[Środek lasu] Białe plamy na mapie


Położone we wschodniej części Środkowej Alaranii rozległe i gęste lasy zamieszkałe przez różnorodne zwierzęta, tak te magiczne jak i zwyczajne. Mówi się, że Lasy Eriantur to siedlisko dzikich elfów, które nie chciały żyć z innymi w miastach. Terytoria te porównuje się do Szepczącego Lasu, ponieważ w samym środku dzikiej, nieokiełznanej puszczy znajduje się wielkie elfie miasto Iruvia.

Postprzez Pagani » Pt sie 31, 2018 8:51 pm

        Mimo ciemności i uporczywej mgły, Pagani zdołał wypatrzeć roślinkę. Jako jedyna zupełnie odstawała od reszty krajobrazu i przez ciągłe poczucie niepokoju i dyskomfortu wilk miał nadzieję, że na tym zakończy się ich misja. To ono właśnie skłaniało do regularnego zastanawiania się nad ewakuacją z cmentarzyska. Nie był lękliwym gościem, ale sprawy nadprzyrodzone znacznie wykraczały poza jego kompetencje i możliwości. Był przewoźnikiem i podróżnikiem, nie egzorcystą. Niestety los, który postawił na jego drodze te dwie ciekawe osóbki, najwyraźniej miał trochę inny pogląd na specjalizację wagabundy.
Dziewczyny dołączyły do niego by zbadać znalezisko, ale brunetka zaraz “zepsuła” roślinkę odkrywając przyczynę ciarek wędrujących mu po karku.
        Spojrzał w górę na naturalistyczne strachy na wróble, obserwując każdy ich ruch jednocześnie tłumiąc warkot cisnący się do gardła. Cudownie, wprost cudownie. Trzeba było zabierać zady swój i końskie z kurhanów, gdy jeszcze mógł. Teraz było już za późno.
Konie parskały niespokojnie, drobiąc w miejscu, gdy Sebastien zaczął odmawiać ciche inkantacje do ochronnych bóstw podróżników. Przygoda zapowiadała się bardziej nietuzinkowo niż zwykle, ale chciałby z niej wyjść cało i ewentualna opieka bożków mogła bardziej pomóc niż zaszkodzić.
        Wilkołak nawet nie drgnął gdy drewniany paluch dotknął jego czoła, chociaż miał wielką ochotę na rączy odwrót. I mimo iż był raczej zielony w kwestii duchów, domyślał się, że w tej chwili bunt mógłby tylko pogorszyć jego sytuację. Krótki rozkaz jaki posłyszał w myślach, bardziej instynktowny niż werbalny, nakazujący wejście w otwierający się portal, również nie pozostawiał miejsca na sprzeciw.
Cmoknął krótko zwalniając lejce i po krótkich końskich fochach podążył za pannami, a ich korowód zamykały dziwaczne stwory.

        Przez chwilę mrok zagęścił się wraz z zamykającą się wokół lepką i nieprzeniknioną mgłą, zupełnie jakby biel i czerń zapragnęły połknąć wędrowców żywcem. Zniknęły rónież wszystkie dźwięki, a dojmująca, obezwładniająca cisza zaczęła bezlitośnie brzęczeć w uszach przypominając o swej nienaturalnej obecności.
Potem wszystko znikło jak ucięte ostrym nożem. Mrok rozstąpił się wpierw na rzecz mgły, która otuliła podróżników tak szczelnie, że stracili z oczu nawet siebie nawzajem, o szczudłowatych stworach nawet nie wspominając. Następnie zaczęli słyszeć delikatny szmer wiatru, który powoli rozwiał mleczną poświatę. Jej smugi wciąż pełgały po podłożu i przysłaniały dalsze części widoków i horyzontu. Nie było śladu po ich przewodnikach, ani po kurhanach.
Znaleźli się w na wrzosowisku, otoczeni trzema kręgami głazów o maczugowatych kształtach, wysokich  na dobre trzy sążnie. W tle, niewyraźnie majaczył las szeleszczący na wietrze. Pagani odetchnął głęboko czując pod stopami nieco szorstki i chrzęszczący cicho kobierzec.
        Powietrze było rześkie i wilgotne. Czuć w nich było dęby, oczywiście wrzosy z odrobiną wody, która musiała znajdować się gdzieś w okolicy, ale przede wszystkim las znów pachniał całymi wiekami. Ciężko było opisać podobne uczucie, ale inaczej pachniał młodnik, inaczej leciwy bór, a zupełnie odmiennie puszcza żyjąca tak długo jak najstarsze smoki.
Wraz ze zmianą otoczenia, zniknęło odczucie grozy a w zamian pojawił się głęboki szacunek i respekt. To miejsce zdawało się neutralne, ale jednocześnie sprawiało wrażenie obserwować przybyszów wcale nie słabiej niż cmentarzysko. Tylko jego uwaga była mniej natarczywa a bardziej… dojrzała. Zupełnie jakby porównać do siebie wzrok zabijaki poszukującego wyzwania i leciwego mędrca taksującego przybyłego doń ucznia.
Seb odetchnął jeszcze raz, przyglądając się reakcjom swoich dziewczyn, gdy tuż przed nimi zjawiło się kolejne dziwo. Wzrostem bliżej mu było do dziecka niż mężczyzny, chociaż długa broda raczej skłaniała do zakwalifikowania nieznajomego raczej do tej płci. Wyszedł naprzeciw nim z mgły jakby wychodził z leśnej ścieżki. Cały odziany w tunikę z dębowych liści, z tymi właśnie liśćmi we włosach i brodzie, podpierając się sękatym kosturem. Wyglądałby raczej nieszkodliwie gdyby nie czarne oczy, w których brakło tęczówek i białek, a w której błyskały iskierki o soczyście zielonej barwie, i które zdawały się dostrzegać samą duszę podróżników.
        Wiatr zmierzwił burą sierść, niosąc kolejną porcję zapachów, gdy wilk węsząc cicho ponownie zerknął na swoje towarzyszki i zielonego przybysza. Wraz ze zmianą otoczenia, ze zniknięciem kurhanów i mroków, ślad po zaprzęgu zaginął tak samo jak ludzka postać zmiennokształtnego.
Avatar użytkownika
Pagani
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Nemain, Sherani, Lucien, Elleanore, Dagon, Indigo, Max, Amarok,
Rasa: Wilkołak
Aura: Cisza. Nie absolutna, raczej naturalna, niczym nie zmącona. Spokojna. Łagodna w smaku, niezwykle lepka, nie pozwala się poruszyć o włos, otaczając cię ze wszystkich stron. Jasna i błyszcząca ametystowa poświata rozchodzi się w niej niespiesznie, sięgając daleko i zwracając na siebie o wiele większą uwagę niż raczej niewielka siła samej emanacji. To ona cię tu przyciągnęła. Bo i na co komu potężna moc? Czy nie wystarczy ten jasny blask, nagrzewający końską sierść? Tak gładką i ciepłą w dotyku, ale też wilgotną od słonego potu, gdy szóstka cynowych koni zrywa się do pełnego galopu, by pędzić przez świat aż po jego skraj i z powrotem. Ciągną za sobą barachitowy powóz, piękny, prawda? Najlepsze drewno. Twarde i wytrzymałe, a jednocześnie na tyle giętkie, by odpowiednio pracowało w ruchu. Ma ostre krawędzie, oczywiście, ale słuchaj woźnicy, a nic ci nie będzie. A to co czujesz? To tylko mokra ziemia i psia sierść… ah, gdzie ten pies, pytasz. No właśnie, gdzie?
Wygląd: Sebastien wygląda jak przystało na mężczyznę, który całe swoje życie, poczynając od wczesnego dzieciństwa, spędził na podróży i pracy. Opalona skóra opina pozbawione choćby grama tłuszczu i zbudowane z wytrenowanych mięśni, ciało. Daleko mu jednak do osiłka stworzonego do pilnowania nocnych barów i mimo wyraźnie męskiej sylwetki, Seb jest szczupły, chociaż w porównaniu ... (Więcej)

Postprzez Segen » Pn wrz 17, 2018 8:33 pm

        Pielgrzym szedł głośnym stępem, jak tylko niezadowolony koń potrafi. On zupełnie inaczej odczuwał atmosferę panującego niepokoju i zamiast zachować milczenie, jak trójka podróżników, tupał i parskał, bezbłędnie znajdując każdą leżącą na runie gałązkę, by roztrzaskać ją ciężkim jak kowadło kopytem. Dlatego właśnie, oraz ze względu na przeczucie, że powinni zachować ciszę, Segen zrezygnowała z karcących syknięć i gwizdów, stanowiących standardowe komendy dla ogiera. Teraz przemawiała do niego szeptem w nieznanej innym mowie, głosem ciepłym i cichszym od wiatru, gładząc poruszonego wierzchowca po szyi, a swoim zachowaniem może nawet sugerując czułość wobec zwierzęcia, chociaż takie stwierdzenie byłoby nieco pochopne, nie znając dobrze kobiety. Ten jednak uspokoił się wyraźnie pod dotykiem i opuścił nieco łeb, idąc dalej łagodniejszym krokiem.
        Zajęta Pielgrzymem tylko słyszała wymianę zdań między eugoną a zjawą, nie wtrącając się w dyskusję, ani nie komentując i dopiero, gdy uspokoiła konia, Assani obejrzała się przez ramię pod pozorem troski o swoich towarzyszy. Zielone oczy jednak tylko na moment spoczęły kolejno na Sapphire i Sebastienie, przenosząc się później gdzieś poza i ponad tego ostatniego, a brwi nemorianki zmarszczyły się delikatnie. Nagle zostali sami i kobieta niezwłocznie zwróciła uwagę na drogę przed sobą. Wtedy jednak nie było już nic widać. Biel i czerń zlewały się ze sobą, kpiąc sobie ze zmysłów podróżników. Cisza dudniła w uszach, zagłuszając lub ucinając w zarodku protesty wierzchowców jej i wilkołaka, a po chwili mrok znów ustąpił, sprawiając że blade światło, bijące pozornie od samej mgły, wręcz biło po oczach. Wiatr rozwiał lekko czarne włosy nemorianki i przeplatał pasma mgły między nogami pielgrzyma sprawiając, że koń wyglądał jakby ciągnął za kopytami białe wstęgi.

        Ale później nie było już konia, a Assani łapała równowagę na własnych nogach, gdy zwierzęcy grzbiet dosłownie spod niej zniknął. Nie było też powozu ani woźnicy, a tylko bury wilk, którego nemorianka obrzuciła krótkim, ale przenikliwym spojrzeniem. Znaleźli się na wrzosowisku. Segen nie ruszyła się o włos, bystrym wzrokiem badając otoczenie, które nieumiejętnie namalowane mogłoby wyglądać spokojnie i sielankowo. Przesiąknięte było jednak czymś pradawnym, co… uspokajało nemoriankę. Odetchnęła głębiej rześkim powietrzem i z niewzruszonym wyrazem twarzy rozejrzała się wokół siebie. Obracając się wokół własnej osi zatrzymała nagle, gdy jej wzrok spoczął na starcu. Sędziwym mężczyźnie, o sięgającej ziemi brodzie, a jednak wzrostem nieprzewyższającym dziecka. Puste czarne ślepia hipnotyzowały, a składające się na tunikę liście nie wydawały nawet jednego dźwięku, mimo poruszającego nimi lekko wiatru. Starzec uniósł kostur i wskazał nim coś. Kobieta obróciła się, a jej wzrok padł na palenisko pośrodku kręgu wysokich głazów. Kostur stuknął głucho o miękkie runo, jednak dźwięk i tak zwrócił znów ich uwagę i spojrzenia. Mężczyzna teraz pokazywał kijem otaczające ich głazy, kolistym ruchem zataczając kosturem krąg, a Segen poczuła jak wokół nich opada kopuła magii, zamykając ich w tym miejscu, sprawcę zamieszania pozostawiając zaś w granicach drugiego koła, poza ich zasięgiem. Starzec uśmiechnął się i wskazał długim palcem każdego z podróżnych osobno.
        - Jedna doba. Nie wolno wyjść. – rozległo się szeptem w ich głowach.
        Ze kolejnym stuknięciem kostura zniknął, dosłownie rozpływając się w powietrzu, niczym towarzysząca im wcześniej mgła, a oni zostali sami. Wiatr ruszył spokojnym tempem, wrzosowisko zaszumiało cicho, a w oddali odezwały się nieśmiało pojedyncze ptaki.
        Segen długo stała nieruchoma pośrodku kręgu, z przymkniętymi oczami wodząc zmysłem magicznym po okolicy. Otaczająca ich magia była silna i wszechobecna, jednak specyficzna… jakby pierwotna, nie reprezentując stricte żadnego konkretnego arkana, będąc mocą samą w sobie. Assani otworzyła w końcu oczy i rozejrzała się już normalnie, wzrokiem rejestrując otoczenie, którego emanację już znała. Wolnym krokiem podeszła do pierwszego kręgu, ale już tam natknęła się na niewidzialną barierę łączącą ze sobą pionowe głazy. Kobieta drgnęła i skrzywiła się minimalnie, co z zewnątrz wyglądało jakby nagle ugryzł ją owad, o którym już po chwili zapomniała. W rzeczywistości jednak demonica próbowała teleportować się na drugą stronę, jednak i wtedy odbiła się od bariery jak od litej ściany. Interesujące. Przez chwilę bawiła się własną magią, próbując poruszyć czymś poza kręgiem, ale nie drgnął nawet jeden liść. Wszystko zostawało tutaj. Oni i ich magia. Nawet nie zniżała się do prób uniesienia magicznie ponad statuy. Jeśli nie mogła się nawet teleportować na drugą stronę to nie było szans, by można było po prostu przelecieć górą. Szturchnęła inne arkana, z podobnym, czyli żadnym, rezultatem. Ogólnie nie podejmowała chwilowo większych prób wydostania się z potrzasku, obchodząc jedynie ich miejsce po okręgu, z niedbałością sunąc wzrokiem po terytorium. Istniało jeszcze kilka opcji, dzięki którym mogłaby próbować się stąd wydostać, w tym jedna która bezwzględnie skończyłaby się powodzeniem, jednak Segen aż tak jeszcze nie czuła się uwięziona by sięgać po te środki. Jeszcze to była przygoda.
        Nemorianka podeszła więc znów do środka kręgu, krokiem swobodnym i beztroskim jak zawsze, by usiąść przy palenisku, przyszykowanym pod ognisko dla podróżnych. Najwyraźniej mieli tu spędzić trochę czasu, nim ktoś znów się po nich zjawi. Zdawała się ignorować fakt, że ich towarzysz zmienił się w wilkołaka, a ona sama straciła z oczu swojego wierzchowca, bowiem ze spokojem zabrała się do rozpalania ogniska. Dla niej sprawa była jasna. Mieli tu zostać przez jedną dobę, a później pewnie czekała ich jakaś próba czy test, diabli wiedzą. Segen to nie przeszkadzało. Była zainteresowana, a czasu miała aż nadto. Jedynym jej zmartwieniem był Pielgrzym – wyszkolenie kolejnego wierzchowca będzie nudnym i żmudnym zadaniem, poza tym nawet polubiła tę wredną mendę, więc miała nadzieję, że nic mu nie jest. Ale przeczucie mówiło jej, że koń mimo wszystko jest bezpieczny, więc Assani ze stoickim spokojem długowiecznej istoty czekała rozwoju wydarzeń. Może w międzyczasie popracuje nad mapą?
Avatar użytkownika
Segen
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Callisto, Leila, Avellana, Sonea, Mathias, Emma, Cat, Lexi, Maia, Ananke, Eva, Rakel, Lena, Rain, Kimiko, Kiki, Astarte, Mimosa,
Rasa: Nemorianka
Aura: Czytając tę aurę, znajdziesz się nad gładką i lekko już zużytą kobaltową połacią pergaminu. Po chwili zorientujesz się, że właśnie patrzysz na nieznaną wcześniej mapę. Przecina ją wiele cynowych linii dróg, szlaków i gór. Ważniejsze z nich, zupełnie jak arterie, tętnią soczystym, ale dziwnie spokojnym topazem. Początkowo przebywasz w ciszy. Ta zaś najpierw odezwie się w twych uszach echem. Ono nabierze nienaturalnych dźwięków, by wreszcie zamilknąć, odzyskując harmonię, chociaż przez chwilę masz wrażenie, jakby resztki tych dźwięków odbijały się jeszcze w twych myślach. Uważaj, by w swych oględzinach nie naciąć się na bardzo ostre krawędzie, gdy pergamin zwinie się giętko tuż przed twoimi oczami, na koniec tworząc twardy rulon zwiastujący zbliżający się koniec czytania. Powietrze o bliżej nieokreślonym zapachu zdaje się być zarazem suchym i lepkim, zmieniając się wraz z każdym wdechem. Da się w nim wyczuć delikatnie pikantne nuty, ale to intensywna gorycz pozostanie z tobą, gdy emanacja zniknie sprzed twych oczu.
Wygląd: Najlepiej chyba zacząć od tego, że na pierwszy rzut oka Segen nie wygląda jak typowa przedstawicielka nemorian. Czasy, gdy poruszała się z szelestem sukni, a na jej dekolcie i nadgarstkach połyskiwała złota biżuteria, minęły bezpowrotnie i nie bez ulgi samej kobiety. Włosy upinane przez kilkaset lat w ciasne, lśniące koki, teraz opadają nieposkromioną kaskadą na ramiona i plecy. ... (Więcej)

Poprzednia strona

Powrót do Lasy Eriantur

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron