[Brzeg rzeki] Wędrówka Wojownika


Rzeka wije się i przedziera przez najróżniejsze zakątki Andurii, Wypływa z gór i ciągnie się równiną, przepływając przez Valladon, oplatając lasy i pradawne kryjówki smoków. Odwiedza też miejsce gdzie mieszkają motyle, miejsce którego nikt nigdy nie widział a istnieje ono tylko w mitach... może Tobie uda się je odnaleźć.

Postprzez Mizashi » N sie 03, 2014 12:42 am

Dzień nie był zbyt dobry na długie wędrówki... nie żeby, była brzydka pogoda czy coś. Pogoda otóż, była bardzo ładna, chociaż dla każdego "ładne" może być co innego. Tak czy inaczej nie było na niebie chmur, a Słońce paliło wręcz z swoją maksymalną mocą jak na te tereny. Dzień niezbyt piękny, dla kogoś kto nie znosi Słońca i wampirów, jednak tego to dnia do krainy tej zawitał ktoś nowy, ktoś z bogatą przeszłością, w starszym wieku, ktoś komu nie obca była walka z potworami, czy gonitwa za przygodami... tym ktoś był...

- Skończ już to! - krzyknął Mizashi do narratora patrząc się przed siebie - po prostu rób co do Ciebie należy, jasne!?

Tak... wojownikiem tym był Mizashi, znany pod pseudonimem: "sum" lub "rybi wojownik". Szedł on wzdłuż rzeki zmęczony, widać było, że ma za sobą wiele godzin marszu i przybywa z daleka. Ręce mu opadały, a nogi wlokły się jak gdyby były skute łańcuchami.

- Już... prawie... jeszcze trochę... będzie cywilizacja... - wymamrotał słabym, zmęczonym głosem, a następnie rzekł do siebie - Tak Muzo! Wiem... ja wszystko wiem!

Szedł tak dalej w pełnym Słońcu, jednak w końcu i taki wielki wojownik jak on stracił siły. Padł na kolana, zamknął oczy, wypiął pośladki w tył i padł na ziemię, zastygając w dziwnej pozycji. Dobrze, że ochraniacz, który miał na sobie zapewniał mu ochronę przed Słońcem, chociaż w zbroi, którą nosił z pewnością było gorąco.

- Czas na drzemkę... ooo tak, ziemia nigdy nie była taka delikatna i cudowna... Nie Muzo! Nie dostanę udaru, nie martw się i po prostu śpij... śpij... o tak... odpoczywaj... odpo... - nie dokończył, bo zasnął. Miejmy nadzieję, że obudzi się na czas, bo inaczej, leżąc w palącym Słońcu z wypiętymi w górę pośladkami... będzie kiepsko.

***

Wojownik obudził się kolejnego dnia, chociaż dokładna pora wybudzenia nie była znana. Wiadome jest, że spał długo, w istocie zmęczenie dało się we znaki. Mizashi miał farta, gdyż palące Słońce niedługo po jego upadku schowało się za nadciągającymi chmurami, mimo to w ciągu ostatnich kilku godzin przed wybudzeniem znów paliło niemiłosiernie, dlatego obudził się on z strasznie gorącą głową, zawrotami i nudnościami.
- O na moje stare kości... Muzo... ile ja spałem? - podniósł wzrok, ledwo otwierając oczy. Obraz był zamazany.
Stan Mizashiego spowodowany był prawdopodobnie udarem jakiego doznał. Wstał ledwo na swoje nogi, by chwile później zrobić krok i przewrócić się, wpadając prosto do rzeki. Na szczęście w jej bliskim brzegu, przez co nie został porwany przez nurt. Wielki plus rozbrzmiał w okolicy.
- Co jest!? Jakiś demon mnie opętał!? - wstał na nowo, lecz po chwili znów upadł. - Muzo! Gdzie jesteś!? Aaa tu jesteś... - spojrzał na swój miecz leżący na ziemi obok miejsca, w którym zasnął. Zaczął dalej mamrotać coś do siebie, a potem zanurzył głowę w wodzie, nie wyjmując jej przez około 20 sekund. Następnie wstał, wziął Muzo na plecy i chwiejnym krokiem znów ruszył w drogę, jednak tym razem odbił od rzeki i ruszył w kierunku równin krzycząc coś niezrozumiałego.
Avatar użytkownika
Mizashi
Zbłąkana Dusza
 
   Ten gracz nie stworzył jeszcze postaci.

Powrót do Rzeka Motyli

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron