[Trakt] Rzecz o poecie i szlachetnym smoku


Wielka równina ciągnąca się przez setki kilometrów. Z wyrastającym na środku miastem Valladon. Wielkim osiedlem ludzi. Pełna tajemnic, zamieszkana przez dzikie zwierzęta i niebezpieczne potwory, usiana niezwykłymi ziołami i lasami.

Postprzez Nardani » N mar 11, 2018 10:43 pm

        Reakcja Lasoty była taka, jakiej oczekiwała: przejście od wzburzenia i strachu, do zdumienia. Niech się trochę biedak wystraszy. A w końcu, gdy już się otrząsnął, bez wahania zgodził się na teleportację... Ale z jednym haczykiem. Koniecznie chciał wyrecytować swój wiersz i nawet nie czekał na odpowiedź. Nardani chciałaby może i jeszcze coś powiedzieć, ale zanim zdążyła otworzyć usta, Lasota począł deklamować. I mówił swój piękny wiersz kojącym głosem, a Nardani pozostało się tylko uśmiechnąć... Do czasu. Później bard już odpłynął zupełnie, a wyraz twarzy smoczycy diametralnie się zmienił, na nieszczególnie przyjazny. Zastanawiała się, czy naprawdę żyje w tym samym świecie co jej towarzysz. I słuchając dalszych wersów, nie do końca wiedziała jak się zachować. Stała w rozkroku między roześmianiem się z nadmiaru absurdu, a uwolnieniem swojego iście smoczego gniewu.
        - Mhm, to chyba po mnie ta znajomość właśnie spłynęła... - odburknęła, wybierając jednak tą drugą opcję. Czyżby poeta się zakochał? Może. Ale Nardani ta wizja nie przypadała zbytnio do gustu, a wyrecytowana w tak narcystyczny i bezpośredni sposób tylko ją zdenerwowała. - Prędzej się nauczysz z rzyci ziać ogniem, niż końcówka wiersza dojdzie do skutku - zakończyła, wzdychając, po czym już normalnym tonem dodała. - Skończ waść, wstydu oszczędź. Daj rękę, wynosimy się stąd. Przeniesiemy się do moich kontaktów w innym mieście. Dla ciebie to chyba obojętne, gdzie będziesz, prawda? Chciałeś tylko podróżować.
        Chwyciła barda swoją dłonią za przedramię i zaczęła recytować pod nosem swoją inkantację. Z każdym kolejnym smoczym słowem coraz więcej energii przepływało przez jej żyły, aż w końcu zaklęcie dopełniło się... Następnie nadszedł przeszywający ból. Potem Nardani utraciła grunt pod nogami... Potem był trzask...

        Po utracie świadomości w końcu się przebudziła... Nosem poczuła smród nieczystości, a na twarzy zimno kostki brukowej. A Lasoty już w okolicy nie było...
Avatar użytkownika
Nardani
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Verden, Satharin, Elestren, Linman,
Rasa: Smokołak
Aura: Dosyć silna aura zaprasza potencjalnego czytelnika zjawiskową grą świateł, których złote i srebrne centra wirują wokół postaci kobiety, a okalająca je poświata niezdecydowanie przechodzi od dzikiego i nieujarzmionego topazu do spokojniejszego obsydianu. Te nieco lepkie, pobłyskujące zjawiska unoszą się nad twardym brukiem w kolorze czystego żelaza, a pachnącego mokrą ziemią i nawet gadzimi łuskami, co nie każdy będzie umiał rozpoznać. Nad nimi zaś wiją się cynowe smugi uginające się bez oporu przy każdym dotyku. Wyglądają na niezwykle delikatne, ale to tylko złudzenie spowodowane ich gładką fakturą, przez którą trudno dostrzec jak bardzo są ostre i niebezpieczne. Wokół tego barwnego widowiska słychać wyraźny trzask płomieni, któremu od czasu do czasu towarzyszą spadające, jak gdyby z nieba, snopy iskier oraz przykre i nie dające się zignorować echo czyiś słów. Chwilę później jednak wszystko przepada w głuchej ciszy, przez którą nie przebijają się już żadne dźwięki. Wtedy pozostaje jedynie skosztować tej niezwykle gorzkiej i zmysłowo pikantnej aury, by jej obraz w końcu stał się kompletny.
Wygląd: Nardani jest młodą, niezwykle urokliwą i smukłą kobietą. Mierzy sobie ok. 1,75m, jest więc dość wysoka. Skórę ma płową, delikatną, a jej piękna, owalna twarz, przykuwa uwagę nie tylko swoim zadartym nosem i olśniewającymi, kruczoczarnymi, rozwianymi włosami, ale przede wszystkim zielonymi, gadzimi oczyma. Jest to jednak jedyna cecha, która w człowieczej formie odkrywa jej ... (Więcej)

Poprzednia strona

Powrót do Równiny Andurii

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości

cron