Czas na tańce!


Wielki rozległe miasto, skupisko ludzi, jak i innych ras. To miejsce odwiedza wiele istot, istot niebezpiecznych, magicznych ale także przyjaznych. Znajdziesz tu towary z całego świata, skarby i tajemnicze artefakty. Jeśli czegoś potrzebujesz znajdziesz to tutaj

Postprzez Tean » Wt lut 20, 2018 12:49 am

Teaniusz uśmiechnął się zalotnie do Cam i zaśmiał się nieco.

- Ależ oczywiście, że jestem, powiedz, ile znasz diabłów wynalazców? Więc tym bardziej nie kłamanie to dla mnie pestka, kochanie. – Przewrócił oczami, tymi niebieskimi, ludzkimi, wykreowanymi przez iluzję, co też ta dziewczyna nie wymyśli. – Diabeł nauczyciel… Masz wyobraźnie, nie ma co. Nie ma diabłów nauczycieli, jest tylko życie, które kopie piekielnym tyłek tak bardzo, aż sami nie zaczną tego robić innym – powiedział zupełnie poważnie, choć nie wszystko pamiętał, to jednak miał wrażenie, że tam w czeluściach jego zamglonych wspomnień wcale nie chowa się żadne sielskie dzieciństwo.

Diabeł pokręcił głową na uwagę o leczeniu. Byłoby jeszcze szybciej, gdyby tylko miał tak mocno przyśpieszoną regenerację, jak anioły. Im to się zawsze dostaje najlepsze, i to, i skrzydła, niedoczekanie! Dobrze, że chociaż te wstęgi dały mu obecnie spokój.

- Stereotypy. W rzeczywistości nie jest tak łatwo rozpoznać, kto jest zły, a kto dobry. No bo spójrz, jak bardzo musiałbym być brzydki z powodu tego, kim jestem? – Pokręcił głową. – Już ci mówiłem, wygląd nie określa, czy dana osoba jest dobra, czy zła. Nieważne, czy elf, człowiek, maie…

Gdy doszli do wioski, było bardzo tłocznie, wesoło i gwarno. Wszyscy świetnie się bawili, przygotowując wioskę do obchodów jakiegoś święta. Piekielny z trudem uciekł od zauroczonych nim dziewczyny. O dziwo, gdy te same do niego przychodziły, już nie były takie fajne, tak jak Camelia, o zamkniętym serduszku, do którego diabeł marzył, by znaleźć klucz, co nadawało mu życie nowy sens, który nagle nie zniknie, tak jak te wszystkie poprzednie i przyziemne sensy.
Gdy już myślał, że porozmawia sobie z Camie, to usłyszał swoje imię wymawiane przez znajomy głosik. To znaczy jego ton, błąkał się w głowie diabła nie bardzo mogąc dopasować się do konkretnych wspomnień.

- E… Znamy się tak? – spytał głupawo, aczkolwiek naprawdę nie był już pewien.
- Aysha! Jak możesz mnie nie pamiętać? Byliśmy niezłym kompanami w młodości, Teaniuszu…
- Chyba jednak nie było tak kolorowo, skoro cię nie pamiętam – zachichotał.
- Uhh, raczysz żartować. W ogóle miło, że w końcu wywlokłeś swój czerwony zad poza mury tego okropnego zamczyska.
- E… No… - Nie bardzo wiedział co mówić, jak zachowywać się przy kimś, kogo się znało, ale się go nie pamięta, a ten ktoś ciebie zna dość dobrze.
- Jak tam twoje prace nad… - zachichotała – skrzydełkami?
- Mam idealny obiekt wspomagający pracę – rzucił okiem na Camie.
- Z pewnością intrygujący. Słuchaj, ogólnie to dziś się włóczyłam po świecie i…

W ten sposób Teaniusz został wręcz wrobiony w jakiś bal, wyraźnie zabrakło mu asertywności, eh te kobiety. Szczególnie gdy Aysha przybrała naturalną postać, ten uroczy ogonek i różki i skrzydła! Dzięki którym tak zgrabnie odleciała…

- Wygląda na to, że szykują się nam tańce… gdybym jeszcze cokolwiek z tego umiał… - Piekielny nie mógł uwierzyć, że nigdy nie przyszło mu do głowy odbębnienia nauki tańca, przecież kobiety marzą o takim romantycznym tańcu! – No cóż, co powiesz na podróż moim… wozolotem? Może to nie skrzydła, aczkolwiek… W sumie jeszcze nie był testowany... W każdym razie zobaczysz!

Wrócili do Starego Dworu, a diabeł pobiegł do jakiejś szopy na zewnątrz i zaczął siłować się z jakimś dziwacznym wozem. Po bokach miał śmieszne, prostokątne skrzydła. W środku zaś miejsce raptem na dwie osoby i ewentualny niewielki bagaż.

- Panie przodem. – Pomógł Camelii wsiąść, po prawej, po lewej zaś była cała maszyneria do sterowania pojazdem, tam, gdzie nogi były aż cztery dziwne blaszki aż proszące się, by nacisnąć. Można było jedną nogą naciskać jednocześnie wewnętrzną parę, a także obiema nogami wszystkie cztery naraz.

Przy siedzisku Teaniusza był również ster, taki jak na statku, ale znacznie pomniejszony. Diabeł zaczął naciskać wszystkie blaszki przy nogach, co wprawiło skrzydła w ruch, okazało się, że na samym tyle były jeszcze jedne, prawdopodobnie odpowiadające za rozpęd do wzbicia i kierunek lotu.
Koła zaczęły się toczyć, przejechali kawałek, a wozolot zaczął się podnosić. Nie trwało to długo, wręcz całkiem szybko wzbili się ponad ziemię i mogli podziwiać niecodzienne widoki, a nawet skubnąć samych chmur. Lecieli nad górami, rzekami, laskami, wioskami. Ludzie w dole wyglądali jak mrówki. W końcu zaczęły malować się zarysy miasta Valladon.
Avatar użytkownika
Tean
Błądzący na granicy światów
 
Nagrody: Obrazek
Inne Postacie: Nefertiti, Amaranta, Izaura, Set, Azalia, Adiraella, Melodia,
Rasa: Diabeł
Aura: Srebrne, cynowe i miedziane kolce wybijają się groźnie z emanacji. Są twarde, niezwykle ostre i na zmianę zwodzą zmysł dotyku gładkością metalu i szorstkimi fragmentami. Niezwykła siła wyróżnia aurę spośród zwykłych i słabych emanacji, chociaż jej rubinowa poświata jest blada i matowa. Bije od niej niezmiennie intensywny zapach siarki i smoły. O dziwo, bije od niej lekki chłód, co może zmylić kogoś, kto będzie skupiał się jedynie na zmyśle wzroku i wyglądzie postaci, którą emanacja otacza. W smaku jest nieprzyjemnie gorzka i słona na zmianę, chociaż dość łagodna. Na zmianę zlepia usta i wysusza język, męcząc podniebienie. Różnorodność dźwięków może przyprawić o zawrót głowy. Najpierw słychać bowiem głośne jęki cierpienia i czuć niezwykle silny smród. Zaraz jednak dźwięki te ucichają, jak cięte nożem, a emanacja przytłacza wszechobecną ciszą, zabijając każdy dźwięk w okolicy. Po chwili z ciszy tej wybija się pojedynczy, głęboki, lekko buczący ton, który rośnie w siłę, by nie dać zagłuszyć się innym dźwiękom. A są to ciche echa czyichś słów oraz dobiegające z oddali dźwięki bębna. Do kakofonii dołącza się irytujące brzęczenie, które na zmianę słabnąc i przybierając na sile, zdaje się wprawiać cały świat w drgania.
Wygląd: Teaniusz nie jest zbytnio umięśnionym mężczyzną, ale powiedzieć o nim, iż jest chuderlawy, również się nie da. Sylwetkę jego można nazwać raczej przeciętną. Jego skóra natomiast posiada czerwony odcień, zaś w dotyku jest nieprzyjemnie szorstka, choć z daleka ciężko to dostrzec. Piekielny posiada również długi ogon, znajdują się na nim wcięcia, które prowadzą do ... (Więcej)

Postprzez Camelia » N mar 25, 2018 4:35 pm

        Camelia przez większość czasu, który spędziła w wiosce z diabłem, milczała. Nie czuła potrzeby rozmowy w takich chwilach; jedyne co, to odpowiadała sporadycznie na pytania i zaczepki Teana. Piekielny zdawał się być niesamowicie rozmowny, co kompletnie przeczyło z wcześniejszą wersją tej rasy, o jakiej Camelia słuchała całe swoje życie. Czyżby demony jednak mogły znaleźć przyjaciół? Maie  pracowała nad swoim charakterem, który ostatecznie został jej odebrany. A skoro demony są złe, bezlitosne i okrutne, ona także musiała stać się potworem. “Nie tak łatwo rozpoznać, kto jest zły, a kto dobry”, powiedział. Więc cała metamorfoza Camelii okazała się bezsensowna? Czyżby to był błąd?
To tym bardziej napawało demonicę chęcią zemsty.

        - Także nie umiem tańczyć. Ale lubię zabawę - odpowiedziała Cam, ciągle błądząc myślami wokół cycatej pokusy. Czy ona była zła? Za co wylądowała w piekle, jakie grzechy popełniła, że została kusicielką mężczyzn?
        - Czy zostanie kimś złym jest karą od losu? - szepnęła, mając nadzieję, że Tean tego nie usłyszał. W tym wypadku… “Co ja zrobiłam złego?”.

        Ujrzała dziwną, latającą maszynę. W głowie Camelii powstała masa pytań, która potem znalazła swoje ujście razem z ekscytacją w jednym wielkim;
        - Uuuuoooooooaaaaaaaaaaaaa! - Demonica obeszła cały sprzęt dookoła, skacząc i dotykając możliwie każdego elementu, jaki mogła tylko dotknąć. - Co to? Jak to lata? Gdzie to ma zasilanie? Czy to żyje? Jak to działa? Czy to jest przyjazne dla zwierząt? - Wcale nie miała na myśli Slanii. Maie raczej chodziło o fakt, że sama może stać się każdym możliwym zwierzęciem, stąpającym po świecie Alaranii. Niespodziewanie naszła ją szalona myśl, aby w trakcie lotu zamienić się w masywnego słonia i sprawdzić budowę maszyny.
        Bez protestów wsiadła do machiny i pozwoliła diabłu zapanować nad sytuacją. Slania skuliła się na kolanach swojej właścicielki, popiskując cichutko przez sen. Niespodziewanie znaleźli się w powietrzu. Camelia nie powstrzymywała radosnego uśmiechu.
        Kobieta postanowiła złamać parę zasad i nieco się zabawić. Wstała z siedzenia i znalazłszy się u krawędzi wozu, próbowała złapać jedną z chmur, obok których przelatywali. Niespodziewanie jednak straciła równowagę i wypadła. Slania wpadła w nie lada panikę, jednakże na darmo. Camelia bowiem szybko znalazła się na pokładzie w postaci małego, szybkiego koliberka. Co chwilę także próbowała się ścigać z maszyną, aż w końcu grzecznie usiadła na swoim miejscu w ludzkiej postaci.

        Znaleźli się w Valladonie. Gdy wylądowali, Camelia od razu wysiadła i zaczęła rozglądać się we wszystkie możliwe strony, szukając tym samym potencjalnych ofiar i nieszczęśników, których mogłaby zamęczyć swoją osobą. Spojrzała na Teana, który towarzyszył jej niczym cień.
        - Idziemy na bal? - zapytała z ledwo skrywaną ciekawością w głowie. - Nie wypada w takim stroju, diable. - Niespodziewanie czarny dym otoczył kobietę. Mgła unosiła się długo w powietrzu, a gdy ustała, diametralnie opadając na ziemię, odsłoniła oszałamiający strój demonicy. Wstęgi nadal oplatały jej ramiona, lecz krótka sukienka zmieniła się w lekką, rozkloszowaną czarną suknię. Biust został ozdobiony kilkoma sznurami, które zahaczały o szyję maie, natomiast sam prowizoryczny gorset ukazywał kilka wiązadeł. Dopełnieniem całości była czarna róża na lewym ramieniu Camelii.
Jedyne, czego brakowało, to para równie czarnych jak suknia butów.
Avatar użytkownika
Camelia
Błądzący po drugiej stronie
 
Inne Postacie: Jane, Isara, Keira, Sevi, Eliae, Quillithea, Loneyethe, Aureola, Rheyaen,
Rasa: Przemieniona z maie lasu
Aura: Emanacja utkana z wielu barw, zupełnie jakby postać otaczały splecione wstęgi. W nich zaś najwyraźniejsze wydaję się być srebro czy żelazo. Budują one nietypową konstrukcję. Niektóre twarde, inne zaś miękkie pną się ku górze. W swojej podróży można odnaleźć również przeciwstawne uczucie gładkości, ale jedno jest pewne. Każdy brzeg rani niebywałą ostrością. O swoich korzeniach wspomina również zastygły i blady koloryt barachit, a całą scenerię otula intensywnie lśniąca, szmaragdowa płachta. Lepka aura gości w ustaw niezbyt silną gorzkością, rozbrzmiewając przy tym całą symfonią dźwięków. Pojedynczy ton rozlega się echem i na długo pozostaje w pamięci czytelników. Dyskretne uderzenie młota wywołuje głośne jęki ofiar, jednak te scenerię zagłusza zmysłowy szept, który wzbudza nieodpartą ciekawość. Intensywność melodii wzmacnia nietypowy zapach, przypominający woń czarnego tulipana...
Wygląd: Camelia jest wysoką kobietą o niezwykle szczupłej sylwetce. Ma długie, piękne czarne włosy, które zasłaniają jej całe plecy, a do tego świetnie współgrają z bladą cerą. Jej duże, błękitne oczy są świetnie podkreślane przez długie rzęsy. Rysy twarzy maie są wręcz idealne. Dłonie Cameli wydają się delikatne, co przywodzi na myśl wrażliwą i uroczą osóbkę. Jednakże ... (Więcej)

Postprzez Tean » Wt kwi 10, 2018 9:53 pm

- To tak jak ja… kochanie – rzucił jej zalotne spojrzenie, ależ ona była urocza.

Później diabeł był zbyt zajęty prezentacją swojej machiny, aby dosłyszeć cichą myśl dziewczyny, która nieoczekiwanie przybrała formę szeptu.
Teaniusz poczuł nieopisaną dumę, której nie próbował ukrywać, gdy u Camie pojawił się tak wielki zachwyt. Swą delikatną dłonią przejechała chyba po wszystkich częściach wozolotu. Nadało mu to czegoś, co sprawia, że niektóre wynalazki są dla piekielnego szczególnie ważne.

- Moja droga, spokojnie, złap oddech, bo dostaniesz czkawki od tylu pytań – zachichotał. – To jest maszyna latająca, nie ma w niej nic żywego. Jest specjalnie przystosowana do tego, aby niewielką siłą fizyczną wprawić skrzydła w ruch i móc wznieść się ponad chmury. Co do zwierząt… o ile te zwierzęta nie będą się wpychać między wewnętrzne drobne części… - zmrużył lekko oczy, szukając wzrokiem Slanii. – Choć jest niskie prawdopodobieństwo, że ów zwierzak mógłby się tam dostać…

Później zaś wszystko potoczyło się dość szybko, wsiedli, wystartowali i polecieli. Początek był w ciszy, Tean dokonywał w myślach obliczeń, czy aby na pewno wszystko jest sprawne, natomiast maie niczym dzieciak była okropnie nieostrożna.

- Camie! – krzyknął, gdy zobaczył, że przemieniona wypadła. Na szczęście szybko wróciła jako koliberek. – Masz szczęście, że umiesz się zmieniać. – Przewrócił oczami i wrócił do patrzenia na wprost. – Hmm… Woźnica, wozolot, Wozolotnica… Wozolotnik, lotnik… Lotnik! Tak, to dobre określenie. – Gdybał sobie i również spoglądał od czasu do czasu w dół. Byli bardzo wysoko, a on nie do końca był zabezpieczony przed upadkiem, gdyby coś poszło nie tak. Nie ma to jak pośpieszne testy, zamiast dopięcia wszystkiego na ostatni guzik. Jednakże cóż zrobić, gdy obok siedzi tak piękna kobieta.

W końcu zaczęli podchodzić do lądowania, diabeł przesunął jakieś dźwignie z boku i wozolot skierował dziób prosto w dół. Spadali, aż za szybko.

- Za mocno! – krzyknął i odchylił nieco do tyłu ów dźwignię, wtedy lot stał się łagodniejszy, jakby na spokojnie zjeżdżali sobie na worku siana z zaśnieżonej górki.

Wszystko więc skończyło się dobrze. Piekielny jednak wyskoczył od razu z maszyny i zaczął sprawdzać, czy aby na pewno wszystko jest sprawne i dopiero gdy się o tym przekonał, odetchnął z ulgą.

- Cóż, najwyraźniej. – Rozłożył ręce i się uśmiechnął. Wtedy zamilkł, patrząc co knuje demonica, po chwili przekonał się, iż była to szybka przebieranka w stylu maie. Ale jak ona teraz wyglądała, jak każdy szczegół jakby zwielokrotniał po stokroć urodę dziewczyny. Diabeł nie mógł się na nią napatrzeć. – Wyglądasz… przepięknie. – Chwycił ją za dłoń, ostrożnie, zważając na wstęgi, i zaczął prowadzić w stronę pałacu, kątem oka wychwycił wozolot, ciekawscy zebrali się wokół niego, niech sobie patrzą, i tak nim nie polecą.

Wylądowali bardzo blisko, więc wystarczyło przejść parę kroków i już mieli wejść do niezwykłego zamku, by zacząć bal, to było coś nowego. Tean ogólnie albo był wściekły, albo zauroczony, albo znudzony. Jednakże wizja tańca z Camie, gdy oboje nie potrafią tańczyć, była stresująca, najchętniej to by wywołał małe zamieszanie, zrobił coś piekielnego, jak na diabła przystało. Na razie jednak trzeba było rozeznać się w nowej sytuacji.
Avatar użytkownika
Tean
Błądzący na granicy światów
 
Nagrody: Obrazek
Inne Postacie: Nefertiti, Amaranta, Izaura, Set, Azalia, Adiraella, Melodia,
Rasa: Diabeł
Aura: Srebrne, cynowe i miedziane kolce wybijają się groźnie z emanacji. Są twarde, niezwykle ostre i na zmianę zwodzą zmysł dotyku gładkością metalu i szorstkimi fragmentami. Niezwykła siła wyróżnia aurę spośród zwykłych i słabych emanacji, chociaż jej rubinowa poświata jest blada i matowa. Bije od niej niezmiennie intensywny zapach siarki i smoły. O dziwo, bije od niej lekki chłód, co może zmylić kogoś, kto będzie skupiał się jedynie na zmyśle wzroku i wyglądzie postaci, którą emanacja otacza. W smaku jest nieprzyjemnie gorzka i słona na zmianę, chociaż dość łagodna. Na zmianę zlepia usta i wysusza język, męcząc podniebienie. Różnorodność dźwięków może przyprawić o zawrót głowy. Najpierw słychać bowiem głośne jęki cierpienia i czuć niezwykle silny smród. Zaraz jednak dźwięki te ucichają, jak cięte nożem, a emanacja przytłacza wszechobecną ciszą, zabijając każdy dźwięk w okolicy. Po chwili z ciszy tej wybija się pojedynczy, głęboki, lekko buczący ton, który rośnie w siłę, by nie dać zagłuszyć się innym dźwiękom. A są to ciche echa czyichś słów oraz dobiegające z oddali dźwięki bębna. Do kakofonii dołącza się irytujące brzęczenie, które na zmianę słabnąc i przybierając na sile, zdaje się wprawiać cały świat w drgania.
Wygląd: Teaniusz nie jest zbytnio umięśnionym mężczyzną, ale powiedzieć o nim, iż jest chuderlawy, również się nie da. Sylwetkę jego można nazwać raczej przeciętną. Jego skóra natomiast posiada czerwony odcień, zaś w dotyku jest nieprzyjemnie szorstka, choć z daleka ciężko to dostrzec. Piekielny posiada również długi ogon, znajdują się na nim wcięcia, które prowadzą do ... (Więcej)

Postprzez Camelia » Wt maja 15, 2018 4:16 pm

        Camelia wcale nie miała zamiaru ukrywać potoku emocji w swoich licznych pytaniach. Chciała wiedzieć, jak działa coś, do czego miała wsiąść. Przecież demonica nie mogła ot tak zaufać czemuś, czego nie znała, nieprawdaż?
Wysłuchała więc odpowiedzi na swoje pytania i z każdym słowem diabła jej brwi zbliżały się do siebie, tworząc brzydki grymas twarzy u demonicy.
        - Jak to zbudowałeś? - zapytała, ponownie spoglądając na maszynę. - Slania śpi. Nic nie zmajstruje. Chyba - dodała, uśmiechając się złośliwie. W głowie rodziły jej się niecne plany uprzykrzenia życia Teanowi, jednakże zapewne ostatecznie żaden nie ujrzy światła dziennego. Lecz jak to kobieta, musi wprowadzić nieco pikanterii do życia piekielnego.
Dlatego Camelia zafundowała mu niemały zawał, wypadając z latającej maszyny. Jednakowoż tylko przez chwilę demonica pozwalała swemu ciału opadać w dół, ku nieuchronnemu zderzeniu z zimną ziemią. Maie kilkanaście sekund później zmieniła się w swoją ulubioną formę; czarnego jak heban koliberka, małego i szybkiego ptaka. Po przemianie szybko wróciła na pokład dziwnej maszyny diabła.
        - Mam szczęście? To ty bierzesz za mnie odpowiedzialność w tej machinie, piekielniaku - odpowiedziała Camelia, zakładając ręce na piersi i robiąc obrażoną minę. Demonica cały czas odgrywała swoją szaloną rolę; skrywała prawdziwe emocje, ciekawość, poddając diabła pewnego rodzaju testowi.

        Nie ruszyła jej ta nagła zmiana, kiedy lecieli; wozolotto, czy jak to w końcu nazwał diabeł, niespodziewanie przyspieszył w kierunku ziemi i zdawało się, że za chwilę w nią uderzy. Tean zdawał się jednak tylko na moment wypaść z rytmu. Kiedy w końcu zapanował nad maszyną, oboje wylądowali kilka kroków od miejsca, w którym odbywał się bal. Camelia szybko zmieniła odzienie, które pasowało na przyjęcie. Dzięki temu też może kobieta nie będzie się rzucać w oczy aż tak i nikt jej nie zaczepi.
        - Wiem, dziękuję - odpowiedziała skromnie dziewczyna, uśmiechając się cynicznie w stronę diabła i pozwalając mu prowadzić się za rękę do pałacu. - Nie boisz się, że ktoś ci to to zniszczy? - zapytała, podążając za wzrokiem Teana w kierunku wozolotu.

        Weszli do środka. Oczywiście cała sala kipiała temperamentem młodych paniczów i aż śmierdziało od perfum, zakupionych chyba na cele godowe, uroczych dam. Pod sufitem dumnie prezentował się żyrandol z tysiąca złotych kryształów, a stoły tylko zapraszały na rozmaite poczęstunki. Demonica oczywiście nie miała co liczyć na miłe przyjęcie, chociaż zaskoczyły ją spojrzenia innych; wszędzie wzrokiem wychwyciła przedstawicieli różnych ras, co powinno ją uspokoić. Ale niestety nadzieja jest matką głupich.
        - Camelia! - Głos dobiegał z wejścia, którym maie niedawno przeszła z diabłem. Nim kobieta zdążyła się odwrócić, właściciel tajemniczego głosu uścisnął ją mocno. Czarnowłosa czuła, jak wstęgi na jej ramionach jeżą się niczym pobudzony do ataku kot.
        - Kim ty do…?! - Camelia szybko wyswobodziła się od objęć dziwnego panicza, po czym zrobiła kilka szybko następujących po sobie błędów.

Pierwszy, odwróciła się.
Drugi, osłupiała.
Trzeci, pozwoliła mu się ponownie przytulić.
Znowu znalazła się w objęciach tego mężczyzny; jej najukochańszego kochanka i najgorszego wroga.
        - Wróciłeś… Brian?
Avatar użytkownika
Camelia
Błądzący po drugiej stronie
 
Inne Postacie: Jane, Isara, Keira, Sevi, Eliae, Quillithea, Loneyethe, Aureola, Rheyaen,
Rasa: Przemieniona z maie lasu
Aura: Emanacja utkana z wielu barw, zupełnie jakby postać otaczały splecione wstęgi. W nich zaś najwyraźniejsze wydaję się być srebro czy żelazo. Budują one nietypową konstrukcję. Niektóre twarde, inne zaś miękkie pną się ku górze. W swojej podróży można odnaleźć również przeciwstawne uczucie gładkości, ale jedno jest pewne. Każdy brzeg rani niebywałą ostrością. O swoich korzeniach wspomina również zastygły i blady koloryt barachit, a całą scenerię otula intensywnie lśniąca, szmaragdowa płachta. Lepka aura gości w ustaw niezbyt silną gorzkością, rozbrzmiewając przy tym całą symfonią dźwięków. Pojedynczy ton rozlega się echem i na długo pozostaje w pamięci czytelników. Dyskretne uderzenie młota wywołuje głośne jęki ofiar, jednak te scenerię zagłusza zmysłowy szept, który wzbudza nieodpartą ciekawość. Intensywność melodii wzmacnia nietypowy zapach, przypominający woń czarnego tulipana...
Wygląd: Camelia jest wysoką kobietą o niezwykle szczupłej sylwetce. Ma długie, piękne czarne włosy, które zasłaniają jej całe plecy, a do tego świetnie współgrają z bladą cerą. Jej duże, błękitne oczy są świetnie podkreślane przez długie rzęsy. Rysy twarzy maie są wręcz idealne. Dłonie Cameli wydają się delikatne, co przywodzi na myśl wrażliwą i uroczą osóbkę. Jednakże ... (Więcej)

Postprzez Tean » Pt cze 01, 2018 11:32 pm

Teaniusz postanowił odpowiedzieć Camie, dopiero gdy wylądowali. Spojrzał na nią i z szatańskim uśmiechem stwierdził, tak skrótowo, jak tylko mógł.

- Trochę matematyki i wyobraźni – rzekł zadowolony z siebie, choć dobrze wiedział, że pod uwagę tu się brało jeszcze inne rzeczy, nie miał ochoty się nad tym zbytnio teraz rozwodzić. Pewnie zanudziłby demonice opowieściami o swych obliczeniach, szkicach, próbach, nieudanych testach… No dobra, może akurat nieudane testy były całkiem ciekawe, ale wolał zostawić to na kiedy indziej – Diabły nie biorą odpowiedzialności za nikogo, a przynajmniej nie w taki sposób – powiedział bez emocji, nie chciał żadnych okazać, to by mogło mu zaszkodzić w planie zaciągnięcia do łóżka demonicznej maie, najgorsze jednak było to, że przez te wstęgi sprawa się przedłużała, a ona stawała się dla niego coraz ważniejsza. Szlag by to.

Na szczęście mógł teraz zająć czymś myśli, szli do pałacu, na bal! Idealne miejsce na romantyczne sceny, Camie musi się dać na coś z tego całego badziewia złapać.

- Huh? – został wyrwany z zamyślenia – Ahm, właśnie mi coś przypomniałaś — piekielny podbiegł do swojej maszyny i przekręcił drobną korbkę, skrytą w schowku z rozsuwaną ścianką. Po chwili wozolot zaczął się składać, aż przybrał formę czegoś, co przypominało skrzynię – To system ochronny, powinno zadziałać, a jak nie to wciąż mam plany jak zbudować nowy, na papierze i w głowie – powiedział z dumą.

W środku było tłoczno, Tean westchnął, teraz to sobie zamarzył, by siedzieć w domu, w Starym Dworze i konstruować, ale nie, dał się namówić na ten cały bal. Przez to zamieszanie niewiele brakowało, by zagadał do lustra, ponieważ zapomniał całkiem, iż aktualnie nie wygląda jak diabeł, tylko jak człowiek, ale przystojny człowiek. Mimo iż podchodził do różnych dam i prawił im komplementy, kto wie, może trafi mu się jakaś szybka przygoda, o której równie szybko zapomni i wróci do bajerowania maie.
Wtem rozległ się glos wołający demonicę, jego demonicę, a głos z pewnością nie należał do piekielnego, tylko do… W sumie dobre pytanie. Wszystko działo się tak szybko, gość pojawił się jakby znikąd, diabeł zmrużył oczy, nie ufał mu. Szybko upewnił się, czy magia iluzji kryje jego aurę, przeciwko człowiekowi nie będą wzywać całych zastępów niebieskich, raczej. W każdym razie ogromną rolę grało tu zaskoczenie.
Niestety w tej chwili to rogaty został zaskoczony w niemiłym tego słowa znaczeniu, ten facet przytulił, tak po prostu przytulił dziewczynę. Nie mógł tak tego zostawić, po jego trupie.

- Ekhem, wybaczcie, że przeszkadzam… - spojrzał Brianowi w oczy, dając znać, by się odczepił. Gdy tylko mężczyzna puścił z objęć maie, Tean subtelnie przysunął ją do siebie, i objął ramieniem czule. Wtem rozpoczęły się tańce, a diabeł od razu porwał swą towarzyszkę do tańca, nim tamten mężczyzna się zdecydował.

Tańczył kiepsko, ale obserwował i szybko pojmował pewne kroki, nie były wszak tak skomplikowane. W międzyczasie spoglądał to na tajemniczego mężczyznę, to zaglądał w piękne błękitne oczy swej partnerki i uśmiechał się do niej zalotnie.

- Kim on jest kochanie? – powiedział łagodnie, choć miał ochotę potraktować go swoimi nowatorskimi maszynami do tortur, ale wiedział, że musi udowodnić Cam, iż diabeł nie musi być koniecznie zły, trochę go to wkurzało już, aczkolwiek lubił wyzwania, bez nich było nudno.

Po tańcu diabeł podszedł do jednego z gości, wcześniej zauważył, jak ta kłócił się z żoną.

- Nawet ci dobrzy kłamią, a o tym nikt się nie musi dowiedzieć – pomyślał i przystąpił do realizacji swego planu.
- Zacne przyjęcie, czyż nie?
- Zaiste, przednie.
- Niektórzy, to nawet bawią się chyba za dobrze…
- Co pan chce przez to powiedzieć…
- Ja sam nie wiem, nie powinienem – Tean udał zażenowanego – Bo to o pańską żonę chodzi…
- Oh, no nie wytrzymam! Mów młodzieńcze, jak już zacząłeś, muszę poznać całą prawdę.
- Dobrze no… - poprawił niby nieśmiało grzywkę – Otóż, widzi pan tego tam, o? – wskazał na Briana – widziałem jak wcześniej on z pańską żoną…
- Niedoczekanie! Gdzie?!
- Na balkonie, chciałem zaczerpnąć powietrza i…
- Nic więcej nie mów, to mi wystarczy, pozabijam ich chyba… - mężczyzna poszedł w stronę briana, zgarniając po drodze swoją żonkę i gdy dotarli, rozpętała się wielka awantura.

Tean przez dłuższą chwilę nie mógł powstrzymać śmiechu, wrócił do Camie, dopiero gdy mu się to udało, choć wciąż musiał uważać, by nie spytała, czemu się tak cieszy, skoro chwilę wcześniej były gotowy wybuchnąć od gniewu i zazdrości.
Avatar użytkownika
Tean
Błądzący na granicy światów
 
Nagrody: Obrazek
Inne Postacie: Nefertiti, Amaranta, Izaura, Set, Azalia, Adiraella, Melodia,
Rasa: Diabeł
Aura: Srebrne, cynowe i miedziane kolce wybijają się groźnie z emanacji. Są twarde, niezwykle ostre i na zmianę zwodzą zmysł dotyku gładkością metalu i szorstkimi fragmentami. Niezwykła siła wyróżnia aurę spośród zwykłych i słabych emanacji, chociaż jej rubinowa poświata jest blada i matowa. Bije od niej niezmiennie intensywny zapach siarki i smoły. O dziwo, bije od niej lekki chłód, co może zmylić kogoś, kto będzie skupiał się jedynie na zmyśle wzroku i wyglądzie postaci, którą emanacja otacza. W smaku jest nieprzyjemnie gorzka i słona na zmianę, chociaż dość łagodna. Na zmianę zlepia usta i wysusza język, męcząc podniebienie. Różnorodność dźwięków może przyprawić o zawrót głowy. Najpierw słychać bowiem głośne jęki cierpienia i czuć niezwykle silny smród. Zaraz jednak dźwięki te ucichają, jak cięte nożem, a emanacja przytłacza wszechobecną ciszą, zabijając każdy dźwięk w okolicy. Po chwili z ciszy tej wybija się pojedynczy, głęboki, lekko buczący ton, który rośnie w siłę, by nie dać zagłuszyć się innym dźwiękom. A są to ciche echa czyichś słów oraz dobiegające z oddali dźwięki bębna. Do kakofonii dołącza się irytujące brzęczenie, które na zmianę słabnąc i przybierając na sile, zdaje się wprawiać cały świat w drgania.
Wygląd: Teaniusz nie jest zbytnio umięśnionym mężczyzną, ale powiedzieć o nim, iż jest chuderlawy, również się nie da. Sylwetkę jego można nazwać raczej przeciętną. Jego skóra natomiast posiada czerwony odcień, zaś w dotyku jest nieprzyjemnie szorstka, choć z daleka ciężko to dostrzec. Piekielny posiada również długi ogon, znajdują się na nim wcięcia, które prowadzą do ... (Więcej)

Postprzez Camelia » Cz cze 21, 2018 4:16 pm

        Camelia spoglądała na diabła, wsłuchując się w jego lakoniczną odpowiedź.
        - Matematyki? Na co to komu? - zapytała, zakładając ręce na biodra w prowokacyjnym geście. - Ty nie weźmiesz za mnie odpowiedzialności? Och, więc mogę następnym razem całkiem wypaść… - zaśmiała się, co w tej chwili było jakże niewskazane. Znajdowali się na środku wejścia do wielkiej sali balowej, ludzie obserwowali niemal każdego nowego człowieka na dworze. Koło plotek już rozpoczynało swoją podróż wśród wytwornych dam.
Camelia przygotowała się na tę okazję, starając się wyobrazić sobie najpiękniejszą suknię, jaką w życiu widziała. Nie, nie wystroiła się tak dla Teana; to wszystko dla kobiet, które już teraz spoglądały na nią z ogromną zazdrością. Zapewne to przez nieprzeciętną urodę maie. Aczkolwiek, bawiąc się w filozofa, czy Camelia od zawsze tak wyglądała? Czy po prostu z racji na swoją rasę sprawiła, że jest piękniejsza? To pytanie zaczęło nurtować naszą demonicę.
        Wozolot zamienił się w skrzynię, a więc teraz Tean mógł spodziewać się kolejnego miliona pytań.
        - O mój Prasmoku! - krzyknęła rozradowana Camie. - Jak to z takiego wielkiego zrobiło się takie małe? Jak to działa? Czemu tak? Jak to zrobiłeś? Możesz tak ze wszystkim? Uczyłeś się gdzieś? - I teraz nasz diabeł mógł poczuć się niesamowicie szczęśliwy, bowiem maie podeszła do niego z błyskiem w oku. A dlaczego miało go w tej chwili zalać szczęście? Ponieważ Camelia stanęła tak blisko, że jej twarz od twarzy diabła dzieliło zaledwie kilka centymetrów. Dla demonicy to był zamierzony zabieg; chciała ujrzeć reakcję Teaniusza.
Camie zaśmiała się. ”I kto tu kogo bajeruje, piekielniaku?”, pomyślała, kierując swe kroki na salę balową.

        Na sali jednak rozgotowało się w maie piekło. Brian zamknął ją w żelaznym uścisku, całkowicie ograniczając pole widzenia. Tym samym, jak on dusił ją w swych ramionach, wstęgi postanowiły go wspomóc. W Camelii wręcz gotowało się od sprzecznych emocji. Jednocześnie przez umysł przechodziły jej złe wspomnienia, momenty okrutnych tortur, cierpienia, a jednocześnie te szczęśliwe chwile… Kiedy on tak cudownie bawił się jej włosami, kiedy dostawała dzikie kwiaty z wysokich drzew, wspaniałe uczucie ciepła i dobra…
        ”Kocham go. Nienawidzę go. Chcę go tutaj. Chcę go zabić”, myślała maie, kompletnie nie zwracając uwagi na to, co się dzieje dookoła. Nim się spostrzegła, znalazła się na parkiecie w objęciach innego mężczyzny. Chwilę zajęło kobiecie zrozumienie, że przed nią znajduje się Tean. Kiedy pozwoliła się zaprosić do tańca? Doskonale czuła dotyk rąk, które ją oplatały, ale nie to teraz zajmowało jej umysł. Wiedziała, że Tean nic jej nie zrobi, ale ona była daleko. Daleko, a jednak tak blisko, głęboko, głęboko w plątaninie własnych myśli. Nie mogła określić, co czuła. Czy coś w ogóle czuła? Powinna go nienawidzić. Po tym, co jej zrobił, po całym tym czasie... Teraz znalazła w sobie pustkę. Nawet iskry tego, czego szukała, czego powinna oczekiwać, nie było. Nawet iskry tego, co kiedyś było jej miłością do tego mężczyzny. Dziwny brak emocji z jednej strony był niepokojący, jednak nawet niepokoju brakowało. Camelia zdawała sobie sprawę z własnego stanu, będąc jednocześnie obojętną, zdziwioną, a jednak... Nie czując żadnej z tych emocji. Wiedziała, że tam powinny być. Wiedziała, jak powinna zareagować. Ale zdawała sobie też sprawę z tego, że mimo to, nic takiego nie czuje. Jest pusta. Z pustego naczynia nie da się nic napełnić. Wzrok demonicy stawał się z minuty na minutę coraz bardziej nieobecny, jakby nagle maie popadła w stan tajemniczego letargu. W tej chwili kobieta nie przypominała tej wiecznie rozgadanej Camelii, którą zawsze była.
Teraz została jakby zaklęta. I to tylko przez swoje własne uczucia.
        Wstęgi ciągle oplatały ciasno jej ciało, co odczuwała teraz szczególnie. Wbijały się w skórę maie niczym piekielne kajdany, świadczące o wiecznym cierpieniu, jakie ją czeka. Okowy, które pozostaną z nią już na zawsze. Camelia została właśnie niewolnicą samej siebie. ”Kiedy ja naprawdę byłam wolna?”, zapytała, uśmiechając się żałośnie. Akurat w tym samym momencie padło pytanie o tożsamość jej byłego kochanka. Tean wybrał zły moment na zagadanie demonicy. Camelia pomyślała; faktycznie, kim on jest? Głowiąc się nad tym pytaniem, które mimo swej banalności wydawało się teraz niesamowicie trudne do odpowiedzenia, maie spuściła wzrok i spochmurniała. Nieświadomie też oparła się czołem o tors diabła. Nie zamierzała wdawać się w większą rozmowę.
        - Nie teraz - mówiła ochryple, ledwo poruszając ustami.

        Kiedy taniec się skończył, Camelia zrozumiała, że to czas na odpoczynek. Podeszła więc do jednego ze stolików i usiadła przy nim, wpatrując się w jedzenie. Była głodna, aczkolwiek cały apetyt teraz jej odszedł. Więc pozostawało tylko tępe wpatrywanie się w jedzenie.
Camelia usłyszała zbliżające się kroki. Zignorowała je, chociaż całym sercem pragnęła się odwrócić i ujrzeć kogokolwiek, byle nie Briana.
        - Camelio. - Ten głos doszczętnie zniszczył nadzieje maie. Jednakże nim zdążyła się odwrócić lub też nim mężczyzna powiedział coś więcej, jeden z baronów czy innych ważniejszych szych pojawił się obok i wymierzył Brianowi siarczysty policzek. Camelię zatkało. Ponownie szarpnęły nią emocje i uczucie pustki jednocześnie.
        - Z moją żoną ci się zachciewa, huh?! - krzyczał baron, zwracając na siebie uwagę każdego wielkiego szlachcica czy nadobnej dziewicy na sali. Camelia wstała, obserwując. Serce w niej wybijało dziwny rytm.
Za-bij. Zo-staw. Po-móż.
        Demonica przełknęła gorzką ślinę, aby pozbyć się guli, jaka teraz urosła jej w gardle. Niespodziewanie obok niej pojawił się Tean, śmiejąc się w najlepsze. Camelia znalazła się na środku całego hałasu, całej awantury. Z jednej strony krzyki i kłótnia, z drugiej śmiech diabła. Ta płachta obojętności, która skrywała uczucia demonicy, w końcu zelżała; jednakże nie jest to dobry znak.
        Artefakt maie działa na napęd emocjonalny. Jeśli uczucia Camelii wyjdą poza jej kontrolę, może się to skończyć bardzo źle dla niej i dla otoczenia. Maska wariatki, którą kobieta przywdziewała, aby rozładować to wszystko, zniknęła. Po dłuższej chwili wstęgi Camie uwolniły się, szarpiąc swoją właścicielką i rozrywając w kilku miejscach jej piękną sukienkę.

        Wstęgi szalały w najlepsze. Baron zapewne stracił palec, Brian został poharatany a baronowa zaliczyła darmową wizytę u fryzjera. Tean także został nieumyślnie zaatakowany. Wszyscy musieli się bronić. Nawet Camelia, która stała po środku tego całego zamieszania i dusiła się. Wstęgi zacisnęły się wokół jej ramion i poraniły je. Zapewne zostaną blizny.
        A Camelia stała bezczynnie i obojętnie po środku całej tej masakry, słuchając krzyków ludzi wokół. Maie miała już pewność, że to będzie ich najgorsze przyjęcie po wsze czasy.
Avatar użytkownika
Camelia
Błądzący po drugiej stronie
 
Inne Postacie: Jane, Isara, Keira, Sevi, Eliae, Quillithea, Loneyethe, Aureola, Rheyaen,
Rasa: Przemieniona z maie lasu
Aura: Emanacja utkana z wielu barw, zupełnie jakby postać otaczały splecione wstęgi. W nich zaś najwyraźniejsze wydaję się być srebro czy żelazo. Budują one nietypową konstrukcję. Niektóre twarde, inne zaś miękkie pną się ku górze. W swojej podróży można odnaleźć również przeciwstawne uczucie gładkości, ale jedno jest pewne. Każdy brzeg rani niebywałą ostrością. O swoich korzeniach wspomina również zastygły i blady koloryt barachit, a całą scenerię otula intensywnie lśniąca, szmaragdowa płachta. Lepka aura gości w ustaw niezbyt silną gorzkością, rozbrzmiewając przy tym całą symfonią dźwięków. Pojedynczy ton rozlega się echem i na długo pozostaje w pamięci czytelników. Dyskretne uderzenie młota wywołuje głośne jęki ofiar, jednak te scenerię zagłusza zmysłowy szept, który wzbudza nieodpartą ciekawość. Intensywność melodii wzmacnia nietypowy zapach, przypominający woń czarnego tulipana...
Wygląd: Camelia jest wysoką kobietą o niezwykle szczupłej sylwetce. Ma długie, piękne czarne włosy, które zasłaniają jej całe plecy, a do tego świetnie współgrają z bladą cerą. Jej duże, błękitne oczy są świetnie podkreślane przez długie rzęsy. Rysy twarzy maie są wręcz idealne. Dłonie Cameli wydają się delikatne, co przywodzi na myśl wrażliwą i uroczą osóbkę. Jednakże ... (Więcej)

Postprzez Tean » Cz lip 19, 2018 8:53 pm

- No widzisz, właśnie do takich rzeczy przydaje się matematyka z odrobinką wyobraźni – zachichotał, widząc zdziwienie na twarzy Camie, gdy wozolot się złożył. – Nie sądzę, byś chciała słuchać o nudnych obliczeniach. Czy ze wszystkim to zależy, co masz na myśli, mówiąc wszystko, a uczyłem się sam… Niestety, mało kto dba o edukację diabłów – szepnął, by nikt nie usłyszał przypadkiem, kim jest, choć było to trudne z powodu jego rozbawienia tymi pytaniami.

Aczkolwiek gdyby było ich więcej, to mógłby się zirytować, ale pewnie i tak cierpliwie by odpowiadał, czego się nie robi dla kobiety, nawet jeśli chodzi tylko o jedną wspólną noc. Ponadto w tej sytuacji był jeszcze jeden wielki plus. Camie była tak blisko, ich usta dzieliło tak niewiele… Kusiła niczym pokusa i to na tyle skutecznie, że piekielny już się przybliżał, by obdarować ją pocałunkiem, gdy ta się cofnęła. Teaniusz odwrócił głowę w bok, maskując ironicznym uśmiechem swoje niezadowolenie. Cóż, może następnym razem się uda.
Niestety następujące wydarzenie wszystko wręcz komplikowały, na szczęście diabeł wiedział, jak namieszać i od samego przybycia na ten bal już coś knuł. Najpierw musiała jednak stawić czoła tańcu, zerkał na innych, usiłując jak najwierniej powtarzać ich ruchy. Najważniejsze, że miał demonice w swoich objęciach, a nie tamtego mężczyzny. Widział w oczach przemienionej, że jest przy nim ciałem, ale nie duchem. Kimkolwiek był tamten facet, wchodził mu w paradę, jak on ma teraz niby flirtować z taką bezwładną istotką… Chwileczkę.

- Ciekawe na jak wiele by mi pozwoliły jej wstęgi, gdy ona jest w tym stanie… - uśmiechnął się do siebie, bo w jego głowie już powstawał szatański plan.

Prysł, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, a przynajmniej został odłożony na później, do wykonania w wersji nieco lepiej przygotowanej. Te wstęgi, najwyraźniej teraz zwróciły się przeciw ich właścicielce i to nie wyglądało najlepiej. Dodatkowo ot tak się do niego jakby przytuliła, piekielnemu aż serce szybciej zabiło, od czego? Sam nie był pewien. W każdym razie czule pogłaskał ją po włosach, nie burząc fryzury, sam miał długie włosy i wiedział jak ciężko je okiełznać!

- Kochanie… - Objął ją tak delikatnie, a jego wewnętrzny głos wprost wrzeszczał, co on właściwie wyprawia? Czemu jej nie wykorzysta, tak po prostu? Miał szansę, mógłby zrobić to nawet tu i teraz, przy wszystkich, ale stał tu z nią i ją tulił. Chyba naprawdę mu się w życiu nudziło. Niedługo będzie musiał jakoś się wyżyć na innych, bo nie wytrzyma tej… tej dobroci.

Po skończonym tańcu nie miał zamiaru opuszczać Camie choćby na krok. Musiał jednak jakoś dokopać temu nieznajomemu, którego znała demonica, i na którą działał tak… intensywnie. To jego panienka i nie odda jej byle komu.
Plotka została zasiana, prowadząc do awantury, czyli czegoś, co diabełki lubią najbardziej. Teraz mógł na spokojnie wrócić do tej, ueh, parki. To jak ten cały baron mu przywalił był mmm, po prostu cudowne, akcja idealna. Piekielny był dumny z siebie i ciężko było mu powstrzymać śmiech. Zajął się więc swoją ślicznotką i ostrożnie objął ją ramieniem, podkreślając, że należy do niego. Długo to nie trwało, wstęgi oszalały i Tean w ostatniej chwili uniknął ciosu.

- Camie! – zawołał, widząc, że nawet ona oberwała, ale to szalonym wstążkom nie wystarczyło, oberwał ten cały Brian, baron oraz jego żoneczka, a nawet losowy mężczyzna, który chciał pomóc, on stracił głowę. Na posadzce zaczęła powstawać wielka kałuża krwi, a wkrótce do kompletu dołączyły krzyki przerażonych ludzi – Camie?! Jak ci pomóc?! – Tean musiał coś zrobić, nie miał zamiaru tracić głowy i to dosłownie! No i po części chodziło też o samą maie.

Niestety nie mógł do niej podejść, chyba by był ostatnim głupcem, żeby tak bezsensownie się narażać. Stworzył iluzję samego siebie okrytego iluzją skrywającą jego przynależność rasową. Jego klon bez problemu podszedł do maie, wstęgi przez niego przenikały. Jego ustami starał się jakoś do niej przemówić, niestety na nic się to zdało, więc odwołał zaklęcie.

- Myśl, myśl… - zaczął chodzić w kółko, ignorując wrzaski uciekających ludzi, którzy na niego wpadali – Wozolot! – Wybiegł na zewnątrz, uruchomił swoją maszynę i zaczął grzebać we wbudowanym w nią schowku, wziął jedno z zapasowych kół zębatych i szybko wrócił. – Może zaboleć! – krzyknął i rzucił nim prosto w dziewczynę, tak jak chciał, trafił w głowę, by straciła przytomność. Liczył, że może to uspokoi te śmiercionośne wstęgi, a jak się obudzi, będzie już lepiej. Oczywiście na czole była krwawa krecha, ale to tylko zadrapanie, na szczęście nie rzucał aż tak mocno.
Avatar użytkownika
Tean
Błądzący na granicy światów
 
Nagrody: Obrazek
Inne Postacie: Nefertiti, Amaranta, Izaura, Set, Azalia, Adiraella, Melodia,
Rasa: Diabeł
Aura: Srebrne, cynowe i miedziane kolce wybijają się groźnie z emanacji. Są twarde, niezwykle ostre i na zmianę zwodzą zmysł dotyku gładkością metalu i szorstkimi fragmentami. Niezwykła siła wyróżnia aurę spośród zwykłych i słabych emanacji, chociaż jej rubinowa poświata jest blada i matowa. Bije od niej niezmiennie intensywny zapach siarki i smoły. O dziwo, bije od niej lekki chłód, co może zmylić kogoś, kto będzie skupiał się jedynie na zmyśle wzroku i wyglądzie postaci, którą emanacja otacza. W smaku jest nieprzyjemnie gorzka i słona na zmianę, chociaż dość łagodna. Na zmianę zlepia usta i wysusza język, męcząc podniebienie. Różnorodność dźwięków może przyprawić o zawrót głowy. Najpierw słychać bowiem głośne jęki cierpienia i czuć niezwykle silny smród. Zaraz jednak dźwięki te ucichają, jak cięte nożem, a emanacja przytłacza wszechobecną ciszą, zabijając każdy dźwięk w okolicy. Po chwili z ciszy tej wybija się pojedynczy, głęboki, lekko buczący ton, który rośnie w siłę, by nie dać zagłuszyć się innym dźwiękom. A są to ciche echa czyichś słów oraz dobiegające z oddali dźwięki bębna. Do kakofonii dołącza się irytujące brzęczenie, które na zmianę słabnąc i przybierając na sile, zdaje się wprawiać cały świat w drgania.
Wygląd: Teaniusz nie jest zbytnio umięśnionym mężczyzną, ale powiedzieć o nim, iż jest chuderlawy, również się nie da. Sylwetkę jego można nazwać raczej przeciętną. Jego skóra natomiast posiada czerwony odcień, zaś w dotyku jest nieprzyjemnie szorstka, choć z daleka ciężko to dostrzec. Piekielny posiada również długi ogon, znajdują się na nim wcięcia, które prowadzą do ... (Więcej)

Postprzez Camelia » N sie 05, 2018 11:25 pm

        Camelia nie odpowiedziała na zdanie diabła o nauce tej tajemniczej sztuki matematyki. Dziewczyna podejrzewała, że to umiejętność jak każda inna. Wystarczy tylko dobry nauczyciel i trochę czasu, a zapewne i demonica opanowałaby trudną sztukę obliczania.
        - Edukacja maie także woła o pomstę do nieba - rzekła, uśmiechając się na słowa jawnej prowokacji. - Może ty mnie czegoś nauczysz? - zapytała, poddając się całkowicie swojej ciekawości. Zbliżyła się do diabła z czystej chęci zabawienia się jego kosztem. Camelia tak postępowała z innymi; bawiła się. Droczyła się. Zawiedziona mina Teana była tego warta. Mała sadystka nigdy nie da za wygraną, więc na wznak zadowolenia uśmiechnęła się cynicznie do piekielnego.

        Tik, tak. Bang, bang. Bum, bum. Camelia nie potrafiła skupić zmysłu słuchu na konkretnym dźwięku. W uszach szumiało jej dudnienie własnego serca, wówczas kiedy zdobione buciki wystrojonych dam dworu postukiwały o błyszczącą posadzkę sali balowej. Demonica mogła usłyszeć nawet tykanie ogromnego zegara w kącie pomieszczenia. Szepty i pytania dochodziły do niej, ale jej umysł ich nie przetwarzał. Camelia znajdowała się w innym wymiarze, w którym każdy musi wybrać bez kompromisu.
        Brian martwy. Brian żywy. Brian torturowany. Brian kochany.
I ciepło. W końcu zewnętrzny bodziec, na który mogła jakoś zareagować. Czyjaś dłoń delikatnie gładziła jej w połowie upięte włosy, dbając o uczesanie. Camelia nie podniosła wzroku, ale wyraźnie się rozluźniła. Kobieta kojarzyła fakt, że tańczyła przecież z Teanem, a więc racjonalnie rzecz biorąc, to on teraz stał z nią na środku sali i obejmował. Demonica jednak nie zrobiła nic więcej, by chociażby odwzajemnić gest. Ręce maie pozostawały spuszczone w dół, jedynie głowa opierała się o tors diabła. Mężczyzna stał z nią tak bardzo długo, wówczas kiedy inne pary starały się o nich nie uderzyć podczas rytmicznego walca. Aczkolwiek w tej chwili czarnowłosej nic nie obchodziło. Pragnęła tylko czerpać siły z tego cudownego ciepła, które kurczowo trzymało jej umysł w stanie równowagi.

        Chaos, jaki zapanował na sali, stawał się nie do zniesienia. Śmiechy, walka, krzyki, oburzenia… Uczucia gotowały się w maie, szarpiąc jej wnętrzności w desperackich próbach uwolnienia.
Wolność jest czymś zgubnym, jak widać. Camelia w natłoku emocji czuła, jakby zaraz miała się nimi upić. A czemu by nie pozwolić im wyjść na upragnioną wolność? Przecież demonica tak bardzo jej pragnęła… Te myśli okazały się równie zgubne, co więzione uczucia. Artefakt kobiety wywołał jeszcze więcej zamieszania niż zgromadzeni wokół niej osobnicy. Śmierć śmiała się za pośrednictwem Camie, która stała z szeroko otwartymi oczami niczym posąg, gapiąc się na krzywdę, jaką właśnie wyrządzała. Jeden jegomość stracił głowę, co ustrzegło pozostałych gości, że zagrożenie jest poważne. Demonica nie próbowała nawet opanować swoich uczuć. Niech wyswobodzone w euforii tną tych nieszczęśników. Niech już doszczętnie uduszą Camelię. Przecież są wreszcie wolne.
        Ciemność, jaka nastała, skojarzyła się Camelii z własną śmiercią. Czyżby w końcu nie wytrzymała? Niestety, ból w skroni dawał się we znaki. Demonica pozostawała w pewnym sensie nieprzytomna, aczkolwiek dochodziły do niej niektóre sytuacje z zewnątrz.

        Brian spoglądał na Camelię niezwykle spokojnie, wówczas kiedy pozostali goście ostrożnie podchodzili bliżej, aby sprawdzić, czy aby na pewno są bezpieczni. Gospodarz spoglądał niepewnie na diabła, który rzekomo ocalił jego oraz biesiadników od dalszej rzezi.
        - Czy ta kobieta jest z panem? - zapytał Teana, marszcząc brwi. Oczywiście miał powody, żeby teraz nie ufać obojgu; Camelia omal nie wymordowała mu wszystkich gości! A biedny, bezgłowy człowiek, pierwszy i zarazem ostatni stracił życie.
        - Proszę jej wybaczyć, szanowny panie. - Brian ukłonił się, zwracając tym na siebie uwagę wszystkich obecnych na sali. - Moja przyjaciółka jest niestety bardzo chora, a ten nieszczęsny artefakt miał służyć do powstrzymania jej zapędów. Widocznie nie przemyślano, że może zostać wykorzystany w tak paskudny sposób… - rzekł, po czym podszedł do tułowia zmarłego tragicznie mężczyzny. Uklęknął nad nim i zaczął się modlić, co dla pozostałych wyglądało po prostu jak wyrazy współczucia i składanie kondolencji.
        - C-c-c-cooo?!
        Wtem każdy odwrócił wzrok do miejsca, w którym leżała demonica. Obok niej klęczał… bezgłowy jegomość. Wyglądał na całkiem żywego. I w jednym kawałku. Niektórzy ludzie wrócili wzrokiem do Briana, który klęczał teraz nad całkiem czystym skrawkiem podłogi. Mężczyzna ukradkiem spojrzał na Teana i uśmiechnął się cwanie. “Nie przebijesz mnie”, mówił jego wyraz twarzy.
        - Jak pan to…! - zaczął gospodarz, oczywiście wzburzony tym wszystkim.
        - Ten potwór nie żyje, prawda? - zapytał wcześniej bezgłowy człowiek. Camelia, gdyby tylko mogła, uśmiechnęłaby się na tę uwagę. “Dlaczego zawsze nazywacie mnie potworem…?”. Niestety w krainie błogiego niebytu nie ma miejsca na śmiech. Po tej chwili załamania i dalszej walce z bólem, nadszedł strach, a wywołały go zbyt dobrze dobrane słowa…
        - Proszę więc wybaczyć mojej drogiej przyjaciółce. Oraz proszę wybaczyć moje narzucanie się, jednakowoż czy jest tu może wolne pomieszczenie? Zajmę się nią, żeby już nikogo nie skrzywdziła, a także by sama odpoczęła. - Brian chciał ją zabrać. Znowu to wszystko doskonale przemyślał. Wiedział, że Camelia nie wytrzyma natłoku i w afekcie zabije kogoś, a gdy Brian wkroczy do akcji, zapunktuje w zaufaniu u samego gospodarza, jak i u pozostałych gości. “Nie… Nie dajcie mu mnie zabrać…”, błagała demonica, ale nikt tego nie słyszał. Biedna maie nie mogła się nawet obudzić.

+++

        - Proszę tędy, panie… - powiedział gospodarz, lecz ku nieszczęściu Camelii, w tej chwili kobieta straciła całkowicie kontakt z rzeczywistością. Nie usłyszała zatem, kto szepcze do niej i kto trzyma ją w ramionach. Błagała w duchu, żeby to nie był Brian.

***

        Tajemniczy stan bezwładu mijał. Camelia czuła się coraz lepiej, chociaż głowa jakby ciągle pozostawała nakłuwana igłami bólu. Demonica otworzyła oczy. Zrozumiała wtedy, że znalazła się w salonie ów posiadłości, leżąc na kanapie. Maie szybko więc spojrzała w miejsce, w którym wyczuła ruch. Obok niej siedział Tean. Camelia w duchu ogromnie dziękowała.
Ponownie jednak spojrzenie kobiety wylądowało w nicości. W stanie pewnego rodzaju trzeźwości pozwoliła sobie na myśli, których wcześniej nie dopuszczała do siebie. Co tutaj robił Brian? Dlaczego…? Camelia próbowała zrozumieć, lecz nie potrafiła. Tak samo jak nie mogła zrozumieć, dlaczego on tak potwornie ją skrzywdził.
        - Zabij go - szepnęła niepewnie, nadal patrząc w przestrzeń, jednakże słowa skierowała do Teana. Aczkolwiek w momencie, w którym diabeł zdawał się wziąć jej prośbę na poważnie i wstał, Camelia zrobiła (według własnych przekonań) najbardziej irracjonalną rzecz, na jaką ją było stać. Chwyciła płaszcz mężczyzny i zatrzymała go. - Ale nie rób mu krzywdy. - Sprzeczność jej rozkazów była niestety aż rażąca. W tej właśnie chwili Camelia pozwoliła w końcu pojedynczej łzie spłynąć delikatnie po jej policzku. Demonica nadal wpatrywała się w nicość, ponieważ nie potrafiła na nikogo spojrzeć.
        W końcu brano ją za potwora.
Avatar użytkownika
Camelia
Błądzący po drugiej stronie
 
Inne Postacie: Jane, Isara, Keira, Sevi, Eliae, Quillithea, Loneyethe, Aureola, Rheyaen,
Rasa: Przemieniona z maie lasu
Aura: Emanacja utkana z wielu barw, zupełnie jakby postać otaczały splecione wstęgi. W nich zaś najwyraźniejsze wydaję się być srebro czy żelazo. Budują one nietypową konstrukcję. Niektóre twarde, inne zaś miękkie pną się ku górze. W swojej podróży można odnaleźć również przeciwstawne uczucie gładkości, ale jedno jest pewne. Każdy brzeg rani niebywałą ostrością. O swoich korzeniach wspomina również zastygły i blady koloryt barachit, a całą scenerię otula intensywnie lśniąca, szmaragdowa płachta. Lepka aura gości w ustaw niezbyt silną gorzkością, rozbrzmiewając przy tym całą symfonią dźwięków. Pojedynczy ton rozlega się echem i na długo pozostaje w pamięci czytelników. Dyskretne uderzenie młota wywołuje głośne jęki ofiar, jednak te scenerię zagłusza zmysłowy szept, który wzbudza nieodpartą ciekawość. Intensywność melodii wzmacnia nietypowy zapach, przypominający woń czarnego tulipana...
Wygląd: Camelia jest wysoką kobietą o niezwykle szczupłej sylwetce. Ma długie, piękne czarne włosy, które zasłaniają jej całe plecy, a do tego świetnie współgrają z bladą cerą. Jej duże, błękitne oczy są świetnie podkreślane przez długie rzęsy. Rysy twarzy maie są wręcz idealne. Dłonie Cameli wydają się delikatne, co przywodzi na myśl wrażliwą i uroczą osóbkę. Jednakże ... (Więcej)

Postprzez Tean » Cz sie 09, 2018 8:26 pm

Tean bardzo chciał uwieść maie, jednakże było ona całkiem twardą sztuką. Gdy już myślał, że ma ją w swych piekielnych sidłach, ta z gracją się wymykała. Jednakże im dłużej trwała zabawa w kotka i myszkę, tym bardziej narastał upór diabła, choć pewnie przeciętny człowiek już dawno dałby sobie spokój. Była zbyt piękna, urocza i miała w sobie mrok, który tak bardzo przypadł do gustu piekielnemu, że po prostu nie mógł jej sobie odpuścić.
Był zadowolony, gdy udało mu się zatańczyć z Camie, a jeszcze lepsze było, że się po części przytuliła do niego. Niestety coś było nie tak. Diabła niepokoił jednak jej stan, głównie przez te wstęgi, były jak przyczajona bestia gotowa w każdej chwili zaatakować, a Teaniusz wolał nie tracić głowy.
Na szczęście stracił ją kto inny, diabła nie obchodziło, kim był, ważne, że nie on i nie jego ukochana. Taka piękna, niebezpieczna… Kobieta idealna dla takiego łobuza jak on. Mimo to musiał jakoś zażegnać zagrożenie, bo kto wie, co by te wstęgi mogły jeszcze nabroić. Nie chciał jej ranić, ale tylko to mu przyszło do głowy. I zadziałało. Wkurzało go jedynie, że patrzyli na niego jak na bohatera, cóż za upokorzenie, ale czego się nie robi dla wybranki serca.
Podbiegł do maie i przycupnął przy niej, sprawdzając, czy żyje. Żyła, cicho odetchnął.

- Ma się tego cela – pochwalił się w myślach.
- Tak, jest ze mną – odpowiedział gospodarzowi od niechcenia, bo akurat to było najważniejsze w tym całym bałaganie. Przewrócił oczami.

Na dodatek wtrącił się Briana. Oj jak on działał piekielnemu na nerwy, jak bardzo wymyślał dla niego różne tortury i już miał w głowie plany na nowe machiny do jeszcze wymyślniejszego zadawania bólu, tak by przed śmiercią cierpiał, jak najdłużej. Jednakże miał go zostawić demonicy to zagryzł zęby i westchnął zirytowany.
Każde słowo tego mężczyzny było dla Teana niczym czerwona płachta na byka. Jeszcze poskładał tego biedaka, też coś. Na jego spojrzenie piekielny zmrużył nieco oczy, rzucając gniewną minę, miał w nosie bycie bohaterem dla tłumu, niech sobie weźmie te zaszczyty, ale jego maie niech nie próbuje nawet tknąć. Bo jakby jej, choć włos z głowy spadł, to przypadkiem zapomni o obietnicy i zajmie się tą wywłoką samodzielnie.

- TO NIE JEST POTWÓR! – Diabeł podbiegł do wskrzeszonego jegomościa i chwycił go za gardło. Przez chwilę biedny mężczyzna mógł zobaczyć całkowitą czerń w oczach diabła. Tean zrobił to specjalnie, żeby się przymknął – Ona ma imię, CAMELIA i jest cudowną kobietą, DOTARŁO?! – krzyknął wyprowadzony z równowagi i rzucił go na ziemię. Przerażony facet nie chciał już nic mówić i po prostu wziął nogi za pas, zerkając jeszcze z przerażeniem na swego oprawce.

Niestety, gdy Teaniusz się odwrócił maie już nie leżała na ziemi, zobaczył tylko, jak ten cały Brian ją niesie i idzie gdzie z gospodarzem.

- Ghhhhhh – warknął i zaczął za nimi iść. Na początku chciał biec i mu odebrać dziewczynę, ale potem stwierdził, że zobaczy, co będzie i na razie się nie ujawni. Zwyczajnie ich śledził.

Dotarli do jakiegoś salonu, mężczyźni wyszli, a piekielny nie będąc najlepszym szpiegiem, w ostatniej chwili nałożył na siebie iluzję niewidzialności. Gdy odeszli wystarczająco daleko wszedł do pomieszczenia i znów stał się widoczny, jednak dla bezpieczeństwa nadal z pomocą magii udawał zwykłego człowieka.
Dziewczyna była na kanapie, a Tean usiadł przy niej i czekał, aż ktoś przyjdzie i będzie mógł ów osobie obić mordę albo Camie się obudzi. Wcześniej stało się to drugie.

- Czyżby moja mroczna księżniczka się budziła? Jakieś życzenia? – przykląkł obok niej i złożył delikatny, wciąż był ostrożny, pocałunek na jej ustach – Z miłą chęcią kochanie – wstał, przeciągnął się i już zaczynał wymyślać, w jaki sposób spełni w jej prośbę, tyle brutalnych opcji! I na co tu się zdecydować?!

Wtem Camie go zatrzymała. Piekielny spojrzał na nią zaskoczony, oczekując odpowiedzi. Jednak to, co powiedziała, było…

- Że co do cholery?! Jak można… Hmm – zamyślił się chwilę – Rozumiem, jeśli śmierć ma być bezbolesna, załatwię jakąś truciznę – uśmiechnął się, choć był nieco zawiedziony, tak bez bólu? Co za nuda, ale niech no jej będzie.

Zaczął przeszukiwać szafki, bogaci gospodarze zwykle mieli pewne podejrzane substancje, gdyby coś miało zagrozić im sekretom. Niestety ten tu wydawał się uczciwy niestety. Nastąpiła więc zmiana planu, zamiast podstępnego dolania trucizny do tego, co będzie chciał wypić, będzie bezpośrednia magia, która na przykład zatrzyma jego serce, to raczej nie powinno być zbyt bolesne.

- Wiesz co moja droga? Chyba jednak pozostanę przy magii, zatrzymanie jego serca ci pasuje? Po prostu zaśnie i już się nie obudzi, bezboleśnie – uśmiechnął się, znów do niej podchodząc. Delikatnie przejechał palcami po jej policzku, taka delikatna… Miał ogromną ochotę znów ją pocałować, tym razem bardziej… niegrzecznie, ale trochę się wahał.
Avatar użytkownika
Tean
Błądzący na granicy światów
 
Nagrody: Obrazek
Inne Postacie: Nefertiti, Amaranta, Izaura, Set, Azalia, Adiraella, Melodia,
Rasa: Diabeł
Aura: Srebrne, cynowe i miedziane kolce wybijają się groźnie z emanacji. Są twarde, niezwykle ostre i na zmianę zwodzą zmysł dotyku gładkością metalu i szorstkimi fragmentami. Niezwykła siła wyróżnia aurę spośród zwykłych i słabych emanacji, chociaż jej rubinowa poświata jest blada i matowa. Bije od niej niezmiennie intensywny zapach siarki i smoły. O dziwo, bije od niej lekki chłód, co może zmylić kogoś, kto będzie skupiał się jedynie na zmyśle wzroku i wyglądzie postaci, którą emanacja otacza. W smaku jest nieprzyjemnie gorzka i słona na zmianę, chociaż dość łagodna. Na zmianę zlepia usta i wysusza język, męcząc podniebienie. Różnorodność dźwięków może przyprawić o zawrót głowy. Najpierw słychać bowiem głośne jęki cierpienia i czuć niezwykle silny smród. Zaraz jednak dźwięki te ucichają, jak cięte nożem, a emanacja przytłacza wszechobecną ciszą, zabijając każdy dźwięk w okolicy. Po chwili z ciszy tej wybija się pojedynczy, głęboki, lekko buczący ton, który rośnie w siłę, by nie dać zagłuszyć się innym dźwiękom. A są to ciche echa czyichś słów oraz dobiegające z oddali dźwięki bębna. Do kakofonii dołącza się irytujące brzęczenie, które na zmianę słabnąc i przybierając na sile, zdaje się wprawiać cały świat w drgania.
Wygląd: Teaniusz nie jest zbytnio umięśnionym mężczyzną, ale powiedzieć o nim, iż jest chuderlawy, również się nie da. Sylwetkę jego można nazwać raczej przeciętną. Jego skóra natomiast posiada czerwony odcień, zaś w dotyku jest nieprzyjemnie szorstka, choć z daleka ciężko to dostrzec. Piekielny posiada również długi ogon, znajdują się na nim wcięcia, które prowadzą do ... (Więcej)


Powrót do Valladon

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron