[Mauria] Krzywoprzysięstwo


Miasto położone na północny-zachód od Mglistych Bagien, otoczone gęstą puszczą, jedyną droga prowadząca do miasta jest dolina Umarłych lub też nie mniej niebezpieczne bagna. Niewielu tutaj przybywa miasto zaczyna wymierać, gdyż młodzi jego mieszkańcy uciekają stąd jak najdalej od tajemniczej Doliny Umarłych.

Postprzez Eva » Śr sie 29, 2018 3:45 pm

        Rille i Luthro zwolnili, puszczając przodem druida wezwanego przez generała i przechodząc za nim przez próg. Eva ruszyła za nimi, mrużąc lekko oczy pod chłodnym powiewem z wewnątrz, a już po chwili wszyscy zainteresowani, plus jeden uprowadzony adept, znajdowali się po drugiej stronie drzwi, które na nowo wiązały pieczęcie. Wampirzyca rozejrzała się, pierwszy raz będąc w tym miejscu, jak wielu z tu obecnych. Podziemia pozytywnie ją zaskoczyły, gdyż spodziewała się ciasnych przejść na wzór piwnic, podczas gdy miała przed sobą ogromną przestrzeń, co też miało swoje minusy, ale na pierwszy rzut oka wyglądało zdecydowanie lepiej.
        Znajdowali się na najwyższej kondygnacji czegoś, co przypominało wejście do samego piekła. Alvarez postąpiła kilka kroków do krawędzi kamiennej posadzki i wychyliwszy się lekko, spojrzała w dół. Zbudowany na planie okręgu wewnętrzny korytarz prowadził spiralą niżej, niż sięgał wzrok. Z nieprzeniknionym wyrazem twarzy lustrowała kolejne widoczne kondygnacje, wijące się wzdłuż ścian i z tej wysokości przypominające lej, którego koniec niknął w ciemnościach. Poziomy rozdzielały zarówno serie schodów, jak również gładkie kamienne spady, wystarczająco łagodne, by po nich swobodnie chodzić. Chociaż wnętrze okrągłego pomieszczenia ziało pustką, wzdłuż ścian widziała liczne portale, prowadzące do wewnętrznych korytarzy, a stamtąd zapewne do sektorów i pomieszczeń, które widzieli wcześniej na planach. Szybko też doszła do wniosku, że poruszanie się po podziemiach przebiegało na dwóch płaszczyznach – szybciej, pomiędzy kondygnacjami w szybie, w którym się znajdowali, oraz wolniej, po przejściu przez jeden z licznych portali do pomieszczeń znajdujących się na danym poziomie. Aż chciało się krzyknąć, by usłyszeć, jak poniesie się echo.
        Z zmyślenia wyrwał ją głos Klausa, który zwracał się do Rudego, i Alvarez odwróciła się od krawędzi, wracając do grupy. Podobieństwo do jeszcze nie tak odległego przeszukiwania posiadłości licha było zbyt duże, by mogła je zignorować i odruchowo popłynęła myślami w stronę tamtych wspomnień. Tym razem jednak jeden element był zgoła odmienny – zabijać bez rozkazu. Tak mogła pracować.
        Nie wtrąciła się do rozmowy, gdy głośno zauważono brak zwłok. Opcji było zbyt wiele, by w tej chwili jakąś zakładać, nic by im to zresztą nie dało. Tak jak stwierdził Turilli, tutaj każdy był ich potencjalnym wrogiem, nawet Risa. To czy orzeczenie jego śmierci przez współpracowników było przedwczesne i mężczyzna krąży gdzieś w podziemiach, czy też zginął, lecz został ożywiony i walczy po stronie, lub przeciw Visatuliemu, było w tej chwili nieistotne. Dobrze byłoby mieć po swojej stronie kolejnego nekromantę, ale gdybania nic im nie dadzą. Może nie ścigali się tym razem z czasem, ale nie było również sensu gadać po próżnicy. Nie było też widać innych ciał, a z tego co mówił Sunani, w podziemiach pewnie było jeszcze kilku uczniów, na których pewnie natkną się po drodze – żywych, martwych lub nieumarłych.
        Filip Shurin, wyraźnie przejęty swoją rolą, o dziwo nawet nie podniósł głowy znad mapy, gdy omawiano potencjalną śmierć jego kolegi po fachu. Eva przeniosła na niego wzrok, z miłym zaskoczeniem witając takie zachowanie, bo najwyraźniej chłopak, chociaż płochliwy jak trusia, najwyraźniej obawiał się głównie ludzi, nie wydarzeń. Teraz ze zmarszczonymi lekko brwiami studiował ponownie mapę, resztę zwojów trzymając ciasno pod pachą i sprawiając wrażenie zatopionego w lekcjach ucznia.
        - Jak tam Iskierko? W dół, aż nas szlag nie trafi? – Uśmiechnęła się do rudzielca wampirzyca, a ten, nie dziwota, od razu domyślił się do kogo kierowane były słowa. Napotkał spojrzenie pułkownik i spłonił się znów, pięknie współgrając czerwoną twarzą z płonącymi włosami, ku rozbawieniu strażników Alvarez. W ich oddziale jeszcze po latach niektórzy reagowali tak na świdrujące spojrzenie urodziwej adiutantki, a młody nie dosyć, że został przez Turilliego wciągnięty z marszu na akcję, to jeszcze najwyraźniej wpadł w oko ich przełożonej, jako potencjalny gryzak. Ich zdaniem chłopak, mimo dość zabawnych reakcji, trzymał się całkiem nieźle, zwłaszcza gdy szybko pospieszył do odpowiedzi.
        - Tt… tak. Tt… tto znaczy… za p… pp… poozwoleniem… - Ppodszedł bliżej, obracając mapę w ich stronę. Sam wcześniej przestudiował możliwe trasy, więc teraz mógł do góry nogami precyzować. Jak się również okazało, nie o pozwolenie o podejście prosił wcześniej. Po chwili wszyscy mogli poczuć subtelną i niepewną, ale jasną, jak odcień jego włosów, obecność Shurina na obrzeżach umysłu.
        - Jeśli to nie problem, tak będzie państwu łatwiej mnie zrozumieć. Najmocniej przepraszam za mój powolny sposób wyrażania się, mam nadzieję, że za państwa pozwoleniem, tak będzie nam łatwiej się komunikować. Mi będzie łatwiej – dodał niepewnie, ale cichy głos gładko wypowiadał kolejne słowa.
        Eva uniosła brwi zaskoczona, przyglądając się przerażonej twarzy adepta, który bał się zarówno ich odpowiedzi, zwłaszcza negatywnej, jak również możliwej reakcji za bezpardonowe zwracanie się do strażników mentalnie. Takie rozmowy przebiegały zazwyczaj pomiędzy zaufanymi ludźmi lub bliskimi współpracownikami, nie komu było tak wygodniej. Nie chciał jednak, by jego ułomność w którymś momencie zabrała cenne sekundy, mogące zadecydować o ich dalszym losie. Jak wspomniał generał, zagrożenie czyhało na każdym kroku i na pewno nie będzie czekać, aż jemu uda się wyjąkać „uwaga”, które w stresie mogło mu na dobre ugrząźć w gardle.
        - Mi nie przeszkadza – odparła na głos Eva, w domyśle w imieniu swoim i podległych jej strażników, którzy jedynie skinęli głowami, podobnie jak Shurin, ale on z ulgą i wdzięcznością w oczach. – Chociaż nie ukrywam, że będzie mi brakować twoich oryginalnych wypowiedzi – dodała już tylko do „uszu” rudzielca, którego twarz na powrót zapłonęła kolorytem, a wzrok uciekł w bok.
        - T… ttylko dłuu… dłuższych zdań b…bbędę u… uunikał – odezwał się wręcz zaczepnie, wywołując szeroki i drapieżny uśmiech Alvarez. Chłopak odważniejszy, niż sprawia wrażenie. Wampirzyca bawiła się przednio.
        Gdy już wszyscy udzielili zgody na taki nietypowy sposób komunikacji, a przynajmniej tylko przy konieczności dłuższych wypowiedzi, jak konsekwentnie zaznaczał chłopak, wrócił on do wyjaśnień.
        - Trasa, którą pokazałem panu generałowi, jest trasą najszybszą. Zejdziemy na sam dół tym szybem i przejdziemy do części zamkniętej. Tam mamy do pokonania niestety kolejny labirynt przejść, ale to już sam koniec drogi – nietypowo płynny głos Shurina rozlegał się cicho w ich głowach, podczas gdy młodzieniec palcem pokazywał tę samą drogę, którą wcześniej nakreślił Turilliemu. – Niestety wciąż będzie można przedostać się z dołu na górę tą drogą – powiedział, kreśląc teraz jeszcze bardziej zawiłą trasę, której nawet nie było sensu próbować zapamiętać. Prowadziła przez wszystkie kondygnacje po całej ich długości, labiryntami korytarzy i pomieszczeń, nim w ogóle będzie można przejść wyżej, by pokonać kolejną skomplikowaną trasę. I tak ku samej górze. Eva wyprostowała się, marszcząc brwi.
        - Nikt nie opuści podziemi, bo wejście zostało na powrót zapieczętowane. Wciąż jednak możemy minąć się z kimś mniej istotnym, lub z Visatulim nawet, czy też dać zajść się od tyłu, jeśli nikt nie będzie pilnował drugiej trasy – powiedziała, a Filip pokiwał głową na potwierdzenie.
        Wampirzyca podniosła wzrok na Klausa, ciekawa jego zdania. Nie uśmiechało jej się dzielenie ich już i tak skromnej drużyny na pół, ale z drugiej strony bawienie się w kotka i myszkę po całych podziemiach ze stukniętym liszem również nie było na szczycie jej listy rozrywek. Najlepiej byłoby zostawić tylko jedną czy dwie osoby, by strzegły drugiej trasy, ale to było bardzo bliskie rzucaniu ich na pożarcie, czego nie miała w zwyczaju. Shurin udowodnił jednak, że można się tu komunikować mentalnie, więc w razie czego wartownicy mogliby dać znać, że coś się u nich dzieje. Tylko co wtedy?
        - Można się tu teleportować? – zapytała, spoglądając na Filipa, a ten po chwili wahania, jakby szybko nadrobił jej ciąg myślowy, skinął głową.
        - T…tt… tutaj tak. Ww obrę… ębie podziee… emi m… można. N… nie d… dd… da…
        - Nie da się teleportować poza zaklęte mury, w jedną lub w drugą stronę, ale na obszarze podziemi można – uzupełniła szybko wampirzyca, domyślając się, co chłopak chce powiedzieć, a on skinął z ulgą głową.
        - Tak.
        - Rozumiem – mruknęła i spojrzała na Turillego. – Idziemy kupą i liczymy na szczęście, czy zostawiamy kogoś na warcie i w razie czego lecimy im na pomoc? – zapytała swojego dowódcy.
        Mając Luthro (a on mapę lub Shurina) mogli pozwolić sobie na ten luksus i w razie czego rozdzielić się. Jeśli jedna z grup potrzebowałaby pomocy, wezwałaby resztę albo teleportowała się do nich, w zależności od tego kto potrzebowałby wsparcia. Nie byłoby to idealne rozwiązanie, ale przynajmniej minimalizujące szkody powstałe na skutek rozbicia grupy.
Avatar użytkownika
Eva
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Callisto, Leila, Avellana, Sonea, Mathias, Emma, Cat, Lexi, Maia, Ananke, Rakel, Lena, Rain, Kimiko, Kiki, Astarte, Segen, Mimosa, Dayanara,
Rasa: Wampirzyca, przemieniona z człowieka
Aura: Silna aura składa się ze srebrnych i żelaznych zacisków. Tworzą one wówczas wielokątne i ostre trójkąty o gładkiej powierzchni tworząc w ten sposób specyficzną sieć ostrzy. Połyskują one topazową poświatą, a na samych czubach gromadzi się woń krwi powoli rozpraszająca się w przestrzeni. Wzbudza trudną do ukrycia obawę, przy czym nie należy ona wcale do kruchych. Jest solidna, ale ta zbita przestrzeń potrafi także elegancko ugiąć się pod naciskiem. Trwałemu buczeniu towarzyszy głęboka melodia, dzięki czemu zamiast irytacji zradza się niepewność. Popychana jest ona trzaskiem płomieni, który ani trochę nie brzmi ciepło czy zachęcająco, a wręcz przeciwnie. Nerwowość i spięcie wzrasta z każdą kolejną odkrytą zmysłem cechą. Zlepia usta, jednakże w sposób niewolniczy.. a zarazem i zniewalający, mimo gorzkiej dominacji.
Wygląd: Eva już jako człowiek była wyjątkowo piękną kobietą, a Przemiana, chociaż nie przyniosła ze sobą żadnych konkretnych zmian w jej aparycji, jeszcze bardziej uwydatniła jej urodę. Długie gęste włosy lśnią teraz zawsze intensywną czernią i są proste niczym struna. Ciemne oczy zyskały głębszy wyraz, sprawiając wrażenie morskiej toni, która przyciąga i hipnotyzuje, ... (Więcej)

Postprzez Nikolaus » Wt wrz 04, 2018 7:51 pm

        Nikolaus był już w podziemiach tej filii Wieży - mógłby wręcz zaryzykować stwierdzenie, że nie było w Maurii miejsca, którego by nie odwiedził w trakcie swej służby, czy to w celach nauki, czysto grzecznościowych, czy w trakcie dochodzenia. Tutaj - o ile pamięć go nie myliła - zjawiał się tylko w celach konsultacyjnych, gdy potrzebował potwierdzenia informacji na temat zmarłego czy konkretnego zagadnienia z dziedziny nekromancji. Nigdy nie prowadził przeszukania budynku, w przeciwnym razie znałby w nim każdą cegłę, a tymczasem ledwie kojarzył pojedyncze pomieszczenia - takie jak ta charakterystyczna klatka schodowa przypominająca studnię. Gdy spoglądał w dół, czuł na policzkach chłodne powietrze - wznoszący prąd, który ułatwiał dostanie się do wyjścia stworzeniom ze skrzydłami, takim jak on w kruczej formie, lecz całe szczęście nie Visauliemu, który raczej nie dorobił się skrzydeł podczas przemiany. W dół jednak trzeba było tak czy siak zejść na nogach - niech więc Shurin określi trasę i w drogę, bo stanie w tym miejscu nie miało już najmniejszego sensu.
        - Ani żywego ducha w okolicy - odezwał się Szakal, kręcąc się w miejscu jak pies, który nie umie podjąć tropu. Podszedł nawet do ściany i podrapał paznokciem tynk, jakby spodziewał się wydobyć spod niego żywą ziemię i drążące ją dżdżownice.
        - Martwego też nie - przytaknęła mu Hokurai. - Muszą być gdzieś głębiej, czają się.
        Turilli skinął głową, przyjmując obie obserwacje bez specjalnych emocji. Zamierzał rzucić swoich ludzi na samo dno tej studni umarłych, nie miało więc znaczenia czy tu cokolwiek było. No dobrze, poza tym, że mogli jeszcze chwilę spokojnie rozmawiać. A z ich rudym przewodnikiem było im to bardzo potrzebne, by zdołał wydukać swoją odpowiedź…

        Istniał trzy opcje - Filip albo miał jaja, o które nikt go nie podejrzewał, albo był bardzo głupi, albo nie wiedział z kim się mierzy. Turilli natychmiast poczuł jego próbę nawiązania mentalnego kontaktu, problem polegał jednak na tym, że generał nie był osobą, którą łatwo w ten sposób podejść - magia umysłu stanowiła jego domenę. Gdy więc rudowłosy adept wysunął w jego stronę mentalną mackę, napotkał niezniszczalny na pierwszy rzut oka mur. Mógł poczuć się jak posłaniec, który staje przed wrotami niezdobytej twierdzy, czując na sobie spojrzenia rozstawionych na flankach kuszników - jedno złe słowo i przestanie istnieć, a wejście do środka z każdą kolejną chwilą zdawało się coraz mniej możliwe. Wielu by odpuściło, ale on miał na tyle silną wolę, by wyartykułować swoją prośbę. I wtedy mógł poczuć, jak bariera chroniąca umysł Turillego powoli zaczęła zanikać - utworzyło się w niej przejście, by mogli swobodnie rozmawiać.
        - Proszę, panie Shurin - odezwał się mentalny głos wampira. Jednocześnie nekromanta mógł poczuć się obserwowany: jakby ktoś bardzo intensywnie się na niego gapił. To generał badał i zapamiętywał mentalny ślad, jaki pozostawiał rudy nekromanta, by w przyszłości móc go łatwiej rozpoznać i wpuścić bez tych całych ceregieli. Dokładnie tak to działało w przypadku strażników, których umysły Nikolaus rozpoznawał niemal odruchowo - ci wchodzili do jego głowy prawie jak do siebie.
        W milczeniu generał pochylił się po raz kolejny nad mapą podziemi. Ani trochę nie był zaskoczony tym, że do prosektorium można było dostać się więcej niż jedną drogą. Nie liczył tak naprawdę, że uda się zepchnąć Visatuliego do miejsca jego wskrzeszenia, że przetną mu drogę - był wręcz pewien, że będą bawić się w berka wśród tych ciemnych korytarzy.

        Nikolaus uchwycił spojrzenie Evy Alvarez, ale nie od razu jej odpowiedział. Miał swoje zdanie na ten temat, pytanie brzmiało jednak czy powinien zachować je dla siebie czy wyrazić je na głos.
        - Nie rozdzielamy się - oświadczył w końcu. - To nie jest konieczne… Skoro tu jesteśmy, lord Visatuli będzie przede wszystkim starał się nas pozbyć. W końcu, jeśli posłaniec Wieży mówił prawdę, ożywieniec ma do mnie osobistą urazę - wyjaśnił. Coś mu mówiło, że miał rację. Mag był typem osoby, która rozwiązuje problemy natychmiast gdy się pojawią - nie zostawi za plecami kogoś, kto może mu zagrozić. Uwalniając się z tych podziemi stawał się co prawda znacznie potężniejszy i zyskiwał dostęp do nowych zasobów, ale to samo zyskiwała również straż, mogąca postawić na nogi całe swoje siły. W ten sposób walka między dwiema niewielkimi grupami - oddziałem Turilliego i ożywieńcami Visatuliego - przerodziłaby się w bitwę obejmującą całe miasto. Nikolaus pamiętał, że tak to się niejednokrotnie kończyło, rezygnując więc z wystawienia warty przy wyjściu sporo ryzykował, ale nie była to decyzja nieprzemyślana - cały czas kalkulował mając na uwadze spryt przeciwnika.
        - Idziemy - oświadczył, samemu kierując się w stronę prowadzących w dół schodów. Po drodze zgarnął sobie Shurina, który między nim a Evą Alvarez czuł się pewnie jak zabawka, którą dzieciaki wyrywały sobie z rąk. Wokół generała i nekromanty zaraz utworzyła się odpowiednia kolumna, w której każdy znał swoje miejsce.
        - Masz uprawnienia by wprowadzić nas na niższe poziomy? - zapytał Turilli, jakby nie było to nic wielkiego, ot, zwykła formalność. W rzeczywistości gdyby ktoś się nad tym głębiej zastanowił, można by wysnuć przypuszczenia, że straż nawaliła, biorąc sobie pierwszego z brzegu pomagiera, który mógł okazać się bezużyteczny, bo nawet nie otworzy przed nimi wszystkich drzwi. Nie było to jednak aż tak nieprzemyślane, bo poza głównym wejściem do podziemi, zabezpieczonym w sposób wręcz nieprawdopodobny, pozostałe zamki dało się otworzyć zasobami, którymi dysponowała straż - magią i siłą. Gdyby jednak Shurin umiał złamać niektóre pieczęcie, byłoby mniej sprzątania.
        Z każdy kolejnym poziomem powietrze robiło się cięższe i chłodniejsze - żywi oddychający przez usta wypuszczali spomiędzy warg obłoczki pary, choć jeszcze nie grabiały im ręce. Wokół było cicho, a kroki nie odbijały się echem po ścianach, zupełnie jakby tłumiła je atmosfera tego miejsca. Głos niósł się jednak normalnie, czego świadectwo dostali w chwili, gdy idący z przodu strażnicy zatrzymali się i zawołali generała, by mu zameldować o swoim znalezisku. Na schodach przed nimi w kałuży krwi leżała para dłoni - zimnych, zaciśniętych w pięści, odciętych w nadgarstkach tak równo, jakby były z wosku i cięto je rozgrzanym nożem.
        - Tu coś jest… - mruknął jeden z wampirów, ostrożnie rozginając sztywne palce i wyciągając spomiędzy nich swoje znalezisko. - Kartka… - wyjaśnił, rozprostowując papier, który przypominał wyrwaną z księgi stronę. Strażnik podał ją do tyłu, by zajęli się tym bardziej kompetentni, gdyż cała stronica pokryta była symbolami niepochodzącymi ze wspólnej mowy.
        - A reszta ciała? - dopytywał Nikolaus. Pytanie można było uznać za głupie, bo przecież widać było, że nigdzie niżej nic nie leżało, lecz on nie pytał o rzeczy oczywiste. Oczekiwał, że ktoś wykaże się odnajdywaniem śladów i w magiczny bądź niemagiczny sposób dowie się czegoś o osobie, której obcięto dłonie.
        - Krew jest świeża - oświadczył Szakal, gapiąc się na ciemne plamy na schodach. - A cięcia dokonano, gdy ofiara jeszcze żyła, to nie była pośmiertna rana… Nie zabiła też na miejscu. Ślad prowadzi w dół, ale jest tak słaby…
        - Postaraj się - rozkazał mu Nikolaus. Przez prowadzoną rozmowę nie przejął w porę kartki, która dostała się komuś innemu w jego najbliższym otoczeniu.
Avatar użytkownika
Nikolaus
Błądzący po drugiej stronie
 
Nagrody: Obrazek
Inne Postacie: Sanaya, Jorge, Dżari, Skowronek, Yastre, Widugast, Kinalali, Tioyoa, Ijumara, Kaikomi, Rael, Mniszek, Mitra, Rianell, Sadik, Maximilaan,
Rasa: Wampir czystej krwi
Aura: Niezwykła siła pulsująca od emanacji już z daleka zdradza jej obecność. Niby tajemnicza krypta, skrywa drzemiącą w niej potężną moc, od której bije wyraźny chłód oraz ciemna i matowa, lecz zdecydowanie obsydianowa poświata. Powierzchnia aury jest wyjątkowo twarda, niczym barwiony żelazem kamień. Miejscami jest on jednak na tyle miękki, że ktoś wyżłobił w nim platynowe i kobaltowe zdobienia, dodając gdzieniegdzie delikatne ornamenty w barwach rtęci i, co może niejednego zaskoczyć – miedzi. Mimo wszystko powierzchnia gnie się niesamowicie, swą elastycznością przypominając topniejący lód, który dopiero po ponownym zamarznięciu atakuje ponownie swoimi wyjątkowo ostrymi krawędziami. Emanacja w dotyku jest gładka i aksamitna, kusząc łagodnym, chociaż gorzko – słonym smakiem. Czuć zapach świeżej krwi i lepki, metaliczny posmak w ustach, pozostawiający jednak po sobie wrażenie suchości. Dominującym dźwiękiem jest spokojna, głęboka melodia, kojąca zmysły i oświecająca umysł, przez którą z trudem przebijają się krzyki agonii. Wtedy czuć również dojmującą stratę, która przechodzi w uczucie zagrożenia w momencie, w którym do uszu docierają jęki torturowanych, a nozdrza wypełnia przytłaczający smród.
Wygląd: Ktoś pomiędzy rycerzem a nekromantą, ktoś, przed kim tłum podświadomie się rozstępuje, bo patrząc na niego widzi władzę i siłę. To oczywiście kwestia sylwetki i postawy. Niezaprzeczalnie wysoki, bo mierzący sześć i pół stopy, szczupły, zawsze wyprostowany i z dumnie podniesioną głową, pewny siebie i trochę arogancki. Kolejny palec wzrostu a czasem nawet więcej dodają mu ... (Więcej)

Postprzez Eva » Wt wrz 25, 2018 2:17 pm

        Alvarez skinęła głową. Jej zdaniem to była loteria, ale nie znała Visatuliego tak dobrze, jak Klaus. Ona, na miejscu lisza, w pierwszej kolejności dałaby drapaka poza mury Wieży, by nabrać sił do walki, zamiast ryzykować pojedynek, ale skoro Turilli uważał, że bardziej prawdopodobny jest atak na nich, nie podważała tego w żaden sposób. Nie wiedzieli, jak silny jest nieumarły, ani co naprawdę nim kieruje, poza mściwym szałem, najwyraźniej. Może był silniejszy niż sądzili, albo przynajmniej on sądził, ze jest w przewadze – to już wystarczało, by ruszyć na nich, póki jest ich tylko kilkoro. Poza tym osobom o takich zapędach, jakie reprezentował Visatuli, nigdy nie przypisywała zbyt wiele zdrowego rozsądku, więc rozwiązanie, że lisz postanowi najpierw rozprawić się z nimi nabierało coraz więcej sensu.
        Rzuciła kątem oka na Klausa, słysząc jego pytanie, po czym przeniosła fiołkowe oczy na rudego, maszerującego niepewnie pomiędzy nimi. Szedł wyprostowany, szybkim krokiem i nawiązując kontakt wzrokowy z każdym, kto do niego mówił, jednak wciąż zachowywał się niepewnie, chociażby teraz. Zapytany, odruchowo spojrzał na generała, ale niechętnie spuścił wampirzycę z oczu, spinając się tak, jakby zostawiał za plecami drapieżnika. Eva uśmiechnęła się pod nosem. W sumie racja.
        - Tt…ttak, o…ooczywiście – potwierdził gorliwie Shurin, starając się ukryć zaskoczenie. Otworzył jeszcze usta, jakby chciał zapytać, czy to nie dlatego generał zabrał go ze sobą, ale ostatecznie zamilkł. To czy uznał pytanie za nierozsądne, czy zwyczajnie nie chciało mu się pokonywać bariery własnej wymowy z powodu zwykłej ciekawości, będącej prawdopodobnie nie na miejscu, pozostawało już domysłami.
        Na razie szli wnętrzem szybu. Spiralny chodnik z jednej strony łączył się gładko ze ścianą, z drugiej urywał nagle, bez najmniejszego progu czy barierki chroniącej przed upadkiem w przepaść. Cóż, trzeba było uważać. Strażnicy szli uformowaną odruchowo, nieco nieregularną kolumną, zamykającą w środku trzy najważniejsze na tę chwilę osoby: Klausa, Evę i Filipa. Ten ostatni zagłębił się w mapie, gdy tylko zdjęto z niego nadmierną uwagę i teraz błądził po pergaminie wzrokiem, bezgłośnie poruszając ustami w zamyśleniu. Eva rozglądała się z zainteresowaniem, mimowolnie pozwalając hipnotyzującej czernią głębi szybu uprowadzać swoje spojrzenie. Nie odczuwała chłodu, ale widziała obłoki pary wydostające się z ust rudzielca, którego policzki, nos i uszy już na stałe przybrały nieco czerwony odcień, tym razem już z zimna. Jej uwagę skradło jednak znalezisko strażników.
        Przyglądała się odciętym dłoniom z lekko przechyloną głową i przymrużonymi oczami, niczym zainteresowany czymś kot. Niemal odruchowo odebrała notatkę, przenosząc na nią uwagę dopiero po chwili. Podczas gdy Turilii wydawał dalsze polecenia, ona rozwinęła pergamin, obracając go przez chwilę i krzywiąc usta z niezadowoleniem. Pismo runiczne, cholera. Będzie ją prześladować chyba tak długo, aż się w końcu go nie nauczy.
        - Podejrzewam, że sobie z tym poradzisz? – zapytała, podsuwając Filipowi kartkę pod nos. Ten zmarszczył brwi, obracając kartkę odpowiednio i przesuwając wzrokiem po nielicznych symbolach.
        - Jja…
        - Szybciej, Iskierko – mruknęła, tym razem nie mając czasu na zabawy.
        - Ciężko wyjaśnić… znam pismo runiczne, ale nie język, w którym to spisano, widzę słowa, ale one mi nic nie mówią... To może być czarna mowa, ale nie jestem pewien, dopiero się jej uczę...
        - Przepisz na alfabet wspólny – poleciła krótko wampirzyca, a Shurin natychmiast zamotał się w szatach poszukując pióra. Oczywiście, że miał przy sobie pióro.
        Chłopak zawahał się jeszcze na moment z pergaminami i przyrządami piśmienniczymi w ręce, a Eva jednym ruchem wyczarowała mu drewnianą podkładkę, niczym blat pulpitu profesorskiego.
        - D…dziękuję – bąknął nekromanta i szybkimi ruchami przepisał notatkę, podając ją zaraz wampirzycy.
        Eva spojrzała na tekst pod czujnym wzrokiem rudzielca, ale jej mina nic mu nie powiedziała. Wampirzyca miała na twarzy równie beznamiętny wyraz jak zawsze, gdy się nie uśmiechała lub wściekała, chociaż skrzywiła się w myślach. Turilli miał rację. Visatuli sam ich znajdzie. A przynajmniej nie będzie próbował ich obejść, prędzej powoli kierując do siebie. Podejrzewała też, że odcięte dłonie są dopiero początkiem wskazówek, mających doprowadzić ich do lisza, zaś gdy już go znajdą – może czekać na nich więcej niespodzianek. Eva złożyła ją na pół notatkę i podała ją Klausowi bez słowa. To do niego należała decyzja, czy podzieli się ze strażnikami jej treścią, a jeśli tak – w jaki sposób to zrobi. Ona nie wychodziła poza swoje kompetencje, więc bezzwłocznie oddała pergamin adresatowi wiadomości. Liścik miał tylko trzy słowa, spisane w czarnej mowie:
        „Zaczynamy zabawę, Nikolaus.”
Avatar użytkownika
Eva
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Callisto, Leila, Avellana, Sonea, Mathias, Emma, Cat, Lexi, Maia, Ananke, Rakel, Lena, Rain, Kimiko, Kiki, Astarte, Segen, Mimosa, Dayanara,
Rasa: Wampirzyca, przemieniona z człowieka
Aura: Silna aura składa się ze srebrnych i żelaznych zacisków. Tworzą one wówczas wielokątne i ostre trójkąty o gładkiej powierzchni tworząc w ten sposób specyficzną sieć ostrzy. Połyskują one topazową poświatą, a na samych czubach gromadzi się woń krwi powoli rozpraszająca się w przestrzeni. Wzbudza trudną do ukrycia obawę, przy czym nie należy ona wcale do kruchych. Jest solidna, ale ta zbita przestrzeń potrafi także elegancko ugiąć się pod naciskiem. Trwałemu buczeniu towarzyszy głęboka melodia, dzięki czemu zamiast irytacji zradza się niepewność. Popychana jest ona trzaskiem płomieni, który ani trochę nie brzmi ciepło czy zachęcająco, a wręcz przeciwnie. Nerwowość i spięcie wzrasta z każdą kolejną odkrytą zmysłem cechą. Zlepia usta, jednakże w sposób niewolniczy.. a zarazem i zniewalający, mimo gorzkiej dominacji.
Wygląd: Eva już jako człowiek była wyjątkowo piękną kobietą, a Przemiana, chociaż nie przyniosła ze sobą żadnych konkretnych zmian w jej aparycji, jeszcze bardziej uwydatniła jej urodę. Długie gęste włosy lśnią teraz zawsze intensywną czernią i są proste niczym struna. Ciemne oczy zyskały głębszy wyraz, sprawiając wrażenie morskiej toni, która przyciąga i hipnotyzuje, ... (Więcej)

Postprzez Nikolaus » Pn paź 15, 2018 8:29 pm

        Nikolaus przyjął od swojej adiutantki kartkę z tak neutralnym wyrazem twarzy, jakby to był bilecik wizytowy przekazany od jakiegoś pośledniego arystokraty. Rozłożył go i wczytał się w treść, jakby nie były to trzy słowa, a cała litania. Pomyślał sobie, że jednak nic go już w tym kraju nie zaskoczy, zaraz jednak odegnał tę myśl. Jedyny pewnik był taki, że Visatuli był świadomy jego obecności w podziemiach, lecz nic poza tym. I to zwracanie się po imieniu… Turilli nie lubił przechodzić na ty, z wieloma osobami, które znał już lata, nadal nie przeszedł na ten wyższy poziom poufałości. Były osoby, którym nie udzielił na to zgody, ale tolerował to: na przykład Eva Alvarez, która czasami zwracała się do niego po imieniu, z reguły bez świadków. Visatuli jednak ewidentnie chciał się z nim drażnić. I chyba mu się to udało, zważywszy, że Nikolaus ostentacyjnie kartkę zmiął i rzucił ją w czeluść szybu.
        - Generale? Co to było? - zwrócił się do niego Tomás Vail, patrząc za zmiętą kartką i zastanawiając się być może jak doprecyzować swoje pytanie. Była to wątpliwość, która kołatała się w głowach wszystkich, lecz nikt poza nim nie wyraził jej na głos. Obawiali się, nie chcieli drażnić Nikolausa, a może też kierowali się zasadą „im mniej wiesz, tym lepiej śpisz” i postanowili mu zaufać. Każdy był jednak choć odrobinę ciekawy, przez co nikt nie spojrzał na Vaila z pogardą ani z naganą, a raczej wszyscy słuchali. Turilli zaś milczał dłuższą chwilę, mierząc wzrokiem strażnika. Jeśli miałby wcześniej obstawiać kto będzie pytał o tę kartkę, postawiłby właśnie na niego – jego umysł był prosty, lubił czyste sytuacje i niejednokrotnie naruszał w imię tego konwenanse, pasowało więc do niego zachowanie, które dla innych byłoby zbyt śmiałe albo ryzykowne. Turilli nie zamierzał go za to karać – mógł po prostu nie udzielić odpowiedzi. Ale w sumie dlaczego miałby?
        - Lord Visatuli rzucił mi wyzwanie – oświadczył. - Imiennie. Najwyraźniej powoduje nim przede wszystkim osobista uraza, a nie chęć zrównania Maurii z ziemią – dodał. W ustach innych osób słowa te naznaczone zostałyby kpiną, kąśliwością albo karykaturalną lekkością mającą manifestować pewność siebie, Turilli jednak po prostu stwierdził fakt. Gdyby był z nimi ktoś taki jak Fierenzza, po usłyszeniu tej uwagi zapytałby, czy w takim razie następuje zmiana oskarżenia, co ostatecznie nie niosłoby żadnych zmian w sposobie ich działania, ale świadczyło o czujności i wrażliwości na niuanse.
        - Przynajmniej nie będziemy musieli go szukać – odezwał się Turilli do swojej adiutantki, korzystając przy tym z mentalnej wymiany zdań, bo nie chciał, by reszta strażników słuchała tych komentarzy. Mogliby ich nie pojąć. - Lecz to może być pułapka, próba odciągnięcia naszej uwagi od jakiś innych jego działań... Musimy dalej zachować czujność.
        Można było zarzucić Klausowi paranoję i doszukiwanie się drugiego dna tam, gdzie go nie było, on jednak był za starym wróblem, by nabrać się tak bezwarunkowo na plewy z zaślepieniem zemstą. Brał je pod uwagę jako jedną z możliwości, może odrobinę bardziej prawdopodobną niż pozostałe opcje, ale nadal nie jedyną. Gdyby działał w ten sposób, zginąłby jak ten przysłowiowy kot nad mysią norą, a wraz z nim cała straż w jej aktualnym kształcie.
        - Kurza twarz - mruknął Vail. - To nie może wyjść z kryjówki jak mężczyzna…
        - Nie marudź - westchnął Szakal, rozglądając się wokół niewidzącymi oczami.
        - Co widzisz? - zapytał Turilli.
        - Pustkę. Ale taką, której nie powinno tu być. Śmierć wymiotła wszystkie ślady życia… Odtąd już nie ma nic - powiedział, schodząc kilka stopni niżej i butem kreśląc linię w poprzek schodów.
        - Czy uważasz, że Visatuli nie przekroczył tej granicy?
        - Mógłbym postawić na to pieniądze - zgodził się druid. - Tak.
        - Hokurai?
        - Zgadzam się, tymi schodami na pewno nie wszedł wyżej.
        - Idziemy więc w dół - orzekł Turilli i gestem nakazał wszystkim wrócić do kolumny. Dłonie i oryginał wiadomości od lisza oczywiście kazał zabezpieczyć, bo kto wie, czy im się nie przydadzą…
        Granica wskazana przez Szakala była na pierwszy rzut oka niewidoczna, ale mógł poczuć ją nawet ten, kto nie znał się na magii - wywoływała dreszcze i odczucie osamotnienia, całkowity brak życia, ale też sensu własnej egzystencji. Było to uczucie subtelne, lecz na pewno z czasem zacznie narastać i słabych doprowadzi do obłędu.
        - Słyszeliście to? - upewnił się nagle idący na przedzie Vail.
        - Krzyk - zgodził się z nim któryś z pozostałych strażników.
Avatar użytkownika
Nikolaus
Błądzący po drugiej stronie
 
Nagrody: Obrazek
Inne Postacie: Sanaya, Jorge, Dżari, Skowronek, Yastre, Widugast, Kinalali, Tioyoa, Ijumara, Kaikomi, Rael, Mniszek, Mitra, Rianell, Sadik, Maximilaan,
Rasa: Wampir czystej krwi
Aura: Niezwykła siła pulsująca od emanacji już z daleka zdradza jej obecność. Niby tajemnicza krypta, skrywa drzemiącą w niej potężną moc, od której bije wyraźny chłód oraz ciemna i matowa, lecz zdecydowanie obsydianowa poświata. Powierzchnia aury jest wyjątkowo twarda, niczym barwiony żelazem kamień. Miejscami jest on jednak na tyle miękki, że ktoś wyżłobił w nim platynowe i kobaltowe zdobienia, dodając gdzieniegdzie delikatne ornamenty w barwach rtęci i, co może niejednego zaskoczyć – miedzi. Mimo wszystko powierzchnia gnie się niesamowicie, swą elastycznością przypominając topniejący lód, który dopiero po ponownym zamarznięciu atakuje ponownie swoimi wyjątkowo ostrymi krawędziami. Emanacja w dotyku jest gładka i aksamitna, kusząc łagodnym, chociaż gorzko – słonym smakiem. Czuć zapach świeżej krwi i lepki, metaliczny posmak w ustach, pozostawiający jednak po sobie wrażenie suchości. Dominującym dźwiękiem jest spokojna, głęboka melodia, kojąca zmysły i oświecająca umysł, przez którą z trudem przebijają się krzyki agonii. Wtedy czuć również dojmującą stratę, która przechodzi w uczucie zagrożenia w momencie, w którym do uszu docierają jęki torturowanych, a nozdrza wypełnia przytłaczający smród.
Wygląd: Ktoś pomiędzy rycerzem a nekromantą, ktoś, przed kim tłum podświadomie się rozstępuje, bo patrząc na niego widzi władzę i siłę. To oczywiście kwestia sylwetki i postawy. Niezaprzeczalnie wysoki, bo mierzący sześć i pół stopy, szczupły, zawsze wyprostowany i z dumnie podniesioną głową, pewny siebie i trochę arogancki. Kolejny palec wzrostu a czasem nawet więcej dodają mu ... (Więcej)

Postprzez Eva » Pt paź 26, 2018 10:18 am

        Obserwowała Turilliego subtelnie, jak zawsze. Pozornie rozglądając się niezobowiązująco wokoło, zahaczała o niego spojrzeniem tylko na moment, ciekawa czy bezczelna notatka wywoła u niego jakieś emocje, a jeśli tak, to czy przebiją się one przez ceramiczną maskę powagi na twarzy generała. Jego poruszenie przebiło się jednak tylko w tym, że wyglądał na zaczytanego w wiadomości, jak gdyby naprawdę miała kilka zdań, a nie trzy słowa. To jednak wiedzieli tylko Eva i Filip. Wampirzycy nic nie było do tego, jak Klaus chce to rozegrać, a młodociany nekromanta miał na tyle oleju w głowie, by nie przyglądać się wampirowi nachalnie, na powrót pogrążając w swoich mapach, które, Alvarez postawiłaby na to własne kły, i tak znał już na pamięć.
        Podobnie nie zareagowała na to, jak Turilli ostentacyjnie zmiął notatkę, odrzucając ją na ślepo w czeluść szybu. Tłumacząc to na wspólną mowę ciała, Klaus się wściekł. Tylko co poniektórzy odważyli się zerknąć pytająco za zgrabnie szybującą kulką pergaminu, a tylko jednemu wymsknęło się pytanie na głos. Vail, oczywiście. Nie oceniała go, pewnie sama zadałaby to pytanie, gdyby nie widziała notki wcześniej. Dopiero wtedy jednak Alvarez spojrzała z zainteresowaniem na generała, ciekawa jego reakcji. Do nietypowych zachowań strażnika szło się przyzwyczaić, chociaż nie było to proste, a Klaus raczej był średnio elastyczny, jeśli chodzi o podwładnych. Ten jednak z jakiejś przyczyny również zdobył sobie przychylność wampira i nie tylko tolerowano jego bezpośredniość, ale tym razem i zaszczycono go odpowiedzią na zadane pytanie.
        Tyle dobrego z tej całej hecy, że być może miasto ocaleje, a Liam z Kaidalainem się nie narobią specjalnie, chociaż oni akurat mogą nie być z tego zadowoleni. Tym, że w związku ze zmianą sytuacji na nich spadnie cały gniew, furia, zazdrość, czy co tam kierowało tym stukniętym lichem, chwilowo się nie przejmowała. Dzień jak co dzień.
        Nawet nie drgnęła słysząc w głowie głos Klausa, a tylko przymknęła powoli powieki w niemym potwierdzeniu jego słów. Z pewnością nie będą musieli go szukać, pytanie tylko jak szybko zostaną zmuszeni do walki.
        - Oczywiście – odpowiedziała krótko. Zawsze była czujna. Taki efekt uboczny wścibstwa i nadmiernej podejrzliwości. W jej fachu jednak, jak najbardziej przydatne. – Ale wiedział, jak zaleźć ci za skórę… – dodała jeszcze. Nie byłaby sobą, gdyby pozostała przy utartych schematach zależności służbowych: „tak, panie generale”, „nie, panie generale”. Subtelny dodatek w postaci zwrócenia się na koniec po imieniu do wampira już sobie darowała, chociaż sytuacyjnie aż się prosiło. Od jakiegoś czasu jednak drażnienie się z Klausem niestety przestało być zabawne, pozwoliła więc, by to niedopowiedzenie zawisło w powietrzu. Niech sobie interpretuje, jak chce.
        Jednym uchem słuchała dialogów strażników, spojrzeniem tylko odnajdując „własnych”. Obaj na moment podłapali jej wzrok, jakby ciekawi, czy jednak zdradzi im coś więcej, ale wampirzyca po chwili ruszyła dalej, schodami w dół, z dwoma cieniami wokół siebie i jedną Iskierką. Eva potoczyła wzrokiem wzdłuż pozornie niewidzialnej, jednak tak intensywnej, że niemal namacalnej, granicy życia i śmierci, gdy nagle wszyscy zatrzymali się jak wryci. Dogłębną ciszę, niemalże w ogóle nie naruszaną przez straż, a potęgowaną przez unoszący się wokół ciężar śmierci i pustki, przerwał nagle wrzask tak bolesny, że każdemu zdrowemu człowiekowi postawiłby dęba włoski na karku.
        - Krzyk – Luthro odruchowo potwierdził na głos retoryczne pytanie Vaila.
        Na tę chwilę wszyscy się zatrzymali, jakby oczekując ukazania się źródła dźwięku, lecz po chwili naturalnym tempem ruszyli do przodu, jak gdyby nigdy nic, a jedynie bardziej czujni i ostrożni. Eva zarejestrowała tylko, że Filip idzie teraz bliżej niej, jakby dopiero w pełni dotarło do niego, że otaczające go wampiry są jego najmniejszym zmartwieniem.
        - Pocisk! – krzyknął nagle Rille, wyskakując przed swoją pułkownik, w stronę której zmierzała brzęcząca kula energii. W zetknięciu z magią pustki wampira dosłownie wyparowała w powietrzu, gdy jej cząstki dezintegrowały się z sykiem i błyskiem kilka kroków od nich. Eva zerknęła czujnie na plecy podwładnego.
        - Mierzysz na awans, czy co? – mruknęła we właściwej sobie formie podziękowań. Blondyn spokojnie mógł poradzić sobie z pociskiem ze swojej pozycji i zasłonięcie jej było odruchem, a ten doceniła. Na swój sposób oczywiście.
        - Nie śmiałbym kiedykolwiek wydawać rozkazów pani pułkownik – wyszczerzył się strażnik, wywołując kpiący śmiech wampirzycy, przyjmującej dowcip. Przyjemny dźwięk jednak szybko umilkł, gdy Alvarez przeciągnęła spojrzeniem w stronę Filipa, a wówczas fioletowe oczy błyszczały już jawną groźbą.
        - Zapomniałeś wspomnieć o portalach? – zapytała uprzejmym głosem, od którego jednak Shurin pobladł aż po same piegi.
        - Jjja… tttoo… ooooone są ruuu…ruuuuchome. Nnnie ma ich na mmmmapie…
        Przerażony nekromanta jąkał się jeszcze bardziej niż zwykle, a słowa przychodziły mu z takim trudem, że próbując je wykrztusić, aż przymykał oczy z wysiłku. Wyglądał jakby się czymś dławił. To był jeden z momentów, w których drobna rzecz wywołuje ciąg myśli, zupełnie nieadekwatny do sytuacji i tak Eva zaczęła się teraz zastanawiać, jak w ogóle działa takie jąkanie, fizycznie. Kiedyś podpyta Savę. Trwało to jednak zaledwie chwilę i zaraz prychnęła zirytowana, ruszając znów do przodu. Po miejscu, w którym jeszcze chwilę temu ziała wyrwa wymiarowa, mała na tyle tylko, by strzelić przez nią pociskiem, nie było już śladu.
        - Oczy wokół głowy – mruknęła na głos i kolumna strażników ruszyła dalej. Tym razem z dziwnym wrażeniem, że są obserwowani. Ona zaś zastanawiała się, czy pocisk został wycelowany w nią przypadkiem czy umyślnie.
Avatar użytkownika
Eva
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Callisto, Leila, Avellana, Sonea, Mathias, Emma, Cat, Lexi, Maia, Ananke, Rakel, Lena, Rain, Kimiko, Kiki, Astarte, Segen, Mimosa, Dayanara,
Rasa: Wampirzyca, przemieniona z człowieka
Aura: Silna aura składa się ze srebrnych i żelaznych zacisków. Tworzą one wówczas wielokątne i ostre trójkąty o gładkiej powierzchni tworząc w ten sposób specyficzną sieć ostrzy. Połyskują one topazową poświatą, a na samych czubach gromadzi się woń krwi powoli rozpraszająca się w przestrzeni. Wzbudza trudną do ukrycia obawę, przy czym nie należy ona wcale do kruchych. Jest solidna, ale ta zbita przestrzeń potrafi także elegancko ugiąć się pod naciskiem. Trwałemu buczeniu towarzyszy głęboka melodia, dzięki czemu zamiast irytacji zradza się niepewność. Popychana jest ona trzaskiem płomieni, który ani trochę nie brzmi ciepło czy zachęcająco, a wręcz przeciwnie. Nerwowość i spięcie wzrasta z każdą kolejną odkrytą zmysłem cechą. Zlepia usta, jednakże w sposób niewolniczy.. a zarazem i zniewalający, mimo gorzkiej dominacji.
Wygląd: Eva już jako człowiek była wyjątkowo piękną kobietą, a Przemiana, chociaż nie przyniosła ze sobą żadnych konkretnych zmian w jej aparycji, jeszcze bardziej uwydatniła jej urodę. Długie gęste włosy lśnią teraz zawsze intensywną czernią i są proste niczym struna. Ciemne oczy zyskały głębszy wyraz, sprawiając wrażenie morskiej toni, która przyciąga i hipnotyzuje, ... (Więcej)

Postprzez Nikolaus » Śr lis 07, 2018 12:18 am

        - W istocie, wiedział… - zgodził się Nikolaus, wzdychając w myślach jakby lisz był wyjątkowo upierdliwym smarkaczem, którego generał już miał przedtem serdecznie dość, a teraz ten wywinął mu kolejny numer. Również nawet jednym spojrzeniem nie zdradził się przed pozostałymi, że właśnie rozmawiał ze swoją adiutantką w myślach. Skupiony, poważny - taki jak zawsze. Usłyszał, że Eva próbowała go zaczepiać, ale był zbyt zamyślony, by stosownie odpowiedzieć.

        - Czujecie coś? - upewnił się Turilli, spoglądając na wszystkich swoich podwładnych, którzy władali magią i znali się na aurach. Każda kolejna osoba zaprzeczała.
        - Ani żywych, ani martwych - doprecyzowała Hokurai, która znała się na nekromancji na pewno lepiej niż Szakal, który od momentu przekroczenia granicy na schodach wyglądał na zasępionego bardziej niż reszta, bardziej nawet niż Vail. To chyba kwestia jego bliskiego związku z magią życia, z którą nie miał tu styczności.
        - Idziemy dalej - zadecydował wampirzy lord.
        - Alvarez…- Turilli po chwili zwrócił się do swojej adiutantki w myślach. - Szczeniaczek się do ciebie przybłąkał - skomentował, wymownie spoglądając na zalęknionego Filipa idącego tuż obok wampirzycy. W jego wykonaniu był to jeden z najlepszych żartów, bo nie od dziś wiadomo, że generał nie słynął z poczucia humoru. Czyżby z opóźnieniem odpowiedział na jej subtelną zaczepkę?
        Nim zdołali zamienić ze sobą chociaż dwa mentalne zdania, zostali zaatakowani wysłanym przez portal magicznym pociskiem. Turilli nie wydał żadnego polecenia, a i tak każdy znalazł się w odpowiednim miejscu, w odpowiednim czasie, chociaż Rille przy tym ewidentnie wybrał dla siebie rolę bohatera i wyskoczył przed szereg, nie jednak na tyle, by zasłużyć sobie na naganę. Po portalu chwilę później nie było śladu, za to pozostał on tematem rozmowy… A może raczej przesłuchania.
        - Chcesz mi powiedzieć, że wiedziałeś o istnieniu tych portali?
        Choć generał nie mówił głośno, przykuł uwagę wszystkich zebranych, a jego brzmienie sprawiało, że szron osiadał na kamiennych stopniach. Nikolaus nie musiał robić nic więcej, nawet nie musiał patrzeć w stronę rudego nekromanty, by ten wiedział, że popełnił błąd nie wspominając o takich możliwościach.
        - T… tak - przyznał ostrożnie Filip, jąkając się ze strachu jeszcze bardziej niż do tej pory.
        - Dlaczego o nich nie wspomniałeś? - odpowiedział zaraz wampir. - To, że są ruchome, nie jest żadną wymówką - dodał. - Mam wyciągać z ciebie każdą informację jak na przesłuchaniu?
        - N...nie! - zaprotestował zaraz ze strachem nekromanta, generał nie zamierzał jednak spuścić z tonu i głaskać go po głowie, bo wziął ze sobą tego chłopaka, by był przydatny, a nie w ramach maskotki, nieważne jak pocieszny by nie był.
        - Więc słucham, co jeszcze? - naciskał Turilli.
        - T-t-to wszys… s… wszystko - wydusił z siebie Filip, unikając wzroku wampira.
        Nikolaus milczał, długo przyglądając się rudemu chłopakowi, który w tym momencie był blady jak kartka.
        - Skąd one pochodzą? - drążył dalej wampir, a gdy odezwał się po dłuższej ciszy, niektórzy aż się wzdrygnęli.
        - T-to a...anomalia-a. O...o...od cz-czarów, nag-gromadzenia e...energii…
        - Szybciej.
        - Wieżę zbudowano na silnym źródle magii, a te wszystkie rytuały dodatkowo je rozchwiały i efektem są takie portale. Pojawiają się tylko na chwilę w losowych miejscach, ale nie poza podziemiami… To przez tutejsze zabezpieczenia. Im niżej, tym więcej ich jest.
        - Skąd masz pewność, że narodziny lisza nie spotęgował tego efektu? -
drążył Turilli, rozmawiając z Filipem na poziomie myśli, nagłaśniając jednak tę dyskusję tak, by mogli uczestniczyć w niej również inni strażnicy.
        - Nie mam, generale…
        - A co ci podpowiada intuicja?
        - Że to bardzo prawdopodobne
- odparł nekromanta, wbrew pozorom całkiem pewnie, bo chyba temat magii był tym, w którym czuł się mocny. Przez to Turilli w końcu odpuścił sobie przesłuchanie, choć nie wyglądał wcale na zadowolonego z tego, czego się dowiedział.
        - Ruszamy dalej - oświadczył. - Wszystko w porządku?- upewnił się w myślach, kierując swój przekaz do Evy Alvarez.
        - Ciekawe co będzie silniejsze - zabezpieczenia wieży, czy rozbuchane przez lisza naturalne źródło magii - gdybał generał. Była to tylko jedna z wielu myśli, które pojawiły się w jego głowie, ale niosła za sobą najbardziej dramatyczne skutki… W skali całej Maurii, bo personalnie sprawa mogła rozwinąć się różnie. Turillemu zdawało się, że jednak Visatuli nie do końca miał tylko do niego jakieś pretensje…
        - T-to t-t-tu - odezwał się nagle Shurin, gdy mijali jeden z korytarzy. Strażnicy stłoczyli się przy wejściu, by zmienić formację i ostrożnie wkroczyli na wskazane piętro. Wyglądało ono jak wszystkie inne - oświetlone alchemicznym błękitnym światłem, ciche, puste korytarze, w regularnych odstępach przedzielone kratami, które wprawiono ze względów bezpieczeństwa, na wypadek gdyby jakiś nieumarły chciał wyrwać się na wolność… Teraz jednak wszystkie stały otworem, wręcz zapraszały, by wejść dalej. Gdyby nie ta przytłaczająca, zimna, trupia atmosfera.
        - Nie dam rady… - wycedził przez zaciśnięte zęby blady jak ściana elf, który aż drżał na całym ciele, jakby trawiła go gorączka. - Nie dam rady…
        Ritho złapał się za głowę, mocno wbijając palce w skalp, oczy jednak zamiast instynktownie zaciskać, wybałuszał, świecąc białkami jak przerażone zwierzę.
Avatar użytkownika
Nikolaus
Błądzący po drugiej stronie
 
Nagrody: Obrazek
Inne Postacie: Sanaya, Jorge, Dżari, Skowronek, Yastre, Widugast, Kinalali, Tioyoa, Ijumara, Kaikomi, Rael, Mniszek, Mitra, Rianell, Sadik, Maximilaan,
Rasa: Wampir czystej krwi
Aura: Niezwykła siła pulsująca od emanacji już z daleka zdradza jej obecność. Niby tajemnicza krypta, skrywa drzemiącą w niej potężną moc, od której bije wyraźny chłód oraz ciemna i matowa, lecz zdecydowanie obsydianowa poświata. Powierzchnia aury jest wyjątkowo twarda, niczym barwiony żelazem kamień. Miejscami jest on jednak na tyle miękki, że ktoś wyżłobił w nim platynowe i kobaltowe zdobienia, dodając gdzieniegdzie delikatne ornamenty w barwach rtęci i, co może niejednego zaskoczyć – miedzi. Mimo wszystko powierzchnia gnie się niesamowicie, swą elastycznością przypominając topniejący lód, który dopiero po ponownym zamarznięciu atakuje ponownie swoimi wyjątkowo ostrymi krawędziami. Emanacja w dotyku jest gładka i aksamitna, kusząc łagodnym, chociaż gorzko – słonym smakiem. Czuć zapach świeżej krwi i lepki, metaliczny posmak w ustach, pozostawiający jednak po sobie wrażenie suchości. Dominującym dźwiękiem jest spokojna, głęboka melodia, kojąca zmysły i oświecająca umysł, przez którą z trudem przebijają się krzyki agonii. Wtedy czuć również dojmującą stratę, która przechodzi w uczucie zagrożenia w momencie, w którym do uszu docierają jęki torturowanych, a nozdrza wypełnia przytłaczający smród.
Wygląd: Ktoś pomiędzy rycerzem a nekromantą, ktoś, przed kim tłum podświadomie się rozstępuje, bo patrząc na niego widzi władzę i siłę. To oczywiście kwestia sylwetki i postawy. Niezaprzeczalnie wysoki, bo mierzący sześć i pół stopy, szczupły, zawsze wyprostowany i z dumnie podniesioną głową, pewny siebie i trochę arogancki. Kolejny palec wzrostu a czasem nawet więcej dodają mu ... (Więcej)

Postprzez Eva » Wt lis 13, 2018 12:48 pm

        Zawsze pewny siebie krok marszowy grupy strażników stracił nieco na impecie, odkąd przekroczyli próg wejścia do podziemi. Nikt nie zarzuciłby któremukolwiek z nich wahania (no, może poza Filipem), ale wszyscy zdecydowanie ostrożniej stawiali kolejne kroki, jakby znajdowali się na jednej wielkiej planszy szachownicy, gdzie nie sposób przewidzieć następnego ruchu przeciwnika. Eva w skupieniu wypatrywała zagrożeń, ale nie umknęła jej zaczepka wampira, zwłaszcza poprzedzona wezwaniem jej po nazwisku, na co reagowała już jak pies na gwizdek. Zgrabnie skryła zarówno nagłe rozbawienie, jak i zaskoczenie, chociaż bardziej mogłoby ją chyba zszokować tylko wypowiedzenie takich słów na głos. Niewinnie zerknęła kątem oka na towarzyszącego jej w istocie Filipa, który rozglądał się wokoło wielkimi oczami, wciąż niosąc w objęciach zwoje map i chyba tylko to powstrzymałoby go od odruchowego złapania wampirzycy za rękaw, w razie zagrożenia.
        - Jak pójdzie za mną do domu, to mogę go zatrzymać? – odpowiedziała rozbawiona, ciągnąc dowcip w uznaniu dla nagłego poczucia humoru przełożonego, bo to nie zdarzało się często. Praktycznie nigdy. A chociaż naigrywaniu się towarzyszył słodko prześmiewczy ton, dwuznaczne pytanie zadane na głos przeraziłoby chyba jej „szczeniaczka” na śmierć.
        Później skończyła się zabawa i to dość nagle. Portal, pocisk, neutralizacja zagrożenia. Niby nic wielkiego, zdarzało się, byli na to przygotowani i wyszkoleni, ale nagły przejaw agresji jednoznacznie rozładował kłębiące się we wszystkich wyczekiwanie i straż zadziałała wręcz z zaskakującym entuzjazmem przez co sytuacja zakończyła się nim jeszcze się na dobre zaczęła. Przynajmniej dla nich, bo Filip dopiero miał zorientować się, jak bardzo wdepnął. Początkowo wszyscy ruszyli dalej, godząc się z kolejnym utrudnieniem i wzmagając jedynie własną czujność, ale wraz z postępującym przesłuchaniem nekromanty przez generała, zwalniali coraz bardziej, w końcu zatrzymując się, by wysłuchać wyjaśnień.
        Beznamiętne spojrzenie fioletowych oczu nie było żadnym wsparciem, chociaż ewidentnie takiego poszukiwał Filip, najpierw u niej, później u Hokurai, w kolejnym potwierdzeniu stereotypu, że łatwiej uzyskać współczucie u kobiety, co było taką samą bzdurą, jak to, że należą do tak zwanej „słabszej płci”. Słabszy jest tylko ten, kto niewyszkolony, płeć nie ma nic do rzeczy. Jeśli zaś o wsparcie chodzi to rudzielec nie mógł sobie wybrać gorszego celu, chyba że liczyłby na cud u Klausa. Ten zaś rozpoczął bezlitosne przesłuchanie, które przypominało te pokazowe na szkoleniach w trakcie wdrażania do służby – niosące się echem myśli, przekazywane przez wampira od przesłuchiwanego trafiały do umysłów kilkudziesięciu innych osób, obecnych podczas zajęć. Dźwięk ten zaś przypominał właśnie echo rozchodzące się w długim, pustym kamiennym korytarzu. Efekt ten był tylko potęgowany przez płynny, ale wciąż zlękniony głos Shurina.
        - Brzmi, jakby ktoś musiał mieć nie lada farta, by znaleźć się z gotowym pociskiem akurat w tym miejscu, w którym pojawi się portal ziejący prosto na nas – prychnęła ironicznie, skupiając wzrok na rudym nekromancie.
        - No… nie można też wykluczyć, że powstanie lorda nie tylko spotęgowało ilość anomalii, ale też jakby… powiązało część z nich z jego osobą… - Filip już się nie jąkał, ale jego odpowiedzi wciąż były chwiejne, gdy nie tylko walczył z lękiem, ale sam na bieżąco formułował nowe tezy, rozmyślając nad rozwiązaniem problemu.
        Wampirzyca tylko mruknęła coś z niezadowoleniem i wznowiła marsz wśród strażników. Słysząc słowa generała tym razem zerknęła na niego pytająco. Przecież widział, że nic jej nie jest, więc jego pytanie było jakimś nagłym przejawem troski czy pytał o coś innego? Otworzyła się bardziej na jego umysł i wychwyciła luźne myśli wampira, samej zastanawiając się nad nimi chwilę.
        - Nie wypuszczą go stąd, chociażby mieli pogrzebać całe podziemia z nami wszystkimi w środku – mruknęła w przejawie czarnego humoru.
        Zatrzymała się nagle, już na pierwszą sylabę wyjąkaną przez Filipa. Formacja strażników zmieniła się naturalnie, niczym dopasowująca do naczynia ciecz, i grupa weszła na piętro, rozchodząc się powoli po korytarzu. W ich stronę wiał lodowaty wiatr, niosący ze sobą widmo śmierci i pustki, niemal mącący w umysłach, niczym zbyt silny podmuch powietrza, wpychający się do ust i utrudniający oddychanie. Eva tylko zmrużyła oczy, nawet porzucając symulowanie oddechu i rozejrzała się nagle, gdy koło niej upadł Szakal. Zacisnęła usta i momentalnie wpadła do jego umysłu, rozganiając macki śmierci niczym wściekła trąba powietrzna. Ani za elfem specjalnie nie przepadała, ani nie należał stricte do jej ludzi, ale gdy byli tu w drużynie, wszystkie jej elementy musiały działać nienagannie, by Klaus mógł robić swoje. Nie mogła sobie pozwolić nawet na jedno słabe ogniwo.
        - Weź się w garść – warknęła do strażnika, z pomocą Luthro podrywając go na nogi, ale elf wciąż wisiał bezwładnie, podtrzymywany pod ramionami. – Poradź sobie z tym na swój sposób – mruknęła, nie pochwalając specjalnie dziedzin magii elfa, ale też nie robiąc z tego jakiejś wielkiej rzeczy. Jedyne co jej przeszkadzało to konieczność dopasowywania standardowych działań do arkan władanych przez Szakala, lecz to co zaskakiwało czasem ich, zaskakiwało też przeciwnika, a tym samym było przydatne. Plusy równoważyły minusy.
        Poczekała aż mężczyzna nabierze nieco bardziej przytomnego spojrzenia i przekazała go Luthro, jako że elf wciąż wyglądał jakby sam stał na granicy śmierci, bardziej blady i roztrzęsiony niż Shurin. Ten bowiem dla odmiany wyglądał na ożywionego, a chłodny powiew śmierci jakby dodał mu koloru na policzkach.
        - W lewo – powiedział gładko, ruszając we wskazanym kierunku i Eva tylko ruchem głowy pogoniła strażników.
        - Doprowadź go do porządku – mruknęła do Luthro, wycofując się z umysłu byłego druida, który na powrót zaczął wytrzeszczać oczy, ale przynajmniej teraz z tym walczył.
        Mijali nieliczne portale, prowadzące w głąb prosektoriów, wszystkie niezmiennie puste, przyciągając tylko na moment uwagę strażników, gdy ci upewniali się co do bezpieczeństwa, po czym ruszali dalej. Tylko Ritho wciąż miał problemy z samokontrolą, odwracając gwałtownie głowę w stronę każdego z wejść, jakby dobiegały go krzyki, które tylko on słyszał. Mamrotał wtedy do siebie, łapiąc się znów za głowę i wyraźnie walcząc z pułapkami własnego umysłu. Filip zaś podążał szybkim krokiem, z nosem utkwionym w mapach, przez co w pewnym momencie wysunął się przed pierwszy szereg strażników.
        - Uważaj! – syknęła Eva, a w tym samym momencie Hokurai wykazała się największą przytomnością z tych idących przodem i dosłownie złapała nekromantę za kołnierz, zatrzymując jego czubek nosa o włos od niemalże niewidocznej przeszkody.
        Na linii jednej z wbudowanych wewnątrz korytarza krat połyskiwała przezroczysta zasłona magii, niemal niedostrzegalna, gdy szło się na nią na wprost, zdradzając się tylko lekkim błyskiem, gdy poruszała się niczym tafla wody, smagana lekkim wiatrem. Alvarez od razu przypomniała się paskudna srebrna mgła na Krwawym Balu i skrzywiła się pod nosem, spoglądając na strażniczkę.
        - Co to jest? – zapytała na głos, przyzwyczajona do tego, że nekromantka ma najbardziej rozległą wiedzę o Wieży z tu obecnych, ale ta tylko zacisnęła usta, wyraźnie niezadowolona ze swoich następnych słów.
        - Nie mam pojęcia – mruknęła.
Avatar użytkownika
Eva
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Callisto, Leila, Avellana, Sonea, Mathias, Emma, Cat, Lexi, Maia, Ananke, Rakel, Lena, Rain, Kimiko, Kiki, Astarte, Segen, Mimosa, Dayanara,
Rasa: Wampirzyca, przemieniona z człowieka
Aura: Silna aura składa się ze srebrnych i żelaznych zacisków. Tworzą one wówczas wielokątne i ostre trójkąty o gładkiej powierzchni tworząc w ten sposób specyficzną sieć ostrzy. Połyskują one topazową poświatą, a na samych czubach gromadzi się woń krwi powoli rozpraszająca się w przestrzeni. Wzbudza trudną do ukrycia obawę, przy czym nie należy ona wcale do kruchych. Jest solidna, ale ta zbita przestrzeń potrafi także elegancko ugiąć się pod naciskiem. Trwałemu buczeniu towarzyszy głęboka melodia, dzięki czemu zamiast irytacji zradza się niepewność. Popychana jest ona trzaskiem płomieni, który ani trochę nie brzmi ciepło czy zachęcająco, a wręcz przeciwnie. Nerwowość i spięcie wzrasta z każdą kolejną odkrytą zmysłem cechą. Zlepia usta, jednakże w sposób niewolniczy.. a zarazem i zniewalający, mimo gorzkiej dominacji.
Wygląd: Eva już jako człowiek była wyjątkowo piękną kobietą, a Przemiana, chociaż nie przyniosła ze sobą żadnych konkretnych zmian w jej aparycji, jeszcze bardziej uwydatniła jej urodę. Długie gęste włosy lśnią teraz zawsze intensywną czernią i są proste niczym struna. Ciemne oczy zyskały głębszy wyraz, sprawiając wrażenie morskiej toni, która przyciąga i hipnotyzuje, ... (Więcej)

Postprzez Nikolaus » Pt lis 16, 2018 11:08 pm

        - To chyba Tatiana ma w tej kwestii więcej do gadania niż ja - zauważył generał, oczyma wyobraźni widząc już jak Eva przyprowadza sobie do domu tę rudą sierotę. Musiałaby go chyba jednak nieść albo ciągnąć, bo on by chyba nie poszedł z nią z własnej woli: miał do niej wyraźną słabość, ale wszystko miało swoje granice, a Filip wyglądał mimo wszystko na osobę dość… strachliwą. Bez urazy.

        Nikolaus stał spokojnie i patrzył na cierpiącego Ritho. Nie było widać by wyrywał się do pomocy, prędzej sprawdzał czy druid sam sobie z tym poradzi albo też co z niego zaraz wylezie. Wiedział, że ktoś inny się nim zajmie, więc po co on jeszcze miałby sobie tym głowę zawracać? Fakt, Szakal był dla niego cennym strażnikiem, ale nie zamierzał go przez to niańczyć. Zresztą zaraz zgodnie z przypuszczeniami generała, cierpiącym druidem zajęli się pozostali – Luthro i Eva. Podnieśli druida na nogi i jakoś sprawili, że z jego twarzy zniknął ten wyraz niewyobrażalnych katuszy, choć nadal daleko mu było do normalności. Turilli miał teorię, że jego słabość wynikała po równi z magii, jaką się posługiwał, jak również – a może przede wszystkim – z rasy, którą reprezentował. Nie od dziś wszak wiadomo, że elfy były mocno związane z przyrodą, naturą, z życiem. Z tym wszystkim, czego w tym miejscu brakowało tak bardzo, że nawet nieumarli czuli różnicę.
        - Jeśli nie dasz rady, nie idź dalej – zarządził Nikolaus, gdy już ruszyli. Matowy i spokojny ton jego głosu sprawił, że jego słowa zabrzmiały brutalnie. Ritho mógł odnieść wrażenie, że w oczach generała był słaby i ten nim pogardzał, lecz tak nie było. To była czysta kalkulacja – Szakal był silnym magiem i cennym członkiem zespołu, ale jedynie wtedy, gdy był w stanie czarować, w przeciwnym razie stawał się jedynie balastem i sam dla siebie stanowił zagrożenie. Wszyscy tracili na jego słabości, dlatego nie było wcale hańbą się do niej przyznać.
        Gdy już podjęli marsz i dało się dostrzec, że Ritho starał się trzymać nerwy na wodzy, ale szło mu to niekoniecznie tak dobrze jak by sobie tego życzył, Hokurai zwolniła kroku by się z nim zrównać. Klepnęła go w ramię w jowialnym geście pocieszenia, co sprawiło, że elf odwrócił na nią zalękniony wzrok.
        - Nie bądź ciepłą bułą – zganiła go szeptem nekromantka. - Żywi są o wiele groźniejsi niż martwi, bo potrafią samodzielnie myśleć, nie musisz więc obawiać się śmierci...
        Hokurai gwałtownie przerwała i wyskoczyła do przodu, by złapać Filipa, który prawie wpakował się… No właśnie, na co? Na pułapkę? Na fatamorganę? Wszyscy byli skonsternowani widokiem tego dziwnego zjawiska i wszyscy też rozsądnie woleli się nie zbliżać. Obserwowali je z miejsc, w których się zatrzymali, nawet Szakal na moment przestał się trząść i wyglądał na skupionego.
        Nikolaus postąpił kilka kroków do przodu, stając prawie że w pierwszym rzędzie i przyjrzał się przeźroczystej błonie, która zagradzała im drogę. Wyglądała jak bardzo duża bańka mydlana, jak twór całkowicie naturalny. Chciało się po prostu wyciągnąć szpikulec i ją przebić… Ale instynkt całej grupy krzyczał, by za nic w świecie tego nie robić. Trzeba było jednak coś zrobić, znaleźć słaby punkt…
        - To nie ma aury typowej dla zaklęcia - zauważył generał, z czym zgodziła się większość znających się na magii osób w grupie. Widać było jednak, że Hokurai coś się w tym tworze nie podobało. Podeszła do niego ostrożnie, jakby bała się ugryzienia i przyglądała się gładkiej powierzchni, która marszczyła się pod wpływem jej oddechu. Nawet nie wyciągnęła ręki, by na pewno tego nie dotknąć.
        - Generale, to jest zaklęcie - oświadczyła nagle. - Ale zatopione w murze… Widać jak drga.
        Faktycznie, gdy spojrzało się pod ostrym kątem tak jak to czyniła nekromantka, można było dostrzec cieniutki blask magii, która wchodziła w kamień i zaprawę niczym w masło. Można było się więc domyślić, co to musiało być - pewnikiem jakieś zaklęcie dezintegrujące. Kto by w nie wszedł, przestałby w jednej chwili istnieć, jak przytknięta do tafli wody zapałka. Mogło to być też coś innego, lecz jakoś nikt nie kwapił się to sprawdzać.
        - Panie Shurin - generał zwrócił się do rudego nekromanty. - Czy jest jakiś sposób, by  to obejść?
         - Jest - mruknął Filip, zaraz podchodząc do Klausa z mapą. - Ale t-tu...przez t-te schod-dy - wyjaśnił, pokazując na karcie drogę, jaką musieliby obrać. Zawrócić, wejść piętro wyżej i zejść…
        Klaus skinął głową z nieodgadnionym wyrazem twarzy. To co tutaj robili przypominało szachy. Z tym, że rozgrywane na wielowymiarowej planszy, zupełnie nie widząc pionów przeciwnika. A przynajmniej oni ich nie widzieli. Turilli i jego ludzie musieli być sprytniejsi od przeciwnika nie wiedząc nawet co ten planuje. Gdyby wampir miał wyrazić na głos swoją pierwszą myśl, powiedziałby, że są prowadzeni w pułapkę w postaci jedynej słusznej drogi, na której końcu czeka ich przykładna, bolesna śmierć. Visatuli był jednak sprytny... Więc czy posunąłby się do tak prostackiego zagrania? To nie było w jego stylu. Mógł jednak uznać, że skoro Nikolaus spodziewa się po nim wysublimowanych sztuczek, właśnie w ten sposób zdoła go zaskoczyć. Cóż za paranoja... Turilli wiedział, że musi działać zgodnie z własnym instynktem, bo nie był w stanie prześledzić toku rozumowania swojego przeciwnika. Miał jednak pewien pomysł.
        - Alvarez - zwrócił się do swojej adiutantki. - Pamiętasz tamten korytarz na Krwawym Balu?
        Gdy dają ci do wyboru dwie drogi, należało wybrać trzecią - tego przeciwnik nigdy się nie spodziewał. Nikolausowi wydawało się, że przechytrzył w tym momencie nekromantę i zamiast biedzić się nad tym czarem, zamiast iść drugą “słuszną” drogą zamierzał wybić dziurę w murze do następnego pomieszczenia.
Avatar użytkownika
Nikolaus
Błądzący po drugiej stronie
 
Nagrody: Obrazek
Inne Postacie: Sanaya, Jorge, Dżari, Skowronek, Yastre, Widugast, Kinalali, Tioyoa, Ijumara, Kaikomi, Rael, Mniszek, Mitra, Rianell, Sadik, Maximilaan,
Rasa: Wampir czystej krwi
Aura: Niezwykła siła pulsująca od emanacji już z daleka zdradza jej obecność. Niby tajemnicza krypta, skrywa drzemiącą w niej potężną moc, od której bije wyraźny chłód oraz ciemna i matowa, lecz zdecydowanie obsydianowa poświata. Powierzchnia aury jest wyjątkowo twarda, niczym barwiony żelazem kamień. Miejscami jest on jednak na tyle miękki, że ktoś wyżłobił w nim platynowe i kobaltowe zdobienia, dodając gdzieniegdzie delikatne ornamenty w barwach rtęci i, co może niejednego zaskoczyć – miedzi. Mimo wszystko powierzchnia gnie się niesamowicie, swą elastycznością przypominając topniejący lód, który dopiero po ponownym zamarznięciu atakuje ponownie swoimi wyjątkowo ostrymi krawędziami. Emanacja w dotyku jest gładka i aksamitna, kusząc łagodnym, chociaż gorzko – słonym smakiem. Czuć zapach świeżej krwi i lepki, metaliczny posmak w ustach, pozostawiający jednak po sobie wrażenie suchości. Dominującym dźwiękiem jest spokojna, głęboka melodia, kojąca zmysły i oświecająca umysł, przez którą z trudem przebijają się krzyki agonii. Wtedy czuć również dojmującą stratę, która przechodzi w uczucie zagrożenia w momencie, w którym do uszu docierają jęki torturowanych, a nozdrza wypełnia przytłaczający smród.
Wygląd: Ktoś pomiędzy rycerzem a nekromantą, ktoś, przed kim tłum podświadomie się rozstępuje, bo patrząc na niego widzi władzę i siłę. To oczywiście kwestia sylwetki i postawy. Niezaprzeczalnie wysoki, bo mierzący sześć i pół stopy, szczupły, zawsze wyprostowany i z dumnie podniesioną głową, pewny siebie i trochę arogancki. Kolejny palec wzrostu a czasem nawet więcej dodają mu ... (Więcej)

Postprzez Eva » N lis 25, 2018 2:04 pm

        Ostatniego docinka Eva nie skomentowała już inaczej, jak lekkim uśmiechem, nie dopowiadając, że jeśli o nią chodzi to zawsze właśnie ona ma ostatnie słowo. Przynajmniej od dłuższego już czasu. Tatiana miała wyjątkowe fory, jak na pomoc domową, ale wampirzyca tylko z sentymentu, dla rozrywki i z wyjątkowej cierpliwości tolerowała jej pyskatość i panoszenie się, jakby to starsza kobieta była panią domu, a ona jej gościem. Póki robiła swoje, a nie było w Maurii lepszej zarządczyni, Tatiana miała kredyt zaufania u swojej chlebodawczyni i mogła sobie na sporo pozwalać, ale wciąż jednak to ona służyła Evie, wszystkie swoje działania dopasowując pod wampirzycę. Nie była głupia i nawet jeśli czasem prychaniem komentowała krwawy bałagan zostawiony przez Alvarez w mieszkaniu po jakimś większym posiłku, doceniała fakt, że sama była nietykalna.
        Wampirzyca szybko jednak wróciła do bieżących wydarzeń, odkładając rozmyślania o charakterze Tatiany, który jednakowoż teraz by się przydał Szakalowi. Stara panna była twarda niczym lodołamacz i nie po raz pierwszy Eva pomyślała z ponurym rozbawieniem, że w sumie byłby z niej całkiem przerażający wampir. Teraz jednak zajęła się słabnącym na ciele i umyśle strażniku, który walczył jednocześnie z własnym organizmem i dumą, gdy usłyszał komentarz Klausa. Wybór był oczywiście jego, ale było raczej jasne, jaka kariera czekała kogoś, kto w takiej sytuacji powiedziałby, że jednak nie czuje się najlepiej i sobie tutaj na nich poczeka. Nie. Musiał wziąć się w garść. Wsparty więc na jednym z wampirów od Alvarez, stawiał krok po kroku, usiłując skupić się na tych nielicznych pasmach życia w jego otoczeniu i nie dać się stłamsić wszechobecnej śmierci. Komentarz Hokurai nie pomagał, jednak po chwili nekromantka skoczyła w przód, zatrzymując tego młodego rudego o krok od… tego czegoś.
        Eva podeszła bliżej przezroczystej błony, która falowała pod samym oddechem Filipa, zdając się tak cienką i nietrwałą, że można by przerwać ją dłonią, a opadłaby na ziemię niczym zerwana pajęczyna. Słuchała analiz Klausa i Hokurai, samej jedynie śledząc spojrzeniem bieg scalenia magicznej tafli z murem. Wyglądało to jednocześnie tak niewinnie, że naprawdę kusiło, by sięgnąć tam dłonią i zerwać marną przeszkodę, a jednocześnie biło alarmem w głowach, by nie zbliżać się bardziej, bo przypadkiem można wywołać lawinę konsekwencji.
        Obróciła lekko głowę, gdy do odpowiedzi wywołano młodego nekromantę, po czym podążyła spojrzeniem za malowanym palcem po mapie szlakiem drogi alternatywnej. Mało nie prychnęła pod nosem, zirytowana, że pędzą ich przez te podziemia jak myszy przez labirynt. Eva spojrzała na generała, słysząc swoje nazwisko, a gdy padło kolejne pytanie, uśmiechnęła się przebiegle. Oczywiście, że pamiętała. Nie mogła sobie co prawda przypomnieć, czy rzeczywiście ktoś posprzątał wówczas tamten bałagan, ale na tle pozostałych zniszczeń były one mizerne niczym plama wody na obrusie. Teraz jednak nie było z nimi Liama, który mógłby przebić się na wylot przez mur, miała za to innego strażnika, władającego magią pustki i to na niego wampirzyca przeniosła spojrzenie.
        - Rille, poradzisz sobie też z tym? – odruchowo zadała pytanie mentalnie. Możliwe, że byli obserwowani, nie chciała więc uprzedzać faktów, a nawet jeśli ktoś podsłuchiwałby i te rozmowy, analiza zajęłaby mu więcej czasu, niż młodemu wampirowi na odgadnięcie intencji swojej pułkownik.
        Po raz kolejny była zadowolona z bystrości swoich podwładnych, gdy mężczyzna tylko skinął głową, obracając się w bok, a po chwili pod jego gestami kamienne bryły zaczęły migotać i osypywać się w pył, który niknął jeszcze nim opadł na ziemię. W ścianie poszerzało się przejście w sposób o wiele mniej widowiskowy od ostatniego przedstawienia w tym stylu… lub bardziej subtelny, jak kto woli. Już po krótkiej chwili bowiem, bez najmniejszego dźwięku i bałaganu, ział przed nimi prostokątny portal, pozwalające na swobodnie przejście na drugą stronę. To zaś mogło skłonić do zastanowienia, dlaczego poprzednim razem to Roston torował drogę, ale nikt kto znał Evę nie zadałby takiego pytania – wampirzyca nie bawiła się w subtelności, zwłaszcza w takich sytuacjach. Liczył się skutek i czas, a nierzadko też odpowiednie wrażenie, teraz zwyczajnie zbędne.
        Rille przeszedł przodem, za nim Hokurai, popychając przed sobą lekko oszołomionego Shurina. Za nimi Eva, Klaus, Luthro i Ritho, a pochód zamykał Vail, rozglądając się czujnie po korytarzu, który opuszczali, by następnie przeciągnąć długim spojrzeniem po niemal bliźniaczym przejściu po drugiej stronie. Mur był grubszy, więc nie przekroczyli ściany, jak w rezydencji, a szli chwilę przez wydrążony tunel, ostatecznie jednak pojawiając się w kolejnym z podziemnych przejść, stanowiących istny labirynt podziemi.
        - Gdzie teraz? – Eva zerknęła Filipowi przez ramię, a ten zawahał się, chwilę błądząc palcem po pergaminie, nim w końcu odnalazł miejsce, w którym się znajdowali. Ona w międzyczasie na szybko zamknęła przejście, kierowana jakimś podświadomym przeczuciem, że nie chce, by ktoś podążył bezpośrednio po ich śladach. Stworzenie zaś kamiennego muru, idealnie wpasowującego się w powstałą lukę, było dla niej drobnostką.
        - Ppprosto. Kkkierunek, jak poo… poprzednio, ale pppóźniej znowu w dddół.
        Wampirzyca skinęła głową i ruszyła z nekromantą przodem, tym razem już pilnując go, by nie wpadł w żadną pułapkę. Bo chociaż zdawało jej się, że plan Klausa ratuje ich przed czyhającymi po drodze niespodziankami, przynajmniej przez pewien czas, nie minie wiele czasu nim zostaną ponownie zlokalizowani przez tego, kto postanowił się tak nieroztropnie zabawiać ich kosztem.
Avatar użytkownika
Eva
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Callisto, Leila, Avellana, Sonea, Mathias, Emma, Cat, Lexi, Maia, Ananke, Rakel, Lena, Rain, Kimiko, Kiki, Astarte, Segen, Mimosa, Dayanara,
Rasa: Wampirzyca, przemieniona z człowieka
Aura: Silna aura składa się ze srebrnych i żelaznych zacisków. Tworzą one wówczas wielokątne i ostre trójkąty o gładkiej powierzchni tworząc w ten sposób specyficzną sieć ostrzy. Połyskują one topazową poświatą, a na samych czubach gromadzi się woń krwi powoli rozpraszająca się w przestrzeni. Wzbudza trudną do ukrycia obawę, przy czym nie należy ona wcale do kruchych. Jest solidna, ale ta zbita przestrzeń potrafi także elegancko ugiąć się pod naciskiem. Trwałemu buczeniu towarzyszy głęboka melodia, dzięki czemu zamiast irytacji zradza się niepewność. Popychana jest ona trzaskiem płomieni, który ani trochę nie brzmi ciepło czy zachęcająco, a wręcz przeciwnie. Nerwowość i spięcie wzrasta z każdą kolejną odkrytą zmysłem cechą. Zlepia usta, jednakże w sposób niewolniczy.. a zarazem i zniewalający, mimo gorzkiej dominacji.
Wygląd: Eva już jako człowiek była wyjątkowo piękną kobietą, a Przemiana, chociaż nie przyniosła ze sobą żadnych konkretnych zmian w jej aparycji, jeszcze bardziej uwydatniła jej urodę. Długie gęste włosy lśnią teraz zawsze intensywną czernią i są proste niczym struna. Ciemne oczy zyskały głębszy wyraz, sprawiając wrażenie morskiej toni, która przyciąga i hipnotyzuje, ... (Więcej)

Postprzez Nikolaus » Śr gru 05, 2018 12:48 am

        Uśmiech Evy Alvarez wyrażał wszystko, co chciał wiedzieć generał - zrozumiała aluzję i przystała na jego pomysł. Co więcej uczyniła to z zadowoleniem, choć może było to poniekąd do przywidzenia - adiutantka Klausa lubiła chaos i zniszczenie znacznie bardziej niż większość jego bliskich współpracowników. Wszak wtedy, na Krwawym Balu, to ona wpadła na pomysł z przebiciem się przez ścianę zapętlonego korytarza i chociaż zastrzegła od razu, że po wszystkim zniszczenia zostaną usunięte, Turilli nigdy nie sprawdził czy tak się w istocie stało - trzeba było zająć się wtedy znacznie bardziej brzemiennymi w skutkach stratami niż stertą cegieł... Generał zdawał sobie w tym wszystkim sprawę, że nie było z nimi w tym momencie wampira, który wtedy zajął się wyburzaniem, ale uznał, że Alvarez jakoś sobie z tym poradzi, a jak nie, najwyżej jemu przyjdzie coś kombinować, choć raczej nie zdarzało się, by jego adiutantka go zawiodła... Po samym jej spojrzeniu posłanym odruchowo jednemu z wampirzych strażników Klaus poznał, że i tym razem Eva znalazła rozwiązanie ich problemu - to mu się podobało. A jeszcze bardziej podobało mu się, że do wykonania wyłomu wybrany został Rille - jego metody działania, czyste i precyzyjne, bardzo odpowiadały generałowi, który już dawno wyrósł z efekciarstwa, stosując je tylko wtedy, gdy było to naprawdę konieczne, a i wtedy czyniąc to raczej niechętnie. Tutaj nie było przed kim robić wrażenia (a na balu było? Nieważne...), a wręcz wskazane było zachowanie dyskrecji, wszystko układało się więc doskonale. Może nawet trochę zbyt doskonale, ale to akurat niezwykle trudno było ocenić w tym momencie. Ważne, że parli do przodu i mieli jakieś szanse na przechytrzenie przeciwnika.
        - Hokurai. - Nikolaus niedbale machnął ręką, każąc nekromantce trzymać się na szpicy pochodu, gdyż obserwując ją czuł się, jakby trzymał ogara na smyczy. Ona czuła się w tym miejscu doskonale, poruszała się pewnie. Znała z grubsza podziemia tej wieży i metody działania tutejszych magów, pewnie z tego brała się jej swoboda, która jednak jeszcze nie miała nic wspólnego z brawurą - tego generał wręcz nienawidził, więc gdyby tylko się zorientował, zaraz by ją przytemperował, lecz w tym układzie mógł jedynie czerpać z tego, co zostało mu dane.

        Po przejściu przez stworzony mocą pustki korytarz trafili do niewielkiego pomieszczenia sekcyjnego, pustego i chyba wręcz od dawna nieużywanego, gdyż nie leżało tu ani jedno narzędzie, ani jedna kartka papieru. Drzwi na korytarz stały jednak otworem, bo na całym piętrze było jednakowo chłodno i czysto… I w tym momencie pusto, nie licząc grupy strażników, która przemieszczała się korytarzami.
        - Alvarez... - odezwał się Klaus, lecz jak zawsze ona odgadła jego myśli nim jeszcze zostały wypowiedziane i zajęła się maskowaniem przejścia, które niedawno opuścili. Generał skwitował to tylko krótkim, acz wyrażającym zadowolenie skinieniem głowy. Podszedł do Shurina, który widząc kładący się na mapie cień wampira jakby trochę się skulił. Podpadł generałowi już tyle razy, że bał się zrobić to po raz kolejny, dlatego jego wzrok cały czas uciekał w kierunku Evy Alvarez, szukając w niej wsparcia i pocieszenia… I chyba sympatii, bo im dłużej Klaus go obserwował, tym bardziej zdawało mu się, że Shurin musiał mieć słabość do pięknej wampirzycy. Nie ganił go za to, bo nie był pierwszy i nie ostatni - za Evą oglądały się tuziny mężczyzn, ale właśnie, tylko oglądali, bo mało kto miał jaja, by podejść i zagadać. Biednego rudzielca też pewnie czekał ten los.
        - Idziemy - oświadczył twardo Turilli i choć szedł w środku kolumny, narzucał szybkie tempo marszu, nie pozwalając jednak na to, by zaniedbać rozpoznanie, więc strażnicy musieli się uwijać jak w ukropie. To nie była złośliwość z jego strony, po prostu chciał jak najlepiej wykorzystać przewagę, jaką właśnie zyskali i przejść jak najdalej nim Visatuli zorientuje się, że gdzieś ich zgubił po drodze… Wierzył przy tym, że strażnicy sobie poradzą, bo przecież zabrał ze sobą najlepszych.

        Bez żadnych incydentów podążali za wskazówkami Shurina i wkrótce znaleźli się w korytarzu, który prowadził do prosektorium, które było ich celem. Czuć tu było świeżą krew i smród rozkładu. Lecz to nie wszystko - ledwo postawili pierwsze kilka kroków i już na korytarzu dało się słyszeć dobiegające z prosektorium łkania i jęki tak bolesne i zwierzęce, że nie sposób było nawet poznać czy głos należał do kobiety czy mężczyzny. Wszyscy strażnicy natychmiast wzmogli czujność, a ci znający się na magii zaraz sprawdzili czy nie jest to jakiś magiczny trik... Było jednak o wiele ciekawiej.
        - Tam ktoś jest - odezwał się nagle poruszony Szakal. Nie musiał dodawać, że był to ktoś żywy, to było widać po jego minie. Hokurai nie podzielała jednak jego entuzjazmu.
        - Ale ta aura jest dziwna, taka... rozwleczona. Jakby to był rój pszczół - skomentowała.
        - W istocie, jest rozmyta - zgodził się ostrożnie druid, wyraźnie zbierając się w sobie i w końcu stoją samodzielnie, bez wsparcia któregokolwiek z towarzyszy.
        - Generale, może lepiej, by ktoś z nas poszedł na zwiad - zaproponował Ritho. - Zgłaszam się na ochotnika - dodał, ewidentnie chcąc w ten sposób zmazać złe wrażenie, jakie zrobił piętro wyżej.
        - Pójdę z nim - zaoferował się Veil, by w razie czego magię druida wspierać swoją brutalną siłą. Turilli nie miał powodu, by im tego zabronić.
        - Idźcie - zgodził się.
        Strażnicy odmeldowali się i w parze poszli dalej. Obaj byli gotowi do walki, widać to było po sposobie w jaki elf trzymał ręce i po tym, jak człowiek cicho dobył miecza. Gdy dotarli do drzwi, oparli się plecami o ścianę i odliczyli, po czym śmiało wkroczyli do środka. Nie było ich raptem chwilę, po której na korytarz wrócił druid. Wyglądał trochę niepewnie, jakby wahał się czy może się odezwać.
        - To… jest bezpiecznie - oświadczył odzyskując śmiałość. - Generale, jest czysto, ale musicie to zobaczyć - dodał z naciskiem, wracając do prosektorium.

        Klaus nie czekał na ponowne zaproszenie i zaraz poszedł razem z resztą do prosektorium. Szybko zrozumiał co chciał mu pokazać elf i co miała na myśli Hokurai, wspominając o dziwnej aurze. W prosektorium znajdowało się ciało… Żywy człowiek. Chociaż nikt nie mógł pojąć, jakim cudem mógł być żywy - został rozdarty na strzępy. Jego kończyny walały się w różnych kątach pomieszczenia, z jelit zrobiono upiorną girlandę, a jedynym większym fragmentem była klatka piersiowa z jedną ręką i głową. A on nadal żył - z pewnością dzięki magii. To jego bolesne jęki słyszeli wcześniej, bo pewnie nadal cierpiał po tym, co mu zrobiono, nie mogąc przy tym umrzeć.
        - Max Risa - odezwała się Hokurai, rozpoznając wykrzywioną bólem twarz rozczłonkowanego mężczyzny.
        - On… To… Visatuli wiedział, że przyjdziecie… Że to wy przyjdziecie… - stękał przez łzy skatowany mag. - Dlatego zostawił mnie przy życiu… Dla was…
Avatar użytkownika
Nikolaus
Błądzący po drugiej stronie
 
Nagrody: Obrazek
Inne Postacie: Sanaya, Jorge, Dżari, Skowronek, Yastre, Widugast, Kinalali, Tioyoa, Ijumara, Kaikomi, Rael, Mniszek, Mitra, Rianell, Sadik, Maximilaan,
Rasa: Wampir czystej krwi
Aura: Niezwykła siła pulsująca od emanacji już z daleka zdradza jej obecność. Niby tajemnicza krypta, skrywa drzemiącą w niej potężną moc, od której bije wyraźny chłód oraz ciemna i matowa, lecz zdecydowanie obsydianowa poświata. Powierzchnia aury jest wyjątkowo twarda, niczym barwiony żelazem kamień. Miejscami jest on jednak na tyle miękki, że ktoś wyżłobił w nim platynowe i kobaltowe zdobienia, dodając gdzieniegdzie delikatne ornamenty w barwach rtęci i, co może niejednego zaskoczyć – miedzi. Mimo wszystko powierzchnia gnie się niesamowicie, swą elastycznością przypominając topniejący lód, który dopiero po ponownym zamarznięciu atakuje ponownie swoimi wyjątkowo ostrymi krawędziami. Emanacja w dotyku jest gładka i aksamitna, kusząc łagodnym, chociaż gorzko – słonym smakiem. Czuć zapach świeżej krwi i lepki, metaliczny posmak w ustach, pozostawiający jednak po sobie wrażenie suchości. Dominującym dźwiękiem jest spokojna, głęboka melodia, kojąca zmysły i oświecająca umysł, przez którą z trudem przebijają się krzyki agonii. Wtedy czuć również dojmującą stratę, która przechodzi w uczucie zagrożenia w momencie, w którym do uszu docierają jęki torturowanych, a nozdrza wypełnia przytłaczający smród.
Wygląd: Ktoś pomiędzy rycerzem a nekromantą, ktoś, przed kim tłum podświadomie się rozstępuje, bo patrząc na niego widzi władzę i siłę. To oczywiście kwestia sylwetki i postawy. Niezaprzeczalnie wysoki, bo mierzący sześć i pół stopy, szczupły, zawsze wyprostowany i z dumnie podniesioną głową, pewny siebie i trochę arogancki. Kolejny palec wzrostu a czasem nawet więcej dodają mu ... (Więcej)

Postprzez Eva » N gru 09, 2018 8:55 pm

        Właśnie zabierała się za odtworzenie muru w miejscu, w którym przebili się przez ścianę, gdy usłyszała swoje nazwisko. Uśmiechnęła się jednak tylko pod nosem, gdy generał urwał wypowiedź, widząc, że jego adiutantka już wypełnia niewypowiedziane polecenie. Oczywiście grymas zniknął szybko z jej twarzy, pozostawiając pełną powagę i gdy przed wampirzycą znów znajdowała się tylko lita ściana, Eva odwróciła się i szybkim krokiem dogoniła uciekającą kolumnę. Stukot obcasów rozchodził się lekkim echem, po czym zwolnił, gdy wampirzyca zrównała się z grupą, spoglądając za czyniącymi rozpoznanie strażnikami. Domyśliła się, że Klaus goni ich, by jak najbardziej zwiększyli swoją przewagę, nim ktoś zauważy ich zniknięcie. Nie mogła przestać myśleć o tym, jakie skutki wywoływała błona w poprzednim korytarzu po dotknięciu jej. Negatywne, to z pewnością, aczkolwiek to było zbyt mało dla ciekawości wampirzycy, która musiała obejść się smakiem. Eh, nawet nie było kogo wrzucić tam, jako mięso armatnie. Shurin jeszcze się przyda.
        Wkrótce zainteresowana uniosła lekko głowę, słysząc rozbrzmiewające przed nimi jęki i rozpaczliwe, zduszone łkanie. Wampirze instynkty miała opanowane i od lat nie rzucała się na wszystko, co pompuje krew, ale nadal pozostawała drapieżnikiem i takie dźwięki mimowolnie pobudzały jej uwagę. Podczas pierwszej wymiany zdań milczała, wsłuchując się w emanację i obchodząc ją dokładnie, jakby próbowała rozwiązać łamigłówkę.
        - Rozszarpana… - mruknęła cicho pod nosem, bardziej do siebie niż do kogokolwiek innego, gdy Hokurai nazwała aurę rozwleczoną.
        Eva nie miała pojęcia, jak blisko prawdy była. Nie była dobra w czytaniu aur, ale emanacja wydawała jej się po prostu pourywana, niestanowiąca całości a uderzająca z różnych stron, niekompletna i utrudniająca odczytanie. Gdy więc Ritho i Veil zniknęli w komnacie, wampirzyca wciąż analizowała niespotkane wcześniej zjawisko, usiłując dotrzeć do jakiegoś logicznego uzasadnienia dla takiego stanu rzeczy. Podniosła wzrok na wejście dopiero, gdy stanął w nim druid. Jego skonsternowany wyraz twarzy budził zdziwienie, gdy oczekiwało się tylko na zagrożenie lub nic w ogóle.
        Weszła z Klausem do pomieszczenia i zatrzymała się zaskoczona już po kilku krokach. Nawet nie wiedziała na co patrzeć. Obraz cierpienia burzyła zamierzona groteskowość i miast współczucia, w człowieku budził się czarny humor, czego wyraz objawił się chociażby w cichym czknięciu Shurina, gdy ten tłumił atak histerycznego śmiechu i odruch wymiotny jednocześnie. Zbladł po same piegi i zasłaniając ręką usta rozglądał się przerażonym wzrokiem. Jako nekromanta miał często do czynienia ze zwłokami, ale były to czyste, nieruchome i martwe przede wszystkim ciała, a nie rozwleczone po całym pomieszczeniu fragmenty żyjącego jeszcze człowieka. Jego krew kapała nawet z sufitu, gdy ten próbował przemówić poprzez jęki i zdawkowe okrzyki bólu, których nie mógł powstrzymać.
        Eva postąpiła krok w stronę Maxa Risy, zatrzymując się gwałtownie, gdy przed jej obutymi w wysokie obcasy stopami przetoczyły się dwie gałki oczne, mlaskając jeszcze po posadzce resztkami wyrwanych nerwów. Oczy zakręciły się w miejscu, lokując „spojrzenie” na niej i Klausie, i to na generale pozostając, gdy mężczyzna się odezwał. Jego słowa zaś nie były niespodzianką. Kto inny i w jakim celu miałby zrobić coś takiego? Alvarez westchnęła bezgłośnie i szybko zanurzyła się w umysł mężczyzny, momentalnie przejmując nad nim kontrolę i odcinając odczuwanie bólu. Trwało to tylko mgnienie, ale i tak wywołało krótki grymas na twarzy wampirzycy, nim zablokowała przepływ czucia. Przez moment bowiem odczuwała boleśnie stan mężczyzny, jak również władzę w rozrzuconych po pomieszczeniu kończynach. Co za chory pomysł, by pozwolić wciąż władać mu oderwanymi członkami?
        Tak czy inaczej Eva zaraz otworzyła oczy, a wyraz twarzy mężczyzny złagodniał i ten odetchnął głębiej. Wampirzyca nie robiła jednak tego z nagłego przypływu empatii. Musieli uzyskać informacje, a ciężko rozmawiać z kimś balansującym na granicy śmierci w męczarniach. Po fakcie pewnie i tak go zabiją, tym razem już z litości, ale póki co trzeba było się dowiedzieć jak najwięcej.
        Przesłuchanie zostawiła Turilliemu, nie nawykła do wyręczania go w czynnościach służbowych, gdy sam był obecny. Zamiast tego rozglądała się jeszcze po pomieszczeniu, zastanawiając czy z przyzwoitości nie uprzątnąć nieco zwisających pod sufitem wnętrzności, albo chociaż pozbierać kończyny na jedną stertę. Ot, odruch. Samo utrzymywanie mężczyzny w stanie świadomości pozbawionej bólu było chwilowe i nie wątpiła, że nie zdołają go uratować. Poskładać i wskrzesić po fakcie może tak, ale na pewno nie uzdrowić. Ewentualnych wspomnień oczywiście nie ma co zazdrościć, ale nieumarły z pomieszanymi zmysłami to standard, nikt nie ma wszystkich klepek po tym jak umrze i wstanie. I tak lepsze to niż stan, w którym znajdował się obecnie.
Avatar użytkownika
Eva
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Callisto, Leila, Avellana, Sonea, Mathias, Emma, Cat, Lexi, Maia, Ananke, Rakel, Lena, Rain, Kimiko, Kiki, Astarte, Segen, Mimosa, Dayanara,
Rasa: Wampirzyca, przemieniona z człowieka
Aura: Silna aura składa się ze srebrnych i żelaznych zacisków. Tworzą one wówczas wielokątne i ostre trójkąty o gładkiej powierzchni tworząc w ten sposób specyficzną sieć ostrzy. Połyskują one topazową poświatą, a na samych czubach gromadzi się woń krwi powoli rozpraszająca się w przestrzeni. Wzbudza trudną do ukrycia obawę, przy czym nie należy ona wcale do kruchych. Jest solidna, ale ta zbita przestrzeń potrafi także elegancko ugiąć się pod naciskiem. Trwałemu buczeniu towarzyszy głęboka melodia, dzięki czemu zamiast irytacji zradza się niepewność. Popychana jest ona trzaskiem płomieni, który ani trochę nie brzmi ciepło czy zachęcająco, a wręcz przeciwnie. Nerwowość i spięcie wzrasta z każdą kolejną odkrytą zmysłem cechą. Zlepia usta, jednakże w sposób niewolniczy.. a zarazem i zniewalający, mimo gorzkiej dominacji.
Wygląd: Eva już jako człowiek była wyjątkowo piękną kobietą, a Przemiana, chociaż nie przyniosła ze sobą żadnych konkretnych zmian w jej aparycji, jeszcze bardziej uwydatniła jej urodę. Długie gęste włosy lśnią teraz zawsze intensywną czernią i są proste niczym struna. Ciemne oczy zyskały głębszy wyraz, sprawiając wrażenie morskiej toni, która przyciąga i hipnotyzuje, ... (Więcej)

Poprzednia strona

Powrót do Mauria

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron