[Z dala od miast] Jak miedź brzęcząca


Arrantalis leży daleko na Oceanie Jadeitów, zajmuję dwie wyspy – Arrante i Talianis, których jedynym połączeniem jest kamienny most. Rządzi mim piękna anielica królowa Delia.

Postprzez Dżari » Pn kwi 02, 2018 12:12 am

        Dżari uważnie słuchał również rozmowy między księżniczką a jej babcią. Babcią… Nevina wyglądała na niewiele starszą od Evangeline i miała bardzo dziewczęcy charakter, trudno było postrzegać ją w kategoriach babci. Jej pytanie było jednak interesujące również dla niego, bo chociaż założył, że to co trzymał na kolanach było pupilem Evangeline, wcale nie musiało tak być. Odpowiedź średnio go usatysfakcjonowała, ale skoro Delia nie kazała wyrzucić z komnaty tej szczuropapugi (pardon, Valaka) to uznał, że sam nie będzie wyrywał się w tej materii przed szereg.
        Nim księżniczka zaczęła swoją historię, Dżari posłał jej uspokajające spojrzenie, jakby chciał zapewnić, że jest przy niej, by w razie czego służyć pomocą, skoro tak się przejęła swoim niepoprawnym językiem. Zaczęła jednak ładnie, może trochę sztywno, ale to na pewno z nerwów. Opowiadała… Chyba o swojej matce. Wszystko na to wskazywało. O anielicy, która miała zaprowadzić ład w jakiejś wiosce na odludziu - to pasowało do misji, które z reguły wykonywały anioły światła, zwłaszcza anielice, po których spodziewano się sprytu i subtelności potrzebnych podczas kierowania tłumami. Historia była piękna, na dodatek pięknie opowiedziana, z użyciem metafor, których Dżari nie spodziewałby się po dziewczynie wychowanej wśród bandytów.
        I nagle zgrzyt. Już samo wspomnienie o miłosnym wyznaniu, ton jakim wypowiedziała to zdanie Evangeline sugerowały, że w tym miejscu zaczyna się tragiczna część historii. Na twarzy Lakiego odmalował się żal, lecz nie wynikający z tego, że kibicował którejkolwiek ze stron - wiedział, że tamta chwila musiała być bolesna dla obojga. A jak się skończyła… W najgorszy możliwy sposób. Zranione serce nie zagoiło się, lecz zaszło jadem, który zupełnie zmienił tamtego mężczyznę. Dżari aż poczuł ukłucie w sercu słuchając o tym. Milczał, w zamyśleniu dotykając palcami własnych warg. Biedna Evangeline usłyszała o swojej matce tyle okropności i ani jednego słowa w obronie tamtej kobiety. Aż do teraz. Bo Laki ani przez moment nie zamierzał trzymać języka za zębami - pozwolił księżniczce skończyć monolog, po czym zaraz przejął stery rozmowy.
        - Księżniczko - zwrócił się do niej, siadając tak, by być zwróconym ku niej, a nie równolegle do stołu. - Wiem, że to będzie pewnie dla ciebie trudne do zrozumienia, może się ze mną nie zgodzisz, lecz wiedz, że ta anielica nie zrobiła niczego złego… Chociaż mężczyzna, którego uczucia odtrąciła, mógł myśleć inaczej. Widzisz, miłość jest jednocześnie potężna i bardzo delikatna - potrafi zupełnie zawładnąć daną osobą i przez to łatwo rani. Tamten mężczyzna zakochał się w anielicy, która nie odwzajemniła jego uczucia, miała do tego prawo, gdyż serce nie jest sługą, nie można rozkazać mu kochać. To bolesne, lecz tak w życiu bywa, niestety czasami musimy doświadczyć goryczy straty… On jednak zatracił się w swojej rozpaczy i bólu. Nie powinien czynić tego, co uczynił. A tamta kobieta nie była zła, może była równie nieszczęśliwa co on, bo odrzucenie czyjegoś uczucia również jest bolesne… To bardzo smutna historia, księżniczko. Dziękuję, że się nią z nami podzieliłaś. I gdybyś chciała jeszcze kiedyś o tym pomówić, możesz na mnie liczyć, tak samo jak na swoją matkę - zapewnił, spoglądając na Delię, jakby szukał u niej poparcia swoich słów. Nie mógł uwierzyć jak można było tak namieszać w głowie tak młodej dziewczynie, że uznała swoją matkę za potwora o zgniłym sercu. To miał być kolejny cel, jaki wyznaczył sobie Dżari: przywrócić Evangeline wiarę w prawdziwą miłość, dobro i możliwość wyboru. Jeśli zaś chodzi o dobre imię rasy aniołów światła, cóż… w tej materii musiała wykazać się królowa i jej rodzice. On mógłby zapewniać księżniczkę o tym, że byli rasą z natury dobrą, pomocną i współczującą, stworzoną do tego by szerzyć dobro, lecz w chwili, gdy brano go za zwykłego śmiertelnika, jego słowa brzmiałyby jak bezmyślnie powtarzane slogany.
        Kolacja nareszcie dobiegła końca. Rodzice Delii zapewnili, że zostaną dłużej w zamku, co Dżari przyjął z lekkim niepokojem, gdyż przeczuwał, że przez cały ten czas Emmanuel będzie mu bardzo czujnie patrzył na ręce. Ale nie zamierzał się tym zniechęcać - księżniczka i królowa liczyły na jego pomoc i zamierzał się z tego jak najlepiej wywiązywać. Żal mu było Evangeline, dziewczyna wiele straciła przez dzieciństwo spędzone wśród bandytów i jej obraz świata był… Oględnie mówiąc niepoprawny. Musiała nauczyć się nowego systemu wartości, w czym zamierzał jej pomóc jak tylko był w stanie. No i była jeszcze Delia - teoretycznie Dżari nie miał w obowiązku jej pomagać, ale chciał tego. Widział w jej oczach aprobatę, gdy wstawiał się za nią czy za jej przybraną córką, a dla tych spojrzeń warto było się starać…

        Niedługo później w jadalni została tylko Evangeline, Laki i Delia, która skinęła na opiekuna swej córki w przyzywającym geście. Serce Dżariego zaczęło bić nieco szybciej - królowa wezwała go ewidentnie po to, by porozmawiać w cztery oczy i spodziewał się usłyszeć w tym momencie ocenę swojej dotychczasowej pracy… którą sam nazwałby co najwyżej mierną. Nie uprzedził żadnego z wybryków Evangeline i tylko łagodził ich skutki. Nie wiedział też ilu gafom zdołał zapobiec dzięki swojej wcześniejszej pogadance, wydawało mu się jednak, że niewielu - nie przekazał jej wszak zbyt wielkiej wiedzy, bo nie było na to czasu. Chociaż teraz, gdy zbliżał się do królowej, nagle poczuł spokój - nie widział w jej oczach dezaprobaty. Była zmęczona, ale raczej zadowolona, a przynajmniej on tak to odbierał.
        - Tak, wasza wysokość? - zwrócił się do niej, gdy już był wystarczająco blisko. Jej uśmiech był piękny, Dżari patrzył na niego jak urzeczony na moment zapominając o tym, że nie powinien się tak gapić. Spuścił więc wzrok, lecz na jego wargach również pojawił się nikły grymas szczęścia, który nie zniknął przez cały czas, gdy mówiła. Czuł się niesłusznie chwalony, ale nie potrafił nic począć na to, że radowały go pochwały padające z jej ust.
        - Staram się, wasza wysokość - zapewnił. Był to jednak początek jego pracy w charakterze opiekuna i miał wielkie plany w kwestii tego, co jeszcze powinien uczynić…
        I nagle zupełnie stracił wątek. W jego głowie powstał zupełny mętlik, gonitwa myśli, które zrodziły się w jednej chwili w ogromnej ilości. Podniósł na królową zaskoczone spojrzenie, by upewnić się, czy ona naprawdę zaproponowała mu spotkanie. Nie blefowała, to poznał od razu. O wielki Panie… Zaproponowała mu spotkanie wieczorem, tylko we dwoje. Określiła jego towarzystwo jako miłe. Razem, na plaży… Chciała popływać, to znaczyło… Nie, to chyba nie znaczyło, że chciała przy nim wejść do wody? Może miała na myśli łódkę? A jeśli nie? Wyobraźnia zaraz podsunęła mu przed oczy widok jej jasnej skóry zroszonej morską wodą i sukni… ”Uspokój się!”, przemawiał do siebie i w końcu dał radę uspokoić swoje myśli. Jednak musiał odpowiedzieć. Czy chciał? Oczywiście, że tak! Czy powinien? Oczywiście, że nie. Wszystko przemawiało za tym, by odmówił: prosty wieśniak, służący, sam na sam z królową w tak intymnych okolicznościach… Gorsze plotki powstałyby tylko wtedy, gdyby zastano ich razem w łóżku. Nie mógł tak bardzo wystawiać reputacji królowej na szwank. Lecz z drugiej strony myśl, że mógłby z nią spędzić chwilę sam na sam, tak po prostu porozmawiać i cieszyć się jej towarzystwem, sprawiała, że był szczęśliwy. Chciałby. I jeśli ona też chciała…
        Natłok myśli zniknął tak samo gwałtownie jak się pojawił. Dżari odpowiedział królowej niemal od razu, tak iż nie dostrzegła jego wahania, co najwyżej lekkie zaskoczenie.
        - Jeśli taka jest twa wola - powiedział, ale miłym a nie służalczym tonem. - Z przyjemnością będę ci towarzyszył, wasza wysokość - zapewnił, spoglądając na jej oblicze i łapiąc jej wzrok, choć wiedział, że nie powinien i zaraz znowu skłaniał głowę.
        - Upewnię się, że księżniczka poszła spać i będę czekał na dziedzińcu - zaproponował. Nie śmiałby przychodzić do komnat królowej, wolał poczekać na nią na dworze. Nawet nie spostrzegł, że mówił cicho, prawie szeptem, jakby faktycznie umawiał się z Delią na potajemną schadzkę, która miała nie mieć nic wspólnego z niewinnością...
Avatar użytkownika
Dżari
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
 
Nagrody: ObrazekObrazek
Inne Postacie: Sanaya, Jorge, Skowronek, Yastre, Tioyoa, Kinalali, Widugast, Ijumara, Nikolaus, Kaikomi, Rael, Mniszek, Mitra, Rianell,
Rasa: Anioł światła
Aura: Postać anioła otacza srebrny mur. Widać w nim żelazne pęknięcia. Trudno stwierdzić czy może są one oznaką siły czy też słabości, lecz to właśnie z nich wydobywają się giętkie gałązki i łodygi w barwie barachitu. Utrzymują pęki głów kwiatów, do złudzenia przypominających róże oraz lilie, chociaż oba gatunki oblane są miedzianą powłoką. Strach jest je naruszyć w obawie, że za chwilę płatki rozsieją się wokół emanacji. Z serc roślin wydobywa się mgiełka gęstnąca przy każdym ruchu niebianina. W stanie spoczynku lśni jedynie ametystowym pyłkiem, lecz każda zmiana położenia jest w stanie całkowicie okryć wytworzony, majestatyczny obraz łagodności mleczną poświatą. Samo dno aury usypane jest cynowym piaskiem, z którego wydobywa się mocny zapach mirry, a łamie go balsamiczna woń lilii. Emanacja subtelnie lepi się do ust gorzkim smakiem, który kryje w sobie nutkę kwaśności. Na zewnątrz rozbrzmiewa śmiechem radosnych dzieci. Odnosi się wrażenie, że biegają wciąż po tych samych ścieżkach wokół muru. Ciepła w dotyku trzaska przyjaźnie płomieniami. Odbiorca od razu nabiera pewności iż nigdy się nie sparzy, dlatego też z wielką chęcią niejeden czytelnik pokusi się na dotyk. Gładka w odbiorze posiada jedynie ostre krawędzie szczelin, ale pozostaje przy tym twarda, nie do złamania. Obraz sielanki wzbudza jednakże niepokój. Zdaje się zbyt idealna, lśniąca i tylko ów złamania mogą wzbudzić pewne zastanowienie… że za murem… że za murem kryje się coś więcej.
Wygląd: Wędrowny znachor tylko na pierwszy rzut oka pasuje do swej profesji - nosi proste szaty, ma dużą torbę z lekami i nie można by go posądzić o bogactwo. Gdy jednak patrzy się na niego chociaż chwilę dłużej, dostrzega się, że nie jest to twarz biedaka, który tuła się przez całe życie. Jego oblicze jest niezwykle piękne, młodzieńcze, skóra gładka i lekko opalona na odcień ... (Więcej)

Postprzez Delia » So kwi 07, 2018 9:19 pm

Delia słuchała historii młodej bardzo zaciekawiona. Początek był dość przykry więc i u królowej na twarzy zagościł lekki smutek. Wszystko jednak zmierzało w dobrym kierunki, więc i królowa odetchnęła już nieco z ulgą. Żadnych przekleństw i gaf, szło dobrze. Dodatkowo zaskoczyło ją to w jak piękny sposób Evangeline dobierała słowa i opowiadała tak jakby prosto z serca.
Jednakże nastąpił nieoczekiwany zwrot akcji, Delia była zszokowana, że ktoś wpoił dziewczynie tak okropne kłamstwo. Nevina również nie wiedziała początkowo co powiedzieć, obie kobiety miały wielkie oczy, po zasłyszeniu czegoś takiego. Natomiast Emanuel, patrzył z dezaprobatą, co też ta jego wnuczka nawymyślała. Na szczęście część rzeczy zdołał naprostować Laki, który w oczach królowej po raz kolejny zaplusował.

- Kochanie, anioły nie są złe, z natury jest w nas dobro, a skoro tamta anielica… - Niebianka nie była pewna czy powinna użyć słowa „matka”, wydawało jej się to odrobinkę niewłaściwe w tej sytuacji – Przybyła, by nieść pomoc, to niemożliwe by była zła – władczyni Arrantalis starała się uniknąć tematu upadłych aniołów, jeszcze by zachęciła ojca to opowiadania o ich unicestwianiu, co mogłoby być źle odebrane przez złociutką – Poza tym, każdy anioł dostaję specjalną misję, polegającą właśnie na czynieniu dobra na tym świecie, w różnych formach, nie zła.

Po trudnej i bardzo emocjonującej kolacji, Nevina i Emanuel rozsiedli się w komnacie, do której ich zaprowadzono. Też musieli odpocząć. Blondwłosa anielica zachwycała się jeszcze nad pięknem zamku, a Emanuel, korzystając z tego, że nikogo oprócz żony nie było widać, zajął się głaskaniem zwierzaków, nie lubił okazywać, że też potrafi być delikatny.
Evangeline bawiła się z Valakiem, który najwyraźniej ją polubił, bo zaczął lizać jej palce, a może mu po prostu ładnie pachniały? Kto wie.
Delia tymczasem uradowała się z odpowiedzi Dżariela. Zazwyczaj jedynymi towarzyszami w relaksujących nocnych wyprawach na plażę były zwierzaki.

- Dobrze – uśmiechała się pełna szczęścia, z trudem opanowując emocję i ruszyła w głąb zamku. Zająć się różnymi sprawami, póki miała na to chwilę.

Natomiast na horyzoncie pojawił się Yro i uśmiechnął się do Lakiego jakoś tak bez emocji.

- Jakby co, to pomogę znaleźć drogę do komnaty księżniczki – zaoferował swoją pomoc, wciąż pamiętał o umowie z Emanuelem, ale musiał najpierw zdobyć odrobinkę zaufania nowego opiekuna, by móc zaatakować z podwójną mocą.

Jak powiedział, tak też zrobił. Niestety ani on, ani Laki nie byli w stanie przegonić w żaden sposób Valaka, no i sama księżniczka również nie wykazywała chęci, by papugoszczur sobie poszedł. Ostatecznie więc, mimo krzywej miny Yra, Evangeline została ułożona do łóżka wraz z gryzoniem, który ochoczo przytulił się do jej policzka i przypadkowo połaskotał swoimi długimi wibrysami.
Gdy mężczyźni wyszli z jej sypialni, bo wyglądało na to, że zmęczona spokojnie zaśnie, przybyła para strażników, którzy najwyraźniej zostali przysłani przez Delie do pilnowania młodej. Doradca skinął głową, witając się z nimi i bez słowa skierowanego do Lakiego, ruszył przed siebie, zająć się pewnie swymi obowiązkami.
W rzeczywistości dzisiaj królowa zajmowała się odpisywaniem na różnego rodzaju listy, różnego rodzaju, jedne były od ważnych urzędników, inne zaś były od prostych ludzi, każdy dotyczył czego innego. Jeden szczególnie ją zaniepokoił, więc postanowiła wysłać tam zwiadowcę, wyraźnie ktoś niepokoił Talianów, zamieszkujących północną część wyspy, niszcząc uprawy.
Gdy skończyła, przynajmniej część swojej roboty, zgodnie z umową wyszła na dziedziniec, choć jej myśli przepełniała ta afera ze zniszczonymi plonami, wciąż myślała, czy to ma coś wspólnego z tym, co działo się ostatnio. Jeśli zwiadowca potwierdzi jej obawy, trzeba będzie szukać sprawcy.
Nagle spostrzegła Dżariego i jakoś tak wszystkie myśli skupiły się na nim i na relaksującym pływaniu w świetle księżyca. Anielica była ubrana w dosyć prostą, błękitną sukienkę, delikatną bez przesadnych ozdób i nieograniczającą ruchów, czyli była idealna, by wskoczyć w niej do wody.

- Dobry wieczór Laki – przywitała się jak zwykle z uśmiechem – Pozwól tędy – zaczęła go prowadzić wokół zamku, gdzieś na jego tyły.

W końcu zastali bardzo niepubliczne, obrośnięte bluszczem drzwi do ogrodu, który ciągnął się, aż tutaj. Po ich otworzeniu rozległo się skrzypnięcie, na szczęście niezbyt głośne. Przed nimi zaś widać było wydeptaną ścieżkę, dosyć dziką, ale prowadzącą prosto na plażę, taką niezbyt często uczęszczaną.
Powitała ich przyjemna, chłodna bryza i szum fali. Delia zaczerpnęła świeżego powietrza. Był to cudowny zakątek, oddzielony od reszty różnymi skałkami zanurzonymi częściowo w wodzie. Na jednej z większych rosło nawet drzewko. Królowa weszła na nią bez problemu, ominęła młodego iglaka i wskoczyła do wody, a był to skok pełen gracji i wdzięku. Po chwili się wynurzyła, a kropelki wody na jej ciele i włosach lśniły w blasku księżyca niczym najprawdziwsze perły.

- Woda jest cudowna – podpłynęła do brzegu, by Laki mógł ją usłyszeć – Może też zechciałbyś skoczyć?
Avatar użytkownika
Delia
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Esmeralda, Sechmet, Luna, Antar, Rozalie, Aurea, Delia, Mari, Nadeya, Nimfea, Anastasja, Xenja, Yrin, Zira,
Uwagi administracji: Użytkowniczka ma prawo posiadać w sumie 10 kont, z czego jeden slot, jest slotem dodatkowym, otrzymanym jako nagroda, za długie i sumienne wykonywanie pracy moderatora.
Rasa: Anielica Światła
Aura: Stosunkowo widoczna, żelazna powłoka lśni srebrnym blaskiem, a także zaskakuje barachitowym cieniem. Między nimi wyłania się miedziane pasmo, które trudno dojrzeć pod ametystową poświatą. Liczne głosy i śmiech dzieci nadają kojący, niemalże sielankowy krajobraz. Kusi bogatymi w słowa zmysłowymi szeptami, ale i one z czasem zagłuszane są szeptem kołyszących się liści. Niesie ze sobą delikatny zapach mirry i lilii, przez co często nikt nie spodziewa się ostrych i gładkich zarysów. Twarda emanacja, zupełnie jakby nie pasująca do całego opisu, potrafi uwieść zwiewną i lekką giętkością. W smaku przyjemnie gorzka, z nutą lepkiej kwaśności w sobie.
Wygląd: Delia jest wyjątkowo piękną kobietą. Posiada szczupłą, delikatną sylwetkę a na dodatek jest wysoka. Kolor skóry w miarę jasny. Na plecach widnieje para sporych, anielskich skrzydeł o śnieżnobiałych piórach. Przechodząc do jej twarzy można stwierdzić że ciężko się nie zachwycić. Sprawia wrażenie idealnej, mocno czerwone usta, brak jakichkolwiek skaz oraz te wyjątkowe oczy, ... (Więcej)

Poprzednia strona

Powrót do Arrantalis

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron