[Ifan-Tar] Złote Łzy Królowej Khepr


Ta kiedyś niesamowicie żyzna ziemia została spustoszona przez magię jakiej świat nie widział od tysięcy lat. Pięciu Przodków Czarodziejów próbujących zawładnąć czasem sprawiło iż Ziemie Nanheru pokryły tony piasku wyniszczając wszystko wokół, a ich samych pogrzebały w swoich otchłaniach.

Postprzez Swain » Wt maja 15, 2018 6:44 pm

        Pył i piach wgryzał się we wszystkie szczeliny miasta Ifan-Tar. Szum i odgłos ocierającego się piasku o zabudowania był donośny. Biedota kryła się w kątach, mieszkańcy podtrzymywali okna z całych sił, a ci, którzy pechem znaleźli się na zewnątrz, musieli walczyć z żywiołem, błądząc po uliczkach we piaskowej mgle. Gdzieś na wietrze przefrunął kolorowy namiot z pobliskiego bazaru i zniknął w czeluściach miasta.
        Dalej, gdzie budynki miasta stawały się coraz wyższe i piękniejsze, bogata ludność siedziała we swych domach nie przejmując się burzą piaskową. Jedli wymyślne posiłki całkowicie nie zwracając uwagi na żywioł za oknem. W jednym z wyższych budynków, okiennice z trwałego szkła, o połysku błękitnym, były szczelne i idealnie tłumiły odgłosy. A za nimi starszy mężczyzna o piwnych oczach wpatrywał się w złoto pomarańczową smugę. Ubrany w samą koszulę i spodnie opierał się o parapet, mając zmęczony wyraz twarzy. Podróż w to miejsce było ciężkie, a gorąc był nie do zniesienia. Jedyną osobą, która byłą pozytywnie nastawiona do tego wszystkiego była Astrid, która wręcz nie mogła się doczekać końca burzy piaskowej. Od kilku godzin przesiadywała nad zwojami z przekładami starożytnych pism i powieści. Gabriel, jej ojciec był bardzo sceptyczny w prawdziwość tych tekstów. Równie dobrze, mogły być to bajki i próby wyłudzenia dodatkowego grosza od przejezdnych.

        - Powinnaś coś zjeść - powiedział odwracając się plecami do okna. Oparł się o parapet i przyjrzał się, jak w rogu pokoju, przy drewnianej ladzie siedzi Astrid. Jej palec przesuwał się wzdłuż tekstu a jej usta wypowiadały niesłyszalne mu słowa.
        - Astrid?
        - Tak, już, zaraz... - odezwała się nie odwracając wzroku z pergaminu.
        - Czytasz to już czwarty raz - poinformował oschle.
Astrid wygięła się w tył na krześle, zadarła głowę tak by widzieć sufit. Zobaczyła pęknięcie na suficie, ale to była najmniej interesujące. Przetarła oczy i westchnęła głośno z poirytowania.
        - Czytam to trzeci raz jak już. I to tylko dlatego bo to nie ma sensu!
        - Mówiłem ci, że cię naciągają a ty się uparłaś - Gabriel skrzyżował dłonie na piersi, poczuł, że w końcu miał z czymś rację.
        - Nie o to chodzi! - Astrid machnęła ręką jak na irytującą muchę. - Wszystko co jest napisane jest logiczne, ale wersje są różne. Jest tyle historii, że prawda musi być gdzieś zawarta. Nie mogła zostać całkowicie zastąpiona powielanym kłamstwem, i do tego różniącym się od siebie w każdym zakątku świata.
Gabriel uniósł brew i się nie odzywał, Astrid to zauważyła. No tak, w końcu nie wytłumaczyła mu po co tak dokładnie tutaj przyjechali. Westchnęła z zmęczenia.
        - Chodzi o Królową Khepr! - powiedziała głośno patrząc raz jeszcze na
        - Getr?
        - Khepr - poprawiła ojca Astrid. - Według ludności z Nanher panowała tysiące lat temu, w państwie, którego nawet nie znaleziono. Jedni mówią, że chodzi o Zatopione Miasto. Ale położenie się nie zgadza. Cytując: ''Tam gdzie błękitny nurt niósł bogactwa ludzkich rąk. Złote wrota witały słońca szafiry i ich władców. Pałac czterech oczu widział twarze królów. Lecz ich korony nie sięgały zenitu. Na równi z niebem, pośród gwiazd. Boska Khepr... zasiada na łonie tego świata - skończyła Astrid z niepewnym uśmiechem.
        - Dla mnie to brzmi jak napisane na kolanie zbiór słów, nie mających większego znaczenia stwierdził Gabriel udając się do szafy, w której trzymali zapasy.
        - Mylisz się. Wielu studiowało ten tekst, szczególnie, że mam osiem różnych jego wersji. Wszystkie podobne do siebie, ale z pewnością opisują one położenie królestwa Khepr.
        Gabriel zebrał z szafy bukłak z wodą i wziął parę większych łyków. Wadą szczelnych okien była taka, że w pomieszczeniu robiło się duszno. Co było właśnie dość odczuwalne.
        - Mówiłaś o błękitnym nurcie? To pewnie chodzi o rzekę. A tu takich nigdy nie było. Są źródła owszem, ale trudno by było to nazwać nurtem.
        - Dokładnie! - Astrid ożywiła się widząc, że jej ojciec zaczyna rozumieć jej sfrustrowanie. - Tak samo jak, nikt nie odnalazł żadnej starożytnej budowli, która by mogła sięgać kilkunastu metrów a co dopiero sięgać gwiazd!
        - Czyli to bajki - powiedział biorąc kolejny łyk.
        - Nie, jeśli o czymś się mówi, to znaczy, że coś z tym musi być. Myślisz, że przyjechałabym tu, nie mając żadnej pewnej informacji?
        - Ano - potwierdził krótko.
Akurat to było w stylu Astrid, choć sama nie chciała się do tego przyznać, ale jak dotąd, intuicja ją nigdy nie zwiodła. Gdy Astrid to usłyszała, rzuciła w niego kamykiem, wcześniej podtrzymującego jeden z rogów papieru.
        - To się mylisz. Opłaciłam sporo osób, by donosili mi o najciekawszych rzeczach. Podobno gdzieś niedaleko pobliskiej oazy zbiera się cała banda najróżniejszych osób. Najemnicy, archeologowie, łowcy głów i skarbów. Wszystko po cichu i tajnie. A wiesz kto im przewodzi?
        - Kto? - zapytał chociaż, mało go to interesowało, bardziej się zastanawiał, czy Astrid zamierza wdawać się w konflikt z rzekomą ''grupą''.
        - Viktor Czarny! Jeden z najbardziej znanych pseudo poszukiwaczy przygód. Wydaje fortunę na zaopatrzenie i ludzi, którzy wszystko robią za niego, a później sam sobie przypisuje chwałę gdy ci pierwsi skończą robotę. A do tego, wpycha swoje łapska wszędzie, gdzie może coś zarobić. Jeśli on tutaj jest osobiście, to coś musi tutaj być na tyle cennego, że się fatygował.

        Gabriel spojrzał przez okno. Burza piaskowa już niemal się skończyła, za oknem powiewały tylko częściowe smugi piasku a jego szum ucichł. Gabriel był ciekaw ile ludzi zostało przysypanych piachem, znacząc ich nowe groby. Teraz ludność musi się użerać z piachem w butach, w mieszkaniu. Zabawne jak miasto posiadające mury, jest bardziej niebezpieczne niż sama pustynia.
        - Więc jesteśmy tu po to, by odszukać coś przed tym Viktorem, czy to sprawa osobista?
        - Trochę jednego i drugiego - odpowiedzialną z uśmiechem na ustach. Nastała cisza. Gabriel co rusz zerkał za okno, a Astrid pogrążona w myślach wpatrywała się w pęknięty sufit.
        - Jajecznica - powiedziała znikąd.
        - Co?
Astrid odwróciła głowę w stronę ojca, który stał na tle błękitnego okna.
        - Jajecznica - powtórzyła. - Mieliśmy coś zjeść... prawda?
Avatar użytkownika
Swain
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Ravaan, WeKona,
Rasa: Człowiek
Aura: Emanacja wygląda na słabą, jednakże kryje w sobie jeszcze pewien potencjał, nie jest on widoczny na pierwszy rzut oka. Dopiero pod silnie żelazną powłoką, będącą w niektórych miejscach nieco wytartą widać ruch. Pchane podmuchami wiatru drobinki miedzi oraz srebra wirują w szaleńczym tańcu wraz z kobaltowymi liśćmi, które wydają z siebie cichy szept, jakby jakąś tajemniczą melodię, lub zaklęcie. Czasami szmaragdowe światło znika, na rzecz rubinowego. Nie pozwala jednak tak po prostu się zmienić, przez co można podziwiać, jak oba odcienie mieszają się, przypominając zorzę. Walce towarzyszą iskry oraz podwyższona temperatura niebędąca jedynie wynikiem emocji. Zależnie od blasku, który ostatecznie otuli aurę, można wyczuć woń ludzkiego potu lub zapach dziwny, obcy, niebędący podobnym do niczego co ludzkie. W dotyku bardzo twarda i jednocześnie wciąż odważnie giętka i z dumą prezentująca swe ostre brzegi. W niektórych miejscach bywa aksamitna, w innych zaś chropowata, nie kryje się jednak z żadnym z nich, akceptując swój wygląd. Zostawia po sobie lepki posmak, sprawiający, iż wciąż wraca się myślami do tejże emanacji.
Wygląd: Gabriel Swain jest wysoki, mierzący sto dziewięćdziesiąt centymetrów wzrostu. Szczupły i dobrze zbudowany, choć na jego ciele widnieje tuzin ran. Codzienne, poranne treningi, nie pozwalają mu wyjść z formy i wspomagają utrzymać muskulaturę. Pod swoją zbroją, nosi czerwony płaszcz z mocnego materiału i obitego skórą. Gdy ściąga swój kapelusz, ukazuje długie, siwe i spięte w ... (Więcej)

Postprzez Lieselotta » Śr maja 16, 2018 8:19 pm

- Więc? Co ja właściwie robię na tym pustkowiu? Gdybym cię nie znała pomyślałabym, że ściągnąłeś mnie aż tutaj tylko po to, żebym mogła podziwiać uroki pustyni, czyli cholerną burzę piaskową! - Stwierdziła Liza, oburzona całym zajściem. Po chwili podrapała się w policzek udając zamyślenie.
- A, no tak. Ja cię właściwie nie znam. A skoro już o tym wspomniałam, będziesz musiał się grubo tłumaczyć dlaczego zawracasz mi głowę. - Obrzuciła Viktora surowym spojrzeniem. Ten, kto ją zna nie byłby zaskoczony jej zachowaniem, ale nawet nie biorąc pod uwagę jej charakteru miała słuszność - w pomieszczeniu była tylko ona, Viktor i pięciu ludzi strzegących metalowe drzwi do wyjścia. W całym mieście, a może i jeszcze dalej, szalała wichura, a oni musieli negocjować w dusznym pokoju.
Poszukiwacz przygód głośno westchnął. Nie przypuszczał, że aż tak ciężko będzie przeciągnąć tą dziewczynę na swoją stronę, zwłaszcza, że musiał to zrobić osobiście. Ta młoda osóbka okazała się być mniej naiwna niż przypuszczał, ale co zrobisz? Akurat ta najemniczka była warta ryzyka. Wysilił się więc na uśmiech, który był doprawdy piękny, jednak z daleka zalatywał kłamstwem i obłudą.
- Lieselotto, mogę cię tak nazywać? Jak dobrze pamiętam, kazałem swoim ludziom opowiedzieć o wszystkim w drodze, ale skoro najwyraźniej o tym zapomnieli to z przyjemnością sam wszystko wyjaśnię. - Uśmiechnął się jeszcze szerzej, jednak widząc zniecierpliwioną minę swojej rozmówczyni wolał przejść do sedna. - Byłbym niezwykle rad gdybyś dołączyła do mojej kompani, która ma na celu wzbogacenie się i zyskanie sławy. - Po tych słowach smokołaczka nieco się ożywiła, choć nie dała tego po sobie poznać. Szybko się jednak uspokoiła - nie miała pewności, że ten paniczyk mówi prawdę. Odczekała chwilę, aż ten powie coś jeszcze, gdy jednak zamilknął, ciekawość wzięła górę.
- Wzbogacenie się... czym? - Nie mogła się powstrzymać od zadania tego pytania. Za to Viktor nastroszył się jak paw, w głębi duszy ciesząc się ze swojej małej wygranej w psychologicznej potyczce. Nie trwała ona jednak zbyt długo, gdyż zorientował się, że nie da rady wszystkiego przed dziewczyną ukryć. Smokołak okazałby się jednak bardzo przydatny, dlatego nie zamierzał rezygnować.
- Wszystkim! Gdzieś tutaj, w Pustyni Nanher kryją się niewyobrażalne bogactwa! To właśnie w tym miejscu znajduje się starożytne imperium Khepr! Zamierzam to odnaleźć, a z tobą moja, to znaczy... nasza szansa znacznie wzrośnie. - Z pewnością nie krył entuzjazmu. W jego oczach pojawił się chciwy błysk , a jego ton okazał się być zdecydowanie zbyt donośny. Przebywając w tak dusznym miejscu nikogo nie zdziwiło to, że nieco się zgrzał. Machnął głową w stronę któregoś z najemników, a ten po chwili rzucił w jego stronę bukłak z wodą.

Lieselotta nie traciła czasu. Mogłoby się zdawać, że jedynie go obserwowała, ale jednym uchem udało jej się podsłuchać szepczących niedaleko strażników. To, o czym rozmawiali wcale ją nie zaskoczyło, a jedynie potwierdziło dotychczasowe przypuszczenia.
- Psst, Fredziu! Podobno ten gość ma zamiar wystrychnąć nas na dudka! Słyszałem od Zygfryda, że po ostatniej eskapadzie wszystkie zasługi przeszły na niego. Nie mam zamiaru pracować dla takiego oszusta!
- Cicho bądź! Mnie też się to nie podoba, ale jeśli nas usłyszy możemy mieć przesrane!
Najemniczka nie usłyszała całej możliwej reszty ich dialogu, gdyż stojący przed nią mężczyzna właśnie skończył pić. Zwrócił puste już naczynie i spojrzał na nią.
- Co ty na to? Nic dwa razy się nie zdarza, a w szczególności taka okazja. - Uśmiechnął się znacznie szerzej niż ostatnio. Wierzył, że ma ją już w garści.
- To prawda. W życiu nic się nie powtarza... i mam nadzieję, że tak pozostanie. Wolę więc zaryzykować. Odmawiam. - Viktor był zdumiony, nie mógł uwierzyć w to, co powiedziała.
- Ale... dlaczego? - Wyjąkał, wciąż jednak mając nadzieję, że jej decyzję da się zmienić. - Mam pieniądze. Przysięgam, że nieźle na tym zarobisz!

Akurat to wyprowadziło ją z równowagi. Czy ten gość naprawdę uważał, że Lizę da się kupić?
- Posłuchaj ślimaku! Jeśli myślisz, że dasz radę mnie przekupić albo się podlizać, to dałeś plamę. Twoje ego cię przerosło, a na facjacie masz wymalowaną chciwość i fałsz. - Ledwo powstrzymała się przed zdzieleniem go po twarzy i kopnięciem w... no, gdzieś. Uznała jednak, że nie będzie brudzić sobie rąk. Zauważyła, że wichura powoli cichnie, dlatego zamierzała opuścić to "zacne" grono. Podeszła do drzwi, jednak drogę zagrodziła jej banda Viktora.
- Powiedz swoim przydupasom, że czeka ich niechybna śmierć, jeśli w tej chwili się nie odsuną. - Surowym wzrokiem zmierzyła każdego z tych idiotów, którzy najwyraźniej prosili się o śmierć.
- Ależ ty się nigdzie nie wybierasz. - Pozwolił sobie na złośliwy śmiech. Jeśli nie była z nim, była przeciwko niemu. Pomyślał, że skoro zna jego cel, nie może jej pozwolić na wygadanie się komukolwiek. Innymi słowy - musiała zginąć.
- Chyba, że do grobu. Zabijcie ją! Zabijcie bez wahania! - Na ten sygnał pionki poszły w ruch. Nim jednak ktokolwiek zareagował, Lieselotta przybrała formę hybrydy. Prawym łokciem uderzyła w twarz czyhającego już zza jej pleców najemnika, co oszołomiło go na trochę. Szybko wyciągnęła miecz po czym płynnym ruchem odcięła drugiemu rękę trzymającą miecz. Mężczyzna jednak nie dał za wygraną, drugą wyciągnął zza pasa sztylet i przejechał ostrzem po jej ramieniu. Łuski uchroniły ją od poważniejszych obrażeń, co wcale nie znaczy, że wyszła z tego bez szwanku. Nie miała jednak czasu się tym przejmować - nacierało na nią jeszcze trzech innych.
Pomyślała, że znacznie łatwiej poradziłaby sobie w postaci smoka, jednak było zbyt ciasno. Musiała sobie jakoś radzić, ale nie mogła tego dłużej przeciągać. Po serii bloków i kontr, postanowiła pokazać coś więcej. Stwierdziła, że nadszedł czas, aby trochę poczarować.
Było to dosyć wyczerpujące, szczególnie dlatego, że jej umiejętności nie rozwinęły się zbytnio w tym kierunku. Pomagała jej jednak bujna wyobraźnia i silna wola. Będąc wciąż skupiona na walce, starała się wyobrazić, że miecze jej przeciwników się tępią. Dziedzina chaosu okazała się jednak trochę nazbyt chaotyczna. Broń co prawda stępiła się, ale tylko z jednej strony. Druga natomiast znacznie się wyostrzyła, co... niestety spostrzegli jej wrogowie. Była to dość poważna sytuacja, jednak Lizę rozśmieszyła. Nieprzyjaciel wykorzystał tą chwilę nieuwagi i przeciął jej zbroję. Ta się rozpadła, a dziewczyna została bez ochrony. Dlaczego? Otóż przeszłość zostawiła na niej swoje piętno. Blizna została odsłonięta, a ona... utraciła pewność siebie.
"To jest ten moment, w którym się ucieka... prawda?"

Nie było to jednak takie proste. Początkowo nic się nie udawało aż doszło do tego, że przyparli ją do muru. Miała jednak plan. No... pół planu. Najpierw musiała poczekać na odpowiedni moment, który nadarzy się właśnie... teraz!
Z jej pyska wyleciał strumień śmiercionośnych płomieni. Zrobiła to tak nagle, że niektórzy zbyt późno osłonili się tarczą. Następujący skutek okazał się dla nich bolesny, nie miało to jednak większego znaczenia dla Lizy. W tamtej chwili liczyło się jej życie.
Przeciwnicy wciąż zajmujący się odganianiem ognia nie zauważyli, że dziewczyna biegła już w stronę wyjścia. Viktor, który obserwował wszystko z boku był zdenerwowany. Wrzeszczał na nich i groził ścięciem, choć sam widział, jak niesamowita jest ta najemniczka. Poprzysiągł na niej zemstę, a Liza, która chwilę potem rozwaliła drzwi kopniakiem i zwiała, obiecała sobie dokładnie to samo.
Nie spocznie, dopóki nie udaremni jego planów, a na tą chwilę... musiała się więcej dowiedzieć o tej całej Khepr.
Ostatnio edytowano Cz maja 17, 2018 7:21 pm przez Lieselotta, łącznie edytowano 1 raz
Avatar użytkownika
Lieselotta
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Sera,
Rasa: Smokołak
Aura: Aury, choć nie jest jakoś szczególnie silna, bezbronną także nie można nazwać. Od razu z dumą pokaże Ci swoje błyszczące młodzieńczym wigorem, twarde niczym zbroja, chroniące ją łuski i obnaży niezwykle ostre pazury, którymi potrafi się bronić. Tworzą one naturalną zbroję i oręż barwy żelaza, a ich zapach doprawiony wonią wilgotnej ziemi dopełnia obrazu istoty, która z urodzenia obdarzona została predyspozycją do przetrwania. Mogą więc rozwijać się w niej wysycone cyną ścieżki, wijące się niczym węże aż po sam horyzont, swoją giętkością zatrważając nawet doświadczonych wędrowców. Ci z nich, którzy zostaną, zatopią się w topazowej poświacie, a kakofonia dźwięków zmieniająca barwy na ich drodze, utrudni im wszelki ruch. Wtedy też właśnie przed dalszą podróżą ostrzeże ich trzask płomieni i strzelające w niebo iskry. Będą musieli wycofywać się na czworaka po lekko schropowaciałej ziemi, wpadając raz po raz to w lepkie kałuże, to suche piaski mające ostry i słodko-gorzki smak.
Wygląd: Postać Lieselotty nie ogranicza się jedynie do człowieka, jest zmiennokształtną i posiada trzy formy.

Forma ludzka: W tej formie Liza bardziej przypomina elfa o gadzich źrenicach niźli człowieka. Swój młody wygląd z pewnością utrzyma przez większość życia. Jest całkiem ładna, ale jakby się postarała, to mogłaby być naprawdę piękna. Do sześciu stóp niewiele jej ...
(Więcej)

Postprzez Dantheron » Cz maja 17, 2018 9:12 am

        Kiedy przekroczył ziemie Nanheru, ujrzał ogromną, nieskończoną przestrzeń piachu, rozciągającą się aż po horyzont. Wrażenie było porażające. Skrajnie nieprzychylny dla jakiegokolwiek życia obszar z tonami piasku bezwzględnie wyniszczał każdą, najmniejszą formę życia. Nie występowała tam prawie żadna roślinność.
Dantheron powoli odczuwał trudy podróży na koniu, który znacznie zwolnił w wyniku zapadania się w żółto-krystalicznym piasku. Jeszcze do tego wzmógł się wiatr, który wciskał się do ust, oczu i ubrania. Odruchowo poprawił czarny, gruby szal, którym owinął głowę i szyję jako dodatkowe zabezpieczenie przed drobinami piachu i kamieni. Ale i tak nic to nie dało.
- A niech to szlag trafi!- zaklął nerwowo pod nosem, sięgając po butelkę z wodą. Wypił łapczywie kilka łyków i schował ją z powrotem do torby. Upewniwszy się, że jedzie w kierunku murów miasta, co rusz zapadał w krótką drzemkę. W podróży był już drugi dzień. Zapasy żywności pomału kończyły się.

Nagle pojawiły się promienie słońca i za chwilę pełny blask rozjaśnił pustynię aż po horyzont. Mężczyzna odetchnął z ulgą. Monotonna jazda i wiatr, który na chwilę zelżał pozostawiając pustynię w spokoju, pozwolił na przypływ myśli, dotyczących ostatnich wydarzeń... "Jak to możliwe, że moja ukochana Beatrice została porwana... i to na moich oczach, a ja nic nie mogłem na to poradzić..." Wzdrygnął się na samą myśl o tym przykrym dla niego wydarzeniu. Jeszcze do tej pory odczuwał ból prawej ręki, gdyż zbyt mocno ściskając gardło karczmarza, omal go nie udusił. Gdy ledwo zwolnił uścisk, ten zaniósł się asmatycznym kaszlem i jedynie zdążył powiedzieć - do Ifan-Tar, jedź... i stracił przytomność.

        Im dłużej nad tym rozmyślał, tym więcej przypominał sobie różne szczegóły, na które przedtem w ogóle nie zwracał uwagi, upojony miłością ukochanej kobiety. Dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego, że od kilku dni był śledzony. Porwanie Beatrice nie było przypadkowe, lecz zaplanowane z drobnymi szczegółami. „Te sukinsyny dobrze wiedziały, że planujemy zjeść wykwintną kolację w karczmie u kapitana Blada". Kilka dni wcześniej osobiście zamówił stolik, gdyż lokal był niezwykle popularny wśród miejscowych. Każdy z gości doceniał nie tylko oryginalny kunszt i wystrój wnętrza budynku, ale również smaczne potrawy, serwowane przez samego starego kapitana.

Beatrice uwielbiała czerwone wino caber, nazywając je cudownym napojem i do tego żółty ser o silnym, wyrazistym zapachu z niewielką liczbą dziurek. W tym feralnym dniu wypiła wina znacznie więcej niż zwykle. „Jestem ostatnim idiotą, który na chwilę ją opuścił, aby skorzystać z okazji i kupić dla niej pierścionek jakiejś boskiej Królowej Kepr od nachalnej najemniczki, który i tak okazał się zwykłą podróbką. Że też mnie podkusiło… Dałem się wywieść w pole jak ostatni debil.” Ze złości przegryzł dolną wargę, która lekko zaczęła krwawić.

        Wtem niespodziewany podmuch wiatru wyrwał go z zamyślenia, sypiąc piaskiem po twarzy. Ocknąwszy się, spojrzał przed siebie. „W końcu dotarłem do celu”. Miasto nie wywarło na nim specjalnego wrażenia. Wydało mu się przeciętne, pełne namolnych kupców i wrzaskliwych przekupek na pobliskim bazarze. Skierował konia w stronę bogatszych budowli, myśląc o gorącej kąpieli i wygodnym łożu. I nie zawiódł się. Zatrzymał się na kilka dni w wysokim budynku, ufając że szybko odnajdzie ukochaną Beatrice.
Avatar użytkownika
Dantheron
Zbłąkana Dusza
 
Rasa: Człowiek, mężczyzna.
Aura: Bardzo słaba aura, która brak swojej siły nadrabia feerią kolorów, które pokrywają jej nieco matową powierzchnię. Na złotym tle malują się ogromne wzory w kolorze żelaza, przyozdobione barachitowymi wstęgami, gdzieniegdzie obecne są pasma w kolorze miedzi i cyny, a niektórzy czytający aurę, będą mogli odnaleźć niewielkie plamki w kolorze kobaltu czy rtęci. Chłodniejszy powiew dobiegający od tej magicznej emanacji, niesie ze sobą całą gamę zapachów. Pojawiają się aromaty suszonych ziół, słonej, morskiej wody czy też zapachów przeróżnych specyfików wykorzystywanych przez alchemików. Oprócz tego można wyczuć zapach zwierzęcej sierści mieszającej się z zapachem potu walczących wojowników i krwi. Porwani tymi wszystkimi zapachami i efektami wizualnymi, nie zawsze rejestrują fakt, że wokół aury panuje absolutna cisza. Budowa aury nie jest skomplikowana, gdyby tak dotknąć jej bez problemu można wyczuć, że jej powierzchnia jest aksamitnie gładka, niekiedy można natrafić na lepkie plamki i chociaż sprawia wrażenie nieco twardej, daje się kształtować pod naciskiem dłoni. Jej brzegi często tworzą ostre krawędzie, które potrafią skaleczyć. Ta magiczna emanacja sprawia, że w ustach można wyczuć całkiem łagodny smak, mieszankę goryczy i czegoś słonego.
Wygląd: Dantheron mierzy dużo, ponad sążeń wzrostu. Jest szczupłym, ale barczystym mężczyzną. Chodzi wyprostowany, pewnym krokiem. W jego sposobie poruszania się widać zwinność i szybkosć. Twarz pociągła, cera opalona. Czoło wysokie, brwi średnio szerokie, ale czarne i krzaczaste. Tworzą lekko wygięty łuk nad jasnymi oczami w odcieniu błękitu. Oczy wąskie, głęboko osadzone. ... (Więcej)

Postprzez Swain » Cz maja 17, 2018 2:37 pm

        - W porządku, czas zabrać się do pracy. Na bazarze jestem umówiona z pewną kobietą, która zna osobę, która pracowała dla Viktora. A ten znowu wie gdzie prowadzi wykopaliska - poinformowała Astrid wycierając usta chustką. Przed nią, leżała pusta drewniana tacka jak i sztućce. Odsunęła je na koniec stołu i wygięła się na krześle dla rozprostowania kości. Danie z samych jajek zawsze było najlepszym sposobem na rozpoczęcie dnia. Przynajmniej dla Astrid, Gabriel nie pogardziłby kawałkiem mięsa.
        Astrid wstała z krzesła zasuwając je za sobą, chwilę później zniknęła za parawanem by się przebrać. Części jej garderoby coraz szybciej zaczynały zbierać się w kupkę, jak je rzucała za siebie. Gabriel w tym czasie także zaczął się ubierać i wysypywać resztki piachu z butów, tylko po to, by znowu zrobić trochę miejsca na nowy.
        - Opowiedz mi o tym Viktorze - zaczął Gabriel.
        - Co chcesz wiedzieć? - zapytała Astrid zza parawanu.
        - Znasz go osobiście?
        Astrid nie odpowiedziała od razu. Pytanie brzmiało prawdziwe ojcowsko. Minęła chwila zanim pierwsze słowa wyszły z jej ust.
        - Można tak powiedzieć, widziałam go, on widział mnie. Raz czy dwa razy rozmawialiśmy. Nic szczególnego.
        - Mhm - mruknął pod nosem. Nie była to zadowalająca odpowiedź, nawet jak na Astrid, która zwyczajowo udziela dłuższych odpowiedzi. Samemu Gabriel także nigdy się nie rozgadywał. Był oszczędny w słowach, co zawsze go wykluczało z bardziej towarzyskich spotkań. Ale czuł, że Astrid nie ma ochoty wdawać się w szczegóły. Zastanawiał się dlaczego. I nie tylko on, bo Vuldrima także to zastanawiało. Jego głos ostry jak brzytwa zadźwięczał w głowie Gabriela jak uderzenie noża o metalową rurę.

''Ukrywa coś, przyciśnij ją! Zanim znowu nas wrzuci do paszczy krokodyla!''


        Vuldrim miał w tym przypadku rację. Szczególnie z porównaniem do paszczy krokodyla. W jednej z wypraw Astrid w dalekie tereny, Gabriel miał okazję spotkać na swej drodze krokodyla. Na szczęście jego miecz był szybszy niż bestia z moczar. W innym razie byłby teraz z jedną nogą mniej.
        - Jaki on jest? Znaczy, czy stanowi zagrożenie? - zapytał bardziej dosadnie.
        - Kto? Viktor? - zamyśliła się chwilę. - Należy do tych ludzi, którzy załatwiają sprawy pieniędzmi. Od wszystkiego ma ludzi. Pewnie ma całą armię dupowycieraczy na zawołanie. Ale samemu nigdy nie podejmuje walki, jest zbyt dumny by ''zniżać się do barbarzyńskich rozwiązań''. Chociaż często udaje, że jest szefem wszystkiego i wszystkich. Nie podejmuje działań ot tak. Zawsze ma cel.
        - Dosyć sporo wiesz o nim, jak na jedno dwa spotkania - stwierdził ojciec.
        - Z słyszenia - skwitowała krótko.
        Gabriel uznał, że nie warto brnąć dalej w temat, szczególnie, gdy zobaczył, że jego córka już była gotowa do wyjścia. Gdy tylko wyjdzie na ulice, będzie się wyróżniać jak mało kto. Tutaj moda i stylowe rozwiązania ograniczył się do zwiewnych materiałów i turbanów. Astrid zaś posiadała duży kapelusz w odcieniu fuksji. Gabriel nawet nie wiedział, że taki istnieje, póki Astrid mu go nie pokazała. Dla niego był to tylko różowy kolor.
        - Gotowy? - spytała prezentując się jak na pokazie mody.
        - Ano - odpowiedział zarzucając na plecy pas z swoim mieczem. - Chodźmy.
Avatar użytkownika
Swain
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Ravaan, WeKona,
Rasa: Człowiek
Aura: Emanacja wygląda na słabą, jednakże kryje w sobie jeszcze pewien potencjał, nie jest on widoczny na pierwszy rzut oka. Dopiero pod silnie żelazną powłoką, będącą w niektórych miejscach nieco wytartą widać ruch. Pchane podmuchami wiatru drobinki miedzi oraz srebra wirują w szaleńczym tańcu wraz z kobaltowymi liśćmi, które wydają z siebie cichy szept, jakby jakąś tajemniczą melodię, lub zaklęcie. Czasami szmaragdowe światło znika, na rzecz rubinowego. Nie pozwala jednak tak po prostu się zmienić, przez co można podziwiać, jak oba odcienie mieszają się, przypominając zorzę. Walce towarzyszą iskry oraz podwyższona temperatura niebędąca jedynie wynikiem emocji. Zależnie od blasku, który ostatecznie otuli aurę, można wyczuć woń ludzkiego potu lub zapach dziwny, obcy, niebędący podobnym do niczego co ludzkie. W dotyku bardzo twarda i jednocześnie wciąż odważnie giętka i z dumą prezentująca swe ostre brzegi. W niektórych miejscach bywa aksamitna, w innych zaś chropowata, nie kryje się jednak z żadnym z nich, akceptując swój wygląd. Zostawia po sobie lepki posmak, sprawiający, iż wciąż wraca się myślami do tejże emanacji.
Wygląd: Gabriel Swain jest wysoki, mierzący sto dziewięćdziesiąt centymetrów wzrostu. Szczupły i dobrze zbudowany, choć na jego ciele widnieje tuzin ran. Codzienne, poranne treningi, nie pozwalają mu wyjść z formy i wspomagają utrzymać muskulaturę. Pod swoją zbroją, nosi czerwony płaszcz z mocnego materiału i obitego skórą. Gdy ściąga swój kapelusz, ukazuje długie, siwe i spięte w ... (Więcej)

Postprzez Lieselotta » So maja 19, 2018 2:30 pm

Gdy tylko udało jej się uciec, powróciła do swojej ludzkiej postaci. Przemierzając wąskie uliczki Ifan-Tar nie wpadła na zbyt wielu ludzi. Co prawda nie spieszyła się nazbyt, jednak wciąż pozostawała czujna. Postanowiła wybrać się na targ, gdzie - być może - dowie się czegoś o Khepr. To chyba jakaś królowa? W każdym razie miała własne imperium, więc musiała być niezwykle ważną osobą. I choć początkowo Lieselotta chciała jedynie pokrzyżować plany Viktora, to dosyć szybko sama zainteresowała się całą sprawą. Temat wydawał się być warty uwagi również dlatego, że skusił kilka grubych ryb.
Gdy w końcu dotarła do celu, podeszła do jednego ze straganów. Był mały i nie stało przy nim zbyt wiele osób, więc łatwo mogła zagadnąć właściciela, który okazał się być pustynnym elfem. Skrzyżowała ramiona i ściszyła nieco ton głosu, który jednak pozostał stanowczy, a nawet nieco groźny.
- Ile wiesz na temat historii Nanher? - Padło pierwsze pytanie, bez żadnej zapowiedzi czy powitania, które okazało się dość ogólne.
Elfowi nie spodobało się nastawienie najemniczki, jednak wolał pozostać na to obojętny. Widząc jednak jej świdrujące spojrzenie, odwrócił wzrok i poczekał chwilę z odpowiedzią.
- Dosyć sporo. Czy jest coś, o czym chciałabyś wiedzieć? - Mówił dość szybko i najwyraźniej się denerwował. Prawdopodobnie jak najszybciej chciał zakończyć tą rozmowę i pozbyć się dziewczyny.
- Kim jest Khepr? - Nie owijała w bawełnę. Nie chciała zbyt długo tam stać - otwarta przestrzeń z mnóstwem ludzi nie wydawała się być odpowiednim miejscem dla kogoś, kto naraził się osobie o dużych wpływach.
Sprzedawca jedynie się skrzywił i nieco rozluźnił. Zupełnie tak, jakby jej pytanie brzmiało absurdalnie. I takie właśnie było - dla niego.
- Khepr? Jesteś kolejną pseudo poszukiwaczką nieistniejącego królestwa? No brawo, że też trafiłem na kogoś takiego. - Ledwo dokończył zdanie, a Liza zdzieliła go w twarz. Wydał jej się na tyle irytujący, że zasłużył na takie traktowanie.
- No brawo, że też trafiłam na kogoś takiego. - Powtórzyła jego słowa i patrzyła, jak upada na własne towary. W większości były to wazony i naczynia, więc niektóre się rozbiły a inne stoczyły na środek placu. Oczy wielu ludzi skupiły się na smokołaczce i nie minęła chwila, a ona usłyszała za sobą głosy wartowników.
- Ty tam, stój! - Liza jednak nie usłuchała. Jedynie przekazała elfowi coś na wzór groźby i puściła się pędem przez plac główny.
Avatar użytkownika
Lieselotta
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Sera,
Rasa: Smokołak
Aura: Aury, choć nie jest jakoś szczególnie silna, bezbronną także nie można nazwać. Od razu z dumą pokaże Ci swoje błyszczące młodzieńczym wigorem, twarde niczym zbroja, chroniące ją łuski i obnaży niezwykle ostre pazury, którymi potrafi się bronić. Tworzą one naturalną zbroję i oręż barwy żelaza, a ich zapach doprawiony wonią wilgotnej ziemi dopełnia obrazu istoty, która z urodzenia obdarzona została predyspozycją do przetrwania. Mogą więc rozwijać się w niej wysycone cyną ścieżki, wijące się niczym węże aż po sam horyzont, swoją giętkością zatrważając nawet doświadczonych wędrowców. Ci z nich, którzy zostaną, zatopią się w topazowej poświacie, a kakofonia dźwięków zmieniająca barwy na ich drodze, utrudni im wszelki ruch. Wtedy też właśnie przed dalszą podróżą ostrzeże ich trzask płomieni i strzelające w niebo iskry. Będą musieli wycofywać się na czworaka po lekko schropowaciałej ziemi, wpadając raz po raz to w lepkie kałuże, to suche piaski mające ostry i słodko-gorzki smak.
Wygląd: Postać Lieselotty nie ogranicza się jedynie do człowieka, jest zmiennokształtną i posiada trzy formy.

Forma ludzka: W tej formie Liza bardziej przypomina elfa o gadzich źrenicach niźli człowieka. Swój młody wygląd z pewnością utrzyma przez większość życia. Jest całkiem ładna, ale jakby się postarała, to mogłaby być naprawdę piękna. Do sześciu stóp niewiele jej ...
(Więcej)

Postprzez Dantheron » N maja 20, 2018 2:05 pm

        Obudziło go mocne pukanie do drzwi. Po chwili leniwie podniósł się i otworzył je. Przed nim stała młoda, ciemnowłosa dziewczyna, która dygnęła, nieśmiało uśmiechając się.
- Jestem pokojówką. Czy mogłabym posprzątać pokój, wymienić pościel i ręczniki? Dantheron starał się szybko przypomnieć sobie ostatnie wydarzenia i dopiero teraz zdał sobie sprawę, że jest w mieście Ifan – Tar, aby odnaleźć Beatrice.
- No... dobrze - odpowiedział zaspany. Wpuścił pokojówkę do pokoju, sam zajął miejsce w wygodnym fotelu. Był jeszcze niewyspany po długiej i męczącej podróży. Przyglądał się wprawnym ruchom dziewczyny, która szybko wymieniła pościel, powycierała kurze i pozamiatała z podłogi rozsypany piasek. Była przeciętnej urody. Ale miała w sobie "coś", co przyciągało uwagę i zachęcało do kontynuowania rozmowy.
- Jak ci na imię? - niespodziewanie zapytał Dantheron.
- Marietta, panie - odpowiedziała rezolutnie. - Czy ma pan jakieś szczególne życzenia, może posiłek, kąpiel?
Mężczyzna po chwili zastanowienia poprosił o kąpiel i przyniesienie obiadu do pokoju.
- Ale chciałbym, abyś odpowiedziała na moje pytania.
- Na jakie, panie, nie wiem czy potrafię - odpowiedziała niepewnie. Mężczyzna dał jej złotą monetę, opowiedział o porwaniu swojej ukochanej i poprosił o szczere odpowiedzi na swoje pytania. Dziewczyna niewiele wiedziała, ale skupiła się na jakimś Zatopionym Mieście i bogactwach Królowej Kepr. Obiecała, że jak tylko cokolwiek dowie się o Beatrice, da mu znać. Będzie miała uszy szeroko otwarte i spróbuje się czegoś dowiedzieć od swoich znajomych i przyjaciół. "Miejscowa... a tak naprawdę mało wie albo udaje. Chciałem zaciągnąć języka... ale zdaje się, że nic z tego nie wyszło. Muszę sam uważnie obserwować wszystkich, co do których będę miał najmniejsze podejrzenia."

        Gdy tylko uporał się z kąpielą i obiadem, wyruszył do miasta w kierunku głównego placu. Uznał, że tam może uzyskać jakiekolwiek informacje o osobach, które dokonały porwania. Plac nie wyróżniał się niczym szczególnym, poza wielkością. Kupujących było niewielu. Znajdujące się różnej wielkości stragany oferowały szeroką gamę egzotycznych towarów. Dantheron bacznie obserwował osoby obecne na placu. Zauważył kilku wartowników pilnujących porządku. Byli dosyć daleko, aby zamienić z nimi kilka słów. Przechodząc obok niewielkiego kramu stał się mimochodem świadkiem głośnej rozmowy pomiędzy elfem a ładną elfką o gadzich oczach. W rozmowie tej nie byłoby nic specjalnego, gdyby nie nieoczekiwana zmiana akcji… Nagle podekscytowana elfka uderzyła w twarz sprzedawcę, na tyle mocno, że upadł na wyeksponowane towary: wazony i naczynia, które tłukąc się, wywołały głośny hałas. Zwróciło to uwagę wszystkich obecnych na placu. Donośne głosy wartowników domagających się zatrzymania sprawczyni spowodowały, że Dantheron złapał elfkę za ręce, wykręcając je z całej siły do tyłu.  
- A ty gdzie uciekasz, cholero jedna?!
Avatar użytkownika
Dantheron
Zbłąkana Dusza
 
Rasa: Człowiek, mężczyzna.
Aura: Bardzo słaba aura, która brak swojej siły nadrabia feerią kolorów, które pokrywają jej nieco matową powierzchnię. Na złotym tle malują się ogromne wzory w kolorze żelaza, przyozdobione barachitowymi wstęgami, gdzieniegdzie obecne są pasma w kolorze miedzi i cyny, a niektórzy czytający aurę, będą mogli odnaleźć niewielkie plamki w kolorze kobaltu czy rtęci. Chłodniejszy powiew dobiegający od tej magicznej emanacji, niesie ze sobą całą gamę zapachów. Pojawiają się aromaty suszonych ziół, słonej, morskiej wody czy też zapachów przeróżnych specyfików wykorzystywanych przez alchemików. Oprócz tego można wyczuć zapach zwierzęcej sierści mieszającej się z zapachem potu walczących wojowników i krwi. Porwani tymi wszystkimi zapachami i efektami wizualnymi, nie zawsze rejestrują fakt, że wokół aury panuje absolutna cisza. Budowa aury nie jest skomplikowana, gdyby tak dotknąć jej bez problemu można wyczuć, że jej powierzchnia jest aksamitnie gładka, niekiedy można natrafić na lepkie plamki i chociaż sprawia wrażenie nieco twardej, daje się kształtować pod naciskiem dłoni. Jej brzegi często tworzą ostre krawędzie, które potrafią skaleczyć. Ta magiczna emanacja sprawia, że w ustach można wyczuć całkiem łagodny smak, mieszankę goryczy i czegoś słonego.
Wygląd: Dantheron mierzy dużo, ponad sążeń wzrostu. Jest szczupłym, ale barczystym mężczyzną. Chodzi wyprostowany, pewnym krokiem. W jego sposobie poruszania się widać zwinność i szybkosć. Twarz pociągła, cera opalona. Czoło wysokie, brwi średnio szerokie, ale czarne i krzaczaste. Tworzą lekko wygięty łuk nad jasnymi oczami w odcieniu błękitu. Oczy wąskie, głęboko osadzone. ... (Więcej)

Postprzez Swain » Śr maja 23, 2018 10:49 am

Ifan-Tar… Miasto, które przypomina makietę. Wszystkie domy na niższym poziomie, są podobnej wielkości, w tych samych odstępach i w tych samych kolorach. Ustawionych w rzędach tworząc schody ku pałacowi władcy. Do tego wszechobecny piach i kulturalne przechwałki swoich towarów na bazarze były czymś normalnym na co dzień.
        - Podoba mi się - zaczęła Astrid spoglądając na zbiorowisko ludzi, turbanów, szat, namiotów i dymu pochodzącego z szisz. Tych ostatnich zawsze było pod dostatkiem i w kazdym domu. Nawet w tym, wynajętym przez Astrid Gabriel znalazł jedną w kącie.
        - Miła odmiana po szlacheckich dworach i parkach gdzie spotykałam tylko wydmuchane kobiety. Talie miały jak patyki z powodu silnie zacieśnionych gorsetów. Chociaż z drugiej strony, spotykało się beczki na dwóch nogach, spacerujące z parasolką.
        - Ty się tak nie nosiłaś?
        - Oczywiście próbowano mnie do tego zmusić! Ale nauczyłam się biegać w spodniach i tak mi zostało. Ty jesteś tego winien - dodała żartobliwie, chociaż Gabriela to zabolało. Nie lubił przypominać sobie, że zostawił swoje dzieci gdy były małe.
        Zrobili krótką przechadzkę po bazarze, widoki nie robiły na Gabrielu większego wrażenia. Stragany w niektórych miejscach zrobione na chybcika, kostki brukowe musiały być istnym piekłem dla powozów, krzywe i wyboiste w niektórych miejscach. Już takie widywał, tylko z mniejszą ilością ciemnoskórych i w bardziej wilgotnych miejscach.
        Gwar typowy dla przekupców przybrał inny ton. Coś się działo w centrum. Astrid i Gabriel zauważyli jak jakiś mężczyzna trzyma za rękę elfkę. Dosyć mocno. Astrid chciała zareagować, była uczulona na przemoc wobec kobiet, ale Gabriel ją powstrzymał.
        - Nie ingeruj, z tego co wiem, to mogła coś ukraść. Patrz, straże.
        Strażnicy faktycznie pojawili się kilka sekund później. Wyłonili się zza tłumu uzbrojeni w chepesze i włócznie.
        - Dziękujemy ci za pomoc. My się nią zajmiemy - stwierdził jeden z nich, kiedy dwóch następnych chwycili dziewkę za ręce, przy tym odgradzając od niej mężczyznę, który ją dopiero co trzymał.
        - Widzisz? - zapytał Gabriel będąc dumny ze swej racji, ale Astrid nie dała za wygraną.
        - Co takiego zrobiła?! - krzyknęła Astrid w stronę straży.
Avatar użytkownika
Swain
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Ravaan, WeKona,
Rasa: Człowiek
Aura: Emanacja wygląda na słabą, jednakże kryje w sobie jeszcze pewien potencjał, nie jest on widoczny na pierwszy rzut oka. Dopiero pod silnie żelazną powłoką, będącą w niektórych miejscach nieco wytartą widać ruch. Pchane podmuchami wiatru drobinki miedzi oraz srebra wirują w szaleńczym tańcu wraz z kobaltowymi liśćmi, które wydają z siebie cichy szept, jakby jakąś tajemniczą melodię, lub zaklęcie. Czasami szmaragdowe światło znika, na rzecz rubinowego. Nie pozwala jednak tak po prostu się zmienić, przez co można podziwiać, jak oba odcienie mieszają się, przypominając zorzę. Walce towarzyszą iskry oraz podwyższona temperatura niebędąca jedynie wynikiem emocji. Zależnie od blasku, który ostatecznie otuli aurę, można wyczuć woń ludzkiego potu lub zapach dziwny, obcy, niebędący podobnym do niczego co ludzkie. W dotyku bardzo twarda i jednocześnie wciąż odważnie giętka i z dumą prezentująca swe ostre brzegi. W niektórych miejscach bywa aksamitna, w innych zaś chropowata, nie kryje się jednak z żadnym z nich, akceptując swój wygląd. Zostawia po sobie lepki posmak, sprawiający, iż wciąż wraca się myślami do tejże emanacji.
Wygląd: Gabriel Swain jest wysoki, mierzący sto dziewięćdziesiąt centymetrów wzrostu. Szczupły i dobrze zbudowany, choć na jego ciele widnieje tuzin ran. Codzienne, poranne treningi, nie pozwalają mu wyjść z formy i wspomagają utrzymać muskulaturę. Pod swoją zbroją, nosi czerwony płaszcz z mocnego materiału i obitego skórą. Gdy ściąga swój kapelusz, ukazuje długie, siwe i spięte w ... (Więcej)


Powrót do Pustynia Nanher

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron