Wola Matki


Wielki rozległe miasto, skupisko ludzi, jak i innych ras. To miejsce odwiedza wiele istot, istot niebezpiecznych, magicznych ale także przyjaznych. Znajdziesz tu towary z całego świata, skarby i tajemnicze artefakty. Jeśli czegoś potrzebujesz znajdziesz to tutaj

Postprzez Kerhje » N mar 11, 2018 2:39 pm

        Miękki dywan przyjemnie chłodził podbicia stóp. Delikatne ulistnione gałązki, z których został utkany, uginały się pod ciężarem palców i pięt, amortyzując ich zetknięcie z twardą powierzchnią Łuski. Zielona ścieżka wyrastała z ziemi, tuż przed kroczącą pośród drzew pustelniczką. Nie zdążyła nadepnąć na ani jedną szyszkę, ani patyczek, gdyż gruby, soczysty mech już pojawiał się na ich miejscu. Szła więc ufnie przed siebie, wiedząc, że nic jej nie zagraża.
        Wiatr owiewał delikatnie rozgrzane policzki i czoło. Przynosił ulgę i osadzał na rzęsach wilgoć. Na jego prądach żeglowały również melodie uwolnione przez szczygła. Jego głos przynosił radość. Szczęśliwe były uszy pieszczone przez dźwięki, szczęśliwe było serce równo wystukujące rytm życia, szczęśliwa była dusza spokojnie przenikająca każdą część ciała. Nawet włosy były szczęśliwe i miały ochotę tańczyć na wietrze, do najpiękniejszych z dźwięków świata. Ptasi śpiew zawsze niósł dobro.
        Dziewczyna wyciągnęła dłoń w bok i opuszkami palców zmierzwiła poszarpaną korę brzozy. Gdzieś pod nią czekał na zetknięcie z miękkimi ustami słodki syrop. Uśmiechnęła się i dalej ruszyła przed siebie. Lecz raptem coś zakuło ją w stopę. Skrzywiła się mocno, czując jak łuski sosnowej szyszki wbijają się w skórę. Zabrakło mchu?
        Zefir przyniósł nowy dźwięk...
- Musisz się obudzić, Kerhje Uno. Matka cię potrzebuje. Pomoc jest już w drodze, ale musisz się obudzić…

        Kerhje zmarszczyła brwi, zdając sobie sprawę, że zasnęła szybciej niż zamierzała. Miała tylko położyć się na chwilę, lecz sen zmożył ją tak nagle. Była rozgrzana... Wciąż szumiało jej w głowie i czuła odległy, tępy ból. Czy zawdzięczała go niedawno spożytemu napitkowi, czy też wszystkie ostatnie wydarzenia w końcu odciskały na niej swoje piętno?
        Obudziło ją coś dziwnego. Spokojny, męski głos. Zwracał się do niej. Mówił o pomocy. Tylko jakiej? Czy potrzebowała jakiejś? Czy też może... Kerhje miała dziwne wrażenie, że te słowa nie były skierowane do niej. Choć została wywołana po imieniu, treść nie wydawała się być jej przeznaczona.
        Dziewczyna przekręciła się na bok, słysząc dochodzący z pobliża głos Aruviel. Mówiła... Dziwne rzeczy. Choć sama treść była oczywista i dobrze znana pustelniczce, to sam fakt wypowiadania tych zdań bardzo dziwił. Wkrótce jednak zrozumiała – wychodziło na to, że Hashira... straciła pamięć. To bardzo zaniepokoiło pustelniczkę. Powoli wstała z łóżka, orientując się przy okazji, że zasnęła w ubraniu. Podeszła powoli, po omacku do towarzyszek. Nie wiedząc, gdzie też może usiąść, przyklęknęła przy łóżku zdezorientowanej dziewczyny. Słyszała jej przyspieszony oddech, słyszała, jak delikatnie się porusza, jakby chciała uciec. W każdej chwili gotowa do działania, jak zwierzę złapane w sidła. Anielica jednak pozostawała spokojna. Cierpliwie wszystko tłumaczyła, pomagała, podczas gdy sama pewnie była równie zmęczona i pełna pytań. Niewidoma położyła jej dłoń na ramieniu.
- Aruviel, połóż się na chwilę. – powiedziała cicho. - Zajmę się nią. Na pewno też musisz być zmęczona. Poradzimy sobie, a w razie czego obudzę cię.
        Następnie puściła ramię tamtej i postarała obrócić w stronę kapłanki.
- Hashiro, to ja, Kerhje – szepnęła, odszukując jej dłoń pośród pagórków kołdry. -  Aruviel ma rację. Jesteś tu bezpieczna. Nas na pewno nie musisz się obawiać.
        Jednak tak samo, jak z pewnością anielica, pustelniczka bała się jednego: co tak silnego musiało być w miodzie, który wypiła poszkodowana, że straciła pamięć? To się nie dzieje z byle powodu. Owszem, czasem ludzie dostają chwilowej amnezji i trzeba było mieć nadzieję, że tak jest i teraz. Niemniej, sam fakt jej zaistnienia niepokoił. Dodatkowo nasuwało się pytanie: jak bardzo wpłynął on na samą niewidomą? W końcu również upiła nieco złocistego napoju. Wypiła i... poczuła się nieco inaczej. Z pewnością jednak spożyta ilość nie zaszkodziła jej tak bardzo jak Hashirze.
        Jakkolwiek nie było Kerhje gotowa była sobie poradzić z zaistniałą sytuacją. W jej głowie już rodziła się myśl, jak w razie czego pomóc przypomnieć sobie towarzyszce pewne rzeczy. Choć nie była pewna czy faktycznie będzie w stanie to zrobić – przydatna mogła się okazać magia umysłu. To mogła być próba dla dziewczyny, która wyruszyła ze swojego spokojnego azylu w niebezpieczny świat. Wyruszyła, by szukać nauczyciela magii umysłu, lecz w międzyczasie musiała sobie radzić z przeznaczeniem. A to przyszykowało wiele prób...
Avatar użytkownika
Kerhje
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Smilla, Eldrizze, Umm, Zgniłek, Øra,
Rasa: człowiek, pustelniczka
Aura: Młoda i lśniąca aura, która odrobinę trąci samotnością. Jej barwy przeplatają się i mieszają od soczystego i wyraźnego kobaltu, przepływając w nasycony barachit i odwrotnie. Tak jak jej kolory połyskują świeżością, tak wokół pulsuje jasno świecący obsydian. Harmonii dopełniają kojące dźwięki wybrzmiewające do wtóru ze stałym tonem charakterystycznym dla ziemi. Czuć tu zapach ludzkiego potu, mieszający się z wonią mchów i lasów. Sama aura jest raczej delikatna. Dominuje w niej miękkość mimo niewielkiego twardego aspektu. Mimo drobnego wyjątku nie jest też zbyt giętka, zbliżając się do sztywności. Ma jednak ostre krawędzie, które to są jej główną bronią wraz z przyjemną i aksamitną gładkością. Smak aury pasuje do jej obrazu, charakteryzując się łagodnością, dzięki której znaczna lepkość nie jest przykrą.
Wygląd: Kerhje mierzy trochę ponad 5 stóp wzrostu, choć trzeba przyznać, że nie bardzo orientuje się czy to oznacza bycie wysokim czy niskim. W końcu nie miała za bardzo możliwości porównywania się z innymi. Jest szczupła, a jej ciało jest zdrowe i w dobrej kondycji. Jej skóra jest jasna ale ma ciepły odcień, przez co kontrastuje z ciemnymi, prawie czarnymi włosami. Kerhje lubi dbać o ... (Więcej)
Uwagi: Kerhje zazwyczaj ma zamknięte oczy, a buty ubiera zwykle do miasta.

Postprzez Hashira » Wt mar 20, 2018 4:10 pm

        Hashira słuchała z niedowierzaniem słów Aruviel, czując wątpliwości rosnące z każdym kolejnym zdaniem. Opowieść brzmiała… co najmniej mało realnie. Co miałoby skłonić ją - Krwawą Kapłankę, do podróżowania z niewidomą pustelniczką i aniołem? Dlaczego uciekały? Przed kim? I skąd wziął się tajemniczy typ, któremu rzekomo tak łatwo zaufała? Cała ta historia była zdecydowanie naciągana!
Jedna rzecz cały czas jednak nie pasowała do reszty. Jaki interes miały dwie, zupełnie obce kobiety w tym, żeby ją okłamywać? Zwłaszcza anielica. Dotychczas sądziła, że anioły to tylko bajka, a tu proszę! Istniały naprawdę.
        Gwałtowny przebłysk, uczucie na skraju świadomości spowodowało, że wpatrzyła się nieprzytomnie w kołdrę. Już kiedyś podobna myśl przemknęła jej przez głowę. Myśl o tym, że anioły to jedynie bajka o szlachetności… Nie, to tylko głupie deja vu! Wrażenie zniknęło tak szybko jak się pojawiło, a dziewczyna wróciła do roztrząsania swojej obecnej sytuacji.
        Dlaczego nie pamiętała wydarzeń z ostatnich dni? Zamknęła oczy, przytłoczona tą nową sytuacją i gorączkowo zastanawiała się co robić. Grać w tę grę czy wyjść, nie oglądając się za siebie?
“Matko, pomóż mi”, poprosiła w myślach. Kolejny przebłysk wspomnienia stanął przed jej oczami - ciemny las, strach i demon za jej plecami. Tak, przed czymś uciekała. Czy to wtedy wszystko się zaczęło? Tak trafiła do Valladonu?
Usiadła, wpatrując się nieufnie w anielicę i jej towarzyszkę, drzemiącą na drugim łóżku. Jeżeli to co mówiły było prawdą, wpakowały się w poważne kłopoty. Jeżeli nie… kłopoty dotyczyły tylko tego jak pozbyć się niechcianego towarzystwa. W każdym przypadku najbliższe minuty nie rysowały się kolorowo.
        Kolory… kolejny przebłysk pojawił się przed jej oczami. Ujrzała pomarańczowe wnętrze chatki, które widziane w świecie astralnym stało się bladoniebieskie, niemal szare. Był tam także śmieszny, długouchy stworek, przypominający białego królika. Władziu…
Kim do diabła był Władziu?! Zastanawiała się nad tym, jednak nic nie przychodziło jej do głowy. “Pustelniczka wie” rozbrzmiało w jej myślach. Nie widziała czy to głos Pani czy jej własna podświadomość próbuje jej coś uzmysłowić. Otworzyła oczy i ujrzała idealną twarz anielicy, otoczoną złotymi lokami.
- To o czym mówisz brzmi… wielce nieprawdopodobnie. Wyglądacie na bardzo miłe kobiety, ale zupełnie was nie znam… Albo nie pamiętam. Ciężko mi uwierzyć w twoje słowa.
Skołowana skakała wzrokiem od jednej twarzy do drugiej. Obie wpatrywały się w nią z niepokojem. Każda była zmęczona, tak jakby wiele przeszły przez ostatni czas.
- Boli mnie głowa. Nie wiem… nie pamiętam w ogóle ostatnich dni. Pamiętam tylko, że miałam odebrać misy od kupców pod Valladonem… i jakieś bezsensowne urywki. Chatkę, las i coś… na kształt białego królika. To głupie, ale chyba nazywał się Władek.
Poczuła jak jej policzki oblewa rumieniec wstydu. Idiotyczne imię samo wyrwało się z jej ust, chociaż chciała zachować je dla siebie. Tak jakby czuła potrzebę podzielenia się z nieznajomymi swoimi myślami. Może to co mówiły było prawdą? Może znała je już wcześniej, stąd to dziwne uczucie?
        Niewidoma wyciągnęła do niej dłoń i przedstawiła się. Na dotyk jej chłodnej skóry Kapłanką wstrząsnął niepokojący dreszcz. Kerhje. To imię i smukły kształt palców wywołały dziwną sensację. Uczucie sympatii, które było absolutnie niedopuszczalne w przypadku zupełnie nieznanej osoby. Nie pamiętała jej twarzy, gdzie ją poznała ani jak. Jednak coś w środku drgnęło. Zaniepokojona cofnęła rękę i objęła się ramionami.
- Ja… nie pamiętam cię - oznajmiła nieufnie. - Nie rozumiem co się dzieje. Muszę skontaktować się z członkami mojego Zakonu.
Próbowała wstać, jednak ciało osłabione działaniem zawartej w miodzie trucizny natychmiast pociągnęło ją z powrotem na poduszki. Przez chwilę leżała z zaciśniętymi oczami, czekając aż ustąpią zawroty głowy. Westchnęła ciężko.
- Czy jest jakikolwiek sposób, żeby przywrócić mi pamięć? - zapytała bezradnie. Nie chciała zdawać się na pomoc osób, których zupełnie nie znała, ale w tej sytuacji nie pozostawało jej za wiele możliwości. Póki osłabienie trzymało ją przykutą do łóżka mogła jedynie rozmawiać i próbować poukładać w całość fragmenty minionych dni.
Avatar użytkownika
Hashira
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Vestra, Yva, Fobos, Mel, Bjornolf, Deidre,
Rasa: Człowiek
Aura: Aura choć nie należy do najsilniejszych już na wstępie wzbudza w czytelniku mieszane i żywe uczucia. Na swój sposób prosta jest też niezaprzeczalnie wyjątkowa - nawet jeśli ktoś miał już do czynienia z setkami emanacji zaskoczony będzie falami niezidentyfikowanego koloru, które rozleją się w jego umyśle lepiąc bezlitośnie wszystkie odruchowe skojarzenia. Dopiero kiedy ochłonie i z bliska przyjrzy się temu zjawisku zrozumie, że na ową tajemniczą barwę składają się dobrze mu znane kolory, a o złudzeniu jakie tworzą decyduje niezwykły sposób w jaki zostały ze sobą zmieszane. Wszystkie umiejętności, wszystkie doświadczenia służą jednej misji, nie ma tutaj miejsca na żaden wybijający się, swawolny odcień. Potrzeba wiele wprawy i cierpliwości, by dzięki wnikliwej obserwacji dojrzeć pojawiające się tu proporcje, nie jest jednak rzeczą niemożliwą pojąć, że płynne żelazo dominuje nad stróżkami miedzi, oba zaś toną w cynie przeplatanej błyszczącym młodzieńczo srebrem. Gdzieniegdzie pojawiają się też iskry delikatnej, szafirowej poświaty, ale znów - nie jest to najsilniejsza i najprostsza w ocenie cecha. Odwrotna w odbiorze jest za to nieprzenikniona, mistyczna wręcz gorycz dopełniająca obrazu aury niepowtarzalnej i nie dającej się do końca poznać, a kryjącej w sobie nieodgadnione wydarzenia z przeszłości. Upiory zawodzące wokoło nie udzielają odpowiedzi na żadne pytania, a płachty elastycznego, miękkiego materiału pojawiające się znikąd co i rusz zasłaniają ciekawskie pary oczu, dając w zamian poczuć zapach ludzkiej skóry i pyłu przebytych dróg, a także dotknąć swojej kusząco gładkiej powierzchni. Nikt jednak nie chciałby stąpać w ciemności przy akompaniamencie nieludzkich odgłosów - tym bardziej, że pod stopami czuje się coraz częściej zdradzieckie i ostre odłamki niewiadomego pochodzenia, które przebiją się nawet przez najgrubszą podeszwę, by w końcu dosięgnąć skóry tego, który nie wie kiedy należy przestać zagłębiać się w cudze tajemnice…
Wygląd: Do wędrówek Krwawa Kapłanka przywdziewa skórzane spodnie i lekką zbroję, którą kupiła na wybrzeżu Morza Cienia. Jej piękny, miedziany kolor kontrastuje z błękitnymi kryształami, którymi została ozdobiona. Czarne rękawiczki i wysokie, podróżne buty na lekkim obcasie dopełniają obrazu. Pod tym kątem Zakon pozostawił pełną dowolność – jego symbolem jest długa, czerwona ... (Więcej)

Postprzez Aruviel » Wt mar 20, 2018 7:43 pm

Aruviel nie wiedziała co robić, ale na pewno nie zamierzała iść teraz spać. Sytuacja była poważna, Hashira nie pamiętała nic z tego co się wydarzyło. Niedobrze. Bardzo niedobrze. Anielica zastanawiała się co też powinna zrobić w takiej sytuacji. Mogła usunąć z jej organizmu resztki tajemniczego napoju, który najwyraźniej zatruł organizm kapłanki, ale czy to cokolwiek pomoże? Nie wiedziała. Zresztą musiała uzyskać aprobatę zdezorientowanej dziewczyny na jakiekolwiek zabiegi. A wątpiła, by kapłanka zgodziła się na magię, skoro nawet nie pamiętała jak się tu znalazła. Jak miała więc zaufać obcej w tej chwili anielicy? Owszem była stworzeniem, któremu większość by zaufała, ale Aruviel nie liczyła na taki kredyt. Musiała sobie poradzić bez magii przynajmniej do momentu, aż przekona do siebie Hashirę.
- Nie chcę spać - powiedziała do Kerhje delikatnie, nie chciała jej urazić. Wiedziała, że pustelniczka chce dobrze.
- Nie w takiej sytuacji. To nie ma sensu. Trzeba pomóc Hashirze odzyskać pamięć, nie będę w takiej sytuacji po prostu spać - oznajmiła. To nie był czas na spokojne odpoczywanie. W tej chwili były ważniejsze rzeczy niż sen. Dużo ważniejsze rzeczy.
- Mogę spróbować usunąć toksyny z twojego organizmy - oświadczyła spokojnie jasnowłosa.
- Władam magią życia. Wzmocniłam nią trochę twój organizm, ale nie odważyłam się na nic więcej kiedy byłaś nieprzytomna. Nie chciałam nic robić bez twojej wiedzy i zgody. Poza tym nie wiem z czym mam do czynienia, ale mogę spróbować. Nic złego się nie stanie, najwyżej magia nie zadziała. W najgorszym razie nic się nie stanie. W najlepszym odzyskasz wspomnienia. Może trucizna blokuje twoją pamięć. Nie mam żadnej pewności, ale chyba nie zaszkodzi spróbować. Nie oznajmiam, pytam. Decyzja należy do ciebie - Aruviel mówiła spokojnie i z sensem.

- Jeśli to w czymś pomoże, to powiem, że jesteś tu z własnej woli. Nikt nie chce cię skrzywdzić. Pomyśl, gdyby było inaczej nie siedziałybyśmy tutaj tak spokojnie, nie próbowałybyśmy ci pomóc. Zapewne byłabyś związana. Tymczasem zobacz, w każdej chwili możesz nas opuścić. Wiem, że może moja opowieść wydaje się zagmatwana i niejasna, a także mało prawdopodobna, ale pomyśl, po co miałybyśmy zmyślać taką historię? Gdybyśmy chciały cię okłamać wymyśliłybyśmy chyba coś bardziej prawdopodobnego? Zobacz, jesteś w pokoju, z którego możesz wyjść, leżysz bezpieczna w łóżku, pod ciepłą kołdrą, nikt do niczego cię nie zmusza. Czy tak by wyglądała sytuacja, gdybyśmy były wrogie? Gdybyś nas nie znała? - Aruviel chciała przekonać Hashirę, że wszystko co się dzieje, dzieje się w przyjaznej atmosferze. Rozumiała, że kapłanka im nie ufa, to było logiczne, skoro ich nie pamiętała, ale co innego mogła zrobić? Bardzo chciała jej pomóc, ale żeby zadziałać cokolwiek magią musiała zdobyć jej zaufanie.

Nagle usłyszała, że ktoś idzie po schodach i kieruje się wyraźnie do ich pokoju. Wkrótce potem cała trójka usłyszała ciche pukanie do drzwi. Anielica wstała powoli, przeszła przez pokój i uchyliła drzwi. Za nimi stała karczmarka.
- Coś się stało? - spytała jasnowłosa.
- Aru, mogłabyś zejść na dół? Ktoś cię szuka.
- Szuka? Kto? - zdziwiła się anielica.
- Uzdrowicielka. Mieszka niedaleko. Ponoć widziała cię jak wchodzisz do miasta.
- Nie rozumiem - odparła Aruviel.
- Nie wiem dokładnie, ale podobno ma pacjentkę, z którą nie może sobie poradzić i potrzebuje pomocy. Martha, uzdrowicielka to Martha.
- Martha Stern? - Aruviel jakby nagle przypomniała sobie kogoś.
- Tak. Znasz ją, prawda?
- Znam, ale nadal nie mogę pojąć. Martha jest świetną uzdrowicielką, trudno mi uwierzyć, że sobie z czymś nie radzi.
- Nie wiem kochana, naprawdę nie wiem, ale jak widzisz, w mieście dzieją się dziwne rzeczy.
Aruviel odwróciła się w stronę pokoju. Miała na głowie Hashirę i Kerhje, chciała im pomóc, a teraz stała na rozdrożu: albo dziewczęta, albo pomoc uzdrowicielce. Nie wiedziała co począć. Z drugiej strony Hashira ewidentnie nie chciała jej pomocy, bała się jej.
- Zaraz zejdę - oświadczyła. Pozbierała swoje rzeczy, pożegnała się z dziewczętami i wyszła z pokoju. Planowała wrócić, ale nie wiedziała, czy jej się uda. W tej chwili Hashira i Kerhje były bezpieczne, nic im nie groziło. Miały pokój w karczmie, opiekę, jedzenie i wszystkie wygody. A Aruviel? Aruviel w tej chwili była potrzebna gdzie indziej. Zeszła na dół, gdzie spotkała Marthę. Rozmawiały przez chwilę o sytuacji panującej w mieście, która niestety wydawała się dość poważna. Coś tu się działo, ale Aru nie miała w tej chwili pojęcia co. Zabrała Ignis ze karczemnej stajni i ruszyła wraz z uzdrowicielką do jej przybytku.
Avatar użytkownika
Aruviel
Mieszkaniec Sennej Krainy
 
Inne Postacie: Niara, Saira, Villemo, Jasmina, Nani, Sava, Siren, Ziva, Zayra, Nivalia, Aurelia,
Rasa: Anioł Ducha
Aura: Silna cynowa barwa przeplatana jest licznymi więzami barachitu. Dwubarwne połączenie pokrywa intensywna, szafirowa poświata, która nadaje aurze delikatny wyraz. Liczne głosy zagłuszają przyjazne buczenie, a zapach mirry i lilii zachęca do obcowania. W dotyku zaś w pierwszej chwili zaskakuje idealną gładkością. Gnie się z chęcią i zaprasza miękkimi wybrzuszeniami, przez co często wielu zapomina o ostrych jak brzytwach brzegach.Szokuje kwaśną dawką smaku, który lepi się z przyjemnością do podniebienia.
Wygląd: Jej brązowe, duże oczy okalają długie czarne rzęsy. Delikatna i gładka cera ma kolor wczesnego letniego poranka, a usta i policzki mają barwę kwitnących dzikich róż. Po przemianie kasztanowe włosy Aruviel zmieniły swoją barwę na bardziej ognistą. Przez jakiś czas Aruviel była ruda, z czasem jednak z niewiadomych powodów jej włosy zaczęły tracić kolor. Z miesiąca na ... (Więcej)

Postprzez Kerhje » Wt kwi 03, 2018 11:52 pm

- To tylko dwie dziewczyny z lasu. Żółtodzioby marzące, by zaistnieć. Nie sądzisz chyba, że niewiasta mogłaby zaszkodzić dziełu potężniejszemu od...
        Nie dokończył. Kącik jego ust uniósł się. Nie był to jednak uśmiech, raczej grymas niezadowolenia. Nie trzeba było jednak tłumaczyć. Rycerz wiedział jak miało się zakończyć to zdanie. "...zaszkodzić dziełu potężniejszemu od nas samych". Nie wolno było jednak o tym mówić.
- Oczywiście, zapewne mistrz ma rację. Ale nie powinniśmy lekceważyć nikogo. Jedna z dziewczyn przywdziewa czerwień, a ta która je chroni...
         Mistrz uniósł do góry palec, na co informujący zamilkł w jednej chwili. Nie cierpiał tego, ale nie śmiał się zbuntować.
- Już nie chroni.
        Ciszę, która później zapadła przerywały tylko nieregularne trzaski i odległy szum, który może w innym wymiarze był szeptem. Podłużny kształt formujący się powoli w humanoidalną sylwetkę wypełniał komnatę zimnym, niebieskim blaskiem magicznych wyładowań. Jego kontury były niewyraźne, jednak niewątpliwie dążyły do jakiejś formy. Niezrozumiała energia wypełniająca powietrze unosiła włoski na skórze i sprawiała, że przechodziły ją ciarki. W powietrzu unosiło się zdecydowanie pełne grozy. Wyczuwali to nawet sami twórcy i choć nie dawali tego po sobie poznać - bali się. Nie znali końcowego efektu eksperymentów. Obserwowali więc uważnie powstające dzieło - z niezdrową ekscytacją i lękiem. Nie zamierzali jednak przerwać. Zresztą... Najpewniej już by nie zdołali. Żyły zasilające dzieło pochodziły z tak potężnych źródeł, że nieodpowiednia interakcja mogłaby doprowadzić do katastrofy. Ciemne pasma, ciągnące się wzdłuż wypisanych czerwienią na podłodze run, pulsowały powoli... Jak gorzkie soki wypełniające korzenie drzew. Wszystko to przypominało sen. Sen pełen zbyt silnych szczegółów, by mogła go śnić zwykła istota ziemi. Natura nie tworzyła takich rzeczy. A jednak naturą to stać się miało. Humanoidalne kształty były tylko przenośnią ludzkich myśli, niezdolnych do wyobrażenia sobie natury potęgi z jaką miano do czynienia. To było tylko narzędzie, które miało zmieniać zasady rządzące światem.
- Są wystraszone. Rozumieją twoją obecność, a mimo to dalej uparcie brną do przodu. Ale ich wędrówka stanęła, przez śmiecia, który powinien zginąć, ale gdyby nie on dziewczyny może z much stałyby się osami. - Obchodził kreującą się istotę dokoła, obserwując pojawiające się błyski. Śledził ich wędrówkę, myślami błądząc gdzieś daleko. Jego ciemnoniebieska szata szeleściła cicho, gdy mijał rycerza. Ten drgnął, gdy kościste palce musnęły spoczywającą na głowicy miecza dłoń. Wrażenia potęgowała wyczulona przez wyładowania skóra. – Nie lekceważę nikogo. Nawet ciebie, złotooki.
        Złotooki wyprostował się, a jego srebrny napierśnik zalśnił w niebieskim blasku. Nie przystało tak traktować czterdziestoletniego wysłannika królewskich magów. Doświadczony życiem, z dwudziestoletnim stażem nie pozwalał by traktowano go jak chłopca na posyłki. Sługę, z którym można było zrobić wszystko. Niestety, już dawno nauczył się, że wielokrotnie przy czarodziejach trzeba było schować dumę i najlepiej bez słowa wysłuchiwać ich poleceń. Kiedy musiał mówić, wyrażać swoje zdanie - a musiał i tym różnił się od pospolitych sług - nie wolno mu było zapomnieć o swojej pozycji. Lub być gotowym na konsekwencje. Czasem tego też się od niego wymagało. Buntu, za który zapłaci, ale ostatecznie wykona swoje zadanie lepiej, niż gdyby siedział cicho. W końcu nie był zwykłym zabijaką czy donosicielem. Nie, on mógł dużo więcej. Szczególnie poza wieżą. Tam jego władza sięgała daleko.
- Śmiałość - odpowiedział głośno i pewnie, jakby zmniejszający się dystans między nimi nie wywierał na niego żadnego wrażenia. - wynikająca z głupoty bywa czasem bardziej niebezpieczna niż misternie ułożony plan... Strach wciąż może je zmienić w osy. Proszę o pozwolenie na pozbycie się zagrożenia.
        Mistrz stanął. Twarzą w twarz ze swoim rycerzem, z niepokojącym tworem za plecami. Jego oczy pogrążyły się w cieniu, a ciemne włosy nabrały nienaturalnego blasku. Paskudny uśmieszek dodał mu kolejnych zmarszczek. Stał blisko. Zbyt blisko. Wysłannik czuł na swojej twarzy oddech przesycony magią. Oddech... który dobrze znał.
- Nie zezwalam.
        Dwa słowa niemal rozpłynęły się w odgłosach kształtującej się magii. Właśnie zmieniła kształt i teraz przypominała bardziej wir powietrza. Bardzo ciężki, gęsty i... cichy. W jego wnętrzu niknął niedawny humanoidalny kształt. Wyglądało to jak obraz, który ktoś w złości postanowił zamalować, nie szczędząc farb i nie zważając na zachowanie realizmu. Trzaski stały się potężniejsze.
        Nagle jedno z wyładowań przecięło cały twór. Grzmot, który przy tym nastąpił nie przypominał pioruna z burzy jakiejkolwiek części Alaranii. Wyładowanie szybko znalazło sobie ofiarę. Rycerz poczuł najpierw jak jego zbroja robi się ciepła, a skóra zaczyna delikatnie piec. Potem jego tęczówki stały się białe. Białe jak piorun uciekający z tornada i pędzący wprost na niego. Nie zdążyłby nawet się uchylić. Był zbyt blisko. Najpewniej usmażyłby się na miejscu, ale w oczy patrzył mu czarodziej. Zobaczył w nich, ale i wyczuł oraz usłyszał, zbliżający się twór. Jego dłoń w jednej chwili - tak szybkiej, że ciężko było powiedzieć, kiedy minęła - uniosła się. Pojawiła się idealnie na trasie. Skóra zrobiła się turkusowa, kiedy wyładowanie uderzyło w grzbiet dłoni zatrzymując śmierć. Wszystko ucichło w jednej chwili. Turkus przeszedł w czerń. W czerni zniknęła cała energia, która nie mogła już się doczekać pierwszej ofiary. Nie zdołała jednak uchronić się przed ludzką potęgą. Człowiek ratuje człowieka.
        Mistrz upadł na ziemię. Jego sztywna szata była niczym kurtyna - zasłoniła cały majestat dumnej postury. Maski opadły, choć nikt tego nie pragnął. Rycerz doskoczył do czarodzieja. Chciał chwycić pod ramiona i odciągnąć od skupiska energii na środku komnaty, ale tamten na to nie pozwolił. Zdrową ręką odepchnął rycerza od siebie. Jego twarz skrywały długie włosy. Wyciągnął ciemną dłoń przed siebie i przyjrzał się jej. Bardzo powoli zgiął wszystkie palce, zaciskając je w pięść. Dopiero wtedy, jakby z ulgą, opuścił ręce i podniósł głowę spoglądając na rycerza. To spojrzenie zdziwiło mężczyznę. Zobaczył w nim zmęczenie.
- Przyprowadź mi je - powiedział czarodziej, a potem niemal z wdzięcznością przyjął silne ramiona rycerza unoszące go do góry.

***


        Kerhje miała wrażenie, że wodze wyślizgują jej się z dłoni. Czuła się, jakby ktoś bardzo powoli odbierał jej możliwość postrzegania świata. Po kolei, znowu pozbawiano ją magii i zmysłów, dzięki którym wiedziała co się wokół niej dzieje. Najpierw straciła wzrok, kiedy ktoś przeciął wieź łączącą ją ze zwierzętami. Ich umysły były już dla niej niedostępne. Ich myśli stały się niedostępne. Mowa obca. Dźwięki, które wydawały zaczynały być irytującymi, bezsensownymi dźwiękami, które nic jej nie przekazywały. Tak jak gdyby postawić przezroczystą ścianę między dziewczyną a resztą istot, która służyła jednocześnie za sito zatrzymujące w swym wnętrzu sens. Widzieli się, byli obok siebie, ale nic poza tym. Na świecie zapanowała przerażająca samotność. Każdy żył tylko dla siebie, ale nawet to nie miało znaczenia.
        Potem po kolei odbierano jej resztę zmysłów... Smak, dotyk, słuch...
        Wkrótce nie miała już wpływu na nic. Straciła łączność ze światem.
        Podróż wstecz. Do czasów dzieciństwa, do łona matki, do pustki, w której nawet nie wiesz, że mógłbyś istnieć.
        Dziewczyna jeszcze raz wyciągnęła ramiona własnego umysłu, ale Oczko wciąż pozostawał niedostępny. Jakby przestał istnieć. Co się stało? Dlaczego było tak cicho?
        Wszystko zaczęło się, gdy odeszła Aruviel. Kerhje nie mogła myśleć o tym nic złego. Anielica najwidoczniej zawsze pędziła tam gdzie jej potrzebują. Problemy wyczuwały ją, a ona je. Gdy stawały się intensywne, ona zjawiała się, by ratować czyjś świat. Tym razem kogoś bardzo chorego, na tyle, by potrzebna była magia życia anielicy i by zdecydowała się na porzucenie dziewcząt z ich zwariowaną misją. Nie można się było temu dziwić, jednak pustelniczka w głębi duszy musiała przyznać, że liczyła na obecność Aruviel do końca. Zwyczajnie dodawało jej to otuchy. Kiedy ktoś przejmuje na siebie część odpowiedzialności i użycza ramienia do obrony, szybko przyzwyczajamy się do komfortu bezpieczeństwa. Teraz znowu trzeba było stanąć na nogi i byś samodzielnym. Stawić czoła czemuś, co cię przerastało, ale co musiałaś zrozumieć i pokonać.
        Tak, Kerhje czuła się samotna. W jednej chwili znów była sama, Hashira straciła pamięć i nie stanowiła już oparcia. Teraz to ona musiała być pod czyjąś opieką. Pod opieką niewidomej, słabej dziewczyny.
        Słabej... Ale czy bezużytecznej?
- Przychodzi mi do głowy tylko jedna rzecz. Bardzo... Intymna. Musiałabym użyć magii umysłu i spróbować odblokować twoje wspomnienia. Ale bezpośrednio pokazując ci swoje. Niestety, nie jestem pewna własnych umiejętności. Nie wiem czy mi się uda, ale obiecuję, że cię nie skrzywdzę.
        Problem leżał gdzieś indziej. Fakt stracenia łączności z gawronem nie wróżył niczego dobrego. Czy to właśnie zdolność posługiwania się magią zawodziła, czy naturalna zdolność do rozmowy ze zwierzętami, czy po prostu Oczko gdzieś zniknął?
- Powiedz mi tylko, czy widzisz tu gdzieś gawrona?
        Ale gawrona nie było. Kerhje zaś postanowiła - za zgodą towarzyszki - spróbować użyć swoich zdolności magicznych.

        Dłonie dziewcząt znów się zetknęły. Kapłanka musiała się przemóc i pozwolić na ten gest, gdyż podobno miał pomóc nawiązać połączenie. Trzeba się było teraz tylko rozluźnić i nie bronić przed obecnością, która wkrótce miała wemknąć się do świątyni inteligentnej istoty. Na szczęście nie zamierzała wchodzić dalej niż do samego przedsionka. Podobno chciała tylko otworzyć drzwi i wpuścić między mury własne wspomnienia. Kerhje liczyła, że w ten bezpieczny sposób, dzięki odczuciu przez Hashirę minionych wydarzeń na nowo, przypomni je sobie i zaakceptuje. Nie chciała próbować zdejmować blokady, która najbardziej martwiła obie dziewczyny. Niestety, nie miała na tyle wiedzy i siły by zwalczyć źródło choroby. To mogło się źle skończyć. Mogła tylko walczyć ze skutkami, licząc, że otworzy tym samym drogę do uzdrowienia.
        Pustelniczka miała zamknięte oczy. Jej oddech zwalniał z każdą chwilą, zmarszczki na czole wygładziły się, twarz traciła wyraz. Wkrótce jakby cała zniknęła. Jej obecność była ledwo wyczuwalna, jedynym jej dowodem był delikatny kontakt z palcami u dłoni. Ale nawet one temperaturę miały tak neutralną, że wydawały się powodować zaledwie delikatny nacisk. Zajmowały przestrzeń między dłońmi Hashiry a pustą przestrzenią. Nieobecność była przygotowaniem.
        Kerhje zamierzała postępować tak jak w przypadku wnikania do umysłu zwierząt. Pomyślała, że zrobi to samo, tylko z większą siłą, choć i ostrożnością. Stąd kontakt fizyczny. Dawał poczucie stabilizacji, posiadania kontroli. Nie musiała wpierw szukać w eterze umysłu dziewczyny. Miała go przed sobą, a ciało stało się przekaźnikiem, dróżką do świątyni. Kerhje zniknęła, by pojawić się właśnie na niej. Na piaskowej drożynie – wąskiej, długiej i bardzo krętej. Przypominała wstążkę, którą młode dziewczęta wplatają sobie we włosy. Jej koniec sięgał końca grubego warkocza i to stamtąd pustelniczka rozpoczęła wędrówkę. Szła po cienkim materiale, utkanym z piasku i czuła, że wszystko dąży do zachowania realizmu. Rzeczywistość próbowała wydrzeć wdzierającą się do umysłu obcą, ale ta uparcie szła do przodu. Widziała wszystko dokładnie, nie potrzebowała pomocy Oczka. A czuła jeszcze lepiej.
        Wszystko zaczęło się powoli unosić. Warkocz dążył do pionu, a dziewczyna traciła grunt pod nogami. Jeszcze chwila a zacznie spadać. Pustelniczka była zaskoczona. Czyżby Hashira się broniła? Czy był to jej naturalny odruch, czy też niedoświadczenie obcej dawało o sobie znać? Jakkolwiek było, trzeba sobie jakoś poradzić. Kerhje wysłała jeszcze więcej siły w swoją duchową wysłanniczkę. I kiedy ta zdzierała już sobie skórę dłoni, próbując utrzymać na pionowej drożynie, spadając już w dół pustki, nagle obok pojawił się gruby, lniany sznur. Kerhje chwyciła go i spojrzała do góry. Nieco wyżej rozdzielał się na trzy inne, cieńsze, które przywiązane były do rogów pastelowo-błękitnej i różowej tkaniny. Ta niosła ją do góry, tuż przy szlaku do umysłu. Spadochron spadał do góry. Unosił się niczym balonik, omijając wszystkie przeszkody.
        Wkrótce na horyzoncie zaczął malować się kamienny łuk. Wstążka kończyła się właśnie w tym miejscu, znów nabierając odpowiedniego pochylenia. Dziewczyna zbliżała się do niego szybko, ale nie bała się, że coś pójdzie nie tak. W ostatniej chwili, gdy pod nogami pojawiła się ścieżka, na której znów mogła stanąć, puściła sznur i stanęła na niej.
        Łuk porośniętymi był młodym bluszczem, spośród którego listków wyłaniały się malutkie, czerwone różyczki. Całość skrywała potężne, dębowe drzwi. Wyrzeźbiono na nich jakieś znaki i sceny, ale nie można było ich zidentyfikować, gdyż nieustannie się zmieniały. Najważniejsze jednak było coś innego. Drzwi nie miały klamki. Kerhje stanęła przed nimi i wzięła głęboki wdech. Zapukała.
        Wejście pozostało zamknięte. Dziewczyna podeszła bliżej i przyłożyła ucho do drewna. Wydawało się, że zza drzwi dochodzi śpiew ptaków i ciche szepty matek życzących swym dzieciom dobranoc. A może to było tylko złudzenie. Wszystko to brzmiało bardzo cicho i nadzwyczajnie.
- Hashiro! – zawołała. – Wpuść mnie, mam dla ciebie prezent.
        A kiedy drzwi w końcu otworzyły się, Kerhje wpuściła do środka porządkowane przez całą drogę wspomnienia. Króliczy demon, nazywany Władkiem. Magiczna wyrwa, piorun, runy... Chatka. Obraz poczciwej staruszki, mylnie wziętej za członka rodziny. Dziewczyna w czerwonym płaszczu i jej pytania. Chatka unosząca się do góry, łóżko przesuwające się wraz z kołysaniem na wietrze. Chaos i... głos matki. Jej piękne oblicze, czuła obecność, miłość, którą promieniała i kojące słowa wyznaczające dziewczynom misje.

        Z rytuału wyrwało je pukanie. Pukanie dochodzące z zewnątrz. Pukanie, które sprowadziło do rzeczywistości tak brutalnie, że trzeba było za to zapłacić. Z nosa pustelniczki poleciała strużka krwi. Zawroty głowy rzuciły ją na poduszki. Podniosła się jednak szybko, byle tylko nie martwić towarzyszki. Starła krew i... Przywitała gości, którzy po kolejnym pukaniu otworzyli drzwi. Pustelniczka usłyszała głos karczmarki, ale nie zrozumiała ich znaczenia. Była zbyt oszołomiona. Jednak dużo bardziej interesujący wydawał się kolejny odgłos, który doszedł jej uszy. Ciężkie uderzenia podkutych butów i cichy brzęk zbroi.
- Witamy w Valladonie. Kapłanko, panienko... Panie pójdą ze mną.
Avatar użytkownika
Kerhje
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Smilla, Eldrizze, Umm, Zgniłek, Øra,
Rasa: człowiek, pustelniczka
Aura: Młoda i lśniąca aura, która odrobinę trąci samotnością. Jej barwy przeplatają się i mieszają od soczystego i wyraźnego kobaltu, przepływając w nasycony barachit i odwrotnie. Tak jak jej kolory połyskują świeżością, tak wokół pulsuje jasno świecący obsydian. Harmonii dopełniają kojące dźwięki wybrzmiewające do wtóru ze stałym tonem charakterystycznym dla ziemi. Czuć tu zapach ludzkiego potu, mieszający się z wonią mchów i lasów. Sama aura jest raczej delikatna. Dominuje w niej miękkość mimo niewielkiego twardego aspektu. Mimo drobnego wyjątku nie jest też zbyt giętka, zbliżając się do sztywności. Ma jednak ostre krawędzie, które to są jej główną bronią wraz z przyjemną i aksamitną gładkością. Smak aury pasuje do jej obrazu, charakteryzując się łagodnością, dzięki której znaczna lepkość nie jest przykrą.
Wygląd: Kerhje mierzy trochę ponad 5 stóp wzrostu, choć trzeba przyznać, że nie bardzo orientuje się czy to oznacza bycie wysokim czy niskim. W końcu nie miała za bardzo możliwości porównywania się z innymi. Jest szczupła, a jej ciało jest zdrowe i w dobrej kondycji. Jej skóra jest jasna ale ma ciepły odcień, przez co kontrastuje z ciemnymi, prawie czarnymi włosami. Kerhje lubi dbać o ... (Więcej)
Uwagi: Kerhje zazwyczaj ma zamknięte oczy, a buty ubiera zwykle do miasta.

Postprzez Hashira » So kwi 14, 2018 11:28 pm

        Zapadnięcie w trans zaproponowany przez pustelniczkę było jak spadanie w głąb granatowej studni. Czuła pęd przygniatający jej klatkę piersiową, słyszała ogłuszający świst wiatru w uszach. Miała wrażenie bezwładności, tak jakby nie mogła poruszyć się w swoich własnych wspomnieniach. Próbowała się rozglądać, lecz otaczała ją jedynie ciemność. W górze i w dole rozciągał się niekończący się tunel, w którym nie było żadnego podparcia.
Jeśli istnieje piekło, to jest właśnie takie” pomyślała przerażona niebytem napierającym na nią ze wszystkich stron.
        Nagle w beznadziejnej rozpaczy, tak wyraźnie jak chyba nigdy dotąd, rozległ się głos. Znajomy głos. “Hashiro! Wpuść mnie, mam dla ciebie prezent”. Ogłuszający świst ustał, a Kapłanka zawisła bez ruchu. Przestrzeń wokół niej rozjaśniała się powoli, jak szary świt po gwałtownej, nocnej burzy. Z coraz intensywniejszej jasności zaczęły wyłaniać się obrazy. Chatka, która rozgrzała ciepłe wspomnienia na dnie jej serca. Demoniczny Władek, mały króliczek zaklęty w ciele potwora. Przerażające znaki wypalone w samej istocie ziemi. Lot w górę na ogromnej łodydze. Słowa Matki. A na końcu blada, zmęczona i nieśmiało uśmiechnięta twarz dziewczyny o potarganych włosach i niewidomych oczach. Kerhje.
        Hashira z trudem zaczerpnęła powietrza i poderwała się do góry, otwierając gwałtownie oczy. Jej czoło o włos minęło nos pustelniczki, a mimo to kilka kropelek krwi spadło na białą poduszkę.
- Co za koszmar! Nie chcę tego nigdy więcej powtarzać! - wycharczała, próbując się wyprostować. Przed oczami jej wirowało, a puls w uszach huczał potężną falą. Dopiero po chwili zauważyła krwawiący nos przyjaciółki i przekonana o swojej winie, zaczęła szukać chusteczki
- Przepraszam, Kerhje! Nie chciałam rozbić ci nosa…
Dopiero po chwili do jej umysłu, nadal lekko otumanionego po transie w którym się znalazła, dotarł prawdziwy powód, dla którego Kerhje zaczęła krwawić. Słowa doleciały do niej z opóźnieniem, jednak zabrzmiały ostro niczym brzytwa. Wypowiedział je mężczyzna ubrany w błękitną zbroję, stojący w szeroko otwartych drzwiach.
- Witamy w Valladonie. Kapłanko, panienko... Panie pójdą ze mną.
Karczmarka zerkała ciekawie zza jego pleców. Kapłanka poczuła nagły przypływ adrenaliny - rozejrzała się po pokoju, w panice szukając szabli. Uświadomiła sobie jednak, że zaatakowanie napastnika, który z taką wytrwałością je wyśledził, byłoby skrajnie idiotyczne. Dokąd by uciekły? Do kolejnej stodoły? I czy w ogóle miałyby siłę uciekać?
        Chwiejnie podniosła się na nogi i podała rękę Kerhje, pomagając jej wstać. Dziewczyna poruszała się nieporadnie, tak jakby utraciła zdolność widzenia. Hashira rozejrzała się za gawronem, a nie widząc go nigdzie w pobliżu, zaklęła w duchu. Niedobrze. Odwróciła się z powrotem w stronę nieznajomego.
- Kim jesteś panie i dlaczego mamy udać się z tobą?
Po świszczącym wdechu jaki wykonała karczmarka uświadomiła sobie, że ubrany w szary płaszcz typ musi być kimś dosyć ważnym. Nie obchodziła jej jednak jego reputacja. Musiała zyskać na czasie i obmyślić jakiś plan.
A może pora już przestać obmyślać plany? Może trzeba się zmierzyć z demonami twarzą w twarz?” odezwał się głos w jej głowie. Nie była pewna czy to podszept podświadomości czy opiekuńcza uwaga Matki, ale było w niej sporo racji.
- Jeśli pozwolisz, najpierw pozbieram swoje rzeczy - dodała, ubierając powoli zbroję i płaszcz.
         Mężczyzna przez chwilę przyglądał im się swoimi niepokojącymi, złotymi oczami w milczeniu. Jego twarz była dosyć przeciętna, ni to młoda ni to stara. Gdyby nie kolor tęczówek, zapomniałaby o niej natychmiast, gdy zniknęłaby jej z oczu. Dopiero gdy się ubrała był łaskawy odpowiedzieć.
- Moje imię nie jest ważne. Przybyłem tu na rozkaz magów i mam was zaprowadzić do ich siedziby. Tam dowiecie się co was czeka.
Z głuchego milczenia kobiety wywnioskowała, że nie miała odwagi nawet odezwać się w jego obecności. Magowie trzymali ludzi żelazną ręką. Dotychczas nie zdawała sobie sprawy, jak silnie jest to rozpowszechnione w Valladonie. Teraz odczuła to na własnej skórze.
        Złotooki wyprowadził je z karczmy, prowadząc przed sobą wąskimi, brukowanymi uliczkami. Zaczynało powoli zmierzchać, a szary półmrok zalewał kąty i zakamarki. Wszędzie wokół wychwytywała zaniepokojone spojrzenia, które umykały gdy tylko skierowała na nie wzrok. Ludzie naprawdę się go bali. Gdyby nie spotkały Aruviel najprawdopodobniej już dawno znalazłyby się w jego szponach.
        W pierwszym momencie chciała zapytać czego od nich chce i dlaczego je śledził, jednak domyśliła się, że niczego im nie powie. Zachowywał się z zimną rezerwą, typową dla profesjonalisty. Nie robił tego pierwszy raz.
        W końcu, po długim kluczeniu przez miasto, zatrzymali się przed dużymi, żelaznymi wrotami. Były bardzo masywne i połyskiwały złowrogą szarością. Mężczyzna wykonał skomplikowany gest ręką, a zdobione skrzydła zaczęły się otwierać. Rozkazującym ruchem ręki wpuścił dziewczyny do środka, po czym połknął je czarny, opadający gwałtownie w dół korytarz.
Avatar użytkownika
Hashira
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Vestra, Yva, Fobos, Mel, Bjornolf, Deidre,
Rasa: Człowiek
Aura: Aura choć nie należy do najsilniejszych już na wstępie wzbudza w czytelniku mieszane i żywe uczucia. Na swój sposób prosta jest też niezaprzeczalnie wyjątkowa - nawet jeśli ktoś miał już do czynienia z setkami emanacji zaskoczony będzie falami niezidentyfikowanego koloru, które rozleją się w jego umyśle lepiąc bezlitośnie wszystkie odruchowe skojarzenia. Dopiero kiedy ochłonie i z bliska przyjrzy się temu zjawisku zrozumie, że na ową tajemniczą barwę składają się dobrze mu znane kolory, a o złudzeniu jakie tworzą decyduje niezwykły sposób w jaki zostały ze sobą zmieszane. Wszystkie umiejętności, wszystkie doświadczenia służą jednej misji, nie ma tutaj miejsca na żaden wybijający się, swawolny odcień. Potrzeba wiele wprawy i cierpliwości, by dzięki wnikliwej obserwacji dojrzeć pojawiające się tu proporcje, nie jest jednak rzeczą niemożliwą pojąć, że płynne żelazo dominuje nad stróżkami miedzi, oba zaś toną w cynie przeplatanej błyszczącym młodzieńczo srebrem. Gdzieniegdzie pojawiają się też iskry delikatnej, szafirowej poświaty, ale znów - nie jest to najsilniejsza i najprostsza w ocenie cecha. Odwrotna w odbiorze jest za to nieprzenikniona, mistyczna wręcz gorycz dopełniająca obrazu aury niepowtarzalnej i nie dającej się do końca poznać, a kryjącej w sobie nieodgadnione wydarzenia z przeszłości. Upiory zawodzące wokoło nie udzielają odpowiedzi na żadne pytania, a płachty elastycznego, miękkiego materiału pojawiające się znikąd co i rusz zasłaniają ciekawskie pary oczu, dając w zamian poczuć zapach ludzkiej skóry i pyłu przebytych dróg, a także dotknąć swojej kusząco gładkiej powierzchni. Nikt jednak nie chciałby stąpać w ciemności przy akompaniamencie nieludzkich odgłosów - tym bardziej, że pod stopami czuje się coraz częściej zdradzieckie i ostre odłamki niewiadomego pochodzenia, które przebiją się nawet przez najgrubszą podeszwę, by w końcu dosięgnąć skóry tego, który nie wie kiedy należy przestać zagłębiać się w cudze tajemnice…
Wygląd: Do wędrówek Krwawa Kapłanka przywdziewa skórzane spodnie i lekką zbroję, którą kupiła na wybrzeżu Morza Cienia. Jej piękny, miedziany kolor kontrastuje z błękitnymi kryształami, którymi została ozdobiona. Czarne rękawiczki i wysokie, podróżne buty na lekkim obcasie dopełniają obrazu. Pod tym kątem Zakon pozostawił pełną dowolność – jego symbolem jest długa, czerwona ... (Więcej)

Postprzez Seviron » Śr kwi 18, 2018 4:31 pm

Akurat przebywał wtedy w tej siedzibie Zakonu, w której się wychował. Odpoczywał po ostatniej misji, gdy zaczepił go młody chłopak, który powiedział mu, że jest wzywane przez Najwyższego Kapłana. Seviron udał się do niego od razu – czuł się gotowy na kolejną wyprawę. Pierwsze jego podejrzenia w tej sprawie zmierzały dokładnie w stronę kolejnej misji. Nie mogło chodzić o włócznię, która została mu powierzona, bo Najwyższy pytał o nią, gdy tylko Krwawy Kapłan zgłosił u niego zakończenie ostatniej misji.
Dobrze myślał, bo dowiedział się, że ma wyruszyć do Valladonu, aby wspomóc Kapłankę, która właśnie się tam znajdowała. Niestety, jej dokładna lokalizacja nie była znana, więc Seviron będzie musiał pokręcić się po mieście i, może, zadać pytania kilku osobom, posługując się wtedy monetami, które na pewno rozwiążą im języki.
Mieszaniec wyszedł, przy okazji zabierając też mieszek, w którym znajdowały się pomocne rueny przeznaczone dla niego na tę misję. Teraz zostało mu tylko wstąpienie do pokoju, zabranie broni i torby podróżnej. Gdy to zrobił, po prostu wyruszył w stronę Valladonu, wcześniej odnajdując na mapie drogę, którą tam dotrze. Najwyższy nie wspomniał, że jest to coś pilnego, więc Seviron większą część drogi pokonał pieszo, maszerując z prędkością, której mogliby mu pozazdrościć nawet zawodowi żołnierze piechoty.

Dobrze, że przez te dni podróży obyło się bez deszczowych dni lub nocy, bo dzięki temu nie musiał szukać żadnego schronienia i zatrzymywał się tylko po to, żeby odpocząć… albo coś zjeść. Dwa razy nawet udało mu się dogadać z handlarzami, którzy czasem mijali go na drodze, wtedy zajmował jakiejś wygodne miejsce na wozie i spał, przy okazji przemieszczając się w stronę celu podróży. Tak, to też nieco przyspieszyło jego przybycie do Valladonu.
Teraz miała zacząć się ta ciekawsza część, bo przecież nie wiedział, gdzie musi się udać, aby spotykać Kapłankę potrzebującą jego pomocy. Właściwie, gdy tak o tym myślał, przypomniał sobie, że przecież nie wiedział też jeszcze jednej rzeczy – Najwyższy Kapłan nie wspomniał mu nic o tym, jak ma na imię osoba, dla której niedługo stanie się wsparciem. Znaczy… przecież i tak pozna je, gdy spotka się z tą Krwawą Kapłanką, jednak już teraz mógłby wiedzieć, czy należy ona to tej grupki kapłanów, z którymi się zna, czy może jednak nie. Czerwona peleryna na pewno wyróżni się w tłumie, więc wiedział, jak szukać tej kobiety. Rozglądał się, przechadzając się po mieście, jednak nigdzie nie dostrzegł czerwieni, którą sam nosił na plecach. Dlatego też kilkukrotnie zaczepił przypadkowych mieszczan, a także rozmawiał krótko z kilkoma bezdomnymi żebrakami. Ci pierwsi nie byli zbytnio pomocni. Ci drudzy… właściwie też nie, a przynajmniej nie wszyscy. Każdemu z nich – bez wyjątku – oczy od razu świeciły się, gdy widzieli rueny, jednak tylko jeden okazał się naprawdę pomocy. Wszyscy byli rozgadani, ale tylko jedna osoba naprawdę mu pomogła. Starzec zdradził mu, że rzeczywiście widział młodą kobietę w pelerynie o kolorze podobnym albo nawet takim samym do tej, którą zaprezentował mu Wędrujący Płomień. Co więcej, mężczyzna ten wskazał mu nawet miejsce, w którym może ją spotkać, chociaż później poprawił się, że bardziej chodzi o okolicę, bo teraz to już sam nie jest do końca pewien. W każdym razie, Seviron zapłacił mu odpowiednio za informacje, które mu podał i ruszył w miejsce, które mu wskazał. Nie miał innych wskazówek, więc musiał sprawdzić tą od bezdomnego starca.

Zdążył tylko rzucić okiem na szyld wiszący nad drzwiami karczmy, mimo że jeszcze dzieliła go od niej pewna odległość, a już musiał poszukać jakiegoś schronienia w cieniach, aby nie zostać zauważonym. Właściwie, dopiero teraz zauważył, że jakiś mężczyzna prowadzi ze sobą dwie kobiety – u jednej z nich od razu zauważył czerwień Zakonu, więc domyślił się, że jest to ta, której miał pomóc. Niestety, nie był w stanie dostrzec jej twarzy, a temu wszystkiemu nie pomagał fakt, że cała trójka szła w jego stronę. Cofnął się kilka kroków, zagłębiając się w zacienioną uliczkę. Liczył na to, że uda mu się tu ukryć i poczekać chwilę po tym, jak grupka go minie. Miał zamiar ich śledzić i rozeznać się w sytuacji. Nie wiedział, kim był ten mężczyzna i jakie miał zamiary, więc wolał nie zabijać go od razu.
Szedł za nimi w bezpiecznej odległości. Starał się robić ciche kroki, chociaż nie do końca było to zwyczajne skradanie, gdyż poruszał się nieco szybciej i szedł wyprostowany. Przemykał też między cieniami, jeśli miał taką możliwość, co tylko pozwoliło mu na mniejsze prawdopodobieństwo na wykrycie. W końcu tamci zatrzymali się przed czymś, co na pierwszy rzut oka wyglądało jak zwyczajna ściana. Po chwili, gdy mężczyzna wykonał magiczne gesty, „ściana” okazała się jakimś magicznym przejściem, w które zresztą tamta trójka zaraz weszła. Seviron poczekał w swoim ukryciu na to, aż złotooki zniknie w ciemności korytarza – dopiero wtedy ruszył w stronę wejścia, które i tak zaczęło się zamykać. Co prawda widział te kilka znaków, które wykonał tamten mężczyzna i mógłby je bez problemu powtórzyć, jednak to mogłoby kogoś zaalarmować… Dlatego ucieszył się w duchu, że udało mu się prześliznąć tuż przy zamykającej się ścianie i dostać do środka.
Pod stopami od razu poczuł stopnie. Jeden, drugi, trzeci… tak, korytarz prowadził w dół, czyli schodzili teraz do miejsca, które znajduje się pod samym miastem. Seviron nadal trzymał się w bezpiecznej odległości od swojego celu, teraz jeszcze bardziej uważając na to, żeby nie wydać żadnego dźwięku mogącego zdradzić jego obecność tutaj.
Avatar użytkownika
Seviron
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Samiel, Calathal, Cain, Vergil, Jon, Kelsier, Nessus, Fenrir, Malthael, Salazar, Constantin,
Rasa: Mieszaniec człowieka i leśnego elfa
Aura: Średniej siły emanacja już z oddali żwawo migocze, roztaczająca ametystowy blask, ukazując, jak wiele jeszcze jest w niej życia. Powłokę obleka żelazny płaszcz, na którym widnieją kobaltowe gwiazdki, od czasu do czasu wesoło migoczące do czytającego, by po chwili zniknąć i obrać sobie nowe miejsce. Wokół leniwie orbitują drobinki srebrzystego pyłu, niosące przyjemną woń lasu. Wszystko jednak przybiera mroczną barwę, gdy tylko pojawiają się te straszne dźwięki, przypominające zawodzenie upiorów lub czegoś, co z pewnością nie należy już do istot żywych, lub nigdy nie należało. Dotknięcie powierzchni nie należy do zadań łatwych, ponieważ wygina się mocno na wszystkie strony, próbując zapobiec jej zbadaniu, niekiedy nawet przeraża swymi ostrymi jak brzytwa brzegami. Po pierwszej udanej próbie aurę można określić ją jako bardzo twardą, w jednych miejscach gładką, a w drugich chropowatą. W smaku bardzo lepka, co bywa wręcz irytujące.
Wygląd: Seviron jest mężczyzną o wzroście sześciu stóp i dłoni (około metra i osiemdziesięciu pięciu centymetrów), mając przy tym budowę ciała zbliżoną do atletycznej. Stanowi ono coś, co można by było nazwać równowagą między bardzo umięśnionym ciałem wojownika polegającego na sile a szczupłym zabójcy, który polega na swej zwinności i szybkości, a także lekkiej broni. ... (Więcej)

Poprzednia strona

Powrót do Valladon

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron