[Doliny Umarłych] Nim staną przeciw sobie...


Jeśli zadajesz sobie pytanie kim jesteś, jeśli wydaje Ci się że Twoja dusza już dawno umarła, a Twoje życie straciło sens... Dolina Umarłych to miejsce gdzie życie istot ją zamieszkały naprawdę straciło sens, wiec jeśli masz w sobie choćby iskrę życia i trafisz tutaj dowiesz się co to znaczy wola istnienia.

Postprzez Jorge » N paź 29, 2017 3:06 pm

        Im bliżej byli Doliny Umarłych tym niebo stawało się ciemniejsze, a chłodny wiatr wyraźnie zyskiwał na sile. Chociaż brak słońca i nieprzyjemna pogoda były dość typowe dla tego miejsca, tym razem było naprawdę wyjątkowo paskudnie i ponuro. Wszyscy patrząc na zasnute stalowymi chmurami niebo spodziewali się deszczu, a wielu podróżnych - w tym również zmierzający do Maurii kupcy - decydowało o odwleczeniu w czasie swej wędrówki w głąb Dolin. Trakty były opustoszałe bardziej niż zwykle. Grupa Pana Nawałnic nie zatrzymywała się jednak na żadne dłuższe postoje tylko parła do przodu, by mieć jak najwięcej czasu na przygotowanie się do starcia z Iliainelem.

        Jorge podczas podróży był milczący, sprawiał wrażenie zamyślonego, lecz gdy podnosił wzrok, jego spojrzenie było bardzo czujne i skupione. Był na każdy rozkaz Pana Nawałnic i wyraźnie starał się jak najlepiej wypełniać swoje obowiązki. Sprawiał wrażenie, jakby pogodził się z gorzkimi słowami, które usłyszał w obozie tuż przed wyruszeniem, lecz jeśli się go bacznie obserwowało, bardzo rzadko dało się dostrzec jego pojedyncze tęskne spojrzenia posyłane w kierunku Upadłego Anioła w chwilach, gdy ten nie patrzył. “Serce nie sługa”, jak powiedział sam szermierz.

        Trudno było określić czy nadal był dzień, czy już zapadła noc, czy ten zalegający wszędzie półmrok był zmierzchem czy po prostu bardzo ponurym popołudniem. Lodowaty wiatr zawodzący w Dolinach wzmógł się jednak tak bardzo, że parcie do przodu wymagało czasami nadludzkiego wysiłku. Zadecydowano o postoju. Może decyzja ta byłaby jeszcze odwlekana w czasie, lecz gdy po pokonaniu kolejnego zakrętu dostrzeżono samotny zajazd, aż żal było nie skorzystać z nadarzającej się sposobności.
        Zajazd nie był przytulną karczmą, jakie spotykało się w innych rejonach Alaranii - tutaj nie można było pozwolić sobie na taki luksus. Budynki otoczone były wysokim na siedem stóp murem, który miał chronić przed chociażby częścią plugastwa zamieszkującego Doliny. Na bramie widniały ochronne symbole, a wprawne oko mogło dostrzec ścieżkę soli usypaną w przejściu, która wedle lokalnych wierzeń miała chronić przed demonami. Po wjechaniu na ciasne podwórze można było dostrzec budynek zajazdu - solidny, zbudowany z kamienia, którego w tych okolicach akurat było pod dostatkiem, z okiennicami o mocnych, żelaznych zamkach. Przypominał warownię. Stajnia nie była już tak okazała, prezentowała się raczej przeciętnie, ale grunt, że zwierzęta mogły schronić się w niej przed tą paskudną pogodą.
        Jorge od razu po zeskoczeniu z konia zabrał go razem z wierzchowcem Pana Nawałnic do rzeczonej stajni. Tam napotkał dwóch młodzieńców, którzy zajmowali się swoimi zwierzętami. Ci spojrzeli na szermierza z pewnym niepokojem i ciekawością jednocześnie, a gdy napotkali jego spojrzenie, skinęli mu w milczeniu głowami na powitanie i wrócili do swojego zajęcia.
        - Skąd przybywacie, panie? - zapytał wkrótce jeden z nich.
        - Z zachodu - odpowiedział lakonicznie Jorge, lecz najwyraźniej to wystarczyło dwóm młodzieńcom, gdyż ci ze zrozumieniem pokiwali głowami.
        - Widać - mruknął drugi z nich, a komentarz ten wyraźnie zaintrygował szermierza.
        - Co masz na myśli? - dopytywał.

        Kilka minut później Carax wszedł do karczmy, gdzie przebywali jego towarzysze. Od razu swe kroki skierował w stronę Upadłego Anioła nie kłopocząc się tym, by wcześniej chociaż trochę złapać oddech czy ogrzać dłonie przy kominku.
        - Panie - zwrócił się do swego przywódcy, kłaniając się przed nim. - Usłyszałem przed chwilą wieści, które mogą nas zainteresować.
        Jorge zrobił krótką pauzę by upewnić się, że zdobył uwagę anioła i może kontynuować. Patrzył na niego oczami, w których błyszczały odbite ogniki świec, na jego arystokratycznie bladej, wysmaganej zimnym wiatrem skórze wystąpił lekki rumieniec, gdy tylko wszedł do ogrzewanego pomieszczenia. Ślad po smagnięciu batem był teraz już tylko wąską, różową kreską biegnącą w poprzek twarzy i wszystko wskazywało na to, że i to znamię wkrótce miało zniknąć. W trakcie podróży Carax dbał o to, by się regularnie golić, zaniedbał jednak włosy i teraz przydługie kosmyki grzywki kleiły mu się do czoła i wspierały na długich rzęsach, gdy mrugał. Nie kłopotał się odgarnianiem ich, bo gdy tylko dostał znak, że może mówić dalej, natychmiast to uczynił.
        - Rozmawiałem z podróżnymi jadącymi z Maurii - zaczął. - Wspomnieli, że nie dalej jak pół dnia drogi stąd zostali napadnięci na trakcie przez hordę nieumarłych. Ponoć nie byli to słudzy żadnego przypadkowego nekromanty, a wojownicy pochowani w kurhanach na południowy-wschód stąd, poznali to po insygniach na zbrojach. Jeśli wierzyć ich słowom, byli to słudzy króla, którego imię zaginęło w mrokach dziejów, siali oni jednak postrach gdziekolwiek się pojawili, a ich władca był ponoć potężnym magiem, którego pochowano wraz z jego skarbami i najwierniejszymi towarzyszami boju… Wydaje mi się, że to miejsce, które warto sprawdzić - oświadczył na koniec szermierz dokładnie przyglądając się Upadłemu Aniołowi by upewnić się, czy pomysł zyskał jego aprobatę.
Avatar użytkownika
Jorge
Szukający Snów
 
Inne Postacie: Sanaya, Dżari, Skowronek, Yastre, Tioyoa, Kinalali, Widugast, Ijumara, Nikolaus, Kaikomi, Rael, Mniszek,
Rasa: Człowiek
Aura: Aura o przeciętnej sile. Jej cynkowa powierzchnia poznaczona jest wyraźnymi żyłkami platyny i żelaza. W jej otoczeniu nie słychać żadnych dźwięków, zaś barwa poświaty jest trudna do zidentyfikowania. Roztacza słabą woń wytrawnego, czerwonego wina, z którą współgra gorzko-ostre odczucie na języku, chociaż jest ona przy tym zadziwiająco sucha. W pierwszej chwili twarda, po dotknięciu okazuje się być niezwykle giętka i gładka.
Wygląd: Gdyby Jorge ze swoją sylwetką zajmował się czym innym niż walką, byłoby to marnowanie wielkiego potencjału, jaki drzemie w jego ciele. Carax to mianowicie wysoki mężczyzna, mierzący sążeń i jedną trzecią stopy wzrostu (ok. 190 cm), o rękach długich na tyle, aby dawały one niewielką przewagę w walce, ale przy tym nie wyglądały karykaturalnie. Długich nóg z pewnością ... (Więcej)

Postprzez Gemelli » Pt lis 03, 2017 8:55 pm

Od chwili zejścia w doliny życie wampirów nabrało rutyny jeśli chodzi o sprawy obozowe. Z dala od stałych zajęć takich jak zszywanie rannych czy nastawianie kości zaczęli tęsknić za latami, w których nie opuszczali sal wykładowych valladońskiego uniwersytetu, przelewając całą swoją wiedzę w głowy żądnych jej studentów. Brakowało im przytulnego gabinetu i godnej pensji, z którą i tak nie mieli co zrobić - żyli w dostatku, a poza tym służba wojskowa nauczyła ich cieszyć się z niezbędnego minimum. Z tego też powodu Fryderyk bardzo często uciekał się do hazardu, a Roderick wspierał mieszkających w rynsztokach. Teraz zaś obaj krążyli jak cienie między namiotami, korzystając z każdej okazji do schowania się przed palącym słońcem. Przynajmniej do czasu, kiedy takowe się pokazywało bowiem Doliny Umarłych przywitały ich czarnymi chmurami i brakiem jakichkolwiek promieni żółtego słońca.
- W końcu miejsce, gdzie można spotkać równych sobie - westchnął w myślach Fryderyk, przypominając sobie wszystko, co wiedział o Maurii, mieście śmierci i otaczających go terenach. Ta wylęgarnia wampirów, nekromantów i żywych trupów od zawsze była omijana szerokim łukiem ze względu na nietypowość jej mieszkańców. Picie krwi i zjadanie zwłok były tutaj na porządku dziennym, z czym reszta kontynentu jakoś nie potrafiła sobie poradzić. Każdy o wydłużonych kłach lub, w przypadku liszy, skłonnościach do zabawy w boga, był postrzegany jako zło, a tutaj jako jeden z wielu normalnych obywateli, który szuka sobie zajęcia.
Roderick nie skomentował jednak uwagi brata, zbyt pochłonięty podziwianiem otaczającej go i obumierającej przyrody. Ostatni raz miał ją okazję podziwiać sto, może sto dwadzieścia lat temu, kiedy wraz z rodziną przejeżdżali szlakami, by ich ojciec kartograf mógł sporządzić dokładne mapy. Przywołując ich obraz w pamięci biały wampir przyznał, że zostały one doskonale odzwierciedlone i opisane. Zaraz jednak jego wzrok spoczął na przedzie pochodu, zmierzającego ku tawernie.
Wampiry potrafiły obejść się snem i większym posiłkiem, ale z racji, że w kompanii był także Jorge i Upadły, któremu bądź co bądź świadczyli swoje usługi, musieli przystopować.
- To musiało być dawno temu - oznajmił, wsłuchawszy raportu szermierza i dołączając do niego i anioła przy jednym ze stolików. Jako medyk Pana Zimy, Roderick czuł się na wysokiej pozycji w hierarchii, a przynajmniej stał wyżej niż zwykły akolita, toteż z grzecznością mógł pozwolić sobie na wygłaszanie swoich uwag i komentarzy. - W Maurii od kilkudziesięciu, jeśli nie setek lat panuje trójwładztwo. Jedną z rządzących jest Lady Ariszia Velmeron, wampirzyca jak ja i mój brat. Nie należy do młódek, choć tego nie widać, ale jeśli Mauria miała króla to było to przynajmniej z sześćset lat temu. Nie jestem przekonany czy taka armia jest jeszcze w stanie trzymać dawną dyscyplinę. Nie śmiem też wątpić w jej istnienie. Doliny pełne są zagadek, krążących wokół panującej tu śmierci. Niejeden zgubiony tu dzieciak wracał do rodziny jako żywy trup bez nawet cienia ingerencji z zewnątrz. Z tym miejscem trzeba się liczyć.
Gdy skończył, Roderick ukłonił się towarzyszom i odszedł wraz z bratem do osobnego stolika, by porozmawiać w cztery oczy korzystając przy tym z czytania w myślach.
Avatar użytkownika
Gemelli
Błądzący po drugiej stronie
 
Inne Postacie: Onuris, Czaszkun,
Rasa: Wampir
Aura: Głęboko kobaltowy płaszcz spadającej wartko lecz bezgłośnie wody, mieszający się z żelaznymi przebłyskami światła, a podszyty lśniącą rozkosznie platyną przyozdobioną w cynowe wzory rysuje się w umyśle czytelnika z niewielką, chociaż stanowczą siłą. Obsydianowa poświata unosi się nad nim niczym wilgotna mgiełka skrywająca w sobie tajemnice przeszłości. Wywołujący ciarki lub też niesmak zapach świeżej krwi burzy spokój, który budowały współgrające ze sobą barwy. Kiedy mimo wszystko wyciągnie się dłoń w stronę tej szlachetnej emanacji napotka się twardą, lecz dającą się zginać powierzchnię, która choć aksamitna i kusząca lepi się do palców, a kiedy najmniej można się tego spodziewać rani znienacka ostrymi kłami. Jej gorzkawy smak komponuje się z łagodnym akcentem dzięki czemu nie męczy, ale i nie pozwala o sobie tak szybko zapomnieć.
Wygląd: Roderick to wysoki mężczyzna o bardzo szczupłej sylwetce i nie nagannym wyglądzie. Mierzy około metra dziewiędziesięciu wzrostu, a jego skóra jest gładka i blada jak kreda, chłodna w dotyku. Owalna twarz posiada wyraziste, acz łagodne rysy podkreślające wysunięty podbródek, lekko zadarty nosy i wąskie usta, za którymi błyszczą białe, przedłużone kły. Jego oczy, koloru ... (Więcej)
Uwagi: Bracia Gemelli podróżują razem i bardzo rzadko się rozdzielają.

Postprzez Baldrughan » So lis 18, 2017 11:30 pm

Doliny Umarłych były leżem plugastwa i mrocznej magii. To terytorium, które każdy sługa Pana omijał szerokim łukiem, a jeżeli już musiał się tam wybrać, to nie zapominał o kolekcji ochronnych amuletów, stosów srebrnej broni i galonach oliwy do palenia zwłok. Może pachniało to fanatyzmem, ale wyznawcy Pana zawsze twierdzili, że lepiej dmuchać na zimne w kontakcie z mrocznymi siłami Domeny Śmierci. Nic więc dziwnego, że Baldrughan czuł się w Dolinach jak w drugim domu. Olbrzymie połacie pozbawionej życia roślinności, wychudłe zwierzęta pochowane po lasach, przestraszeni ludzie drgający nerwowo na każdy głośniejszy dźwięk. I wszechobecna woń nieumarłych. Nie ukrywających się, polujących otwarcie, czasem niemalże na pokaz. Isophielion był pewien, że czerpali również z tego niezmierzone ilości rozkoszy, jako niecodziennego elementu monotonnego życia.
Baldrughan początkowo nie chciał zgodzić się na jakikolwiek postój, jako że posiadali własne namioty, ale widząc przemęczenie jego niewielkiego oddziału, ostatecznie zdecydował się na krótki odpoczynek w ufortyfikowanym zajeździe.
Jeżeli mieszkańcy Maurii przywykli do widoku trupojadów, podejrzanych magów i ubabranych krwią bladoskórych, to widok skutego lodem mężczyzny w śnieżnobiałym płaszczu, dzierżącego włócznię od której magicznych wibrowań każdy magiczny amulet eksplodowałby kaskadą ostrzeżeń, nie powinien ich aż tak zmrozić. Niestety, gdy tylko Upadły razem z wampirzymi braćmi oraz szermierzem wkroczyli do izby wspólnej, wszyscy jak na komendę wstrzymali oddech. Ogień w olbrzymim palenisku jakby sam lekko przygasł, kelnerkom na rękach pojawiła się gęsia skórka, a zdumiony karczmarz obserwował jak kufle zaczynają pokrywać się szronem. Baldrughan bez słowa zajął dla swoich ludzi trzy stoliki, wcześniej używając swojej magii by nie musieć zniżać się do głosowego wydawania poleceń karczmarzowi. Był pewien, że pokoje będą gotowe jak tylko skończy się pierwsza kolejka.
Baldrughan uważnie wysłuchał raportu swojego Pierwszego Miecza. Pochylił głowę i zamyślił się teatralnie.
- Armia umarłych pod wodzą zapomnianego króla. Tak, to może być sprytne posunięcie. Dawni władcy często dysponowali potężnymi artefaktami, jako że byli bardziej wierni religijnie i bardziej powiązanie byli z naturą, co równoznaczne było z koneksjami magicznymi. Sprawdzimy to miejsce jutro - zadecydował i spojrzał w na nowo gorejące w palenisku płomienie.
- Żaden umarły nie ma szans przeciwko Piekielnej Zimie, którą niosę. Ale faktem jest, że tych krain nie można ignorować. I pradawnych sił, które je niegdyś zamieszkiwały. - Upadły spojrzał na wampirzych braci i nagle zmienił temat.
- Karczmarz przygotuje dla mnie, dla was i dla ciebie, Jorge, jeden, największy i najbardziej "luksusowy" pokój. Będziecie musieli znosić mój patetyczny chłód przez całą noc. - Wykrzywił jeden kącik ust w sztucznym uśmiechu i zastukał palcami w ławę, a ta pokryła się śnieżnobiałymi wzorami. - Możecie też nocować na dworze.
Avatar użytkownika
Baldrughan
Błądzący po drugiej stronie
 
Inne Postacie: Froksendh,
Rasa: Upadły Anioł
Aura: Od żelaznej aury bije rubinowa poświata, jeszcze niedawno ametystowa, tu i ówdzie widać jej dawne ślady. Huk wodospadu i zawodzenie wiatru przywołują na myśl magiczne wprost miejsca. Jednakże trzaski płomieni oraz krzyki i jęki upiorów zmieniają tę przyjemną wizję w coś gorszego. Niepokojący jest również zmysłowy szept, który gubi się wśród głośniejszych dźwięków. Zmysł węchu podrażnia nieprzyjemny smród siarki. Aura jest dość twarda i zgina się z każdym dotknięciem oraz posiada ostre miejsca. W smaku bardzo lepka i gorzka.
Wygląd: Baldrughan zachował urodę typową dla Anioła. Twarz, wiecznie przedstawiająca tą samą emocję, mimo ponurego wyrazu, ma w sobie coś tajemniczego i przykuwającego uwagę. Oczy, koloru wzburzonego morza, idealnie pasują do burzy śnieżnobiałych włosów. Prosty nos, mimo braku jakiegokolwiek ubytku, przypomina raczej zlodowaciały sopel zdobiący sklepienie górskiej jaskini. Usta ... (Więcej)

Postprzez Jorge » Pn lis 20, 2017 12:23 am

        Szermierz cały czas patrzył na ich upadłego przywódcę, oczekując od niego podjęcia decyzji, więc na przemawiającego wampira zwrócił uwagę dopiero po chwili. Przeniósł na niego spojrzenie, mrugając jakby na jego rzęsach osadziły się drobne igiełki szronu z chłodnego powietrza zaległego w karczmie. Wzruszył ramionami, a po jego minie widać było, że pewne uwagi niespecjalnie go obeszły.
        - To możliwe - przyznał na koniec. Jego głos był spokojny, bo i Gemelli nie dążył do zwady i tylko podsunął pod rozwagę pewne dodatkowe czynniki. - Nie padły nazwiska ani daty…
        Nim rozgorzała jakakolwiek dyskusja na tematy historyczno-polityczne, głos zabrał Pan Nawałnic, a jemu Jorge nie zamierzał przerywać. Przyjął też bez szemrania jego decyzję, bo w głębi ducha sam miał ochotę eksplorować takie miejsce. Krypta, w której złożono ciało jakiegoś starożytnego króla - o takich lokalizacjach dużo się zawsze słyszało, ale mało kto zapuszczał się do nich naprawdę. Mogli zdobyć naprawdę ciekawe przedmioty, wiedzę lub może nawet sojuszników… Tak naprawdę wszystko mogło się tam wydarzyć, zarówno dobrego jak i złego. Szermierz jednak podświadomie czuł, że to będzie dla nich dobra decyzja.
        Jorge na wzmiankę o pokojach powstrzymał się przed robieniem min, lecz i tak w jego oczach - które zawsze zdradzały emocje właściciela nawet gdy tego nie chciał - widać było to niezadane pytanie: “kpisz sobie ze mnie?”. W czym miałby mu przeszkadzać chłód Pana Nawałnic? Sam się mu swego czasu poddał i wtedy jakoś nikt nie podnosił podobnych kwestii. A teraz - z własnej woli cały czas nosił ten płatek róży, który ziębił jego ciało. Zimno nie stanowiło w tym momencie wielkiej przeszkody… Gorzej z perspektywą dzielenia pokoju z Upadłym, gdyż ta myśl wywoływała w szermierzu pewne trudne do opisania, skrajne uczucia. Nie czuł jednak, by musiał od razu zabierać stanowisko w tej sprawie.
        - Oczywiście, Panie - odpowiedział tylko na znak, że zrozumiał. Nie patrzył aniołowi w oczy, wzrok skupiając na zimowych kwiatach ze szronu, które utworzyły się na ławie w miejscu, gdzie Pan Nawałnic zastukał palcami.
        - Dajcie malbec - zwrócił się do dziewczyny obsługującej gości. Nawet przez myśl mu nie przeszło, że mogliby nie mieć tutaj tej konkretnej odmiany wina, bo w końcu pochodziło ono właśnie z tych rejonów. - Butelkę - zastrzegł jeszcze. Kelnerka zapewniła, że zaraz poda zamówiony trunek i odeszła, chyba niespecjalnie mając ochotę przebywać w towarzystwie zimowego anioła. Szermierz za to dosiadł się do Pana Nawałnic i chyba przez to dziewczyna nabrała mylnego przekonania, żeby przynieść dwa kielichy. Jorge zamierzał ją wstrzymać, machnął jednak ręką, mrucząc pod nosem “a zresztą…”.
        - Zakładam, że nadal nie pijesz - ni to oświadczył, ni to zapytał Upadłego, napełniając swój kielich. Gdy to czynił, w powietrzu dało się wyczuć lekką woń przesyconego garbnikami czarnego wina, za którym szermierz tak bardzo przepadał.
        - Wypytam miejscowych o jak najdokładniejsze położenie tego kurhanu, by nie trzeba było kluczyć na ślepo - oświadczył Panu Nawałnic, lekko poruszając naczyniem na boki i mieszając jego zawartość. - Zważywszy jakie tereny mijaliśmy do tej pory, może trzeba będzie się doposażyć albo zostawić tu część sprzętu... - zawiesił głos na końcu zdania, jakby chciał dodać jeszcze jedno słowo. Chodziło mu o ludzi: przy przeprawie większa grupa mogła być problematyczna, z drugiej jednak strony w walce z nieumarłą armią potrzebny byłby każdy miecz.
        - Zajmę się wszystkimi przygotowaniami tak, byśmy byli gotowi skoro świt. Szkoda, byś ty marnował czas na zajmowanie się głupotami, lepiej myśl o tym co będzie potem - oświadczył, po czym upił pierwszy łyk wina. Było wyborne, znacznie lepsze niż to, które eksportowano i za horrendalne kwoty sprzedawano poza granicami Dolin. Chłód odpowiednio wydobywał jego cierpki, wytrawny smak.
Avatar użytkownika
Jorge
Szukający Snów
 
Inne Postacie: Sanaya, Dżari, Skowronek, Yastre, Tioyoa, Kinalali, Widugast, Ijumara, Nikolaus, Kaikomi, Rael, Mniszek,
Rasa: Człowiek
Aura: Aura o przeciętnej sile. Jej cynkowa powierzchnia poznaczona jest wyraźnymi żyłkami platyny i żelaza. W jej otoczeniu nie słychać żadnych dźwięków, zaś barwa poświaty jest trudna do zidentyfikowania. Roztacza słabą woń wytrawnego, czerwonego wina, z którą współgra gorzko-ostre odczucie na języku, chociaż jest ona przy tym zadziwiająco sucha. W pierwszej chwili twarda, po dotknięciu okazuje się być niezwykle giętka i gładka.
Wygląd: Gdyby Jorge ze swoją sylwetką zajmował się czym innym niż walką, byłoby to marnowanie wielkiego potencjału, jaki drzemie w jego ciele. Carax to mianowicie wysoki mężczyzna, mierzący sążeń i jedną trzecią stopy wzrostu (ok. 190 cm), o rękach długich na tyle, aby dawały one niewielką przewagę w walce, ale przy tym nie wyglądały karykaturalnie. Długich nóg z pewnością ... (Więcej)

Postprzez Gemelli » Pn gru 04, 2017 6:50 pm

- I niespecjalnie bym na to liczył - wspomniał na odchodnym biały wampir, przyglądając się z uwagą karczmarzowi. Jego pyzatą twarz zdobiła typowa dla tego regionu bladość, podkreślona ostro ciosanymi rysami i orlim nosem, pod którym widniał cień dawnego zarostu. W barkach mógł dorównywać krasnoludowi, lecz silny z całą pewnością nie był. Wskazywały na to chude, pozbawione proporcji ramiona i zdeformowane nadgarstki, zapewne skutek wieloletniego noszenia kajdan. Dla kogoś spoza Maurii i samych Dolin wydawałby się pewnie byłym weteranem wojennym lub marynarzem, ale w oczach wampira ktoś taki zawsze będzie tylko marginesem społeczeństwa. Mowa tu oczywiście o dhampirze.
Na szczęście Roderick i jego brat nie byli uprzedzeni do tej rasy, wierzyli, że sukces osiąga się czynami, a nie pochodzeniem. Obaj byli nawet tego najlepszym przykładem, bo choć z dobrego domu i z własnym herbem, to wszystkiego dorobili się w drodze, podróżując wraz z ojcem-kartografem.
- O daty i nazwiska najlepiej pytać zmarłych lub tych, którym obrzydło leżenie w trumnie - dokończył. - Ci na pewno pamiętają, ale nie radzę się do nich zbliżać na mniej niż długość klingi. Zjawy uwielbiają żywych, a w szczególności tych, którym los poskąpił rozumu. Nie są też zbytnio rozgadane, ale niektóre istnieją od początku świata, więc pamiętają naprawdę wiele. Najwięcej więc wydobędziecie z liszy zamieszkujących mauzolea lub od zombie na cmentarzach. O ile oczywiście znacie ich mowę.
Następnie Roderick dołączył do brata i razem z nim w milczeniu obserwowali lokal. Szukanie krypty wśród dolin nie uśmiechało im się zbytnio, głównie z powodu niebezpieczeństw na jakie można tam trafić. I nieważne czy jest się wampirem, czy nie. Mimo to jeszcze bardziej nie chcieli łamać raz danego słowa odnośnie podjętej współpracy z Upadłym Aniołem i szermierzem, którego nawet polubili.
Nagle z tego biernego stanu wyrwała ich postać niskiej, czarnowłosej kelnerki, które odebrawszy zamówienie od Jorge i Pana Zimy, skierowała się do nich. Głos, jak ocenił w myślach Fryderyk, miała nad wyraz przyjemny i ciepły.
- Co państwu podać?
- Krew - odpowiedział bez zawahania czarny wampir, uśmiechając się do dziewczyny szeroko i błyskając bielą swoich kłów. - Dwie butelki. Ludzka dla mnie i zwierzęca dla brata. I nie mów, że nie macie, nie urodziłem się wczoraj, aby dać się zwodzić dhampirce.
To ostatnie nie było potrzebne, a zaowocowało cieniem konfliktu z karczmarzem, który osobiście przyniósł zamówienie, łypiąc na ciemnowłosego dość srogo. Nie było tajemnicą, że dhampiry i wampiry nie przepadały za sobą, głównie ze względu na skłonność drugiej rasy do pomiatania pierwszą, przy dominacji tej drugiej we wszystkich domenach Maurii. Wampirów czystej krwi było bardzo mało, stanowiły elitę tego świata i zawsze starały się wywalczyć dla siebie jak najlepsze korzyści. Roderick, który wyczulony był na takie sytuacje szybko zainterweniował, kładąc prawicę na ramieniu brata.
- Uspokój się, pij i spróbuj nie sprawiać kłopotów.
Avatar użytkownika
Gemelli
Błądzący po drugiej stronie
 
Inne Postacie: Onuris, Czaszkun,
Rasa: Wampir
Aura: Głęboko kobaltowy płaszcz spadającej wartko lecz bezgłośnie wody, mieszający się z żelaznymi przebłyskami światła, a podszyty lśniącą rozkosznie platyną przyozdobioną w cynowe wzory rysuje się w umyśle czytelnika z niewielką, chociaż stanowczą siłą. Obsydianowa poświata unosi się nad nim niczym wilgotna mgiełka skrywająca w sobie tajemnice przeszłości. Wywołujący ciarki lub też niesmak zapach świeżej krwi burzy spokój, który budowały współgrające ze sobą barwy. Kiedy mimo wszystko wyciągnie się dłoń w stronę tej szlachetnej emanacji napotka się twardą, lecz dającą się zginać powierzchnię, która choć aksamitna i kusząca lepi się do palców, a kiedy najmniej można się tego spodziewać rani znienacka ostrymi kłami. Jej gorzkawy smak komponuje się z łagodnym akcentem dzięki czemu nie męczy, ale i nie pozwala o sobie tak szybko zapomnieć.
Wygląd: Roderick to wysoki mężczyzna o bardzo szczupłej sylwetce i nie nagannym wyglądzie. Mierzy około metra dziewiędziesięciu wzrostu, a jego skóra jest gładka i blada jak kreda, chłodna w dotyku. Owalna twarz posiada wyraziste, acz łagodne rysy podkreślające wysunięty podbródek, lekko zadarty nosy i wąskie usta, za którymi błyszczą białe, przedłużone kły. Jego oczy, koloru ... (Więcej)
Uwagi: Bracia Gemelli podróżują razem i bardzo rzadko się rozdzielają.

Postprzez Baldrughan » Wt gru 05, 2017 1:05 pm

Baldrughan nie obawiał się ani żywych, ani umarłych. Być może było to powiązane z jego archanielską przeszłością, gdy każda istota, która czmychnęła ze szponów śmierci była tworem przekleństwa i plugawej magii, domeny słabych ludzi. Po jego Upadku sprawy nieco się zmieniły. Co prawda ciągle nie szanował Nekromantów i niższych form nekropolijskiego świata, ale zaczął dopuszczać do swojej obecności lisze i wampiry wyższe, które często spotykał podczas swojej tułaczki. Można by pomyśleć, że potępieni ludzie, zawieszeni pomiędzy kolebką a grobem będą pałać nienawiścią do istoty, która niegdyś była w stanie poświęcić własne życie by sprowadzić na nich zagładę. Było to jednak błędne przekonania, o czym z zaskoczeniem przekonał się Isophielion. Przez wiele miesięcy gościł w Dolinach Umarłych, gdzie przyjmowany był przez wampirzych arystokratów i szalonych magów w stanie nie-śmierci, którzy z chęcią korzystali z jego mocy przeciwko swoim wrogom, w zamian dzieląc się swoimi sekretami i tajemnicami życia-po-życiu. Baldrughan, co prawda, nigdy nie nauczył się Mowy Umarłych, gdyż dawne przekonania napawały go odrazą do języka czarnej magii, mimo to jednak chętnie wysłuchiwał opowieści o Rytuałach Zamknięcia Duszy i wykorzystywaniu ludzkiej krwi w przywołaniach istot z czeluści. Jednak pierwsza kwestia interesowała go najbardziej. Możliwość wydarcia duszy z ludzkiego ciała, celem umieszczenia jej w przedmiocie martwym i ożywienia go. Nie było to taką samą sztuką, jak chociażby ożywienie zwłok przez nekromantę czy stworzenie Golema, tak jak on poczynił to w Fargoth, podczas starcia z Vaxenem Czarnoskrzydłym. To wykraczało ponad możliwości zwykłych magów i czarowników. To były sztuki zakazane. Jednakże Upadły miał przeczucie, że krypta dawno zmarłego władcy skrywa sekrety, które pomogą mu odpowiedzieć na nurtujące mu pytania.
- Doskonale, Carax. Wyruszymy więc jutro na poszukiwania grobowca i czym prędzej powrócimy na Wyspę Lodowego Wraku, jeżeli oczywiście posiądę sekret starożytnego króla. - Właśnie wtedy oczy upadłego, mroźne i nieprzeniknione, spoczęły na dhampirskiej kelnerce, a później powędrowały do karczmarza.
- Zionie od nich nienawiść i uczucie poniżenia. Roderick i jego brat zbyt arystokratycznie poczynają z pionkami. Nie dziwię im się jednak. Takie plugastwo zasługuje tylko na piach. Nie jest to powiązane ze śmiertelnikami, zaś do wampirów brakuje im sporo. Ohyda, ot co - szepnął Upadły, wstając od stołu. - Przekaż braciom, gdzie mogą udać się na spoczynek, jeżeli tego wymagają. Przybędę tuż przed świtem, bądźcie gotowi do wyruszenia. - Baldrughan zmierzył jeszcze raz spojrzeniem karczmarza, po czym opuścił zajazd. Stanął na placu przed budynkiem i rozwinął śnieżnobiałe skrzydła, zbierając pokłady mroźnego powietrza. Po chwili wzbił się w przestworza i z szybkością wichru ruszył przed siebie. Spod jego skrzydeł zaczęły sypać się płatki krystalicznego śniegu.
Avatar użytkownika
Baldrughan
Błądzący po drugiej stronie
 
Inne Postacie: Froksendh,
Rasa: Upadły Anioł
Aura: Od żelaznej aury bije rubinowa poświata, jeszcze niedawno ametystowa, tu i ówdzie widać jej dawne ślady. Huk wodospadu i zawodzenie wiatru przywołują na myśl magiczne wprost miejsca. Jednakże trzaski płomieni oraz krzyki i jęki upiorów zmieniają tę przyjemną wizję w coś gorszego. Niepokojący jest również zmysłowy szept, który gubi się wśród głośniejszych dźwięków. Zmysł węchu podrażnia nieprzyjemny smród siarki. Aura jest dość twarda i zgina się z każdym dotknięciem oraz posiada ostre miejsca. W smaku bardzo lepka i gorzka.
Wygląd: Baldrughan zachował urodę typową dla Anioła. Twarz, wiecznie przedstawiająca tą samą emocję, mimo ponurego wyrazu, ma w sobie coś tajemniczego i przykuwającego uwagę. Oczy, koloru wzburzonego morza, idealnie pasują do burzy śnieżnobiałych włosów. Prosty nos, mimo braku jakiegokolwiek ubytku, przypomina raczej zlodowaciały sopel zdobiący sklepienie górskiej jaskini. Usta ... (Więcej)

Postprzez Jorge » Wt gru 05, 2017 11:20 pm

        Miecz Zimy zaśmiał się ze słów wampirów - komentarze były celne i studziły wszelki nadmierny entuzjazm, jeśli takowy w ogóle się pojawił. Przypomnieli mu przy okazji, jak cudownie nieprzygotowany był na walkę z nieumarłymi - jego broń ani nie była srebrna, ani nigdy nikt jej nie pobłogosławił, on sam zaś był zwykłym śmiertelnikiem. Nie bał się jednak plądrować grobowce: wierzył, że da radę, jak zawsze zresztą.
        Szermierz słowem nie skomentował tego, co Upadły mówił o dziewczynie mieszanej krwi, przenosił tylko wzrok z niego na kolejne osoby, o których wspominał. Przyszło mu jednak na myśl, że faktycznie przedstawiciel tak silnej rasy może mieć w pogardzie podobne kundle. Jorge zadał sobie przy okazji pytanie czy sam nie jest aby gorszy jako prosty śmiertelnik…
        - Tak jest, Panie - zapewnił natychmiast, wstając razem z aniołem, gdy ten szykował się do wyjścia. Szermierz pozostał jednak na miejscu, odprowadzająca Pana Nawałnic spojrzeniem. Wychylił trzymany w dłoni kielich wina jednym haustem w momencie, gdy za skrzydlatym przywódcą zamykały się drzwi. Po ponownym napełnieniu naczynia, z butelką w jednej ręce i kieliszkiem w drugiej, udał się w pierwszej kolejności do braci Gemelli.
        - Ruszymy skoro świt, do tego czasu możecie robić co chcecie - oświadczył im. - Nie prowokujcie jednak miejscowych, ostatnie czego potrzebujemy to jatka - dodał upominającym tonem. Gdy nie miał humoru mówił w mało uprzejmy sposób, a że od momentu przystąpienia do kultu cały czas chodził nachmurzony, trudno się z nim rozmawiało. Miało to jednak swoje plusy, gdyż przez to nieliczni towarzyszący im akolici traktowali go z jeszcze większym szacunkiem, niż ten, na który zasługiwał ze względu na otrzymany tytuł.
        - Gdybyście chcieli wypocząć, na górze na samym końcu korytarza jest przygotowany dla nas pokój - wyjaśnił jeszcze, przekazując im słowa kelnerki, która poinformowała go o wszystkim podając wino. - Nie sprowadzajcie tylko tam dziewczyn…
        Ostatnia uwaga była akurat rzucona dość lekko, bo szermierz nie miał nic przeciwko przygodnym romansom, o ile nie działy się na łóżku tuż obok niego. Ponieważ miał jeszcze trochę do zrobienia tego wieczoru, była to jego ostatnia kwestia wypowiedziana pod adresem wampirzych braci, a gdy wybrzmiała, zasalutował im lekko butelką i poszedł w inny zakątek karczmy.
        - No to mówicie, że na trakcie grasuje armia nieumarłych? - zagaił bez żadnego wstępu, dosiadając się do dwójki młodzieńców, którzy wcześniej zaczepili go w karczmie. Aby pierwsze lody między nimi jak najszybciej topniały, postawił na środku stołu butelkę wina w niemym “częstujcie się”. Alkohol już od wieków był wszak najlepszym eliksirem przyjaźni.

        Tego wieczoru Jorge zachowywał się jak kiedyś: pił, śmiał się i zabawiał towarzystwo rozmową. Czasami odzyskiwał powagę, gdy przychodziło mu rozmawiać z akolitami, którym wydawał dyspozycje, a poza tym sprawiał wrażenie, jakby świetnie się bawił. Próbował nawet kilkoma komplementami uwieść dhampirską kelnerkę, lecz po pierwsze ona nie była zainteresowana, a po drugie, szermierz ku własnemu zaskoczeniu odkrył, że zupełnie go to nie bawiło. By zagłuszyć ten przedziwny niesmak, pił dalej z pozostałymi gośćmi. Tego co było mu potrzebne na drodze przyjacielskiej pogawędki dowiedział się całkiem wcześnie, gdy był prawie trzeźwy, dowiadując się przy okazji, że karczmarz sprzedawał spod lady różne drobiazgi przydatne w konfrontacji z nieumarłymi: święconą wodę, sól, posrebrzane ostrza. Później zaś, gdy już więcej przydatnych wieści nie mógł z nikogo wycisnąć, uznał po prostu, że coś mu się od życia należy. I tylko szkoda, że w całej karczmie nie było ani jednego grajka, przy którego muzyce można by potańczyć…
        Późno w nocy Jorge wtoczył się na piętro karczmy i do pokoju, który był przygotowany dla niego, braci Gemelli i Pana Nawałnic, który tak po prostu zdecydował, że spędzi tę noc… gdzieś indziej. Szermierz przez moment nawet zastanawiał się gdzie go mogło wywiać, ale co tam, nie będzie dorosłemu mężczyźnie robił za niańkę. Zwłaszcza, że dzięki temu mógł się trochę zabawić. Wbrew pozorom zachował jakiś umiar i choć jego krok był teraz dość ciężki, to miał pewność, że do rana dojdzie do siebie. Musiał się tylko wyspać. Dlatego też po wejściu do pokoju nie bawił się w żadną wymyślną wieczorną toaletę - zdjął z ramion płaszcz i powiesił go tak, by się nie pogniótł, po czym od razu padł na łóżko, nie przejmując się resztą ubrań. Butów również nie zzuł, nakrył się tylko byle jak i natychmiast zasnął. Rano czekała go bardzo wczesna pobudka.
Avatar użytkownika
Jorge
Szukający Snów
 
Inne Postacie: Sanaya, Dżari, Skowronek, Yastre, Tioyoa, Kinalali, Widugast, Ijumara, Nikolaus, Kaikomi, Rael, Mniszek,
Rasa: Człowiek
Aura: Aura o przeciętnej sile. Jej cynkowa powierzchnia poznaczona jest wyraźnymi żyłkami platyny i żelaza. W jej otoczeniu nie słychać żadnych dźwięków, zaś barwa poświaty jest trudna do zidentyfikowania. Roztacza słabą woń wytrawnego, czerwonego wina, z którą współgra gorzko-ostre odczucie na języku, chociaż jest ona przy tym zadziwiająco sucha. W pierwszej chwili twarda, po dotknięciu okazuje się być niezwykle giętka i gładka.
Wygląd: Gdyby Jorge ze swoją sylwetką zajmował się czym innym niż walką, byłoby to marnowanie wielkiego potencjału, jaki drzemie w jego ciele. Carax to mianowicie wysoki mężczyzna, mierzący sążeń i jedną trzecią stopy wzrostu (ok. 190 cm), o rękach długich na tyle, aby dawały one niewielką przewagę w walce, ale przy tym nie wyglądały karykaturalnie. Długich nóg z pewnością ... (Więcej)

Postprzez Gemelli » Pn gru 11, 2017 10:34 pm

- Świt to najlepsza pora na połamanie sobie nóg podczas spaceru - skomentował Roderick, rzucając szermierzowi dość wymowne spojrzenie, gdy ten po krótce przedstawiał im plan działania Upadłego. - Chyba, że widzisz w ciemnościach, jak my. Nie chcę psuć ci niespodzianki, ale w tych regionach słońce wschodzi dość późno. Kiedy tu zawita, o ile wogóle, zważywszy na chmury, obywatele Równiny Maurat będą rozkoszować się w tym czasie przepięknym zachodem słońca. Do tego momentu wszystko będzie szare, jakby ktoś kazał ci godzinami patrzeć na górę popiołu. Taka jest Dolina Umarłych, posępna i szara, odbierająca chęci do życia. Oczywiście nie tym, którzy już nie żyją. Na nich aura działa wręcz odwrotnie i powoduje nie zawsze porządane efekty.
- Samo miejsce ma jednak swój urok - dokończył Fryderyk, odbierając od kelnerki butelki z krwią i przekazując jej coś w myślach, co najwidoczniej nie było czymś złym, skoro jej twarz oblał cień bladego rumieńca. - Bujne lasy, łyse wzgórza, pola kurhanów i skaliste urwiska o dnach wypełnionych kośćmi tych, którzy nie umieli czytać znaków. Doprawdy nasz szef, jeśli mogę tak to ująć, wybrał doskonałe miejsce do realizacji swoich planów, nie ważne czego one dotyczą. Ważne jest to, że nagle z medyków staliśmy się przewodnikami. Znamy większość tutejszych zakamarków, nasz ojciec sporządzał mapy tych miejsc, a ich ryciny do dziś siedzą mi w głowie. Stąd wiem, że na przykład karczma ta powstała tu nie wcześniej niż piędziesiąt lat temu. Ale to nieistotny drobiazg.
Bracia Gemelli, jak zawsze zgodni i tym razem pokazali się od strony łączącej ich więzi. Od stołu wstali niemal w tym samym czasie, lecz swoje kroki skierowali w zupełnie inne miejsca. Roderick po schodach do pokoju, popijając po drodze zwierzęcą krew, którą mu podano. Chciał zakończyć dzisiejszy dzień w sposób nikomu nie wadzący - zapadając w letarg. Fryderyk zaś zasiadł przy ladzie i zaczął kokieteryjnie spoglądać na półwampirzą kelnerkę, którą miał już najwyraźniej w planach bliżej poznać.
- W obronie mam do powiedzenia tylko jedno - mruknął Roderick do szermierza nim zniknął na piętrze. - Zabroniliście nam sprowadzić kobietę do pokoju, o tym, że mój brat pójdzie do niej, nie było wspomniane. A pójdzie. To tylko kwestia czasu.
Nim jego stopy przekroczyły próg, ostatnie krople posoki wylądowały na jego języku, sprowadzając znaczne ożywienie i powrót wszystkich zmysłów. Roderick zaczął dzięki temu słyszeć pojedyńcze bicia serc, poszczególnych osób. Był poddenerwowany karczmarz, Jorge, wlewający w siebie wino podczas rozmowy z chłopami, a także kilku śpiących gości i ciche, niemal nieobecne serce jego brata, starające się dostosować w rytm bicia organu dziewczyny. Niestety dhampirka była o wiele żywsza niż Fryderyk.
- Pamiętaj, żeby nie zrobić głupst. To nie Valladon ani Rubidia, a Mauria. Obowiązuje nas tu coś więcej niż ustanowione przed wiekami prawo.
- O mnie się nie martw. Wiem na ile mogę sobie pozwolić. To lepiej ty przestań mi wchodzić do głowy. Nie masz nic lepszego do roboty?
- Aktualnie nie...
Avatar użytkownika
Gemelli
Błądzący po drugiej stronie
 
Inne Postacie: Onuris, Czaszkun,
Rasa: Wampir
Aura: Głęboko kobaltowy płaszcz spadającej wartko lecz bezgłośnie wody, mieszający się z żelaznymi przebłyskami światła, a podszyty lśniącą rozkosznie platyną przyozdobioną w cynowe wzory rysuje się w umyśle czytelnika z niewielką, chociaż stanowczą siłą. Obsydianowa poświata unosi się nad nim niczym wilgotna mgiełka skrywająca w sobie tajemnice przeszłości. Wywołujący ciarki lub też niesmak zapach świeżej krwi burzy spokój, który budowały współgrające ze sobą barwy. Kiedy mimo wszystko wyciągnie się dłoń w stronę tej szlachetnej emanacji napotka się twardą, lecz dającą się zginać powierzchnię, która choć aksamitna i kusząca lepi się do palców, a kiedy najmniej można się tego spodziewać rani znienacka ostrymi kłami. Jej gorzkawy smak komponuje się z łagodnym akcentem dzięki czemu nie męczy, ale i nie pozwala o sobie tak szybko zapomnieć.
Wygląd: Roderick to wysoki mężczyzna o bardzo szczupłej sylwetce i nie nagannym wyglądzie. Mierzy około metra dziewiędziesięciu wzrostu, a jego skóra jest gładka i blada jak kreda, chłodna w dotyku. Owalna twarz posiada wyraziste, acz łagodne rysy podkreślające wysunięty podbródek, lekko zadarty nosy i wąskie usta, za którymi błyszczą białe, przedłużone kły. Jego oczy, koloru ... (Więcej)
Uwagi: Bracia Gemelli podróżują razem i bardzo rzadko się rozdzielają.


Powrót do Dolina Umarłych

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron