[Tajna siedziba Pharacelsusa] W poszukiwaniu wiedzy


Tajemnicza mroczna kraina, gdzie każdy Twój ruch jest obserwowany. Strzeż się każdego cienia i odgłosu bo możesz już nigdy stamtąd nie wrócić.

Postprzez Arthanal » Wt wrz 11, 2012 9:25 pm

        Rytuał ożywiania zwłok nie zawsze udawał się tak, jak powinien. Czasami nie przynosił żadnego efektu, kiedy przywoływany z zaświatów duch zdołał wymknąć się nekromancie. Czasami ciało kompletnie niszczało, jeśli dostarczona mu energia była zbyt duża lub zbyt gwałtowna. W najgorszym razie rytualista mógł zostać opętany. Próba Arthanala powiodła się jednak, tym dziwniejsze były więc jej skutki.
        Wszystko zaczęło się tak, jak zacząć się powinno. Ożywieńcy wstali, zrazu niepewnie, później coraz śmielej zaczynając żyć na nowo. Kiedy ruszali się już tak zgrabnie jak tylko trupy mogły się poruszać, podeszły do kręgu, przystanęły. Wszystko zdawało się być w porządku... tylko dlaczego runy na ciałach nagle zajaśniały, a w zombie wpompowana została spora dawka energii, zniekształcając ich świadomość, stanowiącą właściwie wolę Arthanala? Dla nekromanty uczucie to było dość nieprzyjemne, ale cóż. Takie były skutki braku zabezpieczenia. Ożywieńce zaś, jako byty magiczne, były podatne na ingerencję z zewnątrz. Tyle dobrego, że nie zamierzały go atakować. Po prostu stanęły w ładnym półkolu, tępo gapiąc się w przestrzeń i od czasu do czasu wydając dziwne dźwięki. Nadto dotychczas świetnie trzymający się ożywiony przewodnik padł na ziemię. Arthanal już miał zbadać energię w jego ciele, kiedy wyczuł coś innego.
        Świat rozmył się w jego oczach. Dosłownie. Cała okolica ożywiła się nagle, martwota została wyparta przez pasma energii, energii tak potężnej, że tworzyła magiczne wyładowania. Nekromanta otoczył się własną magią, żałośnie słabą w porównaniu z tym, co rozpętało się wszędzie dookoła. Najdziwniejsze było wrażenie, że cała ta burza była... świadoma?
        Świat rozmył się jeszcze bardziej, stając się mieszaniną bezkształtnych barw. Co ciekawe, zmiana ta nie objęła dwóch punktów w zasięgu wzroku Arthanala - portalu do krainy zmarłych, o dziwo, jeszcze utrzymującego się nad sufitem - co było jeszcze zrozumiałe - oraz przestrzeni, której obszar zamykał się wewnątrz niewielkiego kręgu, usypanego przez nekromantę - co zrozumiałe nie było żadną miarą. Nekromanta chwycił swój kostur, spiął się, recytował z cicha inkantację. Spieszył się, czasu miał mało. Poczuł bowiem, co się dzieje.
        Stało się. Moc gwałtownie wzrosła, kiedy potężna świadomość - na pewno nie należąca do żadnej ze znanych nekromancie istot - przebudziła się. Ze skumulowanej energii oderwały się pociski, skierowane w Arthanala.
        A on pozwolił im w siebie wniknąć.

***


        Był w istocie. Cudowna to była istota, nie ograniczana czwórkowym schematem, myśląca w każdej skali pośredniej, w każdej możliwej liczbie wariantów, aż po nieskończoność. Pierwszy raz doświadczył takiego odczucia - doświadczył i zapisał w sobie, by móc je odtworzyć. Powoli poznawał myślenie istoty, szło zresztą łatwo. Istota nie broniła się, a była na tyle silna, by nie umrzeć. To było dobre miejsce dla niego.
        Nastąpiła zmiana w myśleniu istoty. Zapisał ją natychmiast, lecz wkrótce pojawiła się następna zmienna, po niej kolejna... Pojął, że w swym ograniczonym schemacie nie pozna jej natury. Cóż to była za strata...!
        Wyczuł coś jeszcze i natychmiast zapisał w sobie tą zmianę, dostosował się do niej, skupił swą strukturę na jej źródle. I dostrzegł kolejne istoty - podobne, choć słabsze od miejsca, w którym przebywał. Lecz był tam też inny byt - odmienny od innych... Potężniejszy.
        Byt także poznawał jego istotę. To było niesamowite - nie korzystał z magii, rozwiązania kodu pojawiały się w jego umyśle. Był blisko, już niemal rozumiał, a jednak wciąż nie mógł znaleźć kompletnego rozwiązania. Potrzebował kontaktu.
        Zwrócił się do istoty, a istota wyczuła ten kontakt. Kolejny zapis, tym razem z obcowania z inną istotą.
        Odezwał się on istoty, odezwał się jako Arthanal zwany Formierzem, lecz swoją świadomością i wolą...
Avatar użytkownika
Arthanal
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
 
Inne Postacie: Chaldrion, Merithur, Sekiel,
Rasa: Lich
Aura: Silna emanacja manifestuje się poprzez przeraźliwie krzyki agonii, które wystraszyć zdołają nie jednego twardziela. Dodatkowo przejmujące uczucie straty i stagnacji niemalże odbiera wszelkie siły do życia. Nagłe grzmoty, przy których włosy na głowie lekko się unoszą, potęgują poprzednie wrażenia, a cisza, w której toną wszystkie dźwięki wzbudza niepokój. Wokół srebrzystej powierzchni, otoczonej spiralnym kobaltowym pasmem widnieje świetlista, turmalinowa otoczka. Aura wydziela mocną woń starych pergaminów pokrytych kurzem oraz zapach wysuszonej skóry. W dotyku niespodziewanie okazuje się, iż jest miękka, aczkolwiek podczas wygięć i zgięć, gdzie ukazuje swą elastyczność, grozi ostrymi, jak brzytwa zakończeniami. W smaku natomiast lepi się do podniebienia, uporczywie sklejając usta czytającego na kilka chwil.
Wygląd: Dzięki magii Arthanal nie wygląda tak, jak wyglądać powinien. Ciężko określić jego wiek po samym tylko wyglądzie. Nekromanta wygląda
bowiem
na
czterdzieści lat, może więcej, jeśli ktoś zasugeruje się jego szarawą, zmęczoną cerą lub bruzdami zmarszczek na czole i policzkach. Dokładną
identyfikację wieku utrudnia też krótka broda, okalająca jego szczękę ...
(Więcej)
Uwagi: Przedmioty podane w Ekwipunku to rzeczy, które Arthanal zabiera ze sobą, podróżując. Posiada on jednak swoją siedzibę u podnóży Gór
Dasso, na
skraju Pustyni Nanher, w niej zaś ...
(Więcej)

Postprzez Metatron » Śr wrz 12, 2012 8:04 pm

Metatron próbował w dalszym ciągu zrozumieć istotę zapisaną w energetycznych drganiach lecz na nic. Lecz to istota była szybsza od nich. Zawładnęła Arthnalem, potraktowała go jak swój moduł, dodatkowy organ rozszerzający myślenie. Metatron poczuł dysonans w otoczenie, nekromanta... Prdawny wątpił czy teraz cokolwiek czuje. Jednak obaj magowie słyszeli magicznie stworzoną, pobrzmiewająca zewsząd.
-Jestem Magnus, a wy jesteście mymi gośćmi. - Głos brzmiał jak uderzenia kamieniami o metal. Czarodziej postanowił się jeszcze nie odzywać. Prędko domyłaś się, że nekromanta został wykorzystany przez tą istotę aby zrozumieć człowieczeństwo na tyle aby się porozumieć. Jeśli to coś nadało sobie imię wciąż tkwiło w organicznych koncepcjach. Metatron czuł się źle. Kręciło się mu w głowie. Świta czarodzieja pełna była trwogi, a trwoga urosła gdy z trzaskiem rosnącego w nodze kryształu i urwanym krzykiem Metatrona kość uda pękła mu wyciskając łzy z oczu. Ledwo już rozumiał co istota doń mówi. Kod się nie zmianowe lecz z każda chwilą poza fal opartch na malej ilości energii pojawiały się coraz potężniejsze.
-Nie sądziłem, iż ciało zdolne w pełni żywe przetrzymać mają esencje trafi się przypadkiem. Powinienem co prawda zabić Arthanala, jak on zabił mego ojca! Ale.. Drugiego takiego ciała nie znajdę. Potrzebny jest mi narząd waszego myślenia do badań.
-Więc chcesz być człowiekiem? - Zapytał nie Metatron którego teraz doglądała zielarka lecz  Harriet odznaczając się wyjątkową bystrością myśli.
-Chce zobaczyć jak to jest, zbliżyć się do was, a potem zdecydować... - przerwał mu jęk Metatrona, wynalazca miał blade oblicze i nie czuł się dobrze. Wir magiczny opadł w przytłumionej obecne energią eksplozji mocy, a sieć pływów chroniąca wynalazcę pracowała przy niesamowicie wielkim obciążeniu. Metatron zmrużył oczy i zacisnął żeby. Czuł posmak krwi. To coś powstało w wyniku czarnej magii. Energia życiowa ofiar ich bólu, cierpienia. Dla Metatrona nosiło niezbywalne piętno czarnoksięstwa. Przypominał sobie. Takie informacje uzyskał od mistrza Arthanala. Nie żywe istoty, energia musi być czysta. Strzec się osobowości. Informacja przenoszona tylko liczbami pierwszymi...
...pierwsze zaklęcie było zmieszane z krzykiem bólu Metatrona gdy zamachnięciem kryształowa dłonią ustanowił pole zagięć przestrzeni, więżenie dla energii wkoło aby ta nie nacierała nań tak nachalnie. Drugie, trwająca długo jak na takie warunki, bo wypowiadane aż pół mintty walki ze słabościami ciała zebrało pobliską energię uczyniło weń falę rozchodząca się we wszystkich stronach. Światło zgięło się w pół i zakreśliło koła ugięte silnym polem magicznym...
...mieli chwile nim Magnus odzyska stabilność, zwolnił Arthanala z ucisku. Pół przytomny Metatron przygotowywał ewakuacyjną teleportacje dzień drogi stąd...
Avatar użytkownika
Metatron
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
 
Inne Postacie: Mantus, Assasello, Rebe,
Rasa: Pradawny - Czarodziej
Aura: Potężna, srebrna emanacja pozbawiona blasku roztaczająca topazową poświatę. W dotyku szorstka, sztywna, miękka, o bardzo ostrych krawędziach. Wokół słychać liczne grzmoty, szczęk metalu i odbijające się echo. Roztacza zapach palonego kadzidła, świec i starych ksiąg. W smaku natomiast pikantna oraz kwaśna.
Wygląd: Jak wygląda? Jak czarodziej stojący jedną nogą w grobie. Taki najogólniejszy opis zgada się z rzeczywistością. Może nie widać tego po twarzy poza przekrwionymi oczyma i siwymi włosami. Chociaż, oblicze ma zaniedbane, włosy rozczochrane. Wzrok wiecznie niewyspany, zniecierpliwiony, a ponad wszystko niepozbawiony spojrzenia wyższości. Pomarszczona, zniszczona cera. Usta sine, ... (Więcej)
Uwagi: Metatron stale podróżuje z trzyosobową świtą. Dwóch wojów imieniem Douma i Harriet oraz zielarka Zohara.

Postprzez Arthanal » Cz wrz 13, 2012 9:15 pm

        Zaklęcie, wykorzystując ciało Arthanala, zdołało porozumieć się z Metatronem. Zapewne było przekonane, że nekromanta jest teraz całkowicie bezwolny i nieświadomy tego, co dzieje się dookoła niego. A jednak mimo tego, że Formierz pozwalał Magnusowi pasożytować na sobie, wolę nadal zachował. I słuchał.
        Rzeczywiście dowiedział się wielu ciekawych rzeczy... Zaklęcie chciało być człowiekiem, a przynajmniej dopuszczało taką możliwość? Dzieło szaleńca... Ciekawe. Mistrz Pharacelsus zdawał się być w miarę zrównoważony, ale pozory często bywają mylące. To zresztą było nieistotne. Sytuacja zaczynała się robić niebezpieczna, należało działać...
        Metatron go ubiegł. Rzucone przez niego zaklęcie wytrąciło Magnusa z równowagi, osłabiło jego wpływ na Arthanala. Nakazem woli ostatecznie wyrzucił z siebie wolę czaru i natychmiast przystąpił do działania.
        Zaczął od stworzenia iluzji - na szczęście poszło szybko, jako że nie musiała być zbyt udana - Magnus nie skupiał się raczej na wrażeniach wizualnych. Następnie nekromanta sięgnął mocą do jednego z wciąż bezużytecznych ożywionych trupów i pozbawił go ducha. Następnie, korzystając z wyrysowanego wcześniej kręgu, wpakował go w iluzję, korzystając z Dziedziny Śmierci. Wiedział, że nie utrzyma się to długo, ale powinno wystarczyć. Na końcu otoczył to wszystko zawirowaniem energii, mającym zagłuszać emanację magiczną tworu. Wszystko to zajęło mu niecałe dwie minuty - niewiele, choć i tak za dużo. Strumienie magii zaczynały się niebezpiecznie kształtować, Magnus mógł za chwilę odzyskać pełnię świadomości. A wtedy należało być daleko.
        Arthanal chwycił kostur i zbiegł na parter wieży. Zaczął szukać jakiegoś śladu wejścia - jakoś nie sądził, by Pharacelsus chciał być zmuszony do przebijania się przez piwnice. Po chwili coś znalazł - bardzo słabe echo... portalu? Sprawdził dwukrotnie - nie było to zaklęcie, rzucone przez Metatrona.
        Iluzję na ścianie przejrzał łatwo - choć stworzona prawidłowo, była po prostu zbyt pieczołowicie ukryta, co dla kogoś, kto wiedział, gdzie i czego szukać, stanowiło raczej wskazówkę niż przeszkodę. Przeszedł więc przez fałszywą ścianę, za którą rzeczywiście znalazł portal - wielkości uczciwego, nie oberżniętego złotego gryfa. Sięgając przez niego, trafił na kamień, który przesunął się gładko pod lekkim naciskiem. Towarzyszył temu zgrzyt.
        Gdy nekromanta cofnął się nieco zobaczył, że fragment ściany wieży wsunął się pod ziemię. Nie namyślając się długo, wyszedł na zewnątrz. Metatrona i jego świtę dostrzegł niemal natychmiast, ale równocześnie poczuł coś jeszcze - przepływ energii Magnusa był niezakłócony...
        Arthanal zaczął biec. Zabawnie to wyglądało, kiedy pędził przez martwe pole, a fałdy jego szaty powiewały jak w czasie wichury. Na dodatek kreślił w powietrzu skomplikowane gesty, mruczał inkantacje - wszystko po to, by zmylić Magnusa jeszcze choć przez chwilę, dać sobie więcej czasu na ucieczkę...
        Dopadł portalu pradawnego w sam czas, jak się zdawało - magia zaczęła się kształtować w niepojęty dla niego sposób. Ledwo zauważył, w jakim stanie jest Metatron, teraz liczyło się dla niego tylko jedno - przeżyć. To było wręcz zawstydzające - Arthanal Formierz, mistrz nekromancji, bał się śmierci...
Avatar użytkownika
Arthanal
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
 
Inne Postacie: Chaldrion, Merithur, Sekiel,
Rasa: Lich
Aura: Silna emanacja manifestuje się poprzez przeraźliwie krzyki agonii, które wystraszyć zdołają nie jednego twardziela. Dodatkowo przejmujące uczucie straty i stagnacji niemalże odbiera wszelkie siły do życia. Nagłe grzmoty, przy których włosy na głowie lekko się unoszą, potęgują poprzednie wrażenia, a cisza, w której toną wszystkie dźwięki wzbudza niepokój. Wokół srebrzystej powierzchni, otoczonej spiralnym kobaltowym pasmem widnieje świetlista, turmalinowa otoczka. Aura wydziela mocną woń starych pergaminów pokrytych kurzem oraz zapach wysuszonej skóry. W dotyku niespodziewanie okazuje się, iż jest miękka, aczkolwiek podczas wygięć i zgięć, gdzie ukazuje swą elastyczność, grozi ostrymi, jak brzytwa zakończeniami. W smaku natomiast lepi się do podniebienia, uporczywie sklejając usta czytającego na kilka chwil.
Wygląd: Dzięki magii Arthanal nie wygląda tak, jak wyglądać powinien. Ciężko określić jego wiek po samym tylko wyglądzie. Nekromanta wygląda
bowiem
na
czterdzieści lat, może więcej, jeśli ktoś zasugeruje się jego szarawą, zmęczoną cerą lub bruzdami zmarszczek na czole i policzkach. Dokładną
identyfikację wieku utrudnia też krótka broda, okalająca jego szczękę ...
(Więcej)
Uwagi: Przedmioty podane w Ekwipunku to rzeczy, które Arthanal zabiera ze sobą, podróżując. Posiada on jednak swoją siedzibę u podnóży Gór
Dasso, na
skraju Pustyni Nanher, w niej zaś ...
(Więcej)

Postprzez Metatron » So wrz 15, 2012 8:51 pm

To co laik określiłby mianem portalu dla Metatrona była obszarem wieloprestrzeni. Dla czarodzieja portal był obaczą dziurą w hemoterapii, prymitywnym w swych założeniach odwiertem łączącym dwa punkty. Natomiast sfera wykreowana przez wynalazcę sprawiały, że dwa miejsca świata współistniały ze sobą, lecz nie było to proste nałożenie się krajobrazów gdyż takie spowodowało katastrofę w metafizyce. Sfera przenikających się krajobrazów w której czekał Metatron musiała łączyć łącz punkt A, B, ale także wszędzie i nigdzie. Szeptał słowa które stanowiły nie tylko manifestacje nieugiętej woli lecz były kluczami. Pierwsze zdanie zdefiniowało sferę, drugie cel, a trzecie uderzyło świat w jego zasadach aby rozkruszyły się pod władczym gestem dwóch dłoni kreślących w powietrzu tajemne znaki. Taki sposób teleportacji gwarantował bardzo trudne wykrycie. Wszak obszar był wszędzie...
...i nigdzie, co dotkliwiej mogli odczuć gdy Arthanal wpadł do obszaru, a sekundę po tym jasne, białe światło wypełniające sferę zagasło zostawiając nie tyle ciemności, co jakiś dziwny krajobraz który znowu mignął w sześciowymiarowe nic. Kontury ziemi rozmyły się niczym roztopione, świta Metatrona jak i sam Arthanal wyglądali jak niemożliwe, rozdwojone stwory. Metatron już nic nie mówił, tylko kończył gesty, jego drżące w ostatnim wysiłku dłonie były wszędzie, na ogórze, na dole, były gdzieś i nie były, trzy dodatkowe współrzędne sprowadzały dodatkowe zamieszanie. Zielarka znajdowała se właśnie rozciągnięta na cztery wymiary, dwaj wojownicy pęcznieli w szóstym, Metron zdawał się temu dryfować, a Arthanal był zaplątany między nogi lektyki. Metafizyczny trzask i ostatnie sowo mocy finalizowało zaklęcie.
***

Trzy dodatkowe wymiary posłużyły za wyrwanie jakichkolwiek śladów teleportacji, Metatron w momencie przeskoku odrzucił je przywracając chociaż częściowo normalne warunki, poza pomieszaniem góry z dołem, jako balsam na geometrię wyrównujący jej zmarszczki...
…następnie znajdowali się wszędzie, indzie i w punkcie b, wszechkrajobraz przenikał się wielobarwnym obrazie barw, dźwięków i zapachów, wszystko splątane i nierealne. Nekromanta dotykał czułkiem swego nosa tyłu głowy, a Metatron zdawał się mu wisie do góry nogami.

[Ciąg dalszy: Metatron, Arthanal]
Avatar użytkownika
Metatron
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
 
Inne Postacie: Mantus, Assasello, Rebe,
Rasa: Pradawny - Czarodziej
Aura: Potężna, srebrna emanacja pozbawiona blasku roztaczająca topazową poświatę. W dotyku szorstka, sztywna, miękka, o bardzo ostrych krawędziach. Wokół słychać liczne grzmoty, szczęk metalu i odbijające się echo. Roztacza zapach palonego kadzidła, świec i starych ksiąg. W smaku natomiast pikantna oraz kwaśna.
Wygląd: Jak wygląda? Jak czarodziej stojący jedną nogą w grobie. Taki najogólniejszy opis zgada się z rzeczywistością. Może nie widać tego po twarzy poza przekrwionymi oczyma i siwymi włosami. Chociaż, oblicze ma zaniedbane, włosy rozczochrane. Wzrok wiecznie niewyspany, zniecierpliwiony, a ponad wszystko niepozbawiony spojrzenia wyższości. Pomarszczona, zniszczona cera. Usta sine, ... (Więcej)
Uwagi: Metatron stale podróżuje z trzyosobową świtą. Dwóch wojów imieniem Douma i Harriet oraz zielarka Zohara.

Poprzednia strona

Powrót do Mgliste Bagna

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron