[Uliris i okolice] Jak jest źle, to może być tylko lepiej


Arrantalis leży daleko na Oceanie Jadeitów, zajmuję dwie wyspy – Arrante i Talianis, których jedynym połączeniem jest kamienny most. Rządzi mim piękna anielica królowa Delia.

Postprzez Natanis » Pn paź 08, 2018 9:02 pm

        - Rodian! - ponowny okrzyk trzeciego ze strażników rozległ się w korytarzu, ale nagle się urwał, zamieniając w wilgotny bulgot, a po chwili dało się słyszeć uderzenie ciała o ziemię. A przynajmniej słyszeli to ci, którzy nie byli zajęci walką o przetrwanie. Albo wymiotowaniem. Dwójka rannych strażników miała zbyt wielkie własne problemy, aby troszczyć się o swojego w założeniu bezpiecznego towarzysza. Ten z odciętą ręką, widząc palladynkę w beznadziejnym stanie, powstrzymał się od przerażającego wpatrywania w swój kikut; chwycił upuszczony miecz w drugą dłoń, po czym uniósł go, szykując się do zadania ciosu w kierunku Arieli, ale nagle znieruchomiał, po czym osunął się na posadzkę. Przed oczami dziewczyny ukazała się ciemna sylwetka w płaszczu, z kapturem rzucającym cień na twarz, przez co była niemożliwa do rozpoznania. Postać zamachnęła się dłonią, w której przez chwilę palladynka mogła dostrzec błysk, a następnie coś twardego uderzyło ją w skroń; nie mogąc wiele na to poradzić, Ariela zatoczyła się, po czym opadła na podłogę, która się chwiała, a nogi podchodzącego do niej mężczyzny rozmywały. Ktoś coś krzyczał, ale w uszach zbytnio jej brzęczało, aby mogła rozpoznać słowa. Po chwili ogarnęła ją ciemność.

        Tymczasem Natanis dotarł do samego archiwum. Nie wyglądało zbyt imponująco i panował w nim niezły bałagan, choć na pierwszy rzut oka wszystko wyglądało całkiem porządnie, dokumenty nie walały się, ale były równo poukładane w szufladach, to szybko okazało się, że niekoniecznie oznacza to harmonijne posegregowanie. Kartki często były wsadzone do góry nogami, o chronologii można było zwyczajnie pomarzyć, w dodatku wyglądało na to, że przez ostatnie kilka miesięcy przez koszary przewinęło się trzech różnych skrybów. Charakter pisma większości z nich przedstawiał wiele do życzenia. Kapitan zaofiarował, że pozostanie tutaj z Duchem, jeżeli ten miałby jakieś pytania i Natanis zgodził się, chociaż zdecydowanie wolałby pracować w samotności. Po kilkunastu minutach szurania kartek oraz rzucania przez niebianina pytań, na które zdecydowanie nie znał odpowiedzi, kapitan stwierdził, że jednak uda się po kogoś bardziej zaznajomionego z tymi sprawami – to jest oczywiście po skrybę, który właściwie powinien najpewniej być właśnie w tym miejscu. Natanis westchnął, kiedy został w końcu sam. To jest prawie.
        - Dziękuję, kochana – powiedział, kiedy Chmura podała mu w dziobie potrzebny mu zwój; ptak był znacznie lepszy w operowaniu dokumentami niż ci „skrybowie”, na których wyraźnie straż oszczędzała. - Przynajmniej ty wiesz, jak utrzymywać porządek w papierach...
        Przez bliżej nieokreślony czas, w którym to Natanis kompletnie zatracił się w kolejnych liczbach, zdołał dowiedzieć się większości rzeczy, które go interesowały, a także wielu, których nie spodziewał się tutaj znaleźć. Przede wszystkim udało mu się ustalić budżet pakowany w całą straż miejską, a nie było to łatwe, gdyż opisy przychodów podzielone były na tyle osobnych dokumentów, ile się chyba tylko dało. No i oczywiście nie mogły znajdować się w tej samej kategorii... Różnica tej sumy z obliczonymi (także oczywiście mozolnie) miesięcznymi wydatkami była dodatnia oraz całkiem spora, oznaczało to więc, że albo część pieniędzy wyparowała w czasie przekazywania, albo też zniknęła w nieco mniej tajemniczych okolicznościach. Natanis westchnął, powstrzymując pokusę kazania Chmurze poszarpania tych wykazów wydatków na kawałki – nie zwykł niszczyć takich rzeczy, bo nigdy nie było wiadomo, kiedy mogą się przydać. No i te tutaj mogły się okazać przydatne w całkiem bliskiej przyszłości – jakkolwiek beznadziejnie nie były przygotowane... Duch skończył więc przeglądać papiery, razem ze swoją orlicą zgrabnie poukładał wszystko na miejsce, powstrzymując się od odruchu zaprowadzenia porządku i w reszcie – nie miał na to czasu i w dodatku to zdecydowanie nie była jego robota. Miał jeszcze kilka pytań, na które odpowiedzi udzielić mu mógł tylko skryba, ale ten się nie pojawiał, zniecierpliwiony Natanis nieśmiało więc otworzył drzwi, rozejrzał się po korytarzu, po czym niepewnie zaczął nim iść. Musiał znaleźć kapitana lub Arielę. ”Ciekawe, jak jej idzie jej część zadania? Z pewnością nie są to miłe chwile dla tych wszystkich strażników, których spotka... Może lepiej było nie pozwalać jej samej przejąć inicjatywy? Zdecydowanie ma dobre serce, ale ono płonie i czasami płomienie potrafią...”
        Nagle się zatrzymał, kiedy minął zakręt i nagle się o coś potknął. Chmura wzbiła się w powietrze, wydając z siebie spanikowany gwizd, a Natanis z jękiem upadł na posadzkę. Poczuł, jak coś ciepłego i wilgotnego rozlewa się po jego policzku. Kolejna rana? Pięknie... W taki głupi sposób... Podniósł się na ramionach, ale otworzył szerzej oczy, kiedy ujrzał przed sobą całą kałużę krwi. To... to nie mogła być tylko jego... Uniósł wzrok i ujrzał ciało strażnika z zamkniętymi oczami i odciętą ręką, wokół której rozlała się kałuża. Krew już nie ciekła...
        - Co do...
        - Panie!
        Oszołomiony Natanis poczuł, jak czyjaś dłoń zacisnęła się na jego ramieniu, a po chwili został podźwignięty do pionu przez jednego ze strażników, których grupa zebrała się w korytarzu. Duch nie zwracał na nich zbyt wielkiej uwagi – spojrzał na swoje ręce całe we krwi oraz ubrudzoną nią białą szatę. Wtedy jego wzrok powędrował w tył i ujrzał kolejnego trupa, tym razem z rozciętą szyją. O jego musiał się wcześniej potknąć... Strażnicy potrząsali nim i próbowali go przywrócić do rzeczywistości, ale dopiero gdy ujrzał przed sobą łeb Chmury, zamrugał ze zdziwieniem. Orlica przysiadła na jego klatce piersiowej i przybliżyła swój dziób do jego twarzy, spoglądając na niego z niepokojem. Niebianin uniósł drżącą rękę i pogłaskał ją po łebku, zostawiając na niej krwawy ślad. Wtedy nagle jego wzrok powędrował na coś, co zalśniło w słońcu na podłodze – niewielki medalion w kształcie symbolu Najwyższego. Specyficzny. Znajomy. Były małą nowością w Niebie – medaliony, w których anioły chowały swoją tajemnicę. Oczywiście nie przed Najwyższym, ale przed światem. Ale co tu robił?
        Natanisa przeniknął dreszcz, kiedy zorientował się, że zna twarze zabitych. Ci sami, których spotkali w wiosce... Medalion... Palladyni także je nosili? Ariela!
        - Co tutaj się najlepszego wy... oż, cholera...
        - Na Najwyższego!
        Natanis uniósł wzrok i ujrzał kapitana w towarzystwie skryby, który na skrybę zdecydowanie nie wyglądał, ale to nie miało teraz tak wielkiego znaczenia. Chmura zleciała na podłogę, kiedy Duch ruszył w stronę kapitana straży, który już zaczął wydawać polecenia strażnikom.
        - Ci dwaj należeli do tych, którzy zaatakowali mnie i Arielę – powiedział Natanis, na co mężczyzna rozszerzył oczy. - Ale... był jeszcze trzeci.
        - Ktoś ostatnio widział palladynkę?!
        Nikt.
        - Ona wraz z Verifem... tym trzecim strażnikiem... co się tutaj stało najlepszego? - Kapitan zachodził w głowę, wyraźnie zestresowany. - I to w taki dzień... cholera... N-natychmiast rozpoczniemy poszukiwania. Nie mogą być daleko... A ty... panie... powinieneś udać się w jakieś bezpieczne miejsce. Natychmiast!
        - Nie wiem, czy będę bezpieczniejszy niż w koszarach... - powiedział Natanis, ale jeden wzrok na trupy i przypomnienie sobie o tym, co zastał w archiwum uświadomiło mu, że to nie jest prawda. - N-nie chcę siedzieć gdzieś w ukryciu, kiedy Ariela zaginęła.
        - Z całym szacunkiem, ale to nasze zadanie. Powinieneś jak najprędzej wrócić do dworu. Nie martw się, wszystkie wysiłki możliwe zostaną podjęte natychmiast.
        - W porządku...
        Natanis został odeskortowany na dziedziniec, gdzie już czekały na niego konie. Spojrzał na pustego, należącego do Arieli.
        - Wiecie, mogę się przenieść do dworu natychmiast, jestem w końcu Duchem Światłości. A wy byście mnie i tak tylko spowalniali. Udajcie się tam sami, na miejscu już będę, w porządku?
        Strażnicy popatrzyli na siebie, ale skinęli głowami i po chwili odjechali. Natanis poczuł, jak Chmura siada mu na ramieniu, a po chwili przed jego twarzą pojawił się znajomy symbol. Przyjął od ptaka amulet, który ten najwyraźniej podniósł z podłogi. Najwyraźniej należał do Arieli... w sferze powinna kryć się tajemnica... Na pewno nie było to nic, co mogłoby im pomóc, prawda? W dodatku najprawdopodobniej było to coś straszliwie wstydliwego... Może imię pierwszego ukochanego albo nawet jego podobizna? Czując rumieńce na policzkach, Natanis chował medalion to kieszeni szaty, która nie była jeszcze przesiąknięta krwią. Następnie skupił się, zamknął oczy i zniknął.

        Kiedy Ariela się obudziła, zdecydowanie nie znajdowała się w ciekawej sytuacji; była w niewielkim pomieszczeniu, jej nadgarstki związane były nad jej głową i przymocowane do sufitu liną. Przed sobą miała strój, na której leżała jej zbroja – na sobie palladynka miała teraz głównie koszulę. Wciąż jakimś cudem odczuwała efekty trucizny, którą jej podano, a może tylko jej pozostałości? Nie zdołała więc podjąć jakichkolwiek działań, zanim drzwi do pomieszczenia się nie otworzyły, a do środka weszła ta sama mroczna sylwetka. Przecięła linę nad głową Arieli i chwyciła jej wciąż skrępowane nadgarstki, wyciągając z pokoju. Szli chwilę, dopóki nie rozległ się zgrzyt metalu, a po chwili palladynka została wepchnięta do ciemnego pomieszczenia. Kraty zgrzytnęły za jej plecami, kiedy postać zatrzasnęła drzwi do celi i oddaliła się, zostawiając ją samą. Prawie...
        - Ty... - Z mroku wyłoniła się twarz. Twarz ze złamanym nosem. Po chwili palladynka została przyciśnięta do chłodnej podłogi przez strażnika, którego zbroja także gdzieś zniknęła. - O mało mnie nie pocięłaś! Ale zrobiłaś to z Rodianem, ty suko! I przez ciebie teraz trafiliśmy do tego miejsca! Ci cholerni kultyści...! - Mężczyzna oddychał płytko, wyraźnie spanikowany, ale zamilkł na chwilę, myśląc. - Ty... ty się znasz na takich sprawach, prawda? Kultystach i diabłach... możesz nas stąd wyciągnąć, co? Pomożemy sobie stąd uciec, a potem wróćmy do naszego problemu. Ale jeżeli wolisz zostać złożona w ofierze... Cóż...
        Milczenie było nad wyraz wymówne, podobnie jak wzrok mężczyzny.
Avatar użytkownika
Natanis
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Dérigéntirh, Ognaruks, Malawiasz, Sarpedon, Vaela, Ziharria, Natanis, Sitrina,
Rasa: Duch Światłości
Aura: To subtelna aura, pełna nadziei i wiecznej tęsknoty, która przygarnia do siebie ciepłem otwartych nieśmiało ramion i delikatnym uśmiechem. Przyjdź do niej, muśnij gładki materiał szaty, zanurz twarz w miękkich fałdkach i oprzyj się o twardo stojące ciało. Ono chce ci pomóc. Ono samo chce się podeprzeć. Wyciąga rękę ku Tobie i prosi byś ty zrobił to samo. Daj więc otulić się zapachowi dojrzałych lilii i przyjmij kwaśną nutę intensywnych przeżyć o łagodnym posmaku spokoju. Wasze pulsy przyspieszą wtedy radośnie i posłyszycie wzajemnie bicie waszych serc, a także liczne głosy cieszące się waszym przymierzem. Wtedy dostrzeżesz zapewne ametystową poświatę z błyskającym zawirowaniem szmaragdowej barwy oraz resztki wyblakłego złota drgającego w powietrzu. Wyraźniejsze od niego są teraz wieloletnie zarysy miedzi, ostre kobaltowe pióra i cynowe szlaki, na których pojawiają się nieśmiało świeżutkie wzory z platyny. Podążaj za nimi, a kto wie - może pewnego dnia odkryjesz nowe oblicze tej aury?
Wygląd: Natanis nie różni się znacząco od typowego Ducha Światłości; jest obdarzony wzrostem nieco mniej niż pięciu i pół stopy (około 170 cm) oraz dosyć szczupła sylwetką, idealnie proporcjonalną. Jego obecne ciało jest nie tym, w którym dało mu się urodzić, a raczej emanacją jego duszy, także prezentuje się nadzwyczaj pięknie. Zaczyna się to już od gładkiej twarzy obdarzonej ... (Więcej)

Postprzez Ariela » Śr paź 10, 2018 8:36 pm

        Wszystkie wydarzenia działy się jakby bez jej udziału, wbrew woli i najmniejszego wpływu na swoje ciało. Niewiele zdążyła zarejestrować szczegółów masakry, która wydarzyła się przed jej oczami. Ktoś kto zabił tych dwóch mężczyzn nie mógł mieć dobrych intencji. Kiedy została sama, oko w oko z mroczną postacią poczuła jak ściska się jej gardło ze straszliwej niemocy. Beznadziejne położenie w jakim się znalazła zgasiło wszelką nadzieję. Trucizna tocząca się w jej krwi powodowała straszliwe wyniszczenie organizmu i choć straciła nadzieję wciąż się nie poddawała. Nie straciła ducha walki. Czuła w ręce ciężar miecza, jej jedynego oręża, który jej pozostał, i dźwignęła go duchem, jakby samą wiarą przeciwstawiając się nieuchronnemu losowi. Lecz dłoń bez sił upuściła miecz. Uświęcona stal zadzwoniła melodyjnie upadając na bruk, a Ariela upadła na kolana przed katem. Nagły błysk pokonał niebiańską wojowniczkę. Upadła w ciemność.

        Nicość była gorsza od najstraszniejszego koszmaru. Jeszcze gorsza była świadomość uwięzienia w tej nicości. Miotała się gdzieś w bezkresach własnego jestestwa, błagała, krzyczała o pomoc. Nie mogła się wyswobodzić z niewidzialnej klatki. Miotała się i biła na oślep. Szukała nadziei. Tą nadzieją był jej Pan. Do niego zwróciła się o łaskę i pomoc, a jej modły chyba przyniosły skutek.

        Choć przebudzenie nie należało do najprzyjemniejszych cieszyła się, że... jeszcze żyła? Zdezorientowana rozejrzała się po ciemnym pomieszczeniu. Dopiero, kiedy chciała się ruszyć spostrzegła, że jest związana za nadgarstki do sufitu. Następnie mętnym wzrokiem zobaczyła swoje ubrania i miecz, leżące przed nią. Powiodła spojrzeniem w dół i zobaczyła, że jest pozbawiona wierzchniego odzienia i pozostała jej tylko biała koszula i chyba jeszcze to co miała pod spodem. Ale to nie nagość było jej największym zmartwieniem, tylko to po co ją rozebrano. No i przede wszystkim odpowiedź na pytanie: dlaczego jeszcze żyła?
        Jej ciało wciąż było słabe i właściwie nie czuła się lepiej niż przed zawleczeniem jej do tego pomieszczenia. Mimo to odczuwała upływ czasu na swoją korzyść i zwalczała truciznę modlitwą do Najwyższego. Powtarzała tą mantrę: "Panie Wszechmogący, daj siłę swojej służebnicy". Nie była dobra w modlitwach, ani w proszeniu o pomoc, ale sytuacja w jakiej się znalazła była jak najbardziej odpowiednia na modły.
        Gdy do środka weszła jakaś zakapturzona postać Ariela skupiła na niej rozbiegany wzrok. Nie mogła się wyrwać, ani podskoczyć. Była za słaba żeby stawić jakikolwiek opór. Zobaczyła ostrze w rękach zabójcy, ale nie bała się śmierci. Wiedziała, gdzie po niej trafi. Czuła tylko złość spowodowaną brakiem możliwości walki. Kiedy nieznajomy do niej podszedł i chwycił ją za nadgarstki poczuła jak zimny pot spływa po jej plecach wywołując dreszcze. Poczuła jak odcina ją od sufitu i stopy ponownie zmierzają się z grawitacją. Zawleczona do innego pomieszczenia za nadgarstki upadła na chłodną podłogę w jakimś śmierdzącym lochu.
        Było jej duszno, bolał ją każdy mięsień jak po wielogodzinnej bójce. Mimo iż ból był fizyczny, to z zewnątrz nie nosiła jakiś oznak tortur. To co ją dręczyło, działo się w jej środku. Ledwo co zdążyła się dobrze rozejrzeć, a już znowu ktoś ją zaatakował. Nieprzygotowana na atak znowu przywitała chłodną posadzkę przytuliwszy do niej siny policzek. Piszczenie w głowie zostało zaburzone przez znajomy głos. Och, czyżby dzieliła klatkę z gwałcicielem? Wspaniale!
        Na szczęście dla chłystka, Ariela była zajęta walką z trucizną, bo było dla niej ważniejsze odzyskanie sił niż ponowne przestawienie nosa dupkowi. Pod pewnym względem wolałaby, żeby go tutaj nie było i to nie przez troskę o siebie, ale o jego zakichane życie, które nie ważne jak nędzne było, było życiem i jej zadaniem było go obronić przed przyspieszonym spotkaniem ze Stwórcą.
        Ponownie dźwignęła się z podłogi i przekręcając się oparła się plecami o metalowe pręty. Przedramieniem wytarła spod nosa krew i westchnęła spoglądając pusto w sufit. Chyba nauczyła się zwalczać truciznę, ale zanim całkowicie zwycięży może być już za późno.
        Nie chciała dawać strażnikowi wielkich nadziei, ale jeśli miałaby mu coś dać, to tylko odpowiednią formułkę modlitwy błagalnej. Swoistego żalu za grzechy. Obawiała się, że nie zdoła ich stąd wyciągnąć. Obawiała się... O Panie... Natanis. Nigdy wcześniej nie poczuła takiej troski. Duch był co prawda nieśmiertelny, ale to nie oznaczało, że nie było sposobu na jego unicestwienie. Nawet Ducha Światłości można było zabić, ale musiała to być istota Piekielna. Arielę znowu zaczęły męczyć mdłości, choć żołądek miała pusty i sił nie miała na kolejne wymiotowanie. Zagryzła dolną wargę i przyciągnęła do siebie stopy otulając je ramionami.
        Patrzył na nią wyczekująco, ale mu nie odpowiedziała i to go rozwścieczyło. Podbiegł do niej i złapał ją za barki potrząsając jakby chciał wybudzić z letargu, albo jakoś zmusić do działania. Początkowo poddała się gwałtownemu kołysaniu.
        - Odpowiedz! Wyciągniesz nas stąd? - prawie wykrzyczał to pytanie. Skąd mógł wiedzieć, że Ariela modliła się do Pana i ściągała dla nich pomoc, a swoim krzykiem rozpraszał ją i powodował nasilający się ból głowy.
Ariela nie wytrzymała i odepchnęła jego ręce.
        - Zamknij się łaskawie, bo jeszcze raz mnie dotkniesz, to nie będzie z ciebie co składać w ofierze - odpowiedziała mu dosadnie, o dziwo wcale nie żartując, lecz oczywiście rozumiała jego strach. Strach, który mącił w umyśle i zagłuszał myśli.
        - Ale wydostaniesz nas stąd, prawda? A jak nie ty, to twój przyjaciel z tym białym ptaszyskiem?
        Ariela zwiesiła głowę opierając czoło o kolana i wtedy spostrzegła brak czegoś, co otrzymała od Viliriana. Medalion. Zgubiła go, albo jej zabrano wraz z odzieniem. Mimo to była jeszcze nadzieja. Zamknęła oczy i skierowała swoje myśli do skrzydlatego sojusznika. Niestety taka forma komunikacji miała swoje dość spore ograniczenia, ale dawała aniołowi jasny przekaz, że jest w ogromnym niebezpieczeństwie, ale żyje i poprosiła, aby strzegł Natanisa.
        Gdy znowu uniosła głowę, zauważyła bladą twarz strażnika z groteskowymi plamami czerwonej krwi pod nosem sięgającymi aż do czubka brody. Nie powinna czuć żadnego żalu do mężczyzny jego pokroju, ale nie byłaby sobą, gdyby nie miała tej anielskiej cechy - wiary. Teraz pojęła dlaczego tak różnią się od ludzi. W każdym było coś w co warto wierzyć, każdy z nich zasługiwał na drugą szansę. Potem na kolejną i kolejną. Kwestią nie było zepsucie duszy, ale ciała wystawionego na działanie pokus i wielu niebezpieczeństw w ciemności przed, którymi Niebianie mają obowiązek ich chronić. To także jej obowiązek. Jeśli pozwoliłaby temu człowiekowi zginąć, byłaby to jej porażka.
        - Zrobię co będę mogła, ale mnie otruto. Nie mogę walczyć w tym stanie.
Zauważyła jak nadzieja gaśnie w oczach mężczyzny, więc dźwignęła się z siadu, chwiejnie i wciąż trzymając się krat, stanęła na równe nogi i popatrzyła na strażnika.
        - Palladynom dodaje mocy każda niewinna dusza, o którą walczą. Jeśli przysięgniesz tutaj przede mną, że od teraz będziesz prawym człowiekiem, obiecuję, że zrobię wszystko, abyś przeżył.
        Chłop praktycznie bez namysłu upadł przed stojącą dziewczyną na kolana i chwycił się dołu jej koszuli aż przypadkowo odsłonił jej krągłe piersi. Ariela zaskoczona zareagowała bardzo szybko zaciągając luźny kołnierz do góry, a na posiniaczonym licu zarumieniły się młodzieńcze policzki. Mimo krępującego wypadku, strażnik zdawał się nawet na to nie zwrócić uwagi i przyrzekł jej na swoje życie, że się zmieni i wstąpi do zakonu. Aż takiej deklaracji nie potrzebowała, ale skoro już przysiągł, to trudno. Nie mniej z jakiegoś cudownego powodu, rzeczywiście poczuła lekki przypływ energii, choć w dużej mierze to było prawdopodobnie tylko jej wewnętrzna satysfakcja obrazowo przedstawiona jako złośliwy uśmiech skierowany do samego Szatana. Rzuciła mu wyzwanie, a że była Palladynką, walka ze Księciem Ciemności i jego pomiotami, to jej przeznaczenie. Dlatego istniała. Dlatego się narodziła.
        Położyła drugą rękę na głowie mężczyzny kulącego się przed nią.
        - Możesz wstać - oznajmiła trącącym o podniosłość, tonem głosu. Mężczyzna wstał ocierając łzy i tego Ariela najmniej się spodziewała. Udała więc, że tego nie zauważyła. Mogąc już wreszcie puścić naciągniętą koszulę odwróciła głowę i rozejrzała się po pomieszczeniu poza klatką. Czas grał na ich korzyść nawet jeśli nie była w stanie nic zdziałać poza czekaniem na dalszy rozwój wydarzeń.
Avatar użytkownika
Ariela
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Cerrina, Melouria, Dinitris,
Rasa: Palladynka
Aura: Emanacja charakteryzuje się niedużą siłą. Aczkolwiek z oddali widnieje już szmaragdowe światło, dobijające się też od żelaznej powłoki, na której ostrych jak brzytwa krawędziach, widnieją kobaltowe zarysy, które swymi kształtami przywodzą na myśl krokusy i fiołki. Próżno wytężać słuch bowiem nie wychwyci tu żadnych dźwięków. Zmysł węchu natomiast pieści słodki i delikatny zapach lilii. Twardość powierzchni zaskakuje, zwłaszcza iż pozornie wygląda na miękka. Dodatkowo z dumą prezentuje swą elastyczność, choć czasem zdarzy się dzień, iż nieoczekiwanie sztywnieje i pozostaje przez pewien czas w bezruchu. Wtedy właśnie aksamitne piórka pojawiające się znikąd przykrywają całość, tworząc puchową kołderkę. Paradoksalnie pozostawia po sobie nieprzyjemną gorzkość połączoną z okropną lepkością.
Wygląd: Wzrost i wygląd Arieli jest adekwatny do jej wieku. W związku z tym, że jest młodą dziewczyną na jej twarzy odbijają się jeszcze dziecięce lata. Jej usta są dość wąskie, lekko przyrumienione, a policzki gładkie, krągłe. Całe jej lico jest bardziej okrągłe, miłe dla oka. Oczy ma ciemnoniebieskie, z wyraźnie zarysowaną jeszcze ciemniejszą obwódką tęczówki. Włosy ma ... (Więcej)

Postprzez Natanis » Pt paź 26, 2018 3:56 pm

        Natanis zmaterializował się w wygodnie urządzonym pomieszczeniu, apartamencie, którego właściciel nie szczędził na wydatkach, aby uczynić go tak przytulnym, jak to tylko możliwe; a raczej poprzedni właściciel, bo Duch Światłości nie przeznaczył jeszcze ani ruena na jakiekolwiek wzbogacenia i tak już przepełnionych przepychem pomieszczeń i niezbyt mu się śpieszyło. W sypialni nie było nikogo widać, ale zza drzwi prowadzących do saloniku dobiegały odgłosy rozmowy; rozmowy mężczyzny z kobietą. Natanis poczuł, jak robi mu się jeszcze goręcej - pozwolił sobie na takie wtargniecie, bo budynek był niejako własnością miasta i w dodatku sytuacja była wyjątkowa, ale mógł trafić na naprawdę niekorzystny moment; możliwość pojawienia się w większości miejsc sprawiała, że prywatność zdawała się rzeczą, na którą trzeba było mieć specjalne baczenie. Zdecydowanie nie odważyłby się na coś takiego o późniejszej porze, ale te godziny wydawały się bezpieczne… Skąd znał to miejsce? Cóż, na dworze zapoznał się z kilkoma planami i rysunkami najbardziej istotnych miejsc, dlatego orientował się w niewielkim fragmencie miasta na tyle, aby móc ryzykować przeniesienie się. Ale tymczasem…
        Zbliżył się do drzwi i niepewnie dotknął klamki. Powinien zerknąć przez szczelinę czy po prostu je otworzyć? Obie opcje zdawały się mieć poważne wady i ryzyko, w końcu Najwyższy tylko wiedział, co się tam mogło dziać… w końcu jednak udało mu się uspokoić umysł i ujrzeć dość proste rozwiązanie. Po prostu zapukał. Dźwięk taki dochodzący z wnętrza własnej sypialni zdecydowanie musiał być zaskakujący, ale Duch Światłości czekał cierpliwie, aż usłyszy pozwolenie na wejście. Zamiast tego po chwili drzwi rozszerzyły się, a Natanis ujrzał przed swoją twarzą ostrze miecza, po którego drugiej stronie znajdowała się twarz jednego z doradców, których przydzieliła mu królowa. Jego twarz najpierw wyrażała skupienie i gotowość, po chwili przybrała wyraz zdziwienia, a gdy mężczyzna dostrzegł krew na ubraniu Ducha, wpełzło na nie przerażenie. Miecz zaraz został opuszczony.
        - Panie, co się stało?!
        Za jego plecami skrywała się kobieta w porządnym ubraniu, które jednak bardziej odpowiednie było dla wysoce postawionego rzemieślnika niż damy; rzut oka na papiery rozłożone na stole wystarczył, aby oczywistym się stało, że ta dwójka zajmowała się sprawami związanymi z zarządzaniem miasta; Natanisowi zrobiło się głupio przez poprzednie podejrzenia, ale nie było teraz czasu, aby tym się przejmować.
        - To nie moja krew. Byłem w koszarach i doszło tam do ataku na kilku strażników i Arie… tę palladynkę, z którą byłem wczoraj. Zaginęła.
        - Na Najwyższego… Tak w biały dzień? W koszarach?!
        Rzeczywiście nie było to pocieszające; wiele mówiło o tym, w jakim stopniu można zaufać straży miejskiej — zdecydowanie przydadzą jej się zmiany, jednak skutecznych stróżów prawa potrzeba było już teraz… były w zasadzie dwie możliwości. Pierwsza polegała na zwróceniu się o pomoc do angielskich zastępów, ale Natanis obawiał się tak radykalnego rozwiązania — już teraz stosunki pomiędzy mieszkańcami miasta a niebianami nie były najlepsze, a sprowadzenie skrzydlatej armii zdecydowanie przyczyniłoby się do zaognienia problemu. Natanis zdecydowanie nie chcial doprowadzić do buntu. Pozostawały jednak siły królowej… stolica zdecydowanie mogła użyczyć kilkunastu dobrych ludzi na potrzeby takiego miasta…
        -Napisz do królowej - poprosił Natanis. - Poinformuj ją, że mamy problemy z zachowaniem porządku z powodu braku odpowiednich ludzi i poproś o wysłanie kilkunastu odpowiednich osób do zajęcia się najbardziej poważnymi problemami oraz organizacją tego wszystkiego.
        - W porządku. Co ty zamierzasz zrobić?
        - Nie mogę zarządzać miastem, a którym nie ma porządku… gdzie panuje chaos… spróbuję dowiedzieć się jak najwięcej o sytuacji.
        - Rozumiem, panie. Będziesz więc już wychodzić?
        - Tak. - Natanis nieśmiało się uśmiechnął. - Ale nie drzwiami. Muszę zmienić strój, bo jeszcze niepotrzebnie będzie wzbudzał panikę.

Tymczasem, choć ani Ariela, ani jej nowo nawrócony towarzysz nie byli świadomi, że ktoś obserwuje ich z mroku. Dwójka niewielkich, świecących oczu nagle pojawiła się pośród ciemności, nieco powyżej głowy Arieli, tak, że bez problemu mogła dostrzec nieludzkie ślepia — początkowo znajdujące się wyraźnie daleko pod ścianą, zaczęły zbliżać się w stronę palladynki I mężczyzny, wolno, ale ze stałą prędkością, pewnie. Aż w końcu zbliżyły się na granicę światła padającego przez kraty, a oczom palladynki ukazał się… ukazała się maleńka istota, unosząca się w powietrzu na niewielkich skrzydłach; chochlik spoglądał na palladynkę z szeroko wyszczerzonymi zębami, ale po jego minie dało się poznać, że nie ma raczej złych zamiarów.
        - No czeeeść — powiedział nieco piskliwym głosem, jednak nie tak wysokim, jak pisk mężczyzny, który go dostrzegł.
        - Aaa, diabeł! Chroń mnie, palladynko! - Mężczyzna czmychnął za plecy Arieli.
        - Taaaa, prawie — mruknął pozbawiony chochlik. - Nazywam się Amo i jak widzę, trafiliście do mojej celi. Jestem zaszczycony, goszcząc takich ślicznych gości, zwłaszcza gdy zapewniają mi takieee apetyczne widoki. - Naturianin wymownie spojrzał na biust palladynki. - Ale obawiam się, że wam ta gościna nie jest aż tak na rękę, hę? Rozumiem, nie mamy tutaj zbyt dobrych warunków… A jakkolwiek złożenie w ofierze piekielnemu jest kuszące — pomyślcie tylko, jak wiele zabawy by było, jakby okazał się pokusą! - to podejrzewam, że wcześniej jednak chciałoby się coś więcej z życiem zrobić, co? Spokojnie, Amo rozumi. Amo może pomóc; w końcu sam nie przepada za tymi gupimi kultystami. Taki mały psikus dla nich to zdecydowanie warto! Mogę otworzyć wam drzwi, żaden problem dla chochlika, ale pytanie, czy coś z tym zrobicie, czy po prostu dacie się znowu złapać? Ale wystarczy tylko jedno słowo, a drzwi staną otworem.
Chochlik jakby dla podkreślenia swoich słów zbliżył się do krat i przysiadł na nich, wpatrując się z zainteresowaniem w Arielę.
        - Ale wiesz, wielka palladynko… jak uda ci się im umknąć… w głównej sali jest ołtarz, a na nim pewna czara, jakiś piekielny artefakt. Jakby udało ci się go zniszczyć… pewnie byłoby to bardzo szlachetne i udowodniłabyś swoją wartość czy coś, co? I… no dobra, przyznaję się, ten artefakt przeklął mnie i trzyma tu na dole… ta cela to najlepsze miejsce do ukrywania się, ale jeżeli postanowisz wyjść, będę was śledzić. Ale z ukrycia, może czasem pomogę? Jeżeli mnie uwolnisz… odwdzięczę się potem w sposób, jakikolwiek tylko zechcesz. To jak?
Avatar użytkownika
Natanis
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Dérigéntirh, Ognaruks, Malawiasz, Sarpedon, Vaela, Ziharria, Natanis, Sitrina,
Rasa: Duch Światłości
Aura: To subtelna aura, pełna nadziei i wiecznej tęsknoty, która przygarnia do siebie ciepłem otwartych nieśmiało ramion i delikatnym uśmiechem. Przyjdź do niej, muśnij gładki materiał szaty, zanurz twarz w miękkich fałdkach i oprzyj się o twardo stojące ciało. Ono chce ci pomóc. Ono samo chce się podeprzeć. Wyciąga rękę ku Tobie i prosi byś ty zrobił to samo. Daj więc otulić się zapachowi dojrzałych lilii i przyjmij kwaśną nutę intensywnych przeżyć o łagodnym posmaku spokoju. Wasze pulsy przyspieszą wtedy radośnie i posłyszycie wzajemnie bicie waszych serc, a także liczne głosy cieszące się waszym przymierzem. Wtedy dostrzeżesz zapewne ametystową poświatę z błyskającym zawirowaniem szmaragdowej barwy oraz resztki wyblakłego złota drgającego w powietrzu. Wyraźniejsze od niego są teraz wieloletnie zarysy miedzi, ostre kobaltowe pióra i cynowe szlaki, na których pojawiają się nieśmiało świeżutkie wzory z platyny. Podążaj za nimi, a kto wie - może pewnego dnia odkryjesz nowe oblicze tej aury?
Wygląd: Natanis nie różni się znacząco od typowego Ducha Światłości; jest obdarzony wzrostem nieco mniej niż pięciu i pół stopy (około 170 cm) oraz dosyć szczupła sylwetką, idealnie proporcjonalną. Jego obecne ciało jest nie tym, w którym dało mu się urodzić, a raczej emanacją jego duszy, także prezentuje się nadzwyczaj pięknie. Zaczyna się to już od gładkiej twarzy obdarzonej ... (Więcej)

Postprzez Ariela » Pn paź 29, 2018 3:45 am

        Klatka w której została zamknięta wraz ze strażnikiem była naprawdę spora, a sama Ariela miała na głowie inne problemy, niż sprawdzanie jej każdego kąta. Nic więc dziwnego, że gdy pierwsza dostrzegła parę ślepi, była zaskoczona tym odkryciem nie mniej niż strażnik, który zaskomlał jak zbity pies i rzucił się na Arielę aby ją obrócić przodem do tajemniczego potwora i użyć jak żywej tarczy. To było bardzo szlachetne z jego strony. Ariela musiała trochę się pogimnastykować żeby oswobodzić się od jego rąk.
        - Nie bądź głupi - skarciła panikarza - Witaj maleńki. Wybacz zachowanie tego tam. Najwidoczniej nigdy w życiu nie widział chochlika - w Arieli od razu obudziło się współczucie dla biednego stworzonka, bo chociaż wiedziała jak bardzo potrafią dokuczyć te łobuzy, to w istocie są to dobre istoty.
        - Chochlik? Oczywiście, że znam, tylko nie poznałem z początku - strażnik starał się wytłumaczyć w sensowny sposób swoje tchórzostwo, ale Ariela wiedziała już, że będzie go miała na głowie za każdym razem, gdy z zaułka wyskoczy mała krwiożercza mysz.
        Palladynka odruchowo poprawiła dekolt koszuli, lecz to wywołało jeszcze szerszy uśmieszek u chochlika. A jakże by inaczej - dała się nabrać na żart niskich lotów, ale nie było się na co obrażać. Ariela miała już wątpliwą przyjemność odczucia na własnej skórze efektów charakterystycznego poczucia humoru tych żartownisiów. Lecz nauczyła się z nimi żyć i odkryła ich bardzo pożyteczne umiejętności. Takie, które w obecnej sytuacji wydały się jej niezwykle pożądane.         Ignorując wzmianki o niezbyt uczciwych zagrywkach tej rasy Ariela zdecydowała się zaufać Amo, ale kiedy chochlik zaczął mówić od rzeczy o udowadnianiu szlachetności, na młodej cerze palladynki zawitał grymas jasno dający do zrozumienia chochlikowi, że nie da się tak łatwo zwieść na manowce.
        - Amo...? Czemu zależy ci tak bardzo na zniszczeniu tej czary? - zapytała przenikając go wzrokiem i obierając postawę pani, której powinien się słuchać.
        I intuicja jej nie zawiodła, bo Amo bez dalszego wymigiwania się od odpowiedzi wyjawił jej przeznaczenie naczynia, ale w głowie dziewczyny pojawiło się jedno zasadnicze pytanie: na co kultystom chochlik? Oby nie musiała się tego nigdy dowiedzieć.
        - Dobrze. Otwórz zamek, byle szybko i po cichu - obróciła się w stronę mężczyzny przypatrującego się jej z nadzieją. - Muszę odzyskać swój miecz - i ubrania... dodała w myślach. Aczkolwiek najważniejsze dla niej było jej poświęcone ostrze, bez którego ma marne szanse w przypadku konfrontacji z istotą czerpiącą moc ze źródeł piekielnych.
        Kiedy tylko Amo otworzył zamek, Ariela wyszła z klatki i po cichu podążyła korytarzem do pokoju w którym - o ile dobrze kojarzyła - została rozebrana i rozbrojona. Miała na uwadze fakt, że tajemniczy porywacz też tamtędy wyszedł i mogła go spotkać za tymi drzwiami, a wtedy to byłby koniec zabawy. Zostać tutaj tez nie mogła, a więc wszystko sprowadzało się do tego, że nie miała wyjścia i musiała tam wejść. Zadania nie ułatwiał fakt, że wciąż była pod wpływem narkotyku i ciągle walczyła o utrzymanie równowagi, co ją wykańczało i pochłaniało masę energii psychicznej. Jakby tego było mało miała za sobą pechowego strażnika, co przylgnął do niej jak rzep do psiego ogona i to tak bezceremonialnie, że nawet sama Ariela poczuła się zawstydzona, kiedy poczuła dotyk jego skóry na własnych pośladkach. Jednak dzielnie znosiła te niewygody, wiedząc, że nie mają one niezdrowego podtekstu, albo przynajmniej starała się w to wierzyć, bo kto wie, co nawet w takich sytuacjach chodziło po głowie mężczyznom.
        Stając przy drzwiach najpierw nasłuchiwała jakichkolwiek dźwięków z drugiego pomieszczenia, a kiedy była już pewna, że nic tam się nie rusza, z wyczuciem odchyliła drzwi do momentu aż mogła zajrzeć do środka. Podpierając się jedną ręką o obrzeże futryny, a drugą utrzymując nieruchomo skrzydło drzwiowe wsunęła głowę w utworzoną szczelinę i omiotła szybkim spojrzeniem niewielkie pomieszczenie w którym stał tylko jeden mebel - ława na której wciąż leżały jej rzeczy i... to co najważniejsze, czyli długi miecz ukryty w skórzanej pochwie.
        Palladynka z westchnieniem ulgi weszła od razu do środka i dopadła do stołu. Z początku nie wiedziała co zrobić najpierw. Miała mętlik w głowie i to chyba był jeszcze wynik działania trucizny i cholernie trudnej do utrzymania koncentracji. Mężczyzna, który wszedł za nią nie ukrywał radości. Zupełnie zapomniał, że odzyskanie miecza przez Arielę nie przesądza o ich ocaleniu, a jedynie nieznacznie zwiększa ich szanse na ucieczkę.
        Ariela była bardzo poturbowana i posiniaczona, ale hartem ducha przewyższała najtrwardszych z twardzieli Aralanii, dlatego bez cienia narzekań ubrała się w swoją lekką skórzaną zbroję. Wielką trudność sprawiało jej przy tym utrzymanie równowagi, lecz koniec końców wreszcie wcisnęła bose stopy w wysokie obuwie i niechlujnie zawiązała rzemyki na kilka supłów - byle skutecznie trzymały stopy w butach, bo na estetykę nie pora i miejsce.
        Dobywając miecza zdała sobie sprawę z tego, że to jej pierwsza tak poważna misja i chwilowe zwątpienie w swoje siły rozwiał widok strażnika, który patrzył na nią jak na święty obrazek.
        - No to chodźmy poszukać tego ołtarza... - zarządziła i podeszła do kolejnych drzwi. Nie zauważyła jak twarz mężczyzny pobladła.
        - J-jakiego ołtarza? Uciekajmy stąd jak najpredzej. W cholerę z tym chochlikiem - warknął po cichu. Słowa te wywarły na Arieli duże wrażenie. Oczywiście w negatywnym sensie.
        - Wyjdziemy stąd z Amo, albo wcale nie wyjdziemy. Lekcja pierwsza: nigdy nie opuszczaj przyjaciół w potrzebie.
Ucieła protesty strażnika przytknięciem wskazującego palca do swoich ust, potem otworzyła kolejne drzwi.
Avatar użytkownika
Ariela
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Cerrina, Melouria, Dinitris,
Rasa: Palladynka
Aura: Emanacja charakteryzuje się niedużą siłą. Aczkolwiek z oddali widnieje już szmaragdowe światło, dobijające się też od żelaznej powłoki, na której ostrych jak brzytwa krawędziach, widnieją kobaltowe zarysy, które swymi kształtami przywodzą na myśl krokusy i fiołki. Próżno wytężać słuch bowiem nie wychwyci tu żadnych dźwięków. Zmysł węchu natomiast pieści słodki i delikatny zapach lilii. Twardość powierzchni zaskakuje, zwłaszcza iż pozornie wygląda na miękka. Dodatkowo z dumą prezentuje swą elastyczność, choć czasem zdarzy się dzień, iż nieoczekiwanie sztywnieje i pozostaje przez pewien czas w bezruchu. Wtedy właśnie aksamitne piórka pojawiające się znikąd przykrywają całość, tworząc puchową kołderkę. Paradoksalnie pozostawia po sobie nieprzyjemną gorzkość połączoną z okropną lepkością.
Wygląd: Wzrost i wygląd Arieli jest adekwatny do jej wieku. W związku z tym, że jest młodą dziewczyną na jej twarzy odbijają się jeszcze dziecięce lata. Jej usta są dość wąskie, lekko przyrumienione, a policzki gładkie, krągłe. Całe jej lico jest bardziej okrągłe, miłe dla oka. Oczy ma ciemnoniebieskie, z wyraźnie zarysowaną jeszcze ciemniejszą obwódką tęczówki. Włosy ma ... (Więcej)

Poprzednia strona

Powrót do Arrantalis

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron