Ku bezpieczeństwu i szaleństwu


Jeśli zadajesz sobie pytanie kim jesteś, jeśli wydaje Ci się że Twoja dusza już dawno umarła, a Twoje życie straciło sens... Dolina Umarłych to miejsce gdzie życie istot ją zamieszkały naprawdę straciło sens, wiec jeśli masz w sobie choćby iskrę życia i trafisz tutaj dowiesz się co to znaczy wola istnienia.

Postprzez Nessus » N kwi 22, 2018 11:14 pm

Nie wiedział, jak długo galopowali, aż dotarli do miejsca, które było wejściem do tego Zapomnianego Miasta. Nessus zaczynał odczuwać zmęczenie – to związane z używaniem cechy specjalnej jego klanu, w większości minęło w trakcie snu w klatce, jednak pojawiło się też to zwyczajne i to nie tylko fizyczne, ale także psychiczne. Dlatego też przez całą drogę patrzył przed siebie nieobecnym wzrokiem, tylko czasem rozglądając się, aby sprawdzić, gdzie są i, czy już nie dotarli do celu. Nawet nie przeszkadzało mu to, że wampirzyca znowu zajęła miejsce na jego grzbiecie – po prostu chciał być już na miejscu i odpocząć, przy okazji wiedząc, że będzie mógł spokojnie się przespać i nie zbudzi go jakieś zagrożenie.

Centaur wbiegł do jaskini jako ostatni. Przedtem ostatni raz upewnił się, czy na pewno nikt ich nie śledził. Dopiero po tym nabrał rozpędu i znalazł się w środku. Wcześniej jego pierwsza myśl była dziwna, patrząc na to, że przejście to było ukryte i zabezpieczone, no i właśnie takie powinno przecież zostać. A o czym pomyślał centaur? A no o tym, żeby chwycić za halabardę i wyciąć pnącza, które blokują wejście. Dopiero po chwili zrozumiał, że nie powinien tego robić i skarcił się też w myślach.
Nessus rozejrzał się po pomieszczeniu, w którym się teraz znalazł. Było ono większe, niż się spodziewał – widział wiele kolumn, które podtrzymywały sufit, a także pochodnie dające słabe światło. Pomyślał, że pochodnie muszą być magiczne, a jeśli nie… oznaczało to, że na stałe mieszka tu ktoś, kto o nie dba, a także o to, żeby nie zgasły. Wampirzyca odezwała się i właściwie dobrze, że to zrobiła, bo właśnie miał zadać jej pytanie, na które nie chciała odpowiadać wcześniej.
         – Będziemy mogli tam odpocząć i nie martwić się o to, że ktoś zaskoczy nas we śnie, prawda? - zapytał, ostrożnie podążając za nieumarłą. Co jakiś czas patrzył pod nogi i uważnie obserwował podłogę. Sprawdzał, gdzie znajdują się wizerunki węży, które mają aktywować śmiercionośne pułapki. Szczerze mówiąc, nadal nie do końca ufał wampirzycy, dlatego też te pułapki mogłyby być wyłącznie jej wymysłem, ale z drugiem strony… mogły też być prawdziwe. Dlatego też najlepiej będzie unikać tego, co ma je aktywować, tak na wszelki wypadek.
         – Poza tym, jak długo musimy tu zostać? Ogólnie, jakoś niezbyt podoba mi się to miejsce, jednak wygląda na dość dobrze schronienie… Tylko, że nie chcę przebywać tu dłużej, niż jest to konieczne – odezwał się znów. Słowa te oczywiście skierował do wampirzycy, pytanie zadane na początku także… jednak przecież nie będzie miał nic przeciwko, jeśli ktoś także się odezwie i wyrazi swoje zdanie na ten temat. Dobrze by było wiedzieć, co inni myślą o tym miejscu, a także o tym, co powiedział przed chwilą Nessus.
Szkielety, które mogli czasem zauważyć lub nawet przejść tuż obok jednego lub dwóch, w ogóle nie pomagały w zmianie zdanie centaura. Według Nessusa, ciała te oznaczały, że to całe Zapomniane Miasto może naprawdę okazać się niebezpiecznym miejscem.

W końcu wampirzyca przeprowadziła ich przez miejsce, które wcześniej nazwała przedsionkiem. Przeszli przez otwór, w którym kiedyś mogła znajdować się brama wejściowa, jednak teraz była to tylko dziura. Zostali też poinformowani, że pułapki znajdowały się wyłącznie we wcześniejszym pomieszczeniu, a później powiedziała im, że mają przed sobą Zapomniane Miasto.
Już na pierwszy rzut oka było widać, że kamienne budynki już dawno pozostawiły za sobą czasy, w których tętniły życiem i ktoś regularnie o nie dbał. Nieumarła mogła nie mylić się co do tego, że różne osoby szukają tu ucieczki przed aurą Doliny – widać było, że praktycznie każda budowla znajduje się w innym stadium rozpadu, a niektóre są nawet całe. Jeśli ktoś wybierał sobie konkretny budynek na ten, w którym miał się tymczasowo schronić, to mógł o niego dbać i sprawić, że rozpadał się on wolniej i później niż inne. Miasto także było oświetlone pochodniami, jednak były tu one rozmieszczone trochę rzadziej niż w przedsionku – chociaż nawet one niknęły w końcu w ciemności, a przez to wydawało się, że same ruiny miasta rozciągają się niemalże w nieskończoność… Kiedyś mogło to być naprawdę piękne miasto. Piękne i znajdujące się pod ziemią.
         – W pewnym sensie, wygląda to naprawdę ładnie – odezwał się, przerywając ciszę, chociaż brzmiało to tak, jakby mówił do siebie, a nie do towarzyszących mu kobiet.
         – Musimy poszukać jakiegoś miejsca, w którym będziemy mogli odpocząć – dopowiedział, tym razem głośniej.
Avatar użytkownika
Nessus
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Samiel, Calathal, Cain, Vergil, Jon, Kelsier, Fenrir, Malthael, Salazar, Constantin, Seviron,
Rasa: Centaur
Aura: Emanacja odznacza się ponadprzeciętną siłą magiczną, którą wyczuć można dość łatwo. Posiada barwę intensywnie żelazną, mocno rzucającą się w oczy. Jednakże tu I ówdzie widnieją srebrne ślady ułożone jakby na kształt podków. Ich obramowanie składa się z wyrazistego kobaltowego odcienia. Tu I ówdzie widać barachitowe drobinki przypominające kwietny pyłek oraz rtęciowe kropeczki. Wokół szafirowe światło otula aurę, wywołując uczucie ukojenia, aczkolwiek gdzieś w oddali widać bursztynowy blask, który sprawia wrażenie, jakby niósł ze sobą jakieś niebezpieczeństwo. Uczucie pogłębia nagły szczęk metalu i uderzenia młota, którego próżno szukać wokół. Słodka i kusząca woń kwiatów i miodu pozwala zapomnieć o tym, co działo się jeszcze przed chwilą. Gdy przejdzie się do czytania emanacji z pomocą zmysłu dotyku, można dojść do wniosku, iż jest ona twarda, a jej złamanie lub choć zarysowanie nie byłoby łatwym zadaniem. Mimo to gnie się i wygina, prezentując swą elastyczność, a także ostre jak brzytwa brzegi. Poprzez te szybkie ruchu często niewidoczny staje się ten niezwykły, aksamitnym puch, ją pokrywający. Nieznośnie lepi się do podniebienia i aczkolwiek paradoksalnie jej smak jest przyjemnie łagodny.
Wygląd: Jest to, mierzący sobie siedem i pół stopy wzrostu (około 230 cm), centaur, którego waga jest proporcjonalna do wzrostu. Jego ciało jest bardzo dobrze umięśnione, jednak nie jest to umięśnienie, które można nazwać przesadnym, a także solidne. Widać, że jest on silnym osobnikiem, nie tylko po mięśniach, lecz także po broni, którą dzierży. Końska część centaura jest ... (Więcej)

Postprzez Lena » Śr kwi 25, 2018 9:46 pm

        Lenie zwyczajnie zabrakło słów. Ledwo skończyła wyjaśniać Nessusowi, że zabijanie strażników nie jest konieczne i wystarczy szybko stąd uciec, a w tym czasie ta stuknięta małolata poderżnęła gardło jednemu z nich. Poderżnęła mu gardło! Na pustynne węże, co trzeba mieć w głowie, żeby zadawać śmierć z taką beztroską? Bo nawet o łatwości nie było tu mowy, mężczyźni byli nieprzytomni, uśpieni, czy inne licho, ale Wiladye po prostu złapała jednego za włosy i dodała mu drugi uśmiech na szyi tak niedbale, jakby podlewała kwiatki w ogródku! Deneb od dawna szukała na zielonych ziemiach jakichś przedstawicieli swojej rasy i tak bardzo się ucieszyła, gdy spotkała tę trójkę, zwłaszcza, że Nessusa już znała – naprawdę świat był mały. Ale teraz zastanawiała się, czy na pewno dobrze trafiła. Jakby tego było mało, odezwała się Nadeya, która skarciła siostrę takim tonem, jakby ta skakała w kałuży, obryzgując innych błotem. „Nie ma na to czasu”! Naprawdę?! Lena wytrzeszczyła oczy na drugą centaurzycę, zastanawiając się, czy ona jest tu jedyna normalna i pozbawiona instynktu mordercy. Przypomniała sobie przyczyny swojego wygnania z klanu i mimowolnie zaczęła się zastanawiać, czy to może z nią jest coś nie tak, że ceni życie każdej istoty, miast kierować się wyłącznie własnymi zachciankami i pokrętnym systemem wartości, jak zdawali się to czynić wszyscy wokół niej. W międzyczasie Wiladye zabiła kolejnego strażnika i Lena odwróciła wzrok, a ramiona jej opadły. Przygnębiona ruszyła z kopyta, chętnie oddając się w objęcia wiatru i nie oglądając na towarzyszy.
        Sama nie wiedziała, czy jedynie im przewodzi w galopie, czy ucieka, ale po chwili nie miało to znaczenia. Wiatr we włosach, tętent kopyt – nie tylko jej, ale jeszcze trzech centaurów za nią – to sprawiło, że przez moment poczuła się, jakby miała swoje własne stado. Nie oglądała się za siebie, nie chcąc psuć wyobrażeń, nie chcąc widzieć Wiladye z włócznią skradzioną mężczyźnie, którego zabiła. Ta jednak o dziwo sama postanowiła do niej dołączyć i po chwili Lena spostrzegła koło siebie młódkę. Uśmiechnęła się więc do niej miło, zostawiając przeszłość za nimi, razem z ziemią wyrywaną spod kopyt, ale gniada miała jakąś wyraźnie zaciętą minę, zapewne wciąż jeszcze myślami pozostając przy strażnikach, których większość pozostawili przy życiu. Srokata przyspieszyła jeszcze bardziej, wartko przechodząc w cwał, który nawet w trawie niósł się hukiem po pustych polach. Zostawiła za sobą młodocianą sadystkę, jej królikouchą siostrę i Nessusa z wampirzycą, przez moment skupiając się tylko na pracujących pod skórą mięśniach, zaskakującej stabilności, jaką dawał twardy grunt pod nogami, tak odmienny od pustynnych piasków, do których przywykła, na wietrze we włosach i głuchych uderzeniach krwi pulsującej w głowie. Pędziła, nieświadoma tego, że zostawiła pozostałych kilka długości za sobą, nieświadoma intencji i zawiedzionych oczekiwań Wiladye i nawet dopiero słowa wampirzycy wychwytując po dłuższej chwili i zwalniając stopniowo aż do stępa, zawracając sprawnie w stronę znajomych. Otoczyła ich jeszcze jednym kręgiem, rozchodząc unoszone jeszcze od biegu wysoko nogi i dopiero po chwili zatrzymała się w miejscu, spoglądając za gestem Elisy.
        Zielona kurtyna zarośli pokrywała fragment skały, przepływając po niej na tyle ściśle, że nie było zza niej widać żadnego wejścia i Lena skrzywiła nieco usta, pełna wątpliwości. Nie miała w zwyczaju leźć na ślepo w nieznane miejsca, zwłaszcza gdy nie wiedziała, co się tam znajduje, a teraz jeszcze z rozpędu, gdyż musieli przeskoczyć nad cierniami. Rozchmurzyła się nieco widząc, jak przemieniona w nietoperza wampirzyca (łał!) przelatuje swobodnie przez zwisające zarośla i wcale nie rozkwasza się na znajdującej się za nimi litej skale, a faktycznie znika w jaskini. Nadeya ruszyła pierwsza, a Lena zaraz za nią, stojąc najbliżej. Zawróciła w miejscu, zrywając się z miejsca do kłusa, by zgrabnie i wysoko przeskoczyć nad cierniami, znikając po chwili za zieloną zasłoną. Tylko przyzwyczajenie powstrzymało przed odruchowym zaciśnięciem oczu, gdy wpadała w miękką przeszkodę, a już po chwili stukot jej kopyt odbił się donośnym echem po jaskini. Centaurzyca niezwłocznie postąpiła kilka kroków w przód, by zrobić miejsce dla Wiladye i Nessusa. Lekko mrużyła oczy, niezadowolona z rozchodzącego się wokół pogłosu. Nigdy nie była dobra w skradaniu się, ale tutaj czuła się jak podkuty koń powozowy.
        - Nie następować na węże… - mruczała, niedbałym gestem odgarniając zagubione nici pajęczyn ze swoich jasnych włosów i usiłując wyjrzeć zza swojej końskiej piersi pod kopyta, by nie nastąpić na wspomniane kształty. Odruchowo już zebrała włosy w wysoki koński ogon i sprawnym ruchem oplotła je rzemieniem, by nie wpadały jej do oczu, gdy szła ciągle z pochyloną głową.
        Co jakiś czas jednak z satysfakcją rozglądała się po przedsionku. Tony kurzu tylko drażniły nos, niespecjalnie tłumiąc stukot kopyt, pajęczyny zahaczały się o końskie ogony, a dzięki pochodniom na ścianach straszyły upiorne cienie, rzucane przez oświetlone niedbale szkielety. Wysokie kolumny podtrzymywały sklepienie, wyglądając na niebywale solidne i jednocześnie mocno nadgryzione zębem czasu, sprawiając, że podróżni zadzierali głowy, by upewnić się, że nic na nich zaraz nie runie. Jednym słowem było tu…. absolutnie fantastycznie!
        Później przejście czymś, co kiedyś musiało być bramą i przed nimi rozpostarł się widok na Zaginione Miasto. Lena nie mogła powstrzymać zachwytu i po prostu się zatrzymała, z szeroko otwartymi oczami i ustami, chłonąc krajobraz miejsca zapomnianego przez ludzi i czas.
        - Jak tu pięknie – szepnęła cicho.
        Zielone krainy zaskakiwały ją na każdym kroku swoją różnorodnością i tajemnicami. Niby miasto do miasta podobne, lasy te same, a jednak trafiła na te ziemie, do których nie sięgał promień słońca, a teraz podziwiała prawdziwe miasto, skryte przed światem pod setkami tysięcy cetnarów skał. Czekające na poszukiwaczy przygód i zwykłych zbłąkanych wędrowców.
        Pełen patosu moment przerwało jej szerokie ziewnięcie, które skryła obiema dłońmi, przeciągając się przy okazji i miękkim ruchem rozpuszczając włosy, które osypały się jasną falą na plecy.
        - Odpoczynek brzmi cudnie – potwierdziła słowa Nessusa.
Avatar użytkownika
Lena
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Callisto, Leila, Avellana, Sonea, Mathias, Emma, Cat, Lexi, Maia, Ananke, Eva, Rakel, Rain, Kimiko, Kiki, Astarte, Segen, Mimosa, Dayanara,
Rasa: Centaur
Aura: Ciepło i łagodność biją od tej emanacji, choć jest ona płochliwa i nieco nieufna niczym nieokiełznane, dzikie stworzenie. Podczas jej czytania, wszystkie charakterystyki zmieniają się i mieszają między sobą, umykając na podobieństwo rozbrykanego źrebaka, zmuszając do większego skupienia i uwagi. Barachitowy wiatr bezgłośnie pędzi w dal. Ścigając się sam ze sobą, muska, trąca i zaczepia rozciągnięte wokół cynowe bezmiary łąk. Olśnione szafirem bujne łany roztaczają słodki zapach kwiatów. Nie widać tu żywej duszy, ale pośród nieskazitelnego na pierwszy rzut oka absolutu, można dostrzec ślady kopyt i wydeptane nimi ścieżki. Głębokie wgniecenia odcinające się ostrymi krawędziami od podłoża. Widać odsłonięte w ten sposób twarde kamienie, podczas gdy nietknięte, giętkie źdźbła traw kołyszą się na wietrze. Aksamitna gładkość łąki kusi do gonitwy aż po sam horyzont, podczas gdy sama aura jakby dodatkowo zachęca do beztroskiego rajdu przed siebie. Bryza przynosi ze sobą ostry i charakterny posmak wraz ze skrytymi w nim kwaśnymi niuansami. Ten zaś, podobny do miodu, przez chwilę pozostaje w ustach swoją lepkością.
Wygląd: Twarz dziewczyny w ogóle nie zwiastuje rasy innej niż zwykły człowiek. Nawet uszu nie posiada końskich, lecz drobne, ludzkie płatki, ozdobione kilkoma kolczykami. Owalną buzię o delikatnych rysach zamieszkują ciemnoróżowe usta i lekko zadarty nosek a brązowe oczy, ozdobione złotymi plamkami, otoczone są lasem gęstych, czarnych rzęs, spoglądając spod prostych, ciemnych i ... (Więcej)
Uwagi: Ze względu na srokate umaszczenie, często nazywana Sroką wśród swojej rasy. Przedstawiciele innych gatunków z tego samego powodu przezywają ją Krówką, ale za to już się bardzo gniewa.

Postprzez Wiladye » Cz cze 07, 2018 11:26 pm

        Wiladye biegła i biegła, coraz szybciej i szybciej, wypluwała dosłownie płuca by dogonić Lenę, ale...! Nie udało się.
        Jak to możliwe, że jest taka szybka?! Wiladye odniosła totalną klęskę. Gdy wszyscy dotarli do gęstych cierni, ta pochyliła się i wsparła o koński tułów oddychając równie głośno, co otwieranie zardzewiały drzwi. Włosy młódki kleiły się do jej ciała, cała się spociła i chociaż bardzo starała się trzymać fason, to nie potrafiła. Gardło miała suche na wiór przez te wyścigi, ale jakoś nie myślała o tym, by się napić. Właśnie ciężkie chmury zbierały się nad jej życiem, Lena okazała się lepsza.
        - Tak, tak... rozpędu – odpowiedziała Wil olewając sytuację, a wciąż pogrążając się w myślach o klęsce.
        „Okropna jest!”- myślała rozwścieczona centaurzyca. Oczywiście, że nie było opcji, aby choć na chwilę została krok za drużyną. Musiała więc brnąć za nimi, nie próbując nawet pytać o chwilę wypoczynku. Da sobie radę!
        Dziewczyna nie miała odwagi spojrzeć na Nessusa. Pogłaskała się po ramionach wykrzywiając usta, gdy na ten krótki moment zostali sami. Nie potrafiła zagaić rozmowy albo jakkolwiek przedłużyć intymnej chwili, a przecież byli sam na sam! Wil była bardzo rozgoryczona, wściekła i zrozpaczona. Nie wyprzedziła tej krowy, więc nie było szans, by centaur na nią spojrzał, czemu by z resztą miał? Nie zaimponowała mu. Och, tragedia!
        Dziewczyna ustawiła się w odpowiedniej odległości. Czuła jak mięśnie nóg jej drżą. Wciąż zagłuszała swoje wątpliwości, czy aby na pewno da radę. Wiladye zmarszczyła brwi, nie ma innych opcji, ani innego wyjścia – musi się udać.
        Ruszyła z impetem i wybiła się w górę, lecz zabrakło jej sił, by obyło się bez zadrapań. Ciernie zahaczyły o okolice nadpęć i centaurzyca z wielkimi oczami wylądowała po drugiej stronie. Zagryzła wargę, ale nawet nie spojrzała w dół. Po prostu ruszyła przed siebie zagryzając każde „au”, jakby były to tylko małe draśnięcia. Z trudem omijała węże, a szkielety czy pajęczyny ani odrobinę jej nie przeraziły. Bardziej była przejętą swoją porażką niż faktem, że goni ich jakiś mag, przebiegają przez ciernie i kroczą wśród umarłych. Jakby ich mało na tym świecie było!
        W pewnym momencie jednak zwolniła, by przyjrzeć się oblepionej robakami czaszce. Ciekawe czy zginął z powodu tych robaków, co go tak oblazły...
        W ten sposób Wil na krótki moment stanęła w tyle, gdzieś na uboczu drużyny. Nikt nie dojrzał, jak kopyto młódki omsknęło się o jeden kafelek z wyrzeźbionym wężem. Centaurzyca spięła się wyraźnie, ale nikt nie zwrócił na nią uwagi. Rozejrzała się dookoła. Nic. Żadne zawalenie sufitu, żadne trzęsienie ziemi.
        Nagle poczuła, że coś obślizgłego owinęło jej kopyto. Dwa kiełki dziabnęły ją w nogę i Wil z jękiem odsunęła się od ściany. Panicznie rozejrzała się po podłodze, ale niczego nie było. Zaraz jednak wyprostowała się dumnie, jakby wcale niczego się nie przestraszyła! I znów ruszyła dalej.
        Ani myślała, by cokolwiek komukolwiek powiedzieć!
        Dotarli do ogromnej bramy. Ta część Alaranii była wyjątkowa na swój mroczny sposób. Mech porastał obłupane kamienie, żadna z budowli nie uchroniła się przed erozją. Rozpadliny utrzymywały wrośnięte gałęzie i tylko matka natura wydawała się opiekować tym miejscem.
        Wiladye miała ochotę zaprzeczyć łaciatej, jedynie by zrobić na złość Lenie, nie chciała przyznać jej racji, ale z kolei Nessus myślał podobnie. Agh!
        - O tak, to miejsce z pewnością coś w sobie kryje... - mruknęła na doczepkę Wil.
        Rozpoczęło się szukanie dobrego kąta na wypoczynek. Wiladye oczywiście w pewnym momencie ruszyła własną ścieżką zaciekawiona jedną z budowli. Weszła do jej środka, a później dalej i tak też przechodząc do kolejnego budynku. Czuła jak nogi ledwo trzymają jej wielkie, końskie cielsko. W dodatku, że anormalna z budowy to jeszcze gruba!
        - Woda... - ucieszyła się cichutko i zaraz podbiegła do małej fontanny z kamienia. Ujęła w ręce ciecz i upiła łyka. Odetchnęła z ulgą... a gdy otworzyła oczy, wszystko stało się takie niewyraźne i rozmazane.
        Wiladye zakotłowała się na własnych kopytach i nagle padła nieprzytomna na ziemię. Później jedyne, co zapamiętała to szorstkie kafelki na jej ciele. Ktoś ciągnął ją za włosy taszcząc po posadzce. Kilka lin mocowało jej nogi, miała knebel w ustach. Chciała coś powiedzieć, ale szybko zapomniała co. Słyszała jedynie szepty obiecujące jej spełnienie, że zdobędzie siłę, że może osiągnąć wszystko, a Wiladye bardzo chciała wszystko osiągnąć.
Miasto już od pierwszy chwil okazało się mniej opustoszałe dla młódki, niż głosiła sama nazwa.
Avatar użytkownika
Wiladye
Szukający drogi
 
Nagrody: Obrazek
Inne Postacie: Frigg, Niviandi, Kvaser, Francine, Kavika, Shantti, Namir, Pliszka, Cedr, Paank, Ruu, Grelia, Lasse,
Rasa: Centaurzyca
Aura: Delikatnie tląca się aura centaurzycy otacza ją topazową, na brzegach lekko szmaragdową poświatą, a także zapachem miodu i końskiej sierści, które to połączenie najlepiej nazwać dziką, nieokiełznaną słodyczą. Wzrok przykuwa błyszczące połączenie barachitu i miedzi z domieszką cynowych przebłysków a do uszu dociera przytłumione, odległe i równomierne dudnienie, jakby gdzieś bardzo daleko rozpędzone stado zbiegało po wielkich głazach uderzając w nie dziesiątkami kopyt. W dotyku sprawia dziwne wrażenie, gdyż twardość kopyt łączy się z giętkością ogona, a dosyć gładka sierść wydaje się być ostra i nie zawsze przyjemna. Smak zaprzecza słodkiemu zapachowi serwując czytelnikowi wrażenie spożycia czegoś niezwykle gorzkiego i pikantnego co przykleja się do podniebienia i jeszcze długo pozostawia posmak na wargach.
Wygląd: Wiladye z pewnością można stwierdzić, że ciało centaurzycy jest silne i solidne. Nie wygląda ona na osobę łagodną, ale też nie sprawia wrażenia groźnej. Wzbudza szacunek swoją posturą, która prezentuje się niezwykle szlachetnie. Jest godna, pewna siebie, co również ujawnia się w jej posturze. Piękny ogon eksponuje się w delikatnym odcieniu rudości zmieszanej z brązem. ... (Więcej)

Postprzez Nadeya » Cz cze 28, 2018 11:46 pm

Wampirzyca wygodnie siedziała na grzbiecie Nessusa, nawet powoli przymykała oczy, ale uszy rejestrowały to, co mówiły koniki. Uśmiechnęła się, słysząc pytanie centaura.

- Niby tak… - powiedziała jakby od niechcenia. – Aczkolwiek w dzisiejszych czasach ciężko być czegoś całkiem pewnym. Czasem nawet ludziom o najczystszych sercach może odebrać życie jakiś psychol, co wpadnie niespodziewanie nocą. – Zachichotała. – Tyle ile trzeba będzie, a miejsce spodoba się wam, każdy znajduje w nim coś fajnego, zawsze tak jest, więc o to się nie martw. To, że jeszcze nie znalazłeś tego czegoś tutaj, nie znaczy, że w ogóle tego nie ma.

Przedsionek w końcu ukazał swój koniec, spora dziura w ścianie, a za nią ich cel, Zapomniane Miasto. Nadeya rozdziawiła usta, przyglądając się budynkom. To wyglądała jak zebranie wielu lat historii w jednym miejscu, każdy budynek z innego czasu, każdy w innym stylu. Przez pochodnie przypominało to zwyczajne miasto w nocy, a przynajmniej takie sprawiało wrażenie.

- Chwileczkę… - Wampirzyca zeskoczyła na ziemię i podeszła do przodu niepewnie. – Ciemno…
- Jesteśmy pod ziemią w końcu… - stwierdziła Nadeya.
- Nie, w sensie tak, ale… tu nie powinno… Nieważne. Bądźcie przez chwilę cicho. – Nieumarła zaczęła wygwizdywać jakąś dziwną melodię.

W miarę jak jej echo niosło się po mieście, cała gromadka mogła spostrzec drobinki, były tak lekkie i małe, że z łatwością dryfowały w powietrzu. Emitowały delikatne światło, ale wciąż ich przybywało i przybywało, że zaczęło się wszystko rozjaśniać, jakby nagle nastał dzień. Królikoucha zafascynowana dziwnym zjawiskiem spróbowała dotknąć jednego z tych maleństw, ale było to niematerialne niczym jakaś iluzja. Nieumarla zaś wydawała się czymś podejrzanie podenerwowana.

- Chodźcie koniki, musimy znaleźć jakieś w miarę dobre lokum… No szybciej, no – poganiała.

Szli, szukając odpowiedniego budynku i to w dość szybkim tempie, nawet nie zauważyli, gdy Wiladye im zniknęła, może dlatego, że nerwy Elisy były tak bardzo niepokojące i zwracały na siebie większą część uwagi.

- Może tutaj? – Nadeya wskazała domek na lekkim wzniesieniu, prowadziło do niego trochę schodków, ale jego drzwi były bardzo szerokie i wysokie, idealne dla centaurów, a w dodatku wyglądał na dość nowy i zadbany, jeszcze zbytnio nienadszczerbiony zębem czasu.
- Dobrze, tylko coś sprawdzę! – pobiegła do drzwi i wzięła palącą się obok pochodnie, otworzyła je niepewnie trzymając ogień tak, jakby miała się bronić.
- Tu chyba nie jest tak bezpiecznie, jak mówiła… - stwierdziła Nadeya. – Chodźcie, trzeba się z nią rozmówić, co nie Wil… WIl?! – naturiance zmroziło krew w żyłach. Jej siostra zniknęła. Niedawno ją odnalazła, a ona zniknęła! Wyrzuty sumienia, strach i stres sprawiły, że zaczęła latać w lewo i prawo, ostatecznie krążąc w kółko i nawołując siostrę. Gdy nikt jej nie odpowiedział, ruszyła jak strzała do wampirzycy i powaliła ją na ziemię, pochodnia wypadła jej z rąk, a pod wpływem, aż tak gwałtownego ruchu i uderzenia o kamienne schodki, całkiem zgasła. – GADAJ! O CO TU CHODZI?! CO Z MOJĄ SIOSTRĄ?!
- Aj, daj mi… złapać… oddech! – wykrztusiła zaskoczona nieumarła. – W środku, wszyscy do środka! – krzyknęła podczas wygramolenia się spod królikouchej. – Agresja nie rozwiązuje wszystkich problemów – prychnęła, otrzepując się z kurzu.

Zaczęła mówić, dopiero gdy Nessus i Lena weszli do środka wraz z Nadeyą, co ją strasznie irytowało, przecież każda sekunda była cenna. Życie jej siostry było w niebezpieczeństwie!

- Dobra, przyznaję, że nie wszystko poszło tak, jak myślałam, spróbuje się streścić, ale żadnego przerywania, pytania na koniec! – Wzięła głęboki oddech i wydech, po czym zaczęła mówić. – Otóż jak wiadomo, Zapomniane Miasto zawsze było kryjówką dla potrzebujących i zawsze ktoś tu był, choćby jedna osoba strzegła miasta, pilnując, by świecidełka były aktywne, czyli te świetliste drobinki - przerwała na chwilę, nie wiedząc jak ubrać to w słowa. – Chodzi o to, że zanim ktoś wpadł na pomysł tego oświetlenia, niektórzy zwariowali i zdziczeli, nie mogąc sobie poradzić z wszechobecną ciemnością. Światło, przez którego brak oszaleli, stało się ich wrogiem gorszym niż słońce dla wampirów, dlatego tu zawsze było bezpiecznie, ale… Teraz nie ma tu nikogo, żadnego strażnika.
- Do cholery, jacyś szaleńcy porwali mi siostrę? To na co my do licha czekamy?! Musimy szukać mojej siostry! – Potrząsnęła wampirzycą.
- Ty nie rozumiesz, to już nie są ludzie, wiesz jakie to ryzyko?!
- To moja siostra!
- Ehh… No dobra – westchnęła wampirzyca. – Po prostu nie chciałabym, byście skończyli jak… - zadrżała i szybko wyszła z domku, by tam zaczekać na centaury i odetchnąć chwilkę.
Avatar użytkownika
Nadeya
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Esmeralda, Sechmet, Luna, Antar, Rozalie, Aurea, Delia, Mari, Nadeya, Nimfea, Anastasja, Sakura, Imelda, Xenja, Yrin, Zira,
Uwagi administracji: Użytkowniczka ma prawo posiadać w sumie 10 kont, z czego jeden slot, jest slotem dodatkowym, otrzymanym jako nagroda, za długie i sumienne wykonywanie pracy moderatora.
Rasa: Centaurzyca
Aura: Bardzo delikatna w strukturze, ale za to o twardych, jak i ostrych brzegach aura, lśni kolorem jaśniejącego barachitu. W nim zaś przemyka się nić srebra, która dobiega aż do samego czubka poświaty. Przybiera ona barwę jakby zabrudzonego szmaragdu i wielu odnosi wrażenie, że nie pasuje do całej kompozycji. Słychać w niej koncert głosów o różnej tonacji, ale na pierwszy plan wybija się śmiech dzieci. Gdzieś w tle, bardzo daleko, słychać pojedyncze jęki. Rzadko kiedy czytelnik skupia na nie uwagę, ponieważ do nozdrzy szybko uderza intensywny zapach. Woń jest niebywale słodka, przesiąknięta zapachem tulipanów i żonkili, a w nich skrywa się nieśmiała nutka świerku. Wszystko to sprawia, że emanacja wydaje się niebywale odświeżająca i młoda. Gnie się niczym łodygi wymienionych roślin oraz zaskakuje odmienną szorstkością. Zasmakowanie grozi nienaganną lepkością, a także kwaśnością. Czasem nawet sprawi, że na języku zagości nagła pikanteria.
Wygląd: Jak każdy centaur jest od pasa w dół koniem, a od pasa w górę całkiem ładną kobietą. Jej długie, blond włosy sięgają jej do brzucha. Ma delikatną twarz, drobny nosek i oczy koloru piwnego. Wokół prawego oka widać białą plamkę. Jest to najprawdopodobniej zwyczajne znamię, jednakże wygląda bardzo ciekawie. Nie sposób nie przeoczyć pary króliczych uszu, które są wynikiem ... (Więcej)

Postprzez Nessus » Wt lip 03, 2018 7:07 pm

Przez chwilę przyglądał się temu, jak wampirzyca przywoływała niewielkie źródła światła – robiła to gwizdaniem konkretnej melodii, a światełka zaczęły pojawiać się dosłownie wszędzie. Centaur musiał przyznać, że zainteresowało go to tym bardziej, że nieumarłą widocznie zaniepokoiło to, że te światełka nie były aktywne. Postanowił, że później spróbuje wyciągnąć z niej jakieś informacje na ten temat, chociaż wiedział, że niczego się nie dowie, jeśli kobieta nie będzie chciała mu tego powiedzieć.
         – Tak, poszukajmy miejsca na odpoczynek – odparł, zgadzając się z tym, co zaproponowała Elisa. Musieli odpocząć, wykorzystując przy tym ten czas względnego spokoju, gdy nie są przez nikogo ścigani.
Centaury potrzebowały budynku, do którego będą mogli wejść bez problemu. Musi on być też w dość dobrym stanie, aby nie zawalił im się na głowy, gdy będą odpoczywać. Nawet przeciętny centaur był przeważnie wyższy od wysokich ludzi -wyższy i… szerszy – dlatego też nie dość, że musieli szukać budynku w dobrym stanie to jeszcze takiego, do którego wejdą wszyscy i jeszcze zmieszczą się w nim tak, że nie będą musieli leżeć obok siebie. Były to wymagania, które musiało spełniać ich schronienie – Nessus wiedział, że przez to poszukiwania mogą się przedłużyć, jednak był pewien, że znajdą tu coś, co spełni wszystko to, co wymienił w myślach przed chwilą.

W końcu Nadeya znalazła budynek z odpowiednimi drzwiami i wyglądający także na zachowany dość dobrze, chociaż prowadziły do niego schody, które mogą sprawić trochę problemów. Nie wiedział, co też wampirzyca chciała sprawdzić w środku, jednak wydawało mu się, że było to jakoś powiązane z tym, że „świetliki” nie latały w powietrzu i dopiero ona musiała je wezwać. Zresztą, Wiladye zniknęła gdzieś w czasie, w którym szukali schronienia i dopiero teraz to spostrzegli. Oczywiście, królikoucha zdenerwowała się tym od razu i zaszarżowała w stronę Elisy, powalając ją na ziemię.
Nessus natychmiast do nich podbiegł do nich, odciągając jedną od drugiej – w tym przypadku złapał Nadeyę i odciągnął ją od wampirzycy, która i tak już wydostała się spod naturianki. Znaczy… to nie było tak, że stawał po stronie krwiopijczyni, po prostu łatwiej było odciągnąć tą, która przytrzymywała drugą przy ziemi i zadawała jej pytania zdenerwowanym głosem. Elisa od razu powiedziała im, żeby schronili się w środku, obiecując też, że o wszystkim im powie. Nessus zamknął nawet za sobą spore drzwi, gdy już wszedł do budynku.
Wysłuchał tego, co ma im do powiedzenia wampirza towarzyszka, jednak zanim zdążył ją o coś zapytać, ta wyszła już na zewnątrz. Dlatego też centaur podążył za nią i zaczął mówić dopiero wtedy, gdy znalazł się obok niej.
         – Czyli, wystarczy, żebyśmy mieli przy sobie jakieś źródło światła, gdy będziemy wchodzić lub zaglądać do budynków, szukając Wiladye, tak? - zapytał centaur, gdy mógł dojść do głosu. Właściwie, to zadał to pytanie głównie po to, żeby się upewnić, czy ma rację. Poza tym, to tłumaczyło też, dlaczego wampirzyca wzięła ze sobą pochodnię, gdy wcześniej sprawdzała „coś” wewnątrz budynku.
         – I… jak możemy stać się tacy, jak oni? To jest jakaś choroba, którą mogą zarazić ci, którzy żyją w ciemności? Czy może chodziło ci o to, że gdybyśmy dalej poruszali się tu w ciemności i odpoczywali w niej, to w końcu oszalelibyśmy i stalibyśmy się tacy, jak oni? - zadawał kolejne pytania. To… było dość ważne, a przynajmniej tak mu się wydawało. Musieli usłyszeć odpowiedzi, żeby wiedzieć, jak zachować się w przypadku spotkania z tymi „istotami”. Znaczy, wiedzieli, że światło jest dla nich czymś naprawdę groźnym i logiczne, że będą przed nim uciekali, ale… mogą zdarzyć się sytuacje, w których on, Nadeya albo Lena mogą stracić dostęp do swojej pochodni, albo ta zgaśnie – wtedy muszą wiedzieć, jak walczyć z żyjącymi w ciemności. Mają trzymać ich na dystans czy może nie bać się tego, że jakieś ich płyny wejdą w kontakt z ich ciałem?

         – Miejsce to jest potencjalnie niebezpieczne, więc nie ma co rozdzielać się na cztery i poruszać się tu samotnie… Proponuję, żebyśmy podzielili się na dwie pary – w ten sposób przeszukamy więcej terenu niż wtedy, gdybyśmy to mieli robić jedną grupą, a także nie będziemy poruszać się samotnie – odezwał się po chwili namysłu. Jemu, właściwie, było bez różnicy to, z którą z nich będzie w parze… Jednak należało dobrać się tak, żeby jedna osoba uzupełniała braki tej drugiej.
         – Ja pójdę z Leną, a Elisa i Nadeya będą stanowić drugą parę… Chyba, że chcecie zmienić to ustawienie – odparł, składając im propozycję. Powinny mieć na uwadze to, że to wyłącznie propozycja. Poza tym, dał im też możliwość zmiany pary, jeśli ktoś chciałby to zrobić. Najbardziej chodziło mu o to, żeby znaleźć się w parze z kimś, kto może walczyć na dystans. Lenę znał bardziej niż dwie pozostałe, dlatego też uważał, że może lepiej będzie im się działało właśnie w takiej parze.
Gdy już w końcu wszelkie zmiany – albo ich brak – zostały wprowadzone i wszyscy zaakceptowali to, z kim będą szukać Wiladye, w końcu mogli ruszyć, aby przejść do kolejnej części planu, czyli właśnie poszukiwań.
         – My pójdziemy w lewo, a wy w prawo… Niech ten budynek będzie naszym punktem zbiórki, przy którym także spotkamy się po poszukiwaniach – zaproponował, oczywiście mając na myśli budowlę, w której później będą mogli odpocząć.
Nessus, od razu zaczął się rozglądać, w poszukiwaniu jakichś śladów obecności zaginionej dziewczyny. Przy sobie miał też pochodnię, której na razie nie odpalał, bo na zewnątrz budynków, to magiczne światełka zapewniały im ochronę przed istotami żyjącymi w ciemności. Niestety, nie dostrzegł niczego, co mogłoby mu podpowiedzieć, gdzie zniknęła naturianka. Jednak nie należało tracić nadziei, w końcu dopiero przed chwilą zaczęli poszukiwania.
         – Co jakiś czas powinniśmy też wołać ją po imieniu. Jeśli nie będzie mogła się ruszać albo coś, to może przynajmniej odpowie na wołanie i będziemy mogli ją odnaleźć w ten sposób – odparł, a po chwili zawołał Wiladye. Zupełnie, jakby chciał zaprezentować, w jaki sposób należy to zrobić.
Avatar użytkownika
Nessus
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Samiel, Calathal, Cain, Vergil, Jon, Kelsier, Fenrir, Malthael, Salazar, Constantin, Seviron,
Rasa: Centaur
Aura: Emanacja odznacza się ponadprzeciętną siłą magiczną, którą wyczuć można dość łatwo. Posiada barwę intensywnie żelazną, mocno rzucającą się w oczy. Jednakże tu I ówdzie widnieją srebrne ślady ułożone jakby na kształt podków. Ich obramowanie składa się z wyrazistego kobaltowego odcienia. Tu I ówdzie widać barachitowe drobinki przypominające kwietny pyłek oraz rtęciowe kropeczki. Wokół szafirowe światło otula aurę, wywołując uczucie ukojenia, aczkolwiek gdzieś w oddali widać bursztynowy blask, który sprawia wrażenie, jakby niósł ze sobą jakieś niebezpieczeństwo. Uczucie pogłębia nagły szczęk metalu i uderzenia młota, którego próżno szukać wokół. Słodka i kusząca woń kwiatów i miodu pozwala zapomnieć o tym, co działo się jeszcze przed chwilą. Gdy przejdzie się do czytania emanacji z pomocą zmysłu dotyku, można dojść do wniosku, iż jest ona twarda, a jej złamanie lub choć zarysowanie nie byłoby łatwym zadaniem. Mimo to gnie się i wygina, prezentując swą elastyczność, a także ostre jak brzytwa brzegi. Poprzez te szybkie ruchu często niewidoczny staje się ten niezwykły, aksamitnym puch, ją pokrywający. Nieznośnie lepi się do podniebienia i aczkolwiek paradoksalnie jej smak jest przyjemnie łagodny.
Wygląd: Jest to, mierzący sobie siedem i pół stopy wzrostu (około 230 cm), centaur, którego waga jest proporcjonalna do wzrostu. Jego ciało jest bardzo dobrze umięśnione, jednak nie jest to umięśnienie, które można nazwać przesadnym, a także solidne. Widać, że jest on silnym osobnikiem, nie tylko po mięśniach, lecz także po broni, którą dzierży. Końska część centaura jest ... (Więcej)

Postprzez Lena » So lip 14, 2018 10:37 am

        Lena nie wiedziała, gdzie ma podziać oczy. Sunęła zachwyconym spojrzeniem od budynku do budynku, po kolejnych fasadach, tworzących się alejach, skalistych ścianach i niedosięgnionym sklepieniu, zachwycona aż po kopyta, którymi mało co, a przebierałaby z zadowolenia. Czegoś takiego jeszcze nie widziała! Tu było tak cudownie! Tyle czasu była w zielonych krainach, a wciąż ją zaskakiwały! Mroczne Doliny zdecydowanie przypadły jej do gustu ze względu na swój niepowtarzalny klimat, ale to miejsce… to miejsce było magiczne. Przesiąknięte minionym czasem do takiego stopnia, że centaurzyca czuła się tutaj wręcz jak intruz, nachodząc niepokojone nawet przez światło słońca miejsce. Tak puste, tak ciemne, tak ciche.
        Uciszona przez Elisię nawet nie protestowała, wciąż zajęta rozglądaniem się wokoło i przenosząc uwagę na wampirzycę dopiero, gdy usłyszała w jej głosie niepokój. Czyżby zapowiadało się, że wpadli z deszczu pod rynnę? Cicho gwizdana melodia niosła w sobie magię, za którą podążyły drobne świetliki rozjaśniające okolicę, a za nimi spojrzenie centaurzycy. Prawdopodobnie i z tego wynikała jej pokora, że czuła się tak nieważka w obliczu majestatu podziemnego miasta oraz w towarzystwie istoty, która wie o tym miejscu zdecydowanie więcej. Więc chociaż nie bardzo właściwie widziała sens w szukaniu schronienia w tym miejscu, bo pogoda przecież nie była im tu straszna, pakowanie się pod kolejne zadaszenie zbędne, a ograniczanie czterema ścianami raczej nierozsądne, jeśli rzeczywiście coś mogło im grozić, ruszyła stępa za wampirzycą. Poza tym być może chodzi zwyczajnie o zejście z widoku.
        Została nieco z tyłu, wciąż rozglądając się po okolicy. Bardziej jednak skupiała się na tak obcej jej architekturze i, co tu dużo mówić – fascynującym zjawisku pogrzebanego pod górą miasta, niż swoich towarzyszach, których uderzenia kopyt wciąż słyszała. To, że zginęły jej odgłosy dwóch par nóg niestety jej umknęło i otrząsnęła się z zamyślenia dopiero słysząc rejwach przed wejściem do jednego z domostw. Oczy rozszerzyły jej się w zdziwieniu, gdy zobaczyła Elisię na ziemi i unoszącą nad nią kopyta Nadeyę. Obraz zbyt wymowny i wzbudzający wspomnienia, by mógł pozostać w jej oczach obojętny. Ruszyła w ich stronę krótkim galopem, zatrzymując się gwałtownie, gdy zaczęły docierać do niej fragmenty słów.
        - Wil zginęła? – zapytała, rozglądając się odruchowo za małolatą. Takie to wrzaskliwe i energiczne przez cały czas, a teraz zniknęło jak kamfora!
        Poganiana przez Elisię i poniekąd też przez spanikowaną Nadeyę, z niezadowoleniem wcisnęła się do domostwa, pochylając przy przechodzeniu przez szerokie, ale wciąż niekomfortowe przejście. Serce pchało do natychmiastowych poszukiwań, ale widziała, że wampirzyca powstrzymuje się z wyjaśnieniami, aż wszyscy znajdą się w środku. Na jej twarzy malowała się powaga, która przekonywała do tego, by poświęcić jej tą chwilę.
        Wyjaśnień słuchała ze zmarszczonymi lekko brwiami, biorąc wszystkie słowa wampirzycy wyjątkowo poważnie. Nie do końca rozumiała o czym mówiła, bo nieznane były jej legendy o tym miejscu, ale najważniejsze informacje pojęła – nie jest tu bezpiecznie. Światło było marną ochroną przeciwko nieznanemu, ale w tej chwili nie miała lepszego pomysłu, więc tylko przyjęła ten fakt do wiadomości.
        - Tak chyba będzie najlepiej. Nie powinniśmy polegać wyłącznie na tych świetlikach, skoro nie umiemy ich kontrolować – odpowiedziała na słowa Nessusa.
        Dalsze wątpliwości mogła rozwiać jedynie Elisia, a prawdę mówiąc Lenie nie zależało aż tak bardzo na tym, by usłyszeć, w jaki sposób może zginąć; było ich wystarczająco wiele już teraz i dodawanie do nich przemiany w jakieś ciemnolubne stworzenie niespecjalnie przypadało jej do gustu. Znaleźć smarkulę i utłuc tych, którzy będą próbowali przeszkadzać. Plan prosty, ale trudny w realizacji i bez dodawania mu nadnaturalnych elementów, z którymi będą musieli się zmierzyć. Lena w myślach stwierdziła złośliwie, że już samo opanowanie Wiladye jest zadaniem wymagającym współpracy czterech osób i to gdy nikt dziewczyny nie przetrzymuje, ale ugryzła się w język. Samej nie mając rodzeństwa mogła się tylko domyślać, jakie poczucie straty wywołuje taka rozłąka i zagrożenie, więc zamierzała pomóc im, jak tylko będzie w stanie. Gdy Nessus zaproponował podział na grupy, skinęła zgodnie głową i splotła przed sobą dłonie w znajomym geście dobywania broni z przeciwnych nadgarstków. Pojawiający się nagle kołczan przerzuciła sobie na plecy, poprawiając na piersi przytrzymujący go pas. W ręku zaś dzierżyła długi łuk.
        - Ruszajmy więc. Spotkamy się tu mniej więcej za godzinę – dodała i złapała Nadeyę za dłoń w pocieszającym geście. – Nie martw się, na pewno ją znajdziemy – szepnęła jeszcze i wyszła za Nessusem z domostwa, kierując się w lewo.
        Przez chwilę szła w milczeniu u boku centaura, skinąwszy głową na jego propozycję, lecz gdy on nawoływał młódkę, Lena szła wciąż pochylona, szukając na posadzce śladów kopyt. Warstwa kurzu nie była tak gruba by tłumić ich odgłos, ale jednak zostawali w niej jakieś ślady, a tym samym może po nich znajdą Wiladye.
        Szli już tak dłuższy czas, szczęśliwie wspierani niezmienną obecnością połyskujących w ciemności świetlików, jednak nigdzie nie było śladu centaurzycy, ani odzewów na zawołania mężczyzny. Momentami słyszała jednak, jak przez rozlaną wokół ciszę przedzierają się podobne okrzyki Nadeyi i dopiero wtedy dotarło do niej jak bardzo się już od siebie oddalili. A nigdzie nie było widać gniadej.
        - Nessus! – zatrzymała go nagle szeptem, a gestem wskazała na coś przed sobą. Były to ślady na ziemi, ale nie ślady kopyt. Długa i szeroka smuga przecinała jedną z alei, sugerując, że jeszcze nie tak dawno ciągnięto tędy coś dużego i ciężkiego. Blondynka spojrzała porozumiewawczo na swojego kompana i zacisnęła usta, w milczeniu sięgając za plecy i wyciągając z kołczana strzałę, którą wsparła na nienaciągniętym jeszcze łuku. Powoli ruszyła dalej, grotem pocisku niezmiennie wskazując sobie drogę, gdyby coś miało ich zaskoczyć.
Avatar użytkownika
Lena
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Callisto, Leila, Avellana, Sonea, Mathias, Emma, Cat, Lexi, Maia, Ananke, Eva, Rakel, Rain, Kimiko, Kiki, Astarte, Segen, Mimosa, Dayanara,
Rasa: Centaur
Aura: Ciepło i łagodność biją od tej emanacji, choć jest ona płochliwa i nieco nieufna niczym nieokiełznane, dzikie stworzenie. Podczas jej czytania, wszystkie charakterystyki zmieniają się i mieszają między sobą, umykając na podobieństwo rozbrykanego źrebaka, zmuszając do większego skupienia i uwagi. Barachitowy wiatr bezgłośnie pędzi w dal. Ścigając się sam ze sobą, muska, trąca i zaczepia rozciągnięte wokół cynowe bezmiary łąk. Olśnione szafirem bujne łany roztaczają słodki zapach kwiatów. Nie widać tu żywej duszy, ale pośród nieskazitelnego na pierwszy rzut oka absolutu, można dostrzec ślady kopyt i wydeptane nimi ścieżki. Głębokie wgniecenia odcinające się ostrymi krawędziami od podłoża. Widać odsłonięte w ten sposób twarde kamienie, podczas gdy nietknięte, giętkie źdźbła traw kołyszą się na wietrze. Aksamitna gładkość łąki kusi do gonitwy aż po sam horyzont, podczas gdy sama aura jakby dodatkowo zachęca do beztroskiego rajdu przed siebie. Bryza przynosi ze sobą ostry i charakterny posmak wraz ze skrytymi w nim kwaśnymi niuansami. Ten zaś, podobny do miodu, przez chwilę pozostaje w ustach swoją lepkością.
Wygląd: Twarz dziewczyny w ogóle nie zwiastuje rasy innej niż zwykły człowiek. Nawet uszu nie posiada końskich, lecz drobne, ludzkie płatki, ozdobione kilkoma kolczykami. Owalną buzię o delikatnych rysach zamieszkują ciemnoróżowe usta i lekko zadarty nosek a brązowe oczy, ozdobione złotymi plamkami, otoczone są lasem gęstych, czarnych rzęs, spoglądając spod prostych, ciemnych i ... (Więcej)
Uwagi: Ze względu na srokate umaszczenie, często nazywana Sroką wśród swojej rasy. Przedstawiciele innych gatunków z tego samego powodu przezywają ją Krówką, ale za to już się bardzo gniewa.

Postprzez Wiladye » Cz wrz 06, 2018 10:34 pm

        - Ouuu... - jęknęła Wiladye przesuwając głowę po zimnej posadzce.
        Otwierając oczy widziała tylko delikatnie migoczące, ciepłe światła pochodni, oddalonych od siebie w sporych odstępach. Jednak te najbliższe otaczały ją kręgiem, a ona unosząc się na łokciach dostrzegła, że leży na kamieniu w kształcie koła. Przesunęła dłonią po podłożu, a gdy ją uniosła na palcach pozostała biała kreda. Młódka zmrużyła oczy, rozejrzała się a już po chwili zrozumiała, że zaraz skończy w jakimś i czyimś wymyślonym piekle, czyli wyjdą z niej dobre kopytka.
        Dziewczyna zlękła się i podwinęła nogi. W panice rozejrzała się za włócznią, ale znów została goła i wesoła, bez niczego. Nawet jej włosy rozpuścili, jakby warkoczyki stanowiły jeden z grzechów głównych. Goły centaur na kamieniu to dopiero grzech!
        Wiladye jęknęła widząc jak postać wyłania się z ciemności. Sama nie wiedziała kim dokładnie był. Wysoki mężczyzna z mocno zgarbioną sylwetką, gdyby stanęli obok siebie to by przewyższał nie tylko ją, ale i Nessusa. Miał niebieską skórę, pióropusz i był obładowany zwierzęcymi skórami stanowiącymi pewien rodzaj pancerzu. Wil patrzyła wielkimi oczami na nieznajomego, szczególnie na ów skórę, która nie tylko miała nietypową barwę, ale z pewnością była dużo grubsza, poskładana z fałdów, chociaż z drugiej strony nie był on gruby. Wyglądał staro, ale mocno trzymał kostur, jak młody mężczyzna i nie miał siwych włosów. Gdy dziewczyna przyglądała się ciemnemu tłu, dostrzegła o wiele więcej osób. Wszyscy byli podobni, pofałdowani, niebiescy, tylko z różnymi, prymitywnymi broniami. Starość określały tu jedyne siwe włosy, a chyba tylko jeden z nich miał ich zaledwie kilka na krzyż.
        Plemię zbliżyło się do niej o kolejny krok. Sroga twarz domyślnie nazwanego szamana, miała nabrać jeszcze bardziej przeraźliwego wyrazu, a z ust miał wydobyć się potężny głos, ale Wiladye ucięła te strachliwą aurę własnym wzburzeniem.
        - Gdzie moja włócznia? - zapytała zezłoszczona.
        Wszyscy wyraźnie przystanęli w miejscu, a postać z kosturem nieco się zdziwiła. Ich twarze były doprawdy dziwne, nawet oczy po części zakrywał goły fałd skóry. Byli bez brwi!
        Nieznajomi spojrzeli po sobie, ale szaman otrząsnął się i wykonał kolejny krok do przodu.
        - Zadałam pytanie – wzburzyła się młódka.
        - Och, to nie ja powinnam się bać, a wy! – Wiladye zadarła głowę prychając. Zapadło milczenie.
        - Czemuż to? - spytał w końcu zdziwiony szaman.
        - Chcecie sprowadzić na siebie gniew bogów?
        Centaurzyca usłyszała jęk przerażenia. Uderzyła w sedno.
        - Jestem córką Jasnego Boga, mam namiastkę tej krainy. Spójrz jeżeli nie wierzysz. – Wiladye wskazała na ranną od ugryzienia węża nogę.
        Szaman pochylił się w milczeniu, a jego fałd nad oczami delikatnie się uniósł.
        - Zabarwiona fioletem...
        Dziewczyna spojrzała na swoją nogę ukrywając przerażenie. Serce centaurzycy zabiło mocniej. Ktoś z tych debili musiał wyssać jej jad i to w miarę szybko. Na pewno jeszcze przed jej śmiercią.
        - Nie fioletem, a ciemnością! – Wil poprawiła gniewnie szamana. - To namiastka tegoż ogromnego miasta, zostało opuszczone przez bogów. O tak... Kiedyś tu mieszkaliśmy, ale walczyliśmy o wasze słońce nad powierzchnią, a wy... Coście uczynili z tym miejscem?! Nazwaliście je Zapomnianym Miastem, jakbyśmy już nie mieli nigdy tu wrócić. A ojciec mój powiadał, że tak się stanie, że mrok, który obciążył moje ciało zapowiada mrok Miasta Bogów.
        Mieszkańcy Zapomnianego Miasta skulili się i wycofali. Wiladye wstała i z godnością wypięła pierś do przodu. Przybrała dumną postawę rozglądając się z zadartą głową swemu ludowi.
        - Mieszkacie, jak lisy pochowane w norach. Nie bez powodu los sprowadził mnie do tego miejsca. Było mi to przeznaczone, ja byłam wam przeznaczona. Doprowadzimy tę ruinę do potęgi, ale najpierw oddajcie mi moją włócznię.

        Wiladye wzdychała z ulgą, gdy została sam na sam w jakimś ciemnym pomieszczeniu z mdłym światłem. Żyje, a to już pierwszy krok do tego by przetrwać. Z początku była przerażona tym miejscem, tymi dziwnymi ludźmi, a szczególnie własną historią o bogach. Nie wiedziała jak się z tego wywinąć. Obgryzała paznokcie u rąk, bo to miejsce było więcej niż nieznane. Jakaś banda pióropuszy ugotuje ją, gdy tylko odkryje kłamstwo. Serce łomotało jej w klatce piersiowej. Czoło przecierała z potu. Zdecydowanie nie radziła sobie z długotrwałym stresem. Wolała dużo nie myśleć, a od razu działać i rozwiązywać problem, a nie zagłębiać się w jakieś zawiłe historie, które trzeba dokładnie kontrolować.
        W końcu ktoś po nią przyszedł. Otworzył ciężkie drzwi i prowadził wąskim korytarzem. Wiladye była święcie przekonana, że na jego końcu czeka szubienica i to przy dobrych wiatrach. Niech umrze szybko!
        Jednak zamiast tego...
        Czekała ją sala tronowa.
        Wysoki sufit, bardzo wiele ostrych i spiczastych zasieków przy ścianach. Na nich mogli wisieć nieposłuszni, ci co sobie nie zasłużyli na godne traktowanie, ale tuż za nimi czekała wąska dróżka, daleka od niebezpiecznych ścian, prowadząca do kamiennego tronu. Obdarowano ją pióropuszem, berłem oraz otoczono wieloma świecami, które po części były wypalone. Dziewczyna ze zdziwieniem przyglądała się szerokiemu siedzisku, jakby specjalnie przygotowane na kogoś takiego jak ona – centaura. Narzucili na nią czerwony płaszcz. Nieważne, że trochę obdarty i zakurzony, był jej. Tak samo jak wszystko wokół. Obok ustawili wyczyszczoną od krwi włócznię, którą przywłaszczyła sobie po zabiciu strażnika. Młódka uśmiechnęła się w zadowoleniu. O tak, to było jej miejsce.
        I było tu całkiem... wygodnie.
Avatar użytkownika
Wiladye
Szukający drogi
 
Nagrody: Obrazek
Inne Postacie: Frigg, Niviandi, Kvaser, Francine, Kavika, Shantti, Namir, Pliszka, Cedr, Paank, Ruu, Grelia, Lasse,
Rasa: Centaurzyca
Aura: Delikatnie tląca się aura centaurzycy otacza ją topazową, na brzegach lekko szmaragdową poświatą, a także zapachem miodu i końskiej sierści, które to połączenie najlepiej nazwać dziką, nieokiełznaną słodyczą. Wzrok przykuwa błyszczące połączenie barachitu i miedzi z domieszką cynowych przebłysków a do uszu dociera przytłumione, odległe i równomierne dudnienie, jakby gdzieś bardzo daleko rozpędzone stado zbiegało po wielkich głazach uderzając w nie dziesiątkami kopyt. W dotyku sprawia dziwne wrażenie, gdyż twardość kopyt łączy się z giętkością ogona, a dosyć gładka sierść wydaje się być ostra i nie zawsze przyjemna. Smak zaprzecza słodkiemu zapachowi serwując czytelnikowi wrażenie spożycia czegoś niezwykle gorzkiego i pikantnego co przykleja się do podniebienia i jeszcze długo pozostawia posmak na wargach.
Wygląd: Wiladye z pewnością można stwierdzić, że ciało centaurzycy jest silne i solidne. Nie wygląda ona na osobę łagodną, ale też nie sprawia wrażenia groźnej. Wzbudza szacunek swoją posturą, która prezentuje się niezwykle szlachetnie. Jest godna, pewna siebie, co również ujawnia się w jej posturze. Piękny ogon eksponuje się w delikatnym odcieniu rudości zmieszanej z brązem. ... (Więcej)

Postprzez Nadeya » Wt wrz 11, 2018 2:33 pm

- Zostaw mnie! – Nadeya próbowała się wyrwać Nessusowi, naprawdę była wściekła. Ta krwiopijczyni miała ich zaprowadzić w bezpieczne miejsce, a już na wstępnie zgubili Wiladye!

Niestety korzystając z okazji Elisa wydostała się spod kopyt centaurzycy i weszła do środka. Jasnowłosa prychnęła na nią gniewnie, ale pragnąc odpowiedzi również, już nieco spokojniej, weszła za wampirzycą do budynku.

- Tak, raczej tak… - odpowiedziała Nessusowi.
- Raczej?!
- Chyba że coś się zmieniło, nie było mnie tu od jakiegoś czasu, dlatego raczej, ale hej… Lepsze to niż nic, nie?
- Ghhh… - mruknęła królikoucha.
- To… Nie bez powodu to miejsce jest odporne na aurę doliny, chroni je pewnego rodzaju magia, przed której złym oddziaływaniem chroni światło… Długotrwałe ciemności tutaj są bardzo szkodliwe. Jeśli będziemy zbyt długo błąkać się po omacku, to w najlepszym wypadku nas zabiją, w najgorszym skończymy jak oni przez ciemność albo… No najlepiej nie mieć kontaktu z krwią tych istot – westchnęła.

Nadeya zgodziła się na taki podział. Choć najchętniej w ogóle by się nie rozdzielała, to się zwykle źle kończy, no ale dzięki temu mieli większą szansę szybciej odnaleźć Wiladye.

- Dobrze – zgodziła się blondynka, patrząc na ów budynek, gdy nagle Lena złapała ją za rękę, to co powiedziała, nieco ją pokrzepiło, nawet się lekko uśmiechnęła.
- Ruszajmy więc – oznajmiła Elisa, która o dziwo postanowiła iść na własnych nogach, a nie na grzbiecie naturianki.

Rozpoczęli poszukiwania. Nadeya szła, rozglądając się i nawołując, a Elisa z każdym okrzykiem centaurzycy obserwowała otoczenie wnikliwiej, jakby wiedziała, że hałas może wywabić te stwory. Zwłaszcza, że im dalej szli, tym ilość świetlików się zmniejszała. Nieumarła mocno trzymała swoją pochodnie.

- WILADYE! GDZIE JESTEŚ?
- Może tamci będą mieć więcej szczęścia…

Jasnowłosa zwiesiła głowę i królicze uszy. Już raz straciła siostrę, a teraz nawet nie mogła jej upilnować i znowu to się stało, nie było jej. Poza tym może to samolubne, ale chciała sama ją znaleźć, to w końcu jej młodsza siostrzyczka. Jeśli pierwsi znajdą ją Nessus i Lena to zawiedzie, po raz kolejny.

- Nie martw się Nadeya, wciąż jest dla niej szansa…
- Co ty tam wiesz… - prychnęła, przerywając rozmowę kolejnym wołaniem.
- Też miałam siostrę.
- Wampiry mają rodzeństwo? – zdziwiła się jasnowłosa.
- Nie zawsze byłam wampirem, kiedyś tak jak wy czterokopytni zawędrowałam w te okolice z moją… bliźniaczką.
- Bliźniaczką? Co się stało?
- Nie miałyśmy lekko, mieszkałyśmy z ojcem, który pił i nas bił… Uciekłyśmy w te tereny, gdy tylko usłyszałyśmy o Zapomnianym mieście. Miało być naszym wybawieniem. Niestety po drodze zaatakował nas wampir, zawsze byłam tą odważniejszą, więc musiałam bronić siostry. Udało mi się, ale zostałam ugryziona…
- Ojej…
- To nic, przebolałam. Dotarłyśmy do Zapomnianego Miasta i zamieszkałyśmy… Tylko ona była taka ciekawska… Kiedyś zapuściła się w ciemność…
- Została jedną z nich?
- Nie… Oni…

Wtem rozległ się przerażający skrzek dobiegający z ciemności. Elisa pogrążona we wspomnieniach nie zauważyła, gdy weszły do strefy, gdzie jedynym światłem była ich pochodnia. Nieumarła wyciągnęła ją jak najwyżej, by ona i Nadeya były oświetlone.

- Czy to…
- Tak, to oni…
- Na Matkę Naturę. – Centaurzyca zakryła usta z przerażeniem, oby WIladye była bliżej Nessusa i Leny, teraz miała w nosie kto ją znajdzie, byle młódka była bezpieczna.

Elisa wgramoliła się na grzbiet centaurzycy, miała stąd lepszą widoczność i chyba widziała jakieś sylwetki skrywające się między budynkami. Trzeba było się szybko wycofać, obie to wiedziały i tak też zrobiły, ale te istoty nie zamierzały odpuścić. Podążały za nimi jak cienie, od czasu do czasu wydając ten dziwny skrzek, w którym nic ludzkiego już nie było.

- Co to znaczy Elisa?
- Hyh… Zwołują innych…
- Niedobrze, trzeba przyśpieszyć!
- Nie, Nadeya! Lepiej nie ryzykować zgaszenia pochodni!

Naturianka już miała przytaknąć, gdy nagle, dziwny podmuch zgasił ogień. Słychać było tysiące uderzeń… pazurów od kamienny chodnik, teraz musiały się stąd ulotnić jak najszybciej. Jasnowłosa zaczęła galopować przed siebie z wyciągniętymi do przodu rękami, mając nadzieję, że w nic nie uderzy. Wampirzyca próbowała gwizdaniem przywołać świetliki, ale w tej części podziemnego miasta z jakiegoś powodu to nie działało.

- AHHH! – krzyknęła Nadeya o mały włos się nie wywracając, coś właśnie ją drasnęło po tylnej nodze.
- Nie zatrzymuj się! Biegnij!

W końcu dotarły do pierwszych świetlików, jeden ze stworów przerażony blaskiem wpadł centaurzycy pod kopyta, tym razem nie dała rady utrzymać równowagi i upadła wraz z nieumarłą.
Przez chwilę tylko widziała to stworzenie. Było białe jak śnieg, łyse na całym ciele. Wydłużone ręce i nogi, zakończone ostrymi, zakrzywionymi pazurami. Małe oczy, jedno z nich spowijała biała mgiełka. Ten osobnik był najwyraźniej w połowie ślepy. Zaskrzeczał nienaturalnie, ukazując rząd zębów przypominających igiełki, machnął krótkim ogonem i zwiał. Nadeya nim całkiem znikł, zdążyła zobaczyć, jak na jego skórze powstają pęcherze od oparzeń, najwyraźniej tak działa na nie światło.

- Wróćmy do punktu zbiórki, trzeba cię opatrzyć – zarządziła Elisa.
- Ale potem znajdziemy Nessusa i Lenę… - wydusiła, ta rana była koszmarna, strasznie ją piekła i bolała. – Nie zostanę jedną z nich, prawda? – spytała nagle spanikowana.
- Raczej nie, tylko cię drasnął – uspokoiła centaurzyce, choć sama nie była taka pewna. – Mam nadzieję – dodała w myślach.
Avatar użytkownika
Nadeya
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Esmeralda, Sechmet, Luna, Antar, Rozalie, Aurea, Delia, Mari, Nadeya, Nimfea, Anastasja, Sakura, Imelda, Xenja, Yrin, Zira,
Uwagi administracji: Użytkowniczka ma prawo posiadać w sumie 10 kont, z czego jeden slot, jest slotem dodatkowym, otrzymanym jako nagroda, za długie i sumienne wykonywanie pracy moderatora.
Rasa: Centaurzyca
Aura: Bardzo delikatna w strukturze, ale za to o twardych, jak i ostrych brzegach aura, lśni kolorem jaśniejącego barachitu. W nim zaś przemyka się nić srebra, która dobiega aż do samego czubka poświaty. Przybiera ona barwę jakby zabrudzonego szmaragdu i wielu odnosi wrażenie, że nie pasuje do całej kompozycji. Słychać w niej koncert głosów o różnej tonacji, ale na pierwszy plan wybija się śmiech dzieci. Gdzieś w tle, bardzo daleko, słychać pojedyncze jęki. Rzadko kiedy czytelnik skupia na nie uwagę, ponieważ do nozdrzy szybko uderza intensywny zapach. Woń jest niebywale słodka, przesiąknięta zapachem tulipanów i żonkili, a w nich skrywa się nieśmiała nutka świerku. Wszystko to sprawia, że emanacja wydaje się niebywale odświeżająca i młoda. Gnie się niczym łodygi wymienionych roślin oraz zaskakuje odmienną szorstkością. Zasmakowanie grozi nienaganną lepkością, a także kwaśnością. Czasem nawet sprawi, że na języku zagości nagła pikanteria.
Wygląd: Jak każdy centaur jest od pasa w dół koniem, a od pasa w górę całkiem ładną kobietą. Jej długie, blond włosy sięgają jej do brzucha. Ma delikatną twarz, drobny nosek i oczy koloru piwnego. Wokół prawego oka widać białą plamkę. Jest to najprawdopodobniej zwyczajne znamię, jednakże wygląda bardzo ciekawie. Nie sposób nie przeoczyć pary króliczych uszu, które są wynikiem ... (Więcej)

Postprzez Nessus » Pt wrz 14, 2018 11:09 pm

Przyjrzał się śladowi na podłożu. Tak… możliwe, że wcześniej ktoś lub coś, a może kilka takich osób lub stworzeń, ciągnęło tędy centaurzycę. Jeśli się nie myli, to prawdopodobnie wystarczy im, że będą podążać za tym śladem, a w końcu trafią do miejsca, w którym powinni znaleźć Wiladye.
         – Idziemy – powiedział krótko i zaczął podążać jedynym tropem, jaki aktualnie mieli.
Szli tak przez jakiś czas, Nessus pierwszy raz znajdował się w takim miejscu, więc nie wiedział, w jakiej części miasta znajdują się teraz… ale wydawało mu się, że odeszli dość daleko od miejsca, w którym zaczęli poszukiwania. W końcu ślad ten doprowadził ich do dość dużego budynku, który wyglądał jak opuszczony magazyn. Akurat teraz stali przed dużymi, drzwiami złożonymi z dwóch części – możliwe, że kiedyś wnosiłoby się tam duże rzeczy lub wprowadzało wozy, ale teraz najpewniej zamieszkiwały go istoty, które bały się światła. Ze środka nie dało się słyszeć żadnych dźwięków, ale to nie oznaczało, że wewnątrz jest pusto.
         – Wchodzimy – odezwał się znowu, jednak tym razem ciszej. Podejrzewał, że jeśli ktoś znajdujący się wewnątrz miał dowiedzieć się, że czają się przed budynkiem… to raczej już to wie – mógł jego lub ich ostrzec przed nimi odgłos kopyt uderzających o twarde podłoże.

Nessus pchnął drzwi, które otworzyły się zaskakująco łatwo. To tylko oznaczało, że ktoś regularnie je sprawdzał i oliwił zawiasy, a to z kolei znaczyło, że budynek na pewno nie jest opuszczony. Drzwi zamknęły się same, a może pomógł im ktoś, kto krył się w cieniu…? W każdym razie, podmuch sprawił, że pochodnia Nessusa niemalże zgasła. W tym samym momencie, coś pociągnęło centaura do przodu, niesiona przez niego pochodnia upadła na podłogę - nie przestając przy tym świecić - a on pogrążył się w ciemności i czuł na sobie naprawdę wiele oczu. Odwrócił się od razu i widział towarzyszkę, nawet zaczął w jej stronę iść… jednak wysoka postać stanęła przed nim i zagrodziła mu drogę do światła. Nessus mocniej zacisnął dłonie na halabardzie i zamachnął się nią od razu, tnąc poziomo. Wewnątrz panowała taka cisza, że bez problemu dało się usłyszeć, jak ostrze wbija się w ciało, przechodzi przez nie i wychodzi z drugiej strony. Później… ciszę przerwał odgłos ciała padającego na podłoże.
Bose stopy szybko uderzające o podłogę. Bieg. Po chwili kolejne cięcie i kolejne ciało uderzające o ziemię. Stukot kopyt. Bieg i warkot, a następnie ostrze przecinające powietrze. Kopyta znowu zastukały o podłoże, a później czyjeś ciało zostało trafione ostrzem i padło bez życia na kamienną posadzkę magazynu… Aż w końcu z ciemności przed Leną wyłonił się Nessus – na ostrzu halabardy znajdowały się ślady krwi tych kilku istot, które zabił w ciemności. Podniósł wcześniej upuszczoną pochodnię, a halabardę trzymał teraz w jednej dłoni.
         – Przynajmniej wiemy, że nie jesteśmy tu sami – powiedział do niej cicho i nawet uśmiechnął się lekko.
         – Jest nas tu o wiele więcej niż was, poddajcie się, a zabierzemy was do naszej Królowej i to ona zdecyduje, co z wami zrobić – usłyszeli męski głos dobiegający z ciemności.
         – W każdej chwili możemy zgasić ogień, w którego blasku się chronicie… ale wtedy nie będziecie mieli wyboru, który dostaliście teraz – dopowiedział ten sam głos.
         – Może jakoś dogadamy się z ich przywódczynią… Powiem, że pójdziemy za nimi – odezwał się cicho centaur. Tak, żeby tylko Lena go słyszała.
         – Zgadzamy się na to, ale zostawimy pochodnię niezgaszoną – powiedział to głośniej, normalnym tonem głosu, jednak dołożył tam też nacisk i pewność siebie.
         – Dobrze… Ale jeśli czegoś spróbujecie… Pamiętajcie, że otaczająca was ciemność ukrywa nas w sobie – dodał na sam koniec i powiedział im jeszcze, żeby szli przed siebie.

Po jakimś czasie takiego kroczenia, w końcu dotarli pod nieco mniejsze – lecz także dwuczęściowe – drzwi, które otworzyły się chwilę później. Znaleźli się w mniejszym pomieszczeniu, w którym znajdowały się także zasieki, a za nimi niewielka droga. Zostali poprowadzeni w tamtą stronę i poproszeni o to, żeby iść dalej drogą. Poszli i dotarli do niedużego pomieszczenia, gdzie pod przeciwległą ścianą stało coś, co wyglądało jak tron, a na nim… siedziała Wiladye. Po obu jej stronach, w ciemności, stali też ukrywający się w cieniu – dwóch po lewej i dwóch po prawej – zupełnie, jakby byli jej strażnikami.
         – Jesteś ich Królową? - zapytał, gdy tylko ich spojrzenia się spotkały. Nessus zdecydowanie chciał usłyszeć wyjaśnienia.
Avatar użytkownika
Nessus
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Samiel, Calathal, Cain, Vergil, Jon, Kelsier, Fenrir, Malthael, Salazar, Constantin, Seviron,
Rasa: Centaur
Aura: Emanacja odznacza się ponadprzeciętną siłą magiczną, którą wyczuć można dość łatwo. Posiada barwę intensywnie żelazną, mocno rzucającą się w oczy. Jednakże tu I ówdzie widnieją srebrne ślady ułożone jakby na kształt podków. Ich obramowanie składa się z wyrazistego kobaltowego odcienia. Tu I ówdzie widać barachitowe drobinki przypominające kwietny pyłek oraz rtęciowe kropeczki. Wokół szafirowe światło otula aurę, wywołując uczucie ukojenia, aczkolwiek gdzieś w oddali widać bursztynowy blask, który sprawia wrażenie, jakby niósł ze sobą jakieś niebezpieczeństwo. Uczucie pogłębia nagły szczęk metalu i uderzenia młota, którego próżno szukać wokół. Słodka i kusząca woń kwiatów i miodu pozwala zapomnieć o tym, co działo się jeszcze przed chwilą. Gdy przejdzie się do czytania emanacji z pomocą zmysłu dotyku, można dojść do wniosku, iż jest ona twarda, a jej złamanie lub choć zarysowanie nie byłoby łatwym zadaniem. Mimo to gnie się i wygina, prezentując swą elastyczność, a także ostre jak brzytwa brzegi. Poprzez te szybkie ruchu często niewidoczny staje się ten niezwykły, aksamitnym puch, ją pokrywający. Nieznośnie lepi się do podniebienia i aczkolwiek paradoksalnie jej smak jest przyjemnie łagodny.
Wygląd: Jest to, mierzący sobie siedem i pół stopy wzrostu (około 230 cm), centaur, którego waga jest proporcjonalna do wzrostu. Jego ciało jest bardzo dobrze umięśnione, jednak nie jest to umięśnienie, które można nazwać przesadnym, a także solidne. Widać, że jest on silnym osobnikiem, nie tylko po mięśniach, lecz także po broni, którą dzierży. Końska część centaura jest ... (Więcej)

Postprzez Lena » Wt wrz 25, 2018 12:49 pm

        Ślady nie pozostawiały zbyt wiele wątpliwości, a tym samym możliwych opcji. Lena skinęła głową i ruszyła z Nessusem, kierując się tropem wyraźnej smugi, naruszającej idealną warstwę kurzu podłoża. Nie sposób było nawet stwierdzić co takiego wlokło tędy centaurzycę (co do tego, że była to Wiladye, Deneb nie miała już wątpliwości), bo wszelkie ślady istoty zatarte były przez pasmo większej od niej ofiary.
        Rozglądali się uważnie, oboje mając za wskazówkę tylko ten jeden ślad, i podążali tak cicho, tak było to możliwe w przypadku czteronożnych istot. Nawet na tak grubej warstwie pyłu stukot ich kopyt niósł się echem w zupełnej ciszy, ale nic nie mogli na to poradzić. Trop doprowadził ich do budynku wyróżniającego się spośród otaczających ich lepianek przede wszystkim rozmiarem, ale też charakterystyczną budową, pozbawioną okien i mającą potężne wejście, wyraźnie służące wtaczaniu tędy wozów. Pozostałość jakiegoś magazynu, spichlerza może? Lena ponownie skinęła głową, w ciszy przytakując towarzyszowi, ale tym razem napięła już łuk, wkraczając w ciemności budynku.
        Później wydarzenia potoczyły się szybciej, burząc dotychczasowy mroczny spokój tego miejsca. Płomień pochodni zadrżał, gdy drzwi za nimi zatrzasnęły się gładko, spowijając ich jeszcze większą ciemnością, a Nessus nagle wyrwał do przodu. Nie, coś go porwało! Lena wypuściła pierwszą strzałę, a miękki odgłos, gdy pocisk sięgnął celu, powiedział jej, że trafiła. Pochodnia upadła jednak na ziemię, a Deneb, mając w pamięci pouczenia wampirzycy, nie oddalała się od jej blasku, krążąc wokół niespokojnie.
        - Nessus! – zawołała, nie dbając już o zachowanie milczenia, ale odpowiedziały jej tylko odgłosy walki.
        Nie mogła zresztą poświęcić pełni uwagi znajomemu, gdy i wokół niej zatańczyły obce sylwetki. Nie strzelała na ślepo, ostrożnie mierząc i próbując wzrokiem przebić ciemność. Pociski docierały sprawnie do celu dopiero, gdy któraś z istot próbowała ją zaatakować, ryzykując zbliżenie się w stronę światła. Nie poświęciła wiele uwagi upadającym wokół niej sylwetkom, wciąż próbując dostrzec znajomego, ale ten po chwili powrócił do niej, podnosząc pochodnię.
        - Jesteś cały? – zapytała, zerkając na niego tylko na moment, nim wróciła uwagą do otoczenia.
        Widziała jednak ślady krwi na halabardzie. To znaczyło, że czymkolwiek byli ich przeciwnicy, krwawili. A to co krwawi można zabić. Nie wiedzieli zbyt wiele o tych istotach, opis Elisii był dość skromny – czy to umyślnie, czy wampirzyca zwyczajnie nie wiedziała zbyt wiele o nowych mieszkańcach tego miejsca. Najważniejsze było jednak, że ze światłem mieli jako taką przewagę, a te istoty można było zranić. Ta wiedza mogła wystarczyć, by walką udało im się wydostać z tego pięknego, ale najwyraźniej przeklętego miejsca. Musieli jeszcze tylko znaleźć Wiladye.
        - Gdyby chcieli nas zabić, już by to zrobili – odpowiedziała szeptem, wahając się nad propozycją Nessusa.
        Przywódczyni tego ludu mogła wręcz kazać ich sobie przyprowadzić, albo przeciwnie – nie mieć pojęcia, co wyrabiają jej podwładni. W końcu skoro mieli ich przyprowadzić, dlaczego zaatakowali? Z drugiej strony, jeśli faktycznie tylko wykonują polecenia, to ta cała przywódczyni może chcieć mieć ich żywych. Wtedy zaś, jeśli teraz zaryzykują ucieczkę to istoty będą ich gonić, ale nie powinny ich zabijać. Prawdę mówiąc nie mieli jednak wyboru, musieli znaleźć Wiladye, więc Lena tylko spojrzała na centaura, skinąwszy zgodnie głową.

        Chwilę szli w milczeniu. Jedynymi dźwiękami był pokrzepiający trzask płonącej pochodni i stukot kopyt na posadzce, tutaj już gładkiej i twardej, niosącej echo po opustoszałym budynku. Lena po drodze wyjęła z ciał kilka swoich strzał, chowając je do kołczanu, ale nie udało jej się odzyskać wszystkich, gdy poganiani zostali otoczeni przez istoty, eskortujące ich do tej całej przywódczyni. Była jedną z nich? Czy może kimś… żywym? Blondynka łuk miała już opuszczony i nienapięty, ale wciąż trzymała go obiema rękoma przed sobą, gotowa w każdej chwili unieść broń do strzału. Dziwiło ją, że nie odebrano im broni, ale nie miała zamiaru się o to upominać… Podejrzewała, że Tamtym niespecjalnie się to uśmiecha, ale też nie mogli się do nich zbliżyć, by odebrać im ją siłą, więc niech się gonią. Już teraz zachowywali dystans, towarzysząc im idealnie po okręgu, kawałek poza granicą światła, jakie rzucała pochodnia.
        Później zaś otworzyły się kolejne drzwi i Lena rozejrzała się z zainteresowaniem po pomieszczeniu. Udało jej się wyłapać jednak tylko ogólniki, gdy jej spojrzenie padło na tron, na którym siedziała…
        - Wiladye – mruknęła zirytowana centaurzyca.
        Zdała sobie sprawę, że nawet nie jest zaskoczona, a wręcz niewiele dzieli ją od gniewu. Ta młódka już od jakiegoś czasu działała jej na nerwy swoim zupełnym brakiem rozsądku i niekontrolowanymi działaniami, więc widok jej, siedzącej na tronie miasta umarłych z karminowym płaszczem zarzuconym na ramiona i zad jedynie ją rozjuszył. Nie wyglądała, jak więzień.
        - Co tu się do cholery dzieje? – zapytała, razem z Nessusem zbliżając się do znajomej.
Avatar użytkownika
Lena
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Callisto, Leila, Avellana, Sonea, Mathias, Emma, Cat, Lexi, Maia, Ananke, Eva, Rakel, Rain, Kimiko, Kiki, Astarte, Segen, Mimosa, Dayanara,
Rasa: Centaur
Aura: Ciepło i łagodność biją od tej emanacji, choć jest ona płochliwa i nieco nieufna niczym nieokiełznane, dzikie stworzenie. Podczas jej czytania, wszystkie charakterystyki zmieniają się i mieszają między sobą, umykając na podobieństwo rozbrykanego źrebaka, zmuszając do większego skupienia i uwagi. Barachitowy wiatr bezgłośnie pędzi w dal. Ścigając się sam ze sobą, muska, trąca i zaczepia rozciągnięte wokół cynowe bezmiary łąk. Olśnione szafirem bujne łany roztaczają słodki zapach kwiatów. Nie widać tu żywej duszy, ale pośród nieskazitelnego na pierwszy rzut oka absolutu, można dostrzec ślady kopyt i wydeptane nimi ścieżki. Głębokie wgniecenia odcinające się ostrymi krawędziami od podłoża. Widać odsłonięte w ten sposób twarde kamienie, podczas gdy nietknięte, giętkie źdźbła traw kołyszą się na wietrze. Aksamitna gładkość łąki kusi do gonitwy aż po sam horyzont, podczas gdy sama aura jakby dodatkowo zachęca do beztroskiego rajdu przed siebie. Bryza przynosi ze sobą ostry i charakterny posmak wraz ze skrytymi w nim kwaśnymi niuansami. Ten zaś, podobny do miodu, przez chwilę pozostaje w ustach swoją lepkością.
Wygląd: Twarz dziewczyny w ogóle nie zwiastuje rasy innej niż zwykły człowiek. Nawet uszu nie posiada końskich, lecz drobne, ludzkie płatki, ozdobione kilkoma kolczykami. Owalną buzię o delikatnych rysach zamieszkują ciemnoróżowe usta i lekko zadarty nosek a brązowe oczy, ozdobione złotymi plamkami, otoczone są lasem gęstych, czarnych rzęs, spoglądając spod prostych, ciemnych i ... (Więcej)
Uwagi: Ze względu na srokate umaszczenie, często nazywana Sroką wśród swojej rasy. Przedstawiciele innych gatunków z tego samego powodu przezywają ją Krówką, ale za to już się bardzo gniewa.

Postprzez Wiladye » Pt paź 05, 2018 11:22 am

        Wiladye spojrzała na kawałek srebrnej, niegdyś na pewno drogiej tacy, na której spoczywała dziwna, ziemista paciaja. Strąki odstawały krzywymi załamaniami, odstraszając nawet sam cień, ale z pewnością nie zlękły się robale. Kilka z nich, i to jeszcze żywych, przechadzało się po grudce pożywienia, reszta zaś towarzystwa wetknięta była w szarą masę połowicznymi częściami tułowia, jakby miały zaprosić do stołu. Młódka spojrzała przeciągle na przyniesiony jej podarunek, śledząc wzrokiem wydeptane ścieżki karaluchów. Przeniosła spojrzenie na stwora, który krył się w cieniu i drżącą ręką wysuwał w jej stronę ów tacę. Później jeszcze raz, dla pewności, wlepiła wzrok w przyniesione jej pożywienie.
        - Naprawdę się tym posilacie? - spytała, mając nadzieję, że to żart.
        Nim jednak sługa dostał zawału na samą myśl, że zaraz „Bogini” poszczuje go światłem, oboje usłyszeli jak drzwi otwierają się do sali tronowej. Wiladye machnęła ręką odsyłając „kucharza” i szybko poprawiła płaszcz, chciała wyglądać godnie, wręcz bezbłędnie! Uniosła głowę, by nieco zadrzeć podbródek, tak to się chyba robiło. Tak chyba wyglądali królowie. Nigdy żadnego nie widziała.
Wtedy jej oczom ujawniły się dwa centaury. Oczy Wiladye zabłyszczały, gdy dostrzegła Nessusa. Uśmiechnęła się szeroko i niemalże zerwała z tronu, ale zaraz się otrząsnęła. Przecież nie może pozwolić sobie na takie zrywy! Poza tym, tuż obok stała Lena, która mierzyła ją wzrokiem. To skutecznie utrzymało młodą dziewczynę w miejscu i blask radości zastąpiło niezadowolenie. Pewnie zaraz ją skrytykuje za postępowanie, jakby łaciata miała najlepsze na świecie pomysły. Tylko teraz to ona siedzi na tronie... mimo że podsuwają jej robaki do zjedzenia. Ciekawe, że jeżeli jest to ich „najlepsze” danie to jak wygląda to „najgorsze”? Wil miała ochotę nim poczęstować Lenę, nieważne co by to nie było.
        Jednak wszystkie zachcianki zastąpił rozsądek.
        O ile można tak nazwać kłamanie plemienia, że jest się ich bogiem.
        Musiała grać dalej. Nie chciała skończyć nabita na jakiś pobliski pal, z drugiej strony trochę jej szkoda było tych dziwaków, że muszą jeść robale, aby przeżyć. I tak już mają przekichane, więc po co wyżynać cały lud, skoro wystarczy wyjść na zewnątrz, gdzie powinno jeszcze świecić słońce. Można się stąd polubownie wycofać, może kiedyś w końcu przestać uciekać przed magiem, co zrobił sobie cyrk. Właśnie, gdzie Nadeya? Serce Wil zabiło mocniej, ale nie traciła kamiennej twarzy.
        - Królową – prychnęła Wiladye, gestykulując dłonią. - Nie żartuj sobie – uśmiechnęła się pogodnie, po czym zgrabne wstała i zeszła schodkami z tronu zbliżając się do dwójki. Robiła to bardzo wolno, noga zaczęła ją boleć od ugryzienia, ale czerwony płaszczyk idealnie maskował ten drobny mankament. Nastolatka krótko spojrzała na dwójkę towarzyszy. Czy byli z tego faktu zadowoleni, czy tez nie, ona miała zamiar to przeciągnąć dalej.
        - Moi drodzy – rozpoczęła bardzo łagodnie. - Ta dwójka przybyła krok za mną. Oto Nessus, bóg śmierci i wojen. Jego ostrze jest nie do pokonania, nigdy się nie tępi, przetnie ciało każdego śmiertelnika. Lepiej go nie denerwujcie, bo gdy wpadnie w szał, nie oszczędzi żadnego z was. Wraz z nim Lena, bogini łowów o wzroku tak dalekim, że na wskroś przeszywa wasze dusze, bowiem widzi więcej niż ja czy Nessus. Była z nami również bogini harmonii i natury. Nadeya. Ma długie uszy, słyszała każdą waszą prośbę stąd tez przybyliśmy. Zapewne wędruje po waszej krainie wylewając łzy nad obumarłą ziemią. – Wiladye spojrzała znacząco na „bogów”.
„Gdzie jest Nadeya?!” - myślała rozpaczliwie, ale jej twarz nie przyprawił żaden grymas paniki.
        - O bogowie! - krzyknął jeden ze strażników odrzucając broń i padając ku kopytom centaurów. - Łaska na nas spłynęła! Legenda mówi, że ziemia jałowa, bo bóg próżności pragnie wszystko zgarnąć dla siebie!
        - Bóg próżności? - zdziwiła się Wil.
        - O tak, pochłania światło i życie, ponieważ sam chce żyć wiecznością. Nie byle jaką, bo młodą i piękną. Zabija nas, by sam mógł tu przebywać. Chce nas zniszczyć! Jego poddani skrzeczą okrutnie i mają ostre pazury, jedzą nas... żywcem – jęknął strażnik, za to Wiladye śmiertelnie pobladła. Nadeya... sama z tą ładną wampirzycą ze zgrają krwiożerczych bestii?!
        - Oh nie! - zadrżała Wiladye, ale dumnie wypięła pierś, aby szybko zamaskować lęk. - W takim razie wy opowiecie nam więcej podczas wędrówki na zewnątrz. Wytępimy ich! W końcu to wasza ziemia pozostawiona dla was przez bogów, więc macie o nią walczyć! - nakazała Wiladye patrząc srogo na wszystkich mieszkańców Zapomnianego Miasta.
Avatar użytkownika
Wiladye
Szukający drogi
 
Nagrody: Obrazek
Inne Postacie: Frigg, Niviandi, Kvaser, Francine, Kavika, Shantti, Namir, Pliszka, Cedr, Paank, Ruu, Grelia, Lasse,
Rasa: Centaurzyca
Aura: Delikatnie tląca się aura centaurzycy otacza ją topazową, na brzegach lekko szmaragdową poświatą, a także zapachem miodu i końskiej sierści, które to połączenie najlepiej nazwać dziką, nieokiełznaną słodyczą. Wzrok przykuwa błyszczące połączenie barachitu i miedzi z domieszką cynowych przebłysków a do uszu dociera przytłumione, odległe i równomierne dudnienie, jakby gdzieś bardzo daleko rozpędzone stado zbiegało po wielkich głazach uderzając w nie dziesiątkami kopyt. W dotyku sprawia dziwne wrażenie, gdyż twardość kopyt łączy się z giętkością ogona, a dosyć gładka sierść wydaje się być ostra i nie zawsze przyjemna. Smak zaprzecza słodkiemu zapachowi serwując czytelnikowi wrażenie spożycia czegoś niezwykle gorzkiego i pikantnego co przykleja się do podniebienia i jeszcze długo pozostawia posmak na wargach.
Wygląd: Wiladye z pewnością można stwierdzić, że ciało centaurzycy jest silne i solidne. Nie wygląda ona na osobę łagodną, ale też nie sprawia wrażenia groźnej. Wzbudza szacunek swoją posturą, która prezentuje się niezwykle szlachetnie. Jest godna, pewna siebie, co również ujawnia się w jej posturze. Piękny ogon eksponuje się w delikatnym odcieniu rudości zmieszanej z brązem. ... (Więcej)

Postprzez Nadeya » Śr paź 17, 2018 10:38 am

Nadeya i Elisa w końcu dostały się do punktu zbiórki i wampirzyca zerwała kawałek swojej nogawki i zaczęła opatrywać ranę na nodze naturianki, nic lepszego nie miała. Woń krwi wodziła ją za nos, ale powstrzymywała się, jeszcze nie musiała pić, to była tylko żądza, którą potrafiła mieć pod kontrolą. Tyle lat jest już wampirem, nie jest jak kiedyś, gdy nie mogła pohamować najgorszych instynktów.

- Mogłabym się uleczyć z pomocą magii…
- Lepiej oszczędzaj siły, to nie jest tak niebezpieczne, żebyś od razu zaczynała odstawiać czary-mary.
- Może masz rację…
- Dobrze, chyba już możemy iść, prawda? – spytała nieumarła, a centaurzyca kiwnęła głową i lekko utykając, ruszyła. Po drodze jeszcze chwyciły dwie pochodnie, na wszelki wypadek.

Udały się teraz w stronę, w którą miała iść Lena z Nessusem. Po drodze widziały ślady kopyt odciśnięte w kurzu i pyle pokrywającym ścieżki. Wkrótce odkryły dziwny ślad, sugerujący, że ktoś kogoś ciągnął.

- Wiladye… - Królikoucha była bliska paniki, wiedziała, że to pewnie ktoś coś zrobił jej siostrze. Biedna, pewnie jest gdzieś tam sama i przerażona, a jeśli Nessus i Lena też wpadli na tego kogoś, kto zdołał powalić centaurzycę? Łzy popłynęły po jej policzkach.
- Ehh… Nie płacz koniku, to tylko ślad, idźmy za nim i zobaczymy co dalej – westchnęła krwiopijczyni.

Szły więc dalej, podążając za jedynym tropem, jaki miały. Naturianka z czasem coraz bardziej przyśpieszała kroku, mając w głowie same czarne myśli, a wampirzyca nie mogąc nadążyć, usiadła jej na grzbiet, mogłaby się zmienić w nietoperza i lecieć, ale to było znacznie wygodniejsze.
Ślad prowadził do sporego, opuszczonego budynku, zatrzymały się przed nim niepewne co dalej. Nie można było jednak stać tak w nieskończoność. Jasnowłosa ostrożnie uchyliła drzwi, rozświetlając ciemności pochodnią i weszła wraz z towarzyszką na swym grzbiecie.

- Bogini harmonii i natury... – Dało się nagle słyszeć szepty.
- Huh? – Królikoucha zaczęła rozświetlać ciemne kąty pomieszczenia, kątem oka jedynie rejestrowała jakiś ruch.
- Wasza miłościwość pozwoli, że zaprowadzimy ją do naszej królowej.
- Królowej?
- O co chodzi? – spytała jeszcze bardziej zdezorientowana nieumarła.
- Demon! Demon cię atakuje o pani! – Po chwili tuż przed nosem Elisy przeleciała dzida.
- Ej, wypraszam sobie, nie jestem demonem!
- Nie, nie, przestańcie! To… Bogini… mądrości! – powiedziała, obawiając się, że jeśli czegoś nie zrobi, może być nieciekawie.
- Bogini mądrości? – szepnęła wampirzyca.
- Skoro mnie nazwali boginią i nic nie zrobili… - próbowała się po cichutku wytłumaczyć.
- No dobra już… Niech ci będzie – stwierdziła, po czym głośno dodała: – Prowadźcie nas do waszej królowej pókim dobra, bo ten atak zostanie w mej pamięci na długie lata!

Nadeya zapewne chichotałaby pod nosem z koleżanki, która momentalnie wciągnęła się w tę całą szopkę, ale teraz była za bardzo zmartwiona, by móc się cieszyć. Przynajmniej ci ciemnolubni wystraszeni znieważeniem „bogini” bardzo posłusznie i w pokorze prowadzili je do swej władczyni. To było całkiem ciekawe, zwłaszcza, że nadal nie wiedziały, jak dziwne istoty wyglądają, bo bardzo zręcznie unikały światła.

- Chyba słyszę głos…to… Wiladye! – zakrzyknęła naturianka ruszając galopem, ignorując ból nogi oraz pozory, pewnie i tak nie zwrócili uwagi na ten wybuch, w końcu to „bogini”, a bogów niekoniecznie trzeba rozumieć.
- Hej, spokojnie! Bo zaraz spadnę! – Nieumarła ledwo co trzymała się na grzbiecie jasnowłosej.

Obie wpadły do sali tronowej, jakby co najmniej się waliło i paliło. Był tu Nessus, Lena i… Wiladye! Tylko… Ona jest królową?

- WILADYE?! – podbiegła do niej, a Elisa przybrała formę nietoperza i wylądowała na grzbiecie Leny, bo czemu nie? Na niej chyba najmniej siedziała, a w tej chwili miała kompletnie dość ostrej jazdy, aż się jej kręciło w głowie.

Nadeya patrzyła na młodszą siostrę z ogromną mieszaniną emocji na twarzy. Była szczęśliwa, że nic brunetce nie jest, była na nią wściekła, że tak zniknęła i została sobie, bagatela, królową! Równocześnie żądała też odpowiedzi, dlaczego to zrobiła, a jeszcze z innej strony chciała płakać, by wyrzucić z siebie wcześniejsze czarne myśli. Nie mogła nic powiedzieć, po prostu ją przytuliła.
Po chwili, gdy już przerwała uścisk i nieco ochłonęła, rzuciła jej bardzo gniewne spojrzenie, teraz była pewna, że nie odpuści jej tego napędzenia wszystkim stracha!

- Wiladye! Myślałam, że umrę ze strachu, tak się bałam o ciebie! Co ty tu do cholery wyczyniasz? Bawisz się w królową? Podczas gdy wszyscy cię szukamy? Jak możesz być taka nierozsądna?! Idziemy stąd, natychmiast! – Chwyciła siostrę za rękę i zaczęła ciągnąć w stronę wyjścia.
Avatar użytkownika
Nadeya
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Esmeralda, Sechmet, Luna, Antar, Rozalie, Aurea, Delia, Mari, Nadeya, Nimfea, Anastasja, Sakura, Imelda, Xenja, Yrin, Zira,
Uwagi administracji: Użytkowniczka ma prawo posiadać w sumie 10 kont, z czego jeden slot, jest slotem dodatkowym, otrzymanym jako nagroda, za długie i sumienne wykonywanie pracy moderatora.
Rasa: Centaurzyca
Aura: Bardzo delikatna w strukturze, ale za to o twardych, jak i ostrych brzegach aura, lśni kolorem jaśniejącego barachitu. W nim zaś przemyka się nić srebra, która dobiega aż do samego czubka poświaty. Przybiera ona barwę jakby zabrudzonego szmaragdu i wielu odnosi wrażenie, że nie pasuje do całej kompozycji. Słychać w niej koncert głosów o różnej tonacji, ale na pierwszy plan wybija się śmiech dzieci. Gdzieś w tle, bardzo daleko, słychać pojedyncze jęki. Rzadko kiedy czytelnik skupia na nie uwagę, ponieważ do nozdrzy szybko uderza intensywny zapach. Woń jest niebywale słodka, przesiąknięta zapachem tulipanów i żonkili, a w nich skrywa się nieśmiała nutka świerku. Wszystko to sprawia, że emanacja wydaje się niebywale odświeżająca i młoda. Gnie się niczym łodygi wymienionych roślin oraz zaskakuje odmienną szorstkością. Zasmakowanie grozi nienaganną lepkością, a także kwaśnością. Czasem nawet sprawi, że na języku zagości nagła pikanteria.
Wygląd: Jak każdy centaur jest od pasa w dół koniem, a od pasa w górę całkiem ładną kobietą. Jej długie, blond włosy sięgają jej do brzucha. Ma delikatną twarz, drobny nosek i oczy koloru piwnego. Wokół prawego oka widać białą plamkę. Jest to najprawdopodobniej zwyczajne znamię, jednakże wygląda bardzo ciekawie. Nie sposób nie przeoczyć pary króliczych uszu, które są wynikiem ... (Więcej)

Postprzez Nessus » Wt paź 23, 2018 6:58 pm

On… nie chciał brać udziału w tej szopce (bo inaczej nie mógł tego nazwać), jednak dość szybko został w to wciągnięty i to wbrew własnej woli. Właśnie przez to stał się „bogiem” śmierci i wojny, a Wiladye wykorzystała jego zdolność wpadania w szał i powiedziała, że jest niepowstrzymany. Nie wiedział, co ma o tym myśleć i jak się zachować – właśnie dlatego stał w miejscu, a jego twarz nie ujawniała żadnych emocji. Zresztą, pozostali też zostali w to wplątani i tak Lena stała się boginią łowów o wzroku mogącym dostrzec wszystko, a Nadeya została boginią harmonii i natury, która to miała ich przyprowadzić w to miejsce, bo usłyszała prośby tych… stworzeń. Z jednej strony, był nawet zaskoczony tym, że dziewczyna na to wszystko wpadała, a z drugiej… nadal nie chciał brać w tym udziału. Niestety, nie wszystko działo się po jego myśli.
Niedługo po tym wszystkim w pomieszczeniu dołączyła do nich królikoucha, a także wampirzyca, którą Nessus usłyszał, że tamci nazywają boginią mądrości, tłumacząc też jej obecność. „Bogini natury” przywitała się z „królową” tak, jak siostry robią to po rozstaniu… Chociaż akurat to konkretne nie trwało przecież długo. Mniejsza z tym, bo skoro byli w komplecie, będą mogli stąd wyjść. Chyba. Najpierw będą musieli coś wymyślić, żeby ci żyjący w ciemności nie podejrzewali ich o inne zamiary i o to, że może ich okłamują. Właściwie, Nessus miał już nawet jakiś pomysł, który przynajmniej w jego głowie brzmiał dość dobrze i wiarygodnie.
         – A gdy już wam pomożemy, będziemy musieli was opuścić i… znaleźć pozostałych bogów. Wasza królowa znów będzie musiała nam w tym pomóc – odezwał się centaur. Jego słowa sprawiły, że naturianie mogli usłyszeć szepty dobiegające z ciemności, aż w końcu ktoś odważny zapytał ich o więcej informacji na temat pozostałych bogów i tego, dlaczego muszą ich odnaleźć.
         – Mogę powiedzieć tylko tyle, że bóg próżności odszukał naszą siedzibę i wdarł się tam razem ze swoimi sługami. Rozdzielił nas, a teraz musimy się zjednoczyć, żeby raz na zawsze go pokonać – dopowiedział, uważnie dobierając słowa. Żyjący w ciemności nie byli głupi i, może nie wszyscy, ale część mogłaby się domyślić, że ich okłamują, gdyby to wyczuli.
         – Nie musicie nam towarzyszyć w przeszukiwaniu Miasta i eliminacji poddanych boga próżności, dla was może to być zbyt niebezpieczne – odezwał się znowu. Dla nich był jednym z bogów – kimś, kto był istotą stojącą ponad nimi… dlatego też wydawało mu się, że go posłuchają. Poza tym, był bogiem wojny, więc to oznaczałoby też, że znał się na walce, taktyce i innych rzeczach, które były z tym związane. Centaury usłyszały kolejne szepty, z których dało się wyłapać słowa i zdania świadczące o tym, że rzeczywiście zgodzili się z tym, co powiedział i wspólnie ustalili to, że Nessus ma rację.

Znowu znaleźli się w Zapomnianym Mieście. Nessus nie myślał o tym, żeby okłamać tamtych ludzi i po prostu udać się do magazynu, który znaleźli wcześniej, aby się w nim przespać. Dla wiarygodności tego wszystkiego muszą przejść się po mieście i, może, zabić stworzenia, o których tamci mówią, że są sługami boga próżności… Oczywiście, jeżeli w ogóle spotkają je na swojej drodze. Może dopiero po tym będą mogli odpocząć albo w ogóle wynieść się z tego Miasta. Nessus nie spodziewał się, że stanie się coś takiego – na początku myślał, że po prostu odpoczną tu chwilę i ruszą dalej, wcześniej nie przeszkadzając nikomu. Tymczasem przez Wiladye stali się bogami dla mieszkańców tego miejsca i zostali wplątani w ich walkę z innymi, którzy raczej są nastawieni agresywnie do kogoś, kto nie jest tej samej rasy.
         – Proponuję, żebyśmy wynieśli się stąd jak najszybciej – odezwał się cicho, gdy wiedział, że nie są obserwowani i podsłuchiwani. Miał nadzieję, że pozostali zgodzą się z nim i będą mogli zostawić Miasto za sobą.
         – Znaczy, najpierw pokręćmy się trochę po okolicy. Może zabijmy kilku agresywnych mieszkańców tego miejsca, jeśli się na nich natkniemy i nas zaatakują… A później wyjdźmy na powierzchnię – dopowiedział, nieco zmieniając propozycję dotyczącą sposobu, w jaki mogą tu działać. Tak, teraz też miał nadzieję, że naturianki i wampirzyca zgodzą się na taką propozycję. Później… cóż, pozostaje im mieć nadzieję, że wszystko pójdzie zgodnie z tym, co sobie zaplanowali.
Avatar użytkownika
Nessus
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Samiel, Calathal, Cain, Vergil, Jon, Kelsier, Fenrir, Malthael, Salazar, Constantin, Seviron,
Rasa: Centaur
Aura: Emanacja odznacza się ponadprzeciętną siłą magiczną, którą wyczuć można dość łatwo. Posiada barwę intensywnie żelazną, mocno rzucającą się w oczy. Jednakże tu I ówdzie widnieją srebrne ślady ułożone jakby na kształt podków. Ich obramowanie składa się z wyrazistego kobaltowego odcienia. Tu I ówdzie widać barachitowe drobinki przypominające kwietny pyłek oraz rtęciowe kropeczki. Wokół szafirowe światło otula aurę, wywołując uczucie ukojenia, aczkolwiek gdzieś w oddali widać bursztynowy blask, który sprawia wrażenie, jakby niósł ze sobą jakieś niebezpieczeństwo. Uczucie pogłębia nagły szczęk metalu i uderzenia młota, którego próżno szukać wokół. Słodka i kusząca woń kwiatów i miodu pozwala zapomnieć o tym, co działo się jeszcze przed chwilą. Gdy przejdzie się do czytania emanacji z pomocą zmysłu dotyku, można dojść do wniosku, iż jest ona twarda, a jej złamanie lub choć zarysowanie nie byłoby łatwym zadaniem. Mimo to gnie się i wygina, prezentując swą elastyczność, a także ostre jak brzytwa brzegi. Poprzez te szybkie ruchu często niewidoczny staje się ten niezwykły, aksamitnym puch, ją pokrywający. Nieznośnie lepi się do podniebienia i aczkolwiek paradoksalnie jej smak jest przyjemnie łagodny.
Wygląd: Jest to, mierzący sobie siedem i pół stopy wzrostu (około 230 cm), centaur, którego waga jest proporcjonalna do wzrostu. Jego ciało jest bardzo dobrze umięśnione, jednak nie jest to umięśnienie, które można nazwać przesadnym, a także solidne. Widać, że jest on silnym osobnikiem, nie tylko po mięśniach, lecz także po broni, którą dzierży. Końska część centaura jest ... (Więcej)

Postprzez Lena » So paź 27, 2018 10:18 pm

        Odpowiedź młodziutkiej centaurzycy chwilowo była jeszcze zbyt enigmatyczna, by w ogóle traktować ją w tej kategorii. Przynajmniej jednak Wiladye podniosła w końcu zad i ruszyła w ich stronę, a Lena od razu przeniosła spojrzenie na jej tylne nogi. Skrywał je płaszcz, wiec nie widziała, co dokładnie się stało, ale jakkolwiek gniada nie próbowała zachować formy, widocznie utykała. Gdy zatrzymała się przed nimi, Lena była już gotowa capnąć centaurzycę i znikać stąd, nim dziwadła wokoło zorientują się, że ich „królowa” jest tak naprawdę obcą smarkulą, która całkiem sprytnie, acz chwilowo, przedłużyła sobie żywocik. Wtedy jednak dziewczyna zaskoczyła ją po raz kolejny i brwi blondynki wystrzeliły ku górze.
        Opanowała się na tyle, by nie spojrzeć zaskoczona na Nessusa ani nie walnąć szatynki przez łeb. Jakkolwiek absurdalna była ta historia, zdawała się wystarczająco wiarygodna dla strażników zamieszkujących ciemności miasta, widziała to w ich pełnych respektu spojrzeniach, padających najpierw na Nessusa i jego halabardę, później na nią samą i jej łuk. Widząc więc znaczące spojrzenie Wildaye tylko przymknęła lekko oczy w milczącym uznaniu jej wersji. Bogini łowów, cóż… mogła trafić gorzej. Zaraz też opuściła oczy na padające jej do kopyt postaci i uniosła jedną brew, starając się mimowolnie nie odsunąć. Pojęcia nie miała, że wygląda teraz bardziej na boginię, niż gdyby w ogóle próbowała. Pohamowała cisnące się na usta westchnienie i pokusę, by gnać, ile sił w nogach. Chwilowo byli otoczeni i, pożałuje, że o tym w ogóle pomyślała, ale plan Wildaye mógł się udać. W milczeniu słuchała więc opowieści o jakimś bogu próżności, niespecjalnie wczuwając się w sytuację. Ile ona się o wierzeniach nasłuchała, a nigdy nie widziała żadnego z tych, których niby czczono. Kolejne bzdury, ot co.
        Trwała jednak dzielnie w swojej roli, zgrzytając tylko ukradkiem zębami, gdy Wil oferowała swoją pomoc. Jeszcze jakieś kilka godzin temu poderżnęła gardło jakiemuś nieszczęśnikowi, a teraz jej się zachciało ratować świat! Nie no, ona nie wytrzyma…
        Po chwili jednak dwuskrzydłowe wrota na powrót rozwarły się szeroko, wpuszczając do środka pędzącą galopem Nadeyę i Elisię, która jednak niezwłocznie poderwała się do lotu, jako nietoperz. Lena spięła się, czując, że przemieniona wampirzyca ląduje jej na grzbiecie, ale powstrzymała się od wierzgnięcia. Nie miała nic przeciwko, chwilowo, więc zwalczyła naturalny odruch, stuknąwszy tylko kopytem w posadzkę. Obserwowała, jak kasztanka tuli siostrę, a później ruga ją bezceremonialnie przy wszystkich, co z jednej strony ją nieco usatysfakcjonowało, ale z drugiej strony zaniepokoiło, że zaraz cała ich bajeczka pójdzie się paść na pole. Skoro powiedzieli A, trzeba było powiedzieć i B. Na szczęście Nessus szybko podłapał wersję Wildaye i spojrzenia stworów, do tej pory skaczące z roztargnieniem pomiędzy centaurami, na stałe spoczęły na bogu wojny. No tak, wszak kto inny, jak nie on miał im pomóc uporać się z wrogiem?
        Przez chwilę wrzało, gdy otaczające ich stwory usiłowały ustalić wspólną wersję, jednak nie trwało to długo. Kto chciałby sprzeciwiać się bogom? Lena wciąż się nie odzywała, bardzo starając się nic nie palnąć, bo takie szopki nie były jej mocną stroną i mogłaby „przez przypadek” odpyskować coś zupełnie nie w klimacie. Wycofywała się więc razem z pozostałymi centaurami, ostentacyjnie szykując łuk i nakładając na niego strzałę, jakby rzeczywiście szykowała się do walki, a jednocześnie w niemym ostrzeżeniu, by nikt nie próbował za nimi iść, dla ich własnego dobra oczywiście. Odezwała się dopiero, gdy zatrzasnęły się za nimi ostatnie drzwi, a sylwetki strażników Wildaye zostały daleko za nimi.
        - Co za cyrk! – prychnęła, nie opuszczając jednak broni, i to wcale nie dla zachowania pozorów. Spojrzała na Nessusa, słysząc jego plan i skrzywiła się lekko.
        - No nie wiem, moim zdaniem powinniśmy stąd zwiewać póki mamy na czym. Nadeya, ty też kulejesz? – spytała, spoglądając zmartwiona na centaurzycę i przeniosła znów wzrok na mężczyznę. – Zachowanie pozorów będzie miało sens tylko, jeśli ujdziemy stąd cało. Wildaye i Nadeya niedługo zaczną mocno nas spowalniać, powinniśmy oddalić się najdalej jak możemy, póki chodzą i je opatrzyć już na zewnątrz. Och, po co w ogóle tu wchodziliśmy – mruknęła, nagle przestając doceniać uroki podziemnego miasta. Niech je piekło pochłonie.
Avatar użytkownika
Lena
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Callisto, Leila, Avellana, Sonea, Mathias, Emma, Cat, Lexi, Maia, Ananke, Eva, Rakel, Rain, Kimiko, Kiki, Astarte, Segen, Mimosa, Dayanara,
Rasa: Centaur
Aura: Ciepło i łagodność biją od tej emanacji, choć jest ona płochliwa i nieco nieufna niczym nieokiełznane, dzikie stworzenie. Podczas jej czytania, wszystkie charakterystyki zmieniają się i mieszają między sobą, umykając na podobieństwo rozbrykanego źrebaka, zmuszając do większego skupienia i uwagi. Barachitowy wiatr bezgłośnie pędzi w dal. Ścigając się sam ze sobą, muska, trąca i zaczepia rozciągnięte wokół cynowe bezmiary łąk. Olśnione szafirem bujne łany roztaczają słodki zapach kwiatów. Nie widać tu żywej duszy, ale pośród nieskazitelnego na pierwszy rzut oka absolutu, można dostrzec ślady kopyt i wydeptane nimi ścieżki. Głębokie wgniecenia odcinające się ostrymi krawędziami od podłoża. Widać odsłonięte w ten sposób twarde kamienie, podczas gdy nietknięte, giętkie źdźbła traw kołyszą się na wietrze. Aksamitna gładkość łąki kusi do gonitwy aż po sam horyzont, podczas gdy sama aura jakby dodatkowo zachęca do beztroskiego rajdu przed siebie. Bryza przynosi ze sobą ostry i charakterny posmak wraz ze skrytymi w nim kwaśnymi niuansami. Ten zaś, podobny do miodu, przez chwilę pozostaje w ustach swoją lepkością.
Wygląd: Twarz dziewczyny w ogóle nie zwiastuje rasy innej niż zwykły człowiek. Nawet uszu nie posiada końskich, lecz drobne, ludzkie płatki, ozdobione kilkoma kolczykami. Owalną buzię o delikatnych rysach zamieszkują ciemnoróżowe usta i lekko zadarty nosek a brązowe oczy, ozdobione złotymi plamkami, otoczone są lasem gęstych, czarnych rzęs, spoglądając spod prostych, ciemnych i ... (Więcej)
Uwagi: Ze względu na srokate umaszczenie, często nazywana Sroką wśród swojej rasy. Przedstawiciele innych gatunków z tego samego powodu przezywają ją Krówką, ale za to już się bardzo gniewa.

Postprzez Wiladye » Wt lis 06, 2018 9:11 pm

        Gdy mieszkańcy podziemi wpuściły do sali uszatą centaurzycę, na twarzy Wiladye ujawnił się szeroki uśmiech, a w oczach zapłonęła czysta radość. Zapewne rzuciłaby się na siostrę z ogłuszającym piskiem, ale teraz była królową! Nie mogła wyjść z roli!
        - Nadeya! - uradowała się młódka rozkładając ręce na boki, jakby chciała przywitać się z dobrą znajomą, z którą nie widziała się dobre parę lat. Miło, naprawdę miło było ją przytulić, lecz... niestety. Siostra najwidoczniej nie zrozumiała intencji rozgrywki toczącej się wokół trupów nabitych na pal. Doprawdy, te powyginane mordy wyrażające (co najmniej) cierpienie nie rzucały pewnych aluzji?!
Wiladye zrzedła mina. Czuła jak spojrzenia mieszkańców się wyostrzają, jak mierzą ich wzrokiem, ale zaskoczenie młodej dziewczyny zaburzył jej nagły wybuch śmiechu.
        - Oh, Nadi – Wiladye uwolniła się z uścisku starszej siostry, by na chwilę przystanąć w miejscu. - Jesteś taka zabawna – dodała beztrosko chrząkając dwuznacznie do uszatej.
        - Ładnie to nazywasz, ZABAWA W KRÓLOWĄ! Haha! Masz rację. Czym są królowie u podnóża samych bogów? - odpowiedziała nieco jadowicie.
        Wtedy do rozmowy wkroczył Nessus. Na całe szczęście! Kto wie, czy po kolejnej wypowiedzi Nadeyi wyszliby z tego cało. Co prawda młódka nie zgadzała się ze zdaniem mężczyzny. Mieli wrócić do tego piekielnego miasta bez żywego mięsa? Według niej poświęcenie kilku podwładnych nie było tak ekhm... grzeszne. Jakie mieli szanse w piątkę na terenie, którego całkowicie nie znali? Wiladye była w stanie ciągnąć ten cały cyrk do moment, w którym zauważyłaby wątpliwości mieszkańców Zapomnianego Miasta, lecz klamka zapadła. Jakkolwiek uważał swój własny plan za doskonały, postanowiła nie brnąć naprzeciw własnym sprzymierzeńcom i tylko przytakiwała z podziwem bogu wojny.

        Byli już daleko od lepkich uszu tych dziwnych istot. Wiladye mogła odetchnąć, choć trochę żal jej było utracenia roli samej królowej, nawet dzikiego plemienia. Chociaż raz w nią ktoś wierzył całkowicie. Nikt nie snuł wątpliwości, szanowano ją i mogli wysłuchiwać jej godzinami albo kierować się jej zdaniem. Teraz ponownie zeszła do roli nierozgarniętej nastolatki, co bardzo jej nie pasowało. Poczynając od tego, że siostra zrugała ja przy jej poddanych! Poprzez niezgodność zdań z Nessusem na sali, której nie mogła się przecież sprzeciwić, a kończąc na prychaniu tej łaciatej krowy!
        Wiladye skrzyżowała ręce na wysokości klatki piersiowej, gdy dorośli ponownie zaczęli snuć plany. Czuła się urażona tą sytuacją i zapewne młódka przełknęłaby własną dumę, gdyby nie zarzuty w jej stronę dotyczące spowalniania drużyny. Oczy dziewczyny momentalnie zrobiły się okrągłe niczym doszlifowane złote gryfy. Co za... Co za... Co za plamiasta, zarozumiała lafirynda! Obraża ją i jej siostrę! Nieważne, że ranną!
        Rozwścieczona Wil zmarszczyła czoło, a jej brwi ściągnęły się głęboko ku dołowi. Niech ona sobie stąd idzie! Tylko przeszkadza! Jej i... i wszystkim, o!
        I pierwszy raz w swoim życiu Wiladye (jeszcze) nie wybuchnęła gamą przekleństw czy plugawym monologiem. Przełknęła ogromną gulę w gardle zduszając tym samym krzyk, a łomoczące serce przestało dudnić w klatce piersiowej. Wiladye wreszcie wyrosła z krzyków i dorosła do intryg!
        - Hah! - zakpiła Wil. - Może gdybyś spędziła minutę dłużej wśród tych dziwaków, to byś wiedziała, że ich plemiona są rozsiane po całej tej rozpadlinie – odpowiedziała pewnym siebie głosem młódka zadzierając głowę do góry.
        - To nie tak, że są ostatnimi tu żyjącymi i myślącymi potworami. Mają sojuszników, jeżeli oni usłyszeli o bogach to możesz być pewna, że za kilka godzin wszyscy będą o nich wiedzieć – wyjaśniła dość agresywnym tonem nastolatka.
        - Dlatego popieram plan Nessusa. Wybijmy kilka tworów zrodzonych z ciemności, rzućmy im dowodem na środku jakiegoś ich głupiego, rytualnego kręgu i powiedzmy, że gdy złożą ich w ofierze nadejdzie światłość, czy coś. Bez różnicy – stwierdziła przez zaciśnięte zęby.
        - Nie musisz od razu wyśmiewać każdego mojego planu ani posunięcia – wypomniała niegrzecznie. - Cyrk cyrkiem, ale ma koła i ujedzie kawałek. Żyję, a ja sama chyba miałabym z całym stadem dzikusów niewielkie szansę, a poza tym... Wypraszam sobie porównywanie sytuacji do cyrku. To rani moją siostrę – stwierdziła na koniec obracając się plecami do Leny i przyciągając do siebie Nadeyę.
Avatar użytkownika
Wiladye
Szukający drogi
 
Nagrody: Obrazek
Inne Postacie: Frigg, Niviandi, Kvaser, Francine, Kavika, Shantti, Namir, Pliszka, Cedr, Paank, Ruu, Grelia, Lasse,
Rasa: Centaurzyca
Aura: Delikatnie tląca się aura centaurzycy otacza ją topazową, na brzegach lekko szmaragdową poświatą, a także zapachem miodu i końskiej sierści, które to połączenie najlepiej nazwać dziką, nieokiełznaną słodyczą. Wzrok przykuwa błyszczące połączenie barachitu i miedzi z domieszką cynowych przebłysków a do uszu dociera przytłumione, odległe i równomierne dudnienie, jakby gdzieś bardzo daleko rozpędzone stado zbiegało po wielkich głazach uderzając w nie dziesiątkami kopyt. W dotyku sprawia dziwne wrażenie, gdyż twardość kopyt łączy się z giętkością ogona, a dosyć gładka sierść wydaje się być ostra i nie zawsze przyjemna. Smak zaprzecza słodkiemu zapachowi serwując czytelnikowi wrażenie spożycia czegoś niezwykle gorzkiego i pikantnego co przykleja się do podniebienia i jeszcze długo pozostawia posmak na wargach.
Wygląd: Wiladye z pewnością można stwierdzić, że ciało centaurzycy jest silne i solidne. Nie wygląda ona na osobę łagodną, ale też nie sprawia wrażenia groźnej. Wzbudza szacunek swoją posturą, która prezentuje się niezwykle szlachetnie. Jest godna, pewna siebie, co również ujawnia się w jej posturze. Piękny ogon eksponuje się w delikatnym odcieniu rudości zmieszanej z brązem. ... (Więcej)

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Dolina Umarłych

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron