Ku bezpieczeństwu i szaleństwu


Jeśli zadajesz sobie pytanie kim jesteś, jeśli wydaje Ci się że Twoja dusza już dawno umarła, a Twoje życie straciło sens... Dolina Umarłych to miejsce gdzie życie istot ją zamieszkały naprawdę straciło sens, wiec jeśli masz w sobie choćby iskrę życia i trafisz tutaj dowiesz się co to znaczy wola istnienia.

Postprzez Nessus » N kwi 22, 2018 11:14 pm

Nie wiedział, jak długo galopowali, aż dotarli do miejsca, które było wejściem do tego Zapomnianego Miasta. Nessus zaczynał odczuwać zmęczenie – to związane z używaniem cechy specjalnej jego klanu, w większości minęło w trakcie snu w klatce, jednak pojawiło się też to zwyczajne i to nie tylko fizyczne, ale także psychiczne. Dlatego też przez całą drogę patrzył przed siebie nieobecnym wzrokiem, tylko czasem rozglądając się, aby sprawdzić, gdzie są i, czy już nie dotarli do celu. Nawet nie przeszkadzało mu to, że wampirzyca znowu zajęła miejsce na jego grzbiecie – po prostu chciał być już na miejscu i odpocząć, przy okazji wiedząc, że będzie mógł spokojnie się przespać i nie zbudzi go jakieś zagrożenie.

Centaur wbiegł do jaskini jako ostatni. Przedtem ostatni raz upewnił się, czy na pewno nikt ich nie śledził. Dopiero po tym nabrał rozpędu i znalazł się w środku. Wcześniej jego pierwsza myśl była dziwna, patrząc na to, że przejście to było ukryte i zabezpieczone, no i właśnie takie powinno przecież zostać. A o czym pomyślał centaur? A no o tym, żeby chwycić za halabardę i wyciąć pnącza, które blokują wejście. Dopiero po chwili zrozumiał, że nie powinien tego robić i skarcił się też w myślach.
Nessus rozejrzał się po pomieszczeniu, w którym się teraz znalazł. Było ono większe, niż się spodziewał – widział wiele kolumn, które podtrzymywały sufit, a także pochodnie dające słabe światło. Pomyślał, że pochodnie muszą być magiczne, a jeśli nie… oznaczało to, że na stałe mieszka tu ktoś, kto o nie dba, a także o to, żeby nie zgasły. Wampirzyca odezwała się i właściwie dobrze, że to zrobiła, bo właśnie miał zadać jej pytanie, na które nie chciała odpowiadać wcześniej.
         – Będziemy mogli tam odpocząć i nie martwić się o to, że ktoś zaskoczy nas we śnie, prawda? - zapytał, ostrożnie podążając za nieumarłą. Co jakiś czas patrzył pod nogi i uważnie obserwował podłogę. Sprawdzał, gdzie znajdują się wizerunki węży, które mają aktywować śmiercionośne pułapki. Szczerze mówiąc, nadal nie do końca ufał wampirzycy, dlatego też te pułapki mogłyby być wyłącznie jej wymysłem, ale z drugiem strony… mogły też być prawdziwe. Dlatego też najlepiej będzie unikać tego, co ma je aktywować, tak na wszelki wypadek.
         – Poza tym, jak długo musimy tu zostać? Ogólnie, jakoś niezbyt podoba mi się to miejsce, jednak wygląda na dość dobrze schronienie… Tylko, że nie chcę przebywać tu dłużej, niż jest to konieczne – odezwał się znów. Słowa te oczywiście skierował do wampirzycy, pytanie zadane na początku także… jednak przecież nie będzie miał nic przeciwko, jeśli ktoś także się odezwie i wyrazi swoje zdanie na ten temat. Dobrze by było wiedzieć, co inni myślą o tym miejscu, a także o tym, co powiedział przed chwilą Nessus.
Szkielety, które mogli czasem zauważyć lub nawet przejść tuż obok jednego lub dwóch, w ogóle nie pomagały w zmianie zdanie centaura. Według Nessusa, ciała te oznaczały, że to całe Zapomniane Miasto może naprawdę okazać się niebezpiecznym miejscem.

W końcu wampirzyca przeprowadziła ich przez miejsce, które wcześniej nazwała przedsionkiem. Przeszli przez otwór, w którym kiedyś mogła znajdować się brama wejściowa, jednak teraz była to tylko dziura. Zostali też poinformowani, że pułapki znajdowały się wyłącznie we wcześniejszym pomieszczeniu, a później powiedziała im, że mają przed sobą Zapomniane Miasto.
Już na pierwszy rzut oka było widać, że kamienne budynki już dawno pozostawiły za sobą czasy, w których tętniły życiem i ktoś regularnie o nie dbał. Nieumarła mogła nie mylić się co do tego, że różne osoby szukają tu ucieczki przed aurą Doliny – widać było, że praktycznie każda budowla znajduje się w innym stadium rozpadu, a niektóre są nawet całe. Jeśli ktoś wybierał sobie konkretny budynek na ten, w którym miał się tymczasowo schronić, to mógł o niego dbać i sprawić, że rozpadał się on wolniej i później niż inne. Miasto także było oświetlone pochodniami, jednak były tu one rozmieszczone trochę rzadziej niż w przedsionku – chociaż nawet one niknęły w końcu w ciemności, a przez to wydawało się, że same ruiny miasta rozciągają się niemalże w nieskończoność… Kiedyś mogło to być naprawdę piękne miasto. Piękne i znajdujące się pod ziemią.
         – W pewnym sensie, wygląda to naprawdę ładnie – odezwał się, przerywając ciszę, chociaż brzmiało to tak, jakby mówił do siebie, a nie do towarzyszących mu kobiet.
         – Musimy poszukać jakiegoś miejsca, w którym będziemy mogli odpocząć – dopowiedział, tym razem głośniej.
Avatar użytkownika
Nessus
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Samiel, Calathal, Cain, Vergil, Jon, Kelsier, Fenrir, Malthael, Salazar, Constantin, Seviron,
Rasa: Centaur
Aura: Emanacja odznacza się ponadprzeciętną siłą magiczną, którą wyczuć można dość łatwo. Posiada barwę intensywnie żelazną, mocno rzucającą się w oczy. Jednakże tu I ówdzie widnieją srebrne ślady ułożone jakby na kształt podków. Ich obramowanie składa się z wyrazistego kobaltowego odcienia. Tu I ówdzie widać barachitowe drobinki przypominające kwietny pyłek oraz rtęciowe kropeczki. Wokół szafirowe światło otula aurę, wywołując uczucie ukojenia, aczkolwiek gdzieś w oddali widać bursztynowy blask, który sprawia wrażenie, jakby niósł ze sobą jakieś niebezpieczeństwo. Uczucie pogłębia nagły szczęk metalu i uderzenia młota, którego próżno szukać wokół. Słodka i kusząca woń kwiatów i miodu pozwala zapomnieć o tym, co działo się jeszcze przed chwilą. Gdy przejdzie się do czytania emanacji z pomocą zmysłu dotyku, można dojść do wniosku, iż jest ona twarda, a jej złamanie lub choć zarysowanie nie byłoby łatwym zadaniem. Mimo to gnie się i wygina, prezentując swą elastyczność, a także ostre jak brzytwa brzegi. Poprzez te szybkie ruchu często niewidoczny staje się ten niezwykły, aksamitnym puch, ją pokrywający. Nieznośnie lepi się do podniebienia i aczkolwiek paradoksalnie jej smak jest przyjemnie łagodny.
Wygląd: Jest to, mierzący sobie siedem i pół stopy wzrostu (około 230 cm), centaur, którego waga jest proporcjonalna do wzrostu. Jego ciało jest bardzo dobrze umięśnione, jednak nie jest to umięśnienie, które można nazwać przesadnym, a także solidne. Widać, że jest on silnym osobnikiem, nie tylko po mięśniach, lecz także po broni, którą dzierży. Końska część centaura jest ... (Więcej)

Postprzez Lena » Śr kwi 25, 2018 9:46 pm

        Lenie zwyczajnie zabrakło słów. Ledwo skończyła wyjaśniać Nessusowi, że zabijanie strażników nie jest konieczne i wystarczy szybko stąd uciec, a w tym czasie ta stuknięta małolata poderżnęła gardło jednemu z nich. Poderżnęła mu gardło! Na pustynne węże, co trzeba mieć w głowie, żeby zadawać śmierć z taką beztroską? Bo nawet o łatwości nie było tu mowy, mężczyźni byli nieprzytomni, uśpieni, czy inne licho, ale Wiladye po prostu złapała jednego za włosy i dodała mu drugi uśmiech na szyi tak niedbale, jakby podlewała kwiatki w ogródku! Deneb od dawna szukała na zielonych ziemiach jakichś przedstawicieli swojej rasy i tak bardzo się ucieszyła, gdy spotkała tę trójkę, zwłaszcza, że Nessusa już znała – naprawdę świat był mały. Ale teraz zastanawiała się, czy na pewno dobrze trafiła. Jakby tego było mało, odezwała się Nadeya, która skarciła siostrę takim tonem, jakby ta skakała w kałuży, obryzgując innych błotem. „Nie ma na to czasu”! Naprawdę?! Lena wytrzeszczyła oczy na drugą centaurzycę, zastanawiając się, czy ona jest tu jedyna normalna i pozbawiona instynktu mordercy. Przypomniała sobie przyczyny swojego wygnania z klanu i mimowolnie zaczęła się zastanawiać, czy to może z nią jest coś nie tak, że ceni życie każdej istoty, miast kierować się wyłącznie własnymi zachciankami i pokrętnym systemem wartości, jak zdawali się to czynić wszyscy wokół niej. W międzyczasie Wiladye zabiła kolejnego strażnika i Lena odwróciła wzrok, a ramiona jej opadły. Przygnębiona ruszyła z kopyta, chętnie oddając się w objęcia wiatru i nie oglądając na towarzyszy.
        Sama nie wiedziała, czy jedynie im przewodzi w galopie, czy ucieka, ale po chwili nie miało to znaczenia. Wiatr we włosach, tętent kopyt – nie tylko jej, ale jeszcze trzech centaurów za nią – to sprawiło, że przez moment poczuła się, jakby miała swoje własne stado. Nie oglądała się za siebie, nie chcąc psuć wyobrażeń, nie chcąc widzieć Wiladye z włócznią skradzioną mężczyźnie, którego zabiła. Ta jednak o dziwo sama postanowiła do niej dołączyć i po chwili Lena spostrzegła koło siebie młódkę. Uśmiechnęła się więc do niej miło, zostawiając przeszłość za nimi, razem z ziemią wyrywaną spod kopyt, ale gniada miała jakąś wyraźnie zaciętą minę, zapewne wciąż jeszcze myślami pozostając przy strażnikach, których większość pozostawili przy życiu. Srokata przyspieszyła jeszcze bardziej, wartko przechodząc w cwał, który nawet w trawie niósł się hukiem po pustych polach. Zostawiła za sobą młodocianą sadystkę, jej królikouchą siostrę i Nessusa z wampirzycą, przez moment skupiając się tylko na pracujących pod skórą mięśniach, zaskakującej stabilności, jaką dawał twardy grunt pod nogami, tak odmienny od pustynnych piasków, do których przywykła, na wietrze we włosach i głuchych uderzeniach krwi pulsującej w głowie. Pędziła, nieświadoma tego, że zostawiła pozostałych kilka długości za sobą, nieświadoma intencji i zawiedzionych oczekiwań Wiladye i nawet dopiero słowa wampirzycy wychwytując po dłuższej chwili i zwalniając stopniowo aż do stępa, zawracając sprawnie w stronę znajomych. Otoczyła ich jeszcze jednym kręgiem, rozchodząc unoszone jeszcze od biegu wysoko nogi i dopiero po chwili zatrzymała się w miejscu, spoglądając za gestem Elisy.
        Zielona kurtyna zarośli pokrywała fragment skały, przepływając po niej na tyle ściśle, że nie było zza niej widać żadnego wejścia i Lena skrzywiła nieco usta, pełna wątpliwości. Nie miała w zwyczaju leźć na ślepo w nieznane miejsca, zwłaszcza gdy nie wiedziała, co się tam znajduje, a teraz jeszcze z rozpędu, gdyż musieli przeskoczyć nad cierniami. Rozchmurzyła się nieco widząc, jak przemieniona w nietoperza wampirzyca (łał!) przelatuje swobodnie przez zwisające zarośla i wcale nie rozkwasza się na znajdującej się za nimi litej skale, a faktycznie znika w jaskini. Nadeya ruszyła pierwsza, a Lena zaraz za nią, stojąc najbliżej. Zawróciła w miejscu, zrywając się z miejsca do kłusa, by zgrabnie i wysoko przeskoczyć nad cierniami, znikając po chwili za zieloną zasłoną. Tylko przyzwyczajenie powstrzymało przed odruchowym zaciśnięciem oczu, gdy wpadała w miękką przeszkodę, a już po chwili stukot jej kopyt odbił się donośnym echem po jaskini. Centaurzyca niezwłocznie postąpiła kilka kroków w przód, by zrobić miejsce dla Wiladye i Nessusa. Lekko mrużyła oczy, niezadowolona z rozchodzącego się wokół pogłosu. Nigdy nie była dobra w skradaniu się, ale tutaj czuła się jak podkuty koń powozowy.
        - Nie następować na węże… - mruczała, niedbałym gestem odgarniając zagubione nici pajęczyn ze swoich jasnych włosów i usiłując wyjrzeć zza swojej końskiej piersi pod kopyta, by nie nastąpić na wspomniane kształty. Odruchowo już zebrała włosy w wysoki koński ogon i sprawnym ruchem oplotła je rzemieniem, by nie wpadały jej do oczu, gdy szła ciągle z pochyloną głową.
        Co jakiś czas jednak z satysfakcją rozglądała się po przedsionku. Tony kurzu tylko drażniły nos, niespecjalnie tłumiąc stukot kopyt, pajęczyny zahaczały się o końskie ogony, a dzięki pochodniom na ścianach straszyły upiorne cienie, rzucane przez oświetlone niedbale szkielety. Wysokie kolumny podtrzymywały sklepienie, wyglądając na niebywale solidne i jednocześnie mocno nadgryzione zębem czasu, sprawiając, że podróżni zadzierali głowy, by upewnić się, że nic na nich zaraz nie runie. Jednym słowem było tu…. absolutnie fantastycznie!
        Później przejście czymś, co kiedyś musiało być bramą i przed nimi rozpostarł się widok na Zaginione Miasto. Lena nie mogła powstrzymać zachwytu i po prostu się zatrzymała, z szeroko otwartymi oczami i ustami, chłonąc krajobraz miejsca zapomnianego przez ludzi i czas.
        - Jak tu pięknie – szepnęła cicho.
        Zielone krainy zaskakiwały ją na każdym kroku swoją różnorodnością i tajemnicami. Niby miasto do miasta podobne, lasy te same, a jednak trafiła na te ziemie, do których nie sięgał promień słońca, a teraz podziwiała prawdziwe miasto, skryte przed światem pod setkami tysięcy cetnarów skał. Czekające na poszukiwaczy przygód i zwykłych zbłąkanych wędrowców.
        Pełen patosu moment przerwało jej szerokie ziewnięcie, które skryła obiema dłońmi, przeciągając się przy okazji i miękkim ruchem rozpuszczając włosy, które osypały się jasną falą na plecy.
        - Odpoczynek brzmi cudnie – potwierdziła słowa Nessusa.
Avatar użytkownika
Lena
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Callisto, Leila, Avellana, Sonea, Mathias, Emma, Cat, Lexi, Maia, Ananke, Eva, Rakel, Rain, Kimiko, Kiki, Astarte, Segen, Mimosa,
Rasa: Centaur
Aura: Ciepło i łagodność biją od tej emanacji, choć jest ona płochliwa i nieco nieufna niczym nieokiełznane, dzikie stworzenie. Podczas jej czytania, wszystkie charakterystyki zmieniają się i mieszają między sobą, umykając na podobieństwo rozbrykanego źrebaka, zmuszając do większego skupienia i uwagi. Barachitowy wiatr bezgłośnie pędzi w dal. Ścigając się sam ze sobą, muska, trąca i zaczepia rozciągnięte wokół cynowe bezmiary łąk. Olśnione szafirem bujne łany roztaczają słodki zapach kwiatów. Nie widać tu żywej duszy, ale pośród nieskazitelnego na pierwszy rzut oka absolutu, można dostrzec ślady kopyt i wydeptane nimi ścieżki. Głębokie wgniecenia odcinające się ostrymi krawędziami od podłoża. Widać odsłonięte w ten sposób twarde kamienie, podczas gdy nietknięte, giętkie źdźbła traw kołyszą się na wietrze. Aksamitna gładkość łąki kusi do gonitwy aż po sam horyzont, podczas gdy sama aura jakby dodatkowo zachęca do beztroskiego rajdu przed siebie. Bryza przynosi ze sobą ostry i charakterny posmak wraz ze skrytymi w nim kwaśnymi niuansami. Ten zaś, podobny do miodu, przez chwilę pozostaje w ustach swoją lepkością.
Wygląd: Twarz dziewczyny w ogóle nie zwiastuje rasy innej niż zwykły człowiek. Nawet uszu nie posiada końskich, lecz drobne, ludzkie płatki, ozdobione kilkoma kolczykami. Owalną buzię o delikatnych rysach zamieszkują ciemnoróżowe usta i lekko zadarty nosek a brązowe oczy, ozdobione złotymi plamkami, otoczone są lasem gęstych, czarnych rzęs, spoglądając spod prostych, ciemnych i ... (Więcej)
Uwagi: Ze względu na srokate umaszczenie, często nazywana Sroką wśród swojej rasy. Przedstawiciele innych gatunków z tego samego powodu przezywają ją Krówką, ale za to już się bardzo gniewa.

Postprzez Wiladye » Cz cze 07, 2018 11:26 pm

        Wiladye biegła i biegła, coraz szybciej i szybciej, wypluwała dosłownie płuca by dogonić Lenę, ale...! Nie udało się.
        Jak to możliwe, że jest taka szybka?! Wiladye odniosła totalną klęskę. Gdy wszyscy dotarli do gęstych cierni, ta pochyliła się i wsparła o koński tułów oddychając równie głośno, co otwieranie zardzewiały drzwi. Włosy młódki kleiły się do jej ciała, cała się spociła i chociaż bardzo starała się trzymać fason, to nie potrafiła. Gardło miała suche na wiór przez te wyścigi, ale jakoś nie myślała o tym, by się napić. Właśnie ciężkie chmury zbierały się nad jej życiem, Lena okazała się lepsza.
        - Tak, tak... rozpędu – odpowiedziała Wil olewając sytuację, a wciąż pogrążając się w myślach o klęsce.
        „Okropna jest!”- myślała rozwścieczona centaurzyca. Oczywiście, że nie było opcji, aby choć na chwilę została krok za drużyną. Musiała więc brnąć za nimi, nie próbując nawet pytać o chwilę wypoczynku. Da sobie radę!
        Dziewczyna nie miała odwagi spojrzeć na Nessusa. Pogłaskała się po ramionach wykrzywiając usta, gdy na ten krótki moment zostali sami. Nie potrafiła zagaić rozmowy albo jakkolwiek przedłużyć intymnej chwili, a przecież byli sam na sam! Wil była bardzo rozgoryczona, wściekła i zrozpaczona. Nie wyprzedziła tej krowy, więc nie było szans, by centaur na nią spojrzał, czemu by z resztą miał? Nie zaimponowała mu. Och, tragedia!
        Dziewczyna ustawiła się w odpowiedniej odległości. Czuła jak mięśnie nóg jej drżą. Wciąż zagłuszała swoje wątpliwości, czy aby na pewno da radę. Wiladye zmarszczyła brwi, nie ma innych opcji, ani innego wyjścia – musi się udać.
        Ruszyła z impetem i wybiła się w górę, lecz zabrakło jej sił, by obyło się bez zadrapań. Ciernie zahaczyły o okolice nadpęć i centaurzyca z wielkimi oczami wylądowała po drugiej stronie. Zagryzła wargę, ale nawet nie spojrzała w dół. Po prostu ruszyła przed siebie zagryzając każde „au”, jakby były to tylko małe draśnięcia. Z trudem omijała węże, a szkielety czy pajęczyny ani odrobinę jej nie przeraziły. Bardziej była przejętą swoją porażką niż faktem, że goni ich jakiś mag, przebiegają przez ciernie i kroczą wśród umarłych. Jakby ich mało na tym świecie było!
        W pewnym momencie jednak zwolniła, by przyjrzeć się oblepionej robakami czaszce. Ciekawe czy zginął z powodu tych robaków, co go tak oblazły...
        W ten sposób Wil na krótki moment stanęła w tyle, gdzieś na uboczu drużyny. Nikt nie dojrzał, jak kopyto młódki omsknęło się o jeden kafelek z wyrzeźbionym wężem. Centaurzyca spięła się wyraźnie, ale nikt nie zwrócił na nią uwagi. Rozejrzała się dookoła. Nic. Żadne zawalenie sufitu, żadne trzęsienie ziemi.
        Nagle poczuła, że coś obślizgłego owinęło jej kopyto. Dwa kiełki dziabnęły ją w nogę i Wil z jękiem odsunęła się od ściany. Panicznie rozejrzała się po podłodze, ale niczego nie było. Zaraz jednak wyprostowała się dumnie, jakby wcale niczego się nie przestraszyła! I znów ruszyła dalej.
        Ani myślała, by cokolwiek komukolwiek powiedzieć!
        Dotarli do ogromnej bramy. Ta część Alaranii była wyjątkowa na swój mroczny sposób. Mech porastał obłupane kamienie, żadna z budowli nie uchroniła się przed erozją. Rozpadliny utrzymywały wrośnięte gałęzie i tylko matka natura wydawała się opiekować tym miejscem.
        Wiladye miała ochotę zaprzeczyć łaciatej, jedynie by zrobić na złość Lenie, nie chciała przyznać jej racji, ale z kolei Nessus myślał podobnie. Agh!
        - O tak, to miejsce z pewnością coś w sobie kryje... - mruknęła na doczepkę Wil.
        Rozpoczęło się szukanie dobrego kąta na wypoczynek. Wiladye oczywiście w pewnym momencie ruszyła własną ścieżką zaciekawiona jedną z budowli. Weszła do jej środka, a później dalej i tak też przechodząc do kolejnego budynku. Czuła jak nogi ledwo trzymają jej wielkie, końskie cielsko. W dodatku, że anormalna z budowy to jeszcze gruba!
        - Woda... - ucieszyła się cichutko i zaraz podbiegła do małej fontanny z kamienia. Ujęła w ręce ciecz i upiła łyka. Odetchnęła z ulgą... a gdy otworzyła oczy, wszystko stało się takie niewyraźne i rozmazane.
        Wiladye zakotłowała się na własnych kopytach i nagle padła nieprzytomna na ziemię. Później jedyne, co zapamiętała to szorstkie kafelki na jej ciele. Ktoś ciągnął ją za włosy taszcząc po posadzce. Kilka lin mocowało jej nogi, miała knebel w ustach. Chciała coś powiedzieć, ale szybko zapomniała co. Słyszała jedynie szepty obiecujące jej spełnienie, że zdobędzie siłę, że może osiągnąć wszystko, a Wiladye bardzo chciała wszystko osiągnąć.
Miasto już od pierwszy chwil okazało się mniej opustoszałe dla młódki, niż głosiła sama nazwa.
Avatar użytkownika
Wiladye
Szukający drogi
 
Nagrody: Obrazek
Inne Postacie: Frigg, Niviandi, Deithwen, Kvaser, Francine, Kavika, Shantti, Namir, Pliszka, Cedr,
Rasa: Centaurzyca
Aura: Delikatnie tląca się aura centaurzycy otacza ją topazową, na brzegach lekko szmaragdową poświatą, a także zapachem miodu i końskiej sierści, które to połączenie najlepiej nazwać dziką, nieokiełznaną słodyczą. Wzrok przykuwa błyszczące połączenie barachitu i miedzi z domieszką cynowych przebłysków a do uszu dociera przytłumione, odległe i równomierne dudnienie, jakby gdzieś bardzo daleko rozpędzone stado zbiegało po wielkich głazach uderzając w nie dziesiątkami kopyt. W dotyku sprawia dziwne wrażenie, gdyż twardość kopyt łączy się z giętkością ogona, a dosyć gładka sierść wydaje się być ostra i nie zawsze przyjemna. Smak zaprzecza słodkiemu zapachowi serwując czytelnikowi wrażenie spożycia czegoś niezwykle gorzkiego i pikantnego co przykleja się do podniebienia i jeszcze długo pozostawia posmak na wargach.
Wygląd: Wiladye z pewnością można stwierdzić, że ciało centaurzycy jest silne i solidne. Nie wygląda ona na osobę łagodną, ale też nie sprawia wrażenia groźnej. Wzbudza szacunek swoją posturą, która prezentuje się niezwykle szlachetnie. Jest godna, pewna siebie, co również ujawnia się w jej posturze. Piękny ogon eksponuje się w delikatnym odcieniu rudości zmieszanej z brązem. ... (Więcej)

Postprzez Nadeya » Cz cze 28, 2018 11:46 pm

Wampirzyca wygodnie siedziała na grzbiecie Nessusa, nawet powoli przymykała oczy, ale uszy rejestrowały to, co mówiły koniki. Uśmiechnęła się, słysząc pytanie centaura.

- Niby tak… - powiedziała jakby od niechcenia. – Aczkolwiek w dzisiejszych czasach ciężko być czegoś całkiem pewnym. Czasem nawet ludziom o najczystszych sercach może odebrać życie jakiś psychol, co wpadnie niespodziewanie nocą. – Zachichotała. – Tyle ile trzeba będzie, a miejsce spodoba się wam, każdy znajduje w nim coś fajnego, zawsze tak jest, więc o to się nie martw. To, że jeszcze nie znalazłeś tego czegoś tutaj, nie znaczy, że w ogóle tego nie ma.

Przedsionek w końcu ukazał swój koniec, spora dziura w ścianie, a za nią ich cel, Zapomniane Miasto. Nadeya rozdziawiła usta, przyglądając się budynkom. To wyglądała jak zebranie wielu lat historii w jednym miejscu, każdy budynek z innego czasu, każdy w innym stylu. Przez pochodnie przypominało to zwyczajne miasto w nocy, a przynajmniej takie sprawiało wrażenie.

- Chwileczkę… - Wampirzyca zeskoczyła na ziemię i podeszła do przodu niepewnie. – Ciemno…
- Jesteśmy pod ziemią w końcu… - stwierdziła Nadeya.
- Nie, w sensie tak, ale… tu nie powinno… Nieważne. Bądźcie przez chwilę cicho. – Nieumarła zaczęła wygwizdywać jakąś dziwną melodię.

W miarę jak jej echo niosło się po mieście, cała gromadka mogła spostrzec drobinki, były tak lekkie i małe, że z łatwością dryfowały w powietrzu. Emitowały delikatne światło, ale wciąż ich przybywało i przybywało, że zaczęło się wszystko rozjaśniać, jakby nagle nastał dzień. Królikoucha zafascynowana dziwnym zjawiskiem spróbowała dotknąć jednego z tych maleństw, ale było to niematerialne niczym jakaś iluzja. Nieumarla zaś wydawała się czymś podejrzanie podenerwowana.

- Chodźcie koniki, musimy znaleźć jakieś w miarę dobre lokum… No szybciej, no – poganiała.

Szli, szukając odpowiedniego budynku i to w dość szybkim tempie, nawet nie zauważyli, gdy Wiladye im zniknęła, może dlatego, że nerwy Elisy były tak bardzo niepokojące i zwracały na siebie większą część uwagi.

- Może tutaj? – Nadeya wskazała domek na lekkim wzniesieniu, prowadziło do niego trochę schodków, ale jego drzwi były bardzo szerokie i wysokie, idealne dla centaurów, a w dodatku wyglądał na dość nowy i zadbany, jeszcze zbytnio nienadszczerbiony zębem czasu.
- Dobrze, tylko coś sprawdzę! – pobiegła do drzwi i wzięła palącą się obok pochodnie, otworzyła je niepewnie trzymając ogień tak, jakby miała się bronić.
- Tu chyba nie jest tak bezpiecznie, jak mówiła… - stwierdziła Nadeya. – Chodźcie, trzeba się z nią rozmówić, co nie Wil… WIl?! – naturiance zmroziło krew w żyłach. Jej siostra zniknęła. Niedawno ją odnalazła, a ona zniknęła! Wyrzuty sumienia, strach i stres sprawiły, że zaczęła latać w lewo i prawo, ostatecznie krążąc w kółko i nawołując siostrę. Gdy nikt jej nie odpowiedział, ruszyła jak strzała do wampirzycy i powaliła ją na ziemię, pochodnia wypadła jej z rąk, a pod wpływem, aż tak gwałtownego ruchu i uderzenia o kamienne schodki, całkiem zgasła. – GADAJ! O CO TU CHODZI?! CO Z MOJĄ SIOSTRĄ?!
- Aj, daj mi… złapać… oddech! – wykrztusiła zaskoczona nieumarła. – W środku, wszyscy do środka! – krzyknęła podczas wygramolenia się spod królikouchej. – Agresja nie rozwiązuje wszystkich problemów – prychnęła, otrzepując się z kurzu.

Zaczęła mówić, dopiero gdy Nessus i Lena weszli do środka wraz z Nadeyą, co ją strasznie irytowało, przecież każda sekunda była cenna. Życie jej siostry było w niebezpieczeństwie!

- Dobra, przyznaję, że nie wszystko poszło tak, jak myślałam, spróbuje się streścić, ale żadnego przerywania, pytania na koniec! – Wzięła głęboki oddech i wydech, po czym zaczęła mówić. – Otóż jak wiadomo, Zapomniane Miasto zawsze było kryjówką dla potrzebujących i zawsze ktoś tu był, choćby jedna osoba strzegła miasta, pilnując, by świecidełka były aktywne, czyli te świetliste drobinki - przerwała na chwilę, nie wiedząc jak ubrać to w słowa. – Chodzi o to, że zanim ktoś wpadł na pomysł tego oświetlenia, niektórzy zwariowali i zdziczeli, nie mogąc sobie poradzić z wszechobecną ciemnością. Światło, przez którego brak oszaleli, stało się ich wrogiem gorszym niż słońce dla wampirów, dlatego tu zawsze było bezpiecznie, ale… Teraz nie ma tu nikogo, żadnego strażnika.
- Do cholery, jacyś szaleńcy porwali mi siostrę? To na co my do licha czekamy?! Musimy szukać mojej siostry! – Potrząsnęła wampirzycą.
- Ty nie rozumiesz, to już nie są ludzie, wiesz jakie to ryzyko?!
- To moja siostra!
- Ehh… No dobra – westchnęła wampirzyca. – Po prostu nie chciałabym, byście skończyli jak… - zadrżała i szybko wyszła z domku, by tam zaczekać na centaury i odetchnąć chwilkę.
Avatar użytkownika
Nadeya
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Esmeralda, Sechmet, Luna, Antar, Rozalie, Aurea, Delia, Mari, Nadeya, Nimfea, Anastasja, Sakura, Xenja, Yrin, Zira,
Uwagi administracji: Użytkowniczka ma prawo posiadać w sumie 10 kont, z czego jeden slot, jest slotem dodatkowym, otrzymanym jako nagroda, za długie i sumienne wykonywanie pracy moderatora.
Rasa: Centaurzyca
Aura: Bardzo delikatna w strukturze, ale za to o twardych, jak i ostrych brzegach aura, lśni kolorem jaśniejącego barachitu. W nim zaś przemyka się nić srebra, która dobiega aż do samego czubka poświaty. Przybiera ona barwę jakby zabrudzonego szmaragdu i wielu odnosi wrażenie, że nie pasuje do całej kompozycji. Słychać w niej koncert głosów o różnej tonacji, ale na pierwszy plan wybija się śmiech dzieci. Gdzieś w tle, bardzo daleko, słychać pojedyncze jęki. Rzadko kiedy czytelnik skupia na nie uwagę, ponieważ do nozdrzy szybko uderza intensywny zapach. Woń jest niebywale słodka, przesiąknięta zapachem tulipanów i żonkili, a w nich skrywa się nieśmiała nutka świerku. Wszystko to sprawia, że emanacja wydaje się niebywale odświeżająca i młoda. Gnie się niczym łodygi wymienionych roślin oraz zaskakuje odmienną szorstkością. Zasmakowanie grozi nienaganną lepkością, a także kwaśnością. Czasem nawet sprawi, że na języku zagości nagła pikanteria.
Wygląd: Jak każdy centaur jest od pasa w dół koniem, a od pasa w górę całkiem ładną kobietą. Jej długie, blond włosy sięgają jej do brzucha. Ma delikatną twarz, drobny nosek i oczy koloru piwnego. Wokół prawego oka widać białą plamkę. Jest to najprawdopodobniej zwyczajne znamię, jednakże wygląda bardzo ciekawie. Nie sposób nie przeoczyć pary króliczych uszu, które są wynikiem ... (Więcej)

Postprzez Nessus » Wt lip 03, 2018 7:07 pm

Przez chwilę przyglądał się temu, jak wampirzyca przywoływała niewielkie źródła światła – robiła to gwizdaniem konkretnej melodii, a światełka zaczęły pojawiać się dosłownie wszędzie. Centaur musiał przyznać, że zainteresowało go to tym bardziej, że nieumarłą widocznie zaniepokoiło to, że te światełka nie były aktywne. Postanowił, że później spróbuje wyciągnąć z niej jakieś informacje na ten temat, chociaż wiedział, że niczego się nie dowie, jeśli kobieta nie będzie chciała mu tego powiedzieć.
         – Tak, poszukajmy miejsca na odpoczynek – odparł, zgadzając się z tym, co zaproponowała Elisa. Musieli odpocząć, wykorzystując przy tym ten czas względnego spokoju, gdy nie są przez nikogo ścigani.
Centaury potrzebowały budynku, do którego będą mogli wejść bez problemu. Musi on być też w dość dobrym stanie, aby nie zawalił im się na głowy, gdy będą odpoczywać. Nawet przeciętny centaur był przeważnie wyższy od wysokich ludzi -wyższy i… szerszy – dlatego też nie dość, że musieli szukać budynku w dobrym stanie to jeszcze takiego, do którego wejdą wszyscy i jeszcze zmieszczą się w nim tak, że nie będą musieli leżeć obok siebie. Były to wymagania, które musiało spełniać ich schronienie – Nessus wiedział, że przez to poszukiwania mogą się przedłużyć, jednak był pewien, że znajdą tu coś, co spełni wszystko to, co wymienił w myślach przed chwilą.

W końcu Nadeya znalazła budynek z odpowiednimi drzwiami i wyglądający także na zachowany dość dobrze, chociaż prowadziły do niego schody, które mogą sprawić trochę problemów. Nie wiedział, co też wampirzyca chciała sprawdzić w środku, jednak wydawało mu się, że było to jakoś powiązane z tym, że „świetliki” nie latały w powietrzu i dopiero ona musiała je wezwać. Zresztą, Wiladye zniknęła gdzieś w czasie, w którym szukali schronienia i dopiero teraz to spostrzegli. Oczywiście, królikoucha zdenerwowała się tym od razu i zaszarżowała w stronę Elisy, powalając ją na ziemię.
Nessus natychmiast do nich podbiegł do nich, odciągając jedną od drugiej – w tym przypadku złapał Nadeyę i odciągnął ją od wampirzycy, która i tak już wydostała się spod naturianki. Znaczy… to nie było tak, że stawał po stronie krwiopijczyni, po prostu łatwiej było odciągnąć tą, która przytrzymywała drugą przy ziemi i zadawała jej pytania zdenerwowanym głosem. Elisa od razu powiedziała im, żeby schronili się w środku, obiecując też, że o wszystkim im powie. Nessus zamknął nawet za sobą spore drzwi, gdy już wszedł do budynku.
Wysłuchał tego, co ma im do powiedzenia wampirza towarzyszka, jednak zanim zdążył ją o coś zapytać, ta wyszła już na zewnątrz. Dlatego też centaur podążył za nią i zaczął mówić dopiero wtedy, gdy znalazł się obok niej.
         – Czyli, wystarczy, żebyśmy mieli przy sobie jakieś źródło światła, gdy będziemy wchodzić lub zaglądać do budynków, szukając Wiladye, tak? - zapytał centaur, gdy mógł dojść do głosu. Właściwie, to zadał to pytanie głównie po to, żeby się upewnić, czy ma rację. Poza tym, to tłumaczyło też, dlaczego wampirzyca wzięła ze sobą pochodnię, gdy wcześniej sprawdzała „coś” wewnątrz budynku.
         – I… jak możemy stać się tacy, jak oni? To jest jakaś choroba, którą mogą zarazić ci, którzy żyją w ciemności? Czy może chodziło ci o to, że gdybyśmy dalej poruszali się tu w ciemności i odpoczywali w niej, to w końcu oszalelibyśmy i stalibyśmy się tacy, jak oni? - zadawał kolejne pytania. To… było dość ważne, a przynajmniej tak mu się wydawało. Musieli usłyszeć odpowiedzi, żeby wiedzieć, jak zachować się w przypadku spotkania z tymi „istotami”. Znaczy, wiedzieli, że światło jest dla nich czymś naprawdę groźnym i logiczne, że będą przed nim uciekali, ale… mogą zdarzyć się sytuacje, w których on, Nadeya albo Lena mogą stracić dostęp do swojej pochodni, albo ta zgaśnie – wtedy muszą wiedzieć, jak walczyć z żyjącymi w ciemności. Mają trzymać ich na dystans czy może nie bać się tego, że jakieś ich płyny wejdą w kontakt z ich ciałem?

         – Miejsce to jest potencjalnie niebezpieczne, więc nie ma co rozdzielać się na cztery i poruszać się tu samotnie… Proponuję, żebyśmy podzielili się na dwie pary – w ten sposób przeszukamy więcej terenu niż wtedy, gdybyśmy to mieli robić jedną grupą, a także nie będziemy poruszać się samotnie – odezwał się po chwili namysłu. Jemu, właściwie, było bez różnicy to, z którą z nich będzie w parze… Jednak należało dobrać się tak, żeby jedna osoba uzupełniała braki tej drugiej.
         – Ja pójdę z Leną, a Elisa i Nadeya będą stanowić drugą parę… Chyba, że chcecie zmienić to ustawienie – odparł, składając im propozycję. Powinny mieć na uwadze to, że to wyłącznie propozycja. Poza tym, dał im też możliwość zmiany pary, jeśli ktoś chciałby to zrobić. Najbardziej chodziło mu o to, żeby znaleźć się w parze z kimś, kto może walczyć na dystans. Lenę znał bardziej niż dwie pozostałe, dlatego też uważał, że może lepiej będzie im się działało właśnie w takiej parze.
Gdy już w końcu wszelkie zmiany – albo ich brak – zostały wprowadzone i wszyscy zaakceptowali to, z kim będą szukać Wiladye, w końcu mogli ruszyć, aby przejść do kolejnej części planu, czyli właśnie poszukiwań.
         – My pójdziemy w lewo, a wy w prawo… Niech ten budynek będzie naszym punktem zbiórki, przy którym także spotkamy się po poszukiwaniach – zaproponował, oczywiście mając na myśli budowlę, w której później będą mogli odpocząć.
Nessus, od razu zaczął się rozglądać, w poszukiwaniu jakichś śladów obecności zaginionej dziewczyny. Przy sobie miał też pochodnię, której na razie nie odpalał, bo na zewnątrz budynków, to magiczne światełka zapewniały im ochronę przed istotami żyjącymi w ciemności. Niestety, nie dostrzegł niczego, co mogłoby mu podpowiedzieć, gdzie zniknęła naturianka. Jednak nie należało tracić nadziei, w końcu dopiero przed chwilą zaczęli poszukiwania.
         – Co jakiś czas powinniśmy też wołać ją po imieniu. Jeśli nie będzie mogła się ruszać albo coś, to może przynajmniej odpowie na wołanie i będziemy mogli ją odnaleźć w ten sposób – odparł, a po chwili zawołał Wiladye. Zupełnie, jakby chciał zaprezentować, w jaki sposób należy to zrobić.
Avatar użytkownika
Nessus
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Samiel, Calathal, Cain, Vergil, Jon, Kelsier, Fenrir, Malthael, Salazar, Constantin, Seviron,
Rasa: Centaur
Aura: Emanacja odznacza się ponadprzeciętną siłą magiczną, którą wyczuć można dość łatwo. Posiada barwę intensywnie żelazną, mocno rzucającą się w oczy. Jednakże tu I ówdzie widnieją srebrne ślady ułożone jakby na kształt podków. Ich obramowanie składa się z wyrazistego kobaltowego odcienia. Tu I ówdzie widać barachitowe drobinki przypominające kwietny pyłek oraz rtęciowe kropeczki. Wokół szafirowe światło otula aurę, wywołując uczucie ukojenia, aczkolwiek gdzieś w oddali widać bursztynowy blask, który sprawia wrażenie, jakby niósł ze sobą jakieś niebezpieczeństwo. Uczucie pogłębia nagły szczęk metalu i uderzenia młota, którego próżno szukać wokół. Słodka i kusząca woń kwiatów i miodu pozwala zapomnieć o tym, co działo się jeszcze przed chwilą. Gdy przejdzie się do czytania emanacji z pomocą zmysłu dotyku, można dojść do wniosku, iż jest ona twarda, a jej złamanie lub choć zarysowanie nie byłoby łatwym zadaniem. Mimo to gnie się i wygina, prezentując swą elastyczność, a także ostre jak brzytwa brzegi. Poprzez te szybkie ruchu często niewidoczny staje się ten niezwykły, aksamitnym puch, ją pokrywający. Nieznośnie lepi się do podniebienia i aczkolwiek paradoksalnie jej smak jest przyjemnie łagodny.
Wygląd: Jest to, mierzący sobie siedem i pół stopy wzrostu (około 230 cm), centaur, którego waga jest proporcjonalna do wzrostu. Jego ciało jest bardzo dobrze umięśnione, jednak nie jest to umięśnienie, które można nazwać przesadnym, a także solidne. Widać, że jest on silnym osobnikiem, nie tylko po mięśniach, lecz także po broni, którą dzierży. Końska część centaura jest ... (Więcej)

Postprzez Lena » So lip 14, 2018 10:37 am

        Lena nie wiedziała, gdzie ma podziać oczy. Sunęła zachwyconym spojrzeniem od budynku do budynku, po kolejnych fasadach, tworzących się alejach, skalistych ścianach i niedosięgnionym sklepieniu, zachwycona aż po kopyta, którymi mało co, a przebierałaby z zadowolenia. Czegoś takiego jeszcze nie widziała! Tu było tak cudownie! Tyle czasu była w zielonych krainach, a wciąż ją zaskakiwały! Mroczne Doliny zdecydowanie przypadły jej do gustu ze względu na swój niepowtarzalny klimat, ale to miejsce… to miejsce było magiczne. Przesiąknięte minionym czasem do takiego stopnia, że centaurzyca czuła się tutaj wręcz jak intruz, nachodząc niepokojone nawet przez światło słońca miejsce. Tak puste, tak ciemne, tak ciche.
        Uciszona przez Elisię nawet nie protestowała, wciąż zajęta rozglądaniem się wokoło i przenosząc uwagę na wampirzycę dopiero, gdy usłyszała w jej głosie niepokój. Czyżby zapowiadało się, że wpadli z deszczu pod rynnę? Cicho gwizdana melodia niosła w sobie magię, za którą podążyły drobne świetliki rozjaśniające okolicę, a za nimi spojrzenie centaurzycy. Prawdopodobnie i z tego wynikała jej pokora, że czuła się tak nieważka w obliczu majestatu podziemnego miasta oraz w towarzystwie istoty, która wie o tym miejscu zdecydowanie więcej. Więc chociaż nie bardzo właściwie widziała sens w szukaniu schronienia w tym miejscu, bo pogoda przecież nie była im tu straszna, pakowanie się pod kolejne zadaszenie zbędne, a ograniczanie czterema ścianami raczej nierozsądne, jeśli rzeczywiście coś mogło im grozić, ruszyła stępa za wampirzycą. Poza tym być może chodzi zwyczajnie o zejście z widoku.
        Została nieco z tyłu, wciąż rozglądając się po okolicy. Bardziej jednak skupiała się na tak obcej jej architekturze i, co tu dużo mówić – fascynującym zjawisku pogrzebanego pod górą miasta, niż swoich towarzyszach, których uderzenia kopyt wciąż słyszała. To, że zginęły jej odgłosy dwóch par nóg niestety jej umknęło i otrząsnęła się z zamyślenia dopiero słysząc rejwach przed wejściem do jednego z domostw. Oczy rozszerzyły jej się w zdziwieniu, gdy zobaczyła Elisię na ziemi i unoszącą nad nią kopyta Nadeyę. Obraz zbyt wymowny i wzbudzający wspomnienia, by mógł pozostać w jej oczach obojętny. Ruszyła w ich stronę krótkim galopem, zatrzymując się gwałtownie, gdy zaczęły docierać do niej fragmenty słów.
        - Wil zginęła? – zapytała, rozglądając się odruchowo za małolatą. Takie to wrzaskliwe i energiczne przez cały czas, a teraz zniknęło jak kamfora!
        Poganiana przez Elisię i poniekąd też przez spanikowaną Nadeyę, z niezadowoleniem wcisnęła się do domostwa, pochylając przy przechodzeniu przez szerokie, ale wciąż niekomfortowe przejście. Serce pchało do natychmiastowych poszukiwań, ale widziała, że wampirzyca powstrzymuje się z wyjaśnieniami, aż wszyscy znajdą się w środku. Na jej twarzy malowała się powaga, która przekonywała do tego, by poświęcić jej tą chwilę.
        Wyjaśnień słuchała ze zmarszczonymi lekko brwiami, biorąc wszystkie słowa wampirzycy wyjątkowo poważnie. Nie do końca rozumiała o czym mówiła, bo nieznane były jej legendy o tym miejscu, ale najważniejsze informacje pojęła – nie jest tu bezpiecznie. Światło było marną ochroną przeciwko nieznanemu, ale w tej chwili nie miała lepszego pomysłu, więc tylko przyjęła ten fakt do wiadomości.
        - Tak chyba będzie najlepiej. Nie powinniśmy polegać wyłącznie na tych świetlikach, skoro nie umiemy ich kontrolować – odpowiedziała na słowa Nessusa.
        Dalsze wątpliwości mogła rozwiać jedynie Elisia, a prawdę mówiąc Lenie nie zależało aż tak bardzo na tym, by usłyszeć, w jaki sposób może zginąć; było ich wystarczająco wiele już teraz i dodawanie do nich przemiany w jakieś ciemnolubne stworzenie niespecjalnie przypadało jej do gustu. Znaleźć smarkulę i utłuc tych, którzy będą próbowali przeszkadzać. Plan prosty, ale trudny w realizacji i bez dodawania mu nadnaturalnych elementów, z którymi będą musieli się zmierzyć. Lena w myślach stwierdziła złośliwie, że już samo opanowanie Wiladye jest zadaniem wymagającym współpracy czterech osób i to gdy nikt dziewczyny nie przetrzymuje, ale ugryzła się w język. Samej nie mając rodzeństwa mogła się tylko domyślać, jakie poczucie straty wywołuje taka rozłąka i zagrożenie, więc zamierzała pomóc im, jak tylko będzie w stanie. Gdy Nessus zaproponował podział na grupy, skinęła zgodnie głową i splotła przed sobą dłonie w znajomym geście dobywania broni z przeciwnych nadgarstków. Pojawiający się nagle kołczan przerzuciła sobie na plecy, poprawiając na piersi przytrzymujący go pas. W ręku zaś dzierżyła długi łuk.
        - Ruszajmy więc. Spotkamy się tu mniej więcej za godzinę – dodała i złapała Nadeyę za dłoń w pocieszającym geście. – Nie martw się, na pewno ją znajdziemy – szepnęła jeszcze i wyszła za Nessusem z domostwa, kierując się w lewo.
        Przez chwilę szła w milczeniu u boku centaura, skinąwszy głową na jego propozycję, lecz gdy on nawoływał młódkę, Lena szła wciąż pochylona, szukając na posadzce śladów kopyt. Warstwa kurzu nie była tak gruba by tłumić ich odgłos, ale jednak zostawali w niej jakieś ślady, a tym samym może po nich znajdą Wiladye.
        Szli już tak dłuższy czas, szczęśliwie wspierani niezmienną obecnością połyskujących w ciemności świetlików, jednak nigdzie nie było śladu centaurzycy, ani odzewów na zawołania mężczyzny. Momentami słyszała jednak, jak przez rozlaną wokół ciszę przedzierają się podobne okrzyki Nadeyi i dopiero wtedy dotarło do niej jak bardzo się już od siebie oddalili. A nigdzie nie było widać gniadej.
        - Nessus! – zatrzymała go nagle szeptem, a gestem wskazała na coś przed sobą. Były to ślady na ziemi, ale nie ślady kopyt. Długa i szeroka smuga przecinała jedną z alei, sugerując, że jeszcze nie tak dawno ciągnięto tędy coś dużego i ciężkiego. Blondynka spojrzała porozumiewawczo na swojego kompana i zacisnęła usta, w milczeniu sięgając za plecy i wyciągając z kołczana strzałę, którą wsparła na nienaciągniętym jeszcze łuku. Powoli ruszyła dalej, grotem pocisku niezmiennie wskazując sobie drogę, gdyby coś miało ich zaskoczyć.
Avatar użytkownika
Lena
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Callisto, Leila, Avellana, Sonea, Mathias, Emma, Cat, Lexi, Maia, Ananke, Eva, Rakel, Rain, Kimiko, Kiki, Astarte, Segen, Mimosa,
Rasa: Centaur
Aura: Ciepło i łagodność biją od tej emanacji, choć jest ona płochliwa i nieco nieufna niczym nieokiełznane, dzikie stworzenie. Podczas jej czytania, wszystkie charakterystyki zmieniają się i mieszają między sobą, umykając na podobieństwo rozbrykanego źrebaka, zmuszając do większego skupienia i uwagi. Barachitowy wiatr bezgłośnie pędzi w dal. Ścigając się sam ze sobą, muska, trąca i zaczepia rozciągnięte wokół cynowe bezmiary łąk. Olśnione szafirem bujne łany roztaczają słodki zapach kwiatów. Nie widać tu żywej duszy, ale pośród nieskazitelnego na pierwszy rzut oka absolutu, można dostrzec ślady kopyt i wydeptane nimi ścieżki. Głębokie wgniecenia odcinające się ostrymi krawędziami od podłoża. Widać odsłonięte w ten sposób twarde kamienie, podczas gdy nietknięte, giętkie źdźbła traw kołyszą się na wietrze. Aksamitna gładkość łąki kusi do gonitwy aż po sam horyzont, podczas gdy sama aura jakby dodatkowo zachęca do beztroskiego rajdu przed siebie. Bryza przynosi ze sobą ostry i charakterny posmak wraz ze skrytymi w nim kwaśnymi niuansami. Ten zaś, podobny do miodu, przez chwilę pozostaje w ustach swoją lepkością.
Wygląd: Twarz dziewczyny w ogóle nie zwiastuje rasy innej niż zwykły człowiek. Nawet uszu nie posiada końskich, lecz drobne, ludzkie płatki, ozdobione kilkoma kolczykami. Owalną buzię o delikatnych rysach zamieszkują ciemnoróżowe usta i lekko zadarty nosek a brązowe oczy, ozdobione złotymi plamkami, otoczone są lasem gęstych, czarnych rzęs, spoglądając spod prostych, ciemnych i ... (Więcej)
Uwagi: Ze względu na srokate umaszczenie, często nazywana Sroką wśród swojej rasy. Przedstawiciele innych gatunków z tego samego powodu przezywają ją Krówką, ale za to już się bardzo gniewa.

Poprzednia strona

Powrót do Dolina Umarłych

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron