[Z dala od miast] Jak miedź brzęcząca


Arrantalis leży daleko na Oceanie Jadeitów, zajmuję dwie wyspy – Arrante i Talianis, których jedynym połączeniem jest kamienny most. Rządzi mim piękna anielica królowa Delia.

Postprzez Dżari » Pn gru 04, 2017 8:27 pm

        - Owszem, wygląda pięknie - Dżari natychmiast przytaknął królowej, gdy ta zapytała czy zgadza się z jej opinią. Jego odpowiedź była błyskawiczna, lecz szczera, nie dało się w niej usłyszeć służalczości. Anioł, gdyby miał powiedzieć nieprawdę, coś z czym by się nie zgadzał, pewnie wolałby milczeć. Evangeline wyglądała jednak pięknie w swej nowej sukni, a Delię wyraźnie ten fakt radował, więc wszystko się zgadzało.
        Później nastąpił spontaniczny taniec, podczas którego księżniczka śmiała się w zupełnie nieskrępowany i zaraźliwy sposób. Dżari na moment mógł zapomnieć o tych wszystkich troskach i przemyśleniach, których miał do tej pory pełną głowę i po prostu cieszył się razem ze złotowłosą anielicą, chociaż on okazywał swoje uczucia dużo bardziej powściągliwe, jedynie się uśmiechając i raz pozwalając sobie na krótki śmiech. Jego skostniałe serce dopiero miało zacząć tajać za sprawą tych dwóch kobiet.
        - Rad jestem, że sprawiłem ci przyjemność, Wasza Wysokość - zapewnił Dżari, gdy Evangeline tak radośnie komentowała ich wspólny taniec. - Na pewno świetnie poradzicie sobie z każdym tańcem, lecz niestety, ja nie znam ich zbyt wiele - usprawiedliwił się. - Nie wątpię jednak, że na pewno znajdzie się godny nauczyciel - dodał jeszcze na koniec, nim został zawołany przez zniercierpliwioną zarządczynię, którą widok bosego mężczyzny w zgrzebnej tunice rozmawiającego sobie ot tak z rodziną królewską przyprawiał o palpitacje serca. Nie lubiła, gdy coś było nie w porządku na jej zamku i zaraz czuła przemożną potrzebę zaradzenia temu.
        Gdy chwilę później Laki był sam na sam z Marią, ponownie ogarnęły go ponure myśli. Roztrząsał w głowie to, co usłyszał przed nagłym wybuchem radości Evangeline - słowa Yro i Pioruna. Doradca królowej najwyraźniej nie dał się tak łatwo przekonać do jego osoby, co Dżari poniekąd rozumiał - stracił pozycję na rzecz jakiegoś tam wieśniaka. Jego zapewnienie o współpracy było wymuszone, a przez to Laki nie był wcale przekonany, że się utrzyma - to kazało mu zachować ostrożność i z pewnym dystansem podchodzić do oferowanej pomocy, bo mogła się ona okazać wyjątkowo skąpa. Słowa królewskiego orła również nie napawały optymizmem. To znaczy: i tak i nie. Były zwiastunem dalszych tarć między aniołem a doradcą, lecz jednocześnie wieść o tym, że Dżari miał u królowej pewne względy… była bardzo miła. Anioł aż się uśmiechnął pod nosem, gdy przypomniał sobie te słowa - “Delia cię polubiła”. Laki oczywiście gdyby miał na to odpowiedzieć, momentalnie by zaprzeczył, bo przecież znali się tak krótko, a on nie był tak kryształowy, za jakiego go brano (wszak gdyby było inaczej, z dumą nosiłby swoje skrzydła, a nie ukrywałby ich tak jak to czynił teraz). Jednak sama świadomość tej sympatii była przyjemna, zwłaszcza, że Dżari ją odwzajemniał.

        Aniołowi w głębi ducha podobało się wrażenie, jakie zrobił na Delii, gdy stanął przed nią w nowych ubraniach, nawet jeśli była to tylko liberia, jaką nosili giermkowie na zamku - tak po prawdzie była to najlepsza odzież, jaką Dżari miał na sobie od momentu zejścia na ziemię. Anielica wyraźnie to doceniła i chociaż jej komplement był oszczędny, dla Lakiego wiele znaczył.
        - Dziękuję, Wasza Wysokość - odpowiedział jej, słowa popierając lekkim skinieniem głowy. Swojej matce zaraz zawtórowała Evangeline, jednym zdaniem po raz kolejny tego dnia rozkładając anioła na łopatki. Dżari patrzył na nią oniemiały, gorączkowo zastanawiając się jak mógłby jej odpowiedzieć. Teoretycznie nie powiedziała niczego wulgarnego, lecz i tak takie słowa nie pasowały księżniczce i w ogóle żadnej dobrze wychowanej dziewczynie. Gdyby zwróciła się tymi słowy do ukochanego, jeszcze gdy byliby na osobności, komentarz z pewnością należałby do miłych, ale nie w takich okolicznościach! Nim jednak anioł otrząsnął się z zaskoczenia i udzielił Evangeline upomnienia (po raz kolejny - już naprawdę czuł się z tym trochę podle), do komnaty wpadł Yro. Był zdyszany i przerażony, jakby goniło go stado głodnych wilków. Dżari podszedł do niego razem z Delią, uważnie przyglądając się to jemu, to jej, czekając na rozwój wydarzeń. Sytuacja była dla niego nieodgadniona, niepokojąca - list mógł zawierać wszystko, a słowa doradcy ani odrobinę nie tłumaczyły jaka była jego treść. Lakiemu pozostało jedynie uzbroić się w cierpliwość.
        Wyjaśnienia Delii wywołały w Dżarim mieszane uczucia. Od razu pomyślał o tym, jak sam zareagowałby na wieść, że odwiedzi go rodzina. Nie widział ich kilka lat i gdyby dotarły do niego podobne nowiny jak do królowej, pewnie byłby uradowany, nawet wtedy, gdy tułał się po świecie nie mając nigdzie swojego kąta. Dlaczego więc Delia była taka przerażona? Nie miała dobrego kontaktu z ojcem i matką? O coś takiego oczywiście nie wypadało pytać. Anioł uznał jednak, że pewnie to kwestia krótkiego czasu, jaki miała na przygotowanie się do wizyty - gdyby było go więcej, spotkanie mogłoby mieć prawdziwie królewską oprawę.
        - Wasza Wysokość, wszystko w porządku? - upewnił się, podchodząc do królowej o pół kroku, jakby w niemy sposób chciał zasugerować jej oparcie.
        - Czasu jest niewiele - wyraził na głos swoje przypuszczenia. - Czy mogę jakoś pomóc, Wasza Wysokość?
        Czy jego samego przejęła ta wieść? Niespecjalnie. Na ten moment były to po prostu kolejne nowe osoby, które miał poznać, nic go z nimi nie łączyło. Delia to co innego - do niej zdążył poczuć pewną sympatię i jeśli ona była zdenerwowana, on zamierzał dołożyć wszelkich starań, by zdjąć z jej ramion ten ciężar.
Avatar użytkownika
Dżari
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
 
Nagrody: ObrazekObrazek
Inne Postacie: Sanaya, Jorge, Skowronek, Yastre, Tioyoa, Kinalali, Widugast, Ijumara, Nikolaus, Kaikomi, Rael, Mniszek,
Rasa: Anioł światła
Aura: Postać anioła otacza srebrny mur. Widać w nim żelazne pęknięcia. Trudno stwierdzić czy może są one oznaką siły czy też słabości, lecz to właśnie z nich wydobywają się giętkie gałązki i łodygi w barwie barachitu. Utrzymują pęki głów kwiatów, do złudzenia przypominających róże oraz lilie, chociaż oba gatunki oblane są miedzianą powłoką. Strach jest je naruszyć w obawie, że za chwilę płatki rozsieją się wokół emanacji. Z serc roślin wydobywa się mgiełka gęstnąca przy każdym ruchu niebianina. W stanie spoczynku lśni jedynie ametystowym pyłkiem, lecz każda zmiana położenia jest w stanie całkowicie okryć wytworzony, majestatyczny obraz łagodności mleczną poświatą. Samo dno aury usypane jest cynowym piaskiem, z którego wydobywa się mocny zapach mirry, a łamie go balsamiczna woń lilii. Emanacja subtelnie lepi się do ust gorzkim smakiem, który kryje w sobie nutkę kwaśności. Na zewnątrz rozbrzmiewa śmiechem radosnych dzieci. Odnosi się wrażenie, że biegają wciąż po tych samych ścieżkach wokół muru. Ciepła w dotyku trzaska przyjaźnie płomieniami. Odbiorca od razu nabiera pewności iż nigdy się nie sparzy, dlatego też z wielką chęcią niejeden czytelnik pokusi się na dotyk. Gładka w odbiorze posiada jedynie ostre krawędzie szczelin, ale pozostaje przy tym twarda, nie do złamania. Obraz sielanki wzbudza jednakże niepokój. Zdaje się zbyt idealna, lśniąca i tylko ów złamania mogą wzbudzić pewne zastanowienie… że za murem… że za murem kryje się coś więcej.
Wygląd: Wędrowny znachor tylko na pierwszy rzut oka pasuje do swej profesji - nosi proste szaty, ma dużą torbę z lekami i nie można by go posądzić o bogactwo. Gdy jednak patrzy się na niego chociaż chwilę dłużej, dostrzega się, że nie jest to twarz biedaka, który tuła się przez całe życie. Jego oblicze jest niezwykle piękne, młodzieńcze, skóra gładka i lekko opalona na odcień ... (Więcej)

Postprzez Delia » Pt gru 29, 2017 12:58 am

Delie cieszył zapał do tańca młodej - będzie jej łatwiej iść nauka, a później na balu będzie lśnić jak najjaśniejsza z gwiazd. Jednak jeszcze dużo trzeba zrobić.

- Bardzo się cieszę. – Uśmiechnęła się do Evangeline. – Um… Tak, bandyci, oni nie robią tego, by było łatwiej tańczyć… - Królowa nie bardzo chciała poruszać ten temat, blondynka była za młoda na taką wiedzę. — Po prostu ściąganie ubrań do tańca… jest… - Anielica musiała znaleźć właściwie słowo. – Nie przystoi, tak robią ludzie, którzy nie szanują siebie. Bo widzisz, nie powinno się tak rozbierać przed każdym… Ale kiedyś to zrozumiesz, na razie po prostu musisz zaakceptować – starała się mówić łagodnie.

Potem nastała chwila ciszy, przyjemnej, nie krępującej, ale to dlatego, że była bardzo krótka. Laki szybko wrócił no i oczywiście wytatuowana niebianka po raz setny przyprawiła Delię o opad szczęki tylko i wyłącznie tym, co powiedziała. Dobrze, że Dżari natychmiast zareagował. Ciekawe ile jeszcze razy księżniczka będzie szokować w ten sposób?
Sytuacja całkowicie wywróciła się do góry nogami, gdy Yro przyszedł z tą niesłychaną wiadomością.

- Poznasz ich, o to się nie martw – powiedziała, skrywając stres. Nic nie było gotowe, nic! – Tak, nie… - zwróciła się do Dżariela. – Jestem kompletnie nieprzygotowana, Yro… - Była już na niego nieco rozgniewana.
- T… Tak? – spytał skruszony.
- Trzeba przygotować ucztę i to szybko i komnatę, bo pewnie przyjadą na kilka dni… I zamek musi dobrze wyglądać i… i… - Złapała się za głowę, już nawet nie wiedziała, od czego zacząć.
- Zajmę się wszystkim wasza wysokość – powiedział doradca i pośpiesznie zniknął władczyni z oczu, tyle do zrobienia w tak krótkim czasie, a to wszystko przez niego, lepiej było się natychmiastowo ulotnić.
- Laki, zajmij się Evangeline, jeśli możesz, spróbuj ją jakoś przygotować… Dobrze, że ma choć sukienkę… Ajej… - Niebianka rozłożyła skrzydła i poleciała do zamku pośpiesznie pozałatwiać parę spraw jeszcze.

Teraz młoda i jej opiekun zostali sami, a wokół nich szybko zaczął dziać się chaos, służący biegali w tę i we w tę, o mały włos na siebie nie wpadając. Zwierzęta w ogóle nie pomagały przynajmniej niekotowata parka, wilk i orzeł usunęli się na bok, by nie przeszkadzać. Natomiast Apokalipsą i Edenem postanowił się zając jeden z mężczyzn i usilnie próbował ich zagonić w kąt, kusząc mięsnym przysmakiem.
Tymczasem Delia próbowała opanować chaos, przy okazji też na szybko przyodziała się w piękną zieloną suknię o złotych zdobieniach i szerokich przy końcu rękawach. Gdyby miała więcej czasu może znalazłaby coś bardziej odświętnego, ale nie dysponowała takim luksusem.

Rodzice zaś już zjawili się w świątyni Pana, będącej kawałek drogi od samego zamku, jednak kareta przyjechała po chwili zatrzymując się dość gwałtownie, ale przynajmniej woźnica zdążył. Para niebian wsiadła, oczywiście wpierw została wpuszczona kobieta, a dopiero po niej dołączył mężczyzna. Wtedy ruszyli. Droga przebiegała im dobrze, tym razem nic się nie rozleciało, już większość uszkodzeń została naprawiona, ale jednak woźnica był mocno zestresowany, że zapomniano o czymś ważnym i może się zdarzyć kolejny wypadek.
Specjalnie nie jechał tak szybko jak wcześniej, przy okazji dając wszystkim uwijającym się jak mrówki parę dodatkowych i niebywale cennych sekund. Gdy dotarli Delia ze schowanymi skrzydłami, wraz z Evangeline i Lakim już czekali przed wejściem do zamku, w środku jeszcze służący się krzątali i dopinali wszystko na ostatni guzik.
Woźnica pośpiesznie zeskoczył i otworzył drzwi pomagając wysiąść pięknej, młodo wyglądającej anielicy o kręconych blond włosach. Miała ona skromną białą suknię, oczy tak samo złoto-srebrne jak te Delii, a na plecach wyraźne bielutkie skrzydła. Uśmiechnęła się ciepło i nie przejmując się niczym, po prostu podbiegła do swej córki ją uściskała.

- Moja kochana córeczka, Delijko moja! – cieszyła się niebywale.
- Witaj mamo… - wykrztusiła, bo prawie została uduszona.

Po chwili wysiadł również ojciec, był bardzo wysoki, widać było po jego budowie, że często walczy, o czym również świadczyły liczne blizny, szczególnie te na twarzy - jedna przecinała usta, druga zaś widniała na czole, tuż nad niebiańsko błękitnymi oczami. Częściowo zasłaniały ją kosmyki ciemnych włosów. Mężczyzna miał na sobie czarny płaszcz, pod którym widać było białe pióra, już na pierwszy rzut oka raczej nie w idealnym stanie. Podszedł spokojnym krokiem, ale córkę uściskał konkretnie.

- Delio, jak dobrze cię znów widzieć i jak dobrze, że twa aura wciąż jest niebiańska.
- Ciebie również ojcze. Och proszę, nie zamierzam zmienić strony – zachichotała.
- Ty się nie śmiej, pamiętaj co babcia mówiła, każdy ciemnowłosy anioł jest dwa razy bardziej narażony na upadek… - powiedział ze śmiertelną powagą.
- Ojcze… - westchnęła. Miała nadzieję, że ktoś już mu wybił ten dziwny przesąd z głowy.
- OCH! A któż to… - zawołała matka, patrząc na Ev.
- Dobre pytanie, hmm? – zawtórował tato.
- To Evangeline, moja córka…
- CÓRKA? PANIE! A gdzie ojciec? Czy to ten przystojny młodzieniec? – spytała matka, spoglądając na Dżariela. – A ślub był? Dlaczego nas nie zaprosiłaś?
- A… Nie, to nie tak... – próbowała dojść do głosu i wyjaśnić, ale ojciec już stanął przed Dżarim i patrzył na niego krzywo.
- Posłuchaj no, nie ręczę za siebie, jeśli mojej córeczce, choć włos z głowy spadnie…
- Ekhem! – zakaszlała wymownie. – Evangeline jest moją adoptowaną niedawno córką, znalazłam ją, była więziona przez bandytów… A Laki… Jest jej opiekunem.
- Och… Zostałam babcią? Ojej! Emanuel, jesteś dziadkiem! – Uściskała księżniczkę, dziadek jednak pozostał przy czułym uśmiechu, nie był tak otwarty i pełny ciepła jak jego żona. — Wybacz kochanie, troszkę się rozpędziliśmy. Powiedz, a co się stało z Yrem? On zawsze taki zaradny był… - stwierdziła blondwłosa.
- Ostatnimi czasy, jest nieco… rozkojarzony.

Niedaleko zbiorowiska pojawiły się zwierzęta, znudzone siedzeniem w jednym miejscu, ku radości matki, która natychmiast poszła wszystkie powitać, ojciec zaś nie wyglądał na zbytnio przejętego futrzakami, bardziej niepokoił go Dżariel.

- Co tu robisz, nie masz własnej misji? – szepnął do niego mężczyzna, który wyczuł jego anielską aurę już wcześniej.

Delia w tym czasie podeszła do matki, by pomóc jej opanować zwierzyniec, który wręcz ją otoczył, lizał i prawie że przewracał, jako że była naprawdę drobną kobietą.
Avatar użytkownika
Delia
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Esmeralda, Sechmet, Luna, Antar, Rozalie, Aurea, Delia, Mari, Nadeya, Nimfea, Anastasja, Xenja, Yrin, Zira,
Uwagi administracji: Użytkowniczka ma prawo posiadać w sumie 10 kont, z czego jeden slot, jest slotem dodatkowym, otrzymanym jako nagroda, za długie i sumienne wykonywanie pracy moderatora.
Rasa: Anielica Światła
Aura: Stosunkowo widoczna, żelazna powłoka lśni srebrnym blaskiem, a także zaskakuje barachitowym cieniem. Między nimi wyłania się miedziane pasmo, które trudno dojrzeć pod ametystową poświatą. Liczne głosy i śmiech dzieci nadają kojący, niemalże sielankowy krajobraz. Kusi bogatymi w słowa zmysłowymi szeptami, ale i one z czasem zagłuszane są szeptem kołyszących się liści. Niesie ze sobą delikatny zapach mirry i lilii, przez co często nikt nie spodziewa się ostrych i gładkich zarysów. Twarda emanacja, zupełnie jakby nie pasująca do całego opisu, potrafi uwieść zwiewną i lekką giętkością. W smaku przyjemnie gorzka, z nutą lepkiej kwaśności w sobie.
Wygląd: Delia jest wyjątkowo piękną kobietą. Posiada szczupłą, delikatną sylwetkę a na dodatek jest wysoka. Kolor skóry w miarę jasny. Na plecach widnieje para sporych, anielskich skrzydeł o śnieżnobiałych piórach. Przechodząc do jej twarzy można stwierdzić że ciężko się nie zachwycić. Sprawia wrażenie idealnej, mocno czerwone usta, brak jakichkolwiek skaz oraz te wyjątkowe oczy, ... (Więcej)

Postprzez Evangeline » Wt sty 09, 2018 10:05 pm

        Evangeline może i nie była szczególnie doświadczona życiowo w tego typu sprawach, ale wieczne przysłuchiwanie się bandytom czasami nauczyło ją tego i owego, czasami nawet było to coś mało wulgarnego! Na przykład to, co zaczęło się dziać w zamku, czy też wszędzie, gdzie tylko Evangeline nie spojrzała, opisywało dobrze jedno słowo, które znała - Burdel na skrzypiących kołach. Wiedziała, że wszechobecny chaos oraz pośpieszne próby zorganizowania można by podsumować w ten sposób, jednak nie pochwaliła się tym na głos. Coś jej mówiło, że brzydota wkradła się w te słowa. Może dlatego, że słowo “burdel” nawiązywało do innych słów, które - jak się dowiedziała ostatnimi czasy - były bardzo, bardzo niestosowne dla kogoś takiego jak ona?

        W każdym razie Evangeline uznała, że to dobry czas na bieganie. Skoro wszyscy biegają we wszystkie strony, to czemu ona miałaby nie biegać, choćby i bez celu? A że Delia kazała Dżariemu ją pilnować, to w niczym nie przeszkadzało, młoda anielica wierzyła bowiem, że ktoś taki jak Dżari bez trudu za nią nadąży i będzie ją pilnować. A to, że miała zostać przygotowana w jeszcze jakiś sposób, to już wyleciało z jej głowy jakoś tak, prawdopodobnie przez nagłe przebiegnięcie jednej ze służek tuż obok księżniczki.

        W ten oto sposób Evangeline, jak ten uroczy kłębek szczerozłotej, młodocianej energii, zaczęła ganiać po zamku, zapoznając się z korytarzami i tymi, którzy je przemierzali. O ile za poznanie innych można uznać całkowicie nierozważne przebiegnięcie obok kogoś z pełną prędkością, jaką mogły wykrzesać zdrowe nóżki młodocianej. I o ile ominięcie właściwego ciała Evangeline było łatwe, to już złota mgła była o wiele większym problemem.

        Odkąd suknia została założona przez Evangeline, złocisty pył zdawał się o wiele mniej widoczny, zupełnie jakby go ubyło. W rzeczywistości jednak był on po prostu rozciągnięty na większym obszarze niż zwykle. Wcześniej bowiem jego głównym zadaniem było stanowienie aktywnej cenzury części ciała, których nazw nie wolno wymawiać. Teraz jednak, kiedy byle zerknięcie w stronę Evangeline nie groziło już pogwałceniem jej prywatności, nie było potrzeby, by drobinki zasłaniały cokolwiek.

        Z tego też powodu nie dziwiło to, że kiedy Evangeline przebiegła obok kogoś zbyt blisko, to pył wpadał we włosy. Choć to i tak był najlepszy przypadek, bo, między innymi, jeden kucharz niosący mięso do przygotowania po chwili odkrył, że to zostało wypanierowane złotem. Nieszczęście miała także jedna z młodszych pokojówek, która musiała w trybie natychmiastowym wrócić do swojej komnaty, aby wydostać złoty pył z zakamarków ubioru, do których ten się jakimś cudem wcisnął.

        Wszystko to oczywiście mógł zaobserwować Dżari. To znaczy, mógł, jeśli faktycznie biegał za Evangeline. Była szansa, że postąpi inaczej. W końcu Evangeline bez ostrzeżenia rozpoczęła bieganie po królewskich korytarzach, co oznaczało, że równie dobrze mogła niemal od razu uciec z pola widzenia anioła. Szybko jednak okazało się, że większość miejsc albo była zamknięta, albo też zbyt tłoczna, by skutecznie się poruszać, szczególnie kiedy posiadało się skrzydła, które momentami poszerzały Evangelinę, w ten mniej negatywny sposób. W wyniku tego anielica, prędzej czy później, postanowiła powrócić do swojego opiekuna, do czego doszłoby tak czy siak, choć ciężko powiedzieć, czy to ona znalazła jego, czy on ją.

        W każdym razie, od tego momentu grzecznie i cichutko trzymała Anioła za rączkę, czekając na to, co dalej i w razie czego grzecznie wysłuchując poleceń osoby dorosłej. Tak, w ten sposób można by podsumować to, co… Tu się z pewnością nie działo.

- Dżari, a odpowiesz mi na kilka pytań? Bo, tak w międzyczasie, zebrały mi się w głowie różne zagadnienia, co do których nie jestem pewna, czy dobrze je rozumiem, a nie chcę sama dochodzić do wniosków, bo najwyraźniej na dobrze mi to idzie - zaczęła anielica, próbując brzmieć tak grzecznie, jak tylko mogła. Niestety, nie dotrzymała innej zasady grzeczności i nie czekając nawet na aprobatę, zaczęła zalewać anioła pytaniami. - Na przykład, wyjaśnisz mi, skąd dokładnie biorą się dzieci? Bo bandyci nigdy nie odpowiadali, a jak już, to mówili pół-żartem, a przynajmniej to sugerowały ich śmiechy. Rozumiem, że do tego trzeba kobietę i mężczyznę i to najlepiej jakby byli mniej więcej tacy sami, na przykład anioł z aniołem, człowiek z człowiekiem. Wyjaśnij mi to w szczegółach, proszę, proszę, proooooszę! - Dołożyła słodkie oczka do swojej wypowiedzi. Bo co jak co, ale słodkie oczka to wiedziała jak zrobić. Lata naśladowania bandytek, wraz z naturalną kobiecą zdolnością do naginania innych do swej woli sprawiły, że Dżari niemal czuł na sobie ciężar dziecięcych ślepi.




        Evangeline nie mogła się doczekać zobaczenia rodziców swojej przybranej matki, czyli swoich przybranych dziadków. Aż podświadomie ruszała skrzydełkami w górę i w dół, jakby chciała latać z radości, choć nigdy nie unosiła się w powietrzu. Podobne emocje zresztą było widać zarówno na jej uśmiechniętej twarzyczce, jak i w drobinach pyłu, które zamiast powolutku wirować dookoła Evci, zdecydowały się tańcować, unosząc się energicznie w górę i w dół w trakcie podróży dookoła złotej anielicy. Ogólnie rzecz ujmując, była uradowana od stóp po czubek pięknej, pokrytej złocistymi włosami głowy.

        Zjawienie się rodziców Delii było… Mniej efektowne, niż się tego spodziewała księżniczka. Ale nadal było interesująco. Evangeline machała w ich stronę na powitanie tak długo, dopóki jej nie zauważyli. Nie mówiła jednak nic, bowiem ostatnimi czasy coraz bardziej wątpiła w swoją zdolność poprawnego wyrażania się. Dlatego też grzecznie patrzyła i słuchała tego, co się działo. Ojciec Delii podszedł do Dżariego i szeptał coś w jego stronę, Delia zaś wraz z matką była obok zwierząt. Z początku księżniczka chciała dołączyć do swojej matki i matki swojej matki, jednak nim do tego doszło, wpadła na genialny, a w rzeczywistości okropny, pomysł.

- O, o! Uwaga, mam coś ważnego do pokazania! - powiedziała tak głośno, jak mogła, chcąc zwrócić na siebie uwagę. W międzyczasie zrobiła kilka kroków w tył, by się upewnić, że ma wystarczająco dużo miejsca na swój plan. - Droga mamo Delii i tato Delii, chciałabym się z wami oficjalnie przywitać!

        Nim ktokolwiek zdołał ją powstrzymać, Evangeline zaczęła się rozpadać w drobiny pyłu. Sukienka po kilku chwilach straciła oparcie, kiedy to całe ciało anielicy straciło swoją pierwotną formę, tworząc szalejącą chmurę złotych drobin. Ubranie, pod wpływem wiatru wywołanego przez transformację złotej anielicy, poleciała wprost na twarz Dżariego. Tymczasem w miejscu, gdzie niedawno stała księżniczka, formowała się… ogromna ręka. Z początku nie było jeszcze widać, czemu Evangeline zdecydowała się na rękę. Z początku, bo później niezwykle oczywiste stało się, że anielica zamieniła się w siedmiostopowy posąg… ręki z wystawionym dumnie środkowym palcem. Czyli, jak to mówią wprost wieśniacy, Evangeline przywitała dziadków starym, dobrym "wal się". Nic dodać, nic ująć.
Avatar użytkownika
Evangeline
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Lullasy, Hyiaxinthe, Urzaklabina, Drim, Avarralie, Siyne, Violetine, Fonos, Krakenia, Toffee, Elion,
Rasa: Anioł Światła.
Aura: Wciąż jeszcze słaba emanacja posiada niewiele barw, za główny odcień obrała sobie barachitowy. Obsypana została lśniącym złotym pyłem omijającym jedynie cynkowe plamki. Poświata otula całość swym kojącym zmysły szmaragdowym światłem. Wydziela cudowną woń lilii połączoną z niezwykłym zapachem mirry. Powłoka raczej twarda gnie się łatwo, jednakże od czasu do czasu, nie wiadomo dlaczego sztywnieje. Nadrabia jednak ostrymi krańcami, niestety nawet wśród nich, występują tępe miejsca. Odwraca od tego uwagę aksamitnością, wśród której to i ówdzie można odnaleźć coś chropowatego. W smaku lepka, a posmak pozostawia po sobie przyjemnie łagodny.
Wygląd: Niemal uwodzicielska anielica, której ciało dojrzało szybko prawdopodobnie za sprawą anatomicznych różnic oraz potężnego daru w niej drzemiącej. Ma, dosłownie mówiąc, pozłacaną urodę, od której trudno oderwać wzrok.

Jest dosyć drobna, bowiem mierzy dwa kroki (ok. 150cm/1,5m) a waży - wraz ze skrzydłami - siedem kamieni (ok. 70kg). Ów skrzydła mają rozpiętość 6 ...
(Więcej)

Postprzez Dżari » Śr sty 10, 2018 7:28 pm

        Anioł patrzył na roztrzęsioną władczynię wzrokiem pełnym troski i wsparcia: po to przy niej był, by pomóc jak tylko był w stanie. Sytuacja była nadal dla niego nowa, ale najważniejsze było nastawienie. Nie mógł swoim zdenerwowaniem dodatkowo nadwyrężać nerwów Delii, co z niego byłby za sługa dworu? ”Królewski opiekun”, powtórzył w myślach, jakby dopiero teraz do niego dotarło kim się w jednej chwili stał. A rano jeszcze na boso podbierał jajka kurom.
        - Rozkaz, Wasza Wysokość - zapewnił, skłaniając się lekko przed monarchinią, gdy ta kazała mu zająć się księżniczką. Widząc jednak jak kobietę ogarnia panika, nie powstrzymał się przed delikatnym uchwyceniem jej za dłoń, by przestała się miotać.
        - Wasza Wysokość, proszę się nie denerwować - zwrócił się do niej ciepłym tonem. - To twoi rodzice, najważniejsza dla nich z pewnością jesteś ty, a nie cały blichtr dworu.
        Laki uśmiechnął się delikatnie, posyłając w jej stronę zaklęcie kojące, równie subtelne co jego dodający otuchy uśmiech. Później zaś puścił jej rękę i pozwolił odlecieć, a sam obrócił się w stronę Evangeline.
        - Księżniczko… Księżniczko! - zawołał nagle, gdyż złota anielica bez słowa ostrzeżenia rzuciła się do ucieczki. Gdy tylko do Lakiego dotarło, że nawoływanie na nic się zda, rzucił się za nią w pościg, lecz przewaga dziewczyny była już znaczna i nawet tak wysportowany mężczyzna jak on nie mógł dopaść jej tak od razu. Ogólne zamieszanie wcale mu nie pomagało - jego nawoływania ginęły wśród ogólnego gwaru, a tłum czasami utrudniał poruszanie się. Gdyby to był pościg za piekielnym, Dżari byłby bardziej stanowczy i roztrącałby tłum przed sobą, lecz w pałacu nie mógł sobie na to pozwolić, lawirował więc między grupami z gracją tancerza, tracąc jednak w ten sposób cenne sekundy. W pewnym momencie stracił wręcz księżniczkę z oczu. Dysząc przystanął na rozwidleniu korytarzy i skupił swój zmysł magiczny - praktycznie od razu wyłapał niknący ślad złocistego pyłu i podążył za nim. Tym razem w końcu udało mu się zrównać z Evangeline, która jakby nigdy nic zmierzała w jego kierunku.
        - Księżniczko… - odezwał się do niej, o dziwo bez irytacji w głosie, raczej z pewną ulgą, jakby mówił “tu cię znalazłem”. Pewnie uchwycił ją za dłoń, jak dziecko a nie jak kobietę. - Chodźmy gdzieś, gdzie będzie spokojniej…
        Dżari wiedział, że nie wypadało mu chodzić za rękę z córką królowej, nawet jeśli ta była dzieckiem - wykorzystał moment, by nauczyć ją chodzenia pod łokieć, oczywiście z zachowaniem odpowiedniego dystansu, jasno sygnalizującego, że to tylko kurtuazja a nie afekt. Gdy już ruszyli i Evangeline poinformowała o swojej chęci poszerzenia horyzontów, anioł spojrzał na nią z uwagą i też odrobiną nadziei, że może sama z siebie będzie chciała lepiej zaprezentować się przed ważnymi gośćmi…
        - Słucham - zachęcił ją więc.
        Płonne były jednak jego nadzieje, księżniczka znokautowała go klasycznym krępującym pytaniem do dorosłych: skąd się biorą dzieci. Laki zamrugał z konsternacją, zachowując jednak kamienny wyraz twarzy, choć niewiele brakowało, by z zaskoczenia opadła mu szczęka. Szybko pozbierał myśli i spokojnym tonem zwrócił się do Evangeline.
        - Rozumiem twoją ciekawość, Wasza Wysokość, lecz niestety nie jest to odpowiedni moment, bym mógł ci o tym opowiedzieć, zwłaszcza w szczegółach - usprawiedliwił się. - Obawiam się ponadto, że może brakować ci pewnej elementarnej wiedzy, przez co tylko utrudnię ci zrozumienie tego tematu. Wrócimy do tej kwestii gdy będziemy mieli więcej czasu - obiecał jeszcze, gdyż wbrew pozorom nie bał się poruszania takich kwestii z nastoletnią dziewczyną. Był wszak lekarzem, na boga, nie krępowało go mówienie o zapłodnieniu, ciąży i porodzie, a biorąc pod uwagę wiek księżniczki, powinna zostać ona uświadomiona w miarę szybko w tych jakże intymnych i ważnych kwestiach.
        - By jednak chociaż trochę zaspokoić twoją ciekawość: tak, by mieć dzieci potrzebna jest kobieta i mężczyzna, najlepiej tej samej rasy, choć istnieją nieliczne od tego wyjątki. Kobieta jest zapładniana przez mężczyznę, o czym opowiem ci gdy będziemy mieli więcej czasu i proszę cię, wasza wysokość, nie pytaj o to innych osób, obiecuję, że wrócimy do tego tematu. W wyniku zapłodnienia kobieta zachodzi w ciążę i dziecko rozwija się w jej łonie aż jest wystarczająco duże, aby przyjść na świat, wtedy następuje poród. To bolesne, lecz wyjątkowe przeżycie w życiu każdej kobiety, o tym również ci opowiem, gdy będziemy mieli więcej czasu. Wybacz, księżniczko, że nie zaspokoję twojej ciekawości teraz, lecz do spotkania z twoimi dziadkami zostało nam niewiele czasu i chciałbym przede wszystko na to cię przygotować, a temat dzieci musimy niestety odłożyć na inny czas. Spocznijmy tutaj, proszę - zasugerował, wskazując anielicy ławeczkę w okiennym wykuszu.
        Gdy już Evangeline usiadła, Dżari dyskretnym ruchem strzepnął złote drobinki, które osadziły się w zagięciach na rękawie. Pomyślał przy tym, że przebywając w towarzystwie księżniczki całymi dniami w końcu będzie nawet pluł na złoto, tak dokładnie pokryje go ten pył.
        - Wasza Wysokość, na wstępie pragnę prosić cię, byś się nie zrażała i nie czuła do mnie urazy za to wszystko, co teraz powiem. Jesteś osobą jeszcze bardzo młodą i wychowywałaś się w bardzo nietypowych, żeby nie powiedzieć ciężkich, warunkach, a teraz twoje życie diametralnie się zmieniło. Musimy postarać się nadążyć za tymi zmianami i ja chcę ci w tym pomóc na ile jestem w stanie. Posłuchaj, Wasza Wysokość - zwrócił się do Evangeline trochę mocniejszym tonem, by zyskać jej uwagę. - W kwestii wysławiania się najlepiej uważnie słuchaj tego jakich słów używa twoja mama, ja, bądź inne osoby z twojego aktualnego otoczenia. Mów prosto. Pozwolę sobie posłużyć się przykładem tego jak skomentowałaś mój wygląd przed chwilą, wystarczyłoby samo to, że przytaknęłaś swojej mamie, byłoby mi równie miło. Mówienie w towarzystwie o kimś, że wygląda seksownie jest niestosowne. Możesz powiedzieć, że jest ładny, piękny, urodziwy, ale seksowny to już za mocne słowo.
        I tak to trwało, Dżari starał się wytłumaczyć księżniczce jakich słów nie może używać, a jakich powinna zamiast tego, cały czas podkreślając, że najlepszym przykładem powinna być dla niej Delia - nie dość że królowa, to jeszcze kobieta obdarzona naturalnym wdziękiem. Jeśli trzeba było, przywoływał ją do porządku, ale nie krzykiem, raczej zwracając jej uwagę - sam sobie się dziwił jak cierpliwy był podczas tej rozmowy. Czas go jednak naglił i nie mógł poruszyć wszystkich tematów, jakie powinien. W końcu musieli razem z księżniczką wstać i udać się na spotkanie z jej dziadkami.

        Podczas powitania Dżari trzymał się blisko księżniczki, by móc w razie czego służyć jej pomocą bądź interweniować w razie jakiejś gafy. Stał jednak nieco z tyłu, by nikt nie miał wątpliwości co do tego, że należał on do służby, a nie rodziny królewskiej. Był spokojny - już i tak nie mógł niczego zrobić lepiej. Trochę wyrzucał sobie to, że przez uwagę poświęconą królowej musiał później biegać za Evangeline po całym zamku i przez to stracił sporo czasu, to było już jednak nie do odwrócenia. Liczył, że rodzice królowej będą wyrozumiali dla młodej dziewczyny oswobodzonej z niewoli…
        Wylewna radość okazywana przez matkę Delii stanowiła widok, który cieszył oko i serce, zaś poważne podejście ojca, cóż, również było na swój sposób ujmujące - w końcu świadczyło o jego trosce o córkę.
        Natychmiastowa konkluazja, do której doszła matka Delii trochę zaskoczyła Dżariego i to z dwóch powodów: że w ogóle go zauważono i brano pod uwagę jako… potencjalnego ojca księżniczki? Partnera królowej? Myśl ta była śmiała, bardzo wręcz śmiała i Lakiemu nigdy nie przeszłaby przez gardło. Nieważne jak cudowna jawiła mu się w oczach Delia, on był zwykłym chłopakiem z gminu, a ona królową, nie było więc mowy o tym, że mogliby tworzyć związek, a co dopiero mieć razem dziecko… Poza tym co to za podejrzenia? Kolejna niedorzeczna myśl, przecież Delia z pewnością nie brałaby ślubu bez wiedzy rodziców - sprawiała wrażenie dobrze wychowanej dziewczyny z tradycyjnej rodziny. O właśnie, skoro już o tradycji mowa - jej ojciec od razu wypowiedział standardową formułkę, jaka powinna paść pod adresem adoratora jedynej córki. Nie lubił go z miejsca, Dżari nawet jako zwykły służący mający to szczęście, że pracował blisko rodziny królewskiej, musiał wkupić się w jego łaski i udowodnić swoją wartość. Gdyby zaś zdradziłby się z cieplejszymi myślami na temat ciemnowłosej anielicy, pewnie już nie miałby najmniejszych szans na zjednanie sobie jej ojca. Laki nie miał o to do niego pretensji, w końcu robił to tylko ze względu na dobro swojej córeczki.
        Dżari od razu spostrzegł, że ojciec Delii trochę przy nim zamarudził i nie poszedł tak od razu do zwierzaków, jak kobiety z jego rodziny. Nie wiedział jeszcze co go czeka, ale szybko się dowiedział: pytanie było krótkie, konkretne i bolesne. Mężczyzna przejrzał go od razu, zapewne przez aurę, co tylko świadczyło o jego czujności. Po pierwszej chwili zaskoczenia Dżari odpowiedział jednak na zaczepkę bez strachu, patrząc mu w oczy, choć przecież było to tylko zawoalowane “idź sobie”.
        - Właśnie ją wykonuję - odparł. Nie mówił tak napastliwie jak przepytujący go anioł, starał się zachować spokój, bo przecież nikt poza samą Delią nie mógł go z zamku wygonić. Co więcej Laki mógłby nawet zdradzić jak konkretnie brzmiał cel jego misji, ale plan ten pokrzyżowała mu Evangeline, która nagle zwróciła na siebie uwagę wszystkich. Dżari czujnie obrócił na nią wzrok i widząc, że dziewczyna się wycofuje, postąpił krok w jej stronę. Trochę uspokoiły go jej słowa powitania - brzmiały niewinnie, typowo, nie dorzuciła od siebie żadnego wulgaryzmu… Ale niestety miała w zanadrzu coś gorszego i zaraz zmieniła się w złoty pył, a jej błękitna suknia poleciała prosto na niego. Złapał odruchowo ubranie.
        - Księżnicz… - wezwał ją, lecz zaniemówił gdy zobaczył co też strzeliło jej do głowy. Chwilę stał oniemiały, prawie dając się ponieść pokusie by na nią nawrzeszczeć, opanował się jednak i podszedł do niej zdecydowanym krokiem, przełykając gorzkie słowa.
        - Księżniczko, natychmiast wracaj, tak nie wypada! - oświadczył jej stanowczo.
        - Księżniczko, wracaj - powtórzył, jedną rękę kładąc na brzegu ogromnej dłoni, a drugą z rozciągniętą na przedramieniu sukienką wyciągając w bok tak, by podczas przemiany osłonić Evangeline jej własnym odzieniem. Spojrzał na rodziców królowej z pewną konsternacją. Tłumaczyć czy nie? Chyba jednak powinien coś powiedzieć.
        - Najmocniej przepraszam - zapewnił na wstępie, jakby brał na siebie całą odpowiedzialność. - Księżniczka Evangeline to jeszcze dziecko, wychowywała się z bandytami i nie wie jeszcze co jest dobre a co złe. Czy też raczej jej ocena jest dość odmienna od typowej. Staramy się ją wszystkiego nauczyć, bardzo szybko przyswaja nową wiedzę, ale niestety nadal potrafi nas zaskoczyć. Proszę o wybaczenie.
        Anioł skłonił się na ile mógł, gdy miał obie ręce wyciągnięte w bok, aby osłonić nagą księżniczkę.
Avatar użytkownika
Dżari
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
 
Nagrody: ObrazekObrazek
Inne Postacie: Sanaya, Jorge, Skowronek, Yastre, Tioyoa, Kinalali, Widugast, Ijumara, Nikolaus, Kaikomi, Rael, Mniszek,
Rasa: Anioł światła
Aura: Postać anioła otacza srebrny mur. Widać w nim żelazne pęknięcia. Trudno stwierdzić czy może są one oznaką siły czy też słabości, lecz to właśnie z nich wydobywają się giętkie gałązki i łodygi w barwie barachitu. Utrzymują pęki głów kwiatów, do złudzenia przypominających róże oraz lilie, chociaż oba gatunki oblane są miedzianą powłoką. Strach jest je naruszyć w obawie, że za chwilę płatki rozsieją się wokół emanacji. Z serc roślin wydobywa się mgiełka gęstnąca przy każdym ruchu niebianina. W stanie spoczynku lśni jedynie ametystowym pyłkiem, lecz każda zmiana położenia jest w stanie całkowicie okryć wytworzony, majestatyczny obraz łagodności mleczną poświatą. Samo dno aury usypane jest cynowym piaskiem, z którego wydobywa się mocny zapach mirry, a łamie go balsamiczna woń lilii. Emanacja subtelnie lepi się do ust gorzkim smakiem, który kryje w sobie nutkę kwaśności. Na zewnątrz rozbrzmiewa śmiechem radosnych dzieci. Odnosi się wrażenie, że biegają wciąż po tych samych ścieżkach wokół muru. Ciepła w dotyku trzaska przyjaźnie płomieniami. Odbiorca od razu nabiera pewności iż nigdy się nie sparzy, dlatego też z wielką chęcią niejeden czytelnik pokusi się na dotyk. Gładka w odbiorze posiada jedynie ostre krawędzie szczelin, ale pozostaje przy tym twarda, nie do złamania. Obraz sielanki wzbudza jednakże niepokój. Zdaje się zbyt idealna, lśniąca i tylko ów złamania mogą wzbudzić pewne zastanowienie… że za murem… że za murem kryje się coś więcej.
Wygląd: Wędrowny znachor tylko na pierwszy rzut oka pasuje do swej profesji - nosi proste szaty, ma dużą torbę z lekami i nie można by go posądzić o bogactwo. Gdy jednak patrzy się na niego chociaż chwilę dłużej, dostrzega się, że nie jest to twarz biedaka, który tuła się przez całe życie. Jego oblicze jest niezwykle piękne, młodzieńcze, skóra gładka i lekko opalona na odcień ... (Więcej)

Poprzednia strona

Powrót do Arrantalis

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron