[Środek lasu] Białe plamy na mapie


Położone we wschodniej części Środkowej Alaranii rozległe i gęste lasy zamieszkałe przez różnorodne zwierzęta, tak te magiczne jak i zwyczajne. Mówi się, że Lasy Eriantur to siedlisko dzikich elfów, które nie chciały żyć z innymi w miastach. Terytoria te porównuje się do Szepczącego Lasu, ponieważ w samym środku dzikiej, nieokiełznanej puszczy znajduje się wielkie elfie miasto Iruvia.

Postprzez Pagani » Pt sie 31, 2018 8:51 pm

        Mimo ciemności i uporczywej mgły, Pagani zdołał wypatrzeć roślinkę. Jako jedyna zupełnie odstawała od reszty krajobrazu i przez ciągłe poczucie niepokoju i dyskomfortu wilk miał nadzieję, że na tym zakończy się ich misja. To ono właśnie skłaniało do regularnego zastanawiania się nad ewakuacją z cmentarzyska. Nie był lękliwym gościem, ale sprawy nadprzyrodzone znacznie wykraczały poza jego kompetencje i możliwości. Był przewoźnikiem i podróżnikiem, nie egzorcystą. Niestety los, który postawił na jego drodze te dwie ciekawe osóbki, najwyraźniej miał trochę inny pogląd na specjalizację wagabundy.
Dziewczyny dołączyły do niego by zbadać znalezisko, ale brunetka zaraz “zepsuła” roślinkę odkrywając przyczynę ciarek wędrujących mu po karku.
        Spojrzał w górę na naturalistyczne strachy na wróble, obserwując każdy ich ruch jednocześnie tłumiąc warkot cisnący się do gardła. Cudownie, wprost cudownie. Trzeba było zabierać zady swój i końskie z kurhanów, gdy jeszcze mógł. Teraz było już za późno.
Konie parskały niespokojnie, drobiąc w miejscu, gdy Sebastien zaczął odmawiać ciche inkantacje do ochronnych bóstw podróżników. Przygoda zapowiadała się bardziej nietuzinkowo niż zwykle, ale chciałby z niej wyjść cało i ewentualna opieka bożków mogła bardziej pomóc niż zaszkodzić.
        Wilkołak nawet nie drgnął gdy drewniany paluch dotknął jego czoła, chociaż miał wielką ochotę na rączy odwrót. I mimo iż był raczej zielony w kwestii duchów, domyślał się, że w tej chwili bunt mógłby tylko pogorszyć jego sytuację. Krótki rozkaz jaki posłyszał w myślach, bardziej instynktowny niż werbalny, nakazujący wejście w otwierający się portal, również nie pozostawiał miejsca na sprzeciw.
Cmoknął krótko zwalniając lejce i po krótkich końskich fochach podążył za pannami, a ich korowód zamykały dziwaczne stwory.

        Przez chwilę mrok zagęścił się wraz z zamykającą się wokół lepką i nieprzeniknioną mgłą, zupełnie jakby biel i czerń zapragnęły połknąć wędrowców żywcem. Zniknęły rónież wszystkie dźwięki, a dojmująca, obezwładniająca cisza zaczęła bezlitośnie brzęczeć w uszach przypominając o swej nienaturalnej obecności.
Potem wszystko znikło jak ucięte ostrym nożem. Mrok rozstąpił się wpierw na rzecz mgły, która otuliła podróżników tak szczelnie, że stracili z oczu nawet siebie nawzajem, o szczudłowatych stworach nawet nie wspominając. Następnie zaczęli słyszeć delikatny szmer wiatru, który powoli rozwiał mleczną poświatę. Jej smugi wciąż pełgały po podłożu i przysłaniały dalsze części widoków i horyzontu. Nie było śladu po ich przewodnikach, ani po kurhanach.
Znaleźli się w na wrzosowisku, otoczeni trzema kręgami głazów o maczugowatych kształtach, wysokich  na dobre trzy sążnie. W tle, niewyraźnie majaczył las szeleszczący na wietrze. Pagani odetchnął głęboko czując pod stopami nieco szorstki i chrzęszczący cicho kobierzec.
        Powietrze było rześkie i wilgotne. Czuć w nich było dęby, oczywiście wrzosy z odrobiną wody, która musiała znajdować się gdzieś w okolicy, ale przede wszystkim las znów pachniał całymi wiekami. Ciężko było opisać podobne uczucie, ale inaczej pachniał młodnik, inaczej leciwy bór, a zupełnie odmiennie puszcza żyjąca tak długo jak najstarsze smoki.
Wraz ze zmianą otoczenia, zniknęło odczucie grozy a w zamian pojawił się głęboki szacunek i respekt. To miejsce zdawało się neutralne, ale jednocześnie sprawiało wrażenie obserwować przybyszów wcale nie słabiej niż cmentarzysko. Tylko jego uwaga była mniej natarczywa a bardziej… dojrzała. Zupełnie jakby porównać do siebie wzrok zabijaki poszukującego wyzwania i leciwego mędrca taksującego przybyłego doń ucznia.
Seb odetchnął jeszcze raz, przyglądając się reakcjom swoich dziewczyn, gdy tuż przed nimi zjawiło się kolejne dziwo. Wzrostem bliżej mu było do dziecka niż mężczyzny, chociaż długa broda raczej skłaniała do zakwalifikowania nieznajomego raczej do tej płci. Wyszedł naprzeciw nim z mgły jakby wychodził z leśnej ścieżki. Cały odziany w tunikę z dębowych liści, z tymi właśnie liśćmi we włosach i brodzie, podpierając się sękatym kosturem. Wyglądałby raczej nieszkodliwie gdyby nie czarne oczy, w których brakło tęczówek i białek, a w której błyskały iskierki o soczyście zielonej barwie, i które zdawały się dostrzegać samą duszę podróżników.
        Wiatr zmierzwił burą sierść, niosąc kolejną porcję zapachów, gdy wilk węsząc cicho ponownie zerknął na swoje towarzyszki i zielonego przybysza. Wraz ze zmianą otoczenia, ze zniknięciem kurhanów i mroków, ślad po zaprzęgu zaginął tak samo jak ludzka postać zmiennokształtnego.
Avatar użytkownika
Pagani
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Nemain, Sherani, Lucien, Elleanore, Dagon, Indigo, Max, Amarok,
Rasa: Wilkołak
Aura: Cisza. Nie absolutna, raczej naturalna, niczym nie zmącona. Spokojna. Łagodna w smaku, niezwykle lepka, nie pozwala się poruszyć o włos, otaczając cię ze wszystkich stron. Jasna i błyszcząca ametystowa poświata rozchodzi się w niej niespiesznie, sięgając daleko i zwracając na siebie o wiele większą uwagę niż raczej niewielka siła samej emanacji. To ona cię tu przyciągnęła. Bo i na co komu potężna moc? Czy nie wystarczy ten jasny blask, nagrzewający końską sierść? Tak gładką i ciepłą w dotyku, ale też wilgotną od słonego potu, gdy szóstka cynowych koni zrywa się do pełnego galopu, by pędzić przez świat aż po jego skraj i z powrotem. Ciągną za sobą barachitowy powóz, piękny, prawda? Najlepsze drewno. Twarde i wytrzymałe, a jednocześnie na tyle giętkie, by odpowiednio pracowało w ruchu. Ma ostre krawędzie, oczywiście, ale słuchaj woźnicy, a nic ci nie będzie. A to co czujesz? To tylko mokra ziemia i psia sierść… ah, gdzie ten pies, pytasz. No właśnie, gdzie?
Wygląd: Sebastien wygląda jak przystało na mężczyznę, który całe swoje życie, poczynając od wczesnego dzieciństwa, spędził na podróży i pracy. Opalona skóra opina pozbawione choćby grama tłuszczu i zbudowane z wytrenowanych mięśni, ciało. Daleko mu jednak do osiłka stworzonego do pilnowania nocnych barów i mimo wyraźnie męskiej sylwetki, Seb jest szczupły, chociaż w porównaniu ... (Więcej)

Postprzez Segen » Pn wrz 17, 2018 8:33 pm

        Pielgrzym szedł głośnym stępem, jak tylko niezadowolony koń potrafi. On zupełnie inaczej odczuwał atmosferę panującego niepokoju i zamiast zachować milczenie, jak trójka podróżników, tupał i parskał, bezbłędnie znajdując każdą leżącą na runie gałązkę, by roztrzaskać ją ciężkim jak kowadło kopytem. Dlatego właśnie, oraz ze względu na przeczucie, że powinni zachować ciszę, Segen zrezygnowała z karcących syknięć i gwizdów, stanowiących standardowe komendy dla ogiera. Teraz przemawiała do niego szeptem w nieznanej innym mowie, głosem ciepłym i cichszym od wiatru, gładząc poruszonego wierzchowca po szyi, a swoim zachowaniem może nawet sugerując czułość wobec zwierzęcia, chociaż takie stwierdzenie byłoby nieco pochopne, nie znając dobrze kobiety. Ten jednak uspokoił się wyraźnie pod dotykiem i opuścił nieco łeb, idąc dalej łagodniejszym krokiem.
        Zajęta Pielgrzymem tylko słyszała wymianę zdań między eugoną a zjawą, nie wtrącając się w dyskusję, ani nie komentując i dopiero, gdy uspokoiła konia, Assani obejrzała się przez ramię pod pozorem troski o swoich towarzyszy. Zielone oczy jednak tylko na moment spoczęły kolejno na Sapphire i Sebastienie, przenosząc się później gdzieś poza i ponad tego ostatniego, a brwi nemorianki zmarszczyły się delikatnie. Nagle zostali sami i kobieta niezwłocznie zwróciła uwagę na drogę przed sobą. Wtedy jednak nie było już nic widać. Biel i czerń zlewały się ze sobą, kpiąc sobie ze zmysłów podróżników. Cisza dudniła w uszach, zagłuszając lub ucinając w zarodku protesty wierzchowców jej i wilkołaka, a po chwili mrok znów ustąpił, sprawiając że blade światło, bijące pozornie od samej mgły, wręcz biło po oczach. Wiatr rozwiał lekko czarne włosy nemorianki i przeplatał pasma mgły między nogami pielgrzyma sprawiając, że koń wyglądał jakby ciągnął za kopytami białe wstęgi.

        Ale później nie było już konia, a Assani łapała równowagę na własnych nogach, gdy zwierzęcy grzbiet dosłownie spod niej zniknął. Nie było też powozu ani woźnicy, a tylko bury wilk, którego nemorianka obrzuciła krótkim, ale przenikliwym spojrzeniem. Znaleźli się na wrzosowisku. Segen nie ruszyła się o włos, bystrym wzrokiem badając otoczenie, które nieumiejętnie namalowane mogłoby wyglądać spokojnie i sielankowo. Przesiąknięte było jednak czymś pradawnym, co… uspokajało nemoriankę. Odetchnęła głębiej rześkim powietrzem i z niewzruszonym wyrazem twarzy rozejrzała się wokół siebie. Obracając się wokół własnej osi zatrzymała nagle, gdy jej wzrok spoczął na starcu. Sędziwym mężczyźnie, o sięgającej ziemi brodzie, a jednak wzrostem nieprzewyższającym dziecka. Puste czarne ślepia hipnotyzowały, a składające się na tunikę liście nie wydawały nawet jednego dźwięku, mimo poruszającego nimi lekko wiatru. Starzec uniósł kostur i wskazał nim coś. Kobieta obróciła się, a jej wzrok padł na palenisko pośrodku kręgu wysokich głazów. Kostur stuknął głucho o miękkie runo, jednak dźwięk i tak zwrócił znów ich uwagę i spojrzenia. Mężczyzna teraz pokazywał kijem otaczające ich głazy, kolistym ruchem zataczając kosturem krąg, a Segen poczuła jak wokół nich opada kopuła magii, zamykając ich w tym miejscu, sprawcę zamieszania pozostawiając zaś w granicach drugiego koła, poza ich zasięgiem. Starzec uśmiechnął się i wskazał długim palcem każdego z podróżnych osobno.
        - Jedna doba. Nie wolno wyjść. – rozległo się szeptem w ich głowach.
        Ze kolejnym stuknięciem kostura zniknął, dosłownie rozpływając się w powietrzu, niczym towarzysząca im wcześniej mgła, a oni zostali sami. Wiatr ruszył spokojnym tempem, wrzosowisko zaszumiało cicho, a w oddali odezwały się nieśmiało pojedyncze ptaki.
        Segen długo stała nieruchoma pośrodku kręgu, z przymkniętymi oczami wodząc zmysłem magicznym po okolicy. Otaczająca ich magia była silna i wszechobecna, jednak specyficzna… jakby pierwotna, nie reprezentując stricte żadnego konkretnego arkana, będąc mocą samą w sobie. Assani otworzyła w końcu oczy i rozejrzała się już normalnie, wzrokiem rejestrując otoczenie, którego emanację już znała. Wolnym krokiem podeszła do pierwszego kręgu, ale już tam natknęła się na niewidzialną barierę łączącą ze sobą pionowe głazy. Kobieta drgnęła i skrzywiła się minimalnie, co z zewnątrz wyglądało jakby nagle ugryzł ją owad, o którym już po chwili zapomniała. W rzeczywistości jednak demonica próbowała teleportować się na drugą stronę, jednak i wtedy odbiła się od bariery jak od litej ściany. Interesujące. Przez chwilę bawiła się własną magią, próbując poruszyć czymś poza kręgiem, ale nie drgnął nawet jeden liść. Wszystko zostawało tutaj. Oni i ich magia. Nawet nie zniżała się do prób uniesienia magicznie ponad statuy. Jeśli nie mogła się nawet teleportować na drugą stronę to nie było szans, by można było po prostu przelecieć górą. Szturchnęła inne arkana, z podobnym, czyli żadnym, rezultatem. Ogólnie nie podejmowała chwilowo większych prób wydostania się z potrzasku, obchodząc jedynie ich miejsce po okręgu, z niedbałością sunąc wzrokiem po terytorium. Istniało jeszcze kilka opcji, dzięki którym mogłaby próbować się stąd wydostać, w tym jedna która bezwzględnie skończyłaby się powodzeniem, jednak Segen aż tak jeszcze nie czuła się uwięziona by sięgać po te środki. Jeszcze to była przygoda.
        Nemorianka podeszła więc znów do środka kręgu, krokiem swobodnym i beztroskim jak zawsze, by usiąść przy palenisku, przyszykowanym pod ognisko dla podróżnych. Najwyraźniej mieli tu spędzić trochę czasu, nim ktoś znów się po nich zjawi. Zdawała się ignorować fakt, że ich towarzysz zmienił się w wilkołaka, a ona sama straciła z oczu swojego wierzchowca, bowiem ze spokojem zabrała się do rozpalania ogniska. Dla niej sprawa była jasna. Mieli tu zostać przez jedną dobę, a później pewnie czekała ich jakaś próba czy test, diabli wiedzą. Segen to nie przeszkadzało. Była zainteresowana, a czasu miała aż nadto. Jedynym jej zmartwieniem był Pielgrzym – wyszkolenie kolejnego wierzchowca będzie nudnym i żmudnym zadaniem, poza tym nawet polubiła tę wredną mendę, więc miała nadzieję, że nic mu nie jest. Ale przeczucie mówiło jej, że koń mimo wszystko jest bezpieczny, więc Assani ze stoickim spokojem długowiecznej istoty czekała rozwoju wydarzeń. Może w międzyczasie popracuje nad mapą?
Avatar użytkownika
Segen
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Callisto, Leila, Avellana, Sonea, Mathias, Emma, Cat, Lexi, Maia, Ananke, Eva, Rakel, Lena, Rain, Kimiko, Kiki, Astarte, Mimosa,
Rasa: Nemorianka
Aura: Czytając tę aurę, znajdziesz się nad gładką i lekko już zużytą kobaltową połacią pergaminu. Po chwili zorientujesz się, że właśnie patrzysz na nieznaną wcześniej mapę. Przecina ją wiele cynowych linii dróg, szlaków i gór. Ważniejsze z nich, zupełnie jak arterie, tętnią soczystym, ale dziwnie spokojnym topazem. Początkowo przebywasz w ciszy. Ta zaś najpierw odezwie się w twych uszach echem. Ono nabierze nienaturalnych dźwięków, by wreszcie zamilknąć, odzyskując harmonię, chociaż przez chwilę masz wrażenie, jakby resztki tych dźwięków odbijały się jeszcze w twych myślach. Uważaj, by w swych oględzinach nie naciąć się na bardzo ostre krawędzie, gdy pergamin zwinie się giętko tuż przed twoimi oczami, na koniec tworząc twardy rulon zwiastujący zbliżający się koniec czytania. Powietrze o bliżej nieokreślonym zapachu zdaje się być zarazem suchym i lepkim, zmieniając się wraz z każdym wdechem. Da się w nim wyczuć delikatnie pikantne nuty, ale to intensywna gorycz pozostanie z tobą, gdy emanacja zniknie sprzed twych oczu.
Wygląd: Najlepiej chyba zacząć od tego, że na pierwszy rzut oka Segen nie wygląda jak typowa przedstawicielka nemorian. Czasy, gdy poruszała się z szelestem sukni, a na jej dekolcie i nadgarstkach połyskiwała złota biżuteria, minęły bezpowrotnie i nie bez ulgi samej kobiety. Włosy upinane przez kilkaset lat w ciasne, lśniące koki, teraz opadają nieposkromioną kaskadą na ramiona i plecy. ... (Więcej)

Postprzez Sapphire » Cz wrz 27, 2018 4:58 pm

        Gdy białe światło zaatakowało jej oczy, a mgła powoli zaczęła się przerzedzać ukazując im prastare wrzosowisko, Sapphire poczuła się tak, jakby ktoś wyszarpał jej duszę przez gardło. Uczucie nieznośnego ucisku, jak przy bardzo szybkim locie towarzyszyło jej przez moment, by po chwili gwałtownie ustać. Skołowana rozejrzała się dookoła, widząc rzędy obrośniętych mchem głazów i kobierzec drobnych, fioletowych roślin pod swoim ogonem. Gdy udało jej się skupić wzrok dostrzegła Assani, ze spokojem kontemplującą uroki otoczenia, i wilka, w którego przemienił się Pagani. Przed nimi stał również mały człowieczek o bardzo długiej brodzie, podparty sękatym kosturem.
Świetnie. Kolejny Yarin, który będzie mi mówił co mam robić!” pomyślała ze złością rudowłosa, przewracając oczami. Powoli podpełzła w stronę karzełka, przyglądając się jego ruchom i zerkając nieufnie na trzymany przez niego kij. Doświadczenie podpowiadało jej, że tam, gdzie niepozorne indywiduum używa magii, należy być bardzo ostrożnym. Mogła stawić czoła napastnikom, którzy próbowaliby ją zabić, ale nie zniosłaby żadnej dodatkowej klątwy, jaką starzec mógłby mieć do zaoferowania.
        Ku jej zdziwieniu dębowy dziadek wypowiedział jedynie słowa “Jedna doba. Nie wolno wyjść” po czym zniknął, nie wyjaśniwszy nic więcej. Przez chwilę patrzyła tępo w miejsce w którym stał, choć na trawie nie pozostał po nim najmniejszy ślad. To dało jej do myślenia. Czuła na twarzy powiew wiatru, który poruszał kręconymi, rudymi kosmykami i denerwował i tak już napięte jak struny węże, jednak źdźbła trawy nie uginały się pod jej ciężarem. Pochyliła się i wyciągnęła bladą dłoń, próbując zerwać gałązkę wrzosu. Jej palce pokryte czarnymi łuskami przeniknęły przez roślinę jak dym.
- Ciekawe gdzie zosssstały nasssze ciała. I ressszta - syknęła w stronę Paganiego, jeszcze raz przesuwając dłonią nad ziemią, by zademonstrować co ma na myśli. Chodziło jej również o konie, powóz oraz Yarina. Duch, choć z całą pewnością miał dostęp do świata astralnego, zniknął w momencie pojawienia się mgły. Niech go szlag, akurat teraz, kiedy mógłby być użyteczny!
        Przez chwilę Sapphire trawiła słowa leśnego stworzenia. Czy naprawdę mieli tu spędzić całą dobę, marnując cenny czas, zamknięci jak zwierzęta w klatce? Ponad wszystko eugona ceniła sobie wolność i przestrzeń i myśl ta wydała jej się nie do zniesienia.
Nerwowo poruszając ogonem, którego złota grzechotka wydawała trzaskający dźwięk, hybryda zaczęła krążyć wzdłuż kopuły. Z zewnątrz otaczał ich drugi rząd głazów, a za nim pojedyncze drzewa ginęły w gęstej mgle. Dwa razy próbowała wbić gwałtownie wydłużające się pazury w niewidzialną ścianę, jednak odskoczyła z sykiem niezadowolenia.
Pochwyciła wzrok wilka, a w jej zielonych oczach błysnęła genialna myśl. Jeśli ta kopuła znajduje się tylko nad ziemią, być może pod postacią węża będzie w stanie przekopać się na zewnątrz! Tę dwójkę może zostawić w środku, jeśli taka będzie ich wola, ale ona nie podda się zachciankom upiorów z jakiegoś cmentarzyska!
        Skupiła całą wolę, próbując przemienić się w gigantycznego węża, jednak zamiast szybkiego drżenia przemiany poczuła rozrywający ból, promieniujący z dołu brzucha wzdłuż całego ciała. Zgięła się wpół i opadła na ziemię, ściskając rękoma obolałe podbrzusze.
- Nie jessstem w ssstanie zmienić formy… - wykrztusiła, powoli się prostując.
- Przeklęte duchy! Nie mają nic lepssszego do roboty, tylko więzić wędrowców? - fuknęła ze złością. Powoli docierało do niej, że chcąc nie chcąc będzie musiała spędzić pełną dobę zamknięta w tej szklanej kuli, najprawdopodobniej pod wnikliwą obserwacją niewidzialnych demonów.
        Nadal obolała podpełzła do Segen, która rozsiadła się wygodnie przy naszykowanym palenisku. ”No proszę, pomyśleli o wszystkim” stwierdziła ironicznie w myślach i z ulgą rozciągnęła swój długi, pokryty szaro-bordowymi spiralami ogon.
- Jak myśśśślicie, czego oni właśśściwie chcą? - zapytała, wciąż rozglądając się nieufnie na każdy otaczający ich dźwięk. Gdy za jej plecami rozległ się trzask gałęzi, odwróciła się błyskawicznie, a jej oczy rozbłysły białym światłem. Zupełnie odruchowo, bez możliwości kontroli, pchnęła w stronę zagrożenia sporą kulę mocy. Magia chaosu rozbiła się o niewidzialną kopułę, powodując gwałtowną eksplozję kamiennych cierni z powierzchni ziemi. Po zagrożeniu nie było ani śladu. Przez chwilę Sapphire wpatrywała się bez słowa w utworzone przez siebie pobojowisko. Jej magia była dzika, tak samo jak ona. Nigdy nie potrafiła przewidzieć jej efektów, zresztą narzucanie mocy swojego zdania uważała za coś nienaturalnego. Najważniejsze było to, że magia zawsze potrafiła ją obronić i zaatakować tych, którzy na to zasługiwali. Tym razem jednak, skoro otaczały ich nieprzenikalne mury, a każdy czar najwyraźniej odbijał się i pozostawał w środku, warto by było pohamować swoje odruchy. Eugona zacisnęła powieki i przez kilka sekund oddychała głęboko, próbując się uspokoić. Gdy węże wokół jej głowy opadły z sennym sykiem na jej ramiona otworzyła na powrót zielone oczy i obrzuciła uważnym spojrzeniem towarzyszy. Segen niewiele się zmieniła, jednak wilcza forma woźnicy podobała jej się dużo bardziej niż ludzka. Z zadowoleniem obserwowała ruch mięśni pod burym futrem i inteligentne spojrzenie żółtych oczu. Gdyby tylko porzucił te śmieszne, ludzkie konwenanse, byłby z niego bardzo porządny zwierz. Uśmiechnęła się lekko i przekrzywiając głowę skierowała do niego następne pytanie
- Jesssteśśś wilkołakiem z krwi? - zapytała, mając na myśli jego pochodzenie, a końcówka jej ogona poruszyła się lekko. Skoro mieli tu siedzieć tyle czasu, równie dobrze mogła się czegoś dowiedzieć o swoich towarzyszach. Mimo wszystko nie trafiła najgorzej - zawsze mogła zostać tu zamknięta w otoczeniu ludzi. Musiała tylko się pilnować, by nie zdradzić im tajemnicy swojej klątwy, a być może uda im się przetrwać dobę bez zbytniego rozlewu krwi.
Avatar użytkownika
Sapphire
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Vestra, Hashira, Fobos, Yva, Mel, Bjornolf, Deidre, Nick, Vera, Barabasz,
Rasa: Eugona
Aura: Aura, niczym wąż, pojawia się w tajemniczy sposób, prawie niezauważalnie znajdując się koło ciebie, mimo iż połyskuje jasnym i agresywnym topazem, zupełnie niepasującym do subtelności. Barachitowe łuski powoli przemykają pod twoimi palcami, ocierając się o nie twardymi i chropowatymi tarczkami o ostrawych brzegach. Te przy nacisku stawiają delikatnie sztywny opór, którego mógłbyś się nie spodziewać. Delikatnie kojące brzmienie, równie tajemnicze, jak zjawiający się gad, przechodzi w kakofonię dźwięków, niemiłosiernie drażniącą uszy. W powietrzu unosi się zapach kwiatów opromienionych słońcem i wężowej skóry rozgrzanej jego promieniami. Sama aura intensywnie lepi się do podniebienia, nanosząc na nią intensywnie pikantny smak, którego jeszcze przez długi czas się nie pozbędziesz.
Wygląd: EUGONA
Jest to postać, w której najczęściej można ujrzeć Sapphire, pędzącą między drzewami niczym burza, z rozwianymi włosami i dzikim wzrokiem. W stanie spoczynku, opierając się na luźno ułożonym na ziemi ogonie, ma metr dziewięćdziesiąt wzrostu. W czasie polowania lub w chwilach wzburzenia unosi się jednak w górę, a dzięki silnym mięśniom potrafi zawisnąć wysoko ...
(Więcej)

Postprzez Pagani » Wt paź 02, 2018 8:42 pm

        Z kurchanów zostali wyprowadzeni wprost w nieskażony ludzką stopą krajobraz. A dokładniej zostali zamknięci w stworzonym przez zielonego człowieka więzieniu. Matka opowiadała mu o tych mitycznych strażnikach lasów i obrońców ich harmonii. Potężnych bytach występujących w pradawnych miejscach w charakterze sprawiedliwych sędziów. Ich osąd i logika bywały co prawda nie zawsze zrozumiałe przez zwykłych ludzi, lecz daleko im było do chaotycznego działania. Zawsze mieli swoje powody, były one jednak odpowiednie dla długowiecznych, magicznych bytów i dlatego nieraz zdawały się niepojęte czy zagadkowe. O ile w ogóle był to zielony człowiek. Przecież wcześniej żadnego nie widział więc i porównania nie miał. Jeśli nie, biada im... W zasadzie, nawet jeśli był to i tak mogli być zgubieni… Zupełnie zwykłymi ludźmi niby nie byli, ale to przecież nie musiało oznaczać bardziej łaskawego spojrzenia sędziwego starca.
        Wilk uniósł łeb węsząc i rozglądając się po otoczeniu oraz przyglądając się swoim towarzyszkom. Czarnowłosa piękność spacerowała nonszalancko oceniając ich tymczasowe lokum, podczas gdy urodziwy rudzielec wyglądał na nieco bardziej poirytowanego. W tym momencie wilk głęboko wciągnął powietrze zaniepokojony, jednocześnie strzygąc nerwowo uszami.
Trzy zupełnie różne stworzenia, trójca odmiennych charakterów tak więc najwyraźniej i do tematu zatrzymania wędrowców w kręgu Las podszedł indywidualnie.
Zniknęły wszystkie niezwiązane bezpośrednio z ich osobami rzeczy przykuwające ich do świata materialnego, łącznie z żywymi stworzeniami jak na przykład jego zaprzęg. Do tego on stracił najwyraźniej zbędną, ludzką postać, czy może wrócił do prawdziwej - wilczej. Ale Spphire potraktowano bardziej dosłownie. Wilcze oczy rozszerzyły się, gdy szponiasta dłoń przeniknęła przez wrzosy potwierdzając jego obawy. Wyciągnął przednią łapę pazurami trącając lilowe roślinki, pokazując gadzince, że tylko ją potraktowano aż tak specjalnie. Z jego ciałem wszystko było w jak najlepszym, chociaż wilczym porządku. Segen również wyglądała normalnie, czuł jej zapach, przeciwnie do rudzielca.
        Każdy znosił zamknięcie na swój sposób. Najwyraźniej potężnym istotom trudniej było wytrzymać bezsilność. Pagani jako zwierz nawykły iż wpływ na tor życia miał los, na podróż chociażby pogoda i trakt, a jedyne co było w jego rękach to własne decyzje, ze stoickim spokojem podszedł do paleniska, ziewnął szeroko i rozpłaszczył się na trawie. Szybko jednak, ponownie zaniepokojone ślepia trafiły na zwijającą się z bólu Sapphire. Co prawda praktycznie nie znał rudzielca, ale domyślił się, że mogło chodzić o podobną przemianę jak u niego. Jego popchnęli na kolana, czemu więc eugona miałaby mieć swobodę zmian. Westchnął ciężko skinąwszy łbem, pogodzony z losem, i położył pysk na łapach.
Z następnym zdaniem akurat nie mógł się nie zgodzić. Że też duchom nudziło się do tego stopnia by wybrać akurat ich trójkę. A nawet jeśli były w wielkiej potrzebie, czy naprawdę musiało paść na nich? Dlatego mama zawsze mówiła by z duchami uważać, i dlatego właśnie unikał takich miejsc jak kurhany. Nigdy nie wiadomo jaką klątwę można było obudzić i w jaką kabałę wdepnąć. Eh kobiety… one zawsze sprowadzały człowieka na manowce i pakowały w kłopoty.
        Cóż było robić jak nie czekać do wyznaczonego terminu. Złoszczenie się czy demolowanie okolicy mogło tylko pogorszyć sprawę, ale chyba płomiennowłosej puściły nerwy, albo uważała inaczej. Sierść na wilczym karku na moment stanęła dęba w czysto pierwotnym odruchu na zagrożenie, by spokojnie opaść wraz z unoszącym się burym łbem i nastawionymi uważnie uszami. Dziewczyny chyba jeszcze nie wiedziały, że wraz z jego przemianą to sobie już pogadali.
Odpowiedź na pierwsze pytanie pozostawił Segen, zerkając na nią z ukosa. Nawet gdyby miał jakiś pomysł, to wilczy pysk nie umiał artykułować ludzkich dźwięków. Potem żółte ślepia na powrót odnalazły eugonę, a Seb sapnął ciężko.
- “Nie wiem” - pomyślał i przechylił łeb w zwierzęcym geście, nie mogąc zrobić nic innego jak przyglądać się Sapphire. Wilczą postać posiadał odkąd pamiętał, ale swojego pochodzenia nie znał. Jeśli zaś kobiety nie miały dostępu do wilczych myśli, miały z głowy jego towarzystwo, to werbalne oczywiście, do czasu aż dziadek zmieni zdanie i zwróci mu ludzkie oblicze.
Avatar użytkownika
Pagani
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Nemain, Sherani, Lucien, Elleanore, Dagon, Indigo, Max, Amarok,
Rasa: Wilkołak
Aura: Cisza. Nie absolutna, raczej naturalna, niczym nie zmącona. Spokojna. Łagodna w smaku, niezwykle lepka, nie pozwala się poruszyć o włos, otaczając cię ze wszystkich stron. Jasna i błyszcząca ametystowa poświata rozchodzi się w niej niespiesznie, sięgając daleko i zwracając na siebie o wiele większą uwagę niż raczej niewielka siła samej emanacji. To ona cię tu przyciągnęła. Bo i na co komu potężna moc? Czy nie wystarczy ten jasny blask, nagrzewający końską sierść? Tak gładką i ciepłą w dotyku, ale też wilgotną od słonego potu, gdy szóstka cynowych koni zrywa się do pełnego galopu, by pędzić przez świat aż po jego skraj i z powrotem. Ciągną za sobą barachitowy powóz, piękny, prawda? Najlepsze drewno. Twarde i wytrzymałe, a jednocześnie na tyle giętkie, by odpowiednio pracowało w ruchu. Ma ostre krawędzie, oczywiście, ale słuchaj woźnicy, a nic ci nie będzie. A to co czujesz? To tylko mokra ziemia i psia sierść… ah, gdzie ten pies, pytasz. No właśnie, gdzie?
Wygląd: Sebastien wygląda jak przystało na mężczyznę, który całe swoje życie, poczynając od wczesnego dzieciństwa, spędził na podróży i pracy. Opalona skóra opina pozbawione choćby grama tłuszczu i zbudowane z wytrenowanych mięśni, ciało. Daleko mu jednak do osiłka stworzonego do pilnowania nocnych barów i mimo wyraźnie męskiej sylwetki, Seb jest szczupły, chociaż w porównaniu ... (Więcej)

Postprzez Segen » So paź 06, 2018 5:22 pm

        Segen przysiadła przy palenisku ze swobodą właściwą dla kogoś, kto nie raz spędzał czas w ten sposób. Niespiesznie wybrała dwa najbardziej nadające się ku temu kamienie i wykrzesała z nich kilka iskier, zdolnych objąć najpierw niewielką kępkę suchej trawy pośrodku, by później piąć się powoli i spokojnie, obejmując we władanie ułożone misternie suche kawałki drewna. Zdawało się wręcz, że cała ta procedura ją relaksuje. Ze zgiętą jedną nogą, drugą oparła o kamienie otaczające palenisko i wspierając się łokciem na kolanie obserwowała ponad płomieniami eugonę. Nie mówiła na głos, że ona swoje ciało posiada, to było widać już, gdy rozpalała ognisko, a przez szacunek do inteligentnych istot nie wyrażała na głos oczywistości. Podobnie bury wilk stąpał beztrosko, a uginająca się pod nim trawa zdradzała, że nawet jeśli stracił swoją ludzką postać, zwierzęca jest równie namacalna, jak wszystko wokół nich. Poza Sapphire. Cierpliwie znosiła więc irytację naturianki, pozwalając jej dojść do siebie w jej własnym tempie i odnaleźć w nietypowym położeniu. Ona sama szybciej przekonała się o własnych brakach i chociaż miała zarówno swoje ciało oraz magię, to jednak nie mogła się stąd wydostać, straciła Pielgrzyma i…
        Do tej pory powoli poruszająca się nemorianka, nagle błyskawicznym ruchem wyprostowała plecy i zdjęła z nich katanę i tubę. O ile jednak broń odłożyła obok siebie, nie poświęcając jej żadnej uwagi, natychmiast zajrzała do futerału i jej spokojna twarz stężała na moment, odpowiednio długi, by Assani mogła w myślach wykląć na czym świat stoi we wszystkich znanych jej językach. Zabrali jej mapy. Zabrali jej pieprzone mapy. Zaraz jednak spięte ramiona kobiety rozluźniły się, a na ustach pojawił się niedbały, lekko ironiczny uśmiech, oznaczający jednocześnie przyznanie punktu leśnemu dziadkowi za zajście jej za skórę oraz zapowiedź prawdziwie nemoriańskiej zemsty, jeśli ta zabawa jej się znudzi, a ona wciąż nie odzyska swoich rzeczy. Chwilowo postanowiła grać zgodnie z zasadami, miała czas. Futerał zaś odłożyła już spokojnie obok katany. Oby jej nowi znajomi stanowili godną rozrywkę, bo znudzona Assani to niebezpieczna towarzyszka.
        Spojrzała na beztrosko rozciągniętego przy palenisku wilka, po czym jej wzrok przeniósł się na zginającą z bólu eugonę. Jej retoryczne pytanie zbyła wzruszeniem ramion i zmieniła nieznacznie pozycję, kładąc się do tyłu na trawę i zakładając zgiętą rękę za głowę. O ile wcześniej wyróżniała ją chociaż dumna postawa, teraz nawet jej rodzona matka miałaby problem z rozpoznaniem córki, która z kobiety odzianej w suknie i klejnoty, z idealnie zaczesanymi w kok lokami przemieniła się w surowo odzianą podróżniczkę, rozciągniętą na trawie, z włosami niedbale rozsypanymi na trawie i nogami w ciężkich butach zapartymi o kamienie. Odsunięte znów na włosy okulary zdradzały, że kobieta przymknęła pomalowane czernidłem powieki i najwyraźniej nic nie robi sobie z chwilowego uwięzienia. Mimo to usłyszała podpływającą do niej naturiankę, milcząc przez moment, jakby miała po raz kolejny zignorować pytanie, jednak w końcu się odezwała, nie otwierając oczu.
        - Twój towarzysz mówił, że strzegą kurhanów, a to ma być jakaś próba – odparła ze spokojem, nic nie robiąc sobie z faktu, iż zdradza się z podsłuchaniem rozmowy. – Nie wiem, na czym ma polegać, ale nie wyobrażam sobie żadnego powodu, by uznać nas za „godnych” – stwierdziła z krzywym uśmiechem, dopiero teraz uchylając powieki i spoglądając na meduzę. – Ciebie może jeszcze, jako córkę natury – powiedziała łagodniej, unosząc się i opierając na łokciach, przeniosła wzrok na wilka. – On również, być może, jako po części element jej fauny. Gorzej ze mną – dodała, z nieodłącznym nikłym uśmiechem, najwyraźniej nic sobie nie robiąc z potencjalnych konsekwencji takich wniosków. Pogląd wciąż miała ten sam; zająć się zagrożeniem, dopiero gdy to się faktycznie ujawni. Chwilowo to były wyłącznie utrudnienia, a wręcz skłonna była uznać, że obserwowani są z ciekawością, z jaką ona badała ten świat, dawała więc stworom margines przyzwolenia na takie zabawy. Poza tym naprawdę potrzeba czegoś więcej, by poruszyć jakiegokolwiek nemorianina, o tak elastycznej i specyficznej jak ona osobie nie wspominając.
        Sapphire nie miała jednak najmniejszej tolerancji na tę ingerencję, bo w tym momencie usłyszeli jakiś dźwięk za swoimi plecami, a meduza momentalnie posłała tam pocisk magii, który rozprysnął się na otaczającej ich kopule. Segen obserwowała pobojowisko, zerkając na nie niedbale przez ramię. Wyczuwała otaczające ich emanacje i nie wszystkie stanowiły elementy otoczenia, jednak fakt, że byli obserwowani, raczej nie był zaskakujący. Podobnie jak to, że raczej są w tej chwili niezdolni do protestowania przed takim stanem rzeczy, zwłaszcza rozbijając się głupio o ściany swojego „więzienia”.
        - Oszczędzaj siły. Kto wie, kiedy ci się przydadzą – mruknęła do meduzy, obserwując, jak ta się uspokaja. Ciekawe, kiedy będzie na tyle opanowana, by bez protestów znieść oględziny, jakie planowała wobec niej Assani. W przeciwieństwie do wilkołaków, eugon nie miała okazji zbyt dobrze poznać. W międzyczasie padło pytanie do Sebastiena i to na niego przeniosła wzrok brunetka, ciekawa czy uzyskają odpowiedź. Odczekała moment, ale po tym, jak wilk sapnął, bezszelestnie zakradła się do jego głowy. Niezauważalnie oczywiście tylko dla Sapphire, bo chociaż mogła ukryć swoją obecność przed zmiennokształtnym, nie zrobiła tego. Kto wie, czy ze złośliwej bezczelności, czy z ciekawości, czy też może wiedziała, że i tak się wyda.
        - Nie wie – powiedziała bowiem po chwili, przechwytując myśli wilka i to na niego spoglądając, w razie, gdyby nieroztropnie postanowił odpowiedzieć agresją na tę niewielką ingerencję. – W takim razie pewnie tak, bo raczej pamiętałby, gdyby ktoś go tak obdarował – kontynuowała, nie spuszczając jeszcze oczu z wilka i zastanawiając się nad własnymi słowami. O wilkołakach trochę wiedziała i wielu spotkała, chociaż ten był wyjątkowo przyjaźnie nastawiony. Na razie. Nie miała się jednak za nieomylną, wszak wciąż uczyła się tej krainy, a przede wszystkim tego, że jest pełna niespodzianek i niczego nie można tu brać za pewnik. Cóż, może poza właśnie nieprzewidywalnością natury i ludzi, bo to było, o ironio, gwarantowane, tym samym zatrzymując tu Assani.
        Sama rozmowa najwyraźniej nie przeszkadzała nemoriance, nawet jeśli jej postawa nie sugerowała otwartości. Jakoś przecież muszą spędzić tę dobę, a chociaż Segen mogłaby zwyczajnie przeczekać ją w czymś pomiędzy trasem a snem (bo zabrali jej pieprzone mapy), to z takim towarzystwem na to nie liczyła. Równie dobrze więc można by wszcząć coś na kształt konwersacji, o ile wilczuś będzie współpracował, a eugona przestanie siekać magią każdą gałązkę, która trzaśnie.
Avatar użytkownika
Segen
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Callisto, Leila, Avellana, Sonea, Mathias, Emma, Cat, Lexi, Maia, Ananke, Eva, Rakel, Lena, Rain, Kimiko, Kiki, Astarte, Mimosa,
Rasa: Nemorianka
Aura: Czytając tę aurę, znajdziesz się nad gładką i lekko już zużytą kobaltową połacią pergaminu. Po chwili zorientujesz się, że właśnie patrzysz na nieznaną wcześniej mapę. Przecina ją wiele cynowych linii dróg, szlaków i gór. Ważniejsze z nich, zupełnie jak arterie, tętnią soczystym, ale dziwnie spokojnym topazem. Początkowo przebywasz w ciszy. Ta zaś najpierw odezwie się w twych uszach echem. Ono nabierze nienaturalnych dźwięków, by wreszcie zamilknąć, odzyskując harmonię, chociaż przez chwilę masz wrażenie, jakby resztki tych dźwięków odbijały się jeszcze w twych myślach. Uważaj, by w swych oględzinach nie naciąć się na bardzo ostre krawędzie, gdy pergamin zwinie się giętko tuż przed twoimi oczami, na koniec tworząc twardy rulon zwiastujący zbliżający się koniec czytania. Powietrze o bliżej nieokreślonym zapachu zdaje się być zarazem suchym i lepkim, zmieniając się wraz z każdym wdechem. Da się w nim wyczuć delikatnie pikantne nuty, ale to intensywna gorycz pozostanie z tobą, gdy emanacja zniknie sprzed twych oczu.
Wygląd: Najlepiej chyba zacząć od tego, że na pierwszy rzut oka Segen nie wygląda jak typowa przedstawicielka nemorian. Czasy, gdy poruszała się z szelestem sukni, a na jej dekolcie i nadgarstkach połyskiwała złota biżuteria, minęły bezpowrotnie i nie bez ulgi samej kobiety. Włosy upinane przez kilkaset lat w ciasne, lśniące koki, teraz opadają nieposkromioną kaskadą na ramiona i plecy. ... (Więcej)

Postprzez Sapphire » N paź 28, 2018 12:08 am

        Sapphire analizowała uważnie wszystko czego się dowiedziała. Więc tylko ją spotkała wątpliwa przyjemność zostania niematerialną. Za to wilkołak był uwięziony w swoim zwierzęcym ciele i nie mógł się z nią komunikować. Najlepiej wyszła na tym wszystkim chyba Segen.
        Eugona czuła się zaniepokojona brakiem swojej fizycznej powłoki. Nigdy nie zastanawiała się nad tym, co odczuwał Yarin i wolałaby żeby tak zostało. Niemożliwość dotknięcia Paganiego czy poczucia zapachu Segen nagle zaczęła jej doskwierać znacznie bardziej niż nakazywałaby to logika. Zaleta tej sytuacji była taka, że raczej nie musiała się obawiać ataku fizycznego z jakiejkolwiek strony.
        Przez chwilę przyglądała się reakcjom wilkołaka, starając się odczytać mowę jego ciała. Rozumiała świat zwierząt od wielu lat, a pogodzenie z losem Paganiego było widoczne jak na dłoni. Kiwnęła mu głową i nawet uśmiechnęła się lekko - sama nie wiedziała skąd wziął się ten uśmiech, jednak obecność zmiennokształtnego szybko ukoiła jej nerwy. Meduza wyprostowała się i odetchnęła głęboko, pozwalając by opuściły ją resztki bólu.
- Taak, chyba odpusssszczę ssssobie używanie magii, w jakiejkolwiek formie - mruknęła, zwijając ogon w dużą, szaro-bordową spiralę i układając się wygodnie na ziemi.
        Widziała jak Segen nerwowo sprawdza tubę, najprawdopodobniej zawierającą dotychczas mapy, jak słusznie zauważył Yarin. One także zostały zabrane w momencie, w którym pojawili się w tym dziwnym miejscu.
Przechyliła głowę, słuchając słów nemorianki.
- Wszysssstko zależy od tego, jakie ssssą kryteria ich “godnośśści” - odparła filozoficznie. Nigdy nie zastanawiała się nad tym, czy według czyichkolwiek kryteriów była czegokolwiek godna - ona po prostu istniała zgodnie z odwiecznymi prawami natury.
- Dlaczego uważassssz, że nie jessssteś ich godna? Nie jessssteś zwyczajnym człowiekiem - stwierdziła eugona. W jej myślach miało być to superlatywem i dopiero po chwili dotarło do niej, że wcale nie musiało tak zostać odebrane.
- Jesssteś czymśśś więcej - dodała uspokajająco. Była ciekawa kim właściwie jest Segen, ale nie chciała się zdradzać ze swoją ignorancją. Jeśli czegoś nauczył ją świat zwierząt to tego, żeby nigdy nie okazywać swoich słabości.
- Doba to dużo czassssu - mruknęła rudowłosa, potrząsając melancholijne grzechotką. Jedną, bladą jak marmur dłonią gładziła kilka węży, które uspokojone, zapadły w sen na jej ramieniu - Myśśślicie, że będą poddawać nasss jakimśśś próbom?
Sama myśl o tym powodowała u niej atak złości trudny do opanowania. Wiedziała jednak, że w tym przypadku jej magia na nic się nie przyda i podejrzewała, że tak samo może być z jej siłą fizyczną. Jeśli istoty, które ich porwały faktycznie były duchami, nie było najmniejszego sensu ich atakować.
        W zamyśleniu przyglądała się płomieniom, które wykrzesała Segen. Czuła ich ciepło, co było zastanawiające, jako że nie posiadała fizycznej powłoki. Być może zabrali jej ciało, jednak wrażenia z tego miejsca pozostały prawdziwe. Jej myśli powróciły do Yarina, który tak często towarzyszył jej w podróży.
- A więc to tak czują ssssię duchy… Nie chciałabym być na miejsssscu Yarina.
“Choć nie musi tkwić tutaj z nami” dodała w myślach, krzywiąc się lekko.
        Nagle szósty zmysł rozkrzyczał się alarmem w jej głowie. Rozejrzała się uważnie dookoła, jednak nie dostrzegła niczego niepokojącego. Być może jedynie mgła zgęstniała nieco bardziej, zasłaniając niektóre z wrzosów, ścielących się u ich stóp.
- Czujecie to? - zapytała, a węże na jej głowie na powrót nastroszyły się nieufnie.
- Może to tylko złudzenie… Nie ufam temu miejsssscu - mruknęła, przysuwając się nieco bliżej reszty. Dotychczas prowadziła żywot samotniczki, ale potrafiła zaakceptować moment, kiedy to ilość stanowiła siłę. Odetchnęła głęboko, starając się uspokoić instynkt, który znowu postawił ją na baczność. Skoro nie miała ciała, co właściwie mogli jej zrobić? Jej napady furii z kolei mogły zaszkodzić innym.
- Oby ten kwiat był tego wart - mruknęła pod nosem, przypominając sobie wieśniaczkę i jej idiotyczną prośbę. Matka tej kobiety zapewne już jest martwa, ale oto ona - potężna eugona, wiedziona klątwą, musi szukać tego, co mogłoby przywrócić jej zdrowie.
Avatar użytkownika
Sapphire
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Vestra, Hashira, Fobos, Yva, Mel, Bjornolf, Deidre, Nick, Vera, Barabasz,
Rasa: Eugona
Aura: Aura, niczym wąż, pojawia się w tajemniczy sposób, prawie niezauważalnie znajdując się koło ciebie, mimo iż połyskuje jasnym i agresywnym topazem, zupełnie niepasującym do subtelności. Barachitowe łuski powoli przemykają pod twoimi palcami, ocierając się o nie twardymi i chropowatymi tarczkami o ostrawych brzegach. Te przy nacisku stawiają delikatnie sztywny opór, którego mógłbyś się nie spodziewać. Delikatnie kojące brzmienie, równie tajemnicze, jak zjawiający się gad, przechodzi w kakofonię dźwięków, niemiłosiernie drażniącą uszy. W powietrzu unosi się zapach kwiatów opromienionych słońcem i wężowej skóry rozgrzanej jego promieniami. Sama aura intensywnie lepi się do podniebienia, nanosząc na nią intensywnie pikantny smak, którego jeszcze przez długi czas się nie pozbędziesz.
Wygląd: EUGONA
Jest to postać, w której najczęściej można ujrzeć Sapphire, pędzącą między drzewami niczym burza, z rozwianymi włosami i dzikim wzrokiem. W stanie spoczynku, opierając się na luźno ułożonym na ziemi ogonie, ma metr dziewięćdziesiąt wzrostu. W czasie polowania lub w chwilach wzburzenia unosi się jednak w górę, a dzięki silnym mięśniom potrafi zawisnąć wysoko ...
(Więcej)

Postprzez Pagani » N lis 11, 2018 11:26 pm

        Potraktowany jako element fauny wilkołak, z grubsza zachowywał się jak na taki element przystało. Leżał sobie spokojnie przy ognisku. Trochę postrzygł uszami, to zerknął ślepiem, czasem powęszył ale też oczywiście słuchał jak już przystało człowiekowi nie zwierzęciu, tego jednak można się było jedynie domyślać, gdy jego reakcje z racji postaci, przypominały słuchającego rozmowy psowatego.
A dziewczyny mówiły ciekawe rzeczy. Czasem zwykłe wypowiedzi potrafiły wiele powiedzieć o osobie. Szczególnie gdy nagle okazywało się, że jedna z towarzyszek czyta w myślach.
Wilkołak podniósł głowę patrząc uważniej na nemoriankę. Żółte ślepia spojrzały w zielone oczy a pysk zdawał się uśmiechać bezczelnie.
        - A to ciekawe, czyli muszę uważać co myślę - stwierdził rozbawiony, wracając spojrzeniem do eugony. Też nie cieszył się ani na uwięzienie, ani na próby, które ich chyba czekały. Tym bardziej nie wiedział czemu akurat oni zostali wybrani, oczywiście poza przyczyną dość łatwą do wymyślenia - znalezieniem się w zdecydowanie niewłaściwym miejscu, czas raczej nie odegrał tu roli. Poza tym dlaczego oni. Jeszcze potrafił wyobrazić sobie jakieś misterne pobudki leśnego dziadka dla wybrania Eugony, w końcu nie co dzień widywało się wężowe niewiasty, oraz brunetki, która nie miała nic wspólnego ze zwykłym człowiekiem. Ale on? On był zwykłym woźnicą nie druidem czy innym magicznym stworem. Pozostawało więc jedynie to nieodpowiednie miejsce, przed którym tyle razy matka go przestrzegała.
        Wilk ziewnął szeroko i kładąc łeb z powrotem na łapach, przymknął na chwilę ślepia. Nie widział sensu w marnotrawieniu energii na stresowanie się czymś na co zupełnie nie miał wpływu, ale mimo spokojnego nastawienia, nie sposób było uniknąć udzielającego się niepokoju. Znów uniósł głowę i zerknął najpierw na przysuwającą się gadzinę. Rudzielec potrafił zdemolować polanę, ale wyraźnie najgorzej radził sobie z zamknięciem i teraz szukał wsparcia. Potem zerknął znów na oazę nonszalancji w osobie brunetki. Po czym popatrzył w czeluści lasu na obrzeżach polany.
        Zdecydowanie byłoby miło gdyby kwiatek był wart zachodu, ale jeszcze milej by było gdyby udało im się przeżyć ową roślinkę zdobywając. A już szczyt przyjemności i komfortu, gdyby zakaz wyjścia ich ograniczający, obejmowałby również zakaz wejścia dla tych stworzeń, które kręciły się między drzewami.
        Wielu zwykło mówić, że Matka natura i przyroda były dobre. To były słowa jakimi najchętniej rzucały osoby bezpośrednio nie wplątane w łańcuch pokarmowy, albo znajdujące się na jego szczycie. W oczach wilkołaka nie była ona ani dobra, ani zła, zwyczajnie rządziła się własnymi prawami. Dążyła do harmonii, ale harmonia rzadko kiedy miała cokolwiek wspólnego z dobrem jednostki i z łaskawością. Czasem wiele zgonów zupełnie bezbronnych istot w wyniku zarazy czy klęski, był niezbędny do powrotu równowagi. Silniejszy zwyciężał słabszego by następne pokolenia rosły równie silne. Krąg życia nie patrzył pod nogi i nie zważał na najsłabszych.
Podobnie było z otaczającym ich lasem. Nie budził lęku jak kurhany, w których tkwiła magia nie związana bezpośrednio z naturą, a jedynie respekt czegoś żyjącego znacznie dłużej niż którekolwiek z nich. Nie był zły, ani złowrogi, ale rządził się własnymi zasadami i miał własnych mieszkańców. Oni również wcale nie musieli być źli. Czy wilk był zły ponieważ pożerał łanię? Nie, stanowił jedynie jeden z elementów cyklu natury i chociaż w danej chwili to on był zabójcą i na niego czekało równie wiele niebezpieczeństw. Czy jednak w jakiś sposób zmieniało to sytuację łani? Raczej niespecjalnie.
        Ich zapach niewiele różnił się od leśnej ściółki. Czuć ich było wilgotną ziemią i mchem, zupełnie jakby stanowili część boru. Sylwetki były  nie dość wyraźne by w tej chwili mógł dostrzec szczegóły, ale różniły się między sobą jakby jedne chodziły na czworakach, inne pionowo, a jeszcze inne wyglądały jak coś pomiędzy. Za to doskonale dało się słyszeć ich szepty. Słowa mowy nieznanej zmiennokształtnemu, brzmiały jak szelest wiatru wśród liści. Wpierw nawet myślał, ze to tylko wiatr i umysł płata mu figle, ale teraz coraz bardziej był pewien, że tutejsi mieszkańcy rozmawiali ze sobą. A patrząc po tym jak ustawiali się wokół, raczej rozmawiali o nich.
Avatar użytkownika
Pagani
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Nemain, Sherani, Lucien, Elleanore, Dagon, Indigo, Max, Amarok,
Rasa: Wilkołak
Aura: Cisza. Nie absolutna, raczej naturalna, niczym nie zmącona. Spokojna. Łagodna w smaku, niezwykle lepka, nie pozwala się poruszyć o włos, otaczając cię ze wszystkich stron. Jasna i błyszcząca ametystowa poświata rozchodzi się w niej niespiesznie, sięgając daleko i zwracając na siebie o wiele większą uwagę niż raczej niewielka siła samej emanacji. To ona cię tu przyciągnęła. Bo i na co komu potężna moc? Czy nie wystarczy ten jasny blask, nagrzewający końską sierść? Tak gładką i ciepłą w dotyku, ale też wilgotną od słonego potu, gdy szóstka cynowych koni zrywa się do pełnego galopu, by pędzić przez świat aż po jego skraj i z powrotem. Ciągną za sobą barachitowy powóz, piękny, prawda? Najlepsze drewno. Twarde i wytrzymałe, a jednocześnie na tyle giętkie, by odpowiednio pracowało w ruchu. Ma ostre krawędzie, oczywiście, ale słuchaj woźnicy, a nic ci nie będzie. A to co czujesz? To tylko mokra ziemia i psia sierść… ah, gdzie ten pies, pytasz. No właśnie, gdzie?
Wygląd: Sebastien wygląda jak przystało na mężczyznę, który całe swoje życie, poczynając od wczesnego dzieciństwa, spędził na podróży i pracy. Opalona skóra opina pozbawione choćby grama tłuszczu i zbudowane z wytrenowanych mięśni, ciało. Daleko mu jednak do osiłka stworzonego do pilnowania nocnych barów i mimo wyraźnie męskiej sylwetki, Seb jest szczupły, chociaż w porównaniu ... (Więcej)

Poprzednia strona

Powrót do Lasy Eriantur

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron