Druidyczny skarb


Góry w których zdarzyć się możne wszystko. Tunele wydrążone, przez tajemnicze istoty setki lat temu pozostały tutaj do dziś. Góry można pokonać przechodząc nad nimi lub pokonując ich pełne niebezpieczeństw korytarze. Na ich szczycie swoje mieszkania mają starzy druidzi, pustelnicy. W górach można znaleźć wiele ziół, niespotykanych nigdzie indziej.

Postprzez Rubinento » So lut 10, 2018 10:55 pm

Rubin w środku czuł się bardzo samotny, mimo otaczających go istot. Bardzo lubił kiedy Yve uśmiechała się tak jak teraz. Jednak kiedy usłyszał co zamierzała zrobić, wstrząsnął nim dreszcz. Kiedy go pocałowała, przez jego ciało przeszedł szereg pozytywnych emocji, które natychmiast odeszły, kiedy zmiennokształtna się odwróciła.
- Ale... Ja... On... Jak... - w trytonie wzbierał gniew. Zastanawiał się jak taka kochana istota może nakazywać zabicie czegokolwiek. Naturianin przywiązał się do Kasztanka, a przerwanie nici jego życia, było dla mieszkańca mórz jak odcięcie kończyny. Rubin odwrócił się bez słowa i ze łzami w oczach spojrzał na zwierzę. Faktycznie nie zostało mu już wiele czasu. Po co skazywać go na jeszcze większe cierpienia? Mężczyzna ze łzami w oczach podniósł największy kamień, który był w stanie podnieść. Stanął nad zwierzęciem. Obiema rękami cisnął kamień w głowę konia. Krew trysnęła, a czaszka pękła z hukiem, który odbijał się echem w głowie Rybci. Mężczyzna padł na kolana przed nieżywym przyjacielem. Łzy leciały z jego oczu. Usiłował się uspokoić, wmawiając sobie, że Kasztanek jest już pewnie w lepszym miejscu, do którego trafiają tacy jak on, po śmierci. Naturianin czuł, że musi teraz poradzić sobie ze światem. Miał nadzieję, że lisołaczka nie zamierza zjeść byłego towarzysza, choć większość zapasów bardzo ucierpiała. Jeśli nie będzie nic innego do jedzenia, on też będzie do tego zmuszony. Do bezdusznego pożarcia przyjaciela. Po chwili spał już, w niezbyt wygodnej pozycji. Obejmował szyję konia rękami, na których trzymał głowę.
Avatar użytkownika
Rubinento
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Fikiria, Zenith, Herse,
Rasa: Tryton
Aura: Wokół rozciąga się rozległe morze. Jego cynowe fale raz wzburzone innym razem spokojne, od horyzontu po widnokrąg, płyną w poszukiwaniu brzegu. Nawet gdy doświadczysz sztormu panującego na tym oceanie, śmiało możesz uznać, że siła prezentowana przez tutejszą aurę jest średnia i nie tak straszna jak morze próbuje się prezentować. Wśród piany znajdują się niewielkie smużki srebra, jednak są one nikłe, jeszcze nieukształtowane w pełni i szybko giną w cynowych odmętach. Wokół rozbłyskuje topaz, swoim jasnym blaskiem odbijając się od fal. Morze szumi i szemrze łagodnie ukrywając pod swoją muzyką znacznie cichsze buczenie i dziwne głosy. Zapach słonej morskiej wody jest tu wyraźny, same fale zaś miękkie i aksamitne w dotyku. Giętkie bałwany snują się pod dotykiem, zaskoczyć może jednak ich ostrość przemieszana z tępymi grzbietami. Smak jest delikatnie kwaśny, z nutkami pikanterii, w całkowitym odczuciu, uparcie lepiący się do ust.
Wygląd: Kiedy pierwszy raz widzisz Rubina pod wodą możesz dostrzec czarny ogon, który w połowie rozchodzi się tworząc 3 płetwy, złoty wisiorek, trzy razy oplatający jego szyję oraz ciemnobrązowe krótkie włosy w dotyku przypominające siano. Jeśli przyjrzysz się uważniej zauważysz, że na pozór groźny wyraz twarzy to tak naprawdę nieśmiały uśmiech. Zobaczysz, że to co wygląda na ... (Więcej)

Postprzez Zilvah » N lut 11, 2018 11:34 am

Zanim zdążył zareagować w jakikolwiek sposób, starcie dobiegło końca, a on i jego towarzysze mogli w spokoju zająć się ratowaniem resztek swojego ekwipunku. Nie było tego jednak zbyt wiele. Najmocniej ucierpiał wóz, ogień strawił jego większą część oraz wszystko, co na nim było, wliczając w to worki z prowiantem. Wodna bańka trytona zdążyła jednak ocalić kilka cięższych skrzyń, w których może coś znajdą, ale Zil'vah nie liczył na wiele. W głębi serca cieszył się, że z masakry zdołał ocalić ojcowski miecz, bez którego czułby się, może nie tak całkowicie bezbronny, ale na pewno częściowo nagi. Jego klinga pomogła zmiennokształtnemu przeżyć w tym okrutnym świecie i podnieść się po każdym upadku podczas niewoli. Stratę miecza związałby zatem ze złym omenem wiszącym nad jego głową i kierującym go na śmierć. Na całe szczęście nic złego się nie stało, a w pożarze stracił jedynie skórzaną pochwę. "No nic", pomyślał wtedy, przerzucając miecz z ręki do ręki i w końcu wsunąwszy go za pas, "Będziemy nosić po staremu". A później rozejrzał się po polanie w poszukiwaniu swoich wrogów i przyjaciół. Po krasnoludzie zaginął wszelki słuch, odkąd trafiony zatrutym sztyletem lisołaczki poszedł do lasu i tam stracił przytomność, wykrzykując coś niezrozumiałego w swoich majaczeniach. "Jeden z głowy", przeszło mu przez myśl, kiedy rozglądał się za elfem-łucznikiem. Znalazł go po paru minutach w kępie wysokiej trawy, nieprzytomnego i sinego na twarzy po uderzeniu kijem w wykonaniu Yve.

Zil'vaha zaskoczyło skąd w tak wątłej kobiecie tyle siły, ale doszedł po chwili do wniosku, że nie chce wiedzieć, a tym bardziej przekonać się na własnej skórze, co jeszcze potrafi. Był zaintrygowany postacią lisołaczki, nie dlatego, że pierwszy raz w życiu miał styczność z tą rasą, ale dlatego, iż była tak samo piękna, co okrutna. A na takie połączenie nie jest łatwo trafić. Kobiety z północy są wytrwałe i nie boją się podejmować tych samych prac co mężczyźni. Są równie silne i zdeterminowane, a czasami nawet utożsamiają się z surowym barbarzyństwem swoich mężów. Yve natomiast wszystko robiła z gracją i chyba wyuczoną rezerwą. Przynajmniej tak odbierał to zmiennokształtny. Od fizycznej pracy umywała ręce, liczyła w niej na pomoc rybiego towarzysza lub na całkowite wyręczenie przez niego, by ona w tym czasie mogła zająć się sobą. Pewna siebie i lubiąca rozkazywać, niechętnie licząca się ze zdaniem innych, ale też potrafiąca ich słuchać. Zil'vah był jej ciekawy, a dopiero starcie z elfem i krasnoludem uświadomiło mu, że z każdą, przeciągającą się minutą ich znajomości, spogląda na lisołaczkę z coraz to większym pożądaniem.

Gdy przy nim uklękła, uśmiechnął się ukradkiem i w ciszy obserwował, jak pomaga mu oczyścić ranę. Strzała Verdena przeszła na wylot przez miękką tkankę uda, toteż po złamaniu grotu, wyciągnięcie jej było banalnie proste, co też zmiennokształtny uczynił, zanim przystąpił do załatania krwawiącego otworu. Na szczęście nie stracił dużo krwi, a maź od lisołaczki powinna szybko poskładać go w całość.
- Nie do końca - odpowiedział dziewczynie, odpowiadając na jej uśmiech własnym. - Dalej jestem zwolennikiem przypalania ran gorącym żelastwem, ale nie chcę was spowalniać - wyjaśnił, a gdy skończyła, zerwał się na równe nogi i stanął przed nią lekko pochylony. - Bywało gorzej. Będę kulał dzień lub dwa, ale przynajmniej mogę chodzić.
Gdy go opatrywała, Yve mogła dostrzec, że nic a nic go nie ruszyło. Nakładanie balsamu przyjął obojętnie, nie krzywiąc się ani na chwilę, kiedy zimna maź skonfrontowała się z otwartą raną. Do bólu zmiennokształtny był bowiem przyzwyczajony, co można było wyczytać z jego blizn. Tu szarpana, gdzie indziej kłuta, wszystkie zadane w brutalny sposób, a mimo to dalej żył i oddychał tym samym powietrzem, co wilkołaki, które mu to zrobiły.

Na pocałunek, a przynajmniej coś, co go przypominało, Zil'vah nie był wcale przygotowany i szczerze się zdziwił, przyglądając uważnie towarzyszce. Chłodny język lisołaczki musnął jego wargę i policzek. Wywołało to przyjemne odczucie, a także dyskretny uśmiech na twarzy gladiatora, gdy Yve odchodziła, by porozmawiać z Rubinem. Przez moment wydawało mu się nawet, że przed tym wszystkim bluzka Yve osunęła się lekko na bok, odsłaniając nieco więcej niż powinna zakrywać, a później wróciła na swoje miejsce. Nie wiedział, czy było to spowodowane celowo, czy to jego zmęczenie wzięło górę, pokazując mu to, co podświadomie chciał zobaczyć. Rzeczywistością było jednak to, że gdy Yve odchodziła, wzrok Zila znów napotkał rudą kitę oraz rozkołysane na lewo i prawo biodra.
Avatar użytkownika
Zilvah
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Tivo,
Rasa: Niedźwiedziołak
Aura: Młoda hardo lśniąca aura objawi się przed Twymi oczyma niczym górskie szczyty wyłaniające się znad ściany lasu czy chmur. Ich żelazne stoki połyskują chłodnym metalowym blaskiem w świetle. Chociaż stal jest tu dominującym kolorem, pośród przykrytych śniegiem grani widać też niewielkie smugi barachitowych porostów. Na granicy nieboskłonu rozbłyskuje dość wyraźny topaz. W białym puchu zalegającym w pobliżu, dostrzec można niedźwiedzie ślady. Wśród mroźnego zimowego powietrza unosi się wyraźny zapach wilgotnej od śniegu niedźwiedziej sierści. Skały są niewiarygodnie twarde. Ich krawędzie ukazują się jako na przemian przytępione i wyostrzone srogim wiatrem, tak samo jak ich powierzchnie, które są kolażem gładkich i chropowatych połaci. Rosnące w szczelinach porosty są odmienne giętkie od nieustępliwych skał. Smak aury odpowiada jej charakterystyce. Jest wyraźnie pikantna z odcieniami goryczy. Jest też nieco lepka przypominając o sobie jeszcze chwilę po zakończeniu czytania emanacji.
Wygląd: Człowiek:

W tej postaci Zil'vah mierzy około czterech łokci (237,6 cm) i waży jakieś cztery centary (162,2 kg) co na niedźwiedziołaka z Dalekiej Północy jest raczej normą, choć mieszkańcy Alaranii mogą różnie na to spoglądać. Postury bardzo potężnej, wręcz byczej, o szerokich barkach, torsie i dłuższych kończynach. Muskulatura godna bogów, niczym wyrzeźbiona w ...
(Więcej)

Postprzez Yve » N lut 11, 2018 6:32 pm

        Rubin nie musiał nawet nic mówić, aby Yve dostrzegła jak trudne jest dla niego pomyślenie o wydanym przez nią poleceniu, a co dopiero wykonaniu go, dlatego jego nieskładne skomlenie puściła mimo uszu, ale nie mogła pozostać obojętna widząc wzbierający w nim gniew. Zatrzymała się w pół kroku i spojrzała na niego z nieznaczną surowością w oczach. Przecież nie mogła wszystkiego robić sama, nie dlatego, że nie chciała sobie brudzić rąk, czy nie daj Najwyższy, złamać sobie paznokieć przy dźwiganiu kamienia, ale po prostu się nie rozdwoi, a Rubin nie opatrzy odpowiednio ran Zil'vaha. Te zaś pozostawione same sobie w rękach niedźwiedzia mogłyby się z czasem zacząć jeszcze bardziej babrać przez jego prymitywne praktyki. "Mężczyźni są tacy uciążliwi, jak dzieci." Westchnęła ciężko i zostawiła trytona, wierząc, że kiedy tylko kobieta się odwróci ten nie postanowi uciec z płaczem do lasu tylko zajmie się tym co zostało mu powiedziane jak prawdziwy mężczyzna. Lisica miała świadomość tego, że może być uznana za okrutną nawet w stosunku do towarzyszy, ale poleciła to uczynić Rubinowi, by nauczył się czegoś co mogłoby mu się w późniejszym życiu przydać, albo uratować skórę. Nie chciała się jednak przed samą sobą przyznać, że zrobiła to dla jego dobra.

        Przy opatrywaniu niedźwiedziołaka roześmiała się przez moment z rozbawieniem na jego słowa o przypalaniu. "Tak jak myślałam", pomyślała wesoło i pokręciła lekko głową.
        - Miło z twojej strony, że pomyślałeś o nas i naszej wyprawie nim przystąpiłeś do takiego "opatrywania" ran - mruknęła łagodnie, mimo że w jej głowie nie jedna złośliwa uwaga ukształtowała się w odpowiedzi na ten temat. Nie było możliwości, aby słowami jakie przyszły jej na myśl mogła zrazić do siebie zmiennokształtnego, jednakże z jakiegoś nieznanego dziewczynie powodu postanowiła wyrazić swoje zdanie w ten nieco neutralny sposób. - To najważniejsze, bo leśne zwierzęta widząc lisa dźwigającego niedźwiedzia mogłyby poumierać ze śmiechu. - Oczywiście nie zawsze można powstrzymać wrodzoną złośliwość, po której lisica wyeksponowała swoje białe ząbki z jedynie zwierzęcymi kłami.

        Nie miała najmniejszej ochoty odchodzić od byłego niewolnika i wolała się z nim jeszcze nieco podroczyć, aż nie usnęłaby, ale nie zawsze ma się wszystko to co się chce, a tym bardziej wtedy kiedy się chce. Mieli jeszcze masę roboty, a po takiej walce pojawienie się zmęczenia było tylko kwestią czasu, nie mogli tu zostać. Z niechęcią odstąpiła od niedźwiedzia, do którego chyba powoli zaczynała czuć coś innego niż do wszystkich innych mężczyzn jakich do tej pory spotkała. Musiało to uczucie niestety poczekać.

        Uśmiechnęła się lekko, czując na sobie wzrok gladiatora kiedy odchodziła, dlatego postanowiła tak kontrolować i kreować swój chód by mógł nasycić swoje oczy. Jej zadowolenie szybko jednak zniknęło zastąpione irytacją, kiedy dostrzegła, że tryton nie przejmując się zasychającą krwią postanowił uciąć sobie drzemkę z martwym koniem w objęciach, ale w tej chwili nie potrafiła być na niego o to zła. Wiedziała ile go to kosztowało wysiłku psychicznego i dlatego postanowiła go jeszcze nie budzić, a tym bardziej się na niego nie gniewać. Przynajmniej łatwiej będzie mogła wyciąć i zapakować w swoje niezniszczone przez ogień bluzki, lepsze kawałki koniny tak, aby Rubin nawet się nie dowiedział, że na kolację będą właśnie jedli Kasztanka medium well. No, może dla naturiana będzie bardziej wypieczony. Nakroiła tyle ile była w stanie unieść, a i tak nie była zadowolona przez ubrudzenie się przy tym krwią. Miała tylko nadzieję, że ten przeklęty skarb był wart wszystkich przeżytych przez nią trudów i wszechobecnej niewygody, przynajmniej wiedziała że obóz na nadchodzącą noc założą przy jakimś strumyku albo źródle, aby dziewczyna mogła się porządnie wyszorować.

        Związała wszystkie paczki w swój kocyk, z którego zrobiła coś na kształt plecaka, zawiązując na ramionach z sobą rogi i spojrzała na Zila z nie małą prośbą w oczach. Rzadko kiedy kogoś o coś prosiła, częściej wymagała, albo po prostu sama brała to co chciała w tym jednak przypadku - mając na uwadze rany niedźwiedzia - postanowiła kulturalnie, jak człowiek, poprosić.
        - Dałbyś radę go ponieść dopóki się nie obudzi? Nie chciałabym żeby zobaczył poćwiartowanego konia, a później domyślił się, że mięso, które zjemy na kolacje jest właśnie z Kasztanka. - Wyjaśniła powody swojej prośby, wyrażającej nie małą troskę o dobre samopoczucie Rubina, do której i tak by się otwarcie nie przyznała, po czym sama dźwigając nakrojone mięso ruszyła przodem w stronę niewielkiego fragmentu lasu u podnóża gór między dwoma strumieniami.

        Nie poganiała, nawet co jakiś czas się zatrzymywała by zmiennokształtny nie nadwyrężał swoich sił. Nie musieli się śpieszyć skoro zagrożenie zostało zażegnane, ale i tak, nim niebo całkowicie przykrył mrok, dość sprawnie dotarli na miejsce z wcześniejszym rozpaleniem ogniska.
Avatar użytkownika
Yve
Szukający drogi
 
Inne Postacie: River, Aldaren, Valerian, Kiraie, Dantalian,
Rasa: Lisołak
Aura: Aura dumnie manifestuje swą znaczną siłę, w bursztynowym świetle, wyginając się we wszystkie możliwe strony, co daje złudzenie zmysłowego i delikatnego tańca urozmaiconego spokojną, głęboką melodią przenikającą na wskroś. Podczas całego przedstawienia ktoś stale coś szepcze i definitywnie jest to kobiecy głos, delikatny i miły jednak zrozumienie poszczególnych słów to nie lada wyzwanie. Powierzchnia natomiast posiada odcień żelaza, przyozdobiono ją miedzianymi kreseczkami z oddali przypominającymi sierść. Na samym dole zaś widać kobaltową obwódkę, a na szczycie rozsypane zostały barachitowe drobinki mieniące się w świetle dnia na wszystkie kolory. Wokół czuć wyraźnie dwa różne zapachy, które jakby walczyły o większe natężenie dlatego czasem łatwiej wyczuć zapach perfum, a innym razem słodką woń perfum. W dotyku twarda miejscami miękka, co nadrabia ostrymi wcięciami mogącymi z łatwością przeciąć skórę. Na całość opadają rdzawe, puszyste drobinki z bliżej nieokreślonego materiału. Gdyby ktoś zapragnął posmakować emanacji, przekonałby się, iż jest nieznośnie lepka i utrudnia otwieranie oraz zamykanie ust.
Wygląd: W ludzkiej postaci przebywa najczęściej:
Yve to ponętna, młoda kobieta mierząca osiem i pół piędzi (168,3 cm) ze szczupłą sylwetką szerszą w biodrach i ramionach, z wcięciem w talii z doskonałymi kobiecymi atrybutami, o których nie jeden mężczyzna marzy u swojej partnerki, a jeszcze więcej zauroczonych jej urodą skończyło ze złamanym sercem i wściekłością.
Smukłą ...
(Więcej)
Uwagi: Przez wykonywany przez siebie zawód odebrano jej możliwość posiadania własnych dzieci, ale nigdy to lisicy nie przeszkadzało. Swoim chodem i prowokacyjnym ubiorem ściąga na siebie uwagę, a ... (Więcej)

Postprzez Rubinento » Wt lut 13, 2018 12:59 pm

Po jakimś czasie Rubin obudził się. Z niechęcią otworzył lekko zapuchnięte oczy. Światło brutalnie się w nie wdzierało. Miał właśnie się podnieść, ale... Nie był na ziemi. Otworzył więc szerzej oczy. Widząc niedźwiołaka, który go niósł, naturianin uspokoił się. Po tym co przeszli nie bał się już, że zmiennokształtny go pożre. Przez chwilę jego uwaga była całkowicie zaabsorbowana tym, że jedzie sobie na znajomej górze mięsa, a Yve prawdopodobnie nic z tym nie zrobiła... "Czyżby coś się stało w ich związku?", pomyślał. Przecież mogła go obudzić i sama poujeżdżać niedźwiedzia... W końcu doszedł do wniosku, że lisołaczka postanowiła być miła, a związek tej dwójki prawdopodobnie istnieje tylko w głowie Rubinka. Nie przeszkadzało mu to w wyobrażaniu sobie ich dzieci, aż stwierdził, że wykorzystywanie Zila jako powozu nie jest raczej miłe, nawet jeśli tryton nie rzucał się jak ryba wyjęta z wody. Szybko zszedł z towarzysza, po czym podziękował mu. O ile mieszkaniec mórz nie był tak wytrzymały jak ta góra mięśni, to podróż na piechotę z Yve na pewno oznaczała, że będzie nadążał. Stwierdził, że też będzie dla niej miły i nie będzie jej wypominać śmierci Kasztanka. Więc w całkiem miłej atmosferze dotarli do podnóża gór. Płynące tędy strumienie były krystalicznie wręcz czyste, choć zapewne i wyjątkowo zimne. I w tym miejscu Rubin zaczął się zastanawiać...
- Yve? Czy mapa pokazuje jak głęboko w górach jest skarb? Bo mój rekord w byciu człowiekiem to tylko jakieś dwa dni więc... - urwał, nie wiedząc jak ubrać w słowach to co miał na myśli, więc udostępnił swój umysł w razie, gdyby nie domyśliła się o co mu chodzi.
Avatar użytkownika
Rubinento
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Fikiria, Zenith, Herse,
Rasa: Tryton
Aura: Wokół rozciąga się rozległe morze. Jego cynowe fale raz wzburzone innym razem spokojne, od horyzontu po widnokrąg, płyną w poszukiwaniu brzegu. Nawet gdy doświadczysz sztormu panującego na tym oceanie, śmiało możesz uznać, że siła prezentowana przez tutejszą aurę jest średnia i nie tak straszna jak morze próbuje się prezentować. Wśród piany znajdują się niewielkie smużki srebra, jednak są one nikłe, jeszcze nieukształtowane w pełni i szybko giną w cynowych odmętach. Wokół rozbłyskuje topaz, swoim jasnym blaskiem odbijając się od fal. Morze szumi i szemrze łagodnie ukrywając pod swoją muzyką znacznie cichsze buczenie i dziwne głosy. Zapach słonej morskiej wody jest tu wyraźny, same fale zaś miękkie i aksamitne w dotyku. Giętkie bałwany snują się pod dotykiem, zaskoczyć może jednak ich ostrość przemieszana z tępymi grzbietami. Smak jest delikatnie kwaśny, z nutkami pikanterii, w całkowitym odczuciu, uparcie lepiący się do ust.
Wygląd: Kiedy pierwszy raz widzisz Rubina pod wodą możesz dostrzec czarny ogon, który w połowie rozchodzi się tworząc 3 płetwy, złoty wisiorek, trzy razy oplatający jego szyję oraz ciemnobrązowe krótkie włosy w dotyku przypominające siano. Jeśli przyjrzysz się uważniej zauważysz, że na pozór groźny wyraz twarzy to tak naprawdę nieśmiały uśmiech. Zobaczysz, że to co wygląda na ... (Więcej)

Postprzez Zilvah » Pt lut 16, 2018 10:34 am

Zil'vah nie był mężczyzną wielce skomplikowanym. Jego zamiary i myśli łatwo można było wyczytać z twarzy, nie był do tego potrzebny żaden magik. Zadowalało go niezbędne minimum każdego prostego człowieka: ciepła strawa i kobieta u boku, a że to drugie trudniej było zdobyć, nic dziwnego, że Yve budziła w nim głęboko uśpione do tej pory pożądanie. A dodatkowo, czego był absolutnie pewien, robiła to umyślnie. Biodrami kołysała z gracją tancerki, obcisłe spodnie podkreślały jej kształty przy każdym kroku, wprawiając zmiennokształtnego w zachwyt. Pierwszy raz widział, żeby kobieta potrafiła się tak ruszać, wyrażając jednocześnie swoją niewinność i zdolność do okrucieństwa. Mimo woli pomyślał wtedy o Armelis, córce wilkołaczego wodza z klanu, który go zaatakował, porwał i wtrącił na arenę. Była drobną dziewczyną o ponętnym ciele i wygórowanym mniemaniu o sobie. Traktowała wszystko i wszystkich ze sporą rezerwą, nawet siebie samą. Była gotowa mu się oddać dla eksperymentu i z pewnością równie szybko podpisać na nim wyrok dla samego kaprysu. Nie przewidziała jednak, że Zil'vah nie dał się złamać przez te wszystkie lata, choć zamknięty w klatce był obojętny na to co przyniesie jutro. Był gotowy nawet podłożyć się i zginąć w imię wolności, którą wysoko sobie cenił. Los jednak sprawił, że nieostrożna Armelis sama mu ją podarowała, ściągając obrożę i podając do ręki miecz. Teraz, gdy był już wolny, zauważył, że Yve bawi się nim w podobny sposób: nie podnosi głosu, często się uśmiecha, eksponuje ciało przy każdej nadarzającej się okazji i patrząc na niego, nie jest w stanie ukryć swojego zainteresowania. Były gladiator nie mógł zrozumieć jedynie, dlaczego jej na to pozwala lub, co jest prawdziwsze, dlaczego mu się to tak podoba. Czyżby Yve zaczynała poruszać tą częścią jego serca, która nie została do końca zamrożona?

Gdy zmiennokształtna opatrzyła mu nogę, podziękował raz jeszcze uśmiechem i podniósł się ziemi. Pokryta maścią rana przestała już krwawić, teraz tylko dokuczał mu pulsujący ból, gdy stawał na lewej kończynie, ale nie dawał po sobie poznać, że go to rusza. Niedogodność była całkiem znośna, a z drugiej strony, nie chciał wyjść przed Yve na słabszego niż był w rzeczywistości, dlatego od samego początku nie zamierzał się oszczędzać. Jej prośbę o poniesienie Rubina spełnił, a powodem był ciepły ton jej głosu, który z pewnością sprawiał, że mężczyznom miękły kolana. Tak więc niecałe pięć minut później Zil'vah był już gotowy do drogi z mieczem przy pasie i trytonem przewieszonym przez ramię.

Marsz w góry nie był na tyle wymagający, by musieli się zatrzymywać. Pod wieloma względami Góry Druidów przypominały te, po których Zil chodził na północy jeszcze zza młodu, z tą różnicą, że nie przykrywała ich dwumetrowa kołdra ze śniegu. Tutaj klimat był o wiele cieplejszy, a podnóże góry oferowało stabilny grunt z otoczaków i kęp traw. Dalej zaczynały się ścieżki i rozpadliny, a także urwiska i strome ściany, po których wspinaczka nie skończyłaby się najlepiej. Zil'vah bez problemu nadążał za lisołaczką, nawet z opatrzoną nogą potrafił dogonić ją w kilku większych susach, od których się jednak powstrzymywał ze względu na śpiącego towarzysza na jego barku. Gdy ten się w końcu obudził i wznowili marsz, każdy na własnych nogach, zmiennokształtny odetchnął głęboko i podszedł do przewodniczki, z zamiarem zaoferowania jej swojej pomocy.
- Poniosę - powiedział dość stanowczo, ostrożnie zdejmując jej z barków prowizoryczny plecak i narzucając go na własne ramiona. Wypchany prowiantem materiał swoje w końcu ważył i gladiator nie mógł jakoś znieść widoku, że Yve miałaby sama wszystko dźwigać, podczas gdy on był w stanie przenosić skały.

W końcu dotarli do miejsca postoju, okrągłego zagłębienia wciśniętego pomiędzy skały, z jednej strony otoczonego górami, z drugiej rwącym strumykiem. Jego środek przecinała ścieżka prowadząca w góry krętą linią, której pokonanie będzie od nich wymagać sporo czasu i siły.
- Nie musisz dziękować - powiedział, nim zdążyła zrobić to Yve, kładąc u jej stóp plecak z koniną i kilka większych gałęzi, które nataszczył po drodze. Następnie Zil'vah odszedł kawałek i przysiadł na nagim głazie, krzywiąc się niezauważalnie z powodu nogi. Rana piekła i szczypała, zakażenie ominęło ją jednak szerokim łukiem, a on nie miał żadnych objawów komplikacji. No może po za sporym obrzękiem wokół rany, tak pospolitym przy tego typu urazach. Nie było to nic groźnego.
- W górach jest pewnie sporo śniegu, a to też woda - zauważył niedźwiedź, spoglądając z ukosa na Rubina.
Avatar użytkownika
Zilvah
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Tivo,
Rasa: Niedźwiedziołak
Aura: Młoda hardo lśniąca aura objawi się przed Twymi oczyma niczym górskie szczyty wyłaniające się znad ściany lasu czy chmur. Ich żelazne stoki połyskują chłodnym metalowym blaskiem w świetle. Chociaż stal jest tu dominującym kolorem, pośród przykrytych śniegiem grani widać też niewielkie smugi barachitowych porostów. Na granicy nieboskłonu rozbłyskuje dość wyraźny topaz. W białym puchu zalegającym w pobliżu, dostrzec można niedźwiedzie ślady. Wśród mroźnego zimowego powietrza unosi się wyraźny zapach wilgotnej od śniegu niedźwiedziej sierści. Skały są niewiarygodnie twarde. Ich krawędzie ukazują się jako na przemian przytępione i wyostrzone srogim wiatrem, tak samo jak ich powierzchnie, które są kolażem gładkich i chropowatych połaci. Rosnące w szczelinach porosty są odmienne giętkie od nieustępliwych skał. Smak aury odpowiada jej charakterystyce. Jest wyraźnie pikantna z odcieniami goryczy. Jest też nieco lepka przypominając o sobie jeszcze chwilę po zakończeniu czytania emanacji.
Wygląd: Człowiek:

W tej postaci Zil'vah mierzy około czterech łokci (237,6 cm) i waży jakieś cztery centary (162,2 kg) co na niedźwiedziołaka z Dalekiej Północy jest raczej normą, choć mieszkańcy Alaranii mogą różnie na to spoglądać. Postury bardzo potężnej, wręcz byczej, o szerokich barkach, torsie i dłuższych kończynach. Muskulatura godna bogów, niczym wyrzeźbiona w ...
(Więcej)

Postprzez Yve » Pt lut 16, 2018 2:26 pm

        Nie zmuszała na siłę niedźwiedziołaka do zrobienia postoju i krótkiego odpoczynku z powodu jego nogi i po usłyszeniu pierwszego "możemy iść dalej", porzucała drążenie tego tematu, przynajmniej do momentu kiedy stwierdziła, że znów należało zapytać się o to czy gladiator nie potrzebuje przystanąć. Na szczęście po jakimś czasie Śpiący Królewicz postanowił się wreszcie z łaski swojej obudzić. Nie miała Rubinowi za złe, że przez smutek jaki go ogarnął zapadł w sen, jak zrozpaczone dziecko, ale irytowało ją dlaczego on mógł sobie oszczędzać nawet przez tę chwilę swoje nogi i wymigać się nieświadomie od marszu, podczas gdy ona musiała dreptać o własnych siłach. Oczywiście, jeśli Zil zaproponowałby jej, że może dziewczynę nieco ponieść, wyśmiała by go z furią w oczach, o ile nie dorzuciłaby do tego jeszcze siarczystego plaskacza. Miała w końcu swoją godność, ale była oburzona tak dla zasady. Przynajmniej tryton na swoje szczęście zdawał się jakoś szybko pozbierać po śmierci konia i nie podejmował tego tematu.

        Lisołaki nie należą do najsilniejszego rodzaju ze wszystkich zmiennokształtnych, a siła samej Yve znajduje się jeszcze niżej w tej skali porównawczej, gdyż przedkładała to nad swoją wiedzę i zwinność. Poza tym skrytobójcy nie potrzebna jest siła, ponieważ jego zadaniem jest wyeliminowanie celu przy jednoczesnym nie zostaniu wykrytym, a do tego Yve miała niemały talent, choć nie skończyła podstawowej edukacji w cechu. Nie powinno być więc zdziwieniem, że pomoc w poniesieniu prowizorycznego plecaka z mięsem przyjęła z niemałą ulgą, a nawet uśmiechnęła się ciepło do niedźwiedzia dziękując mu łagodnie za to. Co Rubinowi mogło wydać się dziwne, gdyż dziewczyna rzadko otwarcie, bez wcześniejszej kłótni korzystała z pomocy innych i nie często można było od niej usłyszeć "dziękuje", zwykle z jej ust padały w takich sytuacjach słowa: "No nareszcie! Już myślałam, że będę musiała nieść to sama całą drogę". Przez szczerość w jej łagodnym tonie, było więc mało prawdopodobne by zaraz miała wyskoczyć z czymś takim, a później ujrzeć jak lisica z dumnie podniesioną głową i kitą idzie z gracją dalej, jak pani na swoich włościach.

        - Jesteśmy już niemal na miejscu. Wystarczy tylko pokonać jeszcze tamtą ścieżkę i dojść do groty, z której wybija ta rzeka. Przynajmniej tak było na tej twojej mapie. - Odpowiedziała trytonowi odprowadzając gladiatora podejrzliwym spojrzeniem. Ciekawiło ją czemu od nich odszedł, ale postanowiła to na razie zignorować, na rzecz ułożenia i rozpalenia ogniska. Później po prostu zapyta go o to, a jeśli nie będzie chciał współpracować to najzwyczajniej w świecie włamie mu się do umysłu i sama sobie weźmie interesującą ją odpowiedź.
        - Jeśli będziesz chciał później znosić z nich sztywną, bo zamrożoną rybę, to nie będę ci tego broniła. Każdy ma jakieś fetysze. - Zachichotała z rozbawieniem na uwagę Zila. Nie była do końca przekonana czy trytoni też się potrafią zapaść w stan odrętwienia jak ryby, płazy i gady kiedy tylko znacząco spadnie temperatura ich ciała. Była to dla niej na tyle interesująca zagadka, że miała nieodpartą ochotę przeprowadzenia niewielkiego i niegroźnego eksperymentu. Spojrzała na morskiego przyjaciela z podstępnym uśmieszkiem, a po tym na szumiącą rzekę w zasięgu wzroku i znów się zamyśliła, a po chwili zrezygnowała z tego przedsięwzięcia dochodząc do wniosku, że sprawdzi to innym razem w zimniejszym klimacie. Woda niedaleko nich na pewno jest chłodniejsza niż można zakładać o tej porze roku, ale spowodowane jest to tym, że pomiędzy drzewami nie może się odpowiednio nagrzać w promieniach słońca, a poza tym niedaleko znajduje się jej źródło wypływające z gór.
        - Myślę, że nie będziemy musieli wchodzić aż tak wysoko, choć nie wykluczam, że zdarzy nam się dojrzeć topniejące zaspy śniegu. - Dodała niedźwiedziowi zaraz bardziej racjonalnie, a po tym podniosła wzrok znad zapalających się gałązek na naturianina. - Jeśli myślisz, że nie wytrzymasz to ściągaj gatki i idź się zmoczyć. - Rzuciła do niego z niewinnym i słodkim uśmiechem.
        - Tobie również przydałaby się kąpiel, bo śmierdzisz krwią, a poza tym nie zaszkodzi jeśli przemyjesz rany. - Znów zwróciła się do Zil'vaha i wstała od ognia, przeciągając się mocno. Jej ogon zafalował przy tym radośnie podniesiony do góry, a po tym ciągnął się za nią jak tren, kiedy zbliżyła się do sterty gałęzi, których jeszcze nie zaczęła palić i przebierała w nich szukając odpowiednich do zrobienia prowizorycznego rożna na mięso.
        - Przy okazji Rubin - odezwała się wciąż kucając wypięta w ich stronę przy zebranych patykach. - Jak będziesz w wodzie nałap sobie ryb na kolację, chyba że będziesz jadł z nami sarninę. - Mruknęła z obojętnością, nazywając sarniną mięso wykrojone z martwego konia.
Avatar użytkownika
Yve
Szukający drogi
 
Inne Postacie: River, Aldaren, Valerian, Kiraie, Dantalian,
Rasa: Lisołak
Aura: Aura dumnie manifestuje swą znaczną siłę, w bursztynowym świetle, wyginając się we wszystkie możliwe strony, co daje złudzenie zmysłowego i delikatnego tańca urozmaiconego spokojną, głęboką melodią przenikającą na wskroś. Podczas całego przedstawienia ktoś stale coś szepcze i definitywnie jest to kobiecy głos, delikatny i miły jednak zrozumienie poszczególnych słów to nie lada wyzwanie. Powierzchnia natomiast posiada odcień żelaza, przyozdobiono ją miedzianymi kreseczkami z oddali przypominającymi sierść. Na samym dole zaś widać kobaltową obwódkę, a na szczycie rozsypane zostały barachitowe drobinki mieniące się w świetle dnia na wszystkie kolory. Wokół czuć wyraźnie dwa różne zapachy, które jakby walczyły o większe natężenie dlatego czasem łatwiej wyczuć zapach perfum, a innym razem słodką woń perfum. W dotyku twarda miejscami miękka, co nadrabia ostrymi wcięciami mogącymi z łatwością przeciąć skórę. Na całość opadają rdzawe, puszyste drobinki z bliżej nieokreślonego materiału. Gdyby ktoś zapragnął posmakować emanacji, przekonałby się, iż jest nieznośnie lepka i utrudnia otwieranie oraz zamykanie ust.
Wygląd: W ludzkiej postaci przebywa najczęściej:
Yve to ponętna, młoda kobieta mierząca osiem i pół piędzi (168,3 cm) ze szczupłą sylwetką szerszą w biodrach i ramionach, z wcięciem w talii z doskonałymi kobiecymi atrybutami, o których nie jeden mężczyzna marzy u swojej partnerki, a jeszcze więcej zauroczonych jej urodą skończyło ze złamanym sercem i wściekłością.
Smukłą ...
(Więcej)
Uwagi: Przez wykonywany przez siebie zawód odebrano jej możliwość posiadania własnych dzieci, ale nigdy to lisicy nie przeszkadzało. Swoim chodem i prowokacyjnym ubiorem ściąga na siebie uwagę, a ... (Więcej)

Postprzez Rubinento » Wt lut 20, 2018 10:45 pm

- Hmm... Okej - powiedział i również się uśmiechnął. Stwierdził, że na wszelki wypadek pójdzie się namoczyć, a skoro będą szli do groty, z której wybija rzeka to wody będzie pod dostatkiem. Słysząc uwagę niedźwiedzia, tryton zastanawiał się jak wytrzymały może być niedźwiedziołak, skoro moczyłby się w śniegu. To zimne, nielogiczne i można zamarznąć, czy otępieć. Naturianin skierował się w stronę wody. Rozebrał się i zamoczył w niej nogi, które przy zetknięciu z wodą natychmiast zmieniły się w ciemny ogon. Woda była bardzo zimna, czemu ciężko było się dziwić, w końcu spływała bardzo szybko z wysokich gór. Mieszkaniec mórz chciał zakopać się w mule i tam przeczekać aż woda zrobi się cieplejsza, ale w końcu się ogarnął. Złapał kilka ryb, gdyż nie wierzył za bardzo w tą całą "sarninę". Bawił się chwilę w wyrzucanie wody do góry i patrzeniu jak błyszczy... Zastanawiał się jak też może ten cały skarb wyglądać. Czy będą to pieniądze, zaklęte przedmioty, ubrania starożytnych... Albo to, co niektórzy ludzie za skarb uznają, czyli kolekcję rzadkich kamieni albo zbiór tutejszych ziół... W końcu służą do leczenia, a wiele osób twierdzi "zdrowie jest najważniejsze". Po chwili takiego leżenia zaczęło mu się nieco nudzić. Popłynął więc kilka razy wzdłuż rzeki i z powrotem, ponurkował trochę patrząc na zagrzebane w mule ryby, próbujące się ogrzać, jak i te, które poddane szybkiemu nurtowi rzeki, błyskawicznie się przemieszczały. Naturianin tęsknił trochę do jakichś większych, wodnych zbiorników, takich jak głębokie jeziora i im podobne, ale w końcu sam wyruszył zwiedzać świat. Ląd był taki interesujący... No, koniec tego wylegiwania się, czas wstawać!
Avatar użytkownika
Rubinento
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Fikiria, Zenith, Herse,
Rasa: Tryton
Aura: Wokół rozciąga się rozległe morze. Jego cynowe fale raz wzburzone innym razem spokojne, od horyzontu po widnokrąg, płyną w poszukiwaniu brzegu. Nawet gdy doświadczysz sztormu panującego na tym oceanie, śmiało możesz uznać, że siła prezentowana przez tutejszą aurę jest średnia i nie tak straszna jak morze próbuje się prezentować. Wśród piany znajdują się niewielkie smużki srebra, jednak są one nikłe, jeszcze nieukształtowane w pełni i szybko giną w cynowych odmętach. Wokół rozbłyskuje topaz, swoim jasnym blaskiem odbijając się od fal. Morze szumi i szemrze łagodnie ukrywając pod swoją muzyką znacznie cichsze buczenie i dziwne głosy. Zapach słonej morskiej wody jest tu wyraźny, same fale zaś miękkie i aksamitne w dotyku. Giętkie bałwany snują się pod dotykiem, zaskoczyć może jednak ich ostrość przemieszana z tępymi grzbietami. Smak jest delikatnie kwaśny, z nutkami pikanterii, w całkowitym odczuciu, uparcie lepiący się do ust.
Wygląd: Kiedy pierwszy raz widzisz Rubina pod wodą możesz dostrzec czarny ogon, który w połowie rozchodzi się tworząc 3 płetwy, złoty wisiorek, trzy razy oplatający jego szyję oraz ciemnobrązowe krótkie włosy w dotyku przypominające siano. Jeśli przyjrzysz się uważniej zauważysz, że na pozór groźny wyraz twarzy to tak naprawdę nieśmiały uśmiech. Zobaczysz, że to co wygląda na ... (Więcej)

Postprzez Zilvah » Śr lut 21, 2018 11:46 pm

- Groty mogą być zamieszkałe - zauważył zmiennokształtny, zerkając na ośnieżone szczyty ponad ich głowami, przypominające ostre kły uśpionej bestii. Myśl, że mieliby tam tak po prostu wejść, jakoś nie napawała go optymizmem. - Skąd pewność, że na waszym skarbie nie śpi wielki niedźwiedź, stado wilków, troll lub ziejący ogniem smok?
- Ojciec opowiadał mi kiedyś - kontynuował swoją wypowiedź, przypominając sobie baśnie i legendy, jakie krążyły w jego plemieniu, przekazywane ustnie podczas wspólnych biesiad. - O złotym grobowcu ukrytym w górach, w którym krasnoludy zamknęły całe złoto wydobyte na przestrzeni stu lat, a następnie zamknęły go na klucz, który zostawili w zamku. Tym sposobem każdy śmiałek mógł po niego sięgnąć, o ile dał radę sprostać Grandalowi, trollowi zabijającemu krzykiem. Przez trzysta lat nikt nawet nie przekroczył progu groty, nie mówiąc już o kutych z mosiądzu drzwiach. W końcu udało się to pewnemu myśliwemu, który uszył sobie strój jelenia i potajemnie wchodził do skarbca, by wynosić z niego kosztowności. Wiadomo bowiem, że troll, który zakosztuje ludzkiego mięsa, nie spojrzy już na inny smakołyk. Po za tym trolle są głupie, w jednym jeleniu nie widzą zagrożenia, po co więc miały krzyczeć.

Stara bajka opowiedziana Zilowi podczas mroźnej nocy może i nie była porywająca, a sam opowiadający nie wiedział, czemu postanowił ją przedstawić, ale jej sens był jak najbardziej aktualny. Przynajmniej w ich obecnym położeniu. Yve i Rubin chcieli odnaleźć ukryty skarb, więc logicznym było, że nie wziął się on tu bez powodu. Ktoś go tu ukrył i na pewno zabezpieczył. A nawet jeśli mechanizm pułapki rozpadł się z czasem, jaskinia na pewno skusiła jakąś wiwerę lub niedźwiedzia do założenia tam przytulnego gniazdka. Warto by więc mieć to na uwadze przed wyprawą w nieznane góry. Zil'vah wiedział, że w przeciwieństwie do trytona, który w tym duecie nie przejawiał większej inteligencji, lisołaczka na pewno wzięła pod uwagę występowanie ryzyka i to do niej mężczyzna w głównej mierze kierował te słowa. I robiąc to, miał problem z koncentracją.

Dopóki jego wzrok zakleszczony był na górskich, ośnieżonych szczytach, Zil mówił dość płynnie, przytaczając w myślach kolejne, zasłyszane fragmenty starej baśni. Niestety wszystko zepsuło jedno ciepłe spojrzenie na postać lisołaczki, która zaraz wypełniła jego myśli po brzegi. Mężczyzna zaczął coraz częściej na nią zerkać i się uśmiechać, co zaowocowało lekkim jąkaniem i bezskuteczną próbą odwrócenia wzroku. Duże, fioletowe oczy, wąska talia, zarysowane pod materiałem bluzki piersi, długie nogi i boski zapach, uderzający w jego niedźwiedzi węch niczym młot nawet teraz, gdy siedział kilka kroków dalej. Wszystko przykuwało jego wzrok i co za tym idzie, karmiło jego pożądanie do ambitnej i pewnej siebie kobiety. W pewnym momencie Zil'vah przestał nawet zauważać Rubina. Tryton, choć w zasięgu wzroku, wydawał się cieniem, na który patrzy się z konieczności, ponieważ pojawia się w zasięgu.

- Wejście z nim pod górę - wskazał na rybiego towarzysza - byłoby łatwiejsze niż ma się okazać zejście, kiedy już znajdziecie ten swój skarb. Swoją drogą, straciliśmy wóz i wierzchowca, jak chcesz zabrać ze sobą skrzynie złota? Zakładając oczywiście, że skarb jest prawdziwy. - To pytanie nurtowało zmiennokształtnego od początku ich wejścia do skalistej dolinki, gdzie urządzili postój. Patrząc na gabaryty trytona i lisołaczki, Zil'vah mógł łatwo przypuścić, że nie uniosą oni takiego ciężaru, choćby mieli najlepsze intencje. Dla niego pień drzewa czy okuta żelazem skrzynia to żadna różnica, ale fakt pozostaje faktem. Zrzekając się swojej części, Zil miał prawo odejść od kompanii lub biernie przyglądać się z boku. Złoto go nie interesowało, za nie nie mógłby przetrwać w lesie wielu mroźnych zim, za to z mieczem i krzesiwem w ręku już tak. Po za tym złoto to zbytek, który tylko by mu ciążył. Podobnie z resztą jak koszula, której nie nosi od dnia, kiedy jego ciało stało się solidnie utwardzone. Powody, dla których tu został była niewiedza o świecie alarańskim po za lodową północą i  dziewczyna o ognistym spojrzeniu.

- Możesz liczyć na moją pomoc - zaoferował lisołaczce, na sam koniec, a następnie wyciągnął miecz i oparł go o kamień.
Rzeczywiście powinien się umyć. Krew, kurz i zaschnięty pot warstwami zaczął odkładać mu się ma ramionach i plecach, powodując nieprzyjemne swędzenie skóry. Przechodząc obok Yve, a kierując się w dół strumienia, w kierunku nieco innym niż Rubin, Zil'vah napiął swoje mięśnie i nie odwracając wzroku, zniknął za większymi głazami. Mały pokaz miał jej na celu udowodnić, że on sam nie pozostaje obojętny wobec jej "zalotów", a skoro zdarzyło mu się oglądać za nią, z uśmiechem stwierdził, że i lisołaczka nie mogła oderwać wzroku od jego mięśni.

W strumieniu niedźwiedziołak nie spędził dużo czasu. Ledwie zanurzył się po pas na głębszym odcinku, zanurkował i przepłynął w płytsze miejsce, po drodze zdrapując czarniejące strupy ze swoich ramion. Woda była w sam raz, jak dla kogoś kto był odporny na mróz i większość swojego życia spędził na hartowaniu się w tym. Kiedy skończył, to jest przemył tors, twarz i ręce, przeszedł do uda. Z rany wysączała się właśnie resztka ropy, a siny obrzęk niemal zatracił swój kolor. Wciąż widoczny był jednak ślad po strzale oraz jasnoczerwone mięso, miejscami nacięte. Przemywając ranę zimną, źródlaną wodą, Zil'vah nie mógł powstrzymać się od paskudnego przeklinania. Szybko się jednak uspokoił i ponownie owinął nogę.
Do obozowiska wrócił po niecałej godzinie, niosąc ze sobą płaski kamień, na którym mogliby smażyć kawałki koniny i ryb, złowionych przez Rubina.
- Woda cieplutka - zaśmiał się siadając, chcąc dosuszyć się przy ognisku.
Avatar użytkownika
Zilvah
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Tivo,
Rasa: Niedźwiedziołak
Aura: Młoda hardo lśniąca aura objawi się przed Twymi oczyma niczym górskie szczyty wyłaniające się znad ściany lasu czy chmur. Ich żelazne stoki połyskują chłodnym metalowym blaskiem w świetle. Chociaż stal jest tu dominującym kolorem, pośród przykrytych śniegiem grani widać też niewielkie smugi barachitowych porostów. Na granicy nieboskłonu rozbłyskuje dość wyraźny topaz. W białym puchu zalegającym w pobliżu, dostrzec można niedźwiedzie ślady. Wśród mroźnego zimowego powietrza unosi się wyraźny zapach wilgotnej od śniegu niedźwiedziej sierści. Skały są niewiarygodnie twarde. Ich krawędzie ukazują się jako na przemian przytępione i wyostrzone srogim wiatrem, tak samo jak ich powierzchnie, które są kolażem gładkich i chropowatych połaci. Rosnące w szczelinach porosty są odmienne giętkie od nieustępliwych skał. Smak aury odpowiada jej charakterystyce. Jest wyraźnie pikantna z odcieniami goryczy. Jest też nieco lepka przypominając o sobie jeszcze chwilę po zakończeniu czytania emanacji.
Wygląd: Człowiek:

W tej postaci Zil'vah mierzy około czterech łokci (237,6 cm) i waży jakieś cztery centary (162,2 kg) co na niedźwiedziołaka z Dalekiej Północy jest raczej normą, choć mieszkańcy Alaranii mogą różnie na to spoglądać. Postury bardzo potężnej, wręcz byczej, o szerokich barkach, torsie i dłuższych kończynach. Muskulatura godna bogów, niczym wyrzeźbiona w ...
(Więcej)

Postprzez Yve » Cz lut 22, 2018 1:25 am

        Wysłuchała uważnie jego obaw, rozpalając ognisko, a kiedy się nad czymś zadumał, spojrzała na niego i kokieteryjnie wtuliła w swoją kitę. Była pełna podziwu, że postanowił napomnieć o ewentualności zamieszkania takowej groty, nie mniej nie było dla niej zdziwieniem, że coś takiego przyszło temu mięśniakowi do głowy. W końcu mógł się nie przejmować zagrożeniem biorąc pod uwagę swoją siłę i umiejętności, a jednak postanowił się otwarcie wypowiedzieć, niewątpliwie sugerując się własnymi doświadczeniami. Ona się jednak tym nie przejmowała, w końcu była tylko małym, niewinnym liskiem, żadna poczwara nie powinna się nią nazbyt zainteresować (choć godziło to w dumę zmiennokształtnej, a zwłaszcza jej ego, ale przynajmniej zapewniało ocalenie skóry.

        Odwróciła się w stronę Zila by mu odpowiedzieć, ale widząc jak na nią patrzy i jak zaczyna się jąkać, uśmiechnęła się jeszcze szerzej. Przy takim adoratorze chyba nawet nie miałoby już dla niej zainteresowanie ze strony kogoś innego. Maciupki eksperyment jaki właśnie uroił się w jej główce, dla sprawdzenia swojej hipotezy, tym razem miała zamiar bez wahania przeprowadzić, w przeciwieństwie do tego odnośnie zamrożenia Rubina. Tym bardziej, że tryton odszedł, więc bez krępacji mogła przystąpić do realizacji swojego badania. Tak przynajmniej by to brzmiało, gdyby kobieta się kiedykolwiek, lub w jakiejkolwiek sytuacji krępowała. Wstała i niczym drapieżnik na polowaniu zaczęła się zbliżać do niedźwiedzia kołysząc hipnotycznie swoimi biodrami i falując ogonem. Pozwoliła sobie nawet nieco zaszaleć i wcisnęła do umysłu Zila wizję swojego nagiego ciała, tak jakby w tej chwili zniknęły z niej wszelkie ubrania, które wciąż na sobie miała. Cały czas słuchała jego opowieści i mruczała uwodzicielsko jakieś drobne odpowiedzi mające na celu podtrzymać jego wypowiedź. W końcu oparła dłonie na jego twardej piersi i przysiadła niemal na skraju jego kolan uważając na ranne udo.

        - Przecież jesteśmy zwierzętami - szepnęła mu do ucha kuszącym tonem, lekko przygryzając jego krawędź. - Żadna bestia nie zwróci na nas uwagi, a Rubina w ostateczności rzuci się na pocieszenie do zjedzenia potworkowi. - Dodała i wywodząc dłońmi po jego bliznach, nie odrywała swojego pewnego siebie spojrzenia od jego twarzy i oczu zdradzających wszystkie uczucia niedźwiedzia. Nawet nie musiała wdzierać mu się do głowy, by wiedzieć co Zil o niej myśli. To ją bardzo bawiło. Odpowiednio sprowokowanym mężczyznom ciężko było ukryć prawdziwe emocje w porównaniu do kobiet, które potrafiły być w tym mistrzyniami, a nawet oszustkami w okazywaniu innych uczuć niż w rzeczywistości nimi zawładnęły. Nie miała już żadnych wątpliwości - jej eksperyment się udał i nawet dowiedziała się więcej niż chciała bez konieczności wydzierania tego z głowy zmiennokształtnego.

- Jesteś uroczy, ale Rubin sam sobie poradzi - odpowiedziała na kwestię pomocy w przenoszeniu skarbu, którego właśnie się nie tak wprost zrzekła. Co najwyżej wypełni kosztownościami swoją torbę i to jej w zupełności wystarczy. W końcu gdyby tylko zechciała, mogłaby sprawić by napotykani przez nią w miastach mężczyźni wykładali za nią pieniądze, nie ważne za co. Wygodnie było być kobietą.

Kiedy Zil'vah odchodził, nie mogłaby się za nim nie obejrzeć. Jej popisy wywołały oczywiście zamierzony efekt i serce zmiennokształtnej zatrzepotało jak uwięziony ptak, ale zaraz się zaśmiała z rozbawieniem kręcąc głową. "Mężczyźni...", pomyślała jeszcze chwilę się szczerze śmiejąc.

Po chwili usatysfakcjonowana lisica uśmiechnęła się niewinnie i zeskoczyła z jego kolan jakby nigdy nic, jakby siedziała po prostu na krześle i udała się z powrotem do ogniska. W jej rudej główce pojawiła się intrygująca myśl, jak po tym małym przedstawieniu postąpi Zil. Jaki to będzie miało w przyszłości skutek, i jeśli rzeczywiście się nią interesował tak, jak mężczyzna powinien się interesować kobietą, to ile jego podchody będą trwały nim weźmie sytuację w swoje ręce i postawi sprawę jasno. Dorzucając kolejne patyki do ogniska pojawił się w jej głowie kolejny pomysł jakby w przypływie natchnienia, własnej nieprzyzwoitej ciekawości i podstępnie, ale... Z tym poczeka, aż zbiorą się do kolacji dwójka jej towarzyszy. Nie miała wątpliwości, że to będzie ciekawe doświadczenie, na którego myśl zachichotała pod nosem. Wiedząc, że obecnie mężczyźni poszli się kąpać i została sama w ich "obozowisku", gmerając w ognisku i podtrzymując płomień.

- Jak uważasz... - mruknęła zerkając przez ramię i taksując uważnie niedźwiedzia wzrokiem od stóp do głów, nie szczędząc sobie zatrzymywania się spojrzeniem tu i ówdzie, gdzie widać było, jak bardzo woda była "ciepła". Zachichotała z rozbawieniem i przyjęła od niego kamień, który zaraz odpowiednio ułożyła na ognisku by się nagrzewał. Na prowizorycznym rożnie już się piekło nad ogniem kilka kawałków nabitych na patyk.

Kiedy wrócił Rubin, nie brała od niego ryb, bo coś jej się kojarzyło, że wolał jeść surowe. Przez chwilę się zastanowiła czy nie pochodziło to czasem kanibalizm, skoro on również był w połowie rybą. Zadumała się nad tym przyglądając się równie uważnie trytonowi, tym razem nie było na jej twarzy drwiącego uśmieszku, a jedynie ściągnięta przez zamyślenie mina.
Avatar użytkownika
Yve
Szukający drogi
 
Inne Postacie: River, Aldaren, Valerian, Kiraie, Dantalian,
Rasa: Lisołak
Aura: Aura dumnie manifestuje swą znaczną siłę, w bursztynowym świetle, wyginając się we wszystkie możliwe strony, co daje złudzenie zmysłowego i delikatnego tańca urozmaiconego spokojną, głęboką melodią przenikającą na wskroś. Podczas całego przedstawienia ktoś stale coś szepcze i definitywnie jest to kobiecy głos, delikatny i miły jednak zrozumienie poszczególnych słów to nie lada wyzwanie. Powierzchnia natomiast posiada odcień żelaza, przyozdobiono ją miedzianymi kreseczkami z oddali przypominającymi sierść. Na samym dole zaś widać kobaltową obwódkę, a na szczycie rozsypane zostały barachitowe drobinki mieniące się w świetle dnia na wszystkie kolory. Wokół czuć wyraźnie dwa różne zapachy, które jakby walczyły o większe natężenie dlatego czasem łatwiej wyczuć zapach perfum, a innym razem słodką woń perfum. W dotyku twarda miejscami miękka, co nadrabia ostrymi wcięciami mogącymi z łatwością przeciąć skórę. Na całość opadają rdzawe, puszyste drobinki z bliżej nieokreślonego materiału. Gdyby ktoś zapragnął posmakować emanacji, przekonałby się, iż jest nieznośnie lepka i utrudnia otwieranie oraz zamykanie ust.
Wygląd: W ludzkiej postaci przebywa najczęściej:
Yve to ponętna, młoda kobieta mierząca osiem i pół piędzi (168,3 cm) ze szczupłą sylwetką szerszą w biodrach i ramionach, z wcięciem w talii z doskonałymi kobiecymi atrybutami, o których nie jeden mężczyzna marzy u swojej partnerki, a jeszcze więcej zauroczonych jej urodą skończyło ze złamanym sercem i wściekłością.
Smukłą ...
(Więcej)
Uwagi: Przez wykonywany przez siebie zawód odebrano jej możliwość posiadania własnych dzieci, ale nigdy to lisicy nie przeszkadzało. Swoim chodem i prowokacyjnym ubiorem ściąga na siebie uwagę, a ... (Więcej)


Powrót do Góry Druidów

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron