Krew, zioła i dużo pecha


Słoneczna plaża wzięła swoja nazwę od koloru piasku, który przybiera tu barwę bardziej złotą niż gdziekolwiek indziej na Wybrzeżu Jadeitów. Turmalia może poszczycić się tak pięknym miejscem, dlatego objęła je ochroną. Nie znaczy to jednak, że jest ono niedostępne dla mieszkańców i podróżnych. Wręcz przeciwnie, jest to miejsce częstych spacerów arystokratów, ale też mieszczan i rzemieślników, którzy choć na chwilę chcą zapomnieć o ciężkiej pracy, jaką wykonują codziennie.

Postprzez Bua » N lut 11, 2018 11:49 pm

Gdyby zdarzało mu się czasem jakoś dosadniej wyrażać podziw, w tej chwili Bua najpewniej pokiwałby dumnie głową, zagwizdał albo przyklasnął jak mistrz dumny ze swojego ucznia - ale zamiast tego wszystkiego uniósł tylko nieco brwi, tak że groźny cień rzucony na jego oczy zdołał nieco się rozjaśnić i pewnie dlatego tylko w tych czarnych studniach błysnęło nagle coś wesołego. Wszystko z tego tylko powodu, że mógł nagle zobaczyć w akcji tą z panien, której interwencji najmniej się spodziewał. Wyglądała na przerażoną i zgubioną zupełnie w nastałej sytuacji, a tu proszę bardzo, jak potrafiła zatrzymać tą bardziej narwaną. Z kobietami niczego nie można być pewnym. Powinien był wiedzieć to od dawna - i wiedział, ale czasem zapominał, gdy co która wydawała się być jakkolwiek łagodniejsza. Tak czy inaczej, poprzednie wzburzenie nieco w nim przygasło. Patrzył tylko, jak ogłuszona najwyraźniej dzieweczka spada na ziemię, a ledwo uderzyła o piach, w nim już zaświtała myśl, że wszystko ułożyło się bardzo odpowiednio. Tą się znowu poniesie, tamta druga uspokoi się w drodze, tamci mazgaje pochowają kolegę. Odprowadzi je gdziekolwiek, gdzie będą bezpieczne, a sam ruszy dalej. Złowi na kolację zająca. Tłustego zająca, do pożarcia na surowo.
Bogowie, przecież mogłoby być tak pięknie.
Ucieszył się, że ani na chwilę nie wypuścił z rąk topora, bo kiedy zrobiło się tak nadspodziewanie ciemno, to właśnie ciężar w dłoni dodał mu otuchy. Spojrzał na słońce, rysujące się za równomierną warstwą chmur jako blady, biały talerz. Takie samo, jak przedtem. Tylko ciemniejsze. A potem, kiedy zwrócił wzrok z powrotem na ziemię, one już tam były - mgliste postaci, upiory, coś materialnego, ale uparcie przywołującego na myśl śmierć. A więc żywa śmierć. Chodząca zaraza. Jakieś plugastwo z najczarniejszych otchłani świadomości…
Przez chwilę zbyt był w to wszystko wpatrzony, by odpowiednio zareagować, ale dla otuchy wystarczył pierwszy krzyk dziewczyny. Narwana czy nie, byłoby niemożliwie przykro, gdyby zeżarły ją te wytwory ciemności. Nie było co się zastanawiać.
Nawet nie zauważył, że zaszurał podeszwą o piach, jak zwierzę szykujące się do skoku, a już w chwilę później ruszył przed siebie w czymś na kształt prawdziwie barbarzyńskiego szału. Do trzymanego toporzyska dołączył zakrzywiony miecz w drugiej ręce, kroki stały się lekkie i skoczne, a brodatą twarz spiął gniew i determinacja. Pierwszy cios padł przez te zjawy, które stały mu na drodze - gdyby byli to rzeczywiści ludzie, potworne ostrza mogłoby zupełnie ich przepołowić, ale ci tutaj tylko rozpłynęli się z powrotem w mgłę z wyrazem upiornej agonii na powykrzywianych pyskach. Bua nie patrzył nawet do końca na swój cel. Ciął na prawo i lewo, szybki, dziki i niepowstrzymany, jakby nie liczyło się naprawdę już nic poza wygraniem tego niepojętego pojedynku z cieniami. Nie słuchał już tego, kto krzyczy, nie słuchał zgrzytu metalu o metal. Zdawał się mieć oczy dookoła głowy i nadludzką siłę, bo tylko taka pozwoliłaby na równą swobodę. Gdyby widział go w tej chwili jakiś zupełnie zabłąkany poeta w czerwonym berecie, mógłby powiedzieć, że oto na pociemniałej plaży miał miejsce prawdziwy taniec, pierwotny taniec człowieka, który stał się żywiołem. Tak był w tym zapamiętany.
Dopiero jedna rzecz kazała mu zwolnić - gdy z zaciśniętymi zębami dzielił kolejną zjawę, zagięty koniec miecza musnął innego przeciwnika przez ramię… ale ten nie rozpłynął się, tylko zaczął krwawić, zamrugał oczyma przerażony i zaraz przycisnął rękę do rany. A więc ci trzej nie byli tak szkodliwi? Należało sprawdzić.
Kopnął drugiego tak, by wpadł na trzeciego. Wszyscy dalej żyli i wyglądali na zupełnie zdezorientowanych. Ich zostawił.
Rozprawił się z demonami co do jednego, dopóki ostrze jego topora nie śmignęło cale od metalowej klatki. Zdawało mu się, czy zrobiło się jaśniej?
Dopiero wtedy poczuł, że najpewniej przesadził. Znowu zrobiło mu się słabiej, oddech miał szybki ale płytki, a w płucach momentalnie mu zarzęziło. Piekielna słona woda. Zgarbiwszy się nieco i oparłszy na mieczu, zastukał trzonkiem topora w klatkę.
- Sto diabłów. Teraz koniec - zarządził między oddechami. - Przerwa. Polujemy na zająca, psia jego… Zdrowotna panienko, potrzebna tu będzie... jasna mać… pomoc!
Avatar użytkownika
Bua
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Lasota, Vertan, Mezzrat, Fabio,
Rasa: Zmiennokształtny, niedźwiedziołak
Aura: Może to zaskoczenie, ale ta aura siłą się nie wyróżnia. Wiem, to aż boli w oczy. Taki postawny facet, a taka emanacja… ale ej, siła to nie wszystko! Twardość! Twardość jest tutaj ważna! Powiem Ci, że tak surowej powłoki to dawno nie widziałam. Nie ma się co dziwić, że jest przez to też nieco sztywnawa, ale za to jak mieni się żelazem! O, i barachitem. Dzikim, dzikim odcieniem. W dodatku jest gdzieniegdzie złotawa oraz cynowa z przymusu, a gdy w przypływie odwagi dotkniesz jej powierzchni okaże się chropowata, w pewnych miejscach tępa, a w innych nawet delikatnie ostra. Lepka bardziej niż sucha, otacza się nadto zapachem mokrej sierści oraz wilgotnej ziemi, a także ledwo dostrzegalną poświatą, taką wiesz - raczej nieśmiałą. To chyba jaki szmaragd. Przynajmniej w smaku jest wyraźnie słona i co do tego nie ma wątpliwości. Poza tym zdaje mi się, czy coś zaciąga nieszczęściem? Tak, lepiej odejdźmy zanim coś się stanie. Z pechowcami nie ma co zadzierać!
Wygląd: Bua to przede wszystkim naprawdę postawny mężczyzna i zdecydowanie trzeba to podkreślić na wstępie. Jest wyższy od większości ludzi, ma szerokie barki, silnie umięśnioną szyję i pierś. Tak potężnymi ramionami, jakimi dysponuje, można by bez problemu wyrywać drzewa z korzeniami, a do tych dłoni wielkości bochenków chleba doskonale pasuje uchwyt każdej broni ... (Więcej)

Postprzez Alia » Cz lut 15, 2018 11:36 pm

Alia natychmiast pożałowała podjętej decyzji. Nawet nie zdążyła poczuć uderzenia, a już miała wyrzuty sumienia. Przesadziła, nie chciała przecież nikogo krzywdzić!
        - Cień, gdzie ona jest? - Lasica zamiast odpowiedzieć wpatrywała się w dziewczynę z szeroko otwartymi oczami. A potem szczeknęła z uznaniem. Ani myślała nakierowywać uzdrowicielkę na pacjenta. Wręcz przeciwnie, złośliwy futrzak podawał sprzeczne informacje. Nie potrafił kłamać, ale nieustanne trajkotanie i zmienianie zdania sprawiły, że niewidoma nie mogła się skupić. Przeszukiwała drogę przed sobą za pomocą kostura. Na plaży nie było to proste. Nierówności piachu sprawiały, że co rusz trafiała na jakąś przeszkodę. Nagle zwierzak na jej ramieniu przestał paplać na temat kierunku i zaczął panikować. Kazał uciekać, uciekać jak najszybciej. Uciekać daleko. Wyrzucał z siebie słowa tak szybko, że druidka nie mogła zrozumieć absolutnie niczego, chociaż do jego mowy zdążyła przez lata się przyzwyczaić i nie musiała aż tak bardzo polegać na instynktownym zrozumieniu.
        - Wolniej, mały! Wolniej... co się dzieje? Przed czym uciekać? Lis, sokół... co? Noc? Ciemno? Zęby? Nie rozpoznajesz, tak? Cień, panuj nad sobą! - Dopiero, gdy drapieżnik schował się w dekolcie swojej pani i wyczuł równomierne bicie jej serca, zdołał troszkę się uspokoić. - Martwi? Będą potrzebować pomocy! Kieruj mnie. Tak, teraz, póki nie są jeszcze ciężko ranni! Im dłużej zwlekasz, tym będzie - nie dokończyła. Przerwał jej okrzyk pełen bólu, którego nie mogła zignorować. Choćby chciała, nie potrafiłaby. Natychmiast ruszyła w tamtym kierunku a Cień, choć skryty na jej piersi, z każdym krokiem dygotał coraz mocniej. Przykryła więc go ochronnie dłonią, wsłuchując się we wskazówki.
Nie widziała mijanych cienistych upiorów, ale wyczuwała, że w pobliżu było coś złego. Na kolejne paniczne wołanie przyspieszyła, aż łasica kazała jej się zatrzymać. Łasica wyjaśniła, że trafili na jakąś metalową klatkę, czy inną konstrukcję. A potem usłyszała wołanie zarówno z wnętrza tego czegoś, jeśli wierzyć zwierzęcemu opisowi, jak i całkiem blisko. Przy czym to drugie zmartwiło ją bardziej. Owszem, pełen paniki okrzyk wymagał pomocy, ale rzężący oddech i przerywane zdania w wykonaniu tak potężnego mężczyzny, jakim był Bua, były dużo bardziej niepokojące. W końcu, dopóki ktoś mógł wrzeszczeć, mógł chwilę poczekać. To cisi lub milczący przyprawiali uzdrowicieli o ataki paniki, bo nigdy nie było wiadomo, ile przeżyją. Dodatkowo brodacz był w tej chwili chyba jedyną istotą, która mogła obronić obie kobiety na czas leczenia jednej z nich.
        - Cholerne wtórne utonięcie... Już do was idę! Wyciągnijcie do mnie rękę. - Druidka zaczęła iść w stronę męskiego głosu, starannie omijając przeszkodę. Jak chyba każdy znachor nienawidziła zjawiska towarzyszącemu wielu podtopieniom, którego właśnie doświadczał ich uroczy zabijaka. Takie negatywne odczucia były dość oczywiste. Można było namęczyć się, odratować niedoszłego topielca, godzinami go pielęgnować, by nie dostał zapalenia płuc i odzyskał siły, a ten złośliwie nawet kilkanaście godzin później zaczynał topić się we własnym łóżku. Tutaj całość musiało przyspieszyć wcześniejsze magiczne leczenie oraz intensywny wysiłek fizyczny. Wreszcie trafiła na pacjenta i bez skrępowania przesunęła palcami po jego sylwetce, aż trafiła na środek klatki piersiowej, gdzie przyłożyła obie dłonie, starając się jak najbardziej dotykać skóry wojownika. Była uzdrowicielką, dopóki się kimś zajmowała, był dla niej tylko przypadkiem wymagającym poznania, zdiagnozowania i działania, a nie człowiekiem. Dlatego gdy brała się za leczenie, rysy jej twarzy twardniały w wyrazie zaciętości. Tak było i tym razem.
        - Stójcie spokojnie, zaraz będzie po wszystkim. Nie odsuwajcie się tylko ode mnie, co by się nie działo! - Alia miała już całkowitą pewność, czym musiała się zająć. Wszystkie objawy zgadzały się z postępującymi powoli uszkodzeniami płuc na skutek powikłań po podtopieniu w słonej wodzie. Odetchnęła więc głęboko i zaczęła leczyć, co objawiało się w pierwszej chwili delikatnym mrowieniem na skórze, a później obejmowało cały naprawiany obszar. Cień piszczał coraz głośniej w miarę, jak mężczyzna mógł oddychać spokojniej, ale za to druidka zaczynała charczeć. Wreszcie cofnęła się o krok i bez oporów usiadła na piasku, zaczynając kaszleć. - Jakby wróciło... mówcie! Mi nic nie będzie, a dla... dla was niebezpieczne. Ale chyba wszystko... wyciągnęłam. Gdzie... gdzie wiedźma? Już, Cień! Póki... mam... siły.
Łasica niechętnie, ale podała właściwy kierunek. Znachorka przesunęła się więc w tamtą stronę na kolanach, kierując się też dźwiękami wydawanymi przez samą "czarną". Nie miała bladego pojęcia o istnieniu klatki, którą stworzył przerażony umysł rannej kobiety. Przeniknęła więc przez pręty, nie dając się omamić. Gdy tylko wymacała dłoń poszkodowanej, przysunęła się bliżej i zaczęła badać ją delikatnie opuszkami palców.
        - Nie bój się. Jestem przy tobie... i wszystko naprawię. Obiecuję. Czuję, że masz złamaną... nogę. I poranioną. Zacznę od niej. - Niewidoma wciąż oddychała chrapliwie i często łapał ją atak kaszlu. Nienawidziła wtórnego tonięcia. Wyjęła zza paska niewielki nożyk, którego zwykle używała do ziół i ostrożnie rozcięła sporą dziurę w nogawce kobiety, by wsunąć przez nią dłonie i dotknąć bezpośrednio skóry. Zwierzak na jej piersi jakby dostał szału, ale jedno syknięcie osadziło go w miejscu. - Zaboli. Ale przez... chwilę.
Dokładnie w tym samym momencie kość demonicy została złożona za pomocą magii, co pękła analogiczna w prawej nodze leczącej. Potem na białej szacie na wysokości łydki pojawiły się plamy krwi. Uzdrowicielka zawyła przez zaciśnięte zęby, ale zostało przerwane to kolejnym atakiem kaszlu. Pozwoliła swojemu talentowi ogarnąć całą postać poszkodowanej, dzięki czemu znalazła też jedno złamane żebro, odbite płuco... a potem znalazła coś, czego nie potrafiła sklasyfikować. Przez chwilę próbowała to leczyć, ale szybko pojęła, że ciągnęło z niej zbyt wiele sił. A przede wszystkim bolało, jakby wlewała we własne żyły coś wrzącego i żrącego. Zaczęła wrzeszczeć, zarówno z przerażenia, jak i bólu. Nie mogła nawet oderwać dłoni i przerwać procesu. Dopiero spanikowany futrzak, który wbił kiełki w szyję swojej pani sprawił, że rzuciła się w tył i straciła kontakt ze skórą "czarnej". Leżała chwilę w bezruchu na piasku, oddychając z trudem.
        - Cień... kos... kos... kij. - Przewróciła się na bok i przez jakiś czas usiłowała odkaszlnąć, aż wreszcie splunęła krwią, zmęczona jak diabli. Pierwsze pełne zdanie bez przerwy na rzężenie wyrzuciła z siebie z mieszaniną wściekłości i strachu, wpatrując się w pustkę szeroko otwartymi, pociemniałymi oczami. Niektórzy powiedzieliby nawet, że jednolicie czarnymi. - Kobieto, co jest z tobą nie tak?!
Avatar użytkownika
Alia
Mieszkaniec Sennej Krainy
 
Inne Postacie: Finua, Kelisha, Ieldarisa, Rakell, Cętka,
Rasa: Człowiek
Aura: Przeciętnej siły, jasna, barachitowo-cynowa aura o świetnie wyczuwalnej szafirowej poświacie. Pachnie ziołami, ale wydziela też woń choroby, wyczuwalną jedynie dla nielicznych istot. Wokół rozbrzmiewają liczne głosy. Powierzchnia jest ostra i nieznacznie miękka, zaś sama emanacja smakuje łagodnie, lecz zarazem kwaśno. Przebywanie przy niej przyspiesza bicie serca.
Wygląd: Alia ma troszkę ponad pieć stóp wzrostu, nie należy więc do nadmiernie wyrośnietych. Nie jest ani gruba, ani chuda. Raczej szczupła, choć zarówno pierś jak i biodra wyraźnie różnią sie od talii. Jest nieco blada. Ma długie, kasztanowe włosy, opadające miękkimi falami niemal do pasa. Dawniej całkiem ładna, a wręcz niemal piękna i zawsze uśmiechnięta. Aktualnie raczej ... (Więcej)
Uwagi: Niewidoma

Postprzez Anna » So lut 17, 2018 9:35 pm

        Leżała w klatce, osaczona przez jakieś chore upiory. Czemu teraz, czemu tutaj? Czemu ona? Złapała się za nabrzmiałego guza na głowie. Tylko nie to, znowu miała zwidy. Czyli tutaj niczego faktycznie nie było. Może spotkanie z tymi ludźmi to też jakaś halucynacja? Oczywiście! Najemnicy ją musieli uderzyć w głowę i zaczęła śnić na jawie! "Nic mi nie jest! Jestem zdrowa!" Zaangażowana spróbowała wstać, ale gdy tylko ruszyła złamaną nogą upadła z powrotem na tyłek. "Nie, to nie ma sensu! TU NIC NIE MA SENSU! Czemu ten wojak się na mnie nie rzucił?! Uzbrojony po zęby, a nawet zdrowy mnie nie wykończył. Jak mnie niósł... Mógł... Po prostu... "
        Przetarła łzy i spojrzała przed siebie. Obiekt przemyśleń wyskoczył właśnie, przecinając się przez fale zjaw. Czy to jakaś lekcja? Nauczka, że inni muszą radzić sobie z jej problemami? Czy to ona jest źródłem problemów? Co się z nią dzieje? Czemu tak myśli? Zadaje sobie tyle pytań, ale żadnych odpowiedzi. Jakby służyła tylko do napędzania fabuły jakiejś powieści. Złapała obiema rękoma miejsce złamania, przez które znowu przeszła fala bólu. "Sama sobie poradzę, mogę robić, co tylko zechcę!" Skupiła całą wolę w rękach, naprawiając ranę. Jedynie małe ogniki wzniosły się z uścisku. Skupiła się jeszcze raz, jeszcze raz bez skutku. Znowu zaszlochała, pełna bezsilności.
        "Przeklęta księga, to wszystko przez nią!" Wypuściła całą złość i bezsilność w formie nawalania pięściami porozrywanej książki. Jakby na zawołanie gdzieś w przestrzeni nad nią pojawił się czarny portal. Może nie portal, a pustka w przestrzeni. Wyszedł z niej mężczyzna, zapalającego tytoń w papierowej rurce. Zapałkę wyrzucił gdzieś w piasek, wciągnął dym i wypuścił w formie szarego obłoku. Kierując się w stronę pechowej grupki, poprawił krawat i marynarkę zdecydowanie nie z tej epoki.
        Anna tłukła tę księgę coraz wolniej, coraz wolniej, aż w końcu wycieńczona przewróciła się na bok. Dopiero zauważyła, że już całkowicie rozjaśniało. Nic nie zostało po zjawach, oprócz trzech najemników, zbyt otumaniałych, by chociaż mówić.
Przy sapiącym i charczącym woju przystanęła ta zdradziecka druidka. Dotknęła go ręką i jego sapanie jak ręką odjął. Nawet dosłownie. Za to ją zaczęły łapać napady kaszlu. To z pewnością nie jest dobra metoda leczenia. Mimo problemów z oddychaniem podeszła do Anny. Nawet nie zauważyła klatki. Nie miała zresztą jak. Przez chwilę miała chęć wyczołgania się z klatki i zrobienia ją prawdziwą. To by się dopiero zdziwiła. Odrzuciła jednak ten pomysł. Już wolała odzyskać zdrowie w nodze. Zaraz, czemu w ogóle miałaby ją leczyć. Ostatnio zaserwowała wielkiego guza, który nie chce dać o sobie zapomnieć. Chyba przyszła dokończyć dzieła.
        Pierwsza połowa wypowiedzi ją upewniła, druga trochę rozproszyła. Może nawet rozczarowała. Mimo wszystko błysk ostrza został spotkany ze spokojem. Jednak zgodnie z obietnicą, rozcięła jedynie nogawkę spodni. Pomyśleć, że względnie niedawno chodziła w spódnicy. Kość wskoczyła nagle na miejsce. Zabolało krótko, ale po chwili noga była jak nowa. Mimo to podniosła się z pleców i usiadła, patrząc na czarodziejkę. Krew już przesiąkała przez nogawkę. Jęknęła w jednym z największych wyrazów empatii w ostatnim czasie. Poczuła jeszcze tu i ówdzie ukłucia, od nastawianych kości i gojących siniaków. Dopiero po chwili spostrzegła, że czuje się o wiele inaczej, a twarz medyczki traci kolory. Dosłownie odpłynęła jej krew z głowy, gdy na jej rękach ukazały się fioletowe żyły. Zdębiała Anna nawet nie oddychała, gdy jej jestestwo było pochłaniane przez kobietę. Dopiero gdy ta puściła, ugryziona przez łasicę, odskoczyła i zaczęła drapać po całym ciele. Wszystko paliło, małe igły dźgały całe jej wnętrze. Mięśnie objęły spazmy, wykrzywiając w nienaturalny sposób. Jej zdrowy organizm, odzyskując przewagę, walczył z nawrotem demona. Jej reakcja była z pewnością o wiele silniejsza niż druidki. Z jednym ostatnim skokiem plaga jednak ustąpiła. W różnych partiach ciała zostały różowe, zdrowe plamy skóry, nadal jednak poprzecinane ciemnofioletowymi żyłami. Kilka pasem włosów odzyskało właściwy, rudy odcień. Widząc swoje ręce, złapała czarodziejkę za ramiona i solidnie wstrząsła. Ona została w drugą stronę potraktowana. W ich obu płynęła jednak ta parszywa krew.
- Ja nie tak?! Co ty zrobiłaś... Jak? - Potrzęsła jeszcze mocnej. - Coś ty zrobiła pytam! Przecież to nie jest choroba! Czy chociaż... Na Prasmoka!
W natłoku emocji przestała nią trząść, dopiero kiedy Cień ugryzł ją w rękę. Nawet nie była na niego obrażona. Nawet nie chciała mu oddać! Za to dopiero przyjrzała się twarzy druidki, które zdobyły czarną barwę. W nagłym olśnieniu wyciągnęła z torby stare, zdobione lusterko. W całym harmidrze stłukło się, ale nadal mogła zobaczyć, na czym jej zależało. Normalne oczy! Piękne, zielone oczy!
- Ty możesz mnie wyleczyć! Ty możesz mnie wyleczyć! - zaczęła śpiewać jak małe dziecko, które każde z nas skrywa, nieważne jak głęboko. - Hahahahaha! Jesteś cudotwórczynią!
Złapała ją za ręce, podniosła i zaczęła tańczyć w kółko, ignorując granice klatki. Jak na ironię faktycznie potrzebowała czyjejś pomocy, aby wyjść z własnej klatki.
        Sielanka by trwała aż do poranka, gdyby tylko Anna nie wpadła przypadkiem plecami na jegomościa w garniturze. Odwróciła się, by przeprosić go, ale zszokowana widokiem wydukała tylko:
- Iauvraadhki... Oooooooo nie!
Avatar użytkownika
Anna
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Habentes, Eldarrin, Thiandel, Luminea, Aurora,
Rasa: Przemieniona - z Wampira z Pół-elfki
Aura: Powita cię tu nietypowy zapach, który będzie jedynie wstępem do chaosu jaki później nastąpi. Jasno lściący topaz odbija się w wyrazistym cynku, którego metaliczny płysk przełamują plączące się i walczące o twoją uwagę smużki kobaltu i iskierki srebra. Zaraz potem napotkasz istną plejadę dźwięków. Rozpoczną ją nienaturalne głosy, które wymieszają się z brzęczeniem i grzmotami by przejść we wręcz nie pasującą tu głęboką melodię. Niby ostatni gong kończący czas, na finiszu wybrzmi pojedynczy ton wieńczący chaotyczną muzykę. Dotyk aury nie pozostawia wątpliwości, jest ona twarda i giętka, nie brak jej też groźnie ostrych momentów, a jej chropowate powierzchnie przeplecione są gładkimi pasmami. W smaku jest lepka, a słodycz miesza się z pikanterią, zaostrzając doznania, by te nie zdały się mdłe.
Wygląd: Anna jest co najmniej dziwna. Nie tylko w wyglądzie, ale i w zachowaniu. Jako skalę porównawczą przyjmując oczywiście szarego przedstawiciela rasy ludzkiej, mieszkającego w mieście i pracującego w warszacie. Ona przypomina bardziej całkiem ładną dziewczynę, ale oszpeconą przez dziwne spaczenie. Oczy czarne. Idealnie pasują do powiedzenia, że oczy to brama do duszy. Skóra i żyły ... (Więcej)

Postprzez Bua » N lut 18, 2018 1:58 pm

Chciał powiedzieć, że da sobie radę, silny przecież jest, a zająć trzeba się tamtą cokolwiek bardziej potrzebującą, ale zamiast całego zdania w tym typie wyrwało mu się tylko nowe kaszlnięcie, nieprzyjemnie drażniące gardło, a już zaraz uzdrowicielka była przy nim. Nie marudził więcej. Może był trochę za bardzo zdziwiony, by marudzić, bo wraz z wprawnym dotykiem panny wyraźnie wyczuł, jak ucisk na klatkę piersiową ustępuje, gardło przestaje drapać, a zbliżające się widno duszności leniwie choć posłusznie ustępuje, tak że po chwili czuł już tylko tę odrobinę zmęczenia, która wywołana była walką z upiornymi bestiami. Kolejne zjawisko. Powiódł wzrokiem za uzdrowicielką, pozwalając sobie na kilka szybkich myśli wyrażonych na zewnątrz jedynie ściągniętymi ciaśniej brwiami, a potem przestał się na chwilę przejmować. Siadł na ziemi, wzbijając tuman piachu dookoła siebie, wyprostował nogi i pochylony do przodu przez jakiś czas patrzył już tylko na to, co działo się właśnie z tą bardziej potrzebującą, bo bardziej ranną panną. Jakoś ciężko mu się to wszystko widziało. Wiadomo, skoro był w okolicy, to najpewniej nikomu nie powinno być zbyt łatwo z czymkolwiek, ale ta… ta wyglądała na taką, która potrafi przysporzyć wcale nie mniej problemów, niż mroczna zasada ściągania pecha. Wystarczyło spojrzeć na to, co dopiero się wydarzyło. Jak na jego - chociaż kto by go tam słuchał - to dłuższe siedzenie na tej plaży też nie było za dobrym pomysłem. Znowu robił się głodny, a z mokrego drewna nie szło nawet rozpalić ogniska. Nachmurzył się trochę.
Nie tracił jednak czujności i widział tą niepokojącą rzecz, której zaraz dokonała uzdrowicielka. Wyczuć może i tego nie wyczuwał, ale spodziewał się, że jeśli to nie jest jakaś magia, to przynajmniej silne szamańskie sztuczki. Było w tym coś mrocznego - w sposobie, w jaki uzdrowicielka robiła krzywdę sobie samej, żeby pomóc innym. Nagle jeszcze bardziej zapragnął przekonać ją, że przecież dałby radę, odkaszlnął parę razy i znów byłby zdrów jak ryba (najlepiej pstrąg, nie musiałby być nawet przyprawiony, nawet nie na ciepło!). Ciężko było to oglądać. Już nawet ruszył się, żeby pomóc tej, która to im cały czas pomagała, bo przyjęcie na siebie złamanej kości brzmiało mu zbyt groźnie, ale wtedy stało się coś jeszcze groźniejszego.
Zdecydowanie zbyt wiele rzeczy nim dzisiaj wstrząsało i zbyt mało po sobie pokazywał.
Tym razem zerwał się jednak na równe nogi, stając gdzieś pomiędzy jedną a drugą i z niezadowoleniem obserwując obie na zmianę. Odruchowo sięgnął po nóż, ale nie wyciągnął go z pochwy, bo przecież w kogo miałby celować? W tą, która mu pomogła, czy w tą, która narobiła większego bałaganu? Tyle, że teraz jedna z drugą jakoś w połowie zamieniły się miejscami. Zdezorientował się srodze, by zaraz podzielić zdanie jednak tej leczącej.
- Właśnie! - burknął, macając pas gdzieś w okolicach zdobnej rękojeści. - Co jest w wami nie tak! Kiedyś to dziewki owce pasły i śmietanę biły, a…
Ale i tej myśli, najpewniej najbogatszej dzisiaj, nie dane mu było nawet dokończyć, bo zaraz pojawił się ktoś jeszcze. I trudno orzec, co właściwie to sprawiło - czy nagromadzenie  niewypowiedzianych słów, czy głód, czy wreszcie natłok wszystkich otrzymanych dzisiaj wrażeń, niepokojących często wrażeń - nie wiadomo. Sam Bua też nie wiedział. Po prostu dokładnie w chwili, kiedy Anna trafiła na najbardziej niespodziewanego dziś gościa, on już z powrotem miał w dłoni topór. Podrzucił go raz, warknął coś niezrozumiałego, a potem zrobił wielki krok i przytknął ostrze do twarzy tego niespodziewanego typa tak blisko, że odrobinę mocniejszy zamach pozbawiłby go zasadniczej części nosa. Woj łypnął groźnie w stronę demonicznej panny, bo teraz był już prawie pewien, że to wszystko to jakieś nieczyste sprawki.
- Odwołujesz towarzysza albo zostajesz tu z nim - zdecydował surowo - ja zabieram ranną pannę i jej łasicę, bo się poświęca i nie ma chwili odpoczynku! To jest już za długi dzień i Bua ma już dość, bo prawie porwało go piekielne morze i pocięły demony! Lecząca panno, idziemy. Mroczna panno, kto to, do ciężkiego czorta jest, i czy mogę już wrazić mu topór w rzyć.
Avatar użytkownika
Bua
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Lasota, Vertan, Mezzrat, Fabio,
Rasa: Zmiennokształtny, niedźwiedziołak
Aura: Może to zaskoczenie, ale ta aura siłą się nie wyróżnia. Wiem, to aż boli w oczy. Taki postawny facet, a taka emanacja… ale ej, siła to nie wszystko! Twardość! Twardość jest tutaj ważna! Powiem Ci, że tak surowej powłoki to dawno nie widziałam. Nie ma się co dziwić, że jest przez to też nieco sztywnawa, ale za to jak mieni się żelazem! O, i barachitem. Dzikim, dzikim odcieniem. W dodatku jest gdzieniegdzie złotawa oraz cynowa z przymusu, a gdy w przypływie odwagi dotkniesz jej powierzchni okaże się chropowata, w pewnych miejscach tępa, a w innych nawet delikatnie ostra. Lepka bardziej niż sucha, otacza się nadto zapachem mokrej sierści oraz wilgotnej ziemi, a także ledwo dostrzegalną poświatą, taką wiesz - raczej nieśmiałą. To chyba jaki szmaragd. Przynajmniej w smaku jest wyraźnie słona i co do tego nie ma wątpliwości. Poza tym zdaje mi się, czy coś zaciąga nieszczęściem? Tak, lepiej odejdźmy zanim coś się stanie. Z pechowcami nie ma co zadzierać!
Wygląd: Bua to przede wszystkim naprawdę postawny mężczyzna i zdecydowanie trzeba to podkreślić na wstępie. Jest wyższy od większości ludzi, ma szerokie barki, silnie umięśnioną szyję i pierś. Tak potężnymi ramionami, jakimi dysponuje, można by bez problemu wyrywać drzewa z korzeniami, a do tych dłoni wielkości bochenków chleba doskonale pasuje uchwyt każdej broni ... (Więcej)

Postprzez Alia » Wt lut 20, 2018 8:46 pm

Cień przyzwyczaił się, że po dotykaniu ludzi czy zwierząt jego pani często stawała się ranna, chora, czy zwyczajnie osłabiona. Na jej ciele pojawiały się krwawe wybroczyny, siniaki, zniekształcenia, strupy, liszaje. Czasem przez jakiś czas prawie się nie ruszała, ograniczając się do przygotowywania naparów ziołowych i ostrożnego popijania ich. Innym razem przez kilka dni kulała, czy unikała poruszania ramieniem. Ale nigdy jeszcze nie wyglądała w taki sposób. Biedna łasica patrzyła w szoku na swoją podopieczną i piszczała wściekle, gdy kobieta przejmowała na siebie coś potwornego od tej drugiej. W akcie desperacji wbił kły w to, co było najbliżej - ludzką szyję, by spróbować ją otrzeźwić. Na całe szczęście pomogło, oderwała się od paskudy, która w jego oczach była wszystkiemu winna. Fakty uderzenia w nią kosturem, czy nakierowania przez niego tak, że dostała naprawdę solidnie nie miały przecież tak wielkiego znaczenia. Patrzył potem z przerażaniem na kaszlącą druidkę. To akurat była wina tego dużego, kudłatego. Nie dość, że śmierdział strasznie, to jeszcze przez niego biedaczka dusiła się!
Futrzak ostrożnie próbował podejść do dziewczyny, ale gdy zobaczył jej oczy, zatrzymał się. Bał się tego, co widział. Nigdy jeszcze tak nie wyglądały. Pamiętał je zawsze jako białe - bezużyteczne, ale na swój sposób ładne, łagodne i ciepłe. A to coś... Do rzeźbionej laski doskoczył nawet bez polecenia. Nie chciałby się przyznawać, ale bał się jej trochę, gdy tak wyglądała. Ociągał się nieco ze wskazaniem kierunku. Nie był pewny, czy to nadal była jego pani. I nie wiedział, czy chciał zyskać pewność.
Cień nie zdążył podjąć sensownej decyzji. Pacjentka rzuciła się na Alię i zaczęła nią potrząsać. Takie traktowanie nie mogło wpłynąć pozytywnie na jej stan. Uzrowicielka próbowała oponować, ale nie była w stanie nawet zaczerpnąć porządnego oddechu. Płuca paliły ogniem, a jeszcze pamiętała o pęknięciu na jednym z żeber. Niby na razie nie było poważne, przy leczeniu zwykle druidka nie cierpiała tak bardzo jak pierwotny poszkodowany. Ale szarpanie mogło łatwo całkiem połamać uszkodzoną kość. Na szczęście nie trwało to długo. Futrzak nie potrafił w spokoju patrzeć na tą scenę i rzucił się na kobietę z rudymi kosmykami. Nawet nie ostrzegał, tylko wbiegł na ramię niewidomej i skoczył z niego na rękę tej drugiej. Wgryzł się solidnie, do krwi, ale też szybko puścił. Przez chwilkę lizał na wpół leżącą zielarkę po twarzy, zupełnie już nie przejmując się jej wyglądem. Bardziej martwił go świszczący, płytki oddech.
        - Bandaż - wyszeptała do rudego ulubieńca, zanim ktoś chwycił ją za dłonie i szarpnął do góry. Syknęła na to przez zęby, ale nie była w stanie nic powiedzieć. Wariatka zaczęła biegać wokół podniesionej po pozycji siedzącej druidki i ciągać ją za sobą, dzięki czemu ta ostatnia mogła doskonale poczuć piach wpychający się do rany na goleniu a nawet niemal usłyszeć zgrzyt trących o siebie dwóch kawałków złamanego piszczela. A właśnie chciała go zabezpieczyć, póki kość leżała dobrze i nie musiała jej nastawiać!
Tym razem mały drapieżnik nie zdołał interweniować. Obie panny obracały się za szybko, który to widok omal nie przyprawił go o zawał małego serduszka. Na szczęście wszystko skończyło się równie gwałtownie, co zaczęło. Tym razem puszczona Alia nie upadła na piasek, a tylko wsparła się ciężko na rękach. Cień dopadł do jednej z jej dłoni i powolutku, delikatnie przeciągnął ją do kostura, trzymając za palec. A potem nastroszony stanął miedzy druidką, a kudłaczem, sycząc ostrzegawczo. Może i człowiek był większy, silniejszy, a nawet śmierdział dużym drapieżnikiem, ale nie miał łasiczego sprytu, woli walki i celu, jakim było bronienie swojej damy.
Przez czas, gdy reszta podziwiała sobie pojawienie się nowego człowieka, spierała o dalsze działanie, czy wygrażała, zielarka przyciągnęła do siebie swój kij, jeden koniec wbiła w piasek, a następnie podciągnęła się na nim. Zrobiła to powoli i z wyraźnym wysiłkiem, ale najbardziej niepokojąca była chyba wprawa, która pozwoliła jej podnieść się bez obciążania złamanej kończyny. Przez kilka uderzeń serca stała, oddychając ciężko i zbierając resztki sił.
        - A teraz, panie Bua, dziewka ci oświadcza, że nikt nikomu nie będzie niczego nigdzie wrażał - głos nowej czarnookiej był chrapliwy, ale zrozumiały, choć wciąż robiła częste pauzy spowodowane atakami kaszlu lub potrzebą wzięcia kilku płytkich, świszczących oddechów. Słaniała się ze zmęczenia, stojąc na jednej nodze i pochyliła głowę, zasłaniając twarz włosami, ale coś w jej postawie przywodziło na myśl upór i dumę. Być może były to kropelki krwi kapiące z przemoczonego, uniesionego w górę buta na piasek. - Dość mam tego! Jeśli ktokolwiek komukolwiek cokolwiek gdziekolwiek wrazi, to ja następnie sprawdzę, czy wrażającemu w to samo miejsce zmieści się mój kostur! A potem, na Prasmoka, nauczę się przenosić rany z poszkodowanego na szkodzącego! I sumienie mi potem każe to uleczyć... Ktoś mógłby mi chociaż łaskawie powiedzieć, co się do cholery dzieje! Nie wiem, czy zauważyliście, ale jestem całkowicie ślepa. Nie wiem, co macie za chorobę, panienko, ale umiem uleczyć każdą. Pytanie, jakim kosztem.
Nieszczególnie była w stanie podnosić głos, ale ton był nie do pomylenia. Zielarka zaserwowała tej dwójce wściekłą połajankę, zakończoną wysyczeniem oświadczenia o swoich umiejętnościach przez zęby i wskazania krwawej plamy na białej szacie osłaniającej ranę. Potem, wykorzystując kij jak mało praktyczną kulę, zbliżyła się do radosnej, najbardziej popapranej grupki w okolicy. Cień już siedział na jej ramieniu i próbował relacjonować wszystko, jeżąc się przy tym niemiłosiernie. Dzięki temu bez problemu położyła dłoń na barku wielkoluda, postanowiwszy uciec się do ostatniego pomysłu, jaki miała by zapobiec dalszemu rozlewowi krwi. Nawet przez chwilę nie pomyślała, że być może powinna była trzymać się z tyłu. W końcu sądząc po słowach pozostałej dwójki i jej futrzaka, na plaży pojawił się ktoś jeszcze. A jego motywów ani planów nie znała.
        - Muszę opatrzyć ranę. Mam w niej pełno piachu i kość... Potrzebuję przegotowanej wody. - Wymamrotała, po czym bez większego namysłu całkiem wypuściła kostur, by drugą ręką przytrzymać łasicę, zanim ta skoczyła do oczu brodacza. W efekcie druidka zachwiała się niebezpiecznie. - Sama nigdzie nie dojdę w tym stanie. Nawet nie wiem, kto się tu pojawił. Proszę... pomóżcie. I Alia mi mówcie.
Avatar użytkownika
Alia
Mieszkaniec Sennej Krainy
 
Inne Postacie: Finua, Kelisha, Ieldarisa, Rakell, Cętka,
Rasa: Człowiek
Aura: Przeciętnej siły, jasna, barachitowo-cynowa aura o świetnie wyczuwalnej szafirowej poświacie. Pachnie ziołami, ale wydziela też woń choroby, wyczuwalną jedynie dla nielicznych istot. Wokół rozbrzmiewają liczne głosy. Powierzchnia jest ostra i nieznacznie miękka, zaś sama emanacja smakuje łagodnie, lecz zarazem kwaśno. Przebywanie przy niej przyspiesza bicie serca.
Wygląd: Alia ma troszkę ponad pieć stóp wzrostu, nie należy więc do nadmiernie wyrośnietych. Nie jest ani gruba, ani chuda. Raczej szczupła, choć zarówno pierś jak i biodra wyraźnie różnią sie od talii. Jest nieco blada. Ma długie, kasztanowe włosy, opadające miękkimi falami niemal do pasa. Dawniej całkiem ładna, a wręcz niemal piękna i zawsze uśmiechnięta. Aktualnie raczej ... (Więcej)
Uwagi: Niewidoma

Postprzez Anna » So lut 24, 2018 6:13 pm

        Na ten widok aż jej w nogach zasłabło. Powoli odsunęła się od przybysza, opierając się o Buę. Ten, zamiast zachować ostrożność, postanowił zagrozić istocie, na której widok trzęsła portkami. Z drugiej strony to i nawet dobrze. Może odwróci uwagę wystarczająco długo, by mogła uciec. Do czego zresztą zmierzało. Demon nie przyjął łagodnie przyłożenia ostrza do twarzy. W dodatku wojownik przeciął jego papieros. Ivu złapał delikatnie za ostrze i odsunął je.
- Tak wygląda prawo gościnności w tych stronach? - Uśmiechnął się rozbrajająco i w ułamku sekundy wymierzył trzecią ręką coś na podobieństwo lewego sierpowego. Najzwyczajniej z barku wyrosła dodatkowa kończyna, obrzydliwa w wyglądzie. Alia jest ślepa, a Anna była odwrócona, więc na szczęście nie musiały zobaczyć potworności z gołego mięsa, oczu i zębów.
- Proszę mi wybaczyć droga Alio, ale twój partner mnie zaatakował. Przydałoby się misia wytresować. - Łagodnie ją objął i położył na
wyczarowanym królewskim łożu. - Leż spokojnie, mam coś na złagodzenie ran. Wypij, a od razu poczujesz się lepiej. - Wyciągnął z marynarki małą szklaną fiolkę z czerwonym i buzującym płynem. Coś w nim chyba pływało.
- Niestety muszę cię na chwilę zostawić, moja własność ucieka - mówiąc to, zwrócił się do Anny. Ta przez całą tyradę Anny, groźby Buy, sprawunki Iauvraadhkiego i skrzeczenia Cienia stała 10 metrów dalej i fortyfikowała się wszystkim, co tylko miała w torbie i co mogła wyczarować. Kilkanaście kręgów z soli, ziół, świętych znaków palących ją przy wypisywaniu, znaków w piasku, bożków każdej religii, jakiej tylko pamięta. Wstała z kolan i otrzepała spodnie. To wszystko dało jej pozytywnego kopa. Co niby Ivu mógłby teraz jej zrobić, obrzucać kamieniami?
        Ivu stanął przed zewnętrznym kręgiem i obejrzał całe dzieło. Dokładnie wszystko przeliczył, dodał i przemnożył.
- Bardzo dobrze, wszystko zrobiłaś poprawnie. Nawet nie wiedziałem, że tyle umiesz. Powiedziałbym, że jesteś strasznie zdesperowana. - Bez zwątpienia zrobił duży krok i stanął wewnątrz konstrukcji, ignorując bez wyjątku wszystkie antydemoniczne ochrony. - Lecz prawdziwa desperacja jest znana tylko wtedy, gdy ucieczka jest niemożliwa.
Przerażonej Annie opadła szczęka. Sam powiedział, że wszystko zrobiła dobrze! To nie było dla niego nawet niewygodne!
- Pewnie zastanawiasz się, czemu nic mi się nie stało? - Zniżył głos do ledwo słyszalnego szeptu. - Jesteś częścią mnie, a zaklęcia ochronne nie zaatakują swojego stwórcy.
Sięgnęła ręką do sztyletu, ale demon w ludzkiej skórze pierwszy złapał ją za głowę i palił martwym ogniem. Padła na kolana, próbowała się wyswobodzić, szarpać za rękę, ale nic nie dawało rady. Wolna wola odpływała, pozostawiając tylko spustoszenie i posłuszeństwo. Dopiero co leczone ciało znowu chorowało i napływało lilią. Gdy tylko skończył, rzucił nią w ziemię.
- Następnym razem nie będziesz się tak cieszyć.
W prezencie zasadził jej dodatkowy kopniak w brzuch. Odetchnął, poprawił krawat i odwrócił się, gdzie powinna być pozostała dwójka. Już zamierzał elegancko przeprosić za zamieszanie i wrócić do Alii (do której zresztą miał już w głowie różne plany). Wyrwał mu się jednak krzyk, pierwszy od kilkuset lat. Gdy jego uwaga była odwrócona, dzika Anna zaszła go od tyłu i wbiła kłami w szyję. W umyśle wypranym ze świadomości pozostał zwierzęcy instynkt. Z sekundy na sekundę wchłaniała jego esencję do siebie. Czy to bezpieczne, na pewno nie!
Avatar użytkownika
Anna
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Habentes, Eldarrin, Thiandel, Luminea, Aurora,
Rasa: Przemieniona - z Wampira z Pół-elfki
Aura: Powita cię tu nietypowy zapach, który będzie jedynie wstępem do chaosu jaki później nastąpi. Jasno lściący topaz odbija się w wyrazistym cynku, którego metaliczny płysk przełamują plączące się i walczące o twoją uwagę smużki kobaltu i iskierki srebra. Zaraz potem napotkasz istną plejadę dźwięków. Rozpoczną ją nienaturalne głosy, które wymieszają się z brzęczeniem i grzmotami by przejść we wręcz nie pasującą tu głęboką melodię. Niby ostatni gong kończący czas, na finiszu wybrzmi pojedynczy ton wieńczący chaotyczną muzykę. Dotyk aury nie pozostawia wątpliwości, jest ona twarda i giętka, nie brak jej też groźnie ostrych momentów, a jej chropowate powierzchnie przeplecione są gładkimi pasmami. W smaku jest lepka, a słodycz miesza się z pikanterią, zaostrzając doznania, by te nie zdały się mdłe.
Wygląd: Anna jest co najmniej dziwna. Nie tylko w wyglądzie, ale i w zachowaniu. Jako skalę porównawczą przyjmując oczywiście szarego przedstawiciela rasy ludzkiej, mieszkającego w mieście i pracującego w warszacie. Ona przypomina bardziej całkiem ładną dziewczynę, ale oszpeconą przez dziwne spaczenie. Oczy czarne. Idealnie pasują do powiedzenia, że oczy to brama do duszy. Skóra i żyły ... (Więcej)

Postprzez Bua » So lut 24, 2018 10:37 pm

Ktokolwiek powiedział, że cicha wody potrafi rwać brzegi, ten najpewniej kierował te słowa pierwotnie w stosunku do kobiety. Wyglądało na to, że nie tylko ta czarna potrafi robić więcej, niż wygląda, ale i biała (póki co wygodnie było nazywać je od koloru oczu, chociaż i to stawała się powoli sprawa złożonej natury) umiała się zdenerwować. Na potok słów, który uleciał z niej i zbombardował Buę z siłą wodospadu, ten aż zatrzymał się, ledwie nie wypuścił broni z ręki i momentalnie tak się spiął, że gdyby tylko niedźwiedzie kładły po sobie uszy, to on zrobiłby to w mgnieniu oka. Ta kobietka, cóż, zaimponowała mu. Wyglądała na najsłabszą z nich wszystkich, a jednak okazywała właśnie wielką siłę. Byłaby dobrą matką dla… no, dla jakichś potężnych dzieci. Nie dość, że pomoże innym, to jeszcze sama zdzierży ich choróbska i dalej będzie miała siłę krzyczeć, żeby zaprowadzić porządek. Może i Bua nie był zwolennikiem wręczania damom kwiatów, ale dla takiej to narwałby lubczyku jak nic.
Póki co mógł tylko bez wahania pomóc jej zachować równowagę, nie tylko podsuwając swoje umięśnione ramię jako podpórkę, ale i zaraz dotykając wyjątkowo delikatnie jej boku.
- Damy radę - powiedział tylko. - Jestem Bua. Przekonaj futrzaka do współpracy, co?
A potem bez pytania zrobił prawie to samo, co wcześniej uczynił z tą drugą, a więc schował wszelką broń, schylił się, ostrożnie ujął Alię i wziął ją na ręce na tyle stosownie, by nie pogorszyć problemu zranionej nogi. Tak, niewątpliwie wszedł już w to wszystko zbyt głęboko. Los tych dwóch nie powinien go obchodzić, na pewno nie na  dłuższą metę, ale w tej sytuacji nie mógł postąpić inaczej. Czasami w ludzkiej postaci musiał łamać prawo natury; silny nie stawał się zagładą dla słabszych, ale pomagał im, bo chwilę temu to słabszy pomógł sile przetrwać. Gorąca woda, to nie musiał być problem, jeżeli by tylko miał jakieś naczynie - a wierzył, że Alia ma coś podobnego przy sobie - i znalazł miejsce na rozpalenie ognia. Skraj plaży, gdzie wyrastały drzewa i kępy trawy o mdłym kolorze, wydawał się do tego doskonały.
Pozostawała tylko kwestia… nowego towarzysza tej, której imienia ciągle nie miał okazji poznać, bo częściej słyszał dziś szczęk własnych ostrzy, niż miłe słowa powitania, czy czegokolwiek podobnego. Aż dziw go brał, gdy pomyślał, że tak niedawno został wyrzucony na brzeg i odratowany przed utopieniem. Parę chwil temu, chciałoby się rzec!
Ale owe nowe towarzystwo, jak się prędko okazało, doskonale wykonało wolę praw dziczy za Buę. Czymkolwiek ta istota była, musiała pochodzić z mrocznej części świata, jak zresztą wszystko, co otaczało tamtą dziewczynę. Jeżeli w ogóle uda im się porozmawiać, będą mieli sobie wiele do wyjaśnienia.
Woj stał i patrzył - rzeczywiście tylko patrzył, jak to, co musiało być demonem, wraca biednej dziewczynie jej nieludzki wygląd, związany najpewniej z jakimiś potwornymi właściwościami.
- Plugastwo - mruknął mimowolnie, pewniej ujmując Alię w ramionach i zaraz zrobił już krok w tył, oddalając się od tego, co działo się później. Twarz  znowu miał ponurą.
- To jakieś ciemne siły. Nie chcę się w to plątać - wyjaśnił półgłosem swoją decyzję, bo miał wrażenie, że łasica zrelacjonowała już resztę zdarzeń swojej pani. Widniejąca niedaleko sucha polanka - oto, czego teraz było im wszystkim trzeba. Tam też więc się Bua udał, przypominając swoim bezkształtnym cieniem masywnego golema kroczącego przez plażę.
Avatar użytkownika
Bua
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Lasota, Vertan, Mezzrat, Fabio,
Rasa: Zmiennokształtny, niedźwiedziołak
Aura: Może to zaskoczenie, ale ta aura siłą się nie wyróżnia. Wiem, to aż boli w oczy. Taki postawny facet, a taka emanacja… ale ej, siła to nie wszystko! Twardość! Twardość jest tutaj ważna! Powiem Ci, że tak surowej powłoki to dawno nie widziałam. Nie ma się co dziwić, że jest przez to też nieco sztywnawa, ale za to jak mieni się żelazem! O, i barachitem. Dzikim, dzikim odcieniem. W dodatku jest gdzieniegdzie złotawa oraz cynowa z przymusu, a gdy w przypływie odwagi dotkniesz jej powierzchni okaże się chropowata, w pewnych miejscach tępa, a w innych nawet delikatnie ostra. Lepka bardziej niż sucha, otacza się nadto zapachem mokrej sierści oraz wilgotnej ziemi, a także ledwo dostrzegalną poświatą, taką wiesz - raczej nieśmiałą. To chyba jaki szmaragd. Przynajmniej w smaku jest wyraźnie słona i co do tego nie ma wątpliwości. Poza tym zdaje mi się, czy coś zaciąga nieszczęściem? Tak, lepiej odejdźmy zanim coś się stanie. Z pechowcami nie ma co zadzierać!
Wygląd: Bua to przede wszystkim naprawdę postawny mężczyzna i zdecydowanie trzeba to podkreślić na wstępie. Jest wyższy od większości ludzi, ma szerokie barki, silnie umięśnioną szyję i pierś. Tak potężnymi ramionami, jakimi dysponuje, można by bez problemu wyrywać drzewa z korzeniami, a do tych dłoni wielkości bochenków chleba doskonale pasuje uchwyt każdej broni ... (Więcej)

Postprzez Alia » So mar 10, 2018 5:46 pm

Niewidoma Alia była coraz bardziej skołowana. Wokół niej działo się zbyt wiele rzeczy, których nie mogła zarejestrować lub nie pojmowała. Tyle dobrze, że nie przewróciła się twarzą na piasek. Zamiast tego została podtrzymana przez szerokie ramię, które szybko dopasowała w myślach do niedoszłego topielca. Potem poczuła cudze dłonie zmuszające ją do położenia się. Gdyby nie głos i wypowiedziane przez niego słowa, dzięki którym domyśliła się, że był to mężczyzna zaatakowany przez Buę, mogłaby się wystraszyć. Na szczęście nie stało się tak i mogła skupić się w pełni na próbach zrozumienia tego, co się działo. Została ułożona na czymś, co po krótkich oględzinach zaczęło w jej umyśle podejrzanie przypominać łóżko. Ale skąd mebel miałby się wziąć na plaży o tak wczesnej porze? I co ten człowiek miał na myśli mówiąc o misiu? Co takiego znajdowało się we wciśniętej w jej dłonie buteleczce?
Cień ekspresowo znalazł się przy niej i próbował opisać zawartość naczynka. Niestety, druidka nie zwróciła zbytniej uwagi na jego słowa. Usłyszała podzwanianie metalu, przez co zdała sobie sprawę, że nie trzymała już w dłoniach kostura. Przesunęła się do brzegu posłania i obmacała pospiesznie piasek w swoim zasięgu, aż zacisnęła palce na znajomym kiju. Okazało się, że zrobiła to w idealnym momencie. Chwilę później znów poczuła czyjeś ręce, ale tym razem została bez pytania podniesiona. Na szczęście nie obrażała się o takie traktowanie. Szczególnie, gdy miała problemy z samodzielnym poruszaniem się. Futrzak siedział na jej piersi i fukał wściekle. Nie odważył się jednak zaatakować chwilowo potężnego mężczyzny. Rozumiał, co stanie się z jego panią, jeśli ten mięśniak ją upuści w konsekwencji ugryzienia. Z ochotą pozwolił sobie na wypowiadanie własnego zdania na temat wielkoluda, dopóki Alia nie skarciła go cicho. Wtedy nastroszył się w niezadowoleniu, ale zaczął opisywać jej całą sytuację.
        - Bua? On ją nazwał swoją własnością... - szepnęła zatroskanym głosem. Martwiła się o tą dziwną kobietę. Słuchając jednym uchem trajkotania małego drapieżnika, otworzyła otrzymaną buteleczkę i powąchała ostrożnie zawartość. Zaraz potem skrzywiła się i, zanim rudzielec zdążył zareagować, pociągnęła z niej solidny łyk. Adrenalina przestawała działać, przez co uzdrowicielka zaczynała w pełni odczuwać skutki dzisiejszych wydarzeń. Nie tylko nasilał się ból świeżych ran ale też nudności i zawroty głowy. Dlatego też uznała, że cokolwiek wchodziło w skład mikstury, warto było zaryzykować. W pierwszej chwili poczuła rozlewające się po ciele kojące ciepło, ale zaraz potem skuliła się i oparła czoło o pierś trzymającego ją wojownika. Być może picie nieznanych substancji nie było jednak takim dobrym pomysłem. Przyjemne odczucie zmieniło się w drażniące ukłucia cieniutkich igiełek, wbijających się w ciało od środka. Z drugiej strony, wiele silnych leków mogło mieć nieprzyjemne skutki uboczne, więc nie panikowała jeszcze.
Gdy tylko Cień zaczął mówić, co działo się z obcą kobietą, Alia odruchowo spróbowała się wyswobodzić z uchwytu wielkoluda. Nie zawahała się nawet na chwilkę, chyba nie do końca zdawała sobie sprawę, że do ziemi nie było wcale tak blisko. Na szczęście dla niej, mogłaby się zapewne szarpać do znudzenia lub kolejnego sztormu, zależnie co byłoby szybsze, a efekt byłby jednakowy. Gwałtowne poderwanie głowy wywołało głównie kolejne fale mdłości, więc finalnie jęknęła tylko, choć na krzyk bólu spięła się wyraźnie.
        - Mały? Mi nic nie będzie. Idź, pilnuj jej. Proszę - wyszeptała, czując że Bua zaczął iść. - Przyprowadź ją, jeśli da radę iść. Lub przyjdź po mnie, nie chcę jej zostawiać bez opieki. Znajdziesz mnie, prawda?
Łasicy bardzo wyraźnie nie spodobało się takie polecenie, ale błagalny ton dziewczyny zniechęcał do pyskowania. Futrzak zapiszczał żałośnie, gdy został podniesiony delikatną dłonią, która zaraz potem zwiesiła się ku ziemi. Posłusznie rozluźnił się i wyzwolił z uchwytu, by zeskoczyć na piasek i zostać w okolicy. Nie podobało mu się to wszystko, ale przypilnowanie dziwacznej kobiety, która właśnie wgryzała się w cudzą szyję nie powinno być zbyt trudne z właściwej odległości. Dla pewności wyprzedził jeszcze brodacza i kilkoma niskimi dźwiękami oznajmił, co mu zrobi, jeśli druidce spadnie włos z głowy. Później mógł już ostrożnie obserwować dziwną dwójkę, co jakiś czas piszcząc wysoko.
Uzdrowicielka jedną ręką przyciskała do piersi kostur, a drugą zaczęła gmerać przy jednej z sakiewek przyczepionej do paska. Ostrożnie wyjęła, a następnie położyła sobie na piersi maleńki woreczek, który rozwiązała z pomocą zębów. Zanurzyła w nim dwa palce, by potem wysypać sobie na język szczyptę ciemnego proszku. Skrzywiła się wyraźnie, ale skuteczne środki przeciwwymiotne miały w zwyczaju smakować paskudnie. Niewiele mogła chwilowo pomóc komukolwiek, musiała więc zająć się własnym zdrowiem.
        - Przepraszam za niego. Cień jest nadopiekuńczy - mruknęła, chowając specyfik na swoje miejsce. Ułożyła się ciut wygodniej w ramionach mężczyzny, zastanawiając się, dlaczego we wszystkich baśniach delikatne księżniczki tak uwielbiały być nieustannie noszone. Na dłuższą metę zaczynało się czuć, że cały ciężar opierał się na raptem kilku punktach, które dodatkowo leżały na twardych mięśniach. Chyba, że wszyscy książęta z bajek byli pulchni i mięciutcy. - Bua? Cień wcześniej mówił coś dziwnego. Nie znam choroby, od której oczy robiłyby się czarne. A twierdził, że ja teraz takie mam. To prawda, czy coś pokręcił? Mówił też o ciemnych żyłach. Głupio mi prosić, ale... będę potrzebowała trochę pomocy przy nodze. Nastawiałeś kiedyś kość?
Zielarka wbijała spojrzenie bezużytecznych oczu w niebo, marszcząc brwi, co świadczyło o jej zmartwieniu. W trakcie mówienia bezwiednie przesuwała jedną dłonią po ramieniu towarzysza, a gdy trafiła na jego kark, wplotła palce w jego włosy i uniosła nieco. W zamyśleniu zaczęła drapać go za uchem i po potylicy.
        - Gdzie tak właściwie idziemy? Za mocno ją uderzyłam. Parę godzin będę miała zawroty głowy - wymamrotała z wyraźnym poczuciem winy. Nagle zesztywniała i cofnęła rękę. - Przepraszam! Na Prasmoka, przepraszam... Cienia ciągle głaszczę, czy drapie, zamyśliłam się i tak wyszło. Odruch.
Dziewczyna poczuła gorąc na twarzy, gdy jej posiniała nienaturalnie miejscami skóra pokryła się wściekłym rumieńcem wstydu. Właśnie potraktowała człowieka, który jej pomagał jak wielkiego zwierzaczka kanapowego. Jęknęła cicho, przyciskając jedną dłoń do czoła. Ciężko było stwierdzić, czy to z powodu własnego zachowania, czy bólu głowy, a może kolejnej fali mdłości.
Avatar użytkownika
Alia
Mieszkaniec Sennej Krainy
 
Inne Postacie: Finua, Kelisha, Ieldarisa, Rakell, Cętka,
Rasa: Człowiek
Aura: Przeciętnej siły, jasna, barachitowo-cynowa aura o świetnie wyczuwalnej szafirowej poświacie. Pachnie ziołami, ale wydziela też woń choroby, wyczuwalną jedynie dla nielicznych istot. Wokół rozbrzmiewają liczne głosy. Powierzchnia jest ostra i nieznacznie miękka, zaś sama emanacja smakuje łagodnie, lecz zarazem kwaśno. Przebywanie przy niej przyspiesza bicie serca.
Wygląd: Alia ma troszkę ponad pieć stóp wzrostu, nie należy więc do nadmiernie wyrośnietych. Nie jest ani gruba, ani chuda. Raczej szczupła, choć zarówno pierś jak i biodra wyraźnie różnią sie od talii. Jest nieco blada. Ma długie, kasztanowe włosy, opadające miękkimi falami niemal do pasa. Dawniej całkiem ładna, a wręcz niemal piękna i zawsze uśmiechnięta. Aktualnie raczej ... (Więcej)
Uwagi: Niewidoma

Postprzez Anna » Pt mar 23, 2018 12:13 am

        To było aż za łatwe. Demon złapał ją za rękę, ratując od ześlizgnięcia się na ziemię. Na nic się to nie zdało. Piła i piła, i piła... Anna wzniosła głowę znad ofiary, która padła na ziemię. Odzyskała świadomość! Poprawiła włosy, rozprostowała kark i starła krew z kącika ust. Mmmm, pyszność. Truposz leżał teraz przed nią. Praktycznie nieżywy, wyssany do cna. Tak mu się opłaciło przyjęcie ludzkiej formy. Kopnęła go jeszcze, jak on wcześniej . Zasłużył sobie. Teraz co tylko z nim zrobić. Odwróciła go plecami do piasku i przejrzała kieszenie. Bała się, że znajdzie gdzieś karteczkę "To był mój sobowtór, honhonhonhon.". Na szczęście niczego takiego nie było. Ogólnie ledwo co było. Przezroczyste pudełeczko z cieczą i plik prostokątnych zielonych papierów. Śmieci. Wyrzuciła je na piasek i podniosła ciało. Zabrała je do linii wody i uniosła telekinezą. Teraz wystarczyło przeciągnąć go daleko, w stronę głębin i przyczepić mu kulę u nogi. Z przyjemnością obserwowała, jak znika w głębinach. Wróciła tak jak przyszła i przerwała zaklęcie.
        Otrzepała ręce stając na piasku. Trochę czasu minie, zanim tu wróci. Spokojnym krokiem udała się w kierunku miasta. Chciała się napić. Coś nagle zaczęło szarpać ją za nogawkę. Odwróciła się do jakiegoś szczura. "Co jest?" Ten się chyba zniecierpliwił i użarł ją w kostkę.
- Ty parszywy gryzoniu...! - Co by dała, żeby mieć teraz w dłoni kij. Szkodnik chyba zrozumiał, bo uciekł wnet. Czego mógł od niej chcieć?
Wraz z pytaniem znikła mgła kryjąca jeszcze umysł. Dopiero teraz sobie przypomniała.
- Na Prasmoka! Moje lekarstwo! Lekarstwo mi ucieka! - Rzuciła się za uciekającą łasicą. - Nie chciałam, nie poznałam cię! No przepraszam no!
        Niestety lub stety, Cień już uciekł. Po prostu świetnie. Mgła się przynajmniej rozrzedziła. Mogła w jakimś stopniu prześledzić trasę przelotu "surykatki".
        Skleroza nadal była problemem. Może jeszcze zaklęcie do końca nie zeszło. Co to jednak za zaklęcie? Nie wykonał żadnych gestów i efekt znikł gdy "stracił przytomność". Wskazywałoby to na magię rozkazów. To do niego niepodobne. Jak z resztą od początku. No ale co zrobi? Obecnie i tak pływa z rybami. Zdążyła się nauczyć, że zdobycie nowego ciała chwilę mu zajmuje. Jest na tyle wybredny, że musi szukać po innych łuskach.
        W zamyśleniu zgubiła drogę. W którą to stronę polazł... Moment, jak mogła zgubić kierunek na plaży? Nawet stąd widać i słychać wodę. Obróciła się w lewo, obróciła się w prawo, przekręciła o 180 stopni. Wszędzie tylko piasek i szum piasku. Co to znowu za czarcie sztuczki? Gdy odwróciła się znów, stało przed nią potężne zwierciadło. Poza rozmiarem wydało się normalne. Odbijało ją dokładnie. Chyba oprócz jakiegoś sygnetu na palcu. Ona go nie... Och, kolejna niespodzianka. Na palcu serdecznym lewej dłoni ujawniła się ozdoba. Srebrny pierścień z czerwonym kryształem. Nie mogła go zdjąć. Przy próbie obraz w lustrze się zmienił. Był w nim wizje przyszłości. Momenty z jej życia. To było straszne i piękne zarazem. Nie mogła tego zatrzymać. Obrazy zmieniały się zbyt szybko, nie mogła odnaleźć schematu, morału, puenty, niczego! Chodzi o pierścień, chorobę, wiek, miejsce?
- Przestań! O co w tym chodzi, co to ma znaczyć? - wykrzyczała, lecz mdłe odbicie tylko kopiowało jej ruch.
Mogła robić wszystko, lecz nic się nie zmieniało. Obrazy się zapętlały, nadal nie mogła ich spamiętać.
- Dosyć, przestań! Nic mi to nie daje! - Miraż tylko kopiował.
        Sfrustrowana chodziła, rwała włosy, pot z czoła ścierała. Toż to boski test, czy piekielny żart? Złamana wcięła zamach i lewym sierpowym uderzyła w lustro. Zwierciadło odbiło atak ze zdwojoną siłą. Anna odleciał wyrzucona. Nagle jej dłoń zajęła się smolistym ogniem, niekończącym potokiem bólu. Wrzeszczała, po ziemi turlała. Złapała za nóż, z intencją odcięcia krzywdzonej kończyny. Za zdrową rękę złapał ją ona sama. Przeklęte odbicie przeszło na drugą stronę lustra jej cierpieniem wzmocnione. Monstrum z jeszcze większą siłą niż Pandora wepchnęła ostrze w rękę. Ból się spotęgował. Anna nie mogła powstrzymać łez. Łkała z cierpienia, a odbicie rechotało obleśnie.
        Siłą wewnątrz skrywaną skoczyła na fałszywy obraz. Pazurami rwała i szarpała, nie znając litości. Przestała, dopiero gdy została krwawa miazga. Zostawiło ostatnie rechnięcie i się rozpłynęło. Ciało leżało jednak nadal. Nie poczwary, lecz starego mężczyzny. Przez dudnienie krwi w uszach przebił się plusk fal. Dopiero po chwili dotarło do niej, że zaszlachtowała w transie niewinnego człowieka. Rybak wyszedł zobaczyć stan sieci na ryby, a spotkał go koniec w samo-kaleczącej porażki z demonicy. Na prasmoka, czemu to zawsze musi się źle kończyć. Zaszlochała nad nieżywym truchłem, biorąc je w objęcia. Nie wiadomo, ile spędziła, chlipiąc w objęciach truposza.         Gdy poczuła się gotowa, ruszyła w kierunku dwójki. Nie myślała po co, nie myślała jak, chodziło tylko o cel. Z namaszczeniem niosąc ciało, stąpała po piasku, zostawiając krwawy ślad. Ręka bardzo ją bolała. Nadpalona, ponacinany znakami nadgarstek karmił ziemię krwią. Przywykła już do umierania. Śmierć przyjęłaby z otwartymi ramionami. Jednak nadal się bała. Bała, że śmierć nadejdzie, gdy... Nie chce nawet o tym myśleć.
        Całkiem ironiczne. Bua niósł na ramionach wybawicielkę, winny jej życie. Ona, ciało zamordowanego z zimną krwią nieznajomego.
Avatar użytkownika
Anna
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Habentes, Eldarrin, Thiandel, Luminea, Aurora,
Rasa: Przemieniona - z Wampira z Pół-elfki
Aura: Powita cię tu nietypowy zapach, który będzie jedynie wstępem do chaosu jaki później nastąpi. Jasno lściący topaz odbija się w wyrazistym cynku, którego metaliczny płysk przełamują plączące się i walczące o twoją uwagę smużki kobaltu i iskierki srebra. Zaraz potem napotkasz istną plejadę dźwięków. Rozpoczną ją nienaturalne głosy, które wymieszają się z brzęczeniem i grzmotami by przejść we wręcz nie pasującą tu głęboką melodię. Niby ostatni gong kończący czas, na finiszu wybrzmi pojedynczy ton wieńczący chaotyczną muzykę. Dotyk aury nie pozostawia wątpliwości, jest ona twarda i giętka, nie brak jej też groźnie ostrych momentów, a jej chropowate powierzchnie przeplecione są gładkimi pasmami. W smaku jest lepka, a słodycz miesza się z pikanterią, zaostrzając doznania, by te nie zdały się mdłe.
Wygląd: Anna jest co najmniej dziwna. Nie tylko w wyglądzie, ale i w zachowaniu. Jako skalę porównawczą przyjmując oczywiście szarego przedstawiciela rasy ludzkiej, mieszkającego w mieście i pracującego w warszacie. Ona przypomina bardziej całkiem ładną dziewczynę, ale oszpeconą przez dziwne spaczenie. Oczy czarne. Idealnie pasują do powiedzenia, że oczy to brama do duszy. Skóra i żyły ... (Więcej)

Postprzez Bua » Pn mar 26, 2018 11:20 pm

Jego pierwszą reakcją na jakiekolwiek słowa niesionej dzieweczki był dźwięk, po którym ciężko było rozpoznać przede wszystkim czy to w ogóle sapnięcie czy mruknięcie, groźne czy tylko związane z nagłym zwróceniem uwagi na coś nowego. Dopiero potem sytuacja trochę się wyklarowała, kiedy Bua wrócił myślami na ziemię, zerknął w dół i tym razem chrząknął, skupiając się na kierowanych do niego słowach. A więc faktycznie coś się mówiło. Najpewniej był już zbyt zmęczony i głodny - od kiedy odzyskał przytomność po wyrzuceniu na brzeg przez morskie fale, wydarzyło się trochę zbyt wiele jak na jednego przemoczonego niedźwiedzia.
- Co? Mm, no tak… Bo tamta panna taka jest. Ciemna. Groźna. Pachnie śmiercią, ziemią, groźnymi mocami, z którymi się nie zadziera,  i tak samo wygląda, i jak żeście się jakoś połączyły, to na ciebie trochę tego przeszło. Ja wiem, co to może być… Wygląda mi jak demon. Demona zwalczyć to mógłby być problem, ale… kość… na… stawić…
Zupełnie nagle Bua zwolnił, nie tylko  w mowie, ale i z kolejnymi krokami, wraz z tym jak na jego twarzy odmalowało się zupełnie obce dotąd zjawisko. Przymknął oczy, a gęste wąsy zadrżały lekko, zdradzając pojawienie się rzadkiego uśmiechu. Oddech spłyciał. Mogłoby to trwać dłużej i aż strach pomyśleć, co by się  tam dalej stało - czy zadowolony z niespodziewanej przyjemności wielki mężczyzna do końca zmieniłby się na podobę co najwyżej domowego kota samotnej szlachcianki, padłby na grzbiet i z zadowoleniem czekał na więcej. Po raz kolejny wytrącony ze skupienia naprawdę zbliżał się niebezpiecznie do czegoś podobnego, przy czym najpierw zapewne spuściłby leniwie ramiona - niewiele myśląc, skoro tym samym rzuciłby na ziemię swoją uzdrowicielkę i tym samym zakończył tą błogą chwilę. Zbyt błogą, zbyt słodką w obezwładniający sposób, by miała prawo w ogóle się kiedyś kończyć!
Wraz z jej kresem sam Bua w ciągu jednej sekundy wrócił do pełni świadomości. Zamrugał gwałtownie i tylko przyspieszył kroku, nachmurzając się jeszcze bardziej niż zwykle, tak że jego czarne jak węgielki oczy prawie zupełnie zniknęły pod ściągniętymi brwiami.
- To nic - burknął prędko. I tylko wprawione ucho mogłoby usłyszeć w tych dwóch krótkich słowach  pewną szczególną domieszkę szczerego żalu. Zaraz jednak opanował się zupełnie. - Niosę cię w bezpieczne miejsce. Dla odpoczynku.
I właściwie dobrze, że takie miejsce udało mu się znaleźć dosyć szybko, bo uznał za takowe już najbliższy zagajnik otwierający się na plażę, gdzie między sucholubnymi porostami ściółki przesypywał się jeszcze piach, ale gdzie drzewa dawały odrobinę cienia. Może zresztą było to też całkiem prywatne przekonanie Buy, że tam gdzie rosną drzewa, tam zawsze można się schronić, ale niewiele teraz myślał. Przypomniał sobie o obiecanym poprzednio rozpaleniu ognia dla zagrzania wody i z tą myślą zaczął już rozglądać się za drewnem, kiedy ostrożnie składał Alię na ziemi. W tej samej chwili jednak - niestety - zauważył idącą ku nim drugą dziewoję… i jego ostrożne składanie skończyło się jednak upuszczeniem parę cali nad ziemią.
- Niesie trupa - skomentował szybko, przejmując podświadomie rolę łasiczki-przewodnika. Chociaż tyle, skoro tragarzem znowu był marnym. Wyprostował się bardziej. - Nieznanego trupa. Co narobiłaś?!
Ostatnie słowa skierowane już były tylko do Anny, która - chociaż stanowiła potencjalne zagrożenie dla ciszy i spokoju panujących pod koronami drzew - w jakiś sposób jednak mogła być tutaj gościem. Ale jeśli niektórzy wielmożowie prosili, by odzienie wierzchnie pozostawiać poza salonami, tak najwyraźniej Bua traktował zwłoki, bo zaraz wystąpił, by zagrodzić pannie drogę. Jego surowe oblicze wyraźnie informowało: albo zostawisz trupa, albo nie siądziesz przy tym doskonałym ognisku, jakie zaraz ułożę.
Avatar użytkownika
Bua
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Lasota, Vertan, Mezzrat, Fabio,
Rasa: Zmiennokształtny, niedźwiedziołak
Aura: Może to zaskoczenie, ale ta aura siłą się nie wyróżnia. Wiem, to aż boli w oczy. Taki postawny facet, a taka emanacja… ale ej, siła to nie wszystko! Twardość! Twardość jest tutaj ważna! Powiem Ci, że tak surowej powłoki to dawno nie widziałam. Nie ma się co dziwić, że jest przez to też nieco sztywnawa, ale za to jak mieni się żelazem! O, i barachitem. Dzikim, dzikim odcieniem. W dodatku jest gdzieniegdzie złotawa oraz cynowa z przymusu, a gdy w przypływie odwagi dotkniesz jej powierzchni okaże się chropowata, w pewnych miejscach tępa, a w innych nawet delikatnie ostra. Lepka bardziej niż sucha, otacza się nadto zapachem mokrej sierści oraz wilgotnej ziemi, a także ledwo dostrzegalną poświatą, taką wiesz - raczej nieśmiałą. To chyba jaki szmaragd. Przynajmniej w smaku jest wyraźnie słona i co do tego nie ma wątpliwości. Poza tym zdaje mi się, czy coś zaciąga nieszczęściem? Tak, lepiej odejdźmy zanim coś się stanie. Z pechowcami nie ma co zadzierać!
Wygląd: Bua to przede wszystkim naprawdę postawny mężczyzna i zdecydowanie trzeba to podkreślić na wstępie. Jest wyższy od większości ludzi, ma szerokie barki, silnie umięśnioną szyję i pierś. Tak potężnymi ramionami, jakimi dysponuje, można by bez problemu wyrywać drzewa z korzeniami, a do tych dłoni wielkości bochenków chleba doskonale pasuje uchwyt każdej broni ... (Więcej)

Postprzez Alia » So mar 31, 2018 8:22 pm

Wszystko wskazywało na to, że niedługo sytuacja zacznie się poprawiać. Alię wciąż męczył zawroty głowy, a zraniona noga pulsowała bólem, ale to wszystko można było znieść przy odrobinie wprawy. Ważne, że za chwilę mieli odpocząć. Potężny mężczyzna niósł ją ostrożnie w ramionach, więc nie musiała nawet przejmować się problemami z przemieszczaniem. Cień pilnował kobiety, która została na plaży. Nic nie wskazywało na to, by coś mogło pójść źle. Nawet bezmyślne drapanie po potylicy wojownika nie spowodowało żadnych nieprzyjemnych konsekwencji. Pomijając zażenowanie samej zielarki. Z drugiej strony, choć nie widziała jego twarzy, miała wrażenie, że podobała mu się taka niewinna pieszczota. Sprawiło to, że dziewczyna zaczęła dokładniej zastanawiać się nad samą istotą Buy. Rudy futrzak miał o nim paskudne zdanie od początku. Coś nie pasowało mu w zapachu człowieka, na dodatek za każdym razem mówił o zawadiace w taki sposób, jakby opisywał kudłatą bestię. Uwagę uzdrowicielki zwróciły dopiero słowa, jaki użył by opisać ich nową znajomą-nieznajomą. Zwykle pierwszą rzeczą, jaką ludzie akcentują nie jest zapach. Przez chwilę korciło ją nawet, aby spytać, jaką woń wyczuwał od niej samej, ale powstrzymała się. To nie było pytanie, jakie wypadało zadawać, gdy mieli tyle innych kłopotów na głowie. Według jego słów przejęła na siebie jakieś demoniczne zmiany, a to nie mogło być zdrowe.
Ledwie zaczęła przyzwyczajać się do bycia noszoną i stwierdzić w duchu, że nie było to jednak aż tak niewygodne, wycieczka dobiegła końca. Gdy tylko poczuła, że Bua pochylał się wraz z nią, puściła jego kark, który dotąd dla pewności i wygody obejmowała jedną ręką.
- Pomożesz mi z nogą, prawda? Sama nie nastawię kości - zdążyła ledwie spytać, gdy wyczuła gwałtowne napięcie mięśni towarzysza, a potem usłyszała coś o trupie i wylądowała na ziemi z głośnym piśnięciem poprzedzającym syknięcie bólu. Upadek nawet z niewielkiej wysokości nie wpłynął najlepiej na zranioną kończynę. Gdyby widziała, pociemniałoby jej przed oczami, a tak tylko leżała, oddychając ciężko, próbując dojść do siebie. Wreszcie dotarł do niej sens słów wielkoluda. Zrozumiała też ciężkie kroki na zgrzytającym pod podeszwami piasku. Nagle przycisnęła obie dłonie do twarzy i zawyła głucho do ich wnętrza, by w ten sposób dać upust frustracji. A zapowiadało się tak pięknie. Zdeterminowana zielarka uderzyła pięściami o piach i podniosła się gwałtownie do pozycji siedzącej. Zaraz potem omal nie zwymiotowała na własne kolana, czując gwałtowne zawroty głowy. Opadła bez sił na ziemię, by po kilkunastu sekundach powolutku unieść górną połowę ciała. Odsunęła się też ostrożnie do tyłu, aż mogła oprzeć plecy o pień drzewa.
W międzyczasie Cień, który biegł okrężną drogą, by nie doprowadzić wariatki do swojej pani, dopadł do zagajnika akurat, by zobaczyć, jak ten wielki bydlak potraktował delikatną kobietkę. Ani myślał tolerować takiego zachowania. Musiał bronić druidki za wszelką cenę, nie mógł pozwolić, by ktoś robił jej krzywdę. Zwłaszcza po tym, jak uleczyła oboje. Pełnym pędem rzucił się na brodacza i wgryzł z całej siły w jego but, zbyt wściekły, by zastanawiać się nad czymkolwiek. Dopiero wysoki, krótki dźwięk sprawił, że przerwał swoje mordercze zapędy i odskoczył, cały zjeżony. Ustawił się zapobiegliwie między swoją panią a pozostałą dwójką, gotów ją bronić.
Alia odsunęła od ust dwa palce, na których zagwizdała, by zwrócić na siebie uwagę. Doskonale słyszała fukanie i prychanie ulubieńca, które świadczyło o tym, że próbował zagryźć kogoś lub coś znacznie większego od siebie. Dziewczyna czuła się odpowiedzialna za całą trójkę, czwórkę wliczając łasicę, choć to ona najbardziej wymagała opieki. Nie chciała pozwolić, by wzięli się za łby i znów doprowadzili do bójki. Więc musiała zakasać rękawy i zabrać się do pracy, choćby próbując przejąć kontrolę nad sytuacją, bez względu na to, jak bardzo chciała po prostu skulić się na ciepłym posłaniu i odpocząć. Ale zmusiła się do dobycia z siebie pewnego siebie, mocnego głosu.
- Nie umiem uleczyć śmierci. Zostaw... ciało na plaży - zielarka nie mogła zmusić się do nazwania zmarłego po prostu "trupem". Zdarzało jej się od czasu do czasu jeść mięso, ale miała zbyt wielki szacunek do życia, by takie słowo przeszło jej przez gardło. Gdyby miała powiedzieć "ścierwo", chyba dostałaby spazmów i zaczęła się krztusić. - Pochowamy go lub ją później. Teraz musimy zająć się żywymi. Powiedz nam, proszę, jak się nazywasz, a potem nazbierajcie drewna na opał. Nie dam rady w tym pomóc, ale przygotuję w tym czasie trochę ziół. Wszyscy będziemy potrzebować trochę naparu z melisy i czegoś prewencyjnie na przeziębienie. Bua, ty dostaniesz podwójną porcję i nie chcę słyszeć żadnych dyskusji! Nadal jesteś cały mokry, nie chcę, żebyś złapał zapalenie płuc. Musimy coś zjeść, wysuszyć się, zagrzać. Odpocząć. A jeśli mam jeszcze kiedyś kogoś wyleczyć, muszę też poprosić o pomoc przy oczyszczeniu rany i zatamowaniu krwawienia. Albo... znajdźcie chociaż dwa proste kije, żebym mogła usztywnić nogę, proszę. Cień! Ciebie też to dotyczy. Po chrust, już!
Druidka nie czuła się najlepiej komenderując wszystkimi, ale ktoś musiał zapanować nad sytuacją. Bała się, że pozostała dwójka mogła zacząć się znów kłócić, gdyby nie zainterweniowała. A jedyne, co mogła zrobić, to mówić. Jej jedyną bronią był spokój, który próbowała wykorzystać. Wyjęła z torby sporą sakwę, której krótkie oględziny sprawiły, że westchnęła ciężko, odkładając ją na bok. Po chwili podciągnęła nad kolana skraj prostej sukienki służącej za uzdrowicielską szatę i ostrożnie zaczęła obmacywać jej brzegi. Musiała oderwać przy okazji przyklejony materiał, przez co krew znów zaczęła się sączyć.
- Jakby ktoś miał ochotę, mam suchary z piaskiem. Obawiam się, że połowa moich rzeczy jest teraz nim oblepiona - rzuciła, otwierając wyjęty z bagażu bukłak z wodą. Zaczęła ostrożnie obmywać nogę, chcąc wypłukać jak najwięcej drobinek przytarganych z plaży. Krzywiła się przy tym paskudnie. Po kilku chluśnięciach, oparła się o drzewo, zrezygnowana. Potrzebowała pomocy, aby poradzić sobie z tą raną. Nie była w stanie pochylić się dostatecznie daleko, by nie poruszyć pogruchotaną kością. Zrezygnowana wyjęła jednego sucharka z sakwy i zaczęła przeżuwać, próbując nie myśleć o piachu zgrzytającym między zębami. Poczuwszy delikatne wąsiki drgające tuż obok jej wolnej, opartej o ziemie dłoni, podsunęła chlebek łasicy, która urwała sobie kęs, a następnie zaczęła wpychać pod palce dziewczyny przyciągnięte maleńkie gałązki.
- Pomożesz mi, prawda? Chcę, żebyś przestał być dla nich taki niemiły. Bua próbował mi pomóc. A ona... jest zagubiona, jak sądzę. Jeśli się zgodzą, pomożesz mi ich obejrzeć? - mruczała do ulubieńca, głaszcząc go palcem po łepku. - Przypilnuj, żeby nic sobie wzajemnie nie zrobili, proszę. Jeśli cokolwiek cię zaniepokoi, wołaj. Przyjdę, dam radę.
Avatar użytkownika
Alia
Mieszkaniec Sennej Krainy
 
Inne Postacie: Finua, Kelisha, Ieldarisa, Rakell, Cętka,
Rasa: Człowiek
Aura: Przeciętnej siły, jasna, barachitowo-cynowa aura o świetnie wyczuwalnej szafirowej poświacie. Pachnie ziołami, ale wydziela też woń choroby, wyczuwalną jedynie dla nielicznych istot. Wokół rozbrzmiewają liczne głosy. Powierzchnia jest ostra i nieznacznie miękka, zaś sama emanacja smakuje łagodnie, lecz zarazem kwaśno. Przebywanie przy niej przyspiesza bicie serca.
Wygląd: Alia ma troszkę ponad pieć stóp wzrostu, nie należy więc do nadmiernie wyrośnietych. Nie jest ani gruba, ani chuda. Raczej szczupła, choć zarówno pierś jak i biodra wyraźnie różnią sie od talii. Jest nieco blada. Ma długie, kasztanowe włosy, opadające miękkimi falami niemal do pasa. Dawniej całkiem ładna, a wręcz niemal piękna i zawsze uśmiechnięta. Aktualnie raczej ... (Więcej)
Uwagi: Niewidoma

Postprzez Anna » Śr cze 13, 2018 9:13 pm

        Demonica przystanęła przed potężnym mężczyzną. Obojętnie spojrzała prosto w oczy, nie ukazując żadnej emocji. Wewnątrz umysł gotował się od myśli. Co ma teraz zrobić? Odejść, posłuchać... zabić? Ciężko cokolwiek robić bez celu. Nie, tylko się okłamywała. Ta śmierć jej ciążyła, jeszcze nie zobojętniała. Gdzieś za Buą znowu zobaczyła kupę odlatujących motyli. Trochę życia wróciło na jej twarz.
- Zabiłam go. Myślałam że to halucynacja... - Głęboko westchnęła. - Wiecie co? Mam dosyć!
Zabrała ciało i odrzuciła gdzieś poza zasięg wzroku pozostałej dwójki. Nawet ona wiedziała, że obecność umarlaka przy ognisku byłaby co najmniej niekomfortowa. Gdy schowała się za drzewem przetarła zimny pot rąbkiem płaszcza. Jak niby ma pewność, że teraz halucynacji mieć nie będzie? Zabije ich, albo oni zabiją ją... Tak się na pewno nie stanie. Da radę, nadal włada własnym umysłem. Teraz nie ucieknie.
        Rękę z braku innego materiału obandażowała oderwanym kawałkiem peleryny. Resztę zawinęła i wrzuciła do torby. Czegoś też w niej brakowało, ale nie mogła za nic przypomnieć co. Wróciła więc do "obozowiska". Dosiadła na chwilę, by dokończyć bandażowanie ręki. Trochę bolało, ale bywało gorzej. Czas zajęła odpowiadając na pytania.
- Przepraszam że wcześniej się nie przedstawiłam. Anna mnie zwą. Anna Pandora Dissen, gwoli ścisłości. W moich stronach mówili też "Czarna Wdowa". - Mlasnęła. - Może tego ostatniego unikajmy.
Skończyła wiązać opatrunek, wspomagając się zębami przy wiązaniu supła. Przez chwilę z refleksją przyglądała się własnej dłoni.
- Zaraz chrustu nazbieram. Muszę niestety tylko jedną ręką. A melisy mi nie dodawaj za dużo. Na szczęście nie ryzykuję katarem. Jeśli nie zdążyłaś zauważyć, jestem demonicą. Technicznie to pozostało mi trochę z wampira. No i z pól-elfa... Na Prasmoka, ale ja jestem mieszanką. Zwariować można. Dosłownie! - zaśmiała się z żartu, ale szybko ucichła świadoma jego suchości.
        Widząc, że wój i fretka już zbierają drewno przyjęła obowiązek nastawienia nogi. Wiedza trochę zardzewiała, dawno nie miała potrzeby leczenia złamanej kończyny. Na pewno nie w polowych warunkach. Jakoś jednak sobie radziła. Wszystko co potrzebowała miała w okolicy, lub mogła ogarnąć magią. Jednak chyba nie zdąży nazbierać drewna. Może by jeszcze coś upolowała, gdyby wiedziała jak. Chyba nie rzuci się na króliki z pazurami? Lepiej nie.
Posępniała przy całej operacji. Rozejrzała się czy w pobliżu kogoś nie ma. Szeptała podczas pracy do Alii.
- Ja, ja chciałabym cię przeprosić. Całe to zajście z tymi najemnikami... Nienawidzę być bezsilna. Znaczy, chyba każdy tego nienawidzi. Tym się nie różnię. Chcę myśleć że jestem wyjątkowa, potężna, władam własnym życiem. Guzik prawda. Ta magia jeszcze do niczego mi się nie przysłużyła. Używam jej od niechcenia. Jednak gdy na czymś mi zależy, to jest bezużyteczna. Ja jestem bezużyteczna. Nie mam nad sobą kontroli! Wszyscy mnie nienawidzą, demon życzy mojej śmierci, a ja odreagowuję się jak zwykła lafirynda. - Drżącą ręką starła łzy. - C-co ja wygaduję, to nie ma najmniejszego sensu. Tylko się pogrążam. Nie mogę wyrazić swoich emocji, albo nad-reaguję.
Po prostu, łatwiej być złym niż dobrym.
Wstała i szmatką wytarła twarz. Skończyła już. Przez monolog przypomniała sobie, czego zapomniała. Gdzieś na plaży została Księga. Rzuciła szybkie "Zaraz wracam" i ruszyła drogą powrotną. Droga dłużyła się niemiłosiernie. Znowu wpadała w trans. Oblała twarz wodą, trochę otrzeźwiło. Minęła plamy krwi na piasku. To już prawie tu. Złapała za pokiereszowaną księgę. Raz coś w nią przeskoczyło. Zatoczyła się od impetu. Ponownie mrok ją obtoczył. Teraz nie była to zwykła mgła. Mrok zbliżał się, aż nie istniało nic poza nią. Poczuła przeraźliwe zimno. "Co to znowu ma znaczyć?" Nie było dosłownie niczego.
- Iauvraadhki, to ty? Zostawisz mnie tak tutaj? - krzyczała w próżnię. - Do jasnej, podsłuchiwałeś mnie! Bardzo śmieszne, naprawdę! Teraz mnie wypuść.
Głos uniósł się hen daleko, bez odpowiedzi. Coś jej nie pasowało. To była okrutna kara, spędzić samotnie wieczność w pustce. Dopiero skojarzyła co nie pasowało. Była zdrowa. Ani śladu korupcji demona. Gdy tylko to zauważyła, mrok wchłonięty został przez księgę.
        Zakwitła jej w głowie teoria. Nie była jeszcze jej pewna.
- Może powinnam ze sobą rozmawiać? Podobno tylko szaleńcy tak robią. To nawet ma sens. W rozmowie łatwiej formułować myśli. Prawda? - Trąciła łokciem idącą obok siebie. Przy kontakcie rozpłynęła się w powietrze. Anna przystanęła na ten widok.
- Może lepiej nie.
Gdy doszła już do ogniska wyczarowała kocyk i na nim usiadła. Nerwowo rozejrzała się po zgromadzonych.
- To... Mogę z wami zostać? Jeśli nie, niech no dziewczyna odda moją demoniczność. To nie jest zdrowe, sama wiem.
W oczekiwaniu na odpowiedź wyciągnęła z torby butelkę z żółtą zawartością. Wzięła spory łyk, przypłacając go kaszlem.
- Ktoś chce?
Avatar użytkownika
Anna
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Habentes, Eldarrin, Thiandel, Luminea, Aurora,
Rasa: Przemieniona - z Wampira z Pół-elfki
Aura: Powita cię tu nietypowy zapach, który będzie jedynie wstępem do chaosu jaki później nastąpi. Jasno lściący topaz odbija się w wyrazistym cynku, którego metaliczny płysk przełamują plączące się i walczące o twoją uwagę smużki kobaltu i iskierki srebra. Zaraz potem napotkasz istną plejadę dźwięków. Rozpoczną ją nienaturalne głosy, które wymieszają się z brzęczeniem i grzmotami by przejść we wręcz nie pasującą tu głęboką melodię. Niby ostatni gong kończący czas, na finiszu wybrzmi pojedynczy ton wieńczący chaotyczną muzykę. Dotyk aury nie pozostawia wątpliwości, jest ona twarda i giętka, nie brak jej też groźnie ostrych momentów, a jej chropowate powierzchnie przeplecione są gładkimi pasmami. W smaku jest lepka, a słodycz miesza się z pikanterią, zaostrzając doznania, by te nie zdały się mdłe.
Wygląd: Anna jest co najmniej dziwna. Nie tylko w wyglądzie, ale i w zachowaniu. Jako skalę porównawczą przyjmując oczywiście szarego przedstawiciela rasy ludzkiej, mieszkającego w mieście i pracującego w warszacie. Ona przypomina bardziej całkiem ładną dziewczynę, ale oszpeconą przez dziwne spaczenie. Oczy czarne. Idealnie pasują do powiedzenia, że oczy to brama do duszy. Skóra i żyły ... (Więcej)

Postprzez Pani Losu » Śr cze 27, 2018 12:18 pm

        Nie trzeba było być niewidomą lub Buą żeby mieć problem w pojęciu co działo się dookoła. Nieprzewidziane zdarzenia następowały jedno po drugim i bez specjalnych wyjaśnień były wręcz nie do pojęcia, a owe specjalne wyjaśnienia jakoś nie nadchodziły. Zamiast nich Anna przytaszczyła kolejną ofiarę. Skąd ją ma… też trudno było wywnioskować po jej skąpej relacji, ale wyglądało na to, że tym razem nie wyżyła się na kimś specjalnie, a… przez… pomyłkę.
       Chyba już nikt nie miał wątpliwości, że nie jest najbezpieczniejszym towarzystwem.
       Alia zdecydowanie miała nerwy, bo jakoś to znosiła, choć jak widać i w niej coś pękło. No bo ile można!? Jednak po ostatnich kilkunastu minutach dało się nad tym przejść (jakoś) do porządku dziennego i skupić na żyjących. Wyjątkowo to dziewczynie z łasiczką przypadła rola leczonej, a nie uzdrawiającej i co więcej miała okazję faktycznie się przy okazji czegoś o ‘czarnej’ dowiedzieć. Nie zdążyła jej jednak nijak pocieszyć, ani inaczej skwitować zasłyszanych słów, bo demonica oddaliła się szybko, by wrócić po chwili do już kompletnej gromadki niemalże rozbijającej obóz. Alia przygotowywała zioła, Bua zajmował się układaniem suchego stosu na ognisko, Cień czuwał. Czy teraz w końcu będzie spokojnie?

       Przez pewien czas może i było, choć pojawił się inny problem - jak zielarka ma ‘oddać’ demoniczność? Nie potrafiła zrobić czegoś takiego! I niestety Anna także nie umiała zabrać jej z powrotem. Przynajmniej póki co nie mogła wpaść na rozwiązanie. Obie myślały intensywnie dłuższą chwilę. A Bua się grzał. Przydałoby się jeszcze coś do zjedzenia…

       Sucharki to zawsze było coś. Jak na taką zgraję to niewiele, ale piasek to zawsze kilka dodatkowych okruszyn wypełniających żołądek. Może by tak dorzucić do tego jeszcze parę kamyczkowych fasolek? Tylko popijanie tego żółtym płynem od Anny Pandory Dissen wydawało się nazbyt ryzykowne. Towarzysze podziękowali jej więc i dalej gulgała sama. Jeden łyk, drugi… jak tu poradzić coś na czarne ślepia uzdrowicielki… kolejny łyk… a może się nie da? Łyk… nie, musi się dać!
       Kidy nie była już w stanie racjonalnie myśleć, wpadała na pewien pomysł.
       - Ej, wiecie co! Może ja, ej, przyzwę demona, który to odkręci! - Zaproponowała z entuzjazmem. Lecz ten nikomu się nie udzielił. Na szczęście w jej obecnym stanie z żadnego rytuału nic by nie wyszło, więc byli bezpieczni. Choć kiedy to sobie uświadomiła postanowiła się na chwilę załamać.

       Ona się załamywała, Alia odpoczywała i dalej myślała nad rozwiązaniem problemu, a Bua głodniał i głodniał. Trzeba było coś z tym w końcu zrobić!

       Na szczęście czasami życzenia się spełniają - trzeba tylko zgłosić się do odpowiedniego działu w Królewskiej Administracji Zasobów, albo poczekać aż szalona fioletowa istotka będzie przypadkiem w pobliżu i zwyczajnie zechce zaingerować w życie alarańskich dziwadeł. Już jedno stworzenie z innego wymiaru dzisiaj widzieli (bądź poczuli), więc drugie nie powinno zrobić im różnicy… prawda?
       Chociaż jak się zastanowiła to mogłoby być to zbyt szalone. Jeżeli pokaże się im i zacznie gadać, to w końcu powariują. A czarnooka (ta niemalże monochromatyczna) może ją jeszcze zaatakować! A akcji przeżyli już dość. Zasłużyli mimo wszystko na chwilę wytchnienia. A więc pomoże im w nieco bardziej subtelny niż zazwyczaj sposób! Czy też może raczej - mniej hałaśliwy.
       Jedno wprawne zaklęcie z odpowiedniej odległości i niczego (dobrego) nie spodziewająca się niewidoma zaczęła odzyskiwać kolory. Może siły do niej nie wróciły, a reszta ran na niej pozostała, ale przynajmniej wyglądała względnie po ludzku. Bua mógłby się tym zdziwić, ale na piach tuż przed nim upadł pachnący i ciepły jeszcze bochen chlebusia, którym należało się zająć, jak bardzo podejrzany by nie był.
       Anna zaś zarejestrowała zmianę, pokiwała głową niemalże ze zrozumieniem i wstała chwiejnie. Kłopot z głowy! A więc chyba może pójść dalej i się od miłej parki odtoczyć… nie będzie im tu potrzebna… na pewno nie.
       Choć wcale jej nie wyganiali to stanowczo (i równie nieuważnie) pożegnała się i mamrocząc do siebie opuściła ich rozgrzewaną ogniem kryjówkę wśród drzew. Potem zastanowi się co zrobić dalej.
       Tak, potem.
Avatar użytkownika
Pani Losu
Urzeczywistniający Marzenia
 
Rasa:
Aura: Nieznana.
Wygląd:

Postprzez Bua » Wt lip 03, 2018 10:00 am

Suchary z piaskiem to zdecydowanie nie było to.
Ogień - to jeszcze. W końcu  przecież nawet nie padało. Można było przeżyć, tak mniej-więcej, może nawet i do jutra, jakiekolwiek by ono nie było, ale nieszczególnie pomagały w tym właśnie samotne suchary. Bua mimowolnie nastawiał uszu, próbując wyczuć, czy może coś względnie jadalnego nie przebiega właśnie przez pobliskie gęstwiny, ale raczej nie było tam nic ciekawszego ponad króliki… albo jakieś mniejsze zwierzęta, fretki czy coś, a wrzucenie takiego na ruszt uczyniłoby z niedźwiedziego woja tylko jeszcze większego wroga w oczach tej małej, wściekłej łasicy. Trochę zbyt długo zresztą walczyli ze sobą na spojrzenia ponad tym ogniskiem. Alia była jedyną osobą, która mogła zwierzaka (tego mniejszego oczywiście) przywołać do porządku, więc nie było już mowy o żadnym rzucaniu się sobie do gardeł, ale nieufność zostało. Ach, gdyby mu się zachciało, to i taką łasicę wciągnąłby jednym kłapnięciem paszczy. Może to nic więcej ponad takie suchary, ale zawsze jednak to mięso. Kawałeczek mięsa. Chociaż…
W tym momencie naszło go głębokie zastanowienie - jedno z tych, które rzadko mu się doprawdy zdarzały - nad tym, co to właściwie znaczy przyjaciel, jak ma się to do określenia „kompanion”, które ostatnio gdzieś usłyszał, bardzo dziwne słowo, i właściwie czy przyjaciół można zjadać. Może chciał tylko w ten sposób trochę odpocząć, przynajmniej fizycznie, odcinając się od reszty. A może to samo tak wyszło ze względu na pusty żołądek. W każdym razie, skoro Alia była przyjaciółką, a Alii by nie zeżarł, to i jej przyjaciela - łasicę - powinien jednak oszczędzić.
To wszystko bywa prostsze, kiedy żyje się w lesie - uznał, patrząc w horyzont, gdzie morze bardzo niewyraźną linią oddzielało się od nieba. A potem pomyślał, że dosyć niespodzianek na dziś… by zastać kolejną niespodziankę.
Na niespodziewane wstanie demonicy nawet nic nie powiedział, może nie miał siły, a może bał się, że jeszcze zmieniłaby zdanie - albo to wszystko, co się nagle stało, po prostu odebrało mu na chwilę mogę. Zresztą, dla niego „wszystko” oznaczało w tej chwili prawie wyłącznie zjawienie się boskiego bochenka chleba, który najpierw z czcią wziął w dłonie, zaciągnął się zapachem, zadowolił ciepłem.
No. Takie czary to on lubił.
Dopiero potem dotarła do niego reszta - że uzdrowicielka została niejako uzdrowiona i że chyba nawet słońce trochę wyszło. Spojrzał w niebo i w jednej z chmur, było tego pewien, przez kilka chwil widział wyraźnie zarysowaną ludzką sylwetkę.
- Wielcy bogowie - westchnął z uznaniem i dopiero wtedy zwrócił się do Alii, poważniejszy, niż kiedykolwiek.
- Wielcy bogowie zesłali nam jedzenie. Dam ci pół - oznajmił i przerwał bochenek tak, jak się łamie opłatek. Chwilę wahał się, czy aby nie dałoby się tu załatwić małego szachrajstwa, przecież ona i tak nie zauważy, jeśli dostanie mniejszą część… ale uznał, że to mógłby zostać pozbawiony doskonałego podarunku za taką nieuczciwość, więc nie kombinował. Sam zaraz usiadł wygodniej i po dwóch gryzach miał już tylko połowę swojej porcji. Oczy wreszcie mu zaświeciły.
- Najpierw uratowanie od śmierci w wodzie - wyliczył mrucząco - potem zabijanie. A teraz chleb. Ten dzień nie jest jednak taki zły. Przypomnij mi, czego ty tu właściwie szukałaś, leczniczko?  Może dla ciebie ten dzień jest mnie nie-taki-zły, bo nic nie znalazłaś… poza szkodą.
Avatar użytkownika
Bua
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Lasota, Vertan, Mezzrat, Fabio,
Rasa: Zmiennokształtny, niedźwiedziołak
Aura: Może to zaskoczenie, ale ta aura siłą się nie wyróżnia. Wiem, to aż boli w oczy. Taki postawny facet, a taka emanacja… ale ej, siła to nie wszystko! Twardość! Twardość jest tutaj ważna! Powiem Ci, że tak surowej powłoki to dawno nie widziałam. Nie ma się co dziwić, że jest przez to też nieco sztywnawa, ale za to jak mieni się żelazem! O, i barachitem. Dzikim, dzikim odcieniem. W dodatku jest gdzieniegdzie złotawa oraz cynowa z przymusu, a gdy w przypływie odwagi dotkniesz jej powierzchni okaże się chropowata, w pewnych miejscach tępa, a w innych nawet delikatnie ostra. Lepka bardziej niż sucha, otacza się nadto zapachem mokrej sierści oraz wilgotnej ziemi, a także ledwo dostrzegalną poświatą, taką wiesz - raczej nieśmiałą. To chyba jaki szmaragd. Przynajmniej w smaku jest wyraźnie słona i co do tego nie ma wątpliwości. Poza tym zdaje mi się, czy coś zaciąga nieszczęściem? Tak, lepiej odejdźmy zanim coś się stanie. Z pechowcami nie ma co zadzierać!
Wygląd: Bua to przede wszystkim naprawdę postawny mężczyzna i zdecydowanie trzeba to podkreślić na wstępie. Jest wyższy od większości ludzi, ma szerokie barki, silnie umięśnioną szyję i pierś. Tak potężnymi ramionami, jakimi dysponuje, można by bez problemu wyrywać drzewa z korzeniami, a do tych dłoni wielkości bochenków chleba doskonale pasuje uchwyt każdej broni ... (Więcej)

Postprzez Alia » N lip 22, 2018 9:52 pm

        Wrażeń jak na jeden poranek było dla ślepej uzdrowicielki zdecydowanie zbyt wiele. Miała tylko nazbierać leczniczych jak również trujących wodorostów oraz odrobinę bursztynu. Miała wrócić potem do miasta, podzielić się morskimi skarbami z zielarzem, przez kilka dni obrabiać je najlepiej jak umiała i wypoczywać, by znów wrócić na szlak. Ale wszystko musiało wziąć i się... posypać. Jak piasek, który zgrzytał zdradziecko w zębach podczas niemrawego żucia pozbawionych smaku sucharów. Nie brała ze sobą żadnych zapasów, ot przekąskę, która wróciłaby siły podczas długiego spaceru. Bezużyteczne źrenice utkwione były w bliżej nieokreślonym punkcie, gdy Alia usiłowała odpoczywać, jedną ręką odruchowo masując lekko biodro. Co jakiś czas cmokała lub wydawała z siebie ćwierkające dźwięki, gdy Cień zaczynał nadmiernie głośno fukać i poszczekiwać po swojemu na resztę towarzystwa. Za każdym razem podbiegał wtedy do swojego człowieka i niechętnie uspokajał się na chwilę, obwąchując dokładnie każdą ranę druidki. A potem wracał na swoje miejsce, by obserwować towarzystwo.
        Na szczęście wszystko wydawało się zmierzać ku lepszemu. Demonica dała się przekonać do porzucenie pomysłu biesiadowania z trupem i popijała podejrzane coś, czego nikt inny nie odważył się skosztować. Ognisko płonęło, zapewniając ciepło i tak potrzebne poczucie bezpieczeństwa. Mimo wszystko atmosfera w prowizorycznym obozowisku była raczej napięta. Towarzysze nie rozmawiali między sobą, każdy zajęty był własnymi myślami. Alia chwilami rozważała zainicjowanie jakiegoś tematu, ale nie czuła się na siłach do prowadzenia czczych dyskusji o niczym. Nie wiedziała, jak pomóc pozostałej dwójce. Nie powinna przejmować na siebie ich zmęczenia, by zachować siły na trudniejsze chwile. Nie miała też porządnego jedzenia, ani nawet słodkiej wody, którymi mogliby się uraczyć. Uzdrowicielka coraz bardziej frasowała się, kombinując, jak poprawić byt dziwnej trójki, gdy Anna nieoczekiwanie postanowiła się oddalić.
        Zielarka odczuwała pewne wyrzuty sumienia, gdyż nawet nie próbowała zatrzymywać dziwnej kobiety. Ba, w głębi duszy jakby nieco jej ulżyło. Nie miała jednak czasu na dokładniejsze rozważania własnych dylematów. Nagle Cień wskoczył jej na kolana i wspiął się po ubraniu, aż mógł swobodnie obwąchać twarz kobiety, łaskocząc ruchliwymi wibrysami i piszcząc radośnie.
        - Cień, cichaj! Co ty... wolniej, mały. Oczy mam jakie? Nie czarne? Nie jestem fioletowa - dziewczyna powtarzała niepewnie słowa małego drapieżnika, próbując w pełni pojąć ich sens. Tego zadania nie ułatwiał ani trochę fakt, że zwierzak zaczął biegać wokół jej szyi, zeskakiwać na ziemię i ponownie wdrapywać się na jej ramię, nieustannie wydając z siebie najróżniejsze dźwięki. Przerwał dopiero, gdy rosły mężczyzna wyciągnął do jego pani spory kawałek chleba. Wtedy cały zjeżył się i wyszczerzył zęby, ale cicho poprowadził dłoń dziewczyny, aż mogła przyjąć podarunek. Przez chwilę obracała poczęstunek w palcach, słuchając słów towarzysza. W pewnej chwili wyszeptała coś do ucha Cienia, który w odpowiedzi polizał ją po policzku i zeskoczył na ziemię, po czym zniknął w krzakach.
        - Dziękuję, panie. Dla mnie to za wiele, weźcie jeszcze kawałek - zażądała, oderwawszy sobie około trzecią część otrzymanego jedzenia. Ostrożnie przesunęła się po ziemi, by nie obciążać nadmiernie zranionej nogi, w stronę z której słyszała głos towarzysza. Prawdę powiedziawszy najchętniej sama zjadłaby nawet cały bochen, pamiętając o własnych ranach i energii, jaką będzie kosztować ich powolna regeneracja. Mimo wszystko nie zamierzała przyjmować odmowy. Swój kawałek chwyciła w zęby i wolną dłonią przesuwała przed sobą, aż natrafiła na ciepłe ciało. Wtedy zlokalizowała dłoń wojownika i praktycznie wcisnęła w nią resztę bochenka. Zbyt dobrze zdawała sobie sprawę, ile jedzenia potrzebował tak wielki mężczyzna. Dopiero wtedy odgryzła kęs z własnej porcji i przełknęła pospiesznie. - Szukałam wodorostów o leczniczych bądź trujących właściwościach oraz bursztynu. Trochę udało mi się znaleźć, ale nie starczy na opłacenie noclegu. Umówiłam się z zielarzem w mieście, że przyniosę składniki i zrobię leki za to, żebym mogła kilka dni u niego mieszkać. Miałam zająć się kilkoma ciężkimi pacjentami. Cóż... pewnie w takim razie ruszymy z Cieniem w drogę. Jeśli wodorosty wyschną całkiem na piasku, nie nadadzą się do niczego. Trzeba będzie pochować zmarłych. Mówcie mi Alia, proszę.
Niskie zarośla blisko dziewczyny zaszeleściły niespodziewanie, na co ta tylko lekko poruszyła głową. Powodem zamieszania okazała się łasica trzymająca w zębach małego biało-burego ptaka o długich nóżkach i czarnych plamach na łebku. Drapieżnik w kilku susach dopadł do uzdrowicielki, po czym wpakował się na jej kolana. Porzucił na chwilę swoją zdobycz, aby spojrzeć podejrzliwie na kudłatego człowieka, zanim zaczął pogryzać sieweczkę. Druidka tylko raz delikatnie dotknęła swojego podopiecznego i jego posiłku, aby upewnić się w sytuacji. Natychmiastowo spięła się cała, nieruchomiejąc.
        - Cień, prosiłam! Wiem, że musisz jeść mięso, ale nie na mnie - zwierzak nie zareagował w pierwszej chwili na protesty, więc niewidoma gwizdnęła wysoko przez zęby, drażniąc czułe uszy drapieżnika. Łasica położyła po sobie uszy i niechętnie zabrała truchło na ziemię. - Wybaczcie, proszę. Jem czasem mięso ze względu na niego, ale świeże ofiary... nie przepadam za zabijaniem czegokolwiek. Czy mogę mieć prośbę, gdy zje? Chciałabym was zobaczyć, a do tego Cień jest mi niezbędny. Musiałabym dotknąć waszej twarzy, ramion, a on będzie mi opisywać. Rozumiem, jeśli się nie zgodzicie. Właściwie, skąd wzięliście się tam, na plaży? I co zamierzacie teraz, gdy odzyskacie siły?
Avatar użytkownika
Alia
Mieszkaniec Sennej Krainy
 
Inne Postacie: Finua, Kelisha, Ieldarisa, Rakell, Cętka,
Rasa: Człowiek
Aura: Przeciętnej siły, jasna, barachitowo-cynowa aura o świetnie wyczuwalnej szafirowej poświacie. Pachnie ziołami, ale wydziela też woń choroby, wyczuwalną jedynie dla nielicznych istot. Wokół rozbrzmiewają liczne głosy. Powierzchnia jest ostra i nieznacznie miękka, zaś sama emanacja smakuje łagodnie, lecz zarazem kwaśno. Przebywanie przy niej przyspiesza bicie serca.
Wygląd: Alia ma troszkę ponad pieć stóp wzrostu, nie należy więc do nadmiernie wyrośnietych. Nie jest ani gruba, ani chuda. Raczej szczupła, choć zarówno pierś jak i biodra wyraźnie różnią sie od talii. Jest nieco blada. Ma długie, kasztanowe włosy, opadające miękkimi falami niemal do pasa. Dawniej całkiem ładna, a wręcz niemal piękna i zawsze uśmiechnięta. Aktualnie raczej ... (Więcej)
Uwagi: Niewidoma

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Słoneczna plaża

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron