Oaza Mia-Alkhama[Oaza Mia-Alkhama] Musicie być jak szalona rzeka, jak...

Niewielka oaza znajdująca się na terenach należących do Na'Zahiru. Pustynne miasteczko, jakich wiele pośród wydm, różniące się jedynie liczbą stacjonujących tam wojsk. Oaza zbudowana wokół zbiornika, czystej, słodkiej wody, lecz nikt do tej pory nie nadał mu jeszcze żadnej nazwy.
Awatar użytkownika
Sadik
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 61
Rejestracja: 2 lat temu
Rasa: Mahińczyk
Profesje: Strażnik , Żołnierz
Kontakt:

Post autor: Sadik »

        Sadik cały czas powtarzał sobie, że tym razem mu się udało, że dobrze zrobił. Najpierw to ożywienie Sary w jej pokoju, później entuzjazm Nefa, a teraz również jego pani… No dobrze, w tym ostatnim przypadku trudno mówić o entuzjazmie, ale na pewno troszeczkę poprawił jej nastrój tym spotkaniem. Może to będzie kroczek w dobrą stronę, o ile dziewczyna znowu nie zgaśnie, gdy przyjdzie czas rozstania z pupilem… Ale na razie pułkownik się tym nie martwił. Dał im chwilę na przywitanie i wrócił do domu pod dogodnym pretekstem przyniesienia przekąsek dla wielbłąda. Gdy wrócił, Nef wylewnie okazywał swoje uczucia liżąc ręce Sary, a ona cicho do niego przemawiała. Sadik nie chciał przerywać, ale i tak wtrącił się z krótkim zdaniem o przyniesionych warzywach. Później zaś – by im nie przeszkadzać – usiadł niemal na drugim końcu tej niby-altanki i zabrał się za czytanie swoich raportów. Zabrał ze sobą rysik i co jakiś czas stawiał nim kropki na marginesie – znak, że coś budziło jego wątpliwości i będzie musiał tę sprawę podrążyć. Czasami to były detale, wręcz pierdółki, ale i tak wymagały jego uwagi.
        - Chcesz może książkę? – upewnił się po jakimś czasie, bo pamiętał, że Sara poprzedniego dnia czytała. – Albo wachlarz? Wiem, że jest gorąco, ale to wbrew pozorom najchłodniejsza część ogrodu, bo od kamienia idzie chłód. Na trawie już bardziej praży słońce.
        Dostosował się do jej woli. Liczył poza tym na to, że może odrobina słońca, bliskość pupila i tak cała reszta być może pomogą jej odzyskać nastrój. Gdzieś z tyłu głowy miał myśl, że w sumie może powinien z nią porozmawiać, ale raz: nie wiedział jak zacząć, a dwa: miał jeszcze trochę pracy do wykonania. Odłożył to więc na później, na razie starając się zapewnić jej po prostu regenerujący wypoczynek.
Awatar użytkownika
Sarabi
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 58
Rejestracja: 4 lat temu
Rasa: Mahińczyk
Profesje: Władca
Kontakt:

Post autor: Sarabi »

Przez wszystkie wydarzenia ostatnich dni Sarabi zapomniała nawet o tym, że pióra na jej rękach są widoczne. Sadik wydawał się zupełnie to ignorować, więc raczej nie domyślał się skąd się wzięły. Nie pytał, a ona sama z siebie nie zamierzała mu mówić, że jest księżniczką, a to cecha królewskiego rodu. W tej chwili skupiła się na Nefie. Jego bliskość była przyjemną odmianą od towarzystwa Amii i medyka. A Sadik... Cóż... Już nie wiedziała jak z nim jest i nie miała siły się nad tym zastanawiać. Jakkolwiek by go nie nazwała, mieszkała w jego domu, a on przynajmniej starał się nią opiekować.

Karmiąc swojego dromadera na chwilę zapomniała o troskach. Noga zdawała się nie boleć. Skurcze były jakby mniejsze. Nawet upał tak nie doskwierał. Nef chrupał wesoło marchew, a jego mlaskanie nawet odrobinę bawiło mahinkę.
- Dobry wielbłąd - powiedziała głaszcząc do po głowie.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę, że jesteś. Kochany Nefi.
Gdy Sadik zaproponował jej książkę lub wachlarz, podziękowała. Zgarnęła sobie kilka poduszek i położyła się na siedzisku wkładając sobie jedną z poduch pod głowę. Wielbłąd chrapnął głośno, wygiął szyję i położył swoją głowę na jej piersi. Sara powoli gładziła go po sierści i drapała za uszami. Dromader nie ciążył jej, a ona czuła się przy nim bezpiecznie. Odprężyła się na tyle, by zasnąć. Nie "padła" jak wcześniej, tylko odpłynęła w przyjemny sen.

Obudziła się stosunkowo szybko. Minęła pewnie niespełna godzina. Kiedy otwarła oczy zobaczyła, że pupil nadal jest przy niej i to ją pokrzepiło. Usiadła powoli i rozejrzała się dookoła. Sadik siedział tak jak przedtem wertując jakieś papiery. Spojrzała na niego ukradkiem i pomyślała, że powinna się odezwać. Porozmawiać. Tylko, że zupełnie nie wiedziała jak zacząć. Znów skupiła swoją uwagę na futrzastym przyjacielu. Pomyślała, że może powinna przeprosić, za to, że musi się nią zajmować, że siedzi mu na głowie, ale zaraz uznała, że to nie najlepszy pomysł. Mówienie, że zapłaci mu za to co dla niej robi też było wykluczone. Westchnęła ciężko. Skoro nie "przepraszam", to może...

- Dziękuję - odezwała się. - Za wszystko. Ty, Amia, Kalim... Jesteście dla mnie bardzo dobrzy. I to nie tak, że nic nie mówiłam, bo jestem niewdzięczna. Ja po prostu... Pewnie teraz myślisz, że wcale nie uciekłam przed małżeństwem, tylko przed, przed tym... Ale to nie tak. - Nie umiała wysłowić się tak jakby chciała. Myślała, że nigdy nie przyjdzie się jej tłumaczyć z przeszłości. Chciała od niej uciec, tak jak od wszystkiego co zostawiła za wydmami. Oparła czoło o głowę Nefa.
- To było kilka tygodni temu. On... Jest przyjacielem mojego ojca. Próbowałam się bronić, krzyczeć... Ale to nic nie dało... Nic... - Czuła jak serce podchodzi jej do gardła. Objęła Nefa za szyję i przytuliła się do niego mocno.
- Ja nie wiedziałam, że jestem... Nie wiedziałam, że mogę być... I jak miałam tam zostać? Ojciec chce mnie wydać za mąż. Nic nie wie. Nikt nie wie - rozpłakała się, wtulając twarz w sierść przyjaciela.
Awatar użytkownika
Sadik
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 61
Rejestracja: 2 lat temu
Rasa: Mahińczyk
Profesje: Strażnik , Żołnierz
Kontakt:

Post autor: Sadik »

        Sadik nie nalegał by organizować Sarze czas - rzucił parę propozycji, które wydawały mu się najbardziej stosowne i tyle. Nawet gdyby chciał, nie mógł zabawiać jej rozmową, bo miał jeszcze trochę pracy do wykonania. Ona jednak zasnęła. Wydawało mu się, że to dla niej dobre wyjście, bo gdy spała, regenerowała siły i szybciej zdrowiała. A on mógł się wtedy zająć pracą, choć i tak nieustannie na nią zerkał. Wszystko w porządku? Oddychała równo? Nie pociła się nadmiernie, nie krwawiła, nie bladła? Może nie był przewrażliwiony, ale na pewno czujny. Dostrzegł więc, gdy po pewnym czasie się obudziła. Na moment przerwał pracę, by w razie czego nie musieć odrywać się od raportu w połowie zdania. Patrzył na nią, gdy wstawała. Nie chciał zrywać się od razu, by jej w tym pomóc - nie mógł się nad nią nieustannie trząść, wydawało mu się, że powinien dać jej robić niektóre rzeczy samodzielnie.
        Gdy nagle się odezwała, mówiła ewidentnie do niego i na dodatek od razu mu podziękowała, przez moment wyglądał na zaintrygowanego. Nie spodziewał się prawdę mówiąc podziękowań.
        - Niewielka tu moja zasługa - zaoponował cicho. Wcale nie była to udawana skromność, naprawdę uważał, że niewiele tak naprawdę dla niej zrobił, zwłaszcza w porównaniu do obojga medyków. Bez ich pomocy ona mogłaby już dawno… Nie żyć. Lepiej o tym nawet nie myśleć.
        Choć korciło, by dyskutować, Sadik nie przerywał Sarze. Wydawało mu się, że ona musi z siebie coś wyrzucić i nie można jej poganiać ani tym bardziej przerywać. Trochę było mu głupio, że akurat jemu przypadła rola spowiednika. Biedna Sara, musiała być bardzo zdesperowana, by z kimś podzielić się swoim sekretem. Cóż, przy nim przynajmniej miała pewność, że nikomu nie rozgada. Był generalnie dyskretny i wbrew pozorom miał w sobie wiele taktu, ale też najzwyczajniej w świecie nie miałby komu powiedzieć tego, co by usłyszał. Ciekawe, czy w ogóle o tym myślała czy tak naprawdę po prostu musiała to z siebie wyrzucić, bez względu na zaufanie?
        Sadik jednak nie potrafił jej wysłuchać w spokoju. Odłożył swój rysik i raport na bok już przy pierwszych objawach, że to coś poważnego. Patrzył na nią bardzo uważnie, prawie nie mrugał. Choć starał się zachować kamienną twarz, brwi mu się ściągnęły, a w oczach pojawił… nie gniew czy irytacja, o które najłatwiej byłoby go podejrzewać, a… troska i żal. Nie silne, ale zauważalne. Był może skurczybykiem, ale tylko na zewnątrz. W środku nadal miał ludzkie uczucia i odruchy.
        Gdy Sara już kończyła, wtulona w swojego wielbłąda, a jej głos coraz mocniej się łamał, Sadik wstał. Bez słowa podszedł i usiadł obok niej. Wsunął rękę pod jej dłoń, by ją uścisnąć, a drugą ręką otoczył jej ramiona i przygarnął ją do siebie. Nie przytulał jej, raczej pozwalał, by to ona wtuliła się w niego, jeśli miała taką potrzebę. Nie chciał, by poczuła się zaatakowana.
        - Dobrze zrobiłaś odchodząc stamtąd - oświadczył z przekonaniem. - Jeśli nie miałaś tam nikogo by cię chronił… Dobrze zrobiłaś - powtórzył. - Przykro mi z powodu tego, co cię spotkało - dodał szeptem, trochę mocniej ściskając jej dłoń. Chwilę milczał.
        - Nigdy cię nie oceniałem - zapewnił. - Ani tym bardziej nie potępiałem. Na potępienie zasługuje ten, kto ci to zrobił. Byłaś dzielna, że podjęłaś decyzję o ucieczce. Tutaj nikt cię nie skrzywdzi, w oazie jesteś bezpieczna.
        Choć może nie powinien, Sadik nie potrafił przestać myśleć o tym, że może dobrze się stało, że Sara straciła tamto dziecko - nie wyobrażał sobie, by miała urodzić dziecko z gwałtu. Lepiej, że straciła je teraz nim tak naprawdę nabrała świadomości tego, że jest w ciąży...
        A że pułkownik nie miał na ten moment nic więcej mądrego do dodania, siedział z Sarą w milczeniu, obejmując ją i dając jej się wypłakać w swoje ramię.
Awatar użytkownika
Sarabi
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 58
Rejestracja: 4 lat temu
Rasa: Mahińczyk
Profesje: Władca
Kontakt:

Post autor: Sarabi »

Nie powiedziałaby Amii ani Kalimowi. Ta pierwsza była dla niej bardzo miła, ale Sara nie czuła się przy niej do końca dobrze. Miała wrażenie, że znachorka traktuje ją jak dziecko. Zaś medyk, no cóż, jemu w ogóle nie ufała na tym poziomie. Sadik był dla niej najbliższą w tej chwili osobą. I była świadoma tego, że nadchodzący czas spędzi w jego domu. Nie chciała być brana za dziwkę, która puściła się, zaszła w ciążę i uciekła. Nawet nie wiedziała, że miała urodzić dziecko. I tak okłamywała mężczyznę nie mówiąc mu o swoim prawdziwym pochodzeniu. Ono było już nieważne. Przestała być księżniczką, kiedy przekroczyła mury miasta.

Sadik był pierwszą osobą, której wyznała swój sekret. Nie powiedziała ani matce, ani niani. A ojca się bała. Nie wiedziała co by zrobił, gdyby dowiedział się, że jego wezyr jest gwałcicielem. Ufał mu jak ślepiec, wierzył w jego czysty charakter. Tymczasem Alshar od miesięcy nękał Sarę. Niby przypadkiem zostawał z nią sam na sam. Jakimś cudem przysiadał się do niej w ogrodach, zawsze kiedy była zmiana warty. Unikała go, uczepiona zawsze swoich służek, nauczycieli, niani. Ale nie zamykała drzwi na klucz. Nie przewidziała jak daleko mężczyzna będzie się w stanie posunąć. I to był jej błąd. Wszyscy myślą, że gwałt dzieje się o zmroku, w ciemnej uliczce, przez podejrzanego typa. Ale wezyr, w środku dnia, może odwołać nawet strażników księżniczki i zrobić z nią co mu się żywnie podoba. A potem udawać, że nic się nie wydarzyło.

Może powinna była powiedzieć ojcu, ale w głębi duszy czuła, że jej nie uwierzy. Alshar był jego przyjacielem, wiernym sługą, kompanem, namiestnikiem królestwa. Zawsze służył mu radą, miał nieskazitelną opinię i był niezwykle lubiany. A ona była zbuntowaną córką, której praktycznie nie znał. Wątpiła by uwierzył właśnie jej.

Uciekła z kraju wmawiając sobie, że robi to, bo nie chce być królową, nie chce wyjść za mąż, a wielki świat ją woła. Chciała, żeby tak było. Wmawiała sobie, że to nie ma nic wspólnego z tamtym wydarzeniem. Powtarzała, że nie chciała wyjść za mąż za nieznajomego brutala. Wszystko po to by zapomnieć, by nie pamiętać. Przecież kłamstwo powtarzanie wiele razy staje się prawdą. Tak myślała. Próbowała wyprzeć tamto wspomnienie, ale ono wróciło i uderzyło w nią jak burza piaskowa. Powaliło, zabrało oddech i przysłoniło świat.

Nie sądziła, że Sadik zdobędzie się na jakikolwiek czuły gest, dlatego obejmowała za szyję Nefa. Jemu zawsze mogła się wypłakać. Ale kiedy mężczyzna przysiadł obok niej, kiedy ją objął, powoli puściła wielbłąda i przytuliła się do niego. Nie płakała, bo bolała ją noga. Płakała, bo bolała ją dusza. Musiała trafić do oazy należącej do obcego kraju, zostać pogryziona przez psa i poznać Na'zahirczyka, by wyrzucić z siebie najgorszą rzecz, jaka jej się przytrafiła. Czasem łatwiej było powiedzieć komuś, kto nie miał wcześniej nic wspólnego z przeszłością.

Nie miała bladego pojęcia, czy nazwałaby pułkownika przyjacielem, ale chcąc nie chcąc stał się jej opiekunem i powiernikiem. Głowę miała wtuloną w jego szyję, a ręce obejmowały go za plecy. Pewnie powinna się bać, ale tak nie było. Od tamtego wydarzenia nie pozwalała nikomu się dotknąć, nawet niani. Kiedy opuściła Lirin-Dahr poczuła się wolna, dlatego tamtej nocy uratowała przed pobiciem pijanego nieznajomego. Dlatego rzuciła mu się na szyję. A potem, zwyczajnie przyzwyczaiła się do bycia dotykaną, zwłaszcza przez Sadika, który nosił ją na rękach. Z innym człowiekiem i w innych okolicznościach może byłoby to nawet romantyczne. Tak czy inaczej, jego bliskość nie była dla niej przerażająca, a dodawała jej otuchy.

- Nienawidzę go - powiedziała przez łzy. Płakała tak bardzo, że Sadik miał już mokrą szyję i ramię.
- I ojca. Nienawidzę ich. - Chciała powiedzieć, że dobrze się stało, że straciła dziecko, ale samo słowo "dziecko" nie chciało jej przejść przez gardło. Dla niej to był intruz, który tylko przypominałby jej o tym co się stało. Nie chciała go. Poronienie mogło ją zabić, ale było lepsze niż noszenie pod sercem koszmaru.
- Jestem taka zmęczona. Chcę, żeby było już dobrze...
Awatar użytkownika
Sadik
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 61
Rejestracja: 2 lat temu
Rasa: Mahińczyk
Profesje: Strażnik , Żołnierz
Kontakt:

Post autor: Sadik »

        Sadik nie zamierzał dopytywać. Ani kto to zrobił, ani jak, ani kiedy. To nie było śledztwo. Sara była dla niego w tym momencie po prostu kobietą, która potrzebowała wsparcia, a nie na siłę wyciągania szczegółów tego co się wydarzyło. Powie ile będzie chciała powiedzieć - tyle, by czuć się z tym dobrze, a nie pod przymusem. On był po to, by jej wysłuchać, nie oceniać. Był jednak wściekły i sfrustrowany, gdy widział jej łzy. Oczywiście nie na nią, a na jej oprawcę. Skrzywdził ją przyjaciel jej ojca. Przyjaciel! Co za podła kanalia. Jak on mógł tak skrzywdzić córkę kogoś, kogo znał? W ogóle zrobić coś takiego kobiecie… Dla Sadika to było zachowanie gorzej niż zwierzęce - tak bardzo nie panować nad swoimi żądzami… gdyby Sara była jego córką lub siostrą, chyba zabiłby takiego, nieważne kim by był. Szkoda, że za nią nikt się nie ujął. Biedna dziewczyna…
        To, że moczyła mu rękaw łzami nie było ważne - przecież wyschną. Niech się wypłacze, może poczuje ulgę. Sprawiała wrażenie, jakby tłumiła to w sobie aż do teraz. Okropne, że pierwszą okazję by się wygadać miała dopiero w domu obcego, a nie wśród bliskich. Biedna Sara.
        - Teraz już będzie lepiej - zapewnił ją cicho, gdy wyraziła swoją nieśmiałą nadzieję. - Uciekłaś od nich, możesz zacząć nowe życie. Rany na ciele się zagoją, a ty zaczniesz od nowa. Dasz radę, jesteś bardzo dzielna.
        Nie kadził jej, nie mówił miłych rzeczy by poczuła się lepiej. To była prawda, tak odbierał Sarę - poradziła sobie z wieloma przeciwnościami losu zupełnie sama. Miała silną osobowość, teraz po prostu za wiele zwaliło jej się na głowę.
        - Mogę ci jakoś pomóc? - zapytał. Tak po prostu, bez owijania w bawełnę, bez udawania, że wie co robić i jak z nią teraz postępować, bez dawania złotych rad, bo przecież nie był w stanie postawić się na jej miejscu. Chciał zrobić coś, co jej naprawdę pomoże, a nie tylko wykonywać jakieś bezsensowne gesty.
Awatar użytkownika
Sarabi
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 58
Rejestracja: 4 lat temu
Rasa: Mahińczyk
Profesje: Władca
Kontakt:

Post autor: Sarabi »

Ogromny ciężar opuścił jej ciało. Jakby całe tamto wydarzenie schowała w ołowianej kuli gdzieś na dnie swojej podświadomości, która nareszcie postanowiła spaść na ziemię i roztrzaskać się na drobne kawałki. Chciała zapomnieć i może by się jej to udało, gdyby nie fakt, że zaszła w ciążę. To wszystko ją przytłoczyło. Psy, noga, pułkownik, poronienie. Jakby całe zło tego świata skoncentrowało się na niej. Gdyby spojrzeć z boku, to faktycznie, dziewczyna nie miała szczęścia. Nawet do opiekuna, przynajmniej tak jej się wydawało. Aż do teraz, bo Sadik nareszcie pokazał więcej empatii, niż wcześniej. Sara nie umiała traktować go jak obcego, już nie.

Ciepło drugiego człowieka, objęcia, zwykły dotyk, czasem działały cuda. W samotności wszystko bolało bardziej. A Sara miała już dość duszenia wszystkiego w sobie. Chciała pęknąć od nadmiaru myśli i uczuć lub zamknąć się na cztery spusty i umrzeć. Skończyć to wszystko. To co się ostatnio działo było jak skalna lawina, jeden kamień pociągnął za sobą tysiące, a księżniczka miała wrażenie, że leży na dnie wąwozu i nie może się ruszyć. Wie, że kolejny kamień ją przygniecie, a następny zabije, ale nie może pokonać ograniczeń swojego ciała.

Coś w niej pękło, poczuła się słaba i zmęczona, ale nie wynikało to tym razem z bólu, a z ulgi. Niewielki gest pułkownika sprawił, że płacząc, poczuła się lepiej. Zeszło z niej całe napięcie, a fizyczne dolegliwości zeszły na dalszy plan. Jej płacz osiągnął apogeum i zaczął zmniejszać swoją intensywność.
- Jestem taka zmęczona - odpowiedziała na pytanie mężczyzny. - Chciałabym pójść spać, ale nie w pokoju, tylko tutaj.
Ciągle wisiała na Nazahirczyku, a jego koszula przyjmowała z pokorą jej łzy, jednak Sadik musiał wyraźnie czuć, że kobieta opada z sił.
Awatar użytkownika
Sadik
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 61
Rejestracja: 2 lat temu
Rasa: Mahińczyk
Profesje: Strażnik , Żołnierz
Kontakt:

Post autor: Sadik »

        Sadik przez moment obawiał się, że jego próba pocieszenia Sary nie tylko nie przyniosła żadnego rezultatu, ale może nawet odniosła odwrotny skutek. Nie przez to, że płakała bardziej czy mniej tylko… Po prostu, martwił się o nią, mimo pozy jaką do tej pory przybierał. Trochę spokojniejszy zrobił się dopiero, gdy mu odpowiedziała i gdy poczuł, że mimo rozpaczy, jaka nadal ją ogarniałą, ona się rozluźnia. Jakby… Nie miała już siły na dalszy płacz, ale w sposób, który nie budził jego niepokoju. Nie spodziewał się, by znowu wpadła w taki stupor jak wcześniej, raczej porównałby to do stanu po wzmożonym wysiłku - teraz potrzebowała odpoczynku i już będzie lepiej. Chociaż trochę lepiej. A z kolejnymi dniami… Nie liczył, że przy nim wróci do pełnej sprawności, on nie potrafił się nią tak zająć, by znowu była taka jak tamtej nocy, gdy się poznali - pełna życia, zadziorna. Ale może da jej podstawy tego, by przy innych mogła znaleźć swoje miejsce i nowe szczęście.
        - Dobrze - odpowiedział spokojnym tonem na jej prośbę. Przyniósł już wcześniej koce i poduszki, by można było tu wygodnie siedzieć albo nawet się położyć. Rozejrzał się jeszcze dyskretnie, czy na pewno jest tu wszystko, czego Sara mogłaby potrzebować w trakcie drzemki.
        - Daj, pomogę ci - poprosił, odsuwając się od niej i delikatnie asekurując ją, gdy się kładła. - Obróć się w tę stronę, to słońce nie będzie cię razić w oczy - zasugerował na samym początku. Później podał jej więcej poduszek, jeśli potrzebowała, a jeśli było wręcz przeciwnie, zabrał ich nadmiar.
        - Trzeba ci jeszcze czegoś? - upewnił się. - Jakby co będę tu siedział, co najwyżej pójdę do kuchni, więc nie wahaj się wołać. Cały czas będę w pobliżu.
        I to powiedziawszy Sadik przelotnie pogłaskał Sarę po włosach i odsunął się od niej, by mogła się już wygodnie położyć. Wrócił na swoje miejsce na drugiej ławie, zerkając na nią sięgnął po niedawno czytany raport. Niby pochylił się nad nim, lecz cały czas zerkał na dziewczynę, by upewnić się, że wszystko z nią w porządku. Każde skrzywienie, każda oznaka dyskomfortu zwróciłaby jego uwagę, lecz najwyraźniej była zbyt zmęczona, by długo się temu opierać i po prostu wkrótce zasnęła. Wtedy pułkownik przyglądał jej się trochę dłuższą chwilę. Martwił się o nią - o to co jej się stało i o to, co ją jeszcze czeka. Jak sobie poradzi z demonami przeszłości. Nie podobała mu się rola, którą miał w tym do odegrania - obawiał się, że nie podoła. Teraz ona miała praktycznie tylko jego i Amię, stara była tu jednak zbyt krótko. Chociaż… Nie spodziewał się, by on sam był w stanie pomóc Sarze tak, jak ona tego potrzebowała - do tej pory zawodził każdego, komu chciał służyć, więc czemu teraz miałoby być inaczej… Szlag by to, biedna dziewczyna - po takich przeżyciach trafić akurat tu, do tej oazy, pod jego dach. Wyrzucał sobie, że tak bezmyślnie zabrał ją do siebie do domu. Kierował nim tylko pragmatyzm i chęć zadośćuczynienia krzywdom, których zaznała przez jego podkomendnych, ale naprawdę, chyba lepiej byłoby dla niej, by została tam gdzie była. Tam miałaby bardziej troskliwą opiekę. Nie mógł jej jednak teraz “zwrócić” - czuł, że zrobiłby tym jej ogromną krzywdę.
        Sfrustrowany tą sytuacją, Sadik wstał i poszedł do domu. Tak jak zapowiedział, nie zniknął gdzieś na drugim krańcu domostwa - poszedł do kuchni, by nalać sobie czegoś do picia. Nawet nie myślał o tym, że sięga po butelkę, nawet nie czuł smaku alkoholu - musiał ukoić nerwy, wyostrzyć sobie myślenie, bo robił się zbyt nerwowy. To był tylko kieliszek, wypity na szybko dla kurażu. Naprawdę wkrótce zrobiło mu się lepiej - pomyślał, że jakoś sobie poradzi. JAKOŚ.

        - Sara?
        Sadik obudził dziewczynę dopiero gdy nadszedł wieczór. W międzyczasie skończył swoją pracę i sam miał chwilę, by odpocząć. Mógł jej w sumie nie budzić, zanieść ją do pokoju i niech śpi dalej, ale musiał zmienić jej opatrunek, dać leki i tak dalej. Poza tym…
        - Pomyślałem, że może chcesz zjeść ze mną?
        Na stoliku nieopodal znajdowały się już dwa nakrycia, a między nimi dzban soku, który Sara piła dla poprawy regeneracji, kasza z warzywami, pokrojone w cienkie paski i mocno przyprawione mięso kurczaka, sos z jogurtu, pasta z ciecierzycy. Bardzo porządna kolacja jak na gotującego kawalera.
Awatar użytkownika
Sarabi
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 58
Rejestracja: 4 lat temu
Rasa: Mahińczyk
Profesje: Władca
Kontakt:

Post autor: Sarabi »

Wcześniej jej sen bardziej przypominał utratę przytomności, niż świadome, spokojne odpłynięcie do krainy, w której można było odpocząć bez bólu. Teraz zasnęła z przyjemnością, bo w środku czuła się lżejsza o kilka cetnarów. Nef nadal siedział w altanie pilnując swojej pani. Sam fakt, że ciągle tu był, dodawał jej otuchy. Miękka poduszka pod jej głową nareszcie była przyjemna. Czuła lekki wiatr na swoim policzku. Usypiała powoli, oddychając spokojnie i miarowo. Przez myśl przemknęło jej wspomnienie z Lirin-Dahr o tym, że zawsze chciała mieć hamak, w którym mogłaby się bujać i usypiać. Oczywiście księżniczce nie przystoi sypiać w "łóżku" dla plebsu, więc nigdy nie miała okazji w takim hamaku poleżeć, choć zawsze chciała spróbować. Zadziałała wyobraźnia, która podsunęła jej wrażenie lekkiego kołysania i Sara zasnęła.

Czyjaś ciepła dłoń dotknęła jej ramienia. Powoli zaczęła się wybudzać, uchylając powieki zobaczyła nad sobą twarz Sadika. Wokół nadal było jasno, ale wyraźnie czuła, że temperatura powietrza jest niższa. Musiało być późne popołudnie albo wieczór. Uśmiechnęła się na propozycję mężczyzny i usiadła przy jego asekuracji.
- Bardzo chętnie - powiedziała łagodnie. Wyglądała o niebo lepiej niż rano. Nadal była blada, ale wyraz jej twarzy się zmienił, był pogodniejszy. Pułkownik pomógł jej przekuśtykać na drugą stronę altany i oboje zasiedli do kolacji.
- Jestem strasznie głodna - odezwała się z uśmiechem i bez zbędnych pozwoleń zaczęła jeść. W małym stopniu zaczęła przypominać dziewczynę z dnia ich spotkania.
- Dziękuję - wtrąciła pomiędzy jednym kęsem, a drugim. - Że wysłuchałeś. Za jedzenie iii, właściwie na wszystko. - Kąciki jej ust znów lekko się uniosły.
- Czy Kalim mówił może ile potrwa gojenie mojej nogi? - spytała, zmieniając temat.
Awatar użytkownika
Sadik
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 61
Rejestracja: 2 lat temu
Rasa: Mahińczyk
Profesje: Strażnik , Żołnierz
Kontakt:

Post autor: Sadik »

        Sadik spostrzegł, że Sara po tej drzemce wyglądała znacznie lepiej i naprawdę odczuł z tego powodu ulgę. Nie wiedział co konkretnie jej pomogło i na pewno trochę umniejszaj swoją rolę w tym wszystkim, ale najważniejsze, że czuła się lepiej i nie wyglądała już jak pogrążona w jakimś upiornym stuporze, totalnie bezwolna kukiełka. Uśmiechała się - a to naprawdę wiele znaczyło dla pułkownika. Nawet więcej niż to, że do niego mówiła i że chciała coś zjeść bez bycia karmioną. Z tym większym zaangażowaniem Sadik pomagał jej usiąść, nalał jej soku i tak dalej.
        - Częstuj się - zachęcił, choć nie było takiej potrzeby. Sam usiadł naprzeciw i w pierwszej kolejności się napił. Nie czuł się wcale źle z tym, że sam miał w szklance ten sam sok co ona, tylko rozmieszany ze szczodrą ilością wódki. To jeszcze nie była ta ilość, która sprawiłaby, że coś byłoby po nim widać. Po prostu się trochę rozluźni.
        - Sam gotowałem, więc nie jest to jakieś wykwintne, ale… mam nadzieję, że zjadliwe - skomentował, choć widział, że Sara jadła raczej z chęcią. Czyli nie gotował tak najgorzej. Pokrzepiony tą myślą sam zaczął jeść, również ze sporym zaangażowaniem. Zwolnił dopiero, gdy ona mu podziękowała. Zerknął na nią i nie spuszczał wzroku aż nie skończyła mówić.
        - Drobiazg - odparł i już znowu patrzył w talerz. Odpowiedział jej z taką swobodą, jakby naprawdę nie było za co dziękować… I może nawet jakby się cieszył, że mógł to dla niej zrobić, tylko starał się nie okazywać tego zbyt wylewnie.
        - Hm… Nie wspominał. Zapytam jutro - zapewnił, choć starał się sobie coś przypomnieć. Jednak jego ostatnie rozmowy z łapiduchem nie były jakieś obfite w informacje i w ogóle jakiekolwiek słowa. Minimum suchych faktów. Więcej wiedział od Ami…
        - Saro… Wybacz, że zapytam, ale… Jesteś fellarianką? Czy, nie wiem, harpią czy czymś? W zasadzie to nie moja sprawa, ale wcześniej gdy tego nie wiedzieliśmy Kalim panikował, że nie wie jakie leki ci dać, bo niektóre szkodzą naturianom. Nie musisz mi odpowiadać, jeśli nie chcesz - zastrzegł, bo wydawało mu się, że ta wiedza nie będzie mu już potrzebna.
Awatar użytkownika
Sarabi
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 58
Rejestracja: 4 lat temu
Rasa: Mahińczyk
Profesje: Władca
Kontakt:

Post autor: Sarabi »

- Jest bardzo smaczne - powiedziała spoglądając na Sadika znad talerza i znów się uśmiechnęła. To nie było pałacowe jedzenie przyrządzane przez wykwintnych kucharzy, ale to nic. Naprawdę jej smakowało. Pierwszy raz od wypadku była prawdziwie głodna i mogła zjeść ze smakiem, coś co nie było jałowe. Wcześniej wszystko było jakby takie samo, ani słone, ani słodkie, tak to odczuwała przez swój stan psychiczny. A teraz miała lepszy nastrój i pewnie dlatego tak cieszyła ją strawa. Ale nie tylko ona, również towarzystwo. Sadik stał się nieco inny, bardziej przyjazny, milszy. Może po prostu mniej formalny, jakby faktycznie zależało mu na jej samopoczuciu. Sara wreszcie nie czuła się jak intruz czy kula u nogi. Ktoś zbędny, kogo powinno wykopać się za próg, bo sprawia jedynie problemy. Trudno jej było ocenić czy czuję się tutaj dobrze, czy nie. Była jednak pewna, że przestała czuć się jak zbity pies, który potrzebuje pomocy i dostaję ją tylko z obowiązku, by potem i tak wylecieć z hukiem za drzwi.

Pytanie zadane przez Sadika było jak uderzenie pioruna. Zupełnie zapomniała o swoich piórach. Poczuła się zbyt swobodnie. Przełknęła kawałek kurczaka, który właśnie przeżuwała i poczuła jak oblewa ją zimny pot. "Nie jesteś już księżniczką. Przestałaś nią być, kiedy przestąpiłaś próg pałacu. Nie mów mu, kim byłaś. To już nie ma znaczenia", zahuczało jej w głowie. Uniosła głowę znad talerza by spojrzeć na pułkownika.
- Jestem mahinką, a to... - Wskazała na swoje ręce. - To jakaś pozostałość po przodkach. Pojawia się raz na jakiś czas w naszej rodzinie. W zasadzie nikt nie wie dlaczego ani kto akurat to odziedziczy. Gdzieś w przeszłości w moim rodzie prawdopodobnie była harpia albo inne skrzydlate stworzenie, a to tylko kolorowa pozostałość po niej. Jest losowa, niektórzy mówią, że to dar, dla mnie raczej utrudnienie. Trudno znaleźć ubranie, a i pod nim ciężko ustawić pióra tak, by czuć się komfortowo - wyjaśniła wszystko zgodnie z prawdą. Nie kłamała. Po prostu nie powiedziała, że jej ród, to ród królewski. Ale przecież nie o to pytał. Chciał wiedzieć jakiej jest rasy i wyczerpująco odpowiedziała mu na to pytanie.
- No to może teraz ja o coś zapytam... - powiedziała. - Masz ciemną skórę i większość włosów, więc skąd to białe pasmo na grzywce i niebieskie oczy? To jakiś dar? Urok? Klątwa? Czy po prostu "taka twoja uroda"? - Uniosła ku górze jeden kącik ust, ale nie było to zadziorne, raczej dawało wyraz jej zaciekawienia.
Awatar użytkownika
Sadik
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 61
Rejestracja: 2 lat temu
Rasa: Mahińczyk
Profesje: Strażnik , Żołnierz
Kontakt:

Post autor: Sadik »

        Sadik kiwnął głową - skoro jej smakowało, to dobrze, przynajmniej zje z chęcią i szybciej odzyska siły. Gorzej, że to jedzenie zacznie się bardzo szybko powtarzać… Ale może nie będzie marudzić. W sumie nawet nie do końca wiedział co ona może lubić. Może kiedyś ją o to zapyta… Ale nie teraz, bez przesady, nie zamierzał doprowadzić do tego, by wyciągnęła jakieś błędne wnioski i pomyślała, że mogą się zaprzyjaźnić. Nie chciał mieć przyjaciół.

        Pułkownik zwrócił uwagę na to, że Sara spięła się słysząc jego pytanie. Może temat był zbyt delikatny? Zastrzegł jednak, że nie musi mu odpowiadać, choć nie zamierzał się też w tej kwestii powtarzać. By jakoś zabić ten moment ciszy między nimi, znowu pociągnął szczery łyk ze swojej szklanki. Jednak Sara zdecydowała się mówić, a jej tłumaczenie, że miała w rodzinie jakąś harpię go przekonało - nie znał się na dziedziczeniu takich cech, ale to miało ręce i nogi. Nie spodziewał się, że to mogło być kłamstwo i nie skojarzył, że może mieć do czynienia z księżniczką obcego państwa. Tym bardziej, że jej odpowiedzi zawierała całkiem wiarygodne przyziemne aspekty takiego posiadania piór, które nawet nie były skrzydłami.
        - Jeśli ci przeszkadzają… Nie da się ich wyrwać, w sensie wydepilować, czy coś? Albo jakoś przyciąć? Czy to nie wchodzi w grę? - zapytał, trochę zaintrygowany tym tematem.
        Nie spodziewał się, że wkrótce to jego wygląd stanie się przedmiotem rozmowy. Spojrzał na nią trochę nieprzychylnie - nie spodziewał się, że tak szybko nabierze takiej odwagi do rozmowy… ale w sumie pytanie nie było złe. Sadik przełknął co miał w ustach i zaraz odpowiedział.
        - Taka moja uroda - odparł, wyciągając zza ucha siwe kosmyki swojej grzywki i ciągnąc je tak, by móc na nie spojrzeć. Zaraz jednak odgarnął je z powrotem niedbałym gestem.
        - Od zawsze miałem parę jaśniejszych pasm, a im jestem starszy tym szybciej siwieję - doprecyzował. Nie wspomniał o tym, że chyba jego włosy tracą kolor od stresu, bo raz, że nie miał co do tego pewności, a dwa: nie jej sprawa. Jeszcze pomyśli, że jest wymoczkiem.
        - Skąd oczy to w sumie nie wiem. Po matce, tylko tyle - dodał, bo faktycznie, mieli podobny kolor oczu. Kolejny powód do drwin ze strony jego braci, bo mężczyźni el-Bihtu mieli raczej piwne oczy, on był jedynym wyjątkiem w domu.
        - Ale byłem raczej z rodziny o lokalnych korzeniach. Nazahirczycy z dziada pradziada, żadnych zagranicznych domieszek - podsumował, po czym wrócił do przerwanego posiłku.
Awatar użytkownika
Sarabi
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 58
Rejestracja: 4 lat temu
Rasa: Mahińczyk
Profesje: Władca
Kontakt:

Post autor: Sarabi »

- Niestety, ale nie - odpowiedziała. - To znaczy, teoretycznie można je wyrwać, już próbowałam. Proces jest okropnie bolesny, a pióra i tak odrastają, prędzej czy później. Jakbym pod skórą miała już nowe, "zapasowe" pióra, które tylko czekają, żeby wyjść na zewnątrz. Nie mogę na to nic poradzić. Pozostało mi się przyzwyczaić. Ale mogę nimi poruszać - powoli wyciągnęła rękę na bok i poruszała piórami. Najpierw postawiła je w kierunku ramienia, potem w stronę dłoni - uśmiechnęła się w dziwny, zakłopotany sposób. Sama nie wiedziała dlaczego.

- I tyle, nic więcej nie mogę z nimi zrobić.
Wysłuchała uważnie krótkiej opowieści na temat wyglądu pułkownika. Już wcześniej była ciekawa skąd jego charakterystyczne cechy. Nie widziała w swoich pytaniach "wścibstwa", chciała tylko podtrzymać konwersację.
- To miło jest mieć coś innego niż wszyscy. Wyglądać inaczej. Nie da się cię z nikim pomylić. To jak być blondynką o czarnych oczach. Mieć coś wyjątkowego, czego nie ma nikt inny - odparła. Choć ona nie lubiła swoich piór i swojej inności, to uważała, że akurat u Sadika to duży plus. Jego oczy miały piękny kolor, którego próżno było szukać wśród ludów pustyni. Włosy też odróżniały go od zwykłego mahińczyka. Uważała, że jest bardzo atrakcyjny właśnie ze względu na to jak wygląda. Nie przeszło jej przez myśl, że jego wygląd mógł nastręczać problemów. Wręcz przeciwnie, sądziła, że dzięki niemu musi mieć powodzenie.

Na chwilę zapadła cisza. Sara wzięła się znów za jedzenie. Nie zamierzała się przejadać, choć musiała przyznać sama przed sobą, że naprawdę jej smakowało. Nagle poczuła łaskotanie na zdrowej nodze. Zdziwiona spojrzała pod stół.
- Ojej, a ty skąd się tu wziąłeś? - Wokół jej kostki wił się mały, płowy kociak. Sara wyciągnęła do niego rękę, a kotek natychmiast zaczął się o nią ocierać. Podniosła go i posadziła sobie na piersi.
- Cześć malutki. Zgubiłeś się? Gdzie twoja mama? - Kociaczek miauknął i przekrzywił główkę, a kiedy dziewczyna zbliżyła do niego twarz, zaczął lizać ją po nosie. Sarabi zaśmiała się.
- Jakaś kotka z okolicy ma młode? - zapytała, spoglądając na Sadika.
Awatar użytkownika
Sadik
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 61
Rejestracja: 2 lat temu
Rasa: Mahińczyk
Profesje: Strażnik , Żołnierz
Kontakt:

Post autor: Sadik »

        Sadik skrzywił się na wieść, że depilacja piór jest bolesna i niezbyt efektywna - chyba trochę współczuł tego Sarze. Czuł, że to musiało być dla niej prawdziwe utrapienie. Chociaż…
        - Nie pozwalają ci one pewnie latać, prawda? - upewnił się, bo to byłaby jedyna zaleta posiadania takich piórek. Wydawało mu się jednak, że był one za krótkie i za rzadkie, by mogła na nich wzlecieć jak anioł… Szkoda. Same utrapienia jej z tym zostały.
        - O - mruknął jednak z zainteresowaniem, gdy dowiedział się, że Sara może nimi troszkę sterować. - To przynajmniej nie przeszkadzają przy ubieraniu się - skomentował, jakby faktycznie była to zaleta, którą można było uznać.

        Przez twarz Sadika przemknął bardzo krótki grymas - być może chciał powiedzieć “och, doprawdy?”, ale się wstrzymał. Później jakby chciał się uśmiechnąć, ale też zmienił zdanie.
        - Czasami się przydaje - przyznał w końcu jakby skromnym tonem. Nie mógł zaprzeczyć, że miał powodzenie wśród dam na dworze i że niejednokrotnie podczas podróży po Alaranii zdobywał informacje głównie dzięki temu, że był po prostu przystojny i wystarczająco bezczelny, żeby to wykorzystywać. Teraz jednak nie uważał tego za specjalną zaletę - wyglądał nie był czymś, co pomagało w chwilach naprawdę ważnych. A już na pewno nie mężczyznom, bo kobieta to jeszcze mogła uczynić atut ze swojej urody. Mężczyzna zaś z reguły narażał się na kpiny…
        Z nieciekawych myśli Sadika wyrwało poruszenie i to jak Sara zainteresowała się czymś pod stołem. Wyprostował się i spojrzał na nią czujnie, ale gdy pojął w czym rzecz, znowu nachylił się nad swoim talerzem.
        - Szczerze to nie jestem pewien… - mruknął, zapytany o rodowód kociaka. - Wygląda trochę jak kotka sąsiada dwa domy dalej, ma podobne umaszczenie… Ale nie postawiłbym na to ruenów. Nie… Nie za dobrze znam swoje sąsiedztwo - wyjaśnił w końcu, spuszczając wzrok i niby bardzo skupiając się na swoim posiłku. Z jakiegoś powodu głupio było mu przyznać się do tego Sarze - być może przez to, że czuł, że to niewłaściwe.
        - Mogę popytać… - zaproponował, nie wiedząc w sumie jak najlepiej zareagować w takiej sytuacji.
Awatar użytkownika
Sarabi
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 58
Rejestracja: 4 lat temu
Rasa: Mahińczyk
Profesje: Władca
Kontakt:

Post autor: Sarabi »

- Och nie, niestety, nie da się na nich latać. To tylko taka ozdóbka. Nic więcej. A z tym ubraniem, no cóż... Nie do końca. Teoretycznie powinnam je postawić ku górze kiedy zakładam coś z rękawami. Ale gdy już mam na sobie bluzkę, a pióra są postawione w górę okazuje się, że każde zsunięcie się rękawa jest niewygodne, więc najlepiej byłoby je po tym zwrócić ku dołowi, ale tak się nie da. Pozostaje nosić bardzo szerokie rękawy - wyjaśniła.

Kociak tak mocno zwrócił uwagę Sarabi, że aż przestała jeść. Choć w sumie i tak była prawie najedzona. Zwierzątko było wesołe i radosne. Zaczepiało dziewczynę, lizało po policzkach. A Sara wydawała się być tym zachwycona. W końcu kociak zainteresował się kosmykami jej czarnych włosów, które poruszał wiatr.
- Podobają ci się? Lubisz się bawić, co? - Jej włosy były na tyle długie, że mogła chwycić kosmyki i zaczepiać nimi kociaka. Był śliczny, choć trochę brudnawy, miał w futerku piach, ale w końcu byli na pustyni.
- Może, kiedy przyjdzie wieczór, jego mama będzie go nawoływać. - Spojrzała przelotnie na pułkownika. - Jeśli nie, to może jest sierotą. Myślę, że wtedy trzeba będzie popytać.

- Długo tu stacjonujesz? - spytała w końcu, nie przerywając zabawy z kotkiem. Jej pytanie wynikało z tego co powiedział Sadik - nie znał swoich sąsiadów. Albo nie chciał ich znać, albo był tutaj bardzo krótko.
Awatar użytkownika
Sadik
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 61
Rejestracja: 2 lat temu
Rasa: Mahińczyk
Profesje: Strażnik , Żołnierz
Kontakt:

Post autor: Sadik »

        Sadik skrzywił się, mrucząc pod nosem ciche “szkoda” - z tego co Sara mówiła to same kłopoty z tymi jej piórami, a już na pewno więcej kłopotów niż pożytku. Może gdyby miała być tylko piękną damą na dworze i eksponować je tak jak hurysy eksponowały swoje wdzięki, może wtedy miałoby to sens. Pocieszająca była jednak myśl, że gdyby nie wizyta u lekarza, pułkownik nawet by o niczym nie wiedział, więc Sara nauczyła się z nimi żyć do tego stopnia, że jej nie krępowały.

        Było coś czarującego w tym jak ta dziewczyna, która niedawno była taka podłamana, teraz bawiła się tak szczerze z kotkiem, śmiejąc się przy tym i żartując. Dla Sadika było to naprawdę imponujące - tak szybko wrócić do siebie po takich wydarzeniach… Sara musiała być niezwykle silna psychicznie.
        - Popytam, choć może to jeden z tych kotów, co to po prostu wolą wolność… Najwyżej będę go dokarmiał - uznał, po czym od razu wprowadził swój pomysł w czyn i przechylając się przez stół podał kociakowi kawałek mięsa bez przypraw. Wtedy został zapytany o to jak długo mieszka w oazie. Niby spodziewał się tego pytania, ale mimo to nie podjął jeszcze decyzji co chce na nie odpowiedzieć. Dał sobie jeszcze chwilę do namysłu, udając, że nagle bardzo zachciało mu się pić, ale w końcu szybko przełknął.
        - Pół roku - rzucił tylko. - Przysłano mnie tu ze stolicy jak mój poprzednik przeszedł na emeryturę… Tu nie było nikogo z wystarczającym stopniem - wyjaśnił, gorzko myśląc, że w czasach pokoju takie wyjaśnienie byłoby sensowne, ale teraz trwały ciekawe czasy… I wszystko nabierało drugiego dna. Choć w jego przypadku i tak pewnie zwęszyliby pismo nosem i domyślili się, że trafił tu nie w nagrodę lecz za karę.
        - Prawdopodobnie sam dosłużę tu emerytury - dodał. - To tylko osiemnaście lat.
Awatar użytkownika
Sarabi
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 58
Rejestracja: 4 lat temu
Rasa: Mahińczyk
Profesje: Władca
Kontakt:

Post autor: Sarabi »

Sara lubiła zwierzęta. Były lepsze od ludzi. Nie raniły jej, nie wykorzystywały. Potrzebowały tego co ona, trochę czułości i opieki. Zwierzęta kochały nie za to jaki się miało tytuł, nie za rueny w skarbcu czy rubiny na palcach. Tylko za to jakim się było. Wielbłąd, kot, koń, żywe stworzenia, które chciały tak naprawdę niewiele. Przy nich Sara zapominała o sobie, bo mogła skupić się na czymś innym. Na zabawie, opiece, karmieniu. Mały, płowy kotek sprawił, że wszelki ból jaki jest sprawiono po prostu odsunął się na dalszy plan. Ona nie miała przy sobie nikogo w najtrudniejszych chwilach, nikt się nią wtedy nie zaopiekował. Myśl, że ona mogła zająć się bezbronną istotą w potrzebie napawała ją spokojem i radością.
Kiedy Sadik pochylił się, by dać kotu coś do jedzenia, Sarabi postawiła mruczka na ziemi, a ten pognał wprost do położonego niedaleko jedzenia.
- No, leć, leć malutki, najedz się. - Miała uśmiech na twarzy, bo cieszyła ją obecność kotka. Podniosła głowę i spojrzała na Sadika nadal się uśmiechając.
- Jest taki słodziutki. Jak małe lwiątko stepowe. Bardzo małe - zaśmiała się. W tym czasie kotek zdążył już spałaszować swoją porcję mięsa i zaczął zaczepiać nogę pułkownika domagając się więcej.
- Hmm... Osiemnaście lat? To raczej "aż", niż "tylko". Ale w sumie to raczej spokojne miejsce i chyba nie jest aż tak źle. No to skoro masz osiemnaście lat do emerytury, to ile lat masz w tej chwili? - zapytała.
- Wiem, że ja wyglądam na mniej i większość bierze mnie za podlotka, ale naprawdę mam dwadzieścia trzy lata - zaczęła od siebie, mając nadzieję, że Sadik nie weźmie jej za wścibską. Była po prostu ciekawa, w końcu miała tu zostać na dłużej i mieszkać z pułkownikiem pod jednym dachem. Dobrze by było gdyby trochę się poznali.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Oaza Mia-Alkhama”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość