[Valladon] Hej, rewolta!


Wielki rozległe miasto, skupisko ludzi, jak i innych ras. To miejsce odwiedza wiele istot, istot niebezpiecznych, magicznych ale także przyjaznych. Znajdziesz tu towary z całego świata, skarby i tajemnicze artefakty. Jeśli czegoś potrzebujesz znajdziesz to tutaj

Postprzez Lasota » So sie 12, 2017 12:28 pm

Gdy zabrzmiało ostatnie, bijące prostu w dumę barda słowo dziewczyny, sam zainteresowany tak długo i głośno wciągnął powietrze, że gdyby dookoła było morze, to już dawno stałby na jego osuszonym dnie. Ta potwarz mogłaby spłynąć po nim jak po kaczce - mogłaby, ale nie spłynęła. Niestety. Dzieweczka była ostra, ostra jak brzytewka, ale on nie zamierzał dać się tak łatwo skaleczyć. Jego krwi nie zobaczy, ćma kąśliwa! Gdy dochodziło do podważania autorytetu Lasoty, widział on tylko jedno rozwiązanie: musiał udowodnić swoją wielkość i wbić niedowiarka w ziemię aż po samą szyję. A do tego, jakby nie patrzeć, karczma nadawała się o wiele bardziej. Udało mu się więc wypuścić powoli zebrane powietrze, ale nie porzucił już dumnej postawy. Zmrużył tylko oczy, spojrzał bystro gdzieś w dal, tak by zwrócić do Nardani profilem, po czym syknął lekceważąco:
- Zobaczycie.
I nie rzucał wcale słów na wiatr. Mieli zobaczyć. Ona i ten skubaniec, wciąż dosyć tajemniczy typ nieźle robiący bronią. Niechby raz tęcza poezji skapnęła do rynsztoka, który ci prości ludzie nazywają życiem.
Udało mu się na szczęście nie gadać już więcej. Założył ręce na piersi i nagle dosyć poważny ruszył po prostu za Nathanaelem - o wiele bardziej zresztą ludzkim, od kiedy odsłonił głowę. Szczególna to była głowa, tego nie dało się przegapić, może więc to nic dziwnego, że częściej kryły ją maska i kapelusz. Tak przynajmniej widziało się to Lasocie, ale starał się już za wiele o tym nie myśleć, bo przed nimi, przed tą szczególną trójosobową kompanią, pojawiła się w końcu karczma. Dało się to poznać po szyldzie, całkiem ładnie wyobrażającym zwiniętą, czerwoną jaszczurkę. A może smoka? Napisu odczytać nie mógł, ale w głowie bard mianował sobie ten przybytek jako gospodę Pod Ładnym, Czerwonym Jaszczurem. Chwilę zagapił się na ten znak.
- W śmierdzących ramionach. Poetycko powiedziane - skomentował bez radości słowa tego, który ich prowadził. - Całe szczęście, że ten smród nie dotyka wszystkiego na świecie i choćby w słodkim szynku można jeszcze czasem zapomnieć sobie o okropnościach!
Chwilę potem żałował, że akurat tak to powiedział.
Widok był nieprzyjemny, o zapachu nie wspominając. Już prawie w samym wejściu leżeli pierwsi ranni, a może i chorzy. Bard mimowolnie zastygł z wyrazem zgrozy odmalowanym na twarzy, gdy zupełnie młody chłopak podniósł na niego zbolały wzrok: zbyt stary, zbyt doświadczony wzrok, jak na takie młode oczy. Zielone. Kontrastujące z krwią zastygłą na skroniach. Młody odkaszlnął i dopiero wtedy Lasota się ruszył, mając potworną ochotę rozetrzeć ramiona pokryte gęsią skórką.
- Z deszczu pod rynnę - burknął cicho, stając za Nardani jak cień. Ciągle nie potrafił oderwać wzroku szeroko otwartych oczu od tych, których tu opatrywano. Atmosfera była makabryczna. - Nie wydaje mi się, żebym umiał się tu napić. Nawet, jeśli tamten stawia. Zresztą, zaraz musiałby płacić łapami całymi we krwi, skoro go biorą do pomocy...
Opadł ciężko na ławę i popatrzył bacznie na czarującą pannę.
- Warto byłoby przełożyć potyczki słowne na potem. Nie uważasz, waleczna Nardani? Asz... Co to się porobiło z moim Valladonem...
Zacisnął wąsko usta, bo zaraz naszła go przykra myśl. Ale zostawił ją na potem. Tak. Potem może im powiedzieć, jak wiele go przewyższają, są bowiem silni i waleczni, i nie popisują się przy byle okazji, więc w razie czego to oni przeżyją, a on niekoniecznie. Potem im to powie. Przy jakiejś okazji.
Avatar użytkownika
Lasota
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Vertan,
Rasa: człowiek
Aura: Wyjątkowo słaba emanacja ginie w mniej wyczulonych umysłach. Przy tak niewielkiej mocy, jasna i błyszcząca topazowa poświata zdaje się blaskiem bez źródła, rozlewając się delikatnie po zmysłach i zachęcając do poszukiwań. Promienieje w ciszy, lecz brak dźwięków nie zaskakuje, hojnie rekompensowany przez bukiet zapachów, który chociaż subtelny, nie ujawniający żadnego dominującego aromatu, pozwala na odczytanie z niego różnorodnych historii. Właśnie teraz, wiatr niesie ze sobą rozrzedzoną już woń kobiecych perfum, ale też psujący ją zapach krwi i alkoholu oraz kroplę z esencji miasta. Zaintrygowanie doprowadza Cię w końcu do istoty tej emanacji, skromnej w sile, lecz barwnej. W oczy rzucają się spore obszary pokryte błyszczącą miedzią, jednak widać też puste plamy, gotowe na zamalowanie z czasem. Po całej powierzchni wiją się cienkie nitki żelaza, cyny i złota, przeplatając się nawzajem i walcząc o dominację. Tak mocno opleciona zdaje się twarda w dotyku, jednak tylko w miejscach żelaznych nici można poczuć opór, gdyż wszędzie indziej jej powłoka ustępuje miękko pod naciskiem, gnąc się posłusznie i swą elastycznością umożliwiając formowanie jej kształtów. Podobnie z jej strukturą, gładka i aksamitna, do czasu aż zaatakuje chropowatym obszarem, który rani zmysły ostrymi wypustkami. Ciepła, ale nie gorąca. Pikantna, ale w przyjemnie słodko-kwaśnej odsłonie. W ustach pozostawia suchość, jednak lepka powierzchnia czeka tylko, aż ktoś skuszony jej czarem postanowi podejść zbyt blisko.
Wygląd: Lasota wygląda na kogoś, kogo nieszczególnie ma się ochotę spotkać nocą w pustym zaułku. Jest postawny, ale dziwnie nieproporcjonalny, co od razu rzuca się w oczy. Duże stopy i wąskie dłonie. Biodra niemal szersze od ramion. Głowa jakby nieco za długa. Poza tym twarz ma dosyć pospolitą, a przez to nie dla każdego ładną. Nie jest to twarz arystokraty, nawet jeśli zwykle kąciki ... (Więcej)
Uwagi: Widać go z daleka - z naprawdę daleka. Drań jest prawie niemożliwy do przegapienia.
Nie umie czytać ani pisać, to ważne.

Postprzez Nardani » Cz sie 17, 2017 6:07 pm

        Ku zdziwieniu Nardani, puszczony mężczyzna nie wykonywał żadnych podejrzanych ruchów. Przynajmniej teraz. To, co mówił drużynie, gdy szli szybkim krokiem w stronę karczmy, także miało ręce i nogi. Dziewczyna odetchnęła z ulgą, czując już brak jakiegokolwiek zagrożenia. Zresztą, z każdą minutą odgłosy walk były coraz cichsze, zapowiadało się, że niedługo będą już całkowicie stłumione. W dosłownie parę chwil dotarli do gospody. Przybytek nie był zbyt okazały, ale daleko było mu do jakiejś rudery czy zabitej dechami dziury, które smokołaczka nieraz napotkała. Ot, zwykła karczma. Gdy weszli jednak...
        - Ech... Chyba wykrakałeś, Lasota - westchnęła Nardani, patrząc na wnętrze gospody. Oaza, miejsce odpoczynku, do którego zmierzali, przemienione było w szpital polowy. Ranni leżeli tam, gdzie tylko dało się ich upchnąć. Na ławach, złączonych ze sobą krzesłach i na podłodze. Niektórzy dogorywali, innym czegoś brakowało. Dziewczyna miała już właśnie ruszyć do pomocy ze swoją magią i wiedzą o medycynie, lecz na nią i barda podniósł wzrok młody, zmasakrowany wręcz chłopak o zielonych oczach. I w momencie, kiedy chyba barda coś ruszyło w tym widoku, Nardani zaszokowało co innego. Widoczny spod koca, którym był przykryty ranny, mundur straży valladońskiej. Jeszcze raz rzuciła okiem po pomieszczeniu... I każdy, dosłownie każdy jeden cholerny człowiek w tym pomieszczeniu, poza nimi i pielęgniarkami, był strażnikiem Valladonu. Współczucie, które powoli zaczynała odczuwać smokołaczka, jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki przemieniło się w pogardę dla umierających i ich życia. Nie liczyło się już to, że ten chłopak był młody i pewnie gdyby nie służba, do której sam się prawdopodobnie zaciągnął, byłby pełen życia. Liczyło się to, że jest strażnikiem, reprezentantem tutejszej monarchii, w związku z czym zasłużył sobie na wszystko, co go spotkało, łącznie ze śmiercią. Nardani żałowała, że nie weszli do innego budynku, innej karczmy, gdzie może opatrzyłaby rewolucjonistów, normalnych ludzi. Tu pozostało jedynie ignorować poszkodowanych. Starając się być głuchą na krzyki rozlegające się dookoła, przysiadła się do Lasoty, odpoczywającego właśnie na ławie.
        - Monarchia się porobiła bardzie, monarchia. Pierwszy raz w umieralni? Da się przywyknąć, po prostu nie zwracaj uwagi na... - ostatnie słowo sama Nardani wypowiedziała, jednak nikt inny go nie usłyszał, gdyż zagłuszył je wrzask jednego z rannych, któremu wdarła się infekcja do dłoni i medycy amputowali ją właśnie na wysokości nadgarstka.
Avatar użytkownika
Nardani
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Verden, Edgar, Satharin,
Rasa: Smokołak
Aura: Dosyć silna aura zaprasza potencjalnego czytelnika zjawiskową grą świateł, których złote i srebrne centra wirują wokół postaci kobiety, a okalająca je poświata niezdecydowanie przechodzi od dzikiego i nieujarzmionego topazu do spokojniejszego obsydianu. Te nieco lepkie, pobłyskujące zjawiska unoszą się nad twardym brukiem w kolorze czystego żelaza, a pachnącego mokrą ziemią i nawet gadzimi łuskami, co nie każdy będzie umiał rozpoznać. Nad nimi zaś wiją się cynowe smugi uginające się bez oporu przy każdym dotyku. Wyglądają na niezwykle delikatne, ale to tylko złudzenie spowodowane ich gładką fakturą, przez którą trudno dostrzec jak bardzo są ostre i niebezpieczne. Wokół tego barwnego widowiska słychać wyraźny trzask płomieni, któremu od czasu do czasu towarzyszą spadające, jak gdyby z nieba, snopy iskier oraz przykre i nie dające się zignorować echo czyiś słów. Chwilę później jednak wszystko przepada w głuchej ciszy, przez którą nie przebijają się już żadne dźwięki. Wtedy pozostaje jedynie skosztować tej niezwykle gorzkiej i zmysłowo pikantnej aury, by jej obraz w końcu stał się kompletny.
Wygląd: Nardani jest młodą, niezwykle urokliwą i smukłą kobietą. Mierzy sobie ok. 1,75m, jest więc dość wysoka. Skórę ma płową, delikatną, a jej piękna, owalna twarz, przykuwa uwagę nie tylko swoim zadartym nosem i olśniewającymi, kruczoczarnymi, rozwianymi włosami, ale przede wszystkim zielonymi, gadzimi oczyma. Jest to jednak jedyna cecha, która w człowieczej formie odkrywa jej ... (Więcej)

Postprzez Nathanael » Pt sie 18, 2017 2:04 pm

Nathanael miał ręce pełne roboty. Bardzo niewdzięcznej, brudnej i śmierdzącej roboty, trzeba by dodać. Gdyby nie jego przyzwyczajenie do widoku śmierci, krwi, wnętrzności, ran i innych tego typu obrazów, już dawno pewnie by haftował gdzieś za drzwiami karczmy. A miast tego zaszywał i dezynfekował rany, nastawiał złamane kości, wycinał zakażone i martwe tkanki, uśmierzał ból wywarami lub w ostateczności dokonywał amputacji, tak jak teraz, gdy zakażenie wdało się do dłoni jednego ze strażników. Zdenerwowany wrzaskiem medyk wepchnął mu do ust szmatę nasączoną ekstraktem z maku. Po chwili krzyk ustał, a Nathanael mógł już na spokojnie oddzielić zakażoną kończynę od reszty ciała. Gdy wycierał właśnie ręce z krwi żołnierza, przy drzwiach zabrzmiał ostry i twardy rozkaz. Do środka wkroczyło paru strażników, wraz z lekko otyłym i łysiejącym mężczyzną, również w mundurze straży. Kapitan zmarszczył czoło, widząc straty jakich doznała straż w walkach. Już miał zacząć przemawiać, gdy nagle dostrzegł Nardani i Lasotę, zajmujących jedną z pustych stolików. Zaczął powoli iść w ich kierunku, gdy drogę zastąpił mu Nathanael.
- Kapitanie! Nareszcie pana złapałem! Jestem medykiem z daleka! Przybyłem, aby ostrzec miasto o zarazie!
Kapitan przez chwilę stał w zdziwieniu, potem jakby sobie coś przypomniał, Odchrząknął i wyrecytował:
- Tak, słyszeliśmy już o pladze. Ale jak mniemam, znasz przepis na lekarstwo.
- Oczywiście! Niemniej, jest to dosyć kosztowny zabieg...
Kapitan, jakby był na to przygotowany, wydobył brzęczącą sakiewkę, która wylądowała w dłoni medyka.
- Proszę. Resztę otrzymasz gdy zaraza już nie będzie zagrożeniem - powiedział kapitan suchym tonem.
- Tak jest. Jeszcze dziś zacznę przygotowywać lekarstwo. - Nathanael skłonił się i ruszył w kierunku szynku.
Avatar użytkownika
Nathanael
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Froksendh, Baldrughan, Gregevius,
Rasa: Człowiek
Aura: Emanacja nie należy do najpotężniejszych, ale także nie można jej nazwać słabą. Znajduje się gdzieś pomiędzy. Jednakże waha się nieco, bardziej w stronę o mniejszej potędze. Od góry do dołu pokrywa ją gruba warstwa w kolorze kobaltowym. Widać na nim barachitowe piórka tworzące intrygujące wzory, a co niektóre mogą być nawet niepokojące. Cała jest dodatkowo obsypana miedzianym pyłkiem, który błyszczy się intensywnie w topazowym świetle. Wokół można usłyszeć krzyki agonii, przyprawiają o dreszcze, ponadto wywołują nieprzyjemne poczucie straty. Niespodziewanie nadchodzi cisza, nie jest typowa, wchłania każdy dźwięk, przez co ma się wrażenie wszechobecnej pustki. W dotyku pozornie gładka, aczkolwiek ma chropowate punkty. Twarda jak gałąź dębu, lecz giętka niczym płacząca wierzba, a także ostra podobnie do kolca róży. W smaku lepi się nieznośnie, od czasu do czasu dodatkowo wywołuje pragnienie przez to, iż staje się sucha.
Wygląd: Mało kto miał rzeczywistą okazję przyjrzeć się Lalkarzowi. Niemalże od dwudziestego roku życia nie zachowała się żadna osoba, która precyzyjnie i dokładnie mogłaby opowiedzieć jak wygląda, jak się porusza, w jaki sposób wysławia. Nie jest to może i opowieść na miarę legendy, ale faktem jest, że nawet prostytutki z którymi sypiał nie były do końca pewne jego wyglądu. ... (Więcej)

Postprzez Lasota » Pt sie 18, 2017 2:55 pm

– Umieralnia – powtórzył powoli Lasota, wyraźnie akcentując każdą sylabę z osobna. Zastukał palcami w blat i dopiero po chwili oderwał wzrok od jakiegoś bliżej nieokreślonego punktu w rogu sali. Patrzył teraz na Nardani, ale w momencie gdy gdzieś tam rozległ się naprawdę nieprzyjemny krzyk, najpierw zamknął oczy, potem rzucił w kierunku sufitu niemym przekleństwem, a na końcu w pełni zdecydowany wstał, poprawił pas i jak gdyby nigdy nic podszedł szybko do karczmarza. A ten, wciśnięty w przestrzeń za barem, popatrzył na niego jak na wariata.
– Co wam, panie? Nie mówcie, że będziecie tu pić.
– Będziemy – odparł natychmiast Lasota, opierając się o kontuar. – I to tak będziemy pić, aż nam uszami pójdzie i przestaniemy słyszeć tamte wrzaski.
Karczmarz nie wyglądał na przekonanego, ale mruknął coś, w czym bard usłyszał tylko "nasz pan", a potem już już miał iść na zaplecze (najpewniej po beczułkę czegoś zdrowo kopiącego w czerep), ale wtedy na sali pojawili się od wejścia nowi przybysze. I ci zdecydowanie nie mieli w planach pochylić się nad kuflem razem z kompanami. Nosząc przy boku taki miecz nie ma się zbyt wielu kompanów do picia.
Przez całą rozmowę Nathanaela z gwardzistami, Lasota próbował dosyć bezskutecznie złapać spojrzenie Nardani - głównie z tego względu, że właśnie mogli wpadać w nowe tarapaty, a to ona wyglądała tu najbardziej jak ktoś, kto będzie gotów szatkować ludzi w obronie słabszych. Zrobiłoby się jeszcze bardziej groteskowo: karczma przemieniona na szpital zmieniłaby się w rzeźnię. Takie zmiany zwykle zapewniały tylko jarmarczne kalejdoskopy albo umiejętnie przyrządzony polny mak.
– Bez burdy, proszę – mruknął bard sam do siebie, jakby rzucał zaklęcie. I podziałało. Po chwili już-nie-taki-kruczy medyk szedł w ich stronę, spokojniejszy i bogatszy o pobrzękującą miło sakiewkę. Lasota gapił się w jej kierunku trochę zbyt długo; otrzeźwił go dopiero odgłos z zaplecza, skąd karczmarz potulnie wynosił już beczułkę. Zwykle gdy pojawia się alkohol, oznacza to, że niebezpieczeństwo minęło.
– Nathanael, przyjacielu – ucieszył się Lasota, kładąc medykowi rękę na ramieniu i zawracając go w stronę zajętego przez nich stolika. – Siadaj sobie. Zaraz nam przyniosą, to zapłacisz. Tylko uważaj, mam stosunkowo nowy kaftan, a krew diabelsko źle się zmywa.
Zaraz sam oklapł na ławę w tym samym miejscu, co poprzednio, oparł przedramiona na heblowanym blacie i spróbował się uśmiechnąć, zupełnie jakby nie zauważał już, co dzieje się w drugiej części karczmy. Piórko przy berecie nieco mu opadło.
– Skoro tylko się napijemy, to coś bym wam zagrał, ale nie wiem, jak tamci to przyjmą. – Kiwnął niechętnie głową w stronę opatrywanych rannych. – Hej, przyjacielu drogi przy mamonie. Nie zapłaciłbyś nam może jeszcze za konie? Postanowiłem, że wyjeżdżam stąd, gdy tylko będę mógł. Konie i może coś na ciepło do jedzenia. Byle nic krwistego, dosyć mam na dzisiaj, uch...
Avatar użytkownika
Lasota
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Vertan,
Rasa: człowiek
Aura: Wyjątkowo słaba emanacja ginie w mniej wyczulonych umysłach. Przy tak niewielkiej mocy, jasna i błyszcząca topazowa poświata zdaje się blaskiem bez źródła, rozlewając się delikatnie po zmysłach i zachęcając do poszukiwań. Promienieje w ciszy, lecz brak dźwięków nie zaskakuje, hojnie rekompensowany przez bukiet zapachów, który chociaż subtelny, nie ujawniający żadnego dominującego aromatu, pozwala na odczytanie z niego różnorodnych historii. Właśnie teraz, wiatr niesie ze sobą rozrzedzoną już woń kobiecych perfum, ale też psujący ją zapach krwi i alkoholu oraz kroplę z esencji miasta. Zaintrygowanie doprowadza Cię w końcu do istoty tej emanacji, skromnej w sile, lecz barwnej. W oczy rzucają się spore obszary pokryte błyszczącą miedzią, jednak widać też puste plamy, gotowe na zamalowanie z czasem. Po całej powierzchni wiją się cienkie nitki żelaza, cyny i złota, przeplatając się nawzajem i walcząc o dominację. Tak mocno opleciona zdaje się twarda w dotyku, jednak tylko w miejscach żelaznych nici można poczuć opór, gdyż wszędzie indziej jej powłoka ustępuje miękko pod naciskiem, gnąc się posłusznie i swą elastycznością umożliwiając formowanie jej kształtów. Podobnie z jej strukturą, gładka i aksamitna, do czasu aż zaatakuje chropowatym obszarem, który rani zmysły ostrymi wypustkami. Ciepła, ale nie gorąca. Pikantna, ale w przyjemnie słodko-kwaśnej odsłonie. W ustach pozostawia suchość, jednak lepka powierzchnia czeka tylko, aż ktoś skuszony jej czarem postanowi podejść zbyt blisko.
Wygląd: Lasota wygląda na kogoś, kogo nieszczególnie ma się ochotę spotkać nocą w pustym zaułku. Jest postawny, ale dziwnie nieproporcjonalny, co od razu rzuca się w oczy. Duże stopy i wąskie dłonie. Biodra niemal szersze od ramion. Głowa jakby nieco za długa. Poza tym twarz ma dosyć pospolitą, a przez to nie dla każdego ładną. Nie jest to twarz arystokraty, nawet jeśli zwykle kąciki ... (Więcej)
Uwagi: Widać go z daleka - z naprawdę daleka. Drań jest prawie niemożliwy do przegapienia.
Nie umie czytać ani pisać, to ważne.

Postprzez Nardani » N sie 20, 2017 5:03 pm

        Słowa pokrzepienia chyba nie wpłynęły zbyt mocno na barda, co było widać jak na dłoni, gdy rozległ się agonalny wręcz wrzask. Nic dziwnego, że czym prędzej popędził on do kontuaru, aby karczmarz mu polał. Atmosfera w takich miejscach jest ciężka i trudna dla wytrzymania. Wszechobecne krzyki, ból, cierpienie i brud sprawiają, że coś w człowieku pęka i choćby był najodważniejszą, najtwardszą osobą na świecie, pierwszy raz w wojskowym szpitalu polowym jest druzgocący. Jednak, dokładnie tak jak w profesji lekarza, im więcej kto widzi, tym mniej go to rusza. I oczywiście, da się czuć współczucie, jednak nie jest to takie przybicie i smutek jak po raz pierwszy. Nardani widziała takich umieralni wiele, a w niektórych dogorywali nawet ludzie, których tam sama posłała. Była przykładem tego, że da się przywyknąć do podobnych widoków. Tym bardziej, że tu leżeli wyłącznie strażnicy, a tych z chęcią własnoręcznie by dobiła, gdyby tylko mogła. Nie chciała jednak plątać się w kłopoty ani zabijać niewinnych postronnych medyków.
        W pewnym momencie do karczmy wparowała trójka strażników, niestety żywych, a co gorsza poruszających się. Dwójka młodzików, a także psia mać, kapitan Valladońskiej straży. Ciryl Berdali w swojej własnej, grubej osobie. Starszy facet, prawdopodobnie gdzieś koło pięćdziesiątki, całkiem wysoki, przysadzisty, o krótkich siwych włosach, choć widać było, że powoli łysieje. Wizerunku wojaka dopełniały jego szare wąsy i zdecydowany, poważny wyraz twarzy. Nathanael poszedł z nim porozmawiać, co potwierdzałoby, że faktycznie był tym cholernym medykiem. Berdali rzucił mu sakiewkę, jednak widać było, że był zainteresowany czym innym. No tak, czymże mógłby? Oczywiście, że chodzi o nią. Musiał ją widzieć podczas pierwszych chwil walki. Westchnęła głośno, bo wiedziała co nadchodzi. Lasota i Nathanael usiedli przy stole, bard trajkotał beztrosko jak na barda przystało, ale zdążył tylko dokończyć swoje, gdy na czwartym, wolnym krześle pojawił się kapitan, a dwóch młodzików stanęło za oparciem Nardani.
        - Panno Bretgar - zaczął swoim charakterystycznym, monotonnym, urzędowym głosem, opierając się łokciem o stół. Nie wiadomo, czy mówił tak do każdego, ale do Nardani przemawiał zawsze wyłącznie takim tonem.
        - Berdali - syknęła smokołaczka z pogardą.
        - Zapewne domyślasz się, po co tu jestem.
        - Oświeć mnie. Mój mózg gorzej pracuje w oparach smrodu z waszych mundurów.
        - Proszę bardzo. - Wyciągnął swój kajet i pióro, po czym zaczął wyczytywać poszczególne informacje z notatek. - Więc tak... Dzisiaj napadłaś fizycznie na strażników i podpaliłaś jednego z nich, zadając mu rany od oparzeń...
        - Udaremnienie zamachu na ludzkie życie nazywasz napaścią fizyczną? No popatrz, a wy się dziwicie potem, że niektórzy nazywają was śmieciami.
        - Udaremnienie zamachu na ludzkie życie to było to, co my robiliśmy. Wy jedynie pogarszacie sytuację. Zamknij się i współpracuj - rzucił, po czym odchrząknął i począł czytać dalej. - No więc napaść i podpalenie, a to tylko z dzisiaj. Dodatkowo pięć prób zamachów, w tym jedna udana, rozbój, wielokrotne podżeganie do buntu, kontrabanda, kilkukrotne morderstwo dokonane na stróżach prawa, liczne okaleczenia strażników na służbie. Gdybym dopisywał tu jeszcze znieważenia, to mogłoby mi papieru nie starczyć.
        - I co z tego?
        - Co z tego? Śmiesz mnie jeszcze pytać co z tego? - począł krzyczeć na nią Berdali. - Na sumieniu masz więcej ludzi niż ja w ogóle znam! Prawnie wychodzi ci dziesięć wyroków śmierci, przynajmniej sto lat w lochu i dwieście w dybach!
        - I kogo nazywasz ludźmi? - ryknęła ze złością smokołaczka. - Łuczników strzelających do tłumu? Urzędników podnoszących podatki? Czy może króla, który zamiast dać ludziom wybór, rządzi nimi despotycznie i otacza się wojskiem w obawie przed tym, że cała populacja będzie chciała go zadusić? Zresztą, wiesz co? Gówno mnie to obchodzi. Spróbuj mnie złapać po prostu. Spalę pół miasta zanim w ogóle zdołasz mnie musnąć. O ile zdołasz. Król wtedy zrozumie, co to znaczy palić komuś domy.
        - I właśnie tu moja droga, dochodzimy do puenty. Widzisz, możesz mnie nie szanować, tak jak ja gardzę tobą, ale jestem człowiekiem rozsądnym. Jak mówisz, nie jesteśmy w stanie ci dużo zrobić. Musielibyśmy zaangażować całe wojsko i królewskich magów. Za duży problem i za duże ryzyko. Gdybyś była zwykłym człowiekiem, pewnie powiesiłbym cię od razu. Ale tutaj uderzymy inaczej. Daję ci szansę na życie. Wydaj organizatorów, bo wiem, że sama raczej jesteś od realizacji. Powiedz mi kto zorganizował dzisiejszą rewoltę.
        - Nie mam pojęcia.
        - Jak to nie masz pojęcia? - ryknął Berdali, uderzając ze złości pięścią w stół. Po chwili ciszy chwycił dziewczynę za płaszcz i to był jego główny błąd dzisiejszego dnia. Nardani wykonała tylko parę ruchów ręką, a momentalnie zniknęła z oczu kapitana i pojawiła się za nim, łapiąc go za szyję w pełnej gotowości do duszenia.
        - Nie dotykaj mnie. Nie jestem już w wywrotówce, więc nawet gdybym chciała, nie jestem w stanie nikogo wydać. Skończyłeś?
        - Tak... - warknął Berdali. - Po prostu zejdź mi z oczu. - I jak poprosił, tak dziewczyna zrobiła. Puściła go i szybkim krokiem wyszła z karczmy, zostawiając za sobą drzwi otwarte na oścież.
Avatar użytkownika
Nardani
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Verden, Edgar, Satharin,
Rasa: Smokołak
Aura: Dosyć silna aura zaprasza potencjalnego czytelnika zjawiskową grą świateł, których złote i srebrne centra wirują wokół postaci kobiety, a okalająca je poświata niezdecydowanie przechodzi od dzikiego i nieujarzmionego topazu do spokojniejszego obsydianu. Te nieco lepkie, pobłyskujące zjawiska unoszą się nad twardym brukiem w kolorze czystego żelaza, a pachnącego mokrą ziemią i nawet gadzimi łuskami, co nie każdy będzie umiał rozpoznać. Nad nimi zaś wiją się cynowe smugi uginające się bez oporu przy każdym dotyku. Wyglądają na niezwykle delikatne, ale to tylko złudzenie spowodowane ich gładką fakturą, przez którą trudno dostrzec jak bardzo są ostre i niebezpieczne. Wokół tego barwnego widowiska słychać wyraźny trzask płomieni, któremu od czasu do czasu towarzyszą spadające, jak gdyby z nieba, snopy iskier oraz przykre i nie dające się zignorować echo czyiś słów. Chwilę później jednak wszystko przepada w głuchej ciszy, przez którą nie przebijają się już żadne dźwięki. Wtedy pozostaje jedynie skosztować tej niezwykle gorzkiej i zmysłowo pikantnej aury, by jej obraz w końcu stał się kompletny.
Wygląd: Nardani jest młodą, niezwykle urokliwą i smukłą kobietą. Mierzy sobie ok. 1,75m, jest więc dość wysoka. Skórę ma płową, delikatną, a jej piękna, owalna twarz, przykuwa uwagę nie tylko swoim zadartym nosem i olśniewającymi, kruczoczarnymi, rozwianymi włosami, ale przede wszystkim zielonymi, gadzimi oczyma. Jest to jednak jedyna cecha, która w człowieczej formie odkrywa jej ... (Więcej)

Poprzednia strona

Powrót do Valladon

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron