[Środek lasu] Białe plamy na mapie


Położone we wschodniej części Środkowej Alaranii rozległe i gęste lasy zamieszkałe przez różnorodne zwierzęta, tak te magiczne jak i zwyczajne. Mówi się, że Lasy Eriantur to siedlisko dzikich elfów, które nie chciały żyć z innymi w miastach. Terytoria te porównuje się do Szepczącego Lasu, ponieważ w samym środku dzikiej, nieokiełznanej puszczy znajduje się wielkie elfie miasto Iruvia.

Postprzez Pagani » N maja 06, 2018 12:22 am

        Nieskażoną szmaragdową zieleń lasu przecinała jasna wstążka czegoś zbliżonego do drogi. Gęsto rosnące drzewa ledwie wpuszczały słoneczne światło, mimo iż był środek dnia. Te promienie, którym dzielnie udało się przedrzeć przez liściasty baldachim, nabierały zielonkawej i nierealnej barwy. W tych bajecznych snopach jasności unosiły się niewielkie pyłki okolicznych roślin i kurzu, odbijając światło niby roje maleńkich, dziennych świetlików, dodając atmosferze tajemniczości.
        Grube pnie leciwych drzew wznosiły się nad ścieżką, zupełnie jakby chciały ją opleść i stłamsić, gdy jako jedyna opierała się ich rządom. Każdy skrawek poszycia niezajętego przez ich korzenie czy konary, porastały różnorodne krzewy, niwecząc nadzieję na choćby jeszcze jeden spłachetek ziemi wolny od zieleni, poza tą upartą ścieżką. Ta zaś co jakiś czas zwężała się, zupełnie jakby traciła siły do walki z agresorem. Gałązki, liście i trawy zachłannie wykorzystywały każdy zakręt czy wzniesienie pobocza, by wydrzeć drodze jak najwięcej z jej prześwitu.
        To nie był uczęszczany trakt. Prędzej była to pozostałość po dawnym dukcie, który wcinał się butnie w młodą jeszcze puszczę, a teraz natura palec po palcu odzyskiwała swoje włości. Nie była to też trasa dla karawan, a jednak coś jeszcze zakłócało leśny spokój, poza bezczelną żwirówką niszczącą zielony absolut.
        Tą zapomnianą przez ludzi, a może i bogów ścieżyną, nie mogło chyba jechać nic bardziej absurdalnego, gdyż nie był to zwykły jeździec, a powóz. Na pierwszy rzut oka zbliżony do dyliżansu, był jednak mniejszy od ich standardowych przedstawicieli. Kozioł nie znajdował się na dachu, a tuż za końmi, jak w większości wozów. Na dachu nie było też przestrzeni bagażowej. Nawet kabina wyglądała na mniejszą niż standardowo. Środka transportu nie sposób było również nazwać karocą, gdyż i od niej wydawał się lżejszym i bardziej praktycznym.
        Drewno w kolorze koniaku połyskiwało w skromnych promieniach światła. Przykurzone podczas drogi, a mimo to wyraźnie zadbane nie raziło oczu swoją nowością. Zupełnie jak często używane biurko, o które troszczył się jego właściciel, mimo wszystko posiadało ślady używania, tu starcie lakieru, tam rysa pozostawiona przez ciężki kałamarz, tak i powóz nosił ślady niejednej stai, choć jego lakier wciąż lśnił, a drewno miało oryginalny kolor niezaciemniony przez wilgoć i wiatry. W powozie brakowało jakichkolwiek zdobień i elementów bez praktycznego zastosowania. No może jedyną ozdobą były ciemnokremowe zasłonki falujące delikatnie w oknach. Wnętrze było już bardziej kontrowersyjne, już na pierwszy rzut oka mniejsze niż w zwykłych dyliżansach, zamiast iść na maksymalną pojemność, wróżącą wyższy zysk z przewozów, pasującą do czystego pragmatyzmu widocznego w ascetycznym projekcie. Czwórka osób z bagażem była jego maksymalnym obłożeniem, chociaż ciężko by wtedy mówić o komforcie podróżnych.
        Szóstka szczupłych i nie mniej zadbanych koni, w uprzęży barwionej pod koniakowy lakier powozu, ciągnęła ów wehikuł. Skóra świeciła się lekko od potu, a mięśnie poruszały się rytmicznie pod sierścią, gdy konie szły równego stępa.
Świergot ptaków mieszał się z szelestem liści, stanowiąc typowo leśną muzykę. Tutejszą melodię ubarwiał cichy tupot kopyt i chrzęst kół na żwirze mieszającym się z leśną ściółką. Subtelny brzęk orczyków i delikatny skrzyp skórzanych pasów, wtórowały szelestowi gałązek ocierających się o drewniane elementy bryczki. To wszystko zlewało się jedną spójną całość, którą co jakiś czas przerywał męski głos niespiesznie nucący strofy lekkiej, obcojęzycznej piosenki.

Ptak rozpoczyna swój wiosenny trel, to wspomnień jest czas.
Czas niegdyś beztrosko spędzany pod koronami drzew.
Przybądź wędrowcze do domu, gdzie twe serce wzywa.
To czas spędzany pod koronami drzew, lecz przybądź wędrowcze do domu.
Ziemia nie przeczyta twych listów.
Przybywaj, by ją ucałować.
Choć o niej nie pamiętasz, ona wciąż tęskni za tobą.
Przybądź wędrowcze do domu, gdzie twe serce wzywa...


        Co jakiś czas woźnica robił pauzy, w których jedynie coś sobie mruczał pod nosem, zupełnie jakby nad czymś myślał, by potem wznowić śpiewanie w przerwanym miejscu, a konie strzygły uszami, z zadowoleniem słuchając uspokajającego brzmienia.
        Tego skrótu nie znał nikt. On też nie. Właśnie go odkrywał. A w zasadzie taki był zamiar. Chciał trochę okroić drogę, zamiast omijać łukiem lasy Eriantur, więc bez większego zastanowienia wjechał w busz.
Bo to raz... przecież póki droga była dość szeroka, by zmieściła się para koni, można było jechać. Świat należał do odważnych, a jego czas nie gonił. Przecież w jaki sposób powstawały skróty? Najpierw ktoś musiał odważyć się pobłądzić, czyż nie?
        Pagani jednak nie uważał, jakoby się zgubił. By się zagubić, należało wcześniej znać drogę. Skoro więc jej nie znał, to zwyczajnie jechał przed siebie. Jedzenie dla koni w lesie znajdzie, sam również głodny nie będzie chodził. Wodę również powinien znaleźć. A w razie głodu, wojny i pomoru, zapas wody na czarną godzinę wisiał w kilku bukłakach, na tyłach powozu, gdzie na upartego mógł też usadowić się luzak.
        Wątpił również, by cokolwiek zechciało pożreć zastęp chroniony przez wilkołaka. Chociaż podobno w tych lasach czaiło się wiele bestii i może podróżny powinien podejść z większą rezerwą do ewentualnych mieszkańców puszczy.
Ten jednak uparcie widział w podobnej wędrówce same korzyści. Widoki były piękne. Gdyby udało mu się ustalić skrót, mógłby znacząco skrócić czas przyszłych podróży. Poznając tę część lasu, chociaż orientacyjnie, mógłby potem zgłębiać jego pozostałe części, wynajdując następne tajne szlaki. Również spotkanie bestii czających się w gęstwinach, mogło być fascynujące. Jednym słowem żadna odrobina rozsądku, która przecież powinna kryć się w jakimś głębszym zakątku skrytym pod blond kitą, nie zaciemniała optymizmu woźnicy.
Avatar użytkownika
Pagani
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Nemain, Sherani, Lucien, Elleanore, Dagon, Indigo, Max,
Rasa: Wilkołak
Aura: Cisza. Nie absolutna, raczej naturalna, niczym nie zmącona. Spokojna. Łagodna w smaku, niezwykle lepka, nie pozwala się poruszyć o włos, otaczając cię ze wszystkich stron. Jasna i błyszcząca ametystowa poświata rozchodzi się w niej niespiesznie, sięgając daleko i zwracając na siebie o wiele większą uwagę niż raczej niewielka siła samej emanacji. To ona cię tu przyciągnęła. Bo i na co komu potężna moc? Czy nie wystarczy ten jasny blask, nagrzewający końską sierść? Tak gładką i ciepłą w dotyku, ale też wilgotną od słonego potu, gdy szóstka cynowych koni zrywa się do pełnego galopu, by pędzić przez świat aż po jego skraj i z powrotem. Ciągną za sobą barachitowy powóz, piękny, prawda? Najlepsze drewno. Twarde i wytrzymałe, a jednocześnie na tyle giętkie, by odpowiednio pracowało w ruchu. Ma ostre krawędzie, oczywiście, ale słuchaj woźnicy, a nic ci nie będzie. A to co czujesz? To tylko mokra ziemia i psia sierść… ah, gdzie ten pies, pytasz. No właśnie, gdzie?
Wygląd: Sebastien wygląda jak przystało na mężczyznę, który całe swoje życie, poczynając od wczesnego dzieciństwa, spędził na podróży i pracy. Opalona skóra opina pozbawione choćby grama tłuszczu i zbudowane z wytrenowanych mięśni, ciało. Daleko mu jednak do osiłka stworzonego do pilnowania nocnych barów i mimo wyraźnie męskiej sylwetki, Seb jest szczupły, chociaż w porównaniu ... (Więcej)

Postprzez Segen » N maja 06, 2018 7:15 pm

        Często mówi się „środek lasu”, mając na myśli miejsce głęboko za drzewnymi murami, gdzieś w miejscu bliżej nieokreślonym, tylko po to chyba, by dać wyraz temu, jak daleko i głęboko w naturę zapuścił się człowiek.
        Segen jednak faktycznie była niemal idealnie w środku lasu. Na tyle oczywiście, na ile można być pośrodku czegoś o nieregularnym kształcie. Słońce praktycznie nie znajdywało najmniejszego przesmyku przez splątane ze sobą leśne korony drzew i wszelkie dzienne światło boru pochodziło z tego, co udało się przebić przez cienkie liście, nadając miejscu magicznej zielonej poświaty. Dodać do tego punktowy blask bijący od drobnych owadów i kwiatowych pyłków, i człowiek ma wrażenie, że znalazł się w magicznej krainie, w której czas stanął w miejscu, a wszystko co było wcześniej i będzie później nie ma znaczenia.
        Nawet sama nemorianka, gdy znalazła się w sercu boru, stała w bezruchu dobrą chwilę, z rękami w kieszeniach i lekko zadartą głową obserwując otaczającą ją naturę, nim zamknęła oczy. Otoczyła ją wówczas cisza niemal absolutna, z rzadkimi odgłosami ptaków, szelestem liści, czy odgłosami zwierzyny, które stanowiąc istną symfonię w mniejszych lasach, tutaj były tylko nieśmiałymi przerywnikami w głuszy.
        Pielgrzym trącił jej ramię kilka razy pyskiem, ale po chwili poddał się i oddalił z ostentacyjnym parsknięciem, by oddać się swoim niezmiernie ważnym końskim sprawom, podczas gdy jego pani znów stanęła gdzieś nieruchoma niczym posąg, niemal fizycznie chłonąc otaczającą ją energię tego miejsca. Minęła pewnie dobra godzina, nim kobieta znów otworzyła oczy, a jeszcze wówczas obejmowała leniwym wzrokiem wszystko dookoła, usatysfakcjonowana, nagrodzona, wtajemniczona. Właściwie mogłaby tu zostać. Albo wrócić, bo teraz chęć przemierzenia każdej piędzi tego lasu była silniejsza i zmusiła w końcu do powolnych czynności.
        Segen z westchnieniem otrząsnęła się z zamyślenia i spojrzała na pasącego się gdzieś dalej Pielgrzyma. Za jedyne ogłowie służyła mu robiona pod zamówienie uprząż, bardziej przypominająca zwykły kantar, a tym samym pozbawiona wędzidła, ale i tak nie było sensu, by srokacz się pod rzędem męczył. Krótkie gwizdnięcie postawiło końskie uszy na sztorc i po chwili potężny wierzchowiec przygalopował radośnie, jak zwykle zatrzymując się pyskiem dopiero na ramieniu demonicy. Ta z mruknięciem odsunęła od siebie natrętne chrapy i sprawnymi ruchami zdjęła zwierzęciu ogłowie i siodło, rozwieszając je na zwisającej nisko grubej gałęzi pobliskiego drzewa. Pielgrzym otrząsnął się z zadowoleniem i znów pomknął zwiedzać nowe tereny, a wychowany przez Segen pchał się nawet przez gęste krzaki, nic nie robiąc sobie z tych marnych przeszkód.
        Brunetka zaś przeciągnęła się z leniwym zadowoleniem, jak zawsze czując się wszędzie, jakby właśnie wróciła do domu po długiej podróży. Zdjęła z pleców katanę i tubę na mapy, obie rzeczy odwieszając na gałęzi obok końskiego siodła. Z futerału wyjęła jeszcze tylko długi rulon pergaminu, pozornie nie mający szans się tam zmieścić, i z nim wróciła na szlak. Jako że już sama ścieżka ledwie wciskała się między gęste zarośla, nie było szans znaleźć mniejszego lub większego poletka na rozwinięcie arkuszu. Stwierdzenie zaś, że trakt był nieuczęszczany byłoby wielkim niedopowiedzeniem, więc Assani nie miała szans nikomu przeszkadzać pewnie przez długie godziny, o ile nie dni. Od ponad tygodnia bowiem nie trafiła tu na żywą duszę; nawet zwierzyny było stosunkowo niewiele.
        Nie bacząc więc na ewentualne niewygody przyklęknęła na ścieżce i rozwinęła obszerny pergamin, po części już zarysowany, chociaż widocznie jedynie szkicem; urywanym, poprawianym i pełnym dopisków. Zebrała cztery większe kamienie i przyciskając nimi rogi rozpostarła pergamin na całą ścieżkę, samej znajdując się na nim na czworakach i z jednym węgielkiem w dłoni, drugim wetkniętym za ucho, przez opadające kurtyną do ziemi czarne włosy, zabrała się do pracy.
        Można powiedzieć, że świat dla niej przestał wtedy istnieć, ale nie licząc uroków okolicy nie było w nim zwyczajnie nic mogącego zaprzątnąć jej uwagę. Raz tylko podniosła głowę, gdy z zarośli na trakt wyszedł młody jelonek, spoglądając na nią z zainteresowaniem. Kobieta nie drgnęła nawet o włos, przyglądając się chwilę zwierzęciu, nim ze spokojem wróciła do pracy. Zwierzyna zaś, nienawykła zupełnie do ludzi (ani demonów), a tym samym nie mająca jeszcze wpojonego strachu do nich, obeszła pracującego kartografa niewielkim łukiem i zniknęła w podskokach dopiero przepłoszona przez powracającego kłusem Pielgrzyma. Ten zaś minął Segen, zmierzając w stronę, z której przybyli, gdy mając znacznie lepszy zmysł węchu niż kobieta, wyczuł zbliżające się towarzystwo.
        Assani usłyszała dopiero nuconą w oddali melodię, ale zajęta była swoim kreśleniem, nie wsłuchiwała się więc w treść piosenki, a oceniła na szybko odległość dzielącą ją od podróżnego. Zdąży, albo ten chwilę poczeka. Nikt, kogo przywiało w te leśne czeluści, nie mógł się nigdzie spieszyć, a i ona nie odczuwała takiej potrzeby. Nie podniosła więc nawet głowy, gdy powóz zbliżył się w zasięg wzroku. Na spotkanie jednak wybiegł im Pielgrzym, zbliżając się do pierwszego karosza z wysoko uniesionym łbem i położonymi po sobie uszami, szczerząc już zęby. Biała maska na pysku tylko uwidaczniała nietypowo niebieskie oczy, obrzucające obcych czujnym spojrzeniem, gdy niczym pies, bronił dostępu do swojego jeźdźca. Segen wyczuwając napięcie konia gwizdnęła krótko, chociaż dość specyficznie, a ogier parsknął z niezadowoleniem i odskoczył od nowych znajomych, posłusznie wracając do swojej pani. Prawie… bo zaraz! Klacz!
        Segen podniosła znad powstającej mapy głowę dopiero, by znad okularów rzucić powątpiewającym spojrzeniem na wyczyny swojego wierzchowca, który ledwo wrócił (aby nie było, że nie słucha poleceń), a znów go wywiało z powrotem do zbliżających się podróżnych. Nie bardzo mając miejsce, by dopchać się od boku do idącej przodem kobyłki, Pielgrzym parskając kroczył dumnie przed powozem, doprowadzając go do Assani. Tak, ktoś wpakował się na tą leśną ścieżynę, w sam środek głębokiego lasu, sześciokonnym dyliżansem. Demonica otaksowała krótko woźnicę, nim przeniosła zielone oczy na swojego konia, odstawiającego cyrki przed klaczką.
        - Pielgrzym! – padło krótkie nawołanie w czarnej mowie, doskonale już mu znanej, więc koń potrząsnął tylko łbem, wracając znów do Segen, ale jeszcze strzelając okiem za śnieżnobiałą panną. Przeszedł posłusznie za nemoriankę, ale wciąż maszerował zebrany po wąskiej ścieżynie, chrapami niemal dotykając piersi. Pozer.
        Kobieta tylko westchnęła cicho i porzuciła pierwotny plan ukończenia rysowanego fragmentu. Z pamięci jej nie uleci, a powóz zdążył się już przy niej zatrzymać. Wstała więc, otrzepując niedbale kolana i butem zsuwała ostrożnie kamienie z brzegów pergaminu, który zwinął się zaraz posłusznie w długi rulon. Podniosła go ostrożnie, dłońmi strzepując przyczepione drobinki piasku i przesunęła okulary na czubek głowy, odgarniając przy okazji część włosów z twarzy.
        - Witam – odezwała się we wspólnej mowie, stając nieco z boku ścieżki, by konie z wozem mogły ją minąć. Spojrzenie i zmysł zawiesiła na woźnicy, którym był młody mężczyzna, a po krótkim magicznym prześwietleniu okazało się, że na dodatek zmiennokształtny; wilkołak, ściślej rzecz ujmując. Assani uśmiechnęła się nieznacznie, a przyciemnione czernidłem spojrzenie zielonych oczu przesunęło się krótko po woźnicy, nim odpłynęło w stronę powozu. Pusty.
        - Nietypowa trasa dla dyliżansu – zagadnęła, nie spuszczając już wzroku z mężczyzny.
        Pielgrzym jednak wyczuwał jej uwagę i względnie nie pajacował, chociaż wciąż był wyraźnie rozdarty pomiędzy dziabnięciem jednego z karoszy, a przemaszerowaniem wąską przestrzenią między zaroślami, a bokiem wozu, by dumnie wyrzucając przed siebie nogi minąć śnieżnobiałą klacz.
Avatar użytkownika
Segen
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Callisto, Leila, Avellana, Sonea, Mathias, Emma, Cat, Lexi, Maia, Ananke, Eva, Rakel, Lena, Rain, Kimiko, Kiki, Astarte,
Rasa: Nemorianka
Aura: Czytając tę aurę, znajdziesz się nad gładką i lekko już zużytą kobaltowa połacią pergaminu. Po chwili zorientujesz się, że właśnie patrzysz na nieznaną wcześniej mapę. Przecina ją wiele cynowych linii dróg, szlaków i gór. Ważniejsze z nich, zupełnie jak arterie, tętnią soczystym ale dziwnie spokojnym topazem. Początkowo przebywasz w ciszy. Ta zaś najpierw odezwie się w twych uszach echem. Ono nabierze nienaturalnych dźwięków, by wreszcie zamilknąć odzyskując harmonię, chociaż przez chwilę masz wrażenie jakby resztki tych dźwięków odbijały się jeszcze w twych myślach. Uważaj by w swych oględzinach nie naciąć się na bardzo ostre krawędzie, gdy pergamin zwinie się giętko tuż przed twoimi oczami, na koniec tworząc twardy rulon zwiastujący zbliżający się koniec czytania. Powietrze zdaje się być zarazem suchym i lepkim, zmieniając się wraz z każdym wdechem. Da się w nim wyczuć delikatnie pikantne nuty, ale to intensywna gorycz pozostanie z tobą, gdy emanacja zniknie sprzed twych oczu.
Wygląd: Najlepiej chyba zacząć od tego, że na pierwszy rzut oka Segen nie wygląda jak typowa przedstawicielka nemorian. Czasy, gdy poruszała się z szelestem sukni, a na jej dekolcie i nadgarstkach połyskiwała złota biżuteria minęły bezpowrotnie i nie bez ulgi samej kobiety. Włosy upinane przez kilkaset lat w ciasne, lśniące koki, teraz opadają nieposkromioną kaskadą na ramiona i plecy. ... (Więcej)

Postprzez Sapphire » Cz maja 10, 2018 12:32 am

        “Proszę, znajdź lekarstwo dla mojej matki!” Słowa brudnej, zapłakanej wieśniaczki wciąż dzwoniły echem w głowie eugony. Zgrzytnęła ze złością zębami, a węże wieńczące jej włosy momentalnie się najeżyły. Nerwowo poruszała grzechotką, sunąc między drzewami i bezpardonowo łamiąc co mniejsze gałęzie. Była wściekła! Jak ta głupia dziewucha śmiała prosić ją o coś takiego! Żeby już na własnym bagnie nie być bezpiecznym!
“To wszystko przez tego przeklętego czarodzieja”, rozmyślała gorączkowo. Gdyby nie jego wstrętne czary, mogłaby odprawić ją z kwitkiem albo zabić jednym ruchem ogona. A tak? Z niesłabnącym zdumieniem obserwowała samą siebie, jak wędruje przez zupełnie nieznany sobie las, szukając jakiejś przeklętej rośliny. Gdyby tylko tamtego feralnego dnia nie posunęła się do napaści na tych dwóch magów… Wiedziała jednak, że nie cofnie czasu i musi wypełnić powierzoną jej prośbę. To było jej przekleństwo.
        Roślina, której szukała wieśniaczka ma duże, fioletowe płatki i okrągłe, żółte wnętrze. Pozornie nic ciekawego, jednak jej środek wypełniają ostre jak brzytwa zęby, które są w stanie zatruć nieostrożnego wędrowca. Poniekąd czuła sympatię do rośliny o mechanizmie działania podobnym do węża, jednak po tysiąckroć wolałaby nigdy o niej nie słyszeć i mieć święty spokój. Odpowiednio przyrządzony, ten egzotyczny kwiatek potrafił uleczyć gorączkę przenoszoną przez szczury. Nie wiedziała ile życia ma przed sobą matka tej kobiety (niech ją szlag trafi!) ale była zmuszona do wypełnienia prośby bez względu na stan chorej. Dlatego teraz sunęła w ponurym nastroju między drzewami, wypatrując fioletowego dziadostwa i czujnie nasłuchując hałasów dookoła siebie. Jak by nie patrzeć nie znała tutejszej fauny i choć była drapieżnikiem doskonałym, nie powinna nigdy tracić czujności.
        Yarin, który co jakiś czas pojawiał się między drzewami zalewając korę swoim błękitnym blaskiem, uśmiechał się szeroko (jak zawsze) i rozglądał ciekawie dookoła (jak zawsze). Jego pogodna obecność jeszcze bardziej denerwowała eugonę, jednak ze względu na bezradność w tej sprawie, z godnością go ignorowała. Dzisiaj zdecydowanie nie miała ochoty na pełne bzdurnej mądrości pogaduchy. Jedyne czego chciała to znaleźć fioletowy chwast i wrócić do domu. Zasyczała ze złością i zanurkowała między krzewy, rozgarniając je czarnymi, pokrytymi łuskami dłońmi. Kilka małych gałązek skaleczyło ją w twarz, ale ranki natychmiast się zabliźniły. Przy tak szybkiej regeneracji przestaje się zauważać takie rzeczy.
        Nagle jej uwagę zwrócił hałas dobiegający z oddali. Znajdowała się jeszcze dobrą milę od źródła dźwięku, ale jej wyczulone uszy wychwyciły oznaki cywilizacji. Słyszała grupę koni, dwójkę ludzi i duże, stukające kołami urządzenie. Zapewne służyło innym, bardziej leniwym ludziom do przemieszczania się. Jakby nie wystarczyły im własne nogi! Przewróciła oczami z lekceważeniem, choć już po chwili pożałowała złośliwej myśli. Przecież to oczywiste, że własne nogi im nie wystarczają! Kto chciałby się poruszać na takich krótkich i wiotkich szczudłach?
        Złość, którą wylewała w myślach na ludzi, miała tak naprawdę podłoże w klątwie, która kazała jej spełniać prośby przypadkowo napotkanych osób. Zastanawiała się, czy jest jakikolwiek sposób na pozbycie się przekleństwa. Poszukiwanie kwiatu nie jest najgorszym, co mogło ją spotkać. Co jeśli ktoś poprosi ją kiedyś o zamordowanie króla? Albo przemienienie kogoś innego w demona? Spędzi wieczność opętana jedną myślą, niezdolna do niczego innego. Wzdrygnęła się na tę wizję i wróciła do przeczesywania lasu. Już zamierzała odwrócić się plecami i odpełznąć w odwrotną stronę, ignorując hałas robiony przez ludzi, jednak przed jej twarzą pojawiła się szeroko uśmiechnięta głowa błędnego ognika. Niebieskie płomienie wokół łysej czaszki trzaskały wesoło, idealnie wkomponowując się w cukierkowy nastrój szmaragdowego lasu. Zmarszczyła brwi, natychmiast wyczuwając podstęp.
- Myślę, że to pora, żebyś poznała nowych przyjaciół, moja wężowa panno… Nie ma niczego piękniejszego niż nowo rozpoczęta znajomość w samym sercu lasu!
- Nie waż się! - ostrzegła eugona, a jej oczy zwęziły się w wąskie szparki. Węże wokół jej twarzy zastygły w bezruchu i zasyczały groźnie. Złota grzechotka poruszała się nerwowo. Każdy przeraziłby się na ten widok. Każdy, kto miałby ciało.
- Proszę, podejdź do tych nieznajomych Sapphire - oznajmił pogodnie duch, rozpływając się w powietrzu.
- Nienawidzę cię! - warknęła Saph, choć podejrzewała, że Yarin już jej nie usłyszał. Była za to przekonana, że gdy tylko zbliży się do powozu i koni, złośliwe dziadostwo będzie ją obserwować z cienia.
        Ognik nigdy dotychczas nie chciał jej krzywdy i chociaż czasem używał klątwy, żeby jej dokuczać, nigdy nie robił tego z faktycznie złymi zamiarami. Podejrzewała, że tak samo jest i tym razem. Posłuszna wewnętrznemu zewowi (który nie pozostawiał jej żadnego wyboru) podpełza nieco bliżej i ostrożnie wyjrzała spomiędzy liści. Nie musiała z nimi rozmawiać - duch chciał jedynie, żeby się do nich zbliżyła. Kiedy tylko odczuła, że wypełniła jego prośbę, przemieniła się w węża. Ostatnim, czego jej teraz było potrzeba byli kolejni ludzie, gotowi zadawać pytania i wysnuwać idiotyczne prośby. Dodatkowo konie na pewno za chwilę zaczęłyby się niepokoić. Gdyby była na bagnach, zaatakowałaby ich albo przegoniła. Tutaj, w nieznanych jej lasach Eriantur, wolała zachować ostrożność. Nie chciała przecież wkopać się jeszcze bardziej.
        Wszystko (czyli bezszelestne wycofanie się od niechcianego towarzystwa) zmierzało w dobrym kierunku, kiedy za plecami (lub raczej za ogonem w obecnej postaci) usłyszała niemożliwie pogodny głos staruszka
- Witajcie przyjaciele! Co robi pośrodku lasu woźnica z szóstką pięknych koni i taka szanowna dama, jak ty?
Ognik, uśmiechając się radośnie i promieniejąc błękitną poświatą lekko falujących płomieni, pojawił się na wysokości głowy nemorianki. Wydawał się zachwycony nowym towarzystwem i z zainteresowaniem przyglądał się tubie na mapy, którą dziewczyna trzymała na plecach.
- Jesteś kartografem? - zapytał uprzejmie i zdecydowanie bardziej przenikliwie, niż wskazywałby na to jego wygląd. Po chwili odwrócił się w stronę maleńkiego dyliżansu i z uwagą zaczął studiować jego piękne ściany.
- Wspaniały okaz. Jaki to rodzaj drewna? - spytał, tak jakby już znał odpowiedź. Cóż, jeśli jest się mającym setki lat duchem, być może faktycznie wie się o wiele więcej, niż widać na pierwszy rzut oka.
        Sapphire nie przejmowała się jego wywodami - skoro ona nie mogła go zabić, zakładała że nikt inny też nie będzie w stanie. Pełzła prędko między drzewami, pragnąc zostawić nieznajomych tak daleko, jak było to tylko możliwe. Dziwnie się czuła w tej roli - nie łowcy, a niemalże zwierzyny. Umykającej. Pełnej niepokoju. Skupionej na pozostaniu niewidoczną. Zatrzymała się osłupiała, uświadamiając sobie, do jak nędznej pozycji sprowadził ją strach. Momentalnie wróciła do swojej prawdziwej formy i wypięła dumnie pierś. Nie tak postępuje eugona! Jeśli wejdą jej w drogę, zaatakuje! Jeśli nie będą mieli wrogich zamiarów, być może łaskawie daruje im życie. Najeżyła się groźnie i ukryta między drzewami, wsłuchała w leśną ciszę. Ptaki ćwierkały idiotycznie pogodnie, a w dole pagórka, za którym obecnie się znajdowała, słychać było dalszą paplaninę ducha.
- Bardzo miło mi was poznać - powiedział Yarin beztrosko, zawierając nową znajomość - Za szczytem tego wzgórza ukrywa się też moja przyjaciółka. Jest dosyć… nieśmiała. Szuka pewnego kwiatu, który rośnie w tych lasach.
Szlag by go trafił! Eugona zamarła, niepewna tego, jaką grę prowadzi ognik. Czyżby chciał ją wciągnąć w sam środek tej idiotycznej pogaduchy? Przecież musiał sobie zdawać sprawę z tego, jak zareagują ludzie, kiedy tylko ją zobaczą. Wysunęła lekko czarne pazury i czając się do ataku, czekała na dalszy rozwój wypadków. Bezchmurne niebo, widoczne z tego punktu lasu, przecięła przez moment pomarańczowa kometa, natychmiast spalając się w atmosferze. Jej krótki ogon błysnął jasno i zniknął bez śladu. Takie zjawisko zwiastowało zmiany. Gwałtowne zmiany. Zamyślona kobieta spojrzała ponownie w stronę szczytu wzgórza, za którym znajdował się jej towarzysz. Czyżby to tam czekało na nią przeznaczenie?
Avatar użytkownika
Sapphire
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Vestra, Hashira, Fobos, Yva, Mel, Bjornolf, Deidre,
Rasa: Eugona
Aura: Aura niczym wąż pojawia się w tajemniczy sposób, prawie niezauważalnie znajdując się koło ciebie, mimo iż połyskuje jasnym i agresywnym topazem zupełnie nie pasującym do subtelności. Barachitowe łuski powoli przemykają pod twoimi palcami, ocierając się o nie twardymi i chropowatymi tarczkami o ostrawych brzegach. Te przy nacisku stawiają delikatnie sztywny opór, którego mógłbyś się niespodziewać. Delikatnie kojące brzmienie równie tajmniczo jak zjawiający się gad, przechodzi w kakofonię dźwięków, niemiłosiernie drażniącą uszy. W powietrzu unosi się zapach kwiatów opromienionych słońcem i wężowej skóry rozgrzanej jego promieniami. Sama aura intensywnie lepi się do podniebienia, nanosząc na nią intensywnie pikantny smak, którego jeszcze przez długi czas się nie pozbędziesz.
Wygląd: EUGONA
Jest to postać, w której najczęściej można ujrzeć Sapphire, pędzącą między drzewami niczym burza, z rozwianymi włosami i dzikim wzrokiem. W stanie spoczynku, opierając się na luźno ułożonym na ziemi ogonie ma metr dziewięćdziesiąt wzrostu. W czasie polowania lub w chwilach wzburzenia unosi się jednak w górę, a dzięki silnym mięśniom potrafi zawisnąć wysoko nad ...
(Więcej)

Postprzez Pagani » So maja 12, 2018 8:47 pm

        Podróż od dłuższego czasu przebiegała niezmącona. Ptaki śpiewały, las szumiał, a droga powoli ustępowała pod kopytami kłusujących koni, do czasu. Najpierw poczuł subtelny zapach niezwiązany bezpośrednio z puszczą. Niedługo później, gdyż gęste zadrzewienie znacznie ograniczało ruch powietrza a tym samym spowalniało migrację zapachów, spostrzegł kręcącego się w okolicy konia i klęczącą na drodze osobę. Zwolnił dyliżans do stępa i wstał z siedziska by mieć lepszy widok na bądź co bądź, ale niecodzienną sytuację.
        Czarnowłosa istota wyglądała raczej na kobietę, ale pełnej pewności jeszcze nie zyskiwał i wyglądała, jakby właśnie urządziła sobie piknik, albo czegoś szukała. Przyjrzałby się uważniej, gdyby nie przerwała mu srokata bestia startująca dziko w kierunku jego koni. Wilkołak powoli gotował się do możliwej obrony swoich wierzchowców, ale wtedy gwizd brunetki odwołał agresora.
Nie spieszył się i nie chciał poganiać nieznajomej w jej czynnościach, zamierzał jedynie podjechać bliżej by z ciekawości zerknąć kogo jeszcze przywiało na te zapomniane trakty, gdy bestia ponowiła atak. A w zasadzie prawie atak.
Urocze konisko najpierw szczerzyło zęby, teraz demonstrowało pasaż. Najwyraźniej każdy potwór mógł zostać okiełznanym przez przedstawicielkę płci pięknej. Wilkołak uśmiechnął się półgębkiem widząc podrygi ogiera. Uspokojony i będąc jednocześnie dość blisko by mieć dobry pogląd na nieznajomych, usiadł na koźle. Numer stary jak świat, konik był grzeczny, wysłuchał komendy, a i tak zrobił swoje teraz paradując przed upatrzoną klaczą.
Seb westchnął w myślach z pomieszaniem melancholii i rozbawienia. Ściągnął lejce, zwalniając konie do zebranego stępa. Podparł łokieć na kolanie, a na pięści wsparł brodę. Każdy z nich z własnej woli robił z siebie pajaca. Czasem też kończyło się jak ostatni pajac właśnie, ale zawsze było warto. Same próby potrafiły dawać satysfakcję. Nawet zyskanie pogardliwego spojrzenia było przecież jakąś reakcją. A jeśli zamiast niego napotkało się skromne zerknięcie spod trzepoczących rzęs, świat mógł się skończyć...
A Perełka... jak to kobieta, uniosła zgrabny łepek, ignorując swoich karych towarzyszy ostrzegawczo tulących uszy, i szła z gracją ignorując obcego. Nawet nie zaszczyciła go spojrzeniem, ostentacyjnie niezainteresowana odwracając uszy w tył.
Tymczasem żółte oczy Paganiego wypatrzyły coś znacznie bardziej interesującego niż podrygujący zalotnie ogier.
        - Dzień dobry pani - zasalutował zawadiacko, chyląc czoła i zatrzymując powóz. Nieznajomy nie tylko faktycznie był kobietą, ale by było ciekawiej, demonem. Nos wykluczył wszystkie inne opcje, które przychodziły zmiennokształtnemu do głowy. Te chyba raczej rzadko kiedy zjawiały się na ziemskich planach, pierwszy raz widział takiego o ludzkiej postaci. Ciekawe czy wszystkie wyglądały równie ciekawie jak ta oto niewiasta. Czarne włosy rozwiewał artystyczny nieład, podczas gdy w jego stronę spoglądały oczy zieleńsze od zieleni będących w możliwościach tutejszej flory. Ubiór podróżnika i zawadiaki odsłaniał zgrabne linie brzucha, jednocześnie nogi kryjąc w pozornie bezkształtnych spodniach tylko dodających jej powabu. Rozejrzał się wokół, jakby chciał zweryfikować przyczynę pytania.
        - Hmm… Przynajmniej nie jest zatłoczona - odezwał się jakby po krótkim namyśle - Poza tym na gęsto używanych traktach nie spotyka się równie ciekawych podróżników - uśmiechnął się zawadiacko do kobiety.
Niestety jego uwagę od intrygującej niewiasty odciągnęła subtelna woń gada i dziwne, lekko niepokojące uczucie. Sebastien rozejrzał się uważniej spuszczając demonicę z oczu, szukając przyczyny swojego zaniepokojenia i możliwego zagrożenia dla koni, chwilę przed zjawieniem się błękitnego ducha. Przynajmniej wyjaśnił się powód niepokoju.
        Widząc zjawę, konie poderwały głowy z nerwowym chrapnieciem, będąc o krok od spłoszenia się. Wilkołak cichym głosem zaczął uspokajać swoje wierzchowce, jednocześnie wiążąc lejce na koźle. Potem wciąż mówiąc zstąpił na dyszel i stopa za stopą, cały czas rozmawiając z końmi przeszedł do środkowej pary. Potem jako podparcia na równi używając uprzęży i końskich grzbietów przeszedł na przód, na sam koniec zeskakując przed konie. Tak było łatwiej, niż przeciskać się przez gęste chaszcze ciasno otulające zaprzęg. Wciąż też miał kontrolę nad końmi, inaczej niż gdyby stanął sobie z boku torując drogę między gałęziami.
        Pogłaskał uspokajająco pierwsze zwierzęta po chrapach, na wszelki wypadek przytrzymując je za uzdy.
Za komplement nie podziękował. Na złe oko trzeba było uważać, a podziękowania potrafiły przynieść nie tylko je, ale również pecha, lub niechciane zobowiązania. Tym bardziej więc należało mieć się na baczności w przypadku bardziej magicznych istot, a w szczególności duchów. Te potrafiły być fascynujące, czasem pomocne a nieraz psotne lub nawet zwodnicze. Wiele mogło się zdarzyć.
        - Podróżuję, a cóż by innego - odparł wesoło, nie mając na myśli nic obelżywego, a jedynie starając się wyczuć z czym ma do czynienia.
A kobieta była kartografem… to wyjaśniało rysunki, które zakończyła nim zdążył się lepiej przyjrzeć. Spokojnym, ale czujnym na zwierzęcą modłę wzrokiem, wilkołak przyglądał się poczynaniom ognika, na następne pytanie odpowiadając bardziej precyzyjnie.
        - Palisander - z zadowoleniem wymienił egzotyczne drewno o eleganckich słojach, które podkreślał złocisty lakier.
        - Och możesz powiedzieć przyjaciółce, że z mojej strony nic jej nie grozi, ale wcześniej zdradź jak się do ciebie zwracać nieznajomy? - zapewnił i zapytał jednocześnie, celowo nie używając poufałego zwrotu “przyjacielu”, stosowanego przez ducha.
Przyjaciółmi nie byli i chociaż zazwyczaj zwrotu używało się też w luźnych konwersacjach próbując przełamać lody, Sebastien był zwolennikiem nazywania rzeczy po imieniu, szczególnie w rozmowach z nadprzyrodzonymi bytami, by przez zbytnie zaufanie i rozluźnienie nie wpędzić się kłopotliwą sytuację, z której mogłoby być ciężko się wykaraskać. Matka uczyła go nie tylko ciekawości do świata, ale i rozsądku w kontaktach z jego magicznymi aspektami.
Avatar użytkownika
Pagani
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Nemain, Sherani, Lucien, Elleanore, Dagon, Indigo, Max,
Rasa: Wilkołak
Aura: Cisza. Nie absolutna, raczej naturalna, niczym nie zmącona. Spokojna. Łagodna w smaku, niezwykle lepka, nie pozwala się poruszyć o włos, otaczając cię ze wszystkich stron. Jasna i błyszcząca ametystowa poświata rozchodzi się w niej niespiesznie, sięgając daleko i zwracając na siebie o wiele większą uwagę niż raczej niewielka siła samej emanacji. To ona cię tu przyciągnęła. Bo i na co komu potężna moc? Czy nie wystarczy ten jasny blask, nagrzewający końską sierść? Tak gładką i ciepłą w dotyku, ale też wilgotną od słonego potu, gdy szóstka cynowych koni zrywa się do pełnego galopu, by pędzić przez świat aż po jego skraj i z powrotem. Ciągną za sobą barachitowy powóz, piękny, prawda? Najlepsze drewno. Twarde i wytrzymałe, a jednocześnie na tyle giętkie, by odpowiednio pracowało w ruchu. Ma ostre krawędzie, oczywiście, ale słuchaj woźnicy, a nic ci nie będzie. A to co czujesz? To tylko mokra ziemia i psia sierść… ah, gdzie ten pies, pytasz. No właśnie, gdzie?
Wygląd: Sebastien wygląda jak przystało na mężczyznę, który całe swoje życie, poczynając od wczesnego dzieciństwa, spędził na podróży i pracy. Opalona skóra opina pozbawione choćby grama tłuszczu i zbudowane z wytrenowanych mięśni, ciało. Daleko mu jednak do osiłka stworzonego do pilnowania nocnych barów i mimo wyraźnie męskiej sylwetki, Seb jest szczupły, chociaż w porównaniu ... (Więcej)

Postprzez Segen » Śr maja 16, 2018 4:28 pm

        Nemorianka uniosła jeden kącik ust w uznaniu dla zadziornego salutu i trwała w półuśmiechu, obserwując podróżnego. Bez jednego mrugnięcia, zielone oczy przeczesały nietypową fryzurę mężczyzny, wyraźnie zwierzęce ślepia, zahaczyły o bliznę przecinającą brew i spłynęły do tak licznej, jak niecodziennej biżuterii wilkołaka, ciążącej na jego uszach, szyi i nadgarstkach. Wiedziała, że również w Alaranii nie tylko kobiety gustują w błyskotkach, ale chyba pierwszy raz widziała aż tak nimi obwieszonego mężczyznę. Nie wyglądał jednak śmiesznie, bardziej interesująco i na… hm, zaprawionego w boju, zwanym życiem. Rozpoznawała bowiem prawie wszystkie symbole z talizmanów rozrzuconych na skórze woźnicy i doskonale zdawała sobie sprawę, jak różne wierzenia, niejednokrotnie wykluczające się, reprezentują. To mówiło jej o zmiennokształtnym więcej niż sam by chciał lub umiał zdradzić, tylko pobudzając ciekawość demonicy, bo to czym takie zachowanie było powodowane stanowiło już tajemnicę, a przynajmniej miało więcej niż jedno uzasadnienie.
        - W istocie – odparła powoli na jego słowa, odnosząc się jedynie do uwagi o nieuczęszczanym szlaku, okazji do spotkania interesujących podróżników albo do obu tych stwierdzeń jednocześnie. Trudno było stwierdzić, jako że na zawadiacki uśmiech odpowiedziała podobnym, przyglądając się jeszcze chwilę mężczyźnie, nim równie spokojnie odwróciła głowę w stronę parskającego Pielgrzyma.
        Nos zmiennokształtnego, zwierzęcy instynkt jej wierzchowca i zmysł magiczny Assani niemal jednocześnie zakomunikowały im nowe, wyjątkowe towarzystwo. Segen w niemal nieludzkim geście przechyliła głowę na bok, opuszczając woźnicę i kierując się z powrotem na szlak, by wyjść naprzeciw zjawie. Krótki gwizd przywołał srokatego ogiera do porządku i ten stanął w końcu, wciąż jednak tupiąc w złości tylną nogą i strzelając spłoszonym wzrokiem to za lewitującą głową dziadygi, to na miejsce w zaroślach, gdzie zniknął niepokojący go wężowy ogon. Nemorianka kątem oka zaobserwowała gimnastyczną wędrówkę wilkołaka uspokajającego konie, samej poświęcając już pełnię uwagi duchowi. Wyjątkowo pogodnemu i rozmownemu, należy zaznaczyć.
        Kobieta najwyraźniej nie czuła zagrożenia ze strony przybysza, bo nie wpatrywała się w niego zbyt długo, w międzyczasie odchodząc kawałek, by osiodłać ponownie Pielgrzyma, a na plecach zawiesić katanę i tubę, wcześniej chowając w niej zwój, który miała w ręku. Dawno nikt nie nazwał jej damą, ale trudno kogokolwiek winić, skoro na taką nie wyglądała, a wręcz zdawała się umyślnie oddalać od podobnego skojarzenia. Nawet wzywana na dwory nie zmieniała stroju podróżnego na adekwatne do sytuacji suknie, uznając to za przejaw szacunku, którym nie zwykła obdarzać nikogo, a już na pewno nie tylko ze względu na stanowisko czy urodzenie. Czasem pokusiła się o to z innych powódek. Jedynie jej postawa nie mogła kłamać i nawet w nonszalanckiej wersji prezentowanej przez kobietę, wciąż przywodziła ona na myśl osobę wysoko urodzoną i odpowiednio wychowaną i wykształconą.
        - Podobnie, jak pan – odparła na pytanie zjawy, odnosząc się jednocześnie do odpowiedzi szatyna. Było to prawdą, podróżowała, jednak zazwyczaj w ściśle określonym przez siebie celu. Co do wilkołaka zaś, najwyraźniej po nikogo tym swoim cudownym powozem nie zmierzał. Podróżowanie dla samej istoty włóczenia się po świecie rozumiała jak nikt, zazwyczaj jednak spotykała na szlaku ludzi mniej obciążonych własnym dobytkiem. Konie radziły sobie tutaj bardzo dobrze, na jej oko, jednak nie trzeba było mieć specjalnie wybujałej wyobraźni by przytoczyć ogrom przeszkód, jakie mogą tu czekać na taki środek transportu. Ale przecież i fakt, że woźnica był jednocześnie wilkołakiem nie był zbyt powszechnie spotykany, więc na chwilę obecną zwyczajnie przyjęła jego oryginalność do wiadomości. Zjawa zaś znów zabłysnęła przenikliwością, której trudno byłoby spodziewać się po tej szczerbatej facjacie.
        - Owszem – odparła krótko i nie rozwijając tematu, nie widziała potrzeby. Zdawała sobie sprawę, że dla nieco bardziej wtajemniczonego odbiorcy futerał na jej plecach ma jedno przeznaczenie. Noszenie w nim czegokolwiek innego niż zwoje map lub innych dzieł nie byłoby żadną profanacją, a jedynie fanaberią. Nie wiedziała zaś, czy określoną ją kartografem, nie artystką czy uczoną, w ramach ślepego strzału czy przenikliwej obserwacji. Sama nie powiedziałaby, co mogłoby ją wyróżniać.
        Zerknęła przez ramię na zjawę, a ta znajdowała się już na wysokości jej twarzy, co Assani przyjęła z właściwym sobie spokojem, nawet czując na policzku podmuch powietrza, wywołany buchającymi językami błękitnych płomieni. Duch też zaraz zainteresował się powozem, a Segen oparła się o bok Pielgrzyma, z równą fascynacją obserwując lewitującą głowę. Nietypowa to była postać, musiała przyznać, ale też zjawy miały w tym względzie szerokie pole wyboru, stąd było chyba niemożliwością zapoznać się ze wszystkimi możliwymi do przybrania przez nie formami. Ta konkretna prezencja mogła świadczyć na równi o zupełnym braku wyboru lub wręcz przeciwnie – poczuciu humoru tragicznie zmarłego.
        Za jego słowami zaś, spojrzała w kierunku wzgórza, a mrużąc lekko oczy skierowała tam też zmysł w poszukiwaniu nowej obecności. Agresywna emanacja zabłyszczała topazem w jej świadomości, otarła się o nią twardymi łuskami, drażniła wonią rozgrzanej wężowej skóry i rozbrzmiała kakofonią dźwięków. Interesujące. Demonica uśmiechnęła się pod nosem, wracając spojrzeniem do obecnych.  
        - A jakiego to kwiatu poszukuje? Przyznam, że tutejsza flora jest mi wciąż obca, dopiero zapoznaję się z tym terytorium, ale może coś widziałam po drodze.
        Można było to nawet uznać za zaoferowanie pomocy, chociaż takie słowa wprost nie padły. Assani bardziej celowała w wywabienie nieśmiałej istoty z jej kryjówki, niż interesowała się jakimś kwiatem; wciąż jednak mogłoby to stanowić uzupełnienie jej wiedzy o tych lasach. Tak samo nie zdradzała się zaraz ze swym zupełnie pozaalarańskim pochodzeniem, chwilowo korzystając z dzikości obszaru, na którym się znajdowali i który był zapewne obcy dla większości po nim podróżujących. Nie zapewniła też, jak jej poprzednik, o swoich intencjach. Mylne byłoby stwierdzenie, jakoby nie ma się czego z jej strony obawiać, a dopowiadanie, że przyjaciółce nietypowego bytu nic nie grozi, do czasu, również nie miało sensu. Nawet jeśli w pełni szczere i prawdziwe, było wyjątkowo pejoratywnie nacechowane, a tym samym bezsensowne. Obojgu więc, zjawie i naturiance, musiało starczyć to, co otrzymali.
Avatar użytkownika
Segen
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Callisto, Leila, Avellana, Sonea, Mathias, Emma, Cat, Lexi, Maia, Ananke, Eva, Rakel, Lena, Rain, Kimiko, Kiki, Astarte,
Rasa: Nemorianka
Aura: Czytając tę aurę, znajdziesz się nad gładką i lekko już zużytą kobaltowa połacią pergaminu. Po chwili zorientujesz się, że właśnie patrzysz na nieznaną wcześniej mapę. Przecina ją wiele cynowych linii dróg, szlaków i gór. Ważniejsze z nich, zupełnie jak arterie, tętnią soczystym ale dziwnie spokojnym topazem. Początkowo przebywasz w ciszy. Ta zaś najpierw odezwie się w twych uszach echem. Ono nabierze nienaturalnych dźwięków, by wreszcie zamilknąć odzyskując harmonię, chociaż przez chwilę masz wrażenie jakby resztki tych dźwięków odbijały się jeszcze w twych myślach. Uważaj by w swych oględzinach nie naciąć się na bardzo ostre krawędzie, gdy pergamin zwinie się giętko tuż przed twoimi oczami, na koniec tworząc twardy rulon zwiastujący zbliżający się koniec czytania. Powietrze zdaje się być zarazem suchym i lepkim, zmieniając się wraz z każdym wdechem. Da się w nim wyczuć delikatnie pikantne nuty, ale to intensywna gorycz pozostanie z tobą, gdy emanacja zniknie sprzed twych oczu.
Wygląd: Najlepiej chyba zacząć od tego, że na pierwszy rzut oka Segen nie wygląda jak typowa przedstawicielka nemorian. Czasy, gdy poruszała się z szelestem sukni, a na jej dekolcie i nadgarstkach połyskiwała złota biżuteria minęły bezpowrotnie i nie bez ulgi samej kobiety. Włosy upinane przez kilkaset lat w ciasne, lśniące koki, teraz opadają nieposkromioną kaskadą na ramiona i plecy. ... (Więcej)


Powrót do Lasy Eriantur

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron