[W drodze do Arturonu] Za babą i diabeł nie trafi


Niezwykle tajemnicze wody tego Morza Cienia, kryją w sobie wiele skarbów i niebezpieczeństw, już wielu zginęło w wyprawach poszukując przygód i bogactw. Największym jednak łupem dla każdego z nich było by odnalezienie legendarnej Wyspy Maar.

Postprzez Dantalian » Śr sie 08, 2018 1:30 pm

        - Im mniej wiesz, tym trudniej będzie ci udaremnić moje plany, siostro - burknął z jadem w głosie, nawet się nie odwracając w stronę kroczących za nim kobiet. Z jednej strony dobrym mogło być, że w końcu raczył się do nich odezwać, acz z drugiej strony dał im tym samym jasny przekaz, że mimo iż ma je w głębokim poważaniu, to cały czas uważnie ich słucha. - Przepraszam, język mi się poplątał. Miałem powiedzieć: "im mniej wiesz, tym dłużej żyjesz" - dodał niewinnie, pomijając pobrzmiewający z jego wypowiedzi cynizm. Zerknął przy tym na nie kątem oka i mogłoby się zdawać, że uśmiechnął się złowrogo pod swoim hełmem. Paskudna myśl zaświtała mu w głowie, oj bardzo paskudna.

        Pomimo niemal regularnego poganiania ich i grożenia, że jeśli się nie pośpieszą zrobi im naprawdę coś niedobrego, w porównaniu do czego ich najgorsze koszmary okażą się jedynymi z najpiękniejszych snów, praktycznie w ogóle się nie odzywał. Zapomnieć również można było o jakiejkolwiek chwili postoju, nawet w południe, gdy na równinny, którymi szli, żar lał się z nieba i to dosłownie. Jego towarzyszki nie miały co narzekać na te niewygody w podróży, bo w końcu to on się prażył w czarnym żelastwie, nie one, choć w porównaniu do nich nie czuł gorączki panującej na dworze.

        Z powrotem w lesie znaleźli się tuż po zmierzchu, nieopodal ich celu podróży. Z dali było słychać szum fal na morzu przetykanych z gwarem dochodzącym z miasta, którego mieszkańcy szykowali się do spania, a inni balowania po skończonej pracy. Jeszcze tylko kilka godzin dzieliło ich od przekroczenia murów Arturonu, lecz prawdopodobnie ku zdziwieniu swoich towarzyszek, upadły zamiast iść dalej, postanowił zrobić upragniony przez nie postój połączony z rozbiciem obozowiska na noc. Przeciągnął się leniwie, jego ciało otoczył gęsty, niemal namacalny mrok, a kiedy opadł, mężczyzna stał bez zbroi jedynie w tym co miał pod nią za sobie ubrane. Na jego ciele widać było okropne rany po poparzeniach razem z pęcherzami, które jeszcze nie zdążyły się zregenerować. Zaciągnął na głowę kaptur od swojej peleryny i po złożeniu skrzydła na plecach odwrócił się do towarzyszek.

        - Możecie odpocząć. Hanti poszukaj drewna i rozpal ognisko, a ty Ilisio zrób użytek ze swojego łuku i znajdź coś do jedzenia. To co Hanti niepotrzebnie targała przez całą drogę pewnie się popsuło przez to cholerne słonce - powiedział, a po rozdzieleniu wszystkim odpowiednich dla nich zadań, zajął się swoim własnym i chyba najcięższym. Usadowił się wygodnie pod drzewem i zamknął oczy, aby oddać się zasłużonej drzemce. W końcu ktoś musiał się podjąć tego zadania, a on dla dobra grupy postanowił się łaskawie i z ciężkim sercem tego podjąć.

        - Zjadłbym małego jelonka jeśli łaska. - Uśmiechnął się szyderczo pod nosem i skupił na tym by uciąć sobie drzemkę. Nie zamierzał im się tłumaczyć dlaczego będąc już prawie u celu postanowił obozować i nie zapowiadało się również na to, by choć trochę się wysilił, aby pomóc im w przygotowaniach do kolacji i nocowania w tym miejscu. Po prostu powiedział kobietom co miały robić i sam postanowił nic nie robić.

        - Im szybciej się z tym uporacie, tym dłużej sobie pośpicie. Z samego rana idziemy do miasta - uświadomił je od niechcenia i po chwili jego głowa lekko opadła na pierś, jakby faktycznie już zasnął. Nie było się w sumie czemu dziwić. Napracował się chłopak i namęczył, a przez upał był niemal całkowicie wykończony. Zwłaszcza, że pod rozgrzaną niemal do czerwoności zbroją jego ciało cały czas pracowało, aby się na bieżąco regenerować i nie pozwolić, by Dante stracił przez upał życie. Teraz mógł się w końcu schłodzić i zregenerować siły, nawet jeśli nie było po nim widać jego osłabienia.
Avatar użytkownika
Dantalian
Błądzący po drugiej stronie
 
Inne Postacie: River, Yve, Aldaren, Valerian, Kiraie, Dragosani, Veryvin, Selim, Mana,
Rasa: Upadły Anioł
Aura: Połysk żelaza dostrzeże nawet najmniej wprawiony czytelnik. Nieco skromniej prezentują się srebrne runy wytopione na wzór piekielnych paktów. Po emanacji spływa gęsta ciecz w postaci poświaty, jakby emanacja splamiona została czyjąś krwią, chociaż barwa jej zdecydowanie lubuje się w bursztynowym odcieniu. Od twardej podstawy odbijają się jęki zniewolonych i cierpiących, a ich dźwięki rozpływają się, a następnie przetwarzają w trupie głosy, coraz to cichsze i cichsze… dochodząc ostatecznie do pojedynczych tonów. Palone włosy, smoła czy też siarka drapie swoim zapachem po gardle i tylko osoby o klarownie dobrej duszy wyczują te nutkę zastygniętej lilii oraz mirry. Lubi się uginać, ale nie pod wpływem innego bodźca, a wyłącznie z własnej woli. Niebezpiecznie ostra wzbudza dreszcze chropowatą powierzchnią, lecz wędrując dłonią po aurze można napotkać pojedyncze, gładkie linie. Sucha, po tym jak zagości pikanterią na języku i bardzo gorzka, przez co trudno wymazać ją z pamięci.
Wygląd: Postawny mężczyzna o przeciętnym wzroście i doskonale wyrzeźbionym ciele z żelaznymi mięśniaki, które uwidoczniły się przez trudy z jakimi przyszło mu się zmierzyć w całym jego życiu. Z daleka niepozorny zwykły rycerz od stóp do głów pokryty czarną blachą, roztaczający wokół siebie aurę tajemniczości, która po zbliżeniu się wywołuje panikę i gęsią skórkę, kiedy ... (Więcej)
Uwagi: Nienawidzi jak się zdrabnia jego imię, albo się do niego pieszczotliwie mówi. Jest to najłatwiejszy sposób na wnerwienie go jeśli komuś już życie nie jest miłe.

Postprzez Pani Losu » Pn paź 15, 2018 12:23 pm

        Niska i rudowłosa dziewczyna o twarzy obsypanej piegami tak gęsto, że niemal zmieniały jej karnację, wpatrywała się wielkimi oczami w swojego starszego kolegę. Ten, świadom spoczywającego na nim wzroku, z pełną powagą poprawił okulary na nosie i po raz kolejny obrócił mapę, jednocześnie próbując nie wypuścić pliku notatek, przytrzymywanych pod pachą i wyglądać możliwie poważnie. Jasne pukle opadały na czoło, kryjąc kilka kropli potu, gdy młodzieniec nerwowo powtarzał sobie zaklęcia.
        - Jesteś pewien, że wiesz co robisz?
        - Oczywiście! Mam tu wszystkie wskazówki!
        - A jak się nam nie uda?
        - Uda się, zobaczysz.
        - A jak nie?
        - Oh, to nas zwolnią!
        - Aah!
        - No co mam ci powiedzieć Nasti, po prostu chodź szybciej, bo ich zgubimy.
        Przyspieszyli kroku i blondynek schował w końcu mapę do kieszeni szaty, ostatni raz przeglądając notatki od Fioletowej. Czuł dumę mogąc w ogóle trzymać w dłoniach efekty jej pracy, drogocenne dla ich dwojga niczym artefakty, ale na miłość Kosmosu, jakże ona bazgroliła!
        - Co tu jest napisane… Lisica…Lisila! Nie, zaraz, Ilisisa, oh…
        - Ilisia – podpowiedziała rudowłosa, a chłopak zerknął na nią z ukosa.
        - Tak, oczywiście, że Ilisia, przecież widzę, ekhem. O, są tutaj!
        - Lenny, pamiętaj o zaklęciu!
        - No przecież pamiętam! – fuknął zestresowany już blondyn i obrzucił ich zaklęciem niewidzialności, niesłyszalności i wszystkim, co przyszło mu do głowy, a mogło się przydać.
        Gdy sama o Najwyższa Pani Kosmosu powiedziała im osobiście, przez swoją asystentkę, która napisała im notatkę, że ich pomoc będzie niezbędna przy następnym zadaniu, o mało oboje nie padli na zawał. Tyle czasu siedzenia za biurkiem i wreszcie prawdziwa akcja! Taka w Alaranii! Taka… prawdziwa taka! Gdy jednak zobaczyli trojga przypisanych im podróżnych, Nasti zbladły nawet piegi, a Lenny musiał przez chwilę oddychać w papierową torbę po ciasteczkach. Wiedzieli, że nie będzie łatwo oczywiście, ale to było ważne! Dostali wskazówki od samej Fioletowej, więc nic nie mogło pójść nie tak, zwłaszcza że zgodnie z jego planem, który nie miał prawa się nie powieść, nie powinni w ogóle mieć do czynienia z upadłymi. Poczekają tylko aż elfka się od nich oddali i wtedy ją uratują, dokładnie tak. Bułka z masłem.
        - Lenny, zobacz, odchodzi! A on zostaje, Lenny! – rudowłosa potrząsała kolegą, który drżąc wpatrywał się w układającego do snu upadłego. Trząsł się tak, że Nasti słyszała, jak dzwonią mu zęby, a Ilisia coraz bardziej się od nich oddalała. Ach, faceci. Musiała wziąć sprawy w swoje ręce! Sprzedała więc blondynkowi takiego mocnego policzka, że aż mu loczki na głowie podskoczyły. – Lenny, Ilisia! – syknęła i pokazała dłonią odchodzącą elfkę, a młodzieniec w końcu zaskoczył i skinął głową.
        Dogonili ją kawałek dalej i zatrzymali się, a Lenny odchrząknął i zakasał rękawy. Zawahał się jednak w połowie ruchu i wyjął z kieszeni notatki od Fioletowej, podając je koleżance.
        - Nasti, potrzymaj mi te papiery tak, żebym widział. O, trochę w lewo. I tą drugą kartkę też, no i odwróć, o! Dobra, nie ruszaj, ekhem!...
        Jedno skomplikowane zaklęcie, jeden fioletowy portal i jedną zaskoczoną elfkę później było po wszystkim. Dwójka młodych adeptów podskakujących radośnie w lesie i przybijających sobie piątki, zaraz po wykonaniu czegoś na kształt tańca zwycięstwa, rozpłynęła się w powietrzu, niezauważona przez nikogo. Ilisia zaś zniknęła, jak Pani Kosmosu przykazała, jedynie z mglistym wspomnieniem minionych wydarzeń, które w zależności od własnej woli mogła potraktować, jako przedziwny sen lub interwencję siły wyższej, czyli ich, ma się rozumieć.
Avatar użytkownika
Pani Losu
Urzeczywistniający Marzenia
 
Rasa:
Aura: Nieznana.
Wygląd:

Postprzez Hanti » So paź 27, 2018 10:41 am

W pewnym momencie marszu Hanti przestała reagować na upał. Po prostu szła, a ciężkie krople potu spływały po niej szerokimi strumieniami. Niektóre z nich wsiąkały w materiał okrywających ją pasów, inne znaczyły jej opalone nogi wąskimi bruzdami, by następnie spaść na ziemię w postaci mini deszczu. Słońce tego dnia wyjątkowo uwzięło się na ten skrawek łuski. Na niebie nie było ani jednej chmurki, a wiatr zdawał się być jedynie umierającym mitem. A przecież dopiero co wielka, żółta gwiazda postanowiła wznieść się ponad horyzontem. Zanim dotarła za linię upragnionego popołudnia, Upadła zdążyła trzy razy upaść z wycieńczenia, ciągnąc za sobą elfkę, której też nie było łatwo. Oczywiście Dantaliana to nie obchodziło. On sam brnął do przodu, odgrażając się dziewczynom za spowalnianie całej ich małej grupy. Na szczęście nie trwało to długo, najwyraźniej do piekielnika dotarł bezsens takiego zachowania, gdyż zarządził postój w cieniu drzew. Chociaż i to nie oznaczało ani chwili wytchnienia.
- Jesteś okropny - warknęła Hanti w kierunku zakutej zbroi, wylegującej się pod drzewem, a następnie, nie mając alternatywy ani siły przebicia, posłusznie zabrała się za wykonanie otrzymanego zadania. W końcu co jej przyjdzie z wszczynania kłótni z bratem, dla którego takie słowa są jak komplement.
Odchodząc, Upadłej udało się jeszcze porozumieć z elfką w sprawie powierzonych zadań, a następnie obie zniknęły w buszu.
Zbieranie drewna okazało się, jak większość podobnych czynności, na tyle monotonne, że Hanti przestała zauważać wszystko inne po za patykami na ściółce. Przeniosła się w świat własnych myśli, zastanawiając się, co powinna zrobić. Na wspomnienie o powrocie do brata jej skrzydła same zatrzepotały, jakby wyczuwały chęć właścicielki do podjęcia rychłej ucieczki. Niestety mimo wszystko, Hanti nie byłaby w tej chwili do tego zdolna. Nie miała gdzie się podziać, jej rodzice nie żyli, ona sama upadła, a powrót do piekła zapewne oznaczał ponowne użeranie się z diabłami. Przez sekundę Upadła wspomniała Yotanela, który był jej mentorem w nowym życiu i lekko się zarumieniła na wspomnienie o ich niewinnej znajomości. To nie było nic poważniejszego, ale w porównaniu do obecnej sytuacji, może siedzenie w otoczeniu ogni i skrzydlatych nie było tak złe, jak jeden wredny i okrutny brat.
Zapewne piekielna dalej rozbudowywałaby tę myśl, gdyby nie wyrwał ją z tego szmer strumienia. Niewiele myśląc, zawróciła do obozu, a raczej do drzemiącego w cieniu braciszka, a następnie ułożyła stertę drewna i podpaliła je z pomocą znalezionych kamieni. W mieście może uda jej się przekonać Dantego do kilku lekcji magii, pomyślała, kiedy odchodziła po wykonanym zadaniu. Skoro miasto mieli na wyciągnięcie ręki, lecz koczowali "pod murami", Hanti postanowiła wykorzystać chwilę dla siebie i wykąpać się w strumieniu. Co z tego, że zimnym. Upał nie zamierzał najwyraźniej zelżeć, a jej ubranie i skóra sztywniały od zaschniętego potu. Zrobiła więc to, co należało - rozebrała się z czarnych pasów, które następnie starannie wyprała i sama podjęła czynności myjące, nie omieszkując zacząć od skrzydeł i włosów. To było jej pięć minut, więc dopóki elfka, gdziekolwiek teraz poluje nie wykona zadania, ona może się zrelaksować.
Avatar użytkownika
Hanti
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Aki, Lav, Arios, Barbarossa, Azra, Hanti, Leon,
Rasa: Upadła anielica
Aura: Niezbyt silna aura niepokoi swą silną rubinową poświatą, nasilającą się i słabnącą co porównać by można do wybuchającego wulkanu, z którego lawa pokrywa całą powłokę łącznie z ametystowym strumyczkiem niemającym szans, by przetrwać. Po chwili wszystko znika i pojawia się żelazna zbroja o kobaltowych konturach. Przyozdobiona rzeźbionymi skrzydłami w kolorze miedzi. Nie towarzyszy temu żaden dźwięk, co może zdziwić przy tak mocnych oddziaływaniach. Jednak woń siarki odwraca uwagę, zwłaszcza że można wyczuć strasznie słabą i wciąż słabnącą woń lilli. Emanacja w dotyku jest bardzo twarda, prawie nie do złamania, mimo to nadal bardzo elastyczna, o czym świadczą jej śmiałe ruchy przypominające coś w rodzaju prób wzniesienia się ponad chmury, podczas gdy coś nieustannie ciągnie w dół. Przy czytaniu emanacji trzeba być dość ostrożnym, ponieważ niespodziewanie może zmienić swą fakturę na pełną ostrych nacięć, których nawet nie widać, a które z powodzeniem mogłyby porządnie zranić. Niektórych, głównie tych bardziej niebezpiecznych, bo większych nie zawsze zdoła się zauważyć z powodu, iż aura została udekorowana białymi, aksamitnymi piórkami, pełniącymi funkcję przykrywki, które po dobrym wypełnieniu swego zadania ukazują swój prawdziwy odcień, czarny. W smaku zaś lepka, koszmarnie lepka, niepozwalającą o sobie zapomnieć.
Wygląd: Wzrostu przeciętnego, zamykającego się w granicach jednego metra i siedemdziesięciu centymetrów, co nie czyni z niej ani niziołka, ani dryblaski. Zwłaszcza, że gabarytom nie dorównuje nawet krasnoludowi. Za czasów białych skrzydeł Hanti była niewysoką, szczupłą istotą, o ponadprzeciętnej urodzie, której mogły jej pozazdrościć inne anielice. Po Upadku niewiele się zmieniło, ... (Więcej)

Postprzez Dantalian » So paź 27, 2018 12:15 pm

Drzemiąc w najlepsze znużony minionym dniem, mężczyzna śnił o uciechach jakie czekały na niego w Arturonie, a jakie przygotowała dla niego jego piekielna zastępczyni. Jakby nie patrzeć Nyx była chyba jedyną osobą, na której Dante mógł w swoim życiu naprawdę polegać. Wiadomo, że pokusy są dwulicowe i może nawet bardziej zdradzieckie niż koty, ale na tej jeszcze nigdy się nie zawiódł i wątpił by zamierzała wbić mu nóż w plecy. Po pierwsze nie raz widziała co robił z tymi, którym choćby przez myśl przeszło by zaszkodzić upadłemu, a po drugie gdyby się na niego zasadzała, wykonałaby jakiś ruch na początku ich znajomości, nie po tych kilku latach, gdy Rycerz zebrał nie małą grupę bezmyślnie oddanych mu psychopatów i bandytów. Co prawda byli mężczyznami w pierwotnym znaczeniu tego słowa i mogli by poddać się jej urokowi i kuszeniu, ale nie zdołałaby omamić wszystkich, więc jej przyszłość była i tak z góry przesądzona.

Nie mógł jednak odgonić od siebie tych myśli o zdradzie, gdyż widział we śnie jak jakaś kobieta przyczaja się na jego życie i plany, a przez to był jeszcze bardziej przekonany o tym, że może nie powinien aż tak bardzo ufać ani Hanti, ani elfce, ani pokusie. Zabawne w tej sytuacji jest to, że jego sen wygenerowany został przez maciupką myśl o zdradzie Nyx, a nie na odwrót, że najpierw był sen i po tym te myśli. Skrzywił się przez sen rozdrażniony, a za chwilę się przebudził słysząc chrzęst odkładanego na ziemię drewna i czyjeś oddalające się kroki na leśnej ściółce. Rozejrzał się po obozowisku wciąż zamazującym się, nieprzytomnym spojrzeniem i zaraz przetarł oczy, ziewając ostentacyjnie tak, że kaptur zsunął mu się na kark. Z nieco bardziej trzeźwą świadomością przeciągnął się i znów rozejrzał, zatrzymując spojrzenie na trzaskającym wesoło ognisku. Chwilę mu zajęło przypomnienie sobie wszystkiego, po czym zaczął szukać wzrokiem jelenia, który miał być dziś na kolację. Zmrużył z niezadowoleniem oczy, gdy nie dostrzegł nawet najmniejszych śladów powrotu szpiczastouchej ze zwierzyną, przez co z gniewem w oczach anioł się podniósł i skupił, by na moment odbudować magicznie swoje utracone skrzydło. Wzbił się w powietrze, nie przejmując się za specjalnie ugaszonym przez podmuch wiatru ogniskiem i zaczął krążyć nad lasem w poszukiwaniu elfiej towarzyszki, bo cóż to za niesubordynacją? Przecież on przymierał głodem!

Im dłużej leciał i więcej sił tracił, tym jego złość rosła w siłę i Dante już był pewien tego, że na reprymendzie się nie skończy. Na bezsensowne poszukiwania nieusłuchanej Ilisii zmarnował praktycznie całą swoją energię.
- Chędożył to pies, oby ją niedźwiedź zerżnął - burknął z niezadowoleniem, odpuszczając poszukiwania.
Nie wrócił jednak do obozu, dostrzegając kątem oka znajomą sylwetkę w sadzawce między drzewami, więc zaczął zaniżać swój lot, aż w końcu nie wylądował na brzegu przed kompletnie nagą siostrą. Szczerze? Nie do końca się zastanowił nad wybranym momentem i tym jak Hanti może się prezentować, co w rezultacie skończyło się tym, że stanął jak wmurowany na przeciw jej prezentujących się światu wdzięków, z lekko rozdziawionymi ustami i nie mogąc oderwać wzroku od ociekającego wodą ciała anielicy. Któż by się spodziewał takich widoków w nocy i to w środku lasu...

- Hanti! Matka cię nie nauczyła odrobiny przyzwoitości? Ubierz się! - Postanowił całą winę jak zwykle zrzucić na nią gdy już się odezwał po dłuższej chwili, acz był na tyle łaskawy, że w końcu odwrócił się do niej plecami. - Jak już skończysz roznegliżowana zapuszczać korzenie w tym bajorze, skombinuj coś do żarcia, najlepiej trzy porządne cosie. Ilisia zwiała, a jestem głodny jak smok - rzucił i wrócił do obozowiska.

Tam czekał cierpliwie, albo raczej z niecierpliwością na kolację, a przez to na powrót siostry, by w końcu coś zjeść. Co prawda stracił poczucie czasu oczekując jej, ale nie miało to już większego znaczenia, gdy anielica w końcu się pojawiła i posiłek był już gotowy. O dziwo obeszło się nawet bez bury za jej ociąganie się i z pełnym brzuchem Dante mógł znów położyć się spać.

Nazajutrz dojedli resztki z nocy, dogasili do końca ognisko i ruszyli już bez większej zwłoki w stronę miasta.

Ciąg Dalszy: Dantalian i Hanti
Avatar użytkownika
Dantalian
Błądzący po drugiej stronie
 
Inne Postacie: River, Yve, Aldaren, Valerian, Kiraie, Dragosani, Veryvin, Selim, Mana,
Rasa: Upadły Anioł
Aura: Połysk żelaza dostrzeże nawet najmniej wprawiony czytelnik. Nieco skromniej prezentują się srebrne runy wytopione na wzór piekielnych paktów. Po emanacji spływa gęsta ciecz w postaci poświaty, jakby emanacja splamiona została czyjąś krwią, chociaż barwa jej zdecydowanie lubuje się w bursztynowym odcieniu. Od twardej podstawy odbijają się jęki zniewolonych i cierpiących, a ich dźwięki rozpływają się, a następnie przetwarzają w trupie głosy, coraz to cichsze i cichsze… dochodząc ostatecznie do pojedynczych tonów. Palone włosy, smoła czy też siarka drapie swoim zapachem po gardle i tylko osoby o klarownie dobrej duszy wyczują te nutkę zastygniętej lilii oraz mirry. Lubi się uginać, ale nie pod wpływem innego bodźca, a wyłącznie z własnej woli. Niebezpiecznie ostra wzbudza dreszcze chropowatą powierzchnią, lecz wędrując dłonią po aurze można napotkać pojedyncze, gładkie linie. Sucha, po tym jak zagości pikanterią na języku i bardzo gorzka, przez co trudno wymazać ją z pamięci.
Wygląd: Postawny mężczyzna o przeciętnym wzroście i doskonale wyrzeźbionym ciele z żelaznymi mięśniaki, które uwidoczniły się przez trudy z jakimi przyszło mu się zmierzyć w całym jego życiu. Z daleka niepozorny zwykły rycerz od stóp do głów pokryty czarną blachą, roztaczający wokół siebie aurę tajemniczości, która po zbliżeniu się wywołuje panikę i gęsią skórkę, kiedy ... (Więcej)
Uwagi: Nienawidzi jak się zdrabnia jego imię, albo się do niego pieszczotliwie mówi. Jest to najłatwiejszy sposób na wnerwienie go jeśli komuś już życie nie jest miłe.

Poprzednia strona

Powrót do Wybrzeże Cienia

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron