[W drodze do Arturonu] Za babą i diabeł nie trafi


Niezwykle tajemnicze wody tego Morza Cienia, kryją w sobie wiele skarbów i niebezpieczeństw, już wielu zginęło w wyprawach poszukując przygód i bogactw. Największym jednak łupem dla każdego z nich było by odnalezienie legendarnej Wyspy Maar.

Postprzez Dantalian » Śr sie 08, 2018 1:30 pm

        - Im mniej wiesz, tym trudniej będzie ci udaremnić moje plany, siostro - burknął z jadem w głosie, nawet się nie odwracając w stronę kroczących za nim kobiet. Z jednej strony dobrym mogło być, że w końcu raczył się do nich odezwać, acz z drugiej strony dał im tym samym jasny przekaz, że mimo iż ma je w głębokim poważaniu, to cały czas uważnie ich słucha. - Przepraszam, język mi się poplątał. Miałem powiedzieć: "im mniej wiesz, tym dłużej żyjesz" - dodał niewinnie, pomijając pobrzmiewający z jego wypowiedzi cynizm. Zerknął przy tym na nie kątem oka i mogłoby się zdawać, że uśmiechnął się złowrogo pod swoim hełmem. Paskudna myśl zaświtała mu w głowie, oj bardzo paskudna.

        Pomimo niemal regularnego poganiania ich i grożenia, że jeśli się nie pośpieszą zrobi im naprawdę coś niedobrego, w porównaniu do czego ich najgorsze koszmary okażą się jedynymi z najpiękniejszych snów, praktycznie w ogóle się nie odzywał. Zapomnieć również można było o jakiejkolwiek chwili postoju, nawet w południe, gdy na równinny, którymi szli, żar lał się z nieba i to dosłownie. Jego towarzyszki nie miały co narzekać na te niewygody w podróży, bo w końcu to on się prażył w czarnym żelastwie, nie one, choć w porównaniu do nich nie czuł gorączki panującej na dworze.

        Z powrotem w lesie znaleźli się tuż po zmierzchu, nieopodal ich celu podróży. Z dali było słychać szum fal na morzu przetykanych z gwarem dochodzącym z miasta, którego mieszkańcy szykowali się do spania, a inni balowania po skończonej pracy. Jeszcze tylko kilka godzin dzieliło ich od przekroczenia murów Arturonu, lecz prawdopodobnie ku zdziwieniu swoich towarzyszek, upadły zamiast iść dalej, postanowił zrobić upragniony przez nie postój połączony z rozbiciem obozowiska na noc. Przeciągnął się leniwie, jego ciało otoczył gęsty, niemal namacalny mrok, a kiedy opadł, mężczyzna stał bez zbroi jedynie w tym co miał pod nią za sobie ubrane. Na jego ciele widać było okropne rany po poparzeniach razem z pęcherzami, które jeszcze nie zdążyły się zregenerować. Zaciągnął na głowę kaptur od swojej peleryny i po złożeniu skrzydła na plecach odwrócił się do towarzyszek.

        - Możecie odpocząć. Hanti poszukaj drewna i rozpal ognisko, a ty Ilisio zrób użytek ze swojego łuku i znajdź coś do jedzenia. To co Hanti niepotrzebnie targała przez całą drogę pewnie się popsuło przez to cholerne słonce - powiedział, a po rozdzieleniu wszystkim odpowiednich dla nich zadań, zajął się swoim własnym i chyba najcięższym. Usadowił się wygodnie pod drzewem i zamknął oczy, aby oddać się zasłużonej drzemce. W końcu ktoś musiał się podjąć tego zadania, a on dla dobra grupy postanowił się łaskawie i z ciężkim sercem tego podjąć.

        - Zjadłbym małego jelonka jeśli łaska. - Uśmiechnął się szyderczo pod nosem i skupił na tym by uciąć sobie drzemkę. Nie zamierzał im się tłumaczyć dlaczego będąc już prawie u celu postanowił obozować i nie zapowiadało się również na to, by choć trochę się wysilił, aby pomóc im w przygotowaniach do kolacji i nocowania w tym miejscu. Po prostu powiedział kobietom co miały robić i sam postanowił nic nie robić.

        - Im szybciej się z tym uporacie, tym dłużej sobie pośpicie. Z samego rana idziemy do miasta - uświadomił je od niechcenia i po chwili jego głowa lekko opadła na pierś, jakby faktycznie już zasnął. Nie było się w sumie czemu dziwić. Napracował się chłopak i namęczył, a przez upał był niemal całkowicie wykończony. Zwłaszcza, że pod rozgrzaną niemal do czerwoności zbroją jego ciało cały czas pracowało, aby się na bieżąco regenerować i nie pozwolić, by Dante stracił przez upał życie. Teraz mógł się w końcu schłodzić i zregenerować siły, nawet jeśli nie było po nim widać jego osłabienia.
Avatar użytkownika
Dantalian
Błądzący po drugiej stronie
 
Inne Postacie: River, Yve, Aldaren, Valerian, Kiraie, Dragosani, Veryvin, Selim, Mana,
Rasa: Upadły Anioł
Aura: Połysk żelaza dostrzeże nawet najmniej wprawiony czytelnik. Nieco skromniej prezentują się srebrne runy wytopione na wzór piekielnych paktów. Po emanacji spływa gęsta ciecz w postaci poświaty, jakby emanacja splamiona została czyjąś krwią, chociaż barwa jej zdecydowanie lubuje się w bursztynowym odcieniu. Od twardej podstawy odbijają się jęki zniewolonych i cierpiących, a ich dźwięki rozpływają się, a następnie przetwarzają w trupie głosy, coraz to cichsze i cichsze… dochodząc ostatecznie do pojedynczych tonów. Palone włosy, smoła czy też siarka drapie swoim zapachem po gardle i tylko osoby o klarownie dobrej duszy wyczują te nutkę zastygniętej lilii oraz mirry. Lubi się uginać, ale nie pod wpływem innego bodźca, a wyłącznie z własnej woli. Niebezpiecznie ostra wzbudza dreszcze chropowatą powierzchnią, lecz wędrując dłonią po aurze można napotkać pojedyncze, gładkie linie. Sucha, po tym jak zagości pikanterią na języku i bardzo gorzka, przez co trudno wymazać ją z pamięci.
Wygląd: Postawny mężczyzna o przeciętnym wzroście i doskonale wyrzeźbionym ciele z żelaznymi mięśniaki, które uwidoczniły się przez trudy z jakimi przyszło mu się zmierzyć w całym jego życiu. Z daleka niepozorny zwykły rycerz od stóp do głów pokryty czarną blachą, roztaczający wokół siebie aurę tajemniczości, która po zbliżeniu się wywołuje panikę i gęsią skórkę, kiedy ... (Więcej)
Uwagi: Nienawidzi jak się zdrabnia jego imię, albo się do niego pieszczotliwie mówi. Jest to najłatwiejszy sposób na wnerwienie go jeśli komuś już życie nie jest miłe.

Postprzez Pani Losu » Pn paź 15, 2018 12:23 pm

        Niska i rudowłosa dziewczyna o twarzy obsypanej piegami tak gęsto, że niemal zmieniały jej karnację, wpatrywała się wielkimi oczami w swojego starszego kolegę. Ten, świadom spoczywającego na nim wzroku, z pełną powagą poprawił okulary na nosie i po raz kolejny obrócił mapę, jednocześnie próbując nie wypuścić pliku notatek, przytrzymywanych pod pachą i wyglądać możliwie poważnie. Jasne pukle opadały na czoło, kryjąc kilka kropli potu, gdy młodzieniec nerwowo powtarzał sobie zaklęcia.
        - Jesteś pewien, że wiesz co robisz?
        - Oczywiście! Mam tu wszystkie wskazówki!
        - A jak się nam nie uda?
        - Uda się, zobaczysz.
        - A jak nie?
        - Oh, to nas zwolnią!
        - Aah!
        - No co mam ci powiedzieć Nasti, po prostu chodź szybciej, bo ich zgubimy.
        Przyspieszyli kroku i blondynek schował w końcu mapę do kieszeni szaty, ostatni raz przeglądając notatki od Fioletowej. Czuł dumę mogąc w ogóle trzymać w dłoniach efekty jej pracy, drogocenne dla ich dwojga niczym artefakty, ale na miłość Kosmosu, jakże ona bazgroliła!
        - Co tu jest napisane… Lisica…Lisila! Nie, zaraz, Ilisisa, oh…
        - Ilisia – podpowiedziała rudowłosa, a chłopak zerknął na nią z ukosa.
        - Tak, oczywiście, że Ilisia, przecież widzę, ekhem. O, są tutaj!
        - Lenny, pamiętaj o zaklęciu!
        - No przecież pamiętam! – fuknął zestresowany już blondyn i obrzucił ich zaklęciem niewidzialności, niesłyszalności i wszystkim, co przyszło mu do głowy, a mogło się przydać.
        Gdy sama o Najwyższa Pani Kosmosu powiedziała im osobiście, przez swoją asystentkę, która napisała im notatkę, że ich pomoc będzie niezbędna przy następnym zadaniu, o mało oboje nie padli na zawał. Tyle czasu siedzenia za biurkiem i wreszcie prawdziwa akcja! Taka w Alaranii! Taka… prawdziwa taka! Gdy jednak zobaczyli trojga przypisanych im podróżnych, Nasti zbladły nawet piegi, a Lenny musiał przez chwilę oddychać w papierową torbę po ciasteczkach. Wiedzieli, że nie będzie łatwo oczywiście, ale to było ważne! Dostali wskazówki od samej Fioletowej, więc nic nie mogło pójść nie tak, zwłaszcza że zgodnie z jego planem, który nie miał prawa się nie powieść, nie powinni w ogóle mieć do czynienia z upadłymi. Poczekają tylko aż elfka się od nich oddali i wtedy ją uratują, dokładnie tak. Bułka z masłem.
        - Lenny, zobacz, odchodzi! A on zostaje, Lenny! – rudowłosa potrząsała kolegą, który drżąc wpatrywał się w układającego do snu upadłego. Trząsł się tak, że Nasti słyszała, jak dzwonią mu zęby, a Ilisia coraz bardziej się od nich oddalała. Ach, faceci. Musiała wziąć sprawy w swoje ręce! Sprzedała więc blondynkowi takiego mocnego policzka, że aż mu loczki na głowie podskoczyły. – Lenny, Ilisia! – syknęła i pokazała dłonią odchodzącą elfkę, a młodzieniec w końcu zaskoczył i skinął głową.
        Dogonili ją kawałek dalej i zatrzymali się, a Lenny odchrząknął i zakasał rękawy. Zawahał się jednak w połowie ruchu i wyjął z kieszeni notatki od Fioletowej, podając je koleżance.
        - Nasti, potrzymaj mi te papiery tak, żebym widział. O, trochę w lewo. I tą drugą kartkę też, no i odwróć, o! Dobra, nie ruszaj, ekhem!...
        Jedno skomplikowane zaklęcie, jeden fioletowy portal i jedną zaskoczoną elfkę później było po wszystkim. Dwójka młodych adeptów podskakujących radośnie w lesie i przybijających sobie piątki, zaraz po wykonaniu czegoś na kształt tańca zwycięstwa, rozpłynęła się w powietrzu, niezauważona przez nikogo. Ilisia zaś zniknęła, jak Pani Kosmosu przykazała, jedynie z mglistym wspomnieniem minionych wydarzeń, które w zależności od własnej woli mogła potraktować, jako przedziwny sen lub interwencję siły wyższej, czyli ich, ma się rozumieć.
Avatar użytkownika
Pani Losu
Urzeczywistniający Marzenia
 
Rasa:
Aura: Nieznana.
Wygląd:

Poprzednia strona

Powrót do Wybrzeże Cienia

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron