[Ifan-Tar] Złote Łzy Królowej Khepr


Ta kiedyś niesamowicie żyzna ziemia została spustoszona przez magię jakiej świat nie widział od tysięcy lat. Pięciu Przodków Czarodziejów próbujących zawładnąć czasem sprawiło iż Ziemie Nanheru pokryły tony piasku wyniszczając wszystko wokół, a ich samych pogrzebały w swoich otchłaniach.

Postprzez Swain » Cz cze 21, 2018 2:47 pm

        Siwy mężczyzna w czerwonym płaszczu został sam na ulicy. No prawie sam... Vuldrim jako stały towarzysz podróży nie miał zamiaru przepuścić okazji, gdzie może trochę pokomentować poczynania swojego nosiciela. A gdy wyszło na to, że teraz sam musi się bawić w bandyckiego bohatera i uwolnić elfkę z więzienia to Vuldrim wykazał się mądrością. W pewnym sensie.

''A dlaczego by nie tylko zapytać co chcemy wiedzieć i zostawić tą marną istotę za kratami? Po co się narażać?''


        Gabriel lekko się uśmiechnął. ''Też racja w sumie''. Astrid oczekuje informacji a nie samej osoby.
        - Co jeśli będzie chciała najpierw wyjść a potem przekazać informacje? - zapytał Gabriel Vuldrima na głos, idąc w stronę, w którą prowadzili nieprzytomną elficę.
        ''Ja bym złamał jej rękę na zachętę.'' - Stwierdził Vuldrim bez zastanowienia. Gabriel postanowił już nie pytać upiora o zdanie. Najpierw musiał się przekonać czy cokolwiek z tego wyjdzie.

        Opuściwszy bazar, Gabriel musiał minąć parę domostw i zakładów by dotrzeć do posterunku straży. Wysoki na trzydzieści stóp gmach stał otworem. Strażnicy wychodzili i wchodzili zmieniając warty i patrole. Ci w środku albo trenowali niczym wojsko albo zabawiali się w przy zabawach typu gra w karty czy kości. Idąc dalej, wchodziło się na główny dziedziniec gdzie stała stajnia z przygotowanymi końmi i po przeciwnej stronie mieścił się zapewne gabinet komendanta. Areszt musiał się znajdować gdzieś pod ziemią w jednym z budynków.
        - Pomóc w czymś? - zapytał strażnik z zaskoczenia.
Gabriel odwrócił wzrok w stronę strażnika. O połowę młodszy od Gabriela, strażnik wyłupił oczy patrząc na oręż Swaina.
        - Owszem - odpowiedział. Chcę się zobaczyć z niedawno zatrzymaną elfką. Gdzie mogę ją znaleźć?
        - Przyjaciel?
        - Nie, mam parę pytań, to wszystko.
        - My też. Proszę stąd odejść i jutro zgłosić się do komendanta w południe. Pora odwiedzin minęła.
Gabriel nie chciał zrezygnować. Mógł to załatwić na spokojnie, ale wątpił by czekanie do jutra pomogło w czymkolwiek.
        - Czy można zrobić wyjątek? Podejrzewam, że mogła coś ukraść co należało do mojej córki.
        - To przyszedł Pan złożyć oskarżenie czy rozmawiać?
        Strażnik nie odpuszczał. Był typowym służbistą Gabriel wątpił by nawet łapówka była stanie go przekonać. Dlatego Gabriel lekko się ukłonił i odwrócił się w stronę wyjścia. Będzie to musiał zrobić w mniej przyjemny sposób.



''Gdzieś indziej''


        Mężczyzna w niebiesko-złotym stroju trzymał w dłoni błękitny kryształ, który świecił jak pochodnia oświetlając tunel przez który szedł. Była to jakaś jaskinia z wyrastającymi z ścian kolorowymi kryształami podobnymi do tego, który trzymał zamaskowany mężczyzna. Odziany w niebieskie szaty i złoty pancerz mąż, posiadał także dwa Chopesze na plecach. Ten kto już widział wcześniej tego mężczyznę, stwierdziły od razu, że to ta sama osoba, która towarzyszyła Viktorowi podczas jego wykopalisk.
        Gdy dotarł do końca tunelu, zastał jedynie osuwisko i stertę pękniętych kryształów. Przyglądając się bliżej, mężczyzna chwycił jeden z nich i pociągnął. Chwilę później, całe osuwisko zniknęło w mgnieniu oka. Mechanizm otwierający był na wpół magiczny. Iluzja prysnęła do momentu jak przekroczył próg osuwiska. Jak postawił parę kroków w przód, za jego plecami pojawiły się ogromne kamienne drzwi, a przed nim sala odpowiadająca wielkości drzwi za nim. Sala rozświetlona większymi kryształami posiadała jedynie na środku coś na wzór krągłego ołtarza z podestem otoczonym szklanymi szybami. Zamaskowany ruszył przed siebie, jego kryształ w dłoni zgasł a on sam stanął na środku sali, na podeście między szkłem. Z kieszeni wyjął przedmiot i ustawił go przed sobą. Był to skarabeusz w tej samej kolorystyce co on sam.
        Gdy to zrobił, szklane szyby rozświetliły się a w ich wnętrzu pojawiły się postaci ubiorem mu podobne. Jednak każdy z nich posiadał jakiś fragment ubiory wyróżniający jednego od drugiego. Razem było ich sześciu. Gdy wszyscy z wnętrz szklanych zwierciadeł spostrzegli swego gościa, jeden z nich zapytał:
        - Wykonałeś zadanie?
        Mężczyzna chwilowo nie odpowiedział. Chwycił za swą złotą maskę i ją zdjął ukazując niebieskie oczy i kruczoczarne włosy z siwym kosmykiem włosów.
        - Czy kiedykolwiek zawiodłem? - odpowiedział posyłając szelmowski uśmiech i wilcze spojrzenie wszystkich wkoło.
        - Dobrze, zatem możesz odejść.
Mężczyzna skinął głową i odwrócił się. Gdy postawił pierwszy krok, usłyszał za plecami.
        - Raveth... Przygotuj się do fazy drugiej.
        - Już to zrobiłem - poinformował i zniknął w cieniu opuszczając salę tą samą drogą, z której przybył.
Avatar użytkownika
Swain
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Ravaan, WeKona, Swain, Sarethias, Rhavant, Revan, Raveth, Nihil, Skarliath, Krane, Estor,
Rasa: Człowiek
Aura: Emanacja wygląda na słabą, jednakże kryje w sobie jeszcze pewien potencjał, nie jest on widoczny na pierwszy rzut oka. Dopiero pod silnie żelazną powłoką, będącą w niektórych miejscach nieco wytartą, widać ruch. Pchane podmuchami wiatru drobinki miedzi oraz srebra wirują w szaleńczym tańcu wraz z kobaltowymi liśćmi, które wydają z siebie cichy szept, jakby jakąś tajemniczą melodię lub zaklęcie. Czasami szmaragdowe światło znika na rzecz rubinowego. Nie pozwala jednak tak po prostu się zmienić, przez co można podziwiać, jak oba odcienie mieszają się, przypominając zorzę. Walce towarzyszą iskry oraz podwyższona temperatura, niebędąca jedynie wynikiem emocji. Zależnie od blasku, który ostatecznie otuli aurę, można wyczuć woń ludzkiego potu lub zapach dziwny, obcy, niebędący podobnym do niczego co ludzkie. W dotyku bardzo twarda i jednocześnie wciąż odważnie giętka i z dumą prezentująca swe ostre brzegi. W niektórych miejscach bywa aksamitna, w innych zaś chropowata, nie kryje się jednak z żadnym z nich, akceptując swój wygląd. Zostawia po sobie lepki posmak, sprawiający, iż wciąż wraca się myślami do tejże emanacji.
Wygląd: Gabriel Swain jest wysoki, mierzący sto dziewięćdziesiąt centymetrów wzrostu. Szczupły i dobrze zbudowany, choć na jego ciele widnieje tuzin ran. Codzienne poranne treningi, nie pozwalają mu wyjść z formy i pomagają utrzymać muskulaturę. Pod swoją zbroją nosi czerwony płaszcz z mocnego materiału obitego skórą. Gdy ściąga swój kapelusz, ukazuje długie, siwe i spięte w kucyk ... (Więcej)

Postprzez Lieselotta » Śr cze 27, 2018 3:15 pm

Kiedy jeden ze strażników ich opuścił, Lieselotta przybliżyła twarz do krat i zaczęła szczerzyć się od ucha do ucha.
- Wspaniale! To jak? Wychodzimy? - Spojrzała na mężczyznę podekscytowana. Po chwili dostrzegła na jego twarzy pewien grymas, który... nieco ją zaniepokoił.
- Że jak? A, nie, nie mogę cię teraz wypuścić. To, co powiedziałem nie było prawdą, a miało na celu jedynie zdenerwowanie tamtego typa. Wybacz dziewczyno, ale posiedzisz tu jeszcze jakiś czas, pewnie do wieczora.
Po tych słowach mężczyzna odszedł, a za nim ruszył posłaniec. Liza oczywiście była oburzona, wygląda na to, że miała złudne nadzieje i wyciągnęła zbyt pochopne wnioski. Ale chwila, nie chciało jej się siedzieć w tym miejscu kolejne kilka godzin! Co prawda kryminaliści nie odnoszą wrażenia, że to jest długo, jednak ona była porządnym człowiekiem! Przynajmniej takie miała o sobie zdanie...
Cofnęła się parę kroków w tył, a potem usiadła, opierając się o ścianę. Wciąż była dosyć głodna i zastanawiała się, czy nie zawołać któregoś ze strażników, aby przyniósł jej chociaż chleb. Oczywiście jako, że była smokołaczką, to mogła zjeść... praktycznie wszystko, jednak ludzkie jedzenie zdecydowanie bardziej przypadło jej do gustu niźli metal, którego miała teraz pod dostatkiem.

Siedziała... i siedziała. Próbowała zasnąć, lecz za każdym razem przeszkadzało jej dziwne zgrzytanie, dochodzące z celi obok. Z początku myślała, że minie szybko, jednak po dziesiątej minucie nie wytrzymała. Westchnęła głośno, "Przeklinam swój czuły słuch!".
- Hej! Kto tam jest? Siedź cicho, bo ten odgłos jest denerwujący! - Szepnęła oschle i szorstko. Zirytował ją, jednak nie chciała zwrócić uwagi strażnika podniesionym głosem. Nie otrzymała jednak odpowiedzi, a zgrzytanie nie ustało. Zbliżyła się do dzielącej ich ściany i uderzyła w nią raz, dwa, aż w końcu usłyszała szuranie, jakby ktoś przekręcał się z boku na bok.
- Co ty wyprawiasz!? Nie widzisz, że próbuję spać!? - Odparł, nie zwracając przy tym uwagi na ton swojego głosu. Smokołaczka oszacowała wiek mężczyzny na około trzydzieści lat.
- Mogłabym zapytać o to samo! - Zdenerwowana uderzyła w ścianę ponownie, tym razem nie ograniczając zbytnio swojej siły. Więzień obok widocznie się przestraszył, gdyż odsunął się niespokojnie i głośno wciągnął powietrze w płuca. Nieco się jednak opanował i, wciąż oszołomiony jej siłą, zagadnął do dziewczyny.
- Co ty jesz?! - Mężczyzna wytrzeszczył oczy i zagapił się w jedno miejsce. Po chwili jednak, gdy usłyszał tylko ciche prychnięcie, zmienił temat i postanowił przybrać łagodniejszy ton. - To nie do końca moja wina, cierpię na... na bruksizm. - Powiedział to tak, jakby naprawdę wstydził się tego zaburzenia. - Poza tym siedzę tu już od jakiegoś czasu, trudno się nie zdenerwować. - Dziewczyna wykrzywiła twarz w dziwnym grymasie. Odpuściła mu, sama nie była jakąś specjalnie cierpliwą osobą, więc jedynie pokiwała do siebie głową i po chwili również zaczęła mówić nieco spokojniej.
- Znam to uczucie... Ale czy nigdy nie próbowałeś się stąd wyrwać? - Przygarbiła się nieco i zgięła jedno kolano, po czym oparła o nie swoją rękę. Siedzenie ciągle w jednym i tym samym miejscu nie leżało w jej naturze. Choć czasem lubiła sobie pospać... ale nie wtedy, kiedy była zamknięta, a w celi obok przebywał zgrzytający zębami człowiek. Bądź elf. Albo inny zmiennokształtny. W sumie, to nie miała pojęcia nawet czym on jest. Z drugiej strony... skąd ten mężczyzna miałby wiedzieć, że ona jest smokołaczką? Nie miała wątpliwości co do tego, że ta wiedza mogłaby zepsuć ich miłą pogawędkę, więc postanowiła, że na tą chwilę pozostanie anonimowa.
- Czy próbowałem? - Mężczyzna zaśmiał się, jakby to, co przed chwilą powiedziała było doprawdy absurdalne. - Jasne, że próbowałem! Ale czy ja ci wyglądam na osobę, która z łatwością mogłaby rozwalić te potężne drzwi jednym uderzeniem? - Po chwili odchrząknął. Przecież ona go nie widziała, więc tylko się poprawił. -  Podpowiem tylko, że tak nie wyglądam. I chociaż sposobów na ucieczkę jest wiele, to mi nie udało się zrealizować żadnego. Jestem tylko prostym złodziejaszkiem, któremu już jutro mają zamiar odciąć kilka palców. - Odparł z rezygnacją. Widocznie już się poddał i myślał, że nie ma dla niego nadziei. Bo nie ma. Chyba że...
Lizie przeszło przez myśl, że przecież byłaby w stanie uciec. Po przemianie byłaby to bułka z masłem! Choć z drugiej strony... lada moment ją wypuszczą, więc nie miałoby to sensu. Pomyślała, że jednak mogłaby pomóc temu mężczyźnie. Miała do dyspozycji magię, magię chaosu! Może dałaby radę użyć jej w taki sposób, że uwolniłaby złodzieja i nikt by jej przy tym nie nakrył.
Postanowiła spróbować, choć przecież nie była jeszcze w rzucaniu zaklęć taka świetna i nigdy nie używała jej w ten sposób. Pomyślała, że jego cela byłaby całkiem podobna do tej, w której znajdowała się ona. Jeśli wyobraziłaby ją sobie w taki sposób, może sprawiłaby, że zamek w drzwiach się otworzy. Użyła do tego całej siły swojej woli, a kiedy już pomyślała, że się udało...
Drzwi się otworzyły, jednak nie w jego celi a w jej, na przekór wszelkim chęciom. Dziewczyna westchnęła przeciągle i oparła się o ścianę.
"To się nigdy nie udaje..."
Avatar użytkownika
Lieselotta
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Sera,
Rasa: Smokołak
Aura: Aury, choć nie jest jakoś szczególnie silna, bezbronną także nie można nazwać. Od razu z dumą pokaże Ci swoje błyszczące młodzieńczym wigorem, twarde niczym zbroja, chroniące ją łuski i obnaży niezwykle ostre pazury, którymi potrafi się bronić. Tworzą one naturalną zbroję i oręż barwy żelaza, a ich zapach doprawiony wonią wilgotnej ziemi dopełnia obrazu istoty, która z urodzenia obdarzona została predyspozycją do przetrwania. Mogą więc rozwijać się w niej wysycone cyną ścieżki, wijące się niczym węże aż po sam horyzont, swoją giętkością zatrważając nawet doświadczonych wędrowców. Ci z nich, którzy zostaną, zatopią się w topazowej poświacie, a kakofonia dźwięków zmieniająca barwy na ich drodze, utrudni im wszelki ruch. Wtedy też właśnie przed dalszą podróżą ostrzeże ich trzask płomieni i strzelające w niebo iskry. Będą musieli wycofywać się na czworaka po lekko schropowaciałej ziemi, wpadając raz po raz to w lepkie kałuże, to suche piaski mające ostry i słodko-gorzki smak.
Wygląd: Postać Lieselotty nie ogranicza się jedynie do człowieka, jest zmiennokształtną i posiada trzy formy.

Forma ludzka: W tej formie Liza bardziej przypomina elfa o gadzich źrenicach niźli człowieka. Swój młody wygląd z pewnością utrzyma przez większość życia. Jest całkiem ładna, ale jakby się postarała, to mogłaby być naprawdę piękna. Do sześciu stóp niewiele jej ...
(Więcej)

Postprzez Dantheron » N lip 01, 2018 5:42 pm

        Jakoś nie był zadowolony z otrzymanej odpowiedzi. Liczył na konkretne informacje. Powoli tracił cierpliwość. Nie należał wprawdzie do gwałtowników, ale mimo wszystko poczuł pewien niesmak, gdyż czuł się oszukany. "Zapłaciłem i dalej nic... Zero informacji. Na dodatek mam szukać jakiegoś strażnika Zygfryda... który i tak mi nic nie powie. Biedna Beatrice... Tak chciałbym jej pomóc a tu znikąd jakichkolwiek wiadomości."
Tak rozmyślając, opuścił mroczną tawernę, udając się w kierunku więzienia. Jeszcze przez jakiś czas czuł zapach spalonego mięsa, ale świeży powiew wiatru nastrajał go bardziej optymistycznie i żwawszym krokiem ruszył przed siebie. Niebawem znalazł się w pobliżu bazaru. Zauważył strażników, ale nie było wśród nich Zygfryda. Sugerowano mu, żeby poszukał go w więzieniu, gdyż mógł mieć tam akurat służbę. Toteż, acz niechętnie, udał się we wskazane miejsce. Nie zajęło mu to dużo czasu, ponieważ więzienie znajdowało się niedaleko.

        Nietrudno było rozpoznać najsmutniejszy, najbardziej obskurny budynek na ulicy. Próbował otworzyć ciężkie, ciemne drewniane drzwi, ale nic z tego. Były dobrze zaryglowane. Dantheron nie chciał tak szybko zrezygnować i odejść z niczym. Dlatego mocno uderzał obiema pięściami, aż ktoś otworzy. W końcu wyszedł zaspany strażnik, który złowrogim spojrzeniem zapytał o co chodzi.
- Nie wiem, czy jest Zyg - tak go nazywał- i nie wiem czy będzie.
Znowu rueny pomogły w uzyskaniu dalszej odpowiedzi.
- A... chyba jest w środku, ale zajęty, musisz poczekać.  - To idź, zobacz czy jest a ja zaraz przyjdę. Strażnik pobiegł wzdłuż ulicy.
"Na pewno kupi coś do picia... moczymorda jeden" - pomyślał mężczyzna.  I miał rację. Jedyną rozrywką strażników to była gorzała i chętne dziewki w celu dotrzymania towarzystwa i nie tylko - w czasie popitki.
Dantheron wszedł do środka. Smród i ubóstwo to jedyne słowa, które przyszły mu na myśl. Skąpe promienie światła wdzierały się przez małe okna, niektóre były zabite deskami. Musiała upłynąć chwila, zanim przyzwyczaił się do półmroku i stęchlizny drażniącej nozdrza. Wytarł dłonią pot z czoła i zauważył na stole dopalającą się świecę. Wziął ją do ręki i szedł wolno korytarzem, wsłuchując się w trzeszczące deski na podłodze. Zatrzymywał się przy drzwiach, nasłuchując uważnie. W pewnym momencie zrobiło mu się ciemno przed oczami i upadł. Poczuł okropny ból z tyłu głowy i już nic nie słyszał..
Avatar użytkownika
Dantheron
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Vanessa, Aven, Beatrice, Gwen, Kelyn, Rivena, Janeth, Gość,
Rasa: Człowiek, mężczyzna.
Aura: Bardzo słaba aura, która brak swojej siły nadrabia feerią kolorów, które pokrywają jej nieco matową powierzchnię. Na złotym tle malują się ogromne wzory w kolorze żelaza, przyozdobione barachitowymi wstęgami, gdzieniegdzie obecne są pasma w kolorze miedzi i cyny, a niektórzy czytający aurę, będą mogli odnaleźć niewielkie plamki w kolorze kobaltu czy rtęci. Chłodniejszy powiew dobiegający od tej magicznej emanacji, niesie ze sobą całą gamę zapachów. Pojawiają się aromaty suszonych ziół, słonej, morskiej wody czy też zapachów przeróżnych specyfików wykorzystywanych przez alchemików. Oprócz tego można wyczuć zapach zwierzęcej sierści mieszającej się z zapachem potu walczących wojowników i krwi. Porwani tymi wszystkimi zapachami i efektami wizualnymi, nie zawsze rejestrują fakt, że wokół aury panuje absolutna cisza. Budowa aury nie jest skomplikowana, gdyby tak dotknąć jej bez problemu można wyczuć, że jej powierzchnia jest aksamitnie gładka, niekiedy można natrafić na lepkie plamki i chociaż sprawia wrażenie nieco twardej, daje się kształtować pod naciskiem dłoni. Jej brzegi często tworzą ostre krawędzie, które potrafią skaleczyć. Ta magiczna emanacja sprawia, że w ustach można wyczuć całkiem łagodny smak, mieszankę goryczy i czegoś słonego.
Wygląd: Dantheron mierzy dużo, ponad sążeń wzrostu. Jest szczupłym, ale barczystym mężczyzną. Chodzi wyprostowany, pewnym krokiem. W jego sposobie poruszania się widać zwinność i szybkosć. Twarz pociągła, cera opalona. Czoło wysokie, brwi średnio szerokie, ale czarne i krzaczaste. Tworzą lekko wygięty łuk nad jasnymi oczami w odcieniu błękitu. Oczy wąskie, głęboko osadzone. ... (Więcej)

Postprzez Swain » Cz lip 12, 2018 2:33 pm

        Dostanie się do cel więziennych nie było takie łatwe jakby się przypuszczało. Swain musiał spędzić trochę czasu na zasięgnięciu języka i sypnąć groszem. Ale przynajmniej się udało, choć jego położenie było ciężkie to i praktyczne. Siedział na samej górze muru odgradzającego dziedziniec straży od cywilnych ulic. Wiał mocny wiatr, a upadek z tej wysokości groził śmiercią. Dlatego Swain musiał pozostawić większość swojego ekwipunku w ukryciu, zostawił sobie tylko miecz, do ewentualnej obrony. Z miejsca w którym był, mógł swobodnie obserwować, kiedy strażnicy zmieniają wartę i jak patrolują resztę kompleksu. Choć patrolowanie to było złe słowo, nikomu się nie chciało tak po prawdzie wykonywać swojej pracy w tym miejscu. W końcu, kto by chciał pakować się tu, gdzie jest najwięcej straży? Najwidoczniej ojciec krnąbrnej córki. Przynajmniej leniwa postawa straży była mu na rękę.
        Gabriel zawiesił się na murze, próbując wyczuć stopami odchylone cegiełki, które miały mu pomóc zejść. Znalazł jedną, potem drugą i tak dalej. Czuł się jak młodzik uciekający z domu kochanki, kiedy jej rodzice wrócili, tylko w bardziej niebezpieczny sposób. Gabriel prawie nie miał czegokolwiek się chwycić. Opuszki palców aż drżały od ciężaru jakie musiały znieść. Jeden błąd, jeden zły krok lub chwyt i Swain mógł poczuć się jak ptak... zestrzelony ptak.

        Późna godzina wieczorowa pomagała mu zamaskować swoją obecność. Zachodzące słońce na horyzoncie rzucało cień w miejsce gdzie się znajdywał, musiał tylko pozostać cicho do końcowego stopnia. Nagle usłyszał głosy dochodzące z okna będącego pod nim, trochę bardziej na prawo. Teoretycznie miał teraz szansę zeskoczyć na dach jednego z budynków i spróbować się wgramolić do jednego z okien, ale skoro usłyszał głosy w jednym z nich, to ten pomysł odpadał. Nawet sam skok mógłby narobić rabanu. Jeszcze tego brakowało, by trafił na słabą konstrukcję i wleciał do pomieszczenia przez sufit, witając się ze wszystkimi wewnątrz. Musiał wytrzymać, ale i tak czekał go niemały skok. Pod jego stopami zabrakło wysuniętych cegiełek. A znajdował się jakieś cztery, może pięć metrów nad ziemią, między murem a ścianą budynku, który chyba był jakimś magazynem. Gdy się przygotowywał do skoku, zauważył samotnego strażnika przechodzącego pod nim. Na złość Gabrielowi, zatrzymał się tuż pod nim, by zapalić, fajkę? Tak, Swain poznał ten zapach bez namysłu. Palił żółte ziele w trakcie służby, inaczej by się tu nie chował. Strażnik się oparł o mur i zrelaksował, kiedy Swain z ledwością się utrzymywał w miejscu, jego palce już drżały z zmęczenia a nogi odmawiały posłuszeństwa w takiej pozycji. Wyglądał jak sprasowana żaba rzucona o mur. Strażnik z pewnością nie opuści tego miejsca prędko, Swain musiał zeskoczyć czy tego chciał czy nie. Szybko obrócił się plecami do muru i osunął się w dół na strażnika. Nim ten się spostrzegł, dostał od Gabriela kolanem i później łokciem w głowę pozbawiając go przytomności. Swain upadł na ziemię wraz z nim, ale przynajmniej taki upadek był bardziej miękki. Problem leżał tuż pod nim. Swain miał nadzieję, że nikt nie zobaczy strażnika, a jak już tak się stanie, to wina zostanie zrzucona na fajkę, którą palił. Chociaż, każdy wie, że żółte ziele nie pozbawia przytomności, to ta sprawa zostanie pod znakiem zapytania.  

        Gabriel ułożył strażnika, tak by był oparty o mur, a w ręku trzymał wypaloną fajkę. ''Może to pomoże'' - pomyślał.
Zostawiając za sobą nieprzytomnego mężczyznę, ruszył wzdłuż muru w zgarbionej pozycji. Starając się unikać wzroku innych przypadkowych strażników, sunął przed siebie aż do budynku, w którym mieściły się cele pod ziemią. Teraz musiał tylko, wdrapać się do okna nad nim, którego nigdy nie zamykają z powodu duszności i stamtąd zejść w dół przez parter. Podobno mało kto tam przebywał, ale za to przed wejściem do piwnicy z celami, wisiały klucze.
        Gabriel oddalił się o parę koków w tył i z rozpędem naskoczył na mur próbując chwycić się parapetu okna. Udało mu się, ale wisiał jak świąteczna ozdoba. Z ledwością podciągnął się i zauważył, że drzwi prowadzące na korytarz i pewnie na schody prowadzące w dół, były uchylone. To dobrze.
        Wychodząc na korytarz niedużego budynku znalazł się w prawie całkowitej ciemności. Nikt nie oświetlał tego piętra, przez co Swain musiał zdać się na instynkt i trzymając się ściany szukał zejścia. Gdy w końcu znalazł wyjście, podsłuchał rozmowę dwóch strażników z dołu. Nic ciekawego, zwykłe rozmowy na temat swoich kobiet i typowe marudzenie na pracę. Swain zszedł jeszcze niżej, gdzie znalazł się na półpiętrze. Lekko wychyliwszy spróbował dostrzec niebezpieczeństwo, którego i tak nie znalazł. Wszedł na parter, trochę dalej od głównego wejścia, gdzie znajdowała się recepcja. Z pewnością ktoś tam przebywał, tylko z tej strony nie miał widoku na korytarz, co zapewniało Gabrielowi spokojny, lecz cichy pobyt na korytarzu, na którym mógł poszukać wejścia do cel.

        - Są - wyszeptał Gabriel, widząc pęk kluczy zawieszonych przed drewnianymi drzwiami. Zabrał je wszystkie i próbował każdego klucza z osobna do otwarcia drzwi. Spieszył się, nie wiedział który jest właściwym a w tym miejscu był odsłonięty z dwóch stron. Z jego prawej i z tyłu od strony wejścia. Gdyby go tu nakryto, miałby wąskie opcje do obrony. Gdy przekręcił żelazny klucz, drzwi zwolniły zasuwę i stanęły otworem. Swain wślizgnął się za nie i zamknął. Przed nim kolejne schody prowadzące w dół i kraty. Kolejna zgaduj zgadula z kluczami i kolejne otwarte przejście, zajęło Gabrielowi nie więcej niż dwie minuty. Udał się przed siebie, mając widok na cele po przeciwnych stronach. Były słabo oświetlone, więc musiał prawie wchodzić do nich, by dostrzec kto się w nich znajduje. Jak na razie, nie widział nikogo, kto by był przynajmniej podobny do elfki. Ale Swain miał teraz inny problem, którego nie przewidział. Gdy się przyglądał każdej celi, co poniektórzy więźniowie zdążyli zauważyć, że nie był strażnikiem, co pozwoliło im na dość śmiałe krzyki typu" Uwolnij mnie! Nie, to mnie uwolnij! Swain poczuł presję, jeśli ci się nie zamkną to zaraz skończy tak samo jak oni. Pospieszył się w swoich poszukiwaniach. Paru z więźniów wysunęło swoje ręce zza krat by chwycić Gabriela i jego pęk kluczy, ale on trzymał już dystans od cel.
        Będąc prawie przy końcu, zauważył siedzącą elfkę przy ścianie. To była ona, ale jej oczy błyszczały w inny sposób. Teraz Gabriel dostrzegł, że to nie była elfka tylko kolejny z rasy tych jaszczurów podających się za elfów. Ale skoro tak, to czemu sama jeszcze się stąd nie wydostała? Z tego co wiedział, to osobnicy pokroju jej rasy posiadają zdolności wykraczające poza normalność. Swain nie miał czasu na myślenie o takich rzeczach, sprawdzał kolejne klucze.
        - Uwolnię cię stąd, ale ty musisz mi pomóc - powiedział w pośpiechu sprawdzając, co kolejny klucz, do charakterystycznego odgłosu zasuwy.
        Więźniowie stawali się coraz głośniejsi, co w końcu doprowadziło do tego, że jeden ze strażników przyszedł sprawdzić co się dzieje.
Gdy zauważył, co się wyrabia i dostrzegł Swaina na końcu korytarza, próbującego wyzwolić zmiennokształtną, usłyszał ''klank'', a zasuwa krat zwolniła się.
Avatar użytkownika
Swain
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Ravaan, WeKona, Swain, Sarethias, Rhavant, Revan, Raveth, Nihil, Skarliath, Krane, Estor,
Rasa: Człowiek
Aura: Emanacja wygląda na słabą, jednakże kryje w sobie jeszcze pewien potencjał, nie jest on widoczny na pierwszy rzut oka. Dopiero pod silnie żelazną powłoką, będącą w niektórych miejscach nieco wytartą, widać ruch. Pchane podmuchami wiatru drobinki miedzi oraz srebra wirują w szaleńczym tańcu wraz z kobaltowymi liśćmi, które wydają z siebie cichy szept, jakby jakąś tajemniczą melodię lub zaklęcie. Czasami szmaragdowe światło znika na rzecz rubinowego. Nie pozwala jednak tak po prostu się zmienić, przez co można podziwiać, jak oba odcienie mieszają się, przypominając zorzę. Walce towarzyszą iskry oraz podwyższona temperatura, niebędąca jedynie wynikiem emocji. Zależnie od blasku, który ostatecznie otuli aurę, można wyczuć woń ludzkiego potu lub zapach dziwny, obcy, niebędący podobnym do niczego co ludzkie. W dotyku bardzo twarda i jednocześnie wciąż odważnie giętka i z dumą prezentująca swe ostre brzegi. W niektórych miejscach bywa aksamitna, w innych zaś chropowata, nie kryje się jednak z żadnym z nich, akceptując swój wygląd. Zostawia po sobie lepki posmak, sprawiający, iż wciąż wraca się myślami do tejże emanacji.
Wygląd: Gabriel Swain jest wysoki, mierzący sto dziewięćdziesiąt centymetrów wzrostu. Szczupły i dobrze zbudowany, choć na jego ciele widnieje tuzin ran. Codzienne poranne treningi, nie pozwalają mu wyjść z formy i pomagają utrzymać muskulaturę. Pod swoją zbroją nosi czerwony płaszcz z mocnego materiału obitego skórą. Gdy ściąga swój kapelusz, ukazuje długie, siwe i spięte w kucyk ... (Więcej)

Poprzednia strona

Powrót do Pustynia Nanher

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron