[Las u podnóża gór] Na psa urok


Góry w których zdarzyć się możne wszystko. Tunele wydrążone, przez tajemnicze istoty setki lat temu pozostały tutaj do dziś. Góry można pokonać przechodząc nad nimi lub pokonując ich pełne niebezpieczeństw korytarze. Na ich szczycie swoje mieszkania mają starzy druidzi, pustelnicy. W górach można znaleźć wiele ziół, niespotykanych nigdzie indziej.

Postprzez Rain » Pt mar 30, 2018 8:48 pm

        Nie mógł powstrzymać kpiącego grymasu rozciągającego usta w czymś na kształt uśmiechu, gdy obserwował z góry łypiącą na niego smarkulę. Gdyby spojrzenie mogło zabijać leżałby trupem, bez wątpienia. Niestety to nie było takie proste i trzeba było się nieźle namęczyć, by kogoś do piachu posłać, a jeszcze bardziej, by to on wyciągnął kopyta. Poza tym wściekłe spojrzenie Max byłoby bardziej wymowne gdyby ważyła nieco więcej niż kij, na którym się podpierał i sięgała mu chociaż do klatki piersiowej. Powracając więc do beznamiętnej i średnio przyjaznej w wyrazie maski na twarzy, pochylił się nad dziewczynką.
        - Zdajesz sobie dzieciaku sprawę, że połowa twoich życiowych problemów wynika z tego łypania spode łba? – mruknął ironicznie, przekuwając myśli w słowa. – Rzucasz groźby bez pokrycia, a później wściekasz się, że dostałaś łupnia, bo jednak ktoś był silniejszy albo lepszy. Nie wyglądasz na głupią, więc rusz makówką i przestań warczeć bez powodu, bo i tak nikt się ciebie nie boi.
        Wyprostował się dopiero, gdy spuściła oczy i wymamrotała swoje zdanie. „Do dupy” ci powie. Do dupy to jej odpowiedź była, ale nie wyglądał na rozczarowanego. Musiałby spodziewać się czegokolwiek, a póki co obserwował dziewuchę, oswajając z nowym towarzystwem, tak nietypowym na dodatek. Małe to i mizerne. Na zmianę warczała i wgapiała się w dłubaną butem ziemię. Normalnie by poradził takiemu smarkaczowi, by się w walce wyżył, ale tej tutaj chyba nie szło wyczerpać z arogancji. On co prawda i na to miał swoje sposoby, chwilowo jednak jeszcze zbyt rygorystyczne. Poza tym miał jej nie przygarniać na szkolenie, więc i niektóre metody powinien sobie darować, zwłaszcza te czasochłonne.
        Kolejna złota myśl już wywołała pogardliwe prychnięcie wojownika, który spoważniał jeszcze bardziej, jeśli to było możliwe.
        - Całe życie to walka, Max. Rozstrzygnięciem jest tylko to czy zginiesz, czy przeżyjesz, by walczyć dalej – powiedział ochrypłym głosem, zwracając się do niej przez moment, jak do kogoś równego sobie. Na krótko jednak.
        – Dobra kundlu, lekcja pierwsza: to nie walka kogutów. Nie rób groźnej miny, by przeciwnika nastraszyć, w twoim wykonaniu wygląda to jak ołowiany żołnierzyk z postawą bojową. Nikt się ciebie nie przestraszy i nie wycofa, a teraz tylko pokazałaś Thomasowi, że powinien na ciebie uważać. Takie podejście działa tylko w przypadku równych sobie. Nie ostrzegaj, uderzaj.
        Nie przestając mówić złapał drugą ręką kij, na którym się opierał i krótkim, silnym ruchem podciął szatynce nogi z takim impetem, że wywracając mogła się nimi nakryć. Można było zauważyć, że wojownik ma nietypową zdolność do błyskawicznego poruszania się, a jednak w niezwykle niedbałym wydaniu i nawet rejestrując jego ruch, ciężko byłoby przewidzieć co nastąpi, a zwłaszcza z jaką siłą. Zaraz też oparł się na drzewcu ponownie, jakby wcale pozycji nie zmieniał, kontynuując i nie czekając aż dziewczyna pozbiera się z ziemi.
        - Korzystaj z tego, co masz. Jeśli wydaje ci się, że ktoś cię nie docenia, nie wyprowadzaj go z błędu, wykorzystaj to. Chciałaś koniecznie wygrać, by pokonać Thomasa? Trzeba było pozwolić, by zaczął asekuracyjnie, bojąc się połamać ci te chude rączki i wtedy zaatakować. Teraz nie miał zahamowań, ale widząc taką mysz przed sobą odruchowo by się nie wysilił. Miałabyś swoją wygraną – zakpił wyraźnie.
        Milczał przez chwilę, przyglądając się dziewczynie pustym wzrokiem, po czym rzucił w jej stronę jej dębowy kij i niedbale cofnął się o krok, splatając puste ręce za plecami. Nie trzeba było być geniuszem, by domyślić się, co teraz czekało Max. Nie przyjmował jednak żadnej znanej pozycji, a jedynie stanął w lekkim rozkroku, jakby miał prowadzić swobodną rozmowę, a nie walkę, czy jej lekcję nawet. Sygnał do ataku dał jedynie ledwie zauważalnym ruchem brody i czekał. Trzeba młodą nauczyć walk bez rozstrzygnięcia, skoro to ją tak drażni.
Avatar użytkownika
Rain
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Callisto, Leila, Avellana, Sonea, Mathias, Emma, Cat, Lexi, Maia, Ananke, Eva, Rakel, Lena, Kimiko, Kiki, Astarte, Segen,
Rasa: Drakon
Aura: Gdy oczekujesz pojedynku, czujesz jak wali ci serce a twój własny puls huczy ci w uszach zagłuszając wszystko inne. Tutaj stoisz na ubitej ziemi, takiej samej jak zawsze, tym razem jednak nie słyszysz zupełnie nic. Powietrze pachnie jakby wieloma różnymi zapachami, a wokół unosi się ni to mgła ni rosa. Przyglądając się uważniej, domyślisz się że to perlą się maleńkie drobinki krwi. Skąd wiesz, że to posoka, skoro kropelki mają kolor lśniącego żelaza i samotnej cyny? Po prostu to czujesz. Niepokój, o który przyprawia cię ta całkiem silna aura, oczekiwanie jak przed walką na śmierć i życie, które wywołuje, nie pozostawiają ci wątpliwości. Dziś już brak tu miejsca na ciepłe odczucia, pozostało tylko przeczucie zwiastujące nadchodzący pojedynek, podczas gdy topaz połyskuje na horyzoncie niczym zachodzące słońce nad polem bitwy. Tak jak przed walką, dotknij ziemi na której stoisz. Jest chropowata i pylista, wydeptana podczas niezliczonych potyczek. Nabierz jej w garść i sprawdzając grunt rozetrzyj w dłoniach. Poczujesz wtedy jak twarde i ostre piaskowe ziarna z giętkością przemykają między palcami, rozsypując się powoli pośród mgły. Smak powietrza jest ciężki adekwatny do całej emanacji, momentami aż lepiący i kryjący w sobie wiele aspektów. Dominuje w nim gorycz, ale nie brak również pikanterii łączącej się z łagodnością, wywołując mieszane emocje. Ledwie wyczuwalna słona nuta nic ci nie rozjaśni a jedynie wprowadzi większy zamęt. Jej pojawienie się jednocześnie powoli zacznie zacierać cały obraz. Odczujesz ulgę, że wreszcie możesz odejść zachowując swoje życie… tym razem.
Wygląd: Kiedyś z pewnością był przystojny. Wysoki, nawet bardzo, gdyż sięgając na sążeń z piędzią przewyższa większość ludzi. Kwadratowa szczęka i ostre rysy twarzy, ale w dość pociągający sposób. Jego twarz jednak przecina długa blizna, biegnąc od granicy włosów po prawej stronie czoła, przez skroń, zahaczając o łuk brwiowy i w dół po policzku, aż znika za granicą ... (Więcej)

Postprzez Max » N kwi 01, 2018 4:39 pm

        Jeśli myślał, że ją zastraszy to srogo się mylił. No dobrze, bała się. Byłaby ostatnim osłem nie doceniając najemnika. Tylko, że gdyby ten zapragnął ją skrzywdzić, gówno mogłaby zrobić, dlaczego więc miałaby lękać się na zapas? Wytrzymała spojrzenie i nieprzyjemnie ochrypły głos dający rozsądne rady. Sugestie były bardzo życiowe, gdyby tylko Max się z nimi zgadzała.
        - Ta, a druga połowa, bo się urodziłam - burknęła cicho, później już nie wchodząc drakonowi w słowo. Nikt się nie bał, to prawda. Chciała by to się zmieniło. I nie rzucała gróźb, ona starała się uprzedzać by dano jej spokój. To, że nieskutecznie, bo nikt w ostrzeżenia nie wierzył, było inną sprawą. I nieprawda, że jak nie warczała to nikt się jej nie czepiał. Zawsze się czepiali! W skórę zbierała za wszystko. Jak była młodsza była znacznie łagodniejsza i na pewno nie tak agresywnie nastawiona do całego świata, co wcale nie chroniło przed laniem albo znęcaniem się rówieśników. Tylko, że na rówieśników warczenie w końcu zaczęło działać, a we wszystkich innych wypadkach gdy nie działało przynajmniej nie czuła się bierną ofiarą. Walczyła zamiast ulegle poddać się temu co czekało. Wolała pluć krwią niż gubić łzy i to wszystko właśnie mówiły mało przekonujące dziecięce oczy, które potem opadły by bezlitośnie wiercić dziurę w ziemi.
        Filozof jej się normalnie trafił. Całe życie to walka. Normalnie psiakrew nie wiedziała, zupełnie się nie domyślała. Tylko na jaką mendę w ogóle czepiała się draba, by na ringu stawać? Przeżyć chciała, tylko to. Jednak Max nie uniosła wzroku, nawet lżejszy ton wojownika i wypowiedziane imię nie pomogły. To dłubana butem ziemia zebrała wszystkie gromy ciskane brązowymi oczami.
Spojrzała na Jamesa dopiero słysząc sensowniejsze według niej słowa. Ledwie jednak zdążyła podnieść głowę, a rąbnęła z rozpędem na glebę. Atak był tak szybki, że nawet nie dostrzegła kiedy Rain złapał kij. Siła z jaką upadła na plecy, pozbawiła Max tchu na dobre kilka uderzeń serca. Zamiast jednak leżeć, podziwiając niebo i czekając aż odzyska zdolność oddychania i ostrość widzenia, nakryła się nogami robiąc dość ślamazarny w obecnym stanie, przewrót w tył. Została w przyklęku krztusząc się cicho, jednocześnie próbując złapać trochę życiodajnego tlenu i uważnie obserwując najemnika.
        Z Thomasem była trochę inna sprawa. Chciała mu udowodnić, że była lepsza, właśnie gdy traktował ją poważnie. Utrzeć nosa i pokazać, że był takim oszustem jak wszyscy. Niby miły, niby się uśmiechał, ale wystarczył drobiazg by zechciał utopić w stawie albo obić kijem, chociaż deklarował swoje przyjazne nastawienie. Nie zamierzała się jednak tłumaczyć. Zamiast tego wstała szybko na równe nogi by złapać kij i zmrużonymi oczami zerknęła na stojącego naprzeciw mężczyznę.
        To chyba miało przypominać polowanie małego kundelka nawet nie na niedźwiedzia, co na lwa. Uskuteczniano takie łowy, a i owszem. Ale po pierwsze z grupkami psów myśliwskich, a nie jednym i do tego lichym. A później nie żałowano tych rozszarpanych. Powoli okrążyła Levine’a zastanawiając się z której strony ugryźć ten niełatwy problem. Do ataku rzuciła się o dziwo wcale nie od tyłu. Nie sądziła by coś jej to dało. Uderzyła otwarcie, od frontu, z całą szybkością na jaką było ją stać. Równie dobrze mogłaby walczyć z powietrzem. Mimo to jednak dziewczynka się nie poddawała i atakowała zajadle, nie tracąc na impecie nawet gdy jej oddech przyspieszył, stał się ciężki i urywany. Nagle wbiła kij w glebę, przypadając do ziemi. Złapała garść piachu i spróbowała rzucić go w oczy najemnika by potem śmignąć między jego nogami i zaatakować najsłabszy punkt, który mógłby być w jej zasięgu - tył kolana. Przynajmniej taki był plan.
Avatar użytkownika
Max
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Nemain, Sherani, Lucien, Elleanore, Dagon, Indigo, Pagani,
Rasa: Człowiek
Aura: Smutna dość i ponura mimo młodzieńczego blasku emanacja, choć pewnie chciałaby być silniejsza - nie jest. Wije się cynowymi pasami wokół dziewczyny tak bezradnie, jakby nie wiedziała co ze sobą zrobić, ale zbyt żywiołowo, by uznać że poddała się wszechogarniającej beznadziei losu. Jeżeli zbliżymy się nieostrożnie, bez ostrzeżenia zapłonie topazowym gniewem i nagle przypomni sobie o własnej sile - ostrością gilo… zębów szczeniaka przetnie skórę na naszej nodze. Twarda sztuka. Możemy odepchnąć napastnika albo spróbować go złapać i unieruchomić - to jednak zadanie okaże się niemal niewykonalne. Ile byśmy się nie trudzili wyślizgnie się nam z rąk, przyoblekając swoją mizerną formę w przedziwny odcień żelaza skłaniający się bardziej ku przydymionej szarości kamieni niż błyszczącemu orężu. Zadziwić może też różnorodność zapachów - dominuje tu charakterystyczna woń brudu tułaczki wymieszanej z ludzkim, choć nie odstręczającym wcale potem; ziołowe nuty także są jednak wyraźne i zagłuszają swoją obecnością wietrzejący zapach mydła, takiego jakiego używają służki. Dość niecodzienne zjawisko, które zatrzymuje i każe chwilę pomyśleć. Ale chwila w końcu mija. Teraz możemy jeszcze raz dotknąć aury, tym razem nie w celach wątpliwej samoobrony, lecz by naprawdę ją poczuć. Choć zawsze czujna, przywykła już do nas i może nawet nie dziabnie jeśli potraktujemy ją z należytym szacunkiem. Twarde i mięknące powierzchnie barachitu lepią się do palców jakby faktycznie dawno nie zaznały porządnego szorowania, ale da się wyczuć, że faktura ich jest raczej szorstkawa. Nie wszędzie jednak i nie całkowicie, a jeśli nawet to nie na tyle, by uznać je z naprawdę nieprzyjemne w dotyku. Są po prostu trochę umorusane i pokryte paroma strupami. Ale to się zagoi. Może. Kiedyś. Słony posmak starych ran kłóci się z kwasem świeżej krwi, ale trudno zatrzymać się przy owych aspektach na dłużej, bo szybko giną pod naporem przeżerającej zmysły pikanterii i ciężkiej goryczy, które bezlitośnie ucinają spotkanie czytelnika z wciąż rozwijającą się, młodziutką emanacją z uporem zbierającą siły na następny raz.
Wygląd: Maxine to dziewczyna niewysoka jak na swój wiek, gdyż mierzy dwa kroki wzwyż, oczywiście gdy się wyprostuje i wypręży. Od dziecka nie miała zadatków na zgrabną kobiecą sylwetkę, najpierw przypominając chłopców w swoim wieku, teraz nadal wyglądając jak szczupły chłopak, ale o kilka lat młodszy niż Max liczy sobie w rzeczywistości. Nigdy nie uznawała tego za wadę, ... (Więcej)

Postprzez Rain » So kwi 14, 2018 10:59 am

        Co za mała, pyskata gówniara. Głową mu do brzucha sięga a myśli, że wszystkie rozumy pozjadała. Takie straszne wiedzie życie, że wędrowca musiała się uczepić w poszukiwaniu ratunku. Rain nie miał w zwyczaju rzucać pochopnych ocen, ale tego co powiedział był pewien – szatynka sama sprowadzała na siebie większość kłopotów i to w tak głupi sposób, że człowiekowi odechciewało się ratować ją z opresji, bo zamiast tego lepiej było stanąć i patrzeć, jak zbiera zasłużone manto. Satysfakcja gwarantowana. Po tym, co już widział i słyszał, był w stanie wyobrazić sobie, że ledwo młoda gębę otworzy to kogoś pokusi, by jej kijem przez łeb dać. Jego już zaczynały świerzbić dłonie, chociaż nie dlatego, by jakiekolwiek słowa smarkatej wojowniczki od siedmiu boleści do niego trafiały, co po prostu przerzucał się powoli na tryb szkoleniowy, czy tego chciał czy nie. A tam, gdy odzywasz się niepytany, w tym tonie na dodatek, plujesz zębami w piach.
        Wpatrywał się we wbite w niego spojrzenie brązowych oczu, przedstawiające mu swym blaskiem całą niesprawiedliwość tego świata, ale twarz drakona nie mogła być bardziej obojętna. Sam zdążył już trochę życia poznać i jeśli się odzywał na jakiś temat to zazwyczaj wiedział, co mówi. Nie wyjaśniał jednak i nie tłumaczył, raz tylko jeszcze próbując przebić się przez wściekłą otoczkę dziewczyny, by dotrzeć do jakiegoś przytomnego elementu jej umysłu, ale chyba na daremne. Zawsze preferował siłowe wbijanie wiedzy do głowy i najwyraźniej miał rację. Nawet teraz lepiej poskutkowało wywrócenie kundla na glebę niż próby przemówienia do rozsądku. Beznamiętnym wzrokiem śledził zbieranie się dziewki na nogi, utrudnione łapanie oddechu i dopiero widząc mrużące się gniewnie oczy i ściskany w dłoniach kij, kącik ust Levine’a uniósł się minimalnie w kpiącym wyrazie.
        Ciemne, puste spojrzenie śledziło dziewczynę, gdy obchodziła wojownika. Nie odwracał się za nią, nawet przez ramię nie spojrzał, i gdy zniknęła mu z zasięgu wzroku zapatrzył się na moment przed siebie. Lekkie kroki na miękkim piasku były dla niego równie wyraźne, jakby dorosły mężczyzna stąpał po uschniętych w lesie liściach. Obeszła go dookoła, wracając do pierwotnej pozycji i nie atakując z tyłu. Nie pochwalił, nie wykpił, nawet nie mrugnął – obserwował.
        Przed pierwszym ciosem zwyczajnie się odsunął. Kij z rozmachem przeciął powietrze, w którym jeszcze chwilę temu znajdował się drakon, gdy ten po prostu dał krok w bok, odwijając się ze zwinnością, o którą nikt o zdrowych zmysłach nie posądziłby tej góry mięsa.
        - Za wolno – mruknął szorstko.
        Podobnie było z drugim, trzecim, czwartym, piątym, szóstym i każdym kolejnym ciosem. Za każdym razem komentowanym przez Levine’a tymi samymi słowami. Jakkolwiek irytujące by to nie było, James tylko odsuwał się z zasięgu dębowego kija, czasem niedbale odpychając dłonią drzewce, jakby odganiał natrętną muchę, zmieniając wówczas repertuar z „za wolno” na „za słabo”. Stawał w takiej pozycji, że przy szybkim ruchu wystarczyło delikatnie przesunąć pędzący w jego stronę kij, by zupełnie zmienić jego trajektorię i często nawet pozbawić Max równowagi. O dziwo jednak wciąż pozostawał w defensywie. Jakkolwiek nie skończyłby się jej atak, w jak niekorzystnej względem niego pozycji by się nie znalazła, nie wykorzystywał tego. Nie popychał jej, nie podcinał nóg, o prawdziwych ciosach nie było nawet mowy, a wszystko to musiało mieć chyba jakiś sens, o którym wiedział tylko on. Zamiast tego krążył swobodnie po niewielkim, widocznym tylko dla siebie okręgu, gdy dziewczyna łapała równowagę i gdy ona była gotowa do kolejnego ataku, on uprzejmie zatrzymywał się lub zwalniał, by mogła wcielić go w życie.
        Chociaż Jamesa ledwie dotykało powietrze wzburzone przez przeszywającą je broń, a potyczka nijak na miano walki nie zasługiwała, nie wyglądało to żałośnie. Max mimo tego, że z góry skazana była na porażkę walczyła dobrze, a drakon poruszał się na tyle płynnie, krążąc wokół „przeciwniczki”, że wyglądało to niemal jak zabawa. Lwa z surykatką, ale wciąż zabawa. Oczywiście, dopóki ktoś nie podszedł bliżej i nie dostrzegł złości i niezadowolenia malujących się na twarzy szatynki, które sugerowały, że jeśli już, to tylko jedna osoba dobrze się bawi i nie jest to ona.
        W przypadku Levine’a należało być nieco bardziej wyrozumiałym w kwestii mimiki, więc to co wykrzywiło jego usta, gdy dziewczyna przypadła do ziemi zanurzając w niej dłoń, można było optymistycznie wziąć za uśmiech. Piach wzbił się w powietrze z cichym szumem, zwalniając czas i pozwalając obserwować, jak pojedyncze drobiny kradną promienie słońca i wyróżniają się z chmury pyłu, rzucającej na ziemię ziarnisty cień. To był dobry ruch... To byłby dobry ruch, gdyby była wyższa. Obłok zatrzymał się jednak jeszcze przed twarzą wojownika, nim zawisł na mgnienie oka, a później zaczął spadać, rozwiany nieco w bok przez lekki podmuch powietrza. Czas ruszył znów własnym tempem, drakon niedbale odwrócił głowę dla ochrony przed resztkami kurzu, kątem oka obserwując pomykającego w jego stronę kundla. Do nóg dotarła i na nich się zatrzymała, gdy wojownik w ostatniej chwili obrócił się bokiem i popchnął butem chudy tyłek, posyłając dziewczynkę z jeszcze większym impetem w kierunku, w którym zmierzała. Z tym że już nieco mniej kontrolowanie i nie pomiędzy jego nogami, a obok nich, prosto w piach, jeśli nie złapała równowagi.

        - Za wolno – powtórzył po raz kolejny, podchodząc już do smarkuli i zabierając jej drzewce. Wywinął młynka kijem, którego koniec wrócił niespodziewanie do dziewczyny, zatrzymując się przy jej policzku.
        – Blokuj – rzucił sucho i broń znów zawirowała ze świstem.
        Nie uderzał mocno, bardziej wskazując kijem miejsca na jej ciele, które ma chronić i każąc ją uderzeniem za zbytnią opieszałość. Jeśli Max zablokowała go dłonią, drzewce tylko stukało lekko w skórę, by dać krótki sygnał o swojej obecności. Dopiero gdy nie zdążyła zareagować lub nie zauważyła zbliżającego się uderzenia, było ono silniejsze, mimo tak niewielkiej odległości pomiędzy miejscem, w którym kij zwalniał na ułamek chwili, by spotkać się z blokiem, a ciałem, gdy na nie niego nie trafiał. W ten sposób Levine potrafił obdarzyć dziewczynkę solidnymi siniakami, mimo że kij uderzał rękę, nogę, czy brzuch z odległości zaledwie dwóch palców, a człowieka oblatywał strach, jak odczuwalny byłby raz, gdyby mężczyzna nie hamował ciosów lub w ogóle postanowił przywalić komuś z pełnego rozmachu.
Avatar użytkownika
Rain
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Callisto, Leila, Avellana, Sonea, Mathias, Emma, Cat, Lexi, Maia, Ananke, Eva, Rakel, Lena, Kimiko, Kiki, Astarte, Segen,
Rasa: Drakon
Aura: Gdy oczekujesz pojedynku, czujesz jak wali ci serce a twój własny puls huczy ci w uszach zagłuszając wszystko inne. Tutaj stoisz na ubitej ziemi, takiej samej jak zawsze, tym razem jednak nie słyszysz zupełnie nic. Powietrze pachnie jakby wieloma różnymi zapachami, a wokół unosi się ni to mgła ni rosa. Przyglądając się uważniej, domyślisz się że to perlą się maleńkie drobinki krwi. Skąd wiesz, że to posoka, skoro kropelki mają kolor lśniącego żelaza i samotnej cyny? Po prostu to czujesz. Niepokój, o który przyprawia cię ta całkiem silna aura, oczekiwanie jak przed walką na śmierć i życie, które wywołuje, nie pozostawiają ci wątpliwości. Dziś już brak tu miejsca na ciepłe odczucia, pozostało tylko przeczucie zwiastujące nadchodzący pojedynek, podczas gdy topaz połyskuje na horyzoncie niczym zachodzące słońce nad polem bitwy. Tak jak przed walką, dotknij ziemi na której stoisz. Jest chropowata i pylista, wydeptana podczas niezliczonych potyczek. Nabierz jej w garść i sprawdzając grunt rozetrzyj w dłoniach. Poczujesz wtedy jak twarde i ostre piaskowe ziarna z giętkością przemykają między palcami, rozsypując się powoli pośród mgły. Smak powietrza jest ciężki adekwatny do całej emanacji, momentami aż lepiący i kryjący w sobie wiele aspektów. Dominuje w nim gorycz, ale nie brak również pikanterii łączącej się z łagodnością, wywołując mieszane emocje. Ledwie wyczuwalna słona nuta nic ci nie rozjaśni a jedynie wprowadzi większy zamęt. Jej pojawienie się jednocześnie powoli zacznie zacierać cały obraz. Odczujesz ulgę, że wreszcie możesz odejść zachowując swoje życie… tym razem.
Wygląd: Kiedyś z pewnością był przystojny. Wysoki, nawet bardzo, gdyż sięgając na sążeń z piędzią przewyższa większość ludzi. Kwadratowa szczęka i ostre rysy twarzy, ale w dość pociągający sposób. Jego twarz jednak przecina długa blizna, biegnąc od granicy włosów po prawej stronie czoła, przez skroń, zahaczając o łuk brwiowy i w dół po policzku, aż znika za granicą ... (Więcej)

Postprzez Max » Wt kwi 24, 2018 7:02 pm

        Chociaż pewnie żadne z nich by się nie zgodziło, dziewczynka i wojownik dobrali się jak w korcu maku. Nawet jeśli beznamiętna i zniesmaczona światem facjata najemnika prezentowała się groźniej i bardziej wiarygodnie, rozzłoszczona dziewczynka pasowała do niego znacznie lepiej niż zdecydowanie bardziej reprezentacyjny Thomas. Złość chłopaka była równie prawdziwa, ale w oczach Max odbijało się zgorzknienie i zawziętość zmęczonego życiem dorosłego człowieka, których brakowało stajennemu, tym samym komicznie dopasowując ją do Levine’a.
        Jak na dziecko w swoim wieku, Maxine była zwinna i sprytna, ale z mężczyzną nie miała szans, o wyszkolonym wojowniku nie mówiąc. Z każdym nieudanym atakiem złość dziewczynki rosła, razem z jej zmęczeniem. Nie wściekała się jednak na Jamesa, który pozostawał niemuśnięty. Chociaż z zaciętej twarzy ciężko było domyślić się winowajcy, Max zła była na własną bezsilność i niemoc. Ile razy by nie próbowała, nawet nie zbliżała się do Raina, a on nawet nie musiał się starać. Oczywiście, że nie oczekiwała by było inaczej. Przecież widziała mężczyznę w akcji. Tylko co z tego. Jaki cel był w całej tej skakaninie, skoro nie miała szans. Zbytek łaski, jeśli chciał pokazać jakim beznadziejnym przypadkiem była. To wiedziała i bez jego pomocy.
        Pomimo jednak wewnętrznego buntu i przeświadczenia o bezcelowości tej niby-walki, Max niezmiennie dawała z siebie wszystko. Przy każdym kolejnym “za wolno” próbowała być szybsza chociaż mięśnie krzyczały o przerwę. Starała się uderzać silniej. Nadaremnie.
Najskuteczniejszy atak z całego repertuaru młodej również zakończył się fiaskiem. Tym razem znacznie bardziej widowiskowym niż poprzednie. Zamiast natrafić na Jamesa, minęła go by zaraz polecieć w przód z rozpędem zdwojonym przez kopniak najemnika. W zwykłej sytuacji trudno byłoby wyhamować, ale nie było tutaj mowy o normalnych standardach. Różnica sił była druzgocąca, dziewczyna była już wykończona, a jej noga wciąż skręcona. Wyjść miała niewiele. Max mogła nadaremnie walczyć z prawami fizyki i ostatecznie polec albo wykorzystać je na swój sposób.
Obserwując styl dziewoi konkluzje nasuwały się same. Młoda nawykła do częstego witania się z piachem, co szło jej na swój sposób zgrabnie i bywało używane na swoją korzyść. Tak więc zamiast usilnie hamować, drobić krok, czy w jakikolwiek inny sposób łapać balans narażając się na dodatkowe rozognienie kontuzjowanej nogi, szatynka pochyliła się w przód i zwinnie podpierając się rękoma i poturlała się przed siebie, wzniecając niewielki tuman kurzu. Dopiero gdy w ten sposób wytraciła nieco prędkość, kończąc przewrót podniosła się na nogi.
        Facet znalazł się przy niej szybciej niż jakakolwiek ludzka istota powinna. Zabrał kij i tyle, było posprzątane. Cały trud na darmo i bez efektu, zaraz się jednak okazało, że to nie koniec.
Zmrużyła oczy szykując się na uderzenie. Tyle zdążyła zrobić. Przez chwilę orzechowe oczy wyrażały skrajny szok, gdy zamiast ciosu poczuła jedynie smagnięcie powietrza wzburzonego przez atak.
Było to w pewnym sensie punktem zwrotnym w zachowaniu dziewczynki, a kolejne dwa uderzenia utrwaliły zmianę na twarzy Max, która była niczym odbicie dziewczęcych myśli. Moment gdy boleśnie oberwała po żebrach i gdy poczuła jedynie plaśnięcie w dłoń, odbiły się echem w mimice drobnej szatynki. I nawet nie chodziło o proste skojarzenie “broń się skutecznie, to nie będzie bolało”, w nieufnych oczach tak niepasujących do dziecka zaszła niewielka zmiana. Nie była to jeszcze ufność - by ją zyskać trzeba było czasu. Nie był to też szacunek, jeszcze nie, i na niego należało sobie zapracować. Ale coś na kształt czystej kartki, niewielkiego marginesu pozbawionego uprzedzeń, darowanego mężczyźnie. Złość i agresja ustąpiły miejsca pełnemu skupieniu. Mokra grzywka przylgnęła do spoconego czoła, podczas gdy czujne ślepka próbowały spod niej wypatrzyć kolejny rucha najemnika i go zatrzymać.
Kuszulina przykleiła się do pleców, a zmęczone mięśnie drżały z wysiłku. Dziewczynka powoli zaczynała też oszczędzać nogę, która ponownie dawała o sobie znać i jednocześnie cały czas próbowała nadążyć za drakonem, na każde nie obronione uderzenie jedynie krzywiąc się w milczeniu.
Avatar użytkownika
Max
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Nemain, Sherani, Lucien, Elleanore, Dagon, Indigo, Pagani,
Rasa: Człowiek
Aura: Smutna dość i ponura mimo młodzieńczego blasku emanacja, choć pewnie chciałaby być silniejsza - nie jest. Wije się cynowymi pasami wokół dziewczyny tak bezradnie, jakby nie wiedziała co ze sobą zrobić, ale zbyt żywiołowo, by uznać że poddała się wszechogarniającej beznadziei losu. Jeżeli zbliżymy się nieostrożnie, bez ostrzeżenia zapłonie topazowym gniewem i nagle przypomni sobie o własnej sile - ostrością gilo… zębów szczeniaka przetnie skórę na naszej nodze. Twarda sztuka. Możemy odepchnąć napastnika albo spróbować go złapać i unieruchomić - to jednak zadanie okaże się niemal niewykonalne. Ile byśmy się nie trudzili wyślizgnie się nam z rąk, przyoblekając swoją mizerną formę w przedziwny odcień żelaza skłaniający się bardziej ku przydymionej szarości kamieni niż błyszczącemu orężu. Zadziwić może też różnorodność zapachów - dominuje tu charakterystyczna woń brudu tułaczki wymieszanej z ludzkim, choć nie odstręczającym wcale potem; ziołowe nuty także są jednak wyraźne i zagłuszają swoją obecnością wietrzejący zapach mydła, takiego jakiego używają służki. Dość niecodzienne zjawisko, które zatrzymuje i każe chwilę pomyśleć. Ale chwila w końcu mija. Teraz możemy jeszcze raz dotknąć aury, tym razem nie w celach wątpliwej samoobrony, lecz by naprawdę ją poczuć. Choć zawsze czujna, przywykła już do nas i może nawet nie dziabnie jeśli potraktujemy ją z należytym szacunkiem. Twarde i mięknące powierzchnie barachitu lepią się do palców jakby faktycznie dawno nie zaznały porządnego szorowania, ale da się wyczuć, że faktura ich jest raczej szorstkawa. Nie wszędzie jednak i nie całkowicie, a jeśli nawet to nie na tyle, by uznać je z naprawdę nieprzyjemne w dotyku. Są po prostu trochę umorusane i pokryte paroma strupami. Ale to się zagoi. Może. Kiedyś. Słony posmak starych ran kłóci się z kwasem świeżej krwi, ale trudno zatrzymać się przy owych aspektach na dłużej, bo szybko giną pod naporem przeżerającej zmysły pikanterii i ciężkiej goryczy, które bezlitośnie ucinają spotkanie czytelnika z wciąż rozwijającą się, młodziutką emanacją z uporem zbierającą siły na następny raz.
Wygląd: Maxine to dziewczyna niewysoka jak na swój wiek, gdyż mierzy dwa kroki wzwyż, oczywiście gdy się wyprostuje i wypręży. Od dziecka nie miała zadatków na zgrabną kobiecą sylwetkę, najpierw przypominając chłopców w swoim wieku, teraz nadal wyglądając jak szczupły chłopak, ale o kilka lat młodszy niż Max liczy sobie w rzeczywistości. Nigdy nie uznawała tego za wadę, ... (Więcej)

Postprzez Rain » N maja 06, 2018 10:02 pm

        Potyczka przebiegała sprawnie, chociaż wyraźnie chyliła się ku końcowi, który nastąpił, gdy Max wykorzystała chyba swój ostatni manewr, a później nieszczęśliwie potoczyła się po ziemi po nieudanej próbie zajścia drakona. Ten zaś wtedy zmienił zasady gry, płynnie przechodząc od jednego sprawdzianu do drugiego, bez widocznej zmiany w postawie czy mimice. Z zadowoleniem przyjął fakt, że smarkula wreszcie zamknęła dziób na kłódkę i zajęła się nauką zamiast klepaniem głupot, ale nawet to nie odbiło się na twarzy Jamesa. Nie wyglądał ponuro, na złego czy niezadowolonego. Był zwyczajnie obojętny, nie przejmując się widocznie ani tymi złymi, ani dobrymi ruchami dziewczyny.
        Minimalny przejaw aprobaty przemknął przez jego twarz, gdy z kolei na obliczu Max wymalowało się zrozumienie i skupienie. Jakby pierwszy raz doszli do względnego porozumienia, a dziewczyna wreszcie pojęła zadanie, zamiast rzucać się na niego w ślepej furii. Nie przełożyło się to na lżejsze razy, jakie jej wymierzał, gdy nie zdążyła zablokować ciosu lub źle oceniła miejsce, w którym nastąpi. Drakon zwyczajnie zakodował, że smarkula jednak nie jest do niczego.
        Czy przekonywał się do nauczania, trudno powiedzieć. Sam właściwie nie wiedział, jakie ma plany wobec dziewki i nie byłoby nadmierną przesadą stwierdzenie, że chwilowo bardziej zabija czas niż umyślnie robi cokolwiek dla szatynki. Był oczywiście ciekawy tego, jak sobie poradzi, stąd w ogóle pomysły uprzykrzania jej życia, jednak nigdzie nie było powiedziane, że jeśli się sprawdzi teraz, podczas tego pseudo treningu, w nagrodę uzyska od niego coś więcej – czy to upragnione lekcje walki, czy nawet zwykłe tolerowanie jej chudej, pyskatej osoby. Bezsprzecznie było ją łatwiej znosić, gdy była cicho i zajmowała się walką, to skupienie mu się podobało, ale nawet to nie gwarantowało jego dalszej uwagi i wysiłku. Chwilowo więc ją sprawdzał, by w razie czego wiedzieć, co konkretnie zostawia za sobą na szlaku.
        Zasady podłapała szybko i to wtedy wykwitło blade zrozumienie na przemęczonej twarzy, a złość w oczach ustąpiła zwyczajnemu skupieniu i uwadze. Nie skomentował ani zmiany nastawienia, ani poprawnych bloków, ani niechlujnych prób; ciosy były karą samą w sobie i nie widział powodu, by strzępić język. Nawet nie mrugnął, gdy młodziutka buzia wykrzywiała się w tłumionym wyrazie bólu, zmieniając szybkość, miejsca i natężenie ciosów wyłącznie po to, by utrudnić dzieciakowi zadanie, aniżeli dać jej moment oddechu. Dopiero, gdy ręce dziewczynki zaczęły latać jak drewniane kłody, gdy zmęczenie kładło się na nich ciężarem, a włosy lepiły się do mokrego czoła, zatrzymał kij, ostatni raz powracając nim do dziewczyny – tym razem po to, by jej go oddać.
        - Wystarczy. Umyj się i zjedz coś. Etna na pewno już czeka – mruknął, po czym odwrócił się i sam ruszył w stronę zajazdu.

        Etna w istocie czekała, krzątając się za ladą i obsługując przyjezdnych, co tylko ułatwiało jej skuteczne ignorowanie wojownika. To Max wypatrywała czujnie, by zaraz ruszyć w jej stronę z gotowym, ciepłym posiłkiem, a gdy jej spojrzenie padało na drakona tylko zaciskała usta w niezadowoleniu. Rain chyba jednak niespecjalnie przejął się ostentacyjną dezaprobatą jego sposobu nauczania, bo nawet nie próbował złowić uwagi kobiety, tylko od razu skierował się do kuchni przez wejście ukryte przed gośćmi za drewnianym przepierzeniem.
        - Och, witaj James, co sprowadza cię w moje skromne progi?
        - Najlepsza pieczeń na Łusce. Witaj Lennox.
        Kucharz odwrócił się płynnie na stopie, obdarzając wojownika figlarnym uśmiechem w odpowiedzi na komplement. Jasne pasma jak zawsze plątały się beztrosko po ramionach kucharza, a jednak nikt nigdy nie znalazł nawet jednego włosa w swoim daniu. To dopiero była magia. Podobnie jak to, że bose stopy mężczyzny, odsłonięte przez podwinięte do kostek spodnie, zawsze były idealnie czyste, jakby mężczyzna dopiero co wyszedł z balii, a nie chodził cały dzień boso po kuchni. Może i było w niej nieskazitelnie czysto, jednak przewijało się też wiele osób w butach, nic nie robiąc sobie z fukania białowłosego króla tego pomieszczenia. Zaraz też przed drakonem, który bezceremonialnie zajął miejsce przy roboczym stole, wylądował parujący półmisek jedzenia.
        - Obserwowaliśmy, jak znęcasz się nad tą dziewuszką – zamruczał Lennox, w nawyku przerzucając sobie ręcznik przez ramię i wspierając się na łokciach o stół usiłował złowić wzrok Jamesa. Ten tylko zerknął na kucharza spode łba.
        - Wiem, było was widać.
        - No i jak?
        - Co jak?
        - No jak jej idzie?
        - Jej zdaniem do dupy.
        - Też ma język – białowłosy westchnął, zawijając pasmo włosów na palce. – A twoim?
        - A od kiedy interesuje cię moje zdanie?
        - Och! Nie wierzę! James Levine się droczy, kto by pomyślał – Lennox zaśmiał się wesoło i odepchnął od stołu, wracając do krzątania się przy garnkach, z których niezmiennie dobiegały kuszące zapachy. – Póki nie dotyczy ono szat, jestem nawet ciekaw – rzucił żartobliwie przez ramię, taksując wojownika oceniającym spojrzeniem. Ten jednak już nie odpowiedział, umyślnie lub nie, przenosząc pełnię uwagi na swój obiad. Kucharz najpierw wywrócił oczami na to pozostawienie pytania bez odpowiedzi, ale później uśmiechnął się z zadowoleniem, podstawiając mężczyźnie jeszcze dzban piwa, nim wrócił do gotowania.
Avatar użytkownika
Rain
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Callisto, Leila, Avellana, Sonea, Mathias, Emma, Cat, Lexi, Maia, Ananke, Eva, Rakel, Lena, Kimiko, Kiki, Astarte, Segen,
Rasa: Drakon
Aura: Gdy oczekujesz pojedynku, czujesz jak wali ci serce a twój własny puls huczy ci w uszach zagłuszając wszystko inne. Tutaj stoisz na ubitej ziemi, takiej samej jak zawsze, tym razem jednak nie słyszysz zupełnie nic. Powietrze pachnie jakby wieloma różnymi zapachami, a wokół unosi się ni to mgła ni rosa. Przyglądając się uważniej, domyślisz się że to perlą się maleńkie drobinki krwi. Skąd wiesz, że to posoka, skoro kropelki mają kolor lśniącego żelaza i samotnej cyny? Po prostu to czujesz. Niepokój, o który przyprawia cię ta całkiem silna aura, oczekiwanie jak przed walką na śmierć i życie, które wywołuje, nie pozostawiają ci wątpliwości. Dziś już brak tu miejsca na ciepłe odczucia, pozostało tylko przeczucie zwiastujące nadchodzący pojedynek, podczas gdy topaz połyskuje na horyzoncie niczym zachodzące słońce nad polem bitwy. Tak jak przed walką, dotknij ziemi na której stoisz. Jest chropowata i pylista, wydeptana podczas niezliczonych potyczek. Nabierz jej w garść i sprawdzając grunt rozetrzyj w dłoniach. Poczujesz wtedy jak twarde i ostre piaskowe ziarna z giętkością przemykają między palcami, rozsypując się powoli pośród mgły. Smak powietrza jest ciężki adekwatny do całej emanacji, momentami aż lepiący i kryjący w sobie wiele aspektów. Dominuje w nim gorycz, ale nie brak również pikanterii łączącej się z łagodnością, wywołując mieszane emocje. Ledwie wyczuwalna słona nuta nic ci nie rozjaśni a jedynie wprowadzi większy zamęt. Jej pojawienie się jednocześnie powoli zacznie zacierać cały obraz. Odczujesz ulgę, że wreszcie możesz odejść zachowując swoje życie… tym razem.
Wygląd: Kiedyś z pewnością był przystojny. Wysoki, nawet bardzo, gdyż sięgając na sążeń z piędzią przewyższa większość ludzi. Kwadratowa szczęka i ostre rysy twarzy, ale w dość pociągający sposób. Jego twarz jednak przecina długa blizna, biegnąc od granicy włosów po prawej stronie czoła, przez skroń, zahaczając o łuk brwiowy i w dół po policzku, aż znika za granicą ... (Więcej)

Postprzez Max » Wt maja 15, 2018 9:43 pm

        Trening już po kilku blokach lub próbach ich zastosowania zmienił się w pragnienie dotrwania do końca. Dziewczynka przy drakonie była nie tylko słabsza i wolniejsza, ale nie miała też szans w wytrwałości. Zmęczona była już na starcie, teraz była wyczerpana, więc kij odebrała z głębokim westchnięciem, potrzebując kilku kroków by złapać równowagę po przerwanym w połowie ruchu, gdy zorientowała się, że Rain zaprzestał ataków.
        Wzieła swoją broń, przez pierwszych kilka kroków podążając za Jamesem jedynie spojrzeniem. Gdy odległość wydawała się komfortowa, ruszyła kulawym marszem w stronę karczmy, w myślach powtarzając ostrzeżenie najemnika.
Etna czekała… Kobieta faktycznie była niemożliwie, namolnie troskliwa. Aż na dreszcze człowieka zbierało. Max najchętniej wemknęłaby się tak by uniknąć spotkania z przerażającą właścicielką zajazdu. Gdyby nie była głodna, bez zastanowienia zrezygnowałaby z posiłku. Niestety w brzuchu burczało jej już niemiłosiernie. Jak tylko skończył się wysiłek i minęło skupienie, pusty żołądek od razu dał o sobie znać, więc należało wymyślić inny plan.
        Przeszła przez podwórko, rozglądając się ostrożnie. Nie napotykając zagrożenia znalazła się przy studni. Po drodze minęło ją jedynie niezadowolone spojrzenie Thomasa, który łypał na nią znad swoich obowiązków. Tym akurat się nie przejęła.
Wyciągnęła wiadro wody i sprawnie zaczęła doprowadzać się do porządku. Podwinęła rękawy i umyła ręce oraz twarz. Rozpuściła rozczochrane włosy i pochylając głowę w dół, spłukała je razem razem z karkiem. Zimna kąpiel nieco orzeźwiła dziewczynkę, która zaraz ponownie splotła mokre jeszcze włosy w warkocz. Na koniec odwinęła obolałą kostkę. W resztce wody zamoczyła bawełniany bandaż, którym usztywniała staw i dopiero ponownie zawinęła nogę w prowizorycznie chłodzący opatrunek. Była gotowa. Teraz by zdobyć obiad, musiała stawić czoła Etnie.
        Liczyła chyłkiem, unikając jej uwagi, dostać się do wnętrza. Tylko jeszcze nie wymyśliła, jak dostać jedzenie bez udziału kobiety. Plan miał więc niewielkie luki, ale nie chciała się nimi przedwcześnie martwić. Ostrożnie zajrzała do karczmy. O tej godzinie było sporo ludzi i chociaż Etna rozglądała się niczym stróżujący ogar, wypatrując dziewczynki, miała pełne ręce roboty, więc i uwagę często miała zaprzątniętą klientami. To właśnie w tych momentach Maxine upatrywała swoją nadzieję. Cichutko wśliznęła się do wnętrza.
        Nie przyłapała jej Etna, ale natknęła się na kogo innego. Kobieta, której twarz była jedną z widzianych w oknie, podczas pojedynku ze stajennym, zatrzymała dziewczynkę w połowie skradania się przez karczmę.
Przez moment Max zdrętwiała, ale o dziwo kobieta zamiast zawołać właścicielkę, odezwała się łagodnie i zdecydowanie normalniej od stanowczo zbyt zaangażowanej Etny.
        - Musisz umierać z głodu - zagadnęła, na co Maxine ostrożnie skinęła głową. Bez dalszych pytań, zaprowadziła dziewczynkę do kuchni, a szatynka podążyła za kobietą, w duchu ciesząc się z  udanej dywersji. W kuchni spięła się jeszcze odrobinę, widząc kolejną obcą twarz, ale po początkowym wahaniu, zajęła swoje miejsce w kącie pomieszczenia.
Avatar użytkownika
Max
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Nemain, Sherani, Lucien, Elleanore, Dagon, Indigo, Pagani,
Rasa: Człowiek
Aura: Smutna dość i ponura mimo młodzieńczego blasku emanacja, choć pewnie chciałaby być silniejsza - nie jest. Wije się cynowymi pasami wokół dziewczyny tak bezradnie, jakby nie wiedziała co ze sobą zrobić, ale zbyt żywiołowo, by uznać że poddała się wszechogarniającej beznadziei losu. Jeżeli zbliżymy się nieostrożnie, bez ostrzeżenia zapłonie topazowym gniewem i nagle przypomni sobie o własnej sile - ostrością gilo… zębów szczeniaka przetnie skórę na naszej nodze. Twarda sztuka. Możemy odepchnąć napastnika albo spróbować go złapać i unieruchomić - to jednak zadanie okaże się niemal niewykonalne. Ile byśmy się nie trudzili wyślizgnie się nam z rąk, przyoblekając swoją mizerną formę w przedziwny odcień żelaza skłaniający się bardziej ku przydymionej szarości kamieni niż błyszczącemu orężu. Zadziwić może też różnorodność zapachów - dominuje tu charakterystyczna woń brudu tułaczki wymieszanej z ludzkim, choć nie odstręczającym wcale potem; ziołowe nuty także są jednak wyraźne i zagłuszają swoją obecnością wietrzejący zapach mydła, takiego jakiego używają służki. Dość niecodzienne zjawisko, które zatrzymuje i każe chwilę pomyśleć. Ale chwila w końcu mija. Teraz możemy jeszcze raz dotknąć aury, tym razem nie w celach wątpliwej samoobrony, lecz by naprawdę ją poczuć. Choć zawsze czujna, przywykła już do nas i może nawet nie dziabnie jeśli potraktujemy ją z należytym szacunkiem. Twarde i mięknące powierzchnie barachitu lepią się do palców jakby faktycznie dawno nie zaznały porządnego szorowania, ale da się wyczuć, że faktura ich jest raczej szorstkawa. Nie wszędzie jednak i nie całkowicie, a jeśli nawet to nie na tyle, by uznać je z naprawdę nieprzyjemne w dotyku. Są po prostu trochę umorusane i pokryte paroma strupami. Ale to się zagoi. Może. Kiedyś. Słony posmak starych ran kłóci się z kwasem świeżej krwi, ale trudno zatrzymać się przy owych aspektach na dłużej, bo szybko giną pod naporem przeżerającej zmysły pikanterii i ciężkiej goryczy, które bezlitośnie ucinają spotkanie czytelnika z wciąż rozwijającą się, młodziutką emanacją z uporem zbierającą siły na następny raz.
Wygląd: Maxine to dziewczyna niewysoka jak na swój wiek, gdyż mierzy dwa kroki wzwyż, oczywiście gdy się wyprostuje i wypręży. Od dziecka nie miała zadatków na zgrabną kobiecą sylwetkę, najpierw przypominając chłopców w swoim wieku, teraz nadal wyglądając jak szczupły chłopak, ale o kilka lat młodszy niż Max liczy sobie w rzeczywistości. Nigdy nie uznawała tego za wadę, ... (Więcej)

Postprzez Rain » So maja 26, 2018 8:59 am

        Aithne trafiła na dziewczynkę zupełnym przypadkiem, nawet nie spodziewając się jej spotkać już w karczmie; nie wiedziała, że skończyli już ten cały "trening". Ona skończyła właśnie roznosić kolejną partię dań z kuchni, gdy mało nie stratowała drobnej szatynki, zatrzymując się przy niej w ostatniej chwili. Wymęczona buzia wołała o opiekę, ale przestraszone oczy wciąż szukały Etny, gdy tylko rozbrzmiewał gdzieś jej głos. Kelly wiedziała, że szefowa się zwyczajnie o małą troszczy i martwi, ale chyba odnosiła efekt odwrotny do zamierzonego, bo dziewczynka zwyczajnie jej unikała, przemykając przez karczmę na palcach. Doprowadziła się już widocznie do porządku po potyczce z Levinem, jednak wciąż wyglądała nienajlepiej. Już gdy przyszli była mizerna, teraz zwyczajnie ją dobito.
        Kobieta uśmiechnęła się pogodnie do Max i poprowadziła ją w stronę kuchni, nie ukradkiem, ale też nie wołając Etny. Ta pewnie i tak chciała tylko dopilnować, żeby dziewczyna coś zjadła, więc cel zostanie osiągnięty, goście nie pozostaną bez alkoholu, a szatynka nie ucieknie do żadnej mysiej nory, próbując schować się przed barmanką.
        - James, znalazłam twoją zgubę – zawołała już spokojniej, gdy weszli do kuchni. Dobiegał tu gwar z dużej sali, ale oni mogli swobodnie rozmawiać i nikt na zewnątrz ich nie usłyszy. – Chyba chowała się przed Etną.
        Wojownik tylko zerknął przez ramię na szczeniaka i uśmiechnął się pod nosem. Jeśli młoda myślała, że najgroźniejsi są bandyci z bronią to faktycznie chyba jeszcze nie natknęła się na kogoś nadmiernie pomocnego, kto nie rozumie, że nie każdy tej pomocy chce albo nawet potrzebuje. Etna akurat miała jeszcze swoje własne powody, dla których świrowała na widok Max, ale póki co nie ruszał tematu, dopóki znajoma nie zacznie przeginać.
        Kelly zostawiła szatynkę samą sobie niemal zaraz po przekroczeniu kuchni, kierując się od razu do Lennoxa po kolejne dania. Ułożyła je sobie piramidkami na obu przedramionach, w sposób przeczący wszelkim prawom fizyki, po czym równie profesjonalnie i z łatwością wróciła znów na salę.
        - Siadaj do stołu, jak człowiek – mruknął Rain znad swojego talerza, nawet nie oglądając się na dziewczynkę. – Od krycia się po kątach mięśni nie przybywa.
        - Czyli w wolnym tłumaczeniu, zjedz coś skarbeńku – zanucił Lennox, odwijając się tanecznie i powiewając jasnymi włosami podpłynął do Max, kłaniając się na swój oryginalny sposób, czyli wysuwając stopę w przód, jedną rękę podając dziewczynie do powitania, drugą odrzucając na plecy białe pasma, które przy pochylonej głowie zaraz znów popłynęły po ramionach i opadły na pierś mężczyzny.
        – Lennox Angelo, pan i władca tych wykafelkowanych ziem. Max, uparta przybłęda, której się wydaje, że chce mi towarzyszyć w drodze i uczyć walczyć – drakon przedstawił sobie dziewczynę i kucharza. – Lennox jest niegroźny, dopóki nie próbujesz wpieprzać się w jego gotowanie… - urwał nagle, łapiąc w powietrzu zmięty ręcznik kuchenny, którym w niego rzucono. - …albo przeklinać w kuchni – dokończył ze spokojem i odrzuciwszy materiał na blat, wrócił do jedzenia.
        - Ten twój język! – żachnął się wspomniany król, oprócz szmatki rzucając w Levina zranionym spojrzeniem, które złagodniało momentalnie, gdy spojrzał znów na Max. – Bardzo miło mi ciebie poznać drobino, siadaj, siadaj i zajadaj! – Władczym gestem popchnął szatynkę w stronę stołu, po czym obrał kurs na garnki i piekarniki. – I opowiadaj! Gdzie cię tak w świat poniosło, że się do tego zabijaki przyczepiłaś? Cóż ci się przytrafiło, że inne opcje nie wchodziły w grę? Kim jesteś? Skąd przybywasz? Czego szukasz? – Lennox niemal wzdychał pytaniami, spoglądając rozmarzonym wzrokiem to na dziewczynkę, to w sufit, jednocześnie wciąż wywijając wielkim nożem. – A co najważniejsze! Jak wysmażone mięso lubisz?

        Po chwili, przed Maxine wylądował półmisek jedzenia rozmiarami niemal dorównujący temu, który stał przed wojownikiem. Ten zaś niespiesznie kontynuował swoje jedzenie, popijając od czasu do czasu piwem, które stało przed nim w wielkim kuflu i dodatkowo nieopodal w dzbanku. Lennox zaś jakby znów zapomniał o gościach i nucąc pod nosem przemierzał kuchnię płynnym i bezszelestnym krokiem, zaglądając pod pokrywki, do piekarników, szturchając patelnie i co jakiś czas zawracając w miejscu, gdy coś mu się przypomniało. Wówczas pstrykał sam na siebie palcami, potrząsał białymi włosami i ze zmarszczonymi w niezadowoleniu i skupieniu brwiami wracał po zioła, przyprawy czy inny nóż. Tymi bowiem wywijał z zastraszającą swobodą i beztroską, jak gdyby podrzucanie wysoko tasakiem w oczekiwaniu na zagotowanie się wody było rzeczą najnormalniejszą pod słońcem.
Avatar użytkownika
Rain
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Callisto, Leila, Avellana, Sonea, Mathias, Emma, Cat, Lexi, Maia, Ananke, Eva, Rakel, Lena, Kimiko, Kiki, Astarte, Segen,
Rasa: Drakon
Aura: Gdy oczekujesz pojedynku, czujesz jak wali ci serce a twój własny puls huczy ci w uszach zagłuszając wszystko inne. Tutaj stoisz na ubitej ziemi, takiej samej jak zawsze, tym razem jednak nie słyszysz zupełnie nic. Powietrze pachnie jakby wieloma różnymi zapachami, a wokół unosi się ni to mgła ni rosa. Przyglądając się uważniej, domyślisz się że to perlą się maleńkie drobinki krwi. Skąd wiesz, że to posoka, skoro kropelki mają kolor lśniącego żelaza i samotnej cyny? Po prostu to czujesz. Niepokój, o który przyprawia cię ta całkiem silna aura, oczekiwanie jak przed walką na śmierć i życie, które wywołuje, nie pozostawiają ci wątpliwości. Dziś już brak tu miejsca na ciepłe odczucia, pozostało tylko przeczucie zwiastujące nadchodzący pojedynek, podczas gdy topaz połyskuje na horyzoncie niczym zachodzące słońce nad polem bitwy. Tak jak przed walką, dotknij ziemi na której stoisz. Jest chropowata i pylista, wydeptana podczas niezliczonych potyczek. Nabierz jej w garść i sprawdzając grunt rozetrzyj w dłoniach. Poczujesz wtedy jak twarde i ostre piaskowe ziarna z giętkością przemykają między palcami, rozsypując się powoli pośród mgły. Smak powietrza jest ciężki adekwatny do całej emanacji, momentami aż lepiący i kryjący w sobie wiele aspektów. Dominuje w nim gorycz, ale nie brak również pikanterii łączącej się z łagodnością, wywołując mieszane emocje. Ledwie wyczuwalna słona nuta nic ci nie rozjaśni a jedynie wprowadzi większy zamęt. Jej pojawienie się jednocześnie powoli zacznie zacierać cały obraz. Odczujesz ulgę, że wreszcie możesz odejść zachowując swoje życie… tym razem.
Wygląd: Kiedyś z pewnością był przystojny. Wysoki, nawet bardzo, gdyż sięgając na sążeń z piędzią przewyższa większość ludzi. Kwadratowa szczęka i ostre rysy twarzy, ale w dość pociągający sposób. Jego twarz jednak przecina długa blizna, biegnąc od granicy włosów po prawej stronie czoła, przez skroń, zahaczając o łuk brwiowy i w dół po policzku, aż znika za granicą ... (Więcej)

Postprzez Max » So cze 09, 2018 9:57 pm

        Przez moment życie przebiegło Max przed oczami. No dobrze, była to przesada, ale dziewczyna dostała gęsiej skórki, gdy tylko wpadła na kelnerkę. Całe szczęście lepsze to było niż spotkanie Etny. Nie to, że kobieta była niemiła, była wręcz bardzo miła. To właśnie było przerażające. Kto był tak sympatyczny dla obcych? Jeszcze jak miał w tym interes… ale gdy go nie było? To było naprawdę niepokojące. A Maxine marzyła by przez chwilę usiąść w ciszy i świętym spokoju.
Całe szczęście Aithne wydawała się względnie normalna, zwyczajnie zaprowadziła ją do kuchni na posiłek, bez trzęsienia się nad nią bez powodów.
Nie, zdecydowanie opinię wystawiła na wyrost, najwyraźniej normalnych w tej karczmie było mniej niż więcej.
        - Nie chowałam się - burknęła pod nosem, nawet nie spoglądając w kierunku siedzącego najemnika. Stanęła sobie wygodnie w kąciku, w sam raz by nie plątać się pod nogami i nie przeszkadzać aż uda jej się otrzymać posiłek, wzdrygnęła się więc słysząc ochrypły głos wojownika.
No chwili spokoju człowiekowi nie dali. Przecież nikomu tam nie wadziła, ale nie, nawet stanąć sobie nie było wolno. Westchnęła cicho pod nosem, przyglądając się stołowi. Po chwili znalazła bezpieczne miejsce, gdzie by indziej jak nie w rogu, idealne…
Miejscówka we względnej odległości od przybywających czyli od Etny, która mogła nadejść i od jeszcze nie znanego kucharza. Ten był niepojęcie piękny, zupełnie jakby przeczył podziałowi na mężczyzn i kobiety oraz ogólnym wyobrażeniom o tym jak powinien wyglądać karczemny garkotłuk, tym samym Max zakładała, że również normalny nie był. Tak więc dystans był jak najbardziej wskazany. Do tego przy plecach miałaby ścianę, dzięki czemu mogła obserwować całe pomieszczenie, ale to co najważniejsze… zaraz w pobliżu było okno, przez które w każdej chwili mogła zwyczajnie zdezerterować.
Kiwnęła głową na przywitanie, ale przy tym mruknęła niby do nikogo, choć adresatem był najwyraźniej Rain:
- Nic mi się nie wydaje, wiem czego chcę - odezwała się cicho nie komentując ani określenia jej przybłędą ani upartą. Potem łypnęła krótko na Lennoxa w samą porę by dojrzeć szybującą ze złowieszczym świstem ścierkę.
Miała rację, tu nie było normalnych. Jeszcze względnie stary stajenny wydawał się nie mieć świra, ale reszta... Ponaglona, nie zastanawiając się dłużej udała się na wybrane wcześniej miejsce. Ledwie usiadła naiwnie licząc na chwilę ciszy i oddechu, gdy zarzucono ją lawiną pytań. Aż spojrzała wprost na ulotnego cudaka majtającego tasakiem wyzywającego ją od drobin. Wzrok Maxine był bystry i pełen ostrożności, gdy wzruszyła ramionami na wszystkie formy zwerbalizowanej ciekawości Lennoxa, z wyjątkiem tych dotyczących jedzenia. Tylko czego on się tak ekscytował…
        - Zjadam co się da, nie jestem wybredna - odpowiedziała najgrzeczniej jak potrafiła, starając się nie straszyć marsową miną.
Posiłek przyjęła z cichym “dziękuję” i w ciszy zajęła się swoim talerzem. Nareszcie upragniony spokój. Była głodna jak wilk, ale to nie obiad najbardziej cieszył dziewczynkę, co chwilowe, względne poczucie bezpieczeństwa. Nie można było być ciągle zestresowanym. Umysł potrzebował wytchnienia by się wyciszyć i zregenerować siły. Teraz była idealna chwila. Chociaż była głodna, nie rzuciła się na posiłek. Dziewczynka jadła spokojnie dmuchając na kolejne porcje nabrane na widelec, co jakiś czas tylko spoglądając na otoczenie znad talerza, naprawdę przypominając wystraszonego psa.
Avatar użytkownika
Max
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Nemain, Sherani, Lucien, Elleanore, Dagon, Indigo, Pagani,
Rasa: Człowiek
Aura: Smutna dość i ponura mimo młodzieńczego blasku emanacja, choć pewnie chciałaby być silniejsza - nie jest. Wije się cynowymi pasami wokół dziewczyny tak bezradnie, jakby nie wiedziała co ze sobą zrobić, ale zbyt żywiołowo, by uznać że poddała się wszechogarniającej beznadziei losu. Jeżeli zbliżymy się nieostrożnie, bez ostrzeżenia zapłonie topazowym gniewem i nagle przypomni sobie o własnej sile - ostrością gilo… zębów szczeniaka przetnie skórę na naszej nodze. Twarda sztuka. Możemy odepchnąć napastnika albo spróbować go złapać i unieruchomić - to jednak zadanie okaże się niemal niewykonalne. Ile byśmy się nie trudzili wyślizgnie się nam z rąk, przyoblekając swoją mizerną formę w przedziwny odcień żelaza skłaniający się bardziej ku przydymionej szarości kamieni niż błyszczącemu orężu. Zadziwić może też różnorodność zapachów - dominuje tu charakterystyczna woń brudu tułaczki wymieszanej z ludzkim, choć nie odstręczającym wcale potem; ziołowe nuty także są jednak wyraźne i zagłuszają swoją obecnością wietrzejący zapach mydła, takiego jakiego używają służki. Dość niecodzienne zjawisko, które zatrzymuje i każe chwilę pomyśleć. Ale chwila w końcu mija. Teraz możemy jeszcze raz dotknąć aury, tym razem nie w celach wątpliwej samoobrony, lecz by naprawdę ją poczuć. Choć zawsze czujna, przywykła już do nas i może nawet nie dziabnie jeśli potraktujemy ją z należytym szacunkiem. Twarde i mięknące powierzchnie barachitu lepią się do palców jakby faktycznie dawno nie zaznały porządnego szorowania, ale da się wyczuć, że faktura ich jest raczej szorstkawa. Nie wszędzie jednak i nie całkowicie, a jeśli nawet to nie na tyle, by uznać je z naprawdę nieprzyjemne w dotyku. Są po prostu trochę umorusane i pokryte paroma strupami. Ale to się zagoi. Może. Kiedyś. Słony posmak starych ran kłóci się z kwasem świeżej krwi, ale trudno zatrzymać się przy owych aspektach na dłużej, bo szybko giną pod naporem przeżerającej zmysły pikanterii i ciężkiej goryczy, które bezlitośnie ucinają spotkanie czytelnika z wciąż rozwijającą się, młodziutką emanacją z uporem zbierającą siły na następny raz.
Wygląd: Maxine to dziewczyna niewysoka jak na swój wiek, gdyż mierzy dwa kroki wzwyż, oczywiście gdy się wyprostuje i wypręży. Od dziecka nie miała zadatków na zgrabną kobiecą sylwetkę, najpierw przypominając chłopców w swoim wieku, teraz nadal wyglądając jak szczupły chłopak, ale o kilka lat młodszy niż Max liczy sobie w rzeczywistości. Nigdy nie uznawała tego za wadę, ... (Więcej)

Postprzez Rain » N cze 10, 2018 5:33 pm

        Levine był przyzwyczajony do specyficznego sposobu bycia kucharza, więc nie zwracał na niego większej uwagi, czasem tylko tłumacząc jego kwieciste słowa na wspólną mowę. Jednak nawet to nie wystarczyło, by oswoić spłoszonego kundla, który przemykał po kuchni, jakby płytki parzyły ją w stopy, a krzesło miało pożreć jej rzyć, jeśli ją na nim posadzi. Beznadziejny przypadek. Jeszcze ciągle pyskowała, sprawiając że brwi wojownika zjeżdżały się coraz bardziej. Ostatnie na co miał ochotę to wychowywanie dzieciaka, gdyby mu na tym zależało to sprawiłby sobie własne, kiedyś tam, a nie przygarniał tę pyskatą przybłędę. Wiedział jednak, że gówniara nie odczepi się od niego i chyba naprawdę musiałby jej nogi połamać, żeby za nim nie lazła, więc dla własnego spokoju musiał wyprowadzić ją na względnie cywilizowaną istotę, żeby samemu nie dostawać cholery.
        Lennox natomiast spacerował niespiesznie po kuchni, doglądając swoich podopiecznych w postaci bulgoczących na ogniu potraw i pieczących się w obudowanym rożnie mięs. Przez chwilę czekał na odpowiedzi dziewczyny, nie nagabując jej bardziej spojrzeniem i zajmując się swoimi sprawami, dopóki nie usłyszał bluźnierstwa tak potwornego, że mało nie upuścił tasaka.
        - Oho, brawo – mruknął Rain pod nosem tak cicho, że równie dobrze mogło to być jedynie chrząknięcie.
        Białowłosy kucharz zaś odwinął się bezszelestnie na pięcie, podpływając do ich stolika niczym tancerka, lądując dopiero na blacie, który zasypał białymi włosami. Wojownik tylko odsunął jedno pasmo znajdując się zbyt blisko jego talerza i kontynuował jedzenie, podczas gdy twarz elfa zdejmowała najprawdziwsza groza, a zbolałe spojrzenie spoczęło na Max.
        - „Co się da”? – zajęczał cicho, opadając jeszcze bardziej na stół, by znaleźć się na poziomie wzroku dziewczęcia, które złamało mu serce, a jednocześnie nie połamać sobie swojego długiego ciała, wygiętego teraz bardzo nieergonomicznie przy stole.
        - Lennox ogarnij się.
        - „CO SIĘ DA”?! – zraniony skowyt skierowano teraz w stronę Jamesa, który tylko przymrużył oczy, żałując, że się w ogóle odezwał, ale skoro powiedziało się „A”…
        - Żarcie ci się przypala.
        - Mi się nic nie przypala, Levine! Nic! Nigdy!
        Kucharz niczym burza poderwał się ze stołu, a włosy zawirowały w powietrzu, gdy mężczyzna (a w swoim mniemaniu: boska istota sprowadzona na ten plan, by wyzwalać kubki smakowe uciemiężonych) okrążał mebel, by znaleźć się koło Maxine. Oparł się jedną ręką o oparcie jej krzesła, drugą łapiąc się w dramatycznym geście za nasadę nosa i na moment przymykając oczy. Słychać było, jak uspokaja oddech, nim otrząsa się cały i znów odchodzi w stronę kuchni. Nałożył dziewczynie pełen talerz i delikatnie postawił jej pod nosem, puszczając do dziewczyny oko i wracając do garnków.
        - Jeśli jesteś drobino umierająca z głodu, to owszem, rozumiem. To znaczy ja nie rozumiem; wolałbym sczeznąć niż zjeść na przykład to, co podaje ten Cornel w Maagoth. – Białowłosy otrząsnął się po raz kolejny, jakby oblazło go stado owadów. – Tak, śmierć brzmi lepiej. Ale nie jesteśmy w Maagoth! – żachnął się, zatrzymując w końcu przy blacie i rozsypując na nim mąkę. Biały puch uleciał w powietrze, śledzony zakochanymi oczami elfa, nim ten westchnieniem klasnął w dłonie, strzepując z nich nadmiar mąki i szykując kolejne produkty.
        - U mnie jesteś bezpieczna drobino. – Kontynuował, zanurzając dłonie w powstającym cieście. – Możesz śmiało mówić, na co masz ochotę i nie ma rzeczy, której bym dla ciebie nie przyszykował. Tak, wiem, nie chcesz się narzucać. Wy ludzie i wasze narzucanie się! Dlaczego nikt nie ucieszy się, że Lennox Angelo wstaje w środku nocy, by przełożyć piekący się chleb do innego naczynia, by lepiej się przyrumienił? Dlaczego wszyscy mówią „nie rób sobie kłopotu, może być zwykły”, kiedy nie może!? To nie kłopot, to moje powołanie! Ach! Jak mam karmić ludzi, gdy oni nie chcą jeść? – Odwrócił się w stronę swoich gości z cierpieniem w pięknych oczach i szukając odpowiedzi. Levine tylko łypnął na niego spode łba i odłożył sztućce, rozpierając się w krześle z kuflem piwa.
        - Lennox?
        - TAK?
        - Daj sobie spokój, co?
        - Ahh!
        Gdy „zraniony do żywego” i „niedoceniany przez nikogo” kucharz wrócił do pracy, Rain przeniósł spojrzenie na jedzącą wciąż dziewczynę. Przez chwilę przyglądał jej się w milczeniu, niespecjalnie przejmując tym, czy może jej to w posiłku przeszkadzać czy też nie, nim w końcu mruknął coś, pocierając oczy.
        - Dobra młoda, ustalmy jedną rzecz. Ygh, będę żałował, że to powiem… - mruknął jeszcze do siebie nim ciemne oczy spoczęły znów na dziewczynie. – Póki za mną leziesz, ryzyko, że przywali ci ktokolwiek poza mną maleje znacząco, chyba że zwyczajnie na to pozwolę, co wykluczone nie jest. Więc przestań zachowywać się jak zbity kundel i łypać tak na ludzi, bo to jest męczące i mnie irytuje. Weź się w garść i zacznij uczyć najpierw, jak nie zdobywać wrogów, zanim będziesz próbowała ich pokonać, bo inaczej cię tu zostawię. – Westchnął zirytowany, że kazano mu się tyle odzywać, ale kontynuował ochrypłym głosem. – Jak będziesz umiała się sama obronić na tyle, by mieć w dupie innych ludzi i nie przejmować się konsekwencjami swoich zachowań, wtedy możesz dalej być małą wkurwiającą…
        - James!
        - Odwal się Lennox – warknął ochryple w stronę kucharza, gdy ten znów podskoczył na irytujące go słownictwo – Wkurwiającą gówniarą – podkreślił, mierząc się z elfem na spojrzenia, nim wrócił wzrokiem do Max. - Do tej pory jednak przynajmniej próbuj sprawiać wrażenie normalnej dziewczyny i nie uprzedzaj ludzi, że gryziesz. Zamiast tego ucz się ich. Weźmy na przykład jego. – Wskazał brodą białowłosego elfa, który uśmiechnął się nagle, trzepocząc rzęsami. – Umie walczyć?
Avatar użytkownika
Rain
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Callisto, Leila, Avellana, Sonea, Mathias, Emma, Cat, Lexi, Maia, Ananke, Eva, Rakel, Lena, Kimiko, Kiki, Astarte, Segen,
Rasa: Drakon
Aura: Gdy oczekujesz pojedynku, czujesz jak wali ci serce a twój własny puls huczy ci w uszach zagłuszając wszystko inne. Tutaj stoisz na ubitej ziemi, takiej samej jak zawsze, tym razem jednak nie słyszysz zupełnie nic. Powietrze pachnie jakby wieloma różnymi zapachami, a wokół unosi się ni to mgła ni rosa. Przyglądając się uważniej, domyślisz się że to perlą się maleńkie drobinki krwi. Skąd wiesz, że to posoka, skoro kropelki mają kolor lśniącego żelaza i samotnej cyny? Po prostu to czujesz. Niepokój, o który przyprawia cię ta całkiem silna aura, oczekiwanie jak przed walką na śmierć i życie, które wywołuje, nie pozostawiają ci wątpliwości. Dziś już brak tu miejsca na ciepłe odczucia, pozostało tylko przeczucie zwiastujące nadchodzący pojedynek, podczas gdy topaz połyskuje na horyzoncie niczym zachodzące słońce nad polem bitwy. Tak jak przed walką, dotknij ziemi na której stoisz. Jest chropowata i pylista, wydeptana podczas niezliczonych potyczek. Nabierz jej w garść i sprawdzając grunt rozetrzyj w dłoniach. Poczujesz wtedy jak twarde i ostre piaskowe ziarna z giętkością przemykają między palcami, rozsypując się powoli pośród mgły. Smak powietrza jest ciężki adekwatny do całej emanacji, momentami aż lepiący i kryjący w sobie wiele aspektów. Dominuje w nim gorycz, ale nie brak również pikanterii łączącej się z łagodnością, wywołując mieszane emocje. Ledwie wyczuwalna słona nuta nic ci nie rozjaśni a jedynie wprowadzi większy zamęt. Jej pojawienie się jednocześnie powoli zacznie zacierać cały obraz. Odczujesz ulgę, że wreszcie możesz odejść zachowując swoje życie… tym razem.
Wygląd: Kiedyś z pewnością był przystojny. Wysoki, nawet bardzo, gdyż sięgając na sążeń z piędzią przewyższa większość ludzi. Kwadratowa szczęka i ostre rysy twarzy, ale w dość pociągający sposób. Jego twarz jednak przecina długa blizna, biegnąc od granicy włosów po prawej stronie czoła, przez skroń, zahaczając o łuk brwiowy i w dół po policzku, aż znika za granicą ... (Więcej)

Poprzednia strona

Powrót do Góry Druidów

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości

cron