Dwór Stella-Floris[Dwór Stella-Floris] Póki co...

Dwór znajdujący się w dolinie usytuowanej wyżej niż sama Vitruvia. Rozległy, z fascynującymi i pięknymi terenami wokół. Posiadający własny park i ogrody. Otoczony przez mnogość roślin, które nawet zimą pozostają zielone. Z wieżyczek roztacza się zapierający dech w piersiach widok na ośnieżone szczyty. Dwór od niepamiętnych czasów jest własnością rodu Ivalron, na którego czele stoi teraz książę Tenebris Titanius Maximonn Ivalron.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Zoe
Zbłąkana Dusza
Posty: 7
Rejestracja: 7 miesiące temu
Kontakt:

[Dwór Stella-Floris] Póki co...

Post autor: Zoe »

        Zoe nie najlepiej znosiła podróż. Nigdy nie miała się za delikatną dziewczynę, ale po dwóch dniach odbijania sobie tyłka w powozie nawet ją zaczęły dopadać dolegliwości i nienajlepszy humor. Towarzysząca jej pokojówka nie była zbyt rozmowna, a Elizabeth z kolei nie była dobra w niezobowiązujące pogawędki, więc nawet nie chciało jej się wysilać. Początkowo podziwianie widoków za oknem i okazjonalna zabawa z Atlasem na postojach jej wystarczały, ale z czasem widoki zaczęły się zlewać w jedno, a pies zaczął częściej biec za powozem niż siedzieć w środku. Och, jak ona mu zazdrościła.
        Przy kolejnym wyboju aż podskoczyła na siedzisku i gdyby nie złe samopoczucie, pewnie parsknęłaby śmiechem. Zamiast tego podciągnęła się i wychyliła przez okno.
        - Panie Wallnut! – zawołała do woźnicy. – Daleko jeszcze? Auć! – pisnęła, wpadając na powrót do powozu. Dopiero to wywołało krótki śmiech elfki, nim na nowo wyjrzała przez okno.
        - Przepraszam panienko, okrutne wyboje. Ale już niedługo. Tylko droga trudna. Dwór w dolinie, ale wysoko.
        - Pojedynczy jeździec byłby szybciej?
        - Zdecydowanie.
        - Proszę zatrzymać powóz.
        - Panienko?
        - Proszę zatrzymać powóz!
        - Panienko Elizabeth! Toż to nie wypada, do dworu tak przybywać! – pokojówka w końcu odważyła się odezwać, wiedząc już co planuje jej „podopieczna”. Van Doren tylko uśmiechnęła się przepraszająco. Spojrzenie miała zmęczone, ale zdeterminowane.
        - Wybacz Molly, mniej wypada przybyć w powozie i wypaść z niego na twarz, a tak to się skończy, jeśli się nie ruszę.
        - Panienko Elizabeth!...
        - Och, no już – mruknęła elfka i wyskoczyła z powozu, gdy tylko ten się zatrzymał. I rzeczywiście, z lekkim poślizgiem łapała równowagę, gdy zesztywniałe nogi ugięły się pod nią w pewnym momencie.
        - Jakby panienka normalnie z powozu wysiadała… - mamrotała pokojówka pod nosem, ale podskoczyła, widząc twarz Zoe w oknie.
        - Molly już przestań marudzić. O, dziękuję panie Wallnut – powiedziała elfka odbierając od woźnicy osiodłanego już luzaka i odchodząc na bok. Służka momentalnie dopadła do okna.
        - Pan jej tego nie wyperswaduje? – prychnęła, zaciskając palce na lakierowanym drewnie i spoglądała na znajomego woźnicę, ewidentnie szukając w nim wsparcia. Starszy mężczyzna jednak tylko wzruszył ramionami i podrapał się po głowie.
        - Tak między nami, panienko Molly, to ja sam bym chętnie panience Elizabeth potowarzyszył. To nie jest droga dla powozu, nie wiem kto to wymyślił.
        Molly skrzywiła się z niezadowoleniem i wróciła na swoje miejsce, poprawiając suknię. Chociażby koło miało odpaść od tego powozu, to nie wsiadłaby na konia. Czekałaby tu, nawet do rana.
        - Do zobaczenia na miejscu! – rozległo się zawołanie z zewnątrz, nim tętent kopyt poprzedził migającą z boku postać. – Atlas! – zawołała jeszcze dziewczyna, a odpoczywający chwilowo na koźle ogar zeskoczył na ziemię i z ujadaniem popędził za swoją panią.
        - Skaranie z tą dziewczyną – westchnęła pokojówka, nim wychyliła się znów do okna. – Ale my dalej jedziemy, prawda?
        - Prawda panienko – westchnął woźnica i wrócił na kozioł, odprowadzając jeszcze wzrokiem znikającego za zakrętem jeźdźca. Ach ta młodość!

        Zoe nie szarżowała. Nie była ani w formie do galopu, ani w stroju. Szaroniebieska suknia, którą na sobie miała, była piękna i całkiem wygodna, jednak wciąż nieprzewidziana do konnej jazdy. Elfka wsiadała na konia ze stopnia powozu, wciągając się bokiem na siodło i zahaczając kolano o przedni łęk w wymuszonej damskiej pozie. Przy zsiadaniu wystarczy, że się z siodła zsunie i pomodli by materiał nie zahaczył o żadną szlufkę.
        Spokojnym stępem pokonywała wzgórze, chętnie prostując kręgosłup i przeciągając ramiona. Może i wciąż siedziała, ale zupełnie inaczej, decyzja więc była dobra. Atlas truchtał spokojnie przy nogach konia, z wywalonym językiem i mrużąc ślepia, spoglądał to na drogę to na panią. To po nim Zoe spostrzegła, że się zbliżają. Spojrzenie ogara się wyostrzyło, język częściej oblizywał pysk, a pies niemal unosił się z przednich łap, węsząc.
        Posiadłość wyłoniła się w końcu spomiędzy zieleni, a elfka na moment zatrzymała się na skraju doliny, podziwiając widok na dwór. Wszędzie były kwiaty. Słońce wpadało na odsłonięty teren, sprawiając że woda we wszystkich fontannach połyskiwała zachęcająco. Dziewczyna cmoknęła cicho, a koń i pies ruszyli równym krokiem w stronę dworu.
Awatar użytkownika
Tenebris
Szukający drogi
Posty: 34
Rejestracja: 4 lat temu
Kontakt:

Post autor: Tenebris »

Widok na dwór zapierał dech w piersiach. Choć budowla właściwie bardziej przypominała zamek niż dwór jako taki. Ze względu na ograniczoną powierzchnię budowlaną, zdecydowano by Stella-Floris piął się w górę. Gdyby dobrze się przyjrzeć, najwyższa wieżyczka miała aż dziesięć kondygnacji. Centralna część była niewiele niższa, wokół zbudowano pomniejsze wieżyczki i niższe kondygnacje rozchodzące się na boki. Największa wieża znajdowała się z prawej strony, wysunięta na przód. Ją i centrum budowli łączył kompleks podłużnych budynków, których piętra wspierane były na arkadach. Wejście na teren dworu odgrodzone było od reszty świata wieżami i potężnym murem. W środku znajdowały się głównie kwatery dla straży. Białe fasady zdawały się aż błyszczeć w promieniach słońca. Dachy wież były okrągłe i szpiczaste, pozostałe zbudowano po mocnym skosie, ze względu na duże opady śniegu zimą. Niebieskie dachówki ładnie kontrastowały z bielą ścian, a jednocześnie idealnie wpasowywały się w krajobraz gór i nieba.

Wszędzie były kwiaty. Dolinki i pagórki wypełniały dywany z białych, fioletowych i różowych floksów szydlastych, nad nimi górowały białe margaretki. Przy murach posadzono wysokie, kolorowe naparstnice. Krzewy bukszpanu wszędzie przycięte były na kształt kuli. W rabatach zaś królował starzec popielny, spomiędzy niego zaś wyglądały begonie. Po wysokich wieżach pięły się bluszcze i winorośle. Gdzieniegdzie można było zobaczyć też kwitnący powój. Z balkonów i parapetów zwisały rośliny nazywane tutaj "kroplami rosy". Były to drobne, zielone kuleczki nanizane na nić cieniutkiej łodyżki. W świecie, roślinę tą nazywano po prostu starcem, elfom przypominała jednak poranną rosę. Nie było mowy o monotonii, ponieważ spomiędzy zielonych kul zwisały także jasnoróżowe i amarantowe fuksje. Parapety i małe balkony położone wyżej zdobiły żółte i pomarańczowe gazanie. Nic dziwnego, że na Stella-Floris mówiono Kwiatowy Dwór.

Cały kompleks otaczały drzewa, głównie świerki, pinie, jodły i modrzewie, a tam gdzie gleby było mniej także i sosny. Niższe piętro stanowiły cyprysy we wszelkich odmianach. Spomiędzy nich wyłaniały się kasztanowce, klony i brzozy. Zoe nie mogła tego widzieć, ale za zamkiem znajdowało się krystalicznie czyste, górskie jezioro, zatopione w zieleni roślin. A wokół górowały szczyty Gór Księżycowych. Tego widoku z pewnością nie dało się zapomnieć. Wszędzie tam, gdzie było to możliwe zbudowano fontanny, z których tryskała woda. Głównym ich motywem były syreny, elfki, driady, przeważnie trzymały coś w dłoniach. Z rzeźbionych waz płynęła woda, która, niczym przeźroczysta tkanina opływała kamienne i marmurowe postacie. Lśniący, barwny świat, ukryty w górskiej dolinie - to zdanie chyba najlepiej pasowało do całości tego obrazka.

Bris nie do końca wiedział co go czeka. Nie wiedział też kim dokładnie jest jego krewna. O ile w ogóle nią była, to bardzo daleką. Wcześniej nawet o niej nie słyszał. Tak naprawdę to rodzice poprosili go by zgodził się nią przez pewien czas zająć. Jego rodziciele nie zamieszkiwali już w Stella-Floris, przenieśli się na niziny, twierdząc, że we dworze czują się zbyt samotni. W ten sposób Tenebris objął pieczę nad całym górskim majątkiem. Jego dzieci nie chciały mieszkać tak daleko od cywilizacji. Został więc sam na sam z górami. Miał tutaj czas malować, szkolić się w rysunku, pisać poezję, czytać zapomniane książki. Musiał jednak przyznać, że czasem brakowało mu towarzystwa. Liczył, że wizyta młodej elfki trochę go rozrusza.

Stał w oknie jednej z wież i patrzył na dziedziniec, licząc, że wkrótce pojawi się na nim kareta wioząca jego podopieczną. Dostrzegł jednak jedynie jeźdźca w zdobnej sukni, a przy jego boku psa, czarnego jak smoła. Szybko pojął, że słowo "niesforna", pojawiało się w listach od jego rodziców, nie przypadkowo. Od razu ruszył na spotkanie dziewczynie. Nim służba zdążyła zając się elfką, on stał już na schodach do posiadłości. Miał na sobie proste, wąskie spodnie, w kolorze ciemnej stali i wysokie buty do jazdy konnej. Górę stanowiła biała tunika, srebrna kamizelka i ciemnoszary, długi kaftan z wyłogami. Zdobiły go srebrne hafty drobnych winorośli. Bris wyglądał bardzo elegancko, ale nie przesadnie. Odzienie pasowało do okazji, było kunsztowne, lecz nie przypominało stroju na wielki bal. Ciemne włosy związane miał na karku czarną aksamitką. Po schodach szedł powoli, z dłońmi zaplecionymi na plecach. Widząc Zoe zeskakującą z konia uśmiechnął się w jej stronę serdecznie. Kiedy znalazł się przy niej skinął lekko głową na powitanie.
- Elizabeth... - przywitał ją łagodnym, ciepłym głosem. Chciał pocałować ją w rękę, ale nie wiedział, czy młoda elfka będzie sobie tego życzyć, pozostało mu więc czekać na jej ruch.
Awatar użytkownika
Zoe
Zbłąkana Dusza
Posty: 7
Rejestracja: 7 miesiące temu
Kontakt:

Post autor: Zoe »

        Elizabeth była oniemiała. Nie to by sama nie mieszkała w pięknej rezydencji, ale toż to już nie była posiadłość ale regularny zamek! Wiedziała, że z wizytą jedzie do księżnej Ivalron, ale myślała, że to tylko tytuł i przez myśl jej nie przeszło, że mogą mieszkać w zamku. Trochę zginęła w obliczaniu koligacji pomiędzy nimi, niespecjalnie się do tego przykładając, ale chyba powinna, patrząc na to co zastała. Zwolniła konia do leniwego stępa, kierując się wysypaną kamyczkami aleją i kompletnie nie patrząc przed siebie, a wszędzie wokół. Wieżyczki, arkady, wszechobecne kwiecie… krajobraz jak z bajki.
        Parskanie jej konia i chrzęst żwiru pod jego kopytami oraz pod łapami Atlasa były przez chwilę jedynymi dźwiękami, słońce przyjemnie grzało odsłonięte ramiona i buzię, i Zoe zapomniała o wszystkich niedogodnościach podróży, ciesząc się, że jest już na miejscu.
        Chyba już ją wypatrzono, bo służba dyskretnie zaczęła wylewać się z budynku, ale uwagę elfki przykuł pan domu, a tak przynajmniej jej się zdawało po stroju i ogólnej prezencji. Zoe szybko przypomniała sobie miano bruneta. Tenebris Ivalron, syn. Wyglądał bardzo przystojnie i elegancko. Dobrze, że dała wbić się w suknię, Molly jednak czasem wie, co mówi. Teraz pozostaje tego nie zepsuć.
        Elfka zgarnęła ostrożnie materiał spódnicy i ściągnęła nogę z łęku, zsuwając się z siodła i lądując zgrabnie przy boku konia. Atlas błyskawicznie do niej podbiegł, siadając niemal na skraju sukni, posłuszny gestowi, który dało się zauważyć tylko dlatego, że pies wiernie wlepiał oczy w dłoń elfki. Zoe zaś spoglądała już na zbliżającego się mężczyznę, ulegając sympatycznemu uśmiechowi i takim samym się odwzajemniając, nim do głosu doszła etykieta.
        - Wasza Książęca Mość… - odpowiedziała, witając się niskim dygnięciem i spuszczając głowę, naturalnie przyjmując swoją o wiele niższą pozycję. Tylko krótkie zerknięcie zdradziło ją, nim się wyprostowała i splotła dłonie na sukni.
        - Powóz został nieco w tyle… pozwoliłam sobie przyjechać szybciej. Mam nadzieję, że to nie problem.
        Nie wspominać, że podróż była trudna, bo to narzekanie. Nie mówić nic o drodze, bo to nieuprzejme i niepotrzebnie krytyczne. Zdecydowanie nie wspominać, że obiła sobie tyłek.
        Rzadko była wierna radom matki, ale chwilowo rzeczywiście postanowiła się mniej odzywać, przynajmniej dopóki nie wybada swojego gospodarza. Wydawał się bardzo ciepły i sympatyczny, zupełnie nie nadęty (zdążyła się nastawić, że będzie), ale wciąż nie wiedziała na ile może sobie pozwolić. W końcu z jednej strony matka by jej tu nie wysłała, gdyby rodzina nie szczyciła się najwyższym szacunkiem (a to oznaczało wysoki poziom etykiety i sporo pozorów, przynajmniej w słowniku Zoe). Ale z drugiej strony, początkowo miała zatrzymać się u księżnej Ivalron (niepokojąca kopia jej matki), a ostatecznie zabawiła tam raptem jedno popołudnie, z grzeczności, po czym skierowano ją tutaj. Czy trafiła w bardziej przyjazne miejsce - nie wiedziała, ale po okolicy już mogła powiedzieć, że wiele jest w stanie znieść, by spędzić tu trochę czasu.
Awatar użytkownika
Tenebris
Szukający drogi
Posty: 34
Rejestracja: 4 lat temu
Kontakt:

Post autor: Tenebris »

Nie umknęło jego uwadze, że jednak nie podała mu dłoni, by ją pocałował. Szybko pojął, że nie jest to z jej strony brak grzeczności, wręcz przeciwnie. Uznawała jego status społeczny za wyższy niż jej. Bris tego nie chciał, ale przecież ona nie mogła tego wiedzieć.
- Och, nie, nie. Nie trzeba - rzekł z uśmiechem - wystarczy Bris, albo Tenebris. Jak wolisz. Proszę, tytuły zostawmy może na inne okazję - jego ciepły uśmiech zdawał się wręcz ośmielać do tego, by traktowano go, bez zbędnych i dodatkowych ceregieli. Poza tym, od wielkich tytułów była jego matka i pewnie jej rodzice, przy których musiała dbać o każdy najmniejszy szczegół. Z listu można było zrozumieć kilka prostych faktów. Według jej rodziny, Elizabeth była uparta i niezależna. A niezależność kobiety, była uznawana często za bardzo niepożądaną cechę. Tymczasem Bris uważał, że charakter tworzy nie to, co jest na zewnątrz, a to co jest w środku. Wielu jego przyjaciół byłoby szczęśliwszych, gdyby mogli być sobą, a etykietę dokładać do swojej osobowości. Niestety najczęściej było tak, że konwenanse tworzyły człowieka, a osobowość spadała na dalszy plan. Czasem była tak daleko, że niektórzy zapominali kim są. Bris miał do tego zupełnie inne podejście.

- Nie, nie ma w tym żadnego problemu. Kiedy powóz się zjawi, służba się nim zajmie. Ty i twoja opiekunka będziecie miały osobne komnaty, tak byś mogła odpoczywać w spokoju. Oczywiście masz do dyspozycji całą służbę. Możesz też zwiedzać cały zamek, oprócz lochów. Niestety tam łatwo jest się zagubić, a wolałabym, żebyś nie zniknęła - zaśmiał się delikatnie.
- Choć co do całej posiadłości i tak polecam się jako przewodnik, bo bez mapy czasem ciężko jest się tutaj odnaleźć - zażartował.
- Ale... Proszę powiedz mi teraz jak ja mam się do ciebie zwracać? Elizabeth? Eli? Beth? I kimże jest twój szlachetny, czarny przyjaciel? - wskazał ruchem głowy na wielkiego psa. Na razie wymieniali konwenanse, potem Tenebris miał w planie odprowadzenie dziewczyny do pokoju. Zamierzał zrobić to sam, nie wyręczając się służbą. Była jego gościem, miał się nią opiekować, poznać, przekonać do siebie. Jakże miałby to zrobić oddając wszystko w ręce służby? Oczywiście, większość szlachciców tak robiła, ale Bris potrzebował towarzystwa i zdecydowanie nie był "jak wszyscy". Aż dziw brał, że Elizabeth wysłano właśnie do niego. Księcia, który poślubił służącą.
Awatar użytkownika
Zoe
Zbłąkana Dusza
Posty: 7
Rejestracja: 7 miesiące temu
Kontakt:

Post autor: Zoe »

        Słysząc nagły protest Zoe zwątpiła, niepewnie powracając z ukłonu i spoglądając skołowana na gospodarza. Pierwsza myśl była oczywiście taka, że zrobiła coś nie tak, ale zaraz okazało się, że Książe wcale nie jest fanem tytułów. Kto by pomyślał? W ogóle cała ta swobodna i pozytywna postawa Tenebrisa była okrutnie zaraźliwa i elfka znów uśmiechnęła się niepewnie. Trochę jakby jeszcze nie wiedziała, czy nie jest poddawana jakiejś próbie i czy mimo wszystko nie powinna zachować najwyżej czujności. Ale jakkolwiek by nie patrzeć, elf wcale nie był nadęty, a nieustanne doszukiwanie się podstępu z czasem stałoby się wobec niego obraźliwe.
        - Oczywiście – odparła pogodnie.
        Później słuchała uważnie wskazówek dotyczących poruszania się po zamku, jednocześnie odrywając spojrzenie od gospodarza by zerknąć na mury za nim. Wystarczyła jednak wzmianka o lochach, by Zoe wlepiła w elfa niebieskie oczy, teraz trochę szerzej otwarte. Po ustach błąkał się cień uśmiechu, powstrzymywany jedynie z grzeczności. Przecież w tej chwili to było najbardziej interesujące!
        - Ale z przewodnikiem mogę zwiedzić lochy? – doprecyzowała, dając się porwać swobodnej atmosferze i od razu korzystając z gościnności Tenebrisa. Może nieco na wyrost, ale jak się sparzy to wtedy znów zrewiduje swoje zachowanie.
        - Och, proszę, tylko nie Beth! – stwierdziła z markowaną powagą. W istocie nie cierpiała tego skrótu, ale teraz trochę sobie żartowała. – Elizabeth jest w porządku. Albo Zoe – dodała ostatecznie i znów trochę niepewnie. Wciąż powstrzymywała się od dygania i ustępowania księciu we wszystkim, nawet jeśli chodzi o to, jak się do niej zwracać. Elf jednak skutecznie pokazał, jak chce by wyglądały stosunki między nimi, a Zoe była ostatnia by naciskać na nadmierne przerzucanie się tytułami. Innymi słowy, trochę wyluzowała.
        - To jest Atlas. W istocie mój najlepszy przyjaciel – dodała, zerkając na psa, który nawet nie tyle podszedł o krok, co posłusznie przesunął siad podczas prezentacji. Elfka spojrzała na Tenebrisa. – Może poczyniłam trochę założeń na wyrost, ale mam nadzieję, że nie będzie ci przeszkadzało, jeśli Atlas będzie ze mną w pokoju, w zamku? Jest bardzo posłuszny i dobrze wychowany, nie będzie sprawiał problemów – zaznaczyła, licząc na współpracę Księcia. Gdyby z jakichś przyczyn gospodarz nie zgodził się na psa wewnątrz murów, Atlas i tak by sobie poradził, podsypiając pewnie w stajniach i strasząc konie, ale Zoe zależało by był przy niej. Czuła się lepiej, mając go u boku.
Awatar użytkownika
Tenebris
Szukający drogi
Posty: 34
Rejestracja: 4 lat temu
Kontakt:

Post autor: Tenebris »

Tenebris zaśmiał się pogodnie. Już rozumiał, co w listach oznaczały słowa "lekko niesforna". Ach te konwenanse. Nie to, że był wielkim przeciwnikiem etykiety i rozumiał, że list to co innego niż rozmowa twarzą w twarz, lecz wydawało mu się zabawne, jak chciano przemycić prawdę o Elizabeth w delikatnych słowach.
- Oczywiście, z przewodnikiem, kiedy tylko zechcesz - odparł wyraźnie rozbawiony. Nie było to jednak wyśmiewanie się z elfki, raczej przyjemne zaskoczenie. Czyżby nareszcie spotkał kogoś, kto był ciekawy świata? Górskie elfy były zazwyczaj powściągliwe do bólu. Panny siadywały w salonach i grały na flecie, fortepianie, skrzypcach. Grały w grzeczne gry karciane, oddawały się niemożliwie nudnej grze w szachy. Wychowane tak, by ich ruchy zawsze były zwiewne i powabne jak lekki, letni wietrzyk. Tenebris też kiedyś był nieskończenie nieśpiesznym, powabnym chłopcem. Ale potem się zakochał, przyszły dzieci i nie umiał hołdować flegmatycznej postawie. Po śmierci Tuberozy, ach, jego kochanej Rozi, stał się ospały, zmęczony, powolny. Życie mijało zbyt monotonnie, wypełnione szarością górskich skał. Do życia powrócił dopiero po licznych podróżach, które tchnęły w niego tą młodzieńczą radość. Dość miał zimnej atmosfery, sztywnej etykiety. Był tutaj sam, więc nie musiał zachowywać się jak elfi książę z posągową miną i sztywną postawą. Owszem, lubił powolne spacery, z dłońmi zawiązanymi na plecach. Chodził prosto i godnie, wysławiał się prawidłowo, ale charyzmatycznie. Oczywiście, że niejednokrotnie lubił pobyć sam, poczytać, zagłębić się w pisaniu poezji. Teraz jednak miał okazję pobyć z kimś, dlaczego więc miałby zachowywać się jak stary gbur?

- Rozumiem, tylko nie Beth, a więc Elizabeth, albo Zoe. Tenebris - Elizabeth, Bris - Zoe - skinął głową, jakby jeszcze raz chciał się z nią przywitać.
- Witaj Atlasie - ciemnowłosy zwrócił się do psa. Który książę rozmawiał z psem?! Książę Tenebris. Bo sam mieszkał ze swoim pupilem.
- TTutaj nie musisz martwić się o swojego przyjaciela. Służba jest przygotowana do podawania posiłków czworonogą. Ja mieszkam z moją Nefthis, choć chyba powinienem powiedzieć, że to ona mieszka ze mną. Niestety, muszę przyznać, że czasem mam wrażenie, że ona zajmuje więcej mojej komnaty, niż ja sam - zażartował.
- Jeżeli Atlas ma jakąś specjalną dietę - wrócił do konkretnego tematu - możesz przekazać ją służbie, wszystkim się zajmą.
- A teraz moje zasadnicze pytanie. Czy chcesz obejrzeć swoją komnatę?
Awatar użytkownika
Zoe
Zbłąkana Dusza
Posty: 7
Rejestracja: 7 miesiące temu
Kontakt:

Post autor: Zoe »

        Zoe już się pełnoprawnie uśmiechała, obserwując jak Tenebris dosłownie ją ze sobą oswaja. Gdy zaś zaczął przemawiać do Atlasa dziewczyna zaśmiała się cicho, spoglądając na psa, który oblizywał pysk, zerkając ciekawsko to na mężczyznę, to na swoją panią, która wciąż nie dała znaku na luz. Owczarkowi pozostawało tylko węszenie w powietrzu, a później wywalenie radośnie ozora, gdy Zoe poczochrała go po głowie w nagrodę.
        - Chętnie ją poznamy – powiedziała wesoło, przyjemnie zaskoczona, że Książe też ma psa. Nie martwiła się czy psy się ze sobą dogadają. Atlas był tak wytresowany by nie reagować na zaczepki ze strony innych psów i atakować dopiero w absolutnej konieczności obrony własnej. A że patrząc po wyglądzie psa było to ostatnie, czego ktoś by się po nim spodziewał, ludzie zazwyczaj pilnowali swoich czworonogów.
        - W domu prosiłam kucharkę by gotowała mu kaszę z mięsem. Atlas pochłania takie ilości jedzenia, że na samym mięsie by nas wykończył – powiedziała wesoło, momentalnie jednak rejestrując że matka skarciłaby ją za takie wypowiadanie się o ich statusie. Widać było to trochę po jej oczach, ale Zoe zaraz kontynuowała. – Ale on też czasem sobie coś upoluje w lesie. Proszę się nie przejmować – dodała. Na pytanie o komnatę skinęła głową.
        - Chętnie – odpowiedziała. I mówiła szczerze. Coraz bardziej podobała jej się wizja spędzenia tutaj kilku tygodni. Zazwyczaj była optymistką i nie dawała sobie łatwo zepsuć wizji świata. Przez to jednak rzadko się zdarzało, by coś ją pozytywnie zaskoczyło. Dlatego teraz lekki uśmiech nie schodził jej z twarzy, gdy ruszyła za gospodarzem do zamku, szczerze ciekawa, gdzie przyjdzie jej mieszkać.
Awatar użytkownika
Tenebris
Szukający drogi
Posty: 34
Rejestracja: 4 lat temu
Kontakt:

Post autor: Tenebris »

- Och, Nefthis też nie jest małym psem i je całkiem sporo. Jeżeli Atlas nie jest na żadnej specjalnej diecie, każę służbie gotować dwie porcje, jedną dla niego, jedną dla Nef. Atlas powinien być zadowolony.
Między czasie Tenebris zauważył, że służba zajmuje się koniem młodej elfki. Skinął tylko głową, że mają na to pozwolenie. Takie czynności jak rozsiodłanie i oporządzenie konia było tutaj bardzo ważne. Zwykle Bris nawet nie musiał o to prosić, każdy wiedział co ma robić. Książę nie zamierzał czekać na karetę z opiekunką Zoe. To ona była najważniejszym gościem. A niania, opiekunka, czy przyzwoitka - jak zwał, tak zwał - była drugorzędna. Z resztą elf poinstruował odpowiednio zarządcę dworu i ten z pewnością zajmie się kolejnym gościem.

- W takim razie, chodźmy - oznajmił, gdy oświadczyła, że chętnie zobaczy swoje komnaty. Podszedł do dziewczyny, stanął z boku i lekkim gestem zaprosił ją by udała się z nim do zamku. Było to jak objęcie ramieniem bez dotykania.

Zamek był obszerny. I - o dziwo - bardzo jasny. Świetliki, okna, okienka, wieczne lampki na ścianach, które dawały przyjemne światło. Oczywiście ich płomienie były podtrzymywane magią. Na licznych parapetach stały zieleniące się rośliny. Szerokie korytarze wyściełały dywany, głównie w kolorach oberżyny, turkusu, różu i niebieskiego. Mieszały się na nich jasne, roślinne wzory. Ściany zdobiły obrazy. Można było dostrzec portrety, jednak większą część stanowiły piękne pejzaże. Liczne lustra, w najróżniejszych kształtach, odbijały światło wpadające z okien, co powodowało, że zamek nie miał nic wspólnego z mrocznymi twierdzami Środkowej Alaranii. Tenebris poprowadził Elizabeth na trzecie piętro zamku, jej pokój miał taras i okna wychodzące na stronę jeziora.

Otworzył przed nią duże, białe, dwuskrzydłowe drzwi, ze złotą klamką i przepuścił ją przodem.
Znaleźli się w ogromnej komnacie, gdzie główną atrakcją były wysokie okna, zasłonięte białymi firankami, a za nimi ukwiecony taras i zapierający dech w piersiach widok na górskie jezioro. Ściany zdobiła jasnożółta tapeta w niebiesko-amarantowe wzory. W górskich zamkach, ze względu na długie zimy, ocieplano wnętrza dodatkami w intensywnych kolorach. Tutaj dodatkiem był odcień różu. Nie stanowił on głównej ozdoby, a jedynie akcenty. Na prawo od wejścia znajdowało się łoże z baldachimem. Na lewo część salonowa i duży kominek, a niedaleko okien toaletka. Oczywiście były tu też inne meble. Mimo to, taras nadal stanowił największy atut tego pokoju.
- To twoja komnata sypialna. Na prawo znajdziesz łaźnię i garderobę. Na lewo wejście do twojego prywatnego salonu. Gdybyś chciała napisać list, znajdziesz tam biurko i wszystkie potrzebne przyrządy. Do twojej dyspozycji będą dwie pokojówki. Niedługo powinny się zjawić - wyjaśnił.
- Myślę jednak, że najbardziej zainteresuję cię to - uśmiechnął się pod nosem i poprowadził elfkę do drzwi balkonowych. Odsunął firanki i otworzył drzwi na oścież. Taras cały w kwiatach, widok na góry, jezioro. Rzeźbione ławeczki. Szklany stolik, a przy nim fotele i kanapa wyłożona poduszkami. Wszystko niczym z prawdziwej bajki.
Awatar użytkownika
Zoe
Zbłąkana Dusza
Posty: 7
Rejestracja: 7 miesiące temu
Kontakt:

Post autor: Zoe »

        - Dziękuję - odparła Zoe. Nawet nie myślała, że problem jej towarzysza tak szybko się rozwiąże, a już na pewno nie, że pies będzie wręcz mile widziany. To bardzo podnosiło na duchu.
        Później obejrzała się jeszcze raz za koniem, którym już się ktoś zajmował i ruszyła z elfem w stronę zamku. Tenebris nie prowadził jej za sobą, a u swego boku, kierując bardziej gestem lub słowem, zamiast każąc za sobą podążać. Elizabeth obserwowała jego zachowania, zastanawiając się czy wskutek małego zamieszania przy powitaniu gospodarz chce jej pokazać, że traktuje ją na równi, czy po prostu naturalnie jest tak przyjazny i taktowny. Atlas szedł cicho u jej boku, rozglądając się z nie mniejszym zainteresowaniem niż jego pani i dodatkowo węsząc wciąż powietrzu. Może wyczuwał Nefthis?
        Zamek był przepiękny, po prostu. Nie był chłodną, ciemną twierdzą, ale jasnym i ciepłym wnętrzem, rodem z inspirowanych baśniami obrazów. Nieprzyzwyczajoną do takiej ilości kwiecia elfkę już kręciło w nosie, ale było to pozytywne wrażenie. Zaskakujące też było dla niej to, że przy wystroju nikt nie szczędził barw, nawet różu i nagle zaczęła się zastanawiać czy to może nie pani domu nadała mu taki charakter. Księżna Ivalron mówiła tylko o synu, ale też wspomniała, że jego dzieci są już dorosłe i się wyprowadziły. W sumie zaskakujące, że nie mówiła nic o żonie Brisa, bo tego, że dzieci były z pozamałżeńskiego związku nawet nie brała pod uwagę. Elf był zdecydowanie bardziej naturalny i swobodny niż większość arystokracji, ale wciąż chyba nie na tyle, by tkwić w nieformalnym związku. Nie wypadało jej zaś wypytywać Księżnej. Może później pozna panią Ivalron.
        Teraz wspinała się jedną z wieżyczek na trzecie piętro i cichym głosem pozwoliła Atlasowi biec przodem, by się biedak nie cisnął z nimi w przejściu i nie plątał w sukni. Wkrótce zaś stanęła na przeciwko dwuskrzydłowych białych drzwi ze złotą klamką, które same w sobie znów oczarowały dziewczynę. Była niemal podekscytowana, a przecież to tylko pokój!
        Z tym, że to nie był tylko pokój. Nawet nie komnata, a kompleks dwóch - sypialni i salonu, i łazienki, jak dopowiedział gospodarz. Zoe stanęła oniemiała na środku, nie wiedząc, gdzie oczy podziać i tylko skakała spojrzeniem od bogatej tapety, przez pięknie rzeźbione meble, kominek, po ogromne okna, z których widok zasłaniały w tej chwili zwiewne białe zasłonki.
        - Jak tu pięknie - powiedziała uprzejmie, ale i szczerze, wciąż się rozglądając, ale powoli łowiąc krajobraz skryty za tkaninami. Tam też zaraz skierował się Tenebris i Zoe podążyła za nim chętnie.
        Otwierające się drzwi balkonowe odkryły przed elfką nowy obraz zamku. Nie tylko budowla była wspaniała, jej lokalizacja okazała się jeszcze lepsza. Elfka tylko na moment stanęła jak wryta, próbując objąć spojrzeniem cały krajobraz, ale jeden jego element szczególnie skradł jej uwagę.
        - Jezioro! – zawołała zachwycona. W kilku krokach znalazła się na balkonie i nie bacząc na suknię przyklęknęła na jednej z ławek, by wyjrzeć na zewnątrz.
        - Rany, jak tu jest cudownie! - westchnęła. Wsparta o balustradę na wyprostowanych rękach chłonęła widoki z błyszczącymi oczami. Palące słońce łagodził na tej wysokości przyjemny wietrzyk i Zoe była pewna, że będzie spędzała tutaj mnóstwo czasu.
        - Może, jeśli będziesz miał któregoś dnia trochę czasu, wybierzemy się tam na przejażdżkę? – zaproponowała swobodnie, zerkając na elfa spod dłoni, którą kryła oczy przed słońcem.
Awatar użytkownika
Tenebris
Szukający drogi
Posty: 34
Rejestracja: 4 lat temu
Kontakt:

Post autor: Tenebris »

Z każdą chwilą Bris czuł się co raz dziwniej. Dając Elizabeth takie komnaty, wybierając widok, myśląc o niej, nie chciał jej zaimponować, chciał tylko sprawić jej radość. Miał nadzieję, że odpocznie w tym miejscu. Po prostu. I da się poznać. Ale teraz miał wrażenie, że ten krótki moment z nią, zaczął go odmładzać. Nie liczył już na to, że ktoś będzie cieszył się szczerze, z czegokolwiek co robił. Uśmiechnął się słysząc jej "Rany!", to było takie naturalne. Górskie elfy bywały raczej powściągliwe, rzadko można było słyszeć takie spontaniczne reakcje.

Wyszedł za nią na balkon, podszedł nawet do murku dzielącego go od otwartej przestrzeni i spojrzał na jezioro. Od gładkiej tafli odbijało się słońce. A widok był naprawdę piękny. Choć widział go tysiące razy, za każdym razem chłonął go całym sobą. Po prostu czasem zapominał wyjrzeć przez okno. Nie miał konkretnych planów na to jak zamierzał zabawiać swojego gościa. Na początek przygotował dla niej miejsce w swoim domu. Nie miał pojęcia jaka będzie, nie potrafił więc obrać jakiegoś konkretnego kierunku.

- Myślę, że będę miał dla ciebie dowolną ilość czasu - odpowiedział.
- Nie mam tu zbyt wiele do roboty. A zarządzanie tym miejscem jest raczej ułamkiem całego dnia. Głównie spędzam czas w bibliotece, wychodzę na przechadzki z Nefthis, jeżdżę konno wokół jeziora. Książki zabieram na taras, albo do ogrodu. Lato nie jest tutaj długie, więc warto cieszyć się nim jak najczęściej. Jeśli będziesz chciała możemy wybrać się w góry. Albo odwiedzić Vitruvię. Przyznam, że dawno nie miałem żadnego gościa. Nie wiem też za bardzo, czego oczekują ode mnie twoi rodzice. Nie wiem nawet czego oczekują moi - rzekł szczerze.
- Ale - dodał od razu - sądzę, że najlepiej będzie spędzić miło czas, poznać się. Możesz tu odpocząć, odprężyć się. Twoi rodzice mówili o kilku tygodniach, ale jeżeli będziesz chciała zostać dłużej, mogę do nich napisać. Nie zamierzam cię do niczego przymuszać, ani prawić kazań o dobrym wychowaniu. Jeżeli naszym rodzicom chodzi o to bym zmienił cię w kogoś kim nie jesteś. Cóż... Nie zamierza - uśmiechnął się po raz kolejny. Bris uśmiechał się na wiele różnych sposobów. Czasem unosił oba kąciki ust, czasem tylko jeden. Nie raz jego wargi tylko delikatnie się unosiły. Mimika jego twarzy nie była szaleńczo ekspresyjna, ale na jego obliczu dało się zauważyć subtelne zmiany.
Awatar użytkownika
Zoe
Zbłąkana Dusza
Posty: 7
Rejestracja: 7 miesiące temu
Kontakt:

Post autor: Zoe »

        Gdy Zoe nie była czegoś pewna, gdy musiała zmierzyć się z czymś zupełnie nowym, to może nie zawsze zakładała najgorsze, ale sama przed sobą szczyciła się zdrowym rozsądkiem i ostrożnością w entuzjazmie. Nie była pesymistką, wręcz przeciwnie, ale zazwyczaj każda „niespodzianka” okazywała się zwyczajnie przykrym zaskoczeniem, by nie powiedzieć rozczarowaniem. Była jednak młoda i trudno było zabić jej ciekawość świata i nadzieję na coś lepszego za rogiem. Ta wycieczka była więc na równi stresująca, co ekscytująca, gdy elfka planowała w pełni wykorzystać wszystkie szanse, jakie napotka i nie dać się złamać okazjonalnymi niepowodzeniami, w postaci wcześniejszych ustaleń matki.
        Zupełnie jednak się nie spodziewała tak przyjemnego zaskoczenia. Książę był przesympatyczny, a jego zamek i okolica olśniewające! Była tak pozytywnie zdumiona, że kompletnie zapomniała o manierach, włażąc na kolanach na kamienną ławeczkę, byle tylko ułatwić sobie widok na skrzące się w słońcu jezioro. Nie było nikogo, kto by ją upomniał, a nawet pan domu uśmiechał się lekko, i bynajmniej nie w zażenowaniu jej zachowaniem.
        Zoe okręciła się lekko na ławeczce i usiadła w sposób właściwy młodej damie, gdy słuchała pana domu. Było jej miło, że Książę jest gotów poświęcić jej tyle uwagi, zwłaszcza że po samej sobie nie spodziewała się takiej chęci. Tenebris sprawiał jednak dobre wrażenie, a van Doren naprawdę zaczynała się tu czuć mile widziana. O dziwo, nie zmuszana do zachowania obowiązkowych grzeczności, potrafiła sama wyjść z inicjatywą wspólnego spędzania czasu. Czyżby przekorna natura?
        Powstrzymała się od komentarza, że przedstawione przez Księcia życie wydaje jej się wiecznymi wakacjami. Mógłby to źle odebrać. Ale jakże idealnie brzmiały te plany? Zaskakując samą siebie gotowa była towarzyszyć panu domu w każdej z tych czynności, gdzie nigdy nie czuła się przy nikim na tyle swobodnie, by zrelaksować się z książką. Na los, może to woń tego wszechobecnego kwiecia tak uderza do głowy?
        Na ziemię sprowadziło ją nieco dopiero przypomnienie o oczekiwaniach matki. Zoe spoważniała nieco, tylko by powstrzymać bardziej kwaśną minę.
        - Na pewno czegoś… - zaczęła i skończyła w tym samym momencie, kryjąc niezadowolenie w głosie. – Matka pisała do Księżnej, więc myślę, że i Ksi… to znaczy, myślę że możesz również spodziewać się listu, skoro jednak tutaj się zatrzymam – wyjaśniła, w połowie zdania szybko korygując zwrot, by nie urazić gospodarza nadmiernym formalizmem. Prosił, by mówiła mu po imieniu i naprawdę miała zamiar się do tego stosować, jednak lata przyzwyczajeń robiły swoje.
        Zaś bezpośrednie zapewnienie Tenebrisa, że nie zamierza jej wychowywać, było jednocześnie pocieszające i trochę zabawne. Zoe zerknęła gdzieś w bok, starając się to rozbawienie ukryć i zastanawiając się, na ile matka trafiła kulą w płot z tym wyjazdem, a na ile nie spodziewała się, że Księżna wyśle jej córkę do swojego syna, który najwyraźniej zupełnie nie podziela jej zamiłowania do konwenansów. Dziewczyna zaś, jak na młódkę przystało, niemal nosem wyczuwała popuszczone wodze, a jej postanowienia, by zachowywać się nienagannie i nie przysparzać trosk, topniały z każdą chwilą. Nie mogła być jednak bardziej wdzięczna za tę dość odważną deklarację. W końcu od zawsze próbowano ją zmienić, as teraz wprost dawano jej wolną rękę, by po prostu była sobą. Uświadomiła sobie, że zamiast pokory może przybyć jej tylko tupetu.
        - Dziękuję, doceniam to – powiedziała jednak, wstając z ławeczki i zerkając jeszcze raz w stronę jeziora. – A skoro wspominasz o bibliotece… mogę skraść jeszcze chwilę twojego czasu, byś mi pokazał do niej drogę?
Awatar użytkownika
Tenebris
Szukający drogi
Posty: 34
Rejestracja: 4 lat temu
Kontakt:

Post autor: Tenebris »

- Nie mam pojęcia co kierowało moją matką przysyłając cię tutaj, ale uważam, że tak będzie lepiej. Może chciała wysłać cię z dala od miasta i uznała, że tutaj będzie ci lepiej. Albo, że ja spędzam za dużo czasu sam - uśmiechnął się sam do siebie - tak, to prawdopodobne, że mogła wpaść na pomysł, że zdziwaczałem na odludziu i potrzebna mi odmiana - zażartował, ale było w tym sporo prawdy. Siedział tutaj już dość długo i może nie zdziwaczał, ale faktycznie, był samotny. Nie chciał mówić na głos przypuszczenia, że być może jego matka uznała, że wychował swoje dzieci, to i wychowa Zoe. Mówienie jej, że ktoś ma ją za dziecko nie było dobrym pomysłem. Z resztą Bris uważał, że nie powinno się traktować protekcjonalnie osoby, która może i wiekiem jest młoda, ale duszą wcale nie musi. Dlatego, kiedy jego dzieci dorastały, traktował je poważnie. To, że on mia na karku cztery stulecia też nie miało znaczenia. Dla swoich rodziców był młodzieniaszkiem. U elfów czas działał inaczej i nie można było patrzeć na innych przez pryzmat przebytych lat. A poza tym, Tenebris nie zamierzał traktować Zoe, jak swojego dziecka, bo nim nie była. Tylko młodą kobietą, która przyjechała w odwiedziny.

Elf skinął głową, gdy dziewczyna zapytała go o bibliotekę. Jego plany na ten dzień nie były określone, skoro więc chciała odwiedzić bibliotekę, zamierzał pokazać jej bibliotekę. Ruchem ręki wskazał Elizabeth, by ta wróciła z tarasu do komnaty. Zamknął za nimi okno, a potem poprowadził w stronę wyjścia. Pomieszczenia biblioteki znajdowały się z innej strony zamku. Idąc, ciemnowłosy zaplótł ręce na plecach.
- Mam nadzieję, że jak do tej pory, miło znajdujesz mój dom - wspomniał - zamki zazwyczaj są ciemne i ponure, to przygnębiające, zwłaszcza zimą. Dlatego staram się robić wszystko, by odpędzić stąd ciemność - rzekł.
Do biblioteki prowadziły drzwi znacznie większe i cięższe od tych, które można było znaleźć w komnatach. Byli w zamku, nie w małym, szlacheckim dworze, a potężnej budowli, w której wiele elementów musiało wpasować się w styl górskiej twierdzy. Tak oto mahoniowe, wysokie na ponad 3 metry drzwi, o dwóch skrzydłach i złotych klamkach Tenebris otwarł na oścież, wpuszczając do środka młodą elfkę. To nie była biblioteka jaką widywało się w ludzkich pałacach, a raczej miejsce, które widywało się w magicznych akademiach. Wysokie pomieszczenie, którego półki sięgały sufitu i pękały pod nadmiarem książek. Wszystko rzeźbione w drewnie, wszystko idealnie ułożone i skatalogowane. Księgi i tomiszcza ułożone rozmiarem i gatunkiem. Księgozbiór, którego pewnie nie powstydziłoby się nie jedno królestwo. Tenebris poczuł, że to może przytłaczać i postanowił pośpieszyć z wyjaśnieniem.
- Od setek lat moja rodzina kolekcjonuje tutaj księgi. Przywozimy je z różnych zakątków świata, opisujemy i przechowujemy tutaj. To biblioteka nie tylko moja, ale całego rodu. Wszelkie dzieła odziedziczone, książki, których nikt nie chce, zarówno te drogocenne, jak i te, które mają jedynie wartość sentymentalną, jak pamiętniki, wszystkie są tutaj - nie chciał, by Zoe pomyślała, że pokazuje jej tylko te miejsca, które mogą zrobić wrażenie, dlatego uznał, że powinien się wytłumaczyć, choć pewnie nie powinien.
- Tutaj są schody na górę - dodał, gdy weszli w głąb pomieszczenia. Kręcone, drewniane schody prowadziły na piętro biblioteki. - Tam znajdziesz bardziej przytulne miejsce do czytania niż tutaj, na dole - dodał.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Dwór Stella-Floris”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość