[Z dala od miast] Jak miedź brzęcząca


Arrantalis leży daleko na Oceanie Jadeitów, zajmuję dwie wyspy – Arrante i Talianis, których jedynym połączeniem jest kamienny most. Rządzi mim piękna anielica królowa Delia.

Postprzez Dżari » Pn gru 04, 2017 8:27 pm

        - Owszem, wygląda pięknie - Dżari natychmiast przytaknął królowej, gdy ta zapytała czy zgadza się z jej opinią. Jego odpowiedź była błyskawiczna, lecz szczera, nie dało się w niej usłyszeć służalczości. Anioł, gdyby miał powiedzieć nieprawdę, coś z czym by się nie zgadzał, pewnie wolałby milczeć. Evangeline wyglądała jednak pięknie w swej nowej sukni, a Delię wyraźnie ten fakt radował, więc wszystko się zgadzało.
        Później nastąpił spontaniczny taniec, podczas którego księżniczka śmiała się w zupełnie nieskrępowany i zaraźliwy sposób. Dżari na moment mógł zapomnieć o tych wszystkich troskach i przemyśleniach, których miał do tej pory pełną głowę i po prostu cieszył się razem ze złotowłosą anielicą, chociaż on okazywał swoje uczucia dużo bardziej powściągliwe, jedynie się uśmiechając i raz pozwalając sobie na krótki śmiech. Jego skostniałe serce dopiero miało zacząć tajać za sprawą tych dwóch kobiet.
        - Rad jestem, że sprawiłem ci przyjemność, Wasza Wysokość - zapewnił Dżari, gdy Evangeline tak radośnie komentowała ich wspólny taniec. - Na pewno świetnie poradzicie sobie z każdym tańcem, lecz niestety, ja nie znam ich zbyt wiele - usprawiedliwił się. - Nie wątpię jednak, że na pewno znajdzie się godny nauczyciel - dodał jeszcze na koniec, nim został zawołany przez zniercierpliwioną zarządczynię, którą widok bosego mężczyzny w zgrzebnej tunice rozmawiającego sobie ot tak z rodziną królewską przyprawiał o palpitacje serca. Nie lubiła, gdy coś było nie w porządku na jej zamku i zaraz czuła przemożną potrzebę zaradzenia temu.
        Gdy chwilę później Laki był sam na sam z Marią, ponownie ogarnęły go ponure myśli. Roztrząsał w głowie to, co usłyszał przed nagłym wybuchem radości Evangeline - słowa Yro i Pioruna. Doradca królowej najwyraźniej nie dał się tak łatwo przekonać do jego osoby, co Dżari poniekąd rozumiał - stracił pozycję na rzecz jakiegoś tam wieśniaka. Jego zapewnienie o współpracy było wymuszone, a przez to Laki nie był wcale przekonany, że się utrzyma - to kazało mu zachować ostrożność i z pewnym dystansem podchodzić do oferowanej pomocy, bo mogła się ona okazać wyjątkowo skąpa. Słowa królewskiego orła również nie napawały optymizmem. To znaczy: i tak i nie. Były zwiastunem dalszych tarć między aniołem a doradcą, lecz jednocześnie wieść o tym, że Dżari miał u królowej pewne względy… była bardzo miła. Anioł aż się uśmiechnął pod nosem, gdy przypomniał sobie te słowa - “Delia cię polubiła”. Laki oczywiście gdyby miał na to odpowiedzieć, momentalnie by zaprzeczył, bo przecież znali się tak krótko, a on nie był tak kryształowy, za jakiego go brano (wszak gdyby było inaczej, z dumą nosiłby swoje skrzydła, a nie ukrywałby ich tak jak to czynił teraz). Jednak sama świadomość tej sympatii była przyjemna, zwłaszcza, że Dżari ją odwzajemniał.

        Aniołowi w głębi ducha podobało się wrażenie, jakie zrobił na Delii, gdy stanął przed nią w nowych ubraniach, nawet jeśli była to tylko liberia, jaką nosili giermkowie na zamku - tak po prawdzie była to najlepsza odzież, jaką Dżari miał na sobie od momentu zejścia na ziemię. Anielica wyraźnie to doceniła i chociaż jej komplement był oszczędny, dla Lakiego wiele znaczył.
        - Dziękuję, Wasza Wysokość - odpowiedział jej, słowa popierając lekkim skinieniem głowy. Swojej matce zaraz zawtórowała Evangeline, jednym zdaniem po raz kolejny tego dnia rozkładając anioła na łopatki. Dżari patrzył na nią oniemiały, gorączkowo zastanawiając się jak mógłby jej odpowiedzieć. Teoretycznie nie powiedziała niczego wulgarnego, lecz i tak takie słowa nie pasowały księżniczce i w ogóle żadnej dobrze wychowanej dziewczynie. Gdyby zwróciła się tymi słowy do ukochanego, jeszcze gdy byliby na osobności, komentarz z pewnością należałby do miłych, ale nie w takich okolicznościach! Nim jednak anioł otrząsnął się z zaskoczenia i udzielił Evangeline upomnienia (po raz kolejny - już naprawdę czuł się z tym trochę podle), do komnaty wpadł Yro. Był zdyszany i przerażony, jakby goniło go stado głodnych wilków. Dżari podszedł do niego razem z Delią, uważnie przyglądając się to jemu, to jej, czekając na rozwój wydarzeń. Sytuacja była dla niego nieodgadniona, niepokojąca - list mógł zawierać wszystko, a słowa doradcy ani odrobinę nie tłumaczyły jaka była jego treść. Lakiemu pozostało jedynie uzbroić się w cierpliwość.
        Wyjaśnienia Delii wywołały w Dżarim mieszane uczucia. Od razu pomyślał o tym, jak sam zareagowałby na wieść, że odwiedzi go rodzina. Nie widział ich kilka lat i gdyby dotarły do niego podobne nowiny jak do królowej, pewnie byłby uradowany, nawet wtedy, gdy tułał się po świecie nie mając nigdzie swojego kąta. Dlaczego więc Delia była taka przerażona? Nie miała dobrego kontaktu z ojcem i matką? O coś takiego oczywiście nie wypadało pytać. Anioł uznał jednak, że pewnie to kwestia krótkiego czasu, jaki miała na przygotowanie się do wizyty - gdyby było go więcej, spotkanie mogłoby mieć prawdziwie królewską oprawę.
        - Wasza Wysokość, wszystko w porządku? - upewnił się, podchodząc do królowej o pół kroku, jakby w niemy sposób chciał zasugerować jej oparcie.
        - Czasu jest niewiele - wyraził na głos swoje przypuszczenia. - Czy mogę jakoś pomóc, Wasza Wysokość?
        Czy jego samego przejęła ta wieść? Niespecjalnie. Na ten moment były to po prostu kolejne nowe osoby, które miał poznać, nic go z nimi nie łączyło. Delia to co innego - do niej zdążył poczuć pewną sympatię i jeśli ona była zdenerwowana, on zamierzał dołożyć wszelkich starań, by zdjąć z jej ramion ten ciężar.
Avatar użytkownika
Dżari
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
 
Nagrody: ObrazekObrazek
Inne Postacie: Sanaya, Jorge, Skowronek, Yastre, Tioyoa, Kinalali, Widugast, Ijumara, Nikolaus, Kaikomi, Rael, Mniszek,
Rasa: Anioł światła
Aura: Postać anioła otacza srebrny mur. Widać w nim żelazne pęknięcia. Trudno stwierdzić czy może są one oznaką siły czy też słabości, lecz to właśnie z nich wydobywają się giętkie gałązki i łodygi w barwie barachitu. Utrzymują pęki głów kwiatów, do złudzenia przypominających róże oraz lilie, chociaż oba gatunki oblane są miedzianą powłoką. Strach jest je naruszyć w obawie, że za chwilę płatki rozsieją się wokół emanacji. Z serc roślin wydobywa się mgiełka gęstnąca przy każdym ruchu niebianina. W stanie spoczynku lśni jedynie ametystowym pyłkiem, lecz każda zmiana położenia jest w stanie całkowicie okryć wytworzony, majestatyczny obraz łagodności mleczną poświatą. Samo dno aury usypane jest cynowym piaskiem, z którego wydobywa się mocny zapach mirry, a łamie go balsamiczna woń lilii. Emanacja subtelnie lepi się do ust gorzkim smakiem, który kryje w sobie nutkę kwaśności. Na zewnątrz rozbrzmiewa śmiechem radosnych dzieci. Odnosi się wrażenie, że biegają wciąż po tych samych ścieżkach wokół muru. Ciepła w dotyku trzaska przyjaźnie płomieniami. Odbiorca od razu nabiera pewności iż nigdy się nie sparzy, dlatego też z wielką chęcią niejeden czytelnik pokusi się na dotyk. Gładka w odbiorze posiada jedynie ostre krawędzie szczelin, ale pozostaje przy tym twarda, nie do złamania. Obraz sielanki wzbudza jednakże niepokój. Zdaje się zbyt idealna, lśniąca i tylko ów złamania mogą wzbudzić pewne zastanowienie… że za murem… że za murem kryje się coś więcej.
Wygląd: Wędrowny znachor tylko na pierwszy rzut oka pasuje do swej profesji - nosi proste szaty, ma dużą torbę z lekami i nie można by go posądzić o bogactwo. Gdy jednak patrzy się na niego chociaż chwilę dłużej, dostrzega się, że nie jest to twarz biedaka, który tuła się przez całe życie. Jego oblicze jest niezwykle piękne, młodzieńcze, skóra gładka i lekko opalona na odcień ... (Więcej)

Poprzednia strona

Powrót do Arrantalis

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron