[posiadłość nekromanty] Danse macabre


Miasto położone na północny-zachód od Mglistych Bagien, otoczone gęstą puszczą, jedyną droga prowadząca do miasta jest dolina Umarłych lub też nie mniej niebezpieczne bagna. Niewielu tutaj przybywa miasto zaczyna wymierać, gdyż młodzi jego mieszkańcy uciekają stąd jak najdalej od tajemniczej Doliny Umarłych.

Postprzez Nikolaus » So cze 17, 2017 4:04 pm

        Nikolaus odruchowo chciał założyć ręce za plecy rozmawiając z Esmeraldą, lecz zapomniał, że praktycznie nie posiada jednej górnej kończyny. Nie miał też broni, na której mógłby oprzeć lewą dłoń, więc by nie musieć się zastanawiać co z nią zrobić, wsunął kciuk za szlufkę spodni. Spojrzenie jego mlecznobiałego oka było nieruchomo utkwione w przemawiającej kobiecie, która najwyraźniej po tej umysłowej próbie sił nabrała pokory w stosunku do niego. Odpowiadała krótko, rzeczowo i bez złośliwości. Wieść o tym, że Ira jest tak naprawdę osobnym bytem, którego brak nie zaszkodziłby żywicielce, przypadła Turilliemu do gustu - wiedział już, że na przyszłość nie będzie musiał przejmować się tym, czy może wymierzyć na niej sprawiedliwość, nawet jeśli chodziłoby o zadanie śmierci… Na razie jednak Ira była stosunkowo bezpieczna - aż do następnego przewinienia.

        - Oczywiście, tylko to wspomnienie - zgodził się Nikolaus. Wbrew pozorom gmeranie w cudzych intymnych myślach wcale nie było dla niego specjalnie kuszące i to z kilku powodów. Pierwszym było to, że wbrew pozorom większość tego typu wspomnień była piekielnie nudna, chociaż ich właściciele byli pewnie przekonani o ich wyjątkowości. Drugim powodem było to, że czasami wchodził w posiadanie wiedzy, z którą nie wiedział co zrobić, a która nie dawała o sobie zapomnieć - świadomość dewiacji niektórych osób z najbliższego otoczenia była jedną z takich niedogodności. No i oczywiście istotnym czynnikiem, na który zwracał uwagę Klaus, był czas - szkoda było go marnotrawić na przeglądanie tego wszystkiego, jeśli umiało się wyekstrahować pojedyncze wspomnienie i skupić się na nim.
        Po wejściu do umysłu Esmeraldy generał z początku pozostawał w formie niematerialnej, która przypominała srebrzysty poblask unoszący się w powietrzu. Dopiero po pewnym czasie przybrał cielesną formę, w której wyglądał jak na co dzień - jego twarz pokrywała blada skóra, miał wszystkie kończyny w całości i mniej wyjściowy, za to kompletny, mundur. Zrobił to oczywiście głównie ze względu na nią, bo dla niego samego nadawanie kształtu własnej jaźni było zabiegiem niepotrzebnym i przez to często pomijanym.
        - Pozwolisz… - Turilli sam odnalazł drogę do interesującego go wspomnienia. Mijając Irę nie zwrócił na nią specjalnej uwagi, dostrzegł jedynie, że demonica żyje i jakoś wyliże się z zadanych jej ran. On miał w tym momencie dużo ważniejsze sprawy na głowie.

        W pierwszej kolejności ukazało im się drugie spotkanie przemienionej kobiety z nieznajomym. I tym razem jego sylwetka była rozmazana, lecz Nikolaus z pomocą Esmeraldy zdołał zestalić tę część wspomnienia, by móc dokładnie przyjrzeć się mężczyźnie. Oględziny nie wypadły zbyt owocnie - czerwone oczy złoczyńcy z pewnością były jakimś tropem, ale zbyt wątłym, by za nim podążyć. Turilli za to długo i intensywnie przysłuchiwał się jego głosowi w nadziei, że po nim go rozpozna. Albo zrobi to za niego ktoś inny, bardziej wykwalifikowany w tym by wiedzieć kto, z kim i dlaczego…
        - Pokażesz mi również wszystkie pozostałe momenty, gdy go widziałaś? - zapytał. Esmeralda zgodziła się i poprowadziła go przez wszystkie poprzednie wspomnienia zawierające postać tajemniczego nieznajomego. Klaus bardzo dokładnie je badał, poświęcając również uwagę kobiecie, która zginęła z jego ręki oraz łańcuszkowi, który jej odebrał. Teraz rozpoznał ofiarę: miała na imię Maria, jej ojciec był dość wpływową i bogatą osobą, lecz nie odznaczał się na tle mauryjskiej arystokracji. Nikolausowi zdawało się, że ostatnio próbował wydać córkę za mąż, a może wręcz już to zrobił…? Nieistotny detal, który na dodatek nie dawał żadnych informacji na temat tego, kto mógłby chcieć ją okraść i zamordować. Turili, zawiedziony wynikiem dochodzenia, wycofał się z myśli Esmeraldy.

        - Chodźmy - zwrócił się do przemienionej podążając za resztą. - Ostrożnie, śliskie… - mruknął, stawiając kroki na schodach pokrytych wodą zmieszaną z krwią.
        - Fierenzza - wezwał w myślach przebywającego gdzieś wyżej szpiega.
        - Tak, panie? - odpowiedział zaraz serafin przystając, gotowy zawrócić jeśli generał tak rozkaże.
        - Idź dalej - rozkazał mu jednak Klaus. - Znasz tego człowieka? - zapytał, pokazując Antoine’owi kalkę ze wspomnień Esmeraldy, które teraz miał we własnej pamięci. Na moment między mężczyznami zapadło milczenie, gdy Fierenzza analizował otrzymane myśli.
        - Niestety nie, generale - odpowiedział. - To raczej ktoś spoza Maurii, wygląda na obcego. Zdaje się jednak, że doskonale zna posiadłość, musiał więc ją wcześniej widzieć…
        - Zgadza się
- przytaknął Klaus.
        - Straż! - generał nagle zwrócił się na głos do wszystkich. - Jeśli napotkamy stworzenia, w które przemieniła się służba, macie je pochwycić. Należy je przesłuchać. Panno Alvarez, proszę podejść. Esmeraldo… - Turilli gestem zachęcił przemienioną, by szła przodem i poczekał chwilę, by móc rozmawiać na osobności ze swoją adiutantką.
        - Nie rozpoznajesz zapewne tego mężczyzny? - zapytał w ramach czystej formalności nim przeszedł do tematu, który chciał z nią omówić już wcześniej. - Panno Alvarez, byłaś świadkiem tego z kim przyszło nam się zetknąć w tej nawiedzonej posiadłości. Mówię zarówno o Esmeraldzie jak i stworzeniach, na które trafiliśmy. Nie wiemy co nas spotka dalej… A ja czuję, że jad w moich żyłach jest jedynie uśpiony i nie wiem kiedy i z jaką siłą zacznie na mnie znowu działać. Mogę skończyć jak partnerka Kiliana - oświadczył bardzo spokojnym głosem stratega liczącego się ze stratami. - Dlatego chciałbym, byś nauczyła się kilku przyzwoitych mentalnych ataków, by móc w razie czego mnie zastąpić. Mamy na to jedynie chwilę, lecz wiem, że jesteś pojętna. Możesz wejść do mojego umysłu - zachęcił ją.

        Chwilę później w myślach generała wyklarowało się czyste, puste miejsce, w którym skupiły się myśli obojga wampirów. Nikolaus był bardzo pewny swojej przewagi nad Evą, dlatego jedynie poinstruował ją jak powinno wyglądać duszące objęcie, jakiego użył na Irze, zaprezentował je również na swojej adiutantce, używając jednak zaledwie ułamka swej siły, po czym kazał jej zaatakować samego siebie.
        - Z całej siły - zachęcił ją stawiając barierę, na której zaklęcie miało się oprzeć. Dał jej kilka prób, aż w końcu poczuł, że robi to należycie, wtedy natychmiast przeszedł do następnego zaklęcia, którym była najprostsza w świecie dominacja.
        - By zdominować istotę rozumną trzeba większej wprawy bądź odpowiedniej determinacji, lecz nad takim piekielnym ogarem zdołasz zapanować gdy tylko dobrze przyswoisz sobie działanie tego zaklęcia - wyjaśnił, po czym szybko przeszedł do teorii. Praktyka na nim była niemożliwa, nie mieli tyle czasu, by generał zdołał całkowicie rozbroić swój umysł i odsłonić miękkie podbrzusze, które mogłaby zaatakować jego adiutantka. Było to zresztą ostatnie zaklęcie, jakie jej pokazał, gdyż na więcej nie mieli czasu - cokolwiek czaiło się w posiadłości, nie zamierzało czekać aż Eva przyswoi sobie dziedzinę umysłu na poziomie jej generała.

        Turilli i Alvarez przez moment zamarudzili z tyłu, lecz nadal pozostawali w zasięgu wzroku reszty grupy - wszyscy wiedzieli, że lepiej się nie rozdzielać, nawet jeśli jednak grupa miałaby mieć przewagę liczebną, a druga magiczną. Gdy para weszła na piętro, Fierenzza akurat wylądował na ziemi, a strażnicy wlepiali w niego niętęgie spojrzenia.
        - Generale… - Antoine wyraźnie nie potrafił ubrać tego co ma do przekazania w sensowne słowa, dlatego zamiast bełkotać niezrozumiałe zdania, cofnął się i gestem zaprosił Turillego by sam spojrzał w czym rzecz...
        Rzecz w tym, że w następnym pomieszczeniu brakowało posadzki. W ogromnej jadalni meble stały zawieszone w powietrzu, a patrząc w dół widziało się pokoje znajdujące się piętro niżej. Pojedyncze fragmenty podłogi pojawiały się to tu, to tam, jakby wyłaniały się z jakiejś toni, w której zaraz znikały. Na dobrą sprawę nie było nawet wiadomo czy są materialne.
        - To na pewno nie iluzja? - upewnił się Turilli, podchodząc do progu by samemu się o tym przekonać, lecz Fierenzza zastąpił mu drogę.
        - Na pewno - oświadczył twardo. - Wejście tam grozi upadkiem z wysoka. Większość z nas jest w stanie przelecieć… ale co z resztą? - zapytał szpieg, a część jego oczu wymownie spojrzała w kierunku panny Alvarez i Kiliana.
Avatar użytkownika
Nikolaus
Błądzący na granicy światów
 
Nagrody: Obrazek
Inne Postacie: Sanaya, Jorge, Dżari, Skowronek, Yastre, Widugast, Kinalali, Tioyoa, Ijumara, Kaikomi,
Rasa: Wampir czystej krwi
Aura: Niezwykła siła pulsująca od emanacji już z daleka zdradza jej obecność. Niby tajemnicza krypta, skrywa drzemiącą w niej potężną moc, od której bije wyraźny chłód oraz ciemna i matowa, lecz zdecydowanie obsydianowa poświata. Powierzchnia aury jest wyjątkowo twarda, niczym barwiony żelazem kamień. Miejscami jest on jednak na tyle miękki, że ktoś wyżłobił w nim platynowe i kobaltowe zdobienia, dodając gdzieniegdzie delikatne ornamenty w barwach rtęci i, co może niejednego zaskoczyć – miedzi. Mimo wszystko powierzchnia gnie się niesamowicie, swą elastycznością przypominając topniejący lód, który dopiero po ponownym zamarznięciu atakuje ponownie swoimi wyjątkowo ostrymi krawędziami. Emanacja w dotyku jest gładka i aksamitna, kusząc łagodnym, chociaż gorzko – słonym smakiem. Czuć zapach świeżej krwi i lepki, metaliczny posmak w ustach, pozostawiający jednak po sobie wrażenie suchości. Dominującym dźwiękiem jest spokojna, głęboka melodia, kojąca zmysły i oświecająca umysł, przez którą z trudem przebijają się krzyki agonii. Wtedy czuć również dojmującą stratę, która przechodzi w uczucie zagrożenia w momencie, w którym do uszu docierają jęki torturowanych, a nozdrza wypełnia przytłaczający smród.
Wygląd: Ktoś pomiędzy rycerzem a nekromantą, ktoś, przed kim tłum podświadomie się rozstępuje, bo patrząc na niego widzi władzę i siłę. To oczywiście kwestia sylwetki i postawy. Niezaprzeczalnie wysoki, bo mierzący sześć i pół stopy, szczupły, zawsze wyprostowany i z dumnie podniesioną głową, pewny siebie i trochę arogancki. Kolejny palec wzrostu a czasem nawet więcej dodają mu ... (Więcej)

Postprzez Eva » So lip 15, 2017 4:22 pm

        Eva zatrzymała się na półpiętrze, czekając na generała. Esmeralda minęła ją, dołączając do strażników, Fierenzzy i Kiliana, idących zwartą grupą kilka kroków przed nimi. Wampirzyca ruszyła dopiero po chwili, zrównując krok z towarzyszącym jej mężczyzną i przez chwilę spoglądała przed siebie pustym wzrokiem, w rzeczywistości przewijając w umyśle obrazy podesłane jej przez Turillego. Ona również nie liczyła na zbyt wiele, nie była wszak tak obeznana wśród mauryjskiej arystokracji jak Fierenzza i inni szpiedzy, głównie dlatego, że samo towarzystwo społecznej śmietanki miasta ją odstręczało. Pokręciła więc jedynie przecząco głową, potwierdzając przypuszczenia Klausa i zawieszając na nim uważne spojrzenie, gdy zaczął mówić. Zacisnęła usta w niezadowoleniu, słysząc jego przypuszczenia, jednak przezornie nie odzywała się, a już na pewno nie można było się po niej spodziewać banałów w stylu: „poradzimy sobie”, „nic ci nie będzie”, czy „wszystko będzie dobrze”. Rzadko kiedy jest dobrze. Poza tym znała swojego generała na tyle dobrze, by wiedzieć, że wszelkie pesymistyczne prognozy nie są przejawem dramatyzmu z jego strony, lecz raczej zakładania prawdopodobieństwa wystąpienia wszelkich wariantów i bycia na nie przygotowanym. Skinęła więc jedynie głową i z nietypowym dla siebie milczeniem, po prostu zajrzała do jego umysłu.
        Zatliła się na wyznaczonym miejscu, czując wyraźnie dominującą obecność Klausa. Zawsze gdy zaglądała do jego głowy czuła się, jakby gdzieś się zgubiła. W miejscu tajemniczym, nieznanym i pełnym kontrastów. Od razu czuć ogrom mocy umysłu wampira, który z miejsca uzmysławia intruzowi jego nieznaczność, a istota gospodarza jest tak przytłaczająca, że można odnieść wrażenie, jakby zostało się wepchniętym do zdecydowanie zbyt małego zbiorniczka. Miejsce kusiło i przerażało jednocześnie, a jednak znów nie dane jej było porozglądać się tutaj nieco dłużej. Klaus zaatakował, gdy tylko jej myśli skrystalizowały się w jednym miejscu, i pokonał z taką samą łatwością, jak zabiera się dziecku lizaka z ręki. Jednak ona jak zawsze podjęła rzuconą rękawicę, przełykając smak porażki tak samo gładko, jak ociera się krew ze zranionego podczas walki ciała. Zaatakowała tak, jakby naprawdę spodziewała się zwycięstwa i nie odpuszczała nawet po kolejnych nieudanych próbach, kiedy to wciąż odbijała się od silnej bariery, postawionej przez Turillego.
        Nie zliczyła nawet ile razy próbowała i na jak wiele różnych sposobów. W końcu jednak udało jej się poprawnie wykonać zaklęcie i rozbiła postawioną dla niej barierę w drobny mak. Posłusznie wykonywała wszystkie pozostałe polecenia i uważnie słuchała przekazywanych informacji, jedynie od czasu do czasu zadając pytania dotyczące omawianego tematu. Była skupiona i odczuwalnie głodna wiedzy, a nagłe zakończenie „lekcji” przyjęła z milczącym niezadowoleniem, ciągle czując niedosyt. Na jej humor wpływał też coraz większy głód, teraz tym bardziej odczuwalny, gdy podzieliła się z Klausem swoimi skromnymi zasobami krwi. "I to niemalże na marne", pomyślała, spoglądając ukradkiem na zadymiony kontur jego ręki.
        Gdy weszli na piętro i zatrzymali się na progu jadalni, Eva z rezygnacją objęła wzrokiem jadalnię lub właściwie to, co z niej zostało. Oczywiście o skali problemu musiała przekonać się na własnej skórze, więc minęła Chudzielca i przykucnęła na progu pomieszczenia, machając ręką w miejscu, gdzie powinna być podłoga. Wampirzyca westchnęła tylko cicho, słysząc słowa Fierenzzy i wstała, odwracając się w jego stronę i pozostałych.
        - Koty nie latają, żadna tajemnica – mruknęła, widząc jak rzuca jej „ukradkowe” spojrzenia kilkunastoma parami oczu. – Poradzimy sobie, nie martw się – stwierdziła i spojrzała jeszcze raz na jadalnię.
        Meble unosiły się w powietrzu, lecz nie bezwładnie, jakby lewitowały,raczej jakby coś je mimo wszystko podtrzymywało w miejscu. Wbrew obawom mauryjskiego szpiega, Eva nie widziała żadnego problemu w przeniesieniu się na drugą stronę i zaraz rozpoczęła komenderowanie podwładnymi. W końcu po to dobierała sobie ich osobiście, żeby mieć pod ręką jak najszerszy wachlarz umiejętności, w tym tych magicznych. Turilli, Pietra, Liam i Torhe przemieniali się w kruki, a Rille i Luthro w nietoperze, więc naprawdę pozostawała tylko ona i cerber, którzy nie byli w stanie przelecieć. Antoine dołączyłby do ich naziemnej grupy, gdyby nie szczęście w nieszczęściu, że przemienił się w... no to skrzydlate coś.
        - Liam, Torhe, lećcie na drugą stronę, czekajcie na generała i Fierenzzę – rzuciła, a mężczyźni skinęli głowami i niemal synchronicznie oblekli się w czarne pióra. Dwa ptaki w nietypowej dla zwierząt ciszy poderwały się w powietrze i przeleciały przez jadalnię, lądując bezpiecznie pod drugiej stronie. – Esmeraldo, dołączysz do nich? – zapytała grzecznie, wskazując demonicy kierunek. W rzeczywistości chciała ją po prostu mieć na oku.
        Eva rozluźniła się nieco, gdyż wcześniej obawiała się nieco, że brakująca podłoga może nie być jedynym utrudnieniem dla wojskowych. Nic się jednak nie stało, więc skinęła głową w stronę przemienionego elfa, a ten w niemym porozumieniu z wampirzycą zasugerował generałowi, by również przenieśli się już na drugą stronę. Alvarez odczekała, aż generał się przemieni, nim podejmie czynności odnośnie własnej osoby, jednak po chwili okazało się, że siedzący na ziemi kruk ma tylko jedno skrzydło. Drugie spowijała ten sam ciemny dym, który maskował wcześniej dłoń Klausa. Kobieta przełknęła jednak przekleństwo, a i Fierrenza nawet jednym z oczu nie mrugnął, schylając się lekko do ptaka i wyciągając ramię, na którą wskoczył kruk, odbijając się lekko od ziemi. Szpieg nie oglądał się już więcej, tylko rozwinął skrzydła i przeleciał na drugą stronę, gdzie już po chwili stanął razem z Klausem, już w jego ludzkiej postaci.
        Sama pierwotnie miała chęć po prostu postawić prosty most nad zawaloną jadalnią, lecz wiedziała, że nie ma na to teraz wystarczająco wiele siły, a nie chciała ryzykować jego zawaleniem się pod sobą i cerberem. Postanowiła więc skorzystać z sił swoich podwładnych, dlatego tych trzech sobie tutaj zatrzymała. Pietra, dzięki magii powietrza mógł lecieć również w ludzkiej formie, a Rille i Luthro byli wyjątkowo silnymi psychokinetykami i nie powinni mieć problemów z przeniesieniem Kiliana na drugą stronę. Gdy powiedziała swój plan na głos, strażnicy skinęli jedynie głowami, natomiast Cerber próbował uciekać. Gestem dała znać, by po prostu przerzucili go jak najszybciej i mimo że wilk warczał i kłapał trzema pyskami w agresywnym proteście przed takim rozwiązaniem, nie mógł nic poradzić na to, że jego ciało nagle uniosło się delikatnie nad ziemię i popłynęło w stronę czekających po drugiej stronie wampirów, elfa i demonicy. Gdy ciężki wilczy zad wylądował na ziemi, przenoszący go mężczyźni przemienili się w nietoperze i z cichym trzepotem również zmienili stronę.
        Eva odczekała, aż bezpiecznie wylądują, po czym nagle zniknęła, a pod nogi Pietry podbiegł niewielki, smoliście czarny kot, mrucząc donośnie. Strażnik ostrożnie podniósł zwierzaka i pozwolił mu zwinąć się w kłębek w swoich ramionach, po czym sam uniósł się nad ziemią i przepłynął nad jadalnią. Kotka wyglądała ciekawie w dół, patrząc na mijaną przez nich przepaść. Wcześniej przez myśl przemknęło jej też, by w tej postaci po prostu przeskakiwać z mebla na mebel, aż nie osiągnie celu. Wtedy jednak odrzuciła ten pomysł ze względu na Kiliana, a teraz widziała też, że odległości między stolikami były zbyt duże, a sama ich powierzchnia niezwykle śliska, co mogłoby okazać się zgubne, dla niewielkiego zwierzaka.
        Gdy nogi niosącego ją mężczyzny dotknęły ziemi po drugiej stronie zniszczonej jadalni, nie czekała aż odstawi ją na ziemię, tylko wyskoczyła z jego ramion, w locie przybierając na powrót swą ludzką postać. Otrzepała suknię i rozejrzała się ukradkiem, czy nikogo nie brakuje.
Avatar użytkownika
Eva
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Callisto, Leila, Avellana, Sonea, Mathias, Emma, Cat, Lexi, Maia, Ananke, Ratri, Rakel, Lena,
Rasa: Wampirzyca, przemieniona z człowieka
Aura: Silna aura składa się ze srebrnych i żelaznych zacisków. Tworzą one wówczas wielokątne i ostre trójkąty o gładkiej powierzchni tworząc w ten sposób specyficzną sieć ostrzy. Połyskują one topazową poświatą, a na samych czubach gromadzi się woń krwi powoli rozpraszająca się w przestrzeni. Wzbudza trudną do ukrycia obawę, przy czym nie należy ona wcale do kruchych. Jest solidna, ale ta zbita przestrzeń potrafi także elegancko ugiąć się pod naciskiem. Trwałemu buczeniu towarzyszy głęboka melodia, dzięki czemu zamiast irytacji zradza się niepewność. Popychana jest ona trzaskiem płomieni, który ani trochę nie brzmi ciepło czy zachęcająco, a wręcz przeciwnie. Nerwowość i spięcie wzrasta z każdą kolejną odkrytą zmysłem cechą. Zlepia usta, jednakże w sposób niewolniczy.. a zarazem i zniewalający, mimo gorzkiej dominacji.
Wygląd: Eva już jako człowiek była wyjątkowo piękną kobietą, a Przemiana, chociaż nie przyniosła ze sobą żadnych konkretnych zmian w jej aparycji, jeszcze bardziej uwydatniła jej urodę. Długie gęste włosy lśnią teraz zawsze intensywną czernią i są proste niczym struna. Ciemne oczy zyskały głębszy wyraz, sprawiając wrażenie morskiej toni, która przyciąga i hipnotyzuje, ... (Więcej)

Postprzez Esmeralda » N lip 23, 2017 4:46 pm

Esmeralda odetchnęła z ulgą, oczywiście tylko w duchu, gdy usłyszała odpowiedź Klausa. Sama pewnie, gdyby mogła, posprawdzałaby to i owo, tak dla pewności, a on się umiał powstrzymać, miała szczęście.
Wewnątrz umysły przemienionej gdy tylko Ira spostrzegła nieumarłego, rzuciła mu gniewne spojrzenie, ale nic nie powiedziała. Zbierała powoli siły, nie chciała więc ich marnować na obelgi, które i tak będą słabą formą zemsty.
Demonica w ciszy obserwowała wyświetlające się wspomnienia ukazujące wszelkie spotkania z podejrzanym osobnikiem, jak kazał im wejść do ukrytego pomieszczenia, jak wrzucił zwłoki do sali, powodując spore zamieszanie i w pewnym sensie być może przypadkowo zwalił winę na Esme.
Gdy Klaus opuścił umysł kobiety, ta odetchnęła, wchodzenie do jej umysły nie należało do najprzyjemniejszych. Skinęła głową i ruszyła wraz z generałem. Ukryła swe skrzydła, aby jej zbytnio nie przeszkadzały, zresztą już się nalatała trochę. Ostrożnie szła po mokrej posadzce. Przez chwile panowała cisza, gdy wampir prowadził rozmowę telepatyczną. Es wprawdzie o tym nie wiedziała, ale jakby czuła, że nie powinna przerywać milczenia w tej chwili, zresztą po momencie zrobił to mężczyzna wzywając straż. Posłuchała także polecenia Nikolausa, choć kątem oka zerkała do tyłu i podsłuchiwała.

- Ciekawe czy żywioł dobra może to naprawić?– odezwała się słabym głosem Ira w głowie Esme.
- Może i może. Na razie wole nie namieszać – stwierdziła i poszła dalej, już dając im więcej prywatności. Wciąż jednak ciekawiło ją jak mogłaby zadziałać jej magia, wobec tego jadu.

Jej przemyślenia przerwał niezwykły widok: kompletny brak podłogi w jednym z pomieszczeń. Jednakże meble nie spadały, ale Antoine zapewniał, że to nie iluzja. Robiło się coraz dziwniej. Eva poruszając rękami w miejscu, gdzie powinna być podłoga, dodatkowo potwierdziła jej brak i to całkowicie realny.
Nie bardzo rozumiała co mają do rzeczy koty. Zawsze słyszała z opowieści o przemianie w nietoperza, a nie w jeszcze inne zwierzęta. Tym bardziej rozdziawiła usta widząc jak przybierają formy kruków.

- Hę? Ach, tak, jasne… - powiedziała do Evy, a jej skrzydła natychmiast ponownie zjawiły się na plecach. Kilka machnięć i już leciała za tamtymi.

Chwilę po wylądowaniu wyjaśniła się też kwestia z kotem. Odgarnęła nieco grzywkę opadającą jej na lekko lewe oko.

- Coraz ciekawiej… Zupełnie inaczej niż w domu.

Wtem do ich grupy podeszła ruda kobieta, która wcześniej ukradła Evie maskę. Miała ją teraz na twarzy, a w kilku miejscach na jej ciele widoczne były krwawiące rany, dosyć spore, jednak ona kompletnie nie zwracała na nie uwagi. O dziwo nie była przemieniona w żadną dziwaczną istotę. Początkowo było to niewytłumaczalne. Jednakże wprawne oko zdołało zauważyć na jej szyi medalik, taki sam jak ten ukradziony. Jednakże różnił się małym szczegółem, jego zawieszka miała wyryte srebrne runy, a u tamtego były złote. Kobieta patrzyła na wszystkich nieobecnym spojrzeniem z lekko otwartymi ustami.

- Chyba umieram – stwierdziła, jakby naprawdę nie była pewna i odkryła ranę na brzuchu, którą wcześniej zasłaniała prawą dłonią, po czym się zaśmiała. Nie brzmiało to wcale wesoło, ale bardzo nerwowo. – Pomoc za pomoc – powiedziała, ciężko oddychając.

Esmeralda podeszła do niej i wykorzystała magię dobra, aby ją uleczyć. Może i nieco ryzykowała, ale wszystko poszło dobrze.

- Już. Teraz twoja kolej, co masz do zaoferowania?– powiedziała przemieniona.
- Już? – zdziwiła się i musiała spojrzeć czy jej rany naprawdę się już zagoiły. – Informację.
Avatar użytkownika
Esmeralda
Kroczący w Snach
 
Inne Postacie: Esmeralda, Sechmet, Luna, Antar, Rozalie, Aurea, Delia, Mari, Nadeya, Nimfea, Anastasja, Xenja,
Ranga: Obrazek
Uwagi administracji: Użytkowniczka ma prawo posiadać w sumie 10 kont, z czego jeden slot, jest slotem dodatkowym, otrzymanym jako nagroda, za długie i sumienne wykonywanie pracy moderatora.
Rasa: Przemieniona
Aura: Silny, żelazny koloryt przepasany jest niewielką ilością miedzi. Niegdyś lśniła w ametystowej otoczce. Teraz zaś pozostało po niej jedynie zagłębienie, słabo widoczne na tle topazowej siły. Potężne grzmoty przerywane są jękami poległych, a wśród nich wyróżnić można przyjazne, trudne do określenia dźwięki. Nietypowy zapach drażni nieznośnie nozdrza, a gorzki smak lepi się do podniebienia. Niezłomna w dotyku aura o gładkiej fakturze potrafi wygiąć się w liczne strony i zranić ostrym krańcem.
Wygląd: Przez jej przynależność do wojska od najmłodszych lat nie za bardzo pasuje, by nazywać Esmeraldę naprawdę piękną. Jest ona szczupła i dość silnie umięśniona. A jej ciało pokrywa wiele blizn nabytych w najróżniejszych walkach. Włosy ma kruczoczarne. Błękit jej oczu można porównywać z kolorem czystego, letniego nieba. Choć widać go wyraźnie tylko wtedy, gdy Es ma pełną ... (Więcej)

Postprzez Nikolaus » N lip 23, 2017 11:24 pm

        Fierenzza chociaż nie był obdarzony prostym w obcowaniu charakterem i niespecjalnie pałał sympatią do nowej adiutantki Turillego, czasami po prostu robił to, co ona mu kazała, bo w głębi ducha wiedział, że ona ma rację, a nie był rozkapryszoną nastolatką, by buntować się dla zasady. Tak było i przy tej przeprawie - skoro oba skraje jadalni były zabezpieczone, można było się przenieść zostawiając po tej stronie tych, którzy mieli nastręczać najwięcej problemów podczas przeprawy, by mieli czas, miejsce i możliwości do działania... Zawsze można było ich później tutaj zostawić i iść dalej. Chociaż z drugiej strony szkoda byłoby rezygnować z siły, jaką dysponowali. Nie było jednak sensu tworzyć scenariusze teraz, gdy przenoszenie trwało w najlepsze i trzeba było działać.
        - Mój panie - Antoine zwrócił się do generała. - Pora na nas.
        Turilli zgodził się niemym skinieniem głowy. Bez żadnych dramatycznych gestów, nawet bez żadnego ostrzeżenia w postaci głębszego nabrania powietrza, wampir zmienił się w swoją zwierzęcą formę. Był to niepokojący widok zważywszy, że podczas przemiany jego ciało na moment przybierało formę bezkształtnego czarnego dymu - łudząco podobnego do tego, który spowijał kikut jego ręki. Fierenzza widząc to poczuł charakterystyczne ukłucie strachu i przez ułamek sekundy zaniepokoił się czy na pewno nie podjęli pochopnej decyzji i czy ta zmiana formy nie zaszkodzi Nikolausowi - nikt wszak nie wiedział jak działa ten jad... Przemiana przebiegła jednak normalnie, co niestety nie znaczyło, że jej efekt był zadowalający. Gdyby szpieg miał w tej postaci zęby, zacisnąłby je i zazgrzytał tak mocno, że aż by szkliwo pękało. No oczywiście, przecież utracona kończyna nie zregeneruje się ot tak... Chyba ani on, ani pułkownik Alvarez tego nie przewidzieli. Nie było jednak sensu biadolić i to z dwóch powodów - po pierwsze dało się temu łatwo zaradzić, po drugie Turilli zabiłby ich chyba samym spojrzeniem, gdyby okazali mu troskę i współczucie. Nie lubił, gdy się nad nim roztkliwiano. Z tego też powodu Fierenzza zachował milczenie i bez żadnego komentarza schylił się, nadstawiając rękę jak sokolnik. Turilli spojrzał na swego szpiega tymi swoimi kruczymi oczami, w których kryła się niepokojąca inteligencja, po czym podskoczył i asekurując się zdrowym skrzydłem złapał serafina za przedramię. Zabolało, gdy szpony zacisnęły się na oczach, lecz Antoine nie wydał z siebie nawet jednego westchnienia bólu czy też niezadowolenia. Czuł lekkie rozbawienie na myśl, że chyba po raz pierwszy i ostatni w życiu nosi generała na rękach - ciekawe ile osób przed nim miało ku temu okazję? Nie ośmieliłby się chyba zadać tego pytania, a już na pewno nie przy świadkach. W milczeniu wzbił się w powietrze.

        Szpieg nie zdążył nawet postawić stopy w korytarzu po drugiej stronie jadalni, gdy kruk puścił jego ramię i zeskoczył, w powietrzu przybierając swą ludzką formę. Obcasy generała zastukały o kamienną posadzkę głośno niczym końskie kopyta, pewnie było je słychać nawet po drugiej stronie pomieszczenia... Fierenzza patrzył na plecy swego przełożonego, z niepokojem zastanawiając się, czy mgła wokół jego barku zaczęła się rozrzedzać i przesuwać dalej, czy tylko mu się przewidziało. Chociaż wiedział jak może się skończyć ta rozmowa, postanowił zaryzykować i przemówić do wampira.
        - Mój panie - zaczął jak zawsze. Turilli odwrócił się w jego stronę i skinieniem głowy potwierdził, że go słucha. Jego pokryte księżycowym bielmem oko poruszało się nieustannie, sprawdzając czy reszta dobrze sobie radzi, lecz Antoine wiedział, że część uwagi jest poświęcona jemu, kontynuował więc, nie dbając przy tym o precyzyjny dobór słów, gdyż pozwalała mu na to poniekąd jego pozycja, ale również to, że z Nikolausem znali się już od wielu lat i znali swoje charaktery.
        - Ten jad to uśpiona śmierć w twoich żyłach - oświadczył stanowczo. - Osłabia cię. Musisz napić się krwi śmiertelnika, by móc ją zwalczyć, bo rozcieńczona krew wampira nie da ci tyle sił.
        - Jestem tego świadomy - odpowiedział spokojnie generał. - Nie zaprzątaj sobie tym głowy. Mimo skazy mej krwi jestem żołnierzem i mam dość siły, by z tym walczyć.
        - Panie, akurat na tę walkę nie powinieneś marnować energii - odparł Fierenzza, ani na moment nie spuszczając z tonu. Szybko przeszedł do konkretów. - Jestem związany z tobą kontraktem, możesz mi wyłupić oczy by się ze mnie napić, utrata dwóch czy trzech mi nie zaszkodzi. Wyrażam na to zgodę, nie, więcej - proszę o to.
        Turilli milczał wyniośle. Nie była to kwestia tego, że brzydził się pobrudzić sobie ręce czy też potraktował tę uwagę jak jakąś osobistą wycieczkę, bo nie miał kompleksów na punkcie własnego wyłupionego oka. Po prostu propozycja Fierenzzy, jakkolwiek podyktowana dobrymi intencjami, była namawianiem do złamania obowiązującego ich kontraktu, w myśl którego Nikolaus bezwzględnie nie mógł wyrządzić Antoine'owi krzywdy podczas picia krwi. Poza tym każdy znał surowość generała w kwestii egzekwowania przepisów, szpieg musiał więc nie przemyśleć swojej propozycji albo być w wyjątkowej desperacji.
        - Wykluczone - odpowiedział w końcu Turilli, widząc te wszystkie utkwione w sobie oczy na ciele serafina. Był przekonany, że temat został w tym momencie zakończony.
        - To szczególna sytuacja - drążył jednak Fierenzza. - Wiem co myślisz, sam łamię postanowienia kontraktu musząc ci odmówić. Klaus...
        - Nie pozwalaj sobie! - warknął na niego generał. Zbliżył się do szpiega szybko jak atakująca bestia, lecz nawet go nie dotknął. Górował jednak nad szczupłym, niskim szpiegiem pod względem fizycznym i psychicznym tak bardzo, że Fierenzza otulił się skrzydłami i cofnął o pół kroku.
        - Wybacz, panie - zapewnił natychmiast cichym głosem.
        - Wiem kiedy i jakie ryzyko podejmować - oświadczył jeszcze wampir, cedząc słowa przez zęby. - Temat jest zamknięty.
        Turilli cofnął się, a następnie odszedł zostawiając szpiega samego, by mógł uspokoić myśli. Strażnicy, którzy do tej pory bezczelnie gapili się w nadziei, że może generał urządzi szpiegowi większe piekło, teraz udawali, że nawet niczego nie zauważyli. Wszyscy nagle zawzięcie obserwowali przelot Pietry z przemienioną w kota Evą Alvarez. Turilli również ich obserwował, a gdy strażnik wylądował i kotka zaczęła się zbierać do skoku, generał wyciągnął do niej rękę w geście, jakim dżentelmen pomaga damie zsiąść z konia.
        Pojawienie się rudowłosej dziewczyny było zupełnie niespodziewane i wielu strażników zareagowało na nią instynktownie - sięgnęło po broń. Generał jednak momentalnie wstrzymał ich gestem i sam wyszedł do przodu. Wiedział, że nieznajoma nie stanowi zagrożenia, a jednocześnie zdawało się, jakby nie była tu przypadkiem. Ta maska, łańcuszek, rany… Zupełnie jakby stanowiła jakiś kluczowy element układanki, która do tej pory leżała w rozsypce. Turilli obawiał się jednak, że żadne z nich nie będzie w stanie opatrzeć ran dziewczyny, na pomoc jednak pośpieszyła Esmeralda - generał chyba po raz pierwszy był naprawdę zadowolony z tego, że ona z nimi była. Gdy przemieniona zajmowała się leczeniem, on zbliżył się do obu kobiet i stał nad nimi jak kat, czekając aż będzie mógł przejąć inicjatywę w tej sytuacji. Nie był osobą, która zbyt długo znosiła pokorne czekanie.
        - Co cię zaatakowało? - zapytał generał, nim jeszcze Esmeralda oświadczyła, że skończyła odprawiać swoje czary. Musieli wszak zabezpieczyć teren, a do tego przydatna była wiedza na co mają się przygotować. Gdy zaś dziewczyna wspomniała o informacjach, wszyscy zaczęli słuchać jej ze zdwojoną uwagą, chociaż chyba każdemu strażnikowi przemknęło przez myśl, że jej handel był niczego niewart - gdyby nie chciała odpowiadać na ich pytania, mogliby ją przesłuchać przy pomocy magii umysłu. Strażnicy w Maurii czemuś zawdzięczali to, że uważano ich za bezwzględnych. Niech jednak myśli, że trzyma w rękach jakieś wartościowe karty, na razie im to nie przeszkadzało...
Avatar użytkownika
Nikolaus
Błądzący na granicy światów
 
Nagrody: Obrazek
Inne Postacie: Sanaya, Jorge, Dżari, Skowronek, Yastre, Widugast, Kinalali, Tioyoa, Ijumara, Kaikomi,
Rasa: Wampir czystej krwi
Aura: Niezwykła siła pulsująca od emanacji już z daleka zdradza jej obecność. Niby tajemnicza krypta, skrywa drzemiącą w niej potężną moc, od której bije wyraźny chłód oraz ciemna i matowa, lecz zdecydowanie obsydianowa poświata. Powierzchnia aury jest wyjątkowo twarda, niczym barwiony żelazem kamień. Miejscami jest on jednak na tyle miękki, że ktoś wyżłobił w nim platynowe i kobaltowe zdobienia, dodając gdzieniegdzie delikatne ornamenty w barwach rtęci i, co może niejednego zaskoczyć – miedzi. Mimo wszystko powierzchnia gnie się niesamowicie, swą elastycznością przypominając topniejący lód, który dopiero po ponownym zamarznięciu atakuje ponownie swoimi wyjątkowo ostrymi krawędziami. Emanacja w dotyku jest gładka i aksamitna, kusząc łagodnym, chociaż gorzko – słonym smakiem. Czuć zapach świeżej krwi i lepki, metaliczny posmak w ustach, pozostawiający jednak po sobie wrażenie suchości. Dominującym dźwiękiem jest spokojna, głęboka melodia, kojąca zmysły i oświecająca umysł, przez którą z trudem przebijają się krzyki agonii. Wtedy czuć również dojmującą stratę, która przechodzi w uczucie zagrożenia w momencie, w którym do uszu docierają jęki torturowanych, a nozdrza wypełnia przytłaczający smród.
Wygląd: Ktoś pomiędzy rycerzem a nekromantą, ktoś, przed kim tłum podświadomie się rozstępuje, bo patrząc na niego widzi władzę i siłę. To oczywiście kwestia sylwetki i postawy. Niezaprzeczalnie wysoki, bo mierzący sześć i pół stopy, szczupły, zawsze wyprostowany i z dumnie podniesioną głową, pewny siebie i trochę arogancki. Kolejny palec wzrostu a czasem nawet więcej dodają mu ... (Więcej)

Poprzednia strona

Powrót do Mauria

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron