[Z dala od miast] Jak miedź brzęcząca


Arrantalis leży daleko na Oceanie Jadeitów, zajmuję dwie wyspy – Arrante i Talianis, których jedynym połączeniem jest kamienny most. Rządzi mim piękna anielica królowa Delia.

Postprzez Dżari » Pn paź 08, 2018 11:09 pm

        Dżari wiedział co robi – nie tylko sprawiał takie wrażenie, a faktycznie tak było. Z tej wiedzy brał się spokój, który udzielał się również towarzyszącym mu kobietom, a to działało tylko na ich korzyść. Jednak i bez tego akcja porodowa przebiegała bardzo szybko i sprawnie, bez większego zaangażowania Lakiego, co nie znaczyło wcale, że tylko siedział i się patrzył, bo w pewnych drobnych kwestiach pomagał Apokalipsie. Przyjął poród, sprawdził stan kociąt i przekazał je księżniczce. Postronny obserwator mógłby bez większego problemu dostrzec jego czujne spojrzenie, którym obdarzył Evangeline w tym momencie – choć dziewczyna deklarowała chęć pomocy, mogła w ostatniej chwili spanikować i Dżari wolał nie dopuścić, by z tego powodu stała się jakaś tragedia. Lecz mimo nerwów anielica miała pewne ruchy i była zdeterminowana, co wywołało na twarzy Lakiego słaby uśmiech zadowolenia – cieszyło go, że instynktownie odnalazła się w czynieniu dobra.

        Gdy było już po wszystkim, Dżari wstał od lwicy, pozwalając jej w spokoju dojść do siebie, nacieszyć się kociętami i obecnością ich tatusia. Przelotnie spojrzał na siebie – nie wyglądał ani trochę na przykładnego dworzanina. Jego ubrania były pomięte i poplamione, najgorzej jednak wyglądały jego ręce, dlatego też starym nawykiem trzymał je daleko od siebie, skierowane dłońmi do góry, by niczego ani nikogo nie poplamić. Gdy tylko nadarzyła się okazja obmycia, Laki zaraz z niej skorzystał, z pietyzmem zmywając z siebie cały brud, dokładnie czyszcząc paznokcie i przestrzenie między palcami. To była jedna z pierwszych lekcji, jakie odebrał jako lekarz – zawsze dokładnie myć ręce, zarówno po, jak i przed kontaktem z pacjentem, miało to zapobiegać przenoszeniu się chorób.
        Nim Laki doprowadził się do porządku, Delia zdążyła już zorientować się w sytuacji i pogratulować lwicy potomstwa. Później obróciła się do Evangeline, widać było wszakże, że dostrzegła Dżariego i chciała poświęcić mu chwilę przed rozmową z córką. Zaskoczył go jednak wyraz jej twarzy i ton głosu. To nawet nie był sposób, w jaki zwracała się do służących, a wręcz drugi koniec skali w stosunku do tego, jak zwracała się do niego do tej pory – jakby popadł w niełaskę, jakby była na niego zła... Laki przez moment wyglądał na mocno zdezorientowanego, jego spojrzenie pytało „dlaczego?”, ale po chwili i on przybrał neutralny wyraz twarzy, łagodny jak zawsze, choć tym razem unikał spojrzenia królowej.
        - Tak jest, wasza wysokość – odpowiedział jej, kłaniając się, po czym momentalnie się wycofał. Wiedział, że cokolwiek zaszło, nie otrzyma odpowiedzi wcześniej, niż o wyznaczonej przez Delię porze. Noc.. Jeszcze tyle czasu. Dżari nie zamierzał jednak prosić o wcześniejsze spotkanie, bo czuł, że to daremne. Musiał uzbroić się w cierpliwość i jakoś przetrwać ten dzień.
        - Proszę o wybaczenie, muszę iść doprowadzić się do porządku – wyjaśnił, wskazując na swoje ubranie. Ukłonił się przed królową i jej córką, po czym odszedł. Nie było go już ani przy scenie z Valakiem, ani gdy Apokalipsa zaproponował, by to on i Evangeline nazwali kocięta. Może to i lepiej – Delia nie musiała się skupiać na unikaniu go.

        Dżari odczekał aż zrobi się zupełnie ciemno, choć z każdą kolejną chwilą od momentu gdy zaczęło zmierzchać było mu coraz trudniej, by usiedzieć na miejscu. Niepokoił się czegóż to mogła chcieć od niego Delia, roztrząsał każde wydarzenie dzisiejszego dnia i zastanawiał się co poszło nie tak. Czuł jednak, że nieważne jak długo będzie nad tym myślał i tak nie pozna odpowiedzi wcześniej, niż w chwili, gdy wyjawi mu ją królowa. Coś się stało, ale co? ”Panie, dlaczego czas tak wolno płynie w chwili, gdy pragnie się czegoś zgoła odwrotnego?”, zapytała w duchu anioł, krążąc po swojej komnacie. W końcu jednak uznał, że dość czekania – ciemniej już być nie mogło, a Delia również nie mogła na niego w nieskończoność czekać. Dżari odział więc buty i upewniwszy się, że nie spotka nikogo na korytarzu, wymknął się z komnaty. Szedł najciszej jak mógł, tak by nie zwracać na siebie uwagi – czuł, że tego mogła oczekiwać od niego Delia, bo w przeciwnym razie po co prosiłaby tak dyskretnie o spotkanie w środku nocy? Dopilnował więc by nikt go nie dostrzegł ani nie usłyszał – pomocne okazały się jego dawne umiejętności, które służyły mu by podkraść się bliżej piekielnych, których miał unicestwić... Było to jednak wspomnienie niezbyt przyjemne, dlatego Laki szybko je odegnał, skupiając się na tym, co działo się teraz.

        Delia już na niego czekała – siedziała na jednej z wyrastających ponad wodę skał i patrzyła gdzieś daleko za horyzont. Dżari zaraz do niej podszedł. Szum fal zagłuszał dźwięk jego kroków, anielica usłyszała go więc dopiero w chwili, gdy był naprawdę blisko. Spojrzeli na siebie, Laki chciał na podstawie jej spojrzenia dociec jak powinien się zachować, lecz to co zobaczył zupełnie wytrąciło go z równowagi. Pojedynczy wilgotny ślad na jej policzku, biegnący od kącika oka ku żuchwie. Tak charakterystyczny, tak jednoznaczny.
        - Delio... - zwrócił się do niej z troską w głosie. Nie przejmował się konwenansami, jakżeby mógł widząc swoją ukochaną we łzach? Zaraz podszedł do niej i przysiadł na skale tuż obok. Otoczył ją ramionami w opiekuńczym uścisku, przygarnął do siebie i przytulił jej głowę do swojego torsu, jakby chciał osłonić ją przed całym złem tego świata. Pogładził jej ciemne włosy w geście, który miał dodać otuchy.
        - Co się stało, najdroższa? - zapytał ją szeptem. - Płakałaś... Co się stało? Powiedz mi, proszę, tak bardzo chciałbym ci pomóc...
        Jego zapewnienia były szczere – wystarczyło jedno słowo Delii, by Dżari rzucił wszystko inne i pośpieszył jej z pomocą, nieważne za jaką cenę. Nie wiedział jednak jeszcze co usłyszy i czy będzie w stanie coś na to poradzić?
Avatar użytkownika
Dżari
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
 
Nagrody: ObrazekObrazek
Inne Postacie: Sanaya, Jorge, Skowronek, Yastre, Tioyoa, Kinalali, Widugast, Ijumara, Nikolaus, Kaikomi, Rael, Mniszek, Mitra, Rianell, Sadik, Maximilaan, Rammi,
Rasa: Anioł światła
Aura: Postać anioła otacza srebrny mur. Widać w nim żelazne pęknięcia. Trudno stwierdzić czy może są one oznaką siły czy też słabości, lecz to właśnie z nich wydobywają się giętkie gałązki i łodygi w barwie barachitu. Utrzymują pęki głów kwiatów, do złudzenia przypominających róże oraz lilie, chociaż oba gatunki oblane są miedzianą powłoką. Strach jest je naruszyć w obawie, że za chwilę płatki rozsieją się wokół emanacji. Z serc roślin wydobywa się mgiełka gęstnąca przy każdym ruchu niebianina. W stanie spoczynku lśni jedynie ametystowym pyłkiem, lecz każda zmiana położenia jest w stanie całkowicie okryć wytworzony, majestatyczny obraz łagodności mleczną poświatą. Samo dno aury usypane jest cynowym piaskiem, z którego wydobywa się mocny zapach mirry, a łamie go balsamiczna woń lilii. Emanacja subtelnie lepi się do ust gorzkim smakiem, który kryje w sobie nutkę kwaśności. Na zewnątrz rozbrzmiewa śmiechem radosnych dzieci. Odnosi się wrażenie, że biegają wciąż po tych samych ścieżkach wokół muru. Ciepła w dotyku trzaska przyjaźnie płomieniami. Odbiorca od razu nabiera pewności iż nigdy się nie sparzy, dlatego też z wielką chęcią niejeden czytelnik pokusi się na dotyk. Gładka w odbiorze posiada jedynie ostre krawędzie szczelin, ale pozostaje przy tym twarda, nie do złamania. Obraz sielanki wzbudza jednakże niepokój. Zdaje się zbyt idealna, lśniąca i tylko ów złamania mogą wzbudzić pewne zastanowienie… że za murem… że za murem kryje się coś więcej.
Wygląd: Wędrowny znachor tylko na pierwszy rzut oka pasuje do swej profesji - nosi proste szaty, ma dużą torbę z lekami i nie można by go posądzić o bogactwo. Gdy jednak patrzy się na niego chociaż chwilę dłużej, dostrzega się, że nie jest to twarz biedaka, który tuła się przez całe życie. Jego oblicze jest niezwykle piękne, młodzieńcze, skóra gładka i lekko opalona na odcień ... (Więcej)

Postprzez Delia » Pn paź 22, 2018 9:40 pm

Apokalipsa, gdy tylko miała już maluchy przy sobie, zaczęła je lizać i okazywać im jak najwięcej kociej czułości. Szybko przyłączył się do niej Eden. Może, teraz gdy zostali rodzicami, ta para dużych kociaków spoważnieje? To na pewno byłaby duża ulga dla służących… Przynajmniej dopóki maleństwa nie zaczną dokazywać.
Delia była naprawdę dumna z Evangeline, młoda miała w sercu tyle dobroci i była taka dzielna. I jeszcze taka skromna, co było wręcz urocze.

- Cudowne, a poczekaj, jak podrosną i zobaczysz, jak rozkosznie bawią się kocięta. – Uśmiechnęła się, a gdy odeszły na bok słowa jej córeczki bardzo ją wzruszyły. Niby wciąż była dzieckiem, ale było w niej też coś niezwykle dojrzałego. – Nie kochanie, jest tak, jak mówisz, mogą coś znaczyć, a mogą być po prostu ładne.

Piękne chwile... Ostatnimi czasy Delia miała szczęście do ich nieadekwatnych przerywników, którymi zaskakująco często był papugoszczur. Królowa spojrzała gniewnie na Vala, gdy tylko usłyszała to, co powiedziała Evcia. Naprawdę, przekraczał wszelkie granice. Tym razem jedna przeprosił, o dziwo. Królowa aż uniosła brwi nieco wyżej i zamrugała szybciej, patrząc na gryzonia. Nie zmieniało to jednak faktu, że będzie chodzić na smyczy, nie wyglądał, jakby miał nagle stać się niebywale grzecznym zwierzaczkiem domowym. Przecież wciąż coś knuł, mimo jawnie określonych zasad co mu wolno, a co nie.

- To dobrze. – Niebianka uśmiechnęła się zwycięsko do Valaka. – Bardzo dobrze – dodała pod nosem, licząc, że teraz nie będzie już takich akcji.

Podeszły bliżej reszty, a Apokalipsa oczekiwała, aż padnie wybór imienia. Del lekko się zaniepokoiła po wzmiance o bandytach, ale postanowiła zaufać złotej anielicy.

- Róża, to piękne imię – stwierdziła lwica, jej głos był dosyć słaby, bo była naprawdę zmęczona.
- Róża! Cudowne! – zawołał Eden, jakby ktoś, z tych, co ich rozumieją, nie zdołał usłyszeć Apokalipsy.

Następnie wszyscy się rozeszli, wracając do swoich spraw, a młoda mamusia wraz z dziećmi postanowiła uciąć sobie drzemkę, która udzieliła się także tygrysowi. Dżari wprawdzie odszedł szybciej i nie nadał imienia młodemu, ale lwica stwierdziła, że przy pierwszej lepszej okazji jak go spotka, to mu o tym powie. Przecież nie mógł zapaść się pod ziemię na lata, a teraz i tak maluchy wraz z młodymi rodzicami odpłynęły do krainy snów.
Wieczorem nastał czas kolejnych spotkań. Pierwsze było z Evangeline, by powiedzieć dobranoc i utulić do snu. Delia nieraz słyszała, że niektóre dzieci z zamożnych rodzin miały wszystko… prócz czasu poświęconego przez rodziców, których zastępowali służący. Anielica zdecydowanie nie chciała być jak oni.
Przy okazji też zaostrzyła rygor szczurowi, choć nie chciała być aż tak surowa, więc postanowiła obdarować go odrobinką zaufania i nie zamykać w klatce.

- Dobranoc kochanie – powiedziała jeszcze z czułym uśmiechem i wyszła z komnaty księżniczki.

Teraz musiała udać się w ustalone miejsce i czekać, co wcale nie było łatwe, gdy odczuwała straszne poczucie winy i pragnęła móc to jak najszybciej wyjaśnić. Na szczęście Dżari pojawił się, kamień spadł jej z serca, jeszcze nic nie przepadło. Spojrzała na niego i choć chciała szybkim ruchem ręki otrzeć łzy, to nie zdążyła. Wcześniej nie usłyszała, jak niebianin się zbliża, nawet lekko ją wystraszył, bo dotarło do niej jak bezbronna była w tej chwili.

- Dżari… - Chciała coś powiedzieć, ale słowa więzły jej w gardle, wtem on ją objął, tak czule, jeszcze jedna łza spłynęła po policzku, tak bardzo potrzebowała tego uścisku, od razu było lepiej. – Tak bardzo cię przepraszam za dziś, ktoś złożył mi dziś wizytę i przypomniał… Jestem królową, a ty… - Naprawdę nie chciała go urazić, myślała jak to najdelikatniej ubrać słowa. – Nasze pozycje w społeczeństwie, jest między nimi wielka przepaść i… Na razie możemy być razem jedynie w ukryciu, chyba żebym nadała ci tytuł… ale przecież nie zrobię tego ot tak… - westchnęła, to wszystko było takie skomplikowane. Osobiście przecież nie uważała innych za gorszych z powodu pozycji, ale nie mogła na tę sprawę patrzeć wyłącznie w ten sposób.

Jeszcze bardziej wtuliła się w Dżariego, chcąc schować się w jego ramionach i zapomnieć o wszystkich problemach. Wtem dało się słyszeć czyjeś głosy. Anielica zaniepokojona pociągnęła swego ukochanego do wody i magicznie tworząc im bańki powietrza wokół głowy i jakkolwiek by to nie brzmiało, pociągnęła na dno. Stali na kamieniach tuż obok gwałtownego spadku w dół. Tymczasem na plaże dostały się jakieś służące i ciesząc się piękną nocą rozsiadły się wygodnie na jednym z głazów, które nie były zanurzone w wodzie i zaczęły plotkować. Nic jednak nie zapowiadało, by miały szybko skończyć. Del tego nie przewidziała - przecież nikt prócz niej wcześniej praktycznie tu nie bywał.
Avatar użytkownika
Delia
Błądzący po drugiej stronie
 
Inne Postacie: Anastasja, Antar, Aurea, Delia, Esmeralda, Imelda, Luna, Mari, Nadeya, Nimfea, Rozalie, Sakura, Sechmet, Shirkhana, Xenja, Yrin, Zira,
Uwagi administracji: Użytkowniczka ma prawo posiadać w sumie 10 kont, z czego jeden slot, jest slotem dodatkowym, otrzymanym jako nagroda, za długie i sumienne wykonywanie pracy moderatora.
Rasa: Anielica Światła
Aura: Stosunkowo widoczna, żelazna powłoka lśni srebrnym blaskiem, a także zaskakuje barachitowym cieniem. Między nimi wyłania się miedziane pasmo, które trudno dojrzeć pod ametystową poświatą. Liczne głosy i śmiech dzieci nadają kojący, niemalże sielankowy krajobraz. Kusi bogatymi w słowa zmysłowymi szeptami, ale i one z czasem zagłuszane są szeptem kołyszących się liści. Niesie ze sobą delikatny zapach mirry i lilii, przez co często nikt nie spodziewa się ostrych i gładkich zarysów. Twarda emanacja, zupełnie jakby nie pasująca do całego opisu, potrafi uwieść zwiewną i lekką giętkością. W smaku przyjemnie gorzka, z nutą lepkiej kwaśności w sobie.
Wygląd: Delia jest wyjątkowo piękną kobietą. Posiada szczupłą, delikatną sylwetkę a na dodatek jest wysoka. Kolor skóry w miarę jasny. Na plecach widnieje para sporych, anielskich skrzydeł o śnieżnobiałych piórach. Przechodząc do jej twarzy można stwierdzić że ciężko się nie zachwycić. Sprawia wrażenie idealnej, mocno czerwone usta, brak jakichkolwiek skaz oraz te wyjątkowe oczy, ... (Więcej)

Postprzez Dżari » Śr paź 24, 2018 9:20 pm

        - Już, już, spokojnie - szepnął Dżari, gdy głos Delii uwiązł w gardle z powodu tłumionego szlochu. Objął ją, by się uspokoiła, bo nic nie działało równie kojąco, co bliskość drugiej osoby.
        - Spokojnie - powtórzył, głaszcząc ją po wilgotnych włosach. Nie wiedząc jeszcze co się stało mógł jedynie dać jej czas i pozwolić się wypłakać, czekając aż najgorszy żal minie, ona się uspokoi i będą mogli porozmawiać. Mógł też spróbować ukoić jej nerwy czarami… Lecz czy to co czuli do siebie nawzajem nie było najpotężniejszym zaklęciem? On był przy niej i był dla niej, chciał by to wiedziała.
        - Nie, najdroższa, nie masz za co mnie przepraszać - zapewnił ją ciepłym głosem. - Domyśliłem się, że miałaś ku temu powód.
        I właśnie tenże powód miał właśnie poznać. Delia mogła poczuć, że na moment lekko się spiął słysząc sam początek jej wypowiedzi. Smutno pokiwał głową, nie był to jednak wyraz rezygnacji - niestety spodziewał się, że to prędzej czy później nadejdzie i to pogodzenie się z własnymi przepowiedniami było widać w jego twarzy. By jednak trochę ulżyć Delii w tym trudnym wyznaniu, otarł dłonią łzę z jej policzka takim gestem, aby na moment musiała zamknąć usta i przez to nie dokończyła zdania. Spojrzał jej w oczy z niemym “rozumiem” i dopiero wtedy pozwolił, by kontynuowała. Najwyraźniej jego królowa nie zamierzała się tak łatwo poddać i już myślała nad tym, jak rozwiązać ich sytuację - jakże miał jej nie kochać, skoro miała taki charakter? Miała niestety rację, że stało przed nimi zadanie trudne, ale przecież nie mogli się poddać. Nawet jeśli przyjdzie im jakiś czas udawać, to przecież nie będzie to trwało wiecznie - znajdą sposób, by być razem. Delia była kobietą, dla której biło jego serce i nie było takiej siły na świecie, która byłaby w stanie ich rozdzielić…
        Anioł chciał coś powiedzieć, lecz zamknął usta i po prostu ciaśniej objął ją ramionami, wspierając policzek o jej mokre włosy. Głaszcząc ją po głowie i ramionach myślał co sam mógłby zrobić, by zaradzić tej sytuacji. Żałował, że nie mógł rozwinąć skrzydeł, by udowodnić swoje anielskie pochodzenie - z pewnością gdyby to zrobił, przypięto by mu łatkę boskiego posłańca i już nikt nie śmiałby kwestionować związku jej i Delii. Na dworze nie widział żadnego anioła poza rodziną królewską, więc pewnie coś takiego mogłoby się udać, lecz niestety, stracił swoje skrzydła w podziemiach Ostatniego Bastiona, gdy wyrwano mu je wraz z większą częścią serca… ”Lecz czy teraz, gdy moje serce zaczyna znowu bić, nie powinienem odzyskać i skrzydeł?”
        Rozważania Dżariego przerwał chichot, który wybił się ponad jednostajny szum fal. Laki zaraz obrócił się w stronę plaży, by zorientować się czy już zostali zauważeni i jakie mieli szanse, by jeszcze się skryć, nim jednak doszedł do wniosku, że odcięto im drogę ucieczki, Delia wzięła sprawy w swoje ręce. Można powiedzieć, że dosłownie, bo bezpardonowo złapała go za ubranie i wciągnęła do wody, nim zdołał chociażby zaprotestować albo się zaprzeć. Albo przyznać do tego, że nie umiał pływać. Było już jednak za późno na wyjaśnianie takich kwestii, więc Laki w ostatnim odruchu kurczowo złapał się swojej ukochanej i mocno zacisnął powieki. Nagły kontakt z zimną wodą oceanu sprawił, że odruchowo chciał otworzyć usta i zaczerpnąć tchu, zwalczył jednak tę potrzebę i utrzymał zaciśnięte wargi. Wkrótce jednak dotarło do niego, że miał suchą twarz. To absurdalne, bo przecież byli całkowicie zanurzeni w wodzie, Delia pociągnęła ich aż do dna, by mogli na nim oprzeć stopy, z czego zresztą Laki skwapliwie skorzystał, by dać sobie chociaż złudzenie stania na suchym lądzie. Nadal jednak mocno trzymał się anielicy, jakby bez niej miał pójść na dno…
        Lecz czy tak nie było? I metaforycznie i faktycznie? Krok dzielił ich od gwałtownego spadku dna, utonięcie w tym miejscu byłoby, można powiedzieć, łatwizną. A metaforycznie… To każdy wie.
        W końcu jednak Dżari zdołał się uspokoić. Toczące się nad nimi fale kołysały ich ciałami jak w wyjątkowo wolnym, czułym tańcu. Woda, z początku tak zimna, okazała się być całkiem ciepła, a bliskość tej najważniejszej w życiu osoby sprawiała, że żadne troski i żaden strach już się nie liczyły. Dżari w końcu odważył się najpierw nabrać ostrożnie tchu, a potem - gdy okazało się to możliwe - otworzył oczy. I momentalnie zaparło mu dech. Tuż przed sobą widział Delię, lecz nie była to ta sama twarz, którą widział do tej pory. Światło księżyca i gwiazd przeświecające przez wodę nadało jej cerze biało-błękitnej barwy, lecz nie trupiej, a szlachetnej, jak w przypadku najpiękniejszej, najbardziej luksusowej porcelany. W jej ciemnych oczach grało zaś tysiące iskier, gdy ich naturalny blask mieszał się z tym odbitym z powierzchni. Włosy - za dnia po prostu ciemne - nabrały barwy głębokiej czerni, czarniejszej niż noc i mroczniejszej niż czerń, lecz przy tym ciepłej i miękkiej jak najbardziej luksusowy aksamit. Leniwą chmurą unosiły się wokół jej głowy, a na granicy pola widzenia mieszały się z jego włosami - białymi niczym perła, cienkimi i lśniącymi jak pajęczyny. Dla anioła świat zamknął się w tej niewielkiej przestrzeni między nimi, a cała reszta przestała się liczyć.
        - Del… - szepnął, nie dobywając jednak z siebie głosu. Jego dłonie się rozluźniły, już nie trzymały kurczowo anielicy, a powoli przesunęły się w zupełnie naturalny sposób w inne rejony jej pleców, tak by mogli się objąć, by ich ciała były jak najbliżej i mogli czuć swoją obecność jedynie przez cienkie warstwy materiału. Ich twarze były tak blisko, że bańki powietrza stworzone przez królową nieustannie przerywały się i łączyły. Chwilę to trwało - specyficzne napięcie, narastająca niczym fala na środku oceanu, potrzeba i pragnienie tej drugiej wyjątkowej osoby. Fala, która zbliżywszy się do lądu okazywała się być niszczycielskim żywiołem, który zalewał i topił wszystko na swej drodze… Tak było i w tym przypadku. Momentem uderzenia o brzeg był pocałunek, który tym razem zainicjował Laki. Przymykając powieki Dżari nachylił się do Delii i bez chwili wahania przytulił wargi do jej ust w niewinnym całusie, który jednak zaraz przybrał na sile. Ten pocałunek sprawił, że nic innego się w tym momencie dla niego nie liczyło - nie morze, nie służące, nie ci wszyscy, którzy byli przeciwko nim. Tylko ona i on. Resztę… Resztę zmyła fala.
        Dżari zatracił zupełnie poczucie czasu i dopiero gdy w końcu oderwał się od ust Delii dotarło do niego, że od dobrej chwili było już zupełnie cicho. Po służące przyszli ich narzeczeni i całą grupą udali się do miasta na tańce, królowa i jej kochanek zostali więc sami, niezauważeni… Skoro więc nie było już żadnych świadków, można było się wynurzyć, z czego anioł chętnie skorzystał. Ujął Delię za dłonie i odbił się od dna tak, by samą siłą rozpędu zdołać się wynurzyć. Gdy już głową przebił powierzchnię wody, mocno złapał się skały i uczepiony jej niczym rozbitek odetchnął głęboko, chociaż przecież pod powierzchnią nie brakowało mu powietrza. Tchu - to już co innego…
        - Del… - zwrócił się jeszcze raz do królowej, tym razem głośno wypowiadając jej skrócone poufale imię. Zbliżył się, objął ją jedną ręką w talii i jeszcze raz pocałował, tym razem jednak znacznie krócej.
        - Najdroższa, uprzedzaj gdy następnym razem przyjdzie ci coś takiego do głowy, bo ja nie umiem pływać - poprosił ją pogodnym tonem, w którym nie było ani niezadowolenia, ani wstydu. Jej mógł przyznać się do każdej słabości.
        Po kolejnych czułościach Dżari wspiął się w końcu na skałę. Stojąc na niej zdjął z siebie przemoczoną tunikę i przygładził włosy, które pod wpływem wody wyprostowały się i sięgały mu już bioder. Balansując na jednej nodze zdjął również buty, które wcześniej mocno ciągnęły go na dno i gdy już był taki do połowy rozebrany, przyklęknął i podał dłoń Delii, która dopiero teraz zdecydowała się do niego dołączyć. Gdy już się wspięła, wpadła prosto w jego ramiona, a on nie zamierzał jej tak bez gadania puścić.
        - Jesteś przepiękna - zapewnił pełnym czci szeptem, gdy jego spojrzenie powoli przesuwało się po smukłym ciele anielicy, na którym mokry materiał sukienki opinał się w tak bardzo pobudzający wyobraźnię sposób. W końcu jednak anioł podniósł wzrok i spojrzał Delii w oczy.
        - Kocham cię - oświadczył.
Avatar użytkownika
Dżari
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
 
Nagrody: ObrazekObrazek
Inne Postacie: Sanaya, Jorge, Skowronek, Yastre, Tioyoa, Kinalali, Widugast, Ijumara, Nikolaus, Kaikomi, Rael, Mniszek, Mitra, Rianell, Sadik, Maximilaan, Rammi,
Rasa: Anioł światła
Aura: Postać anioła otacza srebrny mur. Widać w nim żelazne pęknięcia. Trudno stwierdzić czy może są one oznaką siły czy też słabości, lecz to właśnie z nich wydobywają się giętkie gałązki i łodygi w barwie barachitu. Utrzymują pęki głów kwiatów, do złudzenia przypominających róże oraz lilie, chociaż oba gatunki oblane są miedzianą powłoką. Strach jest je naruszyć w obawie, że za chwilę płatki rozsieją się wokół emanacji. Z serc roślin wydobywa się mgiełka gęstnąca przy każdym ruchu niebianina. W stanie spoczynku lśni jedynie ametystowym pyłkiem, lecz każda zmiana położenia jest w stanie całkowicie okryć wytworzony, majestatyczny obraz łagodności mleczną poświatą. Samo dno aury usypane jest cynowym piaskiem, z którego wydobywa się mocny zapach mirry, a łamie go balsamiczna woń lilii. Emanacja subtelnie lepi się do ust gorzkim smakiem, który kryje w sobie nutkę kwaśności. Na zewnątrz rozbrzmiewa śmiechem radosnych dzieci. Odnosi się wrażenie, że biegają wciąż po tych samych ścieżkach wokół muru. Ciepła w dotyku trzaska przyjaźnie płomieniami. Odbiorca od razu nabiera pewności iż nigdy się nie sparzy, dlatego też z wielką chęcią niejeden czytelnik pokusi się na dotyk. Gładka w odbiorze posiada jedynie ostre krawędzie szczelin, ale pozostaje przy tym twarda, nie do złamania. Obraz sielanki wzbudza jednakże niepokój. Zdaje się zbyt idealna, lśniąca i tylko ów złamania mogą wzbudzić pewne zastanowienie… że za murem… że za murem kryje się coś więcej.
Wygląd: Wędrowny znachor tylko na pierwszy rzut oka pasuje do swej profesji - nosi proste szaty, ma dużą torbę z lekami i nie można by go posądzić o bogactwo. Gdy jednak patrzy się na niego chociaż chwilę dłużej, dostrzega się, że nie jest to twarz biedaka, który tuła się przez całe życie. Jego oblicze jest niezwykle piękne, młodzieńcze, skóra gładka i lekko opalona na odcień ... (Więcej)

Postprzez Delia » Pt lis 02, 2018 11:11 pm

Delia lekko drżała targana emocjami, ale to ustało, gdy bardziej wtuliła się w ramiona Dżariela. Był taki ciepły, przy nim czas płynął wolniej, a trwając w tym stanie, mogła na chwilę zapomnieć o wszelkich zmartwieniach. Przez chwilę jeszcze nie była w stanie nic powiedzieć, choć cieszyło ją, że zrozumiał i nie wziął sobie tego do siebie. Widziała jednak jego lekką obawę przed poznaniem powodu jej wcześniejszego zachowania. Naprawdę nie chciała go w żaden sposób urazić, ale jak grzecznie powiedzieć komuś, że nie można z nim być, bo jest… wieśniakiem, mówiąc wprost. Na szczęście nie wyszło tak źle, jak myślała, widziała w jego oczach, że zrozumiał. Od razu zaczęła rozważać ich możliwości, choć wiedziała jedną rzecz, cokolwiek by nie postanowili, nie będzie łatwo. Czasami tak bywa, Del zaś była gotowa chyba na wszystko, byle mogli być razem.
Pierwsza miłość zawsze jest niezwykła i pozostaje w sercu na zawsze. Nawet jeśli los nieraz rozdzieli kochanków, to oni wciąż będą o sobie pamiętać, nawet jeśli w miarę upływu czasu zejdą się z kim innym. Ta pierwsza prawdziwa miłość ma tak wielką siłę, że choćby wszyscy myśleli, że jej ogień dawno zgasł, to gdzieś tam wciąż będzie płonął choćby drobny płomyczek. Wystarczy tylko pomyśleć, jak wielką ma potęgę, gdy zakochani są obok siebie, a ich serca zaczynają bić równym rytmem. Del czuła to przyjemne ciepło w sobie, wywoływało uśmiech na jej twarzy mimo przeciwności losu.
I nagle serce zabiło szybciej, a powodem nie była sama miłość, ale groźba odkrycia ich potajemnego spotkania. Anielica nie traciła czasu na rozmyślania, zareagowała impulsywnie i postanowiła użyć oceanu jako kryjówki. Tu, na dnie, byli bezpieczni, chociaż Lakim najwyraźniej nadal targały nerwy, bo mocno trzymał się królowej. Uśmiechnęła się do niego, choć miał zamknięte powieki - to było urocze, czyżby bał się je otworzyć pod wodą? W końcu jednak zrozumiał działanie bańki powietrza i mogła spojrzeć w te jego błękitne oczy.

- Dżari… - również szepnęła, a jej usta zbliżyły się do jego ust. Nie trzeba było więcej słów.

Atmosfera przestała być taka napięta, teraz było tak romantycznie, cicho, jakby nikt inny nie istniał. Teraz to Delia zamknęła oczy, gdy tylko poczuła jego usta na swoich. Nie wiedziała jak długo trwali w tym podwodnym pocałunku, to się nie liczyło. Dopiero gdy po tym cudownym pocałunku znów otworzyła oczy, przypomniała sobie czemu są pod wodą. Już mogli się wynurzyć. Niebianka z gracją podpłynęła do powierzchni - całkiem dobrze pływała. Nie musiała odpychać się od dna tak jak Laki, wystarczyła dobra technika i równie szybko bez takich sztuczek można było wypłynąć w tym samym czasie, w końcu trzymali się za ręce.
Gdy tylko mogli oddychać bez magicznej bańki, która pękła, lekko zraszając ich twarze, mężczyzna poleciał do pierwszej, lepszej skały i niemalże się do niej przytulił. Spojrzała na niego zdziwiona - przecież nie było aż tak głęboko. Po chwili wyjaśnił swoje zachowanie. Del zachichotała. Nie wyśmiewała go, raczej zrobiło jej się nieco głupio i chciała to zatuszować. Tyle czasu mieszkała na wyspach, że pływanie weszło jej w nawyk i stało się wręcz podstawową umiejętnością. Przez to całkowicie zapomniała zakładać, że jednak nie dla każdego jest tak naturalna.

- Przepraszam, to było odruchowe. — Uśmiechnęła się pogodnie. — Powinniśmy to zmienić, może cię nauczę? To proste. – Przepłynęła kawałek obok Lakiego, leżąc na plecach i po chwili do niego wróciła już normalnym stylem. – Niekoniecznie dziś, ale… Nie możemy wymykać się tutaj i siedzieć jedynie na brzegu, na i pod wodą jest bardzo… ciekawie. – Zarumieniła się lekko, wspominając ten cudowny pocałunek.

Wtem Dżari wspiął się na skałkę. Gdyby Delia nie umiała pływać, pewnie też by tak zrobiła, pragnąc choć trochę suchego lądu. Niebianka widziała jak Dżari ściągnął tunikę, lekko zagryzła wargę i spojrzała w taflę wody, chcąc ukryć jeszcze większy rumieniec na swoim obliczu. Gdy w końcu nabrała bardziej naturalnych barw, zdecydowała się również wejść na skałę. Laki oczywiście jej pomógł, a następnie znowu wylądowała w jego ramionach. Kochała te momenty.

- Dziękuję – odpowiedziała z uśmiechem i lekkim zawstydzeniem, jednak przy tym, co Dżari powiedział po chwili. Już nie patrzyła gdzieś w bok onieśmielona, spojrzała mu prosto w oczy, całkowicie nim oczarowana. – A ja ciebie – odpowiedziała cicho i znów go pocałowała.

Siedzieli tak jeszcze przez jakiś czas w tym romantycznym zakątku. Jednakże w końcu przyszedł czas by wrócić do komnat, nim ktoś by się zorientował. Delia rozłożyła skrzydła i ostatni raz tej nocy pocałowała Lakiego, po czym poleciała do swej komnaty, jak najszybciej umiała, by nikt nie miał czasu na jej spostrzeżenie. Wleciała przez okno i przy pomocy magii, co było najmniej kłopotliwe i hałaśliwe osuszyła swoje włosy i ubranie, po czym poszła jeszcze zajrzeć do Evangeline, ostatnio jak tak wyszła to Valak nieźle narozrabiał, a teraz było podejrzanie spokojnie.
Avatar użytkownika
Delia
Błądzący po drugiej stronie
 
Inne Postacie: Anastasja, Antar, Aurea, Delia, Esmeralda, Imelda, Luna, Mari, Nadeya, Nimfea, Rozalie, Sakura, Sechmet, Shirkhana, Xenja, Yrin, Zira,
Uwagi administracji: Użytkowniczka ma prawo posiadać w sumie 10 kont, z czego jeden slot, jest slotem dodatkowym, otrzymanym jako nagroda, za długie i sumienne wykonywanie pracy moderatora.
Rasa: Anielica Światła
Aura: Stosunkowo widoczna, żelazna powłoka lśni srebrnym blaskiem, a także zaskakuje barachitowym cieniem. Między nimi wyłania się miedziane pasmo, które trudno dojrzeć pod ametystową poświatą. Liczne głosy i śmiech dzieci nadają kojący, niemalże sielankowy krajobraz. Kusi bogatymi w słowa zmysłowymi szeptami, ale i one z czasem zagłuszane są szeptem kołyszących się liści. Niesie ze sobą delikatny zapach mirry i lilii, przez co często nikt nie spodziewa się ostrych i gładkich zarysów. Twarda emanacja, zupełnie jakby nie pasująca do całego opisu, potrafi uwieść zwiewną i lekką giętkością. W smaku przyjemnie gorzka, z nutą lepkiej kwaśności w sobie.
Wygląd: Delia jest wyjątkowo piękną kobietą. Posiada szczupłą, delikatną sylwetkę a na dodatek jest wysoka. Kolor skóry w miarę jasny. Na plecach widnieje para sporych, anielskich skrzydeł o śnieżnobiałych piórach. Przechodząc do jej twarzy można stwierdzić że ciężko się nie zachwycić. Sprawia wrażenie idealnej, mocno czerwone usta, brak jakichkolwiek skaz oraz te wyjątkowe oczy, ... (Więcej)

Postprzez Evangeline » Pt lis 16, 2018 1:43 pm

        Zanim jeszcze Evangeline zasnęła, czyli kiedy jeszcze Valak kontynuował swoje opowieści, w których mnóstwo było śmiesznych, momentami niemalże niemożliwych sytuacji, nastąpiła drobna przerwa. Valak bowiem wyczuł nadchodzącą Delię. Postronny obserwator, szczególnie taki z poczuciem humoru, mógłby stwierdzić, że papugoszczur wyczuł albo zapach wody morskiej, albo też resztki romantycznej atmosfery otaczającej królową i doprowadzającą serce tejże do bicia niczym młot. Rzecz jasna prawdziwe było pierwsze stwierdzenie.

        Zwierzak natychmiast niemal zaprzestał mówienia, po czym przyłożył swój ogon do ust Evangeline, nim ta zdołała wydusić z siebie pytanie, czemu opowiadanie zostało tak niespodziewanie przerwane.

- Udawaj, że śpisz! To taka… No… Zabawa! - wyszeptał Valak, który nadal nie był śpiący. Nie chciał też ani wysłuchiwać kazania ze strony królowej, ani też księżniczki, która by ślepo posłuchała swej matki w sprawie “Co powinna robić grzeczna księżniczka a co nie”.

        Niepewnie - bo wciąż nie ufała Valakowi po tym, jak przestraszył ją bez potrzeby - posłuchała zwierzaka, układając się w pozycji, w której zazwyczaj zasypiała. Zamknęła oczy, lecz po chwili przeczucie nakazało jej obserwować przez lekko rozwartą powiekę to, co miało się stać. Bo co jak co, ale nawet dla niej tak nagle wywołana zabawa zdawała się podejrzana.

        Delia otworzyła drzwi do sypialni złotoskrzydłej tak cicho, jak to było możliwe, choć zawiasy i tak dały o sobie znać. Drobinki pyłu, które unosiły się nad skrytą w objęciach łóżka postacią, podskoczyły aż, choć nie na tyle, by królowa Arrantalis to zauważyła. Szybko połączyła fakty i doszła do wniosku, że jednak powinna spać, zamiast wysłuchiwać Valaka. Nie chciała jednak zamartwiać swej przybranej matki, bała się bowiem że ta zareaguje zbyt mocno na fakt, że jej córeczka nie śpi, dlatego też złotoskrzydłą dzielnie leżała, pozorując głęboki sen.

        Gdy tylko królowa opuściła pomieszczenie, a jej kroki stawały się jedynie odległym echem, księżniczka pozwoliła sobie spiorunować papugoszczura spojrzeniem.

- Tak? - Zgrywał niewiniątko, choć wiedział, że księżniczka zrozumiała co i jak. Cóż innego miał zrobić? Sam nie wiedział.

- Idziemy spać. I następnym razem od razu idę zapytać się mamy czy to, co mówisz, jest prawdziwe i poprawne. - Mogłoby się zdawać, że jest wściekła, ponieważ Valak znów ją wrobił, ale tak niewinna istotka, jak ona i wściekłość to były rzeczy tak przeciwne, że są niemal wykluczające. Dlatego też bardziej poprawnym określeniem, które pchało się na pewien szczurzy pyszczek, było “oburzona księżniczka”.

        W ten oto sposób noc obróciła się w marzenia senne, a te, jak za dotknięciem magicznej różdżki, poruszyły ciała niebieskie, przemieniając noc w poranek, kiedy księżniczkę i jej podstępnego zwierzaka otulił głęboki sen.




        Ledwie pierwsze promienie słońca musnęły mury królewskiej posiadłości, a już tutejsza armia dworzan i służących toczyła codzienną walkę z czasem. Niczym trybiki w perfekcyjnie wykonanej krasnoludzkiej maszynie, każda osoba wykonywała swoje zadanie, nie pozwalając sobie nawet na sekundę opóźnienia - ta sekunda bowiem mogła sprawić, że królowa zastanie pomieszczenie wciąż sprzątane, bądź też będzie musiała czekać dłużej niż zwykle na swoje śniadanie, a to by była skaza na honorze pracujących tu osób. Na całe szczęście, niemal wszyscy mieli wystarczająco dużo doświadczenia, by dotychczasowe obowiązki spełniać nie tylko dobrze, ale i bez zbędnego opóźnienia.

        Potencjalny problem pojawiał się dopiero przy nowo powstałych obowiązkach, które tylko Najwyższy mógł przewidzieć. Jednym z nich był nowy nabytek “służby”, który był już równie znany, co obgadywany. Nie dość, że ostatnimi czasy wzbudzał sensację jak nikt inny, to na dodatek jego rola w królewskim zamku była do bólu ogólna. Nikt do końca nie wiedział, gdzie zaczynają się, a gdzie kończą się przywileje “opiekuna księżniczki”.

        Jego obowiązki także zdawały się niezwykle płynne, co wyjaśniały podobno plotki krążące po zamkowych korytarzach. Te jednak niosły dwie różne wersje mające wyjaśniać taki stan rzeczy. Pierwsza mówi, że przyjęte przez królową Delię dziecię swą zachcianką wcieliło go do tej roli, na co władczyni pozwoliła w ramach matczynego rozpieszczania księżniczki. Druga wersja, nieco bardziej ekscytująca, zakładała, jakoby rola ta była przykrywką dla czegoś poważniejszego. A czego dokładnie? Nikt nie odważył się jeszcze powiedzieć tego na głos, ale były różne przypuszczenia pochowane w głowach tych, co słyszeli o tym - od osoby mającej w sekrecie sprawdzać to, co robi służba królewska i jak dobrze to robi, przez osobistego strażnika o wielkiej, a zarazem ukrywanej potędze, po prywatnego kochanka królowej.

        Wszystko to sprowadzało się do jednego stanu rzeczy - Dżari czuł na sobie wzrok za każdym razem, gdy mijał kogoś ze służby. Czasami ciekawość, czasami oburzenie, czasami coś, czego nie umiał określić, tliło się w oczach, które wpatrywały się w niego. Nikt jednak nie zagaił go o to bezpośrednio, co było zrozumiałe - mimo wszystko, praca stanowiła priorytet w stosunku do plotek, bez względu na to, co za informacje te ze sobą niosły. Widać było jednak, że niektóre z osób dbających o zamek i jego mieszkańców starało się omijać go nieco szerszym łukiem niż zwykle, jeśli to było możliwe.

        Tylko Maria Inea, zarządczyni, która nieoficjalnie sprawowała pieczę nad aniołem, nie bała się stawić czoła tym plotkom, choć nie robiła to w dosyć nietypowy sposób. Dosyć wcześnie bowiem odszukała Lakiego, któremu zaserwowała wykład, którego raczej nie zapomni. Wypunktowała wszystkie zasady etykiety i wychowania obowiązujące na dworze królewskim, a przynajmniej tyle, ile tylko zdołała bez zdarcia sobie gardła. Jeśli nie wiedział o czymś, to ona mu to powiedziała. A jeśli o czymś wiedział? To miał przypomnienie. Nie było to może zbyt delikatne, ale zarządczyni najwyraźniej miała nadzieje, że tą bezpośredniością da mu do zrozumienia, że jak tak dalej będzie się wyróżniał, to może to mu narobić kłopotów. Rzecz jasna mogła mu powiedzieć to wprost, ale byłoby to niezbyt taktowne, przynajmniej ona tak uważała.

        Dżariel nie był jednak jedyną atrakcją, choć bez wątpienia zasługiwał na miano najpopularniejszej. Evangeline, księżniczka z tytułu “Bo tak chce królowa” również znana była już niemal wszystkim w jej otoczeniu, tyle że z zupełnie innych powodów. Z charakteru była niewiniątkiem, choć trochę nierozgarnięta, niosły szepty przekładane z ucha do ucha, zaś fakt, że została przygarnięta jako córka Delii, był uznawany przez wszystkich jednogłośnie za zachciankę władczyni, w której odezwał się w końcu instynkt macierzyński. To jednak, że było to oczywiste i pewne, sprawiało, iż traciło to na sile przebicia podczas rozmów, gdyż nie wzbudzało sensacji i zainteresowania.

        To, co było o wiele żywszym tematem rozmów, były zdolności, czy też raczej - jak niektórzy to określali - klątwy posiadane przez zaadaptowaną do rodziny królewskiej istotę. Symbole na ciele, które przy kontakcie ze zwykłą materią obracają tą w niebyt? Ciało wykonane w pełni ze złota? Niektórzy momentami kwestionowali, czy to w ogóle anioł, a nie ożywiony przez magów posąg, jednak to, jak żywa zdawała się Evangeline, sprawiało, że teoria ta nie była zbyt popularna. Jeśli jednak była aniołem, skąd się wzięła? Czemu jest, jaka jest? Nikt nie miał pewności i szczerze, niektórzy nie chcieli wiedzieć. Tym bardziej że niektórym pchały się na usta słowa “Zła magia” gdy tylko wspominana była anielica ze złota.

        Nic dziwnego, że niektóre ze służących, oddelegowane do tego, by obudzić księżniczkę i naszykować ją na resztę dnia, grymasiły, gdy nikt nie patrzył. Rzecz jasna, nie wpływało to na ich pracę - głupotą byłoby nie umieć oddzielić emocji od obowiązków, kiedy pracuje się jako służba królewska. Dlatego też tego dnia Evangeline została obudzona poranną higieną, szczotką, ubraniami oraz, co najważniejsze, dwoma uśmiechniętymi służkami, dzięki którym złotowłosa niemal natychmiast przestała zamartwiać się nocnym wybrykiem szczura. Sam papugoszczur zaś, niechętnie, ale także pozwolił, by się nim zajęto. Zdołał nawet nie ugryźć nikogo, taki grzeczny z niego zwierzaczek!

        Nastała pora śniadaniowa, jednakowo w zamku, jak i w całym Arrantalis. Poza murami królewskiej posiadłości szlachta i bogatsza warstwa społeczna już od wczoraj dostawała pierwsze okruchy informacji o tym, co dzieje się na królewskim dworze. Teraz jednak niemal wszystkie plotki, które dotychczas krążyły jedynie wśród służby, obiegały domy, sklepy, karczmy i wszelakie posiadłości. Rzecz jasna wiele osób nie wierzyło w prawdziwość tychże, jednak ci, którzy z natury byli plotkarzami, nie tylko rozprzestrzeniali, ale też wzbogacali zdobyte informacje. A wzbogacać było co… Księżniczka ze złota? Opiekun księżniczki, który może nie jest opiekunem? Nim nadszedł czas obiadu, całe Arrantalis przesiąknięte było w słodko-gorzkich rozmowach, wzbudzających całe spektrum emocji w znacznej większości populacji.

        W międzyczasie pojawił się problem. Obumierające plony, których sprawa doprowadziła do spotkania Dżariego, nadal były problemem w pewnym tego słowa znaczeniu. Same zniszczenia zostały powstrzymane magią, jednak osoby oddelegowane do sprawdzenia sytuacji potwierdziły, iż ktoś celowo, z pomocą czarów, próbował zniszczyć uprawy na całej wyspie. W wielu miejscach na Talianis, w pobliżu farm, które zgłosiły problem upraw objętych zarazą, odnaleziono miejsca, w których odprawiano rytuał - reszty energii magicznej unoszącej się w powietrzu, jak i fakt, iż roślinność w tych miejscach praktycznie przestała istnieć, była jednoznaczną poszlaką. Zdołano nawet ustalić, że stała za tym jedna osoba - zaraza bowiem pojawiała się między różnymi miejscami w określonych odstępach czasu, które pasowały do czasu, w jaki pokonałoby się taki dystans pieszo. Jeden z rolników wskazał nawet opuszczoną chatę, o której mówiono, iż mieszkał tam szaleniec, jednak królewski oddział spóźnił się - winowajca już zabrał najpotrzebniejsze rzeczy i najwyraźniej uciekł. Było jednak wystarczająco dużo poszlak, by można było się domyślić, dokąd się uda. I choć nie było pewności, gdzie dokładnie planuje być, to jedna stała biła po oczach - twórca zarazy planował udać się na kontynent. Informacja o tym już była w drodze do królowej, poprzez gońca, który nie oszczędzał konia. Co jak co, ale władczyni na pewno chciałaby wiedzieć, kto chce doprowadzić jej poddanych do głodu.

        Jakby tego było mało, pierwsze zalążki informacji pochodzące z dwóch bliźniaczych wysp już krążyły po stałym lądzie - głównie wzdłuż Rubinowego Szlaku - to wystarczało, by po Alaranii rozniosła się wieść o księżniczce, która jest ze złota. Niektórzy uznali, że to przenośnia, inni wzięli to dosłownie, ale uznali to za nowo powstającą legendę. Byli też tacy, którzy z pomocą magii już przesyłali listowne propozycje kupna złotego pyłu, który wytwarzany był przez księżniczkę. Pewnie podejrzewali, że takowe złoto mogłoby być warte więcej niż zwykłe. W wyniku tego Yro jeszcze przed pierwszym kęsem śniadania dzierżył z pięć takowych listów, co wcale nie poprawiało mu humoru.

        Była jednak osoba, która jeszcze o tym nie wiedziała, chodziła bowiem po odludziach. I niech Najwyższy Pan sprawuje pieczę nad tym, by nie dotarły do tejże informacje, w przeciwnym wypadku skutki mogą być tragiczne...

        Nie zna bowiem ni niebo, ni ziemia furii większej niż gniew ojca, którego pozbawiono córki.
Avatar użytkownika
Evangeline
Błądzący po drugiej stronie
 
Inne Postacie: Lullasy, Hyiaxinthe, Urzaklabina, Drim, Avarralie, Siyne, Violetine, Fonos, Krakenia, Toffee, Elion, Sargeras, Sugarro, Rubedo,
Rasa: Anioł Światła.
Aura: Wciąż jeszcze słaba emanacja posiada niewiele barw, za główny odcień obrała sobie barachitowy. Obsypana została lśniącym złotym pyłem omijającym jedynie cynkowe plamki. Poświata otula całość swym kojącym zmysły szmaragdowym światłem. Wydziela cudowną woń lilii połączoną z niezwykłym zapachem mirry. Powłoka raczej twarda gnie się łatwo, jednakże od czasu do czasu, nie wiadomo dlaczego sztywnieje. Nadrabia jednak ostrymi krańcami, niestety nawet wśród nich, występują tępe miejsca. Odwraca od tego uwagę aksamitnością, wśród której to i ówdzie można odnaleźć coś chropowatego. W smaku lepka, a posmak pozostawia po sobie przyjemnie łagodny.
Wygląd: Niemal uwodzicielska anielica, której ciało dojrzało szybko prawdopodobnie za sprawą anatomicznych różnic oraz potężnego daru w niej drzemiącej. Ma, dosłownie mówiąc, pozłacaną urodę, od której trudno oderwać wzrok.

Jest dosyć drobna, bowiem mierzy dwa kroki (ok. 150cm/1,5m) a waży - wraz ze skrzydłami - siedem kamieni (ok. 70kg). Ów skrzydła mają rozpiętość 6 ...
(Więcej)

Postprzez Dżari » Wt lis 20, 2018 10:00 pm

        - Nie śmiem odmówić takiej kuszącej propozycji - odparł Dżari atłasowym głosem, wodząc oczami za pływającą w tę i z powrotem z taką łatwością Delią. Uważał się za szczęściarza, bo nie dość, że miał spędzić czas z ukochaną, to jeszcze miał to być czas spędzony pożytecznie i na swój sposób jednocześnie intymnie i niewinnie, bo robiąc coś tak prostego jak nauka pływania, mieli być tak blisko siebie… Cieszyła go ta myśl, a Delię najwyraźniej też, bo uśmiechała się w tym momencie w niezwykle piękny sposób.

        Gdy przyszedł czas rozstania, Dżari nie protestował, choć było widać, że niechętnie wypuszczał ukochaną z ramion. Pocałował ją na dobranoc i gdy ona wzbiła się w niebo, on jeszcze przez moment został na plaży, patrząc jak jej jasna sylwetka powoli maleje na tle gwiazd, aż w końcu zupełnie znika na tle ciemnej bryły zamku. Odetchnął, lecz było to westchnienie niezwykłe lekkie, przepełnione radością. Już dawno nie czuł się tak jak teraz. Przez ostatnie lata gryzły go wyrzuty sumienie, życie w poczuciu winy i świadomość braku celu. Teraz jednak wiele się zmieniło – chociażby to, że miał cel, jego serce miało dla kogo bić. Czuł, że odżywa i choć los kładł mu kolejne kłody pod nogi, miał siłę i motywację, by z nimi walczyć. Póki co nie miał jeszcze precyzyjnego planu… Ale teraz nie zaprzątał sobie tym głowy. Był zakochany i pozwolił sobie jeszcze chwilę się tym cieszyć.
        Dżari wstał w końcu z ziemi. Otrzepał spodnie i szeroko rozkładając ramiona wystawił twarz na wiejący od morza wiatr. Przez moment zdawało mu się, że znów lata, lecz było to tylko złudzenie – już prawie dwadzieścia lat nie rozwinął skrzydeł i nie czuł wcale, by moment ich odzyskania był bliski, ale nie pozwolił, by ta refleksja zatruła mu myśli. I na to przyjdzie czas. Teraz żył jak zwykły śmiertelnik i było mu z tym dobrze.
        Nagle Dżari zaczął śpiewać. Był tak szczęśliwy, że melodia sama popłynęła z jego ust – piękna, anielska pieśń o miłości, fragment pewnego niezwykle starego utworu, który wyrwany z kontekstu służył również za indywidualną balladę. Niejeden na jego miejscu krzyczałby i śmiał się z radości, lecz nie on – on śpiewał. Z początku cicho, lecz później coraz głośniej. Gdy jego struny głosowe się rozgrzały, śpiewał coraz lepiej technicznie, niczym najlepszy śpiewak operowy a może nawet i lepiej, bo wraz z warsztatem w jego przypadku szły emocje – silne, głębokie i szczere. Zwrócony w stronę morza nie zważał na to, czy ktokolwiek w zamku go usłyszy, bo to była jego chwila, ten jeden z nielicznych, lecz bardzo ważnych momentów, gdy pozwalał, by to serce sterowało każdym jego zachowaniem, nieskrępowane ograniczeniami zasad, rozsądku. Mógł sobie pozwolić na tę chwilę zapomnienia, bo niestety od następnego ranka musiał przywdziać maskę i udawać, że wcale nie był zakochany. Musiał przy tym przyznać sam przed sobą, że wcale nie przeszkadza mu to tak bardzo, jak by mogło, bo przecież on i Delia kochali się, wyznali sobie to uczucie i chcieli o nie walczyć, razem. Wierzył, że sobie poradzą, więc ten teatrzyk go nie zraził - był chwilowy.
        Piękna anielska pieśń o miłości dobiegła końca, a Dżari jeszcze chwilę stał bez ruchu na skale, powoli opuszczając ramiona, które rozłożył przy tych bardziej skomplikowanych technicznie fragmentach. Gdy już zwiesił swobodnie ręce i odetchnął ostatni raz, roześmiał się nagle, zasłaniając dłońmi twarz. Zwariował, że tak śmiał się bez powodu, ale czyż tak nie było lepiej niż w czasach, gdy potrafił całymi dniami nie odezwać się słowem i tylko przemykał pod ścianami, pielęgnując swoje zranione serce?
        Chwilę później anioł odwrócił się twarzą w stronę wnętrza wyspy i powoli wrócił do pałacu, nie śpiewając już, nie nucąc i nie wydając z siebie żadnego innego dźwięku, ale i tak widać po nim było, że coś grało w jego duszy i musiała to być niezwykle piękna, wręcz najpiękniejsza muzyka jaką można sobie wyobrazić. W tym stanie dostrzegł go Zartec z okna swojej pracowni - od razu poznał kto to szedł przez ogrody tanecznym krokiem, bo niewielu mężczyzn w zamku miał takie włosy jak opiekun księżniczki: tak długie i jasne. Czarodziej przyglądał mu się dłuższą chwilę, od razu domyślając się, że młodzieniec pewnie wraca ze schadzki z królową, bo o ich związku rozmawiano już w każdym zakamarku pałacu, lecz póki co były to jedynie plotki… “Jedynie” albo “aż”, bo przecież nie można było sobie pozwolić na skandal. A skoro jemu udało się dojrzeć tego całego opiekuna w takim nastroju, pewnie prędzej czy później ktoś będzie świadkiem o wiele bardziej… gorszącej sceny. Do tego nie można było dopuścić. Jak dobrze, że udało mu się obudzić czujność doradców i dyplomatów, którzy odpowiednio wpłynęli na królową, bo inaczej jak nic doszłoby do skandalu.

        Rano Dżari wstał w doskonałym nastroju, którego jednak nie okazywał - jego twarz miała typowy dla niego łagodny, odrobinę melancholijny wyraz. I choć zdawało mu się, że nie dawał nikomu podstaw do posyłania mu podejrzliwych spojrzeń, takowymi był czasami mierzony. Wiedział doskonale, co to oznacza: mleko się już rozlało. Czemu się w sumie dziwił, skoro jego pojedynek z ojcem Delii oglądały jakieś trzy tuziny osób? Każda taka osoba powiedziała kolejnym dwóm, a one kolejnym i tak to szło, każdy zaś dodawał coś od siebie lub przypadkiem pomijał ważny fragment… Co sobie myśleli? Co o nich rozpowiadano? Laki był odrobinę skonsternowany, bo nie wiedział jak poradzić sobie z tą sytuacją. Dementować, potwierdzać? Nie miał zielonego pojęcia, dlatego póki co udawał, że nie jest świadomy rodzących się plotek i nie dostrzega wcale tych spojrzeń, którymi był obdarzany.
        Marii Inei nie można było jednak ignorować, nawet jeśli bez problemu można było prześlizgnąć się wzrokiem nad jej głową - ona po prostu nie była osobą, na którą nie zwracało się uwagi. Dlatego Anioł chcąc nie chcąc poszedł z nią na dywanik, starając się podjąć tylko jedną rozpaczliwą próbę wywinięcia się korzystając z argumentu, że księżniczka nie może na niego czekać.
        - Przecież jest ledwo szykowana do wyjścia - zbyła go niecierpliwym tonem zarządczyni. - Nie opowiadaj bzdur, i tak nie unikniesz tej rozmowy, przyjmij to więc jak mężczyzna.
        Laki nawet nie odpowiedział na takie postawienie sprawy, zacisnął jedynie wargi i poszedł za krewką kobietą w ustronne miejsce, gdzie czekał go prawdziwy wykład. Dżari z początku próbował zamienić go w dialog, lecz Marii się nie przerywało, gdy miała coś do powiedzenia, więc anioł nie miał innego wyjścia, jak zamknąć się i słuchać tak długo, jak nie udzielono mu głosu.
        - Rozumiem - przyznał wtedy spokojnie, bo w sumie nie było już nic więcej do dodania. Zrozumiał, co chciała mu przekazać Inea: zachowuj się. Nie chodziło tylko o te wszystkie ukłony, kieliszki, odległości, ale przede wszystkim o to, aby znał swoje miejsce. Lecz on już doskonale wiedział, gdzie było jego miejsce - inne za dnia, inne wieczorem, gdy nikt nie patrzył. Niestety trzeba było czegoś więcej niż bury od temperamentnej gospodyni, by anioł porzucił swoje miejsce przy boku Delii…

        Gdy w końcu nadszedł moment śniadania, służba obecna przy posiłku mogła zacząć się zastanawiać, czy plotki na temat związku królowej i królewskiego opiekuna były faktycznie prawdziwe. Tych dwoje zachowywało się tak, że nie można było ich o nic podejrzewać. Owszem, on siedział przy królewskim stole i spożywał z rodziną królewską posiłek, lecz siedział obok księżniczki, od zewnętrznej, pewnie tylko po to by ją nadzorować. Nie było żadnych powłóczystych spojrzeń znad kieliszków, żadnych subtelnych gestów - po prostu razem spożywali posiłek, rozmawiając na temat pogody albo po prostu milcząc. To jednak nie oznaczało końca plotek, bo każdy wiedział, że tych dwoje może się ukrywać albo po prostu on nie był jej kochankiem, co nie wykluczało jednak wielu innych ról, które mu przypisywano. Należało jedynie ustalić, o którą konkretnie chodziło... Lecz anioł nie zamierzał tego nikomu ułatwiać, zachowując się tak formalnie, jak tego oczekiwano od kogoś na jego pozycji. Nie wiedział jednak, że to pociągnie za sobą kolejne domysły - wszak poprzedniego dnia widziano, jak został oschle odprawiony po tym, jak przyjął poród lwicy w zamkowym ogrodzie. Może w tej scenie tkwiło sedno nagłej zmiany nastawianie jego i królowej? Albo coś stało się chwilę wcześniej, między pojedynkiem a wejściem w rolę weterynarza? Należało ustalić co, w tym celu więc służące i służący pytali i dociekali, nie powstrzymując się przy tym od rzucanych mimochodem domysłów, które po chwili mieli słyszeć jako fakty, gdy wrócą do nich okrężną drogą...
Avatar użytkownika
Dżari
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
 
Nagrody: ObrazekObrazek
Inne Postacie: Sanaya, Jorge, Skowronek, Yastre, Tioyoa, Kinalali, Widugast, Ijumara, Nikolaus, Kaikomi, Rael, Mniszek, Mitra, Rianell, Sadik, Maximilaan, Rammi,
Rasa: Anioł światła
Aura: Postać anioła otacza srebrny mur. Widać w nim żelazne pęknięcia. Trudno stwierdzić czy może są one oznaką siły czy też słabości, lecz to właśnie z nich wydobywają się giętkie gałązki i łodygi w barwie barachitu. Utrzymują pęki głów kwiatów, do złudzenia przypominających róże oraz lilie, chociaż oba gatunki oblane są miedzianą powłoką. Strach jest je naruszyć w obawie, że za chwilę płatki rozsieją się wokół emanacji. Z serc roślin wydobywa się mgiełka gęstnąca przy każdym ruchu niebianina. W stanie spoczynku lśni jedynie ametystowym pyłkiem, lecz każda zmiana położenia jest w stanie całkowicie okryć wytworzony, majestatyczny obraz łagodności mleczną poświatą. Samo dno aury usypane jest cynowym piaskiem, z którego wydobywa się mocny zapach mirry, a łamie go balsamiczna woń lilii. Emanacja subtelnie lepi się do ust gorzkim smakiem, który kryje w sobie nutkę kwaśności. Na zewnątrz rozbrzmiewa śmiechem radosnych dzieci. Odnosi się wrażenie, że biegają wciąż po tych samych ścieżkach wokół muru. Ciepła w dotyku trzaska przyjaźnie płomieniami. Odbiorca od razu nabiera pewności iż nigdy się nie sparzy, dlatego też z wielką chęcią niejeden czytelnik pokusi się na dotyk. Gładka w odbiorze posiada jedynie ostre krawędzie szczelin, ale pozostaje przy tym twarda, nie do złamania. Obraz sielanki wzbudza jednakże niepokój. Zdaje się zbyt idealna, lśniąca i tylko ów złamania mogą wzbudzić pewne zastanowienie… że za murem… że za murem kryje się coś więcej.
Wygląd: Wędrowny znachor tylko na pierwszy rzut oka pasuje do swej profesji - nosi proste szaty, ma dużą torbę z lekami i nie można by go posądzić o bogactwo. Gdy jednak patrzy się na niego chociaż chwilę dłużej, dostrzega się, że nie jest to twarz biedaka, który tuła się przez całe życie. Jego oblicze jest niezwykle piękne, młodzieńcze, skóra gładka i lekko opalona na odcień ... (Więcej)

Postprzez Delia » Wt gru 04, 2018 11:00 pm

Del leciała, wciąż jeszcze żyjąc tymi wcześniejszym chwilami, pocałunkiem, wyznaniem. Musiała się śpieszyć by nikt jej nie dostrzegł, ale w głębi serca miała ochotę wzbić się jeszcze wyżej by sięgnąć gwiazd.
Gdy znalazła się w zamku sprawdziła jeszcze co z Evangeline i doprowadziła swoje włosy do porządku, po czym padła na łóżko z uśmiechem i zasnęła, śniąc o dzisiejszym spotkaniu na plaży i przyszłej nauce pływania i tych wszystkich miłych rzeczach, jakie się wydarzyły. Niestety królewskie sny nie wiedzieć czemu w drugiej połowie nocy zaczęły przeradzać się w koszmary. Anielica przewracała się z boku na bok. Możliwe, że uczucie uniesienia spowodowane zauroczeniem zagłuszył stres z tym związany i mocno wpłynął na podświadomość niebianki. Obudziła się ona jeszcze przed świtem, nienaturalnie i gwałtownie, zlana zimnym potem. Natychmiast zaczęła rozglądać się za swymi zwierzęcymi towarzyszami. Eden i Apokalipsa pewnie byli razem przy kociakach. Szmer też gdzieś zniknął. W oknie jednak wiernie stał i wcale nie spał orzeł.

- Piorun? Co ty tu robisz? – zdołała zapytać, po czym przeciągle ziewnęła. Wiedziała, że nie lubi on przesiadywania pod dachem i woli przebywać na zewnątrz.
- Pilnuję. Szmera wysłałem do Evangelina, nie ufam temu szczurowi.
- Chodzi tylko o Valaka?
- Nie. Zanim oni tu przybyli było bezpieczniej, teraz jesteś zaślepiona tą całą miłością i możesz nie zauważyć realnego zagrożenia – mówił całkiem poważnie.
Delia nie miała siły się sprzeczać więc podeszła to orła i pogłaskała go delikatnie.
- Dobrze, że mam takiego strażnika jak ty – stwierdziła i wróciła do łóżka. Tym razem nie miała żadnych snów.

Szmer natomiast nie był tak zawziętym stróżem i po pewnym czasie pilnowania księżniczki po prostu zasnął obok jej łóżka.




Poranek wyglądał jak zwykle, no może poza tym, że Delia najchętniej spałaby jeszcze do południa. Zwykle miała więcej energii. Piorun dzielnie nie zmrużył oka przez całą noc, ale teraz gdy Del wstała, poleciał się wyspać. Wszystko odbywało się według typowego harmonogramu, jak zwykle. Gdy tylko zasiadła do śniadania, przywitała się z Evangeline oraz Lakim. Starała się utrzymać powagę, nie przechodząc zbytnio w skrajność, choć serce biło jej mocniej na widok ukochanego.
Obok stołu siedziała Apokalipsa z kociakami i Edenem. Maluchy uporczywie wtulały się w mamusię, wykonując niezgrabne, chwiejne ruchy. Od czasu do czasu dało się słyszeć ich cichutki pisk, jakby próbowały coś powiedzieć. Del uśmiechnęła się lekko i zdała sobie z czegoś sprawę.

- Wybrałeś już imię dla drugiego kociaka, Laki? – spytała zaciekawiona. – A co do zwierzaków, gdzie się podziewa Valak? Ostatnio chyba się nieco uspokoił…
"Aczkolwiek to wcale nie znaczy, że już mu ufam" – pomyślała królowa.

Gdy wszyscy już zjedli i rozmowy dobiegły końca, spokój zniszczyło przybycie posłańca. Delia oczywiście musiała znów pozostawić Evangeline i Dżariego samych. Lepiej było, żeby postronni - a w szczególności księżniczka - nie musieli wysłuchiwać niekoniecznie dobrych wieści.
Pierwsza sprawa, czyli to, że plony zostały przywrócone do życia dzięki czarodziejom, ucieszyło królową. Mimo to sam fakt, że ktoś to robił specjalnie, był zły, chociaż jakby spojrzeć na to z innej strony, przynajmniej nie była to jakaś tajemnicza zaraza. Jednakże sprawce trzeba było czym prędzej złapać i ukarać. Gdyby nie magia pradawnych królestwo miałoby poważne problemy.
Niestety nie udało się go dopaść, cokolwiek by teraz postanowiła, nawet w trybie nagłym. Pewnie już dawno zdążył ulokować się na którymś ze statków i odpłynąć. Delia musiała się zastanowić, zmartwiona tak niewielką ilością poszlak. Yro stał obok, gotów wesprzeć królową. Wprawdzie miał ją jeszcze poinformować o listach ze stałego lądu, na razie jednak zdecydował, by jej o nich nie informować. Propozycje kupna złotego pyłu jeszcze nie były może aż tak złe, ale ktoś był na tyle odważny i bezczelny, by zaproponować… kupienie księżniczki! To już mogło wyprowadzić Delię z równowagi i każdego szanującego się rodzica.

- Co robić Yro? – spytała swego doradcy, gdy tylko posłaniec został odprawiony.
- Myślę, że wystawienie nagrody za jego złapanie mogłoby być dobrym pomysłem, ludzie wiele rzeczy są w stanie zrobić dla pieniędzy.
- Hmm… Na ten moment chyba nie ma innego rozwiązania – stwierdziła zmartwiona. – Chciałabym chociaż wiedzieć… dlaczego ta osoba to robiła.
- Cierpliwości moja pani, na pewno prędzej czy później zostanie odnaleziony, zajmę się poleceniem wystawienia listów gończych.
- Dobrze, niech więc tak będzie.

Widziała jak Yro ruszył wykonać powierzone mu zadanie. I wtedy naszła ją pewna myśl - była nagła, niedopracowana, ale Del wierzyła, że tkwi w niej rozwiązanie. Musiała jak najszybciej porozmawiać z Dżarielem.
Szybko ich znalazła na zewnątrz, Szmer uporczywie domagał się zabawy w aportowanie, więc można śmiało powiedzieć, że los jej sprzyjał, przynajmniej w tej chwili. Podeszła do Lakiego i korzystając z tego, że młoda niebianka jest zajęta, opowiedziała mu o całej sytuacji.

- W sumie pomyślałam, że to mogłaby być okazja… dla nas – powiedziała już ciszej. Nie chciała też niczego narzucać mężczyźnie ani go stąd wyganiać, o Panie, nic z tych rzeczy! Wręcz przeciwnie, pragnęła, aby tu został, ale marzyła też o tym, by bez obaw i plotek, mógł stać u jej boku, nie kryjąc ich miłości.
Avatar użytkownika
Delia
Błądzący po drugiej stronie
 
Inne Postacie: Anastasja, Antar, Aurea, Delia, Esmeralda, Imelda, Luna, Mari, Nadeya, Nimfea, Rozalie, Sakura, Sechmet, Shirkhana, Xenja, Yrin, Zira,
Uwagi administracji: Użytkowniczka ma prawo posiadać w sumie 10 kont, z czego jeden slot, jest slotem dodatkowym, otrzymanym jako nagroda, za długie i sumienne wykonywanie pracy moderatora.
Rasa: Anielica Światła
Aura: Stosunkowo widoczna, żelazna powłoka lśni srebrnym blaskiem, a także zaskakuje barachitowym cieniem. Między nimi wyłania się miedziane pasmo, które trudno dojrzeć pod ametystową poświatą. Liczne głosy i śmiech dzieci nadają kojący, niemalże sielankowy krajobraz. Kusi bogatymi w słowa zmysłowymi szeptami, ale i one z czasem zagłuszane są szeptem kołyszących się liści. Niesie ze sobą delikatny zapach mirry i lilii, przez co często nikt nie spodziewa się ostrych i gładkich zarysów. Twarda emanacja, zupełnie jakby nie pasująca do całego opisu, potrafi uwieść zwiewną i lekką giętkością. W smaku przyjemnie gorzka, z nutą lepkiej kwaśności w sobie.
Wygląd: Delia jest wyjątkowo piękną kobietą. Posiada szczupłą, delikatną sylwetkę a na dodatek jest wysoka. Kolor skóry w miarę jasny. Na plecach widnieje para sporych, anielskich skrzydeł o śnieżnobiałych piórach. Przechodząc do jej twarzy można stwierdzić że ciężko się nie zachwycić. Sprawia wrażenie idealnej, mocno czerwone usta, brak jakichkolwiek skaz oraz te wyjątkowe oczy, ... (Więcej)

Postprzez Evangeline » Śr sty 02, 2019 2:23 pm

        Evangeline coraz bardziej wpadała w rytm życia, jaki panował w królewskim zamku, co, jak się okazało, było nie tylko dobre dla niej, ale i dla służących, którzy mieli z nią do czynienia. Wiedziała już, czego się spodziewać o poranku, dzięki czemu wiedziała, co robić, by ułatwić pracę kobietom, które tego dnia były odpowiedzialne za naszykowanie młodej księżniczki na kolejny dzień. Cieplej aż zrobiło jej się na sercu, gdy fakt, że współpracowała z nimi podczas porannych przygotowań, doprowadził do tego, że służki uśmiechały się o wiele mocniej niż wcześniej.

        Równie mocno cieszyło ją to, że Valak zdawał się równie potulny, co ona sama. Choć był niepokojąco cicho, ale to nie było coś, co ciążyło długo na sercu złotej anielicy. Głównie przez to, że nadszedł czas śniadania, a to oznaczało spotkanie zarówno mamy Delii, jak i również opiekuna Lakiego. Gdyby mogła, to by złapała obydwoje za rączki i nigdy nie puszczała, byleby tylko spędzić z nimi każdą chwilę tego dnia. Ale niestety, z tego co już zdołała zrozumieć, w tym miejscu panowały zasady, które, gdy nad tym głębiej pomyślała, były ważne, niezbędne nawet, nawet jeśli dosyć irytujące. Między innymi, podczas spożywania posiłku, należało zachować względny spokój i skupić się na jedzeniu, a ewentualne rozmowy prowadzić bez niekontrolowanej ekscytacji.

        Nic więc dziwnego, że od niechcenia opanowała swój niemal nieskończony dziecięcy entuzjazm, gdy tylko dotarła do stołu i usiadła na swoim miejscu, na które została zaprowadzona. Jej opiekun, z którym przywitała się krótkim, ale radosnym “Dzień dobry!” gdy tylko go zobaczyła, siedział obok niej, co bardzo ją uszczęśliwiło. Przebywanie obok niego sprawiało, że czuła się… bezpieczna. Teraz to do niej dotarło. Kiedy była u bandytów, wiedziała, że nic jej nie zrobią, ale tylko dlatego, że zależało im na złocie. Gdyby nie drogocenny kruszec, który był niejako jej “efektem ubocznym”, nie byłoby jej tak dobrze w klatce na środku wioski bandytów. Dżari tymczasem samą swoją obecnością sprawiał, że księżniczka wiedziała, że nie dopuści on, by ktokolwiek choćby zasugerował zrobienie jej krzywdy. Podobnie zresztą czuła się obok Delii, ale to nie było tak zadziwiające - ona w końcu była jej mamą. Evangeline rozumiała, że to naturalne czuć się tak blisko matki, nawet takiej, którą ma się od niedawna.

- Witaj mamo! - Pomachała lewą ręką w stronę Delii, gdy tylko ta pojawiła się na śniadanie. Złoty pył, który obecnie unosił się dookoła złotoskrzydłej w nieznacznych ilościach, aż podskoczył z radości, która rozbudziła się na widok królowej. Na całe szczęście nie dała się ponieść zbytnio, bowiem po chwili wróciła do jedzenia tego, co zostało jej podane. Jej postawa przy tym nie była może książkowa, ale postęp, jaki zrobiła w przeciągu tak niewielkiego czasu, był bardzo duży. Siedziała jak należy, a i to jak posługiwała się sztućcami było jak najbardziej poprawne. Była w połowie swojego posiłku, gdy został wspomniany jej uskrzydlony towarzysz, o którym niemal zapomniała. Rozglądnęła się, a nawet ostrożnie spojrzała, czy nie chowa się pod okolicznymi krzesłami bądź stołem, ale nigdzie nie było widać nieprzewidywalnego papugoszczura.

- Uspokoił się, był bardzo grzeczny rano, gdy się szykowaliśmy… Ale nie wiem, gdzie teraz jest. Chyba poszedł w swoją stronę, kiedy ja byłam prowadzona tutaj. On… Nie będzie miał za to kłopotów, prawda? - spytała niepewnie, patrząc na Delię.

        Na szczęście nie zamartwiała się o Valaka zbyt długo, śniadanie w końcu bowiem dobiegło końca. Delia, na którą rzucił się nagle natłok obowiązków związanych z sytuacją w państwie, zostawiła Evangeline samą z Dżarim, gdy ci wstali od stołu. Już księżniczka miała się zapytać, czy może jej opiekun będzie ją czegoś teraz uczył, kiedy to wilk królowej zaczął energicznie szturchać ją pyszczkiem po nodze, domagając się od młodej zabawy w “aportowanie”. Nie mając serca, by odmówić zwierzakowi, nawet nie zapytała się o zgodę swojego opiekuna, zamiast tego pozwalając, by żądny zabawy Szmer ją zaprowadził poprzez długie korytarze na zewnątrz.

        Tam, samotnie, a później pod nadzorem Lakiego, który prędzej czy później zdołał dogonić ją i wilka, została nauczona jak rzucać patykiem tak, by wilk po niego biegł i przynosił z powrotem. Musiała przyznać, było to dosyć zabawne, a i Szmer wydawał się jak najbardziej zadowolony z tego, że mógł pobiegać w jedną i drugą stronę. Dlatego też próbowała rzucić jak najdalej patyk, który dzielnie znosił zarówno niezbyt długie przeloty powietrzne, jak i przenoszenie w wilczym pysku.

        I choć kątem oka zauważyła, że Delia szepcze coś na ucho jej opiekuna, to jednak nie przejęła się tym zbytnio. Stanowczo za dobrze się bawiła sprawiając, że Szmer dyszał po aktywnym gonieniu za patykiem, który zaczęła rzucać w niespodziewane strony, aby podsłuchiwać to, o czym mówią dorośli. Poza tym, skoro szepczą o tym, to jest to pewnie coś prywatnego. A prywatne rzeczy nieładnie podsłuchiwać, to już wiedziała i wbiła sobie w swoją młodą główkę. Dlatego też kontynuowała bawienie się ze Szmerem… Przynajmniej do czasu, aż jej patyk nie natrafił na głowę strażnika, który wybiegł niespodziewanie, kierując się w kierunku królowej. Mężczyzna w zdobionej zbroi aż zatrzymał się, a jego twarz, która o dziwo nie była skryta pod hełmem, wyrażała gotowość zbesztania tego, kto był za to odpowiedzialny. Gdy tylko jednak zobaczył charakterystyczną istotkę, wokół której lewitowały błyszczące w słońcu drobinki, mruknął jedynie pod nosem “Księżniczko…”, po czym kontynuował to, co zostało przerwane - przemieszczanie się pośpiesznie w kierunku królowej. Nie trzeba chyba wspominać, że Szmer nie przejął się tym i wrócił śmiało z patykiem, domagając się kolejnego rzutu?

- Królowo. - Mężczyzna stanął na baczność w odległości kilku kroków od Delii. Przez kilka chwil widać było, jak patrzył na Dżariela… i uśmiechnął się w niepokojąco dwuznaczny sposób. Cóż, przynajmniej nie był wrogo nastawiony wobec opiekuna księżniczki. Jego grymas szybko jednak został ukryty pod maską profesjonalizmu.

- Deymos, wysłannik dowódcy straży królewskiej - przedstawił się, pochylając momentalnie głowę. - Przepraszam, że przerywam królowej czas wolny, ale pojawiła się sprawa, która wymaga podjęcia decyzji. Ludzie zbierają się przed zamkiem, z początku myśleliśmy, że to demonstracja, rozmowy z częścią z nich wskazują na to, że fakt istnienia księżniczki Evangeline poruszył twoich poddanych. Chcą oni zobaczyć przybraną córkę Królowej i nic nie wskazuje na to, że zamierzają w najbliższym czasie odpuścić. Plotki urosły do tego stopnia, że nikt nie wie, co jest prawdą a co nie, przez co nie dość, że są ciekawi, to na dodatek uparci. Co mamy z tym faktem zrobić, królowo Delio?

- Czemu chcą mnie zobaczyć? - wtrąciła się nagle Evangeline, która, teraz obrócona w stronę dorosłych, wciąż trzymała ośliniony przez wilka patyk.

Deymos z początku nie wiedział, czy w ogóle powinien odpowiedzieć księżniczce, szybko jednak zebrał się w sobie, po czym zdecydował się odpowiedzieć tak, jak odpowiedziałby pełnoprawnej następczyni tronu, choć widać było, że nie czuł się zbyt komfortowo mówiąc w ten sposób wobec kogoś, komu nadano kilka dni temu tytuł księżniczki Arrantalis.

- Twoje pojawienie się było niespodziewane, a i również twoja… osoba jest na tyle niezwykła, by wzbudzić zainteresowanie, księżniczko. Z tego, co wiem, znaczna część miast i wiosek na wyspie już od samego rana rozmawia o sytuacji w zamku, w tym także o tobie.

        Evangeline milczała przez chwilę, po chwili jednak skierowała swoje oczy, w których rozbłysła iskierka bardzo, ale to bardzo naiwnego pomysłu, w stronę swojej matki i swego opiekuna.

- Skoro ludzie chcą mnie zobaczyć… To może ja pójdę do nich? To znaczy, my byśmy poszli, bo ja sama bym się zgubiła pewnie. Nie będą musieli wtedy iść tutaj. Zrobimy to? Chciałabym poznać ludzi, którzy chcą poznać mnie! - powiedziała, a jej słowa aż kipiały niecierpliwością. Tak naprawdę pod jej słowami nie kryło się “czy pójdziemy”, a raczej “kiedy pójdziemy”, księżniczka nie myślała bowiem, by mogła spotkać się z odmową. W końcu tego chcą ludzie, czemu więc nie miałoby tak być?
Avatar użytkownika
Evangeline
Błądzący po drugiej stronie
 
Inne Postacie: Lullasy, Hyiaxinthe, Urzaklabina, Drim, Avarralie, Siyne, Violetine, Fonos, Krakenia, Toffee, Elion, Sargeras, Sugarro, Rubedo,
Rasa: Anioł Światła.
Aura: Wciąż jeszcze słaba emanacja posiada niewiele barw, za główny odcień obrała sobie barachitowy. Obsypana została lśniącym złotym pyłem omijającym jedynie cynkowe plamki. Poświata otula całość swym kojącym zmysły szmaragdowym światłem. Wydziela cudowną woń lilii połączoną z niezwykłym zapachem mirry. Powłoka raczej twarda gnie się łatwo, jednakże od czasu do czasu, nie wiadomo dlaczego sztywnieje. Nadrabia jednak ostrymi krańcami, niestety nawet wśród nich, występują tępe miejsca. Odwraca od tego uwagę aksamitnością, wśród której to i ówdzie można odnaleźć coś chropowatego. W smaku lepka, a posmak pozostawia po sobie przyjemnie łagodny.
Wygląd: Niemal uwodzicielska anielica, której ciało dojrzało szybko prawdopodobnie za sprawą anatomicznych różnic oraz potężnego daru w niej drzemiącej. Ma, dosłownie mówiąc, pozłacaną urodę, od której trudno oderwać wzrok.

Jest dosyć drobna, bowiem mierzy dwa kroki (ok. 150cm/1,5m) a waży - wraz ze skrzydłami - siedem kamieni (ok. 70kg). Ów skrzydła mają rozpiętość 6 ...
(Więcej)

Postprzez Dżari » Pt sty 04, 2019 12:43 am

        Dżari skłonił się lekko przed księżniczką i odpowiedział “dzień dobry” na jej radosne pozdrowienie, które nawet w nim zasiało odrobinę lepszy humor - poskutkowało to znacznie mniej formalnym tonem i nawet lekkim uśmiechem, bo chociaż anioł obiecał sobie, że będzie bardziej profesjonalnym opiekunem. Mógł sobie chyba jednak pozwolić na to, by mieć dobry humor, uśmiech nie naruszał chyba etykiety? Chociaż kto wie, czy Maria by go za to nie zrugała - ta kobieta, chociaż nie była mistrzynią protokołu, wiedziała wszystko na każdy temat, a czujna była jak stróżujący pies, by tylko pilnować, aby nowy członek świty nie popełnił jakiejś dramatycznej gafy.
        Śniadanie przebiegało jednak bez zarzutów, Dżari pozwolił sobie nawet na ciche wyrażenie swojego zadowolenia, gdy Evangeline zachowała się nad wyraz elegancko, ale też czasami zwracał jej uwagę, gdy coś poszło jej nie tak.
        - Coraz lepiej ci idzie, księżniczko, oby tak dalej - pochwalił ją na sam koniec śniadania, dyskretnie, bo chyba nie wypadało, by słyszała to reszta służby. Chciał jednak, by młoda anielica wiedziała, że on widział i doceniał jej postępy, a nie tylko strofował i upominał.

        Dżari spojrzał na świeżo upieczoną kocią mamę z nieskrywanym zaskoczeniem - jakie imię dla kociaka? Wczorajszego dnia nie było go w chwili, gdy lwica z tygrysem uznały, że to on i Evangeline mają dostąpić zaszczytu nazwania ich kociąt, bo wolał się oddalić ze względu na mur, który nagle urósł między nim a królową, by jej nie drażnić. Apokalipsa musiała więc wyjaśnić mu pokrótce jakie szczęście go spotkało - anioł wyglądał po równi na zaskoczonego, jak i trochę zawstydzonego.
        - Nie spodziewałem się takiego wyróżnienia… - wyznał.
        - To ty sprowadziłeś je na świat, więc chyba nie powinna to być dla ciebie aż taka niespodzianka - wtrącił się dumny ojciec przysłuchujący się całej rozmowie. Laki uśmiechnął się bez przekonania.
        - Jestem przecież lekarzem, to nic wielkiego… Ale dobrze, wybaczcie, to po prostu zaskoczenie - ustąpił w końcu, bo istnieje pewna subtelna granica między skromnością a głupim uporem. Koty przyjęły jego słowa z zadowoleniem, a gdy zamyślił się, dały mu chwilę spokoju.
        - Ventus… - powiedział w końcu Laki z pewną ostrożnością w głosie. - O ile to wam odpowiada… Nie jest to imię podobne do waszych.
        - Ale jest piękne! - zgodziła się Apokalipsa z entuzjazmem. - Dziękujemy, Dżari!
        - Cała przyjemność po mojej stronie - odparł odruchowo królewski opiekun. - To był dla mnie zaszczyt.

        Po skończonym posiłku, gdy królowa udała się wypełniać swoje obowiązki, a Dżari został sam ze swoją podopieczną, chciał on poświęcić trochę czasu na rozmowę z niebianką, która miał trochę lepiej przybliżyć jej mechanizmy działania w normalnym społeczeństwie. Evangeline miała spore braki przez to, że była chowana w klatce przez bandytów, ale uczyła się szybko, więc Laki chciał wykorzystać jej dobry humor i zapał, aby przekazać jej jak najwięcej na samym początku… Lecz ona miała inne plany na spędzenie tego przedpołudnia. A raczej nie ona a Szmer, który domagał się zabaw.
        - Ale księżniczko… - próbował protestować Dżari, lecz wilk miał najwyraźniej więcej charyzmy niż on, gdyż przekabacił dziewczynę bez większego wysiłku na swoją stronę. A królewskiemu opiekunowi nie pozostało nic innego, niż pobiec za nimi. ”Niech się bawi”, uznał, gdy już się z nimi zrównał i zobaczył jaka Evangeline była zadowolona, ”Ta chwila nic nie zmieni, a przynajmniej się wyszaleje”.
        - Tylko ostrożnie! - upomniał jednak księżniczkę, by ta się nie wywróciła podczas zabawy, ale też by wilkowi nie przyszło do głowy jej przewracać, bo to na pewno nie było zachowanie, które przystawało przyszłej królowej. A potem, gdy ta dwójka radośnie się bawiła, on po prostu stał na uboczu i pilnował. Choć obserwował i w razie czego rzucał jakimiś uwagami (a ze dwa czy trzy razy sam rzucił Szmerowi patykiem), jego myśli cały czas uciekały w stronę pałacowych komnat i anielicy, która przebywał gdzieś wśród nich. Rozmyślał o tym, co mu powiedziała poprzedniego wieczoru - że był tylko służącym. Zastanawiał się co mógłby zrobić, by zdobyć tytuł, który pozwoliłby mu na otwarte wyrażanie swoich uczuć względem Delii. Wiele przychodziło mu do głowy, lecz były to z reguły pomysły trudne w wykonaniu albo niedorzeczne. Uznał, że może spróbuje dopytać o to Farnira - rycerz był całkiem obyty i chyba im przychylny, może poratuje jakimś pomysłem…
        - Wasza wysokość. - Dżari skłonił się, gdy nagle w ogrodzie pojawiła się Delia. Od razu spostrzegł, że jego ukochana chce z nim porozmawiać na jakieś prywatne tematy, dlatego dyskretnie się do niej zbliżył, ale tak, by nikt nie oskarżyłby ich o “gruchanie”... Chociaż teraz mogli nawet rozmawiać z odległości dziesięciu stóp, a i tak ktoś by mógł wysnuć takie wnioski. Nic to jednak, nie mogli w ogóle nie rozmawiać, dlatego Dżari zachęcił królową do mówienia, a potem uważnie jej słuchał.
        Delia nie musiała już nic dodawać – gdy w ten bardzo jednoznaczny sposób wspomniała o „nich”, Laki od razu wiedział co ma na myśli. Spojrzał na nią czujnie, ale też z uznaniem.
        - Sądzisz, że to wystarczy? – upewnił się. – Nie zaszkodzi spróbować… - mruknął po chwili namysłu. Zaraz jednak westchnął i spojrzał na królową z żalem. Oboje mieli te same zastrzeżenia: ściganie maga, który zniszczył uprawy, sprawi, że Dżari będzie musiał opuścić Arrantalis. Kto wie na jak długo… Lecz czym był ten czas względem perspektywy całego życia razem, szczerze, bez ukrywania się? Laki był gotów zapłacić taką cenę bez chwili wahania – życie nauczyło go, że cierpliwość i upór popłacają. Dlatego uśmiechnął się do Delli pokrzepiająco.
        - To jest doskonały pomysł, najdroższa - zapewnił ją szeptem. Chciałby móc ją objać, a jeszcze chętniej pocałować, ale jedyne na co mógł sobie pozwolić, to uśmiech.
        Ich rozmowę zakończyło pojawienie się strażnika. Jego spojrzenie Dżariel oczywiście zarejestrował, lecz je ignorował. Nawet królowej nie dotykał, pilnował się, a jak to mówią: “na złodzieju czapka gore”, więc gdyby teraz zaczął się odsuwać, jedynie podsyciłby podejrzenia. Założywszy ręce za plecami słuchał uważnie z czym przyszedł Deymos oraz tego, jak zareagowała na to księżniczka. Nie do niego należało podjęcie decyzji w tej sprawie, ale postanowił się wypowiedzieć.
        - Wasza wysokość, za pozwoleniem - zwrócił się do Delii, skłaniając się jej lekko w ramach przeprosin za to, że się wtrącił. - Uważam, że to dobry pomysł, by księżniczkę przedstawić poddanym… Moim zdaniem jednak nie może wyjść bezpośrednio do tłumu, ze względu na jej bezpieczeństwo oczywiście. Poza tym ludzie też mogliby zrobić sobie krzywdę tłocząc się wokół niej, nie wspominając już o tym, że i tak większość by jej nie zobaczyła. Wasza wysokość, może jest możliwość, by księżniczka pokazała się na jakimś podwyższeniu? Balkon byłby idealny albo krużganki. Oczywiście bez względu na waszą decyzję chciałbym księżniczce towarzyszyć wraz ze strażnikami - dodał ofiarnie, swe słowa popierając ukłonem.
Avatar użytkownika
Dżari
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
 
Nagrody: ObrazekObrazek
Inne Postacie: Sanaya, Jorge, Skowronek, Yastre, Tioyoa, Kinalali, Widugast, Ijumara, Nikolaus, Kaikomi, Rael, Mniszek, Mitra, Rianell, Sadik, Maximilaan, Rammi,
Rasa: Anioł światła
Aura: Postać anioła otacza srebrny mur. Widać w nim żelazne pęknięcia. Trudno stwierdzić czy może są one oznaką siły czy też słabości, lecz to właśnie z nich wydobywają się giętkie gałązki i łodygi w barwie barachitu. Utrzymują pęki głów kwiatów, do złudzenia przypominających róże oraz lilie, chociaż oba gatunki oblane są miedzianą powłoką. Strach jest je naruszyć w obawie, że za chwilę płatki rozsieją się wokół emanacji. Z serc roślin wydobywa się mgiełka gęstnąca przy każdym ruchu niebianina. W stanie spoczynku lśni jedynie ametystowym pyłkiem, lecz każda zmiana położenia jest w stanie całkowicie okryć wytworzony, majestatyczny obraz łagodności mleczną poświatą. Samo dno aury usypane jest cynowym piaskiem, z którego wydobywa się mocny zapach mirry, a łamie go balsamiczna woń lilii. Emanacja subtelnie lepi się do ust gorzkim smakiem, który kryje w sobie nutkę kwaśności. Na zewnątrz rozbrzmiewa śmiechem radosnych dzieci. Odnosi się wrażenie, że biegają wciąż po tych samych ścieżkach wokół muru. Ciepła w dotyku trzaska przyjaźnie płomieniami. Odbiorca od razu nabiera pewności iż nigdy się nie sparzy, dlatego też z wielką chęcią niejeden czytelnik pokusi się na dotyk. Gładka w odbiorze posiada jedynie ostre krawędzie szczelin, ale pozostaje przy tym twarda, nie do złamania. Obraz sielanki wzbudza jednakże niepokój. Zdaje się zbyt idealna, lśniąca i tylko ów złamania mogą wzbudzić pewne zastanowienie… że za murem… że za murem kryje się coś więcej.
Wygląd: Wędrowny znachor tylko na pierwszy rzut oka pasuje do swej profesji - nosi proste szaty, ma dużą torbę z lekami i nie można by go posądzić o bogactwo. Gdy jednak patrzy się na niego chociaż chwilę dłużej, dostrzega się, że nie jest to twarz biedaka, który tuła się przez całe życie. Jego oblicze jest niezwykle piękne, młodzieńcze, skóra gładka i lekko opalona na odcień ... (Więcej)

Postprzez Delia » Wt lut 05, 2019 11:46 pm

- Witaj Evangeline – Del z uśmiechem przywitała córeczkę, a po chwili też Dżariego skinieniem głowy. Następnie spojrzała na złoty pył, czy aby ten nie ozłoci im przy okazji posiłku. Na szczęście młoda niebianka zdołała go szybko opanować. Ponadto już nie było tak gorszących gaf ze strony złotowłosej, jak na początku. Wszystko się zaczynało układać, przynajmniej w tym jednym aspekcie. Był jeszcze Dżari i ich niepoprawna w opinii publicznej miłość, sprawa obumierających plonów, no i Valak. Jednakże zgodnie ze słowami anielicy nawet on zaczynał rozumieć, jak powinien się zachowywać.

- Jeśli tylko nie narozrabia, to wszystko będzie w porządku, ale skoro mówisz, że się uspokoił, to pewnie nie narobi sobie kłopotów – pocieszyła córkę. "Oby" – dodała w myślach.

Temat całkowicie zszedł na zwierzaki, Delia pozwoliła Apokalipsie wyjaśnić dlaczego Laki ma wybrać imię. Słuchała kociej mamy z uśmiechem - to był naprawdę miły gest z jej strony.

- Zasługujesz – dodała Delia zaraz po wtrąceniu Edena.

Lwicy i tygrysowi przypadło do gustu imię dla drugiego z ich kociaków, królowej również się spodobało.

- Ventus i Róża – powiedziała na głos Apokalipsa, spoglądając na swoje młode, jakby chciała podkreślić niezmienność nadanych już imion.

Szybko jednak musiała opuścić córeczkę i swego ukochanego, by zająć się bieżącymi sprawami kraju. Towarzystwa jednak postanowił im dotrzymać Szmer. Królowej nie było przy nich dłuższy czas, ale w końcu przyszła. Musiała rozmówić się z Dżarim.

- Mam taką nadzieję, ale jestem pewna, że warto spróbować. – Uśmiechnęła się, słysząc jego słowa. Lubiła, gdy tak do niej mówił: „Najdroższa”.

Tymczasem zabawa tak pochłonęła księżniczkę i wilka, że w pewnym momencie patyk, który miał aportować futrzak, trafił w strażnika, który właśnie zmierzał w stronę królowej, by przekazać jej ważne wieści. Delia udała, iż nie zauważyła tego incydentu podobnie zrobiła ze spojrzeniem strażnika na Dżariela, wewnętrznie jednak westchnęła. Wysłuchała po prostu co za wieści ma jej do przekazania mężczyzna. Nie było to jednak to, co Del chciałaby usłyszeć. Skrzywiła się lekko, bo miała mało czas na podjęcie decyzji, na dodatek Evangeline zaciekawiła się tą sprawą. Przez moment nie wiedziała komu wpierw odpowiedzieć, zestresowała ją ta sytuacja. Musiała jednak wziąć się w garść. Wzięła głęboki oddech i odetchnęła.

- Powiedz im, że niebawem wszystkiego się dowiedzą – powiedziała władczym tonem do Deymosa, po czym spojrzała na córeczkę. — Ponadto ludzie lubią wiedzieć, co się dzieje w otoczeniu ich władcy… - dodała królowa. — Mogłabyś wyrzucić ten patyk? Musimy cię szybko przygotować i… - przerwała swoje głośne myślenie, słysząc propozycję blondynki.

Wtedy też do niej coś dotarło: chciała przedstawić córkę swemu ludowi gdzieś z oddali, aby nic złego nikomu się nie stało. Jednakże nie tylko była królową, ale też aniołem. Nie powinna się izolować od poddanych, nawet jeśli się obawiała o Evangeline, wiedziała, że obdarzenie ludzi choćby odrobiną zaufania może dać znacznie lepszy efekt niż ucieczka przed nimi.

- Myślę, że masz trochę racji, kochanie – uśmiechnęła się do niej. – Deymos?
- Tak, pani?
- Przekaż poddanym, że przed zachodem słońca odbędzie się przejazd głównymi ulicami i będą mogli ujrzeć księżniczkę.
- Tak jest. – Odmaszerował.

Gdy strażnik odszedł, Delia zwróciła się do Dżariela.

- Przedstawienie Evangeline z balkonu byłoby dobre, ale w powozie więcej ludzi zobaczy ją z bliska, a będzie przy tym równocześnie bezpieczna – wyjaśniła i lekko westchnęła. Nie planowała takiej akcji na dzisiaj, ale co zrobić.
Avatar użytkownika
Delia
Błądzący po drugiej stronie
 
Inne Postacie: Anastasja, Antar, Aurea, Delia, Esmeralda, Imelda, Luna, Mari, Nadeya, Nimfea, Rozalie, Sakura, Sechmet, Shirkhana, Xenja, Yrin, Zira,
Uwagi administracji: Użytkowniczka ma prawo posiadać w sumie 10 kont, z czego jeden slot, jest slotem dodatkowym, otrzymanym jako nagroda, za długie i sumienne wykonywanie pracy moderatora.
Rasa: Anielica Światła
Aura: Stosunkowo widoczna, żelazna powłoka lśni srebrnym blaskiem, a także zaskakuje barachitowym cieniem. Między nimi wyłania się miedziane pasmo, które trudno dojrzeć pod ametystową poświatą. Liczne głosy i śmiech dzieci nadają kojący, niemalże sielankowy krajobraz. Kusi bogatymi w słowa zmysłowymi szeptami, ale i one z czasem zagłuszane są szeptem kołyszących się liści. Niesie ze sobą delikatny zapach mirry i lilii, przez co często nikt nie spodziewa się ostrych i gładkich zarysów. Twarda emanacja, zupełnie jakby nie pasująca do całego opisu, potrafi uwieść zwiewną i lekką giętkością. W smaku przyjemnie gorzka, z nutą lepkiej kwaśności w sobie.
Wygląd: Delia jest wyjątkowo piękną kobietą. Posiada szczupłą, delikatną sylwetkę a na dodatek jest wysoka. Kolor skóry w miarę jasny. Na plecach widnieje para sporych, anielskich skrzydeł o śnieżnobiałych piórach. Przechodząc do jej twarzy można stwierdzić że ciężko się nie zachwycić. Sprawia wrażenie idealnej, mocno czerwone usta, brak jakichkolwiek skaz oraz te wyjątkowe oczy, ... (Więcej)

Postprzez Evangeline » Pt lut 15, 2019 12:07 pm

        Evangeline czekała na ostateczną decyzję Delii, w międzyczasie dokładnie wysłuchując tego, co ona, jak i Laki mieli do powiedzenia w tej sprawie. Cieszyła się, że już od pierwszych ich słów brak było wyraźnego sprzeciwu wobec tego, by zapoznała się z ludźmi poza zamkiem, to bowiem oznaczało, że niemal na pewno się to odbędzie. Początkowa wersja z balkonem nie brzmiała tak źle - wyobrażała sobie, że z wysokości zdołałaby zobaczyć i pomachać do każdego, a każdy byłby w stanie zrobić to samo w drugą stronę. Ale czy na pewno tak by to wyglądało? Co jeśli byliby zbyt daleko, by jej wzrok mógł ich uchwycić z osobna? Co jeśli balkon, na którym będzie, będzie tak wysoki, że ona sama będzie dla ludzi widoczna niczym drobina złotego pyłu?

        Nie zdążyła się zmartwić z powodu swoich przemyśleń, gdyż jej własne słowa najwyraźniej przemówiły do Delii wystarczająco, by ta zmieniła plany. Powóz? Ostatnim razem, gdy jechała takowym, było bardzo boleśnie, ale to była wina wzorów na jej skórze, które teraz były zakryte. Dlatego też nie widziała powodów, by się nie cieszyć z tego, jak blisko będzie mieszkańców Arrantalis. Poza tym Delia zapewniła, że powinno być bezpiecznie, a nie miała powodu, by nie wierzyć w to, że jej przybrana mama zrobi wszystko, co w jej mocy, by tak było. Dlatego też z cichym uśmiechem na twarzy patrzyła się na Delię, mimo tego, że tańczący w powietrzu pył był równoznaczny z krzykiem radości.

        Deymos, gdy tylko otrzymał definitywną odpowiedź od Delii, ruszył w drogę powrotną, by przekazać rozkaz królowej zarówno do kapitana straży, jak i również wszystkich osób, które będą potrzebne do zorganizowania przejazdu powozem przez miasto, a lista takowych była długa - królewskie stajnie musiały naszykować i wystroić konie, które będą ciągnęły królewski środek transportu, który też zresztą także należało zadbać. Trzeba było także znaleźć kilka osób z gwardii królewskiej, które dobierze kapitan, a które to będą dbały o bezpośrednie bezpieczeństwo władczyni i jej przybranej córki. Na dodatek straż miejska powinna zostać powiadomiona o tym, by była gotowa na oddelegowanie części patroli do tego, by zapewnić bezpieczeństwo na trasie przyszłego przejazdu królowej. Dla niego był to jednak przyjemny obowiązek, mógł bowiem przy okazji roznieść nowe plotki i obalić te, które okazały się fałszywe, był on bowiem jedną z osób odpowiedzialnych za to, że całe Arrantalis huczy od wieści z królewskiego zamku.

        Wracając do złotowłosej: ta zaczęła rozglądać się za Szmerem, spodziewając się, że ten znów czeka z patykiem w pysku. Zwierzę jednak już chyba wybiegało się na najbliższe godziny, wilk bowiem leżał sobie w pierwszym lepszym zacienionym miejscu, łapiąc oddech. Nie zapomniał on jednak o patyku, który chyba polubił, bo leżał obok niego, w oczekiwaniu na przyszłe zabawy z księżniczką. Widok ten oznaczał, że na razie Evangeline musi znaleźć inne zajęcie. Na całe szczęście nie musiała długo szukać, bo w głowie kipiał jej kocioł pytań i niewiedzy, a jej opiekun był tuż obok. A że ostatnie sesje wpajania wiedzy w jej głowę były interesujące, to też była gotowa otwarcie poprosić o kolejną.

- Czy będę mogła teraz zacząć się czegoś uczyć? - spytała, patrząc na Dżariego i tylko okazjonalnie spoglądając kątem oka na swoją przybraną mamę. - Zabawa ze Szmerem była fajna, ale teraz mam tyle pytań odnośnie tego, co będzie wieczorem. Na przykład ciekawi mnie, jakie osoby tam spotkamy albo jak one żyją, albo czemu nie mieszkają w zamkach tak jak my. Albo w czym miasto różni się od miejsca, gdzie ty żyłeś, kiedy pierwszy raz spotkałeś mnie i mamę… Czy będziesz mi mógł o tym opowiedzieć w ramach dzisiejszej nauki? - Wypowiedź anielicy aż ociekała ciekawością, co było widać zarówno po jej żywym spojrzeniu, jak i również po skocznych drobinkach złota, które aż nie mogły ustać w miejscu od emocji.

        W ten oto sposób czas zaczął zlatywać. Szykowania do wieczornego przejazdu szły bardzo sprawnie, o czym Delia była informowana co jakiś czas przez posłańców, którzy posyłani byli do niej, by królowa nie martwiła się o potencjalne problemy, mogące stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa zarówno jej, jak i nowej księżniczki. Z królewskiej stajni dobrano dwie najbardziej okazałe klacze o siwej maści, które były zarówno silnymi okazami zdrowia, jak i również pięknymi zwierzętami dla tego specyficznego widowiska. Powóz, który został wybrany, był jednym z bardziej strojnych - nie posiadał dachu, drewno jego zdobiły liczne złocenia ukształtowane w drobne wzory, a boki jego były na tyle niskie, że przysłaniały pasażerów jedynie od pasa w dół. W środku było sześć miejsc siedzących, po trzy w rzędzie, z czego dwa obecne rzędy ustawione przodem do siebie, dzięki czemu było dużo miejsca dla królewskiej dwójki oraz opiekuna księżniczki.

        W międzyczasie Evangeline, gdy tylko mogła, przebywała u boku Lakiego i zadawała pytania, gdy tylko udzielił on odpowiedzi na jej poprzednie zagwozdki. Głównie krążyła wokół tematu życia osób, które nie pochodzą z królewskich kręgów, co wywołane było oczywiście nadchodzącym wydarzeniem. Czasami skupiała się na tym, jak wyglądało życie Lakiego, zanim został jej opiekunem - w końcu, z punktu widzenia Evangeline, żył on głównie na wsi, co było kolejnym środowiskiem całkiem innym od królewskiego i bandyckiego, bowiem jak dotąd tylko te dwa do pewnego stopnia rozumiała. Nie wypytywała jednak o szczegóły z jego życia - po prostu była ciekawa, jak spędzał dni i czego mógł się spodziewać, żyjąc w tamtej niewielkiej chatce.

        Nastał jednak moment, gdy jedno pytanie Evangeline wymknęło się schematowi. Obiad, który odbył się bez żadnych niespodzianek, miał miejsce kilkanaście chwil temu. Posmak potraw przyrządzonych przez służących powoli odchodził w niepamięć, a i już nie byli przy stole, gdy głos Evangeline znienacka skierował pytanie, owinięte w swoisty monolog, ku opiekunowi.

- Chciałabym poznać ludzi. Tych wszystkich ludzi, którzy chcą mnie zobaczyć. Kiedy byłam… Zanim Delia została moją mamą, znałam wszystkich dookoła mnie, miałam na to dużo czasu. Niektórzy nawet rozmawiali ze mną. Wiedziałam, co kto lubi, a czego nie. Czasami poznawałam nawet to, czemu się znaleźli w tamtym miejscu. Wiem, że na to potrzeba dużo czasu nawet dla jednej osoby, ale… Czy zdołam kiedyś poznać ich wszystkich? Najpierw oczywiście chciałabym zacząć poznawać osoby, które zawsze zauważam w zamku, ale z tym raczej nie będzie problemów.

        Bez względu na to, jaka była reakcja ze strony Dżariego, Evangeline bez wątpienia ją wysłuchała w ciszy - tak jak wszystkie poprzednie, to on bowiem w końcu wiedział więcej niż ona. Nie podważała jego słów - wierzyła bowiem w nie zawsze, odkąd tylko został on jej opiekunem. Mało tego, była wdzięczna za każdy kolejny moment, kiedy to Laki pomagał jej poznać świat, który do niedawna był skryty za horyzontem z metalowych krat.

        Tymczasem czas nieubłaganie mijał. Od momentu dosyć nietypowego pytania, Evnageline przystopowała z zadawaniem kolejnych, tylko okazjonalnie wypytując o to, jak będzie miała się zachowywać, gdy będą przejeżdżać w powozie przez ulice miasta. Wszystko było już praktycznie gotowe - wystarczyło udać się do powozu, który czekał wraz ze strażą po wewnętrznej stronie zamkowej bramy na swoich pasażerów. Ta chwila wolności, nim usiądą na swoje miejsca, mogła być ich ostatnią, później bowiem będą pod czujną obserwacją tłumów, a jeszcze później zapadnie noc, podczas której nie ma gwarancji prywatności dla zakochanych...
Avatar użytkownika
Evangeline
Błądzący po drugiej stronie
 
Inne Postacie: Lullasy, Hyiaxinthe, Urzaklabina, Drim, Avarralie, Siyne, Violetine, Fonos, Krakenia, Toffee, Elion, Sargeras, Sugarro, Rubedo,
Rasa: Anioł Światła.
Aura: Wciąż jeszcze słaba emanacja posiada niewiele barw, za główny odcień obrała sobie barachitowy. Obsypana została lśniącym złotym pyłem omijającym jedynie cynkowe plamki. Poświata otula całość swym kojącym zmysły szmaragdowym światłem. Wydziela cudowną woń lilii połączoną z niezwykłym zapachem mirry. Powłoka raczej twarda gnie się łatwo, jednakże od czasu do czasu, nie wiadomo dlaczego sztywnieje. Nadrabia jednak ostrymi krańcami, niestety nawet wśród nich, występują tępe miejsca. Odwraca od tego uwagę aksamitnością, wśród której to i ówdzie można odnaleźć coś chropowatego. W smaku lepka, a posmak pozostawia po sobie przyjemnie łagodny.
Wygląd: Niemal uwodzicielska anielica, której ciało dojrzało szybko prawdopodobnie za sprawą anatomicznych różnic oraz potężnego daru w niej drzemiącej. Ma, dosłownie mówiąc, pozłacaną urodę, od której trudno oderwać wzrok.

Jest dosyć drobna, bowiem mierzy dwa kroki (ok. 150cm/1,5m) a waży - wraz ze skrzydłami - siedem kamieni (ok. 70kg). Ów skrzydła mają rozpiętość 6 ...
(Więcej)

Postprzez Dżari » N lut 17, 2019 2:27 pm

        - Jak sobie życzysz, wasza wysokość - zapewnił Delię, gdy ta zdecydowała, że zorganizuje przejazd otwartym powozem ulicami miasta. Wydawało mu się, że to o wiele bardziej ryzykowne i skomplikowane przedsięwzięcie, gdyż trzeba będzie obstawić wiele ulic i mieć oczy naokoło głowy, ale może zbytnio przejmował się bezpieczeństwem, a za mało ufał ludziom… Więc niech królowa decyduje, on nie zamierzał się sprzeciwiać. Postanowił jedynie, że sam również tym razem nie da się zaskoczyć. Na razie jednak jego rola sprowadzała się tylko do towarzyszenia Evangeline i odpowiadania na jej pytania, których było mnóstwo, lecz nie drażniły one jej opiekuna - w końcu poniekąd taka była jego rola, by zapoznawać ją z życiem w społeczeństwie i oswajać z rolą, którą nagle otrzymała.
        - To dużo pytań jak na jeden raz, ale postaram się na nie odpowiedzieć najlepiej jak zdołam - zapewnił księżniczkę ciepłym tonem, który jasno świadczył o tym, że mimo nawału kwestii do omówienia nie irytowała go ciekawość złotej anielicy. - Zacznę może od tego, że prawdopodobnie nie będziesz miała okazji poznać osobiście tych wszystkich osób, które przyjdą cię zobaczyć, bo będzie ich bardzo dużo. Mieszkańcy stolicy są bardzo różnorodni, jedni są bogaci, inni biedni, są wśród nich artyści, kupcy, rzemieślnicy, rolnicy… Wiele, wiele innych osób. Każdy z nich mieszka w swoim domu, takim, na jakiego go stać… Niestety musisz wiedzieć, że nie wszyscy są sobie równi w społeczeństwie, w każdym razie nie pod każdym względem, bo na przykład wobec prawa nie ma między nimi różnic. Jednak jeśli chodzi o majątek i sposób życia, każdy ma jakąś swoją rolę, pracę do wykonania, jedni są sprytniejsi i lepiej radzą sobie w interesach, inni zaś są skromni albo mniej zaradni. Mieszkańcom Arrantalis różnie się powodzi, ale tak jest wszędzie na świecie. Przez to też każdy z nich mieszka w innym domu. Niektóre kupieckie czy arystokratyczne posiadłości mogą być bardzo podobne do tego zamku, równie bogate i prawie tak samo okazałe - to kwestia majątku i prestiżu. Pozycja władcy jest podkreślana właśnie bogactwem jego siedziby, a w pałacu musi być dość miejsca dla osób, które zajmują się jego utrzymaniem, oraz dla licznych dworzan, ministrów, rycerzy. Tylko osoby związane w jakiś sposób z rodziną królewską mogą tu mieszkać.
        Mówiąc Dżari udał się z księżniczką do jednej z licznych altanek skrytych w ogrodzie, by tam przysiąść i spokojnie porozmawiać.
        - Jeśli zaś chodzi o różnice między wioską a miastem, te są znaczne - zaczął kolejny temat, gdy już usiedli. - Wynika to przede wszystkim z tego, czym zajmują się ludzie w danym miejscu. Mieszkańcy wsi są bardziej związani z naturą, zajmują się rolnictwem, sadownictwem, rybołówstwem, hodowlą zwierząt… Potrzebują do tego dużo miejsca, przez co niewielkie osady otoczone są przez rozległe przestrzenie niezamieszkałego terenu. Ich życie jest regulowane naturalnymi cyklami natury, porami roku czy też okresami rozpłodowymi zwierząt. To inny sposób życia, mniej stresujący niż w mieście, ale również mniej dochodowy i prestiżowy.  Jednak dzięki temu są też bardziej samowystarczalni. W miastach ma się dostęp do o wiele szerszych możliwości rozwoju, wzbogacenia się, dostępnych jest znacznie więcej zawodów, których istnienie ma sens dzięki temu, że wokół jest tak dużo osób potencjalnie zainteresowanych twoimi usługami. Życie jest intensywniejsze, dla wielu być może ciekawsze, jednocześnie trudniejsze, bo trzeba wykazać się większą kreatywnością jeśli chce się dostatnio żyć, ale też łatwiejsze, bo ma się dostęp do wielu nowych możliwości…
        Dżari ciągnął swoją opowieść jeszcze długi czas, płynnie przechodząc między tym jak się żyje w mieście, a jak ten sam aspekt życia wygląda na wsi, czym się różnią ludzie mieszkający tu i tu. Tak czas upłynął im aż do posiłku.
        Tuż po obiedzie Dżari miał chwilę, by wstępnie przygotować się do wieczornej parady. Naszykował sobie swoje najbardziej reprezentacyjne ubrania i chwilę wahał się czy brać ze sobą broń czy też nie. Zorientował się już, że straż pałacowa nie brała go pod uwagę podczas planowania ochrony powozu i to tak zupełnie go ignorując, bo nie uznano ani, że będzie stanowił dodatkowe zabezpieczenie, ani też nie kazano go osłaniać. Nie miał żalu o to ostatnie, bo oczywiście, że na niego akurat nikt by się nie rzucił, a poza tym umiałby się obronić. I co więcej umiał też bronić innych, dlatego ostatecznie zdecydował się zabrać miecze ze sobą. Ale to dopiero wieczorem.  

        - Dobrze mi się żyło na wsi - zapewnił, gdy Evangeline zapytała o jego własne doświadczenia. - To z jednej strony trudne, ale z drugiej dobre życie. Trzeba dbać o to by mieć co jeść i by nie kapało ci na głowę, nie można sobie pobłażać, tylko cały czas trzeba pracować. Ale ludzie są sobie życzliwi i pomocni, współpracują ze sobą, pomagają sobie, dzielą się wiedzą i tym co mają, lecz jednocześnie oczekują tego samego od ciebie. Nie można brać i nic od siebie nie dawać, tak jest zresztą bez względu na to gdzie się mieszka, po prostu wydaje mi się, że na wsi to lepiej widać. Jeśli jest się pracowitym i skromnym to dobre życie.
        Dżari mówił tak, jakby się rozmarzył - faktycznie dobrze wspominał ten rok spędzony w wiosce bez nazwy, to jak pomagał ludziom w polu i dbał o swoje maluteńkie obejście. Temat rozmowy jednak płynnie przeszedł dalej, do nowego pytania w repertuarze księżniczki: tego o możliwość poznania mieszkańców kraj. Laki przez moment zamyślił się nad tym jak przedstawić tę kwestię.
        - Niestety to nie jest takie proste, wasza wysokość - zaczął odrobinę przepraszającym tonem. - W obozie, w którym mieszkałaś wcześniej, żyło niewiele osób, podejrzewam, że pewnie z kilkadziesiąt. Arrantalis jest znacznie większe, a i mieszkańców jest tu znacznie więcej. Niestety większości z nich nigdy nawet nie zobaczysz, a porozmawiasz tylko z nielicznymi na audiencjach. Lecz głosem tych wszystkich osób, z którymi nie będziesz miała okazji porozmawiać osobiście, będą twoi doradcy, ministrowie i posłowie. Może też za pośrednictwem twoich dworzan będziesz mogła się dowiedzieć jakie nastroje panują nie tylko w mieście, ale i na obu wyspach. Tak to już jest, księżniczko, że żadne z nas nigdy nie porozmawia z każdym mieszkańcem danego miasta, jest nas po prostu za dużo. W twoim przypadku różnica będzie polegała na tym, że ciebie rozpoznawać będą wszyscy, bo jesteś ich księżniczką. W zamku zaś poznasz bardzo dużo różnych osób, poznasz też wiele osób z obcych państw, posłów, władców, dyplomatów. To będzie ciekawe życie i ciekawe znajomości.
        Czy jego odpowiedź była satysfakcjonująca? Może tak, może nie, ale na pewno była szczera i wynikała z doświadczenia i jego obserwacji. Spodziewał się, że Evangeline będzie zawiedziona, ale cóż, takie było życie, prawdziwe życie w społeczeństwie, a nie w klatce.

        Gdy pozostało już niewiele czasu do wyjazdu karety na oficjalną przejażdżkę ulicami miasta, Dżari wykorzystał moment, gdy Evangeline była strojona w swojej komnacie przez jakieś trzy (a może nawet cztery) tuziny służek, by wymknąć się na moment do królowej. Wiedział, że była w swoim skrzydle zamku, lecz nie był pewny czy ktoś jej nie towarzyszył - na ten przypadek miał przygotowaną wymówkę w postaci kilku niezobowiązujących pytań o szczegóły przejazdu i jego roli w tym przejeździe. Miał jednak szczęście, gdyż anielica była sama.
        - Del, najdroższa?
        Dżariel zwrócił się do anielicy tym specyficznym, niskim, wibrującym szeptem, którym mówią do siebie zakochani. Objął ją w pasie i złożył na jej wargach czuły pocałunek, po czym oparł czoło o jej czoło, by nie myślała mu uciekać.
        - Jutro rano wyruszę poszukiwać tego maga - wyjaśnił jej. - Zaciągnąłem już języka, mam informacje od straży pałacowej i wiem gdzie zacząć szukać. Statek, który zabierze mnie do odpowiedniego portu, wyrusza o świcie, wieczorem będę musiał więc przygotować się do drogi… Będę tęsknił, moja droga - zapewnił ją szczerze, tym razem całując ją w płatek ucha. - Chyba nie powinienem pisać do ciebie listów, by nie robić ci kłopotów, ale zrobię wszystko, by dopaść tego złoczyńcę i jak najszybciej do ciebie wrócić… Czekaj na mnie, najdroższa, obiecuję, że gdy wrócę już nigdy więcej nie opuszczę twojego boku.
        Składając na policzku królowej kolejne pocałunki Dżari dyskretnie wyciągnął z jej fryzury pojedynczą wstążkę, która zdobiła jej piękne ciemne włosy.
        - Pozwolisz, że ją sobie zabiorę? - zapytał, pokazując trzymaną w palcach aksamitkę. - Będzie mi ciebie przypominała, gdy będę daleko.
        Laki póki co schował wstążkę do kieszeni spodni, ale na pewno później zwinie ją tak, by się broń boże nie zniszczyła, nie pogniotła i nie zabrudziła. Była to dla niego bardzo cenna pamiątka na te przyszłe tygodnie czy nawet miesiące rozłąki. Albo lata… ”Nie”, postanowił sobie ze stanowczością. Nie zamierzał ścigać tego maga w nieskończoność po całym kontynencie. I był przy tym przekonany, że choć mógł być przebiegłym przeciwnikiem, to na pewno nie był Avrą - nie dałby rady go oszukać i wodzić za nos przez lata.
        - Muszę już iść, Evangeline pewnie zaraz będzie gotowa - usprawiedliwił się, kolejny raz całując Delię w usta i powoli się wycofując, choć widać było, że czynił to bardzo niechętnie.
        - Kocham cię - powiedział zamiast pożegnania i już ruszył w stronę drzwi, posyłając królowej ostatnie czułe spojrzenie.

        Wieczorem wszystko było o dziwo zapięte na ostatni guzik, choć przygotowania trwały aż do ostatniej chwili. Gdy królewski powóz wraz z pasażerami - królową, księżniczką oraz jej opiekunem - wyjechał na ulice miasta, wszędzie zebrał się już tłum, który pewnie zaraz zablokowałby drogę, gdyby nie rozstawione na trasie przejazdu barierki i pilnujący porządku strażnicy pałacowi i miejscu. Na całej trasie przejazdu było tłoczno od ludzi - widać jak niezwykle atrakcyjna była dla nich możliwość zobaczenia swojej nowej księżniczki, o której krążyło tyle plotek i niestworzonych historii. Machali do niej, klaskali i wiwatowali, niektórzy wyciągali ręce w nadziei, że być może będzie im dane dotknąć sukni złotej anielicy bądź chociaż powozu, którym jechała... A gdy ta już ich minęła, większość nagle rzucała się na kolana, by zebrać złoty pył, który po sobie zostawiła.
        Dżari już na początku przejazdu widząc ekscytację Evangeline pozwolił jej, aby na niektórych odcinkach mogła stać w powozie i machać do poddanych, był tylko jeden warunek - on cały czas trzymał ją w takich chwilach za rękę, by w razie gdyby trafili na jakiś wertep, pomóc jej utrzymać równowagę. Albo w najgorszym wypadku szarpnąć ją w tył, aby uchronić od niebezpieczeństwa. Był czujny i starał się pozostawać niewidoczny, dlatego siedział trochę nisko, rozglądając się po zebranych poddanych. To był czas, by brylowała przede wszystkim Evangeline i ewentualnie Delia, bo przecież była ukochaną przez lud królową.
        W końcu powóz dojechał na rynek miasta. Tam, zgodnie z planem, dwukrotnie objechano cały plac wokół, a później woźnica wyraźnie zwolnił - docierali właśnie do trybuny, która stała tu zawsze, aby herold mógł wygłaszać z niego ogłoszenia bądź w dni handlowe mogła służyć licytatorom gdy akurat była taka potrzeba. Nikt nie wiedział czy Delia nie zechce powiedzieć kilku słów do poddanych, jakoś nikt o to nie zapytał, dlatego jeśli królowa miała taką ochotę, mogła teraz o tym zadecydować - wystarczył jeden sygnał w kierunku woźnicy.
Avatar użytkownika
Dżari
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
 
Nagrody: ObrazekObrazek
Inne Postacie: Sanaya, Jorge, Skowronek, Yastre, Tioyoa, Kinalali, Widugast, Ijumara, Nikolaus, Kaikomi, Rael, Mniszek, Mitra, Rianell, Sadik, Maximilaan, Rammi,
Rasa: Anioł światła
Aura: Postać anioła otacza srebrny mur. Widać w nim żelazne pęknięcia. Trudno stwierdzić czy może są one oznaką siły czy też słabości, lecz to właśnie z nich wydobywają się giętkie gałązki i łodygi w barwie barachitu. Utrzymują pęki głów kwiatów, do złudzenia przypominających róże oraz lilie, chociaż oba gatunki oblane są miedzianą powłoką. Strach jest je naruszyć w obawie, że za chwilę płatki rozsieją się wokół emanacji. Z serc roślin wydobywa się mgiełka gęstnąca przy każdym ruchu niebianina. W stanie spoczynku lśni jedynie ametystowym pyłkiem, lecz każda zmiana położenia jest w stanie całkowicie okryć wytworzony, majestatyczny obraz łagodności mleczną poświatą. Samo dno aury usypane jest cynowym piaskiem, z którego wydobywa się mocny zapach mirry, a łamie go balsamiczna woń lilii. Emanacja subtelnie lepi się do ust gorzkim smakiem, który kryje w sobie nutkę kwaśności. Na zewnątrz rozbrzmiewa śmiechem radosnych dzieci. Odnosi się wrażenie, że biegają wciąż po tych samych ścieżkach wokół muru. Ciepła w dotyku trzaska przyjaźnie płomieniami. Odbiorca od razu nabiera pewności iż nigdy się nie sparzy, dlatego też z wielką chęcią niejeden czytelnik pokusi się na dotyk. Gładka w odbiorze posiada jedynie ostre krawędzie szczelin, ale pozostaje przy tym twarda, nie do złamania. Obraz sielanki wzbudza jednakże niepokój. Zdaje się zbyt idealna, lśniąca i tylko ów złamania mogą wzbudzić pewne zastanowienie… że za murem… że za murem kryje się coś więcej.
Wygląd: Wędrowny znachor tylko na pierwszy rzut oka pasuje do swej profesji - nosi proste szaty, ma dużą torbę z lekami i nie można by go posądzić o bogactwo. Gdy jednak patrzy się na niego chociaż chwilę dłużej, dostrzega się, że nie jest to twarz biedaka, który tuła się przez całe życie. Jego oblicze jest niezwykle piękne, młodzieńcze, skóra gładka i lekko opalona na odcień ... (Więcej)

Poprzednia strona

Powrót do Arrantalis

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron