[Z dala od miast] Jak miedź brzęcząca


Arrantalis leży daleko na Oceanie Jadeitów, zajmuję dwie wyspy – Arrante i Talianis, których jedynym połączeniem jest kamienny most. Rządzi mim piękna anielica królowa Delia.

Postprzez Dżari » So cze 30, 2018 11:21 pm

        Nie wiadomo czy to pokora czy tchórzostwo sprawiły, że Dżari prawie cały czas mówił nie patrząc na Delię - pewnie po trochu jednego i drugiego. Przez to jednak nie wiedział jak anielica reaguje na jego historię i to akurat było mu na rękę, bo gdyby zobaczył na jej obliczu niechęć albo pogardę… Nie by sam tego do siebie nie czuł, lecz myśl, że ona mogłaby go widzieć tak samo tak bardzo go bolała. W głębi ducha liczył na to, że królowa okaże mu miłosierdzie, bo wiedział, że tylko jej sądowi się podda - jeśli ona uzna go za zbrodniarza będzie to znak, że już od dawna był zgubiony. Jeśli zaś go rozgrzeszy, może faktycznie będzie to okazja, by zacząć wszystko od nowa, przy niej…
        W końcu Delia się odezwała. Dżari drgnął słysząc swoje nazwisko - czy to był jakiś znak? Wybrała bardziej oficjalny zwrot, bo nie miała nic miłego do powiedzenia? Na dosłownie jedno uderzenie serca anioł stracił wszelką nadzieję, wtedy jednak królowa kontynuowała, a on nie mógł uwierzyć we własne szczęście. Naprawdę nie uważała go za mordercę. Miała oczywiście rację co do Dżariela. Lakiego uderzyły nagłe intensywne wspomnienia chwili, gdy trzymał w ramionach konającego przyjaciela. Spojrzenie jego sennych oczu i to jak mówił “Jestem szczęśliwy. Nie boję się”. Jak prosił, by dla niego zaśpiewać, jakby to miała być tylko zwykła kołysanka. Tak, Avra odchodził do Pana pogodzony i spokojny, to była prawda. Jego śmierć była dla Dżariego bolesna, jakby żywcem wyrwano mu połowę duszy, lecz on zrobiłby dla niego to samo… Łącząca ich braterska miłość była bez skazy i niezachwiana, była jednym z tych wysokich uczuć, które stawiały cudze szczęście nad własne. Tallas jednak… Jego zawiedli oboje. Nie zawrócili go z drogi ku Upadkowi, a na koniec Laki pozbawił go życia. Na rękach Dżariego mieszała się krew obu jego braci, których stracił w przeciągu jednej nocy… I do tej pory ją widział. Rozpaczał za Dżarielem i miał wyrzuty z powodu Tallasa. Lecz Delia dała mu nadzieję. Jej słowa pozwoliły mu myśleć, że nie jest stracony i że może jego pokuta dobiegła końca. Może pora wstać z kolan i żyć dalej. Przy jej boku…
        Anielica go objęła, a on wtulił się w nią ufnie, w podzięce za wszystkie jej słowa. Nie umiał nic odpowiedzieć, bo gardło ściskał mu żal, była to jednak ostatnia oczyszczająca fala, po której miał w końcu obudzić się z koszmaru ostatnich lat. Odetchnął, jakby obudził się z koszmaru i w końcu szepnął ciche “dziękuję”.
        Bez protestów Dżari poszedł z królową w stronę zamku. Patrzył na nią z czułością i wdzięcznością, napawając się ciepłem, którym napełniło się jego serce, powoli rozchodząc się na całe ciało. Jeszcze nie wszystkie okowy żalu i wyrzutów sumienia puściły, lecz była to z pewnością tylko kwestia czasu. Czasu, po którym… Może znowu będzie w stanie rozwinąć własne skrzydła…
        Nagle piękne chwile sam na sam z Delią przerwało pojawienie się jej ojca. Dżari spojrzał na niego czujnie od razu poznając, że Emanuel pała do niego zimną nienawiścią. Jeszcze chwilę temu może z pokorą spuściłby wzrok, lecz teraz wiedział, że ma o co walczyć, bo jego uczucia nie były nieodwzajemnione. Patrzył więc bez strachu w oczy ojca swojej ukochanej, gotowy odeprzeć wszelkie jego zarzuty i żale. Postąpił nawet pół kroku do przodu, skoro jednak Delia pierwsza się odezwała, próbując załagodzić sytuację, on jej tego nie utrudniał i trochę się wycofał. Emanuel miał już jednak swój plan i zbliżył się do Lakiego. Jego słowa sprawiły, że Dżari nie potrafił ukryć zaskoczenia - przez to Delia była w stanie wtrącić się między nich. Zaraz jednak królewski opiekun odzyskał rezon. Spojrzał na Emanuela pewnym, choć może nieco nieprzychylnym spojrzeniem.
        - Przemoc nigdy nie jest rozwiązaniem ani odpowiedzią… - oświadczył zgodnie ze swoimi poglądami. Zaraz jednak kontynuował. - Lecz dobrze. Przyjmuję wyzwanie. Udowodnię, że jestem godzien pańskiej córki. Rozstrzygnijmy to jutro o świcie - zaproponował, wybierając tradycyjną porę toczenia tego typu pojedynków. Emanuel zgodził się skinieniem głowy.
        - Walczymy na broń białą, bez magii - zastrzegł.
        - Dobrze. Dzierżę dwa miecze - zastrzegł Dżari, a jego adwersarz nie miał co do tego żadnych zastrzeżeń. Ostatnią kwestią było uzgodnienie miejsca starcia, po czym ojciec Delii odszedł, zostawiając parę sam na sam. Laki odczekał chwilę, nim przytulił do siebie Delię w pocieszającym geście.
        - Będzie dobrze - zapewnił ją szeptem. - Nic nam się nie stanie… Najdroższa, Pan pobłogosławił nam na długo przed tym jak się spotkaliśmy, nie zawiodę cię, jeśli będę walczył w naszym wspólnym imieniu. Wszystko dobrze się skończy.
        Dżari zamierzał dotrzymać słowa. Był tak spokojny, że aż sam się sobie dziwił. Od dawna nie trzymał w rękach mieczy i możliwe było, iż zapomniał jak się walczy, a przeciwnik nie będzie mu pobłażać. Mimo to nie czuł strachu - to sama obecność Delii przy jego boku sprawiała, że czuł się silny i zamierzał zwyciężyć.
        - Chodźmy - odezwał się ciepło Laki, ujmując królową za dłoń i prowadząc ją dalej w stronę zamku.

        Po powrocie do pałacu Dżari był już spokojny, jakby nic nie zaszło. Chociaż nie, nie do końca. Widać było, że zaszły w nim zmiany - gdy szedł przy boku Delii była w jego ruchach godność, której nie dostrzegało się wcześniej. Jakby zrzucił z siebie za ciasną skórę, skorupę udręki.
        Z początku nie wtrącał się w rozmowy między anielicami. Słuchał z uśmiechem prośby Evangeline, gotów sam w razie czego służyć pomocą w nauce. Nim jednak zgłosił swoją chęć uczestnictwa w tym przedsięwzięciu, temat rozmowy szybko przeskoczył na Emanuela i rzucone przez niego wyzwanie. Dżari lekko skłonił głowę, jakby przepraszał za to, że sprawy przybrały tak niefortunny obrót, lecz jednocześnie nie tak pokornie, by uznać, że wstydzi się tego, co rodziło się między nim a Delią. Na potwierdzenie tego objął królową ramieniem w talii i spojrzał wymownie na Nevinę - wiedział, że ona zrozumie. Chciał tylko, aby tak się nie martwiła, bo obie wyglądały na przerażone….
        Nagły wybuch księżniczki sprawił, że Dżari skupił na niej całą swoją uwagę. Spojrzał na nią z troską i zaraz postąpił krok w jej stronę.
        - Księżniczko - zwrócił się do niej spokojnie. - Pojedynek to walka między dwiema osobami odbywająca się na ściśle określonych zasadach. Walczy się o różne rzeczy, głównie o honor, by udowodnić w walce, że miało się rację albo by udowodnić, że jest się czegoś godnym. Twojemu dziadkowi chodzi o tę ostatnią sytuację. Wyzwał mnie na pojedynek, bo widzi, że darzę twoją mamę uczuciem i chce bym udowodnił, że jestem jej wart. Tak rozwiązują sprawy wojownicy, a ja też kiedyś… byłem… wojownikiem - wyjaśnił, wahając się przy ostatnich słowach. - Twoja mama i babcia martwią się, bo twój dziadek to bardzo dobry wojownik i mógłby mi zrobić krzywdę, ale wierzę, że jest honorowy i obaj będziemy trzymać się zasad. Poza tym nie zamierzam przegrać, bo twoja mama jest dla mnie bardzo, bardzo ważna - dodał, spoglądając z czułością na Delię, po czym znowu obrócił wzrok na Evangeline. - Także nie musisz się martwić. Ani ty, ani twoja mama, ani twoja babcia. Nie zrobimy sobie krzywdy. A w razie czego potrafię uzdrawiać magią, więc wszystko mamy pod kontrolą - zapewnił ją na koniec, jakby naprawdę nie było czym się martwić. Chciał, by jego pewność udzieliła się całej trójce, bo czuł, po prostu czuł, że wszystko się ułoży.
        - Delio - zwrócił się do królowej. - Potrzebuję broni na jutro, mógłbym cię prosić o dwa miecze? I musiałbym dziś trochę poćwiczyć, nie trzymałem broni w rękach od… piętnastu lat - wyjaśnił z nerwowym śmiechem. - Potrzebowałbym chwili czasu, by sobie coś przypomnieć. Proszę, nie martwcie się, wszystko się ułoży - zwrócił się zarówno do królowej, jak i do jej matki. Z czułością objął ramieniem Delię i pocałował ją w czoło, po czym poszedł, by przygotować się na zbliżający się pojedynek.

        Farnir wieczorem przechodził na skróty przez plac treningowy używany przez pałacowych strażników. Choć wiedział, że o tej porze nie powinno w tym miejscu być nikogo, jemu zdarzyło się spotkać kogoś, na dodatek kogoś zupełnie obcego. Przystanął, by przyjrzeć się temu mężczyźnie. Blondyn w stroju giermka, choć chyba trochę na to za stary, dzierżący dwa miecze, które nie były typowe dla tego rejonu. Farnir miał w stosunku do niego jakieś bardzo mgliste podejrzenia, a nie chcąc snuć czczych domysłów, zdecydował się do niego podejść.
        - Może potrzebujecie panie partnera do walki? - zagaił, zbliżając się. Nieznajomy odwrócił się w jego stronę, opuszczając uzbrojone ręce. Skinął z wdzięcznością głową.
        - Nie śmiem odmówić - przytaknął. - Dziękuję, panie…
        - Farnir z Efros - przedstawił się młody rycerz odchodząc kawałek na bok, by znaleźć sobie broń do treningu.
        - Dżariel Laki - odpowiedział mu nieznajomy blondyn. Farnir na moment zamarł. Słyszał już tego dnia to nazwisko, na dodatek nawet dwa razy. Raz wspominała o nim siostra, opowiadając o spotkaniu w ogrodzie. Drugi raz o tym jegomościu wspominał mag Zoral, wyrażając swoje niezadowolenie z tego, że Laki ma zły wpływ na kobiety i nie potrafi się przy nich zachować. Te dwie informacje razem nie świadczyły wcale na korzyść Dżariela, lecz Farnir nie był z tych, co od razu rzucali się do gardła nieznajomym. Bez żadnego komentarza wziął ze stosu broni ćwiczebnej miecz i tarczę, które był w jego guście, i poszedł zmierzyć się z tym okrytym złą sławą jegomościem.

        - Czemu tak ci zależy? - zapytał Farnir po dłuższym sparingu, widząc ile dawał z siebie Dżariel.
        - Mam jutro rano pojedynek - wyjaśnił trochę kwaśno zapytany, ocierając rękawem pot z czoła. To była ciekawa informacja, którą rycerz zdecydował się drążyć.
        - To brzmi poważnie. Komu uchybiłeś?
        - Nikomu… Mam udowodnić, że jestem godny swojej ukochanej.
        - Cóż to za szczęściara, za którą chcesz przelewać krew?
        - Czy to istotne?
        - Mnie możesz powiedzieć. I tak dowiem się jutro - dodał, bo przecież jeśli dojdzie do walki nie będzie to już żadna tajemnica. To przekonało Dżariela.
        - Królowa Delia - oświadczył, a Farnir słysząc to imię aż zagwizdał z wrażenia. Laki pośpieszył z wyjaśnieniami. - To nie jest jednostronne. To po prostu przeznaczenie…
        - Jasne - mruknął rycerz, choć było widać, że nie wierzy w te słowa.
        - Przekonasz się, gdy jutro stanę do walki - oświadczył pewnym siebie tonem Dżariel i w jego głosie było coś takiego, że Farnir jednak zaczął się zastanawiać, czy nie była to prawda. Może jednak to Zoral mylił się w ocenie tego przybysza znikąd… ”Stary plotkarz…”, pomyślał z kpiną rycerz wracając do walki.

        Dżari wracał do swojej kwatery późnym wieczorem. Miał szczęście, że spotkał Farnira - dzięki niemu przypomniał sobie znacznie więcej, niż jakby okładał mieczami kukłę. Nadal nie była to pełnia jego umiejętności sprzed wydarzeń w Ostatnim Bastionie, lecz może to wystarczy, oczywiście poparte jego wielką motywacją…
        Jakby ściągnięty tymi myślami, gdzieś na drugim końcu korytarza pojawił się Emanuel. Dżari nawet nie przystanął, minął się ze swoim przyszłym oponentem nie spuszczając wzroku i nie wypowiadając słowa. Widział, jak ojciec Delii umyślnie stanął tak, by zagrodzić mu drogę prowadzącą do królewskich komnat, lecz to Lakiego nie zniechęciło - miał już zupełnie inny koncept. Poszedł więc przed siebie jakby nigdy nic, życząc tylko Emanuelowi spokojnej nocy. Wyszedł do ogrodów i skierował się jak po sznurku w miejsce, gdzie poprzedniej nocy udało mu się uchronić Delię przed upadkiem z dachu. Podniósł wzrok, szukając jednego konkretnego okna… Paliło się w nim światło. Dżari poczuł, jak ten widok wprawia w ruch jego serce, które zaczęło trzepotać niczym gołąb w klatce, który pragnie się uwolnić i wzlecieć w przestworza. Skoro nie mógł zobaczyć się zobaczyć tego wieczoru z Delią, a obiecał jej kołysankę…

”Zapalę jeszcze jedną świecę
Nim zmorzy mnie sen
Widziałem cię, gdy tańczyłaś w deszczu
Z aniołami u boku
A ja czekam…

Powiedz tylko słowo, a tej nocy będę przy tobie
Szeptem wymawiam swą modlitwę
I w głębi serca wiem,
Jeszcze tylko ta ostatnia łaska z Niebios
I podążę z tobą w krainę twych snów…”


        Głos śpiewający pod oknem Delii był znajomy - słyszała jego pieśń poprzedniej nocy i tego dnia również miała z nim do czynienia, lecz tego dnia nie śpiewał, a mówił, szeptał, ciepłym tonem zapewniał o tym, że wszystko będzie dobrze. Dżariel. Gdyby królowa wyjrzała przez okno dojrzałaby go, jak stał na trawniku pod wieżą i wpatrzony w jej okno śpiewał swe miłosne wyznania. Jego pieśń nie była ckliwą balladą, którą wybrałby pierwszy lepszy bard. Była w niej odrobina bólu, niepewności i nadziei, zapewnienie o oddaniu i pragnieniu, które nie miało w sobie nic z fizyczności. Była to pieśń o miłości czystej i głębokiej, takiej, dla której nie istniały żadne granice.

”Jeden pocałunek, jeden dotyk
Tylko jeden sen, którego się uchwycę
I gdy zamknę oczy
Widzę tylko twą twarz
Na zawsze ty i ja…”


        Dżari kończąc śpiewać miał łzy w oczach, nie wyrażały one jednak smutku, a to jak głęboko wczuł się w swoją pieśń. Była najszczerszym wyznaniem, na jakie mógł sobie teraz pozwolić. I nic to, że mógł go usłyszeć każdy - on śpiewał tylko dla niej, dla Delii, to w jej okna patrzył i to ją miał przed oczami przy każdym kolejnym słowie. Na tej jednej pieśni jednak nie poprzestał. Po niej nastąpiła kolejna i jeszcze jedna, wszystkie podobne do pierwszej, lecz na swój sposób wyjątkowe. Ostatnia była wyznaniem w języku niebian, czułym i delikatnym, które mogli zrozumieć już tylko nieliczni. Kto wie, może tylko on i ona…
        - Dobranoc, moja królowo - szepnął na koniec Dżari, cofając się na alejkę, by wrócić do swoich komnat. Jego serce było w tym momencie tak cudownie lekkie…

        Następnego dnia Dżariel obudził się grubo przed świtem. W skupieniu przygotował się na pojedynek z Emanuelem - związał ciasno włosy, włożył wygodne buty, przypasał miecz. Wyszedł ze swej komnaty i udał się prosto na plac, gdzie miała odbyć się walka. Tam czekali już prawie wszyscy. Dżari pozdrowił gestem stojące na uboczu anielice, nie chcąc do nich podchodzić, by się nie dekoncetrować i nie rozjuszyć swego przeciwnika, nie powstrzymał się jednak przed czułym uśmiechem posłanym pod adresem tej, dla której stawał w szranki.
        Chwilę później na placu pojawił się Farnir - wysłuchawszy historii Dżariego poprzedniego dnia postanowił przyjść, by sędziować tej walce. Jako pełnoprawny rycerz miał do tego prawo, tym bardziej, że aniołowie nie wyznaczyli nikogo do roli arbitra. Wbrew pozorom był bezstronny - nie znając całej historii miał mieszane uczucia co do Dżariela, nie darzył go ani sympatią ani antypatią i zamierzał pozwolić, by to los zdecydował komu wierzyć. Laki jakby wyczuwał intencje rycerza i był mu za to wdzięczny. Gdy ze strony Farnira padł sygnał do zajęcia pozycji i dobycia broni, on wykonał wszystkie komendy bez dyskusji, dobywając z sykiem mieczy i ustawiając się z nimi w sposób, który zdradzał zamiary rozpoczęcia starcia w defensywie. Jego spojrzenie nie wyrażało jednak uległości: był skupiony, zdeterminowany, lecz nie ogarnięty żądzą krwi. Pragnął wygranej jak niczego innego w tym momencie, lecz nie zamierzał przy tym krzywdzić ojca swojej ukochanej. Najbliższe chwile jednak pokażą, czy będzie to możliwe i który z nich wyjdzie z tego starcia zwycięski. Czy sama siła uczucia wystarczy, by wygrać to starcie...
Avatar użytkownika
Dżari
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
 
Nagrody: ObrazekObrazek
Inne Postacie: Sanaya, Jorge, Skowronek, Yastre, Tioyoa, Kinalali, Widugast, Ijumara, Nikolaus, Kaikomi, Rael, Mniszek, Mitra, Rianell, Sadik,
Rasa: Anioł światła
Aura: Postać anioła otacza srebrny mur. Widać w nim żelazne pęknięcia. Trudno stwierdzić czy może są one oznaką siły czy też słabości, lecz to właśnie z nich wydobywają się giętkie gałązki i łodygi w barwie barachitu. Utrzymują pęki głów kwiatów, do złudzenia przypominających róże oraz lilie, chociaż oba gatunki oblane są miedzianą powłoką. Strach jest je naruszyć w obawie, że za chwilę płatki rozsieją się wokół emanacji. Z serc roślin wydobywa się mgiełka gęstnąca przy każdym ruchu niebianina. W stanie spoczynku lśni jedynie ametystowym pyłkiem, lecz każda zmiana położenia jest w stanie całkowicie okryć wytworzony, majestatyczny obraz łagodności mleczną poświatą. Samo dno aury usypane jest cynowym piaskiem, z którego wydobywa się mocny zapach mirry, a łamie go balsamiczna woń lilii. Emanacja subtelnie lepi się do ust gorzkim smakiem, który kryje w sobie nutkę kwaśności. Na zewnątrz rozbrzmiewa śmiechem radosnych dzieci. Odnosi się wrażenie, że biegają wciąż po tych samych ścieżkach wokół muru. Ciepła w dotyku trzaska przyjaźnie płomieniami. Odbiorca od razu nabiera pewności iż nigdy się nie sparzy, dlatego też z wielką chęcią niejeden czytelnik pokusi się na dotyk. Gładka w odbiorze posiada jedynie ostre krawędzie szczelin, ale pozostaje przy tym twarda, nie do złamania. Obraz sielanki wzbudza jednakże niepokój. Zdaje się zbyt idealna, lśniąca i tylko ów złamania mogą wzbudzić pewne zastanowienie… że za murem… że za murem kryje się coś więcej.
Wygląd: Wędrowny znachor tylko na pierwszy rzut oka pasuje do swej profesji - nosi proste szaty, ma dużą torbę z lekami i nie można by go posądzić o bogactwo. Gdy jednak patrzy się na niego chociaż chwilę dłużej, dostrzega się, że nie jest to twarz biedaka, który tuła się przez całe życie. Jego oblicze jest niezwykle piękne, młodzieńcze, skóra gładka i lekko opalona na odcień ... (Więcej)

Postprzez Delia » Pn lip 16, 2018 10:54 pm

Opisem owieczek, choć miał się zająć Emanuel, to ostatecznie zrobiła to Nevina jako wielka miłośniczka zwierząt i opisała je w najdrobniejszych szczegółach, a nawet mniej więcej narysowała na ziemi. Tak się rozgadała, że nawet nie usłyszała rozmowy Valaka z Evcią. Emanuel natomiast był teraz zajęty czym innym - opiekunek księżniczki. Dopiero po chwili matka Delii spostrzegła czarne chmury i poważnie ją one zmartwiły. Uśmiechnęła się lekko do młodej - przynajmniej ona była spokojna.

- Valak po prostu więcej wie, ale za jakiś czas pewnie ty będziesz go zaskakiwać swoją wiedzą, bez obrazy drogi Valaku. – Pogłaskała szczurka po policzku i słuchała gryzoniowatej opowieści. Przynajmniej odciągało ją to od zmartwień, ale jego słowa przyniosły kolejne niepokoje. Westchnęła w myślach i wiedziała, że będzie musiała przekazać to swojej córce.

Tymczasem gdzie indziej rodziły się inne kłopoty i troski. Jednakże głos Lakiego, jego zapewnienia, że będzie dobrze przyjemnie koił nerwy władczyni, choć jej serce nadal biło jak szalone. Chwycił jej dłoń - niebianka zadrżała. Tego wszystkiego było tak dużo.
Wtem młoda babcia zobaczyła ją i Dżariego, jak wracali z plaży. Nev chciała odetchnąć, ale nie pozwalały jej na to wyrazy ich twarzy. Delia z trudem wysłuchała pytania swojej adoptowanej córeczki.

- Nie wiem skarbie, musiałybyśmy obie coś pokombinować nad tym. – Uśmiechnęła się słabo, oczywiście sprawa pyłu była intrygująca i naprawdę chciałaby pomóc młodej, ale teraz to pojedynek zaprzątała całą jej głowę. Kolejnego pytania złociutkiej nawet nie usłyszała, dobrze, że szybko nastała na nie odpowiedź. Usłyszała za to dokładnie słowa papugoszczura – Valak… - rzuciła mu groźne spojrzenie, a tuż za gryzoniem wylądował Piorun, który palnął go dziobem po głowie ostrzegawczo.

Nagle Dżari objął anielicę. Spojrzała na niego z lekkim uśmiechem, a Nevina westchnęła, przez chwilę przypominając sobie, jak to ona kiedyś z Emanuelem się poznali… Aż łezka wzruszenia spłynęła po jej policzku. Nic nie powiedziała, naprawdę cieszyło ją, że Delia znalazła bliską sobie duszę. I nawet nie musiała czekać na wnuki, cóż za wydarzenia w tak krótkim czasie!
Jednakże poza tym wszystko malowało się w tej chwili tak bardzo źle i stresująco, źle to wpłynęło na Evangeline. Dopiero, teraz gdy była praktycznie bliska płaczu, zatroskana królowa ją przytuliła, by trochę się uspokoiła. Nie była w stanie nic wytłumaczyć w tym momencie, bo emocje rodziły emocje, a Del nie chciała tego skomplikować, poprzestała więc na uścisku. Na szczęście z pomocą przyszedł Laki.
Tłumaczył ze spokojem, a gdy tylko wspomniał o tym, jak to Del jest dla niego ważna, zarumieniła się i odwzajemniła czułe spojrzenie. Jego spokój i opanowanie podobnie jak wcześniejszy strach również udzielił się anielicom i atmosfera się rozluźniła.

- Oczywiście, zajmę się tym osobiście – uśmiechnęła się. – Takich rzeczy raczej się nie zapomina... – Wtem Dżari dał jej całusa w czółko, to było takie urocze i kochane. – Wierzę w ciebie – powiedziała już niemal całkiem uspokojona.

I pomyśleć, że jeszcze kilka chwil wcześnie była tak bardzo szczęśliwa i zrelaksowana w objęciach Dżariego. Ich relacja stała się jaśniejsza i pewniejsza, wyznał jej prawdę o sobie, to było coś. Nigdy wcześniej w jej życiu nie było tak wiele emocji nawet podczas wojny! Kochała swojego ojca, ale nie spodziewała się po nim takiego zachowania. Nigdy wcześniej nie była w nikim zakochana, a teraz był nawet odpowiedni czas, aczkolwiek Emanuel nie potrafił tego najwyraźniej zaakceptować.

Później, gdy wszyscy się jakoś rozeszli, Emanuel zniknął nie wiadomo gdzie, ale na pewno poćwiczyć, podobnie zrobił Dżari, choć nie ulotnił się aż w takim stopniu. Nevina uparła się, by posiedzieć do późna z Evangeline i spędzić z nią jak najwięcej czasu przed powrotem do ich anielskiej rutyny. Natomiast Delia zadbała o broń i wszelkie szczegóły oraz myślała jak pomóc Lakiemu się przygotować.
Gdy porządnie się już ściemniło, ojciec królowej wrócił do zamku. Spotkał na swej drodze wybranka swojej córki. Nie była to zbyt mila konfrontacja, dość mdła. Emanuel nie mówił za wiele, nie musiał, wystarczyło jego spojrzenie, by widać było, że nie życzy Dżariemu dobrze na jutrzejszym pojedynku. Na szczęście nie doszło do niego zbyt wcześnie.

Tymczasem Del chodząc po swej komnacie dosłyszała głos Dżariela dobiegający z ogrodu. Od razu się uśmiechnęła i wyjrzała przez okno, posłała niebianinowi całusa. Przez dłuższą chwilę patrzyła, podpierając się łokciami o parapet, w myślach delikatnie wzdychając z zachwytu i miłości. W końcu zaczął łapać ją sen, więc również szepnęła do niego dobranoc, choć nie słyszała, jak on to mówił, to jednak tak jakby o tym wiedziała. Zasnęła z uśmiechem na ustach.

Rankiem wstała równie szybko. Przyodziała się w czerwoną suknię z delikatnymi ramiączkami, przyozdobioną w talii lśniącymi, drobnymi kamyczkami. U dołu spódnicy znajdowały się nieco większe diamenciki, jednak wciąż na tyle subtelne, by nie wyglądać przesadnie bogato. Włosy miała uczesane w kok oplątany warkoczem. Evangeline zaś dostała nowiutką sukienkę, tym razem bladoróżową i dość prostą. Rękawki nowej kreacji były króciutkie i lekko pofalowane. W talii widniała wiązana z tyłu srebrna, całkiem spora kokardka. Poza tym nie miała więcej ozdobników. Nevina natomiast wyglądała chyba najskromniej: prosta limonkowa suknia i złoty medalik na szyi.
Tymczasem na plac przyleciał Emanuel. Wylądował dość gwałtownie, aż musiał przykucnąć, bo z takim impetem znalazł się na ziemi. Po chwili wstał posyłając Lakiemu groźne spojrzenie. Schował skrzydła, by było sprawiedliwie. Przyjął nawet owego sędziego bez żadnych problemów.

Szybko zajęli pozycje, Emanuel wziął swój miecz do ręki i patrzył na Dżariego nieobecnym wzorkiem. Nic nie dało się z niego wyczytać. Anioł nastawił się na walkę, był niczym w transie, nie myślał teraz o niczym innym: musiał po prostu zrobić, co trzeba.
Zaczęła się walka, Dżari miał swoje dwa miecze, Em jeden, jednakże wcale nie wyglądał na zaniepokojonego. Ruszył na anioła z agresywnym krzykiem, a jego miecz świsnął tuż przed twarzą przeciwnika. Jak na starszego anioła miał w sobie dużo sił i z łatwością unikał ciosów, przestrzegał zasad, ale jego ataki były niebezpiecznie agresywne.
Delia obserwowała wszystko z uwagą i z wiarą w Dżariela. Jej ojciec coraz bardziej się rozkręcał - zamiast tracić siły, był z każdym kolejnym ciosem jakiś taki szybszy, kilka razy prawie mu się udało, ostrze było tak blisko rozcięcia skóry. Jakby to była dla niego jedynie rozgrzewka.
Wszędzie było słychać głównie uderzenia mieczy, żaden obserwujący nie śmiał wypowiedzieć choćby słowa. Nawet zwierzęta królowej usiadły gdzieś z tyłu na trawie i nie chciały przeszkadzać. Jakby cały świat skupił się na tym jednym pojedynku.
Avatar użytkownika
Delia
Błądzący po drugiej stronie
 
Inne Postacie: Esmeralda, Sechmet, Luna, Antar, Rozalie, Aurea, Delia, Mari, Nadeya, Nimfea, Anastasja, Sakura, Imelda, Xenja, Yrin, Zira,
Uwagi administracji: Użytkowniczka ma prawo posiadać w sumie 10 kont, z czego jeden slot, jest slotem dodatkowym, otrzymanym jako nagroda, za długie i sumienne wykonywanie pracy moderatora.
Rasa: Anielica Światła
Aura: Stosunkowo widoczna, żelazna powłoka lśni srebrnym blaskiem, a także zaskakuje barachitowym cieniem. Między nimi wyłania się miedziane pasmo, które trudno dojrzeć pod ametystową poświatą. Liczne głosy i śmiech dzieci nadają kojący, niemalże sielankowy krajobraz. Kusi bogatymi w słowa zmysłowymi szeptami, ale i one z czasem zagłuszane są szeptem kołyszących się liści. Niesie ze sobą delikatny zapach mirry i lilii, przez co często nikt nie spodziewa się ostrych i gładkich zarysów. Twarda emanacja, zupełnie jakby nie pasująca do całego opisu, potrafi uwieść zwiewną i lekką giętkością. W smaku przyjemnie gorzka, z nutą lepkiej kwaśności w sobie.
Wygląd: Delia jest wyjątkowo piękną kobietą. Posiada szczupłą, delikatną sylwetkę a na dodatek jest wysoka. Kolor skóry w miarę jasny. Na plecach widnieje para sporych, anielskich skrzydeł o śnieżnobiałych piórach. Przechodząc do jej twarzy można stwierdzić że ciężko się nie zachwycić. Sprawia wrażenie idealnej, mocno czerwone usta, brak jakichkolwiek skaz oraz te wyjątkowe oczy, ... (Więcej)

Postprzez Evangeline » So lip 21, 2018 12:00 am

        Barwne opisy puchatych owieczek, których wełna była miększa w dotyku od królewskiego łoża, zapewnienie, że z czasem wiedza młodej anielicy przewyższy tą, która skrywała się w czaszce papugoszczura, a nawet niezwykła historia Valaka - to wszystko, choć wcześniej pochłaniało w pełni uwagę Evangeline, obecnie było niczym dawne wspomnienie, skryte w głębinach umysłu niebianki, której głowę zaprzątała teraz sprawa o wiele bardziej niepokojąca, a zarazem znacznie trudniejsza do zrozumienia.

        Objęcie królowej, przepełnione matczyną miłością i troską, a także spokój, którym promieniował Dżari, pomogły w zaakceptowaniu tego, co mówił jej opiekun. Nie oznaczało to jednak, że w pełni zgadzała się z tym, co właśnie usłyszała. Może to dlatego, że za przykład miała jedynie walki bandytów? Jakby nie patrzeć, Laki wspomniał o zasadach i honorze, a także zdawał się naciskać mocno na fakt, że nic poważnego nie ma prawa się wydarzyć, jeśli pojedynek przebiegnie dobrze. Evangeline potrzebowała chwili, by w pełni przetrawić to wszystko, ale mimo tego kiwnęła głową, by dać znak zarówno swojej mamie, jak i opiekunowi, iż uspokoiła się po swoim nagłym wybuchu. Z tego wszystkiego aż uleciał jej uwadze fragment dotyczący uczucia, które to miało wiązać anioła z Delią.

- Miłego ćwiczenia…? - powiedziała w stronę Dżariego, gdy ten zaczął się oddalać - nie miała pewności, czy szykowanie się do czegoś, co budziło niepokój w jej niebiańskim serduszku, mogło być w jakikolwiek sposób miłe.

- Miłego, miłego, a najlepiej to wypróbuj ostrze na tym niedobrym ptaszysku! - krzyknął tuż po księżniczce Valak, który nadał masował sobie z pomocą tylnej nóżki obolałą głowę. Papugoszczur przynajmniej nie miał wątpliwości, kto jest jego arcywrogiem na chwilę obecną, bowiem co chwila posyłał Piorunowi dosyć… piorunujące spojrzenia.

- Valak! - Anielica po chwili zrozumiała, że to, co szczur mówi, nie było miłe. Gryzoń, nie chcąc zniżać się do poziomu intelektualnego księżniczki, zaprzestał dalszych słów, zamiast tego włażąc swojej młodej niby-właścicielce na ramię.

        Nevina, tak długo, jak księżniczka miała siły, próbowała kontynuować wcześniejszą naukę, lecz ta szła nieco gorzej niż wcześniej - młoda była zamyślona i nie trzeba było zdolności czytania w myślach, by wiedzieć, co zaprząta jej głowę, szczególnie że przez otaczającą ją mgłę przelatywały okazjonalnie kontury mieczy, o których to wspomniał Dżari, a na myśl o których Evangeline było aż słabo. Wiedziała jedynie, że są ciężkie i ostre, ale to wystarczało, by księżniczka poczuła ciarki na samą myśl o tym, co może zrobić taki miecz żywej istocie.

        W końcu było ciemno i późno, co oznaczało, że zmęczenie zaczynało coraz bardziej dawać się we znaki. Gdy tylko Nevina zauważyła, że złotowłosa zamiast słuchać walczy o to, by nie zamknąć oczu, zaprowadziła ją do jej komnaty, gdzie służki już czekały, by naszykować młodą do spania. Z pomocą babci, która nie pozwoliła się przegonić kobietom, dla których był to ich obowiązek, młoda księżniczka Arrantalis została w mgnieniu oka przeprowadzona przez wieczorny rytuał układania do snu. Valak zresztą, ze względu na bycie niejako zwierzątkiem Evangeline, także otrzymał nieco opieki - został ochlapany znienacka wodą, a następnie wytarty jedną z suchych ścierek. Po szybkim uklepaniu jego futra i piór, wściekły - choć ładniej pachnący - szczur został ułożony na poduszce Evangeline, co by mógł jej towarzyszyć podczas snu.

        Ona jednak - w przeciwieństwie do papugoszczura, który niemal natychmiast zaczął chrapać - nie mogła spać. Przewracała się, jednak nieważne, jak wygodną pozycję znalazła, to jednak za każdym razem, gdy zamykała oczy, wśród ciemności widziała błysk metalu, po którym następowało coś strasznego. Nie wiedziała jednak co - nigdy nie widziała miecza w akcji i nie chciała nawet próbować sobie wyobrażać tego czegoś.

        W tym tempie nie zdołałaby nawet zmrużyć oka pomimo narastającego zmęczenia. Na pomoc przyszedł jednak kojący głos, który dumnie i bez wstydu niósł ze sobą piękne pieśni. Dla Delii i Dżariego to były słowa miłości, jednak Evangeline znalazła w tym coś równie cennego - ukojenie. Słowo po słowie, błysk metalu przechodził w niepamięć, a straszna rzecz przypominała coraz bardziej nieistotną nocną marę niż coś, co może wydarzyć się następnego ranka. W ten sposób przybył do niej sen równie nagły, co miłość między dwoma niebianami.

        Poranek był rześki dla Evangeline. Śniły jej się owce o papuzich skrzydłach, którym przewodził Valak i wszystkie one śpiewały różne kołysanki, wśród których można było wyłapać coś o pocałunkach i aniołach. Nic więc dziwnego, że gdy służące pomagały jej się przyszykować, anielica była grzeczna jak nigdy dotąd. Mało tego, z szerokim uśmiechem przywitała nowy element swojej wciąż skromnej garderoby - ledwo ją przymierzyła, a już wpatrywała się w swoje odbicie w lustrze jak zaczarowana, zachwycając się tym, jak bardzo różni się ona od poprzedniej. Valak rzecz jasna towarzyszył jej przy tym wszystkim - głównie po to, by nie było jak ochlapać go wodą bez trafienia księżniczki, jego futro bowiem miał prawo czyścić on i tylko on, a wczorajsze naruszenie tej zasady było równoznaczne dla niego z obelgą, na którą nie zamierzał się narażać po raz drugi.

        Złota anielica niemal zapomniała o pojedynku, przynajmniej do czasu, aż ten miał się rozpocząć na jej oczach. Stała przy Delii w bezruchu już od momentu, gdy Emanuel i Laki ustawili się na swoich pozycjach. Bała się, co zobaczy, gdy pojedynek się rozpocznie. Nic więc dziwnego, że przy pierwszym uderzeniu miecza wydała z siebie pisk, jakby to na nią miało opaść ostrze. Zasłoniła oczy swoimi rękoma, ale niewiedza o tym, w jakim stanie są obydwa anioły, okazała się jeszcze gorsza od bycia świadkiem tego pojedynku, dlatego też przez szpary między palcami obserwowała kolejne ataki, kontrataki oraz parowania ciosów przeciwnika.

“Przestańcie. Nie lubię tego. Nie chce tego.”

        Księżniczka nigdy nie sądziła, że coś, co tak spokojnie opisał jej opiekun, w jej oczach będzie wyglądało tak strasznie. Owszem, było honorowo, było z zasadami, ale Evangeline nie wiedziała, co nakazuje honor, ani jakie są zasady, bała się więc, że zobaczy, jak komuś dzieje się bardzo duża krzywda. Owszem, Dżari obiecał, że nikomu nic się nie stanie, ale to mówił on. Emanuel ruszał się w sposób, który przypominał napady szału wśród bandytów. A te nigdy nie kończyły się dobrze.

- Niech oni przestaną. Dziadek wygląda na zezłoszczonego. Nie chce, by był zły na Dżariego - powiedziała szeptem do Delii, w międzyczasie sięgając swoją dłonią ku dłoni swej przybranej matki. Jej palce zacisnęły się niczym imadło na ręce królowej. Jakby tego było mało, mgła wokół Evangeline wyrywała się do przodu. Gdyby nie to, że nie mogła się ona oddalić od niej na jakąkolwiek znaczącą odległość, to walczący już dawno byliby spowici w drobinkach wzburzonych do szaleńczego ruchu przez emocje młodej niebianki.

        Evangeline czuła jednak, że jej prośba nie zostanie wysłuchana, jakby nie patrzeć ów pojedynek wydawał się bardzo ważny. Nic więc dziwnego, że zrobiła ostatnią rzecz, jaka przyszła jej do głowy, a która mogłaby przyśpieszyć nadejście końca tej brutalnej potyczki. Zebrała w sobie całą odwagę, jaką miała, by pomimo straszącego ją widowiska wydobyć z siebie na tyle donośny głos, by przebić się przez brzdęk mieczy do swojego opiekuna.

- Wygraj ten pojedynek jak najszybciej, proszę!
Avatar użytkownika
Evangeline
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Lullasy, Hyiaxinthe, Urzaklabina, Drim, Avarralie, Siyne, Violetine, Fonos, Krakenia, Toffee, Elion, Sargeras, Sugarro,
Rasa: Anioł Światła.
Aura: Wciąż jeszcze słaba emanacja posiada niewiele barw, za główny odcień obrała sobie barachitowy. Obsypana została lśniącym złotym pyłem omijającym jedynie cynkowe plamki. Poświata otula całość swym kojącym zmysły szmaragdowym światłem. Wydziela cudowną woń lilii połączoną z niezwykłym zapachem mirry. Powłoka raczej twarda gnie się łatwo, jednakże od czasu do czasu, nie wiadomo dlaczego sztywnieje. Nadrabia jednak ostrymi krańcami, niestety nawet wśród nich, występują tępe miejsca. Odwraca od tego uwagę aksamitnością, wśród której to i ówdzie można odnaleźć coś chropowatego. W smaku lepka, a posmak pozostawia po sobie przyjemnie łagodny.
Wygląd: Niemal uwodzicielska anielica, której ciało dojrzało szybko prawdopodobnie za sprawą anatomicznych różnic oraz potężnego daru w niej drzemiącej. Ma, dosłownie mówiąc, pozłacaną urodę, od której trudno oderwać wzrok.

Jest dosyć drobna, bowiem mierzy dwa kroki (ok. 150cm/1,5m) a waży - wraz ze skrzydłami - siedem kamieni (ok. 70kg). Ów skrzydła mają rozpiętość 6 ...
(Więcej)

Postprzez Dżari » So lip 21, 2018 5:53 pm

        Dżariel, zgodnie z przewidywaniami doświadczonych obserwatorów, rozpoczął pojedynek w defensywie. Trzymał dystans i gdy mógł, unikał krzyżowania ostrzy - ewidentnie na początek oszczędzał siły. Nie uciekał jednak tchórzliwie, gdy trzeba było potrafił kontratakować, ale właśnie - sam prawie nie atakował. To mogło podjudzić Emanuela, bo w końcu nie o to chodziło w pojedynku. Nie było to też jednak złamanie zasad, więc Farnir nie interweniował - jedynie obserwował i sam w myślach oceniał szanse obu oponentów. Mieli bardzo różny styl i to nie tylko ze względu na dzierżoną broń. Emanuel walczył jak typowy wojownik, cechowała go siła, szybkość i nieugiętość, z taką techniką mógł bez kłopotu wbić się w szeregi przeciwnika i siać wśród nich pogrom. Dżariel za to bardziej tańczył niż walczył - odznaczał się gracją i precyzją. Jego broń była lżejsza, przez co teoretycznie mniej groźna, ale to wszystko zależało od umiejętności szermierza, który ją dzierżył. A Laki, choć widać było, że miał ograniczony asortyment ruchów wynikający z lat zaniedbań, na pewno dobrze czuł się dzierżąc ostrza w obu rękach. Pytanie, jaki miał plan na to starcie i czy w ogóle jakiś miał…
        Wokół placu zaczęli zbierać się widzowie. Mimo wczesnej pory wiele osób było już na nogach - głównie oczywiście służba i straż, ale też pojedynczy urzędnicy czy dworzanie, którzy preferowali wstawanie skoro świt niż wylegiwanie się do późna. Zbierali się grupkami i szeptem wymieniali uwagi, strażnicy chyba nawet obstawiali zwycięzcę, choć nie wiedzieli kto i dlaczego walczy - nie każdy poznawał mężczyzn z najbliższego otoczenia królowej, dla nich byli to tylko wojownik w sile wieku i jakiś młodzieniec w liberii. Obecność Delii i malujące się na jej twarzy przejęcie dawały jednak do myślenia, tym chętniej więc śledzono przebieg walki. Tylko przypadek sprawił, że sympatia obserwatorów była po stronie Dżariela: miał na sobie pałacową liberię, uznany był więc za “swojego”. Przez większość czasu zdawało się zresztą, jakby bardzo chciał, lecz z trudem sobie radził, więc to również rodziło pewne współczucie i tym większą chęć kibicowania mu. Nikt jednak głośno nie zagrzewał żadnej ze stron do walki - wszyscy wyczuwali napiętą i pełną powagi atmosferę tego starcia i nie śmieli jej przerywać.
        Dżariel zaś już poprzedniego wieczoru wymyślił jak podejdzie do tego pojedynku. Podczas starć z Farnirem doszedł do jednego niepodważalnego wniosku: był za mało doświadczony, by zwyciężyć technicznie. Emanuel wyglądał jednak na znacznie starszego, przez co pewnie miał mniej siły - Dżariemu codzienne ćwiczenia zapewniała praca na roli, gdy nie miał żadnych medycznych zajęć. To pozwoliło aniołowi opracować strategię polegającą na tym, by na początku jak najbardziej oszczędzać siły i dać się wykazać ogarniętemu gniewem przeciwnikowi, by samemu wytrzymać do końca i wtedy zadać decydujący cios. To brzmiało prosto i skutecznie, lecz jak to zwykle bywa, plany rozmijały się z rzeczywistością. Emanuel był dobry. Ba, był wręcz świetny. I zdeterminowany. Więc choć Dżariel w starciu prezentował się pięknie, sprawniejsi obserwatorzy mogli spostrzec, że nie radził sobie najlepiej - kilkakrotnie dosłownie o włos uniknął ciosu. Miał jednak wsparcie, miał motywację, by walczyć - Delia stała tak niedaleko, czasami mógł nawet na nią przelotnie spojrzeć. Biedna, wyglądała na przejętą. Evangeline zresztą też - obie pewnie gdyby mogły, zabroniłyby im tej walki. Ba, Laki z radością by na to przystał, lecz co z tego, skoro Emanuel mógłby go udusić gołymi rękami? Musieli to rozstrzygnąć po męsku, nawet jeśli jednemu z nich nie było to w smak.
        W końcu starszy anioł zaczął tracić siły. Zwiastuny były subtelne - odrobinę zwolnił, jego ciosy nie były już tak precyzyjne, łatwiej je było sparować albo uniknąć. Dżari na próbę wykonał kontrę przy nadarzającej się okazji - poszło łatwiej niż się spodziewał, lecz jednocześnie Emanuel odczytał jego zamiary i wzmógł czujność. Był już jednak słaby, a Laki miał jeszcze trochę sił w rękach i zamierzał z tego zrobić użytek.
        "Teraz".
        W mgnieniu oka z defensywny przeszedł do ofensywy. Jego ciosy były szybkie i zróżnicowane, zaplanowane tak, by przeciwniki z jednym mieczem musiał się nieźle nagimnastykować, by sobie z tym poradzić. Obserwujący to Farnir lekko uniósł brwi, przeczuwając już, że plan Dżariela dojdzie do skutku - pytanie jednak jak skończy się ta walka. Dżariel zdawał sobie sprawę z tego, że to nie takie proste, że nie chodzi o byle jaką ranę. W głębi ducha traktował ten pojedynek nie tylko jako sprawdzian wyznaczony przez ojca swojej wybranki, ale też jako test jego charakteru - czy będzie potrafił zakończyć walkę tak, by nie zadać cierpienia sobie, przeciwnikowi, Delii. To o nią oboje walczyli - anielica, dla której mieli przelać krew. Cóż za ironia - przecież formalny zwycięzca nie będzie zasługiwał nawet na jej spojrzenie, bo zada cierpienie bliskiej jej osobie. Cóż więc począć.
        Pomysł zrodził się niejako sam - Dżari spostrzegł, że Emanuel minimalnie gorzej radził sobie z przyjmowaniem ciosów z prawej strony, jakby jego palce już nie trzymały tak pewnie miecza. Wykorzystał to. Zadał poprowadzone wysoko uderzenie, które łatwo było sparować - jego przeciwnik dokładnie to zrobił. Nim jednak rozdzielili się, Laki szybko dołączył drugi miecz, uderzając z drugiej strony i usztywniając pierwszą rękę - złączone ostrza zadziałały jak dźwignia, a zadany cios wyrwał Emanuelowi miecz z dłoni. Dżariel nie pozwolił mu się pozbierać. Przydepnął leżący na ziemi miecz i ostrzami swoich broni wycelował w szyję rozbrojonego mężczyzny przed sobą.
        - Dość! - krzyknął w tym momencie Farnir. - Koniec walki!
        To nie była pierwsza krew, nikt nie został ranny, walki jednak nie można było kontynuować bez naruszania zasad pojedynku na miecze. Dżariel osiągnął swoje - pokonał Emanuela bez zadawania mu ran. Pewny, że jego przeciwnik nie posunie się do nieczystych zagrań, odsunął się, schował miecze i ukłonił się przed pokonanym, po czym podniósł z ziemi miecz i z szacunkiem oddał go właścicielowi, rękojeścią w jego stronę. Gdy prostował się z ukłonu, jego wzrok od razu padł na Delię. Uśmiechnął się ciepło i nie czekając już aż podejdzie do nich Farnir, by ostatecznie ogłosić zwycięzcę, pobiegł w stronę królowej. Złapał ją w pasie i poderwał z ziemi, okręcił się kilka razy wokół własnej osi z nią w ramionach, zanosząc się radosnym śmiechem, a potem odstawił. Objął ją czule, opierając czoło o jej czoło. Był zgrzany i spocony, jego włosy miały zapach wiatru, a w oczach widać było iskry radości.
        - Wygrałem - szepnął. - Zrobiłem to dla ciebie. Dla nas. Nie pozwolę, by ktokolwiek stanął między nami… - wyznał, spoglądając jej w oczy. Po chwili na moment spojrzał w bok, na księżniczkę.
        - Dziękuję za wsparcie - zwrócił się do niej ciepło. Słyszał jej prośbę w trakcie walki i zawarte w nim emocje zagrzały go do walki i dodatkowo zmotywowały do zwycięstwa.
        Dżari nie słyszał szeptów za sobą, nie słyszał okrzyków i oklasków. Nie wiedział, że do południa już cały dwór będzie huczał o tym nieznajomym, który z miłości do królowej zmierzył się z aniołem. A nawet gdyby wiedział… Chyba miałby to gdzieś. Był pewien swego uczucia jak niczego innego i nie istniała już żadna przeszkoda, która mogłaby go powstrzymać przed uszczęśliwieniem Delii.
        - Dżarielu.
        Farnir razem z pokonanym aniołem podeszli do anielskiej pary. Rycerz skłonił się przed królową, lecz to do jej wybranka miał w tym momencie sprawę.
        - Oczywiście - zgodził się od razu Laki. Odczekał, aż Farnir donośnym głosem obwieści jego zwycięstwo i dopiero wtedy zwrócił się do Emanuela.
        - Nie jestem zwolennikiem walki, ale dla Delii jestem w stanie zrobić więcej niż to - oświadczył, w jego głosie słychać było jednak gorliwość i oddanie a nie pychę. Nie prowokował ojca swej ukochanej, a raczej zapewniał o swoim oddaniu. - Proszę, pozwól mi trwać przy swojej córce. Nie zawiodę żadnego z was.
Avatar użytkownika
Dżari
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
 
Nagrody: ObrazekObrazek
Inne Postacie: Sanaya, Jorge, Skowronek, Yastre, Tioyoa, Kinalali, Widugast, Ijumara, Nikolaus, Kaikomi, Rael, Mniszek, Mitra, Rianell, Sadik,
Rasa: Anioł światła
Aura: Postać anioła otacza srebrny mur. Widać w nim żelazne pęknięcia. Trudno stwierdzić czy może są one oznaką siły czy też słabości, lecz to właśnie z nich wydobywają się giętkie gałązki i łodygi w barwie barachitu. Utrzymują pęki głów kwiatów, do złudzenia przypominających róże oraz lilie, chociaż oba gatunki oblane są miedzianą powłoką. Strach jest je naruszyć w obawie, że za chwilę płatki rozsieją się wokół emanacji. Z serc roślin wydobywa się mgiełka gęstnąca przy każdym ruchu niebianina. W stanie spoczynku lśni jedynie ametystowym pyłkiem, lecz każda zmiana położenia jest w stanie całkowicie okryć wytworzony, majestatyczny obraz łagodności mleczną poświatą. Samo dno aury usypane jest cynowym piaskiem, z którego wydobywa się mocny zapach mirry, a łamie go balsamiczna woń lilii. Emanacja subtelnie lepi się do ust gorzkim smakiem, który kryje w sobie nutkę kwaśności. Na zewnątrz rozbrzmiewa śmiechem radosnych dzieci. Odnosi się wrażenie, że biegają wciąż po tych samych ścieżkach wokół muru. Ciepła w dotyku trzaska przyjaźnie płomieniami. Odbiorca od razu nabiera pewności iż nigdy się nie sparzy, dlatego też z wielką chęcią niejeden czytelnik pokusi się na dotyk. Gładka w odbiorze posiada jedynie ostre krawędzie szczelin, ale pozostaje przy tym twarda, nie do złamania. Obraz sielanki wzbudza jednakże niepokój. Zdaje się zbyt idealna, lśniąca i tylko ów złamania mogą wzbudzić pewne zastanowienie… że za murem… że za murem kryje się coś więcej.
Wygląd: Wędrowny znachor tylko na pierwszy rzut oka pasuje do swej profesji - nosi proste szaty, ma dużą torbę z lekami i nie można by go posądzić o bogactwo. Gdy jednak patrzy się na niego chociaż chwilę dłużej, dostrzega się, że nie jest to twarz biedaka, który tuła się przez całe życie. Jego oblicze jest niezwykle piękne, młodzieńcze, skóra gładka i lekko opalona na odcień ... (Więcej)

Postprzez Delia » Śr sie 01, 2018 11:46 pm

Delia stała spięta, obejmując ręką Evangeline i dodając jej otuchy, a także po części samej sobie. Pierwsze uderzenie miecza mocno odbiło się na młodej niebiance, wystraszyła się biedna.

- Spokojnie – szepnęła Delia i przytuliła ją mocniej. – Będzie dobrze – mówiła kojącym głosem. Choć także się denerwowała, ale trzymała nerwy na wodzy. Niestety to nie wystarczyło, by uspokoić złociutką. – Dziadek walczy, jest bardzo skupiony, dlatego może wyglądać groźnie, ale nie bój się, wie, że nie może skrzywdzić Dżariego. Niestety walka się nie skończy, póki nie będzie wygranego i przegranego.

Nagłe zawołanie Evci w stronę Lakiego bardzo wzruszyło królową. Cicho westchnęła, próbując się pozbierać, bowiem przez ten krótki moment została nieco wybita z równowagi i utrzymywania powagi. Nie pomagała też jej matka, która załamywała ręce i cicho modliła się do Pana, by żadnemu z mężczyzn nic się nie stało.
Del więc musiała po trochę uspokajać córeczkę i matkę, a na dodatek obserwować walkę. Była wdzięczna Dżarielowi, że nie szarżuje tak ostro na jej ojca i nie chce mu zrobić krzywdy, choć Emanuel atakował, jakby co najmniej chciał zadać cios śmiertelny. W momentach, gdy miecz anioła dzieliło od Lakiego naprawdę niewiele nawet Delia była bliska krzyku, powstrzymała go jednak i tylko zakrywała usta dłońmi.
Wtem walka zaczęła się toczyć nieco inaczej, teraz to Emanuel głównie się bronił, a Dżari zaczynał atakować. Del lekko się uśmiechnęła - wybrał dobrą technikę. Niestety niebianka nadal martwiła się o tę pierwszą krew: zadana rana przecież mogła być groźna, a nie chciała, by komukolwiek coś się stało.
Gdy miecz Emanuela został mu wyrwany, wszyscy obserwujący dosłownie zamarli, szczególnie ci najbardziej zainteresowani. Nawet sam anioł rzucił Lakiemu takie spojrzenie, które, choć wyglądało wrogo, miało w sobie coś z podziwu. Wszak ojciec królowej zwykle walczył z istotami piekielnymi stosującymi bardzo nieczyste zagrania, a teraz miał honorowego i jak się okazało godnego przeciwnika.
Walka została zakończona i nikt nie został ranny, ponadto wygrał Dżari, Del była przeszczęśliwa i zwyczajnie podbiegła do niego rzucając mu się na szyję i obdarowując romantycznym całusem.
Nevina otarła łezkę wzruszenia, po czym podeszła do swojego mocno zmachanego męża, który nie do końca miał ochotę na pocieszenia i takie tam. Schował swą broń i westchnął, widząc swoją córkę i swego przeciwnika razem, ale na razie nic nie mówił.

- Wiedziałam, że dasz radę – powiedziała również cichutko Del.

Po chwili podeszli do nich Farnir i Emanuel. Ojciec królowej wysłuchał, co ma do powiedzenia ukochany jego córki, po czym w końcu przemówił.

- Udowodniłeś swą wartość. Bądźcie więc razem szczęśliwi. I dbaj o moją córkę, a jeśli ją skrzywdzisz… Nie licz na ponowną wygraną – Spojrzał na niego śmiertelnie poważnie, po czym zwrócił się do córki. – Myślę, że nadszedł czas na nas. Trzymaj się, skarbie. – Uściskał ją i podszedł do Evangeline. Nie bardzo wiedział, co ma powiedzieć. – Evangeline… bądź grzeczna i ucz się pilnie. – Również ją przytulił, choć nieco sztywniej, ale jak to mówią: liczą się chęci.

Po tym pożegnaniu Emanuel rozłożył skrzydła i zaczekał aż Nevina wszystkich wyściska, a ona to nie poprzestała tylko na córce i wnuczce, na przytulaski załapał się Dżari, Valak, wszystkie zwierzaki królowej, a nawet Yro, na którego Emanuel spojrzał porozumiewawczo.

- Wybaczcie, że Emi tak szybko chce uciekać, ale on już tak ma, nie znosi przegranej, wstydzi się jej, to na swój sposób urocze, ale no… - mówiła Nevina, powoli prostując i swoje skrzydła.

Po szybkich, ale pełnych miłości pożegnaniach rodzice Del polecieli do domu, znikając gdzieś wśród chmur. Anielica dopiero teraz spostrzegła, że trochę czasu zleciało, słońce wzniosło się całkiem wysoko, a temperatura wzrosła. Co szczególnie odczuły futrzaki, które rozpływały się, nawet leżąc w cieniu, między kwiatami. Pewnie za chwilę przyjdzie ogrodniczka i je pogoni.
Delia odetchnęła w końcu z ulgą: wizyta rodziców była miła choć stresująca. Teraz mogła się zająć swoimi sprawami i tak nagle powstającą, nową rodziną.
Wtem przybiegł jeden ze służących, trzymając tajemnicze podłużne zawiniątko z liścikiem.

- Wasza wysokość! Wasza wysokość! Natknąłem się na to na twym łożu w twej komnacie. – Podał jej rzeczony pakunek, kłaniając się nisko.
- Dziękuję. – Królowa przyjęła od niego zawiniątko i najpierw obejrzała dołączony do niego liścik. – „Na wszelki wypadek, sprawdź go jeszcze raz. Tata” – przeczytała na głos i rozwinęła pakunek, a tam był… miecz. Z wyrzeźbionym księżycem po jednej stronie jelca i słońcem po drugiej. Tego typu broń była typowa dla jej rodu. Królowa zachichotała. – Cały tata… No cóż, sprawdzenie zostawi się na później. – Puściła oczko Lakiemu. – A teraz, mój drogi, czas na uroczyste śniadanie dla zwycięzcy. – Chwyciła go nieco nieśmiało za rękę.
Avatar użytkownika
Delia
Błądzący po drugiej stronie
 
Inne Postacie: Esmeralda, Sechmet, Luna, Antar, Rozalie, Aurea, Delia, Mari, Nadeya, Nimfea, Anastasja, Sakura, Imelda, Xenja, Yrin, Zira,
Uwagi administracji: Użytkowniczka ma prawo posiadać w sumie 10 kont, z czego jeden slot, jest slotem dodatkowym, otrzymanym jako nagroda, za długie i sumienne wykonywanie pracy moderatora.
Rasa: Anielica Światła
Aura: Stosunkowo widoczna, żelazna powłoka lśni srebrnym blaskiem, a także zaskakuje barachitowym cieniem. Między nimi wyłania się miedziane pasmo, które trudno dojrzeć pod ametystową poświatą. Liczne głosy i śmiech dzieci nadają kojący, niemalże sielankowy krajobraz. Kusi bogatymi w słowa zmysłowymi szeptami, ale i one z czasem zagłuszane są szeptem kołyszących się liści. Niesie ze sobą delikatny zapach mirry i lilii, przez co często nikt nie spodziewa się ostrych i gładkich zarysów. Twarda emanacja, zupełnie jakby nie pasująca do całego opisu, potrafi uwieść zwiewną i lekką giętkością. W smaku przyjemnie gorzka, z nutą lepkiej kwaśności w sobie.
Wygląd: Delia jest wyjątkowo piękną kobietą. Posiada szczupłą, delikatną sylwetkę a na dodatek jest wysoka. Kolor skóry w miarę jasny. Na plecach widnieje para sporych, anielskich skrzydeł o śnieżnobiałych piórach. Przechodząc do jej twarzy można stwierdzić że ciężko się nie zachwycić. Sprawia wrażenie idealnej, mocno czerwone usta, brak jakichkolwiek skaz oraz te wyjątkowe oczy, ... (Więcej)

Postprzez Evangeline » Śr sie 08, 2018 9:53 pm

        Emocje rozpierały wszystkich, którzy mieli szansę obejrzeć pojedynek, jego zakończenie oraz skutki rozbrzmiewające w słowach obecnych na placu niebian. Niczym fale na wodzie, rozchodziły się one we wszystkie strony, a po zetknięciu z innymi następowało ich wzmocnienie bądź całkowite zaniknięcie. I choć reakcja obserwującego tłumu była różnoraka i czasami ciężka do zinterpretowania przez osoby postronne, to przynajmniej jedna twarz, należąca do pewnej młodej niebianki, promieniowała niemal wyłącznie jednym uczuciem - ulgą.

        Gdy świat obserwowała zza krat, za którymi to jej jedynym celem było istnienie w celu ciągłego wytwarzania złotego pyłu dla chciwców, życie było o wiele prostsze. Rzadko kiedy coś zaskakiwało młodą Evangeline, a jeszcze rzadziej zdarzały się sytuacje, podczas których emocje kotłowały się w młodocianym sercu niczym wzburzone burzowymi wiatrami wody oceanu. Nie wspominając o tym, że nie było tam nikogo, z kim łączyłaby ją choćby namiastka więzi, jaką zbudowała ze swoją przybraną matką Delią czy opiekunem Dżarim.

        Teraz, gdy była w tym świecie przepełnionym pozytywnymi emocjami, miłością i ciepłem innych, złotowłosa była bezbronna przeciwko strachowi, dla którego jej niedoświadczone serce było wyśmienitą ofiarą. Z tego to powodu przeżywała ona tak mocno pojedynek, co również wyjaśniało, czemu zakończenie tego wydarzenia przyniosło jej tak bezcenne ukojenie - nie tylko nie musiała już się martwić o ewentualną cudzą krzywdę, ale także udzielały jej się emocje, które to malowały się dumnie na licach królowej i opiekuna.

- Cieszę się, że pomogłam - rzekła z uśmiechem w stronę Lakiego, gdy tylko ten podziękował za okrzyk młodej, który przeszył powietrze podczas pojedynku. Uśmiech jednak zmalał na chwilę, gdy anielica zaczęła tłumaczyć swoje zachowanie. - Za każdym razem, gdy ktoś z was podnosił broń… Czułam się, jakbym stała na miejscu tego, na kogo miał spaść miecz. Bałam się. Dlatego chciałam, by to trwało jak najkrócej. Czy… czy to źle, że tak się czuje? Bo gdy na ciebie patrzyłam, nic takiego nie widziałam. Czy jak urosnę, to będę jak ty i przestanę się bać? - mówiła niebianka, całkiem nieświadoma tego, że nie tylko ją przeszywały te emocje we wcześniejszych chwilach. W tych momentach, gdy zwracała część uwagi na Delię, władczyni Arrantalis nie dawała po sobie poznać, że się zamartwia. Babcia zaś, choć była niedaleko i gorliwie okazywała swoje reakcje na walkę, to jednak była w tamtym momencie poza obserwacją złotej anielicy.

        Przez pewien czas nie mogła dostać odpowiedzi - inne osoby zwróciły na siebie uwagę jej opiekuna. Nie chcąc się wtrącać, księżniczka jedynie stała obok i słuchała. Za każdym razem, gdy zmieniało się to, kto przemawiał w danym momencie, Evcia obracała głowę w daną stronę. Nie tylko głowę zresztą, bo otaczająca ją złota mgiełka także zdawała się obracać to w jedną, to w drugą stronę, naśladując poczynania anielskiej główki. Valak, który przebywając na ramieniu anielicy, przespał większość pojedynku - był w końcu wrednym papugoszczurem, a obserwowanie przebiegu walki byłoby równoznaczne z okazaniem szacunku dla walczących - zbudził się aż od tego ruchu i z braku zajęcia robił dokładnie to samo, co młoda, posyłając swoje spojrzenie na coraz to kolejne przemawiające osoby.

- Na pewno będę grzeczna i pilna w nauce, w końcu opiekuje się mną Dżari i mama! - zapewniła dziadka, odpowiadając na jego uścisk swoim uściskiem, do którego włożyła tyle sił, ile jej młode, delikatne rączki mogły wykrzesać.

        Gdy każdy, kto tylko był w zasięgu rąk Neviny, został wyściskany, a sama Nevina ogłosiła, że czas na nią i na jej męża by opuścili królestwo swej córki, Evangeline nie czekała długo z pożegnalnym machaniem w stronę babci i dziadka, którzy to z pomocą kolejnych machnięć skrzydeł ulecieli ku nieboskłonowi. Evangeline zdawała się pełna energii i zapału na cały dzisiejszy dzień, czego zresztą nie ukrywała, aż nie mogła ustać w miejscu. Przynajmniej tak było do czasu, aż Delia nie odpakowała swojego prezentu-niespodzianki... miecza.

- Nie będziesz z nikim walczyć mamo... Prawda?! - To było pierwsze, co przyszło Evangeline do głowy. Nic dziwnego, pojedynek Dżariego miał na nią wielki wpływ, a i odbył się ledwie kilka chwil temu. - Jak tak to ja… To ja… Będę zmartwiona, i to mocno! - zagroziła poważnie swojej przybranej matce.

        Chwilę milczała, z twarzą w pełni gotowości do rozpłakania się, gdyby okazało się, że Delia faktycznie zamierza użyć miecza do czegoś tak strasznego dla Evangeline. Oczywiście nie trwała tak wiecznie, bowiem Delia wspomniała sekundę temu o śniadaniu, a to oznaczało, iż należy zadać jedno bardzo ważne i niecierpiące zwłoki, a zarazem niewinne niczym nieudeptana łąka, pytanie.

- A czy będę mogła jeść śniadanie podczas siedzenia na kolanach Dżariego? - spytała, chcąc ukoić resztki niespokojnych myśli będąc blisko Lakiego. Oczywiście Delia też by się do tego nadała, ale ona miała mniejsze nogi, więc nie było gwarancji, że utrzymają one ciężar złotowłosej. A przynajmniej tak rozumowała niewinna Evangeline.
Avatar użytkownika
Evangeline
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Lullasy, Hyiaxinthe, Urzaklabina, Drim, Avarralie, Siyne, Violetine, Fonos, Krakenia, Toffee, Elion, Sargeras, Sugarro,
Rasa: Anioł Światła.
Aura: Wciąż jeszcze słaba emanacja posiada niewiele barw, za główny odcień obrała sobie barachitowy. Obsypana została lśniącym złotym pyłem omijającym jedynie cynkowe plamki. Poświata otula całość swym kojącym zmysły szmaragdowym światłem. Wydziela cudowną woń lilii połączoną z niezwykłym zapachem mirry. Powłoka raczej twarda gnie się łatwo, jednakże od czasu do czasu, nie wiadomo dlaczego sztywnieje. Nadrabia jednak ostrymi krańcami, niestety nawet wśród nich, występują tępe miejsca. Odwraca od tego uwagę aksamitnością, wśród której to i ówdzie można odnaleźć coś chropowatego. W smaku lepka, a posmak pozostawia po sobie przyjemnie łagodny.
Wygląd: Niemal uwodzicielska anielica, której ciało dojrzało szybko prawdopodobnie za sprawą anatomicznych różnic oraz potężnego daru w niej drzemiącej. Ma, dosłownie mówiąc, pozłacaną urodę, od której trudno oderwać wzrok.

Jest dosyć drobna, bowiem mierzy dwa kroki (ok. 150cm/1,5m) a waży - wraz ze skrzydłami - siedem kamieni (ok. 70kg). Ów skrzydła mają rozpiętość 6 ...
(Więcej)

Postprzez Dżari » So sie 11, 2018 5:47 pm

        Dżariel był szczęśliwy. Gdyby ktoś o tej samej porze poprzedniego dnia zapytał go, czy jeszcze kiedyś sięgnie po broń, natychmiast by zaprzeczył. Był mordercą, niegodnym, miecz w jego rękach nie był już narzędziem Pana i nie służył dobru. Okazało się jednak, że wszystko jest możliwe, jeśli tylko ma się odpowiednią motywację. Dla niego tą motywacją była Delia i to niesamowite uczucie, które się między nimi rodziło, a które jeszcze nie zostało oficjalnie przez nich nazwane, choć chyba nie mieli złudzeń co do tego jak to się skończy. To ona, jego królowa, sprawiła, że był w stanie sobie wybaczyć, że nareszcie wstał z kolan i poczuł, że może żyć dalej, że ma prawo budować swoje szczęście. Zachował przy tym umiar i nadal pamiętał, że jest dzieckiem Niebios, dlatego też nie zabił ani nie zranił Emanuela. Nareszcie… Nareszcie znów był sobą.
        Gdyby widział go w tym momencie ktoś znajomy - na przykład jego siostra, rodzice - dostrzegłby momentalnie jaką zmianę przeszedł przez te ostatnie dni. Znowu się wyprostował, odzyskał godność, w jego spojrzeniu pojawił się dawny blask. Matka - kobieta bardzo wrażliwa - z pewnością uroniłaby łezkę szczęścia widząc swojego syna w tej chwili. Na usłyszenie dobrych wieści mieli jednak jeszcze poczekać, bo to nie był koniec… A Laki jeszcze nie był u kresu swej przemiany.

        Dżari po ogłoszeniu werdyktu sięgnął do klamry spinającej pas z mieczami, lecz Farnir natychmiast powstrzymał go gestem.
        - Zostaw je - oświadczył. - Pokazałeś wszystkim, że jesteś wojownikiem. Teraz musisz iść o krok dalej: broń swojej królowej i jej córki.
        Farnir wiedział co mówi. Nie był biegły w intrygach dworskich, nie interesowało go to, znał się jednak całkiem nieźle na powinnościach rycerza i uważał, że była to droga, którą powinien podążać wybranek królowej, skoro już pokazał, że nie jest byle chłopakiem ze wsi. Kim jednak był… Tego nie wiedział nikt, nawet sama Delia nie znała jeszcze całej prawdy. Miała to być wkrótce podstawa do kiełkowania coraz to nowych, bardziej wymyślnych plotek, ale to już nie była sprawa Farnira - on swoje zrobił i w politykę nie zamierzał się już mieszać. W duchu jednak musiał przyznać, że było w tym chłopaku znikąd coś, co przyciągało, zamierzał więc opowiedzieć się za nim w razie takiej konieczności. Na razie jednak nie mówił tego na głos - pożegnał się i odszedł, pozostawiając rodzinę królewską w jej własnym gronie.

        - Nie, Evangeline, to nie jest nic złego - zapewnił księżniczkę, gdy ta zwierzyła się z emocji, jakie targały nią podczas pojedynku. - Jesteś po prostu bardzo wrażliwa… I pewnie bandyci nie dali ci dobrych wzorców, byś mogła wyrobić sobie dobre zdanie na temat walki. Wiedz jednak, że walka nie zawsze jest drogą do czegoś złego, to wszystko kwestia tego, co walczący mają w sercu. Żyjąc na dworze z pewnością będziesz uczestniczyła w turniejach, gdzie rycerze będą stawali ze sobą w szranki, zobaczysz wtedy, że nikt w tych walkach nie cierpi, to jedynie sposób na pokazanie własnych umiejętności. Przeciwnicy są chronieni przez pancerze i zasady, jakimi rządzi się walka na turnieju, poza tym ich celem nie jest zabicie ani zranienie przeciwnika, bo przecież to ktoś, z kim być może przyjaźnią się poza areną… Jeśli więc osoba o czystym sercu wznosi miecz do ciosu, bardzo mało prawdopodobne jest, by miała złe intencje i to skończyło się źle. Nie musisz się więc obawiać.
        Dżariel nie był do końca pewny, czy rozwiał wątpliwości księżniczki - tak naprawdę wszystko opierało się na dobrze ukształtowanej moralności i wzorcach, a tych Evangeline praktycznie nie posiadała. Musiałby zacząć od podstaw tłumaczyć jej różnice między dobrem a złem, a teraz nie było na to czasu… Może jednak powinien go wkrótce znaleźć, by młodej anielicy łatwiej było poruszać się w świecie i również by samemu mieć lżej, bo nadal czuł się za nią odpowiedzialny i wolał uniknąć większych gaf.

        Gdy nadszedł czas pożegnań, Dżari nieco się wycofał - nadal nie stanowił części tej rodziny, więc wolał ustąpić, by najbliżsi mieli dla siebie odpowiednią przestrzeń. To nie uchroniło go jednak od wylewnych pożegnań ze strony Neviny. Nie spodziewając się uścisków od niej, Laki z początku chciał się ukłonić, lecz wtedy ona wykorzystała sytuację i objęła go za szyję - przepadło. Anioł jednak bez oporów otoczył ją ramionami, uśmiechając się z pewnym zażenowaniem.
        Z Emanuelem zaś pożegnał się faktycznym ukłonem, nie chcąc mu się narzucać nawet podaniem dłoni, bo najwyraźniej ojciec Delii nadal go nie tolerował. Cóż, trudno. Może z czasem przyjdzie mu zmienić zdanie… A może i nie. Laki jednak nie miał do niego żadnych pretensji i jedynie zamierzał szanować jego przestrzeń.
        - Do zobaczenia, pogodnego nieba - pożegnał się z parą aniołów, gdy ci wzbijali się do lotu. Został już tylko z Delią i Evangeline… I powoli rozchodzącym się tłumem gapiów, wśród których wiele osób nadal spoglądało na nich z zainteresowaniem, czekając czy może dowiedzą się jeszcze czegoś ciekawe na temat niedawnej walki i obu mężczyzn, którzy skrzyżowali z sobą miecze ewidentnie mierząc się w imię jakiś racji, a nie tylko dla treningu. Nic takiego jednak się nie wydarzyło, więc każdy z ociąganiem wracał do swoich spraw.
        Zmierzającego pod prąd chłopaka Dżariel dojrzał dość szybko - z zainteresowaniem śledził jego ruchy, bo nie miał pojęcia co też mógł on nieść ze sobą. Dowiedział się wkrótce - miecz. Prezent od ojca Delii dla niej. O jakże subtelnie. To jednak Dżariemu nie przeszkadzało, jedynie może trochę go bawiło.
        - Z niecierpliwością na to czekam - odpowiedział królowej niskim głosem, gdy ta zapewniła, że miecz zamierza wypróbować. Podobała mu się wizja pojedynku z nią, była na swój sposób podniecająca. Byle nie mieli przy tym widowni i mogli swobodnie poznać się nawzajem poprzez walkę, nie zważając na konwenanse…
        - Nie obawiaj się Evangeline, nie zrobimy sobie krzywdy z twoją mamą - zapewnił księżniczkę, która zaraz zrobiła się nerwowa słysząc o walce. Poczuł ulgę, gdy Delia szybko zmieniła temat i zaczęła mówić o śniadaniu, uśmiechnął się nawet nieśmiało do niej, mocno ściskając jej palce, którymi tak nieśmiało objęła jego dłoń… Wtedy jednak złotowłosa anielica po raz kolejny zadała pytanie, którego nie można było przewidzieć.
        - Nie, wykluczone - odpowiedział jej bez zastanowienia, ale zachowując spokojny ton. - Przy stole każdy siedzi na swoim krześle, księżniczko, na kolanach można trzymać tylko małe dzieci, które nie potrafią jeść same i mamy muszą je karmić… A ty chyba taka malutka nie jesteś - dodał, tym lekkim przytykiem chcąc załagodzić swoją naganę.
        - Księżniczko, po śniadaniu pozwolisz, że zajmę się twoją nauką - podjął zaraz, zerkając jednak na Delię i oczekując jej przyzwolenia. - Z pewnością będziesz jeszcze miała odpowiednich nauczycieli, jeśli chodzi o wykształcenie i etykietę, lecz chciałbym ci wyjaśnić kilka kwestii…

        W trakcie śniadania nikt nie pytał czy należy postawić dodatkowe nakrycie dla opiekuna księżniczki - wszyscy wiedzieli już, że jest on bliżej z rodziną królewską niż do tej pory przypuszczano i w takich sytuacjach należy go uwzględniać. Część służby patrzyła przez to na niego nieco nieprzychylnie - wszak był niby im równy, a się wywyższał - inni zaś spoglądali nań z zainteresowaniem. Plotkowano, jak na każdym dworze. A to jakie zainteresowanie wzbudził wśród dam dworu poprzedniego dnia wcale mu nie pomagało - tamte trzy dziewczyny już swoje rozpowiedziały wśród dworzan, podkreślając za każdym razem, że nie jest to wysoko urodzony młodzieniec a jakiś zwykły wieśniak. Część osób pamiętało go z incydentu w wiosce i kojarzyło jako medyka, inni zaś poznawszy go dopiero na pojedynku przypięli mu łatkę najemnika, tworzyło się więc wiele wersji tej samej historii i jak zawsze nikt nie kłopotał się, by cokolwiek weryfikować u źródła.
        Dżariel był tego wszystkiego świadomy jedynie częściowo. Wiedział, że musi zachowywać się przyzwoicie ze względu na status Delii, lecz jednocześnie był tak szczęśliwy mogąc spędzać z nią czas. Tak jak teraz - widać było, że cieszyło go nawet wspólne spożywanie posiłków.
        - Miałem szczęście, że spotkałem wczoraj Farnira - wyznał anioł, gdy już cała trójka spokojnie siedziała przy stole. - Nie dzierżyłem miecza przez tyle lat, że zupełnie nie potrafiłem się przełamać, gdy ćwiczyłem z kukłą. Ćwiczenia z żywym partnerem to jednak coś zupełnie innego, zmuszają do szybszego reagowania i zawierzenia instynktowi - zauważył. - Przyznam jednak szczerze, że nadal nie czerpię przyjemności z walki… Ech, jednak miło było, gdy nie musiałem sięgać po miecz. Ten pojedynek był wymagający, bardzo chciałem wygrać, dla ciebie, lecz gdybym zranił twojego ojca… Chyba ani ja sobie, ani ty mnie byś nie wybaczyła - zauważył z krzywym uśmiechem.

        Jeszcze przed południem, gdy królowa była zajęta różnymi spotkaniami związanymi z rządzeniem Arrantalis, wizytę złożyła jej niewielka grupa dyplomatów. Sprawa dotyczyła porannego pojedynku.
        - Wasza wysokość, proszę wybaczy tę niezapowiedzianą wizytę, lecz dotarły do nas dość zaskakujące plotki - zagaił ich przedstawiciel tonem uprzejmym, ale dość stanowczym. - Cały dwór huczy o jakimś młodzieńcu, który ponoć walczył w imieniu waszej wysokości… W imię uczuć, jakie waszą wysokość darzy - doprecyzował dworzanin z odrobinę kwaśną miną. - Oczywiście rozumiemy, że niejeden jeszcze młodzieniec będzie starał się o względy królowej, lecz ponoć ten pojedynek odbył się za waszym pozwoleniem, miłościwa pani… Nikt nie kwestionuje decyzji waszej wysokości, lecz proszę wziąć też pod uwagę, że… cóż, jesteście pani królową i to w czyim towarzystwie się waszą wysokość widuje nie jest bez znaczenia. A tymczasem ten chłopak jest ponoć zwykłym wieśniakiem, potwierdza to już kilka niezależnych źródeł. To odrobinę niestosowne… Oczywiście jeśli chcecie pani się z nim zadawać, jest wiele opcji by aranżować odpowiednio dyskretne sytuacje, lecz wszystkim nam zależy na tym, by jednak w miarę możliwości uniknąć skandalu.
        Dyplomata zamilkł, bo zdawało się, że przesłanie jego monologu było dość jasne: ze względu na przepaść w pochodzeniu Delii i Dżariela nie powinni się oni spotykać, przynajmniej nie oficjalnie, a z zachowaniem jak największych środków ostrożności i dyskrecji, bo przecież każdy królewski romans niósł ze sobą konsekwencje dla całego kraju… A taki, który kłócił się z konwenansami, nie mógł nieść ze sobą nic dobrego.

        Tymczasem Dżari zgodnie ze swoją obietnicą po śniadaniu zajął się edukacją Evangeline. Zabrał ją do ogrodu, by nie gnieździć się w czterech ścianach i za cel wziął sobie wyjaśnienie jej zasad funkcjonowania w normalnym społeczeństwie.
        - Księżniczko, w pierwszej kolejności chciałbym, byś zrozumiała, że wiele osób patrząc na ciebie widzi już dorosłą kobietę, choć może brakuje ci jeszcze kilku lat do dorosłości - zaczął, starając się pilnować, by anielica cały czas go słuchała. - To, wraz z twoją pozycją na dworze, tworzy pewne zasady, których powinnaś przestrzegać. Jedną z nich jest poszanowanie przestrzeni osobistej. Widzisz, nie jest dobrze widziane, by kogoś dotykać bez powodu czy nawet mu to proponować. Zwłaszcza, jeśli sprawa dotyczy ciebie i jakiegoś mężczyzny - podkreślił. - W trakcie normalnego, kulturalnego spotkania, praktycznie nie zachodzi potrzeba, by kogoś obcego dotykać. Witając się, obie osoby się sobie kłaniają, a w trakcie rozmowy zachowują dystans. Nie wolno siadać nikomu na kolanach, to nie podlega dyskusji, jak powiedziałem, na to mogą sobie pozwolić jedynie małe dzieci - powtórzył z naciskiem, bo księżniczka od samego początku nieustannie próbowała mu się wprosić na kolana, więc najwyraźniej pierwsza odmowa była nie dość dobitna. - Z przytulaniem się również należy zachować umiar. Możesz, księżniczko, przytulić swoją mamę, lecz w przypadku obcych, ale również mnie czy Yra, jest to niestosowne i taka osoba może poczuć się nieswojo. Proszę zrozumieć, kontakt fizyczny wskazuje na pewną szczególną więź między poszczególnymi osobami. Zakochani, mąż z żoną, czy rodzice z dziećmi, mają większe przyzwolenie na naruszanie swojej przestrzeni, lecz i to trzeba robić z umiarem, bo inni mogą czuć się zawstydzeni patrząc na coś takiego. Ja jestem dla ciebie księżniczko obcą osobą w oczach tłumu, jedynie twoim opiekunem, więc prawie w ogóle nie powinniśmy się dotykać. Mogę podać ci rękę, by ułatwić ci wyjście z powozu, mogę zaoferować ramię, by wygodniej się szło, ale nie mógłbym na przykład objąć cię w pasie albo przytulić. Zdaję sobie sprawę z tego, że te kwestie może być trudno zapamiętać, bo wymagają pewnego wyczucia, które dopiero musisz sobie wyrobić, ale jeśli będziesz miała wątpliwości, zwracaj uwagę na to jak zachowuje się twoja mama czy ja. Lecz nie ja i twoja mama względem siebie - zastrzegł natychmiast, spodziewając się, że bez tego mógłby wkrótce mocno pożałować własnych słów. - Widzisz, mnie i twoją mamę łączy coś szczególnego, bardzo mi na niej zależy, a jej zależy na mnie, ale i tak staramy się zachować umiar, gdy jesteśmy w towarzystwie.
        Dżari odetchnął. Trudno mu było mówić o czymś, co dla większości osób było oczywiste, bo uczyli się tego miarowo, dorastając. A on, proszę, miał przed sobą prawie dorosłą kobietę, naiwną gorzej niż dziecko. Udało mu się już oduczyć ją wielu brzydkich wyrazów, lecz nadal tyle jeszcze przed nim… Postanowił sobie jednak, że się nie podda i zrobi co w jego mocy, by księżniczka stała się księżniczką z prawdziwego zdarzenia, choć był przy tym świadomy, że jego ogłada pokrywa tylko niewielki fragment wymaganej wiedzy i wkrótce on sam również będzie musiał zacząć pobierać nauki…
Avatar użytkownika
Dżari
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
 
Nagrody: ObrazekObrazek
Inne Postacie: Sanaya, Jorge, Skowronek, Yastre, Tioyoa, Kinalali, Widugast, Ijumara, Nikolaus, Kaikomi, Rael, Mniszek, Mitra, Rianell, Sadik,
Rasa: Anioł światła
Aura: Postać anioła otacza srebrny mur. Widać w nim żelazne pęknięcia. Trudno stwierdzić czy może są one oznaką siły czy też słabości, lecz to właśnie z nich wydobywają się giętkie gałązki i łodygi w barwie barachitu. Utrzymują pęki głów kwiatów, do złudzenia przypominających róże oraz lilie, chociaż oba gatunki oblane są miedzianą powłoką. Strach jest je naruszyć w obawie, że za chwilę płatki rozsieją się wokół emanacji. Z serc roślin wydobywa się mgiełka gęstnąca przy każdym ruchu niebianina. W stanie spoczynku lśni jedynie ametystowym pyłkiem, lecz każda zmiana położenia jest w stanie całkowicie okryć wytworzony, majestatyczny obraz łagodności mleczną poświatą. Samo dno aury usypane jest cynowym piaskiem, z którego wydobywa się mocny zapach mirry, a łamie go balsamiczna woń lilii. Emanacja subtelnie lepi się do ust gorzkim smakiem, który kryje w sobie nutkę kwaśności. Na zewnątrz rozbrzmiewa śmiechem radosnych dzieci. Odnosi się wrażenie, że biegają wciąż po tych samych ścieżkach wokół muru. Ciepła w dotyku trzaska przyjaźnie płomieniami. Odbiorca od razu nabiera pewności iż nigdy się nie sparzy, dlatego też z wielką chęcią niejeden czytelnik pokusi się na dotyk. Gładka w odbiorze posiada jedynie ostre krawędzie szczelin, ale pozostaje przy tym twarda, nie do złamania. Obraz sielanki wzbudza jednakże niepokój. Zdaje się zbyt idealna, lśniąca i tylko ów złamania mogą wzbudzić pewne zastanowienie… że za murem… że za murem kryje się coś więcej.
Wygląd: Wędrowny znachor tylko na pierwszy rzut oka pasuje do swej profesji - nosi proste szaty, ma dużą torbę z lekami i nie można by go posądzić o bogactwo. Gdy jednak patrzy się na niego chociaż chwilę dłużej, dostrzega się, że nie jest to twarz biedaka, który tuła się przez całe życie. Jego oblicze jest niezwykle piękne, młodzieńcze, skóra gładka i lekko opalona na odcień ... (Więcej)

Postprzez Delia » Pn sie 13, 2018 9:14 pm

Jeszcze niedawno Delia myślała, że adoptowanie Evangeline to spore wyzwanie i pewnie nie wiele jeszcze dziwnego, nie licząc wybryków młodej, może się wydarzyć. Życie jednak przygotowywało dla królowej coraz więcej niespodzianek. Evcia, Dżari, odwiedziny rodziców, pojedynek, to było wiele. Wiele stresów, ale też przyjemnie przyśpieszonego bicia serca. Mimo to bała się i nie chodziło o drobne gafy jej adoptowanej córki, plotki o jej opiekunie. Skoro doświadczyła tyle dobra teraz, to niewykluczone, że niebawem może stać się coś… złego, a co? Wolała na razie nie myśleć, wystarczyło, iż ten niepokój w sercu był irytujący, bo był także pewnego rodzaju złym przeczuciem, a te u kobiet zwykle się sprawdzają.
Rodzice, jacy byli, tacy byli, ale dodawali swą obecnością pewnego rodzaju otuchy, a teraz odlecieli, dziwne uczucie, ulga i tęsknota jednocześnie.
Gdy niebianka odpakowała przesyłkę od jej ojca uśmiechnęła się jednakże widząc wyraz twarzy Evangeline mocno się zmartwiła. Ah, gdyby Evangeline wiedziała, że jej mama lubi walczyć… Delia nie chciała sobie wyobrażać, co by młoda mogła zrobić.

- Spokojnie kochanie — przytuliła ją — Miecz to narzędzie jak każde inne, jeśli jest w odpowiednich rękach, nie ma się czego bać — po chwili do uspokajania dołączył się Laki, miał do niej dobre podejście, Del uśmiechała się pod nosem, wiedziała, że ten wybór był dobry. Czasem warto słuchać serca.

W dodatku ucieszyło ją, że Dżari zgodził się na pojedynek z nią. Już nie mogła się go doczekać, tak samo, jak on, ale wiedziała, że nie może być on tak jawny, jak ten ostatni. Miała nawet pewien niezwykły pomysł na ubarwienie ów pojedynku.
Kolejne pytanie złotowłosej nie było już tak emocjonalne, ale było… Jednym z TYCH pytań. Królową na moment zamurowało. Naprawdę, ta dziewczyna mogłaby zaskoczyć niejedną z tych osób, co twierdzą, że doświadczyły już wszystkiego. Na pomoc jak zwykle przybył Laki ze swym obszernym wyjaśnieniem co i jak i dlaczego nie.
Podczas śniadania oczywiście skinęła głową twierdząco, gdy mężczyzna mówił o nauce jej córki. Jedzenie było dobre i sycące, najlepiej jednak w ten nadchodzący trudny do zniesienia upał było się napić wody z dodatkiem cytryny. Bardzo orzeźwiające i ów woda bardzo szybko znikała z dzbanków.

- A może to nie była tylko łaskawość losu? – zachichotała, sugerując, że świat jakby jest za tym, by byli razem – Nie ma co gdybać, ważne, że wszystko dobrze się skończyło – uśmiechnęła się pokrzepiająco.

Później ich drogi się na trochę rozeszły, Delia miała na głowie swoje sprawy, a Dżari miał na głowie Evangeline, oby nie dosłownie. Królowa była dziś jednak lekko rozkojarzona, myślała o Evangeline, o tym, czego trzeba ją nauczyć, o pojedynku o Dżarim…
A tu nagle zechciała jej złożyć wizytę banda dyplomatów podejmująca trudny temat. Gdzie się podziewa ten Yro, gdy jest potrzebny? Delia westchnęła w myślach, jak dotąd wiernie stał przy jej boku, a teraz tak po prostu zniknął. Owszem, wizyta nieplanowana, ale… Chyba pierwszy raz musiała posyłać kogoś po niego.
W końcu przyszedł i wyglądał średnio kompetentnie, co zmartwiło Delie, strasznie rozczochrany i wyglądał, jakby całą noc nie spał. Ledwo się biedak na nogach trzymał, ale widać, że dzielnie stawiał czoła zadaniu, nawet poprawił na szybko fryzurę i oprócz worów pod oczami był w dość znośnej prezencji.

- Jakież to plotki? – spytała Delia z poważną miną, patrząc pewnie w oczy swego rozmówcy i nie przerywała mu, dopóki nie skończył, nie unikając kontaktu wzrokowego – Owszem to prawda, na pojedynek również zezwoliłam, jednakże trzeba pewne kwestie doprecyzować. Po pierwsze, to nie jest byle kto. Dżariel Laki. Byle wieśniak nie zdołałby pokonać zaprawionego w bojach wojownika. Po drugie, czy ważne jest pochodzenie, gdy w grę wchodzi to, że w praktyce uratował mi życie? – No dobra, może podkolorowała, co nie znaczy, że całkiem skłamała, ten wypadek mógł być naprawdę niebezpieczny! Zresztą czego się nie robi w imię miłości? – Skandal? – nieco podniosła głos, dając wyczuć mężczyznom w nim nutkę irytacji – Jeśli ktoś by chciał, to mógłby go znaleźć praktycznie wszędzie, tu coś nie dopowiedzieć, tu wyolbrzymić. Ludzie lubią plotki, jednakże, póki nie przekłada się to negatywnie na sprawowane przez mnie rządy, to wybaczcie panowie, ale nie ma tu nic do gadania, uważam więc temat za zakończony – wyszła z komnaty, kierując się ku swej komnacie, targało nią mnóstwo tłumionych emocji i nie chciała nagle wybuchnąć.

Yro zaś został sam z solidnie zaskoczonymi mężczyznami. Nerwowo poprawił włosi i westchnął cicho.

- Panowie, królowa jest nieco zmęczona, jednakże wiem dobrze, że jej wysokość nie ma zamiaru się z tym ukrywać, nie zapominajmy, że jest aniołem i jej serce traktuje równo wszelkie grupy społeczne. Dlatego też uważam, iż powinniśmy pomówić o sposobach zmniejszenia tej kolosalnej różnicy społecznej między naszą władczynią, a jej wybranku. Zapraszam tędy – zaprowadził ich do innej komnaty. Nie był zadowolony z takiego obrotu spraw, chciał spać, ale wiedział, że nie może zawieść Delii.

Tymczasem anielica przypadkiem zostawiwszy lekko uchylone drzwi, padła na łóżko w swej komnacie. Myślała, jakby to było, gdyby ten kształtujący się związek stał się czymś oficjalniejszym. Na komodzie stała woda z dodatkiem cytryny, Del wzięła kilka łyków. Po czym ponownie się położyła.

- Królowa Delia i król Dżariel oraz księżniczka Evangeline – anielica wyobrażała sobie to wszystko z uśmiechem i grymasem zmartwienia na przemian – A gdyby tak zorganizować coś, może jakiś turniej rycerski, wtedy by Laki mógł się pokazać i utarłoby to nosa nieprzychylnym plotkarzom… Hmmm.

Tymczasem w ogrodzie po skończeniu przemowy Dżariego, nieco znudzone spaniem zwierzaki i już nakarmione miały ochotę na psoty. Tygrys ze swą kompanką, lwicą zaczęli się ocierać o nogi księżniczki. Piorun natomiast usiadł na ramieniu Lakiego.

- A może już czas na naukę latania? – zastanowił się orzeł – Co ty na to księżniczko? – zamachał swoimi, jednak na razie nie odleciał.
Gdzie zaś był Szmer? Wilk postanowił odszukać swą właścicielkę, wyczuł jakby, że coś jest nie tak i postanowił ją pocieszyć swoją obecnością, bo każdy wie, że obecność tego wilka jest wielce radująca, czyż nie?
Avatar użytkownika
Delia
Błądzący po drugiej stronie
 
Inne Postacie: Esmeralda, Sechmet, Luna, Antar, Rozalie, Aurea, Delia, Mari, Nadeya, Nimfea, Anastasja, Sakura, Imelda, Xenja, Yrin, Zira,
Uwagi administracji: Użytkowniczka ma prawo posiadać w sumie 10 kont, z czego jeden slot, jest slotem dodatkowym, otrzymanym jako nagroda, za długie i sumienne wykonywanie pracy moderatora.
Rasa: Anielica Światła
Aura: Stosunkowo widoczna, żelazna powłoka lśni srebrnym blaskiem, a także zaskakuje barachitowym cieniem. Między nimi wyłania się miedziane pasmo, które trudno dojrzeć pod ametystową poświatą. Liczne głosy i śmiech dzieci nadają kojący, niemalże sielankowy krajobraz. Kusi bogatymi w słowa zmysłowymi szeptami, ale i one z czasem zagłuszane są szeptem kołyszących się liści. Niesie ze sobą delikatny zapach mirry i lilii, przez co często nikt nie spodziewa się ostrych i gładkich zarysów. Twarda emanacja, zupełnie jakby nie pasująca do całego opisu, potrafi uwieść zwiewną i lekką giętkością. W smaku przyjemnie gorzka, z nutą lepkiej kwaśności w sobie.
Wygląd: Delia jest wyjątkowo piękną kobietą. Posiada szczupłą, delikatną sylwetkę a na dodatek jest wysoka. Kolor skóry w miarę jasny. Na plecach widnieje para sporych, anielskich skrzydeł o śnieżnobiałych piórach. Przechodząc do jej twarzy można stwierdzić że ciężko się nie zachwycić. Sprawia wrażenie idealnej, mocno czerwone usta, brak jakichkolwiek skaz oraz te wyjątkowe oczy, ... (Więcej)

Poprzednia strona

Powrót do Arrantalis

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron