Duch nauki.


Miasto Teravis położone w środkowej części Równiny Magenar otoczone jest zewsząd grubym murem, z pomarańczowej cegły. Jako, że z każdej strony narażone jest na najazdy posiada tylko jedną bramę wjazdową strzeżoną dzień i noc przez dziesiątki strażników.

Postprzez Iru » Wt sie 07, 2018 12:49 pm

        Zdaniem Iru był to jeden  z najlepszych dni w jej życiu. Wracała do domu. Do miejsca gdzie się wychowała i gdzie życie było dużo prostsze. Z daleka od kamiennego potwora, murów i sztucznych dylematów stwarzanych przez zbitych w gromadę ludzi. Wolne przestrzenie wokół niej sprawiały, że umysł i ciało szamanki reagowało szybciej, sprawniej i bez wysiłku. Na Bezkresnych Równinach problemy rozwiązywały się same. Nareszcie wszystko stawało się sensowne, logiczne i zgodne z naturą. Na przykład Fioletowa i jej umiejętność latania. Crewil mógł się temu dziwić i snuć wywody na temat rzeczy, które przeczą nauce, ale dla szamanki, unosząca się w powietrzu Melika była po prostu bardziej kompletna. Pełniejsza, o ile można był użyć takiego słowa w stosunku do drobniutkiej istotki. Pyłki powinny fruwać i tyle. Jeśli cokolwiek było tu głupie i niedorzeczne to fakt, że latający powóz zwijał się w kulę zamiast rozkładać szeroko skrzydła, tak aby łapać weń więcej powietrza.
        - Wyglądasz ślicznie – z uśmiechem na twarzy stwierdziła Iru.
        Dziewczyna zachowywała wyjątkowy spokój, tak jakby nie zagrażało im żadne niebezpieczeństwo. Póki co ich balon nie spadał, a raczej delikatnie zsuwał się ku ziemi, prąc przed siebie z dużą prędkością. Z każdą chwilą szamanka coraz wyraźniej widziała źdźbła wysokich traw, pochylających się pod wpływem wiatru. Obraz ten cieszył jej serce. Wszystko było takie jak zapamiętała. Żałowała jedynie, iż w pobliżu nie znajdowało się wielkie stado dzikich koni, które mogłaby pokazać Pyłkowi. Z tej wysokości ów widok byłby zachwycający. Tymczasem Crewil uwijał się w pocie czoła, nieustanie coś skręcając, przesuwając, ustawiając, regulując, a przy tym wydając sprzeczne komendy. Na przykład tą, aby wyrzucić wszystko to co jest zbędne a waży zbyt dużo, czyli inaczej rzecz ujmując pozbyć się dokładnie tych samych przedmiotów, które wcześniej Fioletowa wkładała do bali.
        Początkowo Iru zamierzała protestować, ale po namyśle doszła do wniosku, że być może dla chłopaka jest to jakieś rytualne pożegnanie się  z dawnym życiem. Skoro teraz był wolny, to musiał uznać, że wszystkie te bezużyteczne przedmioty nie będą go ograniczać. Szamanka ochoczo pozbywała się sztuka po sztuce zawartości crewilowych tobołków, tym samym tworząc na ziemi wyraźną wskazówkę dla kobiety, która podążała ich śladem. Ostatnią rzeczą, którą zrobiła było odcięcie liny z nieszczęsnym Feline przywiązanym do jej drugiego końca. Iru pozbyła się balastu w momencie, gdy balon znajdował się kilka staj nad ziemią, także upadając z tej wysokości herold raczej nie powinien wyrządzić sobie krzywdy. A przynajmniej nie większej krzywdy niż wszystkie te, które zdołał doświadczyć dotychczas.
        Wędrująca Miska pędziła przed siebie, bardzo powoli tracąc wysokość, w skutek czego mężczyzna szybko zniknął im z pola widzenia. Patrząc z boku można było odnieść wrażenie, iż przyczepiona do burty drobna Melika jest tu siłą napędową pchającą balon do przodu. A może to wiatr cieszył się z ich szczęścia, dając tym samym upust swojej radości?
        - Trzeba wysiadać – stwierdziła szamanka, nie mogąca się doczekać kiedy wreszcie dotknie swoimi bosymi stopami chłodną, wilgotną glebę. Iru nie znała się na lotnictwie, bardziej intuicyjnie niż naukowo wyczuwając, że sam moment lądowania może być dość twardy. Poza tym kierowała się własną niecierpliwością i doświadczeniem, które podpowiadało jej, aby nie ufać rzeczom zbudowanym przez Crewila. Jego wynalazki miały tą wspólną cechę, że zwykle nie posiadały hamulców albo też te w nich nie działały. Szybko ocena sytuacji pozwoliła dziewczynie stwierdzić, że o ile Fioletowa raczej poradzi sobie sama to, chłopakowi trzeba będzie pomóc.
        - Chodź – stwierdziła, po czym ignorując protesty wynalazcy spróbowała usadowić go na grzbiecie Skoczka. – Nie bój się „ile koń ma nóg oczy”. Trzymaj się grzywy, a wszystko będzie dobrze. Dacie radę. Skoczek nie bez powodu posiada swoje imię.
Avatar użytkownika
Iru
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Feyla, Ilia, Winka, Nurdin, Bluen, Awel, Groszek, Nyllef, Escrim,
Rasa: Człowiek
Aura: Aura odziana w blask młodości, powoli, ale uparcie rozwija swoją siłę, starając się zalać umysł czytelnika barachitowym bezkresem doznań o surowej naturze. Czysta, obsydianowa poświata wypełnia dostępne przestrzenie, wykorzystując swą giętkość, by wić się pomiędzy cynowymi skałami, o naturalnie twardej strukturze i szorstkiej powierzchni. Ostry zapach stepu, wiatru i ludzkiej skóry kłuje w nozdrza, a tajemniczo rozkołysana trawa lepi się niemiłosiernie do bosych stóp, nie dając uciec zbyt szybko od rozlegającego się w okół, przejmującego zawodzenia upiorów. Na koniec zaś dobitnie gorzki i łagodny smak wypełnia usta wędrowca, by tym sposobem uczciwie go pożegnać i zakończyć to krótkie, ale jakże owocne spotkanie.
Wygląd: Szamanka jest wysoka i smukła. Jej wygląd przykuwa uwagę, od razu sugerując odbiorcy iż ten ma do czynienia z osobą której droga biegnie daleko od cywilizacji. Skóra dziewczyny jest ciemniejsza niż u większości mieszkańców kontynentu. Długie czarne włosy, przyozdobione ptasimi piórami, okalają owalną twarz pokrytą charakterystycznym czerwoną farbą wokół oczu. Mina Tifcane ... (Więcej)

Postprzez Mel » Wt sie 28, 2018 5:05 pm

        Kobieta w czerni bez słowa pędziła konno wzdłuż szlaku najróżniejszych przedmiotów wyrzucanych z balonu. Nie powiedziała nic gdy wśród nich dojrzała zestaw bezcennych śrubokrętów Crewila, mosiężną kulę zabezpieczoną kłódką czy lekko naddarty, kobiecy gorset (używany zapewne do celów naukowych!). Jej brew powędrowała lekko w górę, lecz był to jedyny przejaw emocji malujących się na pięknej i niepokojąco drapieżnej twarzy. Wykonywała już dla Protektora dziwniejsze zadania, a śledzenie grupy dzieciaków po “okruszkach” uprzejmie zostawianych dla niej na drodze na pewno nie należało do tych najbardziej nietypowych czy niebezpiecznych. Och, nie miała złudzeń, że dzieci nie zdawały sobie sprawy z jej obecności. Jeszcze przez jakiś czas zamierzała utrzymać je w tym stanie.

        Melika kiwnęła głową w odpowiedzi na komplement i wywinęła kolejnego kozła w powietrzu. Zerknęła w dół, a widząc odciętego Felina, lecącego bezładnie w stronę ziemi, wzięła sprawy w swoje ręce. Może nie lubiła tego typka, ale mimo wszystko nie chciała żeby za mocno się potłukł. Wydęła fioletowe policzki i dmuchnęła lekko, a wir powietrza osadził go delikatnie na ziemi. Na tyle delikatnie by nie zafundować mu żadnych nowych urazów, jednak wystarczająco stanowczo, żeby mężczyzna przez jakiś czas odczuwał niechęć do latania.

        Kobieta zatrzymała się nad nieprzytomnym heroldem i skrzywiła z niechęcią krwistoczerwone wargi. Lord nie powinien dobierać sobie ludzi wśród takich nieudaczników jak Feline, a już z całą pewnością nie powinien zlecać im bardziej znaczących zadań. Dobrze, że ten przebiegły skąpiec miał przynajmniej tyle oleju w głowie, żeby do obserwacji i... skierowania młodego wynalazcy na właściwe tory wynająć zawodowca. Ją. Splunęła na ziemię obok mężczyzny i popędziła konia. Nie zamierzała tracić celu z oczu, a znikający za linią horyzontu balon mógł stwarzać takie ryzyko. Co prawda młody Rudhof z całą pewnością poruszał się w dziczy jak słoń w składzie porcelany, ale towarzyszyła mu ta czarnowłosa dzikuska, która najpewniej dobrze znała okoliczne tereny. Należało zachować czujność.

        Tymczasem balon pędził coraz szybciej ku ziemi, tak jakby nie mógł oprzeć się jej urzekającemu, zielonemu pięknu. Melika przez chwilę obserwowała Skoczka, który potężnym susem, z wrzeszczącym Crewilem na grzbiecie wybił się w powietrze. Jego grzywa uniosła się majestatycznie, a mięśnie napięły, tak jakby faktycznie zamierzał polecieć. “Brakuje mu tylko skrzydeł", pomyślała, uśmiechając się lekko, “Wtedy mógłby być pegazem!”.
        Szybko jednak z powrotem skierowała swoją uwagę na balon, który z głośnym hukiem uderzył o ziemię. Przedziurawiona czasza z jękliwym sykiem opadła w dół, a dziewczynka złapała w medalion świst powietrza i furkot materiału. Coś mówiło jej, że tam gdzie zmierzają, taki dziwny odgłos może się jeszcze przydać. Balia zgniotła swym ciężarem długie, zielone źdźbła trawy i w końcu zatrzymała się, jakby w zamyśleniu nad tym, czy wypada jej teraz wybuchnąć. Coś skwierczało pod spodem.
Avatar użytkownika
Mel
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Vestra, Hashira, Yva, Fobos, Bjornolf, Deidre, Sapphire, Nick, Vera, Barabasz,
Rasa: maie powietrza
Aura: Jest to w pełni ukształtowana i dorosła aura, choć może cię to nieco zszokować. Lotna i lekka niczym powietrze w swej czystej postaci, niesie ze sobą woń wiosennego kwiecia i ciepłego wiatru. W ten właśnie sposób otoczy cię całą sobą, wywołując przyjemny nastrój i uczucia, dopiero po chwili skupiając się w sobie, by nabrać bardziej wyrazistych kształtów. Wśród zmysłowych szeptów, krążących wokół wyczujesz namacalną miękkość. Delikatne grzmoty rozlegające się gdzieś w tle dadzą znać o nieco ostrawych aspektach. Od razu jednak wiesz, że jej brzmienia są przyjazne, niezależnie czy trafisz na aksamitnie gładkie połacie, czy trafi się jakiś delikatnie sztywny fragment emanacji. Aura wciąż powoli będzie się zagęszczać wesoło nabierając barwy barachitu urozmaiconego radosną cyną. Połysk szafiru pojawi się jako ostatni, wraz z lepkością przylegającą do twoich ust, która nabierze przyjemnie kwaśnego smaku doprawionego subtelną pikanterią.
Wygląd: Melika pojawiła się na ziemi pod postacią drobnej, niziutkiej dziewczynki o fioletowej skórze. Jej delikatne ręce i nogi wydają się tak kruche, że mogłyby się połamać od samego patrzenia. Na szczęście nie jest aż tak źle i dotąd duszek nie doznał jeszcze żadnych urazów. Jej figura jest dosyć dziecięca, ukryta w prostej, różowej bluzeczce i brązowych spodniach, które ... (Więcej)
Uwagi: melika (łac. melica; gr. melikos - śpiewny, melodyczny)

Postprzez Crewil » Pt sie 31, 2018 11:15 am

        Crewil był przerażony. Lubił konie, pod warunkiem, że były to konie mechaniczne. Żywe zwierzęta starał się omijać szerokim łukiem, chociaż pewnego razu, widząc że Iru do jazdy na Skoczku nie wykorzystuje siodła, postanowił zaradzić temu ewidentnemu zaniedbaniu, projektując dla dziewczyny najbardziej zmyślne siedzisko jakie widziała ludzkość. Z profilowanym oparciem, sprężynami amortyzującymi wstrząsy, obiciem, które się nie wyciera wskutek użytkowania, komfortowym wypełnieniem, a nawet drabinką do łatwego wsiadania i schodzenia. Niestety wszystko to zostało w jego domu. Nigdy zresztą nie będąc użytym, przegrywając rywalizację ze zwykłym starym kocem. Powyższe zdarzenie jedynie potwierdzało teorię wynalazcy, mówiącą o tym, że na Bezkresnych Równinach czeka ich rychła śmierć. A on będzie tym, którego kostucha dopadnie pierwsza.
        Chłopak przeczuwał, że będzie źle, jednak nie miał ani chwili czasu by przygotować się na czekające go niespodzianki. Zresztą gdyby dać mu i kilka dni, nie wiedziałby co robić. Gdy tylko Skoczek dał susa do przodu, ciało Rudhofa zachowało się tak jakby zostało w miejscu, zapominając zarówno o koniu, jak i o tym, że w swoich dłoniach trzyma lejce. A potem zaczęła działać czysta fizyka. Chłopakiem nagle gwałtownie szarpnęło, chwilę później jego nos zaliczył bolesny kontakt z grzbietem wierzchowca, stopy znalazły się gdzieś daleko za ogonem, a całe ciało przyjęło pozycję, której pozazdrościłby mu niejeden mnich, latami pracujący nad elastycznością kończyn. Za to Crewilowi nie było do śmiechu. Jakimś cudem w układzie koń–jeździec, wynalazca wciąż znajdował się na górze. Sam Skoczek również wydawał się tym zaskoczony, odwracając swój łeb, z wymalowanym na chrapach pytaniem „co ty tu jeszcze robisz?”. Na szczęście koń doskonale wiedział jak zachować się w podobnych sytuacjach. Energicznie podrzucił swój zad, odsyłając Crewila tam gdzie jego miejsce.
        Wynalazca wiedział, że zginie, ale w najgorszym scenariuszu nie przypuszczał, że przed tym przyjdzie mu tak cierpieć. Najwyraźniej zrządzenie losu miało dla niego przygotowanych znacznie więcej atrakcji, jako że i z tego upadku pozwoliło mu wyjść w jednym kawałku. Zresztą ból, nawet ten najbardziej dotkliwy, nie był czymś co mogło złamać Rudhofa. Za to blokada twórcza brzmiała niczym najgorsza z tortur.
        Powoli podnosząc się z ziemi, Crewil z trwogą rozejrzał się wokół siebie. Z prawej strony miał trawę, rozciągającą się aż po horyzont. Po lewej również trawa, zadawało się, że w jeszcze większej ilości. Tuż za nim stał Skoczek, beztrosko konsumując roślinę, której wynalazca bał się nawet nazwać. Chłopak nie wierzył w istnienie piekielnych otchłani, ale jeśli rzeczywiście jest gdzieś w świecie miejsce, w które odsyła się potępione dusze, to musi być one równie monotonne jak to, w którym właśnie się znalazł. Nawet najbardziej błyskotliwy umysł może czuć się pokonany gdy do dyspozycji ma tylko zielsko.
        - Już po nas – na głos powiedział Crewil. Dopiero teraz uświadomił sobie jak wielkim błędem było wyrzucenie z balonu wszystkiego co nie przypominało trawy. Nawet szczątki jego powietrznego statku, zamiast wybuchnąć jak na porządny wynalazek przystało, jedynie tliły się żałośnie, pogrążone w depresji.
Avatar użytkownika
Crewil
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Sjans,
Rasa: Człowiek
Aura: Młoda aura może i nie szczyci się siłą, ale połyskuje zaczepnie, niemo dopominając się o uwagę. Pyszni się złocistymi refleksami i kusi miękkością wcale nie sztywnych materiałów o chropowatych i gładkich fakturach. Jest przy tym nieco sucha, a ostrymi krawędziami daje znać, że nie z nią byle numery! Choć tonąc w głębokiej miedzi zdarza jej się przeoczyć pewne oczywistości. Pomaga sobie jednak rtęciową bystrością, a turmalinowa i szmaragdowa poświata stale kłócą się o to, która kiedy ma podejmować wiążące decyzje. Ich pikantny posmak oraz gorycz zmieszana ze słodyczą sugerują, że bardzo różnie bywa, zaś unoszący się wokół zapach farb i narzędzi - że i tak mają jeden, wspólny cel, do którego ramię w ramię dążą.
Wygląd: Crewil to młody, groteskowo wyglądający chłopak, w przypadku którego proces dojrzewania ciała wyraźnie nie nadąża za wiekiem i rozwojem umysłu. Niewielki wzrost i patyczkowata, nieproporcjonalna sylwetka, sugeruje obserwatorowi że ma do czynienia z dzieciakiem, a nie młodzieńcem lada chwila mającym stać się mężczyzną. Młody wynalazca niewiele sobie z tego robi, jako że ... (Więcej)

Postprzez Iru » Pt wrz 14, 2018 11:34 am

        Iru nie posiadała się ze szczęścia. Rozpierało ją poczucie wolności. Dopiero teraz uświadomiła sobie jak bardzo tęskniła za Bezkresnymi Równinami. Ciągnące się w nieskończoność przebywanie w trzewiach „murowanej bestii” sprawiło, iż szamanka zapomniała jakim cudownymi doznaniami są zapach traw, ciepło promieni słonecznych padających na jej twarz, czy też niczym nie zmącony widok tysięcy gatunków kwiatów, ciągnący się po horyzont. Przepełniona radością dziewczyna postanowiła najpierw porządnie wytarzać się wśród roślin, po to by całość popisów zakończyć nakreśleniem na ziemi idealnego orła, odciśniętego przy pomocy ruchów kończyn.
        - Nareszcie! Spójrz Pyłku, tu jest po prostu fan-ta-sty-cznie! To najlepszy dzień w moim życiu! - krzyczała Iru, podkreślając swoje myśli donośnym „Juuuupi.”
        Skoczek również manifestował swoje zadowolenie, ochoczo kłusując wokół swojej pani i jej pomocników. Koń nie mógł się doczekać kiedy to dane będzie mu popędzić w pełnym cwale prosto przed siebie. Jedynie Crewil wyglądał na nieco przybitego. Iru nie przejmowała się tym za bardzo. Zdawała sobie sprawę, że musi minąć kilka dni, zanim skóra chłopaka przybierze bardziej zdrowych kolorów, a jego serce przepełni się energią. Najważniejsze, że w przypadku wynalazcy proces zdrowienia już się już rozpoczął.
        - O nic się nie martw, wszystko wam pokażę - zapewniała szamanka. – Stada dzikich koni, olbrzymiego stepowego bawoła, gorące źródła, słońce kryjące się za horyzontem, psotną chichotkę po nadepnięciu której w powietrze wzbija się barwny pył zmieniający usposobienie nawet największego ponuraka, piaskowe burze, mgły, tęcze czy drzewa mądrości, a przede wszystkim obozowiska mojego plemienia. Wszystko co tylko sobie zamarzysz. Jeśli chcesz, nauczę cię też polowania i orientacji w terenie.
        Powrót w rodzinne strony wywołał u Iru nie tylko olbrzymi entuzjazm, w wyniku którego miała ochotę chwycić w swoje palce kąciki ust Crewila i podnieść je ku górze, tak aby przez chwilę i chłopak pozostał uśmiechnięty, ale co ważniejsze niemal automatycznie wyczuliły się wszystkie zmysły szamanki, na nowo przestawiając się w tryb przetrwania. Świeże powietrze sprawiło, że cały organizm dziewczyny funkcjonował szybciej, a nagromadzona w nim energia musiała znaleźć jakieś ujście, między innymi dlatego Iru miała ochotę tańczyć, skakać i krzyczeć z radości, pozostając jednocześnie wyczuloną na każde ewentualne niebezpieczeństwo. Dlatego tez po chwili namysłu spytała wynalazcę.
        - Możemy ruszać już teraz, ale jeśli chcesz możemy też poczekać na jeźdźca galopującego za nami. Tego o tam. – Iru wskazała kierunek, z którego dojrzała nieznajomą. Ścigająca ich kobieta na chwilę się zatrzymała, tak jakby próbowała ustalić właściwą drogę. Teraz gdy nie miała przed sobą wskazówki w postaci unoszącego się balonu, musiała kierować się przedmiotami wyrzuconymi na ziemię, a te dość często ginęły w wysokiej trawie.
        - Mogę po niego pojechać albo Pyłek poleci i tutaj zaprosi. A ty w tym czasie może … hmmm podziwiaj widoki – zaproponowała Iru.
Avatar użytkownika
Iru
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Feyla, Ilia, Winka, Nurdin, Bluen, Awel, Groszek, Nyllef, Escrim,
Rasa: Człowiek
Aura: Aura odziana w blask młodości, powoli, ale uparcie rozwija swoją siłę, starając się zalać umysł czytelnika barachitowym bezkresem doznań o surowej naturze. Czysta, obsydianowa poświata wypełnia dostępne przestrzenie, wykorzystując swą giętkość, by wić się pomiędzy cynowymi skałami, o naturalnie twardej strukturze i szorstkiej powierzchni. Ostry zapach stepu, wiatru i ludzkiej skóry kłuje w nozdrza, a tajemniczo rozkołysana trawa lepi się niemiłosiernie do bosych stóp, nie dając uciec zbyt szybko od rozlegającego się w okół, przejmującego zawodzenia upiorów. Na koniec zaś dobitnie gorzki i łagodny smak wypełnia usta wędrowca, by tym sposobem uczciwie go pożegnać i zakończyć to krótkie, ale jakże owocne spotkanie.
Wygląd: Szamanka jest wysoka i smukła. Jej wygląd przykuwa uwagę, od razu sugerując odbiorcy iż ten ma do czynienia z osobą której droga biegnie daleko od cywilizacji. Skóra dziewczyny jest ciemniejsza niż u większości mieszkańców kontynentu. Długie czarne włosy, przyozdobione ptasimi piórami, okalają owalną twarz pokrytą charakterystycznym czerwoną farbą wokół oczu. Mina Tifcane ... (Więcej)

Postprzez Mel » Pn wrz 17, 2018 9:23 pm

        Melika słuchała w zachwycie rzeczy wymienianych przez Iru, nie mogąc się już doczekać, kiedy je zobaczy. Olbrzymi bawół, chichotka, drzewa mądrości! Niemal widziała je oczyma wyobraźni, choć nie miała pojęcia jak wyglądają. Nie przeszkodziło jej to pogrążyć się w marzeniach o miejscach dziwnych, magicznych i tajemniczych. Dołączenie do tej śmiesznej pary było najlepszą decyzją, jaką ostatnio podjęła! Ciekawe czy drzewa mądrości są równie ładne co świetliki, które widziała, gdy poznała krasulę Urzaklabinę? Chciała zapytać o to szamankę, jednak jej propozycja jeszcze bardziej ją zaintrygowała.
- Chciałabym się nauczyć orientancji w terenie - powiedziała pogodnie, przysuwając się do ciemnowłosej dziewczyny. Skoczek brykał radośnie dookoła, rozkoszując się rozciągającą się jak okiem sięgnąć, soczyście zieloną trawą. Fioletowa z przyjemnością łapała w dłonie te źdźbła, które sięgały jej pasa, napawając się ich przyjemną, ciepłą fakturą.
        Gdy Iru wspomniała o jeźdźcu, maie odruchowo podążyła za jej spojrzeniem, dostrzegając kobietę na odległym wzgórzu. Wyglądała niczym kropla atramentu upuszczona na morze traw. Jej czerń zdawała się zasysać otaczające ją kolory, na wzór czarnej dziury w źrenicy Prasmoka. Dziewczynka przekrzywiła głowę i zaintrygowana przyglądała się nieznajomej. Z tej odległości nie mogła widzieć wyrazu jej twarzy, lecz gdyby go dostrzegła, ujrzałaby jak czerwone usta wykrzywia grymas złości, a kobieta przeklina do siebie:
- Do diabła pederasty i siedmiu nierządnic! Wiedziałam, że ta czarna sprawi mi kłopoty. Zauważyła mnie… Cóż, dzieci! - Jej głos zmienił się z zimnego i nieprzyjemnego, w melodyjny i miły. - Ciocia Eris przyszła w odwiedziny!
Popędziła konia, kierując się bezpośrednio w stronę gromadki i wraku rozbitego balonu. Zaraz Rudhof zorientuje się, że go namierzyła i zacznie w panice uciekać. Jeśli chciała dołączyć do ich ekspedycji, musi to zrobić teraz. Zamierzała rozegrać to tak, by dzieciaki nie wiedziały, że ma je zlikwidować, jeśli nie będą szukać kamienia. Przynajmniej na razie.
- Kto to jest? - zapytała Mel. Nie bała się nieznajomej, nie zrozumiała bowiem gróźb Lorda Protektora. W jej pamięci kołatał się za to fakt, że mają coś znaleźć w tym przepięknym morzu traw.
- Jak możemy ci pomóc w poszukiwaniach? - zapytała załamanego Crewila, wykazując się wyjątkowo dużą (jak na siebie) trzeźwością umysłu.
- Nie martw się. Razem sobie poradzimy.
Uśmiechnęła się miło i wyciągnęła rękę, powodując że pyłki z wystających tu i ówdzie kłosów uniosły się w górę, tworząc wokół niej złotą spiralę. Dmuchnęła w stronę chłopaka, chcąc go rozweselić, a efekt był taki, że złoto osiadło na ciemnych włosach i piegowatych policzkach.
- Wyglądasz uroczo - oznajmiła zadowolona z siebie i wróciła do obserwacji nieznajomej. Dostrzegała coraz więcej detali - czarny, obcisły strój jeździecki, bardzo blade dłonie, burzę czarnych włosów i czerwone usta. Pędziła na czarnym koniu, równie niepokojącym jak ona sama, oczywiście gdyby maie znała pojęcie niepokoju.
Avatar użytkownika
Mel
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Vestra, Hashira, Yva, Fobos, Bjornolf, Deidre, Sapphire, Nick, Vera, Barabasz,
Rasa: maie powietrza
Aura: Jest to w pełni ukształtowana i dorosła aura, choć może cię to nieco zszokować. Lotna i lekka niczym powietrze w swej czystej postaci, niesie ze sobą woń wiosennego kwiecia i ciepłego wiatru. W ten właśnie sposób otoczy cię całą sobą, wywołując przyjemny nastrój i uczucia, dopiero po chwili skupiając się w sobie, by nabrać bardziej wyrazistych kształtów. Wśród zmysłowych szeptów, krążących wokół wyczujesz namacalną miękkość. Delikatne grzmoty rozlegające się gdzieś w tle dadzą znać o nieco ostrawych aspektach. Od razu jednak wiesz, że jej brzmienia są przyjazne, niezależnie czy trafisz na aksamitnie gładkie połacie, czy trafi się jakiś delikatnie sztywny fragment emanacji. Aura wciąż powoli będzie się zagęszczać wesoło nabierając barwy barachitu urozmaiconego radosną cyną. Połysk szafiru pojawi się jako ostatni, wraz z lepkością przylegającą do twoich ust, która nabierze przyjemnie kwaśnego smaku doprawionego subtelną pikanterią.
Wygląd: Melika pojawiła się na ziemi pod postacią drobnej, niziutkiej dziewczynki o fioletowej skórze. Jej delikatne ręce i nogi wydają się tak kruche, że mogłyby się połamać od samego patrzenia. Na szczęście nie jest aż tak źle i dotąd duszek nie doznał jeszcze żadnych urazów. Jej figura jest dosyć dziecięca, ukryta w prostej, różowej bluzeczce i brązowych spodniach, które ... (Więcej)
Uwagi: melika (łac. melica; gr. melikos - śpiewny, melodyczny)

Postprzez Crewil » Cz wrz 20, 2018 11:07 pm

        Crewil postanowił walczyć z ogarniającą go depresją. Wszędzie gdzie spojrzał widział czekające na niego zagrożenie. Był przekonany, że jeśli nie zabije go monotonia, trawy, palące słońce, brak wody, głód, trawy, drapieżniki, bezlitosne plemiona tubylców, jeszcze więcej traw, czy sięgające po niego macki rozwścieczonego Lorda Protektora, to zrobią to naiwne uśmiechy towarzyszących mu dziewcząt. Z drugiej strony był przecież mężczyzną. Powinien wziąć się w garść. To na jego barkach spoczywał teraz los całej wyprawy. Co więcej był również człowiekiem nauki, a to właśnie nauka stanowiła fundament zdolny poskromić siły natury. Wynalazca uznał, że najlepiej zrobi, jeśli niesprzyjające warunki początkowe potraktuje jako wyzwanie. A on przecież uwielbiał wyzwania. I jak do tej pory zawsze dawał sobie z nimi radę.
        - Przestań! – powiedział do chichoczącej Iru, a chwilę później zwrócił się również do Mel. – A ty tym bardziej przestań. Musimy się skupić. Sytuacja nie jest łatwa, ale no ten... potrafię wyobrazić sobie gorsze.
        Przede wszystkim musieli ustalić gdzie się znajdują. Wcześniejsze przygotowania do podróży, poparte wielogodzinnymi obliczeniami i symulacjami, pozwoliły Crewilowi ustalić co też powinno się znaleźć w tak zwanym plecaku przetrwania. I z całą pewnością było tam miejsce na mapę i kompas. Problem w tym, czy w samym balonie było miejsce dla jego plecaka?
        - Nauka poparta doświadczeniem pozwoliła przygotować cały podręcznik na temat tego jak radzić siebie w podobnych sytuacjach. Dlatego właśnie od tej chwili zarządzam, iż będziemy się go trzymali, realizując wytyczne krok po kroku. Aż w końcu odniesiemy sukces – oświadczył wynalazca. – A zaczniemy od tego, iż przestaniecie bujać w obłokach i zejdziecie na ziemię. Nic tam nie ma. To tylko wytwór waszej wyobraźni. Gorące powietrze faluje pod wpływem trawy uginającej się w skutek wiatru, a owe zawirowania mogą powodować wszelkiego rodzaju omamy. A teraz pytanie, czy któraś z was widziała taką opasłą księgę z mapą kontynentu na okładce…
        Pomimo przekonania co do własnych racji, Crewil co jakiś czas spoglądał w kierunku, który Iru i Pyłek pokazywały sobie palcami. I nagle zwątpił. Jego „zwidy” najwyraźniej pędziły im na spotkanie, a co gorsza, im dłużej im się przyglądał, tym bardziej materializowały się w postaci dobrze mu znanej kobiety. Właściwie to nikt w Teravis nie miał pojęcia jak ona nazywa się naprawdę, ale wszyscy wiedzieli co oznacza pojawienie się jej w pobliżu. Wynalazca spanikował.
        - Na ścięte gwinty i zatartą przekładnię, tylko nie to. Szybko na ziemię, chować się. – Chłopak najpierw położył dłoń w głowie Pyłka, gestem nakazując jej ukryć się w wysokiej trawie, a za chwilę próbował uczynić to samo z szamanką. W chwili obecnej nawet kompas przestał być ważny. Jeżeli czarna dama była przed nimi, to znaczy, że czym prędzej powinni udać się w przeciwnym kierunku. Najlepiej na czworakach, aby uniknąć ewentualnego odkrycia – w tej chwili Crewil naprawdę wierzył, że ma najbystrzejszy wzrok z wszystkich i dostrzegł Eris na długo przed tym nim sam został zauważonym. Trzymał się desperacko tego przekonania, do czasu aż wyraźnie usłyszał tętent końskich kopyt i miękki głos tuż za swoimi plecami.
        - Mogłabym spytać cóż takiego pan wyprawia, panie Rudhof?
        - Eee ja tego… no bo właśnie… – Dodatkowym problemem wynalazcy był fakt, że dziewczyna mu się podobała, nawet jeśli samo spoglądanie na jej wdzięki wiązało się z poważnym niebezpieczeństwem. Ale skoro i tak miał umrzeć, to może przynajmniej wybierze najprzyjemniejszą wersję swojego końca? Przełamując skrępowanie, Crewil w końcu wydukał. – Okulary, gdzieś musiały mi upaść w czasie lądowania.
        - Masz je na głowie…
        - O ja cię… faktycznie. Dziękuję bardzo za pomoc. Przejechała pani szmat drogi, aby udzielić mi tej jakże cennej wskazówki. Jestem dozgonnie wdzięczny. – Wynalazca skłonił się zgodnie z etykietą, nawet przez chwilę nie zastanawiając się, że jego tłumaczenie może zostać uznane za prowokację.
Avatar użytkownika
Crewil
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Sjans,
Rasa: Człowiek
Aura: Młoda aura może i nie szczyci się siłą, ale połyskuje zaczepnie, niemo dopominając się o uwagę. Pyszni się złocistymi refleksami i kusi miękkością wcale nie sztywnych materiałów o chropowatych i gładkich fakturach. Jest przy tym nieco sucha, a ostrymi krawędziami daje znać, że nie z nią byle numery! Choć tonąc w głębokiej miedzi zdarza jej się przeoczyć pewne oczywistości. Pomaga sobie jednak rtęciową bystrością, a turmalinowa i szmaragdowa poświata stale kłócą się o to, która kiedy ma podejmować wiążące decyzje. Ich pikantny posmak oraz gorycz zmieszana ze słodyczą sugerują, że bardzo różnie bywa, zaś unoszący się wokół zapach farb i narzędzi - że i tak mają jeden, wspólny cel, do którego ramię w ramię dążą.
Wygląd: Crewil to młody, groteskowo wyglądający chłopak, w przypadku którego proces dojrzewania ciała wyraźnie nie nadąża za wiekiem i rozwojem umysłu. Niewielki wzrost i patyczkowata, nieproporcjonalna sylwetka, sugeruje obserwatorowi że ma do czynienia z dzieciakiem, a nie młodzieńcem lada chwila mającym stać się mężczyzną. Młody wynalazca niewiele sobie z tego robi, jako że ... (Więcej)

Postprzez Iru » Cz wrz 27, 2018 1:06 pm

        W swojej wewnętrznej, dramatycznej ocenie sytuacji, Crewil mógł czuć się pożartym przez ogrom Bezkresnych Równin, jednak rzeczywistość była taka, że chłopak i jego drużyna znajdowali się zaledwie na obrzeżach wspomnianej krainy. Z miejsca, w którym rozbił się balon, wystarczyło pół dnia galopu na grzbiecie Skoczka, by znów ujrzeć przed sobą wysokie mury Teravis. Oczywiście z różnych względów, żadne z nich nie brało pod uwagę podróży w tą stronę. Tymczasem droga w przeciwnym kierunku dla jednych stanowiła źródło najgorszych koszmarów, dla innych prawdziwe wyzwanie i okazje do udowodnienia swojej wartości, nawet w tak beznadziejnej misji, a dla wszystkich pozostałych, szansę na przeżycie fantastycznej przygody.  
        Morze traw spowite było magią, która sprawiała, iż żaden kompas nie pracował tu jak należy. Ci, którzy próbowali wytyczyć przez nie szlak w linii prostej, szybko zaczęli kreślić łuki, zataczać pętle, a w skrajnych przypadkach, po miesięcznej wyczerpującej wędrówce, ku swojemu zaskoczeniu przekonywali się, iż są w miejscu, z którego rozpoczynali podróż. Dodatkową trudność stanowiły tu zwyczaje miejscowych plemion, pieczołowicie zbierających wszystko co nadawało się do rozpalenia ogniska, począwszy od znaków informacyjnych, poprzez porzucone powozy, a na „Wędrujących Miskach” kończąc.
        Inną praktyką, której Iru bezwzględnie postanowiła się trzymać, była obowiązkowa wymiana uprzejmości z każdym napotkanym podróżnym. Być może w mieście gdzie mieszkańcy bez przerwy wpadali na siebie, z czasem celowo zaczęto się ignorować, ale w miejscach gdzie widok obcej twarzy trafiał się raz na kilka dni, ludzie mieli dla siebie znacznie więcej czasu. Z tego powodu zamiast posłuchać rady Crewila, szamanka wstała i zaczęła machać w kierunku nadjeżdżającej kobiety, tak aby ułatwić tamtej obranie właściwej drogi. Dziewczyna szybko upewniła się co do słuszności swojego wyboru. Odziana w czerń podróżniczka okazała się być znajomą wynalazcy, a dodatkowo wyszło na to, że szukała ich po to by wyruszyć z nimi na wspólną misję. Poza tym Iru szybko uznała nieznajomą za sympatyczną, w typowy dla siebie sposób ignorując ostry i rozkazujący ton głosu swojej rozmówczyni.
        - Polecono wam czekać na mnie w mieście – oskarżycielsko zauważyła Eris. – Ale najwyraźniej nie wszyscy z was rozumieją co znaczą zasady uczciwej współpracy.
        - Wędrująca Miska nie mogła się doczekać kiedy wreszcie wyrwie się na wolność. I tak jakoś wyszło, że porwała nas wszystkich bez uprzedzenia – wyjaśniła Iru.
        - Kto taki?
        Szamanka wskazała na szczątki balonu, tym samym utwierdzając Eris w przekonaniu, że grupa dzieciaków stroi sobie z niej żarty. Kobieta miała zamiar dać im porządną nauczkę, jednak nie dane jej było dojść do słowa, ponieważ zaintrygowany obecnością przedstawicielki własnej rasy, Skoczek postanowił bliżej przyjrzeć się nowej towarzyszce, a że jednocześnie czarna klacz wykazywała się wyjątkową awersją na działanie wszelkiej maści amantów, nieznajoma miała co robić, aby utrzymać swojego rumaka w ryzach, samej nie spadając przy tym z siodła.  
        - Możesz go zabrać? – poleciła podwładna Lorda Protektora.
        - Skoczek, co ty wyprawiasz? Kompromitujesz nas w oczach tej miłej pani. No chodź tu – próbowała załagodzić sprawę Iru, ale efekt jej starań był taki, że tak jak jej ogier ganiał za klaczą, tak ona mogła jedynie ścigać koński ogon.
        - Nie nauczono cię panować nad własnym rumakiem? – irytowała się Eris.
        - To mój przyjaciel. O żadnym panowaniu nie ma miedzy mami mowy. – Tym razem to Iru nie kryła oburzenia.
        - Mniejsza z tym. Chciałabym usłyszeć cóż takiego planujecie gdy wasz latający wehikuł zamienił się w stertę trocin? – spytała kobieta, cały czas starając się utrzymać wierzchowca w takiej pozycji by móc swobodnie patrzeć na swoich rozmówców.
Avatar użytkownika
Iru
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Feyla, Ilia, Winka, Nurdin, Bluen, Awel, Groszek, Nyllef, Escrim,
Rasa: Człowiek
Aura: Aura odziana w blask młodości, powoli, ale uparcie rozwija swoją siłę, starając się zalać umysł czytelnika barachitowym bezkresem doznań o surowej naturze. Czysta, obsydianowa poświata wypełnia dostępne przestrzenie, wykorzystując swą giętkość, by wić się pomiędzy cynowymi skałami, o naturalnie twardej strukturze i szorstkiej powierzchni. Ostry zapach stepu, wiatru i ludzkiej skóry kłuje w nozdrza, a tajemniczo rozkołysana trawa lepi się niemiłosiernie do bosych stóp, nie dając uciec zbyt szybko od rozlegającego się w okół, przejmującego zawodzenia upiorów. Na koniec zaś dobitnie gorzki i łagodny smak wypełnia usta wędrowca, by tym sposobem uczciwie go pożegnać i zakończyć to krótkie, ale jakże owocne spotkanie.
Wygląd: Szamanka jest wysoka i smukła. Jej wygląd przykuwa uwagę, od razu sugerując odbiorcy iż ten ma do czynienia z osobą której droga biegnie daleko od cywilizacji. Skóra dziewczyny jest ciemniejsza niż u większości mieszkańców kontynentu. Długie czarne włosy, przyozdobione ptasimi piórami, okalają owalną twarz pokrytą charakterystycznym czerwoną farbą wokół oczu. Mina Tifcane ... (Więcej)

Postprzez Mel » Pt paź 12, 2018 10:20 am

        Dziewczynka była przekonana, że Crewil nie ma racji. Widziała kobietę bardzo dobrze, a to czy była zjawą, czy człowiekiem z krwi i kości, było sprawą drugorzędną. Z sympatii do przyjaciela, którego jej wybryk z pyłkiem ewidentnie nie rozbawił, nie wyraziła jednak głośno swoich obiekcji i grzecznie pokiwała głową.
        Gdy Crewil w końcu dostrzegł Eris, pędzącą w ich stronę z rozwianymi, czarnymi włosami i twarzą bladą niczym śmierć, próbował ukryć ich w wysokiej trawie. Maie kucnęła i czekała cichutko, nie będąc pewną dlaczego powinni się chować. Czy nie było to niegrzeczne wobec nadjeżdżającej pani? W przypływie wyjątkowego konformizmu postanowiła wypełnić polecenie przyjaciela i skuliła się za dużą skałą, zerkając ciekawie na rozwój wydarzeń.
        Jednym uchem słuchała rozmowy Eris z Iru, obserwując jednocześnie krajobraz. Za nimi znajdowało się miasto, w oddali majaczyły częściowo ukryte w chmurach wzgórza. Przepływające obłoki nadawały im nierealnej, błękitnawej barwy, ciemniejszej u dołu i jaśniejszej na górze. Olbrzymia, zielona równina wyglądała jakby falowała przy każdym podmuchu wiatru. Gdzieniegdzie znajdowały się pojedyncze, niskie drzewa i krzewy, tworzące co jakiś czas niezbyt gęste gaje. Daleko przed sobą dziewczynka widziała niewyraźne zarysy ruin i kilka przycupniętych razem budowli, chatek albo szałasów. Skupiska cywilizacji pośród bezkresnego oceanu zieleni. Była ciekawa jacy są ludzie, którzy żyją w takim miejscu - na olbrzymiej przestrzeni, nie ograniczeni przez mury miast. Czy bardzo różnili się od Crewila i Lorda Protektora? Może wszyscy przypominali Iru, która w końcu stąd właśnie pochodziła?
        Oburzone słowa szamanki z powrotem przykuły uwagę fioletowej. Nie śledziła ich rozmowy, ale wyraźnie wyczuwała niechęć czarnowłosej. Zdążyła już zaufać swoim nowym kompanom i uważała, że skoro Iru ma powody by kogoś nie lubić, nie mogą być one bezzasadne. Dobrze widziała też zmieszanie wynalazcy, tak jakby wcale nie cieszył się z nowego towarzystwa. Nie rozumiała obyczajów i relacji międzyludzkich, ale była na tyle inteligentna, by zaakceptować ich istnienie. Postanowiła pomóc przyjaciołom pozbyć się niechcianego towarzystwa i bezszelestnie, używając magii wiatru, podkradła się do czarnego konia.
        Szybkim ruchem otworzyła fioletowy wisiorek, a powietrze wypełniło się trzaskiem spadającego balonu, ostrym sykiem powietrza i furkotem materiału. Przestraszone zwierzę, nie wiedząc, skąd dochodzi hałas, zaczęło wierzgać i ignorując swoją właścicielkę, popędziło przed siebie. Kobieta z wściekłością próbowała przywołać go do porządku, jednak koń nie reagował na jej wołanie, galopując jak szalony w stronę ruin. Być może uderzyła mu też do głowy słodka swoboda równiny, bo Mel miała wrażenie, że dojrzała iskierkę rozbawienia w czarnych oczach.
- Łap księgę i chodźmy stąd, zanim ta niemiła pani do nas wróci - powiedziała, podając Crewilowi grube tomiszcze z wytłoczoną na okładce mapą.
- Twojej nowej znajomej chyba spodobał się galop przez równinę - powiedziała do Skoczka, głaszcząc go po nosie przyjaźnie. Odwróciła się w stronę bezkresnej równiny i wskazała palcem gaj niskich, drobnolistnych drzew oliwkowych, znajdujących się daleko od ruin, które pochłonęły sylwetkę Eris.
- Co myślicie o tamtym miejscu? Wygląda ładnie i moglibyśmy schować się w cieniu drzewek. Nigdy nie byłam w takim… Jak się mówi na dużo drzewek zebranych razem?
Avatar użytkownika
Mel
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Vestra, Hashira, Yva, Fobos, Bjornolf, Deidre, Sapphire, Nick, Vera, Barabasz,
Rasa: maie powietrza
Aura: Jest to w pełni ukształtowana i dorosła aura, choć może cię to nieco zszokować. Lotna i lekka niczym powietrze w swej czystej postaci, niesie ze sobą woń wiosennego kwiecia i ciepłego wiatru. W ten właśnie sposób otoczy cię całą sobą, wywołując przyjemny nastrój i uczucia, dopiero po chwili skupiając się w sobie, by nabrać bardziej wyrazistych kształtów. Wśród zmysłowych szeptów, krążących wokół wyczujesz namacalną miękkość. Delikatne grzmoty rozlegające się gdzieś w tle dadzą znać o nieco ostrawych aspektach. Od razu jednak wiesz, że jej brzmienia są przyjazne, niezależnie czy trafisz na aksamitnie gładkie połacie, czy trafi się jakiś delikatnie sztywny fragment emanacji. Aura wciąż powoli będzie się zagęszczać wesoło nabierając barwy barachitu urozmaiconego radosną cyną. Połysk szafiru pojawi się jako ostatni, wraz z lepkością przylegającą do twoich ust, która nabierze przyjemnie kwaśnego smaku doprawionego subtelną pikanterią.
Wygląd: Melika pojawiła się na ziemi pod postacią drobnej, niziutkiej dziewczynki o fioletowej skórze. Jej delikatne ręce i nogi wydają się tak kruche, że mogłyby się połamać od samego patrzenia. Na szczęście nie jest aż tak źle i dotąd duszek nie doznał jeszcze żadnych urazów. Jej figura jest dosyć dziecięca, ukryta w prostej, różowej bluzeczce i brązowych spodniach, które ... (Więcej)
Uwagi: melika (łac. melica; gr. melikos - śpiewny, melodyczny)

Postprzez Crewil » Pt paź 19, 2018 8:20 am

        Crewil bał się Eris niemal tak samo jak bał się pustki w swojej głowie. Przerażała go myśl, że kiedykolwiek mógłby się wypalić, stracić motywację do działania, zgubić natchnienie, pomysły i radość czerpaną z tego co robi. Póki co wszystkiego z tych rzeczy miał w nadmiarze, w związku z czym owe lęki traktować należało w kategoriach czysto teoretycznych, podobnie zresztą jak obawy w stosunku do kobiety w czerni, której najprościej rzecz ujmując chłopak w ogóle nie znał, a o której zdecydowanie zbyt często rozmyślał, rojąc sobie w głowie najróżniejsze teorie. Rudhof wiedział o Eris jedynie trzy rzeczy. To, że była niebezpieczna. A nawet bardzo niebezpieczna. Że była ładna, z tą samą uwagą co w punkcie pierwszym, a na dodatek była też zaradna, co z kolei oznaczało, że jeśli w jakiś sposób wynalazca miał wydostać się z Bezkresnych Równin, to tylko dzięki niej. Zbiegiem okoliczności zarówno w Mel jak i Iru, chłopak nie pokładał wielkich nadziei. Znaczy się być może pokładał je na początku, ale teraz mając wybór zdecydował się na ta „ładną”.
        Wspólniczka Lorda Protektora była dla Crewila niczym świeca wabiąca owady. Kusiła go swoim ciepłem i blaskiem. Chłopak nie potrafił jej się oprzeć, nawet jeżeli przeczuwał, że zbliżając się zanadto, skończy ciepiąc w płomieniach. Poza tym bardzo chciał by chociaż przez chwilę Eris pomyślała o nim w pozytywnym sensie. Być może jeśli on zrobi coś wielkiego, to wówczas kobieta go dostrzeże, doceni, a może nawet uzna jego istnienie. Wynalazca rzadko kiedy zmagał się z wewnętrznymi dylematami, ponieważ jego rozum i serce zwykle przemawiały w tym samym duchu. Nie inaczej było i teraz. Rozsądek podpowiadał chłopakowi, że Eris wcześniej czy później opanuje swojego wierzchowca, a gdy to zrobi znów ruszy za nimi w pościg. Jasno dodawał też to, że wówczas lepiej nie być w jego skórze. Natomiast cała reszta Crewila skoncentrowała się na tym, iż kobieta jest ładna i fajnie byłoby mieć ją przy swoim boku. Oczywiście jak na wynalazcę przystało jego wyobraźnia domagała się wizualizacji bardzo konkretnych szczegółów, a co za tym idzie sama wygenerowała obraz, w którym mając dwa wierzchowce, i przy oczywistym założeniu, że Pyłek będzie chciała podróżować u boku szamanki, jemu samemu przypadnie miejsce w siodle tuż za Eris.
        Taka perspektywa pozwalała chłopakowi podjąć najtrudniejsze decyzję, dlatego też bez chwili wahania Rudhof przeszedł do działania, zaczynając od zrugania swoich towarzyszek.
        - Co wy wyprawiacie?! Nie można w ten sposób traktować ludzi – oświadczył, próbując przybrać stanowczą minę. – Powinnyście się wstydzić. I ją przeprosić. Znaczy się gdy tylko odnajdziemy tą miła panią i wyjaśnimy nieporozumienie.  
Crewil ani trochę nie zamierzał przejmować się faktem, iż wygłaszane przez niego opinie na temat Eris często były ze sobą sprzeczne. Był zakochany, więc miał swoje prawa.
        - A zrobimy to wykorzystując jego. – Chłopak wskazał na Skoczka, który jakby instynktownie wyczuwając potrzeby wynalazcy, natychmiast rzucił się w pogoń za ukochaną klaczą. Zapominając przy tym zabrać ze sobą jeźdźca. – Znaczy się moglibyśmy wykorzystać twojego konia, gdybyśmy go mieli – poprawił się Rudhof.
Kreatywność chłopaka natychmiast podsuwała kolejne alternatywne rozwiązania.
        – Jednak w obecnej sytuacji musimy mieć inny plan. Nie lubię jak coś przeczy prawom fizyki, ale w tym wypadku gotów jestem przymknąć na to oko i uznać, że Pyłek rzeczywiście potrafi latać. Pytanie jak szybko? – Głośno zastanowił się Crewil, modląc się w duchu by fioletowowłosa przypadkiem nie powtórzyła manewru Skoczka i nie rzuciła się w pogoń, nie upewniwszy się wcześniej kogo i po co ściga. Na wszelki wypadek pospiesznie budował w myślach trzecią możliwość polegającą na zbudowaniu lotni z resztek tego co zostało z roztrzaskanego balonu.
Avatar użytkownika
Crewil
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Sjans,
Rasa: Człowiek
Aura: Młoda aura może i nie szczyci się siłą, ale połyskuje zaczepnie, niemo dopominając się o uwagę. Pyszni się złocistymi refleksami i kusi miękkością wcale nie sztywnych materiałów o chropowatych i gładkich fakturach. Jest przy tym nieco sucha, a ostrymi krawędziami daje znać, że nie z nią byle numery! Choć tonąc w głębokiej miedzi zdarza jej się przeoczyć pewne oczywistości. Pomaga sobie jednak rtęciową bystrością, a turmalinowa i szmaragdowa poświata stale kłócą się o to, która kiedy ma podejmować wiążące decyzje. Ich pikantny posmak oraz gorycz zmieszana ze słodyczą sugerują, że bardzo różnie bywa, zaś unoszący się wokół zapach farb i narzędzi - że i tak mają jeden, wspólny cel, do którego ramię w ramię dążą.
Wygląd: Crewil to młody, groteskowo wyglądający chłopak, w przypadku którego proces dojrzewania ciała wyraźnie nie nadąża za wiekiem i rozwojem umysłu. Niewielki wzrost i patyczkowata, nieproporcjonalna sylwetka, sugeruje obserwatorowi że ma do czynienia z dzieciakiem, a nie młodzieńcem lada chwila mającym stać się mężczyzną. Młody wynalazca niewiele sobie z tego robi, jako że ... (Więcej)

Postprzez Iru » Pt paź 26, 2018 12:06 pm

        Iru próbowała zatrzymać swojego wierzchowca, biegając, wymachując rękoma i krzycząc na Skoczka, jednak jej starania w żaden sposób nie mogły wygrać z siłami natury i wewnętrznym instynktem nakazującym rumakowi znaleźć się jak najbliżej klaczy.
        - Stój! Co ty wyprawiasz! Łajzo jedna! Wracaj tu natychmiast! Skoczek! Przestań! Nie możesz naprzykrzać się innym koniom! Znaczy się możesz, ale nie wtedy gdy ktoś znajduje się na ich grzbiecie – usiłowała tłumaczyć szamanka. Wszystko na próżno. Dziewczyna westchnęła ciężko, widząc jak jej przyjaciel powoli staje się niewielkim punktem na linii horyzontu. Nie była w stanie wyjaśnić Skoczkowi zasad tak zwanych „dobrych manier”, ale mogła przynajmniej spróbować usprawiedliwić przyjaciela w oczach pozostałych towarzyszy.
        - Wróci – uspokoiła Iru, obracając się w stronę Pyłka i Crewila. – Jest trochę podekscytowany powrotem do domu, ale wkrótce mu to przejdzie. I będzie taki jak zawsze. Poza tym… no nie wykluczam, że rzeczywiście ogarnie sytuację i przyprowadzi tą miłą panią z powrotem. Bo wcale nie jestem na nią zła. Uważam, że powinna lepiej traktować swojego wierzchowca, ale zdaję siebie też sprawę, że ona nie zrozumie tego wszystkiego, dopóki nie zobaczy stada dzikich koni i nie doceni ich piękna. Jak będzie chciała to wszystko jej pokażemy. Bo wiem, że to twoja dziewczyna. Co prawda nigdy wcześniej o niej nie mówiłeś, ale znalazłam taki rysunek w twoich szufladach. I wydaje mi się, że to właśnie jest ona. A Pyłek na pewno ją dogoni bo jest najszybsza, najlepsza i najcudowniejsza.
        Szamanka poczuła nieodpartą potrzebę wyściskania drobnej sylwetki fioletowowłosej. Jej również udzielały się różne emocje, na czele z niewyobrażalną wręcz radością i energią, dla której starała się znaleźć jakieś ujście, wskutek czego gotowa była wycałować wynalazcę. Członkowie jej plemienia byli bardzo bezpośredni. Nie kryli się z uczuciami, bez względu na to czy te były pozytywne, czy też miały wrogi charakter. Nie mówi się komuś, że ten wygląda dobrze, skoro wyglądał jak zadek bawoła. Wszystko wypowiadano sobie prosto w oczy, przez co ludzie równie często wpadali sobie w ramiona, jak rzucali się sobie z nożem do gardeł.
        - Powinniśmy zabrać z sobą szczątki Wędrującej Miski. Przyda nam się do rozpalenia ogniska, gdy wokół zapanują ciemności – zasugerowała Iru, tym samym brutalnie uświadamiając Crewila, że do całej swojej listy obaw powinien dołożyć jeszcze mrok, chłód i noc z dala od bezpiecznych murów. A przy okazji również to, że dorobek naukowy wynalazcy miał stanąć w płomieniach. – I jeszcze jedna sprawa odnośnie ciebie. Szybciej poczujesz niezwykłą moc tej krainy jeśli zdejmiesz te swoje buty.
        Skóra noszona na skórze była jedną z największych zagadek, na które Iru długo poszukiwała odpowiedzi. Gdy wędrowała do miasta, została uprzedzona o wielu niezwykłych, a często i absurdalnych, rzeczach, jakich może się tam spodziewać. Jej współplemieńcy często opowiadali o wysokich kamiennych murach, w których ludzie cisną się niczym w mrowisku. Uprzedzali ją, że ludzie z Teravis sypiają w skalnych namiotach, wejścia do których najpierw zastawiają metalowo – drewnianymi płytami, tyko po to by za każdym razem męczyć się z ich przesuwaniem. Ale nawet to nie przebijało wynalazku nazwanego przez miejscowych butami. Przez długi czas Iru podejrzewała w tym działanie jakiejś choroby. Domyślała się, że skoro stopy mieszkańców Teravis nieustannie maja kontakt z kamiennym brukiem, ich skóra również twardnieje, a wraz z utartą elastyczności zmienia się też jej odcień i możliwość odczuwania jakichkolwiek bodźców.  Dokładniejsze obserwacje pozwoliły dziewczynie stwierdzić, że choroba ta rozwija się z różną prędkością. U jednych sięgająca ledwie kostek, by w innym przypadku obejmować całe udo. Za to większość dzieciaków wdawała się na nią odporna. Albo najzwyczajniej w świcie jeszcze się nie zaraziła.
        Iru doskonale pamiętała swoje przerażenie w chwili, gdy tajemnica sama się rozwiązała, a dokładniej rzecz ujmując rozwiązał ją Crewil, demonstrując zastosowanie butów, a przy okazji również to, czemu służy onuca. Szamanka krzyknęła przerażona, a obrzydzenie malujące się wówczas na jej twarzy mylnie zostało odczytane przez wynalazcę jako potrzeba wzięcia pilnej kąpieli.
Avatar użytkownika
Iru
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Feyla, Ilia, Winka, Nurdin, Bluen, Awel, Groszek, Nyllef, Escrim,
Rasa: Człowiek
Aura: Aura odziana w blask młodości, powoli, ale uparcie rozwija swoją siłę, starając się zalać umysł czytelnika barachitowym bezkresem doznań o surowej naturze. Czysta, obsydianowa poświata wypełnia dostępne przestrzenie, wykorzystując swą giętkość, by wić się pomiędzy cynowymi skałami, o naturalnie twardej strukturze i szorstkiej powierzchni. Ostry zapach stepu, wiatru i ludzkiej skóry kłuje w nozdrza, a tajemniczo rozkołysana trawa lepi się niemiłosiernie do bosych stóp, nie dając uciec zbyt szybko od rozlegającego się w okół, przejmującego zawodzenia upiorów. Na koniec zaś dobitnie gorzki i łagodny smak wypełnia usta wędrowca, by tym sposobem uczciwie go pożegnać i zakończyć to krótkie, ale jakże owocne spotkanie.
Wygląd: Szamanka jest wysoka i smukła. Jej wygląd przykuwa uwagę, od razu sugerując odbiorcy iż ten ma do czynienia z osobą której droga biegnie daleko od cywilizacji. Skóra dziewczyny jest ciemniejsza niż u większości mieszkańców kontynentu. Długie czarne włosy, przyozdobione ptasimi piórami, okalają owalną twarz pokrytą charakterystycznym czerwoną farbą wokół oczu. Mina Tifcane ... (Więcej)

Postprzez Mel » N paź 28, 2018 12:05 pm

        Melika nie dowiedziała się jak nazywa się skupisko takich dziwnych drzewek, jakie wskazywała w oddali. Już skrzyżowała ramiona i nadęła policzki, zamierzając odmówić prośbie Crewila, jednak słowa Iru skutecznie zasznurowały jej usta. Jak mogła im nie pomóc, skoro nazwali ją najcudowniejszą? Nadal była nieco poirytowana, bo dopiero co tak się postarała, żeby czarnowłosa zniknęła z widnokręgu, ale prośba przyjaciół była dla niej najważniejsza. Widać Crewilowi faktycznie zależało na tej dziwnej pani. Może więc powinna dać jej jeszcze jedną szansę? Nie rozumiała tylko jednego…
- Co to właściwie znaczy, że to dziewczyna Crewila? W jakim sensie jest jego dziewczyną?
Na kolejną uwagę Iru dziewczynka przekręciła ciekawie głowę. Ona też miała na stopach delikatne sandałki, które zrobił jej staruszek z gór. Tam, gdzie podłoże było upstrzone ostrymi kamieniami, obuwie było konieczne, jednak tutaj, gdzie jak okiem sięgnąć ciągnęły się zielone trawy, faktycznie mogło być zbędne. Zdjęła je szybko i z zachwytem zapadła się w otaczającą ją miękkość.
- Faktycznie, o wiele lepiej!
Przez chwilę podskakiwała radośnie, po czym odwróciła się do Iru i lekko uniosła w powietrze.
- Poszukam jej, skoro jest dziewczyną Crewila i pokażę drogę powrotną. Gdzie będziecie na nas czekać? - zapytała, wykazując się zadziwiającą jak na nią logiką. Widać w obecności wynalazcy niektóre rzeczy przechodziły przez osmozę. Czasami. Wybiórczo.
        Uniosła się wyżej i omiotła wzrokiem okolicę. Ruiny znajdowały się dosyć daleko stąd, ale dla niej byłaby to zaledwie chwila lotu. Korzystając z możliwości do zabawy, pomachała przyjaciołom na pożegnanie i poszybowała w górę niczym latawiec. Parę minut w chmurach niczego przecież nie zmieni, a już zdążyła się za tym stęsknić. Momentalnie znalazła dziurę w miękkiej bieli i przebiła się na drugą stronę, znikając towarzyszom z oczu.
        Z góry krawędź chmur, które gromadziły się głównie nad niewielkim z tej perspektywy Teravis, wyglądała niczym urwisko. Pod nim znajdowała się bezkresna, błękitna przestrzeń, ciągnąca się we wszystkie strony. Gdyby ktoś mieszkał tu, na górze, nie uwierzyłby że w tych nieprzyjaznych głębinach istnieje życie, tak samo jak ludzie spoglądali w głąb oceanu z nieufnością i niepokojem. Tymczasem niebo w górze było rozświetlone pogodną obecnością słońca, a większe chmury kładły cienie na mniejszych, tworząc wielobarwną mozaikę bieli i błękitu.
Dziewczynka zaśmiała się radośnie i przez chwilę wisiała w powietrzu, podziwiając ten piękny, podniebny krajobraz. Zdecydowanie bardziej podobało jej się podróżowanie w ten sposób niż w chaotycznej Wielkiej Misce, chociaż tamto też było zabawne.
        Przycisnęła ramiona do ciała i szalonym pędem poszybowała w dół. Wiatr gwizdał w jej uszach, a ona, absolutnie zachwycona, szczerzyła się od ucha do ucha. Po chwili ujrzała Crewila i Iru, najprawdopodobniej sprzeczających się o coś zawzięcie. Wyglądali jak dwie główki od szpilki pośród bezkresnego, zielonego morza traw. Nieco dalej (choć dla znajdujących się na ziemi adekwatnym stwierdzeniem byłoby “znacznie dalej”), w niewielkich ruinach, Eris już opanowała swoją klacz i zawzięcie grzebała w torbie, rzucając pod nosem niewybredne przekleństwa. Czarne loki opadły na jej ramiona, przez co wyglądała pięknie i groźnie zarazem.
Maie poszybowała w jej stronę i bezszelestnie znalazła się za jej plecami.
- Przeklęte dzieciaki! - warknęła kobieta, doprowadzając siodło kobyłki do porządku. - A ty, nie waż się więcej podobnie zachowywać, bo przerobię cię na kiełbasę! - syknęła do konia, który potulnie opuściła uszy. Melika przekrzywiła zaniepokojona głowę. Wielu rzeczy w tym świecie nie rozumiała, ale umiała wyczuć wrogie zamiary. A z tej osoby wrogość wylewała się całymi strumieniami.
- Jak tylko znajdą kamień, pozbędę się ich! Doprowadzają mnie do białej gorączki, a zwłaszcza ten dureń…!
- Dzień dobry - powiedziała grzecznie Mel, zaplatając dłonie za plecami. Eris poderwała się jak oparzona i odwróciła w mgnieniu oka. W jej dłoni - zupełnie nie wiadomo skąd, pojawił się cieniutki i bardzo ostry sztylet. Przez chwilę jej twarz wyrażała zdumienie, jednak szybko przeszła w miły, uprzejmy uśmiech.
- Ach, to ty dziewczynko. Skąd się tu wzięłaś?
- Przyleciałam - odparła, podlatując do czarnej klaczy i głaszcząc ją uspokajająco po nosie. Zza murku wyłonił się także Skoczek, który radośnie pokłusował w jej stronę. Przytuliła się do jego wielkiego łba i spojrzała nieufnie na czarnowłosą. Wszystko w niej krzyczało, że trzeba trzymać się od niej z daleka, jednak obiecała, że da jej jeszcze jedną szansę.
- Nazywam się Melika. Crewil prosił, żebym przyprowadziła panią z powrotem.
- To miło z jego strony, Meliko. Możesz mi mówić pani Eris. Nie bój się - dodała uspokajająco, chowając sztylecik w cholewce buta. - Chcę pomóc wam znaleźć to, o co prosił Lord Protektor. Pokażesz mi drogę?
Ujmujący sposób bycia i miły głos kobiety sprawiły, że dziewczynka szybko zapomniała o tym, co ją zaniepokoiło. Siadła wygodnie na grzbiecie Skoczka i nim się obejrzałam, galopowała przez morze traw, śmiejąc się z opowiadanej przez Eris historii. Była taka miła! Jak mogła kiedykolwiek sądzić inaczej?
Avatar użytkownika
Mel
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Vestra, Hashira, Yva, Fobos, Bjornolf, Deidre, Sapphire, Nick, Vera, Barabasz,
Rasa: maie powietrza
Aura: Jest to w pełni ukształtowana i dorosła aura, choć może cię to nieco zszokować. Lotna i lekka niczym powietrze w swej czystej postaci, niesie ze sobą woń wiosennego kwiecia i ciepłego wiatru. W ten właśnie sposób otoczy cię całą sobą, wywołując przyjemny nastrój i uczucia, dopiero po chwili skupiając się w sobie, by nabrać bardziej wyrazistych kształtów. Wśród zmysłowych szeptów, krążących wokół wyczujesz namacalną miękkość. Delikatne grzmoty rozlegające się gdzieś w tle dadzą znać o nieco ostrawych aspektach. Od razu jednak wiesz, że jej brzmienia są przyjazne, niezależnie czy trafisz na aksamitnie gładkie połacie, czy trafi się jakiś delikatnie sztywny fragment emanacji. Aura wciąż powoli będzie się zagęszczać wesoło nabierając barwy barachitu urozmaiconego radosną cyną. Połysk szafiru pojawi się jako ostatni, wraz z lepkością przylegającą do twoich ust, która nabierze przyjemnie kwaśnego smaku doprawionego subtelną pikanterią.
Wygląd: Melika pojawiła się na ziemi pod postacią drobnej, niziutkiej dziewczynki o fioletowej skórze. Jej delikatne ręce i nogi wydają się tak kruche, że mogłyby się połamać od samego patrzenia. Na szczęście nie jest aż tak źle i dotąd duszek nie doznał jeszcze żadnych urazów. Jej figura jest dosyć dziecięca, ukryta w prostej, różowej bluzeczce i brązowych spodniach, które ... (Więcej)
Uwagi: melika (łac. melica; gr. melikos - śpiewny, melodyczny)

Postprzez Crewil » Pt lis 09, 2018 12:08 pm

        Od chwili spotkania z Eris, Crewil nie był w stanie skupić się na niczym innym jak na rozmyślaniu o kobiecie w czerni. Teoretycznie nie był to dla chłopaka stan nowy, ale jeszcze nigdy nie objawiał się on z taką siłą i na tak długi okres czasu. Wynalazca już wcześniej poświęcał Eris wiele swoich rozważań, w skutek czego często zdarzało mu się tracić koncentrację, gubić sens i pierwotny zamiar własnych pomysłów, działać irracjonalnie, a w końcowym efekcie popełniać błędy, które sprowadzały jego dzieła do tragicznych, acz zwykle nad wyraz efektownych, finałów ich krótkiego żywota.
        Chociaż biorąc pod uwagę to, że bez względu na to czy w danej chwili młody Rudhof myślał o pannie Eris czy też nie, jego prace odkrywcze kończyły się podobnie, należałoby założyć, iż osobowość podwładnej Lorda Protektora nie stanowiła jedynej niekontrolowanej zmiennej, mającej wpływ na gwałtowny przebieg prowadzonych przez wynalazcę testów albo też chłopak myślał o niej permanentnie, niekoniecznie zdając sobie z tego sprawę. W tym przypadku bezpośredni kontakt z obiektem swoich westchnień wypłynął jedynie na jego świadomość i zrozumienie jak bardzo jest zakochany.
        Oczywiście w miłości nie ma nic złego. Eris często należałoby wręcz przypisać zasługę jako tej, która potrafiła zainspirować Crewila do podejmowanych przez niego wyzwań, jednak na samym etapie realizacji, rozmyślanie o jej charyzmie, zaradności, sile, wdzięku i cudownych kobiecych kształtach, zwykle nie okazywało się pomocne, a czasem wręcz szkodliwe. Na przykład wówczas gdy po chwilowej refleksji, chłopak zaczynał zastanawiać się dlaczego ręce golema przykręcone zostały do jego pleców?
        Mimo wszystko Crewil uważał, że potrafi nad tym zapanować i oddzielić uczucia od pracy. Problem w tym, że o ile wcześniej te pierwsze stanowiły jedynie epizodyczne przypadki, w czasie których gwałtowne porywy namiętności chłopaka opadały równie szybko jak kurz wzniecony wskutek wywołanych przez niego eksplozji, tak teraz Eris wcisnęła się mu do głowy i za nic nie chciała stamtąd wyjść.
        Rudhof nie przewidział takiego stanu rzeczy, a trzeba mu było oddać, iż starannie przygotowywał się do chwili w której wreszcie zyska okazje zaimponowania obiektowi swoich uczuć. Poza wynalazkami mającymi ułatwić mieszkańcom Teravis wykonywanie codziennych obowiązków, chłopak pracował również nad projektami dużo bardziej wzniosłymi, takimi których zastosowanie na pierwszy rzut oka budziło pewnego rodzaju kontrowersje. Na przykład nad metodą analizy osobowości, wyróżnianiu cech dominujących i dopasowywaniu ludzi do siebie. Zakładał, że świat byłby prostszy gdyby zakochane pary mogły zyskać pewność, iż ich związek okaże się jedną długą passą szczęścia i harmonii. Złośliwcy mogliby uznać, że tak naprawdę mechanizm przypominający po części hełm, a po części durszlak, na którym umieszczono szereg aparatury kontrolno-pomiarowej, miał za zadanie przeanalizować jedynie jedną konkretną dwójkę, ale Crewil łatwo bronił się przed ta tezą, wychodząc z założenia, iż nie chce narażać osób postronnych na etapie najwcześniejszych testów.
        W tym przypadku chodziło o badanie wykonane na sobie, oraz na sobie wcielającym się w role Eris. Rzecz oczywista wynalazca nie śmiał poprosić dziewczyny by ta dobrowolnie poddała się mozolnym testom, a skoro tyle o niej wiedział, to uznał, że przecież mógł precyzyjnie odegrać jej zachowanie, tak by jednocześnie nie sugerować swojej maszynie oczekiwanego wyniku. Ostatecznie wyszło na to, że chyba nie robił tego dobrze (mimo peruki i specjalnie na ten cel zakupionego miecza). Maszyna miała błędy albo wymagała dodatkowej kalibracji, ponieważ mimo starań urządzenie nie chciało potwierdzić, że on i Eris idealnie do siebie pasują. A skoro nie sprawdzała się na tak oczywistym przypadku, to nie mogła zostać zaprezentowana całemu światu.
        Niestety owa okazja, na którą Crewil tyle czasu czekał, dopadła go w momencie, w którym najmniej się tego spodziewał, przez co wszystko poszło nie tak, a co najgorsze Iru i Pyłek, które do tej pory wszystko robiły źle, wyglądały na nieporadne, zagubione i skazane na porażkę, w obliczu licznych zagrożeń, którymi usiane były Bezkresne Równiny, nagle stały się dużo bardziej ogarnięte od chłopaka, a co za tym idzie odbierały mu okazję zaimponowania Eris swoją pomysłowością.
        - Skoro wiesz, że to moja dziewczyna, to pewnie zdajesz też sobie sprawę jak bardzo zależy mi, żeby dobrze się przed nią zaprezentować – wyjaśnił Crewil zwracając się do szamanki, zastanawiając się jak ubrać w słowa prośbę by one obie znów były durne i ciamajdowate, tak jak w mieście. - Dlatego też przestańcie robić to co robicie i dajcie mi szanse się wykazać!
Avatar użytkownika
Crewil
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Sjans,
Rasa: Człowiek
Aura: Młoda aura może i nie szczyci się siłą, ale połyskuje zaczepnie, niemo dopominając się o uwagę. Pyszni się złocistymi refleksami i kusi miękkością wcale nie sztywnych materiałów o chropowatych i gładkich fakturach. Jest przy tym nieco sucha, a ostrymi krawędziami daje znać, że nie z nią byle numery! Choć tonąc w głębokiej miedzi zdarza jej się przeoczyć pewne oczywistości. Pomaga sobie jednak rtęciową bystrością, a turmalinowa i szmaragdowa poświata stale kłócą się o to, która kiedy ma podejmować wiążące decyzje. Ich pikantny posmak oraz gorycz zmieszana ze słodyczą sugerują, że bardzo różnie bywa, zaś unoszący się wokół zapach farb i narzędzi - że i tak mają jeden, wspólny cel, do którego ramię w ramię dążą.
Wygląd: Crewil to młody, groteskowo wyglądający chłopak, w przypadku którego proces dojrzewania ciała wyraźnie nie nadąża za wiekiem i rozwojem umysłu. Niewielki wzrost i patyczkowata, nieproporcjonalna sylwetka, sugeruje obserwatorowi że ma do czynienia z dzieciakiem, a nie młodzieńcem lada chwila mającym stać się mężczyzną. Młody wynalazca niewiele sobie z tego robi, jako że ... (Więcej)

Poprzednia strona

Powrót do Teravis

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron