[Valladon i okolice] Nowy cyrk


Wielki rozległe miasto, skupisko ludzi, jak i innych ras. To miejsce odwiedza wiele istot, istot niebezpiecznych, magicznych ale także przyjaznych. Znajdziesz tu towary z całego świata, skarby i tajemnicze artefakty. Jeśli czegoś potrzebujesz znajdziesz to tutaj

Postprzez Felin » So kwi 13, 2019 2:41 am

        Przyjrzał się trzymanemu w ręce płaskownikowi, oglądał metal pod różnymi kątami szukając odkształceń i pęknięć. Uderzył detalem o kowadło, wsłuchał się w wibrujący dźwięk, patrzył jak stal delikatnie sprężynuje, po chwili nieruchomiejąc. Nie był szczególnie zadowolony, metal wydawał się być zbyt kruchy, nie nada się na miecz, co najwyżej na parę noży i sztyletów, z których zarobek będzie dużo mniejszy. Przywożone od krasnoludów sztabki żelaza, z których tworzył wszystkie przedmioty, choć z pozoru identyczne, właściwie w każdej dostarczonej partii różniły się wewnętrznym składem. Wypracowanie odpowiedniej procedury nagrzewania i chłodzenia, by otrzymać pożądane właściwości metalu, wymagało czasu i wielu prób, bardzo rzadko udawało się za pierwszym razem. Nie miał tego za złe krasnoludom, doskonale rozumiał, że przetapiane jeszcze w kopalniach bryłki rudy żelaza, z których tworzono mniejsze łupki, a które następnie oczyszczano i wytwarzano z nich już gotowe sztabki, miały w zależności od miejsca wydobycia różną zawartość metali i stopień zanieczyszczenia. Żałował tylko, że klienci nie potrafili tego zrozumieć. Na pytanie "Panie, co tak długo z tym mieczem?" zamiast wykładu o hutnictwie lepiej było odpowiedzieć "Przepraszam, zachlałem" - to spotykało się z dużo większą wyrozumiałością. Marzył o tym, by udało się kiedyś ustandaryzować procesy przetapiania - ujednolicić skład stali, wynaleźć przedmioty do precyzyjnego pomiaru czasu i temperatury, które ułatwią pracę. "Miecze za tysiąc lat będą z pewnością wspaniałe" - pomyślał wrzucając ponownie detal do pieca.

        Z zadumy wyrwał go centaur. Felin liczył, że chociaż dzisiaj już go nie będzie musiał oglądać, bo był do tyłu z robotą, ten jednak odwrócił się będąc już prawie na zewnątrz i znów stał w środku kuźni. Kowal usiadł na stołku przy osełce, przez chwilę niespodziewanie zakręciło mu się w głowie. Centaur pytał o maść i miejsce do spania.  
        - Tak, to moje smarowidło - odpowiedział człowiek masując dłonią czoło. - Właściwie moich elfich przyjaciół. Nie jestem fanem bólu, choć ma profesja może temu nieco przeczyć. I wierzę, że pomaganie procentuje. Moi przyjaciele nazywają to frajerstwem. Wspaniali są - dodał Felin ciszej. - Maść nie działa?  Smarujesz tak jak poleciłem? Nie widać poprawy - dopytywał. Mocniej chwycił się za głowę, coś było nie tak, lekko rozmazywał mu się obraz przed oczami. Kowal wstał i skropił twarz zimną wodą z beczki. Mówił dalej:
        - Przyda mi się pomoc. Często różne rzeczy trzeba dostarczyć do miasta i z powrotem, nie mam na to czasu pracując tutaj. Na miejscu zresztą też zda się pomocna dłoń, nawet jedna - spojrzał na młodzika. - Właściciel na pewno zgodzi się bym przyjął pomocnika, centaur powinien mieć dość krzepy. Nocować możesz tutaj, nie jest super wygodnie na tych deskach, ale na pewno ciepło i sucho. Ostrzegam jednak, że otwieram wcześnie rano. Oferuje uczciwą zapłatę. Moi przyjaciele z pewnością mogą też zaoferować dodatkowe fuszerki.
        Wstał. Zrobił krok naprzód, zachwiał się, przytrzymał się osełki by nie upaść. Poczuł pulsujący ból z tyłu głowy. "O nie, tylko nie to, tylko nie teraz" - pomyślał Felin. Złapał szybko szczypce i wyciągnął rozgrzewający się kawałek metalu z paleniska, wrzucił go razem ze szczypcami do beczki z wodą. Chciał przymknąć klapę wlotu powietrza pieca, by go nieco wygasić, jednak gdy się nachylał poczerniało mu przed oczami, wyprostował się więc i odwrócił do centaura. Kowal zdjął z paska kółko z kluczami, nie udało mu się odczepić tych które chciał, a hałas brzęczącego metalu potwornie świdrował w uszach, rzucił więc naturaninowi cały zestaw mówiąc:
        - Łap. Proszę o przysługę. Za chwilę będzie ze mną źle, muszę się szybko położyć. Nie mogę kolejny dzień zamknąć sklepu. - Głos Felina był cichy, słowa wypowiadał z trudem, brał głęboki oddech po każdym zdaniu. - Duża skrzynia w rogu, klucz z wybitym trójkątem. Drobne przedmioty za orła, miski za dwa, sztylety za pięć, amulety za osiem. Miecze będą w następnym tygodniu. - Kierował się do wyjścia z uwagą stawiając kroki. - Wierzę w twój rozsądek. Dziękuję - powiedział już w progu drzwi. Świeże powietrze na chwilę go orzeźwiło, skręcił za rogiem kuźni i wdrapał się po schodkach do swej izby.

        Zamknął drzwi. Ich skrzypienie wydawało mu się tak głośne, jakby znajdował się wewnątrz bijącego kościelnego dzwonu. Zwalił się na łóżko. Chciał zrobić jeszcze krok, by spojrzeć przez balustradę, czy centaur poniżej jest w kuźni, czy już zwiał z całym dobytkiem, bał się jednak, że padnie wtedy na podłogę i nie będzie już w stanie podnieść się na posłanie. Głowa pulsowała tak intensywnie, że czuł właściwie każdą przepływającą kroplę krwi, każde uderzenie serca odczuwał jakby ktoś walił młotem w jego skroń. Ból był straszliwy i zdawał się być z każdą sekundą mocniejszy. Migoczące światło pieca odbijające się od sufitu, szelest wiatru za ścianą, nawet dotyk włosków lnu w poszewce poduszki potwornie go drażniły, doprowadzały do szału jeszcze potęgując ból. Felin miewał takie ataki migrenowe już od wczesnej młodości, zawsze przychodziły znienacka, choć zdarzały mu się wielokrotnie nigdy nie udało mu się do nich przyzwyczaić. Nie da się przyzwyczaić do takiego bólu. Ostatkiem sił sięgnął dłonią po trzymane pod poduszką zawiniątko, odwinął je w palcach, pokruszył znajdujący się wewnątrz listek i podsunął sobie pod nos. Spróbował wziąć głęboki oddech, nie potrafił jednak już zmusić do działania żadnego mięśnia. Leżał odrętwiały. Na szczęście liść miał tak intensywny aromat, że po chwili poczuł ziołowy zapach. I zasnął. Kilkanaście sekund później na balustradę wskoczyła Klodi. Popatrzyła z góry na leżącego człowieka, przeszła powoli na łóżko i położyła się tuż przy głowie Felina zwijając się w kulkę.
Avatar użytkownika
Felin
Błądzący na granicy światów
 
Rasa: Alarianie
Aura: Niezbyt silna aura jawi się w umyśle czytającego otoczona jasnym, ametystowym blaskiem. Gdy oczy przywykną do jego natężenia, można określić powłokę, która została pokryta różnymi odcieniami, w głównej mierze kobaltowym i żelaznym, dodatkami są tu miedziane zawijasy oraz barachitowe nieregularne i niesymetryczne plamy. Przynosi ze sobą przyjemną ciszę i zapach ludzkiego potu. Wrażenia dotykowe natomiast bywają różne, miejscami jest twarda lub miękka, nigdy nie wiadomo na co się trafi. Podobnie z elastycznością, niekiedy wygina się w niestworzone figury, innym zaś razem trwa sztywno w jednej formie. Jej brzegi także są bardzo zróżnicowane, niektóre całkiem tępe, inne zaś niebezpiecznie ostre. Pokrywają ją też chropowate wypustki skryte pod aksamitnym puchem. W smaku zaś bardzo sucha z nutką czegoś lepkiego.
Wygląd: Niski, szczupły mężczyzna o bladej cerze. Kruczoczarne, dłuższe włosy, sięgające za uszy, zaczesane na boki by nie zasłaniać oczu. Duży, pękaty nos. Wąskie usta, równie blade jak cera, słabo zarysowane. Duże czoło i duże, odstające uszy ukryte częściowo pod włosami. Małe, brązowe oczy pod długimi brwiami. Na policzkach liczne blizny po młodzieńczym trądziku. Dobrze ... (Więcej)

Postprzez ZuZu » Pn kwi 15, 2019 11:07 am

        Słuchał z uwagą jego odpowiedzi i się zamyślił. Nie był fanem bólu, dobre sobie. Poza tym co to w ogóle za wymówka?! Już centaur lepsze wymyślał na poczekaniu gdy przez przypadek jacyś strażnicy przyłapali go na kradzieży. Fakt, ZuZu mógł uchodzić za jednego ze sławniejszych bajkopisarzy przez swoją wybujałą wyobraźnię i wyssane z palca, nie trzymające się kupy historyjki, ale żeby taki facet nie był fanem bólu? I to jeszcze kowal? Takiej bujdy nawet naturianin nie zamierzał nigdy dodać do repertuaru swoich "magicznych opowieści".
        - Smarować nogę? - przekrzywił lekko głowę jakby nie do końca rozumiał, po czym spojrzał na swoje ranne kopyto. - Nie wiedziałem co to jest i skąd to jest, więc zostawiłem w... nie ruszałem tego, by później gdzieś sprzedać - powiedział drapiąc się z lekkim zakłopotaniem po karku. W sumie dobrze zrobił skoro było to coś od tego skąpego i wstrętnego kowala, okazałoby się jeszcze, że to jakiś silnie żrący odrdzewiacz do wszelkiego żelastwa, który przeżarłby mu nogę na wylot. Ale... sądząc po słowach mężczyzny i jego tonie wychodziło na to, że smarowidło miałoby mu pomóc zagoić ranne kopyto. Chyba jednak powinien je zostawić i spróbować gdy wróci do spichlerza. W sumie czy spróbuje czy zostawi ranną nogę tak jak jest, kończyna prędzej czy później będzie do usunięcia, więc... za wiele do stracenia do on nie miał jeśli przekona się czy specyfik może pomóc.
        - Hmm... Zgoda. Mogę się u ciebie zatrudnić staruszku - mruknął i uśmiechnął się niewinnie, w końcu przecież jego plan polegał na zyskaniu zaufania kowala, by później bez większych problemów dobrać się do jego kosztowności, a zwłaszcza tej wielkiej skrzyni w rogu zapewne wypełnionej po brzegi pieniędzmi. Poza tym... Nawet gdyby miał robić za muła pociągowego i chłopca na posyłki, pomijając już spanie na gołych deskach, było tu nieporównywalnie cieplej i przyjemniej niż w podziurawionym, śmierdzącym, zamieszkałym przez szczury i pijanych bezdomnych spichlerzu. Poza tym zawsze, gdy tylko mu się znudzi, czy coś nie spodoba, będzie mógł odejść, nikt go tu chyba więzić nie będzie, a przynajmniej tego kowal nie powiedział.
        Przekrzywił głowę, ale nie ruszył się z miejsca, cały czas tylko obserwował dziwnie zachowującego się mężczyznę. Nie rozumiał o co chodzi i bał się, że może przed wcześnie się zgodził. Co jeśli ten facet jest wilkołakiem lubującym w koninie? A przecież to jak trzymał się za głowę i jak się chwiał na nogach jasno sugerowało, że wilkołakiem jest. ZuZu już się znał na wilkołakach, nie jednego spotkał i nie jednemu przydzwonił kopytem między oczy oj tak, tak! Z jego rozmyślań o setkach epickich walk jakie odbył z tymi zapchlonymi śmierdzielami oraz o tym, że niebawem zostanie zjedzony wyrwało go polecenie kowala i rzucony w stronę chłopaka pęk kluczy. Od razu złapał je w locie, jak tylko zorientował się w sytuacji, stukając kopytami o deski kuźni i spojrzał zaskoczony na rzemieślnika.
        - Jeden orzeł za pierdoły, dwa za miski, pięć za sztylet, osiem za amulet, mieczy nie ma - powtórzył zaczynając kręcić pękiem kluczy na palcu, podrzucił je i znów złapał salutując od razu z kółkiem zwisającym mu z dłoni. - Możesz na mnie liczyć staruszku - powiedział i obserwował go jak wychodzi, a po niedługim czasie pojawia się u góry na poddaszu.
        Spojrzał na klucze gdy zrobiło się już cicho, a po tym na wskazaną wcześniej skrzynię. Ale miał dziś szczęście, praktycznie łup sam został mu dany, a przez to nikt nie mógł mieć do niego pretensji. W końcu kowal sam z własnej woli powierzył mu klucze. Strażnicy nie mogliby mu nic zrobić! Na twarzy centaura pojawił się szeroki promienny uśmiech, kiedy coraz bardziej zbliżał się do skrzyni. Już miał ją otworzyć kiedy dotarło do niego, że przecież on w mieście był od niedawna, a kowal zapewne dostarczał strażnikom oręż i zbroje. Nie ważne jak naturianin się wytłumaczy oni zawsze uwierzą temu, który robi coś dla miasta i dłużej w nim mieszka, a przecież rzemieślnik od razu powiąże zniknięcie swoich kosztowności z kopytnym chłopakiem, który był a także go nie ma. Westchnął ciężko i się cofnął, poszedł zamknąć drzwiczki od pieca tak jak zamierzał mężczyzna, ale przez wilkołaczą klątwę mu się nie udało. Dobrze było wiedzieć, że wilkołaki bały się ognia. No cóż. Nie było innego wyjścia jak zabawić tu przez jakiś czas i zdobyć zaufanie kowala. Poza tym wspominał też coś o jakiejś robocie od jego elfich przyjaciół. Ciekawiło młodego czym się zajmowali i co mogliby mu zlecić do roboty, czy było by to dużo ciekawsze niż stanie i zbijanie bąków...

        Wtem do sklepu weszła jakaś starsza kobieta i wychodziło na to, że jego praca właśnie się zaczęła. Przywdział na twarz jeden ze swoich ciepłych i uroczych uśmiechów po czym wrócił za ladę.
        - Dzień dobry szanowana pani, czym mógłbym pomóc? - zapytał pogodnie.
        - Oh, witaj młodzieńcze, pierwszy raz cię tu widzę. Czy to nie ty czasem robisz te wszystkie wygibasy wieczorem na głównym placu miasta? Moja mała wnuczka cię wprost uwielbia - odparła zachwycona chociaż nie na temat. Nie mniej ZuZu był cierpliwy. Po pierwsze przez to, że znał mentalność takich babuleniek i wiedział, że one wprost muszą się na gadać. Po drugie po wysłuchaniu co miały do powiedzenia zawsze potrafiły zaoferować coś słodkiego albo sypnąć trochę dodatkowego grosza, a po trzecie najłatwiej było je oszukać i wziąć na litość. Kto by pomyślał, że praca kowala to taka przyjemność, tym bardziej, że praktycznie od razu trafiła mu się łatwa ofiara.
        - Tak to ja. Czy ja czasem ostatnio nie wiozłem pani wnuczki na grzbiecie? To ta roześmiana i energiczna, niezwykle urocza dziewczynka prawda? Od razu poznałem tak bystrych oczu jak pani, nie da się zapomnieć, a ona miała właśnie takie same. No i jeszcze ten słodki jak śpiew skowronka uśmiech...
        - Tak, tak! To ona! Od tamtego momentu cały czas mnie ciągnie na plac żeby tylko cię zobaczyć, jest twoją największą fanką. Ale... nie będę ci zawracać głowy w pracy. Przyszłam kupić dwie miski, kochaniutki. Psa po twoim występie znalazła i do domu przyprowadziła. Postanowiliśmy go zostawić i trzeba mu chociażby miski kupić.
        - Ależ oczywiście szanowna pani. I wcale pani nie przeszkadza, to mój pierwszy dzień, muszę się jak najlepiej postarać inaczej będę mógł zapomnieć o jedzeniu. A piesek jest niewątpliwie szczęściarzem - trajkotał równie żywo co starsza kobieta. Odwrócił się do kufra, znalazł klucz z trójkątem i otworzył skrzynię. Jakiż był jego zawód, gdy zamiast masy kosztowności zobaczył po otworzeniu skrzyni chyba z kilkadziesiąt cetnarów złomu. Westchnął z niezadowoleniem i wyjął dwie miski, słysząc za swoimi plecami uciążliwe gadanie kobiety.
        - Zaraz, bez kolacji? Jak to? Toż to tyran a nie człowiek! Żeby zatrudnić dziecko do pracy i jeszcze za najmniejszy błąd mu jeść nie dać. Niech no tylko go zobaczę. Już ja sobie z nim porozmawiam, jak się z tak kochanymi dziećmi jak ty obchodzić - powiedziała ze złością na co ZuZu nie miał zamiaru zareagować, tym bardziej, że zwietrzył wiszące w powietrzu "zadośćuczynienie".
        Odwrócił się do niej i podał jej miski.
        - Naprawdę nie trzeba miła pani, nie chce mieć później kłopotów, albo co najgorsza stracić pracy. Bo widzi pani, na rękę zbieram - pomachał kikutem - ale jak tu uzbierać kiedy i na ząb trzeba coś wrzucić, albo żeby się w co ubrać...
        - Oh, biedactwo. Masz rację, ale nie martw się, później postaram się znowu przyjść i ci nieco gulaszu przyniosę, może też jakiś koc na grzbiet. Zima idzie straszna, a ty chyba przeziębiony skarbeńku jesteś, nos taki czerwony i oczy podkrążone - rozczuliła się nad sytuacją biednego naturianina, który według niej musiał chwytać się każdej roboty, nie ważne co miałby robić czy jak okrutnego pracodawcę mieć. Zapłaciła za miski i już chciała wychodzić, gdy nagle zauważyła, że zamiast dwóch miała trzy. Wróciła się i spojrzała ze współczuciem na chłopca. - Oj skarbeńku, nawet przyznać się bałeś, że z liczeniem ciężko. Musisz bardziej uważać, bo jeśli będziesz za dużo od klientów brał, albo za dużo im sprzętu wydawał, ten okropny kowal ci nogi poprzetrąca. Słuchaj kochanie, połóż sobie tutaj kartkę i weź jakiś rysik czy kawałek węgla - poleciła uprzejmie.
        Chwilę centaurowi zajęło znalezienie potrzebnych przedmiotów, ale się z tym uporał i nawet wziął dość sporawy pliczek z kartkami. Nie wiedział do czego one kowalowi były, ale jemu bardziej się przydadzą, tak mówiła staruszka, a ich trzeba się słuchać.
        - W porządku, teraz narysuj to co masz w sprzedaży i kreskami pozaznaczaj ich ceny. Za miski są dwie kreski, o proszę tak - wzięła od niego węgielek i postawiła dwie kreski przy krzywym rysunku misek. Wzięła też dłoń centaura i na opuszkach palców po wewnętrznej stronie dłoni nakreśliła po jednej kresce by było mu łatwiej. Za jego wskazówkami postawiła też odpowiednią ilość kresek przy innych koślawych rysunkach i powiedziała mu jak ma liczyć pieniądze oraz przedmioty by się nie pomylić. Poleciała też, by na innych kartkach zapisywał w ten sam sposób co sprzedał i za ile coby kowal nie posądził go o kradzież, po czym pochwaliła kopytnego za szybką naukę i dała mu na bułkę czy kurtkę jednego srebrnego orła.
        - To dla ciebie skarbie, za radość mojej wnuczki i byś miał siły również dzisiejszego wieczoru wystąpić. Później przyniosę ci coś ciepłego do jedzenia, do zobaczenia. - Pomachała mu i wyszła.
        ZuZu pożegnał się z nią z udawaną wdzięcznością i przyjaznym uśmiechem na twarzy, po czym wykrzywił się podstępnie. Nie, nie chciał na tych kartkach oszukiwać kowala, to nie było opłacalne, ale klientów tuż mógł. Tym bardziej, że teraz wiedział jak sprawdzać by samemu nie zostać oszukanym.
        I tak mu minął pierwszy dzień w pracy, na wyłudzaniu i sprzedawaniu rzeczy ze skrzyni. Dwóch awanturujących się nawet potraktował kopytami i wykopał ich ze sklepu gdy nie chcieli dać mu odliczonych pieniędzy i domagali się reszty. Przyszedł też jeden frajer, niby wielki znawca, który chciał kupić sztylet. ZuZu dał mu pierwszy z brzegu ze skrzyni i obserwował jak "Znawca" wydziwia z ostrzem i się krzywi z niezadowoleniem. Nie chciał zapłacić pięciu orłów za takie liche barachło, więc centaur zapewnił go o znalezieniu czegoś lepszego. Zabrał od niego sztylet i udawał, że grzebie intensywnie w skrzyni. Wrócił do klienta z powrotem i to z tym samym sztyletem co na samym początku mu dał i zaczął wymieniać wszystkie jego zalety i wysokiej jakości metal, z którego został wykonany. Facet zarzucił mu, że przecież wygląda tak samo jak tamten, na co ZuZu zapewnił, że tutejszy kowal jest prostym rzemieślnikiem i wszystkie jego wyroby wyglądają tak samo, choć różnią się właśnie jakością metalu z jakiego zostały wykonane, na ten dowód pokazał mu kilka sztyletów (jedne niedawno wykonane, więc jaśniejsze i bardziej połyskujące inne już starsze) oraz uderzaniem o miski i wywołaniem innych dźwięków udowodnił mu, że racja stoi po stronie młodego. Nie znał się na tym w ogóle, ale kit i tak udało mu się wcisnąć, sprzedając ten sam sztylet co facet na początku oglądał za dwie dłonie, to jest dziesięć srebrnych orłów. Na kartce zaznaczył, że sprzedany został za pięć, a pięć wrzucił do własnej kieszeni. Taki biznes nawet lepiej mu się opłacał niż całodzienne żebranie czy wygłupianie się połączone z żonglerką. No i oczywiście było dużo bardziej legalne i bezpieczne niż kieszonkostwo. Żyć nie umierać.

        Gdy zaczęło się ściemniać, zostawił starannie ułożone kartki na ladzie, na nich zostawił mocno zawiązany mieszek z ilością srebrników odpowiadających ilości wszystkich kresek na kartkach, w końcu "zapisywał" to na bieżąco po czym zamknął sklep, zabierając klucz ze sobą i pogalopował pogwizdując radośnie w stronę spichlerza, by posmarować nogę i przygotować się do występu. Nie musiał po drodze zachodzić nic zjeść, bo po południu staruszka faktycznie przyniosła mu miskę z jeszcze ciepłym gulaszem, który centaur oczywiście pochwalił.
Avatar użytkownika
ZuZu
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: River, Yve, Aldaren, Valerian, Kiraie, Dantalian, Dragosani, Veryvin, Selim, Mana,
Rasa: Centaur
Aura: Ta słabiutka i młodziutka aura, wyłączając wyraźne błyski skromnego wieku, zdaje się karykaturalnie wręcz nie pasować do tego kogo otacza. Bo przecież aż kusi, by widząc centaura spodziewać się porządnej twardości, a elastyczności z kolei raczej marnej, zaś patrząc na tego konkretnego osobnika każdy oczekiwałby po nim łagodnej słodyczy otoczonej szafirową poświatą, a nie… takiego bajzlu. Bezsłownej pyskówki. Głęboko bursztynowego zamętu przesiąkniętego goryczą i delikatnie lepkim smakiem soli. Zagłuszają miły zapach miodu i charakterystyczną woń końskiej sierści - nie, to one są tu najważniejsze. Skąpane w złocie, w ni to zabawnych ni zatrważających odcieniach miedzi. Rozgrzane własną swobodą nieliczącą się z nikim i niczym, ale nie przepadające za samotnością. W końcu ktoś musi tu być by dało się zarobić! By można się było popisać. I choć nie robi się tego twardością, ta bowiem jest niemal przeciętna, to giętkość emanacji może niekiedy przyprawiać o zawrót głowy. Ha! Teraz już tylko jedno sprawne cięcie ukrytego ostrza i pozornie gładka sakiewka znika bez śladu. Do następnego razu!
Wygląd: Zuzu to młody centaur, a nawet dzieciak, który obecnie ma jeden sążeń wzrostu. Dla niektórych może wydawać się niski jak na swoją rasę, dla innych wysoki jak na swój wiek w porównaniu do człowieka. Jest bardzo szczupły, atletycznej budowy, acz z dobrze wyrzeźbionymi mięśniami torsu i kopyt. I nie ma w tym nic dziwnego, w końcu dobry błazen powinien być wysportowany. ... (Więcej)
Uwagi: - Jeśli nie będzie miał innego wyjścia potrafi kopnąć i to dość boleśnie.
- Uważaj co przy nim robisz i co mu pokazujesz, skubaniec potrafi się sam uczyć i dość do zadowalającego go ...
(Więcej)

Poprzednia strona

Powrót do Valladon

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości

cron