Podróż do Teneb Tumul


Ta kiedyś niesamowicie żyzna ziemia została spustoszona przez magię jakiej świat nie widział od tysięcy lat. Pięciu Przodków Czarodziejów próbujących zawładnąć czasem sprawiło iż Ziemie Nanheru pokryły tony piasku wyniszczając wszystko wokół, a ich samych pogrzebały w swoich otchłaniach.

Postprzez Pani Losu » Śr lis 16, 2011 7:37 pm

        Był piękny, słoneczny dzień.
Lydie przeglądała właśnie list od swojego dawnego znajomego, Orena Skelarda. Z tego co pamiętała studiował on antropologię na valladońskiej akademii. Ze względu na swoje wysokie wyniki Oran zawsze cieszył się dużą popularnością zarówno wśród kolegów, jak i pracowników uczelni. Można powiedzieć, że był wzorem do naśladowania. Ostatnio wyjechał jednak na kilka miesięcy w okolice Pustyni Nanher, żeby badać dawne wierzenia Pustynnych Elfów. Z entuzjastycznej treści listu można było wywnioskować, że niedawno odkrył tam coś naprawdę niezwykłego. Jednocześnie Oren przesyłał Lydie zaproszenie do siebie, by móc opowiedzieć jej o wszystkim osobiście. Kiedy kobieta spojrzała na datę listu okazało się, że pochodzi on sprzed trzech tygodni. Znak, ze tutejsza poczta nie działała najlepiej.
Ponieważ jej prywatne poszukiwania utknęły w martwym punkcie a jednocześnie nie miała nic lepszego do roboty, postanowiła wpaść do dawno nie widzianego znajomego z wizytą. Sięgnęła po płaszcz i udała się w odwiedziny do jego rodziców, by dowiedzieć się o dokładny adres pobytu. Ku swojemu zaskoczeniu dowiedziała się, że Oren zaginął. Od trzech tygodni nie było z nim żadnego kontaktu i nikt nie wiedział gdzie mógł przebywać. Lydie wróciła do domu. Pod drzwiami znalazła nowy list. Z jego treści wynikało, iż nadawcą był Oren. Wiadomość miała być dostarczona kobiecie w sytuacji jego śmierci lub zaginięcia.
Z uwagą przeczytała wszystkie karty wiadomości.
Oren natknął się na jakieś stare dokumenty będące relacją z podróży grupy kapłanów do wioski pustynnych elfów. Treść jego relacji przypominała bredzenie szaleńca. Podobno elfy oddawały cześć jakiemuś nieznanemu bóstwu, nazywanemu przez nich Mlaclitonatio, który według nich ukrywał się w jeziorze w pobliżu miejsca zwanego obecnie Teneb Tumul. Fakt, że nikt nigdy o ty bóstwie nie słyszał oraz możliwość rozmowy z pozostałymi przy życiu mieszkańcami wioski, skierowały Orena w tamte tereny.
Z dalszej części listu wynikało dość chaotycznie, że Orenowi grozi jakieś niebezpieczeństwo. Znajomy Lydie opisał w liście koszmary senne, wizje i nieustające poczucie zagrożenia. Oren wspomniał też, że boi się o własne bezpieczeństwo. Obawiał się, że wplątał się w sprawę dużo poważniejszą niż przypuszczał. Sądził, że nie wróci już z tej wyprawy, napędzała go jednak niepohamowana ciekawość i żądza wiedzy. Nie chcąc tracić czasu Lydie zaczęła przygotowywać się do podróży. Starannie skompletowała potrzebny ekwipunek, po czym przymierzyła się do wyboru środka transportu.

Mogła skorzystać z podróży teleportem. Wiązało się to jednak z sporym wydatkiem, bo magowie przestrzeni dużo sobie liczyli za takie usługi. Kobieta nie miała też pewności, czy przejście będzie stabilne.
Mogła również wybrać wolniejszą, acz pewniejszą i znacznie tańszą podróż dyliżansem.
Szósty zmysł, a może pierwsze przebłyski jasnowidzenia, odradzały Lydie samotną podróż konno.
Avatar użytkownika
Pani Losu
Urzeczywistniający Marzenia
 
Rasa:
Aura: Nieznana.
Wygląd:

Postprzez Lydie » Śr lis 16, 2011 9:12 pm

Westchnęła gorzko na samą myśl o wydatku. Oczywiście, że była gotowa poświęcić duże pieniądze, by odnaleźć przyjaciela, ale kwoty proponowane przez magów były wręcz niebotycznie wysokie. Już poczuła, jak sakwa z pieniędzmi robi się lżejsza. Złote monety pobrzękiwały, obijając się od siebie w skórzanej torebce. Zmierzała właśnie w stronę najbliższego Teleportu, lecz w ostatniej chwili skierowała swoje kroki w inną stronę. Wyminęła stację i przeszła parędziesiąt metrów wąskim deptakiem, wijącym się wzdłuż budynków.
Zatrzymała się przed wejściem do,  na pierwszy rzut oka, dość skromnie wyglądającej karczmy. Możliwe, że widok małych przestrzeni nie zadowalał przejezdnych w wystarczającym stopniu i najzwyczajniej w świecie, w większości, omijali to miejsce. Z czego dziewczyna się teraz szczerze cieszyła. Prawie puste pomieszczenie wydawało jej się w tym momencie rajem, w którym mogła spokojnie poukładać myśli przed wyjazdem. Usadowiła się na krześle obok lady i zamówiła piwo.
Chyba…
Sama za bardzo nie wiedziała, co właśnie robi. Możliwe, iż jedynie przyzwyczajenia utrzymywały ją jeszcze w pionie i nie pozwalało upaść. Gdyby nie one, najpewniej właśnie siedziałaby bez ruchu na podłodze w swoim pokoju i zastanawiała, co ze sobą zrobić. Wrodzona zawziętość popychała ją jednak do podejmowania szybkich i precyzyjnych decyzji, których miała zamiar się trzymać. Nagle na blacie pojawił się kufel ze złocistym płynem,  a wiekowy już mężczyzna posłał jej miły uśmiech. Odwzajemniła ten gest i machinalnie przyciągnęła do siebie naczynie.
„A co, jeżeli naprawdę coś mu się stało? Jestem winna jego rodzinie odkrycie, co się z nim teraz dzieje.”
Nieprzyjemne myśli przekrzykiwały te, które kazały jej zachowywać resztki optymizmu i liczyć na bezpieczny powrót przyjaciela. Natarczywie wyłaniające się czarne scenariusze nie pozwalały na, chwilowe chociaż, ukojenie nerwów. Rzuciła na ladę parę złotych krążków i pośpiesznie opuściła lokal.
 „Co to, na Jasność,  jest to całe Mlaclitonatio? I jak to możliwe, że nigdy wcześniej o nim nie słyszano? Skoro ciągle żyją jego wyznawcy, to kiedyś przecież musiały się pojawić jakieś wzmianki o bóstwie, dajmy na to w księgach. Choćby i najdrobniejsze.”
Nie miała pewności, czy grozi jej niebezpieczeństwo z kategorii tych mniej, czy bardziej poważnych. Chwilę przed teleportacją zwątpiła w pomyślność całej wyprawy.
Avatar użytkownika
Lydie
Błądzący na granicy światów
 
Rasa: Człowiek
Aura: Srebrno-żelazna aura o przeciętnej sile i obsydianowej poświacie. Wokół niej słychać uderzenia grzmotów, trzask płomieni oraz zmysłowe szepty. Towarzyszy jej woń metalu oraz mieszanina zapachów prosto z ulic miast i siół. W dotyku jest giętka, gładka i niezwykle ostra a w smaku gorzko-kwaśna.
Wygląd: Lydie jest wysoką, smukłą dziewczyną o silnych ramionach i nogach. Mierzy 170 cm wzrostu.
Ma prostą postawę, jej sylwetka zawsze sprawia wrażenie, że dziewczyna jest bardzo pewna siebie. Po plecach kaskadami spływają ciemno brązowe,
pozwijane w nieregularne sprężynki, włosy. Często splata je w luźny warkocz, zazwyczaj zarzucony przez lewe ramię. Można ją również ...
(Więcej)

Postprzez Pani Losu » Śr lis 16, 2011 10:35 pm

        Po krótkim namyśle kobieta wybrała podróż przez teleport. Droga magiczna była szybsza, chociaż dużo kosztowniejsza od podróży dyliżansem. Po jednym międzylądowaniu Lydie dotarła bezpiecznie do celu podróży. Wioska Teneb Tumul leżała w pobliżu rezerwatu o tej samej nazwie. Według posiadanej przez kobietę wiedzy głową wioski był kapitan straży miejskiej, który był jednocześnie zarządcą rezerwatu. Niestety nie mogła się z nim skontaktować, żeby pomógł jej w poszukiwaniu Orena. Stary kapitan odszedł na emeryturę już jakiś czas temu i wyprowadził się z wioski. Od tamtej pory nikt się nie zgłosił na jego miejsce. Nie tracąc czasu wynajęła pokój w jedynym w wiosce hoteliku i mimo wszystko udała się na posterunek straży rezerwatu. Może tutejsi strażnicy będą mogli powiedzieć coś więcej o jej zaginionym koledze.
Budynek straży stał w pewnym oddaleniu od reszty wioski. Weszła do środka. Wnętrze okazało się przytulne i jasne. Z głębi pomieszczenia podszedł do niej młody elf w mundurze strażnika.
- W czym mogę pomóc? – zapytał uprzejmie.
Avatar użytkownika
Pani Losu
Urzeczywistniający Marzenia
 
Rasa:
Aura: Nieznana.
Wygląd:

Postprzez Lydie » Cz lis 17, 2011 8:04 pm

- Dzień dobry – zaczęła, spoglądając niepewnie na strażnika. Wyglądał na niewiele starszego od niej, ale jak już zdążyła się przekonać, Elfy mają prawa czasu w perfidnym poważaniu i posiadając nawet 400 czy 500 lat wyglądały na około 30. Już nie raz zazdrościła im tej długowieczności.
– Poszukuję informacji o moim przyjacielu. Jego rodzina zdradziła mi, że nie ma z nim kontaktu już od dłuższego czasu. Zdaje mi się, iż nazwisko powinno być dobrze znane, gdyż prowadził on badania naukowe zarówno na terenie, jak i w pobliżu miasta. Mam na myśli Orena Skelarda, który to przybył do Teneb Tumul parę miesięcy temu. Ostatni list od niego pochodzi sprzed trzech tygodni. Czy wiecie coś może na temat jego nieobecności?
Reakcja Elfa była dokładnie taka, jakiej się spodziewała. Wymijająca formułka wyraźnie wskazywała, iż strażnik nie posiada wiedzy na ten temat bądź nie chce zdradzić, poufnych bądź co bądź, informacji. Cudownym wybawieniem okazał się dla niego również fakt, że dziewczyna nie była spokrewniona ze studentem, co można było sprytnie wykorzystać, twierdząc, że nie będąca członkiem rodziny osoba nie posiada dostatecznych „przywilejów”.
„ Bzdura.”
Podziękowała więc, siląc się jak najmocniej na grzeczny ton.
Kolejne poszukiwania utknęły w martwym punkcie. Jakże ona to uwielbiała…
Zawsze mogła zwrócić się z prośbą o pomoc do mieszkańców, ale miała dziwne przeczucie, że nie otrzymałaby od nich zbyt wyczerpujących informacji dotyczących Orena. Zatrzymała się na ostatnim stopniu schodów i, zaplatając ręce, oparła łokciami o barierkę. Zastanawiając się, co dalej robić, mimowolnie zapatrzyła się na śnieżnobiałe ściany budowli, która majestatycznie wznosiła się na niewielkim pagórku w pobliżu rezerwatu. Wyglądała ona, w porównaniu z innymi budynkami, bardzo kosztownie i okazale. Na pierwszy rzut oka widać było zamiłowanie architekta w zdobieniach, złoconych posągach i płaskorzeźbach, zdawać by się mogło, że żaden, najmniejszym nawet, róg budynku nie został pominięty i w każdym wyrzeźbiono jakiś ornament lub postać. Nad drzwiami o imponującej wielkości, widniał napis. Złote literki pobłyskiwały wesoło w świetle słonecznych promieni, układając się w spójny wyraz.
„Biblioteka”.
Lydie pełna nadziei skierowała się w jej stronę.
„Jeżeli nie raczą łaskawie udzielić mi pomocy żywi, to może chociaż księgi okażą się wiernymi przyjaciółmi i zdradzą rąbek tajemnicy miasta.”
Avatar użytkownika
Lydie
Błądzący na granicy światów
 
Rasa: Człowiek
Aura: Srebrno-żelazna aura o przeciętnej sile i obsydianowej poświacie. Wokół niej słychać uderzenia grzmotów, trzask płomieni oraz zmysłowe szepty. Towarzyszy jej woń metalu oraz mieszanina zapachów prosto z ulic miast i siół. W dotyku jest giętka, gładka i niezwykle ostra a w smaku gorzko-kwaśna.
Wygląd: Lydie jest wysoką, smukłą dziewczyną o silnych ramionach i nogach. Mierzy 170 cm wzrostu.
Ma prostą postawę, jej sylwetka zawsze sprawia wrażenie, że dziewczyna jest bardzo pewna siebie. Po plecach kaskadami spływają ciemno brązowe,
pozwijane w nieregularne sprężynki, włosy. Często splata je w luźny warkocz, zazwyczaj zarzucony przez lewe ramię. Można ją również ...
(Więcej)

Postprzez Cień » Cz lis 17, 2011 11:21 pm

        Cień rozejrzała się dookoła zirytowana. Przebywała wiosce od dwóch dni. Dwa dni w tym piekielnym skwarze! Rozumiała już, dalczego Klany wysłały właśnie ją, choć zadanie nie było dokońca zgodne z jej preferencjami - miała odnaleźć kult Mlaclitonatio i zdobyć o nim jak najwięcej informacji. Klany wiedziały już z doświadczenia, że tam gdzie pojawiają się dziwne kulty, często też można spotakć nieznane poza tymi miejscami inkantacje i rytuały, a to może okazać się przydatne. Żaden prawdziwy wampir nie przetrwałby w tym skwarze, pomyślała, nasuwając głębiej kaptur. Nawet ona znosiła to nie najlepiej, choć specjalnie korzystała ostatnio z ludzkiego jedzenia, by tym bardziej zagłuszyć swoje wampirze cechy. Inna sprawa, że potrzebowała krwi. Dziś w nocy będzie musiała zapolować.

        Szła teraz do biblioteki. W sumie to ciekawe, co biblioteka robi w takiej wisce jak to tutaj. W tego typu miejscach raczej nie znajduje się za wiele osób zdolnych czytać choćby przy użyciu palca wskazującego. Jednakże biblioteka była i Cień radowała się na myśl o godzinach spędzonych w cieniu, wśród ksiąg, zamiast w prażącym słońcu pustyni. W wejściu o mało co nie wpadła na wysoką dziewczynę, najwyraźniej również chętną do przejrzenia zasobów biblioteki.
- O - mruknęła Cień, zła na siebie, że się zamyśliła. - Przepraszam.
Avatar użytkownika
Cień
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Lori, Cyntia, Lorlen,
Rasa: Pół wampir
Aura: Nieznana.
Wygląd:

Postprzez Pani Losu » Pt lis 18, 2011 6:31 pm

        Wewnątrz okazale wyglądającej budowli wychodzą jej na powitanie dwaj ubrani w mundury strażnicze tubylcy. Szybki rzut okiem upewnia kobietę, że jeżeli kiedyś była tu biblioteka to bardzo, bardzo dawno temu. Teraz, według słów zagradzającego jej drogę ochroniarza, był to dom zwykle zajmowany przez głowę wioski. Jednak po przejściu kapitana na emeryturę osada czekała na jego zastępcę a budynek pozostaje niezamieszkany. W tym momencie w drzwiach pojawiła się Cień. Widząc toczącą się rozmowę dyskretnie cofnęła się o kilka kroków i z uwagą zaczęła przysługiwać się jej przebiegowi.
Lydie opowiedziała strażnikom o losie Orena oraz zapytała o jego tajemnicze zniknięcie. Umundurowany elf przez chwilę nic nie odpowiadał, zawieszając na niej spojrzenie, z którego nie potrafiła nic odczytać. Po chwili odpowiedział, że owszem był w tej okolicy. Prowadził tu nawet jakieś badania ale wyjechała około dwóch tygodni temu. Po tych słowach strażnik wzruszył ramionami i rozłożył bezradnie ręce. Zawiedziona tymi informacjami Lidie postanowiła wrócić do wioski. Przemierzała piaszczyste uliczki z ciężkim sercem. Zastanawiała się co jeszcze mogłaby zrobić. Niezauważenie słońce zaszło za horyzont. W panującym dookoła półmroku wędrowała już jakiś czas gdy nagle po plecach przeszedł jej dreszcz. Być może to tylko wyobraźnia płatała jej figle ale wydawało jej się, że słyszysz za sobą ciche kroki. Gdy się obróciła, żeby zbadać ich pochodzenie za sobą nie dostrzegła nikogo. Prychnęła i zaczęła śmiać się z siebie. To tylko nerwy. A jednak miała przez chwilę wrażenie, ze ktoś ją śledził.

Co zrobić? Może schować się za rogiem najbliższego domu, znaleźć coś do obrony i poczekać na ewentualnego prześladowcę? Z tego co pamiętała Lydie jej bagaż oraz broń zostały w wynajętym pokoju.
A może lepiej nie dać się ponieść wyobraźni i wracać prosto do hotelu? Podróż przez mało stabilnym teleportem, upał oraz ogólna nerwowa atmosfera źle się na niej odbijały, ot i tyle.
Avatar użytkownika
Pani Losu
Urzeczywistniający Marzenia
 
Rasa:
Aura: Nieznana.
Wygląd:

Postprzez Lydie » Pt lis 18, 2011 7:47 pm

Zdecydowała się wrócić do hotelu. Nawet jeżeli istniało prawdopodobieństwo, iż mogła być śledzona, na niewiele zdałoby się ukrycie w ciemnym zaułku. Jedynie niewielki sztylet posiadałby jako takie warunki do zapewnienia jej obrony, ale coś czuła, że potencjalny wróg mógłby posiadać broń trochę większych gabarytów. Równie dobrze mogłaby się położyć na ulicy i zobaczyć, czy ktoś nie wyrazi chęci na podcięcie jej gardła.
 Była zawiedziona, że nie udało jej się zdobyć żadnych informacji. Jej zdolności prawidłowego myślenia chyba wyparowały przez ten dzisiejszy upał, gdyż za nic nie była w stanie obmyślić żadnego sensownego planu. Nie miała pomysłu, do kogo jeszcze może udać się z prośbą o pomoc. Oren nierozważnie przybył na badania sam, nie zostawiając nikomu informacji ani dokładnych danych, które precyzyjnie określałyby miejsce przeprowadzanych badań, co znacząco utrudniało jej jakiekolwiek poszukiwania w tym zakresie.
"Bo nawet raz nie może być za łatwo."
Weszła powolnym krokiem do wnętrza budynku. Na zewnątrz panowała już, prawie całkowita ciemność, spowijająca i pogrążająca w mroku okoliczne mieszkania, z których to pochodziło jedyne źródło światła, wypływające leniwie przez okiennice. Dzień przerodził się w wieczór, a wieczór za dosłownie chwilę przeobrazi się w noc.
Przekręciła mosiężny klucz w zamku. Coś pstryknęło cicho i drzwi ustąpiły pod jej siłą, ukazując wejście do niewielkiego pokoiku.
„Noc.”
Sojuszniczka złodziei i zabójców, wszystkich tych, których już dawno opuściła nadzieja, a serca przybrały ciemną barwę nieba, nierozjaśnionego żadnymi przebłyskami gwiazd czy księżyca. Przyjaciółka uciekinierów, poszukiwaczy skarbów i…
„Tajemnic.”
Prawie na oślep pochwyciła opierający się o brzeg łóżka łuk i jednym ruchem zarzuciła kołczan na plecy. Strzały zaszeleściły cicho w niemym proteście, na tak niedelikatne obchodzenie się z nimi. Pośpiesznie przypięła kuszę do skórzanego paska i wybiegła, zatrzaskując za sobą drzwi.
„To głupi pomysł.”
Ganiła samą siebie w myślach. Zdawał sobie sprawę, że właśnie robi coś naprawdę, naprawdę nierozważnego, za co najprawdopodobniej przyjdzie jej odpokutować. Niewątpliwie w najbliższej przyszłości. Machnęła na to teraz ręką. Myśl o, wspomnianym w liście od Orena, jeziorze chwilowo przysłoniła, dość ciche jednak, sugestie rozsądku.
Avatar użytkownika
Lydie
Błądzący na granicy światów
 
Rasa: Człowiek
Aura: Srebrno-żelazna aura o przeciętnej sile i obsydianowej poświacie. Wokół niej słychać uderzenia grzmotów, trzask płomieni oraz zmysłowe szepty. Towarzyszy jej woń metalu oraz mieszanina zapachów prosto z ulic miast i siół. W dotyku jest giętka, gładka i niezwykle ostra a w smaku gorzko-kwaśna.
Wygląd: Lydie jest wysoką, smukłą dziewczyną o silnych ramionach i nogach. Mierzy 170 cm wzrostu.
Ma prostą postawę, jej sylwetka zawsze sprawia wrażenie, że dziewczyna jest bardzo pewna siebie. Po plecach kaskadami spływają ciemno brązowe,
pozwijane w nieregularne sprężynki, włosy. Często splata je w luźny warkocz, zazwyczaj zarzucony przez lewe ramię. Można ją również ...
(Więcej)

Postprzez Cień » Pt lis 18, 2011 10:38 pm

        Szła za kobietą aż do hotelu. Kiedy ta zniknęła w środku, Cień uznała, że raczej donikąd się stąd nie ruszy. Zapadła już ciemność, co pół wampirzyca powitała z rozkoszą. Czas odnaleźć jakąś przekąskę. Być może byłaby w stanie wytrzymać jeszcze parę dni, ale zwlekanie z tym w takiej sytuacji, jak ta, byłoby głupotą. Musiała być w pełni sił. Zwinnie wspięła się po ścianie hotelu, zahaczając przy tym o okno Lydie. Kiedy już wylądowała na dachu, rozjerzała się. Zmysł powonienia, a także sonar, powiedziały jej, że ktoś kręci się w pobliskim zaułku. Przypuszczalnie jakiś złodziej, czekający na okazję. No cóż, tym razem sam stanie się okazją.

        Cień przeskoczyła na pobliski dach (był trochę niższy, więc poszło jej to łatwo), przybliżając się do ofiary. Po chwili była tuż nad nią. Wahała się jednak przez chwilę. Było dość wysoko, w stanie, w jakim się obecnie znajdowała, bez krwi od dłuższego czasu, mogło nie pójśc jej tak miękko jak zazwyczaj. Zeszła więc po ścianie niczym ogromny pająk i po chwili skoczyła. Nie dała mężczyźnie okazji do krzyku. Od razu wbiła mu się w szyję i zaczęła ssać. Wydał z siebie tylko ciche westchnięcie. Po chwili opuściła go na ziemię, nieprzytomnego. Za parę godzin się obudzi. Przy odrobnie szczęścia w pełnym ekwipunku, przy odrobinie mniej, w samej bieliźnie. No cóż.

        Vivie ruszyła z powrotem ku wejściu do hotelu. Mimo wszystko powinna się wyspać, choć w tym akurat momencie nie czuła zbytniego zmęczenia. Zatrzymała się jednak w cieniu zaułka przed drzwiami głównymi. Na ulicę wymykała się właśnie kobieta, którą rozpoznała jako swój cel obserwaji.
Avatar użytkownika
Cień
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Lori, Cyntia, Lorlen,
Rasa: Pół wampir
Aura: Nieznana.
Wygląd:

Postprzez Lydie » So lis 19, 2011 12:19 pm

Przemierzając piaszczyste uliczki Teneb Tumul znowu odczuła czyjąś aurę. Nie miała wątpliwości, że była to ta sama, z którą miała okazję zetknąć się dzisiejszego popołudnia.
„A więc nieumarła.”
Była śledzona… I to nie przez byle kogo. Zastanawiające było, dlaczego na kogoś tak mało wartościowego dla krainy, jak ona, wysłali  tropiciela. Musiała mieć się jednak na baczności, nic nie dzieje się przecież bez przyczyny. Na początku sądziła, iż to tutejsi mieszkańcy chcą przeszkodzić jej w odnalezieniu Orena i jak najbardziej utrudnić całą wyprawę, ale po dzisiejszym przypadkowym spotkaniu, na schodach dawnego gmachu biblioteki, miała pewność, że jej śladami nie podąża żaden Elf, lecz właśnie owa wampirzyca.
 Zacisnęła mocniej dłoń, zaplatając palce na łożu kuszy. Sięgnęła po maleńką strzałę, podskakującą teraz wesoło w kołczanie, wznosząc się i opadając w rytm kroków dziewczyny.
„Przezorny zawsze ubezpieczony.”
Pomyślała, naciągając cięciwę.

 Nad jezioro doszła, gdy ciemność całkowicie oblała już tereny należące do granic Teneb Tumul. Przyświecał jej jedynie księżyc, którego blask dzisiejszej nocy był wyjątkowo intensywny. Rezerwat, jak i obszar pustyni zdawały się tonąć w srebrzystej poświacie, nadającej miejscu mistycznego charakteru. Jego jasna tarcza odbijała się w spokojnych, niczym nie zmąconych wodach jeziora.
 Lydie nie miała pewności, na co czeka. Wspięła się sprawnie na wznoszące się nieopodal drzewo i usiadła wygodnie, na jednej z grubszych gałęzi, opierając się plecami o pień. Poprawiła pośpiesznie zwisający łuk. Liczyła na to, iż nie będzie musiał się nim posługiwać, lecz nie była przecież w stanie przewidzieć, czy nie zostanie do tego zmuszona. Na wypadek pozostawiła jednak spoczywającą w dłoni kuszę.
„Zadziwiające, że na tak mało urodzajnych ziemiach udało się utworzyć rezerwat i zasadzić roślinność.” Przebiegło jej przez głowę. „Może magia, która sprowadziła na to miejsce tyle nieszczęść, nie zdołała wyniszczyć do końca istniejącego niegdyś środowiska przyrodniczego?”
Wątpiła w to jednak. Wiedziała, że zaklęcia pradawnych były potężne i nic nie było w stanie przeżyć na terenach objętych ich działaniem.

Nie została zmuszona do nazbyt długiego czekania. Już po mniej więcej dwudziestu minutach, przyuważyła, kroczące pewnie nad wodą, postaci.
Ostatnio edytowano So lis 19, 2011 4:42 pm przez Lydie, łącznie edytowano 1 raz
Avatar użytkownika
Lydie
Błądzący na granicy światów
 
Rasa: Człowiek
Aura: Srebrno-żelazna aura o przeciętnej sile i obsydianowej poświacie. Wokół niej słychać uderzenia grzmotów, trzask płomieni oraz zmysłowe szepty. Towarzyszy jej woń metalu oraz mieszanina zapachów prosto z ulic miast i siół. W dotyku jest giętka, gładka i niezwykle ostra a w smaku gorzko-kwaśna.
Wygląd: Lydie jest wysoką, smukłą dziewczyną o silnych ramionach i nogach. Mierzy 170 cm wzrostu.
Ma prostą postawę, jej sylwetka zawsze sprawia wrażenie, że dziewczyna jest bardzo pewna siebie. Po plecach kaskadami spływają ciemno brązowe,
pozwijane w nieregularne sprężynki, włosy. Często splata je w luźny warkocz, zazwyczaj zarzucony przez lewe ramię. Można ją również ...
(Więcej)

Postprzez Cień » So lis 19, 2011 1:52 pm

        Bardziej wyczuła niż zobaczyła ruch kobiety. Sięgała po strzałę. Czyżby zorientowała się, że jest śledzona? Cień zastanowiła się przez chwilę, jednocześnie z dodatkową uwagą wytężając swój nietoperzy zmysł - jeśli kobieta strzeli, natychmiast to wyczuje. Była pewna, że skradała się bezszelestnie, jak zwykle, i że jest nieco za daleko, by zwykły człowiek dojrzał ją w ciemności. Czyżby zatem była to elfka? Nie, przez tamtą chwilę, kiedy ją widziała, wyglądała na całkiem normalnego człowieka. Może zatem mag? Tak, to trzymało się kupy. Wcale nie musiała jej widzieć, wystarczyło tylko, by wyczuła aurę.

        Kobieta weszła na drzewo, Cień postanowiła zrobić to również. Wspięła się na najwyższe gałęzie jednego z drzew kilka metrów za kobietą. Nie weszła jednak na sam szczyt, by nie ryzykować odkrycia. Choć jeśli nieznajoma ma bardzo wyczulony zmysł magiczny, to pewnie i tak wyczuje jej aurę, ale Vivie nic nie mogła na to poradzić. Zresztą, były przecież po tej samej stronie, nawet jeśli kobieta jeszcze o tym nie wiedziała.

        W tym momencie uwagę Cień przykuły pojawiające się nad jeziorem postacie.
Avatar użytkownika
Cień
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Lori, Cyntia, Lorlen,
Rasa: Pół wampir
Aura: Nieznana.
Wygląd:

Postprzez Lydie » So lis 19, 2011 9:57 pm

Z nieukrywanym zaciekawieniem przyglądała się przeprowadzanym przez mężczyzn zabiegom. Stojąca na przedzie postać, najpewniej kapłan, wznosiła i opuszczała ręce, kierując je raz w stronę jeziora, raz do nieba. Wypowiadała przy tym jakieś dziwne sentencje, których dziewczyna nie była w stanie zrozumieć. Języki tej rasy różniły się pewnymi szczegółami między sobą, w zależności od miejsca, na którym osiedliła się ludność. Pozostali członkowie grupy, na klęczkach, śledzili uważnie poczynania Elfa. Lydie naliczyła, że mogło ich być co najwyżej dziesięciu bądź jedenastu. Od strony zgaszonej o piasek pochodni unosiły się resztki dymu, a do nozdrzy dziewczyny dochodził jakiś słodki zapach. Coś, jak palone zioła i kwiaty. Księżyc odbijał się w wodzie, która wciąż milczała uparcie, niewzruszona odprawianym ku niej rytuałom.
Nagle usłyszała donośne ‘plum’, które rozniosło się nikłym echem po okolicy i doprowadziło do zaprzestania jakichkolwiek praktyk. Elf z przodu wypowiedział może jeszcze dwa słowa, poczym odwrócił się i, dając znak rękoma, zezwolił zgromadzonym na powstanie. Po chwili wszyscy opuścili już miejsce modłów, pozostawiając po sobie jedynie dym i zapach palonych ziół…
„Szczerze powiedziawszy to ‘plum’ nie brzmiało zbyt ciekawie.”
Pomyślała dziewczyna, zsuwając się ostrożnie z gałęzi. Opadła lekko na piasek i skierowała w stronę brzegu. Zatrzymała się dokładnie w tym samym miejscu, gdzie dosłownie przed chwilą stał kapłan i, zamyślona, zapatrzyła na księżyc. Coś mocniej ścisnęło ją za serce.
„A więc ofiara.” Odnotowała z goryczą. „Chyba nie istnieje religia, która nie wymagałaby od swoich wyznawców składania tego materialnego wyrazu kultu i uwielbienia...Może Oren zobaczył za dużo? Odkrył coś, co powinno pozostać tajemnicą i sprowadził na siebie nieszczęście."
Ponownie przeniosła wzrok na gładką taflę jeziora.
"Mlaclitonatio... Skelard wspominał w liście o koszmarach i wizjach, o odczuwanym przezeń niebezpieczeństwie. Może rzeczywiście coś było na rzeczy z tym bogiem. Mało to magicznych stworzeń zamieszkuje dna jezior na całym świecie? Czy mało istot żyje, wzbudzając lęk i niepokój?
Czy to możliwe, że Oren odkrył, czym tak naprawdę jest „bóg”, któremu Elfy oddawały cześć?”


Wyczuła ją. Ukrywała się gdzieś w rezerwacie, niedaleko niej, zasłaniając przebiegle liśćmi i gałęziami. Musiała poruszać się bezszelestnie, gdyż Lydie, aż do momentu, gdy ponownie odczuła obecność aury, nie była w stanie stwierdzić, czy ktoś znajduje się w pobliżu, czy nie. Zdjęła łuk z pleców i, napinając cięciwę, wymierzyła strzałę w stronę drzew.
- Możesz wyjść – wykrzyknęła, wypatrując w gąszczu jakiegoś, nawet i najdrobniejszego, ruchu. – Wiem, że tu jesteś!
Avatar użytkownika
Lydie
Błądzący na granicy światów
 
Rasa: Człowiek
Aura: Srebrno-żelazna aura o przeciętnej sile i obsydianowej poświacie. Wokół niej słychać uderzenia grzmotów, trzask płomieni oraz zmysłowe szepty. Towarzyszy jej woń metalu oraz mieszanina zapachów prosto z ulic miast i siół. W dotyku jest giętka, gładka i niezwykle ostra a w smaku gorzko-kwaśna.
Wygląd: Lydie jest wysoką, smukłą dziewczyną o silnych ramionach i nogach. Mierzy 170 cm wzrostu.
Ma prostą postawę, jej sylwetka zawsze sprawia wrażenie, że dziewczyna jest bardzo pewna siebie. Po plecach kaskadami spływają ciemno brązowe,
pozwijane w nieregularne sprężynki, włosy. Często splata je w luźny warkocz, zazwyczaj zarzucony przez lewe ramię. Można ją również ...
(Więcej)

Postprzez Cień » So lis 19, 2011 10:25 pm

        Ostrożnym, powolnym ruchem sięgnęła po dmuchwakę. Trzymała ją w ręce, gotowa w każdej chwili jej użyć. Dystans był dość duży, ale też znowuż nie jakiś bardzo wielki. Wciąż nie załatwiła sobie receptury na środek blokujący magię, nie zdążyła - po tym, jak schwytała poszukiwaną kobietę, Klany od razu, wręcz z marszu, wysłały ją na pustynię. A szkoda. Teraz musiała liczyć na to, że w przypadku ewentualnej konfrontacji środek nasenny wystarczy.

        Zwinnie zeskoczyła na ziemię. Wciąż dzieliło je kilka metrów, a noc była ciemna, więc nie obawiała się, że nieznajoma dostrzeże dmuchawkę. A i z wycelowaniem nie będzie jej łatwo, nawet Vivie w cieniu drzew polegała bardziej na sonarze niż na wzroku. Zresztą, nawet jeśli strzeli, Cień, dzięki swej nadludzkiej zręczności, bezproblemowo uniknie strzały.
- A więc jednak - mruknęła, jednak na tyle gośno, by kobieta to usłyszała. - Przyznam, że raczej nie lubię magów. Nie mam do nich nic, tak osobiście, ale zwykli utrudniać mi pracę. - Uśmiechnęła się drapieżnie, a przy tym i dziwnie czarująco, choć w ciemności kobieta pewnie i tak tego nie dostrzeże.
Avatar użytkownika
Cień
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Lori, Cyntia, Lorlen,
Rasa: Pół wampir
Aura: Nieznana.
Wygląd:

Postprzez Lydie » N lis 20, 2011 12:46 pm

Lydie stała podirytowana. Zza drzew doszedł do niej miękki, kobiecy głos, który wywołał niekontrolowany przebieg dreszczy po karku. Wiedziała, że wampirzyca stoi praktycznie tuż przed nią, chowając się gdzieś w gęstwinie. Mogła wystrzelić w tamtym kierunku, ale nie dawało jej to całkowitej pewności, że trafi do celu. W przypadku wszechobecnej ciemności nawet dobry wzrok okazał się nieprzydatną cechą. Uśmiechnęła się cynicznie, usłyszawszy zdanie kobiety na temat magów.
- Czyżby któryś zalazł ci, nieumarła, za skórę tak mocno, że uraz pozostał do dziś? Cóż – wytężyła wszystkie zmysły, mrużąc oczy i skupiając się na kierunku, z którego wydobywał się wcześniej głos. – To musi być rzeczywiście denerwujące, kiedy trafia się na kogoś silniejszego od siebie.

Między drzewami nie było zbyt dużo wolnej przestrzeni. Wystarczyło jej jednak na tyle, by dziewczyna zdołała dojrzeć, przebijającą przezeń,  jakby metalową barwę.
Pomyślała śpieszno, że wampirzyca już się nie wywinie i przyuważyła w mroku obsydianową poświatę, niezbyt wyróżniającą się na tle cynowego zabarwienia aury, mieszającą się z nią w jedną, spójną całość. Napięła wszystkie mięsnie, wpatrując się uważnie w przejaśnienie.
 „Ona może mieć jakiś związek ze zniknięciem Orena. Po cóż inaczej by mnie śledziła?”
 - Następnym razem radziłabym otoczenie się tarczą antymagiczną  - zwróciła wampirzycy uwagę pewnym głosem. Jej twarz przybrała nagle bardzo poważny wyraz, usta zacisnęły w cienką linię. Nie wiedzieć czemu miała wrażenie, że nieumarła nie widzi w niej żadnego przeciwnika, traktując ją z góry i od razu przesądzając o swoim zwycięstwie.

Nie chciała jej zabić, ba, zwykła strzała pewnie nawet nie wyrządzi żadnej krzywdy. Liczyła po prostu na moment zaskoczenia, spowodowany strzałem. Miała nadzieję, że wampirzycy przestraszy się, iż nie jest jednak niewidoczna.
 - Nieźle się wyróżniasz na tle tej czerni.
Rozluźniła palce, wypuszczając strzałę.
Avatar użytkownika
Lydie
Błądzący na granicy światów
 
Rasa: Człowiek
Aura: Srebrno-żelazna aura o przeciętnej sile i obsydianowej poświacie. Wokół niej słychać uderzenia grzmotów, trzask płomieni oraz zmysłowe szepty. Towarzyszy jej woń metalu oraz mieszanina zapachów prosto z ulic miast i siół. W dotyku jest giętka, gładka i niezwykle ostra a w smaku gorzko-kwaśna.
Wygląd: Lydie jest wysoką, smukłą dziewczyną o silnych ramionach i nogach. Mierzy 170 cm wzrostu.
Ma prostą postawę, jej sylwetka zawsze sprawia wrażenie, że dziewczyna jest bardzo pewna siebie. Po plecach kaskadami spływają ciemno brązowe,
pozwijane w nieregularne sprężynki, włosy. Często splata je w luźny warkocz, zazwyczaj zarzucony przez lewe ramię. Można ją również ...
(Więcej)

Postprzez Cień » N lis 20, 2011 6:26 pm

        W ciemności dostrzegła tylko ruch, nic więcej. Postać wśród cieni mogłaby równie dobrze się podrapać. Vivie dysponowała jednak jeszcze jednym zmysłem - nietoperzym, o czym magini oczywiście nie mogła wiedzieć. Sonar powiedział jej dokładnie, w jakim kierunku leci strzała. Wampirzyca spokojnym, wręcz niedbałym, lecz jednak błyskawicznym, krokiem przesunęła się w bok. Strzała wbiła się w drzewo, mijając ją o jakiś cal. Przez krótki moment zastanawiała się nad tym, dlaczego magini używa łuku, zamiast rzucić jakieś zaklęcie, co byłoby przecież o wiele bardziej spektakularne. Zaraz poczuła jednak złość, że nieznajoma w ogóle ośmieliła się strzelić; a także o to, że strzała leciała tak, by co najwyżej zranić. Czyżby nieznajoma miała tak niskie mniemanie o jej umiejętnościach? To się jej nie podobało.

        Vivie zamknęła oczy, odwróciła głowę i przyzwała ogień. Strzała w ułamku sekudny spłonęła, generując potężny błysk. Cień dostrzegła go pomimo zamknętych oczu i zwrócenia się w przeciwnym kierunku - cóż zatem musiała zobaczyć nieznajoma, spoglądająca w tę stronę, wytężająca wzrok w ciemności... Wampirzyca schowała dmuchawkę, takie rozwiązanie sprawy nie satysfakcjonowało jej dostatecznie, zresztą, potrzebowała informacji, a gdyby uśpiła nieznajomą, to wydobyła by od niej co najwyżej chrapanie. Wyjęła zamiast tego sztylet, z ostrzem pokrytym substancją paraliżującą. W kilku susach, o wiele zbyt długich jak na człowieka, dopadła do kobiety, zachodząc ją od tyłu i chwytając za włosy. Całość, od rozpalenia ognia, po przyłożenie nieznajomej sztyletu do tętnicy szyjnej, nie zajęło jej więcej niż pięć sekund.
- Drgnij chociaż, a przez najbliższe trzy godziny nie zdołasz choćby kiwnąć palcem - powiedziała cichym, spokojnym tonem. Nie blefowała, ostrze było ostre jak brzytwa, a z tętnicy szyjnej tucizna rozejdzie się po całym organizmie w kilka sekund.  - A teraz do rzeczy. Co tak właściwie wiesz o sekcie czczącej Mlaclitonatio?
Avatar użytkownika
Cień
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Lori, Cyntia, Lorlen,
Rasa: Pół wampir
Aura: Nieznana.
Wygląd:

Postprzez Lydie » N lis 20, 2011 8:46 pm

Strzała spaliła się jasnym płomieniem, pozostawiając po sobie drażniący nozdrza zapach dymu.
„Chybiłam… Cholera.”  
 Ucieszyła się, że drzewo nie zajęło się ogniem. Dlatego właśnie wolała nie używać magii. Jeżeli podpaliłaby strzałę w locie najprawdopodobniej doprowadziłaby do pożaru w rezerwacie. Jeżeli zaś rzuciłaby w tamtą stronę pociskiem magicznym… Zamiast roślin pozostałaby jedynie rozległa i głęboka dziura w ziemi. Szkoda jej było sadzonek, ktoś przecież włożył wiele trudu, by zalesić ten teren.
 Poczuła, jak coś ciągnie ją za włosy, przystawiając równocześnie do szyi zimne narzędzie. Jedno cięcie i padnie na ziemię, jak postrzelony w skrzydło ptak. Zleci i zderzy się z twardą ziemią, nie mając możliwości ucieczki przed myśliwym.
Wampirzyca była od niej niższa, lecz zdawała się posiadać większą siłę i krzepę. No i miała zatruty nóż…
To chyba stanowiło największą przeszkodę.
Zdziwiła się, usłyszawszy pytanie, które padło z ust nieumarłej. Czyżby naprawdę uważała, że ma coś do czynienia z wyznawcami tegoż kultu? Zastanowiła się, czy może to samo nie spotkało przyjaciela. Czy nie został pojmany i „poproszony” o udzielenie paru informacji.
„To mogłoby tłumaczyć jego zniknięcie! Nie chciał zdradzić wyników swoich badań i…” Zacięła się. Szczerze powiedziawszy wolała w to nie wierzyć.
„Ognia na użyję, na tarczę już za późno…” Analizowała właśnie wszelkie możliwości korzystnego wybrnięcia z niezbyt wygodnego położenia. Każda jednak wydawała jej się zbyt ryzykowna.
 
  - Wiem tyle, co i ty – odparła lekko zachrypniętym, acz spokojnym tonem.  – Możliwe, że nawet mniej.
W głowie odtwarzała wszystkie znane jej zaklęcia związane z łagodzeniem gniewu, jednocześnie starając się dosięgnąć dłonią  przepaski na udzie.
Avatar użytkownika
Lydie
Błądzący na granicy światów
 
Rasa: Człowiek
Aura: Srebrno-żelazna aura o przeciętnej sile i obsydianowej poświacie. Wokół niej słychać uderzenia grzmotów, trzask płomieni oraz zmysłowe szepty. Towarzyszy jej woń metalu oraz mieszanina zapachów prosto z ulic miast i siół. W dotyku jest giętka, gładka i niezwykle ostra a w smaku gorzko-kwaśna.
Wygląd: Lydie jest wysoką, smukłą dziewczyną o silnych ramionach i nogach. Mierzy 170 cm wzrostu.
Ma prostą postawę, jej sylwetka zawsze sprawia wrażenie, że dziewczyna jest bardzo pewna siebie. Po plecach kaskadami spływają ciemno brązowe,
pozwijane w nieregularne sprężynki, włosy. Często splata je w luźny warkocz, zazwyczaj zarzucony przez lewe ramię. Można ją również ...
(Więcej)

Następna strona

Powrót do Pustynia Nanher

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron