mają świadczyć o kompetencjach zawodowych to biada temu narodowi - oświadczył jadowicie, po czym odwrócił się i niespiesznie odszedł od stoiska gdzieś dalej, powolnym spacerowym krokiem, by Aldaren mógł do niego po chwili dołączyć, gdy już załatwi swoje sprawy. Nie odszedł jednak aż tak daleko, by nie słyszeć ciągu dalszego tej rozmowy, a co więcej, gdy do jego uszu dotarło charakterystyczne szuranie i rzucone przez skrzypka “daj mi dokończyć”, obrócił się gwałtownie, zaś towarzyszący im ożywiony manekin nagle stanął tuż przy wampirze trzymając lekko ugięte w łokciach ręce, jakby był jego ochroniarzem i tylko czekał aby znokautować napastnika. Nie było jednak takiej potrzeby, więc kukła rozluźniła się wraz z nekromantą, który wprawiał ją w ruch. Od tej pory oboje - i manekin i błogosławiony - stali nieruchomo, oczekując aż wampir załatwi do końca swoje sprawy i będą mogli dalej iść.
        - Nie jesteś potworem - powiedział cicho, gdy Aldaren już do niego dołączył. Słyszał każde wypowiedziane przez nich zdanie, bo stał niedaleko, mógł więc do niego teraz nawiązać. - Masz wręcz podejrzanie jak na mieszkańca tego miasta złote serce… Odmieniłeś los tego człowieka. Jesteś pewien, że on z tego skorzysta i będzie ci wdzięczny? No i czy będziesz mógł na nim polegać?
        Mitrze ten kupiec nie przypadł do gustu, ale to akurat nie powinno nikogo dziwić, bo nekromancie mało kto za pierwszym razem przypadał do gustu. Na dodatek zalazł mu za skórę.
        - Nie będę nosił maski z dziobem - oświadczył Mitra patrząc gdzieś w bok.
Avatar użytkownika
Mitra
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
 
Inne Postacie: Sanaya, Jorge, Dżari, Skowronek, Yastre, Tioyoa, Kinalali, Widugast, Ijumara, Nikolaus, Kaikomi, Rael, Mniszek, Rianell, Sadik, Maximilaan, Rammi,
Rasa: Błogosławiony
Aura: Kiedy odwrócisz głowę, skuszony wyrazistością emanacji, dotrze do Ciebie niemal od razu jej świetlisty blask - nieskalany, anielski, kojący - migoczący żywo wśród zapachu fiołków, błogosławionego kwiecia. Po gładkich licach spływają jednak słone łzy, nie mające nic wspólnego z radością, a z ust oblepionych srebrną krwią płyną co prawda słowa łagodne, lecz także ostre i padające znienacka. Ale kto usłyszałby je wśród rozdzierających duszę krzyków agonii, gdy poczucie dojmującej straty tępi zmysły i każe spojrzeć głęboko w pełne goryczy oczy, gdzie w smętnej poświacie turmalinu odbija się nieprzewidywalna jaskrawość topazu? Błyska jak nagłe zafascynowanie i ginie niczym zduszone pragnienie, po czym pojawia się znowu, nie dając pozbierać myśli i gwałtownie przyspieszając puls. Może ukojenie przyniosą falujące swobodnie pod stopami atłasy w kolorze kobaltu, które ujrzysz gdy spłoszony w końcu spuścisz wzrok? Nie. Pod nimi ukryte są połamane kości. Resztki tworów z cynku, o brzegach ostrych i niebezpiecznych, nadal całkiem twarde, choć możesz na nie nastąpić licząc, że pokruszą się prędzej niż przebiją podeszwę buta. Jeśli tak się nie stanie, zbrukasz je posoką, lecz jeżeli siła będzie po Twojej stronie, wtedy pozostanie po nich jedynie miałki, miedziany pył, po którym wyjdziesz na zewnątrz.
Wygląd: Po ulicach Maurii włóczy się postać jakich wiele. Wysoka na równe sześć stóp, szczupła, na pewno żaden wojownik, raczej mag albo sługa. Chodzi szybko i porusza się energicznie, nie jest to więc żaden z nieumarłych. Ma szczupłe dłonie o długich palcach bez zgrubień w stawach, a krótkie i szerokie płytki paznokci świadczą o tym, że właściciel kiedyś obgryzał paznokcie. ... (Więcej)

Poprzednia strona

Powrót do Mauria

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron