Duch nauki.


Miasto Teravis położone w środkowej części Równiny Magenar otoczone jest zewsząd grubym murem, z pomarańczowej cegły. Jako, że z każdej strony narażone jest na najazdy posiada tylko jedną bramę wjazdową strzeżoną dzień i noc przez dziesiątki strażników.

Postprzez Crewil » Pt maja 04, 2018 10:10 am

        Pochłonięty nadzorowaną przez siebie procedurą chemiczną, Crewil zdawał się nie dostrzegać licznie zgromadzonych gapiów, wyczekujących kolejnej spektakularnej eksplozji. Wypatrzenie kogokolwiek nie było zresztą wcale rzeczą łatwą, jako iż przezorni mieszkańcy, pomni wcześniejszych doświadczeń, obserwowali poczynania wynalazcy ukryci za grubą warstwą drewna, metalu i kamieni. Jako prowizoryczne schronienia preferowano wozy, fasady budynków, kolumny, pomniki, drzewa, skrzynie, kufry czy też masywne ławy zawczasu wyniesione na zewnątrz i przewrócone blatem na bok. Z kolei najbardziej przezorni członkowie widowni woleli uczestniczyć w tym wydarzeniu, obserwując go zza swoich okien, z nosami na wysokości parapetu. Jedynie Iru swoim zwyczajem siedziała na ziemi tuż obok Rudhofa, udając, że asystuje chłopakowi w pracy. Nie licząc samego Crewila, wszystkich tych ludzi łączyły dwie rzeczy – nieznajomość techniki i brak wiary w potęgę nauki oraz nadzieja na ujrzenie efektownej klęski projektu i wywołanie czegoś co zniszczy połowę dzielnicy. Niewielu natomiast zadawało sobie sprawę jak mało dzieliło ich od takiego finału. Wystarczyła jedna kropla za dużo, jakiś luz wewnątrz mechanizmu, czy źle zaprojektowana trajektoria ruchu, a mechaniczny golem gotów był zmienić się w piekielną machinę zagłady.
        - Wiec co to w ogóle jest? Strach na wróble?– dociekała szamanka.
        - To mój nowy pomocnik. Od dziś będzie wspierał mnie w co cięższych pracach – wyjaśnił Crewil nie odrywając wzroku od armatury gdzie bulgotał przygotowany przez niego alchemiczny specyfik.
        - Myślałam, że to ja ci pomagam?
        - Podaj mi klucz do śrub – zripostował wynalazca, a widząc jak bezradnym wzrokiem Tifcane patrzy na porozrzucane wokół narzędzia, natychmiast dodał. – To ten z podwójną rączką i głownią wyglądającą jak szczęki.
        - Czemu wlewasz do niego zieloną wodę? – Nadal nie rozumiała Iru.
        - To nie jest woda. Znaczy się jest nią tylko w niewielkiej części. To hydronium. Substancja, która wykorzystuje właściwości wody, jednak reakcje, którym podlega występują w znacznie węższym zakresie temperatur. Bo widzisz, istotą wszystkiego jest tarcie, które powoduje podgrzanie i parowanie wywaru, natomiast tu w wymienniku ciepła następuje jego skraplanie. Oba te procesy generują olbrzymie wzrosty ciśnienia, które z kolei przekłada się ruch korbowodu. Rozumiesz?
        Szamanka nic nie rozumiała. Mimo to nie dawała po sobie poznać tego faktu. Właściwie to było jej obojętne czy mechanizm zadziała. Plemię powierzyło jej zupełnie inną rolę. Wskutek całej serii nieszczęśliwych wypadków, złej interpretacji faktów i  fatalnie wysnutego proroctwa, dziwak z szkłami na głowie został uznany za kogoś ważnego, natomiast Iru miała strzec by nie stało mu się nic złego. Stara wyrocznia przewidziała, iż nad Crewilem wisi niebezpieczeństwo, jednak w całej swej mądrości nie dodała, że jest on szaleńcem o skłonnościach samobójczych, nie rozumiejącym czym jest przetrwanie, a jednocześnie usiłującym pomóc egzystować innym.  Życiu wynalazcy najbardziej zagrażał on sam. Niestety Tifcane nie mogła wrócić na Bezkresne Równiny i opowiedzieć swojej Przewodniczce, że ta się myliła. Dlatego też czekała na coś co można będzie można podciągnąć pod nieszczęsną przepowiednię.
        - A ten… pomocnik, będzie wiedział co ma robić?
        Crewil prychnął obrażony samą sugestią, iż mógł o czymkolwiek zapomnieć lub też nie dopracować jakiegoś szczegółu.
        - Ma sto czterdzieści cztery programowalne sekwencje przekładni ustawiane przy pomocy tych dźwigni. Oczywiście, że będzie wiedział. Zrobi to, czego zostanie nauczony. W tym przypadku rozładuje towar z barki i paczka po paczce, przeniesie go pod gospodę. Tu mamy przesuw, uchwyt, obrót i kolejny przesuw…
        - Wybuchnie – podsumowała Iru.
        - Nie! Naturalnie, że nie!
        - Chmury mówią, że będę miała dziś szczęście – zmieniła temat Tifcane. – Czyli, że ty znajdziesz się w poważnych tarapatach.
        - Nie zapeszaj mi tu. I przestań rzucać nakrętkami w golema. To precyzyjny wynalazek. Odrobina pyłu między kołami zębatymi mogłaby być fatalna w skutkach. Nie wspominając o opiłkach, drzazgach czy metalowych elementach, które gotowe są zablokować... Psiakrew, dodałem dwie krople smaru czy trzy?
        - Co za różnica?
        - KO-LO-SAL-NA! Zagadujesz mnie, przez co wszystko może szlag trafić. Chwila. Niech pomyśle. Jedna. Dwie. Chyba dwie? To na pewno były dwie. Prawda? Powiedz, że dwie.
        - „Że dwie” – zgodnie z poleceniem odpowiedziała szamanka, nie mającą pojęcia czym jest ów smar. Najważniejsze, iż owo zapewnienie uspokoiło inżyniera, który z głośnym westchnieniem ulgi dodał do mechanizmu kolejna kroplę tego czegoś.
Avatar użytkownika
Crewil
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Sjans,
Rasa: Człowiek
Aura: Młoda aura może i nie szczyci się siłą, ale połyskuje zaczepnie, niemo dopominając się o uwagę. Pyszni się złocistymi refleksami i kusi miękkością wcale nie sztywnych materiałów o chropowatych i gładkich fakturach. Jest przy tym nieco sucha, a ostrymi krawędziami daje znać, że nie z nią byle numery! Choć tonąc w głębokiej miedzi zdarza jej się przeoczyć pewne oczywistości. Pomaga sobie jednak rtęciową bystrością, a turmalinowa i szmaragdowa poświata stale kłócą się o to, która kiedy ma podejmować wiążące decyzje. Ich pikantny posmak oraz gorycz zmieszana ze słodyczą sugerują, że bardzo różnie bywa, zaś unoszący się wokół zapach farb i narzędzi - że i tak mają jeden, wspólny cel, do którego ramię w ramię dążą.
Wygląd: Crewil to młody, groteskowo wyglądający chłopak, w przypadku którego proces dojrzewania ciała wyraźnie nie nadąża za wiekiem i rozwojem umysłu. Niewielki wzrost i patyczkowata, nieproporcjonalna sylwetka, sugeruje obserwatorowi że ma do czynienia z dzieciakiem, a nie młodzieńcem lada chwila mającym stać się mężczyzną. Młody wynalazca niewiele sobie z tego robi, jako że ... (Więcej)

Postprzez Mel » N maja 06, 2018 11:59 pm

        “Tik tok, wziuum, łump!…” Melika całą sobą skupiła się na podążaniu za tajemniczym źródłem dźwięku. Jako pyłek nie miała uszu, jednak gdyby je miała, poruszałyby się bez ustanku, próbując ustalić, skąd dobiegają intrygujące zgrzyty i kliknięcia. Ich melodia była inna niż wszystko, co dotychczas spotkała - jednocześnie martwa i żywa, ale nie należąca do świata natury. Maie nie znała słowa “mechaniczna”, więc nawet nie przyszło jej do głowy. Czuła jednak całą sobą przeciągłą skargę z jaką pracował mechanizm, tak jakby nie był do końca z tego zadowolony. Jednocześnie było w nim coś ekscytującego i niepokojącego, dużo bardziej niż dźwięk formującej się burzy czy śpiew ptaków.
        Porzuciła odgłos grzmotu, który ciągnęła za sobą aż od wyspy, a niebo nad miastem Teravis nagle wypełniło się potężnym hukiem. Niezbyt tym przejęta (przecież skoro jej to nie przeszkadza, to czemu miałoby dokuczać innym?) pochyliła się nad dziwnym skupiskiem ludzi (i innych istot, którym nie miała jednak czasu na razie się przyjrzeć) gromadzących się pośrodku placu. Widywała już z góry miasta, ale to było inne niż wszystkie. Otoczone grubym murem o ładnym, pomarańczowym kolorze, miało tylko jedną bramę i wręcz tętniło życiem. Nierówne oddechy mieszkańców, ich krzyki, śmiechy i kichnięcia tworzyły osobliwą melodię, która stała się tłem dla wspaniałej kompozycji prezentowanej przez dziwaczne urządzenie ustawione na samym środku.
        Olbrzymi, beczkowaty stwór posykiwał i buchał parą, ale nie potrafiła wychwycić bicia jego serca. Zaintrygowana opadła jeszcze niżej, a złote drobinki migotały wesoło w promieniach słońca. Kiedy jego jasny blask przesłoniły chmury, dziewczynka wylądowała zgrabnie w malutkim zaułku obok placu, przyjmując swoją fioletową formę. Czuła się zmęczona podróżą i wiedziała, że przez jakiś czas będzie musiała pozostać w tym ciele.
        Grupa gapiów tłoczących się ciasno wokół Crewila i jego mechanicznego golema bardzo ją peszyła, ale mimo to dzielnie ruszyła naprzód, przeskakując pęknięte kostki brukowe. Delikatnym podmuchem wiatru pomogła sobie w prześlizgnięciu się przez tłum i już po chwili, balansując chybotliwe na chudych nóżkach, ustawiła się w pierwszym rzędzie. Kilka osób podpatrywało na nią z niechęcią, ktoś nawet wykrzyknął “Dusiołek!”, ale większość z dorosłych traktowała ją jak kolejnego malucha, który próbował zobaczyć co się dzieje. Grupka innych dzieci stoczyła się po drugiej stronie, zakładając się między sobą o koraliki, kiedy wynalazek wybuchnie.
        Z bliska malutka maie mogła w pełni podziwiać olbrzymiego, mechanicznego stwora i czyniła to z najwyższym zaangażowaniem (co tu oznacza: miała szeroko rozdziawione usta i nie zwracała uwagi na nic innego). Krzątająca się wokół niego, poczochrana sylwetka wydawała się dopełnieniem obrazu, jednak chwilowo uwaga rogatej istoty skoncentrowała się tylko na posykującym i trzeszczącym głośno stworze.
Avatar użytkownika
Mel
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Vestra, Hashira, Yva, Fobos, Bjornolf, Deidre, Sapphire,
Rasa: maie powietrza
Aura: Jest to w pełni ukształtowana i dorosła aura, choć może cię to nieco zszokować. Lotna i lekka niczym powietrze w swej czystej postaci, niesie ze sobą woń wiosennego kwiecia i ciepłego wiatru. W ten właśnie sposób otoczy cię całą sobą, wywołując przyjemny nastrój i uczucia, dopiero po chwili skupiając się w sobie, by nabrać bardziej wyrazistych kształtów. Wśród zmysłowych szeptów, krążących wokół wyczujesz namacalną miękkość. Delikatne grzmoty rozlegające się gdzieś w tle dadzą znać o nieco ostrawych aspektach. Od razu jednak wiesz, że jej brzmienia są przyjazne, niezależnie czy trafisz na aksamitnie gładkie połacie, czy trafi się jakiś delikatnie sztywny fragment emanacji. Aura wciąż powoli będzie się zagęszczać wesoło nabierając barwy barachitu urozmaiconego radosną cyną. Połysk szafiru pojawi się jako ostatni, wraz z lepkością przylegającą do twoich ust, która nabierze przyjemnie kwaśnego smaku doprawionego subtelną pikanterią.
Wygląd: Melika pojawiła się na ziemi pod postacią drobnej, niziutkiej dziewczynki o fioletowej skórze. Jej delikatne ręce i nogi wydają się tak kruche, że mogłyby się połamać od samego patrzenia. Na szczęście nie jest aż tak źle i dotąd duszek nie doznał jeszcze żadnych urazów. Jej figura jest dosyć dziecięca, ukryta w prostej, różowej bluzeczce i brązowych spodniach, które ... (Więcej)
Uwagi: melika (łac. melica; gr. melikos - śpiewny, melodyczny)

Postprzez Iru » Pt maja 11, 2018 10:31 pm

        Początkowo było to niezwykle trudne. Uczono ją opanowania i tego by nie okazywać lęków, jednak widok masywnej budowli, którą miejscowi nazywali murem, sprawiał że serce szamanki stawało z przerażenia. Iru była przekonana, że olbrzymia, bezduszna istota jest jakimś piekielnym bytem, który więzi mieszkańców znajdujących się w jej wnętrzu. Najdziwniejszym było to, iż przez jej bramę–paszczę, nieszczęśnicy wchodzili dobrowolnie. Ona zresztą również, chociaż tak naprawdę uczyniła to na prośbę Widzącej, więc nie do końca można tu było powiedzieć o wolnej woli. Wewnątrz okazało się, że sam stwór nie pożera swoich ofiar lecz czyni z nich niewolników. Co w sumie było jeszcze gorsze. Z czasem okazywało się, że ludzie z miasta nie potrafią żyć inaczej niż w objęciach tego, który przyczynia się do ich niewoli. Z jakiegoś powodu nawet nie próbowali podjąć walki.  
        Iru myślała, że nigdy się nie przyzwyczai. Wielka konstrukcja napierała na nią z każdej z stron, próbując zmiażdżyć jej kości i wycisnąć ostatnie tchnienie. Szamanka była bliska szaleństwa, gdy nieoczekiwanie znalazła rozwiązanie. Wystarczyło potrzeć w jedyną otwartą przestrzeń jaka jej pozostała. W górę. Mur nie krępował chmur, które w dalszym ciągu cieszyły się wolnością. Jeśli skupić wzrok tylko na nich, dało się przynajmniej na jakiś czas zapomnieć o wszechobecnym potworze. A jeszcze lepszym rozwiązaniem było przeniesienie się z poziomu ulicy jak najwyżej poza zasięg oziębłych kamieni. Dodatkowa korzyścią był fakt, iż z szczytu można było podziwiać otaczające miasto równiny. Widok ten na powrót budził w Tifcane nadzieję. Szkoda tylko, że Skoczek nie podzielał tego zdania. Szamanka nie rozumiała dlaczego jej wierny rumak odmawia przeprowadzki na dach, ale postanowiła uszanować jego wolę.
        Obserwując poczynania Crewila, dziewczyna zastanawiała się czy przypadkiem właśnie to nie jest istotą jej misji. Przykazano jej pozostać u boku wynalazcy, do czasu aż nie uwolni go od niebezpieczeństwa, co w skrócie mogło oznaczać wyciągniecie go z pułapki miejskich murów. Iru czuła, iż będzie musiała w jakiś sposób przebić się do świadomości zniewolonego umysłu i wytłumaczyć chłopakowi co jest dla niego najlepsze. Chociaż wszystko wskazywało na to, że nie będzie to zadanie łatwe. Niektórzy z mieszkańców Teravis wydawali się wykazywać pewna dozę odporności na otaczające ich zło, co jakiś czas opuszczając to miejsce, jednak Rudhof okazał się w nim kompletnie zatopiony.
        Rozważania Iru przerwał grzmot rozlegający się wysoko na niebie. Było to dziwne, ponieważ z całą pewnością nie zapowiadało się na burzę. Przynajmniej tego szamanka mogła być pewna. Zaintrygowana Iru podniosła się z ziemi, z zaskoczeniem uświadamiając sobie że nikt z zgromadzonych wokół Crewila i golema nie zainteresował się tak nienaturalnym zjawiskiem. Czyżby ludzie żyjąc tutaj zatracili instynkt przetrwania?
        - Dzieje się tu coś dziwnego – oświadczyła. – Muszę to sprawdzić.
        Tifcane szybko doszła do wniosku, iż wspinaczka na jedną z wież i wypatrywanie zagrożenia mija się z celem. Obserwacja burzy nauczyła ją, że dźwięk rozchodzi się wolniej niż światło, więc cokolwiek go wywołało musiało już tu być, a ponieważ  wcześniej niczego nie zauważyła, to coś musiało być niematerialne. Zamiast więc wpatrywać się w twarze istot ukrytych za barykadami, szamanka zdecydowała aby poszukać winowajcy w sferze myśli.
        „Dlaczego przybywasz nieproszony?” – spytała z nadzieją, iż jakiś duch odpowie na jej wezwanie, jednocześnie kontynuując wymianę zdań z Crewilem.
        - Że dwie – odpowiedziała, nawet nie zastanawiając się o co chodzi. Członkowie plemienia Ariatte nie potrafili pisać, a matematyka okazała się tą dziedziną nauki, której mimo wieloletnich prób żadnemu z nich nie udało się opanować. Nawet nie używali liczb, zamiast nich stosując formy opisowe, takie jak „tyle ile jest palców przy dłoni”, albo „ile koń ma nóg”. Iru nie była w tej kwestii wyjątkiem, ale skoro obiecała pomagać to przecież nie mogła odmówić tak banalnej prośby.
Avatar użytkownika
Iru
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Feyla, Ilia, Winka, Nurdin, Bluen, Awel, Groszek, Nyllef, Escrim,
Rasa: Człowiek
Aura: Aura odziana w blask młodości, powoli, ale uparcie rozwija swoją siłę, starając się zalać umysł czytelnika barachitowym bezkresem doznań o surowej naturze. Czysta, obsydianowa poświata wypełnia dostępne przestrzenie, wykorzystując swą giętkość, by wić się pomiędzy cynowymi skałami, o naturalnie twardej strukturze i szorstkiej powierzchni. Ostry zapach stepu, wiatru i ludzkiej skóry kłuje w nozdrza, a tajemniczo rozkołysana trawa lepi się niemiłosiernie do bosych stóp, nie dając uciec zbyt szybko od rozlegającego się w okół, przejmującego zawodzenia upiorów. Na koniec zaś dobitnie gorzki i łagodny smak wypełnia usta wędrowca, by tym sposobem uczciwie go pożegnać i zakończyć to krótkie, ale jakże owocne spotkanie.
Wygląd: Szamanka jest wysoka i smukła. Jej wygląd przykuwa uwagę, od razu sugerując odbiorcy iż ten ma do czynienia z osobą której droga biegnie daleko od cywilizacji. Skóra dziewczyny jest ciemniejsza niż u większości mieszkańców kontynentu. Długie czarne włosy, przyozdobione ptasimi piórami, okalają owalną twarz pokrytą charakterystycznym czerwoną farbą wokół oczu. Mina Tifcane ... (Więcej)

Postprzez Crewil » Pt maja 11, 2018 10:37 pm

        Crewil był nie tylko konstruktorem, ale również artystą, dlatego też z prezentacji swoich wynalazków musiał uczynić dzieła sztuki. Jego zdaniem ludzkość powinna wiedzieć, iż jest świadkiem czegoś wyjątkowego. Nawet jeśli nie wszyscy zebrani zdawali sobie sprawę z potęgi nauki i nadziei jaką niesie ona dla człowieka, samo uczestnictwo w tak przełomowym wydarzeniu, nakładało na obserwatora pewien zakres odpowiedzialność, z kolei rolą głównego organizatora było zadbanie o oficjalną oprawę widowiska. Za publicznym przeprowadzeniem eksperymentu takiego jak ten obecny, przemawiał jeszcze dużo bardziej prozaiczny fakt - niewielki warsztat Crewila był zbyt ciasny, aby golem mógł się po nim swobodnie się przemieszczać.  
        - Powinienem wygłosić mowę – uznał wynalazca, ignorując ostrzeżenie swojej towarzyszki.
        W tym czasie golem wpadł w oscylację, zaczynając rytmicznie podskakiwać, dudnić, skrzypieć i piszczeć. Jego metaliczny łeb pobrzękiwał miarowo, a z tłoków na grzbiecie świstała upuszczana para. Dla młodego geniusza był to wymowny znak, że powinien się spieszyć, a jednocześnie stanowił potwierdzenie, że jak do tej pory wszystko idzie zgodnie z planem. Maszyny były przewidywalne i z założenia niezawodne, czego niestety nie dało się powiedzieć o ludziach.
        - Stać! Wstrzymać eksperyment! Zabraniam jego kontynuacji! – nieoczekiwanie wykrzyczał brodaty herold ubrany w pasiasty strój z bufiastymi rękawami. – Mam tu nakaz egzekucji zadłużenia oraz stanowczy sprzeciw przeciwko prowadzenia przez tego osobnika jakichkolwiek doświadczeń! Panie Rudhof, proszę wyłączyć to paskudztwo.
        - Nie da się go wyłączyć. To reakcja, która musi wygasnąć samoistnie – wyjaśnił Crewil. – A teraz, jeśli można, szanowny panie Feline, proszę usunąć się z trajektorii ruchu.
        - Niedoczekanie. Poinstruowano mnie, aby w przypadku sprzeciwu aresztować pana i niezwłocznie doprowadzić do lochu.
        Poirytowany wynalazca zaczął intensywnie przeczesywać dłonią swoje potargane włosy. Przełomowa chwila dla nauki miała zostać zaprzepaszczona w skutek głupiego ludzkiego oporu? A wszystko przez drobiazgowe procedury i przepisy. Chłopak miał świadomość, że kilka jego ostatnich eksperymentów naraziło miasto na pewne straty, a władze domagały się aby to on pokrył kosztu odbudowy zniszczeń, jednak czym jest te kilka domów w porównaniu z wszystkim tym, czego mógł dokonać? Ignorancja i małostkowość. Oto przyczyna dlaczego postęp rodzaju ludzkiego odbywa się w tak wolnym tempie.
        - Proszę mi pokazać ten dokument. – Crewil wyciągnął dłoń w stronę herolda, po czym szybko przeleciał treść rozporządzenia. To czego szukał znalazł bezpośrednio pod wzmianką o możliwej konfiskacie mienia, wygnaniu lub zamianie długu na prace społeczne. – Napisano tu „do dnia dzisiejszego”, a dzień dzisiejszy wciąż trwa. Zdaje się, że minęło dopiero południe. Musi pan wiedzieć, panie Feline, że po pierwsze zmarnował pan mój czas na cenną przemowę, a po drugie po tym co mam zamiar tu zaprezentować, stanę się nie tylko sławny, ale również bogaty. Więc z łaski swojej, przesuń się pan.
        Miejski urzędnik nie zamierzał się łatwo poddawać.
        - Wiedz, że upoważniono mnie również do tego, by w miarę zaistniałych okoliczności zwiększyć należność jaka figuruje na tym dokumencie. Dlatego też będę cię obserwował i gdy tylko ujrzę coś podejrzanego, natychmiast skorzystam z przysługującego mi prawa.
        - Dobra, dobra… - Crewil lekceważąco machnął ręką. – Panie i panowie, niestety z przyczyn ode mnie niezależnych rozpoczniemy bez należytego wstępu. A więc, do dzieła!
Avatar użytkownika
Crewil
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Sjans,
Rasa: Człowiek
Aura: Młoda aura może i nie szczyci się siłą, ale połyskuje zaczepnie, niemo dopominając się o uwagę. Pyszni się złocistymi refleksami i kusi miękkością wcale nie sztywnych materiałów o chropowatych i gładkich fakturach. Jest przy tym nieco sucha, a ostrymi krawędziami daje znać, że nie z nią byle numery! Choć tonąc w głębokiej miedzi zdarza jej się przeoczyć pewne oczywistości. Pomaga sobie jednak rtęciową bystrością, a turmalinowa i szmaragdowa poświata stale kłócą się o to, która kiedy ma podejmować wiążące decyzje. Ich pikantny posmak oraz gorycz zmieszana ze słodyczą sugerują, że bardzo różnie bywa, zaś unoszący się wokół zapach farb i narzędzi - że i tak mają jeden, wspólny cel, do którego ramię w ramię dążą.
Wygląd: Crewil to młody, groteskowo wyglądający chłopak, w przypadku którego proces dojrzewania ciała wyraźnie nie nadąża za wiekiem i rozwojem umysłu. Niewielki wzrost i patyczkowata, nieproporcjonalna sylwetka, sugeruje obserwatorowi że ma do czynienia z dzieciakiem, a nie młodzieńcem lada chwila mającym stać się mężczyzną. Młody wynalazca niewiele sobie z tego robi, jako że ... (Więcej)

Postprzez Mel » Wt maja 22, 2018 11:53 pm

        Poruszenie na placu sprawiło, że Melika skuliła się w sobie i cofnęła lekko w tłum. Brodaty mężczyzna, który wmaszerował na plac krzycząc i gestykulując, miał agresywny, ostry głos i bardzo srogi wyraz twarzy. Jego ton był niski, niemalże basowy, a słowa tylko częściowo zrozumiałe dla małej, fioletowej istotki. Eg-ze-ku-cji? Za-dłu-że-nia? Choć nie wiedziała co to znaczy, czuła przez jego intonację, że ma wrogie zamiary wobec kudłatego chłopaka, a olbrzymia maszyna, która tak ją zachwyciła, napawa go odrazą i niechęcią.
        Ich dalszą kłótnię zagłuszył golem, który zaczął buchać parą, zgrzytać i piszczeć w sposób wielce niepokojący. Nieświadoma możliwości zbliżającego się wybuchu maie wpatrywała się w niego jednak z zachwytem, chłonąc całą sobą dawany przez niego spektakl. Otworzyła wisiorek i pochwyciła trochę hałasu, zatrzaskując wieczko i zamykając go pod ozdobioną ametystem pokrywką. Ten kawałeczek wspaniałości zostawi sobie na później!
        Po chwili skończyła majstrować przy medaliku i wróciła do śledzenia wydarzeń na placu. Straszny pan nadal kłócił się z chłopcem, a ten odpowiadał mu, groźnie marszcząc brwi. Z twarzą usmarowaną czymś ciemnym wyglądał jednak bardziej zabawnie niż groźnie i Mel z miejsca go polubiła.
- Ej, fioletowa, weź się przesuń! - powiedział jeden z umorusanych urwisów ubranych w nieco podarte łachmany, potrącając ją łokciem. Na delikatnej skórze momentalnie pojawił się siniak.
- Ała! To boli! - odpowiedziała cicho, odsuwając się ostrożnie. Nikt nigdy dotąd nie nabił jej siniaka, i bardzo nie podobało jej się to nowe doznanie.
- Tak rogata, spadaj! Zasłaniasz! - powiedział inny chłopiec, wypychając ją na sam koniec tłumu. Wielkie, srebrne oczy duszka wypełniły się łzami. Dlaczego nie pozwolili jej po prostu popatrzeć? Siąpiąc nosem przywołała wiatr i uniosła się do góry, obserwując wydarzenia z wysokości kilku metrów. Stąd słyszała wszystko jeszcze lepiej i momentalnie wróciła do przysłuchiwania się prowadzonej na placu rozmowie.
        Nazwisko herolda, wypowiedziane przez konstruktora, zupełnie nie pasowało do jego masywnej postaci. Feline - to słowo miało w sobie dużo melodyjności i gracji, zupełnie niczym kot wyciągający się w rozespany łuk. “Zabawne, jak bardzo imiona nie pasują do ludzi” pomyślała Mel “Wydawałoby się, że imię określa osobę. Tak jak Melika określa mnie. A jednak ludzie często mają skłonności do nadawania nieprawidłowych nazw i imion innym ludziom i niektórym przedmiotom. Ciekawe czy tacy ludzie czują się przez to mniej kompletni niż  inni?”
Jej rozważania przerwały słowa urzędnika, który oznajmił, że będzie obserwował chłopaka. Z tego, co zrozumiała wynikało, że był on zobowiązany zapłacić jakiś Łuk, ale miał na to czas tylko do zachodu słońca. Domyślała się, że to poważna sprawa, a wspomniany Łuk (a może Dłuk? Dziewczynka nie znała tego słowa, więc jego prawidłowe brzmienie nadal pozostawało dla niej niepewne) musiał być niezwykle ważny dla naburmuszonego urzędnika. Wynalazca uciszył go jednak lekceważąco i zwrócił się do zgromadzonego tłumu. Jego teatralne gesty i słowa bardzo jej się podobały. Pomyślała, że chciałaby mu pomóc i że jeśli później będzie mogła porozmawiać ze strasznym panem heroldem, postara się uspokoić jego emocje i zmienić negatywne nastawienie do chłopca i jego wynalazku. Tymczasem jednak zachłannie wróciła do obserwacji mechanicznego potwora, który z coraz większą częstotliwością klikał, stukał i emitował kłęby siwego dymu.
Avatar użytkownika
Mel
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Vestra, Hashira, Yva, Fobos, Bjornolf, Deidre, Sapphire,
Rasa: maie powietrza
Aura: Jest to w pełni ukształtowana i dorosła aura, choć może cię to nieco zszokować. Lotna i lekka niczym powietrze w swej czystej postaci, niesie ze sobą woń wiosennego kwiecia i ciepłego wiatru. W ten właśnie sposób otoczy cię całą sobą, wywołując przyjemny nastrój i uczucia, dopiero po chwili skupiając się w sobie, by nabrać bardziej wyrazistych kształtów. Wśród zmysłowych szeptów, krążących wokół wyczujesz namacalną miękkość. Delikatne grzmoty rozlegające się gdzieś w tle dadzą znać o nieco ostrawych aspektach. Od razu jednak wiesz, że jej brzmienia są przyjazne, niezależnie czy trafisz na aksamitnie gładkie połacie, czy trafi się jakiś delikatnie sztywny fragment emanacji. Aura wciąż powoli będzie się zagęszczać wesoło nabierając barwy barachitu urozmaiconego radosną cyną. Połysk szafiru pojawi się jako ostatni, wraz z lepkością przylegającą do twoich ust, która nabierze przyjemnie kwaśnego smaku doprawionego subtelną pikanterią.
Wygląd: Melika pojawiła się na ziemi pod postacią drobnej, niziutkiej dziewczynki o fioletowej skórze. Jej delikatne ręce i nogi wydają się tak kruche, że mogłyby się połamać od samego patrzenia. Na szczęście nie jest aż tak źle i dotąd duszek nie doznał jeszcze żadnych urazów. Jej figura jest dosyć dziecięca, ukryta w prostej, różowej bluzeczce i brązowych spodniach, które ... (Więcej)
Uwagi: melika (łac. melica; gr. melikos - śpiewny, melodyczny)

Postprzez Iru » Śr maja 23, 2018 9:35 am

        Miejski urzędnik nagle zorientował się iż ma spory problem. Po pierwsze świadkowie jego doniosłej przemowy, w powstałym sporze zdecydowanie bardziej sprzyjali Crewilowi niż stanowczej literze prawa. Działo się tak nie tyle z sympatii do chłopaka, co z obawy, że działalność pana Feline może pozbawić ich wszystkich tak oczekiwanego spektaklu. Co prawda Herold przywykł do tego iż ogłaszane przez niego rozporządzenia nie zawsze przyjmowane są z entuzjazmem, jednak nie mógł zignorować faktu, że po wymianie zdań z wynalazcą, on sam znalazł się zdecydowanie zbyt blisko właśnie rozpoczętego eksperymentu, pozbawiony jakiejkolwiek osłony przed najbardziej prawdopodobnym finałem. Jednocześnie powaga piastowanego stanowiska nie pozwalała mu aby natychmiast rzucić się do ucieczki, szukając schronienia za pierwszym możliwym zabudowaniem. Chrząkając donośnie, w udawanej zadumie, mężczyzna niby od niechcenia zrobił kilka kroków, chowając się za szamanką.
        - Co takiego uczynił ten „zadłużenie” że zasłużył na powróż na szyję? – Spytała Iru, która w odróżnieniu od Mel, rozumiała przynajmniej znaczenie słowa „egzekucja”.  
        Tymczasem mechaniczny golem trajkocząc na pół miasta, powili ruszył do przodu, znacząc trasę swojego marszu głębokimi bruzdami w ziemi. Zafascynowana widownia wstrzymała oddech. Ciekawość zebranych powoli wygrywała z troską o własne bezpieczeństwo, dzięki czemu Tifcane mogła oglądać nie tylko oczy ukrytej widowni ale i co niektóre wścibskie nosy.  Szamanka z stoickim spokojem rozsiadła się na ziemi, krzyżując stopy i unosząc kolana ku górze. Nie przejęła się specjalnie faktem że pan Feline zignorował jej pytanie. Ludzie często tak robili, czego nie można było powiedzieć o duchach. A skoro dziewczyna nie dostała żadnej odpowiedzi również na pytanie zadane w sferze mentalnej, to znaczyło iż żadna z tych istot nie przebywała w pobliżu.
        Wciąż jednak nie rozwiązywało to problemu tajemniczego grzmotu i nagłych niczym nie wytłumaczalnych porywów wiatru. Dziewczyna zaczęła poszukiwać innego wytłumaczenia obserwowanej przez siebie zagadki. Na przykład ingerencji jakiegoś czarodzieja. Iru zdawała sobie sprawę, że magowie nie specjalnie przepadają za osobami takimi jak Crewil. Większość z nich ignorowała chłopaka, tak jakby w ten sposób chcieli zaprzeczyć jego istnieniu, a przy tym istnieniu wszystkiego co związane jest z nauką. Zdarzali się tez tacy którzy uważali młodego Rudhofa za jednego z nich, bo przecież rzeczy których dokonywał kudłaty, musiały mieć coś wspólnego z czarami. Być może jeszcze nie nazwanymi ale brak definicji niekoniecznie musiał  oznaczać iż czegoś nie ma.
        Tifcane wodziła wzrokiem po widowni, będąc prawdopodobnie jedyną która patrzy w niewłaściwym kierunku. Nagle dostrzegła wśród niej najpiękniejsza istotę jaką kiedykolwiek dane jej było zobaczyć. Iru słyszała wcześniej, że gdzieś tam w wielkim świecie żyją inteligentem rasy, tylko w części przypominające ludzi, jednak jak do tej pory nigdy nie spotkała się z kimś tam odmiennym. Na pierwszy rzut oka zdawać by się mogła że ma przed sobą zwyczajną, niewysoką dziewczynkę, jednak to delikatne stworzenie z całą pewnością było wyjątkowe. Krucha i drobna niczym źdźbło trawy, wyglądała jakby lada moment miał ponieść ją wiatr. Do tego ta niezwykła lawendowa barwa skóry podkreślana przez intensywny kolor włosów przez które przebijały niewielkie różki. Szamanka była zdeterminowana by dowiedzieć się czym jest nieznajoma, jednocześnie znajdując w sobie nieodpartą potrzebę by ochronić ją przed wszelkim złem, a przede wszystkim przed kamiennym potworem w wnętrznościach którego właśnie się znajdowali.
        Jakby na potwierdzenie domysłów Tifcane, obserwowana przez nią dziewczynka zaczęła unosić się w powietrzu. Iru choć bardzo  pragnęła przyglądać się małej jak najdłużej, miała tez cichą nadzieję że ostatecznie wiatr porwie tego motyla i uniesie cudowne stworzonko wysoko ponad miejski mury, ku wolności. Niestety póki co nic takiego nie nastąpiło. Szamanka nie potrafiła wyjaśnić dlaczego wszyscy ludzie którzy zgromadzili się tu by zobaczyć cud, nie są w stanie dostrzec tego jedynie prawdziwego, fascynującego zjawiska, które lewituje im nad głowami. Głupota ludzi było niczym horyzont na Jałowych Równinach.
        - Cudowne. To najbardziej zachwycająca istota jaką dane mi było spotkać. – Oświadczyła Tifcane, na co Crewil tylko przytaknął głową, przekonany iż mowa o jego golemie.
Avatar użytkownika
Iru
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Feyla, Ilia, Winka, Nurdin, Bluen, Awel, Groszek, Nyllef, Escrim,
Rasa: Człowiek
Aura: Aura odziana w blask młodości, powoli, ale uparcie rozwija swoją siłę, starając się zalać umysł czytelnika barachitowym bezkresem doznań o surowej naturze. Czysta, obsydianowa poświata wypełnia dostępne przestrzenie, wykorzystując swą giętkość, by wić się pomiędzy cynowymi skałami, o naturalnie twardej strukturze i szorstkiej powierzchni. Ostry zapach stepu, wiatru i ludzkiej skóry kłuje w nozdrza, a tajemniczo rozkołysana trawa lepi się niemiłosiernie do bosych stóp, nie dając uciec zbyt szybko od rozlegającego się w okół, przejmującego zawodzenia upiorów. Na koniec zaś dobitnie gorzki i łagodny smak wypełnia usta wędrowca, by tym sposobem uczciwie go pożegnać i zakończyć to krótkie, ale jakże owocne spotkanie.
Wygląd: Szamanka jest wysoka i smukła. Jej wygląd przykuwa uwagę, od razu sugerując odbiorcy iż ten ma do czynienia z osobą której droga biegnie daleko od cywilizacji. Skóra dziewczyny jest ciemniejsza niż u większości mieszkańców kontynentu. Długie czarne włosy, przyozdobione ptasimi piórami, okalają owalną twarz pokrytą charakterystycznym czerwoną farbą wokół oczu. Mina Tifcane ... (Więcej)

Postprzez Crewil » Cz maja 24, 2018 11:56 am

        Obserwując jak jego golem pokonuje kilka pierwszych kroków, Crewil miał ochotę wrzeszczeć z radości. Triumfował, chociaż wciąż miał świadomość że do pełnego sukcesu nadal daleko, dlatego też nie rozstawał się jeszcze z pokusą obgryzania paznokci i rwania włosów z głowy. Problem młodego wynalazcy polegał na tym, iż nie rozróżniał on fazy przedwstępnej, związanej z uruchomieniem prototypu, od finalnego zaprezentowania swojego działa potencjalnemu nabywcy. Idąc na skróty, chłopak składał te dwie rzeczy w jedno, w skutek czego mieszkańcy miasta byli naocznymi świadkami całej serii jego niepowodzeń, a jednocześnie traktowali go jako dostarczyciela wyjątkowej rozrywki.  
        Mechaniczny golem nie był tu wcale wyjątkiem. Tuż przed jego uruchomieniem, Crewil zamontował na konstrukcji maszyny całą gamę przyrządów monitorujących, mających za zadanie pomierzyć parametry pracy nowego wynalazku. Powyższy zabieg nadał golemowi jeszcze bardziej futurystycznego wyglądu. Rudhof zamierzał mierzyć wszystko. Oscylacje i amplitudę drgań, poziom generowanego hałasu, temperaturę beczki, piski, trzaski i zgrzyty dobiegające z jej wnętrza, przesuw, posuw, ciśnienie i całą gamę innych wielkości o istnieniu których zwykły zjadacz chleba nie miał pojęcia.  Szereg drutów, nici i igieł na bieżąco nanosiło na papier generowane wykresy. Talerze, tuby, podskakujące pokrywki czy słoik napełnione barwną cieczą, rejestrowały możliwość pojawienia się krytycznych wartości mogących rozstroić zachowanie się aparatury, a wszystko to nanoszone został na specjalnie opracowaną przez wynalazcę tabelę zagrożeń, której wskaźnik obecnie znajdował się na pozycji „bulgotanie”.
        - Potęgo dwójki! Działa! – Krzyknął Crewil widząc jak golem podnosi pierwszą z paczek, po czym z zgrzytem obraca się w stronę miejsca w które należało ją przenieść i powoli kieruje się w właściwym kierunku.
        - Gdyby moi ludzie pracowali w takim tempie już dawno wszystkim im zasadziłbym kopa, zatrudniając prawdziwych tragarzy. – Dał się słyszeć niezadowolony głos osobnika schowanego za wozem.
        - Ta próba ma na celu analizę i zgromadzenie danych. Docelowo całość będzie można przyspieszyć.- Bronił się wynalazca.  
        - Po co ślimakowi nogi? Weź je obetnij. – Zadrwił ktoś inny.
        Nieoczekiwanie maszyna sama z siebie zaczęła przyspieszać, tak jakby usłyszała niepochlebne uwagi na temat swojej pracy, jednocześnie stawiając sobie za cel udowodnienie niedowiarkom swojej wartości. Crewilowi wydawało się to nader dziwne, ponieważ nie przypominał sobie by wyposażał golema w jakikolwiek mechanizm pozwalający mu myśleć, a tym bardziej obrażać się pod wpływem krytyki. Najgorsze jednak dopiero miało nadejść. Nabierający impetu, wynalazek młodzieńca, zamiast odstawić pakunek w wskazanym miejscu, ominął sklep szerokim łukiem i popędził wzdłuż wąskiej uliczki.
        - Stój! Co ty wyprawiasz?! – Darł się Crewli, rzucając się w pogoń za swoim patentem. – Iru! Zatrzymaj go!
        Chłopak szybko zrozumiał iż przy swojej marnej kondycji nie ma szans dogonić ciągle przyspieszającej maszyny, obecnie przypominającej wrzący kocioł. Chłopak dyszał z trudem obserwując jak jego duma z każda chwilą coraz bardziej się oddala.
        - Nie rozumiem co się dzieje. Zrobiłem symulację wszystkich możliwych zagrożeń i żadne z nich nie wskazywało na coś takiego. – Wydusił z siebie chłopak gdy Iru dopędziła go lekkim krokiem.  
        Ocierając pot z czoła, wynalazca z przerażeniem wpatrywał się jak jego działo pędzi ku nieuniknionemu zderzeniu z budynkiem gospody. Nagle golem zrobił zwrot, uniknął kolizji z przeszkodą, po czym kontynuował swój bieg podążając prostopadłą uliczką. Chwilę później maszyna powtórzyła ten manewr  wykonując kolejny gwałtowny skręt. Rudhof nie miał szans dopędzić mechanicznego złodzieja, szybko jednak odkrył prawidłowość w tych z pozoru chaotycznych ruchach, dzięki czemu był w stanie przewidzieć miejsce w jakim golem powinien zjawić się lada moment.
        - Za mną! – Przykazał szamance, ciągnąc dziewczynę za rękę. – Wiem ze to niemożliwe i nie powinno się tak stać. W ogóle to jakieś absurd. Takie wariactwo mogłoby się zdarzyć tylko wówczas gdy… chwila…. jak cię prosiłem o podanie koła zębatego na czterdzieści osiem garbów, zrobiłaś dokładnie tak jak mówiłem, prawda?
        Widząc niezrozumienie w oczach dziewczyny, Crewil kontynuował coraz bardziej przerażony. Nagle zdał sobie sprawę że być może błędnie zakładał iż Iru towarzyszy mu głównie dlatego, bo sama interesuje się techniką, pragnąc doskonalić się u takiego mistrza jak on. Jednak być może było zupełnie inaczej.  
        - Ale rozumiesz jak działa przekładnia? Błagam, tylko mi nie mów że nie masz pojęcie czym jest koło.
Avatar użytkownika
Crewil
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Sjans,
Rasa: Człowiek
Aura: Młoda aura może i nie szczyci się siłą, ale połyskuje zaczepnie, niemo dopominając się o uwagę. Pyszni się złocistymi refleksami i kusi miękkością wcale nie sztywnych materiałów o chropowatych i gładkich fakturach. Jest przy tym nieco sucha, a ostrymi krawędziami daje znać, że nie z nią byle numery! Choć tonąc w głębokiej miedzi zdarza jej się przeoczyć pewne oczywistości. Pomaga sobie jednak rtęciową bystrością, a turmalinowa i szmaragdowa poświata stale kłócą się o to, która kiedy ma podejmować wiążące decyzje. Ich pikantny posmak oraz gorycz zmieszana ze słodyczą sugerują, że bardzo różnie bywa, zaś unoszący się wokół zapach farb i narzędzi - że i tak mają jeden, wspólny cel, do którego ramię w ramię dążą.
Wygląd: Crewil to młody, groteskowo wyglądający chłopak, w przypadku którego proces dojrzewania ciała wyraźnie nie nadąża za wiekiem i rozwojem umysłu. Niewielki wzrost i patyczkowata, nieproporcjonalna sylwetka, sugeruje obserwatorowi że ma do czynienia z dzieciakiem, a nie młodzieńcem lada chwila mającym stać się mężczyzną. Młody wynalazca niewiele sobie z tego robi, jako że ... (Więcej)

Postprzez Mel » Cz maja 24, 2018 11:13 pm

        Zachwycona dziewczynka przeleciała ze świstem nad głowami tłumu i podążyła podekscytowana za Iru, Crewilem i jego uciekającym golemem. Maszyna ściskała kurczowo w dłoniach porwaną paczkę, a kolorowe, ślicznie opalizujące płyny znajdujące się w przymocowanych do niej butlach, gulgotały radośnie. Za nią unosił się obłok dymu, w którym na chwilę zniknął wynalazca i jego towarzyszka. Powietrze przeszył donośny zgrzyt i olbrzym zamarł bez ruchu, w groteskowej pozie przypominającej zdziwienie. Mel również zatrzymała  się w górze, przekrzywiając ciekawie głowę i czekając na dalszy rozwój wydarzeń. Po ciszy jaka zapadła dookoła wydawałoby się, że to już koniec kłopotów, jednak beczkowata postać okręciła się o trzysta sześćdziesiąt stopni i wznowiła swój szaleńczy bieg. Coraz szybciej kierowała się w stronę miejskich murów. Dziewczynka ruszyła za nią, przyglądając się w międzyczasie wysokiej kobiecie, która towarzyszyła poczochranemu wynalazcy.
        Ptasie piórka, licznie wystające z włosów nieznajomej, bardzo przypadły duszkowi do gustu, a czerwona farba zdobiąca ciemną cerę miała miły dla oka odcień. Mel nie wiedziała dlaczego kobieta wymalowała linię na swoich oczach, ale czy wszystkie ładne rzeczy muszą mieć swoje uzasadnienie?
        Jej aura, w przeciwieństwie do błyskającej, krzykliwej aury chłopaka, była czysta i nieco szorstka. Maie nie potrafiła zinterpretować kolorów, które ją otaczały, ale z zaintrygowaniem obserwowała ciemne, obsydianowe odcienie przeplatane jaśniejszymi smugami. Kolory kojarzyły jej się z powierzchnią jeziora w tej dziwnej porze zmierzchu, kiedy dzień dotyka ust nocy, przestając być jasnym, ale nie stając się jeszcze ciemnością. Szarość przyniosła zadumę i powagę, które na chwilę udzieliły się także dziewczynce. Prysnęły jednak jak bańka mydlana w momencie, w którym za plecami usłyszała hałas rozkrzyczanych głosów. Tłum, nadal żądny rozrywki, podążył za nimi. Spanikowana dziewczynka straciła równowagę, a przyjazny prąd powietrza wymknął się spod jej stóp. Koziołkując jak dmuchawiec w czasie huraganu, wylądowała twardo tuż pod nogami Crewila i szamanki, wzbudzając niewielki tuman piaskowego kurzu. Zakaszlała donośnie i skuliła się, czując jak bolą ją wszystkie obtłuczone miejsca. Regeneracja maie natychmiast zaczęła zasklepiać otarcia i goić siniaki, ale z tego fioletowa istotka na razie nie zdawała sobie sprawy. Załzawionymi oczami rozejrzała się dookoła, próbując zogniskować wzrok i oddychając ciężko. Wizyta w mieście wywoływała tak skrajne uczucia, jakich nie doznała nigdy dotąd. Rozdarta między dziecięcym podekscytowaniem i skrajem płaczu, spojrzała błagalnym wzrokiem na nowo uderzonych towarzyszy.
- Cześć - miauknęła cicho, próbując powoli wstać.
Avatar użytkownika
Mel
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Vestra, Hashira, Yva, Fobos, Bjornolf, Deidre, Sapphire,
Rasa: maie powietrza
Aura: Jest to w pełni ukształtowana i dorosła aura, choć może cię to nieco zszokować. Lotna i lekka niczym powietrze w swej czystej postaci, niesie ze sobą woń wiosennego kwiecia i ciepłego wiatru. W ten właśnie sposób otoczy cię całą sobą, wywołując przyjemny nastrój i uczucia, dopiero po chwili skupiając się w sobie, by nabrać bardziej wyrazistych kształtów. Wśród zmysłowych szeptów, krążących wokół wyczujesz namacalną miękkość. Delikatne grzmoty rozlegające się gdzieś w tle dadzą znać o nieco ostrawych aspektach. Od razu jednak wiesz, że jej brzmienia są przyjazne, niezależnie czy trafisz na aksamitnie gładkie połacie, czy trafi się jakiś delikatnie sztywny fragment emanacji. Aura wciąż powoli będzie się zagęszczać wesoło nabierając barwy barachitu urozmaiconego radosną cyną. Połysk szafiru pojawi się jako ostatni, wraz z lepkością przylegającą do twoich ust, która nabierze przyjemnie kwaśnego smaku doprawionego subtelną pikanterią.
Wygląd: Melika pojawiła się na ziemi pod postacią drobnej, niziutkiej dziewczynki o fioletowej skórze. Jej delikatne ręce i nogi wydają się tak kruche, że mogłyby się połamać od samego patrzenia. Na szczęście nie jest aż tak źle i dotąd duszek nie doznał jeszcze żadnych urazów. Jej figura jest dosyć dziecięca, ukryta w prostej, różowej bluzeczce i brązowych spodniach, które ... (Więcej)
Uwagi: melika (łac. melica; gr. melikos - śpiewny, melodyczny)

Postprzez Iru » Pt maja 25, 2018 11:11 am

        Iru przywykła do tego iż pod wpływem dużego stresu Crewil zaczyna gadać głupoty. Jak na pewnego siebie wynalazcę, chłopak zbyt często używał słowa „katastrofa”. Poza tym miał też w zwyczaju posługiwać się całą gamą wyrażeń, których znaczenia szamanka nie była w stanie pojąć. Domyślała się że chodziło tu o wspomniane kiedyś przez starszyznę przekleństwa. Widząca tłumaczyła jej, iż ludzie nie potrafiący panować nad własnymi emocjami, często używają obraźliwych słów, by rozładować rosnący w nich gniew. Być może „koło” było tu jednym z nich, Chociaż Tifcane za nic nie rozumiała dlaczego chłopak miałby się jej czepiać.
        Dziewczyna uniosła ramiona i w geście bezradności rozłożyła ręce. Wiedziała że przedmioty wrzucone do wody wywołują powstanie kręgów na jej powierzchni. Jej lud rozbijał namioty, tak by wszystkie one tworzyły zwarty pierścień, natomiast większość zjawisk zachodzących w naturze, zamykało się w kolejnych cyklach. Nigdy jednak nie zajmowała się kołami w znaczeniu takim jakie miał w głowie Crewil. Poza tym szamanka nie musiała znać się na obliczaniu trajektorii, pędzie, siłach czy wektorach. Jej wiedza była dużo cenniejsza, ponieważ pochodziła od obecnych i byłych członków plemienia Ariatte, a co ważniejsze wielokrotnie sprawdziła się w praktyce.  
        - Nie krzycz na mnie tylko dlatego że twoje stworzenie spłoszyło się i poniosło. Pamiętaj że z naszej dwójki to ja jestem tą która potrafi je zatrzymać. – Oświadczyła Iru, wkładając palce do ust i gwiżdżąc donośnie. W ten sposób szamanka zwykła przywoływać swojego konia. – A mogę to zrobić ponieważ wiem czego ten golem chce i dokąd biegnie.
        Crewil nie zdążył zaprotestować. Chciał zaznaczyć że maszyna sama z siebie nie może niczego chcieć, a co więcej jeśli chodzi o wyznaczenie powtarzalności sekwencji jej ruchów, to właśnie on jest w tej kwestii osobą najbardziej kompetentną, jednak ów wywód przerwało mu pojawienie się spadającej z nieba maie. Iru dopiero teraz dostrzegła niebezpieczeństwo jakie groziło delikatnej istocie. W momencie gdy golem zaczął uciekać, obserwatorzy widowiska również wpadli w panikę. W głowach zgromadzonych cały czas pokutowało przekonanie o niechybnej eksplozji która zakończy ten spektakl, z tym że w związku z obecnym rozwojem sytuacji, nikt nie był w stanie przewidzieć gdzie ów wybuch nastąpi. Część ludzi uciekała w obawie aby nie znaleźć się zbyt blisko epicentrum katastrofy, a inni wręcz przeciwnie chcieli być świadkami tego co się stanie, przez co podejmowali próby nadążenia za mechanizmem. Wszyscy zaś oni stanowili zagrożenie iż w swojej głupocie stratują delikatną dziewczynkę. Na szczęście Skoczek zdążył pojawić się przed tłumem.
        - Chodź ze mną pyłku. Uratuję cię. – Powiedziała Iru, pomagając Melice wstać i najostrożniej jak tylko potrafiła, sadzając fioletową na grzbiecie swojego wierzchowca. Następnie sama wskoczyła na ogiera, sadowiąc się tuż za plecami maie. – Zaczekaj tutaj Crewilu. A my zwrócimy ci twojego przyjaciela. Ha!
        Szamanka szarpnęła z uzdę i z okrzykiem na ustach pognała w pogoń. Zwykle nie nosiła przy sobie broni, uznając ją za zbędny ciężar. Zdaniem dziewczyny dużo bardziej praktyczne było poukrywanie oręża w różnych częściach miasta, tak aby zawsze mieć coś pod ręką, bez względu na to gdzie się znajdzie. Dzięki temu zabiegowi, nawet w pełnym galopie, mogła chwycić jedną z licznych włóczni pozostawionych w rynnie. Świadomość że nie miała pojęcia jak działa ścigana przez nią maszyneria oni odrobinę jej nie przeszkadzała. Dla Tifcane dużo ważniejszym był fakt iż w plemieniu od młodości szkolono ją w polowaniu na stepowe bawoły, a jedną z elementarnych prawd wykorzystywanych w tych niebezpiecznych łowach, było to, że każdą nawet najbardziej masywną istotę, jeśli tylko jest rozpędzona, można zmusić do biegu w wybranym przez siebie kierunku. Co ważniejsze wystarczy do tego delikatne szturchnięcie. Wytracony z swojego rytmu, bawół musiał skręcać tak jak chciał łowca bo inaczej straciłby równowagę.  W ten sposób można było oddzielić jedna sztukę od stada i kierować ją prosto w pułapkę. Oczywiście pod warunkiem iż wcześniej nie nadziało się na jego rogi. Ale w przypadku golema ten drugi czynnik nikomu nie groził.
        - Świszczący kocioł próbuje wydostać się z trzewi potwora. – Z przekonaniem stwierdziła Iru tłumacząc Melice, dlaczego stara się prowadzić golema w stronę miejskiej bramy. Od razu domyśliła się że mechaniczna istota szuka ratunku, a że pierwszy raz znalazła się na zewnątrz, sama nie potrafi dotrzeć do paszczy bestii. Jej szczęściem szamanka troszczyła się o wszystkie istoty. Nawet te z drewna, matali i kamienia.  
        Metoda stosowana przez Tifcane przyniosła zaskakująco pozytywne efekty. Skoczek szybko zrównał się z golemem, a trącając włócznią w boki maszynerii, dziewczyna nadawała kierunek biegu dymiącej beczki. Iru nie zdawała siebie sprawy jedynie z jednej rzeczy, a mianowicie z faktu iż kolejne uderzenia w poganianego przez siebie stwora, uszkadzają jego aparaturę, w efekcie uniemożliwiając mu nie tylko wykonywanie kolejnych skrętów, ale również blokując jego system hamowania. A że nieszczęścia chodzą parami, akurat w tym czasie miejsca brama pozostawała zamknięta. W efekcie dziewczyna doprowadziła do tego na co wszyscy czekali. Golem z impetem wpadł w potężne wrota, wywołując eksplozję która zatrząsła murami Teravis. Fala uderzeniowa wzbiła w powietrze ogromne ilości pyłu i odłamków drewna. Przerażony Skoczek przysiadł zna zadzie, o mały włos nie zrzucając swoich jeźdźców. Na szczecie Iru zdołała opanować wierzchowca.
        Z stoickim spokojem szamanka odczekała aż tumany kurzu opadną na ziemię, po czym stwierdziła.
        - Poświęcenie Świszczącego Kotła nie pójdzie na marne. Pokonał bestie, dzięki czemu ludzie znów mogą być wolni.
Avatar użytkownika
Iru
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Feyla, Ilia, Winka, Nurdin, Bluen, Awel, Groszek, Nyllef, Escrim,
Rasa: Człowiek
Aura: Aura odziana w blask młodości, powoli, ale uparcie rozwija swoją siłę, starając się zalać umysł czytelnika barachitowym bezkresem doznań o surowej naturze. Czysta, obsydianowa poświata wypełnia dostępne przestrzenie, wykorzystując swą giętkość, by wić się pomiędzy cynowymi skałami, o naturalnie twardej strukturze i szorstkiej powierzchni. Ostry zapach stepu, wiatru i ludzkiej skóry kłuje w nozdrza, a tajemniczo rozkołysana trawa lepi się niemiłosiernie do bosych stóp, nie dając uciec zbyt szybko od rozlegającego się w okół, przejmującego zawodzenia upiorów. Na koniec zaś dobitnie gorzki i łagodny smak wypełnia usta wędrowca, by tym sposobem uczciwie go pożegnać i zakończyć to krótkie, ale jakże owocne spotkanie.
Wygląd: Szamanka jest wysoka i smukła. Jej wygląd przykuwa uwagę, od razu sugerując odbiorcy iż ten ma do czynienia z osobą której droga biegnie daleko od cywilizacji. Skóra dziewczyny jest ciemniejsza niż u większości mieszkańców kontynentu. Długie czarne włosy, przyozdobione ptasimi piórami, okalają owalną twarz pokrytą charakterystycznym czerwoną farbą wokół oczu. Mina Tifcane ... (Więcej)


Powrót do Teravis

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron