[W drodze do Arturonu] Za babą i diabeł nie trafi


Niezwykle tajemnicze wody tego Morza Cienia, kryją w sobie wiele skarbów i niebezpieczeństw, już wielu zginęło w wyprawach poszukując przygód i bogactw. Największym jednak łupem dla każdego z nich było by odnalezienie legendarnej Wyspy Maar.

Postprzez Dantalian » So maja 12, 2018 12:37 pm

Początek wędrówki rodzeństwa

        Tak jak podejrzewała, Dantalianowi nie spodobało się jej zwierzania, a zwłaszcza fragment, w którym zarzuciła mu, że to on jakoby miał odwrócić się od rodziny, a nie rodzina od niego. Na procesie przeciwko niemu, kiedy miał zostać skazany na unicestwienie przez swoją zdradę, żadne z nich nie stanęło w jego obronie, ani nie podjęło próby złagodzenia jego wyroku. Żadne! Dlatego teraz jej słowa tak rozsierdziły mężczyznę, który pokonał dzielącą ich odległość i zacisnął w żelaznym chwycie palce na jej gardle, drugą dłoń zaciskając w pięść i szykując ją do wyprowadzenia silnego ciosu. Nie zrobił jednak tego i zaraz też ją puścił bez słowa wracając na swoje miejsce. Jego wyżywanie się na niej i tak by nic nie zmieniło, tak samo jak kłócenie się na temat przeszłości, którą mieli już dawno za sobą, bez możliwości powrotu do niej, a zwłaszcza naprawienia swoich błędów. Również sam Dante postąpiłby wtedy inaczej, nie powiedziałby nic siostrze, skuteczniej ukrywałby swoją działalność, a przede wszystkim znalazłby sobie popleczników i dopiero wtedy przystąpiłby do działania, wszczęcia jednej wielkiej rebelii.

        Wrócił na swoje miejsce po drugiej stronie płomieni po tym niemym wybuchu gniewu i się położył czekając cierpliwie na posiłek. Był na siebie wściekły, gdyż coraz częściej zaczynało do niego docierać, że to nie inni byli winni jego porażce i upadkowi, a on sam - zbytnia pewność siebie i brak cierpliwości. Zauważył do dopiero po zstąpieniu do Czeluści, gdzie postawił na cierpliwość i zaczął gromadzić istoty popierające jego postulaty, bądź zbyt słabe, aby się mu sprzeciwić. I niemal osiągnął swój cel z powodzeniem, jednak zabiła go właśnie pewność siebie, poczucie o własnej wszechpotędze i wyższości. Poważnie się przeliczył i znów wisiało nad nim widmo unicestwienia, przez co postanowił na zawsze opuścić piekielną domenę, podobnie uczyniła również garstka jego podwładnych, z którymi ponownie przygotowują się do osiągnięcia dawnych celów i zawładnięcia Piekłem. O tym na pewno nie powie swojej siostrze i zrobi wszystko by sama tego nie odkryła. Miał już dość przegrywania w swoim życiu.

        Słysząc jej kolejne słowa, prychnął jedynie i przewrócił oczami z niemiłym wyrazem twarzy, otwierając usta, aby coś powiedzieć, jednakże z jego strony wydobyło się jedynie milczenie, po którym położył się na trawie, odwrócony do siostry plecami. Zabawne było uczucie, jakie teraz nim zawładnęło, a przez które zaczął się zastanawiać kiedy ostatni raz myślał o swojej rodzinie. Nawet nie pamiętał, nie potrafił nawet przypomnieć sobie jak wyglądali, a teraz Hanti nieświadomie zmusiła go do rozpamiętywania. Nie miał żadnych wątpliwości, że jej obecność źle na niego wpływała i to będzie cud, jeśli nie wydarzy się żadna katastrofa związana z jego przedsięwzięciem, jeśli pozwoli upadłej iść u swojego boku.

        Choć co rusz domagający się większej ilości pożywienia żołądek, nie ułatwiał Dantemu odpłynięcia do krainy snów, i tak się to upadłemu w pewnym momencie udało. Co było dziwne, a nawet niepokojące, nie obawiał się żadnego podstępu, czy próby zabicia go podczas snu przez siostrę. Denerwowało go to. Apogeum jednak osiągnął, gdy nawiedził go sen, a raczej wspomnienia - treningi i nauki pobierane od ojca. Co prawda upadły już wtedy zafascynowany był bólem i w tajemnicy oddawał się praktykom pogłębiającym jego wiedzę na ten temat, ale jedynym marzeniem nastoletniego anioła było stanie się taką personą jak jego rodziciel. Yanviel był jego bohaterem, któremu obiecał, po sytuacji, gdy inny młody anioł pastwił się nad bliźniaczką chłopca, że zawsze stanie w obronie siostry, nawet jeśli miałby być jej tarczą i stracić przy tym życie. Jednakże... Kto ją obroni przed nim?

        W jego śnie nie było rozwinięcia tych rozważań, a nawet samo wspomnienie dość szybko przeminęło, o ile można tak powiedzieć, biorąc pod uwagę fakt, że upadły obudził się kilka godzin przed świtem. Długo się wiercił i kręcił, pragnąc jeszcze chwilę pospać, ale osiągnięcie tego wydawało się już niemożliwe. Piekielny się wyspał i nie potrzebował kolejnej dawki odpoczynku, za to czuł obecnie silny przymus podjęcia jakiegoś działania. Pierwszym co przyszło mu do głowy było pozbycie się kuli u nogi, jaką była jego siostra i tak też zamierzał postąpić. Wziął z ogniska nadal delikatnie żarzący się na lekko "zaostrzonym" końcu kawałek drewna i podszedł cicho, szeleszcząc jedynie piórami swojego skrzydła, do śpiącej, nad którą zatrzymał się i wycelował niebezpieczną część swojej broni w jej gardło. Po dłuższej chwili zawarczał jednak z niezadowoleniem i odrzucił od siebie narzędzie planowanej zbrodni, której nie był w stanie wykonać, a przynajmniej nie w taki sposób. Miał przecież jeszcze jakieś tam drobinki honoru w sobie. To one nie pozwalały mu zaatakować śpiącej i bezbronnej. Wolał się jej pozbyć w tradycyjny sposób - w otwartej walce.

        Westchnął zrezygnowany, czemu zawtórował jego żołądek. Upadły na nowo rozpalił ognisko, dorzucił resztę drewna jakie zostało i to, które znalazł pod ręką, po czym poszedł złapać coś do jedzenia. Gdy zaczęły pojawiać się pierwsze promienie słońca, palące się patyki i kora na powrót wesoło trzaskały, a w środku na kamieniu piekłu się plastry ukrojone z dzika, którego zatargał do obozu i połowę tuszy niemal sam zjadł. Miał ogromnie wilczy apetyt. Siedział już w zbroi i wcinał w zadumie kolejne kawałki, mając na głowie tylko pół swojego hełmu, zakrywającego mu włosy, nos i oczy, a odkryte miał usta i podbródek, aby mógł w spokoju się posilać.
        - Rozszarpię ją jeśli i tym razem wszystko weźmie w łeb - mruknął do siebie, choć w rzeczywistości skierował te słowa do swojego ojca, gdziekolwiek teraz jego duch się znajdował.
Avatar użytkownika
Dantalian
Szukający drogi
 
Inne Postacie: River, Yve, Aldaren, Valerian, Kiraie,
Rasa: Upadły Anioł
Aura: Połysk żelaza dostrzeże nawet najmniej wprawiony czytelnik. Nieco skromniej prezentują się srebrne runy wytopione na wzór piekielnych paktów. Po emanacji spływa gęsta ciecz w postaci poświaty, jakby emanacja splamiona została czyjąś krwią, chociaż barwa jej zdecydowanie lubuje się w bursztynowym odcieniu. Od twardej podstawy odbijają się jęki zniewolonych i cierpiących, a ich dźwięki rozpływają się, a następnie przetwarzają w trupie głosy, coraz to cichsze i cichsze… dochodząc ostatecznie do pojedynczych tonów. Palone włosy, smoła czy też siarka drapie swoim zapachem po gardle i tylko osoby o klarownie dobrej duszy wyczują te nutkę zastygniętej lilii oraz mirry. Lubi się uginać, ale nie pod wpływem innego bodźca, a wyłącznie z własnej woli. Niebezpiecznie ostra wzbudza dreszcze chropowatą powierzchnią, lecz wędrując dłonią po aurze można napotkać pojedyncze, gładkie linie. Sucha, po tym jak zagości pikanterią na języku i bardzo gorzka, przez co trudno wymazać ją z pamięci.
Wygląd: Postawny mężczyzna o przeciętnym wzroście i doskonale wyrzeźbionym ciele z żelaznymi mięśniaki, które uwidoczniły się przez trudy z jakimi przyszło mu się zmierzyć w całym jego życiu. Z daleka niepozorny zwykły rycerz od stóp do głów pokryty czarną blachą, roztaczający wokół siebie aurę tajemniczości, która po zbliżeniu się wywołuje panikę i gęsią skórkę, kiedy ... (Więcej)
Uwagi: Nienawidzi jak się zdrabnia jego imię, albo się do niego pieszczotliwie mówi. Jest to najłatwiejszy sposób na wnerwienie go jeśli komuś już życie nie jest miłe.

Postprzez Ilisia » Śr maja 23, 2018 5:09 pm

Ilisia przedzierała się przez leśne ostępy, mówiąc sobie, że zdecydowanie mogło być gorzej. Woźnica zamiast złota mógł wziąć również jej łuk, a nawet ubrania, gdy wyrzucał ją ze swojego wozu. Jednak zachował się jak prawdziwy dżentelmen. Mogło być gorzej! Mogła teraz iść o pustym brzuchu, ale zdążyła wcześniej zjeść, wcale nie tak skromne, śniadanie - oczywiście nie swoje. Mogło być gorzej! Mogło lać, a niebo było dość rozpogodzone i elfka wciąż była sucha. Mogło być gorzej! Mogła iść tak godzinami bez celu, a całkiem szybko poczuła zapach dymu i pieczonego mięsa. Podążając za nim, szybko dostrzegła blask ogniska, wciąż wyróżniającego się w półmroku nadchodzącego dnia. Bezszelestnie zakradła się, ukrywając się za pobliskim drzewem - chowanie się wśród krzaków wykluczały jej śnieżne włosy, które w blasku ogniska świeciłyby w mroku niczym księżyc.

Zdecydowanie mogło być gorzej, gdyż elfka ujrzała przed swoimi oczami dwie istoty, których nigdy wcześniej nie dane jej było widzieć. Mężczyznę o pozornie niezbyt zachęcającej aparycji, odzianego w nietypowy strój - zbroję, pod którą nikło niemal całe jego ciało. "Pewnie musi być w tym strasznie powolny... ale uszkodzić takiego to też niezła sztuka..." Jej wzrok szybko jednak przeleciał na drugą istotę, kulącą się w śpiącej pozycji i... elfka rozszerzyła szeroko oczy, dostrzegając parę czarnych skrzydeł. Czegoś takiego jeszcze nie zdarzyło jej się widzieć. Gdy już jej spojrzenie jednak oczepiło się od kruczego pierza, spostrzegła, że kobieta posiada także aparycję znacznie milszą dla oka. Po dokładym przyjrzeniu się obu postaciom mogła w końcu zacząć analizować i przypatrywać się temu, co je otacza. Wyglądało to na prowizoryczne obozowisko. Ilisia zastanawiała się, kim są nieznajomi oraz co teraz robić. Najchętniej wparowałaby teraz do ich obozu, ale... gdyby ktoś wyskoczył na nią z ciemności, kiedy by jadła, posłałaby temu czemuś strzałę między oczy, dlatego... postanowiła nieco się zakraść i przyjrzeć się bliżej niezwykłym stworzeniom.

Bezszelestnie ruszyła naprzód, pokonując kolejne odcinki odległości, wlepiona w poruszającą się sylwetkę, a szczególnie ową parę niesamowitych skrzydeł. Fascynacja jednak wiązała się z nieostrożnością, a ta skończyła się dla elfki tym, czego w sumie można się było spodziewać po jej szczęściu. Nagle poczuła szarpnięcie za nogę, po czym mimo woli wydała z siebie przestraszony okrzyk, gdy całe jej ciało porwała jakaś siła. Świat zawirował, a krew napłynęła do głowy dziewczyny, przez co kompletnie straciła kontakt ze światem. Usłyszała jeszcze uderzenie czegoś twardego o ziemię, po czym pośpieszny stukot kolejnych przedmiotów, przypominających szybkie kapanie kropli wody. Elfka zastanowiła się, co to mogło być i kto odwrócił ziemię do góry nogami. Spojrzała w górę i dostrzegła swój łuk oraz wszystkie strzały z kołczanu porozrzucane na leśnym runie. Spojrzała w górę i dostrzegła naprężoną linę, której koniec obwiązany był wokół jej kostki.
- Oż cho...

Mogło być gorzej! Zawieszona w powietrzu do góry nogami, kręcąca się dookoła własnej osi elfka zawsze mogła wpaść w pułapkę na odludziu, gdzie mogłaby czekać godzinami, aż ktoś ją uwolni. W dodatku na ziemię oprócz strzał mogłyby spaść też sztylety, których pełno miała przy sobie. Zwłaszcza, gdyby spadały ostrzami w dół... Kaptur spadł z twarzy Ilisi, a burza białych włosów wylała się spod niego. Elfka rozszerzyła ramiona, przez co obrót jej ciała wokół własnej osi się spowolnił. Gdy obróciła się w stronę obozowiska, zagryzła wargę, spoglądając z obawą na reakcję skrzydlatych istot. "Oby nie lubiły elfki na śniadanie!"
Avatar użytkownika
Ilisia
Zbłąkana Dusza
 
Rasa: Mroczna elfka
Aura: Aura lśniąca młodością i jak na swój wiek całkiem silna, nie zaprasza do siebie ani nie odpycha. Po prostu jest. Gdzieś obok, raz bliżej, raz dalej. Tworzy podziemne korytarze nie wyróżniające się w dotyku czy temperaturze - można niemal zapomnieć przy nich o istnieniu tych cech. Zamiast tego uginają się nadzwyczaj swobodnie i dość chaotycznie, rozświetlane pochodniami mieniącymi się delikatnymi odcieniami bursztynu, a niekiedy błyskając buńczucznie ostrzami z żelaza. Ich ściany są nieco twarde, pokryte cyną i w pewnych miejscach lepkawe, a powietrze ma wyraźnie słony i nawet gorzki smak. Wypełnia je zapach podziemi i rozlegające się w tunelach krzyki agonii, które choć w końcu cichną, nie dają o sobie tak łatwo zapomnieć.
Wygląd: Jest młodą, szczupłą i kształtną elfką o wzroście 170 cm. Jej skóra jest koloru popiołu, to jest typowe dla jej rasy, a także dosyć charakterystyczne, białe włosy, które opadają niesfornie na plecy, wiecznie niezaczesane. Jej umięśnienie nie przekracza normy swojego gatunku, co w połączeniu z krągłymi biodrami oraz dosyć wdzięcznym biustem obdarza ją sylwetką ... (Więcej)

Postprzez Hanti » Śr maja 30, 2018 3:19 pm

Większą część nocy Hanti spędziła w stanie półsnu, uważnie nasłuchując zmian w otoczeniu, gdyby jej brat spod ciemnej gwiazdy postanowił nagle odlecieć bez niej lub gorzej, pozbyć się jej na dobre. Jego niedoczekanie. Podobnie jak Dantalian, również ona nie zamierzała porzucać swoich planów. A jednym z nich było trzymanie się piekielnego za wszelką cenę. Może wtedy dotrze coś do jego zakutego w blachę łba. A jeśli nie, to przynajmniej zginie z myślą, że przed śmiercią odnalazła i próbowała scalić resztki swojej rodziny.
Noc tymczasem okazała się chłodniejsza niż Hanti przypuszczała. Zimny wiatr chłostał jej nogi i plecy i zmuszał do podświadomego przysuwania się w stronę ogniska. Jego ciepło natomiast przyjemnie mrowiło i dawało piekielnej poczucie dawno zapomnianego bezpieczeństwa.

Zwijając się w coraz mniejszy, pierzasty kłębek Hanti śniła o samotności, na jaką była skazana zaraz po upadku. O diabłach zamieszkujących domenę, o innych aniołach oraz tych wszystkich torturach, na jakie zaciągani są cudem pojmani słudzy Najwyższego. Dziewczyna wspominała także swojego pierwszego przewodnika po Piekle oraz tymczasowego kochanka, który pomógł jej nie tylko przetrwać w krainie zła, ale również nauczył ją jak się bronić przed niebezpieczeństwem w Alaranii. Te kilka lat u boku Yotanela uświadomiło jej także to, jak anioły potrafią się zmienić. Wcześniej Hanti określiłaby swojego towarzysza jako bezinteresownego i odważnego wojownika, lecz upadek wydobył z niego wszelkie grzechy. Zauroczenie brutalnym, wręcz szalonym Yotanelem szybko na szczęście minęło, przez co Hanti mogła skupić się na ważniejszym celu. Teraz, gdy tak śniła, zrobiło jej się okropnie żal brata i tego, co musiał przejść. Gdyby nie ona, Dantalian wznieciłby bunt w Niebiosach i sam przy tym by zginął. Moc Najwyższego przerastała wszystko, co było jej znane, toteż mało prawdopodobne, że jeden anioł dałby mu radę. Szkoda tylko, że blaszany nie dostrzegał tej części medalu, a za wszystkie porażki obwiniał właśnie ją.

Nieoczekiwanie obudził ją zapach przypalanego mięsa. Powoli otwierając oczy, upadła przekonała się, że jeszcze oddycha, po czym uniosła się na łokciach i rozejrzała po okolicy. Jej brat bliźniak, w dużo lepszym niż wczoraj humorze, pałaszował właśnie dzika, którego kości skwierczały w ogniu. Czując, jak i jej brzuch burczy, kobieta sięgnęła po plaster dziczyzny i w ciszy go skonsumowała, mierząc brata podejrzliwym spojrzeniem. Nie wysilała się jednak na kolejne fale przeprosin, czy coś w tym rodzaju, ponieważ dotarło już do niej, że Dante toleruje jej obecność, lecz nie zamierza spoufalać się bardziej niż to konieczne.

Nagle po drugiej stronie polany coś trzasnęło tak, że aż Hanti odruchowo podskoczyła i złapała za włócznię, oczekując ataku. Dopiero gdy ten nie nastąpił, upadła rozejrzała się po okolicy, aż dostrzegła napiętą linę, na końcu której wisiało coś, co na pewno nie było zwierzęciem.
- Ktoś ty? - zapytała ostro, podlatując do uwięzionej w węzłach nieznajomej i opierając sztych ostrza na jej brodzie, zerknęła przez ramię na brata.
- To twoje pułapki? I czy to twoja znajoma?
Avatar użytkownika
Hanti
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Aki, Lav, Arios, Barbarossa, Azra, Hanti, Arno,
Rasa: Upadła anielica
Aura: Niezbyt silna aura niepokoi swą silną rubinową poświatą, nasilającą się i słabnącą co porównać by można do wybuchającego wulkanu, z którego lawa pokrywa całą powłokę łącznie z ametystowym strumyczkiem niemającym szans, by przetrwać. Po chwili wszystko znika i pojawia się żelazna zbroja o kobaltowych konturach. Przyozdobiona rzeźbionymi skrzydłami w kolorze miedzi. Nie towarzyszy temu żaden dźwięk, co może zdziwić przy tak mocnych oddziaływaniach. Jednak woń siarki odwraca uwagę, zwłaszcza że można wyczuć strasznie słabą i wciąż słabnącą woń lilli. Emanacja w dotyku jest bardzo twarda, prawie nie do złamania, mimo to nadal bardzo elastyczna, o czym świadczą jej śmiałe ruchy przypominające coś w rodzaju prób wzniesienia się ponad chmury, podczas gdy coś nieustannie ciągnie w dół. Przy czytaniu emanacji trzeba być dość ostrożnym, ponieważ niespodziewanie może zmienić swą fakturę na pełną ostrych nacięć, których nawet nie widać, a które z powodzeniem mogłyby porządnie zranić. Niektórych, głównie tych bardziej niebezpiecznych, bo większych nie zawsze zdoła się zauważyć z powodu, iż aura została udekorowana białymi, aksamitnymi piórkami, pełniącymi funkcję przykrywki, które po dobrym wypełnieniu swego zadania ukazują swój prawdziwy odcień, czarny. W smaku zaś lepka, koszmarnie lepka, niepozwalającą o sobie zapomnieć.
Wygląd: Wzrostu przeciętnego, zamykającego się w granicach jednego metra i siedemdziesięciu centymetrów, co nie czyni z niej ani niziołka, ani dryblaski. Zwłaszcza, że gabarytom nie dorównuje nawet krasnoludowi. Za czasów białych skrzydeł Hanti była niewysoką, szczupłą istotą, o ponadprzeciętnej urodzie, której mogły jej pozazdrościć inne anielice. Po Upadku niewiele się zmieniło, ... (Więcej)

Postprzez Dantalian » Cz maja 31, 2018 10:34 pm

        Noc rzeczywiście nie należała do najcieplejszych, ale setki lat te setki lat, które spędził w Piekle, a zwłaszcza to, czego tam doświadczył, uodporniły go na... W sumie odczuwanie czegokolwiek, gdyż rzadko okazuje inne emocje niż obojętność, gniew bądź psychopatyczną radość i przyjemność z zadawania innym niewyobrażalnego bólu, którego on sam w ogóle nie czuł. Mimo wszystko miał jednak świadomość tego, że wciąż może zamarznąć, albo się wykrwawić dlatego, nawiązując do tego pierwszego, układając się do snu, niemal z przyzwyczajenia układał się bliżej ognia i swoim jedynym skrzydłem okrywał własne ciało, aby utrzymać temperaturę ciała na względnie bezpiecznym poziomie i się nie wyziębić.

        Jednakże w porównaniu do tego, to poranek okazał się być chyba najbardziej chłodnym, a przynajmniej upadły tak wywnioskował, po ujrzeniu pierzastego kokonu jakim się otuliła jego siostra, leżącego niepokojąco blisko dopalającego się ogniska. Westchnął z irytacją i niezadowoleniem, a następnie dołożył do paleniska resztę zebranego drewna oraz to, które miał w zasięgu wzroku. Płomienie buchnęły radośnie w górę, wskrzeszone jego "darami" trzaskającymi muzykalnie w sercu tego małego inferna, którego jęzory niemal zaczęły się ocierać o kruczoczarne pióra kobiety. To był kolejny powód jego rannego niezadowolenia i sam nie będąc do końca pewnym dlaczego, objął lekko kokon i przeniósł go w bezpieczniejsze miejsce, kilka kroków dalej. Po udanym polowaniu i podczas przygotowywania śniadania, całkowicie zapomniał o porannych irytacjach i obecnie jego stan można było określić jako neutralny, bez emocji bądź po prostu obojętny. Bo po co pokazywać innym, że jest mu weselej, gdy ma jakieś towarzystwo, a przede wszystkim takie jak jego dawno niewidziana, kochana, acz znienawidzona bliźniaczka. W sumie... Określenie bliźniaczka chyba przestało być trafne, po tym jak drastycznie zmienił go Upadek.

        - Mów co ci przeszkadza i przestań się w końcu tak na mnie gapić. Wkurza mnie to - burknął, nie powstrzymując się ze swoją uwagą nawet na moment, aby przełknąć to co właśnie miał w ustach.
        Co prawda już w nocy podjął decyzję o pozostawieniu jej przy życiu, gdyż mogła być niezwykle użyteczna w jego działaniach zmierzających do ponownej próby podboju Czeluści, ale utwierdził się w tym przekonaniu właśnie kiedy szukał dzisiejszego śniadania. Jeśli coś z jego planem pójdzie nie tak, zawsze zamiast swoich ćwierć inteligentnych podwładnych, mógłby zaszczytną rolą kozła ofiarnego mianować właśnie Hanti, która miała i zapewne wciąż ma doświadczenie urodzonego zdrajcy.

        - Z resztą co mnie to. Kończ szybciej i rusz... - zatrzymał się w pół słowa, odgryzając również kolejny kawałek pieczonego mięsa. W tym też momencie rozległ się dziwny hałas, wcale nie tak daleko od nich. Dantalian spojrzał na nerwową reakcję siostry i nie mógł się powstrzymać od pełnego kpiny śmiechu. - I niby to ja jestem tym złym i okrutnym - prychnął, po czym się bez pośpiechu podniósł i ruszył za kąpaną w gorącej wodzie Upadłą.

        - Hanti, opuść to diabelstwo. Jeszcze uszkodziłabyś przez przypadek tą przepiękną buźkę. A wierz mi, nie chciałabyś mi odbierać tej przyjemności, siostro - wypowiedział to ostatnie z aż za bardzo wyczuwalną groźbą, a szpary w jego hełmie wypełniły się blaskiem intensywnej czerwieni. - Czy wyglądam ci na takiego co zakłada pułapki, albo chociaż się na nich zna? - odpowiedział pytaniem na jej pytanie z teatralnym zaskoczeniem i urażeniem w głosie. - I nie zadaję się z byle kim. Na taki zaszczyt trzeba sobie zasłużyć - prychnął, wypinając dumnie swoją pierś i podnosząc lekko głowę, aby zaraz pochylić się do schwytanej, ciemnoskórej elfki i pogładzić ją delikatnie po policzku.
        - Dobrze mówię, kochanie? - zwrócił się do wiszącej do góry nogami długouchej. Nie śpieszyło mu się z jej zabiciem, ale również i uwolnieniem. Szczerze, podobała mu się taka perspektywa patrzenia kobiety i ciekawy sposób ich łapania. Zastanawiał się czy nie powinien tego opatentować. Może coś by jeszcze na tym zarobił.
Avatar użytkownika
Dantalian
Szukający drogi
 
Inne Postacie: River, Yve, Aldaren, Valerian, Kiraie,
Rasa: Upadły Anioł
Aura: Połysk żelaza dostrzeże nawet najmniej wprawiony czytelnik. Nieco skromniej prezentują się srebrne runy wytopione na wzór piekielnych paktów. Po emanacji spływa gęsta ciecz w postaci poświaty, jakby emanacja splamiona została czyjąś krwią, chociaż barwa jej zdecydowanie lubuje się w bursztynowym odcieniu. Od twardej podstawy odbijają się jęki zniewolonych i cierpiących, a ich dźwięki rozpływają się, a następnie przetwarzają w trupie głosy, coraz to cichsze i cichsze… dochodząc ostatecznie do pojedynczych tonów. Palone włosy, smoła czy też siarka drapie swoim zapachem po gardle i tylko osoby o klarownie dobrej duszy wyczują te nutkę zastygniętej lilii oraz mirry. Lubi się uginać, ale nie pod wpływem innego bodźca, a wyłącznie z własnej woli. Niebezpiecznie ostra wzbudza dreszcze chropowatą powierzchnią, lecz wędrując dłonią po aurze można napotkać pojedyncze, gładkie linie. Sucha, po tym jak zagości pikanterią na języku i bardzo gorzka, przez co trudno wymazać ją z pamięci.
Wygląd: Postawny mężczyzna o przeciętnym wzroście i doskonale wyrzeźbionym ciele z żelaznymi mięśniaki, które uwidoczniły się przez trudy z jakimi przyszło mu się zmierzyć w całym jego życiu. Z daleka niepozorny zwykły rycerz od stóp do głów pokryty czarną blachą, roztaczający wokół siebie aurę tajemniczości, która po zbliżeniu się wywołuje panikę i gęsią skórkę, kiedy ... (Więcej)
Uwagi: Nienawidzi jak się zdrabnia jego imię, albo się do niego pieszczotliwie mówi. Jest to najłatwiejszy sposób na wnerwienie go jeśli komuś już życie nie jest miłe.

Postprzez Ilisia » Pt cze 01, 2018 4:10 pm

Ilisia przez chwilę podziwiała jedną z najbardziej majestatycznych rzeczy w swoim życiu - oto bowiem kobieta poderwała się, a jej skrzydła zatrzepotały, gdy wybiła się w powietrze, niezbyt wysoko co prawda, ale wciąż... Leciała w jej stronę, zamiast po prostu iść na nogach. Oczy elfki zalśniły, a jedynym, co teraz nieco przeszkadzało, był fakt, iż widziała wszystko do góry nogami. Jednak ta ulotna chwila miała na długo pozostać w jej pamięci. Widok czystego piękna, które tak bardzo ją wzruszyło. Wtedy poczuła ostrze włóczni na swoim podbródku i uniosła (opuściła?) oczy, spoglądając na całkiem porządną broń. Jej ton głosu zdecydowanie nie szedł w parze z jej urodą.
- Ilisia Lesauvage, klinga do wynajęcia, niezamężna, bezdzietna, na ten moment również bez środków oraz z zawrotami głowy - wyrzuciła z siebie na jednym bezdechu, ale dosyć spokojnie, nie chcąc zdradzać ani słowa więcej, niż będzie potrzeba. Nie miała pojęcia, z kim ma do czynienia, dlatego wolała dopierać słowa ostrożnie.

Przeniosła wzrok na mężczyznę, do którego skrzydlata istota zadała pytania, a jej umysł analizował. To, że zapytała, czy nie jest jego znajomą, mogło mówić wiele rzeczy. Elfce jednak brakowało wciąż kontekstu, aby móc z tego wyciągnąć porządne wnioski. Przede wszystkim stwierdziła, że istoty nie mogą znać się zbyt dobrze. W innym wypadku takie pytanie nie nasunęłoby się tak szybko. Co zaś do drugiej istoty... mężczyzny... ten szedł w jej stronę powoli, ze spokojem, który jednak tym bardziej niepokoił elfkę. W końcu większe psy o wiele rzadziej szczekały. Jeżeli nie musiał podobnie do kobiety reagować, to oznaczało... że zdecydowanie czuł się o wiele pewniej od niej. Potwierdziły to słowa, które do niej skierował, mówione jakby z góry. Ostatnie zdanie jednak było niepokojące. Ilisia nie wiedziała, czy groźba skierowana jest do skrzydlatej, czy też może do niej samej. Wykorzystała moment, gdy pochłonęła ich rozmowa, aby niepostrzeżenie przyjrzeć się mężczyźnie. Zdecydowanie robił wrażenie. Biła od niego siła oraz pewność siebie. Coś, co zdecydowanie interesowało mroczną elfkę.

Prędko ugasiła ów błysk zainteresowania w oku, gdy pochylił się, spoglądając na nią - nie chciała pokazać zbyt wiele. Drgnęła, gdy jego palce dotknęły jej policzka - nie zrobił tego brutalnie ani bezczelnie, ale biła od niego aura istoty, z którą raczej nie chciało się zadzierać. Jego dotyk mrowił ciemną skórę Ilisii, ale powstrzymała odruch ucieczki - w tej sytuacji jeszcze silniejszy i jeszcze mniej możliwy do zrealizowania - i uśmiechnęła się tak niewinnie, jak tylko potrafiła, delikatnie unosząc kącik ust.
- Nie znam cię jeszcze, a mimo to nie wątpię, że tak jest - powiedziała, tym bardziej przekonująco, iż mówiła zgodnie z prawdą. Wiedziała, że kłamanie jest ryzykowne, ale półprawdy... te już było o wiele trudniej przejrzeć. - Kiedy zobaczyłam ognisko, myślałam, że to jakiś ludzki obóz i chciałam poprosić o pomoc, ale kiedy ujrzałam was... nigdy wcześniej nie widziałam nikogo takiego. Poczułam się chyba nieco onieśmielona. Te skrzydła... są prawdziwe?

Można było dostrzec błysk w jej oku, gdy zerknęła ponownie na kobietę, przyglądając się jej opierzeniu. W głowie elfki pojawiły się wizje tego, co ona byłaby w stanie zrobić, gdyby była obdarzona takim darem. Dlatego też ciekawość zakwitła w niej, nawet w tak niesprzyjającym środowisku. Ilisia nie rzuciła żadnego pytania typu "Uwolnicie mnie?" czy "Co ze mną zrobicie?", gdyż było to pytanie ostateczne - tego póki co elfka wolała uniknąć. Jej ciało przesiąknięte było niepewnością, ale to zdecydowanie było coś lepszego niż świadomość porażki. Wolała nie zapeszać, tylko czekać na decyzję owych istot, która wyjdzie tylko i wyłącznie z ich strony. Musiała w końcu się przecież pojawić. Przeniosła wzrok na mężczyznę, przekonana, iż do od niego zależy, spoglądając na niego wielkimi, lśniącymi oczami, w których było nieco strachu, ale zdecydowanie nie przerażenia. Całkiem sporo dało się nawet dostrzec fascynacji.
Avatar użytkownika
Ilisia
Zbłąkana Dusza
 
Rasa: Mroczna elfka
Aura: Aura lśniąca młodością i jak na swój wiek całkiem silna, nie zaprasza do siebie ani nie odpycha. Po prostu jest. Gdzieś obok, raz bliżej, raz dalej. Tworzy podziemne korytarze nie wyróżniające się w dotyku czy temperaturze - można niemal zapomnieć przy nich o istnieniu tych cech. Zamiast tego uginają się nadzwyczaj swobodnie i dość chaotycznie, rozświetlane pochodniami mieniącymi się delikatnymi odcieniami bursztynu, a niekiedy błyskając buńczucznie ostrzami z żelaza. Ich ściany są nieco twarde, pokryte cyną i w pewnych miejscach lepkawe, a powietrze ma wyraźnie słony i nawet gorzki smak. Wypełnia je zapach podziemi i rozlegające się w tunelach krzyki agonii, które choć w końcu cichną, nie dają o sobie tak łatwo zapomnieć.
Wygląd: Jest młodą, szczupłą i kształtną elfką o wzroście 170 cm. Jej skóra jest koloru popiołu, to jest typowe dla jej rasy, a także dosyć charakterystyczne, białe włosy, które opadają niesfornie na plecy, wiecznie niezaczesane. Jej umięśnienie nie przekracza normy swojego gatunku, co w połączeniu z krągłymi biodrami oraz dosyć wdzięcznym biustem obdarza ją sylwetką ... (Więcej)

Postprzez Hanti » Pn cze 11, 2018 11:13 am

- Wyglądasz mi na takiego, któremu, gdyby dać mieszek pełen złota, porwanie kojarzyć się będzie z dobrą zabawą i nie zadawaniem zbędnych pytań - odpowiedziała bratu, powoli zwalniając nacisk na gardło nieznajomej elfki, aż w końcu broń przestała niepokoić jej osobistą przestrzeń. Następnie, robiąc krok w bok, Hanti przyjrzała jej się uważnie, chcąc dojść do jakiś konkretniejszych wniosków. Ciemna cera i szpiczaste uszy od razu wskazały piekielnej rasę dziewczyny, a całą resztę dopowiedziała już ona sama, choć nikt specjalnie nie kwapił się do wyduszania z niej informacji. A przynajmniej nie w takich ilościach.
- Klinga do wynajęcia - powtórzyła anielica z pogardliwym prychnięciem. - Ciekawe nazewnictwo zwykłego najemnictwa i zabijania ludzi za pieniądze innych ludzi. Coś czuję, że się dogadacie - mruknęła robiąc miejsce Dantemu, który zdążył już narozkazywać i przymilić się do nieznajomej, wkładając na twarz coś więcej niż żelazny hełm. To była maska fałszu.

Nie chcąc być jednak potraktowaną jak zbity pies, Hanti wycofała się z tego dialogu i powróciła do ogniska, które zaczęła gasić, a resztki mięsa pakować. Zmierzali właśnie do Arturonu, jednego z najbogatszych miast na Łusce, gdzie Dantalian miał ważne sprawy do załatwienia razem ze swoją wyjętą spod ciemnej gwiazdy bandą. Jeszcze w magazynie w Fargoth, zanim ona i brat musieli pokonać palladyna, Hanti dostrzegła złowrogo wibrujący magią portal, za którym czekało kilku diabłów i pokusa, niewątpliwie towarzysze spiskowi skrzydlatego, do których właśnie zmierzali. Anielica nie znała żadnych planów, bliźniak nie raczył dzielić się z nią informacjami, toteż upadła musiała sama dopowiadać sobie resztę i uważać, by przypadkiem nie wejść bratu w drogę. Jeszcze weźmie ją za zdrajcę i rzeczywiście zaatakuje. Że też jego zamknięty w hełmie mózg nie potrafił dostrzec jej Upadku, za to świetnie pamiętał i rozpamiętywał dzień jego strącenia z Planów Niebiańskich.

Kiedy Illisa ponownie się odezwała, Hanti stała już obok obcych sobie istot z niewielkim tobołkiem zawiązanym na włóczni. Z uwagą przysłuchiwała się rozmowie brata z elfką, a gdy ta wyjaśniła powód przybycia i zasypała ich pytaniami o skrzydła, upadła podeszła bliżej i zmusiła kruczoczarne pióra do falowania.
- Są prawdziwe - odpowiedziała dość ostro, co źle łączyło się z wyrazem jej twarzy i piekielną urodą, niemal nieruszoną od chwili Upadku.
Zaraz też nadszedł czas na wznowienie marszu, nieznajomą należało zatem porzucić, zabrać ze sobą albo rozwiązać i kazać jej wynosić się stąd i zająć swoim życiem. Ze wszystkich opcji Dantalian z pewnością wybrałby numer jeden, ale w przeciwieństwie do niego, Hanti, choć Upadła, miała w sobie coś jeszcze z typowo ludzkich odruchów.
- Zaraz cię uwolnię - oznajmiła, ostrzem włóczni przecinając węzeł nad kostką elfki.
Avatar użytkownika
Hanti
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Aki, Lav, Arios, Barbarossa, Azra, Hanti, Arno,
Rasa: Upadła anielica
Aura: Niezbyt silna aura niepokoi swą silną rubinową poświatą, nasilającą się i słabnącą co porównać by można do wybuchającego wulkanu, z którego lawa pokrywa całą powłokę łącznie z ametystowym strumyczkiem niemającym szans, by przetrwać. Po chwili wszystko znika i pojawia się żelazna zbroja o kobaltowych konturach. Przyozdobiona rzeźbionymi skrzydłami w kolorze miedzi. Nie towarzyszy temu żaden dźwięk, co może zdziwić przy tak mocnych oddziaływaniach. Jednak woń siarki odwraca uwagę, zwłaszcza że można wyczuć strasznie słabą i wciąż słabnącą woń lilli. Emanacja w dotyku jest bardzo twarda, prawie nie do złamania, mimo to nadal bardzo elastyczna, o czym świadczą jej śmiałe ruchy przypominające coś w rodzaju prób wzniesienia się ponad chmury, podczas gdy coś nieustannie ciągnie w dół. Przy czytaniu emanacji trzeba być dość ostrożnym, ponieważ niespodziewanie może zmienić swą fakturę na pełną ostrych nacięć, których nawet nie widać, a które z powodzeniem mogłyby porządnie zranić. Niektórych, głównie tych bardziej niebezpiecznych, bo większych nie zawsze zdoła się zauważyć z powodu, iż aura została udekorowana białymi, aksamitnymi piórkami, pełniącymi funkcję przykrywki, które po dobrym wypełnieniu swego zadania ukazują swój prawdziwy odcień, czarny. W smaku zaś lepka, koszmarnie lepka, niepozwalającą o sobie zapomnieć.
Wygląd: Wzrostu przeciętnego, zamykającego się w granicach jednego metra i siedemdziesięciu centymetrów, co nie czyni z niej ani niziołka, ani dryblaski. Zwłaszcza, że gabarytom nie dorównuje nawet krasnoludowi. Za czasów białych skrzydeł Hanti była niewysoką, szczupłą istotą, o ponadprzeciętnej urodzie, której mogły jej pozazdrościć inne anielice. Po Upadku niewiele się zmieniło, ... (Więcej)

Postprzez Dantalian » Śr cze 13, 2018 12:26 pm

        Po kąśliwej odpowiedzi siostry wykwitł pod hełmem szeroki, paskudny uśmiech na jego twarzy, a głowa przystąpiła do intensywnego procesu myślowego, jak zamienić słowa Hanti w piękną rzeczywistość. Gdyby ktoś mu płacił grube mieszki złota za porywanie innych, kto wie czy nie porzuciłby swojego obecnego celu, aby bez większego trudu żyć jak pączek w maśle. To był genialny pomysł i wypadałoby się nad nim głębiej zastanowić. Może podczas przyjemnego (dla niego) wieczoru z elfką?
        - Czepiła się jak pcha psiego ogona - westchnął ciężko, podsumowując niemiłą uwagę swojej bliźniaczki. - Wiesz, że zdradę też można ładniej nazwać? Jeśli nie wiesz, mogę rozwinąć tę myśl? W sumie tak byłoby najlepiej skoro nie rozumiesz, gdy ktoś się do ciebie zwraca z klarownym zamiarem, na przykład pomocą w takim jednym przedsięwzięciu. Założę się, że czytanie między wierszami, albo domyślanie się prawdziwej intencji wypowiedzianych słów, tym bardziej będzie dla ciebie za trudne. - Absolutnie nie zamierzał być dla niej miłym, nawet w najmniejszym stopniu. Nie wspominając oczywiście o tym, że jeszcze nie raz jej wypomni tamten dzień i jej zdradę.

        - Mów mi Testament, albo jakkolwiek chcesz. Tylko bez zdrobnień proszę - przedstawił się elfce i przesunął schowanymi w rękawicy palcach po jej włosach. - Tamta ze skrzydłami to Hanti,moja siostra. Możesz z nią zrobić co zechcesz ale znęcanie się nad nią psychicznie bądź fizyczne, bo źle się to dla ciebie skończy, jasne? - To że wobec siostry nie chciał być miły, ani łagodny, nie oznaczało, że dla przypadkowo spotkanej damy w opałach (planowanej rozrywki na najbliższy wieczór) też miałby być wrogo nastawiony.

        Dante nie miał najmniejszego pojęcia o tym, jak łatwo można zyskać jego "sympatię". Wystarczyło tylko odpowiednio popieścić jego ego, aby z psychopaty stał się dla tej jednej osoby niemal normalnym towarzyszem. Co prawda Ilisia już od samego początku zainteresowała Upadłego, który widział w niej swoją kolejną zdobycz, ale jej słowa i fascynacja w oczach jeszcze bardziej to potęgowały. W tej chwili  nie miał już w planach zabicia jej po upojnej nocy, a kto wie, może nawet puści ją wolno jak mu się znudzi, albo chociaż ją oszczędzi.
        - Pójdziesz z nami, prawda kochanie? - zwrócił się do elfki miękkim i łagodnym głosem, który pozostał taki jaki był za jego anielskiej egzystencji, w ogóle nie skalany nawet w najmniejszym stopniu Upadkiem piekielnego. Praktycznie oszpecone ciało i spotęgowane wady wraz ze złym charakterem i tak już były wystarczającą ceną za jego ucieczkę do Pana Ciemności, więc głos mógł pozostać nienaruszony.

        Zaraz jednak jego zbroja cicho zabrzęczała, gdy pod blachą napięły się mięśnie niezadowolonego mężczyzny, kiedy nowo poznana kochanka przeniosła całą swoją uwagę na skrzydła Hanti, a nie na niego. Musiał coś wymyślić, a po obrzuceniu siostry wrogim spojrzeniem od góry do dołu już miał pewien pomysł. Biedna naiwna anielica, nie wie nawet, że przez swoje działa jeszcze bardziej pomoże mu się okręcić ciemnoskórą wokół swojego palca. Bo przecież nie zdejmie za dnia pancerza tylko po to, by pochwalić się swoim własnym skrzydłem i tym, które sobie wyczaruje na miejscu utraconego. Nie omieszka natomiast zrobić tego, gdy już będą nocą odpoczywać. Jednakże wszystko po kolei.  

        Udało mu się jakoś wytrzymać ten przypływ zazdrości, a po chwili zaraz wykorzystał szansę dla siebie daną nieświadomie przez bliźniaczkę. Widząc jak kobieta bezceremonialnie odcina linę pętającą nogę Ilisi, od razu skoczył w stronę długouchej, aby złapać ją w ostatniej chwili nim ta walnęła głową w ziemię.
        - Mogłaś jej rozbić głowę, wiesz? Pomyśl czasem o tym co chcesz zrobić, a dopiero po tym rób - skarcił surowo siostrę, dalej trzymając w objęciach nowo poznaną dziewczynę i nie zamierzał jej szybko puścić. - Pamiętaj na przyszłość o tym, a teraz rozpal ognisko, rozpakuj tobołek i zrób śniadanie dla naszej nowej przyjaciółki, tylko chyżo. Do zmroku mamy przebyć co najmniej odległość jednego smoka.

        - Nie przejmuj się nią kochanie, ta kobieta gdyby tylko mogła zabiłaby bez powodu własną matkę, ale cóż... Rodziny się nie wybiera. - Przez swój ton i zachowanie ciężko było uwierzyć, że w rzeczywistości nie był już tym samym aniołem co przedtem, a którego obecnie starał się okrutnie udawać. Z niezwykłą łatwością przychodziło mu oddawanie swoich złych przywar Hanti, jakoby to ona miała być tym złym bliźniakiem, a nie on. - Z rodziny została mi już tylko ona, więc musiałem ją odnaleźć i się nią zaopiekować. Długo się nie widzieliśmy, ale najważniejsze, że od kilku dni jesteśmy już razem. Szkoda tylko, że nie mogę się cieszyć z jej obecności przy moim boku, bo widzisz jak ona się zachowuje. Aż wstyd pójść gdzieś do miasta z taką agresorką - westchnął ciężko z udawaną w głosie boleścią i wtulił się do obejmowanej elfki lekko zsuwając dłoń z jej policzka na szyję, a następnie niżej. Grał dobrodusznego i łagodnego aniołka, a w rzeczywistości był dalej sobą i świetnie się bawił, grając na uczuciach praktycznie obu kobiet.
Avatar użytkownika
Dantalian
Szukający drogi
 
Inne Postacie: River, Yve, Aldaren, Valerian, Kiraie,
Rasa: Upadły Anioł
Aura: Połysk żelaza dostrzeże nawet najmniej wprawiony czytelnik. Nieco skromniej prezentują się srebrne runy wytopione na wzór piekielnych paktów. Po emanacji spływa gęsta ciecz w postaci poświaty, jakby emanacja splamiona została czyjąś krwią, chociaż barwa jej zdecydowanie lubuje się w bursztynowym odcieniu. Od twardej podstawy odbijają się jęki zniewolonych i cierpiących, a ich dźwięki rozpływają się, a następnie przetwarzają w trupie głosy, coraz to cichsze i cichsze… dochodząc ostatecznie do pojedynczych tonów. Palone włosy, smoła czy też siarka drapie swoim zapachem po gardle i tylko osoby o klarownie dobrej duszy wyczują te nutkę zastygniętej lilii oraz mirry. Lubi się uginać, ale nie pod wpływem innego bodźca, a wyłącznie z własnej woli. Niebezpiecznie ostra wzbudza dreszcze chropowatą powierzchnią, lecz wędrując dłonią po aurze można napotkać pojedyncze, gładkie linie. Sucha, po tym jak zagości pikanterią na języku i bardzo gorzka, przez co trudno wymazać ją z pamięci.
Wygląd: Postawny mężczyzna o przeciętnym wzroście i doskonale wyrzeźbionym ciele z żelaznymi mięśniaki, które uwidoczniły się przez trudy z jakimi przyszło mu się zmierzyć w całym jego życiu. Z daleka niepozorny zwykły rycerz od stóp do głów pokryty czarną blachą, roztaczający wokół siebie aurę tajemniczości, która po zbliżeniu się wywołuje panikę i gęsią skórkę, kiedy ... (Więcej)
Uwagi: Nienawidzi jak się zdrabnia jego imię, albo się do niego pieszczotliwie mówi. Jest to najłatwiejszy sposób na wnerwienie go jeśli komuś już życie nie jest miłe.

Postprzez Ilisia » Cz cze 14, 2018 2:22 pm

Jej spojrzenie raz po raz przeskakiwało po opancerzonym mężczyźnie oraz skrzydlatej kobiecie, kiedy ta dwójka wymieniała się złośliwościami. To, że nie byli w zbyt dobrych relacjach, mogło posłużyć na jej korzyść - póki co sprawiło, że ostrze włóczni cofnęło się od jej gardła, co bez wątpienia było bardzo miłym początkiem.
- Testament, dobrze - powiedziała, wpatrując się w niego swoimi wielkimi oczami. Przesuwający dłonią po jej włosach mężczyzna bez wątpienia miał teraz bardzo miły widok. - Co zechcę? - To już ją bardzo zaskoczyło. Spojrzała za Hanti - jego siostrą! - zastanawiając się, czy w istocie tak było. Cóż... to zaskakująco miły obrót zdarzeń. Zdecydowanie milszy, niż ten wywołany przez pułapkę. - Jasne - odpowiedziała potulnie.

Następne słowa przyniosły Ilisii jeszcze więcej nadziei. Przecież nie pyta się o takie rzeczy kogoś, kogo chce się zabić bądź wziąć w niewolę. Na tę drugą możliwość elfka była przygotowana - wśród mrocznych elfów panowały inne prawa, między innymi takie, że bierze się wszystko, na co ma się siłę, aby to wziąć. Mężczyzna bez wątpienia nie wyglądał na słabego, a takie szczęście, jakie mu pomogło... może jednak nie będzie tak źle?
- A mogę - spytała elfka, unosząc brwi, a w jej głosie wyraźnie dało się odczuć zdziwienie, ale takie bez wątpienia pozytywne.

Wtedy jednak powróciła Hanti, a cała uwaga elfki przeniosła się na nią - jej oczy rozbłysnęły zachwytem, gdy skrzydła anielicy zafalowały. Tak, zdecydowanie była to niezwykła rzecz - Ilisia mocno zapragnęła dotknąć ich, a gdzieś w jej środku narodziło się ulotne pragnienie, aby samej takie zyskać. Cóż, marzenia nie są przecież złe. Jej oczy rozszerzyły się, gdy uprzedzono ją o tym, że zaraz zostanie uwolniona z pułapki - kiedy spadała była gotowa wylądować na dłoniach i przetoczyć się do przodu, aby uniknąć uszkodzenia kręgosłupa, po czym płynnie się wyprostować tuż przed Testamentem. Wtedy jednak... nieoczekiwanie znalazła się w jego ramionach. Zamrugała ze zdziwieniem, znajdując się w objęciach silnych rąk upadłego. Zaskoczyła ją taka reakcja, choć nie mogła zaprzeczyć - było całkiem miło. Spojrzała jeszcze za Hanti, której Testament wydał polecenia, po czym przeniosła cała uwagę na niego.

Jedną rękę zarzuciła na jego ramię, aby podtrzymać się w tej pozycji - może i nie była niewygodna, ale zdecydowanie pewniej się czuła, gdy miała jakiś punkt oparcia. Potem zaś skupiła wzrok na jego hełmie w miejscu gdzie miał oczy. Uśmiechnęła się lekko. Od kiedy tylko wpadła w pułapkę, mężczyzna nieźle sobie poczynał - dlatego też Ilisia była przekonana, iż będzie zdecydowany wziąć ją w jasyr. Teraz jednak... teoretycznie była wolna, ale coś jej mówiło, że lepiej zbytnio owej nie nadużywać, bo zdecydowanie źle się to dla niej skończy. Zresztą i tak miała zamiar nieco potowarzyszyć im - szczególnie skrzydlatej - dlatego zdecydowała się podjąć grę.
- Nieco agresji czasem nie zaszkodzi - stwierdziła zupełnie szczerze, a jej wolna dłoń powędrowała do tej, którą Testament zsuwał z jej szyi coraz niżej. Nie próbowała jej zatrzymać, a jedynie położyła na niej własną. - Ale jej nadmiar... Hmm, rozumiem, że to twoja siostra, ale zawsze można ją nieco... utemperować. - Ilisia znała wiele metod, które poznała na własnej skórze. To, że była siostrą mężczyzny wywoływało jeszcze jedną myśl - czy i on nie powinien posiadać takich skrzydeł. - Kim tak właściwie jesteście? Skąd pochodzicie. Różnicie się od istot, które dotąd spotkałam. Czuć w was pewną... drapieżność i siłę. Szczególnie w tobie. Niewymownie chętnie bym z wami wędrowała, jednak chętnie też bym się wcześniej dowiedziała, dokąd i dlaczego podróżujecie.
Avatar użytkownika
Ilisia
Zbłąkana Dusza
 
Rasa: Mroczna elfka
Aura: Aura lśniąca młodością i jak na swój wiek całkiem silna, nie zaprasza do siebie ani nie odpycha. Po prostu jest. Gdzieś obok, raz bliżej, raz dalej. Tworzy podziemne korytarze nie wyróżniające się w dotyku czy temperaturze - można niemal zapomnieć przy nich o istnieniu tych cech. Zamiast tego uginają się nadzwyczaj swobodnie i dość chaotycznie, rozświetlane pochodniami mieniącymi się delikatnymi odcieniami bursztynu, a niekiedy błyskając buńczucznie ostrzami z żelaza. Ich ściany są nieco twarde, pokryte cyną i w pewnych miejscach lepkawe, a powietrze ma wyraźnie słony i nawet gorzki smak. Wypełnia je zapach podziemi i rozlegające się w tunelach krzyki agonii, które choć w końcu cichną, nie dają o sobie tak łatwo zapomnieć.
Wygląd: Jest młodą, szczupłą i kształtną elfką o wzroście 170 cm. Jej skóra jest koloru popiołu, to jest typowe dla jej rasy, a także dosyć charakterystyczne, białe włosy, które opadają niesfornie na plecy, wiecznie niezaczesane. Jej umięśnienie nie przekracza normy swojego gatunku, co w połączeniu z krągłymi biodrami oraz dosyć wdzięcznym biustem obdarza ją sylwetką ... (Więcej)


Powrót do Wybrzeże Cienia

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron